piątek, 24 listopada 2017

Szczypta miłości - Amanda Prowse

Wydawnictwo Kobiece, Moja ocena 5/6
Szczypta miłości to lekka choć mówiąca o trudnym zagadnieniu, jakim jest umiejętność kochania i wybaczania książka.
Amanda Prowse pod pozorem lekkiej opowieści prezentuje coś znacznie ważniejszego, coś co być może dla wielu osób będzie pokrzepieniem, swoistym poradnikiem. 
Przede wszystkim autorka bardzo zręcznie przelewa na papier emocje, prezentuje swoich bohaterów w sytuacjach, które mogą przydarzyć się wielu z nas, a także udowadnia, iż miłość, prawdziwe uczucie nie znają żadnych ograniczeń związanych z wiekiem, każdy może kochać, każdy powinien kochać. 
Do głównej bohaterki książki, energicznej kobiety biznesu o imieniu Pru, miłość przychodzi zupełnie niespodziewanie, nagle i przyprawia ją o niejeden kłopot. Ale uczucie, jak to uczucie, rządzi się swoimi prawami, nie zważa na okoliczności, otoczenie, co pasuje, a co nie. Nawet najbardziej niezwykła miłość jest wielkim darem, a życie choć daje w koś jest wspaniałe. I tak to prezentuje w swojej najnowszej książce Amanda Prowse. 
Cała historia z pozoru zwyczajna jest niesamowicie pogodna (choć uronicie w trakcie lektury niejedną łzę), zagmatwana, wzbudza uśmiech, ale i daje wielką nadzieję, że życie jest nie tylko rutyną, ale wielkim darem i niesie ze sobą ogrom niespodzianek. Doskonała lektura na jesienno-zimową chandrę, na okołoświąteczny czas, na gorszy humor. Taki (jak ja to nazywam) plasterek na duszę.
Nic dziwnego, iż każda kolejna nowość tej autorki to pewny bestseller.
Jestem przekonana, iż Szczypta miłości to pozycja uniwersalna, książka dla kobiet w wieku 18 jak i 88 lat.

czwartek, 23 listopada 2017

Kijanki i kretowiska - Aleksandra Zielińska

Wydawnictwo WAB
Jak widzicie nie oceniam tej książki. Po prostu nie wiem, czy mi się podobała czy nie. Tak, jest to możliwe.
Bez wątpienia Kijanki i kretowiska wywarły na mnie bardzo duże wrażenie. Autorka opowiada historie, których przez długi okres czasu nie da się zapomnieć.
Kijanki kretowiska to zbiór 11 opowiadań. Wiem, nie wszyscy lubią opowiadania. Gdy dodamy do tego fakt, iż ich tematem przewodnim jest...śmierć, to mamy ciężki orzech do zgryzienia- czytać, nie czytać.
Od razu napiszę - czytać, zdecydowanie czytać. Warto choćby dla samej formy, stylu, sposobu w jaki Zielińska posługuje się słowem.
Te opowiadania to miks ludzkich tragedii, przerażającej samotności, egzystencji, walki o życie, o byt, porażającej samotności i nieuchronnego końca często naznaczonego przez przypadkowość zdarzeń. Bohaterowie często walczą, często poddają się losowi. Mroczne, dołujące, ale doskonale napisane.
Z powodu owego smutku, mroku, nieuchronności końcowego zdarzenia nie da się czytać opowiadań na jeden- dwa razy. Należy sobie lekturę dawkować po jednym opowiadaniu co kilka dni. Ja tak właśnie robiłam. Dlatego lektura tego niezbyt grubego tomiku zajęła mi sporo czasu.
Nie miałam styczności wcześniej z prozą Zielińskiej, niczego podobnego także nie czytałam. Ale mój mąż przyrównał Kijanki i kretowiska do Śladów Jakuba Małeckiego. Jeżeli ktoś czytał Ślady, będzie wiedział o co chodzi.
Pomimo tego, iż nie jest to najłatwiejsza, najsympatyczniejsza lektura gorąco zachęcam do sięgnięcia po Kijanki i kretowiska. Warto zapoznać się ze stylem Aleksandry Zielińskiej i tym co drzemie w losie jej bohaterów.


 

środa, 22 listopada 2017

Dziedzice ziemi - Ildefonso Falcones

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5,5/6
Ildefonso Falcones to hiszpański pisarz, którzy w Polsce zasłynął książką Katedra w Barcelonie, która i mnie zachwyciła. Nic więc dziwnego, iż po kolejną książkę hiszpańskiego pisarza sięgnęłam bez wahania.
Dziedzice ziemi to obszerna, świetnie napisana, barwna opowieść. Tym razem hiszpański pisarz
przenosi nas na kartach swojej powieści do średniowiecznej Barcelony końca XIV stulecia. Jest dokładnie rok 1387. Bohaterem jest osierocony dwunastolatek, Hugo Llor, którego wziął pod opiekę Arnau Estanyol. Chłopiec pracuje w stoczni i marzy o tym, by w przyszłości stać się słynnym wytwórcą statków.
Niestety, ale szybko to co zapowiadało się doskonale, protekcja zamożnego człowieka, kończy się. Estanyol zostaje skazany na śmierć, a nastolatek po raz kolejny przeżywa dramat i musi stawić czoła termu co jemu i jemu podobnym serwują bogaci. 
Razem z chłopcem, póżniej młodym męźczyzną wędrujemy po XIV- i XV-wiecznej Hiszpanii, poznajemy kraj, okrutne obyczaje, krajobrazy, kulturę. I choć los nie oszczędza Hugo, to  nie zrezygnuje on z marzeń o lepszym życiu oraz o prawdziwej miłości. Czy ma na to szansę?
Dziedzice ziemi to doskonale napisana książka, którą śmiało mogę porównać do Katedry w Barcelonie zarówno pod względem rozmachu, jak i wymowy. Nie jest to bowiem tylko książka przygodowo-historyczna. To przede wszystkim opowieść o niezwyciężonym duchu, sile walki o to co ważne, potędze marzeń.
Książka zachwyca bogactwem faktów historycznych, genialnym oddaniem ówczesnych realiów, plastycznym nakreślenie wizerunku ówczesnej Hiszpanii. Kraj z wyjątkowym naciskiem na Barcelonę, ukazany jest z różnych perspektyw, przez pryzmat różnych wydarzeń, różnych osób, zarówno bogatych, jak i biednych. Bardzo ciekawy zabieg. 
Ogromnym atutem jest także powiązanie wydarzeń prawdziwych z fikcyjnymi i umiejętne wplecenie w to porywającej fabuły.
Czyta się bardzo dobrze. Jestem przekonana, iż to pozycja uniwersalna, książka dla kobiet jak i dla męźczyzn, w wieku 18 jak i 80 lat. 
 Polecam i czekam na kolejną książkę autora.  Każda kolejna nowość jego autorstwa to pewny bestseller.  


wtorek, 21 listopada 2017

Pustkowia - Arne Dahl

Wydawnictwo Czarna Owca, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

To jeden z bardziej przeze mnie lubianych pisarzy. Lubię jego styl pisania, ostry język, poczucie humoru, sposób prowadzenia fabuły.
Co prawda zasłynął serią książek o Drużynie A, ale tym razem Arne Dahl powraca z trzymającym w napięciu nowym kryminałem.
Tą książką autor rozpoczyna serię o parze detektywów - Samie Bergerze i Molly Blom.
Fabula kręci się (przynajmniej początkowo, bo póżniej jest coraz ostrzej, dziwniej, groźniej) wokół zaginięcia pewnej kobiety.
Ellen Savinger i zaginęła trzy tygodnie temu. Sam Berger ma złe przeczucia, ale koledzy ze sztokholmskiej policji twierdzą, że skoro nie ma ciała, nie ma przestępstwa. Bardzo szybko okazuje się, iż to, co wydawało się zwyczajnym (o ile w kontekście zaginięcia człowieka można o czymś takim mówić) zniknięciem, jest zdecydowanie czymś więcej. Prowadzone powoli dochodzenie nabiera niespodziewanego rozpędu i zaczyna wydobywać na światło dzienne sekrety, które większość chciałaby ukryć i to bardzo głęboko. Autor w tak charakterystyczny dla siebie sposób wprowadza powoli nowe fakty, które podkręcają fabułę, mnożą pytania i sprawiają, iż zagadka jest jeszcze trudniejsza do rozwikłania.
To wszystko zaprowadzi Sama Bergera w miejsca i do wspomnień, o których chciałby zapomnieć. Co z tego wyniknie? Tego dowiecie się z książki. Gorąco zachęcam do lektury Pustkowi. Celowo nie piszę więcej o fabule, żeby nie spojlerować i nie obierać wam przyjemności wynikającej z lektury.
Pustkowia to istna bomba, torpeda. Jest to dokładnie taki typ kryminału, jaki najbardziej lubię. To powieść o zawrotnie szybkiej akcji, pełna pułapek i kryjówek i bardzo zaskakująca, trzymająca w napięciu oraz zapadająca w pamięć.
Lekki minus dałbym tylko zakończeniu, które choć także mocne, zaskakujące, to jednak czuję po lekturze niewielki niedosyt.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Mój patronat - Moja magiczna Praga



Miło mi poinformować, iż 05 grudnia br. nakładem Wydawnictwa Amber ukaże się książka Isabelle Broom pt. Moja magiczna Praga.
Jestem przekonana, iż będzie ona doskonałą lekturą nie tylko na okołoświąteczny czas.

Trzy kobiety. Trzy historie miłosne. Jedno miasto, gdzie spełniają się marzenia.
Dla Megan wypad do Pragi tuż przed Bożym Narodzeniem z jej przyjacielem ma być tylko inspiracją przed zbliżającą się wystawą fotograficzną.
Chce, żeby znajomość z Olliem pozostała tylko przyjaźnią. I boi się, że jeśli on pozna jej przeszłość, Megan może znów wszystko stracić…
Dla Hope to niespodzianka, jaką zaskakuje ją mężczyzna, w którym się zakochała. I byłaby to piękna niespodzianka, gdyby nie jej córka…
Dla Sophie Praga zawsze była magicznym miejscem. Czeka niecierpliwie, aż dołączy do niej Robin, jej ukochany, z którym co roku odwiedzają to romantyczne miasto. Ale jego przyjazd niepokojąco się opóźnia...
Historie trzech kobiet splatają się, gdy każda z nich odkrywa swoją własną Pragę. Tak cudownie nierealną w wirujących płatkach śniegu i tak prawdziwą, gdzie jak w życiu jest smutek i radość. A szczęście można spotkać za każdym rogiem…
 

sobota, 18 listopada 2017

Przypominam - pakiet 6 książek do wygrania :)

 
Polujemy na 909,909 wejść na liczniku.

Tym razem wygra tylko 1 osoba...

Wygra ten, kto jako pierwszy przyśle na mojego emaila anetapzn@gazeta.pl screen w jpg ekranu z licznikiem 909,909 lub najbliższym tej liczy wejść w górę czyli np. 909,910 etc.
Konkurs tylko dla obserwujących mój blog, którzy dodadzą mnie do obserwowanych i do google followers...

Do wygrania 1 pakiet książek, 6 książek :




Nagrody dla osób, które wczoraj wygrały w organizowanych przeze mnie konkursach, m.in. polowaniu, już się pakują i w tym tygodniu będą wysłane. Mam nadzieję, że poczta polska szybko je dostarczy. 





Zapraszam do nowej zabawy...są chętni? 

piątek, 17 listopada 2017

Śpiące królewny - Stehen King, Owen King

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Sięgam po wszystko, co Stephen King napisał. Tym razem dodatkowym bodźcem do lektury był fakt, iż mistrz grozy książkę napisał wspólne ze swoim synem Owenem.
Byłem ciekaw, jak panom King poszło, czy da się odróżnić fragmenty pisane przez ojca i syna. I od razu napisze, nie udało mi się to. Nie bylem w stanie określić bez wątpliwości, które fragmenty pisał Stephen, a które w zasadzie u nas nie znany Owen.
Książka jest ciekawa, choć nie ukrywam, fabuła do najbardziej oryginalnych nie należy. Wydaje się być w pewnym stopniu zbitką kilku znanych filmów, jak chociażby Kokon oraz Skazani na Shawshank, ale nie tylko. W Śpiących królewnach jest także odrobina Buicka 8 oraz Mrocznej Wieży. Do tego wszystkiego Kingowie dodali jednak także sporo swojego novum.

O fabule mogę tylko napisać tyle, iż wszystko zaczyna się od epidemii, na skutek której kobiety na całym świecie zapadają w sen, który przypomina śpiączkę. Wtedy ich ciała zostają spowite poprzez twór podobny do kokona. To dopiero początek. 
Celowo nie nakreślam wam bardziej szczegółowego rysu fabuły. Jest ona dosyć rozbudowana, wielowątkowa (choć tak naprawdę, główny wątek jest jeden) i w niektórych momentach odrobinę chaotyczna. Jednak od razu zaznaczam, z owego lekkiego chaosu Kingowie wychodzą bardzo dobrze, obronną ręką, wszystko doprowadzone jest do końca, nic nie jest urwane, wszystko ma przysłowiowe ręce i nogi.
Na kolejny plus należy autorom poczytać doskonale nakreślone sylwetki bohaterów. Niezależnie do tego, czy jest postać pierwszo- czy drugoplanowa, Kingowie zadbali o jej dokładne przedstawienie.
Bardzo dobrze nakreślony jest także klimat małego miasteczka i wszystko, co z nim związane.
Jednak mimo pewnej wtórności, Śpiące królewny czyta się dobrze, momentami bardzo dobrze, chociaż brak w książce tego nieuchwytnego czegoś, co miały np. Misery, To, Bastion. Poza tym tandemowi ojciec-syn udało się tak wszystko połączyć, tak doprawić wyciśniętymi z fabuły do maksimum sokami, iż lektura zajmująca kilkanaście godzin jest sporą przyjemnością.I choć nie jest to najlepsze dzieło Stephena Kinga, sądzę, iż każdy fan tego autora będzie lekturą usatysfakcjonowany.




 

czwartek, 16 listopada 2017

Jej wszystkie śmierci - Marta Zaborowska

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5-/6
Bardzo lubię książki Marty Zaborowskiej. Rozpoczynając lekturę Jej wszystkich śmierci oczekiwałam podobnych wrażeń, jakich dostarczyły mi wcześniejsze książki, których bohaterką jest policjantka Julia Krawiec.
Najnowsza powieść Zaborowskiej jest inna niż poprzednie.
Mimo, iż opowieść jest zręcznie napisana, to dosyć nierówna.
Zaczyna się bardzo dobrze.Ciekawie napisane, gładka szybka akcja, w którą wczytałam się w mgnieniu oka.
Środek książki napisany jest na zasadzie grochu z kapustą. Niektóre fragmenty są niczym torpeda, inne wloką się niemiłosiernie. Z kolei zakończenie mega mocne niczym najlepszy thriller i niespodziewane.
Głównym bohaterem (tylko z założenia) jest trzydziestoparoletni Erwin Cis, który po latach wraca z Hamburga do Polski, żeby odebrać od prawnika tajemniczą kopertę, którą zostawiła dla niego miłość życia i dowiedzieć się o śmierci swojej dawnej narzeczonej. To tylko początek bardzo ciekawej historii, która ma zaskakujące zakończenie i zmienia nasze wyobrażenie o bohaterach.
Napisałam, iż Cis jest tylko z założenia głównym bohaterem. Tak to odebrałam. Dla mnie głównymi bohaterami są kobiety, które we wszystkich możliwych typach i wieku występują w tej ciekawej historii. Trzeba autorce przyznać, iż bardzo ciekawie nakreśliła ich sylwetki. Różny wiek, stan posiadania, wykształcenie, miejsce zamieszkania, różni je wszystko, łączy, jak się okaże jedno.
Każdy z bohaterów książki (nawet ten z drugiego planu) jest doskonale przedstawiony, mocny, wyrazisty, obdarty z otoczki słodkiego pitupitu, jak ja to nazywam. Zaborowska niczego nie ukrywa, wszystko prezentuje wprost, dosadnie. W wielu postaciach, ich zachowaniu spora grupa czytelników zobaczy coś z siebie. Jestem o tym przekonana.
Do tego bijące po oczach, mocne i ważne przesłanie.
Mimo nierównego środka książki, Jej wszystkie śmierci czyta się bardzo dobrze i mogę książkę polecić, szczerze polecić.

wtorek, 14 listopada 2017

Dobra córka - Karin Slaughter

Wydawnictwo Harper Collins, Moja ocena 3,5/6
Przyznam się, iż po ochach i achach w sieci spodziewałam się lepszej, bardziej trzymającej w napięciu książki. Owszem, Dobra córka jest umiarkowanie dobrą, momentami kiepską pozycją. Z pewnością nie jest tak dobrą jak mogłaby być. 

Zawiniły trochę zbyt krótkie zdania, zbyt małą ilość fabuły w porównaniu do dialogów, prześlizgnięcie się po kilku kwestiach, potraktowanie ich po łebkach, rozdrobnienie kilku kwestii, które nie wiadomo czemu ma służyć. Poza tym brak oryginalności. Autorka nie wykazała się, fabuła, jej schemat, są do bólu sztampowe.
Ale i tak całość czyta się nieźle, choć jest to Slaughter w niżowej fazie swoich literackich możliwości. A Dobra córka z pewnością nie jest książką, którą zapamięta się na dłużej. Ot czytało jakich wiele.
Jak to zwykle u Slaughter opowieść zaczyna się od zbrodni popełnionej w przerażający sposób wiele lat temu. Taka zbrodnia przeraża i uzasadnia oczekiwania równie mocnego dalszego ciągu. Niestety, następuje rozczarowanie.
Akcja przeskakuje o 20 lat do przodu. Pomiędzy tymi częściami brak jakiegoś "kleju" jak ja to nazywam. Czytamy o wydarzeniach sprzed wielu lat i nagle, na kolejnej stronie o zupełnie innych. Przez kilkanaście zdań trudno się zorientować o co chodzi. Sporo czasu zajmuje wniknięcie w fabułę, choć nie jest ona zbyt skomplikowana. Po prostu książka jest dziwnie napisana.
Następne rozdziały to dramatyczne wydarzenia, ofiary, krew, pojawiająca się zagadka, próba jej rozwiązania i wiele życiowych, rodzinnych problemów, w których spora rzesza czytelników odnajdzie swoje własne. I gdyby kwestie tych problemów potraktować szerzej, porządnie, a nie na odczep się, byłoby ok. Tak się jednak nie dzieje. Mam uczucie, jakby Karin Slaughter, którą znam z całej serii doskonałych książek, napisała coś żeby napisać. 

Wiem, ze autorkę stać na dużo więcej,a  Dobra córka w najmniejszym nawet stopniu nie dorównuje innym książkom Slaughter, szkoda. Zmarnowany potencjał. Jak wspomniałam na początku, czyta się nieźle, ale to wszystko. Takich czytadeł jest na przysłowiowe pęczki na rynku.


 

poniedziałek, 13 listopada 2017

Trzecia fala. Wizja gospodarki przyszłości - Steve Case

Wydawnictwo Studio Emka, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Autor książki, Steve Case to pioniera w dziedzinie przedsiębiorczości oraz inwestowania. Case wiele lat temu stworzył w USA firmę American Online. Być może ta nazwa niewiele wam mówi, ale firma ta przez lata była liderem w obsłudze ruchu internetowego. A to o czymś świadczy.
Case stworzył także Startup America, inicjatywę z ramienia Białego Domu, która ma na celu promowania nowatorskiej przedsiębiorczości.
Jego majątek netto to 1,34 miliarda USD.
Tytuł książki i zagadnienia w niej poruszane mogą początkowo wiele osób przestraszyć. Jednak bez obaw, Trzecią falę czyta się doskonale.
Jest to książka napisana bardzo merytorycznie, zarówno ze znajomością tematu, jak i pasją, a także niezwykle przystępnie.
Książka składa się z kilku części i jest swoistym miksem opowieści o samym jej autorze, o jego życiu oraz ideologii i dochodzeniu do obecnego miejsca, sporej porcji rad i przestróg dla osób startujących w świecie biznesu, ale także dla tych, które są w nim już zadomowione. Rady i informacje znajdujące się w jakby ostatniej części Trzeciej fali dot. instytucji rządowych w szerokim tego słowa znaczeniu, ich szans, roli i obowiązków we współczesnym nowoczesnym społeczeństwie i jego gospodarce.
Jest to lektura bardzo ciekawa, momentami wręcz pasjonująca i z pewnością zainteresuje wiele osób, nie tylko z grona biznesmenów startupowców czy informatyków.
Przyszłość, tytułowa trzecia fala przedstawione przez autora, fascynują i nie ukrywam odrobinę przerażają. Z pewnością jednak owa fala zmieni nasze ludzkie życie, sposoby funkcjonowania w świecie, to co będzie możliwe i co się będzie z nami działo. Bez wątpienia
wkraczamy w zupełnie nową fazę ewolucji technologicznej, fazę, w której internet będzie w pełni zintegrowany z każdą częścią naszego życia.
Dlaczego? Jak to możliwe? Co to za sobą niesie? Tego dowiecie się z lektury tej bardzo ciekawej książki.