Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6//6
Kiedy sięgnąłem po Karawele, nie spodziewałem się, że ta książka aż tak mnie poruszy, nawet zszokuje. Znam styl pisarski Antunesa, czytałam wszystkie jego książki, ale mimo to Karawele mnie zaskoczyły. Już od pierwszych stron poczułam, że wchodzę w świat trudny, gęsty, momentami chaotyczny – ale jednocześnie niezwykle prawdziwy. To nie jest powieść, którą się „czyta dla przyjemności”. To raczej doświadczenie, które się przeżywa i które zostaje gdzieś głęboko w środku.
António Lobo Antunes to jeden z najważniejszych współczesnych pisarzy portugalskich. Jego twórczość od lat angażuje się w analizę historii i psychologii społeczeństwa Portugalii. Ma to miejsce głównie w kontekście burzliwej XX-wiecznej historii tego kraju. Autor stworzył dzieła, które są refleksją nad przeszłością, ale także próbą zrozumienia mechanizmów władzy, przemocy i traumy. W jego książkach często przewijają się wątki dotyczące dyktatury, wojen, a także konsekwencji tych wydarzeń na poziomie osobistym i społecznym.
Zachęcam do lektury wyjątkowych książek autor, np. Podręcznika inkwizytorów czy Nie wchodź tak szybko w tę ciemną noc. Każda z nich porusza, zapada na zawsze w pamięć. Jednak w Karawelach autor idzie jeszcze dalej niż w poprzednich ksiażkach. Wszystko, treść, przesłanie, styl są jeszcze odważniejsze, a Antunes jeszcze brutalniej rozprawia się z historią swojego kraju.
Ta powieść to prowokacja, bezkompromisowy atak na narodowe mity Portugalczyków wykorzystywane i uświęcone przez propagandę salazarowskiej dyktatury. Autor bierze pod lupę historię Portugalii, obnaża jej imperialną wielkomocarstwowość, zaangażowanie w krwawe wojny i handel niewolnikami — wszystko, co czyniono w imię Boga i Wielkości Ojczyzny.
Czytając to, czułam momentami ogromny dyskomfort. Antunes zmusza do patrzenia – nawet wtedy, gdy to, co widzimy, jest brzydkie i trudne do zaakceptowania. Brak wygodnej narracji, brak wszystkiego, co daje czytelnikowi komfort i sprawia, że lektura jest relaksem. Wszystko, co otrzymujemy w Karawelach jest przeciwieństwem lekkich, miłych książek.
Opowieść rozpoczyna się w 1975 roku, kiedy upada zamorska potęga Portugalii. Do Lizbony karawelami i samolotami wracają retornados, czyli koloniści, a wraz z nimi... legendarni odkrywcy i misjonarze. I zaczyna się... W barokowo-groteskowym świecie wykreowanym przez Antunesa 400 lat historii skupia się w jednej chwili: karawele cumują obok tankowców, a targi niewolników sąsiadują ze sklepami wolnocłowymi. Przeszłość spotyka teraźniejszość w najbardziej nikczemnym i obrzydliwym wymiarze. Wielcy bohaterowie narodowi schodzą z kart podręczników: Vasco da Gama jest nieuleczalnym hazardzistą, a król Sebastian to żałosna karykatura ginąca na ciemnej ulicy.
Ten zabieg zrobił na mnie ogromne wrażenie. Początkowo czułam lekkie zagubienie, wszystko się miesza, czas nie istnieje, postaci pojawiają się i znikają. Ale szybko zrozumiałam, że ten chaos jest celowy. To nie bałagan – to sposób pokazania prawdy. Chodzi o prawdę dot. wyjątkowego i bardzo trudnego kraju, jakim jest Portugalia. O co dokładnie chodzi przekonacie się w trakcie lektury, do której gorąco zachęcam. Nadmienie tylko, iż z tego pozornego chaosu wyłania się obraz Portugalii odartej z iluzji wielkości, zanurzonej w moralnej zgniliźnie. Jego sugestywność sprawia, że czytelnicy Karawel już zawsze będą patrzeć na lizboński pomnik odkrywców oczami Antunesa. A ten pomnik to jeden z głównych punktów do zwiedzania, miejsce którym zachwycają się turysyści. Czy słusznie? Sami osądżcie.
To, co mnie najbardziej zachwyciło, to język. Trudny, momentami bardzo trudny. Zdania płyną bez wyraźnych granic. Nie ukrywam, to trudna i wymagająca lektura, ale wyjątkowa, poruszająca i warta zmierzenia sie z nią. Po skończeniu czytanie słoneczna Portugalia nigdy nie będzie już taka sama.
Myśląc szerzej o literaturze portugalskiej, która od dawna jestem zafascynowana, widzę, jak bardzo jest ona przesiąknięta historią i melancholią. U takich autorów jak José Saramago czy właśnie Antunes czuć ciągłe zmaganie z przeszłością. Ale Antunes wydaje mi się bardziej brutalny, mniej metaforyczny, a bardziej bezpośredni. On nie tyle opowiada historię – on ją rozrywa na kawałki i pokazuje od środka. A w środku jest....sami sprawdźcie co.
Po przeczytaniu Karawel zostało we mnie coś niepokojącego. To nie jest książka, którą się odkłada i zapomina. Ona zmienia sposób patrzenia – nie tylko na Portugalię, ale w ogóle na historię, na narodowe mity, na to, jak bardzo lubimy wierzyć w wygodne wersje przeszłości.
I chyba właśnie dlatego uważam ją za wyjątkową. Gorąco polecam. Tylko żal pozostaje, że mistrz Antunes juz niczego nie napisze :(









