piątek, 4 stycznia 2013

Berlin Crossing - Kevin Brophy

Wydawnictwo Hachette, Okładka miękka, 337 s., Moja ocena 5/6 
Zabierałam się za tę książkę, jak przysłowiowa żaba za jeża, nie mogłam się zdecydować na jej lekturę i teraz żałuję. Tzn. żałuję, że dopiero teraz ją przeczytałam.
Ale po kolei.
Akcja powieści rozpoczyna się w 1993r. w dawnych wschodnich Niemczech, tuż po zburzeniu Muru Berlińskiego. Dla większości osób, które żyły po obu stronach Muru był to okres wielkiej euforii i jeszcze większych nadziei. Podobne nadzieje żywi główny bohater książki  trzydziestoletni nauczyciel języka angielskiego Michael Ritter. Jednak zamiast euforii obok nadziei kłębią się w nim zupełnie inne uczucia – strach, zdziwienie i niezrozumienie. Żona go porzuca (wybiera nowe, lepsze życie), z pracy zostaje w trybie natychmiastowym zwolniony (bo przecież należał do partii komunistycznej, która w tym momencie jest bee, a na dodatek zupełnie niedawno, przed upadkiem NRD napisał książkę, która poniekąd jest peanem na cześć sytuacji w dawnych, komunistycznych Niemczech), samochód (wiekowy trabant, symbol NRD) ledwo dyszy, a na dodatek umiera mu matka, jedyna osoba, która go bezwarunkowo kocha. 

Tuż przed śmiercią, matka prosi go o jedną rzecz, żeby odnalazł tajemniczego pastora Brucka i poznał zaskakującą prawdę o swoim prawdziwym ojcu. Dla Michaela świat się wali, jako bonus od okrutnego losu otrzymuje wiadomość, że nieżyjacy już mężczyzna, którego przez 30 ostatnich lat uważał za swojego ojca nim nie jest, jest nim za to tajemniczy człowiek z...no właśnie..skąd nie zdradzę wam.
Napiszę tylko, że Michael udaje się do pastora, którym okazuje się starszy, zgnębiony fizycznie (ale nie duchem) przez Stasi człowiek. Na wieść kim jest Michael pastor blednie. Wyobraźcie sobie, jaką więc tajemnicę dot. Michaela i jego rodziców musi skrywać duchowny.
Początkowo nie chce Michaelowi nic powiedzieć, ale nękany wizytami i błaganiami mężczyzny ulega mu i krok po kroku opowiada historię jego rodziców, ich wielkiej miłości i tego co się z nimi wszystkimi stało. Za sprawą opowieści pastora Michael wyrusza w pełną mrocznych zakamarków podróż w lata sześćdziesiąte w Niemczech Wschodnich rządzonych przez Stasi.
To czego się dowie zmieni zarówno jego, jak i jego życie, nic już nie będzie takie oczywiste i proste, jak było dotychczas. I jeżeli Michael jadąc do pastora myślał, że ma problemy, to grubo się mylił, one dopiero na niego czekają.
Odkrywając prawdę narazi się na wielkie niebezpieczeństwo (zarówno fizyczne, jak i psychiczne).
Co jeszcze odkryje Michael? Co kryją w sobie nie tak znów odległe lata?
Czy tajemnicę warto poznawać za każdą cenę? 

A może ta podróż w czasie będzie swoistą katharsis dla Michaela?
O tym przekonacie się sami w  trakcie lektury, do czego gorąco zachęcam.
Wiem, książka wygląda bardzo niepozornie i na pewno nie jest zapowiedzią tak doskonałej treści.
Pierwsze kilkanaście stron jest banalnych, ot mężczyżnie po zmianie ustroju wali się na głowę cały świat. Bolesne, ale takich osób jak on w 1993r. było wiele. Początek książki, ukazanie zmian zachodzących w kraju, jak i w samych ludziach autor bardzo ciekawie i niezwykle wnikliwie opisał. Jednak naprawdę interesująco zaczyna się robić, gdy Michael odnajdzie duchownego. To co na kolejnych stronach książki przeżyje będzie istną karuzelą, jazdą kolejką górską, głównie pod względem emocjonalnym, jak i próbą odnalezienie się w tym wszystkim i pogodzenia z prawdą. Czy mu się to uda? 

Napisze tylko, że wcześniejsza strata wszystkiego i szukanie korzeni zaprowadzą go na psychiczne i egzystencjalne dno, ale paradoksalnie wyjdzie mu to na dobre.
W jaki sposób? Tego już nie zdradzę. Mam nadzieję, że sami sięgniecie po książkę.
Od razu jednak zaznaczam, nie oczekujcie lektury rodem z Hollywood, lektury pełnej strzelaniny akcji na zasadzie zabili go i uciekł. Nic z tych rzeczy w Berlin Crossing nie znajdziecie. Owszem akcję znajdziecie (tak jak wcześniej napisałam niezwykle dynamiczną), ale zupełnie innego kalibru. Znajdziecie także całkiem sporo refleksji nad transformacją 1993r. Zarówno w Niemczech, jako kraju, jak i w umysłach oraz sercach ludzi. Znajdziecie także poruszającą historię o miłości, dla której warto wszystko poświęcić... 
Gwarantuję wam, że w trakcie lektury nie będziecie się nudzić.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Berlin Crossing.

4 komentarze:

  1. Chyba jeszcze nie czytałam żadnej książki, której akcja dzieje się z czasie transformacji Niemiec. Poszukam i przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie ja podziękuję. Ale widzę, ze czytasz w tej chwili to samo co ja czyli "Ekologiczną zemstę":)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super :) Zdecydowanie dla mnie. Jutro wybieram się do księgarni i poszukam tej książki na pewno. Świetna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam książki wydawnictwa Hachette :)

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.