sobota, 9 maja 2026

To za dużo dla mnie - Darko Cvijetić

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
To za dużo dla mnie to literatura, która nie próbuje się podobać — ona chce uwierać, ranić, zostawać w umyśle czytelnika. I trzeba przyznac, że robi to skutecznie. To trudna książką, ale jakże ważna.
Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wrzucony w rzeczywistość, w której nie ma prostych podziałów na dobro i zło. Cvijetić konsekwentnie burzy komfort czytelnika, ukazuje, że nigdy nic nie jest jednoznaczne, oczywiste, biało czarne. Czyni to na przykładzie historii Filipa Latinovicia — człowieka napiętnowanego zbrodnią, a jednocześnie absurdalnie wyniesionego przez społeczeństwo do rangi bohatera. Ten dysonans stanowi oś całej powieści i jednocześnie jej największą siłę. Filip Latinović nie jest postacią, którą łatwo zrozumieć, a tym bardziej — polubić. I właśnie o to chodzi. 
Cvijetić zmusza nas, by spojrzeć na rzeczywistość oczami sprawcy. To co widzimy nie podoba nam sie, jest trudne, momentami straszne. Brak też prostego rozgrzeszenia, odpuszczenia win. Latinović żyje w świecie, w którym jego przeszłość nie tylko go prześladuje, ale też zostaje jakby zniekształcona, w niektórych momentach zbrodnie wydają się nimi nie być. Poza tym winy naszego bohatera są ignorowane, a nawet gloryfikowane przez otoczenie. To niezwykle mocny komentarz do mechanizmów pamięci zbiorowej i polityki historycznej. Coś takiego dzieje się teraz, tuż obok nas, na naszych oczach, gdy np. tak wielu Polaków (i nie tylko) ignoruje zbrodnie Holokaustu, a niektórzy wręcz uważają je za słuszne. Przerażające. Od dawna mnie to szokuje, dlatego ta książka wywarła na mnie tak wielkie wrażenie.
Najbardziej uderzające jest to, jak autor operuje językiem. Styl Cvijeticia to ciekawy miks prozy i poezji. Narracja, styl nie są proste, łatwe do czytania. Mamy krótkie, jakby poszarpane zdania, jakby fragmenty myśli, urwane. Daleko im do klasycznej narracji. Ten zabieg odnosi jednak ciekawy skutek. Czytelnik jeszcze bardziej odzuwa wszystko, co dzieje się z bohaterem, przeżywa jego odczucia, wszystkie wydarzenia i to co z nimi związane.
Co cenne, książka nie skupia się wyłącznie na jednostce. W tle mamy znacznie szerszą diagnozę: zło nie kończy się wraz z wojną. Ono mutuje, przenika do codzienności, dziedziczone jest przez kolejne pokolenia. Jakże to trafne. 
Ta lektura aż boli, przytłacza. Nie ilością wydarzeń, lecz ciężarem moralnym, jaki ze sobą niesie. Autor nie daje czytelnikowi ulgi — zamiast tego zostawia go z pytaniami, które długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.
To literatura wymagająca, niekomfortowa i głęboko poruszająca. Nie oferuje katharsis ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego stawia przed nami lustro i pyta: co robimy jako społeczeństwo z pamięcią o zbrodniach? I czy naprawdę jesteśmy gotowi ją unieść?
Jeśli szukasz książki, która zostaje w głowie na długo i zmusza do niewygodnych refleksji — to zdecydowanie jedna z nich. Polecam.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

czwartek, 7 maja 2026

Król popiołów - S.A. Cosby

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 6/6
Są książki, które się czyta. I są takie, które się przeżywa. Król popiołów zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To nie jest zwykły kryminał ani thriller oparty tylko na akcji i przemocy. To bardzo mroczna, duszna i niezwykle poruszająca opowieść o rodzinie, winie, traumie i o tym, jak cienka bywa granica między ratowaniem bliskich, a własnym upadkiem.
S.A. Cosby po raz kolejny pokazuje, że potrafi pisać o przemocy nie tylko brutalnie, ale przede wszystkim boleśnie prawdziwie. W jego historii przemoc nie jest ozdobą fabuły – jest konsekwencją ran, jakie ludzie noszą w sobie od lat.
Poznajemy Romana Carruthersa, który po wypadku ojca wraca do rodzinnego domu. Jest najstarszym z rodzeństwa, człowiekiem sukcesu, tym „któremu się udało”. To duma rodziny. To człowiek, który się wyrwał. Skąd? Tego nie zdradzę. Sami się przekonacie w trakcie lektury.
Jego brat Dante narobił długów u niebezpiecznych ludzi. Siostra Neveah walczy o utrzymanie rodzinnego krematorium i rozsypującego się domu. Ojciec gaśnie w oczach. A nad wszystkim unosi się cień dawnej tragedii – zaginięcia matki. To jest rana, która nigdy się nie zabliźniła.
Rodzina Carruthersów żyje wśród popiołów – dosłownie i metaforycznie.
I właśnie to robi największe wrażenie. Ta książka jest aż lepka od bólu i winy. I to wszystko oblepia czytelnika już od pierwszej strony. Każda relacja jest tu naznaczona pęknięciem, bólem, traumą, tragedią. Każde słowo wydaje się ciężkie od niewypowiedzianych sekretów.
Trudno jednoznacznie napisać, o czym jest Król popiołow. Z pewnością to historia o lojalności, która potrafi stać się więzieniem. O rodzinie, która zamiast chronić, czasem wciąga głębiej w mrok. O tym, jak trauma nie kończy się po latach. Jestem przekonana, że każdy czytelnik inaczej odbierze wymowę, sedno Króla popiołów.
Najciekawsi jednak są bohaterowie. Roman to teoretycznie dobra postać. On wraca, by ratować rodzinę, ale Cosby nie daje nam prostego bohatera. To nie rycerz przybywający ocalić bliskich. Roman sam jest pęknięty, naznaczony bólem i cierpieniem. Nosi w sobie gniew, wstyd i potrzebę kontroli. Im bardziej próbuje posprzątać rodzinny bałagan, zgliszcza, tym mocniej sam zaczyna tracić nad wszystkim kontrolę. Czy to dobry człowiek? A moze tak przesiąknięty rodziną, jej zgliszczami, traumami przeszłości, że trudno to jednoznacznie ocenić? Sami  wyrobicie sobie zdanie.
Poza tym Neveah – silna, ale jednocześnie pełna lęku kobieta, która od lat trzyma wszystko w ryzach. Dante – pogubiony, desperacko próbujący znaleźć wyjście z chaosu. I wielu innych. W tej książce nie ma prostych, płaskich, oczywistych postaci. Są za to bohaterowie, w których każdy z nas zobaczy fragment siebie. To nie będzie ciekawy widok. Nasze wnętrza z reguły są tak pospalane, tak trudne, jak bohaterów książki.Chociaż wielu z nas wyprze się tego, to tak jest, jesteśmy mniej lub bardziej wewnętrznie spaleni.
Przez całą fabułę towarzyszą nam pytania, które zadaje autor:
Jak łatwo z ofiary stać się katem?
Jak cienka jest granica między dobrem a złem, gdy chodzi o rodzinę?
Co jesteś gotów na wszysto, żeby ocalić tych, których kochasz?
To nie są pytania zadane wprost. One pulsują wewnątrz tej historii.
Dodatkowym atutem ksiażki jest wyjątkowy, ciężki, ale i piekny język. Cosby nie pisze tylko o gangsterach i długach. On pisze o ludziach doprowadzonych do granic. O tym, jak człowiek potrafi przekroczyć wszystko, jeśli zagrożona jest rodzina.
To książka o przemianie, o rodzinie, o sile, o maksimum do jakiego może posunąć się człowiek. To ksiażka o każdym z nas. Polecam. Jeśli ktoś szuka historii mrocznej, intensywnej i boleśnie ludzkiej, to Król popiołów jest książką, której nie da się zapomnieć.
Mocna, poruszająca i hipnotyzująco mroczna powieść. Jedna z tych książek, po których długo siedzi się w ciszy.

środa, 6 maja 2026

Ziemniaki w roślinnej kuchni regionalnej - Paweł Ochman

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Ziemniak niewątpliwie jest królem polskiej kuchni, a ja lubię gotować. Nic więc dziwnego, że nowa książka Pawła Ochmana, bardzo mnie ucieszyła. 
Już od pierwszych stron poczułam, że to nie jest zwykła książka kucharska, pełna przepisów i łądnych zdjęć. To opowieść, wręcz pean na rzecz ziemniaka. Czytałam, oglądałam książkę trochę jak reportaż kulinarny. Na każdej stronie czuć, że autor nie pisał jej zza biurka, tylko że Polskę przejechał, wszystko sfotografował, przyrządził, smakował. Czuć miłość do ziemniaka, Polski, gotowania i prawdziwą pasję. 
Dzieki autorowi ziemniak przestaje nagle być tylko banalnym dodatkiem do obiadu. W tej książce ziemniak gra główną rolę, jest królem :)
Po przejrzeniu książki i jej częściowej lekturze, sama zaczęłam inaczej patrzeć na to warzywo. Nie znamy i nie doceniamy ziemniaka. Niby jest wszędzie, zawsze był, a większość z nas kompletnie go nie docenia. Paweł Ochman postanowił to zmienić i musze przyznać, że świetnie mu to wyszło. Książka jest wspaniałą i unikatowa. 
Najbardziej urzekło mnie to, jak bardzo ta książka jest „z Polski” — takiej lokalnej, trochę zapomnianej, ale będącej tuż obok nas. Czytając o różnych nazwach ziemniaka, miałam wrażenie, jakbym podróżowała przez regiony, nawet nie wychodząc z kuchni. A potem przyszła ochota, żeby to wszystko sprawdzić w praktyce, czyli ugotować. Zaczęłam od Pasztetu z ziemniakami i fasolą. Bardzo łatwe, smaczne danie. Do tego surówka i bardzo smaczna kolacja gotowa.


 

Następnego dnia zrobiłam niby klasyczne placki ziemniaczane, ale w wersji z tej książki. Wyszły trochę inne niż moje wcześniejsze, bardziej chrupiące, intensywniejsze w smaku. Teraz przeglądam książkę żeby wybrać kolejne danie. 
Ziemniaki w roślinnej kuchni to przede wszystkim skarbnica wiedzy, wspaniała podróż przez regiony i wielka inspiracja. Podoba mi się też to, że ta książka nie udaje czegoś więcej, niż jest. Nie próbuje być „nowoczesna na siłę”. Ona po prostu pokazuje, jak niesamowicie bogata jest nasza polska kuchnia. Widać to nawet w czymś tak prostym i banalnym, jak ziemniak. Poza tym okazało się, że z jednego składnika można stworzyć dziesiątki zupełnie różnych dań: od prostych, codziennych po bardziej odświętne, a nawet… deserowe.
Dawno żadna książka kulinarna nie sprawiła, że chciało mi się aż tyle gotować. To także wyjątowa podróż nostalgiczna. Przypominałam sobie smaki dzieciństwa: placki ziemniaczane jedzone jeszcze gorące, z cukrem albo śmietaną, kluski robione przez babcię, zapach gotowanych ziemniaków unoszący się w kuchni. Aż się łza w oku zakręciła. Polecam. Kupcie Ziemniaki w roślinnej kuchni, przejrzyjcie, smakujcie, przyrządzajcie. Dla mnie to nie jest książka, którą odkłada się na półkę po jednym przeczytaniu. To taka, do której się wraca. Polecam. Warto.

 

 

wtorek, 5 maja 2026

Na imię mam Barbra - Barbra Streisand

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Ta książka, to mistrzowska, wyjątkowa opowieść o wspaniałej, jedynej w swoim rodzaju artystce i kobiecie. To nie jest jedynie zapis kariery jednej z największych ikon XX wieku, lecz bardzo cekawa, poruszająca, gęsta od emocji opowieść o poszukiwaniu własnej wartości, o potrzebie bycia widzianą i słyszaną oraz o sile. Streisand pisze w sposób niezwykle bezpośredni, momentami wręcz obnażający, ocierający się o ekshibicjonizm. Jednocześnie sposób narracji, opowieści jest pełen wdzięku i charakterystycznej dla niej autoironii. Dzięki temu książka aż kipi życiem i jest bardzo autentyczna. Ta opowieść jest taka, jaka była i jest jej bohaterka.
Pierwsze rozdziały, poświęcone dzieciństwu ukazują, jak ten okres wpłynął na naszą bohaterkę, na jej dorosłe życie. Strata ojca i ogromny dystans matki stały się jakby osią osobowości artystki. Rónocześnie te fakty takie dzieciństwo, ukształtowały artystkę na całe życie. To właśnie z tych doświadczeń wyrosło jej poczucie niedoskonałości, niespełniania oczekiwań. Paradoksalnie w sumie okrutne dzieciństwo stało się siłą napędową kariery naszej bohaterki. Gdyby wszystko w dzieciństwie Barbry było ok, być może nie zostałaby ona wielką gwiazdą. Takie, a nie inne dzieciństwo ukształtowalo ją, popchnęło do walki o siebie. Streisand z niezwykłą szczerością pokazuje, jak bardzo dzieciństwo wpływało na jej wybory, ambicje i relacje z ludźmi.
Kolejne części książki prowadzą czytelnika przez fascynującą drogę do sukcesu, która nie jest bajką o nagłym odkryciu talentu. Jest to historia wytrwałego, momentami wręcz desperackiego budowania swojej pozycji od podstaw. Szczególnie poruszające są opisy pierwszych występów w małych klubach Nowego Jorku, gdzie Streisand pozbawiona zaplecza finansowego i kontaktów, musiała polegać wyłącznie na swoim talencie i determinacji. Jej „wejście tylnymi drzwiami” do branży rozrywkowej staje się jednym z najbardziej inspirujących motywów książki, bo pokazuje, że sukces nie zawsze jest wynikiem sprzyjających okoliczności — często rodzi się wbrew nim. Na kolejnych stronach jesteśmy dalej prowadzeni przez życie naszej bohaterki. 
Nie będę tego opisywać i dbierać wam przyjemności z lektury. Nadmienię tylko, że wielką zaletą książki jest galeria postaci, które pojawiają się na jej kartach. Spotkania z takimi osobowościami jak Judy Garland, Marlon Brando, Robert Redford, Tennessee Williams czy Sydney Pollack są rzetelnie opisane, a nie tylko wspomniane. Jednocześnie to wspaniałe opowieści, ale i ciekawa kronika czasów. 
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest sposób, w jaki autorka opisuje swoją ewolucję — od niepewnej siebie, samotnej dziewczyny z Brooklynu do artystki, która nie tylko zdobywa największe sceny świata, ale także zaczyna dyktować warunki w branży, do której wstęp miało niewiele kobiet. W tamtych czasach branże zdominowali męźczyźni. 
Wspaniale jest pokazane, jak artystka odzyskuje kontroę nad własnymi uczuciami, odczuciami, życiem.
Nie sposób nie zwrócić uwagi na styl tej autobiografii, który jest odbiciem samej autorki: dynamiczny, emocjonalny, a jednocześnie niezwykle przenikliwy. Streisand potrafi płynnie przechodzić od refleksji do anegdoty, od humoru do wzruszenia. Od lektury trudno się oderwać.
Na imię mam Barbra to nie tylko historia sukcesu jednej z największych gwiazd świata, lecz także cudowna opowieść o determinacji, odwadze i potrzebie autentyczności. To książka, która inspiruje poprzez pokazanie, jak wiele można osiągnąć, pozostając wiernym własnym przekonaniom. Zachwyca szczerością, głębią i niezwykłą energią. Polecam. Jestem zachwycona.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)  

 

czwartek, 30 kwietnia 2026

Życie za życie - Aneta Kisielewska

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4/6
Powieść Życie za życie to historia, która jest prozą obyczajową i zawiera porcję kryminalnych elementów. Autorka koncentruje się przede wszystkim na emocjach, relacjach i wewnętrznych konfliktach bohaterek. Niestety, ale wątek sensacyjny pełni raczej funkcję uzupełniającą niż dominującą. Przynajmniej ja tak to odebrałam, choć w sieci widziałam różne opinie. 
Fabuła oparta na losach trzech kobiet – Diany, Julii i Kai – rozwija się równolegle, stopniowo odsłaniając ich przeszłość, motywacje i pragnienia. Każda z nich reprezentuje inny etap życia i inne potrzeby: Diana mierzy się z ciężarem własnego wizerunku, sławy i niespełnienia, Julia walczy o coś dla niej niezwykle ważnego, a Kaja próbuje odnaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości. Ich historie są dobrze poprowadzone, a sposób, w jaki autorka splata ich losy, tworzy spójną, choć niezbyt zaskakującą całość. Niestety, ale ten brak zaskoczenia jest sporym minusem. Mimo to warto tę książkę przeczytać, bo ma sporo zalet. 
Największą aututem jest warstwa obyczajowa. Kisielewska porusza w książce kilka ważnych społecznie tematów. Nie zdradzę jakich, nie chcę psuć elementu zaskoczenia. Wydżwięk społeczny jest naprawdę istotny. Poza tym autorka trafnie obrazuje mechanizmy rządzące relacjami międzyludzkimi, zwłaszcza w kontekście trudnych doświadczeń, takich jak przemoc, ale nie tylko. To nie sztuka żyć dobrze, zachowywać się poprawnie gdy wszystko idzie gładko. Ciekawe jest jak każdy z nas zachowa się w obliczu problemów, stresu, niebezpieczeństwa. W książce mamy okazję spojrzeć, jak z problemami zmierzą sie bohaterowie. Postaci w tej historii są zróżnicowane, przez co potrafią utrzymać zainteresowanie czytelnika, choć momentami ich decyzje wpisują się w dość znane schematy. Ale wierzę, że decyzje, reakcje bohaterek pomogą wielu czytelniczkom, pozwolą im na spojrzenie na pewne sytuacje z boku. 
Jeśli chodzi o element kryminalny, wypada on średnio. Zdecydowanie brak większego napięcia, zaskoczenia. Intryga bywa miejscami zbyt przewidywalna, przez co nie zawsze angażuje w takim stopniu, jak mogłaby. Uważam, że w przecwieństwie do wątku obyczajowego, pisarka wątek kryminalny potraktowałą po macoszemu. Czytelnik stosunkowo szybko może domyślić się kierunku, w jakim zmierza fabuła, co osłabia efekt zaskoczenia.
Podsumowując, Życie za życie to dobra powieść obyczajowa, która porusza bardzo ważne tematy i oferuje solidną, choć niezbyt odkrywczą historię. Jako kryminał pozostaje raczej na  średnim poziomie, ale jako opowieść o wyborach, konsekwencjach i ludzkich słabościach – spełnia swoją rolę. To lektura odpowiednia dla osób szukających historii o emocjach i relacjach, z delikatnym dodatkiem napięcia.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

wtorek, 28 kwietnia 2026

Linia lojalności - Natalia Sońska

 



Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 4-/6
Powieść Linia lojalności to historia osadzona w realiach prawniczych, ale w gruncie rzeczy skupiona przede wszystkim na emocjach, relacjach i trudnych wyborach. Nie będę streszczać fabuły, sami ją poznajcie. Dodam tylko kilka słów od siebie. Autorka pokazuje, jak cienka bywa granica między życiem zawodowym a prywatnym oraz jak łatwo można zostać wciągniętym w czyjeś problemy. 
Nie jest to jednak książka, która na długo zapada w pamięć. To raczej  jedna z tych pozycji, po które można sięgnąć, gdy szuka się lektury niezbyt wymagającej, ale jednocześnie osadzonej w realnych problemach. Motyw wyboru między lojalnością wobec innych a wiernością samej sobie jest uniwersalny i łatwy do zrozumienia, dlatego wielu czytelników może odnaleźć w tej historii coś dla siebie. 
Niestety, mimo ciekawego punktu wyjścia, książka nie w pełni wykorzystuje swój potencjał. Największym minusem okazała się dla mnie przewidywalność całej historii. Choć akcja rozwija się płynnie i spokojnie, to brakuje w niej momentów zaskoczenia czy zwrotów akcji, które naprawdę przyciągają uwagę i budują napięcie. W wielu momentach łatwo domyślić się, w jakim kierunku potoczą się wydarzenia, co nieco odbiera przyjemność z lektury. 
Podobnie jest z bohaterami – są przedstawieni poprawnie, ich dylematy są wiarygodne i życiowe, jednak trudno się z nimi mocniej zżyć. Nie wywołują większych emocji, przez co niektóre sceny, które mogłyby być poruszające, pozostają raczej obojętne. Zabrakło mi głębszego wejścia w ich psychikę i bardziej wyrazistych cech, które sprawiłyby, że zostaną w pamięci na dłużej. 
Mimo tych niedociągnięć Linia lojalności nie jest książką złą. To umiarkowanie dobra, spokojna powieść obyczajowa, która może umilić wieczór, ale raczej nie zostawi po sobie silnych wrażeń. Sprawdzi się szczególnie dla osób, które lubią historie o relacjach międzyludzkich, dylematach moralnych i codziennych problemach, ale nie oczekują intensywnej akcji czy głębokiej analizy psychologicznej. 
Podsumowując – to przyjemna, choć dość przewidywalna lektura, która ma kilka ciekawych momentów, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych książek tego gatunku.

 

niedziela, 26 kwietnia 2026

Czarny Trójkąt - Bianka Kunicka

 


Wydawnictwo Skarpa Warszawska, Moja ocena 5/6
Czarny Trójkąt to powieść, która buduje napięcie wokół tematów trudnych i niewygodnych. To książka skupiona na doświadczeniu kobiet – ich ciał, pamięci oraz dziedzictwa, które nie kończy się wraz z jednym pokoleniem, lecz przechodzi dalej, często w sposób nieuświadomiony. 
Autorka przedstawia historię, w której kobiece ciało ma znaczenie wielowymiarowe. Z jednej strony jest pełne harmonii i życia, daje życie. Z drugiej strony staje się przedmiotem cudzych żądzy, oczekiwań, jest zawłaszczane, brutalnie odzierane z godności. 
Narracja prowadzona jest dwutorowo – współczesne wątki przeplatają się z powrotami do czasów II wojny światowej, w tym realiów nazizmu i Holokaustu. Ten zabieg nie jest jedynie tłem historycznym, lecz fundamentem całej opowieści. Przeszłość wpływa bezpośrednio na teraźniejszość, a decyzje i doświadczenia wcześniejszych pokoleń kształtują tożsamość kolejnych kobiet. 
Ważnym elementem książki jest motyw dziedziczonej traumy. Kunicka pokazuje, że nieprzepracowane doświadczenia matek i babć pozostają obecne – w relacjach, emocjach, a nawet w sposobie postrzegania siebie. Jednocześnie pojawia się wątek poszukiwania prawdy o własnym pochodzeniu i próby odzyskania kontroli nad własnym życiem.
Postacie kobiece są centralnym punktem powieści. Nie są idealizowane – wręcz przeciwnie.  Są one przedstawione jako osoby zmagające się z własnymi ograniczeniami, lękami i konsekwencjami cudzych wyborów. Ich historie pokazują, jak różne mogą być reakcje na podobne doświadczenia: od wycofania po próbę konfrontacji z przeszłością. 
Relacje międzyludzkie również nie są jednoznaczne. Książka stawia pytania o granice poświęcenia, o to jak bardzo brak miłości może nie tylko zmieniac, ale wręcz deformować człowieka, oraz jak wiele ktoś jest w stanie oddać w imię uczucia.
Czarny Trójkąt to opowieść bolesna, ale nie przytłaczająca. Autorka unika nadmiernego dramatyzmu, dzięki czemu przekaz pozostaje bardziej wiarygodny. To książka, która skłania do myślenia o pamięci, tożsamości i sposobach radzenia sobie z przeszłością. 
Kunicka nie daje prostych odpowiedzi – raczej otwiera przestrzeń do zadawania pytań. Jednym z nich jest to, jak daleko sięga nasza zdolność akceptowania inności i czy jesteśmy w stanie naprawdę zrozumieć doświadczenia innych ludzi.
Powieść Bianki Kunickiej można odczytać jako konsekwentnie prowadzoną analizę kobiecego doświadczenia na tle historii. To książka o kobietach, które poniosły największą ofiarę, o pamięci zapisanej nie tylko w opowieściach, lecz także w ciele i emocjach. To także książka o prawdzie. Siłą Czarnego Trójkątu jest powściągliwość i brak uproszczeń – dzięki temu zostawia trwały ślad, nie narzucając jednocześnie jednej interpretacji. I pamiętajmy, przeszłość nigdy nie znika. Ona zawsze zostaje w nas. Polecam.

 

sobota, 25 kwietnia 2026

Afterparty - Dorota Wellman, Paulina Młynarska

 



Wydawnictwo Znakliteranova, Moja ocena 5/6
Afterparty autorstwa moich dwóch ulubionych dziennikarek, to książka, która nie tyle opowiada o dojrzałości, ile ją redefiniuje. To szczera, momentami bezczelna, a przy tym niezwykle ciepła i mądra rozmowa dwóch kobiet, które nie zamierzają wpisywać się w społeczne oczekiwania dotyczące wieku, kobiecości i „stosowności”.
Już od pierwszych stron czuć, że nie mamy do czynienia z klasycznym poradnikiem ani autobiografią. To raczej spotkanie przy stole — takie, na którym padają słowa, których często boimy się wypowiedzieć nawet przed samymi sobą. Wellman i Młynarska nie moralizują, nie ustawiają się w roli mentorek. One dzielą się doświadczeniem — czasem bolesnym, czasem absurdalnym, ale zawsze prawdziwym.
Największą siłą tej książki jest jej autentyczność. Autorki mówią wprost o menopauzie, starzeniu się, zmianach w ciele i psychice — ale robią to bez patosu i bez udawania, że wszystko jest łatwe. Zamiast tego proponują coś znacznie cenniejszego: dystans, humor i zgodę na siebie. Pokazują, że można przejść przez ten etap życia nie tylko z godnością, ale też z radością i ciekawością.
Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące relacji — zarówno tych romantycznych, jak i przyjacielskich. Dziennikarki odważnie rozprawiają się z mitem, że „w pewnym wieku” trzeba zadowolić się tym, co jest, albo że bliskość traci swoją intensywność. Wręcz przeciwnie — według nich dopiero wtedy zaczyna mieć prawdziwą głębię, bo znika presja, a pojawia się świadomość własnych potrzeb. 
Wspaniały jest język książki. Jest żywy, błyskotliwy, pełen ironii i celnych obserwacji. Znamy obie autorki, wiemy, jaki mają styl. W ksiażce jest to skomasowane i całość wręcz eksploduje inteligencją, ironią, mądrością i cieplem. To sprawia, że Afterparty czyta się z przyjemnością — nawet wtedy, gdy porusza tematy trudne czy niewygodne. 
Ta książka nie daje gotowych odpowiedzi, ale zadaje właściwe pytania. Inspiruje, prowokuje do refleksji i — co najważniejsze — dodaje odwagi. Pokazuje, że dojrzałość nie musi oznaczać rezygnacji, a wiek nie jest ograniczeniem, tylko kontekstem.
Afterparty to lektura szczególnie ważna dla kobiet, które stoją gdzieś pomiędzy „już” a „jeszcze” — między tym, co było, a tym, co dopiero może się wydarzyć. Ale tak naprawdę to książka dla każdego, kto chce spojrzeć na życie z większą lekkością i uważnością.


Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

czwartek, 23 kwietnia 2026

Zieleniak - Anna Augustyniak



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Powieść Zieleniak całkowicie mnie zaskoczyła. To jedna z tych książek, które trudno ocenić w tradycyjnym sensie. Jest to lektura będąca konfrontacją z traumą, pamięcią i przemilczeniem. To utwór niezwykle bolesny, bezkompromisowy, a zarazem niezwykle potrzebny.
Zieleniak to próba odtworzenia dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się na warszawskim targowisku podczas Powstanie Warszawskie. W ciągu kilkunastu sierpniowych dni 1944 roku miejsce to zostało zamienione przez Niemców w obóz przejściowy dla ludności cywilnej – przestrzeń chaosu, przemocy i całkowitej bezkarności sprawców. 
Oddziały SS-RONA, formalnie podporządkowane Erichowi von dem Bach-Zelewskiemu, odpowiedzialnemu za tłumienie oporu na terenach okupowanych, zapisały się w historii jako sprawcy szczególnie brutalnych zbrodni. Augustyniak nie opisuje ich jednak językiem suchego raportu. Wszystko jest pokazane poprzez doświadczenie jednostek.
Centralną postacią powieści jest Alicja – młoda służąca, która wraz z mieszkańcami kamienicy trafia na Zieleniak. Jej perspektywa staje się dla czytelnika punktem wejścia do ukazania rzeczywistości obozu. To świat skrajnego upodlenia, braku wody, głodu, wszechobecnego strachu i ciągłego zagrożenia przemocą. Nie potrafimy sobie wyobrazić, co Alicja musiała przeżywać, co czuć. 
Autorka przerażająco realistycznie oddaje atmosferę sierpniowego upału, tłoku, zagrożenia i narastającej paniki. Ludzie walczą o przetrwanie w najbardziej podstawowym sensie – o łyk wody, o miejsce do leżenia, o bezpieczeństwo najbliższych. Szczególnie przejmujące są fragmenty ukazujące desperackie próby ukrywania kobiet i dziewczynek przed żołnierzami. Wystarczy bowiem drobny gest, spojrzenie czy wyróżniający się element ubioru, by stać się ofiarą. Szok. Dla nas żyjących teraz w miarę bezpiecznej Europie, coś trudnego do wyobrażenia. 
Największą siłą Zieleniaka jest to, komu autorka oddaje głos. W przeciwieństwie do wielu narracji o Powstaniu Warszawskim, które koncentrują się na bohaterstwie żołnierzy, Augustyniak kieruje uwagę na cywilów. Jej bohaterkami są kobiety. Są to bohaterki anonimowe, pozbawione ochrony, poddane przemocy, często wymazane z oficjalnej pamięci historycznej. Zieleniak jest  przestrzenią ukazania masowych gwałtów, tortur i mordów – aktów przemocy, które bywały dokonywane z niewyobrażalnym okrucieństwem. Autorka prezentuje coś o czym z reguły nie wiemy. Mało kto wiedział do tej pory o Zieleniaku. Uważam, że przeczytanie tej książki powinno być wręcz obowiązkiem każdego myślącego człowieka. 
Pisarka nie epatuje brutalnością dla efektu. Mamy tu coś przeciwnego. Styl książki jest oszczędny, chwilami niemal dokumentalny. Dzięki temu groza wydarzeń jest jeszcze mocniejsza. Wierzcie mi, ta opowieść zapada w pamięć na bardzo długo.
Jednym z najważniejszych walorów książki jest mistrzowskie połączenie rzetelności historycznej z literacką wrażliwością. Augustyniak korzysta z licznych materiałów źródłowych, relacji świadków i wiedzy historycznej, ale nie zatrzymuje się na poziomie rekonstrukcji faktów. 
Pisarka stworzyła narrację, która pozwala czytelnikowi w pewien sposób „wejść” w doświadczenie ofiar – poczuć ich strach, bezradność i rozpacz. Niezwykłe doświadczenie. Jednocześnie unika uproszczeń i patosu, ale sprawia, że czytelnik jest przerażony przez całą lekturę. Niewyobrażalnie szokuje brutalna rzeczywistość, w której człowieczeństwo bywa wystawione na najcięższą próbę.
Zieleniak to książka trudna, ale niezwykle potrzebna. Nie oferuje ukojenia ani łatwych odpowiedzi – zamiast tego zmusza do konfrontacji z jednym z najbardziej mrocznych epizodów Powstania Warszawskiego. 
To literatura, która przywraca godność zapomnianym ofiarom i rozszerza naszą perspektywę patrzenia na historię. Dla czytelnika gotowego zmierzyć się z jej ciężarem będzie to doświadczenie głęboko poruszające.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

 

 

 

 

środa, 22 kwietnia 2026

Trzeci kraj - Karina Sainz-Borgo

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Książka Trzeci kraj zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To jedna z tych historii, które zostają w człowieku na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Czytając ją miałam wrażenie, że wchodzę w świat okrutny, bezlitosny, a jednocześnie niezwykle prawdziwy. Taki świat może się znaleźć tuż obok nas. Autorka wspaniale i poruszająco pokazuje, jak cienka jest granica między codziennością a katastrofą. Mamy tu motyw choroby, który jest symbolem utraty tożsamości, korzeni, wszystkiego, co nas definiuje, co było pewnikiem. Niesmowicie porusza historia Angustias. Jej ból po stracie dzieci jest opisany w sposób niezwykle oszczędny, ale przez to jeszcze bardziej przejmujący. Natłok słów sprawiłby, że poruszająca historia byłaby przegadana. Sainz - Borgo nie używa wielu słów. Nie ma tu także przesady ani patosu. Mamy niewiele zdań, ewidentną pustkę i ogromną samotność. I nagle, mimo samotności, zaczyna rodzić się coś nowego. 
Co istotne, ta opowieść nie bazuje tylko na tragedii. Autorka idzie o krok dalej – pokazuje, że nawet w najbardziej beznadziejnych warunkach człowiek potrafi odnaleźć sens. Mamy jeszcze jedną bardzo ciekawą postać. To Visitación Salazar. Jest ona dla mnie jednym z najjaśniejszych punktów tej lektury. To bohaterka pełna siły. Ta siłą wynika na równi z tego, jaki bagaż doświadczeń ma Salazar, ile przeżyła i jak bardzo jest zdeterminowana. Dzięki niej Trzeci kraj przestaje być tylko opowieścią o śmierci i tragedii.
Bardzo podobało mi się też, jak autorka pokazuje Mezquite, osadę przy granicy. Jest to miejsce brutalne, rządzone przez chaos i przemoc, a jednocześnie pełne ludzi, którzy mimo wszystko próbują zachować człowieczeństwo. Jest to także miejsce, w którym nasi bohaterowie próbują zacząć na nowo, rozpocząć coś mimo przeżytej tragedii. 
W trakcie lektury nasuwa się wiele pytań, np. czy po największej tragedii jest szansa na przyszłość, na coś nowego? Nie otrzymamy odpowidzi na to i wiele innych pytań. Nie o to w ksiażce chodzi. Pisarka pozostawia nas z kłębiącymi się myślami, nie ma ulgi, nie ma łatwych odpowiedzi.
Trzeci kraj to nie tylko opowieść o migracji czy stracie. To historia o wielu z nas, o byciu „pomiędzy” – między przeszłością, a przyszłością, między stratą, a nadzieją, między utratą życia, a czymś nowym. Każdy z nas, kto przeżył jakąś stratę zna ten moment zawieszenia. 
Bez wątpienia to książka trudna, momentami bolesna, ale przy tym niezwykle potrzebna i piękna w swojej szczerości. Zostawia czytelnika z refleksją, ale też z cichą nadzieją. I właśnie za to cenię ją najbardziej. Polecam.