pasje i fascynacje mola książkowego...nie tylko literackie...
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
środa, 1 kwietnia 2026
Kto sieje wiatr - Donna Leon
Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Kto sieje wiatr to już 32. tom bestsellerowej serii kryminałów z komisarzem Guido Brunetti, osadzonej w niezwykłej scenerii Wenecja. Od wielu lat jestem zagorzałą fanką tej serii i przeczytałam wszystkie tomy, dlatego na najnowszą część czekałam z ogromną ciekawością i pewnym napięciem.
Ta książka – jak zresztą niemal każdy tom cyklu – jest ona czymś więcej niż tylko opowieścią o zbrodni. To jednocześnie przenikliwa powieść społeczna, studium psychologiczne, subtelna opowieść obyczajowa, a momentami wręcz moralitet. Donna Leon po raz kolejny udowadnia, że wątek kryminalny jest dla niej jedynie punktem wyjścia – pretekstem do pokazania świata w całej jego złożoności: niesprawiedliwości, hipokryzji, moralnych dylematów i cichych dramatów zwykłych ludzi.
Jeśli ktoś sięga po tę książkę w oczekiwaniu dynamicznej akcji, pościgów czy spektakularnych zwrotów fabularnych, może poczuć się zaskoczony. Tutaj zbrodnia jest cicha, niemal niezauważalna, a napięcie budowane jest nie przez wydarzenia, lecz przez refleksję i stopniowe odkrywanie prawdy. Nie znajdziemy tu efektownych scen akcji ani sensacyjnej dramaturgii typowej dla współczesnych thrillerów. Zamiast tego otrzymujemy powolne, uważne przyglądanie się rzeczywistości – i właśnie w tym tkwi największa siła tej powieści. Zbrodnia w tej serii ma niezwykle silną, wręcz krzyczącą wymowę, mimo że przedstawiona jest w sposób stonowany i pozbawiony sensacyjnej otoczki.
Ale wracajmy do Kto sieje wiatr...Fabuła rozpoczyna się na początku listopada w czarującej Wenecji. Komisarz Brunetti, po kilku spokojniejszych miesiącach, ponownie zostaje wciągnięty w śledztwo – tym razem dotyczące śmierci niezarejestrowanego imigranta ze Sri Lanki. Mężczyzna znalazł schronienie u zamożnej weneckiej rodziny, co samo w sobie budzi szereg pytań. W jego mieszkaniu Brunetti odkrywa intrygującą mieszankę: włoskie kryminały, książki o buddyzmie oraz materiały dotyczące terroryzmu z czasów tzw. „lat ołowiu”. Już ten zestaw wskazówek sugeruje, że sprawa nie będzie oczywista. Szybko okazuje się, ze tak naprawdę nic nie jest jasne, proste i łatwe do rozszyrowania.
Ważną rolę w śledztwie odgrywają również takie elementy jak Palazzo Zaffo dei Leoni, zaniedbany ogród, sympatyczna suka Sara oraz nierozwiązana zagadka sprzed lat. Każdy z tych szczegółów ma znaczenie – choć nie od razu wiadomo, co jest fałszywym tropem, a co kluczową wskazówką. Leon mistrzowsko prowadzi czytelnika przez labirynt pozornie nieistotnych detali, które z czasem układają się w spójną całość.
Jednak to nie sama intryga kryminalna robi największe wrażenie. Najciekawszym aspektem powieści jest jej wymiar refleksyjny. Rutynowe dochodzenie szybko przeradza się dla Brunettiego w podróż w przeszłość. Komisarz wraca myślami do swojej młodości – czasu pełnego ideałów, wiary w możliwość zmiany świata i moralnej jednoznaczności. Konfrontacja tych wspomnień z teraźniejszością, pełną kompromisów i szarości, nadaje książce głęboko osobisty wymiar, jeszcze większy niż wcze sniejsze tomy.
Nasz ulubiony wenecki policjant w tym tomie wydaje się jeszcze bardziej wyciszony, refleksyjny, momentami wręcz melancholijny. Jego rozważania dotyczą nie tylko sprawy, którą prowadzi, ale także sensu sprawiedliwości, odpowiedzialności i granic ludzkiej empatii. To sprawia, że powieść staje się czymś więcej niż kryminałem – staje się opowieścią o dojrzewaniu, przemijaniu i utracie złudzeń.
Osobnym bohaterem jest Wenecja. Jak zawsze u Leon nie jest ona jedynie tłem wydarzeń. Miasto na wyspach żyje własnym rytmem. Jest ono piękne, ale jednocześnie naznaczone problemami społecznymi, zaniedbaniami i kontrastami. Autorka z niezwykłą wrażliwością pokazuje jego mniej oczywiste oblicze, dalekie od turystycznych pocztówek.
Nie sposób mówić o tej powieści – ani o całej serii – bez zatrzymania się na chwilę przy życiu prywatnym Guido Brunetti. To właśnie ono stanowi jeden z najważniejszych i najbardziej wyjątkowych elementów twórczości Donna Leon.
Rodzina Brunettiego od lat jest dla czytelników czymś znacznie więcej niż tylko tłem dla policyjnych spraw. Jego żona Paola, inteligentna, przenikliwa i bezkompromisowa w swoich poglądach, niejednokrotnie pełni rolę moralnego kompasu – zarówno dla niego, jak i dla czytelnika. Ich rozmowy, często prowadzone przy wspólnych posiłkach, należą do najbardziej wyczekiwanych fragmentów książki. To właśnie wtedy pojawiają się refleksje na temat sprawiedliwości, polityki, historii czy ludzkiej natury.
Równie ważne są ich dzieci – dorastające, zmieniające się, ale wciąż obecne w życiu Brunettiego w sposób naturalny i nienachalny. Relacje rodzinne przedstawione są z niezwykłą czułością i autentycznością. Nie ma tu patosu ani przesadnej idealizacji – jest codzienność, drobne napięcia, troska i bliskość.
W Kto sieje wiatr te domowe sceny ponownie stanowią przeciwwagę dla trudnych tematów poruszanych w śledztwie. W świecie pełnym niejednoznaczności i moralnych szarości, dom Brunettiego pozostaje przestrzenią względnego spokoju, refleksji i uporządkowania.
Ogromną siłą tej części – podobnie jak całej serii – jest także obecność dobrze znanych, powracających bohaterów, którzy dla stałych czytelników są niczym rodzina. Claudia Griffoni, Lorenzo Vianello czy niezastąpiona Signorina Elettra wnoszą do fabuły nie tylko profesjonalizm, ale też charakterystyczny humor, lojalność i indywidualny rys osobowości. Od lat pozostaje ona jedną z najbardziej lubianych przeze mnie postaci cyklu. Jej inteligencja, spryt i nieoczywiste metody działania stanowią często klucz do rozwiązania sprawy. Z kolei Vianello, wierny współpracownik Brunettiego, wnosi do historii spokój i pragmatyzm, a Griffoni – świeżość spojrzenia i empatię.
Dla czytelników, którzy od lat śledzą losy tej serii, spotkanie z tymi bohaterami ma niemal intymny charakter. To trochę jak powrót do dobrze znanego miejsca i ludzi, których się zna, rozumie i lubi. Ich obecność buduje poczucie ciągłości i sprawia, że każda kolejna książka nie jest tylko nową historią kryminalną, ale kolejnym rozdziałem większej, wieloletniej opowieści.
Właśnie dlatego Kto sieje wiatr działa tak silnie – nie tylko jako samodzielna powieść, ale jako część świata, do którego chce się wracać. Świata, w którym zbrodnia jest ważna, ale jeszcze ważniejsi są ludzie – ich relacje, wybory i codzienne życie. Częścią tego świata jest jeszcze jeden charakterystyczny element - „książka kucharska”. Opisy weneckiej kuchni, kolacji i prostych domowych potraw, wizyt w barach, mają w sobie coś kojącego i sprawiającego, iż ma się ochotę spakować walizki i ruszyć do weneckich zaułków, sklepików i knajpek. Dzięki nim czytelnik na chwilę odpoczywa od ciężaru sprawy.
Podsumowując – Kto sieje wiatr to powieść subtelna, refleksyjna i głęboko humanistyczna. Nie epatuje akcją, lecz zmusza do myślenia. To książka dla tych, którzy w kryminale szukają czegoś więcej niż zagadki do rozwiązania – dla czytelników ceniących atmosferę, psychologię postaci i społeczną wnikliwość.
Jako wieloletnia czytelniczka serii mogę powiedzieć jedno: Donna Leon wciąż trzyma wysoki poziom i nadal potrafi zaskakiwać – nie zwrotami akcji, lecz głębią spojrzenia na świat. Polecam.
poniedziałek, 30 marca 2026
Korespondentka - Virginia Evans
Wydawnictwo Filia, Seria: Literacka, Moja ocena 5/6
Kiedy zaczęłam czytać Korespondentkę miałam wrażenie, że trafiam na historię bardzo spokojną, może nawet zbyt zwyczajną. Listy, codzienność, kobieta, która porządkuje świat słowami. Nic spektakularnego. A jednak z każdą kolejną stroną czułam, że ta książka robi ze mną coś zaskakującego.
Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo intymna jest ta opowieść. Forma listów sprawia, że nie czyta się jej jak klasycznej powieści, tylko raczej jak czyjeś życie rozłożone na kawałki, bardzo osobiste i momentami aż niewygodne. Miałam poczucie, jakbym podglądała cudze myśli, takie, których normalnie się nie wypowiada. I w tym wszystkim było coś niezwykle prawdziwego, bo przecież każdy z nas ma w sobie rzeczy, których nie mówi na głos, tylko zapisuje gdzieś w środku.
Sybil jako bohaterka nie jest kimś, kogo można łatwo zaszufladkować. Z jednej strony wydaje się poukładana, dojrzała, funkcjonująca w świecie wg. zasad i oczekiwań innych. Z drugiej strony widać w niej ogrom emocji, które przez lata były odkładane, zamiatane pod dywan, odkładane na „kiedyś”. I to „kiedyś” w końcu nadchodzi. To, co mnie poruszyło najmocniej, to właśnie moment konfrontacji z przeszłością. Ta konforntacja jest powolna, czasem bolesna, jest to też dochodzenie do prawdy. To zarys. A jak jest dokłądnie? I co z tego wynika? Tego nie zdradzę. Zachęcam was za to do sięgnięcia po tę bardzo ciekawą książkę.
W trakcie lektury kilka razy łapałam się na tym, że przestaję skupiać się na fabule, a zaczynam myśleć o sobie. O relacjach, które nie zostały domknięte. O słowach, które nigdy nie padły. O tym, jak długo potrafimy unikać rzeczy trudnych, nawet jeśli wiemy, że prędzej czy później i tak do nas wrócą. Ta historia nie daje prostych odpowiedzi, ale bardzo delikatnie zmusza czytelników do zadawania pytań.
Język tej opowieści jest prosty, ale nie banalny. Nie ma tu przesady ani patosu, a jednak emocje są bardzo wyraźne. Wzruszenie przychodzi niespodziewanie, czasem jedno zdanie potrafi zatrzymać na dłużej.
Jednocześnie rozumiem, że nie każdemu to się spodoba. Tempo jest spokojne, momentami wręcz bardzo powolne. Niewiele się „dzieje” w klasycznym sensie. Jeśli ktoś szuka akcji, napięcia, zwrotów fabularnych, może poczuć znużenie. Dla mnie jednak to spowolnienie było wartością, bo pozwalało naprawdę wejść w emocje bohaterki.
To nie jest historia, która mnie rozbiła czy przytłoczyła, ale raczej taka, która dotknęła czegoś ważnego. Pomyślałam o tym, jak trudno jest wybaczać, zwłaszcza sobie. I jak długo potrafimy odkładać moment, w którym w końcu spojrzymy prawdzie w oczy. Korespondentka to książka, która trafia dokładnie tam, gdzie powinna, ale robi to bez hałasu. Nie narzuca się, nie próbuje być wielka na siłę. Jest cicha, uważna i bardzo ludzka. I może właśnie dlatego zostaje na dłużej.
sobota, 28 marca 2026
Księga z San Michele - Axel Munthe
Wydawnictwo MG, Moja ocena 5/6
Księga z San Michele to książka, która zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Czytając ją, miałam poczucie, że nie obcuję tylko z historią życia jednego człowieka, ale z czymś znacznie głębszym — z opowieścią o wrażliwości, empatii i potrzebie pomagania innym. To porywająca autobiograficzna opowieść szwedzkiego lekarza Axela Munthego. Opisuje ona życie, marzenia, pracę autora, jego podejście do bliżnich, walkę z epidemią w Neapolu i budowę wymarzonego domu na Capri.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak nasz bohater podchodził do ludzi. Widać wyraźnie, że najbardziej kochał tych biednych, chorych i opuszczonych, którym często nikt inny nie chciał pomóc. Leczył ich za darmo, nie z obowiązku, ale z wewnętrznej potrzeby serca. Opisy jego pracy wśród chorych na różne epidemie, jak cholera czy tyfus, pokazują ogromne poświęcenie i odwagę. Czytając te fragmenty, czułem podziw, ale też pewien smutek, bo uświadamiają, jak wiele cierpienia było wokół niego. To był po prosty dobry człowiek, a tacy zawsze niestety byli w mniejszości.
Autor pokazuje też swoje życie wśród bogatych pacjentów, których nie darzył taką samą sympatią, ale musiał ich przyjmować, bo taka była rzeczywistość. Ten kontrast między światem biednych i bogatych jest bardzo wyraźny i sprawia, że książka wydaje się prawdziwa i szczera, bez upiększania czegokolwiek.
Bardzo ważnym elementem tej książki jest również miłość do zwierząt. Autor pisze o nich z ogromną czułością i szacunkiem, co bardzo mnie poruszyło. Widać, że traktował je jak równych sobie, co dodaje całej opowieści jeszcze więcej ciepła i pokazuje jego wyjątkową osobowość.
Duże znaczenie ma motyw spełnienia marzenia o własnym miejscu na ziemi. Willa w San Michele staje się symbolem spokoju, odpoczynku i nagrody za całe życie pełne pracy i poświęceń. Czytając o tym, miałem wrażenie, że to nie tylko opis miejsca, ale też pewnego stanu ducha — odnalezienia swojego „raju”.
Jest to naprawdę ciepła, mądra, ciekawa opowieść z dużą dozą humor, który dobrze równoważy bardziej smutne i refleksyjne fragmenty. Dzięki temu książkę czyta się lekko, mimo że porusza poważne tematy.
Podsumowując, Księga z San Michele to dla mnie wyjątkowa opowieść, pełna ciepła, refleksji i prawdziwego człowieczeństwa. Pokazuje, że warto pomagać innym i że wrażliwość nie jest słabością, tylko ogromną siłą. To nie jest historia pełna akcji, ale spokojna, mądra opowieść o życiu, która naprawdę daje do myślenia. Polecam te zapiski mądrego, dobrego lekarza z drugiej połowy XIX i początku XX wieku, to lektura, którą każdy powinien przeczytać.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)
piątek, 27 marca 2026
Floren - Magdalena Parys
Wydawnictwo Agora, Moja ocena 6/6
Kiedy sięgałam po powieść Floren, spodziewałam się przede wszystkim dobrego thrillera politycznego. Wiedziałem, że to finał Berlińskiej trylogii, więc liczyłam na sprawną fabułę i ciekawą intrygę. Mimo to nie spodziewałam się , że książka zrobi na mnie aż tak duże wrażenie – nie tylko jako historia sensacyjna, ale też jako opowieść, która w niepokojący sposób przypomina rzeczywistość. Spodziewałam się czegoś wyjątkowego, bo twórczość Magdaleny Parys znam i podziwiam. Jednak nie spodziewałam się aż takiej eksplozji uczuć, przemyśleń i nie ukrywam - strachu. Floren jest przerażająco realny.
Jest to political fiction, które czyta się jak thriller, ale jednocześnie jak przenikliwy komentarz do współczesnej polityki i kondycji Europy. Książka jest finałem berlińskiej trylogii autorki, a zarazem jedną z tych historii, które zostają w głowie jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. To powieść gęsta od emocji, napięcia i pytań o przyszłość demokracji.
Historia rozpoczyna się w momencie przełomowym dla Niemiec i – w pewnym sensie – dla całej Europy. Popularna kanclerz Niemiec postanawia przejść na emeryturę. Naturalnym następcą wydaje się jej polityczny protegowany – człowiek młody, ambitny i cieszący się dużym poparciem społecznym.
Sytuacja komplikuje się, gdy na jaw zaczynają wychodzić informacje o niepokojącej przeszłości jego rodziny. Z pozoru prywatne fakty zaczynają mieć poważne konsekwencje polityczne. Wkrótce okazuje się, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, niż ktokolwiek przypuszczał. A to dopiero początek.
Podczas czytania miałam wrażenie, że autorka prowadzi czytelnika przez prawdziwy labirynt informacji, plotek i manipulacji. W świecie przedstawionym w książce niemal każdy fakt może być podważony, a prawda często ginie w natłoku fake newsów. Bohaterowie – dziennikarka Dagmara Bosch, były szef berlińskiej policji Tschapieski oraz komisarz Kowalski – próbują odnaleźć się w tym chaosie i oddzielić prawdę od dezinformacji. Czytając, miałam momentami poczucie, że to nie jest już tylko fikcja literacka. Opisywany świat jest bardzo podobny do naszego – świata, w którym informacja może zostać użyta jako narzędzie walki politycznej, a granica między faktami a manipulacją staje się coraz bardziej rozmyta. Nie ukrywam, Floren mnie przeraził, podobnie jak przeraża mnie, to co dzieje się wokół nas teraz. Może jestem starej daty, ale to co dzieje się teraz jest dla mnie szokujące.
Ale wracajmy do Florena.
Bardzo ciekawy jest wątek historyczny. Autorka wplata w fabułę wydarzenia z czasów tuż przed II wojną światową, związane z poszukiwaniami prowadzonymi przez nazistów na Półwyspie Arabskim. Początkowo wydaje się to odległe od współczesnej historii, ale z czasem okazuje się, że przeszłość i teraźniejszość są ze sobą zaskakująco mocno powiązane.
Dzięki temu książka nabiera dodatkowej głębi. Pokazuje, że historia nigdy nie znika całkowicie – jej echo może powracać po latach w nowych kontekstach i nowych konfliktach.
Podobał mi się również sposób, w jaki pisarka prowadzi narrację. Fabuła jest bardzo dynamiczna. Akcja przenosi się między krajami, bohaterowie odkrywają kolejne tropy, a napięcie rośnie z każdym rozdziałem. To jedna z tych książek, które czyta się szybko, bo cały czas chce się wiedzieć, co wydarzy się dalej. Floren przeraża, intryguje i sprawia, iż mimo pewnego lęku trudno oderwać się od lektury.
Jednocześnie nie jest to tylko powieść sensacyjna. W trakcie lektury pojawia się sporo refleksji o kondycji współczesnej Europy. Autorka pokazuje kontynent pełen napięć, sporów i rosnących wpływów skrajnych środowisk politycznych. To wizja trochę niepokojąca, ale niestety bardzo wiarygodna.
Floren to książka, która pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami. Nie jest to tylko thriller czy powieść sensacyjna. To przede wszystkim refleksja nad tym, w jakim kierunku zmierza współczesna Europa.
Najsilniejsze wrażenie robi świadomość, że przedstawiona historia – choć fikcyjna – wydaje się niezwykle realna. Autorka pokazuje, jak łatwo system demokratyczny może zostać zachwiany przez manipulację informacją, ukryte interesy i historyczne demony powracające w nowych formach.
Floren to powieść ambitna, wielowątkowa i bardzo aktualna. Łączy w sobie elementy thrillera, political fiction i powieści historycznej.
Magdalena Parys stworzyła historię, która jednocześnie wciąga jak sensacja i zmusza do poważnej refleksji nad przyszłością Europy. To książka dla czytelników, którzy lubią dynamiczną fabułę, ale też cenią literaturę podejmującą ważne, współczesne tematy.
To jedna z tych powieści, które pokazują, że literatura może być nie tylko rozrywką, lecz także ostrzeżeniem i protestem. Gorąco zachęcam do lektury i przemyśleń.
środa, 25 marca 2026
Ciała niebieskie. Powieść o Annie Schilling i Mikołaju Koperniku - Maja Wolny
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Ciała niebieskie to powieść historyczna, która przenosi czytelnika do Gdańska w 1529 roku. Autorka, Maja Wolny, sięga po bardzo ciekawy i rzadko poruszany temat – pokazuje postać Mikołaja Kopernika nie tylko jako wielkiego uczonego, ale przede wszystkim jako człowieka zdolnego do głębokich uczuć. Jednocześnie w centrum opowieści stawia kobietę – Annę Schilling – i jej wewnętrzny świat. Sam fakt, iż w centrum powieści z okresu renesansu jest kobieta, sprawia że warto sięgnąć po Ciała niebieskie. Brawo dla autorki.
Wracamy do naszych bohaterów. Anna żyje w dostatnim domu, ale jej małżeństwo jest pozbawione miłości. Mąż traktuje ją okrutnie, a ona sama czuje się samotna i nieszczęśliwa. Choć ma dopiero trzydzieści kilka lat, doświadczenia, które nosi w sobie, sprawiają, że wydaje się znacznie starsza. Jej jedynym oparciem jest Johana – rudowłosa, niezależna kobieta, która szuka odpowiedzi nie w naukach Kościoła, lecz w kartach tarota i w naturze. To postać barwna, odważna, ale też narażona na niechęć i plotki. W świecie pełnym zabobonów i surowych zasad wystarczy bowiem niewiele, by zostać uznaną za zagrożenie.
Przełom w życiu Anny następuje, gdy poznaje Mikołaja Kopernika. Ich relacja rodzi się niespodziewanie, ale szybko nabiera intensywności. To uczucie staje się dla obojga szansą na prawdę – zarówno w miłości, jak i w myśleniu o świecie. Autorka pokazuje, że poznanie naukowe i miłość mogą być aktami odwagi. W renesansowym świecie, który z jednej strony zachwyca barwami i zmysłowością, sztuką, a z drugiej jest bezwzględny wobec tych, którzy przekraczają granice, każda próba życia „po swojemu” wymaga ogromnej siły.
Ogromnym atutem książki jest właśnie temat. Połączenie historii kobiety uwięzionej w konwenansach z postacią Kopernika sprawia, że powieść czyta się z wielkim zainteresowaniem. To nie jest sucha opowieść o wielkim astronomie, lecz historia ludzi z krwi i kości – z ich lękami, pragnieniami i słabościami. Bardzo ciekawie pokazany jest też klimat epoki: napięcie między nauką a religią, między wolnością a społeczną kontrolą, między rozumem a zabobonem.
Jeśli chodzi o język, można odnieść wrażenie, że w kilku momentach bywa on trochę naiwny. Niektóre dialogi wydają się zbyt proste, a emocje opisane w sposób dość bezpośredni. Brakuje czasem subtelności i głębi, które mogłyby nadać tej historii jeszcze większą siłę. Jednak to absolutnie nie wpływa na odbiór książki i na fakt, iż to naprawde dobra, dopracowana powieść z bardzo ciekawymi bohaterami i świetnie nakreślonym okresem renesansu.
Ciała niebieskie to powieść, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. To historia o kobiecej sile, o odwadze myślenia inaczej i o miłości, która może zmienić życie. To także przypomnienie, że świat zmieniają ci, którzy nie boją się patrzeć dalej – w niebo, w głąb siebie i poza granice narzucone przez innych. To bardzo ciekawy temat i ważna opowieść, która zostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Polecam.
Zapraszam na mój profil na Instagramie (klik)
poniedziałek, 23 marca 2026
Karawele - António Lobo Antunes
Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6//6
Kiedy sięgnęłam po Karawele, nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie poruszy, nawet zszokuje. Znam styl pisarski Antunesa, czytałam wszystkie jego książki, ale mimo to Karawele mnie zaskoczyły. Już od pierwszych stron poczułam, że wchodzę w świat trudny, gęsty, momentami chaotyczny – ale jednocześnie niezwykle prawdziwy. To nie jest powieść, którą się „czyta dla przyjemności”. To raczej doświadczenie, które się przeżywa i które zostaje gdzieś głęboko w środku.
António Lobo Antunes to jeden z najważniejszych współczesnych pisarzy portugalskich. Jego twórczość od lat angażuje się w analizę historii i psychologii społeczeństwa Portugalii. Ma to miejsce głównie w kontekście burzliwej XX-wiecznej historii tego kraju. Autor stworzył dzieła, które są refleksją nad przeszłością, ale także próbą zrozumienia mechanizmów władzy, przemocy i traumy. W jego książkach często przewijają się wątki dotyczące dyktatury, wojen, a także konsekwencji tych wydarzeń na poziomie osobistym i społecznym.
Zachęcam do lektury wyjątkowych książek autor, np. Podręcznika inkwizytorów czy Nie wchodź tak szybko w tę ciemną noc. Każda z nich porusza, zapada na zawsze w pamięć. Jednak w Karawelach autor idzie jeszcze dalej niż w poprzednich ksiażkach. Wszystko, treść, przesłanie, styl są jeszcze odważniejsze, a Antunes jeszcze brutalniej rozprawia się z historią swojego kraju.
Ta powieść to prowokacja, bezkompromisowy atak na narodowe mity Portugalczyków wykorzystywane i uświęcone przez propagandę salazarowskiej dyktatury. Autor bierze pod lupę historię Portugalii, obnaża jej imperialną wielkomocarstwowość, zaangażowanie w krwawe wojny i handel niewolnikami — wszystko, co czyniono w imię Boga i Wielkości Ojczyzny.
Czytając to, czułam momentami ogromny dyskomfort. Antunes zmusza do patrzenia – nawet wtedy, gdy to, co widzimy, jest brzydkie i trudne do zaakceptowania. Brak wygodnej narracji, brak wszystkiego, co daje czytelnikowi komfort i sprawia, że lektura jest relaksem. Wszystko, co otrzymujemy w Karawelach jest przeciwieństwem lekkich, miłych książek.
Opowieść rozpoczyna się w 1975 roku, kiedy upada zamorska potęga Portugalii. Do Lizbony karawelami i samolotami wracają retornados, czyli koloniści, a wraz z nimi... legendarni odkrywcy i misjonarze. I zaczyna się... W barokowo-groteskowym świecie wykreowanym przez Antunesa 400 lat historii skupia się w jednej chwili: karawele cumują obok tankowców, a targi niewolników sąsiadują ze sklepami wolnocłowymi. Przeszłość spotyka teraźniejszość w najbardziej nikczemnym i obrzydliwym wymiarze. Wielcy bohaterowie narodowi schodzą z kart podręczników: Vasco da Gama jest nieuleczalnym hazardzistą, a król Sebastian to żałosna karykatura ginąca na ciemnej ulicy.
Ten zabieg zrobił na mnie ogromne wrażenie. Początkowo czułam lekkie zagubienie, wszystko się miesza, czas nie istnieje, postaci pojawiają się i znikają. Ale szybko zrozumiałam, że ten chaos jest celowy. To nie bałagan – to sposób pokazania prawdy. Chodzi o prawdę dot. wyjątkowego i bardzo trudnego kraju, jakim jest Portugalia. O co dokładnie chodzi przekonacie się w trakcie lektury, do której gorąco zachęcam. Nadmienie tylko, iż z tego pozornego chaosu wyłania się obraz Portugalii odartej z iluzji wielkości, zanurzonej w moralnej zgniliźnie. Jego sugestywność sprawia, że czytelnicy Karawel już zawsze będą patrzeć na lizboński pomnik odkrywców oczami Antunesa. A ten pomnik to jeden z głównych punktów do zwiedzania, miejsce którym zachwycają się turysyści. Czy słusznie? Sami osądżcie.
To, co mnie najbardziej zachwyciło, to język. Trudny, momentami bardzo trudny. Zdania płyną bez wyraźnych granic. Nie ukrywam, to trudna i wymagająca lektura, ale wyjątkowa, poruszająca i warta zmierzenia sie z nią. Po skończeniu czytanie słoneczna Portugalia nigdy nie będzie już taka sama.
Myśląc szerzej o literaturze portugalskiej, która od dawna jestem zafascynowana, widzę, jak bardzo jest ona przesiąknięta historią i melancholią. U takich autorów jak José Saramago czy właśnie Antunes czuć ciągłe zmaganie z przeszłością. Ale Antunes wydaje mi się bardziej brutalny, mniej metaforyczny, a bardziej bezpośredni. On nie tyle opowiada historię – on ją rozrywa na kawałki i pokazuje od środka. A w środku jest....sami sprawdźcie co.
Po przeczytaniu Karawel zostało we mnie coś niepokojącego. To nie jest książka, którą się odkłada i zapomina. Ona zmienia sposób patrzenia – nie tylko na Portugalię, ale w ogóle na historię, na narodowe mity, na to, jak bardzo lubimy wierzyć w wygodne wersje przeszłości.
I chyba właśnie dlatego uważam ją za wyjątkową. Gorąco polecam. Tylko żal pozostaje, że mistrz Antunes juz niczego nie napisze :(
sobota, 21 marca 2026
Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci - Laura Cumming
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Kiedy sięgnęłam po książkę Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci, spodziewałam się przede wszystkim opowieści o sztuce. Byłam pewna, że to opowieść o malarstwie, o dawnych mistrzach, o obrazach, które znam z reprodukcji w albumach. Tymczasem dostałam coś znacznie więcej – historię pełną emocji, zadumy nad kruchością życia, a także bardzo osobistą refleksję o tym, jak sztuka potrafi przetrwać wszystko, nawet nagłą śmierć.
Już pierwsze strony zrobiły na mnie duże wrażenie. Autorka zaczyna od dramatycznego wydarzenia, które miało miejsce 12 października 1654 roku w holenderskim mieście Delft. Dochodzi tam do potężnej eksplozji magazynu prochu. To wydarzenie – dziś znane jako Eksplozja prochu w Delft w 1654 roku – zniszczyło sporą część miasta i zabiło wielu mieszkańców. Wśród ofiar był także malarz Carel Fabritius, jeden z najbardziej obiecujących artystów swojego pokolenia. Ten moment – nagły, brutalny i ostateczny – staje się dla autorki punktem wyjścia do opowieści o sztuce, pamięci i przemijaniu.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak Cumming potrafi pisać o malarstwie. Jej opisy nie są suche ani akademickie. Wręcz przeciwnie – mam wrażenie, że prowadzi mnie za rękę przez obrazy i pokazuje detale, których sama nigdy bym nie zauważyła. Szczególnie zapadł mi w pamięć fragment o słynnym obrazie Szczygieł. Ten niewielki obraz Fabritiusa przedstawia ptaka przywiązanego do małego karmnika. Na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo prosty. Autorka pokazuje jednak, jak niezwykłe jest światło, sposób malowania piór, a także cisza i delikatność całej sceny. Czytając ten fragment, poczułam, jakby obraz naprawdę ożył przede mną.
Cumming nie skupia się jednak wyłącznie na Fabritiusie. Wędruje po świecie sztuki holenderskiego złotego wieku, przywołując innych wielkich mistrzów: Johannes Vermeer, Rembrandt van Rijn, Frans Hals czy Pieter de Hooch. Bardzo podobało mi się to, że autorka nie opisuje ich jedynie jako wielkich nazwisk z podręczników historii sztuki. Pokazuje raczej świat, w którym żyli: ciche ulice Amsterdam, kanały, zwyczajne domy, codzienne życie mieszkańców. Dzięki temu zaczęłam lepiej rozumieć, skąd w tych obrazach tyle światła, spokoju i zwykłych, ludzkich scen.
Jednym z najpiękniejszych elementów tej książki jest jej osobisty charakter. Autorka często wraca myślami do swojego ojca – szkockiego malarza James Cumming. Pisze o tym, jak uczył ją patrzeć na obrazy, jak pokazywał znaczenie koloru, światła i drobnych szczegółów. Te fragmenty są bardzo ciepłe i wzruszające. Czułam, że to właśnie dzięki tej relacji autorka potrafi tak wnikliwie i czule pisać o sztuce.
Ogromnym atutem książki są także kolorowe reprodukcje opisywanych dzieł. Dzięki nim mogłam od razu zobaczyć obrazy, o których pisze autorka. To bardzo pomaga, bo jej opisy są pełne szczegółów i odniesień do światła, barw czy kompozycji.
Moim zdaniem największą siłą tej książki jest to, że łączy kilka różnych historii. Z jednej strony jest to opowieść o Carelu Fabritiusie i o tragedii, która przerwała jego życie. Z drugiej – fascynująca podróż przez sztukę holenderskiego XVII wieku. A z trzeciej – bardzo osobista historia autorki i jej relacji z ojcem. Te trzy wątki splatają się ze sobą w sposób naturalny i sprawiają, że książka staje się czymś więcej niż tylko esejem o malarstwie.
Po skończeniu lektury poczułam przede wszystkim wdzięczność. Za to, że ktoś potrafi tak pięknie opowiadać o sztuce. Za to, że obrazy sprzed kilkuset lat nadal potrafią poruszać i inspirować. I za przypomnienie, że życie – tak jak w przypadku Fabritiusa – bywa nagłe i nieprzewidywalne, ale sztuka może przetrwać znacznie dłużej niż człowiek. Gorąco polecam.
Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci to książka, którą poleciłabym nie tylko miłośnikom malarstwa. To lektura dla wszystkich, którzy lubią spokojne, refleksyjne opowieści i chcą spojrzeć na sztukę trochę inaczej – nie jak na muzealny eksponat, ale jak na część ludzkiego życia.
Jeśli miałabym podsumować ją jednym zdaniem: to niezwykle piękna, mądra i poruszająca książka o tym, jak patrzeć – na obrazy, na świat i na życie.
wtorek, 17 marca 2026
Krew z kamienia. Cykl: Komisarz Brunetti (tom 14) - Donna Leon
Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Od wielu lat jestem zagorzałą fanką serii o komisarzu Guido Brunettim. Przeczytałam wszystkie tomy. Teraz powrót do Krwi z kamienia, która została wydana w 2005r. Obecnie Wydawnictwo Noir sur Blanc wznawia wcześniejsze tomy serii. Jest to więc okazja do ponownego ich przeczytania.
Krew z kamienia to czternasty tom znakomitej serii kryminalnej o weneckim komisarzu Guido Brunetti. Po lekturze tej powieści mam poczucie obcowania z książką, która tylko z pozoru jest klasycznym kryminałem. W rzeczywistości – jak zresztą niemal każdy tom cyklu – stanowi ona znacznie więcej niż opowieść o zbrodni. To jednocześnie przenikliwa powieść społeczna, studium psychologiczne, opowieść obyczajowa, moralitet, a chwilami także subtelny przewodnik po mieście laguny. Owszem, formalnie to kryminał, bo pojawia się zbrodnia i śledztwo. Jednak autorka od lat udowadnia, że sam wątek kryminalny jest często tylko pretekstem. Pretekstem do pokazania świata: jego niesprawiedliwości, hipokryzji, moralnych dylematów i codziennych dramatów zwykłych ludzi.
Tak jest również w Krwi z kamienia. Jeśli ktoś sięga po tę książkę w oczekiwaniu pościgów, dramatycznych strzelanin czy spektakularnych zbrodni, może poczuć się zaskoczony. Tutaj zbrodnia jest cicha, niepozorna, niemal niezauważalna. Nie ma efektownych scen akcji. Nie ma też sensacyjnej dramaturgii znanej z wielu współczesnych thrillerów. Jest raczej powolne, uważne przyglądanie się rzeczywistości. I właśnie w tym tkwi siła tej powieści. Zbrodnia w tej serii ma niezwykle silną, wręcz krzyczącą wymowę.
Tym razem fabuła rozgrywa się w okresie Bożego Narodzenia, oczywiście w Wenecji. Autorka jak zwykle z niezwykłą wnikliwością opisuje atmosferę miasta: zimową wilgoć, mgłę nad kanałami, wąskie uliczki, place i targi. Spacerując z komisarzem Brunettim przez różne zakątki miasta, czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w czymś więcej niż w fabule – raczej w powolnym odkrywaniu jego prawdziwego oblicza.
Ta Wenecja nie jest jednak pocztówkowa. To nie tylko gondole, zabytki i romantyczne widoki. Autorka pokazuje miasto pełne sprzeczności: piękne, a zarazem skorumpowane; fascynujące, lecz moralnie niejednoznaczne. Luksus i historyczna elegancja bywają tu jedynie fasadą dla bezwzględnych interesów, politycznych układów i cynizmu.
Punktem wyjścia dla całej historii jest zabójstwo czarnoskórego ulicznego handlarza na Campo Santo Stefano. Człowiek ten sprzedawał torebki i drobiazgi turystom, był jedną z wielu anonimowych postaci w tłumie. Jego śmierć nie wzbudza większego poruszenia. Dla wielu ludzi to tylko kolejny nielegalny sprzedawca, jeden z setek. I właśnie ta obojętność okazuje się jednym z najważniejszych tematów książki.
Guido Brunetti nie potrafi przejść obok tej sprawy obojętnie. Prowadząc śledztwo, zaczyna odkrywać, że życie ofiary skrywało zaskakujące tajemnice. W mieszkaniu zamordowanego zostaje odnaleziony sekret wart ogromne pieniądze. Trop prowadzi w stronę potężnych ludzi i interesów, które wielu osobom bardzo zależy pozostawić w cieniu. Brunetti szybko orientuje się, że niektóre drzwi lepiej pozostawić zamknięte. A jednak – jak zwykle – nie potrafi zignorować własnego sumienia.
Najbardziej uderzającym elementem tej książki jest jej wymiar społeczny. Donna Leon z niezwykłą przenikliwością pokazuje stosunek europejskiego społeczeństwa do imigrantów i ludzi stojących na marginesie. Zamordowany handlarz nie jest dla większości mieszkańców pełnoprawnym człowiekiem – raczej problemem, drobną niedogodnością w turystycznym krajobrazie miasta.
Autorka stawia czytelnikowi niewygodne pytania: Czy życie człowieka ma różną wartość w zależności od jego pochodzenia? Jak łatwo przychodzi nam ignorować cierpienie tych, których nie chcemy zauważać? Te i wiele innych pytan, pozostają z czytelnikiem na bardzo dlugo.
Jedną z największych zalet serii jest postać samego komisarza. Guido Brunetti nie jest typowym bohaterem kryminałów. Nie jest twardym policjantem z kina akcji. To człowiek refleksyjny, czasem zmęczony, często sceptyczny wobec świata. W tej powieści szczególnie mocno odczuwa konflikt między moralnością a rzeczywistością systemu, w którym pracuje. Im dalej prowadzi śledztwo, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że prawda może być niewygodna dla wielu wpływowych ludzi. A w takim świecie sprawiedliwość rzadko jest absolutna.
Nie można też pominąć wątku rodzinnego. Żona komisarza, Paola, jak zawsze jest ważną przeciwwagą dla mrocznej rzeczywistości policyjnej pracy. Ich rozmowy przy stole, dyskusje o literaturze czy moralności, a także wspólne posiłki tworzą niezwykły kontrast wobec brutalności świata.
W tych scenach pojawia się jeszcze jeden charakterystyczny element prozy Donna Leon – jakby „książka kucharska”. Opisy weneckiej kuchni, kolacji i prostych domowych potraw mają w sobie coś kojącego i sprawiającego, iż ma się ochotę spakować walizki i ruszyć do weneckich zaułków, sklepików i knajpek. Dzięki nim czytelnik na chwilę odpoczywa od ciężaru sprawy.
Właśnie dlatego seria o Brunettim bywa nazywana również literackim przewodnikiem po Wenecja i jej lagunie. Autorka z niezwykłą dokładnością opisuje place, mosty, targi rybne, małe bary i zakamarki miasta. Czytelnik poznaje Wenecję od środka – nie jako turysta, lecz jako mieszkaniec.
To, co najbardziej zapada mi w pamięć po lekturze Krwi z kamienia, to jej ton. Nie jest to powieść spektakularna. Nie epatuje brutalnością. Nie oferuje też łatwych rozwiązań. Ba, w wiekszości przypadków ta seria nie oferuje żadnych, nawet trudnych, rozwiązań. Autorka pokazuje za to, jak wiele zalezy m.in. od nas. Donna Leon pozostawia czytelnika z refleksją o świecie, w którym sprawiedliwość bywa krucha, a prawda często przegrywa z interesami silniejszych.
Każdy tom jej serii jest kryminałem, ale jednocześnie czymś znacznie ważniejszym: literackim portretem społeczeństwa, w którym żyjemy.
Krew z kamienia to spokojna, mądra i niezwykle przenikliwa powieść. Nie przyspiesza pulsu jak thriller, ale zostaje w głowie na długo – zmuszając do myślenia o ludzkiej obojętności, władzy i granicach moralności. I właśnie za to najbardziej cenię książki o komisarzu Brunettim. Zdecydowanie polecam wszystkie tomy serii.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)
Recenzje wcześniej rpzeczytanych ksiażek Donny Leon:
niedziela, 15 marca 2026
Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej - Kamil Janicki
Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 4,5/6
Książkę czyta się bardzo szybko, bo jest napisana prostym i zrozumiałym językiem, a dodatkowo porusza ciekawy temat. Autor opisuje prawdziwe historie z okresu międzywojennej Polski i pokazuje, że także w tamtych czasach dochodziło do bardzo brutalnych zbrodni. Dzięki temu można lepiej zrozumieć realia życia w II Rzeczpospolitej i zobaczyć, jak wyglądała praca policji, prasy oraz reakcje społeczeństwa na takie wydarzenia.
Duże wrażenie zrobiło na mnie to, jak dokładnie autor przygotował się do napisania tej książki. Kamil Janicki korzystał z wielu źródeł, przede wszystkim z dawnych gazet i relacji z epoki. Dzięki temu opisane wydarzenia są bardzo szczegółowe i wiarygodne. Czytelnik może dowiedzieć się nie tylko o samych zbrodniach, ale także o tym, jak reagowało na nie społeczeństwo oraz w jaki sposób informowała o nich prasa. W książce widać również, jak sensacyjne artykuły w gazetach przyciągały uwagę czytelników i zwiększały sprzedaż.
Podobało mi się także to, że książka nie skupia się tylko na samych zbrodniach. Autor opisuje również tło społeczne tamtych czasów – biedę, trudne warunki życia czy brak bezpieczeństwa w wielu miejscach. Dzięki temu można lepiej zrozumieć, dlaczego dochodziło do takich tragedii i jak wyglądało życie zwykłych ludzi w okresie międzywojennym.
Jedyną drobną wadą książki jest to, że niektóre opisy zbrodni są dość szczegółowe i mogą być dla części czytelników trochę zbyt mocne. Nie przeszkadza to jednak bardzo w odbiorze całości, bo autor stara się przede wszystkim przedstawić fakty i tło historyczne.
Podsumowując, uważam, że Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej to bardzo ciekawa książka. W interesujący sposób łączy historię z reportażem kryminalnym. Poleciłabym ją osobom, które lubią prawdziwe historie kryminalne i chcą dowiedzieć się czegoś więcej o mniej znanej stronie historii Polski.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)
piątek, 13 marca 2026
Operacja Kustosz - Jolanta Maria Kaleta
Wydawnictwo MG, Moja ocena 4,5/6
Operacja Kustosz to wciągająca powieść sensacyjno-historyczna, która przenosi czytelnika do przełomowego roku 1989. Jolanta Maria Kaleta pokazuje moment przełomu – czas, gdy kończy się pewna epoka, a zaczyna nowa, ale ludzie wcale nie zmieniają się tak szybko jak system. Autorka skupia się przede wszystkim na człowieku postawionym w sytuacji granicznej.
Głównym bohaterem jest Wiktor Wolański, wrocławski dziennikarz. Jest człowiekiem, który wierzy w sens swojej pracy i w siłę prawdy. Czuje, że nadchodzą nowe czasy i chce je wykorzystać do czegoś dobrego. To idealista, ale z nutą ryzyka w charakterze. Jego motywacją nie są tylko wielkie idee – kieruje nim także potrzeba udowodnienia swojej wartości.
Po drugiej stronie stoi kapitan Cyryl Kohut, funkcjonariusz służby bezpieczeństwa. Cyryl Kohut to zupełne przeciwieństwo Wiktora. To człowiek systemu, przyzwyczajony do władzy i wpływów. Dla niego rok 1989 oznacza koniec wygodnego życia i utraty wpływów. Nie zamierza jednak odejść z pustymi rękami. Wykorzystuje tajne dokumenty operacji Kustosz i organizuje nielegalne poszukiwania skarbów ukrytych przez Niemców pod koniec II wojny światowej. W grę wchodzą prawdziwe skarby - złoto, biżuteria i bezcenne dzieła sztuki – w tym poszukiwany renesansowy obraz. To bohater, który budzi niechęć, ale jednocześnie intryguje.
W tę niebezpieczną grę zostaje wciągnięta Marina, młoda pracownica archiwum. To postać, która wnosi do powieści emocjonalną głębię. Poza tym ta bohaterka łączy świat ambicji, tajemnic i uczuć. Jednocześnie jest inteligentna, wrażliwa i silniejsza, niż może się wydawać.
Obaj mężczyźni są nią zauroczeni, co jeszcze bardziej komplikuje sytuację. Miłość, lojalność i zdrada splatają się z walką o ogromne pieniądze i historyczne skarby. Relacje między bohaterami komplikują się, pojawia się nieufność, zazdrość i rywalizacja. Nie wszyscy grają fair, a sojusze okazują się kruche. To sprawia, że fabuła nabiera tempa.
Ważne są także postacie drugoplanowe – współpracownicy, znajomi, ludzie z półświatka i urzędnicy. Tworzą tło, które nadaje historii realizmu. Każdy z nich ma swoje interesy i własny punkt widzenia. To sprawia, że świat przedstawiony w powieści jest wiarygodny i pełen napięcia.
Najciekawsze w bohaterach Operacji Kustosz jest to, że wszyscy stoją przed wyborem. Każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest ważniejsze – lojalność, pieniądze, uczucie czy prawda?
Książka trzyma w napięciu od pierwszych stron. Autorka niezwykle sprawnie łączy fakty historyczne z fikcją literacką. Opisuje Wrocław pełen tajemnic, niedopowiedzeń i śladów przeszłości. Można śmiało powiedzieć, że Wrocław jest równoprawnym bohaterem tej historii. Autorka wykorzystuje jego klimat, by budować napięcie. Opisy podziemi, archiwów czy opuszczonych przestrzeni tworzą wrażenie, że przeszłość dosłownie czai się za rogiem.
Dużym atutem powieści jest realistyczne tło historyczne oraz wiarygodne postacie – nie są czarno-białe, mają swoje słabości i motywy, są po prostu ludzcy. Wielu z nas może utożsamić się z cechami bohaterów.
Jednak dla mnie, osoby urodzonej w PRL-u, największym atutem opowieści jest genialnie oddany klimat końca lat 80. XX wieku. W wielu miejscach wzruszyłam się. To były czasy mojego whodzenia w dorosłość.
Operacja Kustosz to nie tylko historia o poszukiwaniu zaginionego obrazu. To także opowieść o chciwości, ambicji i cenie, jaką płaci się za własne wybory. Pokazuje, że gdy stawką są wielkie pieniądze i bezcenne dzieła sztuki, granice moralności łatwo się zacierają.
To książka dla osób, które lubią tajemnice, historię i emocjonującą akcję. Czy uda się odnaleźć Portret młodzieńca? Odpowiedź czeka w tej pasjonującej powieści. Polecam. Dobra, relaksująca, ciekawa książka.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)









