niedziela, 23 kwietnia 2017

To, co ukryte - Laura Lippman

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 3/6
Nie ukrywam, iż liczyłam na coś więcej. Co prawda kilka lat temu przeczytałam 4 inne książki Lippman i zdawałam sobie sprawę, że to bardzo nierówna autorka), ale sądziłam, iż To, co ukryte znajdzie się na górze sinusoidy, jaką jest twórczość tej pisarki. Niestety, ale tak nie jest.
Chwytliwy, poruszający temat, zabójstwo, zaginięcie dziecka, dwie 11-latki skazane za tę zbrodnię, zniknięcie kolejnego dziecka i zagadka z tym związana. Historia wstrząsa. Bo kogo nie poruszy porwanie, zabójstwo dziecka?! To na plus.
Dodatkowy plus to prolog. Nie ukrywam, nie przepadam za prologami. Zbyt często niewiele one wnoszą do fabuły, albo są kiepsko napisane. W tym przypadku sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Doskonały prolog, mocne wejście.
Kolejny plus to zaskakujące zakończenie całej historii.
Atutem także są ciekawie nakreśleni bohaterowie. Jednak minusem z kolei ich przeogromna ilość. Można się pogubić. Zdecydowanie usunęłabym kilka postaci, które wg. mnie nic do treści i samego dochodzenia nie wnoszą, a sprawiają, iż wielu czytelników poczuje się osaczonych ilością postaci.
Trochę zbytnio ciągnie się pierwsza powiedzmy 1/3 książki. Rozumiem, iż pisarka stara się dozować zarówno wiadomości, jak i tempo akcji. Jednak pierwsze kilkadziesiąt stron jest zdecydowanie zbyt rozwlekłe, co sprawia, iż w treść trudno się wczytać. Odkrywane krok po kroku kolejne elementy układanki w niektórych momentach za sprawą przegadania zamiast intrygować denerwują.
Poza tym zbyt dużo opisów, dygresji, które niczego do akcji nie wnoszą.
O niektórych książkach mogę napisać, iż (jak ja to określam) same się czytają, z niecierpliwością przewracam w nich kolejne kartki. Z książka Lippman tak nie jest. To trudna lektura i bynajmniej nie chodzi tu tylko o bolesną tematykę.
O wadach i zaletach wspomniałam wcześniej. Mimo kilku sporych minusów warto po tę pozycję sięgnąć, ale nie warto nastawiać się na kryminalny czy thrillerowy hit. Ot nie najgorsza lektura na 1-2 wieczory, przy której potrzeba odrobiny samozaparcia i wytrwałości.

piątek, 21 kwietnia 2017

11. urodziny w Taniej Książce...gratisy, super okazje, rabaty...

http://www.taniaksiazka.pl/swietuj-z-nami-11-urodziny-taniej-ksiazki--a-430.html
  Kliknij w baner :)

Jak pięknie, kolejny rok do przodu :) Strasznie cieszymy się, że jesteś z nami i gorąco zapraszamy Cię do hucznego świętowania 11. urodzin księgarni TaniaKsiazka.pl.
23 kwietnia 2017 r. TaniaKsiazka.pl kończy równo 11 lat. Dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym dniu obchodzimy też Światowy Dzień Książki. Nie ma rady, wypada poświętować. Ale, ale, jako, że świętowanie tylko przez jeden dzień jest dla słabych, zarządzamy prawie miesięczną balangę. Jak się bawić, to się bawić. Odrobina szaleństwa nie zaszkodzi. Do rzeczy...

Od 19 kwietnia 2017 r. aż do 17 maja 2017 r. możesz oczekiwać szczególnych atrakcji, o których będziemy regularnie informować poniżej, na tej oto stronie. Przygotowaliśmy sporo niespodzianek - poprzez klasyczne promocje, dodawanie gratisów do zamówień, uhonorowanie najlepszych klientów, po rozmaite konkursy na naszych i zaprzyjaźnionych z nami profilach społecznościowych i serwisach.
 
4 tygodnie Święta Taniej Książki - harmonogram atrakcji
Będziemy świętować przez prawie 4 tygodnie. Niektóre z atrakcji potrwają przez całe urodziny, inne będą aktywne tylko przez kilka dni. Oto harmonogram:
19 kwietnia - 26 kwietnia 2017 r.: Konkursy urodzinowe! Z okazji TanioKsiążkowego święta wiele zaprzyjaźnionych z nami stron oraz wydawnictw wyraziło chęć uczestnictwa w naszych konkursowych zabawach. W efekcie zaplanowaliśmy kilkanaście konkursów, w których do wygrania będzie masa ciekawych książek i nie tylko :) Ruszamy 19 kwietnia 2017, linki do konkursów znajdziecie poniżej:
Do wygrania 7 książek, kubek oraz smakowita kawa od Wydawnictwa Znak (ważne do 24 kwietnia 2017 r). 
Do wygrania 10 egz. książki "Był sobie pies" Wydawnictwa Kobiecego (ważne do 26 kwietnia 2017 r)
Do wygrania 20 książek Wydawnictwa REBIS (ważne do 25 kwietnia 2017 r)  >
19 kwietnia - 26 kwietnia 2017 r.: TanioKsiążkowe gadżety do 50% taniej! Torby ekologiczne, zakładki magnetyczne, kubki, koszulki... 
19 kwietnia - 26 kwietnia 2017 r.: Uciekające rabaty! Zaczynamy od kodu na dodatkowe 10% zniżki. Co dwa dni rabat się zmniejsza. 10, 9, 8... Odliczanie trwa. >

środa, 19 kwietnia 2017

Oszust - Javier Cercas

Wydawnictwo Noir Sur Blanc, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Pokrótce, to doskonała książka o człowieku, który haniebnie okłamał, oszukał swój naród, na niebywałych wręcz kłamstwach zbudował swoja pozycję, autorytet. Opowieść ponadczasowa, wierzcie mi.
Jak zwykle u Cercasa mamy do czynienia ze swoistym połączeniem powieści z doskonale opracowaną literaturą faktu i historycznym esejem.
Tytułowym oszustem i głównym bohaterem jest urodzony w 1921 roku Hiszpan, a konkretnie pochodzący z Barcelony - Enric Marco Batlle. Wg. jego własnej opowieści, w trakcie II wojny światowej
trafił do niemieckiego więzienia oraz obozu koncentracyjnego. Po zakończeniu wojny wrócił do ojczyzny i zrobił karierę na wielu polach. W wielu dziedzinach uchodził za autorytet, eksperta, był stawiany milionom za wzór.
Jak się jednak okazało (a doszedł do tego pewien dociekliwy badacz) całe jego powojenne osiągnięcia, cały sukces były zbudowane na kłamstwie. Fakty jakie po wielu latach wyszły na jaw wprawiły w osłupienie, ale i niebywałe oburzenie całą Hiszpanię. Zszokowani byli wszyscy poczynając od znanych polityków, działaczy aż po zwyczajnego obywatela, jakich w Hiszpanii miliony. Ów skandal miał niesamowite następstwa. Jakie? Jak to wszystko przebiegło? O co dokładnie chodzi? Tego dowiecie się z lektury Oszusta, do której gorąco zachęcam.
Oszust to niesamowicie wciągająca choć nie ukrywam, wymagająca lektura. Zmusza do poświęcenia jej sporej porcji uwagi, kojarzenia faktów, wniknięcia w cała historię, ale także zmusza do wielu przemyśleń.
Cercas bazuje na prawdziwych postaciach, skandalu jaki został wywołany ujawnieniem pewnych faktów, reakcjach na to każdej ze storn. Przy tym autor nie ocenia, nie wydaje osądów za to stara się być jak najbardziej bezstronnym i szuka, cały czas szuka dodatkowych materiałów i potwierdzenia lub negacji przytoczonych faktów. W pewnym momencie sami stawiamy sobie pytanie, co jest prawdą a co sfabrykowanym dowodem... tak jak często bywa w życiu. Zachęcam do lektury.




poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Zimowa miłość - Elżbieta Rodzeń

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Popłakałam się już po lekturze pierwszych dwóch stron. sama niedawno usypiałam kotkę :( Dalej było także poruszająco, choć nie aż tak jak na początku. Koniec mocny, wzruszający.
Anna, Michał i jego córeczka. Oni lekarze, wykształceni ze wspólną przeszłością, dziecko niezwykłe ze wszech miar, wzbudzające na równi sympatię, jak i czułość.
Oboje dorośli przez większą część lektury są dla czytelnika zagadką, choć ona, Anna zdecydowanie większą.
Wydarzenia bieżące (skąd inąd bardzo dramatyczne) przeplatane są retrospekcjami sprzed kilkunastu lat, z okresu gdy się poznali, a póżniej doszło do rozstania. Krok po kroku odkrywamy powód, który sprawił, iż Anna zniknęła z życia Michała.16 lat temu byli parą. Coś, jakieś wydarzenie, o którym Michał nie ma pojęcia (a może go nie kojarzy) sprawiło, iż się rozstali. Dlaczego?
Oboje muszą się zmierzyć ze strachem o to co będzie za monet, za kilka dni, tygodni, o to, czy ich kiełkujące od nowa na dnie serc uczucie ma szansę, a także stoczyć walkę z przeszłością. Czy im się to uda?
Wydarzenia, pora roku, zimowa aura doskonale współgrają z postawami, zachowaniem obojga dorosłych bohaterów, szczególnie Anny, która wydaje się kobieta o wrażliwym choć przed laty zamarzniętym sercu.
Zimową miłość czyta się bardzo dobrze. Jest to powieść oparta na sztampowym wzorcu, ale liczy się poprowadzenie akcji, oraz samo zakończenie.Na szczęście nie jest to ckliwe romansidło, czego nie ukrywam, obawiałam się rozpoczynając lekturę. Byłam przekonana, iż ona i on, spotkanie po latach równa się ckliwe, infantylne, lukrowane romansidło. Nic bardziej mylnego. Elżbiecie Rodzeń udało się stworzyć dobrą, ciekawą powieść obyczajową.
Pod pozorem spotykającej się po latach ex pary, autorka ukazuje nam dużo więcej, przemyca kilka ważnych problemów, na które warto zwrócić uwagę.
Zimowa opowieść to książka doskonałą na każdą porę roku, nie tylko na zimę. Zapewnia ona kilkanaście godzin dobrej lektury, relaks, zmusza do refleksji i sprawia, że na dłużej zagości w pamięci czytelnika. Książka chwyta za serce. Polecam.
 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne - Marek Łuszczyna

Wydawnictwo Znak, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Każda nowość, której autorem jest Marek Łuszczyna, to gwarancja doskonałej, dopracowanej merytorycznie, poruszającej książki. Nie inaczej jest i w tym przypadku.
Sam tytuł książki wzbudza mieszane uczucia. Termin „polskie obozy koncentracyjne”, który jest częścią tytułu książki, jest przez nas Polaków zwalczany od wielu lat. Na całym bowiem świecie takie określenie jednoznacznie kojarzy się z obozami niemieckimi w latach 1939-1945, które zakładano na ziemiach polskich.
Od razu na myśl przychodzi Majdanek, Auschwitz Birkenau i wiele innych.
Jednak Marek Łuszczyna porusza temat odrobinę inny, idzie dalej. Pisze bowiem o okresie tuż po zakończeniu II wojny światowej, o którym stosunkowo mało się mówi, pisze. Oczywiście, wspomina się o radości z wyzwolenia, wędrówkach ludzi, kształtowaniu się nowej Polski etc.
Niewiele natomiast wspomina się o dalszym wykorzystywaniu nazistowskich obozów koncentracyjnych, o tym, jak nadal do 1947r. włącznie wypełniały się one po brzegi kolejnymi więźniami, o tym, jak pilnowano osadzonych, jak ich gnębiono, za co osadzano i jak wielka była władza strażników, ludzi skazujących, wymuszających zeznania.
Tę lukę wypełnia Łuszczyna. Polskie obozy koncentracyjne znajdowały się niemal w całej Polsce. Do ich stworzenia wykorzystano nienaruszoną infrastrukturę nazistowską, porzuconą przez wycofujące się załogi niemieckie. Gdyby to nie było tak tragiczne, napisałbym ironicznie..jaka oszczędność. Jednak książka ta przynosi zdziwienie, smutek, wstrząs, a wszystko to wymieszane z niedowierzaniem. Warunki w obozach nie odbiegały zbytnio od tych, które panowały w obozach prowadzonych przez nazistów w czasie wojny. Głód, choroby, katorżnicza praca, terror. Uśmiercono tam ponad 60 tys. osób.
Jak wspomniałem, tytuł dla wielu kontrowersyjny, dla sporej grupy nie do przyjęcia. Nawet opinie zawodowych historyków są podzielone. Nie są oni zgodni (jak podaje autor), czy używanie określenia „polskie obozy koncentracyjne” w tym kontekście jest odpowiednie. Jak jednak inaczej określić obozy założone i prowadzone, nadzorowane przez Polaków?
Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne to książka dla wielu trudna, bolesna, ale niewątpliwie potrzebna. Powojenny terror, gehenna setek tysięcy ludzi, był od samego początku, od momentu istnienia zamiatany pod przysłowiowy dywan. Tym bardziej, że w czasach komuny władze Polski w latach 40. i 50. zobowiązały tych, którzy przeżyli, do zachowania całkowitej dyskrecji, nic więc dziwnego, że tego tematu nie poruszano, a sprawców chroniono do 1989 roku.
Opierając się na licznych dokumentach znajdujących się w archiwach państwowych Archiwum Akt Nowych czy Centralnym Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Łuszczyna stworzył pozycję wyjątkową, która zasługuje na określenie bestseller. Autor swoją pracą wypełnił ważną lukę i na pewno przyczynił się do wzrostu świadomości wielu Polaków. Jak sam stwierdził, bardzo dziwiło go, że ten temat jest większości Polaków w ogóle nieznany. Może dzięki tej książce temat dotrze do opinii publicznej. Gorąco zachęcam do lektury. Doskonała, ważna książka.
Nie ostygły jeszcze piece niemieckich krematoriów.
Wariat tańczy kalinkę na ludzkiej piramidzie.
Z baraku, w którym gwałcą, bucha żar.
...Zbrodnia została zapomniana.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Stosik wiosenny



Taki o to stosik dotarł do mnie blisko2,5 tygodnia temu.Kilka książek z niego już zostało nawet zrecenzowanych. A o zaprezentowaniu stosika zapomniałam.

Oto poszczególne kolumny, może będzie lepiej widać tytuły...

Poza dwoma górnymi książkami cały stosik w prezencie od Księgarni Platon24.pl

-Bursztynowy anioł, już zrecenzowane, słabiutkie :(
-Marlene, kontynuacja bestsellera Miłość w czasach zagłady.
-Wiosna, 3. tom serii Karla Ovego Knausgårda
-Skrawki, podobno rewelacja. Gdy fikcja literacka spotyka prawdziwą przeszłość…
-Dwanaście srok za ogon, To książka dla tych, co „cierpią” na Birding Compulsive Disorder, i tych, co myślą, że James Bond to agent z licencją na zabijanie, dla ornitologów, którzy chcą wyjść poza ścisłe ramy nauki, i dla ptasiarzy, którzy chętnie uzupełnią swoją wiedzę.
-J jak jastrząb, kolejna ptasia książka,
-Langosz w jurcie, ostatni tom węgierskiej trylogii,
-Złe wieści.Ostatni niezależni dziennikarze w Rwandzie, tytuł mówi sam za siebie
-Mózg i błazen. Rozmowa z Jerzym Vetulanim,
-Odprysk, kolejny Fitzek,
-Le Corbusier, o słynnym architekcie XX wieku i jego dziełach,
-Pola krwi. Religia i przemoc, niebezpieczne związki religii i polityki.
-Merde w Europie, zabawne spotkanie Anglika z pozostałą częścią Europy, Jeden Brytyjczyk w Brukseli, dwie przebiegłe Francuzki i całe mnóstwo merde!
-Mój łagodny bliźniak, kolejna książka autorki tak chwalonego Ósmego życia,
-Kobiety w kąpieli, Powieść nominowana do azjatyckiego Bookera – MAN ASIAN LITERARY PRIZE 2012!
-Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno,
-Dziennik Mistrza i Małgorzaty, Dzienniki i listy małżonków Bułhakow.


 
 

niedziela, 9 kwietnia 2017

Cień burzowych chmur. Spacer Aleją Róż t. 1 - Edyta Świętek

Wydawnictwo Replika, Moja ocena 5,5/6
Cień burzowych chmur to 1. tom serii składającej się z pięciu tomów, które noszą wspólną nazwę Spacer Aleją Róż.
Seria rozgrywa się w powojennej Polsce, na przestrzeni wielu lat i opowiada o losach rodziny Szymczaków.
1. tom czyli Cień burzowych chmur, rozpoczyna się w 1949 roku w małopolskiej wsi Pawlice, gdzie Szymczakowie mimo wojennej pożogi, nadal są najbogatszymi gospodarzami i zdecydowanie wyróżniają się na tle bliższych i dalszych sąsiadów. To w połączeniu z kształtującym się ustrojem komunistycznym rodzi zawiść, przemoc, odmianę losu na zdecydowanie gorszy.
To moje pierwsze spotkanie z prozą Edyty Świętek, ale z pewnością nie ostatnie.
Nie ukrywam, iż po książkę sięgnęłam z lekką obawą. Ostatnio książki nieznanych mi polskich autorów zbyt często okazywały się nietrafionym wyborem, lub wręcz przysłowiowym gniotem. Tym razem na szczęście było inaczej.
Książkę czyta się doskonale. Gdy tylko wniknie się (po kilku pierwszych stornach) w fabułę, pozna bohaterów, to kolejne strony odwraca się z wielką niecierpliwością.
Historia opisana przez autorkę może z pozoru wydawać się banalna, jednak nie ma w niej nic z trywialności, a dodatkowo ani grama infantylizmu, co dla mnie jest szczególnie ważne.
Oprócz świetnie nakreślonego wątku obyczajowego, mamy w książce także doskonale dopracowane tło społeczno-historyczno-ekonomiczne. Polska w okresie powojennym, w okresie kształtowania się PRL-u w pełnym rozkwicie.
Jestem świadkami narzucania nowej ideologii, budowania Nowej Huty, tego, jak do władzy dochodzą ludzie, którzy kiedyś nie znaczyli nic i gdyby nie zmiana ustroju nadal nic by nie znaczyli, ludzie prości, niewykształceni, mściwi. Ci ludzie sprawiają, iż Szymczakowie z dnia na dzień zostają z niczym.
Cień burzowych chmur jest świetnie napisany, lektura pochłonęła mnie w 100%, bohaterowie stali mi się bliscy, a całość poruszyła wyobraźnię.
Niecierpliwie czekam na kolejny tom serii. Jestem ciekawa losów głównych bohaterów ukazanych na tle zmieniającej się polityki i historii Polski.
W oczekiwaniu na tom 2., zamówiłam inne książki Edyty Świętek.


https://ksiegarnia.conrad24.pl/


czwartek, 6 kwietnia 2017

Trzeci bliźniak - Ken Follett

Wydawnictwo Albatros, Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża.

Ken Follett w najlepszych wydaniu. Aż chciałoby się napisać..stary, dobry Follett.
Trzeci bliźniak nie jest najnowszą książką, ale tak się jakoś złożyło, że dopiero teraz po niego sięgnąłem. Lepiej póżno niż wcale. Chociaż musiałem w kilku miejscach na pewne rzeczy przymknąć oko.
Chodzi tu o pewne zagadnienia dot. bliźniaków, genetyki,psychologii.
Wszak gdy się czytelnik spóżni z lekturą o kilkanaście lat, trzeba pamiętać, że to co dziś odrobinę trąci myszką nie jest wadą, a w momencie publikacji książki było nowością, odkryciem. Zapewne pomysł Folletta, który nawet obecnie w kilku miejscach zaskakuje, w momencie gdy książka się ukazała, czyli w 1996 roku, musiał być czymś niezwykłym. 20 lat temu z pewnością był to bestseller.

Książka napisana wg. sztampowego choć od wielu lat sprawdzającego się wzorca. 
W treści mamy wszystko czego potrzeba, żeby lektura była świetną (
i to na bardzo wysokim poziomie) rozrywką. Mamy więc sensację, niezłą intrygę, odrobinę romansu, doskonale nakreślonych bohaterów, takich pełnokrwistych, a nie jak się obecnie zdarza wielu autorom..papierowych. Do tego umiejętnie dozowane napięcie, grę o bardzo wysoką stawkę i mistrzowskie pióro. Czego więcej trzeba?!
Na niewielki minus zasługuje pewna przewidywalność fabuły (nie całkowita, ale jednak) oraz błędy tłumacza. Jednak biorąc pod uwagę pozostałe zalety książki, ta przewidywalność nie jest znowu aż tak wielką wadą. Mimo tego minusu czyta się doskonale.
Co prawda Trzeci bliźniak nie dorównuje kultowej Igle, czy Filarom ziemi, ale mimo to to doskonała, a co najważniejsze świetnie napisana książka. 

Polecam tę i inne książki Kena Folletta.

Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Conrad24.pl (klik)  
https://ksiegarnia.conrad24.pl/szukaj?controller=search&orderby=position&orderway=desc&search_query=Trzeci+bli%C5%BAniak&submit_search=

 

środa, 5 kwietnia 2017

Zapowiedź...


10 maja nakładem Wydawnictwa Sonia Draga ukaże się II tom trylogii Lontano, tak na marginesie.. świetnej, mistrzowskiej trylogii...

Moja recenzja I tomu " Lontano" tutaj (klik) 

Gorąco polecam. Lektura dla osób lubiących mroczną, wymagająca literaturę, docieranie do sedna opowieści krok po kroku, obieranie jej z licznych warstw tropów i niedomówień.
Odradzam osobom oczekującym lektury na zasadzie zabiligoiuciekł.
Każda książka Grangea mnie zachwyciła, ale Lontano obok Purpurowych rzek (klasyki tego autora) najbardziej. Niecierpliwie czekam na Kongo requiem.  


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Szeptane opowieści -Anna Dutkiewicz

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Sięgając po tę książkę zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Otrzymałam lekturę ciekawą, melancholijną, zmuszającą do chwili zadumy, ale także dającą odprężenie.
Do treści książki idealnie pasuje okładka - ciepła, melancholijna, słoneczna, dająca pewną porcję pokrzepienia i nadziei.
Tytułowe Szeptane opowieści to niewielki sklepik z rękodziełem, który prowadzi główna bohaterka Magda. Ma pracowników, Piotra i Bogusię, z którymi często jeździ po kraju, docierając do najmniejszych, często zapomnianych (zgodnie z przysłowiem) przez Boga i ludzi miejsc. W trakcie tych podróży wyszukują oni ciekawe przedmioty, niebanalna twórczość rzemieślnicza, ale także równie interesujących ludzi. Dzięki tym podróżom i spotkaniom poznają niezwykłych ludzi, poznają także ich troski, historie, smutki i radości.
Możność poznania ciekawych ludzi oraz ich niebanalnej twórczości to dopiero początek korzyści z istnienia Szeptanych opowieści. Szybko okazuje się, iż zwyczajny z pozoru sklepik jest czymś więcej...
Gorąco zachęcam do lektury. Idealna książka na kiepską pogodę, na gorszy nastrój, a także wtedy gdy szukacie lekkiej, dającej ukojenie lektury, takiej która wciągnie w was w swoje klimatyczne objęcia i wywoła uśmiech na twarzy. Bonusem są liczne przepisy kulinarne zawarte w książce, które zamierzam w najbliższym czasie wypróbować. Jestem ciekawa, czy dania, którymi raczą się bohaterowie książki także i mnie przypadną do gustu.
Debiutancka powieść Anny Dutkiewicz to książka pełna ciepła, mądrości, uczuć, a przy tym (co dla mnie bardzo ważne) nie mająca w sobie nic z infantylnych czytadeł na jakie zbyt często trafiam. Polecam.
 

sobota, 1 kwietnia 2017

Księgarnia Conrad24.pl - 60 dni na zwrot nietrafionego zakupu !!!

https://ksiegarnia.conrad24.pl/

Chcesz zwrócić nietrafiony lub pomyłkowy zakup ? Nie ma problemu.

Możesz to zrobić:

  • za darmo w ciągu 60 dni od dnia otrzymania przesyłki
  • nie musisz podawać powodu, dołącz jedynie karteczkę z informacją którego zamówienia (numer) dotyczy zwrot lub przynajmniej imię i nazwisko, na które było składane zamówienie oraz numer telefonu do kontaktu
  • zwrotu dokonamy przelewem na konto, z którego było opłacone zamówienie w terminie 7 dni
  • w przypadku zamówienia za pobraniem lub odbieranego osobiście prosimy o dołączenie numeru konta, na które mamy przekazać środki
 Wszystkie szczegóły tutaj (klik) ...lub kliknij banerek poniżej...

https://ksiegarnia.conrad24.pl/content/10-zwroty-i-reklamacje
Księgarnia Internetowa Conrad24.pl
20-863 Lublin ul. Górska 5
E-mail: sklep@conrad24.pl
Tel. 81 444 14 55
Tel. 690 930 830




Księgarnie stacjonarne Conrad24.pl
20-863 Lublin  ul. Górska 7
godziny otwarcia:
poniedziałek-piątek: 9.00-18.00
sobota: 9.00-14.00
e-mail: gorska@conrad24.pl
tel 81 44 57 500


20-504 Lublin  ul. Orkana 4 (stoisko w Tesco)
godziny otwarcia:
poniedziałek-sobota: 9.00-21.00
niedziela: 10:00-18:00
e-mail: tesco@conrad24.pl
tel. 530-768-231


22-300 Krasnystaw ul. Poniatowskiego 4
godziny otwarcia:
poniedziałek-piątek: 9.00-17.00
sobota: 9.00-14.00
e-mail: perla@conrad24.pl
tel. 82 5767470

poniedziałek, 27 marca 2017

Ćma - Katja Kettu

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5/6
To moje drugie spotkanie z książkami tej fińskiej autorki. Po raz drugi jestem rozdarta. Z jednej strony książka przypadła mi do gustu, a z drugiej niezupełnie (ze względu na lekki
choć zamierzony chaos ).
Akcja Ćmy rozgrywa się naprzemiennie na dwóch płaszczyznach czasowych, w przedwojennym Związku Radzieckim i we współczesnej Rosji.
Z Finlandii, która doskonale współpracuje z nazistami ucieka młoda ciężarna kobieta. Ucieka ona do ZSRR i wpada z przysłowiowego deszczu pod rynnę. Irga trafia bowiem do łagru. A wiadomo jakie były warunki w takich miejscach w ZSRR. Szans na przeżycie kobieta i do tego w ciąży nie miała praktycznie żądnych. Irga postanawia jednak walczyć dla siebie i dla dziecka.
Kolejna część opowieści przenosi nas w casie, kilkadziesiąt lat póżniej. Jest XXI wiek, wnuczka Irgi przybywa do wsi Ławra w Republice Mari El w Rosji. Wiodą ją tam korzenie rodzinne i chęć poznania relacji ludzi z momentów, gdy ustrój, okoliczności, czas doprowadzają ich do ostateczności. Ludzie, jak i miejsce do którego kobieta dociera, budzą w niej lęk, ale jednocześnie intrygują.
Opowieść Irgi przeplatana jest z opowieścią jej wnuczki.
Książka jest trudna i to w niektórych momentach nawet bardzo. Niewątpliwie wymaga skupienia, czasu i odpowiedniego podejścia do lektury.Tematyka trudna, bolesna, nadal wzbudzająca kontrowersje. Trudny i specyficzny jest także sposób pisania Finki. W wielu momentach autorka miesza style, rodzaje narracji, literatury. Taki chaos umiarkowanie przypadł mi do gustu.
Autorka miesza także uczucia, którymi książka jest wręcz przepełniona, chociaż to akurat rozumiem, jest kwintesencją opowieści, jej wymową. Ćma to bowiem nie tyle opowieść o trudnych losach co pochwała ludzkiej mocy, przyjaźni, samozaparcia, witalności.
Z drugiej strony opowieść jest przepełniona sadyzmem, nienawiścią, fanatyzmem i wieloma innymi negatywnymi uczuciami. Trudne były czasy, o których opowiada Kettu, trudne i bolesne ludzkie relacje, trudna powieść.Kettu obnaża historię, jej niewygodne dla wielu aspekty, pisze ostro, bezpardonowo o najbardziej drastycznych rzeczach, postępowaniach ludzi.
Na plus zasługuje język, którego używa autorka. Szczególnie przypadło mi do gustu użycie mowy potocznej, zastosowanie kontrastu polegającego na umieszczeniu wręcz bajkowych metafor obok ostrych wulgaryzmów.



niedziela, 26 marca 2017

Siostrzyczka musi umrzeć

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 2/6
Freeda Wolff to pseudonim pisarskiej pary, dla której ta książka jest debiutem i niech to lepiej pozostanie pierwsza i ostatnia książka w ich dorobku.
Lubię thrillery, kryminały rozgrywające się w Skandynawii. Liczyłam na może nie wybitnie porywającą, ale ciekawą lekturę. Niestety, ale zawiodłam się.
Początek niemrawy, ale to mnie nie zraziło. W skandynawskich książkach lub pozycjach, których akcja rozgrywa się w tym rejonie, bardzo często tak jest. Póżniej akcja się rozkręca, jest wiele społecznych i politycznych nawiązań oraz zaskoczeń.
Niestety, ale tak nie jest w Siostrzyczce...
Przede wszystkim brak w/w rozkręcenia. Zdecydowanie nie jest to tak szumnie zapowiadany na okładce dreszczowiec czy thriller. Wbrew napisowi na okładce ta książka nie sprawi, że każda matka zacznie się lękać o swoją córkę – i każda córka o swoją matkę
Historia, którą opowiadają autorzy jest poruszająca i zapowiada się doskonała lektura, wciągająca. Niestety, ale większość akcji jest opisana na okładce. W samej książce niewiele poza tym się dzieje, brak spektakularnych zwrotów akcji, brak napięcia i co najgorsze..brak elementu zaskoczenia.
Owszem jest trochę tajemnic, ale są one zaserwowane jak dla kilkuletniego dziecka, co sprawia, iż ich rozwiązanie jest nieomal oczywiste.
No i główna bohaterka, doświadczona psycholog, która nie potrafi sobie poradzić z socjopata. Tragicznie przerysowana wzbudzająca we mnie uczucie pośrednie pomiędzy śmiechem, a złością postać.
W trakcie lektury nudziłam się i byłam jednocześnie zła ponieważ czas ten mogłam spożytkować na inną, dużo lepszą książkę.
Odradzam i to zdecydowanie, choć najprawdopodobniej moja negatywna opinia jest jedną z bardzo niewielu. Ze zdziwieniem bowiem zaobserwowałam, iż książka ta zbiera entuzjastyczne recenzje. No cóż, zależy co kto lubi.
Książka jest nudna i przewidywalna od samego niemal początku.

 

sobota, 25 marca 2017

Korzenie zła - Roberto Costantini

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Korzenie zła, to 2. tom Trylogii Zła. Nawet jeżeli nie znacie tomu 1. znajomość z głównym bohaterem, policjantem Michele Balistrerim śmiało możecie zacząć od tomu 2.
Książka rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: w Trypolisie w latach 60. XX wieku i w Rzymie 20 lat póżniej, w altach 80. Głównego bohatera poznajemy gdy ma naście lat i pózniej, gdy jest doświadczonym policjantem. Zarówno młody, jak i dojrzały Michele nie jest łatwym człowiekiem podobnie, jak nie jest łatwe jego życie.
Młodość w Libii naznaczają dwie okrutne śmierci, których przyczyny pozostają tajemnicą, dwie niemożliwe do pogodzenia miłości, udział w spisku przeciwko Kadafiemu i przymierze krwi, które naznaczy nie tylko ciała, ale i dusze czterech przyjaciół.
To wszystko będzie miało wpływ na to co wydarzy się we Włoszech kilkanaście lat póżniej.
Życie Michele-policjanta jest mroczne, toczy się w pracy, a po godzinach w najobskurniejszych rzymskich zaułkach i spelunach. Praca bez emocji, kobiety, alkohol, poker to sedno jego życia.
Czy da się pogodzić mroczne nocne życie z byciem przykładnym policjantem?
Co z zaciągniętym kiedyś przyjacielskim długiem? Co z zawartym przed laty przymierzem?
Czy miłość, przyjaźń i lojalność oraz bycie gliną dadzą się ze sobą pogodzić?
Książkę czyta się doskonale, choć nie ukrywam, nie jest to łatwa lektura. Costantini wraz ze swoim bohaterem prowadzi nas do najmroczniejszych zakamarków Wiecznego Miasta. I wierzcie mi, jest to miasto diametralnie odmienne od tego, które znamy z turystycznych wycieczek czy folderów biur podróży. Autor jedzie po Rzymie, jak po przysłowiowej kobyle, ale z tej opowieści wybija się na plan pierwszy miłość do stolicy Włoch, choć to miłość trudna, bolesna i nomen omen...brudna.
Równie brudny i trudny jest sam bohater i jego charakter. Człowiek po przejściach, z demonami przeszłości ukrytymi na dnie duszy, człowiek trudny, niejednoznaczny, ale dający się lubić. Ja go bardzo polubiłam i wiernie mu kibicowałam.
Czyta się doskonale, choć nie jest to stricte kryminał. jest to raczej mocna, ponura, ostra powieść społeczno-obyczajowa z silnym wątkiem kryminalnym z ciekawą intrygą i tajemniczymi zaszłościami, które po 20 latach znajdą swoje rozwiązanie. Sporo w treści opisów, dywagacji i rozterek wewnętrznych bohatera, mało spektakularnej akcji ala zabiligoiuciekł. Mnie bardzo przypadła do gustu, podobnie, jak tom 1. Czekam niecierpliwie na tom 3.
Polecam.

Święto Narodowe Grecji

Dzisiaj 25 marca przypada jedno z najważniejszych Świąt w Grecji. Dzień ten upamiętnia wybuch powstania, które doprowadziło do zrzucenia prawie 400letniego jarzma niewoli tureckiej. Powstanie wg tradycji rozpoczęło się na znak wywieszonej przez biskupa Patry Germanosa greckiej flagi z okna klasztoru Agia Lavra (nieopodal miasteczka Kalavrita) 
25 marca 1821 r. Grecy po latach niewoli Ottomańskiej zdecydowali stanąć do walki o wolność z bronią w ręku. Dzień ten staje się kamieniem milowym w nowoczesnej historii Grecji. Powstanie, po krwawych walkach, z pomocą Anglii, Francji i Rosji, doprowadziło w 1830 r. do odzyskania niepodległości przez niewielką część obecnego terytorium Grecji. W wyniku wojny z imperium osmańskim w r. 1897 oraz wojen bałkańskich przyłączone zostały Kreta, Epir oraz Macedonia z Salonikami.


25.03.1821r. : Narodowy mit: Abp Germanos błogosławi grecką flagę w Aja Lavra, powstańcy składają uroczystą przysięgę.zdjęcie wikipedia

Obecnie dzień ten to ważne święto w całej Grecji, zawsze dzień wolny od pracy i szkoły ( w tym roku Grecy mają pecha, bo przypada w niedziele:) ) Obchody są różne i ich forma zależy od regionu, w którym się odbywają - jedno co jest wspólne w całej Grecji to są parady wojskowe i parady uczniów w dużych miastach (choć parady uczniów odbywają się wszędzie gdzie są szkoły). Grecy są dumni z tych parad jak pawie. Nie są socjalistycznie skażeni (jak np. nasi rodzice) pochodami pierwszomajowymi i sami chętnie biorą udział (i to bardzo czynny) w paradach. W małych miasteczkach czy wioskach nie ma parady wojskowej tylko cywilna. W szkołach od jesieni do marca ćwiczy się krok paradny w ramach naszego odpowiednika wf-u na 25.03 a potem na 28.10 (o święcie 28.10 za kilka miesięcy).
Parada zaczyna się od najmłodszych przedszkolaków, potem podstawówka, gimnazjum, liceum, grupy folklorystyczne. Wszyscy w strojach ludowych podczas gdy w październiku na biało-granatowo. Jednak najważniejszy w tym przemarszu jest ten kto niesie flagę (naczelny uczeń szkoły!). Mnie nierozerwalnie grecka parada kojarzy się z dumą narodową, a nie jak nam z przymusowymi pochodami. No i te ich telefony do rodziny i znajomych zaczynające od ΧΡΟΝΙΑ ΠΟΛΛΑ (czyli najlepsze życzenia).
Odrobinę inne są wiejskie parady. Tam występują głównie dzieci. Obchody zaczynają się (jak wszystkie greckie święta) nabożeństwem w cerkwi, potem jest składanie wieńców laurowych pod okolicznościowym pomnikiem a o 11:00 wraz z wybiciem dzwonów kościelnych, zaczyna się parada.
To mi się właśnie w Grekach podoba. Potrafią się cieszyć, bawić i są dumni nie tylko z tego co się dzieje (np. wygrana meczu), ale także z historii kraju, a przede wszystkim ze swoich świąt, tradycji i historii i czynią to w normalny sposób, bez nacjonalistycznego zadęcia.

Greckie dzieci na paradzie 25.03.
Odbudowany monastyr Agia Lavra, gdzie 25.03.1821r. wybuchło greckie powstanie.
Do klasztoru wjeżdża się taką kolejką zębatą. 
Wnętrze katholikonu - głównej części cerkwi w klasztorze Agia Lavra.

piątek, 24 marca 2017

Świat w płomieniach - Siri Hustvedt

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Siri Hustvedt nie znałam wcześniej. Za to znałam twórczość jej męża, Paula Austera. Byłam ciekawa, jaka będzie książka żony takiego świetnego pisarza. Wiele sobie po niej obiecywałam i nie zawiodłam się.
Świat w płomieniach opowiada o..kobietach, sztuce, Nowym Jorku, kobietach w sztuce, sztuce w Nowym Jorku i kobietach w Nowym Jorku, o nierównych szansach kobiet :)
Główną bohaterką jest kobieta dojrzała, bardzo skomplikowana, niedoceniana, wyśmiewana, lekceważona artystka Harriet Burden. Ponieważ sama Harriet uważa, iż jej prace są doskonałe, postanawia pokusić się o eksperyment, postawić wszystko na jedną kartę. Swoje prace podpisuje imieniem i nazwiskiem trzech młodych, nieznanych wcześniej artystów mężczyzn. I odnosi gigantyczny sukces. Ten sukces, kwestia szowinizmu, mizoginizmu w świecie sztuki to nie opowieść sama w sobie, a sposób, żeby pokazać coś więcej.
Cóż mogę dodać o treści? Może tylko to, iż ów sukces jest dopiero początkiem,a sama książka jest na równi powieścią obyczajową, psychologiczną, przewodnikiem po sztuce i Nowym Jorku, ale także opowieścią z wielkimi tajemnicami i lekkim wątkiem kryminalnym w tle. Niezwykle złożona lektura, co nie znaczy, że trudna. Broń Boże. Owszem, trzeba sobie zadać trochę trudu, ale czyta się szybko, wyśmienicie.
Cała opowieść ukazana jest z różnych punktów widzenia, a dodatkowo zbudowana jest z fragmentów zapisków głównej bohaterki, fragmentów rozmów, wywiadów, notatek.Ot całość jest poskładana niczym patchwork.
Aż wynotowałam sobie kilka zdań, aforyzmów, fragmentów..takich perełek. Oto jeden z tych klejnotów:

Bycie sympatycznym jest mniej atrakcyjne niż się uważa. Ludzie uwielbiają, wielkie, krwiste JA. Twierdzą, że jest inaczej, ale w świecie sztuki strachliwa, nieśmiała osobowość jest odpychająca..magnesem zaś jest narcyzm.
Fabuła jest ciekawa, rzadko poruszana. Bardzo ciekawy jest sposób narracji. Jednak to co najbardziej mnie zachwyciło to konstrukcja głównej bohaterki, Harriet. Po prostu majstersztyk.
Książka jest doskonała, mistrzowska. Śmiało mogę napisać, iż Siri Hustvedt pisze o wiele lepiej od swojego męża Paula Austera.
Treść, fabuła, wydźwięk, różne wątki wszystko dopracowane w każdym, najmniejszym nawet calu, po mistrzowsku połączone. Dodatkowo pisarka tak skonstruowała całość, iż fabułę można różnie odbierać, ujrzeć w niej różne aspekty, w zależności od tego kto będzie patrzył, czytał, analizował.
Polecam. Książką jestem po prostu oczarowana. Bestseller w każdym calu.
Miałam intuicję interesując się ta pozycją od momentu, gdy tylko znalazła się na liście z napisem nowość.

czwartek, 23 marca 2017

Kamerzysta - Marc Raabe

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 4,5/6
W nocy skończyłam czytać.

Marc Raabe to niemiecki realizator, grafik i montażysta, który od ok. dwudziestu lat związany jest z filmem. Nie ukrywam, do Kamerzysty podchodziłam, jak do przysłowiowego jeża. Nie znam twórczości Raabe, nigdy o nim wcześniej nie słyszałam, ale z niemieckimi thrillerami i kryminałami jakoś nam od dawna nie po drodze. Nawet uwielbiany przez wielu Fitzek po prostu zaczął mnie jakiś czas temu najzwyczajniej nudzić.
Nic więc dziwnego, iż Kamerzysta samym swoim pochodzeniem, nie wzbudzał we mnie zachwytu, a nawet wręcz przeciwnie.
Obawy były jednak bezzasadne. Kamerzysta kilkakrotnie porządnie mnie pozytywnie zdziwił, a sama lektura minęła mi błyskawicznie. Książka ma wiele atutów.
Największy moim zdaniem atut to niesamowicie sugestywne, plastyczne (niczym w 3 D) opisy, przedstawienia scen, zdarzeń. Są one przy tym krótki i do złudzenia przypominają klatki filmu, taśmy filmowej, krótkie ujęcia. Idealnie wpisuje się to w zawodową stronę autora oraz w tematykę, klimat książki. Do tego dochodzi ucinanie akcji w najbardziej  newralgicznych momentach, co nie ukrywam, maksymalnie może wkurzać...czytelnik kilkakrotnie przygryza wargi, paznokcie czy co tam chcecie, a tu zonk...Raabe przechodzi dalej.
Całość rozpoczyna krótka, króciutka sekwencja, która jest jakby klamrą spinającą całość, retrospekcją wydarzeń, makabrycznych wydarzeń.
Poza tym wszechobecne zło, zagrożenie, które czyhają na zwyczajnego faceta, Gabriela, takiego z nudną pracą i poukładanym życiem. Ten kontrast - porządny choć nudnawy facet vs zło jest bardzo wyraźny i doskonale się sprawdza. Nagle to wszystko pęka niczym bańka mydlana.
Do tego dochodzi wyparcie wydarzeń z przeszłości, policja, która nie wierzy w opowieść Gabriela oraz niesamowite wprost tempo akcji.
Książka dobra, z pewnymi okruchami czarnego poczucia humoru. Trzeba autorowi przyznać, iż potrafi w najbardziej drastycznych momentach rzucić scenką, która wywołuje nawet jeżeli nie salwy śmiechu, to szerokie uśmiechy.
Mam tylko jedno zastrzeżenie, autor operuje nie tyle słowami, co plastycznymi obrazami. Opisy służą przede wszystkim zobrazowaniu czytelnikowi jakiejś sceny,sytuacji, miejsca. I wszystko ok, tylko ze 2-3 razy Raabe trochę przesadził i przerysował niektóre momenty. Nie będę pisać dokładnie o co mi chodzi, bo być może wam to nie będzie przeszkadzało. W sumie to taki drobiazg bez wpływu na całą fabułę.
Polecam. Dobra książka.


środa, 22 marca 2017

Hotel Angleterre - Marie Benett

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4-/6
Trochę rozczarowała mnie ta książka, liczyłam na coś więcej.
Mamy młode małżeństwo, którego szczęście trwa niezwykle krótko. Jest wojna, 5 miesięcy po ślubie młody małżonek Georg zostaje umieszczony w obozie pracy na północy Szwecji. Pobyt tam trwa długo, bardzo długo. Zmienia mężczyznę, jego charakter, postrzeganie wielu spraw.
Ta część opisująca samego bohatera, jego myśli, reakcje na podawanie manipulacjom, pobyt w obozie na dalekiej nieprzyjaznej północy bardzo mi się podobała.
Zupełnie inaczej było z częścią historii opowiadającą o jego żonie.
Młoda kobieta zostaje sama walcząc z wojenną codziennością. Nawet po przeprowadzce do rodziców, Kerstin jest samotna. Nie wiem doprawdy czy z tęsknoty za mężem i samotności, czy dla urozmaicenia wdaje się ona w romans z inną kobietą. Motywacja nie jest znana. Ani źdźbła namiętności, ognia, chemii (jak zwał tak zwał) między obydwoma kobietami. Albo być może ja nie potrafiłam tego wyszukać w tekście. I bynajmniej, nie oczekiwałam żadnych pikantnych scen. Namiętność można pokazać na różne sposoby. Obie bohaterki sprawiały na mnie wrażenie jakby związały się ze sobą z nudy, chęci przeżycia czegoś innego, bycia ze sobą z braku innej alternatywy. 

Gdy porusza się taki temat, jak seks (nie istotne czy homoseksualny czy nie), warto by odrobić lekcję i jakoś sensownie podejść do tematu. Dla mnie opis tego romansu jest suchy jak wióry lecące z drewna. No takie porównanie mi się nasunęło. Zero emocji, napięcia.
No, ale niech będzie, młoda kobieta korzysta z uciech zakazanego związku. W tym czasie mąż o głodzie, na mrozie przechodzi kolejne upokorzenia, cierpi psychicznie i fizycznie. Ciekawe zestawienie. No ale cóż, takie rzeczy serwowała wtedy historia. Każde maksymalnie skoncentrowane na sobie, na swoich potrzebach, nie myślące o tym, co dzieje się z tym drugim. Każde na swój sposób dostosowuje się do rzeczywistości, jaką przygotował mu los.
Hotel Angleterre to książka o pragnieniach ukrytych czasami zbyt głęboko, o pozorach, o tym, jak jeden moment, jedno zdarzenie z pozoru najbłahsze wyzwalają w nas nieznane pokłady wiary, ale i agresji, chęci do walki. To także opowieść o niezrozumieniu, szukaniu tego co istotne i niestety, ale zbyt często nieznalezieniu.
I niby wszystko byłoby ok, nawet ten suchy romans bym przełknęła, gdyby nie fakt, iż po mniej więcej 2/3 książki autorce zaczynają się rozmywać niektóre wątki. Niestety, ale do końca książki części z nich nie udało się Benett złapać i sensownie zakończyć.
Niewątpliwie to książka z bardzo dobrymi, ale i kiepskimi momentami. Mimo to warto ją przeczytać.
Plusem są: kreacja Georga i niezwykle wiarygodne przedstawienie jego przeżyć oraz tego co działo się w obozie, piękny język jakiego używa autorka, bardzo piękny i doskonałe tłumaczenie.

poniedziałek, 20 marca 2017

Epidemia - Alex Kava

Wydawnictwo Harper Collins, Moja ocena 2,5/6
Lubię książki pisane przez Kavę, lubię thrillery choćby w pewnym stopniu powiązane z epidemią, chorobami, zarazkami, zagrożeniem biologicznym etc. W związku z tym ze spora przyjemnością i wysokimi (chyba zbyt wysokimi) oczekiwaniami sięgnęłam po Epidemię. Niestety, ale zawiodłam się.
Autorka chyba się wyeksploatowała. Co prawda książkę czyta się bardzo szybko, lekko, ale brak czegoś co sprawi, iż od lektury trudno będzie się oderwać, a o książce będzie się długo pamiętać. Ot taka lektura na maksymalnie 1-2 wieczory, na zasadzie przeczytał i zapomniał.
Poza tym nie odpowiada mi przekształcenie głównej bohaterki z profilerki w jedną słusznie działającą agentkę FBI, jakby w firmie nie było innych agentów.
Zdecydowanie fabule brakuje ikry, energii, wartkiej akcji. Tematyka epidemii, zagrożenia biologicznego siłą rzeczy powinna wymusić jakąś akcję, tempo, intrygę, zatrwożenie, panikę etc. Tu tego nie ma w najmniejszym stopniu. Są nawet momenty, w których fabuła ciągnie się niczym przysłowiowe flaki z olejem.
Wątki poboczne, które mimo, iż istnieją nagle jakby zaginęły, urwały się. Żaden z nich nie zostaje doprowadzony do końca.
Poza tym brak w książce świeżości. Całość wydaje się być wtórnikiem, kopią bazującą na kilku innych książkach, zlepkiem już wykorzystanych pomysłów doprawionych niewielką porcją nowinek.
Pierwszy tom serii bardzo przypadł mi do gustu, drugi trochę mniej, ale też się podobał, kolejny jest bardzo słaby.
Zdecydowanie odradzam lekturę Epidemii, chyba, że nie macie innych książek pod ręką, w co szczerze..nie wierzę.

niedziela, 19 marca 2017

Nasi. Podróżując z wrogiem – R. Vanagaitė, E. Zuroff

Wydawnictwo Czarna Owca, 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Dwoje autorów, dwie tak diametralnie różniące się od siebie osoby.
On, Efraim Zuroff, to znany historyk, przez wielu (ale przede wszystkim przez siebie)uważany za ostatniego - łowca nazistów, a także dyrektor jerozolimskiego biura Centrum im. Szymona Wiesenthala. Jest także koordynatorem akcji poszukiwania zbrodniarzy hitlerowskich na całym świecie prowadzonym przez biuro.Od 35 lat ściga nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Najbardziej wbijają się w pamięć jego konferencje prasowe, można je bez problemu znaleźć w sieci. Jest na nich maksymalnie agresywny, przerywa oponentom, czy osobom zadającym pytanie, a dodatkowo wszystkich obarcza odpowiedzialnością za Holokaust.
Ona, Rūta Vanagaitė, litewska teatrolog, działaczka kulturalna, społeczna i samorządowa, pisarka, radna Wilna w latach 2011–2015.
Połączył ich Holokaust. Swoją książką przerwali milczenie o skali Holokaustu na Litwie.
Jak mówi i pisze Vanagaitė : To książka dla tych, którzy nie zamykają oczu na prawdę.
Książka Nasi bez wątpienia zmieniła diametralnie obraz Holokaustu na Litwie, jaki był prezentowany dotychczas, ale także na świecie ten dot. Litwy.
Zbieranie materiałów trwało kilka miesięcy. Jak oboje wspominają w wywiadach, był to trudny, wyczerpujący psychicznie i fizycznie czas. Przewertowali tysiące dokumentów
przechowywanych w Litewskim Archiwum Specjalnym i Centralnym Archiwum Państwowym, rozmawiali z setkami ludzi (biernymi obserwatorami, ale także sprawcami zabójstw oraz sąsiadami pomordowanych Żydów), przemierzyli niewiarygodną ilość kilometrów, odwiedzili ponad 40 miejscowości. Owocem tej pracy jest książka Nasi.
Co wynika z treści? Holokaust był bez wątpienia planem nazistowskim, ale realizowała go litewska władza, wierny i niezwykle aktywny sojusznik Hitlera. Podczas okupacji w litewskiej administracji cywilnej było około 20 tys. osób i tylko 660 Niemców. To litewskie samorządy wspólnie z litewską policją sporządzały listy Żydów, organizowały doprowadzenie Żydów przed doły, miejscowa ludność musiała kopać te doły, a następnie je zakopywać. Władze lokalne organizowały podział majątku Żydów. Nazistom oddawano tylko kosztowności, cała reszta: domy, ziemia, ubrania, meble, naczynia było sprzedawane na aukcji. W 1941 roku Litwa bardzo się wzbogaciła. Jak piszą autorzy: gdyby Kościół zajął inne stanowisko, nie byłoby mordu na taką skalę. Ale Kościół nie sprzeciwił się temu. W litewskich batalionach służyli kapelani, którzy w niedzielę zbiorowo odpuszczali grzechy sprawcom. Coś niewyobrażalnego, prawda?!

Na Litwie zrodziło się też słowo, którego nie ma w języku polskim, rosyjskim, angielskim: żydszaudis (žydšaudis) – osoba mordująca Żydów.
Oprócz niewyobrażalnej tragedii litewskich Żydów, niezrozumiałej postawy biernej i czynnej Litwinów, z książki wyziera także spora porcja wyjątkowo trudnej litewskiej historii,w tym także tej powojennej. Dodatkiem są opisy pokłosia wojennej zbrodni oraz przesądy, które nadal pokutują w sporej części litewskiego społeczeństwo. Przeraził mnie ciągle istniejąca wśród Litwinów nienawiść wobec Żydów, przerażający antysemityzm i wszystko co z tym związane, co w książce przytaczają autorzy. Zaskoczyła bardzo negatywnie postawa litewskiego rządu i jej reakcja na tę książkę.
Nasi to nie tylko relacja czy zestawienie okrutnych zbrodni. To także swoisty dwugłos, jedno z autorów uważa- nie ma żadnego wytłumaczenia, to zbrodnia, wszyscy powinni ponieść karę; drugie - zgadza się z większością argumentów pierwszego autora, ale próbuje znaleźć choćby niewielkie wytłumaczenie takich, a nie innych zachowań Litwinów. Wiadomo, Litwinka nie dopuszcza do siebie świadomości, że jej rodacy mogli zrobić coś takiego. Dzięki skrajnej postawie Zuroffa i próbie znalezienia choć drobnego usprawiedliwienia przez Vanagaite, książka jest jeszcze ciekawsza, choć absolutnie nie jest mniej bolesna czy trudna. 
Nic dziwnego, że książka ta ukazująca tragiczną i trudną do zaakceptowania prawdę odbiła się na Litwie takim echem, jak u nas w Polsce opublikowanie prawdy o Jedwabnem. 
Jak twierdzi Vanagaite: Ta książka jest jak uderzenie pięścią w brzuch.
Litwini przez lata uważali siebie za ofiary systemu sowieckiego. Przed 25 laty stali się bohaterami, którzy zapoczątkowali rozpad Związku Radzieckiego, a teraz przychodzi ktoś i mówi, że mordowali Żydów. 

Pierwszy nakład książki - 4 tys. egzemplarzy, który się ukazał na Litwie w przededniu Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, sprzedano w ciągu dwóch dni. Wydawnictwo Alma Littera wznowiła nakład.
Książkę warto, ba trzeba przeczytać. Unikalna pozycja, która przystępnie (choć nie beletrystycznie) prezentuje tak mało znany fragment Holokaustu. Przed rozpoczęciem lektury byłem pewien, że w kwestii zbrodni na Żydach nic już mnie nie zaskoczy. Myliłem się. Niestety.

sobota, 18 marca 2017

Jedenaście dni w Berlinie - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Zgadzam się w 100% z tym, co wydawca napisał na okładce. To
świetnie napisana powieść, pełna charakterystycznego dla Nessera inteligentnego humoru.
Jest to także kolejny nie kryminał w twórczości tego autora.
Arne Murberg, główny bohater, każdy zapała do niego sympatią już od 1. strony. Upośledzony umysłowo i ruchowo, ale przy tym ot taki poczciwy wzbudzający sympatię i litość człowiek. W celu odnalezienia matki musi on odbyć (jak na jego możliwości) niesamowicie trudną podróż, ze Szwecji do Berlina. Dla nas, zdrowych ludzi niby nic niezwykłego. Dla Arne wręcz przeciwnie.
W Berlinie następuje zderzenie bohatera zarówno z wielkim miastem, innym krajem, językiem, inną kulturą, ale także (a może przede wszystkim) zderzenie z własnymi możliwościami. Arne pokonuje bowiem bariery, które jak wielu uważało będą dla niego przeszkodą nie do pokonania.Tytułowe jedenaście dni, które Arne spędza w Berlinie, są dla niego czymś zupełnie nowym, a jednocześnie przełomowym. Tę wyprawę można by porównać do wyprawy zdrowej osoby na Mon Everest.
Mimo wielu przeszkód Arne nie załamuje się.
Książka wzrusza, porusza, bawi i zmusza do zastanowienia, jak wielkie mają szczęście, ci którzy są zdrowi, jak wiele w życiu dostaliśmy od losu i jak często tego nie doceniamy skupiając się na bzdurach.
Nesser jak zwykle stanął na wysokości zadania. Kreacja głównego bohatera, jego zderzenie z życiem dla nas normalnym, walka z własnymi ograniczeniami, reakcja na zwyczajne z pozoru rzeczy, czynności, wspaniała, mistrzowska i na długo pozostanie w moich myślach.
Autorowi udało się genialnie pokazać świat widziany oczyma osoby z tak wieloma ograniczeniami, jakie ma Arne.
Wyjątkowa książka, w pewien sposób podobna do Forresta Gumpa z ...żółtymi butami.
Zachęcam do lektury.
 

piątek, 17 marca 2017

Nie strzelać do organisty - Maria Nurowska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Nie strzelać do organisty to zbiór kilkunastu opowiadań, które można uznać za początek twórczości Marii Nurowskiej.
Wiem, opowiadania oraz inne krótkie formy cieszą się umiarkowaną popularnością, ale tym stworzonym przez Nurowską warto dać szansę.
17 opowiadań różni się od siebie zarówno pod względem bohaterów, treści jak i tempa akcji. Jednak motyw przewodni pozostaje ten sam. jest nim polska wieś blisko pół wieku temu, człowiek z nią związany oraz jego problemy. 

Brawa dla pisarki za spostrzegawczość i umiejętność celnego zobrazowania ludzkich zachowań, przywar, ale i zalet. Do tego spora porcja czasami kuriozalnego poczucia humoru. Całość to mieszanka, która uczy, bawi, porusza.
Nurowska prezentuje obraz wsi, której często już nie ma. I choćby dlatego warto po tę książkę sięgnąć.
Kolejnym powodem skłaniającym do lektury jest fakt, iż każde z opowiadań to wspaniała uczta literacka, prawdziwa perełka, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, iż powstały one na początku kariery Nurowskiej, gdy jej warsztat pisarski dopiero się kształtował.
Mimo, iż od powstania zbioru minęło ponad 40 lat, to treść i poruszane problemy pozostają nadal aktualne. Pisarka w treść wplata tak ponadczasowe kwestie, jak dobro, miłość, poczucie krzywdy, sprawiedliwość i wiele innych.
Gorąco zachęcam do lektury. 



czwartek, 16 marca 2017

Czwarta ręka - John Irving

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Czwarta ręka to kolejna książka Irvinga, którą miałem okazję przeczytać i kolejny raz jestem zachwycony. Jednak nie ukrywam, nie jest to lektura dla każdego. Irving w tej książce sięgnął szczytów absurdu, losy bohaterów są zupełnie nieprzewidywalne, w wielu momentach autor otarł się o granicę absurdu. W tej książce absurd goni absurd, a wszystko dodatkowo maksymalnie wyśmiane i przejaskrawione. Jeżeli do tego dodamy ogromna rzeszę kuriozalnych, maksymalnie przerysowanych postaci, z cechami i zachowaniami, o jakich nawet nam się nie śniło, to mamy Johna Irvinga w najwyższej formie :) Uwielbiam to, ale wiem, że nie każdemu taki rodzaj pisarstwa, humoru przypadnie do gustu.
Mamy więc takie smaczki, jak: odgryzanie dłoni ambitnemu, acz zawodowo niespełnionemu dziennikarzowi telewizyjnemu na oczach milionów widzów, a czyni to lew z indyjskiego cyrku; wybitnego chirurga, który czeka na sposobność przeprowadzenia pierwszej w Stanach Zjednoczonych transplantacji dłoni; jednorękiego reportera, który z pozoru jest idealnym pacjentem, trzeba tylko znaleźć dla niego odpowiedniego dawcę...no właśnie...dawca :) I się zaczyna. Na scenę wkracza doktor Nicholas M. Zajac, bez wątpienia arcyciekawa postać.
Do tego wszystkiego należy dodać wiele aspektów powiązanych z dziwnym seksem oraz wszystkimi czynnościami okołoseksualnymi (wiem, dziwnie brzmi) , którym autor wielokrotnie wręcz epatuje oraz z..czytanymi w dzieciństwie książkami.
Owszem, bohaterowie i ich zachowania są przejaskrawione, autor jak zwykle prosto z mostu mówi co ma do powiedzenia, nie owija w przysłowiową bawełnę, szokuje, często wali na oślep, ale może faktycznie jest to najlepszy sposób do pokazania kilku spraw, do zwrócenia uwagi na pewne aspekty. Irving pod postacią z pozoru zabawnych, dziwnych zdarzeń, zachowań ukazuje ponadczasowe sprawy, zmusza czytelnika do zatrzymania się, do przemyślenia. Bowiem Czwarta ręka to nie tylko doskonałą powieść, satyra, groteska, ale także lustro w którym odbija się gorzka prawda o nas samych.
Gorąco polecam.Mistrzowska lektura, ogromna porcja śmiechu, powodów do przemyślenia kilku spraw, a na koniec sporo wzruszeń.

W pisarskim czyśćcu - Krzysztof Masłoń

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Krzysztof Masłoń autor niniejszej książki, to absolwent polonistyki, publicysta, dziennikarz i krytyk literacki, który przez wiele lat pisał m.in. dla Rzeczpospolitej. Jego specjalnością są wywiady z pisarzami i pisanie o nich.
Ta książka opowiada o wielu dwudziestowiecznych pisarzach polskich. Są wśród nich m.in. Tadeusz Konwicki, Zbigniew Herbert, Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Agnieszka Osiecka, Tadeusz Gajcy, Leon Kruczkowski i wielu, wielu innych.
Bohaterów książki łączyło to, iż tworzyli oni po polsku, w Polsce w XX wieku, ale także to, iż droga ich życia, ich twórczości była częstokroć bardzo trudna, wyboista. Nierozerwalnie byli oni związani z polską historią. Wiadomo jaka ona była w XX wieku. Często zamiast pozwolić w spokoju tworzyć, czy żyć w glorii sławy (na co wielu bohaterów książki zasługiwało), prowadziła wręcz do tytułowego czyśćca ...poprzez piekło. Dodatkowo na losy wielu z pisarzy miał wpływ także (i to często bardzo duży) ich własny charakter. Z reguły był on trudny, żeby nie rzec bardzo trudny. Wielu było nonkonformistami, ludźmi gwałtownymi. Byli jednak wśród nich tacy, którzy dobrze żyli z władzą w PRL-u, wręcz byli z nią zaprzyjaźnieni. Przykładem może być choćby Roman Bratny, pisarz niezwykle popularny w okresie powojennym.
Jak wyglądało ich życie, jak przebiegała ich twórczość? Tego dowiecie się z niniejszej książki. Zachęcam do lektury. Jednak od razu zaznaczam, nie jest to książka do czytania beletrystyka, nie usiądziemy na kilka godzin i nie poznamy połowy książki za jednym razem. Nie da się. Jest to pozycja, którą należy poznawać, czytać fragmentami. 

Nie jest to jednak kalendarium, nie znajdziemy w książce kolejno opisanych lat życia i twórczości pisarzy. Ot jest to bardzo ciekawa gawęda o pisarzach, poparta faktami, anegdotami, źródłami.
Cennym uzupełnieniem są liczne opinie krytyków dot. pisarzy, całości ich twórczości, ale także konkretnych dzieł.
Napisana prostym jeżykiem, będąca kompedium wiedzy o bohaterach, o tym jak i dlaczego tak żyli, co tworzyli.
Bez wątpienia warto poznać i mieć W pisarskim czyśćcu. Z pewnością będzie to ciekawa lektura dla każdego miłośnika polskiej literatury.



 

środa, 15 marca 2017

Listy do pałacu - Jorge Diaz

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Listy do pałacu, to książka, w którą trudno było mi się wczytać. Czytałam i czytałam i miałam wrażenie, że lektura przecieka mi przez palce. Nagle jakby coś zaskoczyło. Nie wiadomo kiedy treść pochłonęła mnie całkowicie. Takim punktem przełomowym był moment gdy do pałacu królewskiego w Madrycie dotarł tytułowy list.
Głównych bohaterów poznajemy tuż przed wybuchem I wojny światowej. Większość z nich to beztroscy, szczęśliwi młodzi ludzie. Oprócz nich jest także spora garstka ludzi mniej szczęśliwych, obdarzonych troskami dnia codziennego, często sporym bagażem życiowych trosk, niekiedy ledwo utrzymujących się na powierzchni. Nie wiedzą, że za moment ich życie zmieni się o 180 stopni.
Niektórzy stracą bliskich, niektórzy majątki, a jeszcze inni tylko (albo aż) złudzenia.
Trudno jednoznacznie określić o czym są Listy do pałacu. Z pewnością jest to dopracowana w każdym calu, wielopłaszczyznowa, zmuszająca do przemyślenia wielu rzeczy powieść.
Oparta na faktach historia działań hiszpańskiego władcy Alfonsa XIII oraz całej rzeszy anonimowych osób, porywa i wręcz hipnotyzuje. To w Madrycie aż do 1921 roku działał Urząd do spraw Ochrony Jeńców, zatrudniający pięćdziesięcioro czworo stałych pracowników, których wspierało pięćdziesięciu ośmiu wojskowych i trzystu dyplomatów. Zdołali oni pomóc dwustu tysiącom jeńców wojennych. Przeprowadzili repatriację siedemdziesięciu tysięcy cywili oraz dwudziestu jeden tysięcy rannych żołnierzy. Ocalili wielką liczbę istnień ludzkich, sprawili, iż wiele tysięcy rodzin dostało wiadomość o swoich bliskich.  Koszty funkcjonowania Urzędu pokrywał król Alfons XIII. Niezwykłe, prawda?!
Na kolejnych stronach śledzimy perypetie wielu osób. Niektóre pojawiają się w książce na chwilę, inne goszczą tam przez cały czas toczącej się fabuły. Śledzimy perypetie wielu osób wplecione w wielkie historyczne wydarzenia. Wraz z nimi poznajemy najbardziej tajemnicze zakamarki Madrytu i okolic, a także sekrety wielkiego serca hiszpańskiego władcy.
Losy bohaterów toczą się obok siebie, ale w wielu momentach łączą, przeplatają się ze sobą.
Ta książka to nie tylko opowieść o niewiarygodnych wręcz dokonaniach grupy ludzi. To także historia wielkiej miłości, afirmacja życia, nadziei, opowieść o pasji, namiętności, zdradzie. Zachęcam do lektury.Brawa dla autora za poruszenie tego w sumie mało znanego tematu i opisanie go w tak wspaniały, chwytający za serce sposób.

Bursztynowy anioł

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 2,5/6
Najprawdopodobniej będę jedyną osobą, której ta lektura zupełnie nie przypadła do gustu. Tak wynika z opinii w sieci, które przeczytałam przed chwilą z (nie ukrywam) wielkim zdziwieniem.
Sięgając po tę książkę wiedziałam, iż będzie to lekka opowieść, coś w rodzaju zabijającego czas czytadła. Nie oczekiwałam dzieła filozoficznego, czy jakiejś wzniosłej literatury.
Zdawałam sobie sprawę, iż historia 22-letniej studentki, która goni za szczęściem i marzy o wielkiej miłości będzie lekka.Nie liczyłam na wielkie doznania literackie. Ot chodziło mi o pozytywną, miłą lekturę, która sprawi, iż czas szybko minie, a na ustach osoby czytającej zagości uśmiech.
Jednak nie oczekiwałam, iż autorka opowie historię w tak infantylny sposób.
W stosunku do głównej bohaterki byłam bardzo pozytywnie nastawiona, dałam jej spory kredyt zaufania. Nie zraziły mnie jej zachowania w początkowej części książki. Jednak moja cierpliwość też ma swoje granice. Nierozgarnięcie Aśki, jej infantylny, trzpiotowaty styl bycia i fakt, że całą bez mała książkę zajęło jej dojście do pewnych oczywistych wniosków, to dla mnie zdecydowanie za dużo.
Jej zachowanie przypominało kogoś bardzo, bardzo młodego, powiedzmy w wieku gimnazjalisty, kto nagle wyszedł z ukrycia i został osadzony w roli dorosłego człowieka, studenta.
Całość mocno przerysowana, od pewnego momentu mało śmieszna, mdła i nudnawa. Autorka w swojej debiutanckiej książce stworzyła ciekawy zarys historii, ciekawy szkielet. Niestety, ale wypełnienie owego szkieletu już jej nie wyszło. A szkoda. Mogła to być ciepła, fajna opowieść, taka ku pokrzepieniu serca.
Najprawdopodobniej z książki miało powiać optymizmem, ciepłem, nadzieją...ale niestety powiało tylko i wyłącznie nudą. Bursztynowy anioł to pozycja, po którą warto sięgnąć, gdy już naprawdę nie macie nic innego do czytania.

poniedziałek, 13 marca 2017

Monsieur Jean szuka szczęścia - Thomas Montasser

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Książka ta to lektura na raz, krótka (liczy zaledwie 200 stron) i napisana w taki sposób, iż czyta się błyskawicznie.
Głównym bohaterem jest uprzejmy, zadbany, kulturalny mieszkający w Zurychu emeryt. Męźczyzna cierpi na nadmiar wolnego czasu. Postanawia coś z tym czasem zrobić, żeby nie tracić go na bzdury, żeby nie przeciekał przez palce. Zaczyna w tak charakterystyczny dla siebie sposób, uprzyjemniać ludziom dzień, godzinę, chwilę, moment. Czyni to tak, iż wielu z nas nie wpadłoby na większość rzeczy, gestów. Nasz bohater udowadnia, iż to nie pieniądze są najważniejsze, że czasami wystarczy uśmiech, drobiazg, spojrzenie, żeby stało się coś dobrego, żeby komuś umilić dzień. Co prawda niektóre czyny bohatera sprowadzają się do niewielkiego, takiego maciupeńkiego oszustwa. No, ale cóż..liczy się cel.
Co z tego wszystkiego wyniknie? Co stanie się, gdy Monsieur Jean zbyt mocno zacznie ingerować w życie innych?
Podobnie, jak wcześniej czytana książka austriackiego autora, Wyjątkowy rok,
Monsieur Jean...także bardzo przypadł mi do gustu. Ta z pozoru błaha opowieść porwała mnie i zabrała do tajemniczego świata. Ogromnym atutem jest sposób w jaki pisze Montasser, ale także niezwykle uważne, dopracowane w każdym calu kreacje bohaterów. Każda z pojawiających się w tej historii postaci jest zbudowana z wielu elementów, ma swoją na ogół arcyciekawą historię. Jej poznanie wiele wniesie do spojrzenia jakim czytelnik będzie traktował to na co dotychczas nie zwracał uwagi.
Książka choć z pozoru banalna, jest pełna specyficznego, cudownego klimatu. Niczym opowieść szkatułkowa, albo skomplikowane puzzle składa się z wielu, bardzo wielu elementów, drobiazgów, które dopiero gdy je wszystkie poznamy, ukazują nam całe piękno i wartość historii. Gorąco polecam.