poniedziałek, 17 lutego 2020

Międzynarodowy Dzień Kota:). Koty w literaturze.

17 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kota:). Te piękne zwierzęta są uwielbiane przez część ludzkości i darzone niechęcią - a co najmniej trzymane na dystans przez resztę świata. Kot nie pozostawia nikogo obojętnym. I zawsze gra pierwsze skrzypce. Nic dziwnego, że koty inspirują twórców i towarzyszą wielkim tego świata, także pisarzom.
Miłośnicy kotów podkreślają, że to nie człowiek jest „właścicielem" (ani tym bardziej „panem") zwierzaka, a wręcz przeciwnie. To kot wybiera sobie człowieka i łaskawie pozwala się obsługiwać. Nie bez kozery mamy powiedzenie, że psy mają właścicieli, a koty służbę:).  Nic dziwnego, że na przestrzeni wieków gatunek ten był uznawany z jednej strony za święty, a z drugiej za mający tajemnicze konszachty z „siłą nieczystą".
Rozczuliło mnie znalezione w wikipedii poniżej zamieszczone zdjęcie:) Coś pięknego i niesamowitego jeżeli chodzi o kolorystykę:)
Historia, również współczesna obfituje w kocie osobistości - wspomnijmy chociażby Socksa, kota Billa Clintona (który doczekał się tytułu „najpotężniejszego kota świata", własnej gry komputerowej i komiksu), Humprey'a - „etatowego" mieszkańca Downing Street 10, pełniącego funkcje „doradcze" wobec Margaret Tatcher, Johna Majora oraz Tony'ego Blaira i noszączego dumny tytuł „The Chief Mouser to the Cabinet Office of the United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland" (Głównego Myszołapa Kanceralii Rządu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii oraz Irlandii Północnej), czy Alika, towarzyszącego przez długie lata Jarosławowi Kaczyńskiemu. Oczywiście koci charakter, niezależność i nieodparty urok są od zawsze kuszące dla twórców. Malarze, rzeźbiarze, ale także literaci i filmowcy chętnie sięgają po „kocie motywy". Jednak robiąc to, muszą liczyć się z jednym zastrzeżeniem. Nawet, gdy pisarz czy reżyser chce uczynić z kota postać drugoplanową, prędzej czy później bohater ten wymyka się spod kontroli i dołącza do grona głównych bohaterów (także wtedy, gdy długość roli całkowicie na to nie wskazuje). Jeśli twórca pogodzi się z tym, powstają postaci niezwykle interesujące. Tak jest chociażby w przypadku Behemota - bodaj najsłynniejszego kociego bohatera. W powieści Mistrz i Małgorzata Michaił Bułhakow umieścił demona - pazia przyjmującego postać czarnego kota w świcie Wolanda, który przybywa do Moskwy. Behemot doskonale odnajduje się w radzieckiej rzeczywistości, pije wódkę i zagryza marynowanymi grzybkami, gra w szachy, samodzielnie jeździ tramwajem uwielbia specyficzne żarty i psoty, nie zapominając przy tym, że „kot jest istotą starożytną i nietykalną". Pełen wdzięku kot stworzony przez Bułhakowa do dziś jest ulubioną postacią wielu czytelników. Pisarz „przemycił" w postaci czarnego futrzastego pomocnika Wolanda wiele kocich cech, sprytnie wplatając je w charakterystykę postaci, obdarzonej imieniem biblijnego potwora. Nic dziwnego, że Behemot tak bardzo podoba się „kociarzom", a jego imię nosi wiele kotów.
Kot w roli tytułowej - to pomysł na całkiem sporo różnych książek - zabawnych, wzruszających a czasem specyficznie „poradnikowych". Warto tu wspomnieć takie pozycje jak Kot w stanie czystym Terry'ego Pratchetta (pozycja obowiązkowa w biblioteczce „zakoconych"), oparta na faktach Odyseja kota imieniem Hooper Gwen Cooper, czy polską zabawną powieść Wszyscy mężczyźni mojego kota Karoliny Macios. 
Koty stały się także wdzięcznymi (i stałymi oraz - oczywiście - pierwszoplanowymi, nawet jeśli reżyser myślał inaczej) bohaterami filmów. Wyjątkowym bohaterem - komiksowo-filmowym jest Garfield - rudy despota, leniwy, uwielbiający latanię, oglądanie telewizji i swoją wyjątkową domową pozycję.
Polska najsłynniejsza „kocia" seria „Przygody kota Filemona" do dziś cieszy się popularnością. Specyficzne pary stworzyli kocur Tom i mysz Jerry oraz kot Sylwester i ptaszek Tweetie. Koty (nieco większe) grają główne role w jednej z najpiękniejszych opowieści ze studia Disney'a „Król Lew". Kilka lat temu do plejady kocich gwiazd z głośnym mruczeniem dołączył Kot w butach. Ach to jego spojrzenie...:) (zdjęcie w nagłówku posta:). Do miana „kultowych" bohaterów dołączył też kot Simone'a - stanowiący kwintesencję „kotowatości" bohater animacji Simona Tofielda.Koty nie występują jedynie w kreskówkach. Warto przypomnieć tu „Elzę z afrykańskiego buszu", która pół wieku temu poruszała serca widzów na całym świecie, czy kota Rademenesa z polskiego serialu "Siedem życzeń". Z bliższych obecnym czasom kocich postaci mamy choćby uzdolnionego kota z filmu „Poznaj mojego tatę", który samodzielnie korzysta z „ludzkiej" toalety, a swoją niezależnością mocno utrudnia życie głównemu bohaterowi. To doskonały przykład tego jak „kocia" rola w zamierzeniu epizodyczna urosła do rangi głównej.
Oczywiście koty nie zawsze pozytywnymi bohaterami. Ale dziś nie będziemy wspominać licznych horrorów, w których zwierzęta te były nośnikami „siły nieczystej" czy innych filmów, w których zostały obdarzone paskudnym charakterem i złymi zamiarami. W końcu mamy dziś kocie święto.
Obcując z kotem człowiek ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy - mawiała Colette. Pamiętajmy o tym, nie tylko dzisiaj. 
Także wielu znanych pisarzy było miłośnikami kotów. Załączam zdjęcie Ernesta Hemingwaya i jego futrzaka.

Więcej zdjęć sławnych pisarzy i ich kotów znajdziecie tutaj.
Informacje z internetu i ze strony pasje.senior.pl

niedziela, 16 lutego 2020

Koniec gry - Daniel Cole

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
3. tom serii, której bohaterem jest śledczy William Fawkes, człowiek specyficzny, mocno stargany przez życie, po przejściach. 
Jest to też zwieńczenie tej doskonałej trylogii kryminalnej. Warto znać wszystkie tomy. Jednak tak szczerze wam napiszę, że spokojnie można przeczytać tylko 3. tom. Osoby nie znające wcześniejszych książek i tak odnajdą się w treści.
Tym razem perypetie toczą się wokół znalezionych w zamkniętym pokoju zwłok Finlaya Shawa, emerytowanego policjanta. Jego śmierć zostaje uznana za samobójstwo, ale  detektyw William Fawkes uważa, że to błędna kwalifikacja śmierci. Rozpoczyna on dochodzenie, które szybko przybiera nieoczekiwany bieg.
Czy zmarły funkcjonariusz rzeczywiście był tak niewinny, jak się wszystkim wydawało? Nasuwają się też inne pytania, mnożą zagadki. 
Największymi plusami książki są: niespodziewanie piętrzące się zagadki oraz bardzo dynamiczna akcja, które skręca, mataczy, mami czytelnika. Koniec gry zaczyna się mocno, efektownie i taki pozostaje do końca. Całość jest niezmiernie ciekawie podkręcana przez autora, co sprawia, iż kolejne kartki odwraca się z niecierpliwością czekając, co będzie dalej.
Poza tym doskonale nakreślone śledztwo. Głównego bohatera, detektywa Fawkesa można lubić albo nie. To dosyć ciekawa, momentami kontrowersyjna postać. Jednak jednego mu nie można odmówić. Chodzi o to, iż wykonuje kawał porządnej policyjnej roboty. Dochodzenie, które prowadzi jest takim klasycznym, rodem z dawnych, mistrzowskich kryminałów. I chociażby z tego powodu szczerze zachęcam was do lektury. Osoby lubiące dobre kryminały nie będą się nudzić.
Gorąco zachęcam do lektury wszystkich trzech tomów. Książki Szmaciana lalka, Przynęta także trzymają dobry, wysoki poziom. 

 

piątek, 14 lutego 2020

Walentynki w literaturze, mój subiektywny ranking...

Dzisiaj Walentynki, święto komercyjne, ale miłość rzecz piękna. W większości książek znajdziemy jakiś wątek miłosny. Długo się zastanawiałam, która książka dla mnie jest tą naj jeżeli chodzi o miłość. Wybór był trudny, bo i: Love story, Dama kameliowa, Anna Karenina, Kochanek Lady Chatterley, Wichrowe wzgórza, Lalka, Noce i dnie, Potop, Ogniem i mieczem, powieści Charlesa Martina i Nicolasa Sparksa i wiele innych pozycji.
Jednak po namyśle w moim rankingu zdecydowanie wygrywa...Przeminęło z wiatrem. Margaret Mitchell, pisząc swoją powieść (unieruchomiona po wypadku samochodowym) nie przypuszczała, że tworzy jedno z najbardziej znanych dzieł XX wieku.
Książkę dostałam lata świetlne temu, bo na 15. urodziny:), ale od tej pory jest to moja ulubiona lektura, do której wracałam już kilkakrotnie, a prawie całość znam na pamięć.
Autorka została nagrodzona Nagrodą Pulitzera. Dzięki powieści stała się sławna, ale była autorką 1. dzieła, nic więcej nie napisała. Ale w jej przypadku ilość przełożyła się na jakość. Pisarka ur. się 8 listopada 1900 r. w Atlancie, gdzie przebywała aż do swojej śmierci. Dwukrotna mężatka, kobieta wykształcona. Pisarstwem zajęła się, gdy choroba przykuła ją do łóżka. Jej najsławniejsza powieść Przeminęło z wiatrem powstawała w ciągu dziesięciu lat, a wydana została w roku 1936. W tym samym roku pisarka sprzedała prawa do sfilmowania swojego dzieła za 50 000 dolarów. W późniejszych latach zajmowała się głównie akcjami charytatywnymi, zaangażowała się w ruch afro-amerykański na rzecz praw czarnych w Atlancie, pomagała podczas II wojny światowej w różnych szpitalach. Zginęła 11 sierpnia 1949 r., potrącona przez pijanego taksówkarza. Bardzo żałuję, że autorka tak młodo zmarła. Gdyby żyła dłużej, mogła by stworzyć kolejne, równie wciągające i cudowne powieści.
Tutaj znajdziecie link do Domu Margaret Mitchell, gdzie znajduje się jej muzeum. Dla mnie głównym atutem książki są jej bohaterowie. Scarlett O’Harę poznajemy na samym wstępie i jesteśmy świadkami, tego co dzieje się z bohaterką w ciągu całej powieści. Początkowo jest pannicą pusta, ale i bardzo inteligentna, o wielkim temperamencie; jej życiową dewizą są słowa Pomyślę o tym jutro; juro będę się tym martwić. Scarlett to zdecydowanie moja ulubiona literacka bohaterka, jedna z tych, które na bardzo długo, a często i na zawsze, zostają w pamięci. Mimo ogromu wad polubiłam ją niesamowicie, z całym dobrodziejstwem jej charakteru.
No, a Rhett Butler, od kilkunastu lat to mój ideał mężczyzny. Charakter wspaniały (mimo, że to notoryczny podrywacz, handlarz, przemytnik), męski i jak on kochał Scarlett...Całkowite przeciwieństwo mdłego Ashleya.
Ekranizacja powieści też jest doskonała, z tym, że bardzo żałuję, iż pominięto kilka ważnych wg. mnie wątków. No ale Clark Gable w roli Rhetta...marzenie:)

Jeżeli szukacie miłości, ale wolicie spędzać czas z książką, niż chodzić na dyskoteki, to wreszcie wymyślono coś specjalnie dla was – literackie Walentynki w bibliotece.   Pracownicy Biblioteki Publicznej w Vancouver wpadli na niecodzienny pomysł, który powinien spodobać się wszystkim miłośnikom literatury spragnionym odnalezienia swojej drugiej połówki. Wieczorem, na dzień przez zbliżającymi się Walentynkami, w piwnicy biblioteki wszystkie stoły zostają przykryte obrusami, a w tle gra nastrojowa muzyka. Zainteresowani przychodzą na salę z książką, taką, która najlepiej powie coś o nich samych, chodzą od stolika do stolika, szukając literackiego pokrewieństwa, co w najlepszym razie może przerodzić się w prawdziwą miłość. Aby chronić prywatność, a przy okazji nadać dodatkowy wymiar zabawie, każdy singiel używa książkowego pseudonimu.   Kanadyjska biblioteka już wcześniej skorzystała z pomysłu, robiąc dwie inne imprezy (jedną dla osób heteroseksualnych w wieku od 19 do 35 lat, drugą dla LGBT). Obie cieszyły się ogromną popularnością, dlatego naturalnym krokiem wydało się zorganizowanie w ten sposób Walentynek. Tym razem impreza organizowana jest dla dwóch grup wiekowych – od 35 do 55 lat oraz druga, powyżej 55.

Wspomniałam o Przeminęło z wiatrem...ale są inne piękne dzieła literackie opiewające miłość...
BIBLIA Nie wiem, czy w historii są piękniejsze słowa na opisanie miłości: 
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.   Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.  Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. 

Miłość w Nowym Testamencie związana z wiarą i nadzieją:    Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość - nauczał św. Paweł. 
Odyseja - Homer przedstawia Penelopę - żonę Odysa, króla Itaki, jako wzór, ideał i odwieczny symbol najtrwalszej małżeńskiej miłości oraz bezwzględnej wierności. 
Sztuka kochania - Owidiusz w swym zbiorze wierszy i poematów miłosnych zawiera między innymi żartobliwy podręcznik technik uwodzenia.
Sonety do Laury - Petrarka opisuje nieszczęśliwą miłość do Laury. Zobaczył ją w kościele w Awinionie, kiedy była młodziutką kobietą i przez wiele lat poświęcał jej pełne miłości sonety, idealizował postać wybranki, drobiazgowo analizował przeżycia zakochanego mężczyzny oraz rozważał samą istotę miłości. Pisał o rozdarciu, sprzecznych uczuciach - bólu i radości, cierpieniu i szczęściu przynoszonym przez miłość.
Dzieje Tristana i Izoldy to średniowieczny romans rycerski. Tematem utworu jest niezwykle silna miłość, pełna zarówno w wymiarze duchowym, jak i fizycznym. Miłość Tristana – średniowiecznego rycerza i Izoldy łamie wszystkie bariery. Nie może jej przeszkodzić różna pozycja społeczna kochanków, zasady moralne, obyczajowe, nakazy religijne, nawet rozłączenie, oddalenie kobiety od mężczyzny. Ta miłość to potężna ludzka namiętność, której Tristan i Izolda doświadczają początkowo wbrew swej woli. Nie może się nigdy wypalić, ostatecznie spełnić, trwa wiecznie - nawet po śmierci, o czym świadczy drzewo wyrosłe na wspólnym grobie kochanków. 
Heloiza i Abelard - autentyczna historia miłości francuskiego filozofa i teologa oraz urodziwej Heloizy. Spotkanie ich było naprawdę wyjątkowe. Jeżeli istniały kiedy istoty wzajemnie dla siebie stworzone, to właśnie Heloiza i Abelard. Abelard – 34-letni profesor zakochuje się w swej małoletniej uczennicy Heloizie i potajemnie bierze z nią ślub. W akcie zemsty jej wuj nakazuje wykastrować jej ukochanego. Heloiza udaje się do klasztoru, zaś Abelard zostaje zakonnikiem. Ich miłość trwa jednak nadal, o czym świadczą częściowo zachowane listy. Trumny sławnej pary spoczywały obok siebie do czasów Rewolucji Francuskiej w klasztorze Parakleta. W 1811 r. spoczęły we wspólnym grobie na cmentarzu Pére Lachaise w Paryżu.

 
Romeo i Julia W. Szekspir stworzył najsławniejszą parę kochanków wszech czasów.
Cierpienia młodego Wertera - J.W. Goethe opisuje losy młodego, nadwrażliwego bohatera, nieszczęśliwie zakochanego w narzeczonej swojego przyjaciela, Alberta. Zrozpaczony, znajdując się w sytuacji bez wyjścia popełnia samobójstwo.
Konrad Wallenrod - Adam Mickiewicz opisuje historię  Litwina, który podstępem przeniknął do Zakonu Krzyżackiego, by stanąć na jego czele. Bohater poświęca własne szczęście i miłość do kobiety, by bronić ojczyzny. Wzajemna miłość Konrada i Aldony sprawia, że gdy Wallenrod popełnia samobójstwo, jego kochanka ginie w wieży wydając ostatni krzyk.
Pan Tadeusz - Adam Mickiewicz wspomina życiową tragedię Jacka Soplicy - miłość do córki  Horeszki, Ewy, której ręki ojciec-magnat odmówił pewnemu siebie szlachcicowi, podając mu czarną polewkę. Jacek zabił Stolnika i opuścił kraj. Nigdy nie pokochał innej kobiety, został zakonnikiem oddanym sprawie narodowej. Przykładem szczęśliwej miłości jest związek Tadeusza i Zosi. 
Lalka - Bolesław Prus stworzył jeden z największych w polskiej literaturze romansów, opisując nieszczęśliwą miłość Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej. Kocham zarówno książkę, jak i film. Jak ja nie znoszę Izabeli...
Noce i dnie, Barbara całe życie wspomina niespełnioną, romantyczną miłość do hrabiego Tolibowskiego. Jednak jej życiowym partnerem, na dobre i złe, zostaje Bogumił Niechcic.  Nad Niemnem - Eliza Orzeszkowa przedstawia idealną miłość. Różnice stanowe nie stanowią przeszkody w zawarciu małżeństwa.  
Trylogia - Henryka Sienkiewicz, aż kipi od miłości (i tej do ojczyzny i do płci przeciwnej:)) w każdej z powieści umieścił wątek miłosny, pomiędzy rycerzem, a szlachcianką. W „Ogniem i mieczem” Jan Skrzetuski pojął pannę Helenę Kurcewiczównę, w „Potopie” parą zakochanych są Andrzej Kmicic i Oleńka Billewiczówna, zaś w „Panu Wołodyjowskim” - Michał Wołodyjowski i „Hajduczek” – Barbara Jeziorkowska. Ostatni ze związków skończył się tragicznie, ponieważ pan Michał wysadził Kamieniec w powietrze, poświęcając swoje życie.
Ludzie bezdomni - Stefan Żeromski przedstawia doktora Judyma, który świadomie rezygnuje z miłości. Uważa, że nie może sam być szczęśliwy, gdy dookoła widać ludzką nędzę, egoizm i obojętność.
Niezapomniane i ponadczasowe Wichrowe wzgórza.

Anna Karenina - Lew Tołstoj ukazuje destrukcyjną miłość Anny do Aleksego Wrońskiego. Zakochana opuszcza męża by połączyć się z ukochanym. Ich miłość nie jest jednak spełniona. I jakże tragiczny finał... 
Granica - Zofii Nałkowskiej ukazuje miłość Zenona i Elżbiety, która najprawdopodobniej  byłaby uczuciem wyjątkowym, gdyby nie romans Zenona i Justyny.
To moja subiektywna lista. Jeżeli uważacie, że jakiś tytuł należy dodać, wpisujcie proszę w komentarzach:) 

czwartek, 13 lutego 2020

Między pragnieniami - Anna Bednarska

Wydawnictwo Novares, Moja ocena 4/6
Troje współlokatorów, Natalia, Nina i Remigiusz, którzy zamieszkali ze sobą w trakcie studiów. Siedem lat póżniej nadal razem mieszkają. Każde z nich zajęte swoimi sprawami, marzeniami, swoim życiem, własnymi celami. Razem mieszkają, ale są dla siebie obcy. Tak, po siedmiu latach współzamieszkiwania bardzo niewiele o sobie wiedzą. 
Pewnego dnia dołącza do nich ten czwarty. Osoba z zewnątrz, która zmieni wszystko. Tylko czy to wszystkim wyjdzie na zdrowie? Co okaże się prawdą? Czy naprawdę tak niewiele ich łączy?
Czy starczy im odwagi, by stanąć twarzą w twarz z przeszłością?
Bednarska napisała niezłą, wciągającą powieść.
Nie ukrywam jednak. Pierwsze ok. 100 stron było trudne. W początkowej części autorka ma spory chaos. Stara się bowiem zaprezentować losy, obraz wszystkich członków tej swoistej grupy współzamieszkiwaczy, ukazać ich perypetie, losy, marzenia, opinie. Zamiast zrobić to stopniowo, konsekwentnie, bohater po bohaterze, wprowadza misz masz, chaos, chęć ukazania wszystkie od razu. Tak się nie da. 
W dalszej części książki wszystko się wygładza, porządkuje i lektura jest sporą przyjemnością.
Ciekawie ukazane są relacje pomiędzy współlokatorami. Razem mieszkają od siedmiu lat. To dosyć długo. Wspólne zamieszkiwanie wymusza pewną, choćby szczątkową bliskość. Jak to możliwe, że oni  praktycznie nic o sobie nie wiedzą, wręcz przemykają obok siebie. Sporadycznie i w niewielkim  stopniu któreś z nich otwiera się przed pozostałymi.
Poza tym króluje samotność, wyobcowanie, pęd za swoimi sprawami. Każde żyje we własnym świecie, każde otoczone jest swoimi lękami, niewielkimi radościami.
Obraz tej trójki osób jest dla mnie kwintesencją tego, co dzieje się z naszym społeczeństwem. Rzadko gdzie ma miejsce bliskość, znajomość, serdeczność, życie, jakie było normą 20-30-40 lat temu. Ludzie się zmienili, rzeczywistość się zmieniła. Ale czy tak da się żyć na dłuższą metę?
Poza tym autorka porusza wiele innych, ważnych tematów, tych które gnębią przede wszystkim młodych ludzi, ale nie tylko. Kilka kwestii mocno zaakcentowanych w treści jest ponadczasowych.
Mimo początkowego chaosu polecam wam tę książkę. Kawał niezłej, mocno ukierunkowanej na ludzi i otaczający nas świat prozy. Gdy przebrniecie przez początkowy chaos będzie się dobrze, ba momentami nawet bardzo dobrze czytało. Polecam.
 

wtorek, 11 lutego 2020

Zadra - Robert Małecki

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5,5/6
Lubię książki Roberta Małeckiego. Zapewniają kilka godzin dobrej, inteligentnej, ciekawej rozrywki.
Ponownie mamy do czynienia z bardzo dobrym kryminałem i powieścią społeczno-obyczajową w jednym.  Głównym bohaterem jest policjant z wieloletnim stażem, Bernard Gross, który żyje i pracuje zgodnie ze stwierdzeniem...Psem nie zostajesz wtedy, gdy zakładasz mundur. Psem zostajesz, nasiąkając złością na wyrządzone zło, gdy w dobrym człowieku wyczuwasz skazę.
Gross ma wyjątkowy talent, dar, nawet jak na policjanta. Do tego jest pracowity i bezkompromisowy. W pracy odnosi kolejne sukcesy, a w życiu prywatnym kolejne porażki.  Małeckiemu udało się bardzo dobrze sportretować steranego życiem gliniarza, po przejściach, z wielkim bagażem porażek i trudów do udźwignięcia.
Tym razem Gross bada sprawę tajemniczego zaginięcia pary studentów. Policjant krok po kroku bada sprawę, wnika w fakty, relacje dotyczące rodzin obojga młodych ludzi. 
Im głębiej i dokładniej będzie szukał, wnikał, tym więcej bólu, cierpienia, ran, traumatycznych zdarzeń odnajdzie. Jednak czy mają one coś wspólnego z zaginięciem studentów? Czy prawda o skłóconych członkach obu rodzin naprowadzi śledczego na właściwy trop?

Zadra to 3. tom z serii o komisarzu Grossie, ale też najlepszy i najbardziej mroczny ze wszystkich. Wszystko co znajdziecie w poprzednich tomach, w tym jest skumulowane i podniesione do entej potęgi. 
Ta atmosfera, zagadka i sam Gross, który jest niezwykle ciekawą postacią, wciągają już od pierwszej strony. Całość przykuwa tym bardziej, iż to co zostanie przez policjanta odkryte nie pozostanie bez wpływu na jego własne życie.
Zadra to bardzo dobry, klimatyczny, obezwładniający mroczną atmosferą kryminał  Do tego jest to doskonałe studium ludzkich charakterów, zachowań. Ciekawe, pouczające, zmuszające do kilku przemyśleń. 
W książce nie ma żadnej masakry ala amerykański thriller, nie ma rozlewu krwi, strzelaniny, błyskawicznej akcji. Jest za to doskonale ukazane dochodzenie, które krok po kroku prowadzi nas do finału i jest portret porządnego człowieka, który ma wyjątkowo pod górę i do którego co i rusz wracają demony.
Czyta się doskonale. Gorąco polecam i niecierpliwie czekam na kolejny tom przygód Bernarda Grossa.

poniedziałek, 10 lutego 2020

Spotkanie z Anną Rosłoniec...

Spotkanie odbędzie się 13.02.2020 r. o godz. 18.00 w salonie EMPIK JUNIOR 
(Marszałkowska 116/122, 00-017 Warszawa).

Styczeń 1939 roku. Zorza, agentka polskiego wywiadu, legendarnej „Dwójki”, dostaje zadanie przetransportowania wraz z partnerem ściśle tajnej, śmiercionośnej broni chemicznej o kryptonimie S-10 w bezpieczne miejsce. Akcja przybiera niespodziewany obrót, a Zorza i walizka z bronią giną bez śladu. Wszystko wskazuje na to, że wykradła broń dla Sowietów.
Styczeń 2017 roku. Historyk, Piotr Wilczyński, zbiera materiały do książki na temat „Dwójki”. Trafia na ślady świadczące o tym, że największa zdrada w historii polskiego wywiadu nie była tym, czym sądzono.  
Co tak naprawdę wydarzyło się w styczniu 1939 roku? Co stało się z S-10? Czy Wilczyńskiemu uda się odpowiedzieć na te pytania? Czy uda mu się odnaleźć zaginioną broń? Czy może ubiegnie go w tym Patria - radykalna organizacja marząca o zamachu, który wstrząsnąłby polskim społeczeństwem?



niedziela, 9 lutego 2020

Dopóki śmierć nas nie rozłączy - JoAnn Chaney

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 3-/6
Zapowiadała się niezła, wciągająca i ciekawie skonstruowana lektura. 
Naprzemiennie prowadzona, tocząca się na dwóch płaszczyznach czasowych narracja.
Jeden wątek toczy się w 1995 roku, drugi współcześnie.
W pierwszym okresie mamy Matta i jego pierwszą żonę. Para ma poważne problemy, które kończą się dramatem. 
W drugim wątku ponownie spotykamy Matta. Męźczyzna ma już drugą żonę, a w zasadzie miał, bo jest podejrzany o jej zabójstwo.
Historie opowiedziane są z trzech perspektyw: męża, detektywów i żony. Dzięki temu historie możemy zobaczyć z różnych perspektyw. każda z postaci ma swój punkt widzenia, wysnuwa swoje wnioski, podejmuje ciekawe decyzje. Oba wątki toczą się równolegle, są dobrze prowadzone. 
I wszystko byłoby ok. Wyszłaby z tego może nie rewelacyjna, ale niezła lektura. Z tym, że autorka uparła się żeby z całości zrobić kryminał. I to był poważny błąd.
Książkę czytało mi się dosyć dobrze do momentu (który nastąpił mniej więcej w jej połowie), gdy zgadłam kto zabił. Sami przyznacie, że w kryminałach nie ma nic gorsze. Spalone zakończenie, zero elementu zaskoczenia. Dramat po prostu.
Do tego doszły lekkie, ale zawsze sugestie autorki odnośnie zakończenia. 
Doczytałam książkę do końca. I rzeczywiście, zakończenie dokładnie takiej, jak to od początku podpowiada pisarka.  
Na minus zasługują także starania autorki odnośnie wykreowania psychopatycznych sylwetek niektórych bohaterów. Zupełnie jej to nie wyszło. Im bardziej stara się dodać postaci wynaturzonych cech, tym większe kuriozum jej wychodzi.
Pomysł na fabułę, na jej prowadzenie był bardzo dobry, ciekawy. Gdyby autorka nie uparła się, żeby czytelnikowi wskazać za dużo. Ehhh szkoda potencjału. Bo obie historie spięte jedną, ciekawą klamrą, miały naprawdę spory potencjał. Szkoda, że tak wyszło. 
Ja wiem, że gusta są różne i zgodnie ze starym powiedzeniem o nich się nie dyskutuje. Jednak niezmiernie mnie dziwią wysokie noty dotyczące tej książki. Czy czytelnikom naprawdę nie przeszkadza zdradzenie jednego z najważniejszych w kryminałach elementów, brak zakończenia? Jestem zdumiona.
Nie zachęcam was do tej lektury, ani jej wam nie odradzam. Sami musicie podjąć decyzję.

piątek, 7 lutego 2020

Nieostrożna miłość - Peter Robinson

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 3/6
Nieostrożna miłość to 25. tom przygód inspektora Banksa.
Ale bez obaw, każdy tom można czytać niezależnie od siebie. I chociaż w kolejnych częściach oprócz zagadki kryminalnej śledzimy także prywatne perypetie bohatera, to i tak bez znajomości wcześniejszych części cyklu dacie sobie radę. Autor licznymi nawiązaniami do przeszłości daje szansę na komfortową lekturę każdemu czytelnikowi.

Wcześniej czytane tomy oceniałam wysoko. Każdy z nich trzymał doskonały poziom. Z Nieostrożną miłością jest jednak inaczej. 
To zdecydowanie najsłabszy tom całej serii. 
Samo założenie jest dobre. Mocna intryga, trup ściele się gęsto. 
Fabuła (zarówno wątki główne, jak i poboczne) jest misternie skonstruowana.
Na zdecydowany plus zasługują liczne opisy życia angielskiego miasta i miasteczka. Są one sporym atutem książki.

W tym tomie dochodzą także różnorodne, często melancholijne dywagacje inspektora Banksa dot. otaczającej go rzeczywistości i życia tak w ogóle. Jak nic nasz główny bohater przechodzi kryzys wieku średniego. Trochę to irytuje, ale z drugiej strony niektóre rozmyślania i wnioski są ciekawe. 
Ilością nakreślonych szczegółów, dosyć powolnym tempem akcji, klasycznie prowadzonym dochodzeniem Robinson nawiązuje do najlepszych, klasycznych, angielskich kryminałów. 

I niby wszystko by było ok, gdyby nie fakt, iż nieomal od samego początku potrafiłam zgadnąć, kto zabił. Nie ma chyba nic gorszego w kryminałach. 
Ok, gdyby to miało jakieś uzasadnienie np. w przedstawieniu tła psychologicznego, genezy zbrodni. Tu nic takiego nie ma. Jest za to spalona część dochodzenia. Jest znany zabójca, co w przypadku kryminału jest po prostu dramatem.
Wszystko poza tym nawiązuje do klasycznych kryminałów, tylko te wszystkie wskazówki podpowiadające kto jest sprawcą. Koszmar.
Jeżeli skupimy się na tej książce, jako na pozycji psychologiczno-obyczajowej z delikatnym wątkiem kryminalnym, lektura będzie sporą przyjemnością.
Jeżeli z kolei podejdziecie do Nieostrożnej miłości jak do kryminału (ja tak zrobiłam), po prostu szkoda czasu na lekturę. Wybór należy do was. Zachęcam dodatkowo do sięgnięcia po wcześniejsze tomy serii. Doskonałe kryminały.

środa, 5 lutego 2020

Lisy. Historia miłości i odrazy - Lucy Jones

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Kolejna dobrze napisana, bardzo ciekawa przyrodnicza książka w ofercie Wydawnictwa Marginesy. 
Lisy zna każdy. Te zwierzęta kojarzą się przede wszystkim z tak charakterystycznymi cechami, jak:  smukła ognista sylwetka, gruba kita z białą końcówką i dzikie, ale przenikliwie inteligentne oczy oraz powiedzeniem, że to chytre zwierze. 
Tym, co dodatkowo wyróżnia lisa jest fakt, iż potrafi on zjeść niemal wszystko (poluje na gryzonie, zające, wydry i ptaki, wyjada jaja z gniazd, nie pogardzi dżdżownicami, padliną ani owadami, a jesienią zdarza mu się przejść na dietę owocową) i zasiedlić niemal każde terytorium – od Afryki aż po krąg polarny.
Przed rozpoczęciem lektury miałam bardzo mgliste, sztampowe, często niesprawiedliwe pojęcie o tym, jakie to zwierzęta, czym się charakteryzują, jaki jest ich tryb życia. 
Lucy Jones swoją opowieścią zdecydowanie zwiększyła moja wiedzę, ale i rozbudziła ciekawość oraz sympatię do tych niebanalnych zwierząt. 
Książa jest skarbnicą wiedzy o lisach, otaczającym ich świecie. Autorka przytacza ogrom informacji (nie tylko tych przyrodniczych, czy naukowych), obala wiele mitów, uczy, tłumaczy, zaciekawia, wręcz porywa. 
Wszystko to zaserwowane w arcyciekawy, momentami porywający sposób. Dzięki temu książkę czyta się z wielką przyjemnością. Przyznam się, iż biorąc pod uwagę język autorki, jej dociekliwość liczę, iż wkrótce zostaną wydane kolejne książki badaczki.
Tym, co od razu rzuca się w oczy jest duża wiedza Jones, sympatia do lisów oraz ogromne zaangażowanie w napisanie książki, zgromadzenie materiału. Musiała przebrnąć przez ogromną porcję wiadomości, materiałów z najróżniejszych dziedzin, zoologii, socjologii i wielu innych. W treści znajdziemy odniesienia nie tylko do zoologii i nauk pokrewnych, ale także np. dawnych wierzeń, obrządków, literatury. Jones potraktowała lisy dogłębnie i kompleksowo.
Książkę polecam wszystkim, bez wyjątku. Jestem przekonana, iż każdy znajdzie w niej coś ciekawego. Nieistotne czy interesujesz się przyrodą, ekologią, wierzeniami, mitami, a nawet prawem, Lisy. Historia miłości i odrazy z pewnością cię wciągną. Ilość i gatunek zagadnień poruszanych przez autorkę jest ogromny, różnorodny i niezwykle ciekawy. 
Warto dać tej niepozornej książce szansę, warto poznać lisy. Niezwykła książka, niezwykłe zwierzęta. 
O tym, jak doskonała jest to książka może świadczyć fakt, iż Lucy Jones otrzymała za nią nagrodę Roger Deakin Society of Authors.
Warto też zajrzeć na blog autorki. Prowadzi ona stronę Wildlife Daily.


sobota, 1 lutego 2020

Boznańska. Non finito - Angelika Kuźniak

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Książki Angeliki Kuźniak znam chociażby z biografii, mistrzowskich tak na marginesie, Papuszy czy Stryjeńskiej.Obie mnie zachwyciły.
Sięgając po biografię Boznańskiej wiedziałam, że będzie to uczta. 
I nie zawiodłam się.
Bohaterka książki, Olga Helena Karolina Boznańska herbu Nowina to  polska malarka, portrecistka, przedstawicielka modernizmu. Przez trzydzieści lat malowała w pracowni przy Boulevard Montparnasse. Tworzyła dzieła unikalne, niezwykłe.
Osoba wyjątkowa. Postać niezwykła. Równie wyjątkowa jest książka o niej.
Pierwszym, co rzuca się w oczy jest wnikliwość z jaką autorka opracowała, prześledziła życie zarówno prywatne, jak i twórczość swojej bohaterki. Ze wszech miar jest to biografia niezwykła, dogłębna, wnikliwa i pasjonująca.  
Jej Boznańska to postać wyjątkowa, wyjątkowa, genialna, złożona i świadoma swojej niezwykłości. To także osoba, która, jak mało kto dla swojej największej pasji, sztuki gotowa była poświęcić absolutnie wszystko.
Tworzone przez nią portrety niepokoją, fascynują, intrygują i obnażają dusze portretowanego. To samo Kuźniak zrobiła z Boznańską. Nadal zachodzę w głowę, jak jej się to udało. Z pewnością przyczyniła się do tego otwartość z jaką pisarka podchodzi do wielu faktów z życia swojej bohaterki. Kuźniak stawia tezy, podsuwa tropy, ale w wielu miejscach rozwiązania brak, domysły, pozostawienie całości w zawieszeniu, pewien niedosyt zmuszający do myślenia, pobudzający dalszą ciekawość, pozostawiający Boznańską jeszcze bardziej intrygującą.
Niezwykłe życie twórczość bohaterki autorka książki ukazała na tle zawirowań (tych mniejszych i większych) ówczesnej historii. A działo się za jej życia, działo. Boznańska urodziła się w 1865 roku, zmarła w 1940. Czas dwóch wojen, rewolucji, bitew, walk, przemian. To wszystko Kuźniak doskonale wplotła w opowieść o niezwykłej artystce.
Dodatkiem są długie fragmenty czasami bardzo osobistej korespondencji.
Całość napisana pięknym językiem. Czyta się wyśmienicie, z wielką przyjemnością. Z żalem odkłada się na półkę. Polecam.

czwartek, 30 stycznia 2020

Nowość...

Do księgarń trafiła nowość od Wydawnictwa Literackiego. 
Epicka, owiana aurą legendy, wielowątkowa opowieść o narodzinach wielkiej Barcelony i ludziach, którzy gotowi byli oddać dusze w walce o jej wolność
i dobrobyt. 750 stron barwnej przygody!
„Ferrándiz genialnie oddaje nastrój mrocznych czasów, naznaczonych krwawymi walkami o władzę” – Ildefonso Falcones, autor powieści Katedra w Barcelonie.
W IX wieku Barcelona liczy zaledwie 1500 dusz. Spustoszona przez Saracenów, dogorywa w najdalszym zakątku imperium Karolingów. Sytuację ma zmienić przybycie nowego biskupa i grupki osadników. Młody i ambitny Frodoi nie będzie szczędził sił, by ziemi uważanej dotąd za przeklętą zapewnić dobrobyt i wolność. Spod pióra Ferrándiza wyszła doskonała epopeja średniowieczna w stylu Eco i Falconesa. Miłość, ambicje, tajemnice, zemsta i zdrada mieszają się ze sobą na tle ponurej i fascynującej epoki.
„Nie da się wygrać z katalońską dumą i poczuciem niezależności. W hiszpańskim bestsellerze Ziemia przeklęta Juana Francisca Ferrándiza znajdziemy klucz do zrozumienia współczesnych aspiracji politycznych mieszkańców Barcelony i sugestywny obraz średniowiecznego miasta. Na miłośników Katedry w Barcelonie czy Cienia wiatru czeka 750 stron epickiej przygody, efektowny fresk historyczny, szczypta legendy i magii. (….) To powieść historyczna nakreślona efektownie i z olbrzymim rozmachem. Spodoba się z pewnością zarówno wielbicielom Aleksandra Dumasa, jak i Artura Pereza-Reverte, Umberta Eco czy Ildefonsa Falconesa” – pisze Ryszard Kozik w portalu Newsweek.pl
„Wszystko jedno, czy znajdziemy się na dworskich pokojach, będziemy świadkami narad w najwyższych kręgach władzy świeckiej i duchownej, czy też krążyć będziemy po zaułkach Barcelony albo po wyboistych drogach tego prawdziwego katolickiego finis terrae, jakim była Marchia Hiszpańska imperium Karolingów, na pewno nie będziemy się mogli oderwać od lektury. Z godną zazdrości, czarodziejską wręcz łatwością Ferrándiz miesza umiejętnie składniki ludzkiej komedii i tragedii: zachłanność, oszustwo, wierność i zdradę, władzę i pieniądz, religię i zabobon. Nie tracąc nigdy z oczu tempa akcji i nie popadając w ociężałość historycznej dygresji, mimo iż za jego pisarstwem stoi solidna wiedza, Ferrándiz czaruje czytelnika bogatą i barwną prozą, która bawi i wciąga. Co umacnia mnie coraz bardziej w przekonaniu, że powieść historyczna i przygodowa to tylko wygodne etykietki, które nie powinny nigdy spychać na drugi plan prostego i tajemniczego zarazem daru opowiadania o wzlotach i upadkach ludzkiego życia” – stwierdza Ildefonso Falcones na łamach „La Lettura. Corriere della Sera”⁠
 „[Powieść historyczna] Ma dostarczać rozrywki. Nic więcej. Ale dodatkową korzyścią, jaką otrzymujemy jako jej czytelnicy, jest możliwość odbycia podróży w przeszłość. Czytając, czujemy zapach zbroi, ulicznego kurzu, poznajemy przesądy, oglądamy frustrację sługi pod jarzmem kapryśnego szlachcica. Powieść historyczna niesie ze sobą dodatkowy wysiłek dla czytelnika, który musi uruchomić wyobraźnię i przywołać archetypowe obrazy danej epoki. Jeśli pisarz dysponuje odpowiednią siłą ewokacji, dostarczy czytelnikowi niespotykanych wrażeń i sprawi, że ten gatunek stanie się jego ulubionym. Jeśli autorowi nie uda się stworzyć takiego klimatu, powstanie książka nudna i ciężka w odbiorze. Czytając powieść historyczną, uczymy się historii, to oczywiste. Jednak jeśli chcemy, żeby książka nas wciągnęła, najważniejszym czynnikiem okazuje się sama akcja i dar opowiadania. Dla mnie to właśnie jest najważniejsze” – mówi Juan Francisco Ferrándiz w wywiadzie dla Lubimyczytac.pl
Juan Francisco Ferrándiz (ur. 19721) – hiszpański pisarz, adwokat, dyrektor programu radiowego poświęconego historii. Wraz z Ildefonso Falconesem i Chufo Llorénsem okrzyknięty został czołowym pisarzem powieści historycznych w Hiszpanii. Jego książki zyskują przychylność czytelników dzięki szerokiemu kontekstowi, intrygującym fabułom i bohaterom z krwi i kości.
Juan Francisco Ferrándiz • Ziemia przeklęta • przeł. Ewa Morycińska-Dzius


środa, 29 stycznia 2020

Zapowiedź...

05 lutego nakładem Oficyny Noir sur Blanc ukaże się najnowsza książka z uwielbianej przeze mnie serii autorstwa Donny Leon.
Tym razem komisarz Brunetti zdaje sobie sprawę jak bardzo potrzebuje chwili wytchnienia z dala od policyjnej pracy. Beztroskę wypraw łódką po lagunie i lektury „Historii naturalnej” Pliniusza przerywa jednak nagłe zniknięcie Davide Casatiego, zarządcy willi, w której Brunetti spędza krótki urlop. Komisarz czuje się w obowiązku podjąć śledztwo i wyjaśnić przyczyny zaginięcia mężczyzny, który w tym krótkim czasie zdążył już stać się jego przyjacielem.

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Bezwład - Jessica Barry

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Świetny, wciągający i trzymający w napięciu thriller. Tym bardziej jest to zaskakująca lektura, iż jest ona debiutem pisarskim autorki. Wielkie brawa. Oby wszystkie debiuty były takie.
Mamy dwie, równie ważne bohaterki. 
Wielu, ba większość uważa, iż jedna z bohaterek zginęła. Jednak Allison żyje. Przeżyła katastrofę lotniczą w Górach Skalistych, lecz to dopiero początek. Kobieta musi walczyć o życie, dosłownie i w przenośni. Groza gór, które ją otaczają w kolo, lęk po katastrofie, samotność, to jedno. Drugie to fakt, iż kobieta zna straszną tajemnicę, a wpływowi ludzie gotowi są ją zabić, by ukryć szokującą prawdę. Jeśli dowiedzą się, że przetrwała, zrobią wszystko, żeby ją zniszczyć, zabić.
Nie odnaleziono ciała Allison, więc Maggie, jej matka, ma nadzieję, wręcz czuje, ze córka żyje. Obie kobiety wiele łączy, ale równie wiele dzieli. Czy to będzie miało wpływ na sytuację? Podczas gdy Allison brnie przez dzikie góry, Maggie rozpaczliwie wręcz, z wielkim uporem szuka córki, próbuje ją ocalić, znaleźć odpowiedzi na coraz liczniej piętrzące się pytania. Czy matka zdoła uratować córkę? Czy Allison przetrwa? A może zło zwycięży?

Książka jest przede wszystkim doskonale napisana. Mnóstwo w niej tajemnic, intryg. Kilka równoległych wątków, które są umiejętnie prowadzone do końca. Nic się nie gubi, nic nie umyka. A całość trzyma w napięciu do samego końca.
Katastrofa, liczne intrygi, sekrety, coraz prędzej tocząca się akcja, krótkie przypominające migawki filmowe rozdziały. To wszystko sprawia, iż od lektury trudno się oderwać.
Doskonale napisany thriller z katastrofą i złem w tle. 
Ogromnym plusem jest ukazanie całości wydarzeń z dwóch perspektyw, matki i córki. 
Wielokrotnie autorce udawało się mnie zwieść mimo, iż byłam pewna, że znam dalszy ciąg wydarzeń. Duże brawa za zaskakujący finał. 
Polecam. Warto przeczytać.

piątek, 24 stycznia 2020

Co u pana słychać? - Krzysztof Kąkolewski

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Książkę czytałam we fragmentach, co kilka dni jeden rozdział Rozdziałów jest 10, podobnie, jak bohaterów, byłych nazistów, jest 10. 
Bohaterowie, do których zawitał autor książki, to:
Profesor Hans Fleischhaker – nazistowski antropolog, który jeździł do Auschwitz badać ludzkie czaszki.
Hermann Stolting – prokurator, którego wyroki śmierci wykonywano dokładnie co trzy minuty.
Otto von Fircks, Aleksander Dolezalek i Konrad Meyer – realizatorzy Generalplan Ost, nowej, nazistowskiej wielkiej wędrówki ludów.
Reinhard Hoenh – promotor chemicznej sterylizacji Słowian.
Heinz Reinefarth – generał odpowiedzialny za pacyfikację zrzucającej kajdany Warszawy.
Heinz Rolf Höppner – który wespół z Adolfem Eichmannem pozbawił życia cztery i pół miliona ludzi.
Wilhelm Koppe – generał policji i SS, którego sam Himmler uważał za zbyt skrajnego w działaniach.
Hubertus Strughold – twórca medycyny kosmicznej, na potrzeby której eksperymentował na więźniach obozu w Dachau, poddając ich ciała nieziemskim warunkom.

Na przestrzeni ostatnich dekad o Holokauście, jego sprawcach, zbrodniarzach II wojny światowej napisano wiele. Temat przez kolejne dekady będzie aktualny. Nie wolno nigdy o nim zapominać. Warto o nim mówić, pisać.
Książką Kąkolewskiego jest jednak inna. Na swoich rozmówców, którym zadał tytułowe oraz inne pytania, wybrał zbrodniarzy wojennych, ale także przy tym osoby uniewinnione bądź nigdy nawet nieoskarżone o owe zbrodnie. Jak do tego doszło, że tych ludzi uniewinniono lub nigdy ich nie oskarżono? Jak się im żyje? Jak się czują z tym, czego przez lata dokonywali? Te i inne pytania nasuwają się czytelnikowi jeszcze przed lekturą książki.
Odpowiedzi na nie są poruszające, często szokujące. Z pewnością ukazują inne oblicze człowieka. 
Kąkolewski podróżując po Niemczech Zachodnich i USA wykonał kawał porządnej roboty, nie tylko dziennikarskiej, ale także śledczej. Zaopatrzony w stosy dowodów nie do odparcia zawitał do 10 osób, zadał im pytania, próbował poznać moralność i codzienne życie zbrodniarzy. Czy i na ile mu się to udało? Tego dowiecie się w trakcie lektury tej niezwykłej książki. 
Książka po przetłumaczeniu na język niemiecki wywołała w Niemczech Zachodnich publiczną dyskusję na ten temat i w konsekwencji doprowadziła 03 listopada 1977 roku do zwolnienia jednego z bohaterów Aleksandra Dolezalka z zajmowanego stanowiska przez władze Ośrodku Studiów Ogólnoeuropejskich (Gesamteuropäisches Studienwerk) Instytutu Wschód-Zachód, w którym pracował. 
To już kolejne wydanie tej pozycji, która mimo upływu lat nie straciła nic ze swojej aktualności. Nie ma znaczenia, iż pierwsze wydanie miało miejsce w latach 70. XX wieku. Śmiało można napisać, iż jest to pozycja ponadczasowa. Są kwestie, sprawy, które nie ulegają przedawnieniu. Takie właśnie porusza w książce Kąkolewski.
Nic dziwnego, iż książka od wielu lat należy do światowej klasyki literatury faktu. Bez wątpienia warto po nią sięgnąć. Porusza, ściska za serce, budzi mnóstwo emocji i bez wątpienia zmusza do przemyślenia kilku kwestii. Polecam.

czwartek, 23 stycznia 2020

Chłopiec pochłania wszechświat - Trent Dalton

Wydawnictwo Harper Collins, Moja ocena 4-/6
Poruszająca wiele bardzo trudnych tematów książka. 
Przedmieścia Brisbane, 1983r. wiecznie nieobecny ojciec, uzdolniony niemy brat, matka narkomanka, handlarz heroiną w roli ojczyma. Eli, główny bohater książki ma dopiero 12 lat i tyle na jego barkach, nieudane, traumatyczne dzieciństwo, toksyczne otoczenie i żadnej nadziei na zmianę. 
Jakby tego było mało, pech nie opuszcza chłopca, a los ciągle rzuca mu pod nogi nowe przeszkody. Czy z czymś takim nastolatek może się uporać? Czy pomoc męźczyzny o imieniu Slim okaże się tą właściwą?
Książki nie można jednoznacznie ocenić. 
Z jednej strony ogromnie traumatyczne problemy, które w połączeniu z młodym wiekiem bohatera poruszają w dwójnasób. 
Poza tym świetnie skonstruowani bohaterowie. Serce kradnie August, niemy brat bohatera. Chłopiec potrafi mówić, ale nie chce. Jest bardzo wrażliwy i komunikuje się za pomocą dotknięcia ręki. Chłopcy są dla siebie wszystkim. Ich sylwetki są mistrzowsko nakreślone, a relacja pomiędzy nimi świetnie i poruszająco ukazana.
Drugim, świetnie odmalowanym bohaterem jest Arthur Slim Halliday, słynny, nieuchwytny  uciekinier z więzienia. Tego dorosłego mężczyznę z nastoletnim chłopcem i jego bratem połączy z wielu względów wyjątkowa przyjaźń. W różny sposób, ale pomoże ona każdemu z nich.

Tym, co dodatkowo zasługuje na uwagę są niezwykle plastycznie przedstawione
przedmieścia Brisbane z lat 80. XX wieku. Zamieszkiwane przez imigrantów, ludzi ciężko pracujących, żyjących często na granicy prawa lub poza nim, tworzących specyficzną atmosferę i społeczność. Bardzo ciekawy i działający na wyobraźnię obraz.
I wszystko byłoby ok, książka świetna, gdyby nie fakt, iż po niezwykle istotnych, trudnych problemach autor prześlizguje się lakonicznie, zbyt lakonicznie. Traktuje je wszystkie po przysłowiowych łebkach, żadnego nie przerabia, opisuje dogłębnie. 
Szkoda, że tak się stało. Mogła z tego wyjść doskonała, poruszająca powieść.
Wyszło niezłe, ale tylko czytadło, lektura dla zabicia kilku godzin, która pozostanie w pamięci tyko jako zmarnowany potencjał. A książka, poruszane w niej tematy miały naprawdę wielkie możliwości, okazję dotarcia do szerszej grupy odbiorców. Szkoda, żwe tak wyszło. .

środa, 22 stycznia 2020

Zapowiedź...

28 lutego nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka po raz pierwszy wychodzą "Dymy nad Birkenau" Seweryny Szmaglewskiej z unikatowymi materiałami, tzn.fotografiami, listami, grypsami, rysunkami autorki
Ta książka powstała i została opublikowana jeszcze w 1945 roku, po ucieczce Szmaglewskiej z marszu śmierci. Wcześniej była przez dwa i pół roku więźniarką KL Auschwitz. 
"Dymy nad Birkenau" do dziś są uważane za jedno z najważniejszych i najlepszych literacko świadectw o Auschwitz. Książka stała się częścią oskarżenia w procesie norymberskim 1945-46, a Seweryna Szmaglewska jako jedna z dwojga świadków z Polski zeznawała przed trybunałem. Do dziś "Dymy są lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy chcą mieć wiedzę o systemie zagłady w obozie koncentracyjnym Auschwitz Birkenau.

Z kolei 06 marca nakładem także Wydawnictwa Prószyński i S-ka ukaże się popularnonaukowa książka "Architekci śmierci" Karen Barlett dokumentująca mało znaną, wstrząsającą historię szanowanej niemieckiej firmy Topf i Synowie, która zajmowała się produkcją na potrzeby browarnictwa, ale chętnie przestawiła się na produkcję pieców krematoryjnych dla obozów zagłady. 
Zapał, zaangażowanie właścicieli i pracowników przechodziły oczekiwania hitlerowców. Projekty zabijania jak największej ilości ludzi w jak najkrótszym czasie przyprawiają o dreszcz grozy. to trzeba przeczytać!
"Architekci śmierci" Karen Bartlett to opowieść tak szokująca, że niełatwo przyjąć ją do wiadomości, opowieść o rodzinie, która opracowała technologię zagłady i nie ustawała w wysiłkach, by ją udoskonalić. Karen Bartlett - brytyjska pisarka i dziennikarka. Pisze dla "Sunday Times", "The Times", "The Guardian" i "Wired". Autorka m.in. książki "After Auschwitz: A Story of Heartbreak and Survival by the Stepsister of Anne Frank".

wtorek, 21 stycznia 2020

Myśleć jak Leonardo da Vinci. Siedem kroków do genialności - Michael J. Gelb

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Rzadko, bardzo rzadko sięgam po poradniki. Ta książka przykula moją uwagę nazwiskiem wielkiego Leonarda w tytule. Od dawna interesuję się Leonardem da Vinci, jego działaniami, twórczością, umysłem. Postać wielkiego twórcy, wynalazcy nieustannie mnie fascynuje.
Rozpoczęłam lekturę i przepadłam.
Książka jest doskonale napisana, jest niczym nabuzowana energią, myślami, radami petarda.
Autor stara się uchwycić istotę życia i geniuszu Leonarda da Vinci - którą było doskonałe, jak się wydaje, zespolenie umysłu, ciała, ducha i duszy. Czy mu się to udaje? 
Moim zdaniem tak, i to doskonale. Na czym to dokładnie polega? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury. Gwarantuję, iż nie będziecie się nudzić.
Książka w bardzo ciekawy sposób pokazuje, iż nigdy nie ma się dosyć wiedzy, że cały czas trzeba, ba warto dociekać, szukać, uczyć się, pytać. Warto zdobywać wiedzę, warto się doskonalić i zmieniać. Warto zadawać pytania dotyczące zwyczajnych, banalnych z pozoru spraw, jak i tych bardziej skomplikowanych.
Autor bazując na dokonaniach, dziełach, życiu Leonarda porusza wiele niezwykle ciekawych kwestii, zadaje mnogość pytań, udziela wielu odpowiedzi, podsuwa mnóstwo wskazówek, motywuje do działania.
Wykorzystując istotę życia i geniuszu Leonarda da Vinci, Gelb prezentuje nam nieskończone możliwości ludzkiego umysłu, istotę ludzkiego bytu.
Uzupełnieniem są ciekawie ukazane liczne wątki z życia i twórczości Leonarda.
Czyta się bardzo dobrze, z zaciekawieniem, uśmiechem i w niezwykłym tempie. 
Gorąco zachęcam do lektury, ale także do zatrzymania się choć na chwilę, zastanowienia, dlaczego chmury są białe i mają takie, a nie inne kształty, dlaczego niebo jest niebieskie i dlaczego.....ach, tych pytań bazując na niniejszej książce można zadać bez liku. Powodzenia także w szukaniu odpowiedzi.

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Zapowiedź...

26 lutego nakładem oficyny Wydawnictwo Literackie ukaże się doskonała książka - Bibliotekarka z Auschwitz.
 
Oparta na historii Dity Kraus, więźniarki obozu Auschwitz-Birkenau, opowieść o nastolatce, która ryzykowała życie, aby ocalić magię literatury w piekle Holokaustu.
W bloku 31 (w obozie zagłady Auschwitz), póki istniał, przebywało 500 dzieci razem z grupą więźniów pełniących funkcję „opiekunów” i mimo surowej kontroli funkcjonowała tam tajna biblioteka dziecięca. Naprawdę niewielka: zgromadzonych w niej było osiem książek, wśród nich „Historia świata” H. G. Wellsa, podręcznik rosyjskiego i podręcznik geometrii analitycznej (…). Pod koniec dnia książki, razem z innymi skarbami, takimi jak lekarstwa czy okruchy jedzenia, przekazywane były pod opiekę starszej dziewczynki, której zadaniem było ukryć je każdego wieczoru w innym miejscu. Alberto Manguel, The Library at Night
Ma zaledwie czternaście lat i wytatuowany na ręce numer 73 305. Dita przyjechała do Auschwitz-Birkenau transportem z getta w Terezinie. Razem z matką i ojcem trafiła do tak zwanego obozu rodzinnego. To jedyne miejsce w „fabryce śmierci”, w którym dzieci i ich rodzice mogą mieszkać razem. Jedyne, w którym działa tajna szkoła, z niewidzialnymi tablicami i zeszytami, lekcjami wypowiadanymi szeptem i przerywanymi, niczym dzwonkiem, brutalnymi rewizjami. Ale książki są prawdziwe. Osiem rozlatujących się tomów. Każdy na wagę ludzkiego życia. Najmniejsza biblioteka świata. Dita została ich strażniczką, codziennie przenosi je  do bezpiecznej kryjówki, za każdym razem kładąc na szali własne życie.
Głęboko poruszająca opowieść o odwadze wykuwanej w strachu, nadziei, która nie gaśnie nawet podczas najczarniejszego mroku, i ocalającej mocy słowa.
To książka warta polecenia tak samo jak „Noc” Eliego Wiesela czy „Dziennik” Anny Frank. Raz przeczytana, na zawsze zapadnie w pamięć. „School Library Journal”
Podobnie jak „Złodziejka książek” Markusa Zusaka jest to złożona powieść o dojrzewaniu, gwarantująca pełną emocji lekturę. Ważna jako cenne świadectwo epoki Holokaustu. „Booklist”