wtorek, 22 sierpnia 2017

Arabski mąż - Tanya Valko

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 1,5/6
Wiem, że większość tego typu książek jest podobna do siebie (zmieniają się tylko imiona bohaterów i nieliczne szczegóły okoliczności), ale spodziewałam się czegoś więcej.
Bohaterką jest nieświadoma zagrożenia młoda kobieta (jakżeby inaczej) o imieniu Daria. Nie wiedząca w zasadzie nic o ukochanym, wpada w pułapkę dźihadystów. Ktoś musi pomóc jej w uwolnieniu się, jej oraz jej dwóm córkom. Dalszy ciąg można sobie wyobrazić. Chociaż stop, nie, ja bym tego nie wymyśliła i nie wyobraziła sobie tego co opisuje autorka.
Dramatyczne chwile, nadludzki wysiłek, tych którzy próbują uwolnić kobietę, jej okropny los, los żony dżihadysty etc. Do tego dodać należy fabułę grającą na uczuciach, momentami nudną jak przysłowiowe flaki z olejem. Do tego niewyobrażalna wprost mnogość bohaterów i trudne do spamiętania imiona. A my przez całą książkę biegamy za Darią.
Pamiętam, jak przed laty czytałam Tylko razem z córką. Książka bardzo mnie poruszyła. Od tego czasu sięgając po podobną literaturę szukam tych samych wrażeń. Nie wiem, może temat jest już zbyt oklepany, nie szokuje wcale...może zbyt dużo mamy go na co dzień?
Arabski mąż powalił wprost infantylizmem, naciąganymi dialogami, światem zerojedynkowym i przepraszam,ale głupotą bohaterki.
Za jedno należy się Valko plus, nadążanie za biegiem wydarzeń na świecie i sytuacją geopolityczną- bowiem bohaterka ląduje.,....w Rakkce stolicy tzw. Państwa Islamskiego i żyje pełnią życia kobiety w kalifacie, czego dowodzą skopiowane z doniesień w mediach opisy walk w Syrii, życia i okrucieństwa w ISIS :). O mamusiu. Na co mi to było.

Wyniki konkursu...



Miło mi poinformować, iż książkę Vege kociołkowanie otrzymuje Renata B.
Bardzo proszę o podanie adresu na email anetapzn@gazeta.pl
Wysyłka listem poleconym w ciągu 7 dni od otrzymania adresu.

Daj proszę znać w komentarzach, e wysłałaś emaila, ostatnio coś emaile wpadają do spamów, nie zawsze dojrzę.  

Wkrótce kolejny konkurs.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Przyszłość ma twoje imię - Elżbieta Rodzeń

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 2,5/6
Nie ukrywam, ledwo przebrnęłam przez tę książkę mimo, iż poprzednia powieść autorki (Zimowa opowieść) bardzo przypadła mi do gustu.
Pisarka prezentuje nam historię dwojga bohaterów, Blanki i Mateusza, którzy mimo młodego wieku nieźle dostali od życia popalić. Spotykają się, zakochują w sobie na zbój i nawzajem próbują przezwyciężyć swoje traumy. Do tego Rodzień dodała kilka tajemnic, mniej lub bardziej potrzebnych i ciekawych.
I niby ok, choć motyw zgrany do bólu. Jednak autorka nie potrafiła pociągnąć sensownie fabuły. Jedynym jej pomysłem na scalenie wydarzeń i zapełnienie kilkuset stron jest..brak komunikacji między głównymi bohaterami. Gdyby ci młodzi ludzie potrafili jakoś się porozumieć, choćby w najmniejszym stopniu, książka by była o 3/4 krótsza.
I właśnie, bohaterowie. Katastrofa. Czytając (a właściwie próbując czytać książkę) miałam wrażenie rozdwojenia jaźni. Podam przykład. Z jednej strony główna bohaterka, Blanka boi się wszystkiego, wejścia do sklepu, cienia, który sama rzuca na chodnik. A z drugiej strony bryluje w kawiarni i bez najmniejszego strachu obsługuje klientów. Chyba to się jednak wyklucza, przynajmniej moim skromny zdaniem.
Do tego szybkie, że tak to określę..otwarcie się młodej kobiety na ukochanego, w każdym względzie. Czy tak się zachowuje dziewczyna po mega traumatycznych przejściach?
Takich wykluczających, absurdalnych zachowań głównej bohaterki jest wiele. Szkoda jednak czasu na przytaczanie ich.
Jest jeszcze główny bohater, Mateusz, młody człowiek po przejściach z traumą drzemiącą na dnie duszy, którą ...uwaga...udaje mu się pokonać w kilka dni. Cud. Psychiatrzy powinni się uczyć z tej książki. Nawet nie będę tego komentować.
Poza tym dialogi, sztuczne, aż zęby bolą. Ludzie tka nie mówią, nie używają takich słów, zwrotów. Z pewnością tak nie mówią też młodzi ludzie. Mam czterech synów w wieku m.in. 15 i 20 lat i wiem jak się odzywają, jak rozmawiają ze znajomymi, bliskimi. Nie tak, jak bohaterowie tej książki.
Jedyne, co sensownie udało się oddać autorce to bezduszność urzędników praktycznie każdego szczebla, absurdy polskiego prawa, sensowność takich, a nie innych urzędowych decyzji. I tylko dlatego nie daję książce oceny 1/6.
Szkoda, że Elżbieta Rodzień zmarnowała tak wielki potencjał, jaki drzemał w tej książce. Mimo zdartego motywu przewodniego można było z niej uczynić wartościową, pouczającą dla wielu młodych ludzi opowieść. Być może komuś nawet by pomogła. A tak.. wielkie rozczarowanie tym bardziej zaskakujące, iż autorka jest pedagogiem terapeutą, pracuje w poradni psychologiczno - pedagogicznej. W sumie...może to ja się nie znam :(

 

niedziela, 20 sierpnia 2017

Płomienna korona - Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 3,5/6
Płomienna korona to 3. część opowieści z dziejów historii Polski.
Książkę czytało mi się zdecydowanie gorzej, niż tomy poprzednie. Mam kilka uwag.
Przede wszystkim ta część trylogii jest jakby bardziej..sucha. Już wyjaśniam o co mi chodzi. Dużo działania, dużo mówienia, bardzo mało opisów, choćby przyrody. Ot taka sucha narracja, której nie scala żaden klej. Cherezińska poszła moim zdaniem na łatwiznę. Dużo prościej jest nakreślić działania, akcję, dialogi niż np. ciekawy, porywający i inteligentny opis współgrający z realiami historycznymi.
Język tego tomu wydał mi się gorszy od zaprezentowanego w poprzednich częściach, mniej elastyczny, mniej bogaty, ot taki jak w zwyczajnej powieści relaksującej, obyczajówce. Niby wszystko jest ok, poprawne, ale czegoś brakuje. Nic nie poradzę, po powieści tego kalibru oczekiwałam czegoś innego. Dodatkowo oczekiwania wzmacniają wywiady z autorką i to co sama mówi o trylogii.
Poza tym zbyt dużo wątków w jednej książce. W poprzednich tomach także było ich sporo, ale pisarka jakoś z nich wybrnęła. W tym tomie jest zdecydowanie gorzej.

Tematów, wątków jest tyle, że traktując je wszystkie poważnie, profesjonalnie, autorka powinna napisać 4-5 powieści, a nie tylko jedną. Pakując wszystko do jednej książki (nawet tak dużych rozmiarów, jak Płomienna korona) żadnego wątku moim zdaniem nie potraktowała na 100%, po wszystkich przeleciała po łebkach. Zdecydowanie zlekceważyła czytelnika. Niby wątki są jako tako wyjaśnione w posłowiu, ale wybaczcie, to nie wystarczy.
Całość sprawia na mnie wrażenie, jakby autorka tworzyła na akord. Poza tym wiele wątków nie prowadzi do niczego nie widzę sensu w ich dodaniu. Np. taki wątek z knuciem Zarębów. Bez sensu dla mnie.
No i nuda na pierwszych mniej więcej dwustu stronach. Książka wciąga (na ile jest to w ogóle możliwe) od ok. 200. strony. Kolejne rozdziały czyta się nie najgorzej, ale bez rewelacji. Po raz pierwszy jeżeli chodzi o książki Elżbiety Cherezińskiej, mogłam lekturę odłożyć bez żalu na półkę, iść coś zrobić, nie zarywałam dla czytania nocy. Ot dla mnie przeciętne czytadło z kilkoma wadami. Z pewnością Płomienna korona nie jest pozycją, która uzasadniałoby tak wysoką cenę.
Szkoda, że autorka osiadła na laurach, napisała powieść, aby napisać. Płomienna korona miała szansę stać się bardzo dobrą książką, podobną np. do Hardej, mistrzowskim zakończeniem trylogii. No, ale nie stała się, szkoda. Dla mnie wielkie rozczarowanie.

 

sobota, 19 sierpnia 2017

Nigdzie w Afryce - Stefanie Zweig

Wydawnictwo Marginesy, Ocena 4/6
Recenzja mojego męża.

Nigdzie w Afryce to powieść autobiograficzna niemieckiej pisarki żydowskiego pochodzenia. To opowieść o żydowskich uciekinierach, którzy w 1938 roku, gdy Europą powoli zaczynały wstrząsać niepokoje zwiastujące tragedię, jaką był Holokaust, szukają szczęścia i bezpieczeństwa w Kenii. Tam, tak daleko od rodzinnego domu, rodzina na nowo próbuje zorganizować sobie życie.
Nie jest to łatwa powieść. Pełno w niej smutku, rozterek, zastanawiania się, co by było gdyby, a gdyby jednak zrobić to, czy można było pomóc X etc. Mnóstwo także rozkładania uczuć bohaterów na czynniki pierwsze, tęsknoty za krajem, marzeń.
Dużo rozważań (co absolutnie nie jest wadą), zbyt mało dynamiki (to już uznaję za wadę). Przynajmniej ja tak odebrałem tę książkę. 

To dobrze napisana opowieść, ale zbyt melancholijna. Wiem, trudno tego typu książkę przerobić w komedię i nie tego oczekiwałem. Liczyłem po prostu na większą dynamikę, większą ilość opisów Kenii, tamtejszego życia. Zbyt mało Afryki w książce, której akcja rozgrywa się na tym kontynencie, choć oczywiście tubylcy i ich obyczaje są ukazani, ale w minimalnym moim zdaniem stopniu. Są takie momenty, w których bohaterowie zdają się żyć zwieszeni w nicości, wokół mając tylko towarzystwo innych Żydów. Trochę dziwne. Można to było doskonale wpleść w losy głównych bohaterów. tego mi po prostu zabrakło.
Być może inaczej odebrałbym książkę, gdybym kilka lat temu nie oglądał filmu, który nakręcono na jej podstawie. Film genialny, książka poprawna, ale ze sporą ilością braków.
Ich uzupełnienie nie odebrałoby absolutnie powagi, nobliwości i wagi treści Nigdzie w Afryce, a opowieść uczyniłoby jeszcze ciekawszą, bardziej ludzką.
Mimo zbyt małej ilości Afryki, gorąco zachęcam do lektury. Największy plus należy się autorce za otwierające i zamykające książkę listy. Są one jakby hiobowym zwiastunem końca znanego normalnym ludziom świata. Mocne, poruszające.


Tutaj zwiastun filmu nakręconego na podstawie książki.

piątek, 18 sierpnia 2017

Moja hiszpańska przygoda - mój patronat :)



Milo mi poinformować, iż 17 września nakładem oficyny Amber ukaże się nowa książka Isabelle Broom, która będzie objęta patronatem mojego bloga.
Jestem przekonana, iż będzie to idealna lektura na kończące się powoli lato i jesienne słoty. 


Cudownie optymistyczna i bezwstydnie romantyczna opowieść wypełniona słońcem Hiszpanii i odrobiną tajemnicy
Lato w Hiszpanii z mężczyzną, w którym jesteś zakochana…
Czyż można o czymś więcej marzyć?
Ale uważaj na marzenia, bo mogą się spełnić!
Hannah Hodges nie może uwierzyć w swoje szczęście: dostała propozycję, o której nie śniła. Razem z kolegami ma przez miesiąc kręcić film dokumentalny w malowniczym andaluzyjskim miasteczku. Będzie mogła spędzać długie słoneczne dni z Theo, jej szefem (i wymarzonym facetem)! Jeśli tylko Tom (jej przyjaciel i kamerzysta) i Claudette (prezenterka i kompletna wariatka) przestaną psuć jej szyki…
A potem wszystko się jeszcze bardziej komplikuje, kiedy zjawia się Nancy, przyrodnia siostra Hannah.
A cóż ona tu robi?
Czy choć raz w życiu Hannah nie może mieć jednego idealnego lata, bez żadnego dramatu?

wtorek, 15 sierpnia 2017

Skaza - Zbigniew Zborowski

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 3-/6
Recenzja mojego męża.

Liczyłem na coś więcej dużo więcej, tym bardziej, że recenzje innych osób są pełne zachwytów. Temat mocny i można było z niego wiele wyciągnąć.Niestety autor poszedł na łatwiznę.
Wszystko zaczyna się od znalezionych w mieszkaniu zwłok kobiety. Ofiara ma liczne rany kłute, leży w kałuży krwi. Śledztwo prowadzi podkomisarz Konecki, policjant po przejściach, zdołowany, pijący, sterany życiem wrak po załamaniu.
Tu autor sięgnął po motyw skandynawskiego, przeczołganego przez los gliny. Sięgnął i na tym koniec. Wykonanie wyszło umiarkowanie dobre. Jeżeli zapożycza się jakiś wzorzec, szkielet postaci z innej literatury, czy od jakiegoś autora, należy go czymś sensownym wypełnić. Zborowski wypełnił sieczką czasami poprzetykaną ciekawymi drobinami. I te drobiny ratują postać policjanta. Chociaż i tak jego bohater ani nie budzi sympatii, ani współczucia czy antypatii. Szczerze, to jest bez wyrazu, nawet jak pije na umów to też niezbyt przekonująco. Ale i tak jest najlepszy z całej książki.
Śledztwo prowadzone jest nieumiejętnie. Mało tego, jest ono nieinteresujące, brak sensownych czynności śledczych. Brak także ciekawych zwrotów akcji, brak niespodzianek. W wielu momentach fabuła po prostu nudzi.

Poza tym nadmiar wulgaryzmów. Nie wiem czemu miały one służyć. Chyba miały pokazać, jacy to policjanci twardziele.  
Jedyne co odrobinę przyciąga do lektury to opowieść rodziny Kochańskich, ciekawe retrospekcje w których podążamy śladami członków rodu. Dwutorowe prowadzenie akcji sprawdza się nie najgorzej. Ale i tak ta część książki ma wady. Jest chaotyczna, trudno się w wielu historiach, niuansach, kolejnych postaciach czy pokoleniach połapać.
Skaza to nie jest książka, która porywa, nie jest to nawet książka, które wciąga, czy zaciekawia na tyle, żeby sięgnąć po kolejny zapowiadany tom. Za kilka dni najprawdopodobniej nie będę pamiętał o czym była ta pozycja. 

Napis na okładce: Historia, która nie da Ci zasnąć przez kilka kolejnych nocy... jest bardzo dużą przesadą. Przy lekturze Skazy można przysnąć i to kilka razy.
Moim zdaniem na lekturę szkoda czasu. Jest tyle innych ciekawszych pozycji.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Kartagina - Joyce Carol Oates

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5-/6
Niestety, ale Kartagina to jedna ze słabszych książek Oates, choć nie ukrywam, to nadal doskonała lektura. Jednak autorka przyzwyczaiła mnie do bardzo wysokiego poziomu i tego nieuchwytnego czegoś, czego Kartaginie niestety brakuje, a co np. miała Ofiara, że o innych książkach nie wspomnę.
Z pozoru książka traktuje o zaginięciu 19-letniej Cressidy Mayfield, członka wybitnej rodziny, młodszej córki byłego burmistrza tytułowej Kartaginy. Jednak jak się głębiej wczytać w treść, jest to opowieść o ludzkim wnętrzu i jego najprymitywniejszych odruchach oraz najgorszych cechach. Wśród nich prym wiodą zazdrość i egoizm. Innym wiodącym uczuciem jest w tej opowieści samotność. I jest to taka samotność wszechogarniająca przez duże S. Takiej samotności wielu z nas często doświadcza mimo obecności obok sporej grupy ludzi.
Opowieść jest podzielona na trzy bardzo wyraźne części. Każda z nich opowiada o innym etapie życia bohaterów. 

Pierwsza część to zapis życia przed zaginięciem Cressidy, tego co wydarzyło się bezpośrednio po jej zniknięciu i o jej poszukiwaniu. 
Druga część traktuje o tym, jak bohaterom żyło się po przekroczeniu granicy, którą bez wątpienia było zniknięcie Cressidy.
Trzecia część to opowieść o próbie życia mimo wszystko i odnalezienia w tym życiu miejsca dla siebie.
Każda z tych części jest inna, ma inne tempo, inny nastrój, inne spojrzenie na to samo wydarzenie. W każdej wydarzenia poznajemy z punktu widzenia różnych bohaterów.
Całość spojrzeń na daną kwestię jest niezwykle szczegółowo potraktowana. W wielu miejscach mamy wrażenie wręcz bycia w umyśle bohatera, bohaterki, utożsamiamy się z nim (nią) samym, śledzimy jego myśli. W kilku momentach jest to przerażające, a z pewnością dziwne.
Tak, jak na początku napisałam, to dobra książka i z pewnością warto ją przeczytać, ale... Oates znana jest z tego, iż w swoich książkach porusza niezwykle ważne tematy, takie, które mają znaczenie dla milionów osób. Nie inaczej jest i tym razem. I niby wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, iż w Kartaginie mamy za dużo grzybków w jednym barszczu. 

A już bez metafor...Oates poruszyła zbyt dużo ważnych problemów. Oprócz w/w zazdrości, samotności, egoizmu, pustki, pożądania mamy także do czynienia m.in. z efektem stresu pourazowego, pomocą rządu dla weteranów, małomiasteczkową dusznością, snobizmem i wieloma innymi kwestiami. Całość sprawia wrażenie bardzo chaotycznej, jakby autorka w jednej książce chciała znaleźć receptę na większość problemów. Przez to problemy ulegają spłyceniu i rozmyciu, a dodatkowo żaden z nich nie zostaje zaprezentowany w sposób, do którego przyzwyczaiła mnie pisarka. Trochę zmarnowany potencjał i brak puenty wieńczącej dzieło.
Mimo tego drobnego minusu polecam Kartaginę. To nadal doskonała lektura, stąd moja dosyć ( przy w/w niedociągnięciach) wysoka ocenam


Tutaj (klik) link do recenzji Ofiary, innej świetnej książki Oates 

sobota, 12 sierpnia 2017

Uwolnić niedźwiedzie - John Irving

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Uwolnić niedźwiedzie to pozycja, która powstała w 1968 roku i jednocześnie jest to debiut literacki Irvinga. Książka ta jest niczym swoisty nieoszlifowany diament.
W związku z tym, iż autor dopiero rozpoczynał swoja literacką karierę, na niektóre elementy należy w trakcie lektury przymknąć oko. Niemniej jest to najsłabsza książka Irving, ale i tak warto po nią sięgnąć. Dla miłośników twórczości tego pisarza pozycja obowiązkowa.
Treść jest zawiła, całkowicie irracjonalna, poplątana. Powiecie, jak to u Irvinga. Owszem. Ale w tym wypadku jest to jeszcze spotęgowane.
Sednem opowieści jest historia Graffa, studenta wiedeńskiego uniwersytetu, który oblał egzaminy. Jako remedium na tę dolegliwość zaserwował sobie..szaloną podróż motocyklem. Towarzystwo w tej podróży ma, a jakże. Jest nim przypadkowo poznany mechanik samochodowy-filozof, który staje się swoistym przewodnikiem bohatera. Udziałem obu męźczyzn będą niesamowite przygody. Jednych mogą one śmieszyć, innych dziwić. Należy jednak pamiętać, iż książka powstała w 1968 roku w innej zupełnie rzeczywistości, co znajduje odzwierciedlenie w treści.
Całkowicie kuriozalna jest scena uwalniania tytułowego niedźwiedzia z wiedeńskiego zoo. Majstersztyk, a jednocześnie zapowiedź tego, jak dalej będzie ewoluował talent i warsztat Irvinga.
Choć uwielbiam Irvinga i jego prozę, to nie ukrywam, iż niniejsza książka nie jest lekturą dla wszystkich. W zasadzie to lektura dla wyjątkowych fanów twórczości autora oraz ciekawskich, jaki był początkowy warsztat, styl pisania jednego z najwybitniejszych prozaików XX wieku. Polecam.



 Tutaj recenzje innych książek Johna Irvinga (klik).

czwartek, 10 sierpnia 2017

Książka z vege przepisami do wygrania :)



Mam do oddania w dobre ręce, tę o to książkę.
Znajdziecie w niej mnóstwo przepisów, głównie na jednogarnkowe potrawy vege.
Kilka z nich wypróbowałam i są doskonałe, na stałe wejdą do naszego menu.
Przyrządziłam Paprykas krumpli w wersji vege. Polecam :). Pycha. Za kilka dni będziemy całą rodziną wypróbowywać kolejny przepis. W planach na najbliższe dni mamy: czerwoną fasolkę w sosie chilli i bataty na słodko-ostro. Brzmi smakowicie.
Póżniej wypróbujemy potrawy z kaszami w roli głównej. Zajmują one sporo miejsca w książce, a kasze są często niedoceniane choć bardzo zdrowe. Ciekawie brzmią przepisy na : kaszotto z gruszką, grzybami i rukolą czy chilli, ananasem i orzechami.
Sporo miejsca autorka poświęca także potrawom z makaronami. Przepisy, które wpadły mi w oko to przepisy z warzywami, owocami, orzechami, z fetą, z mleczkiem kokosowym, makaron sojowy z suszonymi pomidorami i oliwkami.
Poza tym kuszą wszelakie strączkowe, które całą rodzina uwielbiamy. Np. cieciorka ze szpinakiem i serem feta, chłopska oszukana zupa z soczewicą i wiele innych.
14 przepisów jest przeznaczonych dla cukrzyków.
Książka pełna jest aromatycznych, prostych i niedrogich (co uważam za ważne) przepisów. Jestem przekonana, iż każdy czytelnik znajdzie dla siebie co najmniej kilka receptur.
Jeżeli ktoś z was marzy o tej książce, proszę o dodanie tu w komentarzach przepisu na ulubione danie wegetariańskie, tylko na Boga, niech to nie będzie przepis na sałatkę.  
Wygra 1 osoba, ta której przepis najbardziej przypadnie mi do gustu.
Konkurs trwa do 20 sierpnia br. do godz. 23.59.

środa, 9 sierpnia 2017

Dziecko ognia - S. K. Tremayne

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 2,5/6
Poprzednia książka Tremayne, Bliźnięta z lodu zachwyciła mnie, od lektury trudno było mi się oderwać. Bliźnięta na długo zapadły w moja pamięć, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 
Nic więc dziwnego, że po Dziecko ognia sięgnęłam z uzasadnioną nadzieją na dobrą lekturę.
Fabuła jest ok, z założenia ma to być thriller psychologiczny. Wspominając Bliźnięta.. liczyłam na mocne napięcie, ostro nakreślony wątek psychologiczny, mocne tło, wiszący w tle klimat niepokoju, obawy, która gdzieś tam się czai. I w sumie to było. Przynajmniej do polowy książki, bo tylko tyle udało mi się przeczytać. Pozostała część darowałam sobie, szkoda mojego czasu.
Dlaczego odłożyłam książkę na półkę? Z powodu grafomańskiego, koszmarnego, infantylnego stylu pisarskiego Tremayne.  
Od dłuższej chwili zastanawiam się, czy to autor zmienił jakoś styl pisania, czy zmienił się tłumacz. Nie przypominam sobie, żeby w przypadku Bliźniąt... był taki językowy koszmarek. 
Nie mam możliwości zajrzenia do Bliźniąt.. i sprawdzenia czy ta sama osoba była tłumaczem.
Nie zależnie do tego, co (kto) jest sprawcą takiej, a nie innej treści, książkę czyta się koszmarnie. Porównania, zdania bez składu i ładu, niegramatyczne, grafomańskie opisy. Makabra. 
Podam jeden przykład (...) fale psychopatycznie uderzają o klify.
Nikt mnie nie przekona, że to normalne porównanie. Autor dodatkowo gustuje w opisach krajobrazów, mroków, przyrody, i przenikającego to wszystko zła, niepokoju. W związku z tym takich porównań, kwiecistych i mega infantylnych opisów jest w książce bardzo dużo. Być może miały one za zadanie ukazać klimat książki, a także Kornwalii, w której toczy się akcja. Mnie jedyni zniesmaczyły.
Z pewnością (sądząc po pozytywnych recenzjach) są osoby, którym taki styl nie przeszkadza. Ja do nich nie należę.  W związku z tym dalszą lekturę sobie daruję.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Oczy Eugena Kallmanna - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Nesser tym razem kryminalny, choć także mocno psychologiczno-obyczajowy. Niezależnie od tego, jaką książkę Nesser napisze, zawsze trzyma najwyższą formę. To mistrz łączenia różnorodnych gatunków literackich. Nie inaczej jest z Oczami....
Po raz kolejny pisarz pokazał, iż życie nigdy nie jest takim, jakim nam się wydaje i genialnie oddał psychologiczną głębię i wymowę powieści oraz ukazał, iż nawet za najbardziej makabryczną zbrodnią kryje się coś więcej, dużo więcej. Dodatkowo owa makabryczna zbrodnia wcale nie musi oznaczać rzezi czy zbiorowego morderstwa. Może być ona zupełnie czym innym.
Celowo nie napiszę nic o treści książki, ponieważ po pierwsze nie bardzo wiem, jak miałabym to zrobić bez spojlerowania, a po drugie fabuła jest skomplikowana (choć na pierwszy rzut oka taką się nie wydaje), wielowątkowa, wielowarstwowa i zmusza do uruchomienia sporej liczby szarych komórek w trakcie lektury.
Autor po raz kolejny pod płaszczykiem zbrodni i niewielkiej tajemnicy prezentuje dużo, dużo więcej.
Historia (z pozoru bardzo błaha, wręcz banalna) rozgrywa się w 1995 roku w niewielkim szwedzkim miasteczku. Nesserowi należą się gorące brawa za bardzo ciekawe i drobiazgowe nakreślenie realiów takiej społeczności. W ogóle skandynawska (a szwedzka w szczególności) literatura lubuje się w opisach społeczeństwa, ukazaniu postaci, szczegółowej wiwisekcji charakterów i przeszłości. Autor Oczu... jest nieodrodnym skandynawskim psiarzem. Jego bohaterowie są świetnie nakreśleni, ich przeszłość ukazana bardzo drobiazgowo. Podobnie z wpływem przeszłości na bieżące wydarzenia i samo rozwiązanie zagadki.
Historię, która niespodziewanie w ekspresowym, jak na skandynawskie warunki tempie ewoluuje, poznajemy z punktu widzenia różnych osób. Daje to nam możliwość pełniejszego poznania wydarzeń.
Dodatkowo sporą porcję wiedzy pozyskujemy z pamiętnika, który przed swoją zagadkową śmiercią pisał tytułowy Eugen Kallmann, nauczyciel języka szwedzkiego w szkole w mieścinie, w której toczy się akcja. Gdy bohaterowie książki zagłębiają się w tajemnicze zapiski Kallmanna wydaje im się, że mają przed sobą wszystkie elementy układanki i klucz do rozwiązania tajemnicy. Nie wiedzą, jak bardzo się mylą.
Zakończenie książki zaskakuje i to bardzo. Co ciekawe, zakończenie książki absolutnie nie jest rozwiązaniem zagadki. Samą tajemnicę rozwiązujemy dużo wcześniej, a książka kończy się....tego nie zdradzę. Nan tylko nadzieje, że całość przypadnie wam do gustu. Nie oceniajcie Oczu... przed przeczytaniem zakończenia.

Gorąco polecam, przez cały czas lektury towarzyszył mi wewnętrzny niepokój i mocno wyczuwalny nastrój grozy. Warto dać książce szansę, choć jestem przekonana, że nie wszystkim ona przypadnie do gustu. Nie jest to bowiem typowy kryminał, ani typowa powieść obyczajowo- społeczna. To jest po prostu Hakan Nesser. 

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce - Mariusz Urbanek

Wydawnictwo Czarne, Moja ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Mariusz Urbanek, to obecnie bez wątpienia jeden z najlepszych autorów biografii, dopracowanych, świetnie napisanych, bogato udokumentowanych. Każda kolejna jego książka to pewny bestseller.

Nic więc dziwnego, iż książka Makuszyński O jednym takim któremu ukradziono słońce zainteresowała mnie gdy tylko pojawiła się na półce nowości w księgarniach. 
Bohater Urbanka, to autor najpoczytniejszych książek dla młodych czytelników, ojciec Koziołka Matołka. Jego twórczość znają w zasadzie wszyscy. Jego samego - prawie nikt.
Urbanek próbuje to zmienić.
W książce podaje wiele arcyciekawych i nieznanych dotąd fakt.ów, które świadczą o tym, iż Makuszyński był niezwykłym, wyprzedającym swoja epokę człowiekiem. Świadczą o tym przede wszystkim jego książki tworzone w czasie, gdy awanturnicze książki tworzono tylko dla chłopców i oni także byli ich bohaterami. Autor Szaleństw panny z mokrą głową zachowywał się inaczej, nowatorsko.
Mimo, iż bohaterkami wielu jego książek były kobiety, dziewczęta, podlotki, a kolejne żony pisarza były wspaniałymi, mądrymi, zdolnymi kobietami, sam Makuszyński znany był ze swojego antyfeminizmu.
Jak twierdzi Urbanek, z jego bohatera, szybko wyglądającego jak podtatusiały wujek, wychodził mizogin, którego nie dało się opanować.
Ale to nie jedyna sprzeczność w naszym bohaterze. Mimo, iż tworzył dla dzieci, dzieci nie lubił. Ot kolejny paradoks. A jest to dopiero początek sprzeczności w Makuszyńskim, jego mniejszych i większych wad. O innych przeczytacie w książce.
Biograf opowiada naprzemiennie o życiu i twórczości autora Awantury o Basię. Co istotne, porusza kwestię nie tylko tych znanych dzieł Makuszyńskiego i historii ich powstania. Urbanek opowiada o całym jego pisarza, twórczości, a zaczyna od pierwszych, może trochę grafomańskich wierszy, które Kornel tworzył od 11. roku życia.
Ważnym jest, iż Urbanek twórczość Makuszyńskiego miesza z życiem pisarza, a to wszystko umieszcza na tle burzliwej epoki, w której przyszło mu żyć i tworzyć. Szczególnie jest to ważne w rozdziale Żydki, żydy, żydzięta.. w kontekście sytuacji w jaka miała miejsce wtedy w Polsce. Ale nie tylko o ten rozdział chodzi. Opowieść o Makuszyńskim to miks ciekawych, nieznanych faktów, elementów socjologiczno-psychologicznych, wtrętów o ówczesnym życiu, a to wszystko otoczone ciekawymi wtrętami historycznymi.
Po książkę bez wątpienia warto sięgnąć. Nie jest gruba, jak wcześniejsze biografie autorstwa Mariusza Urbanka, ale warta przeczytania. Jednak ostrzegam, po lekturze nic nie będzie takie samo, a Twórca Szatana z siódmej klasy z pewnością nie pozostanie w pamięci, jako przemiły, cudowny człowiek.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Majorka w niebieskich migdałach - Anna Klara Majewska

Wydawnictwo Wielka Litera, Moja ocena 3,5/6
Majorka w niebieskich migdałach to 3. tom serii majorkańskiej (jak roboczo te książki nazwałam). Jest to także kontynuacja losów bohaterów z tomu 1. i 2. I teraz mam zagadkę, jak nakreślić (choćby schematycznie) fabułę tomu 3. bez spojlerowania.
Tego tomu niestety nie czytało mi się tak dobrze, jak dwóch poprzednich. Bohaterka znana z poprzednich części i bardzo przeze mnie lubiana tym razem jawi mi się, jako marudna baba.
Niby ma poukładane życie, ale...
Magda maksymalnie mnie denerwowała swoimi poczynaniami. Kilkakrotnie miałam ochotę nią porządnie potrząsnąć.
Oprócz szukania przysłowiowej dziury w całym w życiu prywatnym, prób ogrywania się na mężu irytowało mnie także narzekanie na wszystko, co polskie.
Atutem książki są z pewnością majorkańskie klimaty, których w 3. tomie nadal jest pełno oraz poczucie humoru.
Książka to z pewnością nadal afirmacja Majorki, negacja wszystkiego, co polskie i z Polską związane, ale także sympatyczna komedia pełna gagów.
Do lektury zachęcam, chociaż nie spodziewajcie się nie wiadomo czego. Ot lekka, infantylna lektura na lato.A spodziewałam się czegoś więcej.

sobota, 5 sierpnia 2017

Rok na Majorce tomy 1, 2 - Anna Klara Majewska

 Wydawnictwo Wielka Litera, Moja ocena obu tomów 5/6
Autorka (znana mi już z innych książek) opowiada historię Magdy, kobiety po 30-tce i po przejściach, z przeszłością:), która zmuszona zawirowaniami losu i chęcią zerwania z dotychczasowym średnio udanym życiem, postanawia zmienić w nim wszystko. Magda opuszcza wiedeńskie mieszkanie, syna wysyła do Warszawy do mamy i rusza na podbój słonecznej, magicznej wyspy, jaką jest Majorka. Na miejscu kobieta wynajmuje dom, wyszukuje doskonałą szkołę dla syna, zakłada firmę, 
znajduje nowych znajomych. To wszystko przy opisach wspaniałej wyspy i w towarzystwie wielu przygód oraz niespodzianek, których los kobiecie nie szczędzi. 

Niby banał, fakt, ale za to jak opowiedziany. 
Majewska stworzyła przezabawną, sympatyczną, słoneczną niczym Majorka opowieść, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza, gdy na sercu ciężko, a za oknem np. deszcz. Pod tym względem oba tomy będą idealna lekturą nie tylko na letnią kanikułę, ale także na jesień, czy zimę. 
Rok na Majorce, to książką, która zdecydowanie poprawia humor i pozwala spojrzeć na wiele własnych problemów z pewnego dystansu. Ogromnym plusem powieści jest język, jakim Majewska się posługuje oraz to coś zawarte w treści, co pozwala w trakcie całej lektury czuć się, jakbyśmy uczestniczyli w przygodach kogoś bliskiego, kogo darzymy sympatią.
Powrót na Majorkę to 2. tom "majorkańskiej trylogii", jak roboczo nazwałam ten cykl. Jest to także kontynuacja losów bohaterów z tomu 1. I teraz mam zagadkę, jak nakreślić (choćby schematycznie) fabułę tomu 2. bez spojlerowania.
Początek książki to perypetie głównej bohaterki w Warszawie.Tego, czy powrót do Polski był dobrą decyzją, jakie są odczucia Magdy nie zdradzę. Napiszę tylko, iż ten tom jest bardziej emocjonalny od wcześniejszego. Mimo, iż bohaterka przebywa w Polsce, nadal odmalowuje przed nami wiele wyspiarskich krajobrazów i szczegółów, na które składało się jej poprzednie życie. Co się będzie działo dalej? 

Gorąco  zachęcam do lektury obu tomów serii. Każda z książek nasączona jest Majorką od pierwszej do ostatniej strony. Nawet w drugim tomie, gdy bohaterka przebywa w Polsce, ciągle widzimy na kartach książki białe domki, cytrusowe sady, błękit morza, niespiesznie żyjących ludzi, miasteczka posiadające tak unikalny urok i wiele innych drobiazgów.
Brawa dla autorki za to, iż nie stworzyła kolejnej ckliwej, lukrowanej, infantylnej opowieści, jakich na rynku wiele, a z głównej bohaterki nie uczyniła bohaterki, którą mam ochotę potrząsnąć. Jej Magda to kobieta zdecydowana, uparcie dążąca do celu. Brawo.
Ponieważ autorka pewnych wątków nie opowiedziała (moim skromnym zdaniem) do końca, liczę, iż szybko napisze kolejna część przygód głównej bohaterki i jej przyjaciół. Czekam niecierpliwie.
Natomiast każdego, kto jeszcze nie czytał serii Rok na Majorce, gorąco zachęcam do lektury.Ja lada moment sięgam po tom 3.


środa, 2 sierpnia 2017

Zapowiedź...


17 sierpnia nakładem Wydawnictwa Literackiego ukaże się kolejna książka Orhana Pamuka.

W małej miejscowości pod Stambułem pewien licealista doświadcza wstrząsającej miłości i popełnia wielką zbrodnię… W połowie lat osiemdziesiątych XX wieku mistrz Mahmut, studniarz i jego pomocnik, „panicz” Cem, przekopują mozolnie metr po metrze jałową działkę, próżno szukając wody. W wolnych chwilach opowiadają sobie historie, pokazujące, jak różnie patrzą na świat. Jedną z nich jest opowieść o ojcobójstwie Edypa. Mimo iż tak odmienni – stary kawaler w sile wieku i młody chłopak – nawiązują więź, która przypomina relację między ojcem a synem. Wszystko zmienia się za sprawą rudowłosej piękności, aktorki wędrownego teatru. Najdziksze sny nastolatka stają się jawą, by natychmiast dać pole najgorszemu z koszmarów – wskutek nieuwagi Cema przy budowie studni dochodzi do tragicznego wypadku. Przerażony chłopiec ucieka do Stambułu, gdzie dopiero po wielu latach dowie się, czy naprawdę był winien śmierci mistrza i kim była rudowłosa uwodzicielka.

W tej kameralnej historii, która łączy porażającą powieść rodzinną i płomienny romans, Noblista sięga po motyw z antycznej tragedii, by opowiedzieć wstrząsający i zaskakujący dramat współczesny, skonfrontować Wschód i Zachód i odmalować sugestywny portret targanej skrajnościami Turcji. Kolejny popis prozatorski i wyraz geniuszu Noblisty.

„Rudowłosa” jest powieścią zbudowaną z zazębiających się wątków i następujących jeden po drugim zwrotów akcji, pełną aluzji historycznych i społecznych; trudną, kłopotliwą, mocną, ale wspaniałą powieścią, która stawia przed nami nowe fakty, wymagające od nas refleksji. Jest powieścią uniwersalną, która uwspółcześnia antyczną tragedię i doprowadza ją tak daleko, jak to możliwe!

Hasan Bülent Kahraman, „Sabah”

Jest to książka wielowarstwowa: powieść o konsekwencjach puczu z 1980 roku, powieść psychologiczna, powieść o ostatnich trzydziestu latach w tureckiej historii, powieść o możliwości czy niemożliwości bycia jednostką w Turcji, powieść o tragedii kobiet w tym kraju, powieść o niepokojącej metaforze studni… Słowem, powieść Orhana Pamuka. Trzeba ją przeczytać.

Murat Bjeduğ, „T24”

poniedziałek, 31 lipca 2017

Ali i Nino - Kurban Said

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Przyznam się, iż kilkakrotnie rozpoczynałam tę lekturę. Początek książki w ogóle mnie nie zainteresował. Pierwsze ok. 50 stron to była dla mnie droga przez mękę. I przez cały czas nie wiedziałam, czym tabuny czytelników tak się zachwycają. Wspólną nić porozumienia z Ali i Nino złapaliśmy po lekturze mniej więcej 1/4 książki. Dalej czytało się bardzo dobrze.

Ali i Nino to bardzo dobra opowieść, zręcznie napisana i wątek miłosny wcale nie jest tym wiodącym.  
Tym, co najbardziej przypadło mi do gustu, wręcz porwało, jest niesamowite ukazanie dwóch wrogich z założenia stron, stron całkowicie się od siebie różniących. Dwa odrębne światy ukazane z całym (jak to się mówi) z całym dobrodziejstwem inwentarza. 
Dodatkowo genialnie ukazane zagmatwane losy, pomieszane kultury, etniczność, tragedie narodów i zwykłych ludzi na Zakaukaziu. 
Do tego plastyczne, bardzo sugestywne obrazy zarówno w zakresie krajobrazów, opisów przyrody, dnia codziennego, ubrań, zwyczajów. To wszystko pomaga niesamowicie wczuć się w fabułę, poczuć się jakby uczestnikiem opisywanych wydarzeń. 
Moim zdaniem określanie tej książki, jako najwspanialszej love story z Kaukazu, czyni jej jedynie krzywdę. Ta książka to zdecydowanie coś więcej. Historia miłosna jest tylko tłem do ukazania o wiele ciekawszych i ważniejszych spraw. Jednak nie ukrywam, wątek miłosny wyciśnie praktycznie z każdego kilka łez.
Polecam.

niedziela, 30 lipca 2017

Wiara - Anna Kańtoch

Wydawnictwo Czarne, Moja ocena 5,5/6
Kolejna doskonała książka autorki, którą miałam okazję przeczytać.
Ponownie mamy połowę lat 80. XX wieku, ponownie pełnię PRL-u (doskonale zobrazowaną, co do najdrobniejszego szczegółu), ponownie zamkniętą, nieomal klaustrofobiczną społeczność (genialnie nakreśloną).
W takim miejscu i czasie dochodzi do makabrycznych zabójstw młodych kobiet. Całość jest o tyle tajemnicza, że wszyscy w koło sugerują, iż zgony mają jakieś powiązania z przeszłością. Nieistotne, ofiar nic ze sobą nie łączy. Ba, nic nie łączy ich też początkowo z Rokitnicą, wioską w której rozgrywa się akcja książki. Miejscowi mają o zabójstwach swoje zdanie, które z każdą kolejna przedstawioną w książce osobą, jest coraz dziwniejsze.

Do tego dochodzi przeklęta parafia, do której został przeniesiony bardzo dociekliwy ksiądz. On także zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę.
Z intrygą, bohaterami, oddaniem realiów PRL-u Kańtoch poradziła sobie doskonale. Opisy prlowskich ubrań, przedmiotów, różnych charakterystycznych dla tego okresu zdarzeń i przedsięwzięć poruszyły we mnie nutkę nostalgii. W 1986r. w momencie, gdy rozgrywa się akcja książki, chodziłam do szkoły podstawowej, ale dobrze pamiętam tamte czasy, szczegóły, które opisuje autorka.
Równie dobrze pisarka dała sobie radę z bardzo drastycznym tematem, który jak się okaże jest przyczyną zbrodni i tajemnicą sprzed lat. Ze zrozumiałych względów nie będę pisać, o co chodzi. To, co stoi za zabójstwami młodych kobiet to zbrodnia straszna, nieakceptowalna przez żadnego normalnego człowieka, a piętnem odbijająca się na ofierze do końca życia.
Co istotne, Kańtoch nie epatuje zbrodnią sprzed lat, jej wydźwiękiem dla dodania książce pikanterii. Nic z tych rzeczy. Owa zbrodnia jest tylko tłem do ukazania czegoś więcej, do poruszenia ważnego, nadal wstydliwie skrywanego tematu. Celowo nie piszę, co co dokładnie chodzi, żeby nie odbierać wam przyjemności wynikającej z lektury. Nic mnie tak nie irytuje, jak zdradzanie zbyt wielu szczegółów fabuły.
Bardzo ciekawie nakreśleni są bohaterowie. Jedni irytują, drudzy śmieszą, a jeszcze inni sprawiają, że ma się ochotę krzyczeć ze złości. 

Doskonale ukazane jest zderzenie dwóch światów - wioski, w której znajduje się kilkanaście chałup, a która odżywa latem dzięki kolonistom i wczasowiczom z "miastem". Obojętnie, jak szumnie brzmi owo "miasto"  jest ono niewiele mniej zaściankowe od Rokitnicy, niewielkiej wioski. Ot ludzie z "miasta" po prostu mają trochę inne ubrania, inaczej się wysławiają, są bardziej pewni siebie. 
Wiara, to przede wszystkim doskonały kryminał, ale i równie dobra książka społeczno-psychologiczno-obyczajowa. Taki miks, który doskonale się sprawdził.
Wiarę czyta się doskonale, szybko. Po skończonej lekturze w głowie pozostaje sporo tematów, zagadnień, które warto przemyśleć. 

Zachęcam do lektury tej i innych książek Anny Kańtoch.


https://platon24.pl/ksiazki/wiara-122449/

czwartek, 27 lipca 2017

Plac zabaw - Lars Kepler

Wydawnictwo Czarne, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Plac zabaw to bez wątpienia książka inna niż tego oczekiwałem, co absolutnie nie znaczy, że gorsza. Jest to na poły kryminał, na poły powieść obyczajowa i jeszcze sporą część fabuły zajmuje thriller psychologiczny i fantastyka. Część akcji toczy się w świecie, w którym i my żyjemy, a część w..zaświatach.
Całość jest tak sugestywnie napisana, iż do końca nie miałem pewności, czy bohaterka (Jasmin Pascal-Anderson porucznik w szwedzkiej armii) przeżyła to naprawdę, czy może cierpi na jakąś chorobę psychiczną.
Autorzy przenoszą nas w świat, który z jednej strony kusi, a z drugiej napełnia czytelnika obawami. Wizja świata zaprezentowanego przez autorów jest największym plusem książki.
Mimo wielu fantastycznych elementów w Placu zabaw mamy wszystko co powinien mieć dobry thriller i kryminał w jednym. Są pościgi, zabójstwa, odkrywanie kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Jest też obawa o pomieszanie zmysłów, a także rozprawa w sądzie.

Najgorzej na tym tle wypadają bohaterowie. Nie wszyscy, ale wystarczająco duża grupka, żeby uznać ich kreacje za pewne niedociągnięcie. Kilka postaci irytuje infantylnością, dziwacznymi decyzjami, lekkim przerysowaniem. pozostałe postaci są jak najbardziej ok.
Trudno jednoznacznie napisać o czym jest fabuła. Mogę tylko wspomnieć, iż jej kwintesencja jest matka, która dla swojego dziecka jest gotowa zrobić wszystko. Ale to tylko początek do o wiele bardziej skomplikowanej i istotnej opowieści.
Duet pisarski kryjący się pod pseudonimem Lars Kepler, zawsze tworzył mroczne, trudne w odbiorze książki. Jednak Plac zabaw (pod względem owego trudu) bije na głowę wszystkie ich dotychczasowe dokonania. Historia ta jest o wiele mroczniejsza, jeszcze bardziej skomplikowana i nie ukrywam- bardzo trudna w odbiorze. Nie każdemu też przypadnie do gustu. Jeżeli jednak zadacie sobie trud i rozpoczniecie lekturę, gwarantuje, iż nie będziecie żałować. Mocne wrażenia gwarantowane tym bardziej, iż początek, pierwsze kilkanaście stron, nie zapowiadają aż tak mrocznej lektury.

https://platon24.pl/ksiazki/plac-zabaw-119339/

środa, 26 lipca 2017

Zapowiedź...

27 września nakładem Wydawnictwa Marginesy, ukaże się kolejna książka Juliana Fellowesa, autora m.in. Belgravii i Czasu przeszłego niedoskonałego, scenarzysty m.in. świetnego Downtown Abbey i Gosford Park.


Edith Lavery, blondynka o dużych oczach i dobrych manierach, jest córką odnoszącego umiarkowane sukcesy księgowego, którego żona cierpliwie wspina się po drabinie społecznej. Podczas wizyty w domu rodziców Edith spotyka hrabiego Charlesa Broughtona, który – zgodnie z tym, co piszą plotkarskie magazyny – jest jednym z najciekawszych młodych arystokratów, w dodatku do wzięcia. Kiedy oświadcza się Edith, ta zgadza się za niego wyjść. Ale czy naprawdę kocha Charlesa? Czy imponuje jej jego tytuł, stanowisko i cała reszta?
Nieuniknioną częścią życia w Broughton Hall jest matka Charlesa, przebiegła lady Uckfield, nazywana przez swoich przyjaciół „Googie” i opisana przez narratora – aktora, który swobodnie porusza się wśród wyższych klas i opisuje ich słabości – jako „najbardziej obyta towarzysko osoba, jaką zdarzyło mi się poznać. Posiadała zarówno zegarmistrzowskie oko do szczegółu, jak i znajomość świata właściwą wielkim kokotom”. Lady Uckfield jest przekonana, że Edith bardziej interesuje się tytułem hrabiny, niż byciem dobrą żoną jej syna. A kiedy pewnego dnia w Broughton Hall zjawia się ekipa stacji telewizyjnej, a wraz z nią obłędnie przystojny szef ekipy, aby nakręcić dramat z epoki, najgorsze lęki Googie wydają się w pełni uzasadnione.
 
 
 

wtorek, 25 lipca 2017

Czarna Madonna - Remigiusz Mróz

Wydawnictwo IV Strona, Tak, nie ma oceny, bo trudno ją wydać :(
Nie wiedziałam, że kiedyś napiszę coś negatywnego o książkach Remigiusza Mroza, którego jestem wielką fanką. A jednak. 
Do tej pory jedne książki autora podobały mi się mniej, inne bardziej, serię Cyłka & Zordon bezkrytycznie uwielbiam. 
Nigdy jednak żadna książka mnie tak nie rozbawiła (w negatywnym tego słowa znaczeniu), zniesmaczyła i sprawiła, że zmieniłam zdanie o tym co autor pisze.
Czarna Madonna jest no cóż...takim gniotem, że o matko... Śmiało mogę przyrównać to dzieło do tego, co tworzy Katarzyna Michalak.
Doprawdy nie wiem, co (dobrym, tak na marginesie) autorem kierowało, gdy pisał coś takiego.  
Jednak muszę oddać szacunek, sztuką jest wymyślić tak zawiłą i kuriozalną fabułę. 
Nie będę streszczać akcji, nie ma to sensu. Napiszę tylko krótko (bo za bardzo nie chcę się pastwić, mam nadal sporo sympatii dla autora) o moich odczuciach.
Czarna Madonna to mix z pewnością książek ala Dan Brown z ..no właśnie z czym? Hmm chyba ze wszystkim co autorowi wpadło w ręce. Mieszanina gatunków literackich przyprawia o ból głowy. I bynajmniej nie jest to powód do zadowolenia. Lepiej stworzyć coś, co balansuje na granicy 1-2 gatunków niż takie coś.
Podobnie sprawa ma się z tempem akcji. Co prawda to jest akurat cecha charakterystyczna prozy Mroza, ale w połączeniu z miksem gatunków i różnymi cudami i dziwami (dosłownie i w przenośni), które pisarz serwuje, przyprawia to o ból głowy.
No właśnie - cuda i dziwy. Kwestie religijne, które porusza, a w niektórych momentach wręcz profanuje autor, mogą wzbudzić u sporej grupy czytelników spory niesmak, oburzenie. 
Mimo, iż ja akurat jestem osobą niewierzącą, to w trakcie lektury kilku stron czułam lekki niesmak. Tak, tak chyba można to określić. Nie czułam się urażona, zgorszona etc, ale niesmak leciutki pozostał. Niby takie prawo artysty, twórcy, autora - szokować, poruszać różne tematy. Ale w kontekście tej konkretnej książki sprawia to wrażenie wypełniacza treści. To tak, jakby kupić pierogi z mięsem za 5 zł. kg. Wiadomo ile będzie w nich mięsa, a ile niestrawnego wypełniacza.Obrazowo, ale chyba wiadomo o co chodzi.
Co poza tym? Ostre paroksyzmy śmiechu.

Tak, co i rusz w trakcie lektury wybuchałam śmiechem. Jednak bynajmniej nie z powodu gagów, jakimi jest okraszona fabuła. Nic z tych rzeczy. Mój śmiech wywoływały coraz bardziej kuriozalne, dziwne, niesamowite pomysły, wtręty do fabuły, wydarzenia, które stały się udziałem głównego bohatera. 
Lubię thrillery, horrory, elementy metafizyczne, książki ala Dan Brown. I tego mniej więcej spodziewałam się po Czarnej Madonnie. Jednak wszystko ma swoje granice, nawet moja odporność na próbę stworzenia z niczego czegoś, wpakowania wszystkiego do jednego przysłowiowego worka i wmówienia czytelnikowi, że to super.
W pewnym momencie uznałam, że mam dosyć i odłożyłam książkę na półkę. Było to po lekturze 251 strony. Powinnam to zrobić dużo wcześniej, przynajmniej 200 stron wcześniej, gdy intuicja podpowiadała mi..nie czytaj dalej, daj sobie spokój. Nie posłuchałam. Uznałam, że będzie lepiej, że Mróz jednak nie mógł stworzyć czegoś złego. Otóż mógł. 
Czarna Madonna obraziła mnie, jako czytelnika, ale także autora, którego stać na dużo więcej, a który chyba... no nie wiem..poszedł wyraźnie na masówkę, upoił się za bardzo sukcesem (wszak jest najpłodniejszym literacko i najlepiej się sprzedającym polskim autorem), osiadł na laurach etc. Chciałabym przekazać pisarzowi jedno...nie idź tą drogą :( To nie jest dobra zmiana.
Doskonały marketing, jaki poczyniła Oficyna IV Strona + autorstwo Remigiusza Mroza to za mało, żebym uznała książkę za wartą przeczytania do końca i polecenia. 
Od czasu lektury książki p. Michalak, to najbardziej traumatyczne literacko doznanie w moim życiu mola książkowego i najbardziej bezsensownie spędzone godziny.
Odradzam, odradzam, odradzam lekturę Czarnej Madonny. Zachęcam za to do czytania innych książek Remigiusza Mroza, które diametralnie różnią się od omawianej pozycji.   

poniedziałek, 24 lipca 2017

Kongo requiem - Jean Christophe Grange

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 6/6
Kongo requiem, to 2. tom mistrzowskiej serii Lontano.
Z reguły, gdy 1. tom jest doskonały mam pewne obawy, co do kolejnych części serii. W przypadku książek Grange'a, takie obawy są niepotrzebne. Autor stanął po raz kolejny na wysokości zadania.
Kongo requiem to (podobnie, jak poprzedni tom) książka wielowarstwowa i bardzo skomplikowana, wymaga sporej ilości wolnego czasu na lekturę (trudno czytać Lontano z doskoku po kilka-kilkanaście stron, zgub się wątek) i równie dużo zaangażowania, czytania z rozumieniem, analizowania, powiązywania faktów.
Wiem, Grange jest specjalistą od takich książek, ale trylogia Lontano jest specyficzne, jeszcze bardziej grangeowe, mocne, ostre, brutalne..no sami wiecie o co chodzi:). Reasumując, to lektura specyficzna, wymagające, a dodatkowo mroczna, pełna najprymitywniejszych ludzkich żądzy, odruchów, miejsc, o których istnieniu w życiu byśmy nie pomyśleli. Z pewnością nie jest to lekkie, relaksujące czytadło.
Bohaterami ponownie jest pięcioosobowa rodzina Morvanów. Akcja jednak nie toczy się tylko we Francji, ale także w Kongo (koszmarne rzeczy tam się dzieją), oraz w wielu innych miejscach na świecie. Morvanowie rozjeżdżają się, a ich losy i poczynania są jeszcze bardziej chaotyczne, dramatyczne i brzemienne w skutkach, niż w tomie 1.
Każdy z bohaterów, z członków tej niesamowicie pokręconej i skomplikowanej rodziny szuka czegoś innego, podąża innymi śladami, a wszystkie one w ten czy inny sposób połączą się z historią sprzed kilkudziesięciu lat, historią najstarszych Morvanów.
Ilość wątków w Kongo requiem przyprawia o ból głowy, jednak Grange jest tak mistrzowskim pisarzem, iż ku zdumieniu czytelnika nic mu nie umyka, nic nie ucieka, nic się nie plącze. pisarz panuje nad każdym wątkiem.
Tempo akcji, zawiłe, wręcz niesamowite historie, nagłe zwroty akcji, oblepiający zewsząd ludzki bród, degrengolada nie pozwalają czytelnikowi nawet na odrobinę wytchnienia.
Gdy już nam się wydaje, iż czytaliśmy o wszystkim co najgorsze, okazuje się, że bardzo się mylimy, a pisarz dostarcza nam kolejnych dowodów na wszechobecne zło i ludzkie wynaturzenie.
Gorąco polecam oba tomy. Lektura dla osób lubiących mroczną, wymagającą literaturę, docieranie do sedna opowieści krok po kroku, obieranie jej z licznych warstw tropów i niedomówień. Odradzam osobom oczekującym lektury na zasadzie zabiligoiuciekł.
Polecam. Czyta się genialnie.

niedziela, 23 lipca 2017

Wyniki rozdawajki...




Zdałam się na łut szczęścia i losowałam osoby, które otrzymają konkretne nagrody.
Zwycięzców proszę o przesłanie adresu (w Polsce) do wysyłki na email anetapzn@gazeta.pl
Wysyłka nagród w ciągu 7=8 dni od otrzymania adresu, pocztą polska, listem poleconym lub paczką, w związku z tym proszę o chwilę cierpliwości - poczta polska jaka jest, każdy widzi. 
Nagroda nr. 1 wędruje do Kamilli.
Nagroda nr. 2 wędruje do Lonely Castaway.
Nagroda nr. 3 wędruje do  Księgozbioru Kasinego.
Nagroda nr. 4 wędruje do Kingi.

Gratuluję. Wkrótce kolejne rozdawajki...

czwartek, 20 lipca 2017

Głośniej niż śnieg - Stefan Hertmans

Wydawnictwo Marginesy, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Po świetnej Wojnie i terpentynie  (recenzja tutaj - klik)  wiele sobie obiecywałem w związku z lekturą Głośniej niż śnieg. I nie zawiodłem się.
Książka przeraża, dosłownie i w przenośni. Gdybym Głośniej.. czytał w innych realiach społeczno-politycznych, nie w okresie gdy za drzwiami (dosłownie lub w przenośni) czai się zło, terroryzm, potencjalna śmierć, najprawdopodobniej inaczej bym całą lekturę odebrał. No, ale jest jak jest.
Fabuła toczy się głównie w świecie, w którym rządzi przemoc, strach i zagrożenie terrorystyczne.
Oprócz tego, że Hertmans przeraża, to dodatkowo intryguje, sprawia, iż nie sposób odłożyć książkę bez doczytania choćby do końca rozdziału, ale także zmusza do przemyślenia kilku ważnych spraw.
Głośniej niż śnieg to opowieść o ludziach, tym co ich dzieli, co łączy, o podzielonym świecie i tym, co z tego może wyniknąć.
Całość świetnie napisana i bardzo, bardzo dołująca, i to z różnych powodów. Generalnie autor bardzo kiepsko nas, ludzkość ocenia. Smutne, ale prawdziwe. W trakcie lektury nieodmiennie nasuwają się pytania, co my właściwie ze światem, z nami samymi robimy. Czy jest/będzie dla nas jakakolwiek nadzieja? Czy wiemy jeszcze pamiętamy, co to człowieczeństwo, system wartości ludzkich?
W książkę trudno się wciągnąć, wczytać. Jest tego kilka powodów. przede wszystkim chodzi o bardzo trudny temat, jaki porusza autor. Poza tym specyficzny styl, którego używa, pełen niedopowiedzeń, na niektórych sprawiający wrażenie chaotycznego, nużącego. Warto jednak dać lekturze szansę. Należy jednak przygotować się na wysiłek umysłowy.
Polecam.

środa, 19 lipca 2017

Zapowiedź...



17 sierpnia nakładem Wydawnictwa Marginesy ukaże się 2. tom przygód porucznik wschodnio niemieckiej milicji Karin Müller.
W ub. roku czytałam 1. tom serii. Moja recenzja tutaj (klik). 




Tym razem akcja ponownie toczy się w Niemczech Wschodnich. Jest rok 1975.
Porucznik milicji Karin Müller została zesłana do papierkowej roboty. Jednak ani szefostwo, ani Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego o niej nie zapomniało.
W Halle-Neustadt, pokazowym nowym mieście socjalistycznym, ginie porwane dziecko, a władze chcą po cichu wyjaśnić sprawę. Karin znów ma prowadzić śledztwo pod ścisłym nadzorem Stasi.
Szybko okazuje się, że w labiryncie blokowisk z wielkiej płyty czają się liczne tajemnice, znikają kolejne dzieci, a Karin musi sobie radzić z naciskami z góry, pozbawionym poszlak śledztwem i bolesnymi wspomnieniami.


wtorek, 18 lipca 2017

Ostatnie godziny rozdawajki...

Lada moment ja mam urodziny, ale także mój blog.

Blog 6. O tym, które ja obchodzę, nawet nie wspomnę :)
W związku z tym mamy dla Was prezenty...oczywiście są to książki. 

poniedziałek, 17 lipca 2017

Dzikusy. Francuskie wesele - Sabri Louatah

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5/6
Świetna książka, ale nie dla każdego. Jednym wyda się chaotyczna, innym co najmniej dziwna, a jeszcze inni uznają, że nie ma w niej za grosz sensu.
Dla mnie to doskonała lektura, której treścią jest jeden dzień mieszkającej od lat we Francji, a pochodzącej z Algierii, kabylskiej rodziny Narrusz. Kuriozalna rodzina, wielopokoleniowa, bardzo głośna i chaotyczna. W jej ramach mamy unikalnych przedstawicieli poczynając od zahukanej gospodyni domowej, poprzez hałaśliwą bezzębną acz wzbudzającą ogólny strach babkę, nastoletniego umiarkowanie zręcznego gangstera, aktora celebrytę, kazirodcze rodzeństwo i najstarszych w rodzinie męźczyzn, którzy sądzą (o naiwności), że nad wszystkim panują. Do tego dochodzi spora grupa dalszej rodziny, która widuje się tylko z okazji wesel i pogrzebów. Siłą rzeczy, przy takiej mieszaninie ludzkich charakterów i postaw, na światło dzienne wychodzą skrywane miesiącami, a nawet latami, najróżniejsze antagonizmy. Oj dzieje się, dzieje.
W opisywanym dniu trwają przygotowania do tradycyjnego wesela. Zamieszania z tym co nie miara. Całkowity chaos potęguje fakt, że następnego dnia mają odbyć się wybory prezydenckie i duże, ba bardzo duże szanse na zwycięstwo ma....muzułmanin blisko związany z rodziną Narrusz. Wielu myśli co by tu dla siebie ugrać przy okazji. No bo, jak jest okazja, to trzeba korzystać.
Bardzo ciekawie ukazani są kolejni bohaterowie, ich diametralnie różniące się od siebie spojrzenie często na te same sprawy, podejście do Francji, jako ojczyzny, do tego co dla chrześcijańskich Francuzów ważne, a co ważne dla muzułmanów.
Dzikusy. Francuskie wesele to bardzo udane połączenie sagi rodzinnej, komedii sytuacyjnej, rozprawki socjologiczno-psychologicznej i political fiction. Czyta się szybko (to niezbyt gruba książka) i z wielką przyjemnością. Polecam i czekam na 2. tom.

niedziela, 16 lipca 2017

Klub Pickwicka - Charles Dickens

Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Arcydzieło w każdym calu. Nic dziwnego, że to jedna z najlepiej sprzedających się książek wszech czasów. Cieszę się, że miałam okazję ponownie ją przeczytać.
Właściwie nie wiem, co mam napisać. Książka dla mnie genialna, jak wszystkie u Dickensa. Charles Dickens wielkim pisarzem wiktoriańskim po prostu był i basta.

Opowieść o dwóch latach z życia dżentelmena, jakim bez wątpienia jest tytułowy pan Pickiwck, to uczta dla każdego mola książkowego.
Wysmakowany styl, wspaniały język, doskonałe oddanie topografii i każdego szczegółu w zakresie miejsc, w których toczy się akcja, jak i strojów bohaterów.
Mistrzowsko nakreśleni bohaterowie, z których każdy wbija się w pamięć niezależnie do tego, czy jest zwykłym, biednym rzemieślnikiem, karczmarzem, nędzarzem, czy człowiekiem możniejszego i szlachetniejszego stanu.Dodatkowo każdy z bohaterów to inna osobowość, która posiada swoje cechy charakterystyczne, zalety i wady. Dickens wszystkie je obnaża i bezlitośnie portretuje.
Poza tym genialny, subtelny, ot tak mimochodem trafiający na karty książki humor, który często jest przemieszany z pokładami absurdu. Klub Pickwicka to kwintesencja geniuszu Dickensa, który dopiero rozkwitał (pisarz miał wtedy niewiele ponad 20 lat), ale już budzi podziw.
Mimo upływu 181 lat od pierwszego wydania tej powieści w odcinkach, książka nadal bawi, uczy, momentami smuci bo świat w niej ukazany nie napawa optymizmem. Niezaprzeczalnie to powieść ponadczasowa, która zmusza do myślenia i zapewnia rozrywkę na najwyższym poziomie. Polecam.

sobota, 15 lipca 2017

Skłam ze mną - Sabine Durrant

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4/6
Od razu zaznaczam, nie jest to typowy thriller psychologiczny. Jeżeli takowego oczekujecie, możecie być zawiedzeni.
Skłam ze mną to powieść obyczajowa z silnym wątkiem psychologicznym i sporą dawką thrillera.
To nie jest akurat mankament. Wadą jest natomiast bardzo powolna akcja. Nie mam pojęcia, czy osoba pisząca blurb na okładkę czytała książkę. Akcja w książce wlecze się niesamowicie. Są co prawda momenty, gdy tempo przyspiesza, ale jest ich stosunkowo niewiele.
Całość ratują ciekawie nakreśleni bohaterowie oraz bardzo ciekawy i misternie nakreślony pomysł na fabułę. Na początku wydaje się on banalny, ale z każdą kolejną stroną zaczyna coraz bardziej intrygować.
Wspomniałam o dobrze nakreślonych bohaterach. To jeden z atutów książki Durrant. Modelowym przykładem jest Morris, bohater, który od początku wzbudzał we mnie niechęć. Dopiero tuż przed końcem książki zdołałam wykrzesać w sobie odrobinę sympatii do tego męźczyzny. Brawa dla autorki za tak doskonałe odmalowanie głównego bohatera. Nie ma nic gorszego, niż postać, która jest nam obojętna, która nie wzbudza w czytelniku żadnych uczuć, ani sympatii, ani niechęci. Bohaterowie Skłam ze mną do takich nie należą. Każdy z nich wywołuje skrajne uczucia, nie zawsze negatywne, jak w przypadku Morrisa, ale zawsze silne.
Tak na prawdę książka zaczyna wciągać mniej więcej 50-60 stron przed jej końcem. Zakończenie doskonałe, najlepsze w całej książce.
W związku z tym warto zacisnąć zęby, gdy ma się ochotę pogonić narrację i dać książce szansę. Aha, przyszykujcie się na przedzieranie się w trudzie i znoju przez zawiłości psychiki bohaterów. Skłam ze mną jest pełne psychologicznych dywagacji. Jednak bez obaw, one są akurat doskonale napisane.
Mimo powolnego tempa polecam.

czwartek, 13 lipca 2017

Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu - Liao Yiwu

Wydawnictwo Czarne, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Liao Yiwu nie jest w Polsce osobą anonimową. Znamy go z doskonałych reportaży dot. Chin i szeroko rozumianej problematyki tego kraju. 

Tutaj link do innych książek, których autorem jest Liao Yiwu.
Jednak Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu to pozycja ze wszech miar wyjątkowa, inna od wcześniej publikowanych reportaży Yiwu.
Autor w książce opowiada historię czterech lat, które władze Chin zabrały mu. W ich trakcie odbywał karę pozbawienia wolności.
Jego jedynym przewinieniem było zbuntowanie się, nie podporządkowanie się wymaganiom, nakazom i zakazom władz Chińskiej Republiki Ludowej, a w lipcu 1989 roku wzięcie udziału w demonstracjach na placu Tiananmen. Miały tam miejsce wydarzenia, o których dowiedział się cały świat. Yiwu z publiczne wygłoszenie swego poematu Masakra został wtrącony do więzienia na 4 lata. Niniejsza książka to zapis tamtych dni, lat.
Przed tymi wydarzeniami był zwykłym studentem, zwyczajnym człowiekiem, młodym męźczyzną. Po opuszczeniu więzienia stał się kimś diametralnie innym. Śmiało można go nazwać kronikarzem chińskiej represji, chińskiego gułagu.
Książka prezentuje nie tylko atmosferę więzienia, metody przesłuchiwania, gnębienia, niszczenia ludzi, ale także druga stronę barykady - sposoby radzenia sobie z sytuacją, terrorem, represjami, sposoby, jakimi więźniowie walczą o godność i przetrwanie. Wielu z osadzonych latami czeka na w... wykonanie wyroku śmierci.
Jak przetrwać w takim miejscu? Nie ma reguły. Dlatego niniejsza książka tak zadziwia.
Opowieść o kolejnych dniach, tygodniach, latach przeplata się z celnymi, czasami nawet zabarwionymi czarnym humorem spostrzeżeniami.
Yiwu ma nie tylko dar opowiadania, spostrzegawcze oko i doskonałe pióro. Jest także osobą, która potrafiła odnaleźć się w miejscu, o którego istnieniu większość z nas nie wie, lub stara się nie myśleć, pośród ludzi, z którymi na wolności nigdy nic by go nie połączyło. Bardzo drobiazgowa narracja jaką stosuje autor zadziwia. A całość porusza i na długo pozostaje w pamięci. Liao Yiwu narażając własne życie postanowił opowiedzieć prawdę o chińskim systemie represyjnym. Warto, ba trzeba przeczytać. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Czarne decydując się na wydanie tej książki dokonało słusznego wyboru


Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24.pl (klik)  
https://platon24.pl/ksiazki/za-jeden-wiersz-cztery-lata-w-chinskim-wiezieniu-111647/