piątek, 20 października 2017

Trzymaj się, Mańka! - Małgorzata Kalicińska

Wydawnictwo: Burda Publishing Polska, Moja ocena 5/6
Kalicińskiej udało się stworzyć świetną, mogącą być pozytywnym wzorcem, poprawiaczem złego nastroju bohaterkę.
Jej Marianna to kobieta licząca kilkadziesiąt wiosen,z dorosłym synem, kobieta dojrzała, po przejściach, z bagażem niezbyt ciekawych życiowych doświadczeń, samotna, bez pracy.
Wielu osobom zdaje się, iż takie kobiety nie czeka już nic ciekawe, że powinny cieszyć się jeżeli nie jest im żle. Otóż nic bardziej błędnego.
Marianna w momencie, gdy wydaje jej się, że gorzej już być nie moze, dopiero rozpoczyna życie, zaczyna je czerpać pełnymi garściami i to na każdym polu.
W książce co prawda nie ma nagłych zwrotów akcji, ale jest mnóstwo mądrych zdań, ciekawych refleksji, spojrzeń na banalne zdawałoby się sprawy z innego punktu widzenia. Jest także dużo uśmiechu, kilka łez i są niezwykłe podróże, jak np. ta do Korei Południowej, gdzie na Mariannę czeka prawdziwe szczęście.
Ogromnym plusem książki są także drobiazgowo i ciekawie nakreślone portrety bohaterów. Dotyczy to każdej, nawet pojawiającej się tylko na chwilę postaci.
Choć z pozoru zdawałoby się, iż książka ta to zwyczajny romans, to jednak gwarantuje wam, iż to coś więcej. Trzymaj się Mańka to powieść ciepła, optymistyczna, poprawiająca nastrój, przywracająca wiarę, ze warto. Ot taki balsam na duszę, często zbolałą, naruszona przez jakieś życiowe problemy.
Jednak to nie tylko powieść dla poharatanych życiowo. Jest to książka dla wszystkich- dla tych, którym się nie wiedzie, ale i dla tych, którym wszystko idzie doskonale, dla młodych i starszych, dla zakochanych i samotnych. Kalicińska napisała świetną lekturę, która jestem przekonana, zadowoli większość kobiet niezależnie od wieku, miejsca zamieszkania, wykształcenia, czy stanu rodzinnego. Polecam.
 

:)



Informacyjnie, dziewczyny, które kilka dni temu wygrały u mnie książki...dzisiaj raniutko przesyłki zostały wysłane. Mam nadzieję, że do środy-czwartku do was dotrą.

Dajcie proszę znać :)


czwartek, 19 października 2017

Królowie bourbona, Dola aniołów - J. R. Ward

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Świetne książki napisane w klimacie, który bardzo lubię. Styl autorki, klimat obu tomów, to coś pomiędzy Jackie Collins, a Judith Krantz. Kto czytał wie o czym napisałam. Tych, którzy nie znają książek tych autorek, gorąco zachęcam do lektury oraz do sięgnięcia po pierwsze dwa tomy trylogii o bardzo bogatym rodzie z Południa USA.
Bradfordowie (bo to oni są tym rodem i głównymi bohaterami) zbili majątek na produkcji bourbona. Kolejne pokolenie ich rodu produkuje kukurydziany trunek, który uchodzi za jeden z najlepszych na świecie. Dzięki temu od pokoleń Bradfordowie mogą żyć w wielkiej rezydencji, w trudnym do wyobrażenia luksusie i należeć do elit towarzyskich USA.  
Nad utrzymaniem raju Bradfordów niestrudzenie pracuje służba. Pracowników rezydencji, w której mieszka rodzina jest ponad 70 osób, a członków rodziny niespełna 10. Te proporcje mówią za siebie. Dzięki temu rodzina od pokoleń prowadzi uprzywilejowane, pełne wysmakowanych przyjemności i niewyobrażalnego luksusu życie.
Jednak to tylko fasada. Co się za nią kryje? Jak się okaże w trakcie lektury, bardzo wiele. Członkowie rodziny tylko pozornie są szczęśliwi. Ich życie pełne jest mniejszych lub większych problemów. 
Romanse, nieślubne dzieci, utrata kilkudziesięciu milionów $, zła koniunktura, zawistni krewni, wredna, zdradzająca żona, wyjątkowo odrażająca głowa rodziny i wiele innych problemów. To wszystko wraz z pięknymi strojami, kosztownymi klejnotami, okazałymi rezydencjami, prywatnymi samolotami i romansami w dowolnej konfiguracji, znajdziemy na kartach obu części trylogii. 
Akcja jest wielo-, wielowątkowa. Jednak wszystkie wątki są doskonale i konsekwentnie prowadzone. Żaden z tematów nie zostaje zawieszony w powietrzu, nie umyka, jak to się zdarza innym autorom. Zwroty akcji są błyskawiczne i nagłe, poczucie humoru i intrygi wylewają się z każdej kolejnej kartki. A wszystko okrasza wspaniały, pełen ciętego humoru język, jakim całość jest napisana.
Relaks i doskonała zabawa gwarantowane. Zachęcam do lektury i czekam niecierpliwie na tom 3.

środa, 18 października 2017

Nowe polowanie na 909,909 na liczniku :)



Zapowiadałam wczoraj, że ogłoszę nowe polowanie, no i ogłaszam.
Polujemy na 909,909 wejść na liczniku.

Tym razem wygra tylko 1 osoba...
Wygra ten, kto jako pierwszy przyśle na mojego emaila anetapzn@gazeta.pl screen w jpg ekranu z licznikiem 909,909 lub najbliższym tej liczy wejść w górę czyli np. 909,910 etc.
Konkurs tylko dla obserwujących mój blog. 

Do wygrania 1 pakiet książek:


 


Nagrody dla osób, które wczoraj wygrały w organizowanych przeze mnie konkursach, m.in. polowaniu, już się pakują i w tym tygodniu będą wysłane. Mam nadzieję, że poczta polska szybko je dostarczy. 

Zapraszam do nowej zabawy...są chętni? 

wtorek, 17 października 2017

Szok, czyli 2,500 tys. wejść dzisiaj :) czyli wyniki łapania 888888



Poszłam tylko na chwilę po coś obok, przychodzę, a tu screeny licznika w emailu:)

Licznik upolowały przed chwilą dwie osoby:

Agnieszka z bloga aga-zaaczytana.blogspot.com

 


i Kasia z Księgozbiorukasinego. Kasia wygrała też dzisiaj książkę z Wyd. Amber, dostanie więc ode mnie pakę z 3 książkami. 


Agnieszkę proszę o nadesłanie adresu do wysyłki.

Książki wyślę w ciągu 7 dni listem poleconym.

A niedługo ogłoszę kolejne polowanie z nagrodami....
 


Upoluj 888,888 i wygraj 2 książki :)

Przypominam, iż trwa polowanie na 888,888 na liczniku odwiedzin na moim blogu.

Wygrywają dwie osoby, które nadeślą jako pierwsze zdjęcie licznika z w/w cyfrą lub kolejne najbliższe sześciu ósemką, np. 888,890 etc.
Zdjęcie musi być w jpg przysłane do mnie na email anetapzn@gazeta.pl. Liczy się kto pierwszy ten lepszy , liczy się czas w którym email do mnie dotrze.
Wysyłka książek  na terenie Polski w ciągu 7 dni od nadesłania przez zwycięzców na w/w email adresów do wysyłki.
Aha, co jest nagrodą :) 
każdy ze zwycięzców (2 osoby) otrzyma takie książki ( po 1 egz. każdej książki) ufundowane przez Wydawnictwa Amber i Muza....

Zapraszam do zabawy :)


Wyniki konkursu z Wyd. Amber

Po 1 egz. książki Moja hiszpańska przygoda zdobyły:
Księgozbiór Kasiny i Sandi Cullen.

Bardzo proszę o przesłanie adresów na email: anetapzn@gazeta.pl

poniedziałek, 16 października 2017

Ludzie na drzewach - Hanya Yanagihara

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Autorka Małego życia ponownie sięga po bardzo bolesny, trudny temat. Tym razem podejmuje kwestie osób wybitnych pod każdym względem i zadaje pytania czy takie osoby obowiązują te same zasady, takie samo prawo, jak zwyczajnych ludzi. A może wybitne jednostki może jednak mogą omijać pewne normy, prawa, podstawy funkcjonowania w społeczeństwie? Czy zło czynione w dobrej intencji, nawet najlepszej, jest usprawiedliwione? Czy cel uświęca środki?
Trudno jest mi w kilku zdaniach napisać o czym jest ta książka. Bez wątpienia poruszyła mnie i to bardzo. Zmusiła także do przemyślenia kilku kwestii.
Autorka nad tą powieścią pracowała aż 18 lat. Tak, dobrze czytacie - osiemnaście. Ludzie na drzewach oparci w dużej mierze na faktach, na postaciach autentycznych, są niezwykli.
Początkiem książki była historia noblisty z lat 70. XX wieku, Daniela Gajduska.
Jego odkrycie uratowało tysiące ludzi. Jednak, jak się okazało, naukowiec wsławił się nie tylko tym co ważne z punktu widzenia nauki.. Pod koniec życia został skazany w USA za pedofilię. Mówi się, że był to chyba najbardziej kontrowersyjny Nobel w ponadstuletniej tradycji nagrody. Ludzie na drzewach nie są bezpośrednio o tym nobliście, ale jego sylwetka, wyrok i dyskusja, jaka się po skazaniu rozpętała na świecie, stały się przyczynkiem do napisania książki.
Głównym złym w tej opowieści, jest zupełnie przypadkowy człowiek, którego sylwetka przedstawiona na początku książki, w najmniejszym nawet stopniu nie zapowiada tak dramatycznych wydarzeń. Gdyby Perina przypadkiem nie dostał się na antropologiczną misję na jedną z zagubionych an Pacyfiku wysepek... Gdyby... Nie od dziś wiadomo, iż życiem, światem na ogół rządzi przypadek. Yanagihara w swojej książce potwierdza tę tezę.
Myślę, iż wystarczająco zaanonsowałam wam treść książki. Nie będę więcej o niej opowiadać.
W przeciwieństwie do Małego życia, w Ludziach na drzewie brak drastycznych scen.
Atuty książki to wspaniałe opisy przyrody, kwestii etnograficznych, kulturowych, majstersztyk.
Na ogromny plus zasługuje też wręcz odrażająca postać głównego bohatera. Stworzyć taką sylwetkę to wielka sztuka.W ogóle cała książka jest pełna postaci w mniejszym lub większym stopniu budzących odrazę lub co najmniej niechęć, wstręt. Nie ma nawet jednej postaci, która wzbudziłaby we mnie sympatię, lub inne pozytywne uczucia.
Ludzie na drzewach to pierwsza książka Hanyi Yanagihari. Została ona napisana przed słynnym u nas Małym życiem. Nie wiem, dlaczego u nas zamieniono kolejność wydania książek. Ludzie na drzewach są świetni i zapowiadają kolejną niezwykłą książkę pisarki, jaką okazało się Małe życie. Polecam obie powieści i aż się boję co będzie w 3. książce.



 

niedziela, 15 października 2017

Deadline. Zdążyć przed terminem - Tom DeMarco

Wydawnictwo Studio Emka, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Autor niniejszej książki, Tom DeMarco, to amerykański konsultant, informatyk, jeden z twórców inżynierii oprogramowania, ale także niezły pisarz. Autorowi udało się przedstawić zaporowe, nieprzyswajalne, nudne jakby się zdawało dla wielu kwestie dot pracy zespołu zajmującego się tworzeniem oprogramowania w sposób prosty, inteligentny, zabawny, przyswajalny w zasadzie dla każdego.
Tytułowe deadline, to angielski termin oznaczający cezurę bądź granicę czasową, przed jaką dana czynność ma zostać wykonana.
W dzisiejszych czasach, wśród pędu życia, a szczególnie w branżach pokroju IT, deadline pojawia się w zasadzie co chwila. Można nawet śmiało rzec, iż deadline jest nieodzowną częścią naszego świata. DeMarco napisał o tym ciekawą, humorystyczną, postrzeganą z lekkim przymróżeniem oka książkę.
Książka podzielona jest na kilka rozdziałów. Każdy opowiada o kolejnym etapie powstawania danego projektu. Sporo miejsca jest także poświęcone kontaktom między pracownikami, rekrutacji nowych pracowników, integracji zespołu etc. Każdy z rozdziałów zakończony jest zapiskami dot. zawodowego doświadczenia autora, takimi jakby zapiskami z dziennika.
Tym co przewija się w każdym z rozdziałów i co łączy ludzi w branży niezależnie do zajmowanego stanowiska, jest stres i presja.
Deadline jest bardzo ciekawą lekturą, choć nie ukrywam, nie jest to pozycja dla każdego. Jednak uważam, iż warto dać jej szansę. Język, sposób pisania, poczucie humoru i sfabularyzowanie dla większości osób obcego świata informatyków, czynią tę pozycję bardzo ciekawą, momentami nawet porywającą lekturą. DeMarco udało się świetnie połączyć świat niedostępny z formą powieści i poradnika. Czyta się szybko i ze sporą przyjemnością. Nie ukrywam, iż jestem bardzo mile zaskoczony tą lekturą.



sobota, 14 października 2017

Krzysztof Klenczon. Historia jednej znajomości - Alicja Klenczon Tomasz Potkaj

Wydawnictwo WAM, Ocena 4,5/6
Tę książkę przeczytała akurat moja mama, która jest z pokolenia, gdy tworzył Krzysztof Klenczon. W związku z tym to będzie jej opinia.
Książka jest ciekawa, opowiada o początkach twórczości muzyka, gdy piosenki, kompozycje były najważniejsze, gdy było bardzo biednie, trudno, ale cały czas Klenczon wierzył, że się uda, że warto. 

Krzysztof Klenczon to początkowo zespół Niebiesko-Czarni, póżniej o wiele słynniejsze i pamiętane do dziś Czerwone Gitary.
Na uznanie, sławę, koncerty musiał długo czekać. Jednak gdy popularność nadeszła, jej efekt przerósł nawet oczekiwania samego muzyka. Liczne płyty, nagrania, teledyski, koncerty, fani (głównie fanki), sława.
Jednak sława, bycie na topie ma także swoja druga stronę. Są nią liczne nieporozumienia np.z ówczesnym monopolistą ZAIKSem, Sewerynem Krajewskim, z którym Klenczon toczył zażartą rywalizację. To wszystko spowodowało niesmak, niechęć i odejście ze święcących niesamowite triumfy Czerwonych Gitar. Powstał zespół Trzy Korony, który dosyć szybko zyskał grono wielbicieli.
Co było dalej, co było w międzyczasie...tego dowiecie się w trakcie lektury tej ciekawej książki.
Ogromnym atutem opowieści jest to, iż jednym z jej współtwórców jest żona nieżyjącego muzyka, Alicja Klenczon. Dzięki wstawkom dot. cech Krzysztofa, anegdotom z ich życia prywatnego, zawodowego, drobiazgom dodawanym tu i ówdzie, książka nabiera niepowtarzalnego smaku, klimatu. Dodatkowo artysta przed laty wielbiony przez tysiące fanów jawi nam się, jako zwyczajny człowiek, z zaletami, ale i wadami, humorami, gorszymi i lepszymi dniami. 

Alicja Klenczon męża, którego kochała ponad wszystko straciła wiele lat temu. Artysta zginął w tragicznym wypadku samochodowym. Pamięć o nim jest jednak dla niej ogromnie ważna i dlatego powstała ta książka, która jest nie tylko opowieścią o nim, o niej, o ich wspólnym życiu, ale także szkatułką pełną drobiazgów składających się na życie tej niezwykłej pary.
Czyta się dobrze, najlepiej, gdy w tle rozbrzmiewają dźwięki muzyki tworzonej przez bohatera. 

środa, 11 października 2017

1000 słów - Jerzy Bralczyk

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 6/6
Gdy tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją mieć, przeczytać, korzystać z niej.
Prof. Bralczyka chyba kojarzą wszyscy. Dla wielu z nas jest on wyrocznią w zakresie tego, co i jak mówić, jakich błędów unikać.
Programy profesora ogląda się z wielką przyjemnością. Są one nie tyle lekcją, co spotkaniem z niezwykłym człowiekiem, który jak nikt inny potrafi w fascynujący sposób przekazać wiedzę w zakresie polskiego języka.
1000 słów to po 500 zdaniach kolejny słownik do czytania w całości. Napisałam słownik, ale w rzeczywistości obie książki są zbiorem błyskotliwych, mądrych, zabawnych felietonów dot. naszego trudnego języka.

Oprócz tytułowego 1000 słów w książce znajdziemy mnóstwo fascynujących informacji o pochodzeniu danego słowa, o jego znaczeniu, metamorfozie, przemianach naszej obyczajowości, kultury, polityki. Autor traktuje słowa niczym ludzi, krewnych, przyjaciół. Wspaniała, wszechstronna i niezwykle ciekawa pozycja. 
Co szczególnie cenne to fakt, iż cała wiedza dot. słów, przekazana jest czytelnikowi w sposób profesjonalny, ale przy tym lekki, daleki od moralizatorskiego czy szkolnej nudy. Dzięki temu książka przypadnie do gustu zarówno osobom zawodowo zajmującym się słowami, językiem polskim, jak i laikom, którzy chcą dowiedzieć się i nauczyć czegoś niezwykłego.
Redaktorem książki jest Michał Ogórek, który tworzy niezwykłą strukturę 1000 słów, co jest dodatkową rekomendacją dla tej książki. 

Podział książki jest niezwykły. Mamy rozdziały takie, jak:  Słowa, którym na nas nie zależy, Słowa stwarzające świat, Słowa, które znaczą coraz więcej, Słowa milowe, Jeszcze nie słowa i wiele innych niezwykłych, niecodziennych. Czytając tytuł rozdziału trudno zgadnąć, czego będzie dotyczył. Każda z nazw, tytułów rozdziałów obiecuje z pewnością wspaniałą przygodę. Ot chociażby rozdział Słowa stwarzające świat, który traktuje o słowach  najpotężniejszych, bo mających siłę stwarzania nowych konstrukcji ludzkiego umysłu.
W trakcie lektury wiele razy się zdziwimy, uśmiechniemy, zamyślimy, a jeżeli tylko będziemy chcieli także nauczymy. . 
Gorąco zachęcam do kupna tej książki, korzystania z niej i wyniesienia z lektury, jak najwięcej. Całkowicie zgadzam się z tym, co napisał Michał Ogórek:
„Mądrej głowie dość dwie słowie” – mówi znane polskie powiedzenie. Jakie to dwa słowa wystarczą za wszystkie inne? „Profesor Bralczyk”. Za „profesorem Bralczykiem” kryją się wszystkie polskie słowa i dzięki nim rozumiemy je wszystkie.
Czy można wyobrazić sobie dwa słowa o większym w języku zastosowaniu?
Michał Ogórek 

wtorek, 10 października 2017

Ojciec. Opowiadania

Wydawnictwo Newsweek, Moja ocena 5,5/6
Wiem, opowiadania nie należą do najbardziej lubianych form literackich, gro czytelników woli dłuższe utwory. Ale opowiadania same w sobie mają to coś, ukazują wielkość (albo płyciznę) ich autora. Sztuką jest bowiem na kilkudziesięciu stronach zawrzeć wiele, tyle ile normalnie znajduje się na kilkuset (w normalnej, pełnowymiarowej powieści).
Rzadko któremu autorowi uda się tak zainteresować czytelnika, żeby nie mógł od lektury się oderwać. Autorom, których twórczość złożyła się na ten tom, to się udało.
Zawarte w książce opowiadania napisane zostały przez popularnych autorów polskiej sceny literackiej. Ich nazwiska mówią same za siebie - Cichy, Dukaj, Engelking, Małecki, Muszyński, Orbitowski, Szczerek, Szostak, Witkowski.
Różni autorzy, różny styl pisarski, jeden temat - ojciec i jego rola w życiu dziecka, młodszego, starszego, osoby dorosłej, ale zawsze dziecka.
Nie są to banalne, proste, słodkie jak ulepek opowiadania. Każde z nich przedstawia relacje ojciec-dziecko an różnym etapie. Każde z opowiadań ma w sobie to coś, każde porusza, mniej lub bardziej, ale porusza. Wielu z nas ma w sobie jakąś zadrę z dzieciństwa, wielu coś tam z ojcem się nie ułożyło, wielu ma o coś do ojca pretensje, żałuje, ze coś zrobiło w ten czy inny sposób. Różnie to w życiu bywa. Jestem przekonana, iż tymi osobami lektura bardzo wstrząśnie.
Muszę przyznać, iż zarówno poziom, jak i treść opowiadań wywarły na mnie ogromne wrażenie.czytając kolejne opowiadania miałam wrażenie, jakby autorzy sięgali pod podszewkę duszy dziecka, które w każdym z nas ciągle drzemie.
Tym co mnie najbardziej zaskoczyło w trakcie lektury był fakt, iż tylko jedno z opowiadań zostało napisane z perspektywy ojca. Które, tego nie zdradzę, sami się przekonacie.
Gorąco zachęcam do lektury tego świetnego, tak mało reklamowanego zbioru opowiadań. Nie bójcie się trudnej tematyki, nie bójcie się formy opowiadania. Jestem przekonana, iż lektura was zadziwi (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Polecam.


Mężczyzna, który gonił swój cień - David Lagercrantz

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 4-/6
Recenzja mojego męża.

Książka z założenia ma być 5. tomem dla mnie kultowej serii Millennium pióra nieodżałowanego Siega Larssona.
Kilkanaście miesięcy temu przeczytałem tom 4. Dla mnie to była profanacja, coś co w ogóle nie powinno mieć napisu Millennium na okładce.
W związku z tym nic dziwnego, że postanowiłem ze sporą rezerwą podejść do tomu 5. Muszę jednak przyznać, że chociaż nie jest to książka idealna, to czyta się całkiem nieźle. Lagercrant chyba wziął sobie do serca, to co pisali o poprzednim tomie recenzenci. Poprawił się jego warsztat, poprawił styl, poprawił sposób prowadzenia fabuły. 5. tom wypada zdecydowanie lepiej od 4.
Larssonem autor nie jest, a książka nie może się równać z Millennium, ale mogę zachęcić do jej lektury. Warunek jest jeden, nie możecie traktować Mężczyzny, który gonił swój cień, jako kontynuacji trylogii napisanej przez Larrssona. Potraktujcie książkę, jako osobną lekturę, nie związaną ze szwedzką trylogią. Mimo obecności na kartach powieści Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista, da się to zrobić. Ciekawym i ułatwiającym to zabiegiem jest dodanie kilku interesujących postaci, choć jedną z nich autor potraktował wg. mnie trochę zbyt płytko.
Książka nawiązuje do aktualnych tematów, czego przykładem może być kwestia islamistów i tego co robią z Europą oraz islamofobów. Poza tym poruszana jest problematyka inżynierii genetycznej oraz stabilności pieniądza i szaleństw ekonomii i naszego świata w ogóle.
Co istotne szczególnie w kwestii dot. islamu, w książce brak królującej wszędzie do bólu poprawności politycznej. Mam wrażenie, iż autor opisuje wszystko, takim jakim jest, a nie jakim powinno wg. wielu być.
Co prawda kilka wątków ma dla mnie zbyt mało rozbudowane zakończenie, tak jakby pisarz nie wiedział w zasadzie, jak to zrobić, ale i tak książkę nieźle się czyta.
Brak co prawda klimatu Larssona, ale tak jak wspomniałem, czytajmy Lagercrantza w oderwaniu od Millennium. Jako tom 5. książka się nie sprawdzi, brak tej specyficznej atmosfery Millennium i stylu Larssona. Jako samodzielna jest niezła, choć do doskonałości jeszcze sporo Lagercrantzowi brakuje.

poniedziałek, 9 października 2017

Bóg rzeczy małych - Arundhati Roy

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Doceniam ogromną pracę, jaką autorka włożyła w napisanie tej książki, doceniam kunszt pisarski Roy, ale nie ukrywam, bardzo zmęczyła mnie ta opowieść. 

Indyjska pisarka opowiada historię rozpadu rodziny, w której zabrakło na równi miłości jak i zaufania. W tej rodzinie cierpią wszyscy, bez względu na płeć czy wiek. I to mnie tak poruszyło oraz zmęczyło. Cierpienie, które ukazuje Roy jest przejmujące. W trakcie lektury miałam wrażenie, że mnie wręcz osacza, oblepia.
Genialnie ukazane jest studium rozpadu rodziny, zaniku podstawowych więzi oraz fakt, jak jedno z pozoru niewinne kłamstwo, doprowadza niczym kula śniegowa do unicestwienia. To kłamstwo z typu tych, o którym nikt by nie pomyślał, że będzie tak brzemienne w skutkach. Czasami tak w życiu bywa. 

Roy rozkłada wszystko na czynniki pierwsze, misternie ukazuje psychologiczną sferę całości wydarzeń, kładąc nacisk na wielką krzywdę, jaka została wyrządzona.
Krok po kroku śledzimy także wydarzenia, które doprowadziły do olbrzymiej tragedii.
Cała opowieść jest niezwykle misternie opisana, przypomina wielowarstwowy owoc, kwiat, z którego powoli zdejmuje się kolejne płatki, warstwy. Jednak śledzenie całości wydarzeń bardzo angażuje emocjonalnie, wymaga 100% uwagi. Dlatego po lekturze czułam się tak bardzo zmęczona, wyczerpana psychicznie.
Do tego dochodzi inna kultura, inaczej myślący i żyjący ludzie. Ich otoczenie pełne jest przedmiotów, zapachów, opisów przyrody, dnia codziennego. A wszystko to odmienne od tego, co nas otacza. Wszak akcja powieści rozgrywa się w Keralii, na indyjskim wybrzeżu. To także sprawia, iż musimy wniknąć w atmosferę książki, poczuć ją.
No i język. Nie jest to zwykły, typowy dla powieści język. Roy posługuje się liryzmem, językiem lekko uduchowionym, momentami miałam uczucie metafizyki. 

Mimo, iż książka bardzo mnie zmęczyła, gorąco ją polecam. To niezwykła, świetnie napisana opowieść, która dodatkowo zmusza do przemyślenia pewnych życiowych spraw. Niektóre kwestie są uniwersalne niezależnie do tego gdzie żyjemy. 
Pamiętajcie tylko o jednym- lekturze należy poświęcić 100% czasu i uwagi. Nie jest to książka do podczytywania, dla relaksu.
 

sobota, 7 października 2017

Książka do wzięcia....

Mam do oddania w dobre ręce 2 egz. książki, której mój blog jest patronem medialnym.

Recenzję znajdziecie tutaj (klik). 
Żeby otrzymać 1 egz. książki (wygrywają 2 osoby) wystarczy obserwować mój blog i w tym poście odpowiedzieć w 3-4 zdaniach na pytanie - jaka byłaby twoja wymarzona hiszpańska przygoda. 
Konkurs trwa  do niedzieli 15 października 2017 r. do godz. 23.59.
Ogłoszenie wyników 17 października 2017r. tutaj, na tym blogu.
Wysyłka książek na terenie Polski w ciągu 7 dni od otrzymania przeze mnie od zwycięzców adresu. 

Zapraszam do zabawy....

piątek, 6 października 2017

Koliste jeziora Białorusi - Mateusz Marczewski

Wydawnictwo Czarne, Ocena 3/6
Recenzja mojego męża.

Koliste jeziora Białorusi, to kolejna książka Wydawnictwa Czarne z serii Sulina, którą miałem okazję przeczytać.Ideą serii jest opisanie, ukazanie miejsc trudno dostępnych, do których rzadko kto dociera, przybliżenie nieznanych krain, faktów, ludzi.

Książkę zacząłem czytać jakiś czas temu. Czytałem co kilka dni po jednym eseju i właśnie skończyłem lekturę ostatniego. Białoruś, nasz sąsiad zza wschodniej granicy. Kraj tak blisko położony, a tak mało nam znany.
Mateusz Marczewski pokusił się o zapisanie wielu obrazów Białorusi. W książce znajdziemy opowieści o czasach pogańskich, wizerunek ziem białoruskich z czasów średniowiecza, z okresu, gdy wierzono w Światowida i inne pogańskie bóstwa. Na kolejnych stronach przeczytamy eseje o czasach chrześcijańskich, o tym jak pogaństwo przenikało się z nową religią.  

Kolejne eseje traktują o czasach Mongołów, Rosjan i Sowietów. Ogromna różnorodność to wielki plus książki. Dzięki temu przypomina ona trochę patchworkową narzutę pozszywaną z pozoru nie pasujących do siebie elementów, pośród których dawna Białoruś miesza się ze współczesną, elementy pogańskie z chrześcijańskimi i bizantyjskimi, a na ich marginesie znajdujemy także wiele powiązań z Polską..
Książka jest zupełnie inna od tego, czego oczekiwałem. Liczyłem na klasyczny reportaż, dostałem mocno mistyczne eseje o wielu, niezwykle różnorodnych twarzach Białorusi. Typowy reportaż lub nawet jego elementy, sporadycznie przewijają się przez tę książkę.
Sama tematyka, którą porusza autor jest ciekawa. problemem jest jej zaserwowanie czytelnikowi. Język, sposób narracji całkowicie do mnie nie przemawiają. Są fragmenty, których lektura wzbudza w czytelniku złość. Czytelnik zdaje sobie sprawę, iż dane zagadnienie można było inaczej ująć, żywiej nakreślić, bardziej zainteresować czytelnika.
Marczewski dotyka wielu spraw dot. Białorusi. Wiele z nich jest fascynujących. Gdyby tylko inaczej je napisał, książka mogłaby się stać świetną lekturą.

czwartek, 5 października 2017

Ostatnie dni Stalina - Joshua Rubenstein

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Stalina, twórcę jednego z najokrutniejszych systemów totalitarnych na świecie, nikomu nie trzeba przedstawiać. Bez wątpienia był on jednym z największych zbrodniarzy w historii świata.
To także on w 1940 r. skazał na śmierć 22 tys. Polaków.
Jego śmierć 5 marca 1953 r. w Kuncewie k. Moskwy, ocaliła od zagłady kolejne miliony.
Rubinstein na kartach swojej książki porusza wiele tematów. Każdy z nich jest mocno związany z ostatnimi dniami Stalina. 

Coraz groźniejsze, nieludzkie rozkazy, przygotowania do kolejnych czystek. Autor twierdzi, iż śmierć Stalina ocaliła od zagłady dodatkowo kilka milionów Żydów, którzy żyli w ZSRR. Jego zdaniem lada moment miał być realizowany plan czystek antysemickich. Śmierć twórcy ZSRR zniweczyła ten plan.
Opowieść bogato udokumentowana) o planach wyrugowania Żydów z ZSRR jest niezwykle cenna, ponieważ przez większość historyków jest ona całkowicie pomijana. Jeżeli już ktoś o niej wspomina, to tylko informacyjnie. Rubinstein uczynił z tego zagadnienia kwestię wiodącą w książce.
Autor analizuje przyczyny takich planów, przygotowania do nich oraz opowiada o mechanizmach represji, jakie stosowano wobec Żydów, ale nie tylko.
Kolejnym ciekawym tematem, jaki porusza historyk, są kwestie zachowań Stalina, jego urojeń, stanu zdrowia oraz ludzi z jego otoczenia.
Całości dopełnia opis ostatnich godzin życia Stalina i walka o schedę po nim oraz opis dalszych represji, które nie ustały po śmierci wodza.
Dodatkowo poruszanym tematem są ostatnie dni działalności Berii, jego aresztowanie i śmierć.
Każde z zagadnień jest bogato udokumentowane, poparte licznymi listami, kopiami dokumentów. Przykładem mogą być rozkazy Stalina, czy listy Berii, w których próbuje on za wszelka cenę ratować swoje życie.
Zakończeniem książki jest dojście do władzy Chruszczowa i rozważania na ile ten fakt zmienił sytuację w ZSRR, na ile (o ile w ogóle) złagodzony został aparat represji.
Czyta się bardzo dobrze.
Joshua Rubenstein to zarówno pisarz, jak i wykładowca historii Związku Sowieckiego oraz autor licznych publikacji w tym zakresie. Polecam.

wtorek, 3 października 2017

Hodowca świń - Anna Zacharzewska

Wydawnictwo Burda Książki, Moja ocena 6/6
Bardzo dobra, mocna i podejrzewam, że bardzo prawdziwa książka.
Napisałam, że podejrzewam...akcja rozgrywa się wśród pracowników korporacji (a także w ich życiu prywatnym, na które praca mocno rzutuje). Pracują w korporacji, w której nigdy nie pracowałam (chyba na szczęście). Nie mam w związku z tym żadnego punktu odniesienia, ale sporo naczytałam się w sieci, nasłuchałam od znajomych.
Książka niewątpliwie zmusza do myślenia i to o wielu aspektach. przede wszystkim o tym, na ile da się upodlić zwyczajny człowiek w imię pieniędzy, lepszego auta, wyższego standardu życia, nowszych garniturów, markowych sukienek etc.
Bohaterowie książki maja wszystko, co zaspokaja potrzeby przeciętnego człowieka. Każdy z nich ma mieszkanie, auto, zabezpieczoną w ten czy inny sposób przyszłość (przynajmniej na jakiś czas, do znalezienia potencjalnej nowej pracy). Jednak każdy z nich pozwala się poniżać, upadlać, godzi się na odczłowieczanie, słucha obelg. W imię czego? Gdzie jest punkt, od którego nie ma już powrotu? Kiedy następuje moment,w którym każdy z nas ma dosyć, kiedy przekroczona zostaje granica wytrzymałości? Gdzie jest koniec wyścigu do lepszego koryta? Tytuł niezwykle trafny, wieloznaczny, mocny, dający obraz całej treści książki.
Hodowca świń pokazuje, że jeden tyran może zniewolić wiele osób, pozwolić sobie na bez mała wszystko. Dlaczego? 

Lektura tej doskonałej powieści wiele wam wyjaśni, wielokrotnie zszokuje. Mnie zadziwiła, a jednocześnie wprawiła w spory smutek. Żal mi ludzi, którzy dla lepszego jutra pozwalają na coś takiego. Czy zdrowie fizyczne, psychiczne, godność nie mają ceny?
Hodowca świń, to doskonały thriller psychologiczny, ale także niebanalne studium socjologiczne i bardzo smutny obraz nas, ludzi XXI wieku, niewolników lepszego jutra.
Na plus zasługuje w książce bez mała wszystko. Ale tym, co mnie naprawdę urzekło są genialne kreacje ósemki bohaterów i ukazanie krok po kroku przelewającego się w nich tego czegoś, co doprowadzi do dramatu.
Gorąco polecam. Świetna lektura na zaledwie kilka godzin. Hodowcę świń połyka się w jeden wieczór (jedną noc) i jeszcze długo po skończeniu lektury rozpatruje wszystkie wątki, myśli, jak samemu postąpiłoby się w takiej sytuacji.
Hodowca świń, to jedna z niewielu książek, jakie w ciągu ostatnich miesięcy tak zapadły mi w pamięć. Ta pozycja nie ma wad poza tym, że aż boję się myśleć, że gdzieś, w jakiejś korporacji może być tak, jak w zakładach mięsnych hodowcy świń. 

I wisienka na torcie - genialne zakończenie, gdy zmienia się także spojrzenie na całość, jakie ma czytelnik. Polecam. Jednak pamiętajcie - bezsenna noc gwarantowana. 

poniedziałek, 2 października 2017

Biegacz - Piotr Bojarski

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 4-/6
Biegacz ma swoje plusy i minusy. Z pewnością nie jest to typ książki, jakiej większość czytelników oczekuje.
W ostatnich latach pisarze przyzwyczaili nas, że śledztwo prowadzi policjant, koniecznie doświadczony przez życie, po przejściach, z depresją, bardzo często z rozpadającym się małżeństwem.
Piotr Bojarski głównym bohaterem dla odmiany uczynił zwykłego człowieka, z którym może się utożsamiać bez mała każdy czytelnik. Jest nim Bogdan Popiołek, trochę ślamazarny, poczciwy i od razu wzbudzający sympatię nauczyciel historii z nadwagą. Walka z własnym lenistwem i dodatkowymi kilogramami sprawiła, iż bohater truchta sobie w pocie (dosłownie), trudzie i znoju przez lasek. W pewnym momencie zauważa zwłoki. Chwilę wcześniej mija go podejrzany człowiek. Czy on może być zabójcą? Historyk postanawia na własną rękę odkryć prawdę. No i wszystko się zaczyna.
Ogromny plus dla autora za zwykłą, a jednocześnie niezwykłą kreację głównego bohatera oraz prowadzone przez niego dochodzenie. Popiołek udowadnia bowiem, iż sama dedukcja, praca szarych komórek może i przysparza drobnych perturbacji, ale doprowadza do finału. Bez sztabu pomocników, bez nowoczesnych technologii można dojść do prawdy.
Bardzo ciekawa jest także postać Bogdana Popiołka. Przesympatyczny, inteligentny, choć odrobinę ciapowaty człowiek, którego trudno nie polubić. Jego kolejne perypetie wzbudzały u mnie wielką sympatię i ciekawość co dalej.
Odrobinę brakowało mi większej garści informacji o bohaterze, dlaczego jest sam, co z rodziną, przyjaciółmi etc. Taka postać aż się prosi o szersze rozbudowanie.
Ciekawe podejście do czasu, w jakim rozgrywa się fabuła. Między kolejnymi zdarzeniami mijają bowiem dni, a czasami nawet tygodnie. Nie jest to więc książka dla osób oczekujących szybkiego tempa akcji.
Temat, który okaże się przewodnim (oprócz zabójstwa) to taki co prawda zdarty do bólu, ale sprawdzający się samograj. Bojarski umiejętnie go potraktował i ciekawie wplótł w fabułę. Celowo nie piszę o co chodzi. Nie chcę spojlerować.
Trochę mało jest w książce Poznania, a w tym mieście rozgrywa się ta akcja. Szkoda.
Minus daję także za literówki, ale to już wina korekty.
Minus także za odrobinę zbyt przewidywalne zakończenie.
Biegacz to ciekawa, warta lektury książka. Choć nie ukrywam, nie warto się w jej przypadku nastawiać na trzymający w napięciu, pełnokrwisty kryminał. Jest to niezłe czytadło, z ciekawym bohaterem. Jeżeli tak do tego podejdziecie, Biegacz zapewni wam kilka godzin dobrej rozrywki.

niedziela, 1 października 2017

Zapowiedź...W kręgach władzy tom 2., czyli nowy Mróz



Na początku listopada nakładem Wydawnictwa ulaże się 2. tom serii W kręgach władzy autorstwa Remigiusza Mroza.
1. tom Wotum nieufności, tom boleśnie realny, będący niejako odbiciem lustrzanym naszej polskiej rzeczywistości recenzowaliśmy tutaj (klik) 
 

Tom 2. nosi tytuł Większość bezwzględna.
W kręgach władzy trwa kryzys. Po skandalu z udziałem premiera, parlament nie zdołał uchwalić wotum nieufności, a polityk, który miał przejąć władzę, znalazł się w szpitalu. Prognozy zarówno dla niego, jak i dla kraju, nie są dobre.
Sytuację pogarsza fakt, że niedługo przed mającym odbyć się w Polsce międzynarodowym szczytem, do służb specjalnych dociera informacja o możliwym zamachu. Prezydent Daria Seyda traktuje ostrzeżenia wywiadu jako realną groźbę, ale ma pewne wątpliwości – doniesienia bowiem pochodzą nie od sojusznika, a przeciwnika na arenie międzynarodowej. W dodatku ktoś z otoczenia głowy państwa zaczyna sabotować prezydenturę Seydy…
Kiedy Polska staje na krawędzi chaosu, na scenie politycznej pojawia się nowy, bezkompromisowy gracz. Zdaje się kierować słowami Winstona Churchilla, który radził: „nigdy nie pozwól, by dobry kryzys się zmarnował”.
 
Czekamy na tę książkę. 

 

 

sobota, 30 września 2017

Trauma - Michael Palmer, Daniel Palmer

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4,5/6
Od wielu, wielu lat trwa moja nieustająca miłość do thrillerów medycznych. Mam kilku ulubionych autorów specjalizujących się w tego typu książkach i Michael Palmer do nich bez wątpienia należy.
Tym razem w trakcie pisania książki Michael Palmer zmarł. Dzieło ojca postanowił dokończyć jego syn, Daniel. W treści, stylu pisania wyraźnie widać tych różnych autorów, daje się zauważyć, kiedy pióro przejął po ojcu syn.
Traumę można podzieli na dwie części- doskonałą część pisaną przez Palmera seniora i poprawną pisaną przez jego syna. Drugiej części książki niby nic nie można zarzuć, ale moim zdaniem brak jej tego nieuchwytnego czegoś, co zawierały książki Michaela Palmera. Jednak mimo tego drobnego braku, moim zdaniem warto dać Traumie szansę. To dobra, wciągająca i co istotne poruszająca ważny temat książka.
Główną postacią jest doktor Carrie Bryant, która odbywa rezydenturę w szpitalu Boston Community Hospital. Niestety na skutek różnych zawirowań (nie będę ich opisywać, żeby nie odbierać wam przyjemności lektury) Carrie musi opuścić wymarzoną rezydenturę i wrócić do rodzinnego domu. Co prawda dostaje szybko nową i z pozoru bardzo ciekawą pracę, ale nie zdaje sobie sprawy, na jak wielkie niebezpieczeństwo się naraża.
Fabuła wpisuje się w standard jakim posługuje się każdy bez mała thriller medyczny. Jednak autor dodał do tego co oczywiste, bardzo ciekawy problem, o którym rzadko się mówi, pisze. Chodzi o stres pourazowy i to co z nim związane. Carrie, nasza główna bohaterka, w nowej pracy prowadzi nad tym zjawiskiem badania, a jednocześnie chce pomóc swojemu bratu, byłemu żołnierzowi, którego los okrutnie doświadczył. Jak się jednak okaże, nie wszystko jest takim, jakim zdaje się być.
Całość kwestii stresu pourazowego, ale także neurologii, trudnych operacji mózgu, którymi wcześniej zajmowała się Carrie, jest doskonale opisana, poparta wieloma przykładami, bardzo wiarygodnie nakreślona.
W drugiej części książki dochodzą różne wątki sensacyjne. To już dzieło Daniela Palmera, czuć inny styl pisania, inne pióro. Wątki te ubarwiają akcję, dodają jej tempa, ale część z nich jest odrobinę przekombinowana.
Mimo drobnych , drobniutkich wad gorąco zachęcam do lektury. Trauma to dobra książka, wciągająca, w większej części bardzo wiarygodnie napisana. Czyta się szybko iż ciekawością. Przy tym można się bardzo wiele dowiedzieć, zarówno o operacjach i schorzeniach mózgu, jak i o samym stresie pourazowym i procesie leczenia tej przypadłości.

piątek, 29 września 2017

Książki. Magazyn do Czytania, polecam gorąco

Właśnie czytam najnowszy numer. "Książki. Magazyn do Czytania" to pozycja wyjątkowa.

Magazyn czytam od jakiegoś czasu. Świetna sprawa. Mnóstwo ciekawych artykułów, głównie o książkach, ale nie tylko.
Oprócz recenzji znajdziemy w Magazynie bardzo ciekawe rozmowy z interesującymi ludźmi, którzy opowiadają o...książkach, ich odbiorze, tworzeniu, wpływie na ich własne (choć nie tylko) życie :)
Bardzo podobała mi się zamieszczona jakiś czas temu rozmowa z Donaldem Tuskiem, który mówił m.in. o tym...z kim chadza do łóżka, czyli jakich autorów najczęściej przed snem czyta. Wybór Przewodniczącego Rady Europejskiej padł m.in. na Tokarczuk, Nesbo, Sebalda, ale nie tylko.
Kilka numerów temu ukazał się genialny artykuł o Korczaku. Do tej pory go pamiętam.
Podobnie rzecz się ma z rozmowami z Isabel Allende czy Jakubem Żulczykiem


W poprzednim (letnim) numerze było mnóstwo fascynujących tematów i postaci, m.in. 

Wojciech Nowicki. Pisarz, krytyk kulinarny. Za książkę „Salki” (2013) otrzymał nagrodę Gdynia. Jego ostatnia książka to „Odbicie” (2015).

Joanna Olech. Autorka i ilustratorka kilkudziesięciu książek dla dzieci.

Wojciech Orliński. Publicysta „Wyborczej”. Na początku sierpnia ukaże się napisana przez niego biografia „Lem. Życie nie z tej ziemi”.

Janusz Rudnicki. Pisarz, felietonista „Wyborczej”. Niedawno ukazała się jego książka „Życiorysta dwa”, zbiór tekstów publikowanych głównie w „Książkach”.


  Oprócz rozmów z ciekawymi ludźmi, artykułów o nich, w Magazynie znajdziemy sporo zapowiedzi, nowości, ciekawostek i nowinek ze świata okołoksiążkowego.

A co znalazłam w najnowszym numerze, który właśnie przeglądam?


Jak wynika z okładki sporo miejsca poświęcono Witoldowi Gombrowiczowi. Dowiemy się m.in.Co widział Witold Gombrowicz, kiedy patrzył na Polaków? Poznamy opinię Marcina Sendeckiego o książce "Gombrowicz. Ja, geniusz" Klementyny Suchanow.

Poza tym- przeczytamy opowiadanie Toma Hanksa, tak tego aktora.
Poznamy wiele fascynujących postaci, przeczytamy kilka świetnych recenzji książkowych i artykułów, np. Bieńczyka, Szczygła, Orbitowskiego.
Oko zawiesimy na ciekawych zapowiedziach jesiennych, książkowych premier. Nie ukrywam, kilka tytułów bardzo mnie zainteresowało i planuję je kupić. 

To tylko niektóre z wielu ciekawych artykułów, tematów, jakie znajdziecie na łamach jesiennego Magazynu.
Magazyn jest już w sprzedaży  w wersji papierowej i elektronicznej.

Musicie mieć ten numer.
Magazyn Książki (klik)


 

czwartek, 28 września 2017

1956 Przebudzeni - Piotr Bojarski

Wydawnictwo Agora, Moja ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

1956 Przebudzeni, to dobrze napisany reportaż historyczny.
Ukazuje on przede wszystkim wydarzenia tytułowego roku, gdy na ulicach Poznania polała się krew i tak niewiele brakowało, żeby Polska podzieliła los najechanych przez Sowietów Węgier. Ale nie tylko.
Książka podzielona jest na 12 reportaży, które oprócz strony politycznej, kwestii zamieszek prezentują także wszystko czym żyli w tym roku ludzie.
Każdy z reportaży porusza inną tematykę, każdy jest osobną całością. Można je czytać jeden po drugim lub (ja tak robiłem) co kilka dni jeden reportaż.
Tematyka jest różnorodna od powstawania filmu Kanał w reżyserii Andrzeja Wajdy, poprzez walki na ulicach Poznania, dochodzenie Gomułki do władzy, aż po sopocki festiwal jazzowy i nocne życie Warszawy 1956 roku.
Tematów jest dużo więcej. Każdy z nich niezmiernie ciekawy, czy to z punktu widzenia historycznego czy socjologiczno-kulturowego.
Najbardziej jednak zaciekawił mnie rozdział poświęcony jazzowi, gdzie głównym narratorem jest Jan Ptaszyn Wróblewski, wielka gwiazda i uczestnik ówczesnej sceny jazzowej i festiwalu w Sopocie. Obok niego na kartach książki pojawiają się niezwykli, niepokorni, wielcy, jak Leopold Tyrmand, czy Krzysztof Komeda.
Ciekawy jest też reportaż poświęcony pismu Po prostu,w którym kariery dziennikarskie rozpoczynało wielu bardzo póżniej znanych dziennikarzy, publicystów.
Bardzo dobrym zabiegiem jest oddanie głosu uczestnikom opisywanych wydarzeń. Dotyczy to nie tylko jazzu, szeroko rozumianej kultury, ale także wydarzeń politycznych.
Cennym uzupełnieniem są liczne zdjęcia oraz cytaty, czy to z przemówień, ulotek propagandowych, czy ówczesnej prasy.
Czyta się doskonale, choć poziom niektórych reportaży jest bardziej gazetowy niż książkowy (tak, jest różnica). Polecam. 


 

środa, 27 września 2017

Pod włoskim niebem - Nicky Pellegrino

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Główna bohaterka, 49-letnia mieszkanka Londynu Stella, prowadząca dotąd uporządkowane, nudnawe życie, nagle staje przed zdawałoby się dramatem życiowym. Umiera jej szefowa, dla której pracowała od 25 lat, a firma zostaje zlikwidowana. Stella nie wie co ma ze sobą zrobić.Znalezienie nowej pracy nie będzie łatwe, oszczędności, zamożnego krewnego brak. Co robić?
Kobieta postanawia zmienić diametralnie swoje życie i zamienić się z kimś na mieszkania. Ktoś z Włoch trafia do jej mieszkania, a ona do Włoch. Niby to tylko na chwilę, na trochę, ale wiadomo, jak to jest z prowizorkami.
Zaczyna się najbardziej niezwykły, szalony etap w życiu blisko 50-letniej Angielki.
Kobieta nagle dostrzega, że świat jest niezwykle różnorodny i warto dać się ponieść impulsowi, a włoska prowincja, gdy nie zna się języka włoskiego może być nie lada wyzwaniem. Wszystko świetnie nakreślone Włochy u Pellegrino to kraj pięknych, różnorodnych krajobrazów i równie różnorodnych, momentami kuriozalnych ludzi..
Więcej o treści nie napiszę. Zachęcam za to do lektury. Doskonale napisana, optymistyczna, lekka (ale zmuszająca do myślenia) i poprawiająca nastrój książka.
Wspaniałym dodatkiem są opisy Włoch, krajobrazu, kuchni, obyczajów i samych ludzi.
Ale Pod włoskim niebem, to nie tylko lekka opowieść o Włoszech, zmianach, nieporozumieniach, które wynikają z kulturowych i językowych różnic. To także (a może przede wszystkim) opowieść o ludziach, ich charakterach, obawach, a także możliwościach i o tym, że warto czasami podjąć wyzwanie, zmienić coś w swoim życiu. 

Polecam, czyta się doskonale. 

Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach - Anna Brzezińska

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Jagiellonowie...złoty okres rozwoju i potęgi Polski. Książka Anny Brzezińskiej to doskonale ukazuje. Dodatkowo autorka serwuje nam wszystko, co się z dworem królewskim, Wawelem, ówczesną Polską kojarzy. Mamy więc wspaniałe budowle, szelest obfitych sukien, obyczaje sprzed kilku wieków, dworskie plotki, rycerzy, służki, błaznów, ale także namiętności, tragedie, łzy, śmiech.
Córki Wawelu aż tętnią życiem i rozmaitymi uczuciami.
Bardzo podobało mi się, że autorka oddaje głos nie tylko kobietom wysoko urodzonym, możnym, często wpływowym. Jej bohaterkami są także kobiety z plebsu, niżej urodzone, często bardzo biedne, lub średnio zamożne, przybywające ze wsi za nowym życiem, jak np. Regina. Przekrój społeczny w książce jest bardzo duży. 

W niektórych momentach miałam wrażenie, iż zaprezentowanie sylwetek i charakterów tytułowych córek Wawelu, czyli jagiellońskich królewien, jest pretekstem, punktem wyjścia do ukazania czegoś innego. Celowo nie piszę o co chodzi, ponieważ jestem ciekawa waszej opinii, tego, jak wy odbierzecie zabieg autorki.
Dodatkowego smaczku dodają świetnie nakreślone najprzeróżniejsze ludzkie charaktery. Taka mozaika postaci tworzy barwny kolaż epoki, ukazuje go znacznie ciekawiej, pełniej niż opowieść tylko o możnych mieszkankach królewskiego dworu.
Opowieść pełna jest także bardzo ciekawych szczegółów. Od razu rzuca się w oczy, iż Anna Brzezińska przeprowadziła rzetelny reasarch epoki. Wśród smaków i smaczków epoki jagiellońskiej znajdziemy informacje dot. np. sposobów karania za różne przestępstwa, czy np. polowania na czarownice, zmieniającego się, wraz z upływem czasu podejścia do czarów. To tylko dwie spośród ogromnej ilości ciekawostek, którymi raczy nas autorka.
No i ta unikalna atmosfera Krakowa, miasta cudownego pod każdym względem. Opisy zaułków miejskich, miejsc, które dzisiaj uważamy za zabytki dopełniają wspaniałości Córek Wawelu. Mury miejskie, zamek królewski, ulice, zaułki, kocie łby, kościoły robią niesamowite wrażenie. Gorąco zachęcam do lektury. To wspaniała zadziwiająca rozmachem, nakreślona niezwykle plastycznym językiem, dopracowana w każdym calu powieść znawczyni epoki, która nie tylko wspaniale pisze, ale i powołuje się na źródła.

wtorek, 26 września 2017

Oaza spokoju - Agnieszka Nietresta-Zatoń

Wydawnictwo Prószyński i Ska, Moja ocena 4-/6
Oaza spokoju, to skrzyżowanie bajki z niezłą powieścią społeczno-obyczajową.

Główna bohaterka, Miranda Szalej na skutek różnych zawirowań w życiu osobistym i zawodowym, po latach wraca na osiedle na którym wyrosła. Jako nauczycielka bez pracy, przyjmuje pierwszą ofertę, jaka jej się trafia. jest nią zastępstwo, a konkretnie wychowawstwo w gimnazjum. Niełatwy kawałek chleba. Po pierwsze nowe środowisko, nowi koledzy, nowi uczniowie. Poza tym młodzież w trudnym, gimnazjalnym wieku. Perypetie Mirandy w pracy to nie jedyny wątek powieści. Bohaterka zajmuje się także na poły praca detektywistyczną, na poły wtykaniem nosa w nie do końca jej sprawy.
Co z tego wyniknie? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury książki, która choć ma drobne wady, jest ciekawą lekturą.
Ciekawym jest manewr, jaki zastosowała autorka. Narracja prowadzona jest na przemian z perspektywy kolejnych postaci na różne sposoby. Poznajmy więc całą historię z punktu widzenia Mirandy, jej mamy, ale nie tylko. Daje to bardzo ciekawy obraz sytuacji i możliwość spojrzenia na problemy, kwestie z różnego, często odmiennego punktu widzenia.
Interesująco jest nakreślony mikroświat, w którym obraca się Miranda. To trochę duszne, klaustrofobiczne, niewielkie osiedle. Taki mały światek w centrum olbrzymiego świata.
W to wszystko wsadzone są różne ludzkie dramaty. Jedne mniejsze, drugie większe. Jedne dotyczą samej Mirandy, inne jej uczniów, sąsiadów. 

Niestety, ale te większe problemy nie zawsze udało się autorce dobrze pociągnąć, ciekawie rozwiązać, odpowiednio nakreślić. A szkoda. Opisane problemy dawały ciekawe możliwości literackie. Mogły także poprzez poruszane, niejednokrotnie trudne i ważne kwestie, trafić do wielu czytelników, być dla nich niejako drogowskazem. Część z nich jest opowiedziana lakonicznie, część rozwiązana równie szybko, jak nakreślona. Czegoś w tym brakuje....
Mimo tej drobnej wady książkę dobrze się czyta. Na długie jesienne wieczory może to być ciekawa lektura, w której wiele z nas dostrzeże jakiś fragment własnego życia, własnych poplątanych losów. Warto przeczytać Oazę spokoju. Dodatkowym atutem, o którym chciałabym wspomnieć, są liczne odniesienia do literatury. Za to olbrzymi plus.




poniedziałek, 25 września 2017

Syn cyrku - John Irving

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Syn cyrku, mistrzostwo Irvinga, kryminał z ogromną porcją humoru, ironii, ciętego języka. Czyta się świetnie.
Na pierwszych kilkunastu stronach fabuła (jak to często u Irvinga) może wydawać się zlepkiem niepowiązanych ze sobą, momentami bezsensownych tekstów. Po kilkunastu stronach wszystko wskakuje na swoje miejsce i lektura (gdy już się złapie styl pisania Irvinga) jest wielką przyjemnością. 
Głównym bohaterem jest ortopeda Farrokh Daruwall, który mieszka i pracuje na zmianę w Toronto i Bombaju.Kanada, mimo upływu lat, to nadal nie jest jego dom. Jak w domu czuje się tylko w Indiach, do których obiecuje sobie po raz enty nigdy nie wracać. Obserwujemy jego życie od młodości po czasy teraźniejsze. Poznajemy wszystkie jego marzenia, plany, zasady i to do czego dąży za wszelka cenę.
W Bombaju ma przyjaciół, różnorodne zajęcia, pasję obok medycyny. To w Indiach się realizuje, bada, analizuje, pisze scenariusze (do serii filmów klasy B o Inspektorze Dhar – postaci nienawidzonej przez wszystkich Hindusów). 
W Indiach Farrokh jest sobą. Dlaczego więc obiecuje sobie do nich nigdy nie wracać? Sami się przekonacie w trakcie lektury.  
Nagle nasz ortopeda-badacz-pisarz znajdzie się w samym środku akcji niczym z najbardziej krwawego rasowego thrillera. Oj będzie się działo.  
Największą ozdobą książki są (jak to u Irvinga) genialnie nakreśleni bohaterowie, często przerysowani odrobinę, drobiazgowo ukazani, śmieszni, kontrowersyjni, rozczulający, zmuszający do myślenia. Jedni są wkurzający, inni obleśni, żadna z osób jednak nie pozostawi czytelnika obojętnym.
Kolejnym atutem jest mistrzowsko ukazane orientalne, indyjskie tło. Poznajemy stroje, obyczaje, miejsca kultu, religię, psychikę Hindusów i wiele innych. To także Indie z dwóch różnych krańców. Z jednej strony kraj elit, prywatnych klubów, wspaniałych domów i markowych ubrań. Z drugiej strony to Indie biedaków, nędzarzy, wykluczonych, żyjących w slamsach. To i wiele więcej, Irving ze sobą zestawia, miesza i genialnie prezentuje na 706 stronach dodając do tego trochę krwi, garść erotyki i sporą porcję najdziwniejszych faktów, jakie tylko możecie sobie wyobrazić. 
Co prawda bohaterowie i ich zachowania są często przejaskrawione, autor jak zwykle prosto z mostu mówi co ma do powiedzenia, nie owija w przysłowiową bawełnę, szokuje, często wali na oślep, ale może faktycznie jest to najlepszy sposób do pokazania kilku spraw, do zwrócenia uwagi na pewne aspekty. Irving pod postacią z pozoru zabawnych, dziwnych zdarzeń, kuriozalnych zachowań ukazuje ponadczasowe sprawy, zmusza czytelnika do zatrzymania się, do przemyślenia.
Czyta się doskonale, polecam. 


sobota, 23 września 2017

Moja hiszpańska przygoda - Isabelle Broom

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 4,5/6
Moja hiszpańska przygoda to doskonała lektura na aurę, jaką mamy aktualnie za oknem i na zimę, która za kilka tygodni pojawi się na ulicach.
Historia opowiedziana przez Isabelle Broom jest typowa dla lekkich, letnich czytadeł. Całość prowadzona sprawnie, lekko, czyta się ze sporą przyjemnością, ale nie jest to lektura, którą będziecie pamiętać bardzo długo. Ot miły, relaksujący umilacz czasu ze ze sprawnie i ciekawie nakreśloną historią z miłością w tle.
Jeżeli szukacie takiej książki, Moja hiszpańska przygoda z pewnością przypadnie wam do gustu.
Akcja zgodnie z tym co sugeruje tytuł książki, rozgrywa się w słonecznej Hiszpanii. Lato, romantyczne otoczenie, słońce, latynoski temperament przystojnych męźczyzn, to sprawia, że absolutnie wszystko jest możliwe.
Ona spotyka jego. On na nią nie zwraca uwagi, a ona nie potrafi wybić sobie go z głowy i zrobi wszystko, żeby męźczyzna poczuł do niej coś więcej. Oczywiście sprzyja im niespodziewany i jakże szczęśliwy (jak to w tego typu książkach bywa) zbieg okoliczności.
Oboje wraz z innymi współpracownikami na jakiś czas zostają oddelegowani na hiszpańską wyspę. A tam, jak napisałam wcześniej, możliwe jest wszystko, co udowadnia w swojej książce autorka wikłąjąc tych dwoje w niesamowite, ale zabawne przygody.
Szybko okaże się, że komedii omyłek nie będzie końca, andaluzyjskie klimaty mogą naprawdę wszystko, a w życiu nie wszystko jest takim, jakim na pierwszy rzut oka zdaje sie być.
Nie jest to zbyt skomplikowana lektura, ale z pewnością bardzo relaksująca i poprawiająca humor. Sporo gagów, zabawnych opisów i przecudownych dialogów. Moją hiszpańską przygodę mogę z czystym sumieniem polecić osobom szukającym odrobiny relaksu, wytchnienia i garści wakacyjnych klimatów.