sobota, 21 lutego 2026

Jutro może być za późno - Katarzyna Grzebyk

 


Wydawnictwo Zysk I S-ka, Moja ocena 5/6
Jutro może być za późno to powieść, która porusza serce i zostaje w myślach na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Katarzyna Grzebyk po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o uczuciach w sposób prosty, ale głęboki. To historia o miłości, pamięci i o tym, że pewne emocje nie przemijają – nawet jeśli mijają całe dekady.
Akcja książki rozpoczyna się w Strzyżowie, latem 1939 roku. 11-letni Ignacy poznaje Sarę – córkę miejscowego fotografa. Ich relacja zaczyna się niewinnie, jak to bywa w dzieciństwie. Z czasem rodzi się coś więcej – pierwsza, czysta miłość. 
Autorka bardzo ciekawie opisuje ten etap życia. Nie ma tu przesady ani sztuczności. Jest za to delikatność, czułość i piękny symbol – motyl tańczący nad głowami dzieci w chwili ich pierwszego pocałunku. To obraz, który zostaje w pamięci czytelnika tak samo mocno, jak w pamięci Ignacego. 
Jednak wybuch wojny przerywa wszystko. Sara znika bez pożegnania. Dla Ignacego zostaje tylko wspomnienie.
Druga linia czasowa przenosi nas do Gdańska w 2022 roku. Malwina cudem unika śmierci w wypadku samochodowym. To doświadczenie sprawia, że zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie. Postanawia zostawić przeszłość za sobą i wyjechać do niewielkiej miejscowości, gdzie otwiera kwiaciarnię. 
To bardzo ciepły i symboliczny motyw. Malwina nie tylko sprzedaje kwiaty – do każdego bukietu dołącza też dobrą wróżbę. Bardzo ciekawa postać, niezwykłe przedstawienie bohaterki. 
Pewnego dnia w progu jej sklepu staje ktoś, kto sprawia, że dawno zapomniana historia zaczyna powracać. Przeszłość i teraźniejszość splatają się w zaskakujący sposób. Nic więcej nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej niezwykłej powieści. Najmocniejszą jej stroną jest emocjonalność. To książka, która wzrusza, ale nie przytłacza. Autorka pokazuje, że miłość – nawet ta dziecięca – może być czymś trwałym i silnym. Może przetrwać wojnę, rozłąkę i upływ czasu. 
Dużym plusem jest także sposób prowadzenia dwóch planów czasowych. Przejścia między przeszłością a teraźniejszością są płynne i logiczne. Czytelnik nie gubi się w historii, a wręcz przeciwnie – z ciekawością odkrywa jej kolejne elementy. 
Na uwagę zasługują też bohaterowie. Ignacy i Sara są bardzo ciekawi, niewinni, ciepli. Malwina natomiast to postać, z którą łatwo się utożsamić. To osoba zraniona, ale odważna, gotowa zacząć wszystko od nowa. Wiele czytelniczek odnajdzie w Malwinie cząstkę siebie. 
Książka ma ciepły, nostalgiczny klimat. Czuć w niej tęsknotę za tym, co było, ale też nadzieję na to, co może jeszcze nadejść. Tytuł Jutro może być za późno jest ważnym przesłaniem, symbolem. Przypomina, że nie warto odkładać uczuć, rozmów i decyzji na później. Czas bywa nieprzewidywalny.
Jutro może być za późno to piękna, wzruszająca opowieść o miłości, która przekracza granice czasu. To książka dla osób, które lubią historie o uczuciach, rodzinnych tajemnicach i splatających się losach. 
Powieść Katarzyny Grzebyk czyta się lekko, ale zostawia głęboki ślad w sercu. To historia, która przypomina, że czasem jedno spotkanie może zmienić całe życie – a to, co wydaje się zakończone, może jeszcze kiedyś powrócić. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

 

piątek, 20 lutego 2026

Drżąca ręka fałszerza - Patricia Highsmith

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Są powieści, które się czyta. Są też takie, które wślizgują się do umysłu, pod skórę i zostają tam na długo. Patricia Highsmith kolejny raz napisała taką właśnie powieść. Autorka ponownie udowadnia, że jest mistrzynią psychologicznej wiwisekcji, zaglądania do duszy i umysłu bohatera. Jej proza nie epatuje sensacją, jest jak najdalsza od tego. W tej powieści napięcie nie rodzi się z pościgów czy gwałtownych zwrotów akcji, nie ma nic wspólnego ze znanym wszystkim zabiligoiuciekł. Ta powieść jest pełna myśli, to one ją tworzą i osaczają czytelnika. 
Bohater, Howard Ingham, młody nowojorski pisarz, przybywa do Tunezji. To mężczyzna po przejściach, z przeszłością i z bagażem osobistych porażek i zawodowych ambicji. Ma napisać scenariusz, ma zacząć od nowa, ma uciec. Ale ucieczka okazuje się iluzją. Czekając na przyjaciela, który nigdy nie przyjeżdża, zostaje sam – w obcej kulturze, w obcym klimacie, w obcej moralności i z własnymi problemami.
Howard zaczyna pisać powieść o człowieku, który sam ustanawia własne reguły moralne. Autorka tworzy coś, co wprowadza czytelnika w zdziwienie i lekki chaors, pisarka zaciera granicę między fikcją a rzeczywistością. W końcu nie wiemy, czy to bohater tworzy historię, czy historia tworzy bohatera? 
Nasz bohater zaczyna spędzać czas z innymi cudzoziemcami: tajemniczym Adamsem i malarzem Jensenem. Ich rozmowy o moralności, odpowiedzialności i wolności powoli wpływają na jego sposób myślenia. Trudno coś więcej napisać jeżeli nie chce sie zdradzić treści, a ja nie chcę. W związku z tym nic więcej wam nie zdradzę. Napiszę tylko, że dzieje się, oj dzieje. I nic nie jest ani proste, ani oczywiste. 
Najciekawsze w tej książce jest to, że nie daje jasnych odpowiedzi. Czy Howard jest niewinny? Czy może sam doprowadza do trudnych wydarzeń? Czy strach, który czuje, wynika z realnego zagrożenia, czy z jego własnych myśli? Autorka zostawia czytelnika z tymi pytaniami, pisze prosto, ale bardzo trafnie. Skupia się na uczuciach i myślach bohatera. Pokazuje, jak samotność i poczucie wyobcowania mogą zmienić człowieka.
To książka hipnotyzująca, cicha, ale wręcz krzycząca. Zakończenie nie daje ani rozwiązania, ani oczyszczenia. Finał i cała powieść dają za to mocną refleksję. Czytając, ma się wrażenie, że autorka powoli odsuwa kolejne warstwy psychiki, aż zostaje naga prawda: człowiek jest istotą zdolną do wszystkiego, jeśli tylko znajdzie odpowiednie uzasadnienie. Smutne, ale prawdziwe. 
Dodatkowym atutem jest fakt, iż Highsmith genialnie wykorzystuje i ukazuje scenerię Afryki Północnej. Mamy wplecione w opowieść palące słońce, surowe krajobrazy, egzotyczne miasta. Wszystko to genialnie ukazuje wewnętrzny niepokój bohatera, który z każdym zdaniem jest coraz większy. Wszystko- kulturę, dzień codzienny, krajobrazy, nastrój, pisarka wplotła w opowieść. Ba, Tunezja w tej powieści nie jest tłem – jest równorzędnym bohaterem. Całość tworzy mieszankę wybuchową. 
Drżąca ręka fałszerza nie jest tylko thrillerem psychologicznym. To mistrzowskie studium samotności, alienacji i kruchości zasad. To powieść, która udowadnia, że największe dramaty rozgrywają się nie w świecie zewnętrznym, lecz w umyśle. 
To książka dla osób, które lubią powieści psychologiczne i historie, w których ważniejsze od akcji są emocje i wątpliwości bohatera. „Drżąca ręka fałszerza” skłania do zastanowienia się nad tym, czym jest prawda i czy każdy z nas, w trudnej sytuacji, nie zacząłby usprawiedliwiać własnych decyzji. Polecam.


 



 

 

 

 

środa, 18 lutego 2026

Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień - Yuta Takahashi

 


Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5/6
Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień to pełna ciepła, spokojna i bardzo wzruszająca książka o stracie, tęsknocie i nadziei. Autor, Yuta Takahashi, opowiada w niej kilka historii ludzi, którzy przeżyli ból po odejściu bliskich. Choć temat jest trudny, książka nie jest przygnębiająca. Przeciwnie – daje ukojenie i pokazuje, że nawet po największej stracie można odnaleźć światło. 
Akcja toczy się w małej, nadmorskiej restauracji Chibineko. Aby do niej dotrzeć, trzeba iść brzegiem rzeki, potem plażą i ścieżką wysypaną białymi muszelkami. Już samo to miejsce wydaje się magiczne i odcięte od codziennego świata. Restaurację prowadzą Kai i jego mama. Przygotowują oni niezwykłe potrawy, które mają wyjątkową moc – pozwalają na krótkie spotkanie z osobą, która odeszła. 
W książce poznajemy kilka postaci. Kotoko nie może pogodzić się z nagłą śmiercią brata. Taiji żyje z poczuciem winy, bo zranił koleżankę, z którą nie zdążył się pogodzić. Yoshio bardzo tęskni za żoną, która zmarła po ciężkiej chorobie. Każda z tych osób przychodzi do Chibineko z innym bólem, ale z tą samą nadzieją – że uda się jeszcze raz zobaczyć ukochaną osobę i powiedzieć to, czego nie zdążyli wcześniej. 
Historie bohaterów są proste, ale bardzo poruszające. Z wieloma ich fragmentami będzie mogła się utożsamić większość czytelników. Autor nie używa trudnych słów ani skomplikowanych opisów, nie popada w przesadę ani infantylizm. Pisze spokojnie i delikatnie, dzięki czemu łatwo wczuć się w emocje postaci. Czytelnik razem z nimi przeżywa żal, smutek, a później ulgę. Książka pokazuje, jak ważne są rozmowa, wybaczenie i wdzięczność za wspólnie spędzony czas. 
Bardzo ciekawym elementem są przepisy na potrawy, które pojawiają się w książce. Jedzenie nie jest tu tylko tłem. Ma ono symboliczne znaczenie – przywołuje wspomnienia, zapachy i chwile z przeszłości. Każdy z nas ma takie wspomnienia w głowie, sercu...ukochana potrawa u babci, zapach zupy mamy itd. Autor pokazuje, że smak potrafi przenieść nas w czasie i przypomnieć o kimś, kogo już z nami nie ma. To piękne przesłanie: nawet jeśli ktoś odszedł, wspomnienia nadal żyją w nas. 
Chibineko to książka, która uczy, że nie zawsze dostajemy drugą szansę w prawdziwym życiu, dlatego warto mówić bliskim o swoich uczuciach tu i teraz. Pokazuje też, że każdy przeżywa żałobę inaczej i że to normalne, iż potrzeba czasu, by pogodzić się ze stratą. 
To opowieść spokojna, momentami smutna, ale przede wszystkim podnosząca na duchu. Daje nadzieję, że nawet po bolesnych doświadczeniach można odnaleźć sens i iść dalej. Polecam ją osobom, które lubią ciepłe, refleksyjne historie o relacjach międzyludzkich. To książka, która zostaje w sercu na długo i przypomina, co w życiu jest naprawdę najważniejsze – miłość, bliskość i pamięć o tych, których kochaliśmy. Zdecydowanie polecam.

Zapraszam na mój profil na Instagramie (klik)  

 

poniedziałek, 16 lutego 2026

Zagubiony wątek. Historia starożytności oraz kobiet, które ją tworzyły - Daisy Dunn

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Z racji wyksztalcenia i pasji przeczytałam setki książek i opacowań dot. szeroko rozumianego okresu starożytności. Śmiało mogę napisać, iż książka Daisy Dunn to pozycja wyjątkowa, rzetelnie napisana i bardzo potrzebna. 
Zagubiony wątek jest jedną z nielicznych, a właściwie jedyną tak obszerną książką, która w całości poświęcona jest kobietom w starożytności i ich realnemu wpływowi na bieg historii. A wierzcie mi, był on niebagatelny. O tym na ogół historycy zapominają, skupiają się na mężczyznach ich dokonaniach. Dunn wypełnia lukę i podejmuje się zadania trudnego, ale niezwykle cennego: wydobycia z milczenia postaci, które przez wieki pozostawały na marginesie oficjalnych kronik. Badaczka nie dopisuje kobiet „na siłę” do znanych wydarzeń. Pokazuje ona, że obok mężczyzn istniały kobiety, które myślały, tworzyły, rządziły, walczyły i podejmowały decyzje o ogromnym znaczeniu. Nie były jedynie tłem dla „wielkich mężczyzn”, ale bardzo często aktywnymi uczestniczkami wydarzeń politycznych, religijnych i militarnych.
Książka obejmuje ogromny obszar czasowy i geograficzny: od Mezopotamii, przez Grecję i Persję, aż po Rzym. Dunn prowadzi czytelnika przez kolejne epoki, pokazując, jak zmieniała się rola kobiet, ale też jak wiele z nich – niezależnie od czasów i miejsca – potrafiło zdobyć wpływy, władzę lub rozgłos dzięki talentowi, inteligencji i determinacji. 
Jednym z najmocniejszych wątków książki jest właśnie problem źródeł historycznych. Autorka prowadzi czytelnika przez świat niepełnych, fragmentarycznych i często sprzecznych źródeł. Badaczka wielokrotnie podkreśla, że historia starożytna została napisana głównie przez mężczyzn i dla mężczyzn. Kobiety pojawiają się w niej rzadko, często w sposób zniekształcony, uproszczony lub wrogi. Dunn dokładnie analizuje te przekazy, porównuje je ze sobą i pokazuje, gdzie kończy się fakt, a zaczyna uprzedzenie, propaganda albo plotka. Dzięki temu czytelnik widzi nie tylko losy bohaterek, ale też mechanizmy wymazywania kobiet z historii.Zamiast prostych odpowiedzi dostajemy więc rzetelną, dobrze udokumentowaną próbę rekonstrukcji ich losów. Dunn nie idealizuje bohaterek, ale traktuje je jak pełnokrwiste postacie historyczne – z ambicjami, słabościami, marzeniami, pasjami i odwagą. 
W książce pojawia się wiele fascynujących postaci, np. Enheduanna. To była kapłanka i poetka, uznawana za pierwszą autorkę w dziejach, której imię znamy. Pisała ona hymny, wyrażała własne emocje i miała realny wpływ na religię oraz politykę swojego czasu. Dunn pokazuje, jak niezwykłe było to, że kobieta w III tysiącleciu p.n.e. mogła pozostawić po sobie teksty podpisane własnym imieniem.
Inną fascynującą postacią jest Telesilla, poetka, która w chwili zagrożenia potrafiła stanąć na czele obrony Argos. Jest ona doskonałym przykładem kobiety, która nie tylko tworzyła literaturę, ale też działała politycznie i militarnie. Dunn pokazuje, że greckie kobiety, choć formalnie wykluczone z życia publicznego, potrafiły w decydujących momentach przejmować inicjatywę. 
Inna ciekawa postać to Lokusta, mistrzyni trucizn, która działała na dworze cesarzy Klaudiusza i Nerona. Z kolei Fulwia była kobietą zaangażowaną w brutalną politykę schyłku Republiki Rzymskiej. Była też zdolna do wywołania otwartego buntu przeciwko Oktawianowi. Była genialnym, samodzielnym graczem politycznym w I w. 
Dla mnie najbardziej interesująco wypadają fragmenty dotyczące świata perskiego i wojen grecko-perskich, zwłaszcza postać Artemizji. Dunn opisuje ją jako doświadczoną dowódczynię floty, stratega i doradczynię Kserksesa. Zamiast stereotypowej kobiety widzimy osobę, której decyzje miały realne znaczenie militarne. 
Cała książka konsekwentnie udowadnia, że kobiety nie były wyjątkiem w historii starożytnej – były jej częścią. To sposób zapisywania dziejów sprawił, że ich obecność została zagubiona. Dunn nie próbuje tworzyć alternatywnej historii, ale poszerza znaną narrację, uzupełnia ją i czyni pełniejszą. 
Badaczka pisze bardzo ciekawie, przeplata mity z historią dzięki czemu Zagubiony wątek czyta się jak pasjonującą podróż przez starożytność. 
Nieprzypadkowo książka zdobyła tak duże uznanie: została uznana za najlepszą książkę historyczną roku przez BBC History, trafiła na listy najlepszych książek 2024 roku według „The New Yorker”, „Smithsonian” i „The Independent”. To potwierdza jej wysoką wartość merytoryczną i znaczenie dla współczesnej humanistyki. 
Zagubiony wątek to książka bardzo cenna, bo nie tylko uzupełnia brakującą część opowieści o starożytności, ale też zmusza do refleksji nad tym, jak historia była – i wciąż bywa – opowiadana. To lektura ważna, inspirująca i potrzebna każdemu, kto chce lepiej zrozumieć przeszłość.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

piątek, 13 lutego 2026

Śpij jak jaskiniowiec - Merijn van de Laar

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4/6
Książka Śpij jak jaskiniowiec to ciekawa pozycja o śnie, czyli czymś, co wszyscy znamy, ale niewielu naprawdę rozumie. Merijn van de Laar, badacz snu i osoba kiedyś cierpiąca na bezsenność, zabiera czytelnika w podróż do czasów prehistorycznych. Autor pokazuje nam, że nasze dzisiejsze problemy ze snem wcale nie są niczym nowym ani nienormalnym. 
Badacz już od pierwszych stron uspokaja czytelnika: jeśli budzisz się w nocy, śpisz nierówno albo nie czujesz się wypoczęty po ośmiu godzinach w łóżku – nie jesteś zepsuty. Po prostu jesteś człowiekiem. Van de Laar tłumaczy, że współczesny ideał „idealnego snu” jest w dużej mierze mitem. Nasi przodkowie, żyjący tysiące lat temu, spali krótko, często się wybudzali i robili to w grupach. Taki sen był dla nich bezpieczniejszy i dawał przewagę w walce o przetrwanie. 
Jednym z największych atutów książki jest pojrzenie na sen. Autor pokazuje, że ludzki mózg nie zmienił się tak bardzo, jak nasze otoczenie. Kiedyś noc oznaczała zagrożenie – drapieżniki, zimno, niepewność. Dziś zamiast tygrysów mamy stres, powiadomienia w telefonie, sztuczne światło i presję, by „spać idealnie”. Organizm reaguje podobnie: czujnością i częstym wybudzaniem. 
Van de Laar w prosty sposób wyjaśnia, dlaczego budzimy się w nocy i czemu nie zawsze da się „przespać całej nocy ciągiem”. Zamiast straszyć bezsennością, autor normalizuje nocne pobudki i pokazuje, że często są one naturalne. To bardzo uwalniające podejście, szczególnie dla osób, które latami stresują się tym, że „nie potrafią spać”. 
Książka porusza też wiele praktycznych tematów, takich jak: sen dzieci, dorosłych i osób starszych, wpływ temperatury i światła na sen, drzemki,różnice między „skowronkami” a „sowami”
Autor obala popularne mity, na przykład ten o konieczności spania dokładnie ośmiu godzin. Pokazuje też, dlaczego obsesyjne mierzenie snu za pomocą aplikacji i smartwatchy często pogarsza sytuację zamiast ją poprawiać. Zamiast słuchać własnego ciała, zaczynamy ufać wykresom – a to prowadzi do frustracji i lęku. 
Bardzo ważnym elementem książki jest empatia autora. Van de Laar nie pisze z pozycji wszystkowiedzącego eksperta. Otwarcie przyznaje, że sam zmagał się z bezsennością. Dzięki temu jego rady nie brzmią jak suche zalecenia, ale jak spokojna rozmowa z kimś, kto naprawdę rozumie problem.
Największą wartością Śpij jak jaskiniowiec jest zmiana perspektywy. Zamiast pytać: „Jak zmusić się do idealnego snu?”, autor proponuje pytanie: „Jak żyć w zgodzie z tym, jak naprawdę działa mój organizm?” To podejście zdejmujące presję i dające ulgę – a paradoksalnie właśnie to często pomaga spać lepiej. Polecam zainteresowanym tematem i osobom, które są na początku drogi bezsenności. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

wtorek, 10 lutego 2026

Bunt. O Polkach, które zdobywały Himalaje - Piotr Trybalski

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Książka Bunt. O Polkach, które zdobywały Himalaje Piotra Trybalskiego to bardzo ciekawa, bardzo ważna i niezwykle inspirująca opowieść. Czyta się ją z dużym zaciekawienie, ale też z podziwem i radością, że takie historie zostały w końcu opowiedziane. Autor pisze prostym, zrozumiałym językiem, dzięki czemu książka jest dostępna dla każdego – nie tylko dla miłośników gór czy wspinaczki, ale dla wszystkich, którzy lubią historie o sile charakteru, pasji i przekraczaniu granic. To także książka dla nas, kobiet. Jesteśmy i zawsze powinnyśmy być dumne z osiągnięć innych kobiet. 
Bunt to opowieść o kobietach, które nie pytały o zgodę. Wiedziały, czego chcą, i konsekwentnie szły w swoją stronę, walcząc z przeszkodami i stereotypami. Piotr Trybalski pokazuje, że ich walka nie toczyła się wyłącznie z górami, mrozem i wysokością. Równie trudne były stereotypy, brak wiary ze strony otoczenia, pdcinanie skrzydeł, niszczenie nsychiczne oraz jawna niechęć środowiska zdominowanego przez mężczyzn. Autor w bardzo wyważony sposób opisuje, z czym musiały się mierzyć bohaterki i jaką cenę płaciły za swoją niezależność i marzenia. Wierzcie mi, ta cena była olbrzymia. Tym bardziej bohaterkom nalezy się wielki szacunek i pamięć. 
Ogromną zaletą książki jest to, że przedstawia losy kilkudziesięciu kobiet z różnych epok. Od pierwszych taterniczek i alpinistek, przez legendarne himalaistki z pokolenia Wandy Rutkiewicz, aż po współczesne wspinaczki. Dzięki temu czytelnik widzi, jak zmieniał się świat, Polska i rola kobiet w sporcie oraz społeczeństwie. Wszystko to zostało osadzone w szerokim kontekście historycznym, społecznym i politycznym, co sprawia, że książka jest nie tylko reportażem, ale też ciekawą lekcją historii. 
Autor pisze z ogromnym szacunkiem i empatią wobec bohaterek. Nie tworzy pomników, ale pokazuje je jako prawdziwe osoby – z marzeniami, słabościami, wątpliwościami i odwagą. Dzięki temu historie te są autentyczne i bardzo poruszające. Czytelnik ma poczucie, że obcuje z czymś ważnym i prawdziwym, a nie jedynie z suchym zapisem osiągnięć. 
Bunt to książka, która inspiruje i daje siłę. Pokazuje, że determinacja, pasja i wiara w siebie mogą zaprowadzić bardzo wysoko – dosłownie i w przenośni. To także ważny głos o miejscu kobiet w sporcie i społeczeństwie oraz dowód na to, że „miejsce kobiet jest na szczycie”. Zdecydowanie polecam tę książkę każdemu, kto szuka mądrej, pozytywnej i poruszającej lektury.

 

sobota, 7 lutego 2026

Carol - Patricia Highsmith

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Ponownie jestem zachwycona książką tej autorki. Patricia Highsmith w najlepszej formie.
Pisarka udowadnia, iż jest mistrzynią niepokoju, psychologicznego napięcia i książek z pozoru nienachalnych, niepozornych, które finalnie okazują się genialnymi. Autorka pokazuje, że potrafi stworzyć dzieło, które nie tylko intryguje fabularnie, ale również zostawia głęboki ślad w psychice.
Są książki, które nie krzyczą, a mimo to zostają w czytelniku na długo. I tak jest z Carol. Chociaż nie, Carol krzyczy, wręcz wrzeszczy, ale tak mimochodem, pomiedzy wydarzeniami. To powieść subtelna, a jednocześnie odważna, ważna i przełomowa. Opowiedziana jest ona prostym językiem, bez literackich fajerwerków, ale z ogromną wrażliwością jeżeli chodzi o ludzi i ich emocje. Carol czyta się wyśmienicie choć z pewnością nie jest to książka dla każdego. Brak w niej eksplozji energii, szybkiej akcji, ale jest coś zupełnie innego, tak charakterystycznego dla prozy Highsmith. 
Akcja przenosi nas do Nowego Jorku końca lat czterdziestych. Świat po wojnie próbuje wrócić do normalności, ale jest to normalność inna, pełna niewidzialnych zasad i surowych oczekiwań. W tym świecie żyje Therese. Jest to dziewiętnastoletnia dziewczyna, trochę zagubiona, trochę nie na swoim miejscu. Pracuje ona jako sprzedawczyni w domu towarowym, marzy o scenografii, o sztuce, o innym życiu. I właśnie tam, między zabawkami i świątecznym pośpiechem, spotyka tytułową Carol. 
Carol Aird jest jak objawienie, zarówno dla czytelnika, jak i Therese. Niezwykle ciekawie przedstawiona postać, nieoczywista, niejednoznaczna. Carol jest bardzo elegancka, dojrzała, spokojna, a przy tym pełna jakiejś takiej trudnej do opisania tęsknoty. Highsmith nie idealizuje swojej bohaterki, zresztą to dla pisarki typowe. Każda z jej postaci zawsze jest ciekawa, normalna, ludzka, niejednoznaczna. Taka jest też Carol, która ma swoje lęki, obowiązki, bolesne kompromisy i spore brzmię psychiczne. Jest matką, kobietą w trakcie rozwodu, osobą uwięzioną w świecie, który nie przewiduje dla niej szczęścia poza narzuconymi ramami. Między nią a Therese od pierwszej chwili pojawia się napięcie. Jest ono subtelne, delikatne, niemal niewinne, ale absolutnie nie do zignorowania. To napięcie zdaje się wyzierać z każdego zdania, otulać bohaterki i czytelnika. 
Największą siłą Carol jest sposób, w jaki autorka opisuje rodzącą się miłość. To nie jest historia wielkich deklaracji. To spojrzenia, drobne gesty, niepokój, który nagle okazuje się pragnieniem. Highsmith z niezwykłą wrażliwością pokazuje wewnętrzny świat Therese – jej zachwyt, strach, poczucie, że wreszcie widzi samą siebie. Ta miłość nie spada z nieba, ona powoli się wyłania, dojrzewa, boli i uświadamia nam i Therese, że od początku była w niej samej. 
Wyjątkowa jest też podróż samochodowa przez Amerykę. Odnosze wrażenie, że ta podróż miała być ucieczką i chwilą wolności dla obu bohaterek. Jednak szybko zamienia się ona w konfrontację z brutalną rzeczywistością. Społeczeństwo nie pozwala Carol kochać tak, jak chce. Cena za autentyczność, bycie sobą, miłość okazuje się wysoka. Mamy wszystko, co najgorsze dla kobiety w tamtych czasach - skandal, utratę reputacji, ostracyzm, a nawet walkę o własne dziecko. Carol przestaje być tylko romansem – staje się opowieścią o wolności, o prawie do bycia sobą, o tym, jak okrutne potrafią być normy udające moralność. Wyjątkowe i neizwykle ważne przesłanie. 
Warto pamiętać, jak bardzo ta książka była rewolucyjna. Powstała ona w 1952 roku, w czasach, gdy historie o miłości między kobietami kończyły się tragedią, samobójstwem albo "powrotem na właściwą drogę”. Wbrew temu Highsmith odważyła się napisać coś innego. Dała swoim bohaterkom nadzieję - nie łatwą, nie naiwną, ale prawdziwą. I właśnie dlatego Carol stała się książką tak ważną – dla literatury i dla czytelniczek, które po raz pierwszy zobaczyły w niej własne doświadczenia. 
Styl Highsmith jest prosty, oszczędny, niemal chłodny, ale pod tą powierzchnią pulsuje ogrom emocji. Połączenie takiego stylu i ogromu emocji, uczuć, tworzy mieszankę iście wybuchową. Przeczytałąm wcześniej wszystkie dostęne u nas ksiażki Patricii Highsmith, znam jej styl, ale Carol i tak mnie zaskoczyła. Autorka nie tłumaczy wszystkiego, nie pisze wprost, pozwala czytelnikowi wiele się domyśleć. Dzięki temu historia Carol i Therese wydaje się niezwykle intymna, jakbyśmy czytali np. pamiętnik. 
Ekranizacja z Cate Blanchett i Rooney Marą pięknie oddała klimat powieści, ale to książka daje pełnię przeżyć. To w niej najgłębiej czuć niepokój, pragnienie i odwagę, która rodzi się powoli, krok po kroku. 
Carol to opowieść o miłości, która nie prosi o pozwolenie. To opowieść o kobietach, które uczą się wybierać siebie w świecie, który im tego odmawia. To książka cicha, a jednocześnie przełomowa. Delikatna i bardzo odważna. Zostawia po sobie wzruszenie, smutek, ale też nadzieję i siłę. 
Czy miłość jest warta ryzyka utraty wszystkiego?
Po lekturze Carol odpowiedź nie jest prosta. Polecam. Cudowna, ważna, mądra powieść. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

  

środa, 4 lutego 2026

Wymieranie Ireny Rey - Jennifer Croft

 


Wydawnictwo Pauza, Moja ocena 5,5/6
Wymieranie Ireny Rey to książka, która zaskakuje od pierwszych stron i bardzo długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Dawno nie czytałam tak zabawnej, mądrej i doskonałej powieści – takiej, która jednocześnie bawi, niepokoi i zmusza do myślenia o literaturze i relacjach między ludźmi. 
Punktem wyjścia jest intrygujący, niemal filmowy pomysł, który kojarzy mi się z Agathą Christie. Ośmioro wybitnych tłumaczy z różnych krajów przyjeżdża do domu legendarnej pisarki Ireny Rey. Dom jest ukryty w sercu Puszczy Białowieskiej. Tu ogromne brawa dla autorki, tłumaczki dzieł Olgi Tokarczuk. Nasi bohaterowie mają pracować nad największym dziełem Rey, „Szara eminencja”, tłumacząc je równocześnie na swoje języki. Już sam ten pomysł pokazuje, jak bardzo Croft interesuje proces twórczy i to, co zwykle dzieje się „za kulisami” literatury. Sytuacja szybko jednak wymyka się spod kontroli :), bo Irena Rey nagle znika – bez pożegnania, bez wyjaśnienia, bez śladu. 
Od tego momentu powieść zaczyna żyć własnym, niepokojącym, zadziwiającym życiem. Tłumacze, którzy wcześniej rywalizowali o uwagę autorki i traktowali ją niemal jak bóstwo, zostają zamknięci razem w lesie, z dala od świata, z narastającym poczuciem zagubienia. Z jednej strony próbują ją odnaleźć, z drugiej uparcie kontynuują pracę nad jej książką. Ta sprzeczność jest jednym z największych atutów powieści: pokazuje, jak silna potrafi być obsesja na punkcie dzieła i autora, nawet wtedy, gdy człowiek zaczyna tracić grunt pod nogami. Inteligentni, nawet bardzo, tłumacze po zniknięciu Ireny Rey zaczynają się gubić, zachowują się jak bezwolne, niemyślące racjonalnie dzieci. 
Jennifer Croft z ogromnym wyczuciem i humorem portretuje bohaterów. Każdy z tłumaczy jest inny – kulturowo, emocjonalnie, mentalnie. To, co ich dzieli, róznice są na równi śmieszne, co niepokojące i zadziwiające. Sympatie i antypatie, drobne konflikty, ambicje i zazdrości narastają, prowadząc do coraz większej paranoi. Autorka pokazuje, jak cienka jest granica między podziwem a uzależnieniem, między współpracą a rywalizacją. Wierzcie mi, wiele osób zobaczy w tej ksiażce mniejsze lub większe okruchy samych siebie lub kogoś bliskiego. Powieść jest zadziwiająca i po prostu szalona. 
To także książka zabawna i niezwykle zwodnicza. Ironia, lekki absurd, inteligentne dialogi, podsuwanie mylnych tropów sprawiają, że nawet w mroczniejszych momentach pojawia się uśmiech. Jednocześnie jest to opowieść pełna refleksji. Croft wplata i ciekawie ukazuje kwestie kultu, sławy, opowiada o tym, jak sami tworzymy mity wokół znanych osób. Sporo jest także o języku, sztuce, literaturze, które tworzą rzeczywistość, mimo iż często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ważną rolę odgrywa również natura: Puszcza Białowieska nie jest tu tylko tłem, lecz niemal osobnym bohaterem, dzikim i obojętnym wobec ludzkich dramatów, ale także bardzo niebezpiecznym. 
Wymieranie Ireny Rey to powieść niejednoznaczna, wymykająca się wszelkim, sztampowym klasyfikacjom gatunkowym. Czytelnik błądzi między dramatem a tajemnicą zniknięcia tytułowej muzy, obserwując jednocześnie, jak bohaterowie stają twarzą w twarz z własną naturą, wspomnieniami i demonami. To książka także o tym, co zostaje po człowieku w oczach innych. 
Bez wątpienia to świetny debiut. Jest on niezwykle dojrzały, oryginalny i odważny. Jennifer Croft stworzyła historię, która jest jednocześnie literacką przygodą i błyskotliwym komentarzem do świata nie tylko kultury. Jeśli ktoś szuka powieści inteligentnej, nieoczywistej, zabawnej i naprawdę wciągającej – Wymieranie Ireny Rey będzie strzałem w dziesiątkę. Polecam. 

Zapraszam na mój profil na instagramie (klik) 

 

niedziela, 1 lutego 2026

Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków - Mary Roach

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4,5/6
Czy zastanawialiście się co się działo czy dzieje z naszymi ciałami po naszej śmierci? Książka Sztywniak Mary Roach omawia te kwestie dosyć hmm dogłębnie. Jest to bardzo ciekawa i nietypowa opowieść o tym, co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci. Autorka porusza temat, który zwykle budzi skrępowanie, niepokój albo milczenie, i robi z niego jedną z najbardziej fascynujących, a momentami zaskakująco zabawnych lektur popularnonaukowych. Choć temat może wydawać się trudny albo nawet nieprzyjemny, autorka potrafi opisać go w sposób lekki, ale daleki od infantylnego. Dzięki temu książkę czyta się z zainteresowaniem, a momentami nawet z uśmiechem.
Książka opowiada o tym, co dzieje się z naszymi ciałami, gdy przestajemy ich potrzebować, a nauka zaczyna widzieć w nich bezcenne źródło wiedzy. 
Mary Roach pokazuje, że zwłoki od wieków odgrywały ogromną rolę w rozwoju nauki i medycyny. To właśnie na nich testowano pierwsze zabiegi chirurgiczne, badano przyczyny katastrof lotniczych czy sprawdzano działanie różnych wynalazków. W książce znajdziemy wiele zaskakujących przykładów, takich jak testowanie gilotyny, badania związane z lotami kosmicznymi czy eksperymenty mające potwierdzić autentyczność Całunu Turyńskiego. Każda z tych historii jest opowiedziana w ciekawy i zrozumiały sposób. 
Dużym atutem Sztywniaka jest styl pisania autorki. Roach unika trudnych, naukowych słów i nie moralizuje. Zamiast tego opowiada historie, rozmawia z naukowcami i dzieli się własnymi spostrzeżeniami. Jej humor jest delikatny i nieprzesadzony, dzięki czemu nawet poważne, trudne tematy stają się łatwiejsze do przyjęcia. 
Książka pokazuje też, że ciała zmarłych nie są traktowane bez szacunku. Wręcz przeciwnie – autorka podkreśla, jak bardzo przyczyniły się one do ratowania ludzkiego życia i rozwoju medycyny. Sztywniak skłania do refleksji i pozwala spojrzeć na śmierć z innej, mniej strasznej perspektywy. 
To dobra propozycja dla osób, które lubią książki popularnonaukowe, ale napisane w lekki i przystępny sposób. Sztywniak uczy, zaciekawia i pokazuje, że nawet bardzo trudne tematy można opisać z wyczuciem i humorem.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

piątek, 30 stycznia 2026

Milcząca planeta - Dave Goulson

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Milcząca planeta to książka, która w wielu aspektach zmieniła mój sposób patrzenia na świat. To nie jest kolejna popularnonaukowa publikacja, którą odkłada się na półkę z poczuciem, że „dobrze wiedzieć”. To raczej lektura, po której trudno spokojnie przejść obok łąki, ogrodu czy nawet miejskiego trawnika, nie zadając sobie pytania: gdzie podziały się owady? Prawdą jest, że w momencie, gdy nie bedzie owadów, nie będzie też ludzi. Autor tłumaczy, jak, dlaczego i co zrobić. 
Goulson, wybitny biolog i znany badacz trzmieli, prowadzi czytelnika przez fascynujący i bardzo ciekawy świat skrzydeł i mikroskopijnych ekosystemów. Już od pierwszych stron staje się jasne, że owady nie są jedynie tłem naszego życia ani drobnym, irytującym dodatkiem do letnich dni. Są jego fundamentem. Bez nich nie ma zapylania roślin, zdrowych gleb, stabilnych łańcuchów pokarmowych ani – w dłuższej perspektywie – nas samych. 
Największą siłą Milczącej planety jest połączenie rzetelnej wiedzy naukowej z mistrzowską narracją. Goulson pisze z pasją, momentami z gniewem, ale też z autentyczną miłością do świata przyrody. Opisuje dramatyczny spadek liczebności owadów, który miał miejsce w ostatnich dekadach. W swoich opisach opiera się na najnowszych badaniach, danych statystycznych i własnych doświadczeniach terenowych. Nie straszy jednak tanimi katastroficznymi wizjami. Zamiast tego pokazuje, jak krucha jest sieć zależności, która podtrzymuje życie na Ziemi, i jak niebezpiecznie blisko jesteśmy jej zerwania. To nasza wina, ludzi. I my musimy zrobić wszystko żeby to zmienić. 
Autor bezlitośnie punktuje winnych: intensywne rolnictwo, pestycydy, monokultury, betonowanie przestrzeni, krótkowzroczną politykę i przemysł podporządkowany wyłącznie zyskowi. Jednocześnie unika moralizatorskiego tonu. Zamiast oskarżać, konsekwentnie podkreśla, że problem ma charakter systemowy – i że właśnie dlatego potrzebne są zmiany na każdym poziomie: od decyzji rządów, przez praktyki rolnicze, aż po to, co robimy we własnych ogrodach i na balkonach. 
Milcząca planeta jest też książką dającą nadzieję. Autor pokazuje, że choć sytuacja jest poważna, nie jest jeszcze beznadziejna. Przekonująco udowadnia, że nawet drobne działania – pozostawienie fragmentu dzikiego ogrodu, sadzenie rodzimych roślin, rezygnacja z chemii, wspieranie lokalnych inicjatyw – mogą realnie pomóc owadom i całym ekosystemom. 
Styl Goulsona jest niezwykle barwny. Autor potrafi pisać o nauce w sposób zrozumiały, ciekawy. Jego opowieści o trzmielach, pszczołach czy chrząszczach potrafią wzruszyć, rozbawić, a czasem zawstydzić. Dlaczego zawstydzić? Bo nagle uświadamiamy sobie, jak mało uwagi poświęcaliśmy istotom, od których zależy nasze istnienie. 
Milcząca planeta to jednocześnie wspaniała opowieść o wyjątkowym świecie, ale także jakby wyznanie miłości do owadów. To także bardzo głośne wezwanie do zmiany relacji z naturą. To książka, która nie tylko poszerza wiedzę, ale też budzi odpowiedzialność. Po jej przeczytaniu trudno pozostać obojętnym. 
Bez wątpienia to niełatwa lektura, ale także obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego ochrona przyrody nie jest luksusem ani modą, lecz warunkiem przetrwania. Polecam.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)