czwartek, 5 grudnia 2019

Ostatnia wdowa - Karin Slaughter

Wydawnictwo Harper Collins, Moja ocena 3-/6
Gdy widzę książkę, której autorką jest Karin Slaughter wiem, jestem przekonana, iż będzie ostro, mocno i krwawo. Tak myślałam dopóki nie sięgnęłam po Ostatnią wdowę. Niestety, ale ta książka mnie rozczarowała. Może autorka się trochę wyeksploatowała, może powodem jest fakt, iż to już 9. tom serii o Willu Trencie i Sarze Linton..
Serię znam od 1. tomu, lubię ją i tylko dlatego doczytałam tę książkę do końca. Ale wierzcie mi, nie było warto,.
Ostatnia wdowa w porównaniu do innych książek Slaughter jest słaba, mało ostra, mało krwawa, a fabuła ciągnie się niczym przysłowiowe flaki z olejem.Gdyby nie napis na okładce nie uwierzyłabym, iż autorką jest Slaughter. W pewnym momencie miałam odczucie, jakby autorka zapłaciła jakiemuś mało wyrobionemu pisarczykowi za stworzenie tej książki.
Książka jest przede wszystkim przegadana. Do usunięcia wg. mnie nadaje się ok. 100-120  stron. Gdyby dokonć takiego odchudzenia byłoby dużo lepiej, nie idealnie, ale zdecydowanie lepiej. 
Całość sprawia wrażenie jakby autorka zbudowała dobry szkielet, dobry zarys historii, umieściła w tym bardzo dobrze skonstruowanych, pełnokrwistych bohaterów, a pozostałe miejsca wypełniła czym popadło. Niestety. Przez sporą część lektury po prostu się nudziłam. Nieliczne ciekawe, porywające momenty nie zmieniły tego wrażenia.
I do tego wielowątkowość. Sama w sobie nie jest czymś złym. To taki znak rozpoznawczy Slaughter, Z tym, że we wcześniejszych książkach autorka potrafiła z tego sensownie wybrnąć, dokończyć wątki. W Ostatniej wdowie jest wręcz odwrotnie. 
Nawet nie wiem, co więcej mogłabym napisać. Bo co można napisać o książce, która sprawiła, iż jesteście źli, że nie rzuciliście jej w kąt, która kilkakrotnie mówiła do was...nie czytaj mnie dalej? Po prostu czytelnicza katastrofa poprzetykana kilkoma doskonałymi momentami zrywu akcji. 
Niby o gustach się nie dyskutuje, ale jestem niesamowicie zdziwiona gdy czytam pochwalne peany dotyczące Ostatniej wdowy. Chyba czytaliśmy zupełnie inne książki. 
Decyzja czytać czy nie należy do was. Ale ja odradzam. Jest tyle innych, ciekawszych, lepszych lektur.



środa, 4 grudnia 2019

Dziecko znikąd - Christian White

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 3-/6
Książka jest przede wszystkim emocjonalna, bazuje na najróżniejszej gamie uczuć. Negatywna przeszłość bohaterki miesza się z pozytywną terażniejszością, radość ze smutkiem. I niby wszystko byłoby ok, ale ja oczekiwałam czegoś innego, czegoś więcej....dostałam....
Zapowiadał się niezły thriller, wyszło coś zupełnie innego.  
Początek książki, pierwsze 3-4 rozdziały bardzo dobre, doskonale zapowiadające (teoretycznie, bo wyszło inaczej) ciekawą, nietuzinkową pozycję. Jednak im dalej w las tym gorzej. Autor po prostu przedobrzył.
Na pierwszy plan wysuwa się temat zniknięcia dziecka. Temat nośny, poruszający, jak napisałam na początku bardzo emocjonalny. Zręcznie na nim bazując można utkać niezłą, wciągającą opowieść. Niestety, ale wykonanie nie wyszło. Przede wszystkim jest za dużo. Czego? Ano wszystkiego. W książce mamy wszystko, co tylko sobie wymarzycie....kościół, psychopatę, sektę, dziwne zjawiska, węże...no co tylko sobie wymyślicie, to w Dziecku znikąd znajdziecie. 
Ja nawet rozumiem zamysł autora, zaciekawić, pokazać coś nowego. Tylko, że tu nie wyszło. Zbyt dużo elementów, za dużo, jak na jedną książkę.  
Thriller (a wydawca zapowiada, iż ta książka nim jest) powinien się charakteryzować przede wszystkim elementami grozy, mroku, tajemnicą, dreszczykiem. W Dziecku znikąd tego brak. Niby autor próbuje wprowadzić nastrój niedopowiedzeń, strachu, ale jest to tak nieudolnie zrobione, iż bardziej śmieszy niż budzi przestrach.
Przewidywalność. To kolejna wada książki. Fabuła, choć ciekawa, nie jest zbytnio skomplikowana. Dzięki temu bez problemu przewidzimy większość wydarzeń. Sami przyznacie, iż w przypadku thrillera (a ta lektura za takową uchodzi) to wręcz dramat dla każdego czytelnika.
Poza tym bohaterowie. Teoretycznie powinny to być postaci pełnokrwiste, reagujące, a są nudne, płaskie, jednowymiarowe.  
Sama historia, szkielet opowieści, ciekawy, nawet bardzo. Ale to wykonanie. 
Plus za zakończenie. Jak na tę pozycję naprawdę nieźle napisane. Czyli bardzo dobry początek, niezłe zakończenie, tragiczny środek. I ogólnie spore rozczarowanie. 
No cóż, sami musicie zdecydować, czy dać szansę tej książce. 

 

wtorek, 3 grudnia 2019

Eksmitowani.Nędza i zyski w jednym z amerykańskich miast - Matthew Desmond

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Dobry, porządnie napisany reportaż o mieszkaniowej nędzy w USA, ludzkiej egzystencji, tym, co może stać się udziałem wielu z nas, wystarczy tylko moment.
Eksmitowani to doskonały, bardzo wnikliwy portret ośmiu rodzin, które sięgnęły dna i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Niesamowicie poruszająca opowieść, która uświadomiła mi, jak niewiele trzeba, żeby znaleźć się na ich miejscu.
Żeby lepiej poznać życie ludzi na dnie, tytułowych eksmitowanych, autor reportażu przez ponad rok mieszkał w Milwaukee na osiedlu przyczep kempingowych, a później w schronisku w centrum miasta. Dzięki temu jego opisy są tak prawdziwe i poruszające. 
Własne doświadczenia, opowieści poznanych ludzi oraz szokujące dane badaczy stworzyły wyjątkową pozycję, którą czyta się w wielu miejscach z niedowierzaniem.
Dotąd rozmowy, artykuły, reportaże o biedzie skupiały się na bezrobociu, pomocy społecznej i przepełnionych więzieniach. Desmond ukazał coś innego. Pokazał nam
problemy mieszkaniowe tych, którzy wydają na czynsz prawie całą pensję, a czasem więcej, przez co wpadają w spiralę długów, są eksmitowani, tracą pracę, nie mogą znaleźć nowej, długi, beznadzieja rosną, staczają się na dno. Nawet gdy w końcu dostaną pracę (najczęściej najgorzej płatną) i tak trudno im jest wrócić do normalnego życia.
American dream, amerykański sen jest dostępny niestety tylko dla garstki wybrańców, z czego bardzo często, my żyjący na innym kontynencie, nie zdajemy sobie sprawy.
W reportażu autor zawarł bardzo dużo poruszających, niezwykle trafnych także w naszym, polskim społeczeństwie obserwacji. Tym, co najbardziej porusza jest dogłębność przeprowadzonych badań. Bardzo chciałabym przeczytać podobny reportaż dot. sytuacji w Polsce.Podejrzewam, ba jestem pewna, iż wielu by zaskoczył i zszokował.
Minus daję za przypisy znajdujące się na końcu książki. Nie znoszę tego.  
Poza tym to bardzo dobra pozycja. Nic dziwnego, iż reportaż uhonorowano w 2017 roku Nagrodą Pulitzera. Polecam szczególnie osobom zafascynowanych Ameryką, kwestiami socjologicznymi, obyczajowymi. Mocna, potrzebna lektura. 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Na krawędzi otchłani - Bernard Minier

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4/6
Niestety, ale to zdecydowanie najsłabsza książka Miniera. Sama w sobie nie jest zła, ale autor przyzwyczaił mnie wysokiego poziomu, jaki serwował czytelnikom w serii z Martinem Servazem w roli głównej.
Na krawędzi otchłani jest słabsze, ale nadal nieźle się je czyta. 
W książce mamy super ultra nowoczesne realia, androidy, sztuczną inteligencję, która już za moment przejmie kontrolę nad całym naszym życiem. 
Akcja rozgrywa się w centrum nowoczesnego świata,w  Hongkongu. W fabule są także liczne morderstwa, jest także dochodzenie. Jednak zbrodnie są jakby dodatkiem, pretekstem do ukazania czegoś innego.
Główną bohaterką jest Moira, młoda Francuzka, która rozpoczyna pracę w nowoczesnej, jednej z największych na świecie firmie technologicznych, która mieści się w Hongkongu.  Kobieta ma zajmować się szkoleniem bota, sztucznej inteligencji, którą tworzy jej pracodawca. Bot ma być doradcą, przyjacielem każdego człowieka, ma znać jego potrzeby, pragnienia i podejmować za człowieka decyzje. Pomocne, ciekawe, ale i przerażające. Szybko okazuje się, iż nic nie jest takim, jakim miało być. kobieta czuje się śledzona, osaczona, kontrolowana w każdej nieomal sytuacji, w niebezpieczeństwie. Do tego dochodzi grasujący w mieście, niezwykle okrutny seryjny morderca. A to dopiero początek.
Minier sporo uwagi poświęca nowoczesnej technologii, kwestii naszej współpracy ze sztuczną inteligencją, rozwojowi współczesnego świata. To ciekawy temat. Jednak moim zdaniem autor za bardzo wczuł się w rolę. Opisów, dywagacji dot. nowoczesnej technologii jest w książce po prostu za dużo. W pewnym momencie z ciekawej treść robi się po prostu nudna. Za technologicznymi dywagacjami ciągnie się spowolnienie akcji. Tym samym w wielu miejscach książka jest rozlazła, akcja ospała. 
Gdy już przebrniemy przez opisy technologiczne, akcja przyspiesza, w wielu miejscach bardzo mocno i tę część czyta się naprawdę dobrze. Szkoda nadmiaru technologicznych dywagacji. Bez nich książka byłaby dużo lepsza.
Na plus książce należy poczytać nieźle wykreowanych bohaterów oraz tak typowy dla tego autora mroczny klimat, który towarzyszy nam przez cały czas lektury.
Na plus zasługuje także dobre zakończenie, warte żeby przebrnąć przez technologiczne wywody autora. Jednak od razu zaznaczam, to zakończenie ma się nijak do tych z cyklu z Servazem....niestety....ale i tak warto je poznać.
Servaz, bohater cyklu kryminałów Miniera, to rasowy, klasyczny, nieprzeciętnie inteligentny policjant. Kryminały z nim to wspaniała lektura. W tych książkach trzeba było sporo pogłówkować, uruchomić szare komórki. 
Na krawędzi otchłani jest dużo prostsze w swojej budowie, prostsze w fabule. Czytelnik niezbyt musi myśleć, wystarczy, iż będzie czytał i odbierał treść. Jeżeli szukacie tego typu lektury, polecam najnowszą książkę Francuza.



sobota, 30 listopada 2019

Sieci widma - Leszek Herman

Wydawnictwo Muza, Moja ocena 5,5/6
Kolejna porywająca książka Leszka Hermana. 600 stron najnowszego kryminału tego autora czyta się w mgnieniu oka.
Autor niezwykle umiejętnie splata ze sobą losy kilkunastu bohaterów. Pewnego upalnego dnia na początku lata wsiadają oni na prom płynący ze Świnoujścia do Ystad w Szwecji. Jedni płyną odwiedzić córkę, inni dla rozrywki, a jeszcze inni dla srogiej zemsty. Ale nie tylko. 
Przekrój wiekowy, społeczny, majątkowy jest niezwykle różnorodny. Herman doskonale odmalował swoich bohaterów. Wśród nich są: młode małżeństwo balansujące na granicy rozwodu, młodzi ludzie szukający dobrej zabawy, młoda kobieta porzucona przez kochanka i nie wiadomo czy bardziej pragnąca jego powrotu czy zemsty, starsze małżeństwo płynące odwiedzić swoją córkę i kilka innych ciekawych postaci.Wielka różnorodność ludzkich charakterów, planów, zachowań. Genialnie ukazany obraz naszego społeczeństwa ze wszystkimi nielicznymi zaletami i o wiele liczniejszymi wadami.
Wydawałoby się, iż wsiadając na prom powinni na lądzie, w Polsce zostawić swoje troski, zmartwienia, sprawy. Nic bardziej mylnego. To wszystko ciągnie się za nimi i doprowadzi do wielu kuriozalnych, ale i niesłychanie ciekawych sytuacji. Jak to w życiu.
W tle mamy dodatkowo wątki kryminalne, noc, wzburzone morze, człowieka za burtą, bardzo cenne skradzione zabytki, śledztwo dziennikarskie i trudną do rozwikłania zagadkę. Wiele wątków, wielu bohaterów, wszystko mistrzowsko ze sobą powiązane.
To czwarta książka Hermana. Po genialnym Sedinum. Wiadomość z podziemi, równie doskonałych książkach Latarnia umarłych i Biblia diabła autor po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Doskonale poprowadził wszystkie wątki kryminalne, wplótł w nie fascynujące elementy historii Zachodniego Pomorza, mistrzowsko odmalował swoich bohaterów i umieścił ich w środku prawdopodobnych, niezwykle poruszających wydarzeń. 
Doskonale zakończenie chociaż ja podkręciłabym je jeszcze bardziej. 
Gorąco zachęcam was do lektury tej, jak i poprzednich książek Leszka Hermana. Świetny autor, doskonałe książki.


czwartek, 28 listopada 2019

Łut szczęścia - Aurélie Valognes

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Cudowny plasterek na dusze, balsam, gdy ma się kiepski humor. Ot po prostu powieść doskonała na wszelkie okazje. Łut szczęścia jest miły, ciepły, delikatny, bawiący,  krzepiący. Jest po prostu super. Zachęcam do lektury z całego serca.
Jest rok 1968. Jean ma sześć lat i nagle, zupełnie niespodziewanie w jej życiu zachodzi wielka zmiana. Chłopiec z dnia na dzień trafia pod opiekę babci. Nie na trochę, a na zawsze. Ani on tego nie przewidział, ani ona. Takie zmiany dot. wszystkiego. Ma miejsce całkowite wywrócenie dotychczasowego życia. Do tego babcia nie jest łagodną, ciepłą osobą. Ma dobre serce, ale niesłychanie trudny charakter. 
Opieka nad wnukiem będzie całkowitą nowością w jej uporządkowanym dotychczas życiu. Oboje dadzą sobie coś nowego, coś unikalnego, coś bezcennego. Szczególnie rozczula naiwność dziecka, jego pytania, czułość babci, która jest skrywana za ostrym tonem.
Łut szczęścia to zwyczajna, prosta opowieść, bez fajerwerków. Zgadza się, ale tylko pozornie. Autorka udowadnia, iż to co najprostsze potrafi być najlepsze, najbardziej wartościowe. Wszystko zależy od tego, jak zostanie podane, zaserwowane.
Łut szczęścia czyta się ze wzruszeniem spowodowanym jakby odkryciem tego co może dać drugiemu człowiekowi zwyczajny gest, słowo. W pędzie, w gonitwie codziennych dni zapominamy o tym, a skoda. Tak niewiele bowiem potrzeba, żeby uszczęśliwić drugą osobę.
Autorka w cudowny sposób, lekko acz niezwykle mądrze opowiada o wielu sprawach, które doskwierają przede wszystkim starszym osobom, ale nie tylko. Także młodość, okres dziecięcy ma swoje prawa, bolączki. Cudownie ukazana jest pewna zależność jednej grupy wiekowej od drugiej, to ile starsi mogą dać młodszym, i wzajemnie, ile jeden człowiek potrafi zrobić dla drugiego. Samotność, skrywanie jej pod pozorami bycia zrzędliwym, wrednym, niemiłym są właściwe nie tylko starszym. Samotność wśród morza ludzi może dopaść każdego z nas, bez względu na miejsce zamieszkania czy wiek. Ową samotność potrafi rozwiać czyjaś obecność, zwykły gest, uśmiech.
Opowieść zdaje się być banalna, zwyczajna, może nawet nudna. Nic bardziej mylnego. Aurelie w mądry sposób przedstawia nam wiele prawd, na wiele otwiera oczy, sprawia, iż wielokrotnie westchniemy...aha faktycznie, a nawet wzruszymy się. Na naszych ustach w trakcie lektury będzie błąkał się uśmiech rozbawienia połączony ze wzruszeniem.
Łut szczęścia to mądra, rozczulająca, doskonale przedstawiająca rzeczywistość opowieść. 
Polecam.

środa, 27 listopada 2019

Zapomnij o nim - Małgorzata Garkowska

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 3/6
Podobno miłość wszystko wybacza, ale czy na pewno?
Bohaterowie najnowszej książki Małgorzaty Garkowskiej borykają się przede wszystkim  sercowymi problemami (jak to u tej pisarki), ale nie tylko. Do głosu dochodzą także sprawy etyczne i to bardzo szeroko rozumiane. 
Akcja rozgrywa się w Zamościu, a problemy bohaterów są na tyle realne, iż spotkać mogą każdego czytelnika książki. To spory atut, gdy czytelnik może choćby w pewnym stopniu utożsamiać się z wykreowanymi postaciami.
Ciekawie nakreśleni bohaterowie. Artur to człowiek poukładany i solidny. Ma wspaniałą narzeczoną, dobrą pracę, mieszkanie. Wszystko ma poukładane, dopięte na ostatni guzik. Jak się jednak okaże życie lubi zaskakiwać i burzyć takie misterne plany, wprowadzać nieład do porządnie z pozoru poukładanego życia. A życie Artura zaskoczy i to bardzo.
Z kolei Anna jest pewna, że ma wszystko. Spokojna praca, przygotowania do ślubu, dziecko w drodze. Czego potrzeba więcej do szczęścia? Zdawałoby się, że niczego. W jej przypadku los także spłata figla. Jedno wydarzenie wszystko zmieni.
Jest jeszcze jedna bohaterka w całkowicie odmiennej sytuacji. To Ewelina, która zjawia się w Zamościu z jedną walizką w ręce. Kobieta ma jeden cel, chce odnaleźć mężczyznę, w którym się zakochała. Jest on także ojcem jej dziecka, o czym męźczyzna nie ma pojęcia. 
Co stanie się z planami i życiem tych osób? Jak potoczą się ich losy. Czy coś ich łączy poza Zamościem? 
Dobrze nakreśleni bohaterowie, bardzo realistyczni, ciekawa fabuła bazowa, w której może odnaleźć się większość czytelników to największe i jedyne atuty książki.
Niestety, ale Zapomnij o nim ma też minusy i to spore. 
Przede wszystkim niewykorzystanie możliwości, jakie daje taka fabuła. Można było stworzyć z tego niezłą powieść, życiową, ciekawą, wciągającą, tym bardziej, iż bohaterowie są naprawdę nieźle nakreśleni. Autorka zmarnowała tę szansę. Narracja jest banalna, wydarzenia wsadzone pomiędzy główne punkty fabuły infantylne, przewidywalne, często nierealne. 
Nie wyszły sceny miłosne, wyznawanie uczuć, brak namiętności w opisach namiętności, miłości. Sceny przedstawiające miłość fizyczną są po prostu straszne. Wiem, sztuką jest dobrze nakreślić tego typu sceny, ale może czasami po prostu lepiej tego nie robić....
Brak realizmu kilku scen z życia wziętych, jak chociażby pseudo rozmowy kwalifikacyjnej Eweliny. No na miłosierdzie boskie, nikt tak się nie zachowuje. Nie będę pisać dokładnie o co mi chodzi. Dowiecie się tego w trakcie lektury.
Jest jeszcze kilka takich nierealnych scen. Nie chcę o nich wspominać, nie chcę was zniechęcać do lektury tej książki. Ma ona swoje plusy, warto żebyście sami sprawdzili, jak ją odbierzecie.


wtorek, 26 listopada 2019

Trzecia terapia - Danuta Chlupová

Wydawnictwo Novae Res, Moja ocena 2,5/6
Nie ukrywam, rozpoczynając lekturę liczyłam na coś więcej. 
Opowieść mająca w tle toksyczne związki, skomplikowane relacje i klątwę dziadka z Auschwitz zapowiadała się nieźle. I wszystko byłoby ok gdyby nie toporna narracja. Brak tej książce ogłady, wygładzenia, polotu, czegoś, co sprawi, iż styl wciągnie, lektura pochłonie. Z równym zaciekawieniem mogłabym czytać listę zakupów, czy książkę telefoniczną. Niestety. 
Akcja rozgrywa się w latach 2014-2016 z licznymi retrospekcjami do czasów II wojny światowej i początku PRL-u.  
W trakcie urlopu poznają się Grzegorz, który próbuje naprawić relacje z córką i Mathilda, Niemka, na której ciąży cień dziadka SS-mana w obozie w Auschwitz. Oboje mają za sobą traumatyczne doświadczenia. Nad obojgiem widnieje cień przeszłości, choć w przypadku każdego z nich jest to inne widmo.
I w zasadzie tyle treści. Przez kolejne strony toczy się akcja, która absolutnie mnie nie zainteresowała. Niestety. 
Poprzednia książka autorki, Blizna, była świetna, zachwyciła mnie. Trzecia terapia to jej zdecydowane przeciwieństwo. 
Mając doskonałą bazę, dobry temat, bazując na wspomnieniach z Auschwitz, na problemie, jakim jest strata bliskiej osoby, próba pogodzenia się z nią oraz fakt, iż ktoś z bliskich był niemieckim zbrodniarzem wojennym, można było stworzyć dobrą, mocną, mądrą książkę, ciekawie pociągnąć temat, umiejętnie pokierować postaciami. I o to mam żal do autorki. O nie wykorzystanie sporych możliwości.
Jak wspomniałam autorka bazuje na obozowych wspomnieniach. Są one jednak bardzo ogólnikowe. Można śmiało stwierdzić, iż Chlupova się po nich po prostu prześlizguje. Brak konkretów, brak faktów, brak nazwisk. Ot slogany, poruszające, ale lakoniczne. 
Mathilda ma ogromne poczucie winy z powodu tego, iż jej dziadek był katem w obozie. Sam fakt posiadania kogoś takiego w rodzinie daje ogromne pole do pisarskiego popisu. Nie wykorzystane. 
Podobnie, jak ze stratą Grzegorza i jego córki.
Najwięcej jednak do życzenia pozostawia styl pisarski autorki. Jest on przeciwieństwem tego z Blizny. Mam wrażenie jakby te książki pisały dwie różne osoby. Chlupova pisze sztywno, prostym językiem, bez polotu, nudno. 
Jestem ogromnie rozczarowana lekturą i żal mi straconych możliwości. 

poniedziałek, 25 listopada 2019

Znikająca ziemia - Julia Phillips

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Znikająca ziemia Julii Phillips to dobrze napisany miks thrillera, elementów kryminału i niezłej powieści socjologiczno-obyczajowej. Autorka bardzo zręcznie opowiada o pewnej zapomnianej krainie w głębi Rosji jaką jest Kamczatka i ludziach, którzy tam mieszkają.
Ludzie ci mają wszędzie daleko. Ich ląd, Kamczatka oddalony jest od stolicy kraju Moskwy o 9 godzin lotu samolotem. Ogromna odległość, więcej niż z jednego krańca Europy na drugi. Jak się żyje w takim miejscu? Kto przybywa tam z wyboru? Może to ci, którzy pragną się przed czymś ukryć? Czy łatwo tam zniknąć, zaszyć się, a może łatwo popełnić przestępstwo.
Odpowiedzi na te i kilka innych pytań szukamy bazując na treści książki, którą jest zaginięcie dwóch sióstr, Sofii i Alony. Dziewczynki pewnego dnia wyszły na spacer i już z niego nie wróciły. Co się wydarzyło?
Cala okolica szuka dzieci, póżniej cały kraj. Czy dziewczynki się odnajdą?
Kolejne rozdziały to kolejne miesiące poszukiwania zaginionych. Bardzo zręcznie zostało to potraktowane. W kolejne rozdziały zostały wplecione dzieje kolejnych osób, nowych męźczyzn, kobiet, dzieci. Wszyscy oni są mieszkańcami dalekiej Kamczatki. Różni ich wszystko, łączy ten odległy półwysep. Na szczególną uwagę zasługują portrety psychologiczne tych osób. Majstersztyk.
Co istotne, każdy miesiąc, każda kolejna odsłona, nowy rozdział to los nowej osoby. Kolejne miesiące-rozdziały nie zlewają się ze sobą, są oddzielną całością, a jednocześnie integralna częścią książki. Doskonale dopracowane założenie. 
Świetnie nakreślony jest także duszny, otaczający ze wszystkich stron, nieomal klaustrofobiczny klimat kamczackiej osady. Do tego dochodzi towarzyszące nam od początku uczucie niepokoju, momentami do bólu obezwładniające. Całość dopracowana w każdym szczególe.
Znikająca ziemia to dobra, dopracowana w każdym calu, poruszająca powieść. Momentami jest ona nawet szokująca. Porusza zarówno samo porwanie dziewczynek, jak i dołączane w kolejnych rozdziałach historie kamczackich outsiderów. Szokuje życie w tym miejscu, traktowanie tam kobiet, porusza i budzi sprzeciw życie kobiet w tamtej części Rosji. 
W trakcie lektury w czytelniku budzą się najrozmaitsze emocje, które nie gasną i buzują aż do końca lektury.
Bardzo dobra, niezwykła, nietuzinkowa powieść, doskonałe studium ludzkiej samotności, niezgrania się oczekiwań, roszczeń z rzeczywistością, takich, a nie innych postaw ludzkich. 
Znikająca ziemia to debiut literacki Julii Phillips, bardzo dobry debiut, który zasługuje na Nagrodę Bookera, do której został nominowany.
Polecam. 

piątek, 22 listopada 2019

Żmijowisko - Wojciech Chmielarz

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Inny, ale nadal bardzo dobry Chmielarz w akcji.
Autor przyzwyczaił nas do tego, iż jego książki to kryminały, a których akcja na ogół pędzi, czasami, sporadycznie tylko zwalniając.
Żmijowisko jest inne i nie każdemu musi to przypaść do gustu. Mnie spodobało się i to bardzo. 
Przede wszystkim to powieść, obyczajowa, socjologiczna, społeczna z mocnym motywem psychologicznego thrillera.   To opowieść o rozpadzie rodziny, przyjaźni, utracie bezpiecznego świata, porażkach, zawiedzeniu się na ludziach, ale i o tym co daje siłę napędową, co ważne.  Żmijowisko jest bardzo mocno osadzone w polskich realiach, w niektórych momentach można przedstawiony świat, otoczenie bohaterów, ich zachowanie określić jako typowe polskie piekiełko. Chmielarz doskonale nakreślił świat, jaki większość spotka na wyciągniecie ręki, świat, w którym gro z nas odnajdzie sporą część siebie, choć rzadko kto się do tego przyzna. Polskie teksty, polskie realia, polski dom, polskie opowieści, nawet muzyka, wygląd domku to wszystko sprawia, iż na swój sposób czujemy się w tej lekturze bezpieczni, otoczeni swojską polskością, ale także odrobinę podminowani, przestraszeni, zaniepokojeni, a na pewno zaintrygowani.  Żmijowisko to także opowieść przepełniona uczuciami, tymi złymi, bardzo złymi, najgorszymi, ale i będącymi zwiastunem czegoś dobrego, nadziei. Z pewnością w książce brak uczuć obojętnych. Jest za to genialny obrazek polskiego społeczeństwa i tego, co sami potrafimy zrobić w imię dobra, miłości, przyjaźni... Atutem są także świetnie nakreśleni bohaterowie, zarówno ci główni, jak i drugoplanowi pojawiający się w książce na chwilę.  Tekst, bohaterowie, wydarzenia wzbudzają skrajne emocje, nikogo nie pozostawią obojętnym. Można tej książki nie lubić, można ją pokochać, ale z pewnością nie pozostanie się wobec niej obojętnym.  Przemiany w ludziach, odkrywanie krok po kroku tajemnic, to jak ewoluuje postać, jak zmienia się zachowanie, podejście do tematu, jak przeobrażają się ludzkie reakcje ukazane na tle powrotu do dramatycznych wydarzeń sprzed roku. Świetna lektura choć potrzeba kilku chwil żeby wniknąć w jej klimat. Warto. Polecam. 

Recenzje innych książek Chmielarza:
Rana 
Cienie 
Wampir
Przejęcie 
Farma lalek 
Podpalacz

czwartek, 21 listopada 2019

Szeptacz - Alex North

Wydawnictwo  Muza, Moja ocena 2,5/6
Szeptacz mnie rozczarował, bardzo. Wydawnictwo w promocję włożyło wiele wysiłku i pieniędzy. Niestety, ale mega marketing rozbudza apetyt czytelników. I wszystko ok, jeżeli książka ma dobry, wysoki poziom.
Gorzej jeżeli jest tak jak z Szeptaczem.
Po pierwsze, i to najważniejsze, to nie jest horror ani thriller, to bardziej historia kryminalna z jakimiś ja wiem...elementami obyczajowymi. Żeby chociaż to była historia kryminalna dobrze poprowadzona. Niestety...śledztwo prowadzi dwóch kiepskich policjantów, pozostałych to w ogóle nie obchodzi. Do tego to dochodzenie jest tak nędzne, tak niefachowe, że szkoda o nim wspominać.
Na plan pierwszy wysuwa się historia zrozpaczonego ojca i jego zaniedbanego emocjonalnie syna. Chwyta za gardło, sprawia, iż odwracamy kolejne kartki żeby dowiedzieć się co dalej. Obaj próbują sobie poradzić z wielka stratą jaka stała się ich udziałem. I byłoby wszystko ok, gdyby autor poszedł tym tropem. Mogłaby z tego powstać niezła historia obyczajowa. Historia ojca i syna, ich przeżyć, wzajemnych relacji jest naprawdę ciekawa, mocna i dająca wiele możliwości.
Tymczasem North dodał do tego tajemniczego porywacza z jego podobno (bo ja tego nie doświadczyłam) przerażającym szeptem. Szept miał być, ba wg. wielu innych recenzentów jest przerażający (wg. mnie jest śmieszny) dla mnie jest zbędny, infantylny, groteskowy.
Ten element w ogóle mi nie psuje do pozostałej części książki. Wyraźnie mi to odstaje od historii ojca i syna. Jakby to były dwie zupełnie różne opowieści doklejone do siebie.
Cała opowieść jest ukazana z kilku perspektyw, ma sporo zagadek, niejasności, które tak naprawdę nie zostają do końca wyjaśnione, a o których można powiedzieć/ napisać jedno...gdzieś o tym już czytałam, skądś to znam.
Poza tym po trochę więcej niż połowie książki następuje jakby zmiana stylu pisarstwa. Uczucie jest mocne i odnosiłam wrażenie jakby ktoś zupełnie inny napisał drugą część książki. O całkowitym braku grozy i elementów thriller nie wspomnę.
Książka nuży, irytuje, ciągnie się, jak przysłowiowe flaki z olejem, brak najmniejszego napięcia o elementach grozy nie wspominając.
Jeszcze gorzej jest z zakończeniem. Jest tak kiepskie, że aż żal. Z niesamowitym zdziwieniem czytam zachwyty blogerów nad zaskakującym, szokującym finałem historii. Matko, chyba czytaliśmy zupełnie różne książki.
Największe pretensje mam do autora o zmarnowany potencjał. Pójście w historię obyczajową byłoby doskonałym ruchem, dawało olbrzymie możliwości. A tak...szkoda pisać. 
Po raz kolejny potwierdziła się moja teoria, im bardziej agresywny marketing, im głośniej o jakiejś książce tym bardziej żałosna treść, tym większe rozczarowanie.
 

środa, 20 listopada 2019

Ostatni świadek - Liv Constantine

Wydawnictwo Harper Collins, Moja ocena 4-/6
Główna bohaterka, dr Kate English ma wszystko. Nie tylko jest dziedziczką wielkiej fortuny; ma wspaniałego męża i córkę, świetną karierę, piękny,  dom. Jednak los udowodni, iż wszystko co bierzemy za pewnik bywa złudne i można to stracić w jednej sekundzie. Pewnej nocy matka Kate zostaje znaleziona martwa, brutalnie zamordowana we własnym domu. 
Kobieta nawet przez moment nie przypuszcza, iż to dopiero początek koszmaru, który ją czeka. Tuż po pogrzebie matki Kate otrzymuje smsa z wiadomością, iż ona będzie następna. Brzmi to jak poważna groźba i wzbudza w kobiecie uzasadnioną obawę. To dopiero początek koszmaru, jaki ktoś zgotował Kate. Dlaczego? Co i kto za tym się kryje? To i wiele innych aspektów próbuje wyjaśnić w prowadzonym śledztwie detektyw Frank Anderson z policji hrabstwa Baltimore. Czy mu się to uda? Czy zapobiegnie najgorszemu?
Nie jest to kryminał moich marzeń. Nie jest to najbardziej skomplikowana zagadka. Jednak to dobra lektura kiedy szuka się czegoś lekkiego, relaksującego, nieźle wypełniającego kilak wieczornych godzin. Do tego celu powieść Constantine idealnie się nadaje.
Fabuła jest wciągająca. Całość jest lekko napisana. Czyta się dobrze. Intryga jest niezła, choć nie ukrywam, gdyby autorka bardziej nad nią popracowała byłaby jeszcze lepsza. Można z niej dużo więcej wyciągnąć. Mimo to jest nieźle, lepiej niż się spodziewałam.
Wydarzenia poznajemy na zmianę z perspektywy Kate i jej przyjaciółki Blaire.
Akcja jest szybka, momentami błyskawiczna. Całość przewija się przed naszymi oczyma niczym migawki filmowe. Do tego kilkakrotnie zastosowane przez autorkę, całkiem udane zwroty akcji.
I dałabym książce wyższą ocenę gdyby nie zakończenie. Miałam wrażenie jakby pisała je zupełnie inna osoba. Dramat, po prostu dramat. Ostatnie 30-40 stron to jakaś katastrofa. 
Nie wiem, jak można było tak zepsuć finał.
Mimo tego zachęcam was do lektury. Gdy nie potrzebujecie czegoś skomplikowanego do czytania, szukacie lektury łatwej i wciągającej sięgnijcie po Ostatniego świadka. Nie oczekujcie jednak książki na miarę nagrody Pulitzera, a tego czym ta historia jest - dobrego czytadła uprzyjemniającego kilka godzin.


wtorek, 19 listopada 2019

Prezent - Sebastian Fitzek

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 5,5/6
Kolejny thriller niemieckiego mistrza psychothrillera jaki miałam okazję przeczytać.
Z Fitzkiem jest tak, zaczyna się powoli, spokojnie, nic, absolutnie nic nie zapowiada tego, co będzie dalej. Przeczytałam wszystkie książki tego autora i zawsze daję się na to nabrać :)
Zaczynam lekturę, obiecuję sobie...tylko kilkanaście stron. I co? Odkładam dopiero jak skończę czytać. Ehhhh...
Z Prezentem jest dokładnie tak samo.
Głównym bohaterem jest zwyczajny niezwyczajny mężczyzna, Milan Berg, kiedyś złodziej, teraz próbujący związać końce życia, całkowity analfabeta, a przy tym człowiek genialny z wieloma niebywałymi zdolnościami. Pewnego dnia Milan siedzi na rowerze, zatrzymuje się na światłach, kiedy nagle obok widzi samochód. Na tylnym siedzeniu przerażona dziewczynka rozpaczliwie przyciska do szyby zapisaną kartkę. Wołanie o pomoc? Milan nie może jej odczytać. Jak już wiemy jest analfabetą. Jednak coś każe mu pędzić ile sił za tym samochodem. Dociera do tajemniczego domu, widzi dziewczynkę, mężczyznę, kobietę, psa...ot zwyczajna rodzina. Ale coś mu nie pasuje. Przeczucie mówi mu jednak, że dziewczynka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie
Wraca do pracy. Po kilku godzinach tknięty przeczuciem wraz z przyjaciółką powraca do tajemniczego domu. Jakie jest jego zdziwienie, gdy okazuje się, ze dom jest pusty, wystawiony na sprzedaż. W środku budynku są warstwy kurzu, przykryte, zdezelowane meble i ten charakterystyczny zapach dawno nie wietrzonych pomieszczeń.
Nagle dzwoni telefon. Milan odbiera i to jest początek rollercostera wydarzeń, które za moment się rozpoczną... Co nastąpi dalej? Tego wam nie zdradzę. Gwarantuję, że tempo akcji was zaskoczy, pochłonie, a wyobraźnia autora porwie i wielokrotnie zaskoczy.
Dodam tylko, że Milan rozpocznie rozpaczliwą i szaleńczą podróż, która prowadzi go w głąb własnej przeszłości.
Świetne pomysły, błyskawiczne tempo akcji, co chwila umiejętnie podkręcane napięcie, sprawianie, iż czytelnik z niecierpliwością przewraca kolejne strony i krótkie niczym błysk flesza rozdziały, to znak charakterystyczny prozy niemieckiego autora i to, co najbardziej pochłania w Prezencie. 
Książka jest ostra, zaskakująca, brutalna, dla Fitzka nie ma tabu. Z każdym kolejnym rozdziałem, z każdym nowym wydarzeniem jest ostrzej, mocniej, bardziej ponuro i wynaturzenie. Gwarantuję wam doskonałą, pełną napięcia rozrywkę. 
Sama układanka, którą musi rozwikłać Milan jest maksymalnie zagmatwana, niejasna i momentami sprawia wrażenie chorych urojeń bardzo wynaturzonego umysłu.
Polecam. Jednak na lekturę zarezerwujcie sobie kilka wolnych godzin. Z pewnością gdy już zaczniecie czytać, nie odłożycie książki aż do ostatniej strony.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Lanny - Max Porter

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Tytułowy Lanny to mały chłopiec, żyjący z rodzicami w wiosce oddalonej godzinę drogi od Londynu. Wraz z rodzicami prowadzi spokojne, banalne, momentami nawet do bólu nudne życie. Jednak to tylko pozory. Lanny żyje bowiem we własnym świecie, do którego nikt nie ma dostępu. Bez wątpienia Lanny różni się od innych dzieci w swoim wieku. Dużo by można pisać o tym chłopcu. Nie chcę wam odbierać przyjemności i elementu zaskoczenia wynikających z poznania tego niebanalnego młodego człowieka. Nadmienię tylko, że Lanny potrafi na cale godziny zniknąć w pobliskim lesie, gdzie prowadzi rozmowy z naturą. Tak, dobrze czytacie. Lanny słyszy naturę przemawiającą do niego ludzkim głosem.
Już od pierwszej strony Lanny wzbudza zachwyt, ale i zdziwienie. Bez wątpienia jest on wyjątkowym chłopcem. Sprawia wrażenie, jakby zagubił się w wyimaginowanym świecie fantazji. Nikt go nie rozumie. Rówieśnicy na wyciągnięcie ręki w komputerze, tablecie mają co tylko zapragną. Nie potrzebują i nie rozumieją świata, w którym zatraca się Lanny.
Max Porter w tej niezwykłej historii wymieszał fantastykę i realizm. Z jednej strony obserwujemy chłopca, jego otoczenie, pędzącego wiecznie ojca, zatroskaną matkę, a z drugiej strony wnikamy w tajemny i przedziwny świat, w którym znajdziemy stworzy, jak przedziwny Praszczur Łuskiewnik.
Trudno mi jednoznacznie określić, czy książka podobała mi się czy nie. Z pewnością zadziwiła mnie, zaskoczyła. Była to lektura trudna, wymagająca uruchomienia szarych komórek, zrozumienia i zaakceptowania licznych porównań, metafor, dziwnej narracji, zaakceptowania dziwnego świata, w którym doskonale czuje się mały chłopiec. 
Zaskoczyła mnie także ogromna wyobrażnia autora. Porter puścił wodze fantazji. 
Książka nie jest gruba, liczy zaledwie 220 stron. Ot lektura na jeden wieczór. Jednak liczne zabiegi literackie, trudna wymowa książki, fantazja, jaką posłużył się autor, ogromny ładunek emocjonalny sprawiają, iż czyta się ją powoli, trudno, z namysłem, często wracając do raz przeczytanych zdań. 
Nigdy wcześniej nie czytałam takiej książki. Polecam ją każdemu, kto lubi inną, dobrą, dopracowaną literaturę. Gwarantuję, iż będziecie zaskoczeni, może nawet zachwyceni. Każdy może tę lekturę odebrać inaczej. I na tym min. polega jej urok.

piątek, 15 listopada 2019

Grypa. Sto lat walki - Jeremy Brown

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Moja ocena 5/6
Grypa, jedna z najpopularniejszy, najbardziej lekceważonych i najgrożniejszych w swoich powikłaniach chorób. Objawy takie, jak dreszcze, gorączka, łamanie w kościach zna każdy. Nie znamy za to dziejów tej choroby, walki ludzi z nią. Warto uzupełnić swoją wiedzę. Warto przeczytać tę książkę.
Książka w sposób lekki, acz nie infantylny, konkretny, fascynujący, a zarazem przystępny ukazuje historię jednej z najbardziej śmiertelnych chorób na świecie, jej pandemie, walkę z nią.
Jest to bardzo ciekawie napisana historia grypy, od wielkiej pandemii w 1918 roku poczynając, aż po najnowsze ataki wirusa grypy.
Autor, amerykański lekarz i dziennikarz, interesująco opisuje odkrycie i wskrzeszenie wirusa pochodzącego z zamrożonych ciał ofiar epidemii 1918 roku, opowiada o historii wirusa poczynając od okresu antyku, na współczesności kończąc. Omawia kontrowersje związane ze szczepionkami i lekami przeciwwirusowymi. Opowiada o sukcesach i porażkach lekarzy, badaczy. Snuje także teorie dot. pandemii, która nie wiadomo dokładnie kiedy, ale na 100% się pojawi. Autor wyjaśnia także różnicę między epidemią a pandemią i zastanawia się, czy jesteśmy gotowi na następną epidemię
Całość napisana lekkim językiem, ciekawie, w sposób przypominający fascynujący kryminał, wciągające śledztwo, w którym tropionymi są wirusy grypy, zbrodniarze uciekający ludziom przez kolejne stulecia.  
Będąc Amerykaninem, autor patrzy na całość zjawiska głównie przez pryzmat amerykańskich badań, fal zachorowań w USA etc. Porównania, przykłady też pochodzą głównie z amerykańskiego podwórka. Np. związek meczów Super Bowl z liczbą zachorowań na grypę. Niemniej jest to ciekawa, doskonale napisana i warta przeczytania  książka. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią i razem z Jeremym Brownem kroczenia przez kolejne stulecia szlakiem wirusa grypy. Doskonała lektura szczególnie w okresie jesienno-zimowym, czasie największych zachorowań na grypę.

 

środa, 13 listopada 2019

Kobieta w mroku - Vanessa Savage

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4/6
Po śmierci matki główna bohaterka Sarah popada w depresję i przedawkowuje tabletki nasenne. Choć twierdzi, że to był wypadek, jej mąż Patrick i ich nastoletnie dzieci, nie są pewni czy mogą jej wierzyć. Patrick postanawia zacząć ich wspólne życie od nowa. Receptą ma być nowe miejsce, nowe otoczenie, nowy dom. Okazuje się, że dom w którym mieszkał jako dziecko, właśnie wystawiono na sprzedaż. Wspaniale wspomnienia z dzieciństwa pomagają podjąć decyzję. Rodzina decyduje się na zmienię otoczenie, rozpoczęcie nowego życia. Jednak jest jedno ale... cena nieruchomości jest zaskakująco niska, a umowa ma haczyk. Jaki? Tego nie zdradzę. Dowiecie się w trakcie lektury tej książki. 
W treść trudno się wczytać. Irytowała mnie  na początku narracja w pierwszej osobie. Trudno było mi się przyzwyczaić. Jednak gdy do tego przywykłam lektura była sporą przyjemnością.
Zostawił mnie w ciemności. Jestem sama, ale mogę przysiąc, że wokół słyszę złowrogie szmery, szelesty i szepty. Zamykam oczy, zatykam uszy i zwijam się w kłębek. To nie był sen. To nigdy nie był sen. (...)
Zdarzenia poznajemy z punktu widzenia 2 osób, Sarah i tajemniczej osoby, której tożsamość do końca pozostaje tajemnicą. 
Największym plusem są mroczny klimat książki i powolne budowanie napięcia i podkręcanie atmosfery narastającej grozy. Cały czas w podświadomości drzemie pytanie, czy
Patrick, Sarah, Mia i Joe będą jeszcze szczęśliwą rodziną.
Cały główny wątek jest umiejętnie poprowadzony. Trudno jest wytypować tę jedną, konkretną osobę, która stoi za całością wydarzeń. Kilkakrotnie miałam swoje typy i niestety nie sprawdziły się one. Pod tym względem autorka wywiodła mnie w pole.
Na minus zasługuje mega irytująca główna bohaterka. Biorę poprawkę na jej trudne przeżycia, traumatyczne doświadczenia. Jednak wszystko ma swoje granice. Autorce udało się stworzyć postać infantylną, rozkojarzona, jakąś taką niedorobioną, taką którą ma się ochotę co chwila mocno potrząsnąć. Sarah niesamowicie mnie irytowała i to uczucie nie minęło do końca lektury.
Postać Sarah i samo zakończenie obniżyły moją ocenę.  
Jeżeli chodzi o zakończenie to miałam wrażenie jakby pisał je inny autor. Zupełnie nie pasujące do pozostałej części książki. A szkoda. Gdyby zakończenie było inne, Kobieta w mroku byłaby bardzo dobrym miksem thrillera i powieści grozy. 
Mimo nieudanego zakończenia i tak zachęcam do lektury. Warto tej pozycji dać szansę.



wtorek, 12 listopada 2019

Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki - Aleksandra Michta-Juntunen

Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 5,5/6
Autorka książki, Aleksandra Michta-Juntunen od ponad 10 lat mieszka w Helsinkach. Jest ona podróżniczką, kolekcjonerką fińskich tłumaczeń literatury polskiej oraz pasjonatką dobrej kuchni. Od czterech lat prowadzi bloga Fińskie smaki. 
Jest też znawczynią Finlandii, co udowodniła w niniejszej książce.
Autorka przedstawia Finlandię w niezwykle ciekawy sposób. Jej opowieści udowadniają, iż kraj ten to dużo więcej, niż piękna przyroda i sauny.
Michta-Juntunen obala mit kraju idealnego, idyllicznego wręcz, za jaki w oczach wielu osób uchodzi Finlandia. Swoją druga ojczyznę przedstawia, jako kraj wielu przeróżnych zalet, ale i wad. 
Jej Finlandia to kraina ukazana bez lukrowania, bez upiększania rzeczywistości, widziana oczyma imigrantki, która żyje w tym kraju od dekady.
Jeżeli oczekujecie przewodnika turystycznego po Finlandii, to nie ta książka. Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki to wspaniale napisany reportaż o bliskim, ale jednocześnie dalekim, niezwykle różnorodnym, bardzo różnym, ale i podobnym do Polski kraju. 
Autorka opowiada o kraju, o życiu w nim, o blaskach i cieniach, o różnicach na linii Finlandia - Polska, Finlandczyk - Polak, przedstawia fińskie przysmaki kulinarne, obala liczne stereotypy dotyczące tego kraju i jego mieszkańców.
Autorka serwuje nam także sporo ciekawych, będących całkowitymi nowościami informacji na temat Finów i ich ojczyzny. Czytając o kilku kwestiach ze zdziwienia szeroko otwierałam oczy.
Całość napisana ciekawym, lekkim językiem, ubarwiona licznymi zdjęciami. Książkę czyta się, a właściwie pochłania z wielką przyjemnością.
Po lekturze mam plany dot. zwiedzenia Finlandii w najbliższe wakacje. Książka Michty-Juntunen rozbudziła mój apetyt na ten niezwykły kraj. Polecam.

poniedziałek, 11 listopada 2019

Reset - Krzysztof Domaradzki

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Reset, to 3. tom serii, której bohaterem jest komisarz Tomasz Kawęcki.
Warto przeczytać wszystkie tomy w kolejności. Są one całością, trylogią, której akcja rozgrywa się w Łodzi. Reset jest doskonałym zamknięciem tej trylogii.
Seryjny morderca, którego tropią policjanci zapadł się pod ziemię. Śledczy są sfrustrowani, mają dosyć. Przestępca wodzi ich za nos i ośmiesza. Czy psychopatyczny przestępca pozostanie bezkarny?
Kto będzie jego ostatnią ofiarą? Chory umysł zabójcy przeraża, ale jednocześnie także na swój sposób fascynuje.
Główny policyjny bohater, Tomek Kawęcki dalej lawiruje między stanami upojenia alkoholowego, a trzeżwością. Jest żle, ba momentami nawet bardzo źle. 
A to tylko początek problemów bohaterów serii.
Domaradzki zręcznie prowadzi wątki rozpoczęte w poprzednich tomach. Kończy je świetnie. Żaden mu się nie gubi, nie znika w odmętach fabuły.
Opowiadana historia trzyma w napięciu do ostatniej strony. 
Zakończenie, jak i cala seria, mroczne, ponure, ostre, bezkompromisowe, zaskakujące.
Reset jest mistrzowskim zakończeniem łódzkiej trylogii. Autor w najmniejszym nawet stopniu mnie nie zawiódł.
Brawa Domaradzkiemu należą się za wszystko. Przede wszystkim za niezwykłe przedstawienie Łodzi. To moje miasto rodzinne. Wyjechałam z niego kilka lat temu, nadal odwiedzam i w trylogii jest dokładnie takim, jakie je pamiętam.
Brawa za stworzenie postaci Tomka Kawęckiego. Niewątpliwie jest to jedna z najciekawszych, najbardziej niejednoznacznych postaci we współczesnych polskich kryminałach. Tylko z pozoru jest on ciągle nietrzeżwiejącym policjantem z bagażem doświadczeń. Na początku mor lubiłam go. Jednak im bardziej zaczęłam poznawać, tym więcej rozumiałam, ceniłam jego postawę, trzymałam za niego kciuki. 
Na plus zasługują także inne postaci Każda z nich jest doskonale nakreślona, przedstawiona. Ukazane są ich losy, motywacje, to co ich ukształtowało do bycia takimi, a nie innymi. Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie seryjnego zabójcy. Majstersztyk. 
Wielu mogą razić wulgaryzmy. Jest ich sporo. Są one jednak uzasadnione okolicznościami, przedstawionymi ludźmi, środowiskiem. 
Doskonałe, ba idealne zakończenie bez tanich i łzawych momentów, ostre, mocne jak cała trylogia. 
Cała trylogia, Detoks, Trans, Reset jest doskonała. Mogę was tylko zachęcić do lektury wszystkich tomów. 



sobota, 9 listopada 2019

Ramen. Zupa szczęścia i miłości - Tove Nilsson

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Ramen to japońskie danie składające się z rosołu, makaronu i innych składników w zależności od receptury.
Ramen to obok sushi największy kulinarny towar eksportowy Japonii, który od lat robi furorę na całym świecie.
Ramen nie ma jednego, konkretnego przepisu. Każdy kucharz i serwujący go lokal wymyśla własną recepturę. Wyróżnia się kilkadziesiąt jej typów.
Autorka niniejszej książki, Tove Nilsson jak sama pisze jest od tej zupy wręcz uzależniona.  
W książce prezentuje ona kilkanaście przepisów na ramen. Obok nich znajdziemy kolejne receptury na dania, które koło ramen stanowią bazę japońskiej kuchni, np. okonomiyaki, pierożki gyoza i wiele innych.
Każdy przepis jest pięknie ilustrowany. Lekturę ubarwiają także liczne zdjęcia lużniej lub mocniej powiązane z zupą ramen, zdjęcia innych potraw, akcesoriów z japońskiej kuchni, samej Japonii.
Ta książka to kompedium wiedzy o fascynującym fragmencie japońskiej kuchni.
Dzięki Tove Nilsson możemy na pewien czas przenieść się do japońskiej kuchni, na japońskie ulice, wręcz poczuć aromat tej niezwyklej potrawy.
Uznanie dla autorki tym bardziej, iż nie jest ona ani Japonką, ani Azjatką. Jej zafascynowanie ramen, wręcz uzależnienie od tej potrawy przebija z każdej kartki książki.
Największym dla mnie zaskoczeniem był fakt, iż świat zupy ramen jest tak bogaty, różnorodny. Zdawałam sobie sprawę, iż istnieje kilka rodzajów tej potrawy. Jednak to co prezentuje autorka przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Książka wprowadza w doskonały nastrój. Jest jakoś tak bardzo energetycznie i pozytywnie napisana. Jej lektura sprawia, iż już teraz, zaraz ma się ochotę pobiec do kuchni i przygotować ramen, czy inną z zaprezentowanych japońskich potraw.
Wspaniała wyprawa w głąb japońskich kulinariów, japońskiej tradycji.
Japonia to kraj, który od dawna mnie fascynuje. Lektura tej książki była wspaniałą przygodą.
Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Warto. Doskonała lektura dla początkujących w kuchni japońskiej, jak i dla mających pierwsze kroki za sobą.

piątek, 8 listopada 2019

Pozwól mi kochać - Ilona Gołębiewska

Wydawnictwo Muza, Moja ocena 4,5/6
Dwór na Lipowym Wzgórzu jest sercem tej historii. Wokół niego toczy się opowieść. Należy on do rodziny Horczyńskich od dwóch wieków. Jest wielką atrakcją dla turystów odwiedzających Podlasie. Jego właścicielką jest Aniela, słynna malarka.
Jest to 2. tom serii. 1. tom to Podaruj mi jutro. 
Warto czytać oba tomy w kolejności. Jednak, jeżeli nie macie tomu 1. spokojnie możecie rozpocząć lekturę od Pozwól mi kochać. 
Dwór na Lipowym Wzgórzu to miejsce inne, takie w którym jakby zatrzymał się świat. Przebywający w nim ludzie zapominają o troskach, zmartwieniach, życiu w pędzie. Co sprawia, iż to miejsce jest takie inne?
Główna bohaterka tego tomu, Sabina Horczyńska ma zdawałoby się idealne, poukładane życie, którego nic nie może zburzyć, nic nie może pokrzyżować planów Sabiny. Ta historia pokaże, jak złudne i niepotrzebne bywają plany na życie. 
Pewnego dnia Sabina zostaje oskarżona o poważne przestępstwo. Ci, w których wierzyła, do których miała pełne zaufanie odwracają się od niej. Kobieta nie radzi sobie zupełnie z nową sytuacją. Za namową córki Sabina udaje się do rodzinne Dworu na Lipowym Wzgórzu.
Czy pobyt w tym wyjątkowym miejscu przyniesie jej ukojenie, czy pomoże spojrzeć na problemy z dystansu, czy sprawy z miasta da się rozwiązać? A może to będzie szansa na nowy początek?
Wspaniale, ciekawie opowiedziana historia dworu, rodziny i perypetie Sabiny są pretekstem do ukazania wielu innych, niezwykle ważnych kwestii. Problemy, których doświadcza Sabina mogą w każdej chwili stać się udziałem kogoś z nas. Okrutne bywają koleje losu.
Lekki, choć nieinfantylny styl autorki sprawia, iż książkę czyta się z wielką przyjemnością, szybko, łatwo. Doskonała lektura na długie jesienne i zimowe wieczory. Doskonały relaks po trudnym dniu.
Jest to 2. tom opowieści o kobietach z rodu Horczyńskich. Całą rodzinę polubiłam, Dwór na Lipowym Wzgórzu zawładnął moim sercem. Niecierpliwie czekam na kolejny tom serii. Uwielbiam sagi rodzinne, książki mądre, pełne ciepła, niosące w sobie jakieś przesłanie.  Zachęcam do lektury.

czwartek, 7 listopada 2019

Niewierność. Uwikłani w historię - Jeż Agnieszka, Płatkowska Paulina

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Rewelacyjna, oparta na faktach historia. 
Autorki za sprawą trójki bohaterów udowadniają, iż wierność bywa względna, a niewierność nie zawsze jest bezwzględna i ma różne oblicza.
Dwie autorki, obawiałam się trochę podziału fabuły, stylu pisarskiego, wyrażnych różnic między sposobem pisania jednej i drugiej z pań. Nic z tych rzeczy. Akcja jest konsekwentna, całość świetnie napisana. Czyta się doskonale, nieomal z wypiekami na twarzy.
Historia, Ruty, Krystyny, Janusza, Jakuba rozpoczyna się w latach 50. XX wieku, w siermiężnych PRLowskich czasach i ciągnie przez kolejne dekady, aż do współczesnych nam przemian.
Ruta i Jakub, małżeństwo, z bagażem codziennych trosk i ciężarem wojennej gehenny. Pasują do siebie, obiecują sobie miłość, wsparcie, przyjaźń. Szczególnie w ówczesnej Polsce wygląda to nieomal nierealnie, zbyt idealnie. W związku tym jest miejsce na przyjaźń, wsparcie, brak za to tego co jest istotne dla Krystyny i Janusza, co jest sednem ich związku. Chodzi tu o namiętność. Taką w 100% spalająca, niemożliwą do okiełznania.
Jednak tylko pozornie u tej drugiej pary jest to sielanka. Krystyna jest bowiem kochanką, a Janusz ma żonę, której nie zostawi. Jak długo to potrwa? Czy bycie uwielbianą kochanką wszystko załatwi? Czy można, należy przymykać oko na niewierność męża? 
Czy..... w trakcie lektury nasunie się wam wiele pytań. Wiele kwestii będzie was dziwić. Wielokrotnie będziecie się zastanawiać, jak wy byście w danej sytuacji zareagowali. Będzie nad czym myśleć.
Który związek jest pełniejszy, który szczęśliwszy? Czy da się to jednoznacznie określić? Czym tak naprawdę jest miłość?
Życie pisze najbardziej niesamowite, frapujące scenariusze. Historie obu par, pozornie tak różnych od siebie, splotą się w niesamowity sposób, w najmniej oczekiwanym momencie. Życie potrafi zaskakiwać. Należy bowiem pamiętać, iż to historia oparta na faktach.
Trudno jednoznacznie napisać o czym jest ta książka. Z pewnością o ludziach, ich losach, uczuciach, decyzjach i ich konsekwencjach. To także lekcja o tym, jak z pozoru błahe życiowe wybory mogą być brzemienne w skutki.
Wspaniała historia, genialnie napisana, świetnie poprowadzona. Historia, w której każdy znajdzie cząstkę siebie. Gwarantuję wam to.
Goraco zachęcam do lektury. Doskonała, warta uwagi książka.