sobota, 18 sierpnia 2018

Na marginesie życia - Stanisław Grzesiuk

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Na marginesie życia to ostatnia część kultowej trylogii Stanisława Grzesiuka. Była ona pisana tuż przed śmiercią autora, gdy był świadomy, że koniec jest blisko. 
To wydanie jest o tyle cenne, iż jest ono pierwszym bez skreśleń i cenzury.
W tym tomie Grzesiuk opisuje życie po wyzwoleniu, po pobycie w obozie koncentracyjnym, opowiada o walce z tym co mu po tym okresie pozostało - traumą i gruźlicą.
Długotrwała walka z chorobą, pobyty w szpitalach, trudne badania, bolesne zabiegi, rekonwalescencja w sanatoriach, leki, coraz gorsze samopoczucie, to wszystko jest treścią Na marginesie życia. 
To książka smutna, ale i przeplatana anegdotami, śmiesznymi wtrętami. Taki śmiech przez łzy...łzy w kontekście tego, jak chory był Grzesiuk i z powodu tego, iż wiemy, że jego koniec był bliski.
Łatwo można wyczuć melancholię, ale i smutek autora, który zdawał sobie sprawę z tego, że nie wygra z chorobą.
Warto przeczytać mimo, iż ta część jest trochę słabsza od dwóch wcześniejszych. Cała trylogia prezentuje się doskonale, ukazuje Grzesiuka, jako człowieka i jednocześnie swoistego króla życia. Warto w wielu sprawach wzorować się na nim. Warto, żeby Grzesiuka poznali ciekawi świata i innych ludzie.

Recenzja - Pięć lat kacetu (klik)
Recenzja - Boso, ale w ostrogach (klik)


piątek, 17 sierpnia 2018

Rutka - Zbigniew Białas

Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Kolejna wyjątkowa książka Zbigniewa Białasa. Choć tym razem nie ma w tej opowieści nic wesołego, jak np. w przypadku Korzeńca czy Pudru i pyłu. 

Mamy za to okrucieństwo, smutek, rozpacz i niedowierzanie.
Podstawą do napisania książki stał się skromny rozmiarami dziennik tytułowej Rutki, który został odkryty 60 lat po II wojnie światowej. 

Białas prezentuje nam zbeletryzowaną i niezwykle poruszająca historię młodej dziewczyny żydowskiego pochodzenia. 
Bohaterka to Rutka Laskier, nastolatka, będzińska Żydówka, która zmarła w 1943 w Auschwitz. 
Gdy się czyta tę książkę ma się wrażenie zaglądania pod podszewkę piekła. Wiem, takich książek opartych na zapiskach, pamiętnikach, relacjach powstało i powstanie wiele. Za każdym razem ich lektura porusza. Ale Rutka jest wyjątkowa z innego powodu. Otóż autor skracając swoja historię do w zasadzie minimum całą książkę poświęcił swojej bohaterce, to ją uczynił centralna postacią w cieniu pozostawiając np. jej rodzinne miasto w okresie okupacji, innych ludzi. Nie jest to historia miasta, zagłady Żydów, konkretnej ulicy czy nawet rodziny. To historia jednej 14-latki, która miała pecha na loterii życia dostać takie, a nie inne miejsce do dorastania. To powieść o życiu, nie o samym Holokauście. To książka jednego bohatera, bardzo intymna i kameralna, a przez to jeszcze bardziej poruszająca.
Książka nie jest gruba, liczy 150 stron, ale autor udowodnił, iz nie ilość, a jakość ma znaczenie.
Jest to, jak wspomniałam zbeletryzowana opowieść, ale ściśle oparta na zapiskach bohaterki. Należy o tym pamiętać nie oczekując stricte zapisków dziennika, pamiętnika. 
Na mnie fabularyzacja, jakiej dokonał Białas wywarła ogromne wrażenie i sprawiła, iż w trakcie lektury miałam wrażenie rozgrywających się przed moimi oczyma autentycznych scen. 
Mocne, bardzo dobrze napisane. Zachęcam do lektury.

środa, 15 sierpnia 2018

Mgły Toskanii - Natasza Socha

Wydawnictwo Edipresse, Moja ocena 4-/6
Mgły Toskanii to lektura sympatyczna, doskonała na wakacje, ale też niestety taka, o jakiej zapomni się już kilka dni po skończeniu lektury, co jednak absolutnie nie znaczy, że nie warto jej poświęcić uwagi.
Wydawca porównuje pisarstwo Nataszy Sochy do Jojo Moyes. 

I chociaż lubię książki p. Sochy to jednak jest to porównanie zdecydowanie na wyrost.
Zachęcam do lektury Mgieł Toskanii. Jestem pewna, iż kilka godzin spędzonych z tą książką sprawi, iż uśmiech zagości na waszej twarzy, zrelaksujecie się i zadumacie nad związkami międzyludzkimi. To i tak więcej niż oferuje gro wydawanych u nas książek. 

Fabuła jest ciekawa (choć w wielu momentach przewidywalna) para, ona konserwator zabytków dostaje pracę przy renowacji fresków w jednym z toskańskich kościołów. Następuje raczej typowe w tych warunkach zachłyśniecie się miejscem, Toskanią, przyrodą, kulturą, jedzeniem, ludźmi. Nic dziwnego. Region ten wzbudza od dawna różne romantyczne skojarzenia, a w naturze jest wyjątkowo piękny i urokliwy. 
Jednak rozłąka miedzy bohaterką, a jej ukochanym nie wpłynie dobrze na ich związek. Na ich drodze staną niespodziewane przeszkody....no bo jakżeby mogło być inaczej?!
Fabuła choć sztampowa, oklepana, zdarta do bólu to umiejętnie doprawiona sporą porcją Toskanii, w połączeniu z piórem Nataszy Sochy sprawiła, iż książkę czyta się sprawnie, szybko, z przyjemnością. Barwne opisy toskańskiej rzeczywistości przeniosły mnie do tego niepowtarzalnego regionu Włoch. Trzeba autorce przyznać, iż zręcznie wplotła tak wielką porcję Toskanii w fabułę książki.
Co dodatkowo cenne, to fakt, iż Socha uniknęła cukierkowatej ulepkowatości, takiego słodkiego pitu pitu, czyli pisania o niczym, co niestety jest cechą sporej grupy polskich autorek. To sprawia, iż książkę czyta się bez zgrzytania zębami ze złości :) 
Zachęcam do lektury. Niezła książka na letnie wieczory i popołudnia na plaży...u mnie była doskonałym remedium na mistrzowską choć niebywale okrutną powieść, jaką miałam okazję kilka dni temu przeczytać.  


poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Szpadel - Lize Spit

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Szpadel jest debiutem i muszę przyznać, iż bardzo dobrym debiutem.
Książka zaklasyfikowana została przez wydawcę do kategorii thriller. I fakt, jest to thriller, pełnokrwisty, zaskakujący, choć nie taki, jakiego możecie oczekiwać. 

Historia opisana przez początkująca autorkę balansuje na granicy historii obyczajowej z mocnym dreszczykiem, książki o dorastaniu, oraz historii o wielkich tajemnicach i okrucieństwie. Taki miks, który autorce wyszedł bardzo zręcznie.
Szpadel to opowieść, która wielkimi krokami zbliżyła się zarówno do klimatu, jak i charakteru książek króla grozy Stephena Kinga. 
Akcja toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych - współcześnie i ponad dekadę temu. Bohaterka jest ta sama. To 30-letnia obecnie Eve, kobieta wiodąca banalne życie, ponad dekadę temu będąca równie banalna nastolatką zamieszkującą flamandzką wieś. Eve tylko z pozoru była i jest banalna. Wychowana w destrukcyjnej, co najmniej bardzo dziwnej rodzinie, nie może być ani w pełni normalna, ani zwyczajna...podobnie jak jej pomysły i zabawy z okresu nastoletniego. Zresztą tak na dobrą sprawę..co jest normą, co oznacza bycie normalną?
Współczesna Eve pewnego dnia wyrusza w drogę, a w bagażniku ma wielki kawał lodu. Po co? Chcecie się tego dowiedzieć, sięgnijcie po tę książkę. Gwarantuję, że warto. 
Wydarzenia sprzed kilkunastu lat wiążą się nierozerwalnie z tymi obecnymi. 
Genialnie ukazana bohaterka w dwóch kreacjach - nastoletniej i dorosłej kobiety. Mistrzowsko spiętrzone tajemnice i bardzo zręcznie nakreślona atmosfera dusznego miasteczka. 
No i jeszcze jedno co tak samo przyciąga, jak i odrzuca..ogromny ładunek bestialstwa i okrucieństwa, jaki w wielu miejscach posiada ta książka.Dosłowne epatowanie złem, przekraczanie granic, barier, będziecie zaskoczeni...by może będziecie czytać wiele fragmentów na poły z odrazą, ale i chorą fascynacją. Z pewnością okrutne fragmenty wywrą na was wielkie wrażenie.
Szpadel od samego początku wciąga, intryguje, zaskakuje. To wielowymiarowa, niejednoznaczna, bardzo zagmatwana powieść, która co i rusz zadziwia czytelnika. 
A jaki związek z opowieścią o Eve ma tytułowy szpadel? Bardzo duży. To niejako przedmiot narzędzie, przedmiot symbol niszczący wszystko co napotka. 
Gorąco zachęcam do lektury.


sobota, 11 sierpnia 2018

Sejf - Ryan Gattis

Wydawnictwo Czarna Owca, Ocena 3,5/6
Recenzja mojego męża.

Sejf to typowa powieść gangsterska z elementami psychologicznymi, której akcja rozgrywa się w mrocznych zakamarkach Los Angeles.

Ricky Mendoza naprawdę bardzo się stara żyć uczciwie. Pewnego dnia  dostaje zdawałoby się proste, zajmujące kilkanaście minut zlecenie od DEA..ma otworzyć sejf. Dla niego to prosta, zwyczajna robota. Ryzyka w sumie nie ma. 
Co więc sprawia, iż podświadomie czuje, że coś jest nie tak? Co kryje się za zwyczajnym zleceniem?
Tego nie zdradzę. Mogę tylko zapewnić, że będziecie zaskoczeni, sam pomysł jest ciekawy. 
Usatysfakcjonuje was też lektura, ale tylko mniej więcej pierwszej połowy książki. Czytając Sejf miałem wrażenie, jakby autorowi wyczerpały się pomysły, baterie, albo drugą połowę książki pisał ktoś inny. W pewnym momencie akcja i tak niezbyt szybka (taki typ opowieści z licznymi psychologicznymi wtrętami i rozważaniami) zwalnia, dialogi stają się takie bez sensu, a całość trąci nudą i pisaniem na siłę. Zupełne przeciwieństwo pierwszej części Sejfu, którą czytałem ze sporym zainteresowaniem.
Jakiś czas temu czytałem Miasto gniewu tego samego autora. Nie ma porównania. Tamta książka była dużo lepsza. Nie mam pojęcia co się stało z Sejfem
Trudno mi jednoznacznie odradzać czy polecać książkę. Warto przeczytać choćby dla pierwszej części, zobaczyć jak pisze Gattis, jak wyszło połączenie powieści gangsterskiej z psychologicznymi rozważaniami o sensie i jakości życia. Może, gdy nie będziecie się spodziewać arcydzieła, Sejf bardziej przypadnie wam całościowo do gustu niż to miało miejsce u mnie.


 

czwartek, 9 sierpnia 2018

Siła - Naomi Alderman

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 3-/6
Hmm...nie ukrywam, spodziewałam się czegoś innego.
Siła opowiada alternatywną i nie ukrywam, nie dla wszystkich przyswajalną wersję historii ludzi, alternatywnego świata, w którym kobiety zdobywają wyjątkowe umiejętności i moce. Kobiety m.in.

jednym dotknięciem mogą zadawać straszny ból, a nawet zabijać. Nagle wszyscy mężczyźni zdają sobie sprawę, że stracili władzę. 
Męźczyźni myślą, jak wrócić do stanu poprzedniego i...to już cała wg. mnie fabuła. Aha, jeszcze dochodzą ogólnoświatowe zmiany związane z tą nową mocą kobiet, które są co najmniej dziwne o ile nie kuriozalne...i do tego jakieś takie jak od sztancy, jednakowe na całym świecie, brak jakiegokolwiek zróżnicowania czy to ze względów kulturowych, geograficznych czy np. religijnych. Owszem, są jakieś unikalne zmiany pokazane odrębnie, jak np. w Arabii Saudyjskiej. Ale jest ich tak niewiele, że w zasadzie znikają one w natłoku treści, która ma w sumie niewiele do przekazania.
Może z założenia miał to być manifest gnębionych przez wieki kobiet, odpowiedź na Opowieść podręcznej, ale wyszła  rozrywka (na bardzo umiarkowanym moim zdaniem poziomie)  w wersji pop-komiksowej...tak mi się to kojarzy. 
Przykro mi, ale nie widzę w tej książce jakiś wielkich manifestów, tez, głębokiej i ważnej wymowy.
Nie ukrywam, iż bardziej byłam nastawiona na książkę - manifest feministyczny, lub coś bardzo do tego podobnego. Niestety dostałam coś mało zjadliwego, coś co miało bardzo dobre założenia, ale niezbyt autorce wyszło. Nie wiem doprawdy, czy Alderman z założenia chciała stworzyć taką książkę, czy po prostu coś jej nie wyszło. W każdym bądź razie sam pomysł, szkielet jest dobry, zawiodło natomiast wykonanie.
Siła to raczej proste, nieskomplikowane czytadło z fabułą, której przebieg w zasadzie już po kilkunastu stronach jest łatwy do przewidzenia.  
Książka nie zaskakuje, bardziej nudzi i irytuje. Mnie ani nie porwała, ani nie zachwyciła, ani nie rozbawiła...może wam bardziej przypadnie do gustu. Niewątpliwie warto przeczytać, żeby samemu wyrobić sobie opinię.




Zapowiedź jesienna...



Paweł Jasienica, polski historyk, pisarz historyczny, eseista i publicysta Tygodnika Powszechnego.
Autor cyklu esejów historycznych Polska Piastów (1960), Polska Jagiellonów (1963), Rzeczpospolita Obojga Narodów (1967–1972), w którym przedstawił własną i publicystyczną koncepcję filozofii historii Polski.
 
Nakładem Wydawnictwa MG jesienią br. ukaże się książka
Mój ojciec, Paweł Jasienica
 Fascynujące losy Pawła Jasienicy, a właściwie Leona Beynara, mogłyby stać się kanwą nie jednej, ale wielu książek. Przedwojenne Grodno i Wilno, pasje turystyczne realizowane w Klubie Włóczęgów z takimi osobowościami jak Czesław Miłosz. Po wybuchu wojny konspiracja i przynależność do Związku Walki Zbrojnej, tajny uniwersytet powszechny organizowany wraz ze Stanisławem Stommą, następnie walka w AK i w brygadzie Zygmunta Szendzielarza, czyli słynnego majora „Łupaszki”. A potem równie burzliwe losy w PRL pod czujnym okiem bezpieki. Może właśnie tak intensywne doświadczanie wydarzeń historycznych spowodowało, że Paweł Jasienica stał się jednym z najlepszych pisarzy zajmujących się polską historią.
Ewa Beynar, córka Pawła Jasienicy, zebrała w swojej książce mnóstwo faktów, a także opowieści rodzinnych. Swoiste podsumowanie życia ojca napisały dokumenty, do których dotarła poprzez IPN.
 

środa, 8 sierpnia 2018

Moja twoja wina - Beata Majewska

Wydawnictwo Książnica, Moja ocena 4,5/6 
Moja twoja wina to książka sprzeczności. Romantyczna, może nawet urocza okładka, a w treści książki spora porcja ludzkich dramatów. Kontrast niesamowity. 
Schemat banalny...młoda kobieta, zdrada męża, pozostanie bez środków do życia za to z wielkimi długami, dramat. Podejrzewam, że wiele czytelniczek w części lub całości utożsami się z tą częścią życia głównej bohaterki.
Na jej drodze staje przystojny męźczyzna, który daje szansę na nowy początek.
Sami przyznacie, że to schemat zdarty do bólu. Jednak Beata Majewska wplotła w niego wiele bardzo ciekawych elementów, które pozwoliły uniknąć sztampy i cukierkowatości. 
Przede wszystkim na ogromny plus zasługują ciekawie nakreślone sylwetki bohaterów, dalekie od banału, którego można by oczekiwać. Celowo nic więcej nie napisze o bohaterach żeby nie odbierać wam przyjemności wynikającej zarówno z ich poznawania, jak i elementu sporego zaskoczenia.
Poza tym ciekawie przedstawione problemy bohaterki. Wiadomo, każdą rzecz, każde zagadnienie można przedstawić w sposób infantylnie-nudny, albo ciekawy. Autorce na szczęście udało się uniknąć tego pierwszego.  
Do tego dochodzi zakończenie, zaskakujące i pozostawiające czytelnika z wieloma kłębiącymi się w głowie pytaniami. I to jest jeden z kolejnych atutów książki, fakt, iż nie jest ona tylko zabijaczem czasu, ale także bodźcem zmuszającym do chwili zadumy i przemyślenia kilku spraw.
Majewska bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Oczekiwałam lekkiej, trochę infantylnej, idealnej na plażę opowiastki, o której zapomni się od razu po zakończeniu lektury. 
Dostałam powieść interesującą, ciekawie przedstawiającą poruszane zagadnienia, a jednocześnie taką, która daje rozwiązanie kilku najczęściej pojawiających się w życiu problemów, daje na nie panaceum, wskazuje jedną z wielu dróg ku wyleczeniu serca i duszy. Wszystko zaserwowane bez słodzenia (czego organicznie nie znoszę), z nutką humoru i odrobiną wątku kryminalnego. Idealna lektura ku pokrzepieniu serca, dla relaksu i ku przemyśleniu kilku życiowych spraw.
Moja twoja wina to opowieść o sile miłości, przyjaźni, o pięknie tego, co w ludziach najważniejsze i o prawdziwym życiu, jakie toczy się wokół większości z nas. Polecam.Z pewnością sięgnę po inne książki autorki. Beata Majewska udowodniła, że pisze dobre książki dla kobiet.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Szkolna wyprawka...szalone ceny... rabaty do 45%!!!

https://www.taniaksiazka.pl/podreczniki-c-313.html?Theme=#artykuly-szkolne



Początek sierpnia, połowa wakacji, wiele osób jeszcze nie myśli o zbliżającym się milowymi krokami nowym roku szkolnym, większość nie robi jeszcze zakupów.
Pamiętacie wręcz dantejskie sceny, które miały miejsce w ubiegłych latach w sklepach na przełomie sierpnia i września? Co się wtedy działo!!! 
Nikt z nas rodziców nie chce tego przeżywać jeszcze raz.
Dlatego warto skorzystać z oferty przygotowanej przez Księgarnię Tania Książka (klik)
W ofercie znajdziecie podręczniki szkolne dla dzieci i młodzieży na wszystkich etapach edukacji. Podręczniki oprócz dużego wyboru mają jeszcze jedną zaletę... do 33% rabatu od ceny okładkowej. Warto skorzystać. 

Poza podręcznikami w Taniej Książce kupicie też wszystkie inne artykuły, których wasze dziecko może potrzebować w nowym roku szkolnym. Wszystkie artykuły objęte są rabatem do 45% !!!!
Wśród oferowanych przedmiotów znajdziecie m.in. ogromny wybór plecaków, tornistrów, piórników, zeszytów, artykułów piśmienniczych, farb i wiele innych rzeczy. 
Wyszukiwarka artykułów szkolnych i podręczników jest łatwa w obsłudze, przejrzysta, wszystko jest doskonale opisane. Nic tylko udać się na wirtualne zakupy do Księgarni Tania Książka, skompletować zamówienie i czekać, aż listonosz lub kurier dostarczy je do naszego domu...bez przepychania się w sklepach, bez kolejek do kas, bez biegania i stresu...
Dodatkowymi atutami są - możliwość zrobienia zakupów na raty oraz bardzo niskie koszty dostawy !
https://www.taniaksiazka.pl/podreczniki-c-313.html?Theme=#artykuly-szkolne

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Nowakowie. Kruchy fundament - Barbara Sęk

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5/6
Tytułowi Nowakowie, to rodzina 2+3, małżeństwo Małgorzaty i Krzysztofa Nowaków i ich troje dzieci. Tworzą z pozoru dostatnią, szczęśliwą, ba wręcz wzorcową rodzinę. Jak się szybko okazuje cała rzekoma idylla oparta jest na tytułowym kruchym (ba, bardzo kruchym) fundamencie.

Czy 20 minionych lat dla Nowaków było faktycznie fałszem? 
Jak każde z nich odbiera swoja rodzinę, jak widzi to co się w niej dzieje? Kto jest bardziej winny, kto bardziej oszukuje...Krzysztof, który od lat prowadzi podwójne życie czy Małgorzata oszukująca, zatrzymująca męża metodą na dziecko, niedopuszczająca do siebie prawdy?
Barbara sęk nakreśliła świetny obraz mocno dysfunkcyjnej rodziny, rodziny, która w zasadzie nie istnieje. Pięcioro ludzi trzyma przy sobie siatka win, oszustw, oskarżeń, ułuda i zamknięte oczy. 
Ogromnym plusem książki są nie tylko doskonale oddane stosunki w tej rodzinie, ukazanie ich z punktu widzenia każdego z jej członków, ale także pełnokrwiste, wielowymiarowe postaci bohaterów. 
Każda z tych osób ma mętlik w głowie, każda jest skołowana, rozdarta, nie wie co myśleć, co robić. Czy lepiej pozwolić się rozpaść takiej rodzinie czy walczyć o nią?
Do tego wszystkiego pisarka dołożyła punkt widzenia i rozterki kochanki Krzysztofa. 
Jestem bardzo ciekawa, jak wy odbierzecie Nowaków, którego bohatera uznacie za winnego, a którego za ofiarę, a może żadnego...
Książka jest bardzo dobrze napisana, trzymająca w napięciu, bardzo realistyczna. Jestem przekonana, iż wielu czytelników w Nowakach dostrzeże obraz swojej rodziny, może tylko we fragmencie, ale dostrzeże. 
Niecierpliwie czekam na kolejny tom serii.






sobota, 4 sierpnia 2018

Metoda wodna - John Irving

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.
Metoda wodna to 2. powieść w dorobku Irvinga, prawie jak debiut, inna, świeża, może momentami niezbyt dopracowana (zdarzyło się w kilku miejscach), ale czuć to pióro początkującego autora, który ma zadatki na wielkiego pisarza i który ma niezwykły język i umiejętność wyjątkowego przekładania słów na papier. . 
Kłopoty z moczowodem na które cierpi bohater Fred Trumper, praca nad tłumaczeniem poematu z języka staro-dolno-nordyjskiego, afera narkotykowa, chroniczne kłamanie i wiele innych spraw to kwintesencja książki. Fabula, jak to u Irvinga..zaskakuje i to bardzo.
Zagadnienia niby niepowiązane ze sobą, banalne, może nawet jakieś takie dziwne, ale splecione w całość u Irvinga, podlane tym jego sarkastycznym tonem, ciętym językiem sprawiają, iż książkę czyta się lekko, momentami ze szczerym zdumieniem, otwierając szeroko oczy na drażniące, lekko pikantne słowa. 
Książka bez wątpienia bawi, drażni, intryguje, zmusza do poświecenia jej większej porcji uwagi, ale też i do przemyślenia kilku spraw... choć teoretycznie Metoda wodna zdaje się być książką o..niczym. Tak, dobrze czytacie. Każda książka Irvinga zdaje się być o niczym, jedna mniej, druga bardziej, ale takie już są. Każda z nich z biegiem fabuły okazuje się być książką o życiu, ot tak po prostu, o jego najbardziej nieraz głęboko skrywanych aspektach.
Całość opowiedziana szelmowsko, inteligentnie, ciętym językiem. Polecam.




piątek, 3 sierpnia 2018

Hashtag - Remigiusz Mróz

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 1,5/6
Z Remigiuszem Mrozem, a właściwie jego twórczością mam problem. Serię Chyłka & Zordon uwielbiam, chociaż zdaję sobie sprawę z naciągania w wielu miejscach, ale nie przeszkadza mi to kochać kolejnych tomów.
Behawiorysta podobał mi się tak na dobre 4,5/6.
Pozostałe książki nie wiem czy bardziej mnie nudzą czy śmieszą.
Po Hashtag sięgnęłam z nadzieją, że może jeżeli nawet nie dołączy do serii z Chyłką, to chociaż uplasuje się koło Behawiorysty.
Nic z tych rzeczy. 

Historia zaczyna się nieźle, sporo obiecuje, ale na tym koniec. 
Remigiusz Mróz ma dar tworzenia niezłych, ciekawych pomysłów, tematów wokół których z założenia ma oscylować fabuła. Tym razem założenie było ok, ale wykonanie padło całkowicie. Podstawowa sprawa - w książce nic się nie dzieje, absolutnie. Takie nudne jak mawiała moja babcia lelum polelum.
Hashtag jest tak przeciętny, tak banalny, że w wielu momentach było to naprawdę aż żenujące.
Krótkie rozdziały, niczym migawki filmowe, błyski. Za każdym razem liczyłam, iż po kolejnych 2-3 stronach coś się zmieni, będzie lepiej. Nic z tych rzeczy. Im dalej w przysłowiowy las, tym gorzej.
Retrospekcja przeplata się z teraźniejszością. Trudno początkowo połapać się o co chodzi. W wielu miejscach jak dla mnie chaos, trudno powiązać fakty ze sobą.
Na początku czekałam na szumnie zapowiadany i chwalony przez wielu thriller psychologiczny. Póżniej czekałam na ciekawą lekturę. Wreszcie po mniej więcej 200. stronie, marzyłam o tym żeby całość mieć za sobą. Cały czas wierzyłam, że coś się zmieni na lepsze. Nadaremnie.
Hashtag jest nudny, infantylny i zdecydowanie przereklamowany. Niby o gustach się nie dyskutuje, ale doprawdy nie wiem skąd te entuzjastyczne recenzje. 
Jeżeli chodzi o książki Remigiusza Mroza, chyba zostanę przy serii Chyłka & Zordon.

czwartek, 2 sierpnia 2018

O człowieku, który stracił cień - Joyce Carol Oates

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 6/6











Wspaniała książka, która wręcz porywa i ostro przeczołguje czytelnika psychicznie. W trakcie lektury było z mojej strony wielkie zdziwienie, bo mimo, iż znam styl pisania Oates, to jednak nie spodziewałam się aż tak mocnej, wyczerpującej psychicznie książki, było kilka łez, ale i sporo uśmiechów. 
Gorąco zachęcam was do lektury. To mocna, świetna, poruszająca, niejednoznaczna i w wielu momentach mocno dyskusyjna powieść.  Z pewnością nie jest to książka, o której w kilka dni po lekturze zapomnicie. Będziecie o niej jeszcze długo, bardzo długo pamiętać.


środa, 1 sierpnia 2018

Londyn. Miasto queer - Peter Ackroyd

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Londyn. Miasto queer to opowieść o mieście, jakiego nie znacie. To także jedyna pozycja całościowo poruszająca problem osób homoseksualnych, transwestytów, transseksualnych.
Ackroyd oprowadza nas po zupełnie nowym Londynie i snuje barwną opowieść dot. dziejów i doświadczeń populacji gejowskiej.
Autor zabiera nas w podróż po ich świecie od czasów normandzkich aż do XXI wieku.
Ackroyd prowadzi nas w zakamarki rzadko omawianych dziejów Londynu, pokazuje rzymskie lupanaria, gejowski Londyn za Normanów, szaleństwo egzekucji za sodomię w początkach XIX wieku. Wiedzie nas przez bary kawowe Soho z lat sześćdziesiątych XX wieku, opowiada o Gay Liberation, muzyce disco i zgrozie AIDS, aż po czasy współczesnych parad równości.

Czasy, gdy miłość gejowska była na porządku dziennym przeplatają się z okresami, gdy ją ukrywano i czasami, gdy groziła za nią śmierć.
To czego dowiadujemy się z tej niedużej książki z pewnością nie jest umieszczane w podręcznikach historii...no może czasami młodzież uczy się o antycznych lupanarach i to wszystko.

Ackroyd napisał także klasyczną biografię miasta, książkę o Londynie tym bardziej znanym, ale także książkę będącą podróżą poprzez wieki, epoki, zakamarki. Jej recenzję znajdziecie tutaj (klik).  
W obu książkach będących biografiami stolicy Wielkiej Brytanii, autor zabiera nas w niesamowitą wręcz podróż swoim wehikułem czasu. Poznajemy miasto od podszewki, od jego początków, korzeni, od najwspanialszej, ale i najbardziej plugawej strony.  
Ale tylko Londyn. Miasto Queer ukazuje nam inne oblicze Londynu. To bardzo ciekawa opowieść o mieście istniejącym równolegle obok innego "normalnego" miasta.
Książka tętni informacjami podanymi we wspaniały, niezwykle przystępny sposób, a to za sprawą wręcz wirtuozerii pióra autora, pasji jaka nim kierowała i poczucia humoru. Autor pisze pasjonująco, a wybrane przez niego wątki z historii miasta wciągają w taki sposób, iż od lektury nie da się oderwać.
Książka pełna jest bardzo ciekawych faktów, anegdot, ciekawostek, zdjęć. W trakcie lektury nie sposób się nudzić.
Dodałabym tylko porządną bibliografię, której mi w tej pozycji zdecydowanie brakuje.




wtorek, 31 lipca 2018

Macocha - Petra Hulova

Wydawnictwo Afera, Moja ocena 5,5/6
Bardzo, bardzo dobra, niepozorna, mało reklamowana książka. Taka perełka ukryta pomiędzy stosami bardziej znanych i medialnych książek.

Macocha jest inna od większości książek. Otwiera ją krzyk, pytanie, które główna bohaterka zadaje publicznie, na balkonie. Pyta krzycząc - kto marzy o życiu takim jakie ma ona?  
Główna bohaterka to matka, pisarka, pijaczka, egoistka, postać, która zaskakuje, zadziwia, do której czuje się jednocześnie taki miks obrzydzenia, antypatii i odrobiny sympatii wymieszanej ze współczuciem.
Macocha to w zasadzie monolog. Niby niewiele powiecie...ale wszystko zależy od tego, jaki to monolog. Ten monolog macoszy jest emocjonalny, inny, rzadko kiedy wyciszony, na ogół agresywny i w pretensjach. 
Krok po kroku, słowo po słowie z owego monologu wyłania się życie bohaterki. Jest, było ono trudne, jakby podzielone na fragmenty, porwane, ciągle jest w trakcie, w drodze. Od swojego życia Julia (bo tak ma na imię bohaterka) wiele oczekiwała, wiele dostała, ale jak się okaże nie to czego chciała (jak to na ogół w życiu bywa).
Julia to kobieta składająca się z wad i bardzo niewielu zalet. W niektórych momentach sprawiała na mnie raz wrażenie kobiety jakby uszkodzonej, raz porządnie doświadczonej przez życie, innym razem totalnej egoistki. Taki miks, który w sumie wewnątrz siebie (jakby tak porządnie zajrzeć) ma praktycznie każda z nas.
Hůlovej udało się stworzyć genialną postać, wielowymiarową, a przy tym w wielu aspektach prostą. Jej Julia jest skomplikowana, trudna, ostra, egzaltowana, egoistyczna, wyobcowana, a przy tym potrafi pokazać drugie oblicze. Jakie ono jest, tego nie zdradzę.
Ta książka ma same plusy. Największym jednak wg. mnie jest podejście autorki do problemu alkoholizmu kobiet, ukazanie go bez osłonek. 

Macocha to na poły spowiedź, na poły opowieść, a także swoisty manifest, trudny, bolesny, potrzebny, świetnie nakreślony. Polecam mimo, iż to trudna, wciągająca, a jednocześnie budząca pewną odrazę książka.



poniedziałek, 30 lipca 2018

Perfekcyjna śmierć - Helen Fields

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobry kryminał rozgrywający się w stolicy Szkocji.
Martwa, zamarznięta dziewczyna zostaje znaleziona na stoku Góry Artura w Edynburgu. W tym samy m czasie
szefowa fundacji charytatywnej umiera na tajemniczą chorobę. Każda z ofiar umiera powolną, wynaturzoną śmiercią. Czy te sprawy wiążą się ze sobą? Czy w Edynburgu grasuje seryjny zabójca?
Inspektor Luc Callanach i świeżo awansowana nadinspektor Ava Turner zaczynają prowadzić dochodzenie. Jest ono o tyle skomplikowane, że zabójca nie pozostawia żadnych, nawet najmniejszych śladów. Nie ma też żadnego punktu zaczepienia...poza perfekcyjną, dopracowaną w każdym calu śmiercią.
Obie strony (śledczy i zabójca) idą w przysłowiowy łeb w łeb i żadna ze stron nie ma zamiaru odpuścić. Jak się to wszystko skończy?
Trzeba Fields przyznać, iż postarała się. Misterna, składająca się z wielu klocków układanka fabuły.
Podobnie ma się sprawa z detektywem Luciem Callanachem. Postać ta jest doskonale nakreślona, dopracowana w każdym calu. Kontrast pomiędzy wizerunkiem francuskiego playboya, a szkocką stolicą i kolegami po fachu, ogromny, momentami komiczny, będący zalążkiem wielu nieporozumień. Autorka połączyła dwie skrajności, które o dziwo doskonale się uzupełniają. Na tle jednej druga zyskuje jeszcze większy wyraz. Działa to w obie strony.

Całości dopełnia doskonale prowadzone śledztwo. A lekki uśmiech na ustach czytelnika wywołuje ...przeklinanie po francusku, co zdarza się detektywowi Callanachemu.

Bardzo ciekawie jest też nakreślona postać Avy, policjantki z prawdziwego zdarzenia, inteligentnej, godnej zaufania, odpowiedzialnej. 
Każde ze śledczych ma problemy w życiu osobistym, które Fields zręcznie wplotła w fabułę kryminalną. 
Fields udało się napisać dobrą, wciągającą i ciekawie zaaranżowaną książkę, którą kończy doskonały suspens przywodzący na myśl stare, klasyczne kryminały.
Polecam fanom niebanalnego kryminału. Czyta się dobrze, szybko i z chęcią sięgnę po kolejne książki autorki.

niedziela, 29 lipca 2018

Deutsche nasz. Reportaże berlińskie - Ewa Wanat

Wydawnictwo Świat Książki, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Wielki plus za tytuł, który jest świetną grą słów. 

Ogromny plus za doskonałą treść i podejście do tematu. 
Książka szczerze, po ludzku, bez patosu ukazuje współczesnych Niemców i ich kraj, ich poczucie winy po koszmarze, jaki zgotowali Europie w trakcie II wojny światowej, ich podejście do współczesnych problemów ludzkości. 
Wszak w Europie, której Niemcy są ważną częścią, niczym w soczewce skupiają się problemy świata. Gro z owych problemów dotyka także nas, mieszkańców starego lądu.
Sporo w książce informacji o współczesnych Niemczech, o życiu w tym kraju, o tym, jak myślą, żyją sami Niemcy, o ich podejściu chociażby do uchodźców. Znajdziemy w treści także sporo o marzeniach, realiach, zderzeniu obu tych spraw.  
Książka doskonale napisana, mądra i bardzo potrzebna, szczególnie teraz, gdy populizm zbiera takie żniwo na całym świecie, gdy ostatnie wybory do Bundestagu wprowadziły na niemiecką scenę polityczną prawicę z jej hasłami.
Ewa Wanat do książki podeszła bardzo profesjonalnie. Na uwagę zasługuje przede wszystkim reporterski styl, który sprawia, iż Deutsche nasz czyta się szybko, doskonale.
Poza tym zawartość książki. To taki miks własnych spostrzeżeń, fragmentów rozmów z ciekawymi ludźmi, obrazów Berlina, który jest niezwykle ważnym bohaterem zapisanych historii, danych, efektów różnorodnych badań. To wszystko wymieszane w odpowiednich proporcjach stworzyło doskonałą, wciągającą lekturę. Polecam szczególnie teraz w 2018 roku, gdy tak wielu myśli tylko o sobie, gdy równie duża grupa ludzi zapomina o tym co było 75-80 lat temu.


piątek, 27 lipca 2018

Lato nad morzem - Katie Fforde

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4,5/6
Lekka, relaksująca, pachnąca morzem i przygodą, odrobinę zwariowana opowieść. Idealna lektura na lato.
Autorka opowiada historię Emily, która jest położną i która pewnego dnia ma dosyć. Podejrzewam, że wiele czytelniczek utożsami się z Emily :). 
Propozycja przyjaciółki spada naszej bohaterce niczym podarek od losu. Rebeka proponuje jej bowiem wakacyjną pracę na parowcu pływającym po szkockim wybrzeżu. Nie zastanawiając się Emily wykorzystuje okazję. Co z tego wyniknie?
Emily nawet nie wie w co się pakuje. Mala przestrzeń (jak to na niewielkim statku), zazdrosna asystentka Emily, pewna, że to ona powinna być szefową kuchni, szefowa w zaawansowanej ciąży, przystojny miejscowy lekarz, którego Emily za wszelką cenę stara się nie dostrzegać i wiele innych drobiazgów, problemów, utrudnień. 
Nie ma dnia, ba godziny, żeby w nowym życiu Emily coś się nie działo, coś nie poplątało, nie stworzył jakiś problem (mniejszy lub większy...na ogół większe :) ). O nowym życiu naszej bohaterki można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest nudne.
Książkę czyta się dobrze. To lekka lektura o ile przyzwyczaicie się do odrobinę specyficznego stylu narracji, co nie ukrywam, na początku może sprawiać pewną trudność. Gdy już w niego wnikniecie lektura będzie przyjemnością.
Bohaterowie pływają na statku po rzece. Wkoło jest wspaniała przyroda. Szkoda, że autorka tak mało o niej, w zasadzie zdawkowo, wspomina. Bogatsze opisy przyrody, tego co widzą ze swojego miejsca pracy bohaterowie, zdecydowanie ubarwiłoby powieść.  
Poza tym jednym drobnym minusem nie mam do książki zastrzeżeń. 
Lato nad morzem nie jest wielką, wybitną powieścią. To książka na 1-2 dni lektury, dająca sporą porcję zabawy, lekkiej i zajmującej myśli lektury, zapewniająca odpoczynek i świetną zabawę. Idealna pozycja na lato. Jeżeli takiej lektury szukacie, gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę Katie Fforde.

środa, 25 lipca 2018

Poświata - Michael Chabon

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Wspaniała, rewelacyjna powieść, którą połknęłam kosztem snu w nocy :)
Chabon słuchał opowieści, która na łożu śmierci snuł jego dziadek i z niej powstała ta wspaniałą, żywa, plastyczna powieść. 

Co ciekawe, były to historie, których wnuczek - Chabon nigdy wcześniej nie słyszał, zadziwiające, momentami śmieszne, albo tragiczne, a z pewnością zapadające w pamięć i uczące...po prostu życia.  Taka sama jest książka Poświata.
Trudno napisać o czym jest Poświata. Przede wszystkim to opowieść o życiu, jego apoteoza we wszelkich możliwych konfiguracjach.  
Poza tym to lekcja, tego, jak żyć, z czego się cieszyć, co robić, a do czego absolutnie nie przywiązywać wagi.  Życie opowiedziane przez dziadka Chabona to inne życie, nawet nie potraficie sobie wyobrazić jak różne, do tego, które znamy.  A jak to wszystko jest opowiedziane...
W trakcie lektury często się zastanawiałam co w tej powieści jest prawdą, a co fikcją.
Na uwagę oprócz samej treści, zasługuje sposób w jaki całość została opowiedziana, język, jakiego pisarz używa, a co za tym idzie także wspaniały przekład Michała Kłobukowskiego.
Opowieść snuta przez dziadka, spisana przez wnuka zaczyna się w roku 1957 od niewyobrażalnie wprost wściekłej napaści bohatera na jego szefa. Pracownik usiłuje udusić szefa...kablem od telefonu. A to dopiero początek i najnormalniejsze z wydarzeń, jakie mają miejsce w tej zadziwiającej powieści. Kolejne karty książki prezentują nam wydarzenia z jednej strony normalne, a z drugiej tak kuriozalne, komiczne, zadziwiające, że czytelnik otwiera oczy, bardzo szeroko otwiera. 
W Poświacie, jak to w życiu, znajdziecie wszystko - śmiech, łzy, smutek, radość, pokój, wojnę, seks, modlitwę, grzeczne dziewczynki i wściekłych żołdaków, traum zagłady i apoteozę życia, żydowską rodzinę, katolicką grupę, więzienie, kolonię emerytów, mały skrawek zadziwiającego miasteczka  i co sobie tam wymarzycie i wymyślicie. 
Książka jest niczym ogromna ilość szkatułek - takich waniek wstaniek, jak te rosyjskie lalki. Otwierając jedną szkatułkę znajdujemy kolejną i tak po kolei. 
Czyta się wyśmienicie. Polecam.

wtorek, 24 lipca 2018

Do fanatyków. Trzy refleksje - Amos Oz

Wydawnictwo Rebis, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Do fanatyków. Trzy refleksje to zbiór trzech esejów, w których Amos Oz mierzy się z problemami historycznymi, politycznymi i społecznymi. Są to eseje uniwersalne, ponieważ ich treść jest ważna nie tylko dla Izraela czy jego mieszkańców.

Książka traktuje o fanatyzmie i to w każdym możliwym rozumieniu tego słowa i kontekście. Mamy więc fanatyzm religijny, polityczny, domowy, bo jak pisze Oz, to w domu zaczyna się fanatyzm, ale także ogólnoludzki.
Jak pisze autor (...) Niekiedy ta choroba zaczyna się dość niewinnie: nie od ucinania głów, wysadzania samochodów pułapek, czy palenia domów wraz z mieszkańcami, lecz w kręgu rodziny – fanatyzm zaczyna się w domu (...).
Oz w swoich esejach diagnozuje problem, stawia kilka prostych zdawałoby się, ale jakże ważnych tez, które dotyczą głównie nas samych (wszak w każdym jest coś z fanatyka), ale i świata, w którym żyjemy.  
Pierwszy z esejów dotyczy fanatyzmu ogólnie, a pozostałe dwa w ujęciu żydowskim. Trudno żeby Oz będący Żydem nie poruszał kwestii żydowskiej. Czyni to jednak w taki sposób, iż osoby będące innej narodowości, innego wyznania spokojnie znajda analogie do swojej kultury, własnego kraju i życia. 
Fanatyzm w esejach, choć stanowi problem ogólnoświatowy, jest rozpatrywany w kontekście przyziemnym, niejako można to uznać za kontekst może nie prymitywny, ale z pewnością prozaiczny. Czytając książkę, która porusza taki problem, jak fanatyzm, oczekujemy niejako wyszukanego słownictwa, górnolotnych myśli, metafor, nieomal filozoficznego podejścia. 
U Oza mamy co prawda ważne słowa, mądre myśli, brak natomiast patosu, uduchowionych zdań. Dzięki temu książka, choć poruszająca trudny temat, jest przystępna i do czytania nieomal dla każdego, kto chce zadać sobie trochę trudu. 
Polecam.

niedziela, 22 lipca 2018

Urok póżnego lata - Agnieszka Janiszewska

Wydawnictwo Novares, Moja ocena 5,5/6
Agnieszka Janiszewska, a właściwie książki jej autorstwa, to moje wielkie odkrycie 2016 roku.
Dwutomowa powieść Szepty i tajemnice nie tylko totalnie mnie zaskoczyła, ale i porwała w swoje objęcia na kilka dni.
Podobnie było z kolejną książką autorki - Aleja starych topoli. Recenzje obu tytułów u dołu posta. 

Urok póżnego lata to kolejna doskonała, dwutomowa powieść o ludziach, ich perypetiach, decyzjach, charakterach, która mnie porwała. Na kartach swojej powieści autorka zawarła opowiedzianą na dwóch płaszczyznach czasowych historię rodziny złożonej z arcyciekawych postaci.
Oba tomy to także niezwykła, nastrojowa, pełna tajemnic opowieść. W trakcie lektury wielokrotnie nasuwało mi się pytanie, co musiało się stać miedzy teoretyczn9ie najbliższymi dla siebie ludźmi, żeby doszło do takiej sytuacji pomiędzy nimi. Janiszewska po raz kolejny nie boi się poruszać trudnych, często bolesnych, dramatycznych wydarzeń, osadzać ich wspaniale w historii Polski, snuć poprzez kolejne dekady, wplątywać w to ciekawych bohaterów.
Tytuł i okładka idealnie współgrają z klimatem powieści.
Urok póżnego lata to smutna, choć z prześwitami humoru, pogody historia. Bohaterami są na równie ludzie, wspaniale nakreślenie, pełnokrwiści, emanujący energią, ciekawymi cechami charakteru (często bardzo negatywnymi, ale dzięki temu prawdziwymi), jak i ich decyzje oraz ich konsekwencje.
Kwintesencją całej rodzinnej historii jest zdanie, które wypowiada jedna z bohaterek, a które utkwiło mi w pamięci...nie ma teraźniejszości bez przeszłości.

Czy za błędy popełnione w młodości trzeba płacić przez całe życie? Sami się o tym przekonajcie w trakcie lektury Uroku późnego lata. Wspaniała mozaika polskiej historii, ludzkich losów i charakterów.
Gorąco polecam i niecierpliwe czekam na zapowiadaną kolejną książką Agnieszki Janiszewskiej.

Tutaj recenzje pozostałych książek Agnieszki Janiszewskiej:
Szepty i tajemnice tom 1 (klik)
Szepty i tajemnice tom 2 (klik)
Aleja starych topoli (klik)
 

Pamiętam (klik) 


piątek, 20 lipca 2018

Czas zabijania. Bełżec, Sobibór, Treblinka i akcja "Reinhardt" - Stephan Lehnstaedt

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Auschwitz ze słyszenia znają chyba wszyscy. Natomiast o akcji Reinhardt, w skład której wchodziły obozy zagłady Bełżec, Sobibór i Treblinka mało kto słyszał.
Aktion Reinhardt, Einsatz Reinhardt, czyli po polsku akcja Reinhardt   to był kryptonim akcji zagłady Żydów z Generalnego Gubernatorstwa i Okręgu Białostockiego przeprowadzonej w latach 1942–1943 na terytorium okupowanej Polski w ramach tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.
W czasie kilkunastu miesięcy zamordowano ok. 1,85 mln Żydów,
spalili ciała i zakopali popioły. Przeżyło nie więcej niż 150 osób. Większość zamordowanych była obywatelami II RP. Aż trudno to sobie wyobrazić. 
Książkę czyta się bardzo źle. Bynajmniej nie chodzi tu o sposób jej napisania. Napisana jest bowiem doskonale, merytorycznie, ale i językiem przystępnym. Poza tym składa się nie tylko  z suchych danych, faktów historycznych, ale także z emocji, wtrętów o czynniku ludzkim. I może ta ostatnia kwestia jest największym problemem. Trudno bowiem przejść do porządku nad ogromem zbrodni, okrucieństwa, jakie znajdują się na kartach książki. Trudno nie reagować maksymalnie emocjonalnie. Z tego powodu jest to bardzo trudna lektura.
Sporo w książce śladów polskich. Dużo miejsca jest poświęcone Polakom, którzy pomagali w tym trudnym czasie i w tych miejscach Żydom. Jednak Lehnstaedt pokazuje nie tylko pozytywną kartę polskiego udziału w akcji Reinhardt. I podejrzewam, że to najbardziej nie przypadnie do gustu sporej części naszych rodaków. 
Autor opisuje bowiem nie tylko zbrodnie hitlerowskie, ale także to co po tytułowej akcji robili Polacy. Wspomina m.in. o przekopywaniu obozowych zgliszczy, przeszukiwaniu baraków, stert wszystkiego, co w obozach zostało. Wspomina o pięknych odruchach ludzkich, ale i o najbardziej prymitywnych, mrocznych stronach ludzkiej duszy.
W trakcie lektury w czytelniku walczą ze sobą rozmaite uczucia. Z jednej strony jest to niedowierzanie, wściekłość, czasem nawet rozpacz, a z drugiej duma z garstki naszych rodaków. 
Stephan Lehnstaedt napisał książkę ważną i potrzebną, dopracowaną merytorycznie, poruszającą, szokującą. Napisał także pierwszą w języku niemieckim monografię akcji Reinhardt, w której w rzeczowy, ale i wstrząsający sposób przypomina o wymordowaniu polskich Żydów. Warto, ba trzeba przeczytać.

 

czwartek, 19 lipca 2018

Zapowiedź...

19 września ukaże się Silva rerum II.
Silva rerum I recenzowałam tutaj (klik)

Bestsellerowa saga o burzliwych dziejach polsko-litewskiej rodziny na tle wielkiej wojny północnej
Anno Domini 1707. Rotmistrz Jan Izydor Narwojsz zarządza zrujnowaną twierdzą Radziwiłłów w Birżach. Skoszarowani wraz z Litwinami ich sprzymierzeńcy Moskale zamiast utrwalać pokój pustoszą okolice i tylko wódka oraz szantaż pozwalają mu trzymać ich w ryzach.
Z Birż do Milkont, starego i zaniedbanego dworu Narwojszów położonego w sercu pradawnej kniei, młody dziedzic rodu śle czułe listy do żony. Anna Katarzyna schroniła się tutaj przed wojenną zawieruchą. Teraz będzie musiała stawić czoła klęsce nieurodzaju, wielkiemu głodowi, szwedzkim dezerterom i własnym zgubnym namiętnościom.
Barokowe Wilno leczy rany po przejściu wojsk szwedzkich, pożarze, gwałtach i plądrowaniu żołdaków Karola XII. Do wrót miasta puka czarna śmierć… I nawet czcigodny Aaron Gordon, były medyk królewski, okaże się bezsilny wobec potęgi Morowej Dziewicy i jej upiornej danse macabre.
Trupy piętrzą się na ulicach, a smród palonych ciał jest nie do zniesienia. Krążą pogłoski o aktach kanibalizmu. W tym piekle staruszka Urszula z Narwojszów Birontowa zmaga się nie tylko z bolesnymi wspomnieniami. Walczy też ze śmiercią na wielu frontach, także rodzinnym – rodowi Narwojszów grozi bowiem wygaśnięcie. Czy Urszula wygra swój pojedynek ze śmiercią? Czy Narwojszowie przetrwają wojnę i dżumę? Dlaczego to, co najbardziej istotne nigdy nie znalazło miejsca na stronach ich rodzinnej sylwy? Kto kieruje tym światem, który wyszedł z kolein? Niepojęta wola Boża czy zwykły przypadek?
Ta barwna opowieść o dziejach szlacheckiej rodziny z Litwy jest też urzekającą wedutą Wilna, miasta wielu kultur, języków i tradycji oraz niezwykle sugestywnym, odmalowanym z imponującym znawstwem tematu obrazem epoki, w której tylko krok dzieli grzech od świętości, a wszechobecne odczucie „marności nad marnościami” nie przeszkadza ludziom oddawać się cielesnym żądzom i wyciskać życie jak dojrzałą, tryskającą sokiem brzoskwinię. Tło wielkiej tragedii nie przesłania jednak piękna i triumfu ludzkiej duszy.
We wrześniu Kristina Sabaliauskaitė odwiedzi Polskę.

środa, 18 lipca 2018

Błekit - Maja Lunde

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5/6
Maja Lunde to autorka bestsellerowej Historii pszczół. Książka ta sprzedana została w Polsce w nakładzie 65 tysięcy egzemplarzy. W kraju, w którym statystyczny Polak praktycznie nie czyta, to ogromny nakład. Tym razem pisarka stworzyła książkę o... wodzie.

Akcja książki toczy się dwutorowo - współcześnie i w...przyszłości,a  konkretnie w roku 2041. 
Bohaterkami na płaszczyźnie współczesnej są - wiekowa kobieta Signe i Norwegia. Signe wspomina swoją młodość, dojrzewanie, lata dzieciństwa, początki dorosłości, jej kontakty z ludźmi, to co dobre i złe w jej życiu.
Druga bohaterka top Norwegia, a w zasadzie to jak ten kraj się zmienił, jak zmienia. Jedynym stałym elementem jest wielki lodowiec. Ale i on wkrótce ma zniknąć. obojętnie, jak to absurdalnie zabrzmi, ma zostać przerobiony na wielką górę kostek lodu. Firma, która ma takie plany popada w niełaskę Signe. Kobieta wypowiada korporacji wojnę. Co z tego wyniknie?!
To się dzieje w teraźniejszości. Wydarzenia z przyszłości to Francja i ogromna, od dawna niszcząca kraj (podobnie, jak i resztę kuli ziemskiej) susza. Pożary, reglamentowanie do absurdu wody, braki żywności, związane z tym niedogodności, zwiększająca się przestępczość, to wszystko jest normą we Francji w 2041 roku. Bohaterami przyszłości jest przeciętna rodzina 2+2 oraz to co ich spotkało, a co ja traktuję jako ostrzeżenie dla ludzi nam współczesnych. 
Czy te wątki da się połączyć? Co one mają ze sobą wspólnego? Czym jest tytułowy Błękit? Tego dowiecie się w trakcie lektury. 
Obie części książki są przestrogą, sygnałem, że coś nader poważnego dzieje się z naszą planetą, z nami samymi.  Losy dwóch konkretnych krajów to także losy całej naszej planety. Losy konkretnych osób, to losy nas samych. Wszystkie z pozoru nie mające ze sobą wiele wspólnego elementy Lunde bardzo zręcznie połączyła. Powstała w ten sposób ciekawa, poruszająca ważne zagadnienia książka i do tego bardzo aktualna. Tematy suszy i wszystkiego co z tymi związane, bazowania ludzi w maksymalny sposób na naszej ziemi i kwestie zamknięcia granic bo... są jako żywo przeniesione z 2017, 2018 i wielu innych lat. Warto przeczytać i przemyśleć.
Do tego dochodzi bardzo zaskakujące zakończenie. Czyta się dobrze, polecam.