środa, 22 marca 2017

Hotel Angleterre - Marie Benett

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4-/6
Trochę rozczarowała mnie ta książka, liczyłam na coś więcej.
Mamy młode małżeństwo, którego szczęście trwa niezwykle krótko. Jest wojna, 5 miesięcy po ślubie młody małżonek Georg zostaje umieszczony w obozie pracy na północy Szwecji. Pobyt tam trwa długo, bardzo długo. Zmienia mężczyznę, jego charakter, postrzeganie wielu spraw.
Ta część opisująca samego bohatera, jego myśli, reakcje na podawanie manipulacjom, pobyt w obozie na dalekiej nieprzyjaznej północy bardzo mi się podobała.
Zupełnie inaczej było z częścią historii opowiadającą o jego żonie.
Młoda kobieta zostaje sama walcząc z wojenną codziennością. Nawet po przeprowadzce do rodziców, Kerstin jest samotna. Nie wiem doprawdy czy z tęsknoty za mężem i samotności, czy dla urozmaicenia wdaje się ona w romans z inną kobietą. Motywacja nie jest znana. Ani źdźbła namiętności, ognia, chemii (jak zwał tak zwał) między obydwoma kobietami. Albo być może ja nie potrafiłam tego wyszukać w tekście. I bynajmniej, nie oczekiwałam żadnych pikantnych scen. Namiętność można pokazać na różne sposoby. Obie bohaterki sprawiały na mnie wrażenie jakby związały się ze sobą z nudy, chęci przeżycia czegoś innego, bycia ze sobą z braku innej alternatywy. 

Gdy porusza się taki temat, jak seks (nie istotne czy homoseksualny czy nie), warto by odrobić lekcję i jakoś sensownie podejść do tematu. Dla mnie opis tego romansu jest suchy jak wióry lecące z drewna. No takie porównanie mi się nasunęło. Zero emocji, napięcia.
No, ale niech będzie, młoda kobieta korzysta z uciech zakazanego związku. W tym czasie mąż o głodzie, na mrozie przechodzi kolejne upokorzenia, cierpi psychicznie i fizycznie. Ciekawe zestawienie. No ale cóż, takie rzeczy serwowała wtedy historia. Każde maksymalnie skoncentrowane na sobie, na swoich potrzebach, nie myślące o tym, co dzieje się z tym drugim. Każde na swój sposób dostosowuje się do rzeczywistości, jaką przygotował mu los.
Hotel Angleterre to książka o pragnieniach ukrytych czasami zbyt głęboko, o pozorach, o tym, jak jeden moment, jedno zdarzenie z pozoru najbłahsze wyzwalają w nas nieznane pokłady wiary, ale i agresji, chęci do walki. To także opowieść o niezrozumieniu, szukaniu tego co istotne i niestety, ale zbyt często nieznalezieniu.
I niby wszystko byłoby ok, nawet ten suchy romans bym przełknęła, gdyby nie fakt, iż po mniej więcej 2/3 książki autorce zaczynają się rozmywać niektóre wątki. Niestety, ale do końca książki części z nich nie udało się Benett złapać i sensownie zakończyć.
Niewątpliwie to książka z bardzo dobrymi, ale i kiepskimi momentami. Mimo to warto ją przeczytać.
Plusem są: kreacja Georga i niezwykle wiarygodne przedstawienie jego przeżyć oraz tego co działo się w obozie, piękny język jakiego używa autorka, bardzo piękny i doskonałe tłumaczenie.

niedziela, 19 marca 2017

Nasi. Podróżując z wrogiem – R. Vanagaitė, E. Zuroff

Wydawnictwo Czarna Owca, 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Dwoje autorów, dwie tak diametralnie różniące się od siebie osoby.
On, Efraim Zuroff, to znany historyk, przez wielu (ale przede wszystkim przez siebie)uważany za ostatniego - łowca nazistów, a także dyrektor jerozolimskiego biura Centrum im. Szymona Wiesenthala. Jest także koordynatorem akcji poszukiwania zbrodniarzy hitlerowskich na całym świecie prowadzonym przez biuro.Od 35 lat ściga nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Najbardziej wbijają się w pamięć jego konferencje prasowe, można je bez problemu znaleźć w sieci. Jest na nich maksymalnie agresywny, przerywa oponentom, czy osobom zadającym pytanie, a dodatkowo wszystkich obarcza odpowiedzialnością za Holokaust.
Ona, Rūta Vanagaitė, litewska teatrolog, działaczka kulturalna, społeczna i samorządowa, pisarka, radna Wilna w latach 2011–2015.
Połączył ich Holokaust. Swoją książką przerwali milczenie o skali Holokaustu na Litwie.
Jak mówi i pisze Vanagaitė : To książka dla tych, którzy nie zamykają oczu na prawdę.
Książka Nasi bez wątpienia zmieniła diametralnie obraz Holokaustu na Litwie, jaki był prezentowany dotychczas, ale także na świecie ten dot. Litwy.
Zbieranie materiałów trwało kilka miesięcy. Jak oboje wspominają w wywiadach, był to trudny, wyczerpujący psychicznie i fizycznie czas. Przewertowali tysiące dokumentów
przechowywanych w Litewskim Archiwum Specjalnym i Centralnym Archiwum Państwowym, rozmawiali z setkami ludzi (biernymi obserwatorami, ale także sprawcami zabójstw oraz sąsiadami pomordowanych Żydów), przemierzyli niewiarygodną ilość kilometrów, odwiedzili ponad 40 miejscowości. Owocem tej pracy jest książka Nasi.
Co wynika z treści? Holokaust był bez wątpienia planem nazistowskim, ale realizowała go litewska władza, wierny i niezwykle aktywny sojusznik Hitlera. Podczas okupacji w litewskiej administracji cywilnej było około 20 tys. osób i tylko 660 Niemców. To litewskie samorządy wspólnie z litewską policją sporządzały listy Żydów, organizowały doprowadzenie Żydów przed doły, miejscowa ludność musiała kopać te doły, a następnie je zakopywać. Władze lokalne organizowały podział majątku Żydów. Nazistom oddawano tylko kosztowności, cała reszta: domy, ziemia, ubrania, meble, naczynia było sprzedawane na aukcji. W 1941 roku Litwa bardzo się wzbogaciła. Jak piszą autorzy: gdyby Kościół zajął inne stanowisko, nie byłoby mordu na taką skalę. Ale Kościół nie sprzeciwił się temu. W litewskich batalionach służyli kapelani, którzy w niedzielę zbiorowo odpuszczali grzechy sprawcom. Coś niewyobrażalnego, prawda?!

Na Litwie zrodziło się też słowo, którego nie ma w języku polskim, rosyjskim, angielskim: żydszaudis (žydšaudis) – osoba mordująca Żydów.
Oprócz niewyobrażalnej tragedii litewskich Żydów, niezrozumiałej postawy biernej i czynnej Litwinów, z książki wyziera także spora porcja wyjątkowo trudnej litewskiej historii,w tym także tej powojennej. Dodatkiem są opisy pokłosia wojennej zbrodni oraz przesądy, które nadal pokutują w sporej części litewskiego społeczeństwo. Przeraził mnie ciągle istniejąca wśród Litwinów nienawiść wobec Żydów, przerażający antysemityzm i wszystko co z tym związane, co w książce przytaczają autorzy. Zaskoczyła bardzo negatywnie postawa litewskiego rządu i jej reakcja na tę książkę.
Nasi to nie tylko relacja czy zestawienie okrutnych zbrodni. To także swoisty dwugłos, jedno z autorów uważa- nie ma żadnego wytłumaczenia, to zbrodnia, wszyscy powinni ponieść karę; drugie - zgadza się z większością argumentów pierwszego autora, ale próbuje znaleźć choćby niewielkie wytłumaczenie takich, a nie innych zachowań Litwinów. Wiadomo, Litwinka nie dopuszcza do siebie świadomości, że jej rodacy mogli zrobić coś takiego. Dzięki skrajnej postawie Zuroffa i próbie znalezienia choć drobnego usprawiedliwienia przez Vanagaite, książka jest jeszcze ciekawsza, choć absolutnie nie jest mniej bolesna czy trudna. 
Nic dziwnego, że książka ta ukazująca tragiczną i trudną do zaakceptowania prawdę odbiła się na Litwie takim echem, jak u nas w Polsce opublikowanie prawdy o Jedwabnem. 
Jak twierdzi Vanagaite: Ta książka jest jak uderzenie pięścią w brzuch.
Litwini przez lata uważali siebie za ofiary systemu sowieckiego. Przed 25 laty stali się bohaterami, którzy zapoczątkowali rozpad Związku Radzieckiego, a teraz przychodzi ktoś i mówi, że mordowali Żydów. 

Pierwszy nakład książki - 4 tys. egzemplarzy, który się ukazał na Litwie w przededniu Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, sprzedano w ciągu dwóch dni. Wydawnictwo Alma Littera wznowiła nakład.
Książkę warto, ba trzeba przeczytać. Unikalna pozycja, która przystępnie (choć nie beletrystycznie) prezentuje tak mało znany fragment Holokaustu. Przed rozpoczęciem lektury byłem pewien, że w kwestii zbrodni na Żydach nic już mnie nie zaskoczy. Myliłem się. Niestety.

sobota, 18 marca 2017

Jedenaście dni w Berlinie - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Zgadzam się w 100% z tym, co wydawca napisał na okładce. To
świetnie napisana powieść, pełna charakterystycznego dla Nessera inteligentnego humoru.
Jest to także kolejny nie kryminał w twórczości tego autora.
Arne Murberg, główny bohater, każdy zapała do niego sympatią już od 1. strony. Upośledzony umysłowo i ruchowo, ale przy tym ot taki poczciwy wzbudzający sympatię i litość człowiek. W celu odnalezienia matki musi on odbyć (jak na jego możliwości) niesamowicie trudną podróż, ze Szwecji do Berlina. Dla nas, zdrowych ludzi niby nic niezwykłego. Dla Arne wręcz przeciwnie.
W Berlinie następuje zderzenie bohatera zarówno z wielkim miastem, innym krajem, językiem, inną kulturą, ale także (a może przede wszystkim) zderzenie z własnymi możliwościami. Arne pokonuje bowiem bariery, które jak wielu uważało będą dla niego przeszkodą nie do pokonania.Tytułowe jedenaście dni, które Arne spędza w Berlinie, są dla niego czymś zupełnie nowym, a jednocześnie przełomowym. Tę wyprawę można by porównać do wyprawy zdrowej osoby na Mon Everest.
Mimo wielu przeszkód Arne nie załamuje się.
Książka wzrusza, porusza, bawi i zmusza do zastanowienia, jak wielkie mają szczęście, ci którzy są zdrowi, jak wiele w życiu dostaliśmy od losu i jak często tego nie doceniamy skupiając się na bzdurach.
Nesser jak zwykle stanął na wysokości zadania. Kreacja głównego bohatera, jego zderzenie z życiem dla nas normalnym, walka z własnymi ograniczeniami, reakcja na zwyczajne z pozoru rzeczy, czynności, wspaniała, mistrzowska i na długo pozostanie w moich myślach.
Autorowi udało się genialnie pokazać świat widziany oczyma osoby z tak wieloma ograniczeniami, jakie ma Arne.
Wyjątkowa książka, w pewien sposób podobna do Forresta Gumpa z ...żółtymi butami.
Zachęcam do lektury.
 

piątek, 17 marca 2017

Nie strzelać do organisty - Maria Nurowska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Nie strzelać do organisty to zbiór kilkunastu opowiadań, które można uznać za początek twórczości Marii Nurowskiej.
Wiem, opowiadania oraz inne krótkie formy cieszą się umiarkowaną popularnością, ale tym stworzonym przez Nurowską warto dać szansę.
17 opowiadań różni się od siebie zarówno pod względem bohaterów, treści jak i tempa akcji. Jednak motyw przewodni pozostaje ten sam. jest nim polska wieś blisko pół wieku temu, człowiek z nią związany oraz jego problemy. 

Brawa dla pisarki za spostrzegawczość i umiejętność celnego zobrazowania ludzkich zachowań, przywar, ale i zalet. Do tego spora porcja czasami kuriozalnego poczucia humoru. Całość to mieszanka, która uczy, bawi, porusza.
Nurowska prezentuje obraz wsi, której często już nie ma. I choćby dlatego warto po tę książkę sięgnąć.
Kolejnym powodem skłaniającym do lektury jest fakt, iż każde z opowiadań to wspaniała uczta literacka, prawdziwa perełka, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, iż powstały one na początku kariery Nurowskiej, gdy jej warsztat pisarski dopiero się kształtował.
Mimo, iż od powstania zbioru minęło ponad 40 lat, to treść i poruszane problemy pozostają nadal aktualne. Pisarka w treść wplata tak ponadczasowe kwestie, jak dobro, miłość, poczucie krzywdy, sprawiedliwość i wiele innych.
Gorąco zachęcam do lektury. 



czwartek, 16 marca 2017

Czwarta ręka - John Irving

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Czwarta ręka to kolejna książka Irvinga, którą miałem okazję przeczytać i kolejny raz jestem zachwycony. Jednak nie ukrywam, nie jest to lektura dla każdego. Irving w tej książce sięgnął szczytów absurdu, losy bohaterów są zupełnie nieprzewidywalne, w wielu momentach autor otarł się o granicę absurdu. W tej książce absurd goni absurd, a wszystko dodatkowo maksymalnie wyśmiane i przejaskrawione. Jeżeli do tego dodamy ogromna rzeszę kuriozalnych, maksymalnie przerysowanych postaci, z cechami i zachowaniami, o jakich nawet nam się nie śniło, to mamy Johna Irvinga w najwyższej formie :) Uwielbiam to, ale wiem, że nie każdemu taki rodzaj pisarstwa, humoru przypadnie do gustu.
Mamy więc takie smaczki, jak: odgryzanie dłoni ambitnemu, acz zawodowo niespełnionemu dziennikarzowi telewizyjnemu na oczach milionów widzów, a czyni to lew z indyjskiego cyrku; wybitnego chirurga, który czeka na sposobność przeprowadzenia pierwszej w Stanach Zjednoczonych transplantacji dłoni; jednorękiego reportera, który z pozoru jest idealnym pacjentem, trzeba tylko znaleźć dla niego odpowiedniego dawcę...no właśnie...dawca :) I się zaczyna. Na scenę wkracza doktor Nicholas M. Zajac, bez wątpienia arcyciekawa postać.
Do tego wszystkiego należy dodać wiele aspektów powiązanych z dziwnym seksem oraz wszystkimi czynnościami okołoseksualnymi (wiem, dziwnie brzmi) , którym autor wielokrotnie wręcz epatuje oraz z..czytanymi w dzieciństwie książkami.
Owszem, bohaterowie i ich zachowania są przejaskrawione, autor jak zwykle prosto z mostu mówi co ma do powiedzenia, nie owija w przysłowiową bawełnę, szokuje, często wali na oślep, ale może faktycznie jest to najlepszy sposób do pokazania kilku spraw, do zwrócenia uwagi na pewne aspekty. Irving pod postacią z pozoru zabawnych, dziwnych zdarzeń, zachowań ukazuje ponadczasowe sprawy, zmusza czytelnika do zatrzymania się, do przemyślenia. Bowiem Czwarta ręka to nie tylko doskonałą powieść, satyra, groteska, ale także lustro w którym odbija się gorzka prawda o nas samych.
Gorąco polecam.Mistrzowska lektura, ogromna porcja śmiechu, powodów do przemyślenia kilku spraw, a na koniec sporo wzruszeń.

W pisarskim czyśćcu - Krzysztof Masłoń

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Krzysztof Masłoń autor niniejszej książki, to absolwent polonistyki, publicysta, dziennikarz i krytyk literacki, który przez wiele lat pisał m.in. dla Rzeczpospolitej. Jego specjalnością są wywiady z pisarzami i pisanie o nich.
Ta książka opowiada o wielu dwudziestowiecznych pisarzach polskich. Są wśród nich m.in. Tadeusz Konwicki, Zbigniew Herbert, Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Agnieszka Osiecka, Tadeusz Gajcy, Leon Kruczkowski i wielu, wielu innych.
Bohaterów książki łączyło to, iż tworzyli oni po polsku, w Polsce w XX wieku, ale także to, iż droga ich życia, ich twórczości była częstokroć bardzo trudna, wyboista. Nierozerwalnie byli oni związani z polską historią. Wiadomo jaka ona była w XX wieku. Często zamiast pozwolić w spokoju tworzyć, czy żyć w glorii sławy (na co wielu bohaterów książki zasługiwało), prowadziła wręcz do tytułowego czyśćca ...poprzez piekło. Dodatkowo na losy wielu z pisarzy miał wpływ także (i to często bardzo duży) ich własny charakter. Z reguły był on trudny, żeby nie rzec bardzo trudny. Wielu było nonkonformistami, ludźmi gwałtownymi. Byli jednak wśród nich tacy, którzy dobrze żyli z władzą w PRL-u, wręcz byli z nią zaprzyjaźnieni. Przykładem może być choćby Roman Bratny, pisarz niezwykle popularny w okresie powojennym.
Jak wyglądało ich życie, jak przebiegała ich twórczość? Tego dowiecie się z niniejszej książki. Zachęcam do lektury. Jednak od razu zaznaczam, nie jest to książka do czytania beletrystyka, nie usiądziemy na kilka godzin i nie poznamy połowy książki za jednym razem. Nie da się. Jest to pozycja, którą należy poznawać, czytać fragmentami. 

Nie jest to jednak kalendarium, nie znajdziemy w książce kolejno opisanych lat życia i twórczości pisarzy. Ot jest to bardzo ciekawa gawęda o pisarzach, poparta faktami, anegdotami, źródłami.
Cennym uzupełnieniem są liczne opinie krytyków dot. pisarzy, całości ich twórczości, ale także konkretnych dzieł.
Napisana prostym jeżykiem, będąca kompedium wiedzy o bohaterach, o tym jak i dlaczego tak żyli, co tworzyli.
Bez wątpienia warto poznać i mieć W pisarskim czyśćcu. Z pewnością będzie to ciekawa lektura dla każdego miłośnika polskiej literatury.



 

środa, 15 marca 2017

Listy do pałacu - Jorge Diaz

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Listy do pałacu, to książka, w którą trudno było mi się wczytać. Czytałam i czytałam i miałam wrażenie, że lektura przecieka mi przez palce. Nagle jakby coś zaskoczyło. Nie wiadomo kiedy treść pochłonęła mnie całkowicie. Takim punktem przełomowym był moment gdy do pałacu królewskiego w Madrycie dotarł tytułowy list.
Głównych bohaterów poznajemy tuż przed wybuchem I wojny światowej. Większość z nich to beztroscy, szczęśliwi młodzi ludzie. Oprócz nich jest także spora garstka ludzi mniej szczęśliwych, obdarzonych troskami dnia codziennego, często sporym bagażem życiowych trosk, niekiedy ledwo utrzymujących się na powierzchni. Nie wiedzą, że za moment ich życie zmieni się o 180 stopni.
Niektórzy stracą bliskich, niektórzy majątki, a jeszcze inni tylko (albo aż) złudzenia.
Trudno jednoznacznie określić o czym są Listy do pałacu. Z pewnością jest to dopracowana w każdym calu, wielopłaszczyznowa, zmuszająca do przemyślenia wielu rzeczy powieść.
Oparta na faktach historia działań hiszpańskiego władcy Alfonsa XIII oraz całej rzeszy anonimowych osób, porywa i wręcz hipnotyzuje. To w Madrycie aż do 1921 roku działał Urząd do spraw Ochrony Jeńców, zatrudniający pięćdziesięcioro czworo stałych pracowników, których wspierało pięćdziesięciu ośmiu wojskowych i trzystu dyplomatów. Zdołali oni pomóc dwustu tysiącom jeńców wojennych. Przeprowadzili repatriację siedemdziesięciu tysięcy cywili oraz dwudziestu jeden tysięcy rannych żołnierzy. Ocalili wielką liczbę istnień ludzkich, sprawili, iż wiele tysięcy rodzin dostało wiadomość o swoich bliskich.  Koszty funkcjonowania Urzędu pokrywał król Alfons XIII. Niezwykłe, prawda?!
Na kolejnych stronach śledzimy perypetie wielu osób. Niektóre pojawiają się w książce na chwilę, inne goszczą tam przez cały czas toczącej się fabuły. Śledzimy perypetie wielu osób wplecione w wielkie historyczne wydarzenia. Wraz z nimi poznajemy najbardziej tajemnicze zakamarki Madrytu i okolic, a także sekrety wielkiego serca hiszpańskiego władcy.
Losy bohaterów toczą się obok siebie, ale w wielu momentach łączą, przeplatają się ze sobą.
Ta książka to nie tylko opowieść o niewiarygodnych wręcz dokonaniach grupy ludzi. To także historia wielkiej miłości, afirmacja życia, nadziei, opowieść o pasji, namiętności, zdradzie. Zachęcam do lektury.Brawa dla autora za poruszenie tego w sumie mało znanego tematu i opisanie go w tak wspaniały, chwytający za serce sposób.

poniedziałek, 13 marca 2017

Monsieur Jean szuka szczęścia - Thomas Montasser

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Książka ta to lektura na raz, krótka (liczy zaledwie 200 stron) i napisana w taki sposób, iż czyta się błyskawicznie.
Głównym bohaterem jest uprzejmy, zadbany, kulturalny mieszkający w Zurychu emeryt. Męźczyzna cierpi na nadmiar wolnego czasu. Postanawia coś z tym czasem zrobić, żeby nie tracić go na bzdury, żeby nie przeciekał przez palce. Zaczyna w tak charakterystyczny dla siebie sposób, uprzyjemniać ludziom dzień, godzinę, chwilę, moment. Czyni to tak, iż wielu z nas nie wpadłoby na większość rzeczy, gestów. Nasz bohater udowadnia, iż to nie pieniądze są najważniejsze, że czasami wystarczy uśmiech, drobiazg, spojrzenie, żeby stało się coś dobrego, żeby komuś umilić dzień. Co prawda niektóre czyny bohatera sprowadzają się do niewielkiego, takiego maciupeńkiego oszustwa. No, ale cóż..liczy się cel.
Co z tego wszystkiego wyniknie? Co stanie się, gdy Monsieur Jean zbyt mocno zacznie ingerować w życie innych?
Podobnie, jak wcześniej czytana książka austriackiego autora, Wyjątkowy rok,
Monsieur Jean...także bardzo przypadł mi do gustu. Ta z pozoru błaha opowieść porwała mnie i zabrała do tajemniczego świata. Ogromnym atutem jest sposób w jaki pisze Montasser, ale także niezwykle uważne, dopracowane w każdym calu kreacje bohaterów. Każda z pojawiających się w tej historii postaci jest zbudowana z wielu elementów, ma swoją na ogół arcyciekawą historię. Jej poznanie wiele wniesie do spojrzenia jakim czytelnik będzie traktował to na co dotychczas nie zwracał uwagi.
Książka choć z pozoru banalna, jest pełna specyficznego, cudownego klimatu. Niczym opowieść szkatułkowa, albo skomplikowane puzzle składa się z wielu, bardzo wielu elementów, drobiazgów, które dopiero gdy je wszystkie poznamy, ukazują nam całe piękno i wartość historii. Gorąco polecam.

Księżna Casamassima - Henry James

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Księżna Casamassima to kolejna świetna powieść autora i kolejny dowód na to jak doskonałym obserwatorem i pisarzem był Henry James. W każdej powieści genialnie domalowuje zarówno swoich bohaterów, którzy są przekrojem XIX-wiecznego społeczeństwa, jak i ukazuje świat, który ich otacza. Portrety, które nam kreśli na kartach swoich książek nie maja nic wspólnego z przesłodzonymi opowiastkami. Wręcz przeciwnie. Są one gorzkie, niezbyt pochlebne, czasami zabawne, ale z pewnością szczere do bólu.
Księżna Cassamassima to historia londyńskiego biedaka, przeciwnika arystokracji, bękarta ubogiej Francuzki i średniozamożnego angielskiego arystokraty. Jest on idealnym przykładem na prawdziwość powiedzenia - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie chcę przedstawiać losów głównego bohatera. Są one na równi skomplikowane, tak jak skomplikowana jest dwoistość jego natury ze względu na pochodzenie, co jest niezwykle ciekawe, ba wręcz fascynujące.
Poza tym cała przyjemność lektury polega na stopniowym poznawaniu postaci, charakteru, złożoności Hiacynta Robinsona.
Z pewnością warto poznać głównego bohatera, ale nie tylko jego. James, jak i w przypadku innych książek, tak i tutaj rozbudował sylwetkę czy to głównych, pierwszoplanowych postaci, czy osób, które przez treść przewijają się dosłownie przez chwilę.
Książka ma same zalety i jedną wadę. Jest nią pewne niedopracowanie kwestii spisku. Nie chcę dokładnie pisać o co chodzi. Jeżeli sięgniecie po tę powieść z pewnością to zauważycie, tym bardziej, iż autor wręcz zmusza nas do niespiesznej lektury.
Z pewnością nie jest to powieść łatwa, taka którą szybko się czyta. James zadał sobie wiele trudu, żeby nie tylko ciekawie i niejednoznacznie nakreślić postaci bohaterów, ale także żeby dokładnie, ze wszystkimi szczegółami oddać atmosferę końca XIX wieku, klimat Londynu, nastroje panujące w różnych warstwach społecznych (z postępującym kryzysem społeczno-politycznym włącznie), czyli wszystko to co składało się na życie w stolicy Anglii ponad 100 lat temu. Autor nie szczędzi nam opisu wszelkich sfer ludzkiego życia oraz złożoności ludzkiej natury włącznie z rozkładaniem na czynniki pierwsze postępowań i konsekwencji oraz rozterek większości bohaterów. To właśnie najbardziej lubię w utworach Jamesa, to ich największa wartość.
Zachęcam do lektury.

niedziela, 12 marca 2017

Granice zła - Rebecca Griffiths

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6 
Dobra, wciągająca powieść, taka odrobinę z pogranicza thrillera psychologicznego wymieszanego z powieścią obyczajową.
Główną bohaterką jest Sarah D’Villez, która jako nastolatka została uprowadzona, lecz udało się jej uciec od porywacza, który więził ją przez jedenaście dni. Niestety, fizyczna ucieczka z tej niewoli to nie wszystko. Bohaterka nadal tkwi w jakby klatce, okowach wspomnień, które nie dają zapomnieć o przeżytym koszmarze. Przeszłość nadal w niej jest mimo, iż Sarah zmieniła wygląd, toźsamość, miejsce zamieszkania. Jak się okazuje, to wszystko nie wystarczy, żeby uciec.
Opowieść jest w miarę spokojna, co nie znaczy, że nudna. Niewątpliwym plusem są doskonale zarysowane wątki psychologiczne. I to na nich głównie opiera się opowieść. Brak natomiast jakiś spektakularnych, podkręcających tempo, zwrotów akcji. Na szczęście doskonale pokierowane wątki psychologiczne pochłaniają całą uwagę w trakcie lektury. Dodatkowego dreszczyku dodaje niezwykle zręcznie budowane napięcie, które autorka cały czas podkręca.
Atutem są także postaci bohaterów. Najciekawiej nakreślona jest sylwetka głównej bohaterki. Jednak pozostałym postaciom także niczego nie można zarzucić. Wielu z nich początkowo odgrywa drugoplanowe role. Jednak z czasem autorka wysuwa ich na plan pierwszy, a ich rola w całej sprawie zdecydowanie rośnie. Pisarka bardzo zręcznie komponuje fabułę przeplatając rozdziały, w których poznajemy rolę i myśli różnych osób. Ciekawy zabieg.
Granice zła, to doskonała powieść z mocnym wątkiem psychologicznym i oscylującym w granicach thrillera oraz zakończeniem, które zaskakuje.
Polecam. Bardzo dobra lektura, która na kilka godzin pozwoli wam zapomnieć o wszystkim.