sobota, 27 sierpnia 2016

-40% na reportaże w Platon24 i moje zakupy..




W Księgarni Internetowej Platon 24 (klik) jest -40% na reportaże. Promocja trwa do 05 września.
Głównie są to książki wydane przez Czarne i Wielką Literę, ale nie tylko.
Ja niestety wczoraj skusiłam się i wrzuciłam do wirtualnego koszyka 5 pozycji, już zapłaciłam, odwrotu nie ma :(  miejsca na półkach też już nie ma. Trzeba zrobić selekcję książek. 
Tylko jak, to boli :(
Lubicie reportaże?  Ja uwielbiam. 
Kupiłam m.in. Zaduch, który poleca Agussiek klik).
https://platon24.pl/ksiazki/zaduch-reportaze-o-obcosci-91316/
W koszyku wylądowały także takie pozycje (po kliknięciu w okładkę przeniesiecie się do opisu książki):
https://platon24.pl/ksiazki/od-ibsena-do-aho-filmowe-adaptacje-literatury-skandynawskiej-92003/

https://platon24.pl/ksiazki/my-z-jedwabnego-93336/
https://platon24.pl/ksiazki/mur-12-kawalkow-o-berlinie-93352/
https://platon24.pl/ksiazki/bialystok-biala-sila-czarna-pamiec-93356/
 Kupno Tatuażu z tryzubem to wina Kasi
https://platon24.pl/ksiazki/tatuaz-z-tryzubem-95110/
https://platon24.pl/ksiazki/wykluczeni-100182/
https://platon24.pl/ksiazki/czerwony-rynek-103973/
 



I marzenie mojego męża, także ceniącego dobry reportaż... Antologia polskiego reportażu, 2828 stron, przeceniona z 229zł. na 137zł., i jak tu się nie skusić? 
Każda z zakupionych książek nas cieszy, ale ta trzytomowa antologia w szczególności. Zawsze szkoda nam było pieniędzy, blisko 90zł. rabatu opłaca się i to bardzo. A jak pięknie będzie wyglądać na półce:):) Wiem to choroba :)
https://platon24.pl/ksiazki/pakiet-antologia-polskiego-reportazu-100xx-tom-1-3-96060/


Poszalałam trochę:) ale przy takich cenach,a poza tym za kilka dni są urodziny męża, niedawno były moje, wspólny prezent.

Link do wyprzedaży w Platonie także po kliknięciu w baner poniżej. 

https://platon24.pl/produkty-z-grupy/literatura-faktu-nawet-do-40/

Udanego weekendu.

piątek, 26 sierpnia 2016

Na zachód od wolności - Thomas Engstrom

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4/6
Na zachód od wolności to 1. tom przygód i opisu degrengolady głównego bohatera, byłego wysokiej rangi oficera STASI i obecnego pomagiera i robola od czarnej roboty CIA.
Owym bohaterem jest Ludwig Licht, rozwiedziony, nieutrzymujący kontaktów z jedynym synem, żyjący bez mała w chlewie, jadający dosłownie byle co i noszący brudne, wymięte ubrania Ludwig Licht. Wspomniałam o wyglądzie Ludwiga bo jest on dosyć charakterystycznym elementem książki. Licht, jako główny bohater jest postacią z jednej strony prawie tragiczną,a z drugiej..kuriozalnie zabawną. Uciekający przed egzekutorami długów, właściciel gorzej niż nędznie prosperującego wyszynku w Berlinie, okaże się nad spodziewanie dobrym, ba wręcz mistrzowskim agentem wywiadu.
Pewnego dnia, będąc prawie na dnie, Ludwig dostaje od swojego dorywczego szefa z CIA zadanie odnalezienia i eskortowania do bezpiecznego miejsca kobiety, która jakiś czas temu zadzwoniła do Ambasady Stanów Zjednoczonych w Berlinie, twierdząc, iż ma wiadomości dotyczące zamiecionego pod dywan zabójstwa trzech Amerykanów w Marrakeszu. 

Sprawa z pozoru banalna (dla przeciętnego agenta wywiadu) szybko się komplikuje. Okazuje się, iż kobieta ukrywa o wiele więcej niż mogłoby się z początku wydawać. 
Autor bardzo zręcznie w fabułę wplótł wiele aktualnych spraw z zakresu polityki, informatyki, wycieku danych etc. Najbardziej drażliwa dla CIA sprawa do złudzenia przypomina sprawę Wikileaks, a poszukiwany człowiek - Juliana Assange'a. 
Nawiązanie do spraw znanych nam z pierwszych stron gazet czy programów informacyjnych, to jeden z plusów książki.
Kolejnym atutem jest doskonale sportretowany współczesny Berlin, we wszelkich jego odsłonach. Poznajemy metropolię od najbardziej luksusowej strony, poprzez zwyczajną, aż do takiej, w której nikt z nas nigdy nie chciałby się znaleźć. Opowieść o Berlinie ubarwiają wspominki miasta z okresu NRD.
Jednak takim rodzynkiem książki jest Ludwig Licht, postać unikalna ze wszech miar. Jego historia, poczynania, przemyślenia ubarwiają lekturę.
Rozpoczynając lekturę spodziewałam się czegoś odrobinę innego, bardziej ostrego, sensacyjnego, bardziej ...thrillerowatego. Dostałam niezłą książkę społeczno-obyczajowo-szpiegowską. Choć daleka jestem od euforii, to muszę przyznać, iż czyta się dobrze, szybko, kilkakrotnie szeroko się uśmiechając.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Chciwość - Marta Guzowska

Wydawnictwo Burda Publishing Polska, Moja ocena 3/6
Podejrzewam, iż większość osób będzie zdziwiona tak niską ocena. 99% opinii w sieci jest entuzjastycznych. Ja niestety jestem jak najdalsza od peanów na temat Chciwości. Rozczarowała mnie ta książka i to bardzo.
Bardzo lubię serię z Mario Yblem. Szczególnie ostatnia część niezwykle przypadła mi do gustu, choć miałam pewne merytoryczne zastrzeżenie (dot. pochówków na Krecie). Jednak Mario ma styl, charakter, jest niebywale inteligentny, potrafi zaskoczyć, lubię go. Guzowska świetnie nakreśliła tę postać, która z każdym tomem serii staje się lepsza, bardziej dopracowana.
Być może z Simoną, główną bohaterką Chciwości, będzie podobnie. Na razie to jednak kiepska postać, przerysowana, momentami groteskowa, a od połowy książki po prostu nudna.
Sam pomysł powołania do życia archeologa-złodziejki (nie znoszę określenia archeolożka), antybohaterki i wplątania jej w kabałę związaną z kradzieżą diademu Heleny Trojańskiej, był bardzo dobry, ciekawy. Mogła z tego wyjść kapitalna, dopracowana powieść. Mogla, ale moim zdaniem nie wyszła. A szkoda, bo Guzowska świetnie pisze (patrz seria z Mario Yblem).
Przygody Simony były ciekawe, śmieszne, świeże. Pełna entuzjazmu zagłębiałam się w kolejne rozdziały. Kilkakrotnie wybuchałam śmiechem. Do czasu. Ta świeżość postaci trwała mniej więcej do połowy książki. Póżniej kolejne perypetie w jakie się wikłała sprawiały na mnie wrażenie tzw. odgrzewanych kotletów i po prostu zaczęły mnie nudzić. Było ich zbyt dużo i każda kolejna stawała się coraz mniej prawdopodobna.

W pewnym momencie uznałam, iż szkoda mojego czasu, nie warto się irytować i odłożyłam książkę na półkę. Do przeczytania zostało mi ok. 50 ostatnich stron. Na razie daruję sobie dalszą lekturę. Chciwość to moim zdaniem doskonały pomysł, ciekawa fabuła, ale zmarnowany potencjał. 
Niecierpliwie czekam na kolejny tom przygód mojego ulubionego bohatera, Mario Ybl nigdy mnie nie zawiódł. Liczę, iż nadal tak będzie.

środa, 24 sierpnia 2016

Zaginione - Magdalena Zimny-Louis

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Zimny-Louis, ale z pewnością nie ostatnie.
Autorka opowiada z pozoru banalną historię młodej kobiety, którą przed laty opuściła matka, wychowywał ojciec. Córka pragnie po latach odnaleźć matkę. I na tym banał się kończy. Pisarka bowiem wspaniale wykreowała tło akcji. Wszystkie tropy matki, którymi musi podążyć po latach córka, prowadzą do Armenii.
Armenia, kraj położony niby niezbyt daleko od Polski, a mimo to prawie w ogóle nam nieznany. Dzięki Zaginionym możemy poznać lepiej kraj, kulturę ormiańską, kuchnię, obyczaje. Pisarka niezwykle zręcznie wplata te informacje w fabułę książki, często czyni je głównymi bohaterkami, a nie tylko tłem dla opowiedzenia historii. Od samego początku rzuca się w oczy, iż pisarka musiała zadać sobie bardzo dużo trudu, żeby zebrać tak bogaty materiał o Armenii. Gorące brawa za takie podejście merytoryczne. Dzięki temu Zaginione, to nie tylko porywająca powieść obyczajowo-psychologiczna, ale także doskonała książka obyczajowo-historyczno-kulturowa, a Erywań, góra Ararat i Dilidżan (oraz wiele innych miejsc) nie są już dla nas, przeciętnych czytelników obco brzmiącymi nazwami, miejscami.

Dodatkowym atutem są opisy Rzeszowa sprzed kilku dekad.
Napisałam, że Zaginione to historia córki, która podąża śladami matki. Owszem. Ale nie tylko ta 31-letnia kobieta jest bohaterką. Pisarka w całą opowieść doskonale wplotła także losy 63-letniej ciotki bohaterki oraz jej ojca, znanego na Podkarpaciu polityka. Ich wzajemne animozje, tajemnice z przeszłości, wpływ wydarzeń sprzed kilku dekad na teraźniejszość, wszystko to zostało doskonale zaprezentowane.
Fabuła porywa już od pierwszego rozdziału i (tu ogromny plus dla autorki) jest niezwykle ciekawie prowadzona do końca książki. Brak urwanych wątków, brak bzdurnych pomysłów (jak to u niektórych pisarzy bywa).
Całość jest mocno emocjonalna, poruszająca, momentami poważna, ale Zimny-Louis udało się w całość wpleść całkiem sporo elementów humorystycznych, sarkastycznych, ironicznych. Sprawia to, iż mimo poważnej tematyki, trudnego życia w Armenii, całość czyta się z uśmiechem na ustach. Może nie jest on taki od ucha do ucha, ale pojawia się często i osładza gorycz armeńskiej historii.
 

Gorąco zachęcam do lektury. Wspaniała opowieść, porywająca książka, a rozwiązanie zagadki do końca pozostaje tajemnicą.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Różne takie...



Po 1: uwielbiam Włochy - kuchnię, muzykę, zabytki, literaturę. Staram się czytać, wszystko, co napiszą włoscy autorzy, wszystko co dot. Włoch, a także książki, których fabuła rozgrywa się w słonecznej Italii.
Założyłam bloga Włoszczyzna, czyli Włochy w literaturze... (klik)

Chciałabym na nim zamieszczać recenzje książek traktujących o tym kraju lub napisanych przez Włochów.
Jeżeli ktoś chce do tego blogu dołączyć piszcie na email anetapzn@gazeta.pl dodam was do blogowej listy i będziecie mogli tworzyć blog/wyzwanie ze mną. W emailu podawajcie proszę swój email, inaczej nie mogę was dopisać.

Po 2: reaktywuję zapomniane trochę wyzwanie dot. literatury skandynawskiej. Ma ono także postać bloga tworzonego przez wszystkich chętnych.
Czytamy literaturę skandynawską... (klik) 

Po 3: za moment uzupełnię linki recenzji dot. wyzwania Czytamy książki historyczne (klik)

Jeżeli ktoś chce dołączyć do któregokolwiek z blogów/wyzwań, zapraszam. Nie ma żadnych określonych reguł poza tematycznymi. Sami tworzymy zarówno historyczne wyzwanie, jak i w/w dwa blogi.


Jeżeli chodzi o konkurs - kto doda najwięcej komentarzy na blogu w danym miesiącu...nie pokażę w sierpniu książek, k spośród których będzie można wybrać nagrody. Robię to celowo. Zirytowała mnie (ale i zasmuciła, gdy spojrzy się z drugiej storny) wczoraj jedna osoba, która napisała do mnie emaila z pytaniem o książki, jakie są do wygrania w tym miesiącu. Napisałam, że to niespodzianka. Dostałam odpowiedź, że łaski nie robię i ona rezygnuje...po czym okazało się, iż mam 1 osobę mniej w obserwujących. Żenujące, żałosne, smutne.
Książki- nagrody zaprezentuję dopiero 01 września, gdy ogłoszę zwycięzcę. Napiszę tylko tyle, iż będzie możliwość wygrania 3 książek i jest to ostatni miesiąc konkursu.
To wszystko, miłego dnia.



poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Galicyanie - Stanisław Aleksander Nowak

Wydawnictwo WAB
Zapewne rzuca się w oczy fakt, iż nie daję książce żadnej oceny. 

Z ewentualnym ocenieniem, takim jednoznacznym Galicyan, mam problem, spory problem.
Książka jest bez wątpienia imponująca i to zarówno pod względem objętości (920 stron), jak i materiału w niej zawartego oraz pracy, jaką autor włożył w swoje debiutanckie dzieło.
Nie dziwię się, iż autor prace nad książką prowadził przez ponad 8 lat. Samo przebrnięcie przez bibliografię, materiały źródłowe, które liczą ponad UWAGA 1000 (słownie - jeden tysiąc) pozycji, musiało zabrać mnóstwo czasu.
Znalazło to wspaniałe odzwierciedlenie w treści książki.
Akcja rozgrywa się na przestrzeni 103 lat, pomiędzy rokiem 1812, a rokiem 1915. Treścią książki są dzieje Jana Hyndryka Kończyświata, zwanego Hynkiem oraz jego rodziny, a przy okazji także jego rodziny i znajomych.
A działo się w hynkowym świecie, oj działo. Wszak okres 103 w/w lat przypada na ważne historycznie wydarzenia, które autor niezwykle umiejętnie (ogromny za to plus) wplata w fabułę. Co istotne, Nowak nie epatuje przy tym historią w najmniejszym nawet stopniu. Bardzo podobało mi się takie wypośrodkowanie faktów historycznych i przeżyć bohaterów.
Kolejnym atutem są doskonałe opisy życia w podkarpackiej wsi w XIX i na początku XX wieku. O zwyczajach, dniu codziennym czytałam z zaciekawieniem kilkakrotnie szeroko otwierając ze zdziwienia oczy, gdy czytałam o gusłach, bzdurnych (dla nas, żyjących w XXI wieku) wierzeniach, obyczajach. Niewątpliwie autor zadał sobie wiele trudu, żeby tak dobrze przygotować się merytorycznie.
Minusem dla mnie był język. Mnóstwo w nim archaizmów, stylizacji na język galicyjski z XIX wieku, składnia zdań zupełnie dla mnie obca. Nie ukrywam, zdecydowanie utrudniało mi to lekturę. Rozumiem, iż autor chciał dodać kolorytu, oddać rzetelniej atmosferę tamtych dni, dodać realizmu przeżyciom Hynka i jego następców. Doceniam także, ile pisarz musiał zadać sobie trudu tworząc książkę w takim języku. Jednak dla mnie język Galicyan to zdecydowany minus. Książka licząca ponad 900 stron napisana w taki sposób to swoista droga przez mękę. Nie ukrywam, iż epopeję (bo inaczej książki nazwać chyba nie można) czytałam w kilku etapach - po kilkadziesiąt stron robiąc kilkudniowe przerwy. Inaczej nie dałabym rady. A szkoda by było tak doskonałej książki.
Stąd moje rozterki jeżeli chodzi o ocenę Galicyan. Za książkę, treść, przygotowanie merytoryczne autora daję 6/6. Niestety za język zdecydowanie niższą ocenę.

Gorąco zachęcam do lektury, warto. 

Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)

http://platon24.pl/ksiazki/galicyanie-100458/




 

niedziela, 21 sierpnia 2016

Lustro Zachodu. Nazizm i cywilizacja zachodnia - Jean-Louis Vullierme

Wydawnictwo WAB, Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża.

Lustro Zachodu...to trudna książka. Rozpoczynając lekturę byłem przekonany, iż jest to pozycja historyczna. Szybko okazało się, iż jest to traktat filozoficzno- historyczno-poznawczy.
Jean-Louis Vullierme podjął się niebanalnego zadania. Stworzył pozycję, która jest czymś więcej niż tylko (albo aż, zależy jak na to spojrzeć) książką traktującą o nazizmie.
Dzieląc książkę na dwie wyraźne części, przedstawił nam zarówno ideologię nazizmu, zagłady oraz jej źródła, jak i zaprezentował metody, które jego zdaniem mogą zmniejszyć nadal aktualne zagrożenie powtórzenia się zjawiska nazizmu.
Vullierme jest przeciwny wysnuwanym przez wielu teoriom, iż naziści nie wiedzieli, co robią, że byli tylko narzędziami historii. Twierdzi on wręcz, iż było odwrotnie. Jego zdaniem ludzie zawsze postępują wyłącznie w myśl swoich wyobrażeń i chęci oraz wzorca świata, jaki sobie wyimaginowali. Tylko to zdaniem badacza, mówi im, co i jak maja robić, to kieruje ich poczynaniami.
Autor stawia wiele tez szeroko je uzasadniając. Dotyczą one nie tylko samego nazizmu, ale także psychiki ludzi w konkretnych sytuacjach, filozofii, bytu etc.
Lustro Zachodu... to trudna książka. Jej trudność polega nie tylko na podjętym temacie, ale także na tym, w jaki sposób Vullierme przenosi kwestię nazizmu z jednej płaszczyzny na drugą, sposobie w jaki ukazuje konkretne kwestie.
Problem mogą także sprawiać słownictwo i terminologia, jakich używa francuski pisarz.
Mimo tego warto po tę pozycję sięgnąć. Ukazuje ona zjawisko nazizmu z innej perspektywy. Pozwala także przenieść spojrzenie na to co obecnie dzieje się na świecie, na buzujący nie tylko w Europie kocioł pseudo nacjonalizmu, postępującą radykalizację, coraz groźniejsze hasła.


Najbardziej boli fakt, iż Vullierme ma rację. Nazizm nigdy nie przestał być groźny, a ci którzy szerzą nienawiść w sieci, tv, prasie, na wiecach w 2016 roku, niczym się praktycznie nie różnią od tych, którzy klaskali Hitlerowi w latach 30. XX wieku.
Minus daję za umieszczenie przypisów na końcu książki.Polecam.


 Książka w doskonałej cenie do kupienia w  Księgarni Internetowej Platon24 (klik) 
http://platon24.pl/0/?products%5Bstock%5D=%5B0%20TO%20*%5D&products%5Bformats%5D=0&products%5Bavaible_from%5D=0&products%5BsearchTerm%5D=LUSTRO%20ZACHODU%20NAZIZM%20I%20CYWILIZACJA

piątek, 19 sierpnia 2016

Czarne liście - Maja Wolny

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 6/6
Książka była dla mnie zaskoczeniem. Tematykę znałam ze streszczenia zamieszczonego na okładce. Jednak oczekiwałam beletrystyki. Dostałam...trudno w zasadzie określić co. Z pewnością przepięknie napisaną opowieść, której język, stylistyka niesamowicie kontrastują z tematyką. Wolny opowiada bowiem o tragicznych wydarzeniach, które miały miejsce w lipcu 1946 roku.
Chodzi o pogrom kielecki, który był serią niezwykle brutalnych napaści na ludność żydowską. To dramatyczne wydarzenie stało się punktem wyjścia do utkania przez Maję Wolny niesamowitej wprost historii.
Ta książka jest pełna cierpienia, bólu, chęci zapomnienia, ale i poznania prawdy, przebaczenia. 

Autorka gra na uczuciach i to w sposób momentami okrutny. Chyba każdego poruszą opowiedziane w Czarnych liściach historie. I co ciekawe, nie tyle chodzi o sam pogrom, o zbrodnie, których ofiarami padli niewinni ludzie, co o relacje między bohaterami o wpływ, jaki tamte wydarzenia wywarły na nich, na ich psychikę, relacje z innymi, postrzeganie siebie i świata.. 
W tej historii mamy zarówno ofiary, jak i zbrodniarzy, rodzinę, która brała udział w pogromie, ale także rodzinę, której członkowie zginęli 04 lipca 1946 roku w Kielcach. Mamy także kobietę, która odcina się od swojej rodziny będącej w 1946 roku katem oraz kobietę szukającą swojego dziecka.
Pisarka także wspaniale ukazuje koło, jakie zatacza historia.
Czarne liście to bolesna i momentami trudna książka. Jej trzon przewodni czyli zbrodnia kielecka oraz szerzej ukazane trudne stosunki polsko-żydowskie, są tylko pretekstem od ukazania całej gamy zupełnie innych uczuć, odczuć, kolei ludzkich losów, sposobów radzenia sobie z piętnem z przeszłości i wynikającą z niego traumą.
Maja Wolny wspaniale, z wielkim wyczuciem, nie epatując cierpieniem, a jednak w sposób, który do głębi porusza opowiada w swojej książce przejmującą historię. Atmosfera od samego początku jest wręcz gęsta. Musze przyznać, iż w trakcie lektury podświadomie czekałam, aż wydarzy się jakaś tragedia. Byłam wręcz pewna, iż stanie się coś złego, coś tragicznego. To zasługa tego, jak Wolny operuje słowem, jak buduje nastrój, jak potrafi oddać tamte i obecne dni.
Pisarka nie oszczędza nas Polaków, niczego nie tai, porusza temat wstydliwy, temat, od którego wielu nadal mimo czasu, który upłynął, odżegnuje się.
Obojętnie co bym jeszcze napisała o tej książce, to i tak nie oddam uczuć, które się we mnie kłębią. Zachęcam do lektury.
Książkę warto, a nawet trzeba przeczytać. Jest ona wielce wymowna, potrzebna, szczególnie teraz, gdy Europa wrze, a zewsząd do głosu dochodzą skrajnie nacjonalistyczne (żeby nei napisać faszystowskie)m partie, grupy ludzi.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Gniew furii - Steven Saylor

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Roma sub rosa, to moim zdaniem najlepsza z licznych na rynku serii antycznych kryminałów. Akcja kryminałów toczy się w starożytnym Rzymie u schyłku republiki, a bohaterem jest detektyw, tytułowy Gordianus. Jego cechą charakterystyczną jest nieprzeciętna inteligencja i upór w dochodzeniu do prawdy. Dzięki temu nie cierpi na brak klientów, a i wielu ludziom (z różnych warstw społecznych) nieżle zalazł za skórę. Ma więcej wrogów niż przyjaciół, wielokrotnie czyhano na jego życie, ale to nie odstrasza Gordianusa, który rozwiązuje każdą zagadkę.
Kolejne książki z serii rozgrywają się w różnych latach, na różnych etapach życia głównego bohatera, ale i historii antycznego Rzymu. Wszak ówczesna historia nie należała do spokojnych, sielskich i anielskich. Tym razem akcja toczy się w I w. p.n.e., a konkretnie około 88 p.n.e. Był to czas, gdy w Rzymie wiele się działo, a w samym centrum ziem póżnej Republiki aż wrzało.
Tym razem Gordianus ma do rozwiązania niewielką sprawę kryminalną. Głównym jego zadaniem jest misja szpiegowska, od której bardzo wiele zależy. Nasz bohater musi wcielić się w rolę ala antyczny James Bond. Jak zwykle da z siebie wszystko, sprawiając, iż w trakcie lektury kilkakrotnie otwierają się czytelnikowi oczy ze zdumienia i równie często na twarzy gości szeroki uśmiech. A wszystko, cała intryga, misja rozpoczęły się tak niewinnie...
Saylor po raz kolejny udowodnił, iż jest mistrzem jeżeli chodzi o powieści z antycznym Rzymem w tle, o oddanie szczegółów epoki (bardzo drobiazgowych i plastycznych) o nakreślenie fascynujących postaci (jedne są fikcyjne, inne autentyczne znane z lekcji historii). Stworzył ponownie książkę, której po rozpoczęciu lektury nie da się odłożyć na półkę bez poznania zakończenia.
W całą opowieść wplecione są liczne wątki z ówczesnej historii antycznego Rzymu. Mamy więc głównie I wojnę Rzymu z Mitrydatesem VI Eupatorem i całą otoczkę z tym związaną, która poznajemy z opowieści Gordianusa.
Książki Stevena Saylora to doskonale napisane, niebanalne kryminały, powieści historyczna pełne niezwykłych intryg, zagadek, dochodzenia na najwyższym poziomie i specyficznych klimatów antycznego Rzymu. Jestem zakochana w tej serii. Kto nie zna Gordianusa, nie prowadził z nim śledztwa nawet nie wie ile stracił. Zachęcam do lektury. 

Drobna tylko uwaga, Gniew furii można śmiało potraktować, jako I część cyklu mimo, iż powstał najpóżniej. Wydarzenia opisane w tym tomie rozgrywaj się najwcześniej i są jakby prequelem póżniejszych, umieszczonych w tomach, które zostały wydane w ciągu ostatnich kilku lat.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Harda - Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo Zysk - S-ka, Moja ocena 6-/6
Właśnie skończyłam czytać Hardą, najnowszą książkę Elżbiety Cherezińskiej i zastanawiam się co jeszcze można napisać o książkach tej niezwykłej pisarki? Mam wrażenie, iż wszystko zostało już napisane i powiedziane.
Tym razem autorka mająca dar do wyszukiwania w naszej historii fragmentów, zdarzeń, postaci unikalnych, często przez nas zapomnianych, wybrała jeden z najciekawszych i najważniejszych dla naszej historii momentów. Tematyka poruszana przez Cherezińską to narodziny państwa polskiego, ale także kwestia pogańskich władców Europy i przyjmowania chrześcijaństwa. Szczególnie ta ostatnia kwestia (w kontekście tegorocznych obchodów 1050 rocznicy przyjęcia chrztu) wysuwa się niejako na plan pierwszy.
Główną bohaterką jest kobieta niezwykła, choć bardzo mało znana. Nazywana bywa przez samych historyków rozmaicie (nie są pewni jej imienia) -
Świętosława, Sigrida, Gunhilda. Nie wiadomo nawet na 100%, czy kobieta faktycznie istniała. Co prawda źródła skandynawskie odrobinę przybliżają postać tytułowej Hardej, ale i tak czynią to w stopniu bardzo niewielkim.
Ponieważ o bohaterce wiadomo tak niewiele. Cherezińska posłużyła się tymi skąpymi informacjami, które są dostępne i bazując na zarysie głównej bohaterki stworzyła wspaniałą historię. Trzeba przyznać, iż dzięki ograniczonej ilości informacji o bohaterce pisarka mogła folgować sobie do woli w zakresie jej poczynań. Musiała tylko trzymać się realiów historycznych. Wyszło jej to doskonale. Hardą czyta się dosłownie z wypiekami na twarzy, niecierpliwie odwracając kolejne strony.
Nacisk pisarka położyła na przedstawienie sylwetki Świętosławy, ukazanie jej niezwykłego charakteru. Nie bez kozery nadała książce taki, a nie inny tytuł.
Ogromnym plusem książki jest to, iż nie tylko Harda jest główną bohaterką, a całą historie poznajemy także z punktu widzenia innych postaci.
Minusik (ale bardzo drobny) daję za zbyt słabe ukazanie wewnętrznych przeżyć Mieszka I.  Władcą w momencie podejmowania decyzji o przyjęciu przez Polskę chrztu musiały targać spore wątpliwości.
Przynajmniej ja sobie tak to wyobrażam. Trudno przyjąć, iż pewnego dnia wstał rano i stwierdził..a co tam, niech mój kraj przyjmie chrześcijaństwo. Mieszko musiał mieć wątpliwości i to spore. Żałuję, iż Cherezińska nie pokazała tego w książce mimo, iż pierwsza część Hardej, skupiająca się w zasadzie wokół Mieszka I, aż się o to prosi.
Jesienią ma się ukazać Królowa, dalszy ciąg losów Świętosławy. Niecierpliwie czekam na tę książkę.