niedziela, 26 lutego 2017

Oszpicyn - Krzysztof A. Zajas

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Przyznam się, że po Oszpicyna sięgnęłam bez przekonania. Tzn blurb zachęcał, ale poprzednia książka autora (z tzw. Trylogii Grobiańskiej)  niezbyt przypadła mi do gustu. Zaufałam jednak Wydawnictwu Marginesy. I dobrze zrobiłam.
Zaczęłam czytać i przepadłam. Oszpicyn pochłonął mnie całkowicie. 560 stron przeczytałam w dwa dni.
Akcja rozgrywa się w Oświęcimiu. Oszpicyn to nazwa, której używali Żydzi, mówiąc o tym mieście.
Czas akcji to lata 90. XX wieku. Wtedy to Wojtek młody dziennikarz, świeżynka po studiach, idealista z ambicjami, przyjeżdża do Oświęcimia, żeby rozpocząć pracę w miejscowej gazecie. Nie wie, iż rozpoczyna najbardziej makabryczną i brzemienną w skutkach przygodę w swoim życiu. Potrwa ona 15 lat i praktycznie zniszczy bohatera, dosięgnie go wszędzie, nawet wtedy, gdy wyjedzie z Oświęcimia.
Początek dają jej błahe z pozoru, choć niepokojące wydarzenia. A to inwazja szczurów, a to tragiczny wypadek - samochód przygniata do ściany parę staruszków, a to zmarły we śnie emeryt etc. Każde z nich jest dziwne, budzi obawy ze względu na okoliczności zdarzenia i  sposób wykonania...tak, tak można to określić.  Ale zebrane razem, w głównym bohaterze i kilkorgu trochę bystrzejszych mieszkańcach miasta, wzbudzają przerażenie i obawę o to co wydarzy się dalej. A dzieje się, oj dzieje.

Ludzie w otoczeniu młodego dziennikarza  nagle przestają mówić, dziwnie się zachowują, widzą duchy, rośnie agresja, popełniają samobójstwa, pojawiają się złotonośne miejsca. Gdy Wojtek mówi o wszystkim swojej matce, ta szepcze: „Wszystko się łączy…” i nie chce powiedzieć nic więcej. A to dopiero początek, pierwsze kilkadziesiąt stron. Trzeba przyznać, iż wyobraźnia autora nie zna granic. Dodatkowo wszystko jest tak realne, tak przerażające, że..brr...
Nie napiszę więcej o treści, bo jeżeli mam być szczera, to nie wiem co miałabym napisać. Nie da się streścić, nie da się wymienić choćby w podpunktach. Oszpicyn jest wielowarstwowym, skomplikowanym, niezwykle wciągającym miksem różnych gatunków. To wymieszanie horroru, z kryminałem, thrillerem, książką społeczno-obyczajową z silnymi elementami psychologii i historii. Co ważne, Zajasowi wszystko udało się doskonale wymieszać w idealnych wprost proporcjach. Dzięki temu powstała książka, od lektury której trudno się oderwać, a która dodatkowo uruchamia szare komórki czytelnika i przez całą lekturę zmusza do myślenia i to na wysokich obrotach.
Mogę śmiało napisać, iż Oszpicyn to takie puzzle dla dociekliwych i inteligentnych.
Mnie książka zafascynowała, zaintrygowała, wciągnęła. Mam nadzieję, że długo będzie gościć na liście bestsellerów.
Zgadzam się z opinią Wojciecha Chmielarza, że Oszpicyn jest Straszny. Nieprzyjemny. Wart przeczytania. 

Gorąco polecam.

https://platon24.pl/ksiazki/oszpicyn-117399/


sobota, 25 lutego 2017

Ucieczka - Aleksandra Kowalska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Zaskakująco dobra powieść. 

Bohaterka to kobieta dojrzała, taka jakich wiele wokół nas. Jej życie wbrew pozorom nie jest usłane różami. Tkwi w związku, który nie tylko nie daje jej satysfakcji, ale jakby pożerał ją psychicznie od środka. 
Od jakiegoś czasu ma tego dosyć. Postanawia coś zmienić. Idzie jednak drogą najdrastyczniejszą i decyduje się na samobójstwo, a po refleksji na tytułową ucieczkę. Swój plan konsekwentnie wprowadza w życie. Ucieka zostawiając za sobą wszystko i wszystkich. Nie liczą się najbliźsi mąż i syn, nie liczy się dom, nic się nie liczy. Dlaczego? Co takiego było udziałem bohaterki, co stało się z jej życiem, że podjęła tak drastyczną decyzję?
Trudno jednoznacznie napisać o czym jest ta książka. Tak wiem, o kobiecie, która na pewnym etapie ma dosyć swojego życia, która szuka zmiany. To prawda. Ale nie tylko o tym jest Ucieczka. Postać bohaterki, jej decyzja są pretekstem do ukazania czy też zasygnalizowania czegoś więcej.
Ta powieść to jedna wielka przepełniona smutkiem refleksja. Gdy bohaterka ucieka wszyscy z jej dawnego otoczenia oraz ona sama, zdobywają się na refleksje. Każdy z bohaterów zastanawia się nad tym, co pchnęło bohaterkę do tak drastycznego kroku. Wnioski są różne.
Każdy z bohaterów będzie się musiał zdobyć na nie lada trud jeżeli będzie chciał żeby wszystko się poukładało. Czy zadadzą sobie ten trud?
Autorka niezwykle ciekawie przedstawiła sprawę z punktu widzenia różnych osób. Doskonale wczuła się nie tylko w położenie kobiety dojrzałej, głównej bohaterki. Na ogromne brawa zasługuje także ukazanie sprawy z punktu widzenia dwóch męźczyzn, męża i syna uciekinierki. Warto poznać męski punkt widzenia.
Ucieczka zmusza do refleksji, przemyślenia kilku spraw, zadania sobie wielu pytań.
Nie jest to łatwa powieść, nie wszystkim przypadnie do gustu. Mało w niej typowej akcji, więcej przemyśleń, rozważań z domieszką filozofii i egzystencjalizmu. Ja jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Jeszcze teraz, kilka godzin po jej skończeniu, nadal zastanawiam się nad wieloma sprawami.
Gorąco zachęcam do lektury. Warto.
 

piątek, 24 lutego 2017

Wśród przyjaciół - Maciej Sieńczyk

Wydawnictwo Czarne, Ocena 2/6
Recenzja mojego męża.

Przeczytałem i wierzcie mi, nie mam zielonego pojęcia o czym jest ta książka. Autor był mi znany z komiksów. Zaufałem marce Wydawnictwa Czarne. Byłem pewien, że książka będzie dobra.. Jak widać nawet najlepsza oficyna może wydać kompletny gniot.
Z założenia jest to zbiór felietonów. Tak, tak chyba można określić skromną, bo liczącą 200 stron zawartość książki.
Felietony te były zamieszczane na łamach „Dwutygodnika”. Sednem owych felietonów jest fakt, iż są to jakby opowiastki, historyjki, które snują osoby zaproszone przez kogoś nazywanego Gospodarzem na coś w rodzaju przyjęcia. I jeżeli mam być szczery, to nic więcej o treści nie mogę wam napisać. po prostu wszystko co przeczytałem przeleciało przeze mnie jak woda przez sitko. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałem, jak długo czytam książki, a trwa to od ok. 50 lat.
Niby z ogólnego zarysu konwencja opowiadania historyjek, anegdot, snucia opowiastek na przyjęciu może przypominać "Dekamerona", ale na tym podobieństwa się kończą.
Całości dodaje swoistego smaczku fakt, iż autor miesza odmiany języka. Archaizmy obok gwary, a te z kolei obok mowy wyjątkowo potocznej. Sama narracja jest koszmarnie sztywna, trudna.
Maciej Sieńczyk jest niezłym twórcą komiksów. Dosyć dobrze wychodzą mu napisy w tzw. dymkach komiksowych. I sądzę, ze na tym powinien poprzestać. To co znajduje się w niniejszej książce sprawia na mnie wrażenie tekstów z dymków przeniesionych (bez poprawek) do książki, bez ładu, składu i sensu.
Nie wiem, może komuś ta książka się podobała. Ja odpuściłem po przeczytaniu trochę więcej niż połowy. 

Jeżeli ktoś będzie zainteresowany poznaniem tej skąd inąd unikalnej pozycji zachęcam do kupna w Księgarni Internetowej Platon 24 (klik)  


https://platon24.pl/?utm_source=blog&utm_medium=pasjefascynacje&utm_campaign=recenzja

czwartek, 23 lutego 2017

W ciemnym, mrocznym lesie - Ruth Ware

Wydawnictwo Prószyński, Moja ocena 4-/6
W ciemnym mrocznym lesie to thriller z ciekawym pomysłem na fabułę.
Autorce dobrze udało się oddać atmosferę, która zdaje się gęstnieć z każdym kolejnym rozdziałem. Całość zaczyna się niewinnym zaproszeniem na wieczór panieński do malowniczego miejsca, odludnego domku. Tam spotyka się sześcioro bohaterów.
Fabuła rozpoczyna się tajemniczym prologiem i rozgrywa się w ciągu trzech dni. To krótko, ale autorce wystarczył taki okres czasu, żeby w fabule umieścić bardzo dużo. Mamy więc narastającą grozę, mnóstwo niedomówień, sporo zaskakujących wydarzeń, ale nic nie jest powiedziane wprost. Cała intryga polega na atmosferze niedopowiedzeń i tego co opowiadają bohaterowie.
Całość wciąga, choć jest jeden minus. W kilku momentach autorka potraktowała wszystko  odrobinę zbyt sztampowo, przewidywalnie. Jeżeli ktoś ma za sobą lekturę klasyków kryminału i thrillera, bez trudu odgadnie przebieg niektórych wydarzeń. Jeżeli chodzi o thriller to nie jest dobre. Ten gatunek literacki powinien nie tylko w pewien sposób mrozić krew w żyłach, ale także zaskakiwać. Mnie tego w kilku miejscach zabrakło. Ba, kilkakrotnie miałam wrażenie, że skądś to już znam.
Jeden z motywów dodatkowo jest nie wiadomo po co osadzony w fabule. Niczego on nie zmienia, a wygląda, jak przysłowiowa dziura w płocie.
Nie znaczy to, że cała książka jest zła. Generalnie to niezły thriller z plusami i minusami.
Do plusów (oprócz wspomnianej dobrze oddanej atmosfery) należy zaliczyć także nieźle nakreślone sylwetki bohaterów. Postaci są unikalne pod każdym względem.
Narracja pierwszoosobowa, która w wielu książkach mi przeszkadza, tu sprawdza się doskonale. Pozwala ona na większe wczucie się w sytuację, postawienie na miejscu bohaterów.

Mimo kilku minusów zachęcam do lektury. Jak wspomniałam to niezła książka, aczkolwiek należy liczyć się z tym, że ma pewne niedociągnięcia.Czyta się nieźle, choć nie przeraża i na kolana nie powala. Ot niezłe czytadło z dobrze odmalowaną, narastającą grozą.

środa, 22 lutego 2017

Stosik...

https://platon24.pl/


Przybył do mnie z Polski kilka dni temu.
Prawy stosik + 2 dolne książki z  lewego (Powrót i Samobójstwo Europy)od Księgarni internetowej Platon 24 (klik)


Pozostałe egz. od wydawnictw.
Książka  Z widokiem na wschód słońca, to prezent ode mnie dla mnie :) zakup własny.  

Zapowiedź...



15 marca br. nakładem oficyny Marginesy, ukaże się doskonałą powieść Juliana Fellowesa...aktora, scenarzysty, który w 2011 roku otrzymał nagrodę Emmy za scenariusz do serialu Downton Abbey.


Na postawie jego opowiadania nakręcono jeden z odcinków serialu Sherlock Holmes and Doctor Watson (1980–1982) pt. The Case of The Other Ghost ("Duch w pałacu Kindersley").
Jest znany głównie z ról telewizyjnych – zagrał w wielu filmach i serialach.
Jako aktor na dużym ekranie pojawił się m.in. w Cienistej dolinie Richarda Attenborough (1993) i Jutro nie umiera nigdy (1997).
Jest trzykrotnym zdobywcą nagrody Emmy oraz Oscara.


Damian Baxter jest bogaty. Bardzo bogaty. Oraz umiera. Żyje samotnie w wielkim domu w Surrey, gdzie opiekują się nim szofer, lokaj, kucharka i pokojówka. Oprócz stanu zdrowia, dręczy go sprawa, która w miarę upływu tygodni staje się coraz bardziej paląca: kto ma zostać dziedzicem jego fortuny?
Damian chce wiedzieć, czy ma potomka. W czasach, gdy tuż przed czterdziestką się ożenił, był bezpłodny (skutek zachorowania na świnkę w dojrzałym wieku), ale co z przygodami sprzed choroby? Czy spłodził dziecko?
Niespodziewany list od dawnej dziewczyny wskazuje na to, że Damian za młodu mógł zostać ojcem. Niestety, przesyłka jest anonimowa. Odkrycie prawdy nie będzie proste - a jedynym człowiekiem, który wie, gdzie jej szukać, jest zaprzysięgły wróg Damiana... O ile jednak przyjemnie jest spotkać się ze starym przyjacielem, o tyle znacznie ciekawiej usłyszeć wieści od starego wroga.
Poszukiwania cofają nas do lat sześćdziesiątych - do niezwykłego świata swingującego Londynu, do wystawnych przyjęć i wspaniałych balów, do świata dziewcząt, debiutujących w wielkim świecie, i ich towarzyszy, często przyszłych mężów. Do świata, w którym ktoś dla żartu umieszcza haszysz w ciasteczkach na wystawnym balu w muzeum Madame Tussaud. Był to czas, kiedy wszystko wydawało się zmieniać - i się zmieniało, ale nie zawsze tak, jak oczekiwano.
Książka inteligentna, a zarazem przejmująca, zabawna, fascynująca i pełna wdzięku, która z pewnością należy do obowiązkowych lektur tego roku.
,,Sunday Express"
Cudowna i zabawna jazda bez trzymanki przez meandry współczesności.
,,Evening Standard"
Jego bohaterowie zapadają w pamięć. Obracający się w wyższych sferach Fellowes zaludnia karty swej powieści galerią malowniczych, niekiedy wręcz groteskowych arystokratów, których wyczyny z przekąsem - choć na ogół przyjaźnie - komentuje cierpki, dygresyjny głos narratora.
,,Daily Express"


Wcześniej wydana przez Marginesy książka tego autora to Belgravia. 
 

wtorek, 21 lutego 2017

Biała wódka czarny ptak - Wiesław Weiss

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 3/6
Recenzja mojego męża.

Biała wódka, czarny ptak to z założenia kryminał rozgrywający się w latach 80. XX wieku, a retrospekcjami sięgający do czasów II wojny światowej. Śledczym jest warszawski dziennikarz, który niespodziewanie, w zasadzie z dnia na dzień staje się detektywem-amatorem. Rozpoczyna on śledztwo w sprawie błahego z pozoru zaginięcia. Los kieruje go do niewielkiej mieściny w zachodniej Polsce. Szybko okazuje się, iż zaginiecie, które dało początek dochodzeniu jest zaledwie czubkiem góry lodowej, jaką okaże się sprawa. Nie chcę uprzedzać faktów, nadmienię więc tylko, iż w grę będzie wchodzić kilka zabójstw, tajemnica z okresu II wojny światowej, a wszystkiemu na przeszkodzie będzie stawać opór mieszkańców, ale także ówczesnej władzy.
Książkę czyta się dobrze. Jej niewątpliwym atutem są bardzo drobiazgowo (w niektórych momentach aż za bardzo) oddane realia stanu wojennego, polski w tym okresie, ale także Polski pod okupacją hitlerowską. Autor opisuje wszystko, ubrania i nastroje ludzi, dzień powszedni, ulice włącznie z ich nazwami, budynki, menu konkretnych lokali gastronomicznych etc. Jednak jest pewne ale....

Z założenia nie mam nic do szczegółowych opisów, z reguły dodają one smaczku książce. Jednak w tym konkretnym przypadku wolałbym, żeby więcej pracy autor włożył w dopracowanie wątku kryminalnego. Napisanie, iż jest on słaby, będzie wielkim niedomówieniem. Wątek kryminalny w tej książce ledwo dyszy. Co prawda czasami można się na niego natknąć, jednak nawet wtedy jego jakość jest żenująca.
Owszem Biała wódka... posiada wiele atutów, jest lekko napisana, bardzo starannie opracowana pod względem historycznym. Jednak dla kwestii kryminału ma to drugorzędne znaczenie. To co powinno być siłą napędową jest słabe, intryga kryminalna mało wysublimowana, a akcja zwalnia co i rusz. Bestseller kryminalny to to z pewnością nie jest.
Gdyby zamiast kryminału Weiss napisał powieść historyczno-obyczajową, byłoby o wiele lepiej. W Białej wódce... udowodnił, iż w kwestii resarchu historycznego i obyczajowego sprawdza się doskonale. Jednak to co byłoby zaletą powieści historyczno-społeczno-obyczajowej nie sprawdza się jako trzon kryminału. Niestety. Mimo to uważam, że warto po tę książkę sięgnąć. Jeżeli nie nastawicie się na kryminał z pewnością będziecie zadowoleni z lektury.

Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)  
https://platon24.pl/0/?products%5Bstock%5D=%5B0%20TO%20*%5D&products%5Bformats%5D=0&products%5Bavaible_from%5D=0&products%5BsearchTerm%5D=BIA%C5%81A%20W%C3%93DKA%20CZARNY%20PTAK

poniedziałek, 20 lutego 2017

Piękno to bolesna rana - Eka Kurniawan

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 4/6
Eka Kurniawan to zupełnie nieznany mi autor choć podobno to jedno z najważniejszych nazwisk literatury indonezyjskiej.
Piękno to bolesna rana to realistyczna saga rodzinna. Pełno w niej nie tylko rodzinnych postaci i zagadek, ale także tak nam obcych indonezyjskich tajemnic, historii, legend i wierzeń. Chociażby z tego względu warto tę powieść przeczytać.
Narratorem jest kobieta (prostytutka, która rzuca klątwę i umiera), a opowiadana przez nią historia rodziny (głównie jej czterech córek) nierozerwalnie wpleciona w bolesną historię Indonezji, okrutna. Zdawałoby się, iż fakt narracji przez kobietę odrobinę złagodzi opowieść, jej wydźwięk. Ale nic z tego. Na przestrzeni lat ofiarami w Indonezji były przede wszystkim kobiety i tak jest także w tej książce.
Kurniawan trudne wydarzenia opisuje niezwykle realistycznie. W treść wplecione jest sporo okrutnych scen oraz opisów zbrodni, które faktycznie miały miejsce.
W tle mamy wiele trudnych okresów jakie miały miejsce w dziejach Indonezji, m.in.: japońską okupację w czasie II wojny światowej i związane z nią liczne gwałty jakich dopuszczali się żołnierze na kobietach, krwawą walkę o niepodległość, pucz wojskowy, ludobójstwo i wiele innych. Autor umiejętnie udowadnia, iż jak sam twierdzi (...) wszystko, co dziś dzieje się w Indonezji, jest bezpośrednim wynikiem wydarzeń z przeszłości, które nigdy nie zostały rozliczone.
Losy kobiet z jednej rodziny przeplatają się z losami sąsiadów, znajomych, a te wplecione są w historię Indonezji, burzliwą, okrutną, a także obyczaje dla nas dziwne, inne, czasami nie do zaakceptowania.
Całość opowiedziana jest bez utrzymania czasowej konsekwencji. Niektóre zdarzenia są tylko zaanonsowane, w inne wplecione są wydarzenia z przeszłości, brak konsekwencji czasowej, kontynuacji wydarzeń etc. To sprawiało mi pewną trudność w trakcie lektury. W jednym z wywiadów autor tak to wytłumaczył (...)
To język w pewnym stopniu wymusił na mnie takie rozwiązanie. W indonezyjskim nie ma czasów – nie ma więc znaczenia, czy w zdaniu opisuje się sytuację, która już się wydarzyła, dopiero się wydarzy czy właśnie się dzieje. Nasz punkt widzenia jest więc często właśnie taki, jak w powieści. Indonezyjczycy postrzegają przeszłość, przyszłość i teraźniejszość jako to samo, jedną wielką całość.
Nie neguję, że tak jest, ale lektura tak napisanej książki jest trudna, czasami bardzo trudna. W tym miejscu chciałabym wyrazić ogromne uznanie dla tłumacza. Wyobrażam sobie, jak trudna musiała być to praca. 
Trudno mi jednoznacznie określić, czy książka podobała mi się czy nie. Z pewnością jest inna, ciekawie napisana, są w niej zawarte unikalne poglądy, inny folklor, obyczaje. Ale ogrom przedstawionego okrucieństwa, tragedia jaką było ostatnie kilkadziesiąt lat historii Indonezji, sprawiło, iż nie była to lektura łatwa i przyjemna, choć z pewnością ciekawa. Jednak nie żałuję, że sięgnęłam po Piękno....

sobota, 18 lutego 2017

Dzień dobry, północy

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 6/6
Piękna książka, dosłownie i w przenośni.
O treści za moment. Najpierw chciałabym pogratulować grafikom. Wspaniała, idealnie pasująca do fabuły okładka. Tego akurat w poście nie widać, ale okładka jest metalizowana, a całość pokryta jest srebrnymi drobinkami. W moim odczuciu mają one imitować gwiazdy, które są niezwykle ważne w tej opowieści.
Akcja toczy się dwutorowo. Bohaterów jest dwoje. On, Augustine, dojrzały naukowiec od lat badający gwiazdy w odległych placówkach naukowych. Obecnie znajduje się za kołem polarnym.
I ona, o wiele młodsza astronautka Sully. Wraz z kilkoma innymi badaczami znajduje się na pokładzie statku kosmicznego, który wracając z misji badawczej zmierza w kierunku Ziemi.
U obojga wszystko przebiega zgodnie z planem do momentu, gdy po załogę stacji badawczej przybywa wojsko. Wszyscy mają się ewakuować. Jednak Augustine odmawia i zostaje sam, na zawsze w placówce badawczej. Jest odizolowany od świata, samotny, nie wie co się dzieje na pozostałej części globu. Pozostało mu tylko przetrwać walcząc z naturą i coraz bardziej chwytającą w objęcia depresją i samotnością.
U Sully także wszystko idzie zgodnie z planem do momentu, gdy załoga badawcza traci całkowicie kontakt z centrum kontroli lotów. Zero kontaktu, zero odgłosów w eterze. Bardzo szybko zdają sobie sprawę, iż dryfując w kosmosie są zdani sami na siebie. Nie wiedzą co się stało. Nie wiedzą co robić. Ten brak wiedzy jest przerażający. Od razu nasunęło mi się pytanie..a gdyby to mnie spotkało? Nierealne? Podobno nie ma rzeczy niemożliwych. Poza tym trudno wyrokować, czy coś jest możliwe, czy nie, jeżeli nie wiemy, co tak naprawdę się stało. A do końca pozostajemy w niewiedzy.
W obu miejscach akcji atmosfera gęstnieje z każdym dniem. Sytuacja staje się coraz trudniejsza, choć w każdym z w/w z innego powodu. Tym co łączy wszystkich bohaterów jest samotność, najgorszy wróg i choroba duszy, z którą w pewnym momencie po prostu nie da się walczyć. Pewnego dnia (albo nocy...) Sully połączy się z Augustine, dosłownie i w przenośni. Czy ten kontakt coś da? Czy uleczy ich dusze?
Opowieść jest pozornie zwyczajna, błaha. Ba, wielu ta historia może się wydać nawet zbyt wydumana. Ale to tylko pozory. W rzeczywistości to wspaniale napisana, bardzo mądra i ponadczasowa historia, która traktuje o tym co w życiu najważniejsze.
Każdy z bohaterów zmaga się z demonami przeszłości i teraźniejszości, każdy przed czymś ucieka, każdy też ma nadzieję..na co? Tego nie zdradzę.
Dzień dobry, północy jest przede wszystkim ponadczasowe i świetnie napisane. Autorka postawiła na to co najprostsze, a co sprawdziło się genialnie. Krótkie, zwyczajne, proste zdania doskonale oddają samotność dwojga głównych bohaterów. Czytając o kolejnych godzinach, dniach, tygodniach Augustina wręcz czułam chłód i bezkres lodu i śniegu.
Z kolei część opowiadająca o Sully jest napisana w ten sposób, iż w trakcie lektury czuje się ogrom kosmosu i samotność członków misji badawczych. Niesamowite, ale jednocześnie także przerażające.

Do tego dochodzi zakończenie..zaskakujące, smutne, ale także dające nadzieję.
Najlepiej sens książki, jej wymowę obrazuje ten cytat...

(...) Badamy wszechświat, żeby wiedzieć; jednak w końcu naprawdę dowiadujemy się jedynie tego, że wszystko się kończy… istnieje tylko czas i śmierć. To trudne, kiedy nam się o tym przypomina…
Polecam. Doskonałe. Czyta się błyskawicznie.