Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4,5/6
Pamiętam jak przed laty czytałam Dom nad rozlewiskiem. Byłam zachwycona książką. Po latach ciekawa byłam jak odbiorę opowieść.
To, co niezmiennie mnie zachwyca, to klimat książki. Mazurska przyroda, cisza, jeziora, zapach łąk i spokojne, sielskie życie z dala od miejskiego zgiełku nadal mają w sobie coś wyjątkowego. Tak samo jak za pierwszym razem podoba mi się ciepło tej opowieści, zwyczajni ludzie, ich codzienne problemy, wzajemna pomoc i relacje, które potrafią dawać siłę. Z wieloma problemami, radościami moge się teraz utożsamić. Po 20 latach jestem inną osobą, na innym etapie życia.
Przed laty bardziej skupiałam się na historii Gosi, jej problemach, miłości i próbie ułożenia sobie życia na nowo. Dzisiaj znacznie mocniej dostrzegam temat rodziny, przemijania, trudnych relacji między matką a córką oraz tego, jak ważne są nasze korzenie, rodzina, więzy. Inaczej patrzę też na wybory bohaterów i lepiej rozumiem, że życie nie zawsze układa się tak, jak sobie zaplanowaliśmy, a nic nie jest tylko białe czy czarne.
Kiedyś Dom nad rozlewiskiem wydawał mi się trochę romantyczną, idealną wizją życia na wsi. Dzisiaj widzę w tej historii przypomnienie, że szczęście często kryje się w małych rzeczach: spokojnym poranku, rozmowie przy herbacie, bliskości drugiego człowieka i miejscu, które możemy uznać za własne. Mieć to wszystko to największe szczęście.
Powrót do tej książki był dla mnie nie tylko spotkaniem z dobrze znaną historią, ale też okazją do spojrzenia na siebie sprzed dwudziestu lat. Okazało się, że niektóre rzeczy odbieram dokładnie tak samo, ale inne nabrały zupełnie nowego znaczenia.
Dom nad rozlewiskiem nadal ma w sobie dużo ciepła, humoru i życiowej mądrości. To książka, do której warto wrócić po latach, bo czasami zmienia się nie sama opowieść, ale przede wszystkim my – nasze doświadczenia, potrzeby i sposób patrzenia na świat. Polecam. To idealna lektura na trudne dni, taki plasterek na skołataną duszę.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)









