wtorek, 21 maja 2024

Krwawa Toskania - Grzegorz Kapla

 


Wydawnictwo Sonia Draga
Rzadko nie daję oceny książce. Z Krwawą Toskanią mam spory problem. Z jednej strony główna oś fabuły bardzo mi się podobała, daję 5. Wykonanie niezłe, ale ma swoje minusy i wady, daję 4-. Najniższa ocenę daję fragmentom, które zupełnie nie pasowały do książki, do intrygi, do zagadek. Nie jest tych fragmentów dużo, ale są. Dłużą się, są bez sensu i spokojnie można by je usunąć z treści.
Generalnie cała książka na plus. Zdecydowanie warto ją przeczytać.
Największym atutem jest umiejscowienie fabuły we włoskim Salem, czyli mieście czarownic. Oryginalna, włoska nazwa tego miejsca to Triora, miasteczko położone na terenie Ligurii. To tam w roku 1587 miał miejsce największy proces czarownic, jaki odnotowała historia Italii. Dlaczego właśnie tam? W końcu Triora to była niewielka wioska?
Odpowiedź na to i inne pytania znajdziecie w tej wartej lektury książce.
Wplecenie ciekawe, większości nieznanego fragmentu historii Włoch jest bardzo ciekawym zabiegiem.
Dodatkowym atutem jest klimat całej książki. Elementy dawnego procesu czarownic, wspaniały włoski klimat, opuszczony, zabytkowy i jakże mroczny dom, ukrywający się zwyrodnialcy, rytualne morderstwa dostępne w darknecie i wiele innych kwestii. To wszystko sprawia, iż z pozoru lekka lektura zamienia się w mroczną, klimatyczną i bardzo zaskakującą.
Wątki są trzy, z pozoru zupełnie ze sobą niepowiązane. Musi upłynąć trochę czasu żeby dostrzec zależność pomiędzy wszystkimi trzema kwestiami. Gwarantuję wam, że one się łączą.
Do tego spora garść niezwykle inteligentnego humoru i bardzo ciekawy wątek Polaka, Feliksa.
I to tyle dobrego. Na minus zasługują wspomniane przeze mnie nudne, nie pasujące do niczego wstawki. Jest ich niewiele, ale są. Poza tym dochodzenie, które powinno być wiodącym elementem kryminału. Jest, owszem, ale jest zbyt niedopracowane. Można było zrobić więcej, lepiej je poprowadzić.
Minusy, niewielkie, ale są. Plusy, atuty przewyższają wady. Klimat i kwestia mrocznej historii Włoch są wielkimi zaletami. I chociażby dlatego warto przeczytać Krwawą Toskanię.


sobota, 18 maja 2024

Szept - Weronika Mathia

 



Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5/6
Po świetnym debiucie Żar i tym razem autorka nie zawiodła.
Szept to historia, która wciąga od pierwszych stron, od samego początku lektury. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy w Iławie, nad brzegiem Jezioraka zostaje znalezione ciało nastolatki. Zabójca zostaje szybko aresztowany. I wydawałoby się, że to koniec. Nic bardziej mylnego. To dopiero początek historii, która w wielu aspektach zadziwi czytelnika.
Wiele kwestii przemawia za tym, iż Piotr, aresztowany zbrodniarz, jest niewinny. Jaka jest prawda? Co z tym i wieloma kolejnymi wydarzeniami, ma wspólnego zaginiona blisko pół wieku temu ciotka Piotra?
Pytania, wątpliwości mnożą się w lawinowym tempie. Odpowiedź na nie próbuje znaleźć prowadząca śledztwo policjantka, Dominika Sajno.
Tym, co od początku chwyta w swoje objęcia jest klimat powieści, mroczny, duszny, przerażający i ze wszystkich stron oblepiający. Cała książka jest duszna, mocno klaustrofobiczna i bardzo emocjonalna, chwyta za gardło, porusza wyobraźnię i sprawia, że chcemy jak najszybciej dowiedzieć się, co będzie dalej. Mrok i urok jeziora Jezior i specyficzny klimat wyspy Wielka Żuława robią swoje. Całość autorka traktuje niczym drobiazgowy obraz, krok po kroku oddając szczegóły krajobrazu, ale i samego specyficznego klimatu tych miejsc. Przyszło mi do głowy, że warto by zrobić taki szlak podróżniczy po miejscach opisanych w Szepcie. Mathia opisuje wszystko z dbałością o każdy detal,, warto dać się porwać i krok po kroku poznawać miejsca z książki.
Dodatkiem jest bardzo ciekawa zagadka kryminalna i świetnie prowadzone dochodzenie rozłożone na różne płaszczyzny czasowe, które bardzo zręcznie się przenikają i konsekwentnie utrzymany ciąg przyczynowo- skutkowy. Co ważne, mimo wielu tropów, sporej porcji tajemnic, autorce nic nie umyka, nic nagle nie znika, wszystko zostaje konsekwentnie doprowadzone do finału. Do tego świetnie nakreśleni bohaterowie, bardzo realni, z własnymi problemami, nie idealni, a przez to bardzo rzeczywiści i niejednoznaczni. Jak sie okaże, nie każdy zły jest złym faktycznie.
Podsumowując, dobre tempo akcji, liczne, często fałszywe tropy, ciekawie nakreśleni bohaterowie, konsekwentnie prowadzone dochodzenie i przeskoki w narracji, to wszystko wymaga uwagi czytelnika, ale sprawia także, iż Szept naprawdę dobrze się czyta.
Autorka zabrała nas w mroczną, duszną i pełną tajemnic podróż, której finał mocno mnie zaskoczył...a byłam pewna, że wiem jakie jest zakończenie, że wiem, kto jest katem, oprawcą.


środa, 15 maja 2024

Imperium. Cykl: Złoty wiek (Conn Iggulden) (tom 2) - Conn Iggulden

 



Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5/6
Naprawdę dobra, świetnie napisana i niezwykle wciągająca książka. Polecam wszystkim miłośnikom powieści historycznych i osób tak kochających antyczną Grecję, jak ja. To doskonała powieść historyczna.
Jak zwykle autor porwał mnie niezwykle barwną, bardzo działającą na wyobrażnię narracją. Brawa także dla tłumacza. Dobry przykład jest równie ważny, jak dobre pióro autora.
Nie będę opowiadać treści. Jak to w przypadku książek traktujących o antyku i w ogóle powieści Igguldena, sporo się dzieje. Mnóstwo w niej także bohaterów, wydarzeń.
Jednak spokojnie. Całość jest tak świetnie prowadzona, iż nawet osoby niezbyt orientujące się w dziejach antycznej Grecji spokojnie się w fabule odnajdą.
To drugi tom cyklu. Tom 1. Lew, skupiał się głównie na potyczkach spartańsko-ateńskich, a głównym bohaterem był Kimon, żyjący na przełomie VI i V w. p.n.e. wódz i polityk ateński.
W tym tomie serii śledzimy głównie losy Peryklesa, który jest przywódcą Aten i chce w swoim polis wprowadzać zmiany, reformy, budować, działać. Tym razem to właśnie Perykles wysuwa się na pierwszy plan. Należy pamiętać, iż to on rozbudował, wzmocnił Ateny, rozbudował Pireus, to on stworzył demokrację i za jego panowania Ateny założyły najwięcej kolonii.
Niby w Imperium mamy okres powojenny, niby Ateny i Sparta są w okresie pokoju. Jednak nad ateńskim polis nadal wiszą chmury niebezpieczeństwa. W tamtych czasach nigdy nie można było być niczego pewnym, a spokój i pokój często były ułudą. Mają miejsce mniejsze starcia, których ogniwem zapalnym jest decyzja Peryklesa o budowie wokół Aten potężnych murów obronnych. Na to Sparta nie mogła się zgodzić.
Ta opowieść to przede wszystkim ukazanie szybko postępującego rozwoju polis ateńskiej i powstawania oraz kształtowania się ówczesnej demokracji, która po kilkunastu wiekach stała się podłożem do powstania demokracji, którą mamy i znamy obecnie.
Do tego sporo bardzo udanych, szczegółowych opisów życia codziennego w V w. p.n.e. Oj dzieje się Imperium, dzieje się. Największą ozdobą książki są historyczne szczegóły i wspaniale nakreśleni bohaterowie z Peryklesem na czele.
Do tego liczne grono wielu pomniejszych autentycznych bohaterów oraz spora gromada postaci fikcyjnych. Wszyscy świetnie nakreśleni, żyjący pełnią literackiego życia, pełnokrwiści, waleczni, ambitni.
Uwielbiam książki Igguldena. Chociaż są one tylko powieściami i z założenia nie należy ich traktować, jako książek naukowych, czy choćby w przybliżeniu książek historycznych to jednak wiele z nich można się dowiedzieć.
Autor bazując na prawdziwych wydarzeniach, opierając się na wielu faktach historycznych stworzył niesamowicie wiarygodna, warta uwagi bardzo ciekawą opowieść. W historii antycznej V w. p.n.e. jest wiele znanych faktów, ale i nadal, mimo licznych badań archeologicznych, wiele białych plam.
Nie wiem, jak wyglądało kilka spraw. Dlaczego więc nie oddać się lekturze i nie uznać, iż wypełnione przez Igguldena białe plamy są wiarygodne?!
Gorąco zachęcam do lektury. Wrażenia niezapomniane.

niedziela, 12 maja 2024

Juno - Anna Dziewit-Meller

 



Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Książka, która mnie zaskoczyła. To wspaniała, pełna bardzo inteligentnego humoru opowieść, a w zasadzie historia dwóch sióstr, Aleksandry i Marianny. Bohaterki, w których życiu, wyborach wielu z nas odnajdzie siebie.
Każda z sióstr jest inna, różnią się od siebie, jak to tylko jest możliwe. Każdej z nich brakuje tego, co ma ta druga.
Aleksandra zbliża się do czterdziestki, pracuje i wychowuje trzech synów. Jej codzienność to tony obowiązków i problemy finansowe. A chciałaby od życia znacznie więcej. Marzy o uznaniu czytelników i sławie, próbuje swych sił jako pisarka. Jej młodsza siostra Marianna mieszka w rodzinnej wsi na Mazurach. Jest popularną instagramerką, królową socjali. Z pozoru szczęśliwa i spełniona, pragnie macierzyństwa i zmaga się z poczuciem winy, które nosi w sobie od dzieciństwa. Każda z nich z pozoru jest spełniona, szczęśliwa, ma wszystko. To jednak tylko pozory. Pisarka i macierzyństwo to nie słodki raj, a życie z instagrama to fikcja dla mas. Siostry bardzo różnią się od siebie i nie mogą się porozumieć.
Tym, co może je w końcu połączyć, zjednoczyć jest choroba ich ojca. Nowotwór najbliższej im osoby, pobyt w hospicjum może być spoiwem, którego siostrom brakowało. Ale czy tak się stanie?
Napisałam, że to książka pełna humoru. To prawda. Nie jest to jednak głupkowaty humor z jakim często mamy do czynienia w książkach. To bardzo inteligentny humor, wybitna ironia i krzywe spojrzenie na nas samych, na nasze wady, zalety, marzenia i to, jak podchodzimy do życia.
Tym, co od razu rzuca się w oczy jest fakt, iż Juno (podobnie, jak inne książki Anny Dziewit - Meller) to feministyczna książka. Kobiety są na każdej stronie na pierwszym planie. Ma się wrażenie, że bohaterki, ich sprawy i poglądy wyzierają wręcz z każdego zdania. Co z tego wynikło? Sami się przekonajcie.
To niezwykła, szczera, trafna, poruszająca, ale i bawiąca opowieść o tym, co w życiu ważne, co mija niczym błyskawica, co nas czeka, o konsekwencji niegdysiejszych i teraźniejszych wyborów. W sumie to trudno jednoznacznie powiedzieć o czym jest Juno. Na pewno o życiu widzianym z kobiecego punktu widzenia.
A co do tego ma umieszczona na okładce astronomka? Jak ona wpisuje się w treść Juno? Co do dwóch sióstr z mazurskiej wsi ma XVII-wieczna naukowczyni i obraz Rubensa? Tego nie zdradzę. Gwarantuję, że będziecie zaskoczeni. Gorąco raz jeszcze zachęcam do lektury.

piątek, 10 maja 2024

Za zasłoną milczenia - Żaneta Pawlik

 



Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Bardzo dobra i bardzo poruszająca opowieść, w której autorka, Żaneta Pawlik po raz kolejny porusza trudne, niewygodne, uwierające i bardzo bolesne tematy.
10 lat temu Klara wstąpiła do zakonu. Decyzja zdawałoby się na całe życie. Ale czy na pewno? Od jakiegoś czasu kobieta coraz częściej myśli o opuszczeniu zakonu. Nie jest to łatwa decyzja. We wnętrzu, duszy i umyśle Klary, ma miejsce prawdziwa walka. Ostateczną decyzję nasza bohaterka podejmuje gdy umiera jej brat. Jej nowym miejscem na ziemi będzie pensjonat nad morzem, który poprowadzi wraz z owdowiałą szwagierką. Co z tego wyniknie? Jak będzie czuła się Klara? Czy zarządzanie pensjonatem będzie, tym co da jej spokój i ukojenie?
Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w tej doskonale napisanej książce, do lektury której gorąco zachęcam. Będziecie zadowoleni z lektury jeżeli szukacie dobrze napisanej powieści z przesłaniem, mądrej, nieinfantylnej, pokazującej wnętrze człowieka.
Bohaterowie książki są trudni, przeczołgani przez los, mocno doświadczeni. Takich postaci w literaturze jest sporo. Wszystko zależy od tego, jak się ich przedstawi, banalnie czy w sposób niezwykły. Pawlik poszła na szczęście tą druga drogą. Dzięki temu mamy do czynienia z naprawdę niezwykłą historią, która porywa od pierwszych kartek.
Bez wątpienia Za zasłoną milczenia porusza bolesne sprawy, odczarowuje tabu, sprawia, iż czytelnik czyta tę historię na jednym wdechu i jest niesamowicie poruszany oraz czuje się jak rozjechany emocjonalnie. Żaneta Pawlik potrafi pisać o trudnych sprawach, potrafi wyjątkowo działać na czytelnika.
Niespieszna akcja, życiowe problemy, w których wielu z nas odnajdzie siebie i ciepło, które bije z każdej kolejnej strony i ogrzewa także czytelnika. Wspaniała, bardzo dobrze napisana opowieść, idealna lektura na wiosnę.
Nie ukrywam, bardzo poruszyła mnie ta historia. Ze 2x otarłam łzę wzruszenia i długo będę pamiętać o tym, co przeczytałam i o czym w trakcie lektury myślałam. Polecam.

 

środa, 8 maja 2024

Hitra - Samuel Bjørk

 

 

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Samuel Bjørk to pseudonim artystyczny norweskiego pisarza Frode Sander Øiena, który pierwszą książkę wydał w 2013 roku. Był to 1. tom serii (bardzo dobrej) z detektywami z Oslo Mią Krüger i Holgerem Munchem. Tytuł tej książki to Sezon niewinnych.
Hitra to 4. tom serii i wg. autora ostatni. Można tą część czytać samodzielnie, bez powiązania z wcześniejszymi książkami. Jednak zdecydowanie ciekawiej będzie czytać każdy tom po kolei, tym bardziej, że to naprawdę doskonałe książki.
Tytułowa Hitra to wyspa, na której Mia kiedyś chciała popełnić samobójstwo. Po latach pani detektyw wraca na Hitrę. Ma nadzieję na spokojny pobyt. Jednak praca i zagadki kryminalne oraz zbrodnie zawsze ją odnajdą. Tym razem do Mii zwraca się o pomoc dziewczynka, która prosi o odnalezienie zaginionego kilka lat temu przyjaciela.
Zdawałoby się bzdura, wymysł nastolatki, urojenia po latach. Jak się szybko okaże nic bardziej mylnego, sama Mia wraz z Munchem wkraczają do świata wyjątkowego zła.
Nic więcej wam nie zdradzę, nie chcę spojlerować, nie chce zdradzać żadnych szczegółów. Napisze tylko, że Hitra to bardzo tajemnicza wyspa, miejsce na którym każdy skrywa mniejsze lub większe sekrety, wszyscy wszystko wiedza, a brudy pierze się we własnym gronie. Hermetyczna, niewielka społeczność jest świetnie przez autora ukazana. Do tego wspaniale zaprezentowana sama historia, z punktu widzenia kilku osób, kilku pokoleń. W trakcie narracji autor bardzo mocno skupia się na kolejnych postaciach, mocne ukazanie każdej z osób.
Ze strzępów informacji, tajemnic skrywanych w osadzie, śladów Mia i Holger muszą zbudować logiczny ciąg wydarzeń i odkryć prawdę. Sprawę komplikuje popełnione współcześnie zabójstwo.
Polecam. Naprawdę dobry miks powieści społeczno-obyczajowej i mocnego skandynawskiego kryminału.


wtorek, 7 maja 2024

Jęk zamykanych bram - Wojciech Wójcik

 



Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Naprawdę mocna, dobra książką. Znając twórczość autora, wiele sobie po Jęku... obiecywałam. I nie zawiodłam się.
Wszystko rozpoczyna się, gdy na oddział chirurgii w wyniku pobicia trafia Arek Maj. Wkrótce inny pacjent znajduje jego ciało z poderżniętym gardłem. Dyżurująca lekarka postanawia powiadomić bliskich ofiary. Okazuje się jednak, że osoba, którą Maj wskazał do kontaktu, dwa lata temu zaginęła. To dopiero początek, bardzo obiecujący i konsekwentnie doprowadzony przez autora do końca. Śledztwo prowadzi były policjant Mateusz Krysiak, który szybko odkrywa, iż kwestia kto i dlaczego zabił Maja jest jakby drugorzędna. Tzn. zabójstwo oczywiście się liczy, ale jest ono droga do zaprezentowania innej kwestii. Tak naprawdę liczy się coś znacznie ważniejszego, coś co niespodziewanie zostanie odkryte w toku dochodzenia.
Każda kolejna strona odkrywa inne fakty, tajemnice. Sekretów jest tyle, że dałoby się nimi obdarować kilka rodzin lub kilka pokoleń.
Przy takim zagęszczeniu sekretów i tajemnic bardzo łatwo nad nimi nie zapanować, popaść w przesadę, nie umieć ich sensownie doprowadzić do końca. Na szczęście autorowi udało się tego uniknąć. Całość jest sprawnie i inteligentnie prowadzona i dobrze zakończona. Może brak w finale wielkiego wow, ale nie o to w tej książce chodzi. Liczy się coś więcej, ukazanie nas samych, ludzi, społeczeństwa i tego jakie sekrety każdy z nas skrywa.
Autor rzetelnie podszedł do swojej pracy. Intrygi są ciekawe, niebanalne. Z każdym kolejnym rozdziałem ujawniane są kolejne elementy układanki, które z pozoru wydają się bezsensowne, nie mające jedne z drugimi nic wspólnego. Ale to tylko pozory. Wojciech Wójcik stworzył kolejną, dobra, mocną i przemawiającą do wnętrza czytelnika książkę.

Zachęcam was do lektury tej niebanalnej i dobrze napisanej książki. Będziecie usatysfakcjonowani. Kolejna obszerna i bardzo dobra książka w sumie mało u nas znanego pisarza. Czas na poznanie dzieł Wojciecha Wójcika. Czas na zrozumienie, że nikt z nas tak naprawdę nie zna swoich najbliższych. Ta książka wam to udowodni. Zapraszam do lektury.

wtorek, 30 kwietnia 2024

Monte Cassino - Matthew Parker

 


Dom Wydawniczy Rebis, Moja ocena 5/6
Monte Cassino to nie tylko opowieść o najsłynniejszej bitwie II wojny światowej. To także historia traktująca o otoczce, o tym, co doprowadziło do takiego starcia, jak krok po kroku Alianci zdobywali Półwysep Apeniński, a także analiza czy walczono właściwie.
Historia opowiadana przez Matthew Parkera rozpoczyna się w 1943 roku. Jednak wszystko, każde kolejne słowo uparcie dąży do bez wątpienia najbardziej zaciętej bitwy II wojny światowej. Warto przypomnieć, że Bitwa o Monte Cassino to nie jedna potyczka, a w rzeczywistości cztery bitwy.
Książka jest dobrze poprowadzoną syntezą bitwy i przygotowań do niej, a także pewną oceną. Barwnie opowiedziana historia wzbogacona jest licznymi ilustracjami, mapami, dodatkami, wykresami. Pomaga to zrozumieć wiele opisywanych aspektów.
Dla nas Polaków bitwa ta ma szczególne znaczenie ze względu na generała Władysława Andersa oraz niewyobrażalną wprost odwagę żołnierzy 2. Korpusu Polskiego. Na bitwę, jej przebieg, znaczenie i zasadność patrzymy z narodowego, mocno emocjonalnego punktu widzenia. Czy to słuszne? Czy bitwa była zasadna?
Szczerze, nie mnie to oceniać. Nie mam do tego prawa, szczególnie gdy przynajmniej raz w roku jestem na Cmentarzu na Monte Cassino, widzę groby młodych chłopców poległych w tej walce. I choćbym nie wiem, jak się starała, nie potrafię odciąć się emocjonalnie od śmierci niejednokrotnie nastoletnich, bardzo młodych chłopców. Ich wiek na nagrobkach poraża. Ocenianie tak w ogóle Bitwy o Monte Cassino wydaje mi się tak nie na miejscu, jak ocena Powstania Warszawskiego.
Jednak uwaga, ta książka nie jest oceną bohaterstwa i poświęcenia żołnierzy, a znaczenia militarnego. I to ma ogromne znaczenie. Dla Amerykanina czy Anglika Bitwa o Monte Cassino jest jedną z wielu bitew II wojny światowej, nie ma jakiegoś wielkiego znaczenia. Stąd inne spojrzenie autora. Warto je poznać.
Polecam. Bardzo dobra książka, ukazująca inne, z zewnątrz spojrzenie na Bitwę o Monte Cassino. Czyta się ją doskonale. Matthew Parker to świetny badacz i gawędziarz.

czwartek, 25 kwietnia 2024

Symfonia potworów - Marc Levy

 



Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobra i bardzo pouczająca książka. Jednocześnie to straszna opowieść, o tym, jak w umysłach dzieci wymazuje się ich rodzinę, język, historię i narodowość. Z czymś takim mieliśmy do czynienia w trakcie II wojny światowej, gdy Niemcy zabierali Polakom malutkie dzieci i robili z nich "prawdziwych Niemców". Levy opisał to, ale w kontekście toczącej się wojny w Ukrainie.
Setki, a może tysiące ukraińskich dzieci zostały uprowadzone przez Rosjan, żeby zniszczyć w nich ukraińską świadomość. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, co czują rodziny porwanych dzieci.
Pewnego dnia ten los spotyka 9-letniego chłopca Wałyka.Chłopiec i jego kolega zostają porwani. Co dzieje się dalej? Tego wam nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej niezwykłej i bardzo poruszającej książki.
Akcja książki rozgrywa się gównie w miejscowości Rykowe, czyli na okupowanych przez Rosję terenach Ukrainy. Oprócz historii Wałyka, Marc Levy niezwykle poruszająco opisał codzienność Ukraińców, którzy będąc pod rosyjską okupacją próbują jakoś sobie radzić, próbują przetrwać. Serce ściska, gdy się o tym czyta.
Dodatkiem do poruszającej treści są wspaniali bohaterowie. Levy nakreślił zapadające w pamięć, poruszające, wręcz niezwykłe postaci, które sprawiają, iż książkę czyta się z jeszcze większym zaangażowaniem.
Fikcji literackiej jest niewiele. Sam autor wyrażnie oddziela fikcję od prawdziwych wydarzeń. Większość opisów to niestety prawda, która sprawia, że łzy same cisną się do oczu. Jest to ten rodzaj literatury, o którym ciężko cokolwiek napisać. Żadne słowa nie oddadzą uczuć, które miotają czytelnikiem w trakcie lektury. A każdy opis czy próba scharakteryzowania, ocenienia Symfonii potworów brzmią po prostu nijako i infantylnie. Mogę tylko zachęcić was do tej lektury. Gorąco polecam. Symfonia potworów na bardzo długo pozostanie w waszej pamięci.




poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Ulotne pragnienia. Cykl: Komisarz Brunetti (tom 30) - Donna Leon

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
To już 30. tom przygód rodziny Brunettich. Przeczytałam wszystkie książki i niezmiennie jestem wielką fanką serii i kocham Wenecję, tę opisaną przez Donnę Leon i tę do której co kilka miesięcy wracam w realnym świecie.
Co prawda autorce odrobinę nie zgadza się (wg. moich wyliczeń) czas, chronologia...dzieci Brunettich są na studiach, a biorąc pod uwagę okres na przestrzeni którego rozgrywają się kolejne tomy serii, Chiara i jej brat Rafi dawno sami powinni mieć dzieci co najmniej w przedszkolu jeżeli nie w zaawansowanym wieku szkolnym, a ich rodzice Paola i Guido Brunetti powinni dawno być na emeryturze. 1. tom serii ukazał się ponad 30 lat temu :). Ale to nic. To nadal świetna, wręcz mistrzowska i warta przeczytania seria.
Ukryte pragnienia to kryminał i doskonała powieść socjologiczno-obyczajowa w jednym. Tak jest z każdym tomem serii. Książka ta łączy w sobie cechy powieści społecznej, psychologicznej, obyczajowej, wątki moralizatorskie oraz elementy...przewodnika turystycznego po mieście kanałów i okolicznej lagunie i książki kucharskiej. Sam wątek kryminalny jest śladowy, jest ukazany w tle, a w zasadzie jest pretekstem do pokazania czegoś innego, czegoś więcej. Próżno więc czekać na dramatyczny rozlew krwi, pościgi, spektakularne zbrodnie.
Owszem zbrodnia jest, ale cicha, niepozorna, niezbyt widowiskowa. Na początek mamy dwie mocno poturbowane amerykańskie turystki, które nocą ktoś porzuca przed wejściem do weneckiego szpitala. Wydawałoby się, że w sumie nic takiego. Poturbowanych turystów jest w Wenecji sporo. Brunetti wiedziony swoją słynna intuicją czuje, że za tym zdarzeniem kryje się coś zdecydowanie gorszego, coś czym on sam musi się zająć. Pomaga mu znana z wcześniejszych tomów Claudia Griffoni.
Brunetti nie myli się. Jest niby zbrodnia ale przez jej pryzmat autorka prezentuje nam dużo więcej.
Ponownie sprawa, a właściwie sprawy, które pod pozorem śledczych zmagań ukazuje Donna Leon, są bardzo na czasie i tak niestety uniwersalne, że można je dopasować do wielu miast, krajów na świecie, nie tylko do książkowej Wenecji.
Gdy skończyłam czytać Ulotne pragnienia, zadumałam się na dłuższą chwilę.
Leon ma dar poruszania najbardziej drażliwych dla społeczeństwa włoskiego tematów, często takich, które Włosi wypierają ze świadomości, ew. chcieliby ukryć przed światem. Dotyczy to zarówno kwestii światopoglądowych jak i społecznych czy religijnych. Ot Włochy, Włosi, ich charaktery, często coś co my nazywamy dulszczyzną, zakłamanie i istota człowieka ukazane i świetnie wplecione w naprawdę doskonałą i godną uwagi powieść.
Ulotne pragnienia to ponownie dobry kryminał, ale jeszcze lepsza, moim zdaniem mistrzowska książka o ludziach, ich dążeniach, najgłębiej skrywanych demonach, obawach i tym czym złym co drzemie na dnie duszy każdego człowieka. Tylko od nas zależy, czy to coś dojdzie do głosu czy nie, czy zrobimy coś złego, czy nie.
Kolejny tom przygód weneckiego komisarza to także możliwość odwiedzenia Wenecji, poznania tego wspaniałego miasta niejako "od kuchni" oraz niezwykle inteligentna rozrywka.
Niezmiennie zachęcam do lektury całej serii o komisarzu Guido Brunettim. Jednak ostrzegam, nie jest to lektura dla wszystkich. To pozycje, dla tych, którzy od kryminału oczekują czegoś więcej, lubią pomyśleć nie tylko nad zagadką kryminalną, ale także nad problemami otaczającego nas świata. Polecam.