wtorek, 19 marca 2019

(Nie)pamięć - Marc Levy

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Dobra, ciekawie napisana książka. Jednak nie ukrywam, trudno było mi się w nią wczytać. Gdy to w końcu nastąpiło, wniknęłam w ciekawą, nietypową opowieść. 
Na kartach książki śledzimy losy trojga przyjaciół, studentów neurobiologii, Hope, Josha i Luka. Łączy ich wielka przyjaźń i pasja do tego samego. Pewnego dnia Hope staje przed zbliżającą się nieuchronnie śmiercią. Studentka jest nieuleczalnie chora. Zostało jej zaledwie kilka miesięcy życia. Przyjaciele decydują się na zbadanie tego, co do tej pory było uznawane za niemożliwe. W skrócie - postanawiają zabawić się w alchemików życia, znaleźć lekarstwo na śmierć, znaleźć sposób na nieśmiertelność. Czy im się to uda?
(Nie)pamięć to bardzo ciekawie ujęta opowieść o przyjaźni, ale i wielkiej miłości oraz nadziei i ludzkich marzeniach, pragnieniach. Sporo miejsca poświęcone jest zagadnieniom z dziedziny neurobiologii, tematyce pamięci, kwestiom możliwości ludzkiego mózgu. Sporo w treści fachowych terminów. Trzeba jednak autorowi przyznać, iż mimo trudnej tematyki jaką porusza, robi to lekko, z ogromnym poczuciem humoru. Do tego ten zaskakujący finał, któłry na długo zapadnie w pamięć....
Ciekawie jest zaprezentowany wątek miłosny. Na ogół wstawki miłosne, romantyczne wątki denerwują mnie, przerzucam kartki z ich opisem. Levy tak całość ujął, iż historia miłosna Hope po prostu mnie zauroczyła.
Pisarzowi udało się zachować zręczne proporcje pomiędzy wzruszającą w wielu miejscach fabułą, a poczuciem humoru, którego książka jest pełna i postaciami głównych bohaterów. Levy stworzył  bardzo ciekawe postaci. Udało mu się jednak uniknąć patosu, który w tak kreowanej fabule pojawiłby się u większości pisarzy. Dużo w książce dialogów, mało opisów. Bohaterów poznajemy więc głównie poprzez ich rozmowy. 
Całość wieńczą krótki, przewijające się przed oczyma niczym migawki filmowe rozdziały. Dodają one tempa całej akcji.
(Nie)pamięć jest nie tylko ciekawą, dobrze napisaną książką. Jest to także lektura, która zmusza do przemyślenia wielu aspektów dotyczących czy to przyszłości za 10-20-30 lat, czy też samych ludzi, ich marzeń, pragnień, dążeń, sięgania po to co niemożliwe.
Polecam.


piątek, 15 marca 2019

Olszany. Droga do domu - Agnieszka Litorowicz-Siegert

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 4,5/6
Olszany. Droga do domu to dobrze napisana, wciągająca historia, lektura, którą przeczytałam w jeden wieczór.
Ona, on, sielski krajobraz, stary dom na Pomorzu, którego od lat nie można sprzedać, poszukiwanie rodzinnych korzeni i wielka tajemnica w tle. Wszystko zręcznie przez autorkę połączone, ciekawie nakreślone. 
Do tego dochodzi cała, spora galeria bardzo barwnych postaci, wspaniałe, plastyczne opisy krajobrazu, ciekawe dialogi i lekki styl autorki.
Książkę czyta się ze sporą przyjemnością. Olszany....to doskonały relaks na wieczór, popołudnie.  
Jednak książka ta to nie tylko lekkie czytadło, po które sięga się dla zabicia czasu. W treści autorce udało się przemycić wiele ważnych kwestii, które mogą dotyczyć sporej grupy czytelników. Prym wiedzie cała gama różnorodnych uczuć. Od radości, miłości, poprzez smutek, żal, złość, aż do nienawiści.
Poza tym wzajemne relacje międzyludzkie, to jak one albo ich brak wpływają na drugiego człowieka, jak zła energia wynikająca z kontaktu z ludźmi może negatywnie oddziaływać na człowieka. Sporo miejsca jest też poświęcone straconym złudzeniom oraz odzyskiwaniu wiary, siły po życiowym zawodzie.
Olszany.... to także historia singielki, kobiety po przejściach, która z powodu odniesionych w życiu uczuciowym ran nie potrafi ułożyć sobie życia, odnaleźć się w nim. Tytułowa miejscowość, pobyt w niej mają być swoistym lekarstwem dla kobiety, remedium na dręczące ją demony. Przyznacie same, czasami każda z nas znajduje się na mniejszym lub większym życiowym zakręcie, każda nie wie co dalej, każda szuka miejsca na ziemi, które pomoże jej spojrzeć na życie z innej perspektywy, podsunie rozwiązanie, da znak co dalej.
Wątków w książce jest bardzo dużo. Autorka prowadzi je bardzo zręcznie, ciekawie i co istotne, każdy wątek zostaje doprowadzony do końca, nic nie umyka, nie ginie w odmętach fabuły. 
Olszany. Droga do domu czyta się dobrze, lekko. To ciekawa, dopracowana powieść, którą szczerze polecam. To książka mądra, życiowa, warta uwagi. Olszany... to opowieść o tym, jak przeszłość przeplata się z teraźniejszością, a podążanie tropem tej plątaniny może całkowicie odmienić życie. Polecam.

 

czwartek, 14 marca 2019

Ghostwriter - Alessandra Torre

Wydawnictwo Kobiece, Moja ocena 5/6
Zadziwiająco dobra książka. Jestem bardzo mile zaskoczona. Alessandra Torre stworzyła ciekawą, niebanalną, wciągającą książkę.
Ghostwriter wymyka się klasyfikacjom. Im dłużej myślę, tym trudniej mi przypisać książkę do jakiegoś konkretnego gatunku literackiego. 
Z jednej strony to oryginalna, dobra powieść obyczajowa. Sporo jednak w niej także zagadnień psychologicznych, społecznych okraszonych słodko-gorzkim poczuciem humoru. 
Na dodatek całość jest okraszona  sporą porcją thrillera z klasycznym, bardzo dobrze wieńczącym opowieść suspensem.
Niezależnie od tego, jak zaklasyfikujemy Ghostwritera, jedno jest pewne, książkę czyta się ze sporą przyjemnością i nie mniejszym zaskoczeniem. 
Bohaterką jest 32-letnia topowa pisarka, autorka 15 książkowych hitów Helena Ross. Pewnego dnia lekarz oznajmia jej, iż zostały jej tylko 3 miesiące życia. Wydaje się, iż wszystko będzie się toczyć wokół książki, którą w ostatnich swoich dniach planuje napisać Helena. Tak i nie. Ta książka z jednej strony to ogromne wyzwanie i jakby samooczyszczenie bohaterki. Z drugiej strony tym, co mnie najbardziej przykuło było ukazywanie krok po kroku co choroba robi z Heleną, jak niszczy jej dotychczasowe poukładane życie, jak ją ogranicza. Niesamowicie dobre i poruszające studium choroby.
Bardzo współczułam bohaterce, mimo, iż jest to postać, którą trudno lubić, nawet w minimalnym stopniu. To wyjątkowo niemiła, specyficzna, aspołeczna osoba. Jednak Torre udało się tak wszystko poprowadzić, iż pomimo wad Heleny szczerze jej współczułam.
Tym co dodaje smaczku całej historii jest także odsłaniana krok po kroku, subtelnie, wielka tajemnica. Jej ujawnienie jest zwieńczeniem historii i sporym zakończeniem.
Gorąco zachęcam do lektury. Jestem przekonana, iż Ghostwriter mocno was zaskoczy. Dobra, słodko-gorzka, poruszająca historia.

wtorek, 12 marca 2019

Odium - Katarzyna Grzegrzółka

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 3-/6
Tytułowe odium, to słowo napisane na kartce, którą przy niezidentyfikowanych zwłokach bestialsko zamordowanej kobiety znajdują w lesie prowadzący śledztwo policjanci. Zwłoki są tak zmasakrowane, iż początkowo trudno jest określić płeć, czy wiek.
Akcja książki rozgrywa się na dwutorowo, współcześnie i miesiąc wcześniej. Wydarzenia toczą się równolegle. 
Pojawiają się kolejne zwłoki, kolejne, niezwykle drastyczne, krwawe wydarzenia. 
Jeżeli chodzi o klimat książki, jest on mroczny, ponury, okrutny, krwawy, a opisy w wielu miejscach bardzo drastyczne. To zdecydowany i jedyny atut Odium, o ile ktoś lubi takie klimaty. Ja lubię. Książka niestety ma więcej wad niż zalet.
Do minusów zaliczam przede wszystkim bardzo nieprzekonujące, sztuczne, nierealne dialogi. Może gdzieś ludzie w ten sposób rozmawiają. Ja nikogo, kto tak mówi nie znam. W sytuacjach ewidentnej grozy postaci rozmawiają takimi tekstami, że czytelnika ogarnia pusty śmiech. Podam jeden przykład...(...) pozwolicie, że się oddalę, aby wypełniać obowiązki służbowe. I pozwolicie, że z kolei ja tego nie skomentuję. Minus daję także zakończeniu. Rozwiązanie zagadki kryminalnej jest nierealne, bezsensowne, naciągane. 
Zupełnie niepotrzebne są także ciągłe wtręty pogodowe. Wzmianek o pogodzie mamy w książce mnóstwo. Nijak się one mają do fabuły. Bo sami powiedzcie, co do mrocznego kryminału, thrillera wnosi kolejna wzmianka, że pada albo jest zimno...
Podobnie jest z perypetiami prywatnymi prowadzącego dochodzenie policjanta Jana Burego. Podejrzewam, iż autorka wzorowała się na skandynawskich kryminałach, w których śledczy jest sterany życiem, z przeszłością i pogmatwaną teraźniejszością. Niestety, ale autorka nie dopracowała sylwetki policjanta. Jest on sztampowy, plaski, po prostu nudny. Jego perypetie prywatne zdają się być na siłę wsadzonymi w fabułę. 
Książka ma krótkie rozdziały. Jest to doskonały zabieg zazwyczaj dający wrażenie błyskawicznego przewijania się przed oczami akcji, czegoś na kształt migawek filmowych. Niestety, ale w przypadku Odium tak nie jest. Każdy rozdział zamiast kończyć się jakąś niepewnością, zwrotem akcji, zawieszeniem fabuły, znakiem zapytania...kończy się czymś statycznym, nudnym, nieciekawym.
Fabuła bardzo dobra, ciekawa, pomysłowa, ale co z tego. Została ona zepsuta w/w dialogami, których w Odium jest bardzo dużo oraz innymi niedociągnięciami. Gdyby całość została inaczej napisana, wyszedłby z tego niezły kryminał połączony z mocnym thrillerem. A tak, mamy zmarnowany potencjał. Bardzo żałuję, iż nie mogę dać lepszej oceny.

sobota, 9 marca 2019

Świat sprzed #Me Too - Agnès Grossmann

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobra i bardzo potrzebna książką. 
Akcja #Me Too to akcja ogólnoświatowa, która pojawiła się na portalach społecznościowych w październiku 2017 roku.
Akcja została nagłośniona po ujawnieniu, że jeden z producentów filmowych w Hollywood dopuścił się molestowania wielu kobiet.
Wyrażenie #MeToo w błyskawicznym tempie obiegło cały świat.
W akcję, której celem jest zwrócenie uwagi na skalę problemu włączyły się tysiące osób. Hasztag, a co za tym idzie także sama akcja,  został rozpowszechniony co najmniej w 85 krajach.
Akcja jakby otworzyła pewien dotąd zamknięty rozdział w historii ludzi. Przed #MeToo rzadko kiedy poruszało się temat molestowania kobiet, przemocy seksualnej w świecie celebryckim, ale nie tylko, czy mizoginizmu w ogóle.
Sama akcja uruchomiła lawinę wydarzeń, ale i zmiany w świadomości, stylu bycia, postępowaniu ludzi. Zmian tych i wydarzeń na szczęście nie można już zatrzymać.
Agnes Grossmann w swojej książce prezentuje zdjęcia ukazujące 100 szokujących scen traktowania kobiet od połowy XX wieku. Sceny te w II połowie XX wieku można było zobaczyć dosłownie wszędzie, w reklamie, kinie tv, prasie, komiksach, zdjęciach, kalendarzach, a nawet ilustracjach bajek. W wielu okresach było wręcz czymś normalnym, oczywistym, a czasami nawet łechczącym kobiecą próżność, iż kobieta jest traktowana jak towar, przedmiot, obiekt seksualny, a reklamy, kalendarze z nagimi lub półnagimi kobietami są normą. Na szczęście takie obrazy kultury masowej już nigdy nie będą możliwe!
Kobiety na całym świecie nie chcą dłużej pozwalać, by ich ciało traktowano jak przedmiot.
Zmianę zawdzięczamy #Me Too i przemianom, jakie ten ruch uruchomił.


W książce znajdziemy więcej zdjęć niż tekstu. Grossmann chciała zadziałać na czytelników obrazami. I w pełni jej się to udało. Po obejrzeniu zdjęć we mnie mieszały się dwa uczucia - szok i niedowierzanie. Autorka umiejętnie dobrała zdjęcia, dodała do nich tekst, zręcznie gra na uczuciach czytelnika, kobiet.
Książka nie wyjaśnia, a próbuje pokazać i zrozumieć mechanizmy kulturowe i obyczajowe, które przez kolejne dekady pozwoliły tysiącom Harveyów Weinsteinów na oczach wszystkich (ale i często po kryjomu) postępować w ten, a nie inny sposób. 
Akcja #Me Too to początek, symptom zmian, przemian, czegoś wielkiego. Warto żeby książka Agnes Grossmann także stała się początkiem serii, czegoś nowego, prezentującym coś i bijącym na alarm wydawnictwem. 
Warto zobaczyć, przeczytać, przemyśleć.

piątek, 8 marca 2019

Z każdym oddechem - Nicholas Sparks

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 3-/6
Ona 36-letnia pielęgniarka szukająca stabilizacji, szczęścia rodzinnego, miłości. On ok. 40-letni poszukiwacz przygód, tropiciel na safari w Zimbabwe. Ona przyjechała na ślub przyjaciółki, on żeby po latach spotkać się ze swoim ojcem. 
Spotykają się po raz pierwszy na plaży i od razu coś iskrzy. Uczucie wybucha nagle. Mają przed sobą tylko 3 dni, nie wiadomo co będzie dalej, dzieli ich pół świata. Postanawiają te 3 dni wykorzystać do maksimum. 
Jest jeszcze Bratnia Dusza. To znana w okolicy, skrzynka pocztowa, skrzynka wyjątkowa.  Każdy może napisać list, opisać swoją historię, list wrzucić do Bratniej Duszy. I każdy, kto chce może tę historię przeczytać. Co łączy jego, ją, Bratnią duszę?
Poza słynnym, poruszającym, zekranizowanym Pamiętnikiem nie czytałam nic Sparksa. Byłam nastawiona na wielkie emocje. Takie wróżyły recenzje książek tego autora. Oczekiwałam jakiegoś wow, powalających wrażeń, poruszającej historii, opowieści o miłości silniejszej niż wszelkie przeciwności. Niestety, ale niczego takiego nie otrzymałam.
Z każdym oddechem to banalna do bólu opowieść o dwojgu ludziach, którzy spotykają się, spędzają ze sobą 3 dane im przez los dni i rozstają. To także opowieść o rozstaniach, odnajdywaniu i trudnych wyborach. 
Scenariusz banalny i banalne moim zdaniem wykonanie. Mimo zdartego do bólu schematu z tej historii można by wykrzesać niezłą opowieść, gdyby całość została inaczej napisana.
Wszak kto z nas nie staje przed trudnymi wyborami? Kto nie musiał choć raz w życiu wybrać - głos rozsądku czy wybór serca? Z umiejętnie poprowadzonej opowieści można bazując na tym schemacie, stworzyć naprawdę poruszającą opowieść, taką z morałem, wyciskającą łzę, poruszającą. Niestety, ale Sparksowi się to nie udało. Książka jest nudna, banalna, opowieść ciągnie się i trąci taką sztampą, że aż przykro czytać. W żadnym momencie autorowi nie udało się mnie ani poruszyć, ani zagrać na moich emocjach. Nic. Czułam się jakbym czytała książkę telefoniczną. 
Poza tym bohaterowie, Tru, Hope nudni, banalni, płascy, zero w nich życia, wszystko jakby odgrywali jakaś nudzącą ich scenę. Niby był romans, było nagłe uczucia, za sobą mieli dramatyczne przeżycia (obojga los nie oszczędzał), ale wszystko opisane jakoś tak bezpłciowo. Zawód, ogromny zawód.
Nie wiem, czy to typowy dla Sparksa sposób pisania, czy ja trafiłam na gorszą książkę. W każdym bądź razie jestem lekturą bardzo rozczarowana i doprawdy trudno mi pojąć skąd te zachwyty nad twórczością autora. 


Za książkę (tutaj) dziękuję Księgarni Internetowej Gandalf,.com.pl
https://www.gandalf.com.pl/b/z-kazdym-oddechem-c/
 

środa, 6 marca 2019

Nieistotne wizerunki - Paolo Sorrentino

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Doskonała, mistrzowsko skonstruowana, świetnie napisana książka. Sam pomysł jest niezwykle ciekawy. 
Jacop Benassi to fotograf. Paolo Sorrentino, znany reżyser i pisarz, wziął jego czarno-białe fotografie nieznanych sobie, całkowicie przypadkowych osób i dorobił do nich treść, życiorysy, przeżycia, komentarze. 
Sorrentino nie miał pojęcia o życiu, wzlotach, upadkach uwiecznionych na zdjęciach postaci. Nie wiedział kim są, czym się zajmują, gdzie mieszkają. Nie przeszkodziło mu to jednak w stworzeniu fascynującej opowieści. 
Książka jest niezwykła podobnie jak niezwykłe są zdjęcia przypadkowych osób. Jest także niezwykle energiczna, klimatyczna i różnorodna. Co ciekawe, portrety zostały dobrane tak, żeby przedstawiać niczym w soczewce włoskie społeczeństwo. Są właśnie różnorodne, ciekawe, niezwykłe. Takie same są też opowiadane przez Sorrentino historie.
Niezależnie od tego o kim opowiada włoski reżyser i pisarz, robi to w tak charakterystyczny dla siebie lekki, ironiczny, zawadiacki sposób. Dzięki temu książkę czyta się wyśmienicie. Opowieści o kolejnych postaciach są niczym klatki, ujęcia filmowe, krótkie, szybkie, szczegółowo prezentujące daną postać lub fakt z jej życia. Dla niektórych takie opowieści mogą być zbyt lakoniczne, powierzchowne. Ale taki jest Sorrentino, taki jest jego styl, identyczny w filmach i książkach. Albo się nim zachwyci, albo wręcz przeciwnie. Mnie od dawna zachwyca.
Opowieści dopasowane do zdjęć przypominają filmy Sorrentino. A nikt nie ma chyba wątpliwości co do tego, iż Włoch jest gwiazdą współczesnego kina. Podobnie, jak w swoich filmach artysta bawi, intryguje, zmusza do myślenia, analizy, budzi zaciekawienie, zachwyca pomysłem i niezwykłym klimatem.
Gorąco polecam. Książka jako całość zachwyca. Zachwycają także jej części składowe, fenomenalne zdjęcia i równie doskonały tekst.

niedziela, 3 marca 2019

Krwawe żniwa - Sharon Bolton

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 5,5/6
Po kryminały, powieści, których autorką jest Sharon Bolton sięgam w ciemno. Nigdy się na nich nie zawiodłam. Po lekturze Krwawych żniw także jestem w pełni usatysfakcjonowana. 
Książka ta to właściwie miks kryminału i thrillera psychologicznego. Tym co wyróżnia tę pozycję jest niezwykle mroczny klimat całej historii, ale taki mega mroczny. Do tego spora porcja klaustrofobicznych klimatów i czający się w tle niepokój. 
Akcja toczy się wokół nowego pastora, który pełnić będzie posługę w miasteczku Heptonclough. Od dawna nie działał tam kościół. Dlaczego? Pragnie to wyjaśnić i zmienić nowy pastor, który z zapałem przystępuje do działalności. Jednak nic nie układa się tak jak pastor by tego oczekiwał. Niby zostaje serdecznie przyjęty, ale atmosfera zarówno w miasteczku, jak i wokół niego jest jakaś dziwna, pełna niepokoju, podszyta spojrzeniami, półsłówkami, niedopowiedzeniami. Do tego dochodzi duszna, klaustrofobiczna atmosfera miasteczka.
Pewnego dnia w osadzie zaczynają się dziać niepokojące rzeczy, np. w kielichu mszalnym pojawia się krew, powieszona zostaje zakrwawiona kukła małej dziewczynki, a sami mieszkańcy oddają się dziwnym, niezrozumiałym i przerażającym obrzędom.  Co się za tym kryje? Jakie sekrety skrywa ta niewielka społeczność?
Trudno jednoznacznie określić czym są Krwawe żniwa. Bolton zręcznie lawiruje pomiędzy thrillerem, kryminałem, miksem dobrej powieści z psychologiczno-socjologiczna analizą. Wyszła jej z tego doskonałą, wciągająca lektura. Gorąco zachęcam do czytania. Gwarantuję, iż będziecie zaskoczeni. 
Książka wciąga już od pierwszej strony. Bolton ma dar budowania groźnej, niepokojącej, momentami nawet przerażającej atmosfery i kreowania ciekawego tła, bohaterów, niezwykłych środowisk i skupisk ludzkich.
Książka jest mroczna, niepokojąca i taka, od której nie można się oderwać mimo, iż z lekkim niepokojem przewraca się kolejne kartki. Autorka świetnie manipuluje czytelnikiem, jego wyobraźnią, umysłem, podsuwa kolejne tropy, niepokojące sugestie. Czyta się wyśmienicie. Polecam.
 

piątek, 1 marca 2019

Punkt widzenia - Małgorzata Rogala

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5/6
Punkt widzenia to 6. tom bardzo dobrej, wciągającej serii przygód pary policjantów Agaty Górskiej i Sławka Tomczyka. Jeżeli nie znacie wcześniejszych tomów, to bez obaw, autorka tak prowadzi akcję, takie szczegóły z wcześniejszych tomów umieszcza w fabule, że ani przez moment nie poczujecie się zagubieni. 
Tym razem akcja toczy się wokół porwania i zabójstwa nastoletniej córki znanego i kontrowersyjnego sędziego. Czy okrutny gwałt i zabójstwo mają związek z kontrowersyjny wyrokiem sprzed lat? Wtedy sędzia zastosował najniższy z możliwych wymiar kary w głośnym procesie o gwałt. W sieci i mediach aż huczało od komentarzy. Niejeden życzył sędziemu, żeby to jego żona albo córka były na miejscu ofiary. Czy tak się rzeczywiście stało? Czy mord i gwałt na córce przedstawiciela prawa są zemstą za tamten wyrok?
Górska i Tomczyk mają przed sobą trudne śledztwo. Całość komplikuje fakt, iż chodzi o rodzinę sędziego. Wszyscy patrzą im na ręce. Dodatkowo dochodzą problemy osobiste policjantów. Jedno jest pewne, w tej części serii dzieje się, oj dzieje.
Rogala w przeciwieństwie do poprzednich tomów w Punkcie widzenia nacisk położyła na kwestie dochodzeniowe, mrok świata zabójcy, komplikacje wewnątrz wymiaru sprawiedliwości. Mniej miejsca autorka poświęciła prywatnemu życiu pary policjantów. Nie znaczy to, iż zrezygnowała z opisywania prywatnych perypetii Górskiej i Tomczyka. Po prostu nacisk położony jest na mrok zbrodni i wszystko, co temu towarzyszy.
Sporo miejsca autorka poświęca także kwestiom etycznym, orzekaniu przez sędziów, ich przygotowaniu do pracy, odpowiedzialności za takie, a nie inne wyroki.  
Duży nacisk położony jest także na internet, jego moc oddziaływania, odpowiedzialność ludzi za ich wpisy w sieci i następstwa, jakie mogą zaistnieć w życiu realnym po konkretnie ukirunkowanych internetowych komentarzach, po hejcie wobec konkretnych osób.
Poruszając te konkretne kwestie Rogala idealnie wpisuje się w realia świata, który nas otacza i sprawia, iż czytelnik ma co przemyśleć.
Czyta się doskonale. Akcja jest wartka i nieomal gęsta od samego początku. Polecam.

czwartek, 28 lutego 2019

Stracony list - Jillian Cantor

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 3-/6
Akcja książki rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, pod koniec lat 80. XX wieku w USA i w 1938 i 1939 roku w Austrii. 
Lata 30. to historia Kristoffa, młodego męźczyzny, który terminuje u żydowskiego mistrza grawerskiego, projektanta i twórcy znaczków. 
W oddalonej od innych osiedli, niewielkiej górskiej wiosce niczym grom z jasnego nieba spadają na młodzieńca dwa wydarzenia, Anschluss Austrii i początek II wojny światowej oraz wielka miłość. Kristoffowi mimo, iż nie jest on Żydem, los nie oszczędza trudów, zagrożenia, walki o życie swoje, ukochanej i jej rodziny. Losy młodego grawera śledzimy przez pryzmat wojennej zawieruchy na terenie Austrii.
Rok 1989, to wydarzenia rozgrywające się w Los Angeles. Katie ma same problemy, a na głowie rozwód i chorobę ojca, który cierpi na Alzheimera. Pewnego dnia kobieta w zbiorach znaczków, które kolekcjonował jej ojciec, znajduje tajemniczy list. Dzięki niemu rozpoczyna niesamowitą przygodę, która odmieni jej życie.
Sam pomysł, oś fabularna książki są bardzo ciekawe. Cantor umiejętnie przeplata wydarzenia z lat 80. i 30., dozuje napięcie, kreśli wizerunek bohaterów, tło społeczno-polityczne, opowiada przygody Kristoffa i jego ukochanej. Jednak to wszystko jest powierzchowne. W trakcie lektury miałam wrażenie prześlizgiwania się po powierzchni opowieści, czytania jakiegoś konspektu. Brak mi dogłębnego potraktowania poruszanych kwestii, brak szerszego ukazania akcji, mocniejszego potraktowania fabuły.
Niektóre wydarzenia, które opisuje autorka jawią się niczym z Czterech pancernych i psa lub Stawki większej niż życie. Są one nieomal przygodowe, lekkie, w ciepłych (mimo opisywanej grozy) barwach. Pod tym względem chyba coś nie zagrało. Mimo, iż opowieść grająca na emocjach porusza, to kilka scen sprawia, iż samemu ma się ochotę ruszyć do boju, bynajmniej nie dlatego żeby ukarać Niemców, ale żeby przeżyć fajną przygodę. Dokładnie tak - fajną. Nie przepadam za tym określeniem, ale w tym przypadku idealnie ono pasuje. Nie wiem, jak wam, ale mnie to zgrzyta i to poważnie. Owszem nie oczekiwałam książki historycznej, rozprawy naukowej, ale wiedza historyczna, jaką autorka przekazuje czytelnikom jest na poziomie filmu przygodowego i to niezbyt ambitnego. Wszystko ma swoje granice. Gdyby Cantor inaczej to rozegrała Stracony list byłby doskonałą, wartościową lekturą. Niestety, ale jest tylko emocjonalnym choć doskonale zabijającym czas czytadłem ze straconym potencjałem.  
Trochę lepiej zostały potraktowane wydarzenia z 1989 roku i historia Katie, ale to za mało żebym dała książce wyższą ocenę.

wtorek, 26 lutego 2019

Piętno Mafii - Piotr Rozmus

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Dobra książka, w której wydarzenia toczą się w tempie ekspresowym, a cała historia opowiedziana jest od początku dwutorowo.
Zaczyna się od porwania w Szczecinie nastoletniej Agnieszki. W tym samym czasie w Szwecji ma miejsce porwanie małego chłopca. Jak się okaże te z pozoru nie mające ze sobą nic wspólnego sprawy bardzo wiele łączy. Policja obu krajów rozpoczyna dochodzenia. Jak się okaże śledztw prowadzi także ktoś jeszcze. Rodziny za wszelką cenę starają się  odnaleźć porwanych. Sprawa okazuje się jednak bardziej skomplikowana niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Do tego dochodzi handel ludźmi, przemyt narkotyków, strzelaniny i wiele zagadek w tym porachunki z przeszłości. 
Akcja toczy się w różnych miejscach na świecie.... Polska, USA, Szwecja, Włochy, miasta wielkie i malutkie miasteczka, zło i mafia oraz ich piętno są wszędzie. 
Brutalność, bezwzględność, pamiętliwość to znaki rozpoznawcze tej książki, ale i działania włoskiej mafii, która rządzi na jej kartach. 
Przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć. Cudze grzechy, za które trzeba odpokutować. Wina, zdrada, pamięć i kara. Co z tego wyniknie?!
Piętno mafii czyta się doskonale, szybko, a od lektury trudno się oderwać. Autor snuje fascynującą opowieść podsuwając co i rusz błędne tropy, myląc czytelnika.
Akcja nawet na moment nie zwalnia. Sam początek jest wielkim bum, a im dalej w książkę, im więcej rozdziałów za nami, tym większy galimatias w głowie czytelnika, tym większe tempo akcji.
Historia, którą opowiada Rozmus jest bardzo skomplikowana, wielowątkowa. Tym większe brawa należą się autorowi, iż z całości wybrnął obronną ręką, nic mu się nie skomplikowało, nic nie zagubiło, nie pomyliło. Wątki są konsekwentnie prowadzone aż do samego końca.
Na zakończenie świetny finał.
Piotr Rozmus to autor trzech, dobrze przyjętych przez krytykę i czytelników powieści. Najnowsza, Piętno mafii dołącza do nich, już zbiera świetne recenzje. Ten autor po prostu umie pisać.
Polecam Piętno mafii. To doskonale nakreślona, ciekawa, trzymająca w napięciu i zaskakująca swoim rozmachem książka, mocna proza. Zachęcam do lektury.

niedziela, 24 lutego 2019

Aleja włókniarek - Marta Madejska

Wydawnictwo Czarne, Moja ocena 5,5/6
Pochodzę z Łodzi. Tam mieszkałam jeszcze kilka lat temu. Moja babcia całe życie pracowała w łódzkiej przędzalni. Nic więc dziwnego, iż po prostu musiałam przeczytać książkę Marty Madejskiej.
Autorka bardzo ciekawie opowiada o kolejnych pokoleniach łódzkich kobiet, które prace w fabryce rozpoczynały kiedy miały kilkanaście lat, a całość życia dzieliła się na trzy etapy: fabrykę, szpital, cmentarz.
Swoją opowieść Madejska snuje przez kolejne dekady, kolejne pokolenia łódzkich włókniarek, ale i kolejne etapy rozwoju łódzkiego przemysłu włókienniczego. 
Opowieść o kobietach przemysłu w Łodzi osadzona jest silnie w historii przemysłu, a tym samym w historii miasta. 
Madejska zręcznie snuje swoja opowieść od początku przemysłu w Łodzi w XIX wieku, poprzez rok 1905, obie wojny i okres PRLu.
Autorka wykonała ogromną pracę. Udało jej się przedrzeć przez sporą liczbę dokumentów z różnego okresu rozwoju Łodzi i łódzkich fabryk. Madejska zebrała informacje nie tylko o mieście i jego organiźmie oraz przemyśle, ale także o tysiącach na ogół bezimiennych kobiet, które były siłą napędową Łodzi. Większość z tych kobiet, była i pozostanie anonimowa, nigdzie nie opisana z imienia i nazwiska. Pozostaną po prostu nieme. Ot  kolejne trybiki w maszynie włókienniczego mocarstwa. Książka Madejskiej wydobywa je na światło dzienne, przywraca im pamięć, oddaje głos.
To także opowieść o tym, jakie zmiany zachodziły w kolejnych pokoleniach włókniarek. Opowieść o włókniarkach ewoluuje od biernej, wręcz niewolniczej pracy w XIX wieku, poprzez wydarzenia 1905 roku, przemiany w okresie międzywojennym i strajki na początku PRLu, aż po upadek łódzkiego przemysłu włókienniczego w 1989 roku. 
Czyta się doskonale. Książka jest bardzo ciekawa, rzetelnie poparta materiałem źródłowym, bardzo dopracowana. Polecam.


https://www.gandalf.com.pl/b/aleja-wlokniarek/?abpid=11&abpcid=136&bb_id=3&bb_coid=41252331&abpar1=buybox3&abpar2=4852062.67443.&abpar3=LQ%3D%3D&utm_source=ads4books&utm_medium=cps&utm_campaign=buybox

sobota, 23 lutego 2019

Zapowiedź...

27 lutego nakładem Wydawnictwa MG ukaże się Gambit.
Jest to thriller polityczny doskonale osadzony w realiach ukraińskich, które autor (o nim poniżej) zna z autopsji. Akcja powieści obejmuje okres między listopadem 2013 r. a lutym 2014 r. i w znacznej części rozgrywa się na kijowskim Majdanie Niezależności. Zręcznie poprowadzona intryga ujawnia kulisy gry prowadzonej przez Rosję, której stawką jest europejska przyszłość Ukrainy. Książka pokazuje zróżnicowanie tego kraju, jego tragiczną historię, która wpływa na losy i kształtuje postawy jego mieszkańców. Dla głównego bohatera, Stasa Sycza, młodego studenta z Kołomyi, który trochę przypadkowo znalazł się w centrum wydarzeń, Majdan jest nie tylko doświadczeniem pokoleniowym, ale także szkołą życia. Stas przekonuje się, że cena zwycięstwa często potrafi odebrać jego smak.    

Leszek Szerepka (ur. w 1964 r.) poeta, historyk, dyplomata i publicysta. Długoletni pracownik Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia w Warszawie. W polskich placówkach dyplomatycznych na Wschodzie (Moskwa, Kijów i Mińsk) spędził łącznie kilkanaście lat. Ostatnio, w latach 2011-2015, ambasador RP na Białorusi, a w latach 2007-2010 zastępca ambasadora RP na Ukrainie. Autor licznych analiz i artykułów dotyczących obszaru byłego ZSRS. Współautor, wraz z Martą Jaroszewicz, książki Wyzwania Migracyjne w państwach wschodniego sąsiedztwa Unii Europejskiej, Warszawa 2007 r. W 2016 r. wydał zbiór esejów politycznych Oblicza Białorusi.     

Leszek Szerepka podejmuje tematykę historyczną w atrakcyjnej formie powieści, która nie jest po prostu beletrystyką. Bohaterowie, mniej lub bardziej odlegli od postaci znanych z najnowszej historii Ukrainy wprowadzają nas do gabinetów władzy, na Majdan. Autorem świetnego historycznego przedstawienia jest doświadczony analityk i dyplomata, który jeśli pisze to wie o czym. 
Paweł Kowal

Leszek Szerepka doskonale nie tylko zna, ale też świetnie opisuje realia rewolucji godności. I to właśnie w nich osadza swoich bohaterów, którzy reprezentują wszystkie walczące o dalsze losy Ukrainy strony. Czasem ich działania nie mają nic wspólnego z bohaterstwem, a raczej z wyrachowaną walką polityczną. I nawet jeśli książka Leszka Szerepki to political fiction, to czytając ją lepiej zrozumiemy, jak wygląda rzeczywista walka Wschodu i Zachodu o przyszłość Ukrainy. 
Piotr Pogorzelski - dziennikarz, wieloletni korespondent Polskiego Radia w Kijowie.
 
Ukraiński gambit to wielka rozgrywka oglądana nie tylko z gabinetów najważniejszych polityków, ale przede wszystkim z perspektywy tych, którzy na ich polecenie układali szczegółowe plany. Najbardziej jednak ujmują losy zwykłych ludzi, którzy czynią literacki obraz ukraińskiej rewolucji naszym osobistym przeżyciem. To trzeba przeczytać.
Grzegorz Kalinowski – autor poczytnych kryminałów

czwartek, 21 lutego 2019

Kobieta w bieli - Wilkie Collins

Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Kobieta w bieli powstała w 1860r. Jest to jedna z pierwszych światowych powieści kryminalno-sensacyjnych, powszechnie traktowana jako jedna z najpiękniejszych tego gatunku. Jest to także mistrzowska powieść obyczajowa. Czyta się wyśmienicie.
Intryga, jak na dzieło prekursorskie w swoim gatunku, jest bardzo skomplikowana i mistrzowsko wręcz utkana. Jest to jeden z wielu plusów książki. Kolejnym jest drobiazgowe ukazanie XIX-wiecznego społeczeństwa angielskiego ze wszystkimi jego wadami i zaletami. W trakcie lektury miałam wrażenie oglądania filmu lub wręcz uczestniczenia w rozgrywających się na kartach książki zdarzeniach. 
Collins opowiada nie tylko drobiazgowo, ale i bardzo plastycznie. Historia nauczyciela rysunku zakochanego w uczennicy zachwyca bogactwem detali podobnie, jak wątki poboczne. Co istotne bogate opisy nie są przeładowane. Są one idealnie skomponowane, zgrane z fabułą.
Za sprawą rozbudowanego wątku sensacyjno-kryminalnego (oczywiście na miarę połowy XIX wieku), podsuwanych śladów, co i rusz nowych tropów, insynuacji, czytelnik mimo woli zamienia się w detektywa, snuje przypuszczenia, sam w duchu oskarża i rozwiązuje zagadkę. Jak pokazuje czas i kolejne przeczytane strony, domniemania są na ogół błędne. Autor umiejętnie zwodzi, prowadzi z czytelnikiem wysublimowaną grę, zachwyca, ale i odrobinę denerwuje, gdy okazuje się, iż błędnie wytypowaliśmy, czy to sprawcę, czy kolejne zachowania bohaterów.
Smaczku całej historii dodaje fakt, iż jest ona opowiedziana z różnych perspektyw. Pozwala nam to poznać różne punkty widzenia zależne nie tylko od bohatera, ale także płci, wieku, statusu majątkowego.
Collins jest mistrzem w kreowaniu swoich bohaterów. Każda z postaci jest drobiazgowo opisana, ma unikalny, mocno zaznaczony charakter, jest barwnie nakreślona. To kolejny atut Kobiety w bieli.
Czy pośród tych zalet jest jakaś wada? Tak, jedna. Książka zdecydowanie zbyt szybko się kończy. Lektura tej pozycji, wniknięcie w świat Wilkie Collins jest wielką przyjemnością. Gorąco zachęcam do lektury.

 

środa, 20 lutego 2019

Zapowiedź...

Pod koniec lutego w Wydawnictwie Amber swą premierę będzie mieć książka, której tematyka wstrząsnęła światem.
Autorka na łamach Świat sprzed #MeToo  ujawnia 100 szokujących scen traktowania kobiet od połowy XX wieku: w reklamie, filmie, komiksach, zdjęciach, a nawet ilustracjach bajek.
 
W październiku 2017 roku ruch #MeToo wstrząsnął światem. Wybuch miał epicentrum w Hollywood wraz z ujawnieniem sprawy Weinsteina, potem fala uderzeniowa objęła kilkadziesiąt krajów i pozwoliła dojść do głosu kobietom krzywdzonym za społecznym przyzwoleniem. Odtąd upokarzanie i znęcanie się nad ciałem kobiety jest już niedopuszczalne. Kobiety na całym świecie nie chcą dłużej pozwalać, by ich ciało traktowano jak przedmiot, jak obiekt seksualny.
Ta książka przedstawia wizerunki kobiet w kulturze masowej – w reklamie, filmie, fotografii, ilustracjach książek i komiksów, w bajkach dla dzieci - od lat 50. XX wieku do dziś. Wizerunki dziś nie do zaakceptowania. A jednak te szokujące zdjęcia, plakaty, obrazy i fotosy odzwierciedlają sposób traktowania kobiet przed październikiem 2017 roku.
 Świat sprzed #MeToo usiłuje zrozumieć mechanizmy kulturowe i obyczajowe, które pozwoliły tysiącom Harveyów Weinsteinów na oczach wszystkich postępować jak drapieżca seksualny.

wtorek, 19 lutego 2019

Dubaj. Prawdziwe oblicze - Jacek Pałkiewicz

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Dobra, ciekawie napisana książka, która ukazuje inne oblicze sztucznego raju, jakim wg. mnie jest Dubaj. 
W ciągu ostatniego 1,5 roku 8 razy byłam w Dubaju. Każda wizyta to pobyt długości 10-20 dni, tak mi się sprawy rodzinne ułożyły. Nigdy nie miałam złudzeń, że Dubaj to raj. Zawsze miejsce to uważałam za plastikowy, sztuczny, pełen ułudy twór, w którym za zasłoną nowoczesności i mega rozwoju kryje się dużo zła i tego, co na ogół przed przeciętnym turystą jest skrzętnie skrywane. 
Miałam okazję wiele zaobserwować, więc z przyjemnością sięgnęłam po książkę Pałkiewicza żeby porównać wrażenia, dowiedzieć się czegoś więcej.  
Dubaj oczami Pałkiewicza zadziwia, w wielu miejscach zniesmacza, czasami budzi uśmiech, ale częściej przeraża. Autor zrywa złotą maskę, zdejmuje z wizerunku miasta blichtr, ułudę doskonałego do życia miejsca. W zamian dostajemy ponure oblicze sztucznego, pozbawionego podstawowych dla Europejczyka zasad miasta.
Początek książki to Dubaj jaki znamy z przewodników, folderów, miejsce pełne przepychu, raj na ziemi, który jest w zasięgu ręki o ile mamy odpowiednio wypchany portfel.  
Im dalej w przysłowiowy las, tym więcej lukru autor zdejmuje z tego wyidealizowanego obrazu. Ukazuje nam brak swobód, które charakteryzują demokratyczny kraj, brak podstawowych praw dla setek tysięcy najemnych robotników z najbiedniejszych krajów,
szokujące tortury dokonywane przez przyrodniego brata obecnego przywódcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich i wiele innych rzeczy. Świat to oczywiście widzie, ale jak pisze Pałkiewicz (...) petrodolary zapewniają emirowi niemałą pobłażliwość. 
Książka wciąga, jest świetnie napisana, budzi niedowierzanie, przerażenie, niesmak i przewartościowuje to co myślimy o Dubaju i ZEA.  Dubaj...budzi także w czytelniku bunt. Trudno tak nie reagować, gdy czyta się o tym wszystkim, co kryje się pod warstwą luksusu na pokaz. Warto przeczytać niezależnie od tego czy wybierzecie się kiedykolwiek do Dubaju czy nie. Warto być turysta, człowiekiem świadomym, a nie tylko bezrefleksyjnym podziwiaczem.


niedziela, 17 lutego 2019

Tam gdzie jesteś - Tomasz Betcher

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 4,5/6
Zdawałoby się, iż to lekka i przyjemna opowieść. Nic bardziej mylnego. Ani lekka, ani przyjemna.
Autor opowiada poruszającą historię ludzi, jakich wbrew pozorom wielu w naszym społeczeństwie. On wykluczony, zagubiony, zaskakujący, bezdomny, bezrobotny. Ona zamożna, w trakcie burzy życiowej, zadbana, pracownica banku. Oboje mają pod górkę, oboje na życiowym zakręcie, każde z przeszłością do której nie chcą wracać.
Gdy się spotykają najpierw jest niechęć, może nawet strach, póżniej sympatia, która przeradza się w ostrożną przyjaźń, a ta z kolei w miłość. Uczucie od pozzątku skazane na porażkę. Ale czy na pewno? 
Wbrew pozorom nie jest to ckliwe romansidło, czy czytadło, jakich wiele. Co prawda w książce mamy wątek miłosny, ale nie on jest najważniejszy. Pod pozorem lekkiej opowieści z uczuciem w tle, autor porusza kilka kwestii, na które na co dzień nie zwracamy uwagi. 
Przede wszystkim chodzi o problem bezdomności, braku środków do życia, społecznego wykluczenia. Przyznajcie sami, kto z was nie odwraca wzroku, gdy widzi bezdomnego?! Większość zapewne tak robi. Jak udowadnia autor, w bezdomnym można i warto zobaczyć człowieka, często bardzo wartościowego, z fascynującą przeszłością i możliwościami na przyszłość. Warto dać takiemu człowiekowi szansę.
Autor bardzo ciekawie nakreślił bohaterów. Obie główne postaci, Adam i Ania są fascynujący, żywi, działający na wyobraźnię. Kontrast między nimi jest wręcz szokujący. Jeżeli autorowi zależało na tym, żeby zaprezentować przepaść dzielącą ludzi nie mających nic od tych mających dom, prace, rodzinę, udało mu się to doskonale. 
Temat bezdomności, wykluczenia mimo istnienia tego problemu od dawna, jest stosunkowo rzadko poruszany w polskiej literaturze. Betcher napisał dobrą, ciekawą, poruszającą, a co najważniejsze niezwykle potrzebną książkę. Mam nadzieję, że każdy z czytelników choć przez chwilę zastanowi się nad ludźmi wykluczonymi, bezdomnymi, może do kogoś takiego wyciągnie rękę.

Międzynarodowy Dzień Kota:). Koty w literaturze.

17 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kota:). Te piękne zwierzęta są uwielbiane przez część ludzkości i darzone niechęcią - a co najmniej trzymane na dystans przez resztę świata. Kot nie pozostawia nikogo obojętnym. I zawsze gra pierwsze skrzypce. Nic dziwnego, że koty inspirują twórców i towarzyszą wielkim tego świata, także pisarzom.
Miłośnicy kotów podkreślają, że to nie człowiek jest „właścicielem" (ani tym bardziej „panem") zwierzaka, a wręcz przeciwnie. To kot wybiera sobie człowieka i łaskawie pozwala się obsługiwać. Nie bez kozery mamy powiedzenie, że psy mają właścicieli, a koty służbę:).  Nic dziwnego, że na przestrzeni wieków gatunek ten był uznawany z jednej strony za święty, a z drugiej za mający tajemnicze konszachty z „siłą nieczystą".
Rozczuliło mnie znalezione w wikipedii poniżej zamieszczone zdjęcie:) Coś pięknego i niesamowitego jeżeli chodzi o kolorystykę:)

Historia, również współczesna obfituje w kocie osobistości - wspomnijmy chociażby Socksa, kota Billa Clintona (który doczekał się tytułu „najpotężniejszego kota świata", własnej gry komputerowej i komiksu), Humprey'a - „etatowego" mieszkańca Downing Street 10, pełniącego funkcje „doradcze" wobec Margaret Tatcher, Johna Majora oraz Tony'ego Blaira i noszączego dumny tytuł „The Chief Mouser to the Cabinet Office of the United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland" (Głównego Myszołapa Kanceralii Rządu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii oraz Irlandii Północnej), czy Alika, towarzyszącego przez długie lata Jarosławowi Kaczyńskiemu. Oczywiście koci charakter, niezależność i nieodparty urok są od zawsze kuszące dla twórców. Malarze, rzeźbiarze, ale także literaci i filmowcy chętnie sięgają po „kocie motywy". Jednak robiąc to, muszą liczyć się z jednym zastrzeżeniem. Nawet, gdy pisarz czy reżyser chce uczynić z kota postać drugoplanową, prędzej czy później bohater ten wymyka się spod kontroli i dołącza do grona głównych bohaterów (także wtedy, gdy długość roli całkowicie na to nie wskazuje). Jeśli twórca pogodzi się z tym, powstają postaci niezwykle interesujące. Tak jest chociażby w przypadku Behemota - bodaj najsłynniejszego kociego bohatera. W powieści Mistrz i Małgorzata Michaił Bułhakow umieścił demona - pazia przyjmującego postać czarnego kota w świcie Wolanda, który przybywa do Moskwy. Behemot doskonale odnajduje się w radzieckiej rzeczywistości, pije wódkę i zagryza marynowanymi grzybkami, gra w szachy, samodzielnie jeździ tramwajem uwielbia specyficzne żarty i psoty, nie zapominając przy tym, że „kot jest istotą starożytną i nietykalną". Pełen wdzięku kot stworzony przez Bułhakowa do dziś jest ulubioną postacią wielu czytelników. Pisarz „przemycił" w postaci czarnego futrzastego pomocnika Wolanda wiele kocich cech, sprytnie wplatając je w charakterystykę postaci, obdarzonej imieniem biblijnego potwora. Nic dziwnego, że Behemot tak bardzo podoba się „kociarzom", a jego imię nosi wiele kotów.
Kot w roli tytułowej - to pomysł na całkiem sporo różnych książek - zabawnych, wzruszających a czasem specyficznie „poradnikowych". Warto tu wspomnieć takie pozycje jak Kot w stanie czystym Terry'ego Pratchetta (pozycja obowiązkowa w biblioteczce „zakoconych"), oparta na faktach Odyseja kota imieniem Hooper Gwen Cooper, czy polską zabawną powieść Wszyscy mężczyźni mojego kota Karoliny Macios. 
Koty stały się także wdzięcznymi (i stałymi oraz - oczywiście - pierwszoplanowymi, nawet jeśli reżyser myślał inaczej) bohaterami filmów. Wyjątkowym bohaterem - komiksowo-filmowym jest Garfield - rudy despota, leniwy, uwielbiający latanię, oglądanie telewizji i swoją wyjątkową domową pozycję.
Polska najsłynniejsza „kocia" seria „Przygody kota Filemona" do dziś cieszy się popularnością. Specyficzne pary stworzyli kocur Tom i mysz Jerry oraz kot Sylwester i ptaszek Tweetie. Koty (nieco większe) grają główne role w jednej z najpiękniejszych opowieści ze studia Disney'a „Król Lew". Kilka lat temu do plejady kocich gwiazd z głośnym mruczeniem dołączył Kot w butach. Ach to jego spojrzenie...:) (zdjęcie w nagłówku posta:). Do miana „kultowych" bohaterów dołączył też kot Simone'a - stanowiący kwintesencję „kotowatości" bohater animacji Simona Tofielda.Koty nie występują jedynie w kreskówkach. Warto przypomnieć tu „Elzę z afrykańskiego buszu", która pół wieku temu poruszała serca widzów na całym świecie, czy kota Rademenesa z polskiego serialu "Siedem życzeń". Z bliższych obecnym czasom kocich postaci mamy choćby uzdolnionego kota z filmu „Poznaj mojego tatę", który samodzielnie korzysta z „ludzkiej" toalety, a swoją niezależnością mocno utrudnia życie głównemu bohaterowi. To doskonały przykład tego jak „kocia" rola w zamierzeniu epizodyczna urosła do rangi głównej.
Oczywiście koty nie zawsze pozytywnymi bohaterami. Ale dziś nie będziemy wspominać licznych horrorów, w których zwierzęta te były nośnikami „siły nieczystej" czy innych filmów, w których zostały obdarzone paskudnym charakterem i złymi zamiarami. W końcu mamy dziś kocie święto.
Obcując z kotem człowiek ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy - mawiała Colette. Pamiętajmy o tym, nie tylko dzisiaj. 
Także wielu znanych pisarzy było miłośnikami kotów. Załączam zdjęcie Ernesta Hemingwaya i jego futrzaka.
Więcej zdjęć sławnych pisarzy i ich kotów znajdziecie tutaj.
Informacje z internetu i ze strony pasje.senior.pl

sobota, 16 lutego 2019

Papierowe duchy - Julia Heaberlin

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5/6
Trudno jednoznacznie zaklasyfikować tę książkę. Z jednej strony to kryminał wymieszany z thrillerem, a z drugiej powieść obyczajowa z silnym wątkiem psychologicznym i kilkoma bez przerwy nasuwającymi się pytaniami, m.in. o to, jak pielęgnowane, podsycane latami obsesje wpływają na człowieka, co mogą zrobić z człowiekiem skrywane przez lata sekrety. 
Jedno jest pewne, to niebanalna, nietuzinkowa pozycja, którą warto przeczytać.
Fabuła to miks z jednej strony zakrawających na obsesję dążeń autorki, która za wszelką cenę pragnie wyjaśnić śmierć siostry, a z drugiej strony to rozgrywka, chora, ostra zabawa bohaterki z chorym na demencję.
Książka ma specyficzną, unikalną atmosferę. Z jednej strony przywodzi ona czytelnikowi na myśl powieść drogi. Główna bohaterka (której tożsamości na początku nie znamy) zdaje się od dawna, od lat podróżować i poszukiwać. Szuka odpowiedzi na pytania dot śmierci jej siostry, ale nie tylko. Z jednego wątku poszukiwawczego wyłania się kolejny. Każdy wątek generuje kilka pytań. Sama bohaterka to skomplikowana, niejednoznaczna osoba, którą pisarka wspaniale nakreśliła. To kobieta szukająca, zmagająca się z demonami, taka, która nie potrafi się pogodzić z tym co było i jednocześnie tym, co zdeterminowało jej teraźniejszość.
Pomiędzy fikcyjne wydarzenia autorka wrzuciła garść autentycznych. Warto tu wspomnieć o samosądzie, najostrzejszym, najbardziej drastycznym w historii USA. Są też głośne morderstwa, które wydarzyły się naprawdę i wiele innych autentycznych aspektów.
Heaberlin daje czytelnikowi mnóstwo materiału do przemyślenia, zmusza do analizowania, stawia wiele pytań, na które próżno znaleźć prostą, jednoznaczną odpowiedź.
Sprawia to, iż książkę choć czyta się dobrze, ma się czasami ochotę odłożyć na półkę. Lektura Papierowych duchów wyczerpuje i to mocno. Nie jest to łatwa pozycja, ale bez wątpienia warta, żeby dać jej szansę. Polecam.
.

środa, 13 lutego 2019

Srebrna zatoka - Jojo Moyes

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 5,5/6
Jojo Moyes to pisarka, której książki od kilku lat goszczą u mnie w domu. To także bardzo nierówna autorka. Niektóre książki ma mistrzowskie, inne takie sobie. Srebrna zatoka należy do tych pierwszych. Obok Zanim się pojawiłeś to najlepsza książka Moyes. 
Srebrna zatoka to odosobnione miejsce, niewielka osada na australijskim wybrzeżu. To tam można obserwować delfiny, a coroczne pojawienie się humbaków jest dla miejscowych świętem.
Tam swoje korzenie zapuszcza Liza z córkami. Tam czuje sie bezpieczna. Tam odbudowuje swoje życie. Także tam pewnego dnia pojawia się zupełnie nieproszony Mike, pochodzący z wielkiego miasta buisnesmann. Jego przybycie nie tylko dla Lizy, ale i dla całej osady oznacza zmianę i wielkie zagrożenie. Następują liczne walki. Toczą się one zarówno w małomiasteczkowej codzienności, jak i w duszach, umysłach bohaterów. Każdy z nich z czymś się zmaga, każdy ma za sobą jakieś problemy, traumy, bagaż doświadczeń. Każdy na skutek wydarzeń w Srebrnej zatoce przechodzi metamorfozę.
Na ogromny plus zasługuje także doskonałe nakreślenie atmosfery tej niewielkiej osady nad Srebrną zatoką. Do tego dochodzą opisy krajobrazu i przyrody, która w osadzie jest codziennością.Sporo miejsca Moyes poświeciła charakterystycznym dla tego regionu stworzeniom, małym i dużym. Opisy ich życia, poruszane szeroko kwestie zagrożenia ich bytu, corocznych migracji, wpływ człowieka na środowisko naturalne, to wszystko wspaniale ubarwia książkę, daje sporo materiału do przemyśleń i chwyta za serce. Niejedna z czytelniczek, wrażliwa na losy fauny i flory, uroni łzę czytając o tym, co my ludzie wyrabiamy z matką naturą. Perypetie ludzi i świata zwierzęco-roślinnego udało się autorce wymieszać w doskonałych proporcjach.
Finał łatwo sobie wyobrazić, happy end, jak to u Moyes. Ale zanim do tego dojdzie będzie się działo bardzo dużo. Moyes nie tylko mistrzowsko oddała klimat napięcia, walki, przemian pomiędzy bohaterami, ale także świetnie ukazała to, co ich doprowadziło do danego miejsca, co sprawiło, iż zachowują się tak, a nie inaczej.
Autorka umiejętnie buduje napięcie emocjonalne, wręcz gra na uczuciach czytelnika. I choć niektórzy bohaterowie trącą schematyzmem, a finał, jak wspomniałam łatwo przewidzieć, to i tak książkę czyta się doskonale niecierpliwie przewracając kolejne kartki. 
Polecam. Srebrna zatoka to świetna, chwytająca za serce powieść o miłości, przyjaźni, odpowiedzialności i tym, co w życiu najważniejsze. 

poniedziałek, 11 lutego 2019

Letnia noc - Dan Simmons

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Świetna książka, którą czyta się z wypiekami na twarzy, a kolejne strony odwraca się niecierpliwie, z lekką obawą, co autor nam zaserwuje.. 
Letnia noc to miks thrillera, książki przygodowej, powieści obyczajowej z domieszką garści kryminału i powieści grozy. 
Akcja książki rozgrywa się w latach 60. XX wieku w USA, w miasteczku w stanie Illinois. Kończy się rok szkolny zaczynają się wakacje. Będą one brzemienne w skutki dla grupy nastoletnich chłopców. Zamknięty zostaje budynek, który przez wiele lat był tym, wokół którego krążą najbardziej tajemnicze opowieści, tym który skrywa od lat największe sekrety. O tej budowli przez lata krążyły legendy. Budynek Old Central School ma lada moment zostać wyburzony. 
Koniec roku szkolnego zbiega się w czasie z niezwykle dramatycznymi wydarzeniami. W miasteczku zaczynają ginąć dzieci. Na początku wydaje się to być przypadkiem, ale do czasu. Nastoletni bohaterowie książki postanawiają rozwikłać zagadkę. Nie wiedzą na co się porywają. Przewracając kolejne kartki książki razem z bohaterami wkraczamy do zagadkowego, tajemniczego i jakże niebezpiecznego świata. 
Od lektury książki już na samym początku trudno się oderwać. Simmons zabiera nas do tajemniczego i niebezpiecznego świata, w którym nic nie jest oczywiste, a wydarzenia zdają się układać w tor kolejki górskiej w wesołym miasteczku. Następuje miks wydarzeń z teraźniejszości i przeszłości, zagadek, które obezwładniają i niezwykle dynamicznej akcji. Do tego należy dodać sporą porcję nadprzyrodzonych mocy. 
Fabuła przypomina najlepsze powieści S. Kinga, w tym z racji młodocianych bohaterów wspaniałe To...chociaż do samego To sporo (w sensie fabularnym) Letniej nocy brakuje. Książka jest także odrobinę słabsza od genialnego moim zdaniem Terroru Simmonsa, ale i tak to bardzo dobra lektura, którą szczerze polecam.Co prawda niektórzy narzekają na zbyt długą pierwszą połowę książki, na mnogość opisów, jednak mnie to w ogóle nie przeszkadzało. Szczegółowe opisy tworzą niepowtarzalny klimat książki, poza tym są cechą charakterystyczną pisarstwa Simmonsa.
Gorąco zachęcam do wniknięcia w świetnie odmalowany, duszny, przerażający małomiasteczkowy klimat wielkiej grozy.