poniedziałek, 12 października 2026

Dwa światła - Maria Paszyńska

 



Wydawnictwo Książnica, Moja ocena 5,5/6

Dwa światła to poruszająca i pełna emocji powieść, która opowiada o przyjaźni, miłości do muzyki, wojnie oraz trudnej drodze do ocalenia. Jest to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Autorka pokazuje, że nawet w najtrudniejszych chwilach można spotkać ludzi, którzy dają nadzieję i pomagają przetrwać. Jednocześnie przypomina, że ocalenie nie zawsze oznacza koniec cierpienia. Czasami człowiek przez całe życie zmaga się ze wspomnieniami, traumami i pytaniami, na które nie potrafi znaleźć odpowiedzi.
Nie będę wam streszczać fabuły, nie ma to sensu. Nadmienię tylko, że akcja powieści rozpoczyna się w Warszawie w 1935 roku. 4 lata póżniej wybucha II wojna światowa. Mamy małego żydowskiego chłopca i okrutny los, jaki mu zgotował okupant. Bohater trafia do warszawskiego getta, gdzie doświadcza rzeczywistości pełnej bólu, zagrożenia i nieustannego lęku. Getto staje się symbolem okrucieństwa wojny oraz świata, w którym ludzkie życie zostaje pozbawione należnej mu wartości.
Autorka przypomina czytelnikowi, że za historycznymi wydarzeniami zawsze stoją konkretni ludzie. Każdy z nich ma swoje marzenia, rodzinę, przyjaciół i plany na przyszłość. Wojna odbiera im możliwość normalnego życia, a często także nadzieję na jutro. Szczególnie trudny jest los dzieci, które powinny mieć prawo do beztroski, nauki i zabawy, a zamiast tego muszą mierzyć się z zagrożeniem, którego nie powinny nawet znać.
W powieści szczególnie porusza mnie fakt, że bohater jest jeszcze dzieckiem, a mimo to musi przejść przez doświadczenia, które mogą zniszczyć nawet dorosłego człowieka. Jego życie to walka o przetrwanie. Ile milionów dzieci musiało przejść przez to samo :(.
Kolejnym istotnym momentem jest wyprowadzenie chłopca z getta na aryjską stronę. Aby go ocalić, zostaje przebrany za dziewczynkę. Ten fragment historii pokazuje, jak wielkiej odwagi i poświęcenia wymagało ratowanie Żydów podczas okupacji. Każda próba pomocy mogła wiązać się z ogromnym niebezpieczeństwem. Wystarczył jeden błąd, aby zagrozić nie tylko osobie ratowanej, ale również tym, którzy zdecydowali się jej pomóc. 
Jednak Dwa światła to nie tyko powieść o wojnie. W większości to opowieść o człowieczeństwie i o tym jak historia, echa wojny, getta nigdy nie opuszczają ich ofiary, nawet wiele lat póżniej. 
Pomostem między okrucieństwami wojny, a óżniejszymi latami i samym naszym bohaterem, staje się muzyka. Pozwala ona choć na chwilę zapomnieć i stworzyć miejsce do którego ucieka nasz bohater. 
Jednak trauma nadal jest w umyśle i sercu naszego bohatera. Czy uda mu się w końcu żyć po tym co przeszedł? Czy muzyka go wyzwoli? Czy przestanie uważać, że nie ma prawa do szczęścia skoro tylu milionom zabrano życie?
Najważniejszym tematem Dwóch świateł są przyjaźń i człówieczeństwo. W świecie podzielonym przez nienawiść, uprzedzenia i przemoc relacja między chłopcem, a starym mistrzem staje się symbolem dobra, które nie znika nawet w najciemniejszych chwilach.
Ta przyjaźń jest szczególnie ważna dlatego, że rozwija się w rzeczywistości, w której ludzie są oceniani na podstawie pochodzenia i religii. Wojna próbuje zniszczyć wszystko, co łączy ludzi, jednak bohaterowie nie pozwalają, aby nienawiść całkowicie odebrała im człowieczeństwo.
Właśnie dlatego uważam, że książka ma również bardzo aktualne przesłanie. Choć opowiada o wydarzeniach sprzed wielu lat, nadal przypomina, że każdy człowiek zasługuje na szacunek i pomoc. Pokazuje, że nie należy oceniać innych przez pryzmat ich pochodzenia, wyglądu czy wyznania. Największa wartość tej historii to jej ponadczasowość, szczególnie teraz, gdy na świecie jest tyle wojen i zła.
Tytuł Dwa światła można odczytywać symbolicznie. Pierwsze światło może oznaczać talent, piękno i możliwość spełnienia marzeń. Drugie może kojarzyć się z pamięcią, przyjaźnią i nadzieją, która pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile. Jednak każdy z czytelników powinien sam ocenić, czym dla niego są tytuowe dwa światła. 
Książka nie daje prostych odpowiedzi na wszystkie pytania. Pokazuje raczej, że ludzkie życie jest skomplikowane, a niektóre doświadczenia pozostawiają ślady na zawsze. Dzięki temu skłania do zastanowienia się nad własnymi wartościami, znaczeniem przyjaźni i odpowiedzialnością za innych oraz nad tym czym jest człowieczeństwo. Polecam. Bardzo poruszająca opowieść.


 

czwartek, 8 października 2026

Łowcy bólu - Bora Chung

 



Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5/6
Łowcy bólu to książka, która porusza trudne i bardzo ważne tematy. Już sam pomysł jest ciekawy – powstaje lek, który może całkowicie uwolnić człowieka od bólu. Wydawałoby się, że to wspaniały wynalazek. Jednak nie wszyscy tak uważają. Pojawia się sekta, która twierdzi, że cierpienie jest ważną częścią ludzkiego życia. Wkrótce dochodzi do tragedii, w której giną twórcy leku.
Po dwunastu latach wydarzenia z przeszłości wracają. Giną kolejne osoby związane z tamtą tragedią. W centrum historii znajdują się Tae i Gyeong. Tae został skazany za udział w zamachu, a Gyeong jest córką naukowców, którzy wtedy zginęli. Oboje mają za sobą trudne doświadczenia, a ich spotkanie nie jest łatwe. Każde z nich inaczej patrzy na wydarzenia sprzed lat. To taki zarys fabuły, w zasadzie jej początku. Nie brzmi on może jakoś bardzo zachęcająco, ciekawie. Jednak są książki o których trudno coś więcej napisać. I są też takie, które zyskują gdy tylko zacznie się je czytać. Łowcy bólu łączą obie te cechy.
Koreańska pisarka opowiada głównie o bólu, cierpieniu i konsekwencjach naszych decyzji. Pokazuje, że nasze wybory mogą mieć wpływ nie tylko na nas samych, ale również na życie innych ludzi. Czasami jedna decyzja może zmienić życie na wiele lat.
Jednak to nie jedyny tema. Bardzo ciekawy jest również temat sekty. Pokazane jest, jak łatwo można manipulować ludźmi i przekonać ich, że tylko jedna droga jest właściwa. Coś takiego, czy to w przypaadku sekty czy różnych partii politycznych, często skrajnych, ma miejsce cały czas, tuż obok nas. Ten temat jest więc bardzo aktualny. Warto przemycać takie kwestie do książek i zwracać uwagę na niebezpieczeństwo ślepego podążania za innymi.
Inną ciekawą kwestią jest również to, że autorka nie pokazuje wszystkiego w prosty sposób. Bohaterowie mają swoje powody, lęki i krzywdy. Nic nie jest białe czy czarne. Nie zawsze łatwo ocenić, kto ma rację, a kto się myli, nic nie ejst jednoznaczne. Dzięki temu historia jest bardziej prawdziwa i zmusza do zastanowienia się nad ludzkimi wyborami.
Najważniejsze jest jednak to, że oprócz samej historii Łowca bólu daje czytelnikowi dużo tematów do przemyślenia. Ja ciągle zastanawiam się nad wieloma kwestiami.
Bora Chung stworzyła bardzo ciekawą opowieść, bardzo ludzką i bardzo aktualną. Polecam.

 

 

 


niedziela, 4 października 2026

Mordercą nie jest Alice - Iris Starling

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6

Lubisz zagadki kryminalne, ale czasami masz ochotę nie tylko czytać o śledztwie, lecz samemu zostać detektywem? Jeśli tak, to książka Mordercą nie jest Alice jest idealną propozycją dla ciebie. 
To nie jest typowa powieść kryminalna. Tutaj to czytelnik dostaje najważniejsze zadanie – musi znaleźć mordercę. A łatwo nie będzie, ponieważ na początku mamy aż 46 600 podejrzanych, 18 wskazówek i tylko jednego sprawcę.
Alice Starling znika, a w jej mieszkaniu zostaje znalezione ciało, tajemnicza notatka oraz teczka pełna imion. Alice twierdzi, że jest niewinna i zostawia nam wskazówki, które mają pomóc w rozwiązaniu zagadki. Naszym zadaniem jest krok po kroku eliminować kolejnych podejrzanych, aż na liście zostanie tylko jedna osoba.
I właśnie to jest w tej książce najciekawsze. Nie możemy po prostu usiąść i przeczytać historii od początku do końca. Musimy się zaangażować, dokładnie czytać wskazówki, analizować informacje i… uzbroić się w cierpliwość. Każde kolejne skreślone imię daje poczucie, że jesteśmy coraz bliżej rozwiązania. Ale czy to prawda?
Podoba mi się również pomysł na tak nietypową formę. To wszystko sprawia, że ksiażka bardziej przypomina detektywistyczną grę lub łamigłówkę niż tradycyjną książkę. Dzięki temu można do niej wracać, pracować nad zagadką we własnym tempie i naprawdę poczuć satysfakcję, kiedy uda się dojść do rozwiązania.
Książka ta jest więc propozycją dla czytelników, którzy lubią myśleć podczas czytania. To książka dla osób spostrzegawczych, cierpliwych i lubiących logiczne wyzwania. Nie trzeba być oczywiście zawodowym detektywem ani mistrzem łamigłówek. Najważniejsza jest chęć zabawy i dokładnego analizowania informacji. 
To propozycja przede wszystkim dla osób, które lubią logiczne zagadki, szukanie szczegółów i samodzielne dochodzenie do odpowiedzi. Nie jest to książka na jeden szybki wieczór – wymaga skupienia, ale właśnie dzięki temu potrafi wciągnąć na dłużej. Opinie czytelników również zwracają uwagę na jej nietypową, angażującą formę i zabawę w detektywa.
Czy uda się odnaleźć mordercę? Tego oczywiście nie zdradzę. I zdecydowanie radzę, żeby przed rozpoczęciem lektury nie szukać rozwiązania w internecie. Nie warto... 
Mordercą nie jest Alice to ciekawy eksperyment z formą kryminału. Zamiast tylko obserwować śledztwo, sami stajemy się jego częścią. Jeśli lubicie łamigłówki i chcecie sprawdzić swoje detektywistyczne umiejętności, warto dać tej książce szansę. Polecam, świetna zabawa. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

sobota, 3 października 2026

O objętości czasu I - Solvej Balle

 


Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 5,5/6
O objętości czasu I to bardzo ciekawa i nietypowa książka. Główna bohaterka, Tara Selter, pewnego dnia odkrywa, że utknęła w jednym dniu – 18 listopada. Każdego ranka wszystko zaczyna się od nowa, a tylko ona pamięta poprzednie dni.
Na początku sytuacja może wydawać się interesująca, ale z czasem staje się dla Tary coraz trudniejsza. Jej mąż nie pamięta wspólnych rozmów ani tego, co wydarzyło się wcześniej. Tara zaczyna czuć się samotna i coraz bardziej oddala się od normalnego życia. Próbuje także zrozumieć, dlaczego znalazła się w tej dziwnej sytuacji. Nasza bohaterka zaczyna prowadzić dziennik, zapisuje swoje myśli i wydarzenia, które pamięta. Dzięki temu może śledzić upływ czasu, mimo że dla innych ludzi czas się nie zmienia. Tara zaczyna też inaczej patrzeć na zwykłe rzeczy. To, co wcześniej mogło wydawać się nudne lub nieistotne, teraz nabiera dla niej większego znaczenia.
Książka nie jest typową historią o podróży w czasie. Autorka bardziej skupia się na emocjach bohaterki i na tym, jak życie wciąż w tym samym dniu wpływa na jej psychikę, relacje z innymi ludźmi i sposób patrzenia na świat. Dzięki temu historia skłania do zastanowienia się nad tym, jak ważny jest dla nas czas i wspólne przeżywanie chwil z innymi. Możemy też lepiej poznać główną bohaterkę i zobaczyć, jak dziwna sytuacja wpływa na jej zachowanie.
Podobało mi się, że książka jest trochę niepokojąca. Podczas czytania cały czas towarzyszyło mi poczucie tajemnicy. Chciałam wiedzieć, dlaczego właśnie Tara znalazła się w tej dziwnej pętli i co musi zrobić, żeby z niej wyjść. Autorka nie podaje odpowiedzi od razu, dzięki czemu książka jeszcze bardziej wciąga. Każda kolejna strona sprawiała, że miałam ochotę czytać dalej.
Szczególnie spodobało mi się to, że O objętości czasu I zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem. Na co dzień często narzekamy na zwykłe dni i marzymy, żeby czas szybciej minął. Tara pokazuje nam jednak, jak wyglądałoby życie, gdyby jeden dzień naprawdę nigdy się nie skończył. Po przeczytaniu zaczęłam bardziej doceniać to, że każdy dzień jest inny i że niektórych chwil nie da się powtórzyć.
Polecam tę lekturę osobom, które lubią nietypowe historie, tajemnice i powieści, które po przeczytaniu zostają w głowie na dłużej. Ta opowieść jest tajemnicza, piękna, momentami smutna, ale przede wszystkim niezwykle oryginalna. O objętości czasu I to jedna z tych książek, które zostają w głowie jeszcze długo po przeczytaniu.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

Dwa światła - zapowiedź

 


Niektórzy są już po lekturze, a ja dopiero kupiłam książkę w empiku
Link do stronu Empiku (klik)
Nie ukrywam, wpływ na zakup miały doskonałe recenzje w sieci.
Zobaczymy czy moja opinia o Dwóch światłach będzie również pełna zachwytu. 

Recenzja za kilka dni.

Link do profilu Autorki (klik) 


 

czwartek, 1 października 2026

Czerwony krzyż - Sasza Filipenko

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Czerwony krzyż to bardzo poruszająca powieść o żałobie, pamięci i tajemnicach, które potrafią przetrwać całe pokolenia. Autor łączy historię dwojga samotnych ludzi z szeroką opowieścią o XX-wiecznej historii, pokazując, że przeszłość często powraca w przyszłości. 
Głównym bohaterem jest Sasza, młody wdowiec, który po śmierci żony musi nauczyć się żyć na nowo. Jego sytuacja jest szczególnie trudna – kobieta umarła poświęcając się, by urodzić ich córkę, a mężczyzna zostaje sam z niemowlęciem i ogromnym poczuciem straty. Przeprowadzka do Mińska ma być początkiem nowego życia Jednak nowe miejsce to pustka i samotność. Sasza musi odnaleźć się nie tylko w obcym mieście, lecz także w nowej roli – ojca.
Wtedy pojawia się Tatiana – dziewięćdziesięcioletnia sąsiadka cierpiąca na chorobę Alzheimera. Początkowo ich relacja może wydawać się przypadkowym spotkaniem dwóch zupełnie różnych światów. Młody mężczyzna, pogrążony w żałobie i starsza kobieta z Alzheimerem. Szybko się okaże, że to zdecydowanie coś więcej. A połączy ich pamieć.
Tatiana zaczyna opowiadać Saszy o swoim życiu. Jej wspomnienia przenoszą nas do wojennej Moskwy, czasów miłości, zdrady i stalinowskich represji. Filipenko pokazuje historię nie jako zbiór dat i wydarzeń, lecz jako doświadczenie pojedynczego człowieka. Wielka polityka i wielkie tragedie XX wieku, które łączą: strach, strata bliskich, trudne wybory, często poczucie winy i konieczność życia z konsekwencjami własnych decyzji.
Relacja Saszy i Tatiany jest bardzo poruszająca. Oboje są na swój sposób samotni i obciążeni przeszłością. Ona nosi w sobie tajemnicę, której przez dziesięciolecia nie ujawniła. On próbuje poradzić sobie ze śmiercią żony i odpowiedzialnością za córkę. Autor bardzo ciekawie pokazuje, jak historia potrafi zmuszać ludzi do podejmowania decyzji, których konsekwencje odczuwają oni sami oraz kolejne pokolenia.
Dużą siłą powieści jest zestawienie dwóch perspektyw czasowych. Historia Tatiany należy do przeszłości, ale jej konsekwencje oddziałują na teraźniejszość Saszy. Dzięki temu książka staje się opowieścią nie tylko o tym, co wydarzyło się przed laty, lecz także o dziedziczeniu pamięci i emocji. 
Czerwony krzyż nie jest książką łatwą ani lekką. To powieść momentami ciężka, trudna, zmuszająca do sięgnięcia do własnych demonów. Jednak zdecydowanie warto ją przeczytać i spojrzeć w głąb siebie, ale tak uczciwie. Polecam

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 


 

niedziela, 27 września 2026

Niedom - Magdalena Katarzyna Bajor

 


Wydawnictwo Marginesu, Moja ocensa 5/6
Niedom to smutna, ale bardzo poruszająca książka o ludziach, którzy po wojnie próbują zacząć życie od nowa. Helena i Henryk wyjeżdżają z Małopolski na Dolny Śląsk. Zabierają ze sobą niewiele, ale mają nadzieję, że uda im się stworzyć spokojny dom dla swojej rodziny.
Szybko okazuje się jednak, że koniec wojny nie oznacza końca problemów. Nowe miejsce jest pełne obcych ludzi, różnych języków, lęku i trudnych wspomnień. 
Najbardziej poruszył mnie temat domu. W książce dom nie jest tylko miejscem, w którym się mieszka. To przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, bliskość i rodzina. Bohaterowie bardzo chcą je mieć, ale los sprawia, że trudno im je odnaleźć. Szczególnie mocno pokazana jest więź między matką a dzieckiem oraz to, jak bolesne wydarzenia mogą wpływać na kolejne pokolenia.
Książka pokazuje też, że wojna nie kończy się w momencie, kiedy przestają strzelać. Jej skutki mogą zostać w człowieku na wiele lat i wpływać na jego rodzinę oraz życie dzieci.
Niedom nie jest łatwą i lekką lekturą, ale daje dużo do myślenia. To opowieść o stracie, nadziei, rodzinie i próbie ułożenia sobie życia mimo wszystkiego, co się wydarzyło. Myślę, że szczególnie zapadnie w pamięć osobom, które lubią historie rodzinne i książki pokazujące, jak wielka historia wpływa na zwykłych ludzi. A jest tej dużej historii sporo. Autorka pokazuje pierwsze lata po II wojnie światowej i ogromne zmiany, jakie wtedy zachodziły na Dolnym Śląsku. Pojawia się temat tzw. Ziem Odzyskanych, na które po wojnie przyjeżdżali Polacy z różnych części kraju, a wcześniejsi niemieccy mieszkańcy tych terenów byli wysiedlani. Ludzie musieli opuszczać swoje domy i zaczynać życie w zupełnie nowych miejscach. Autorka pokazuje również powojenny chaos i niepewność. Na jednym terenie spotykają się ludzie z różnych stron Polski, a także osoby, które mają za sobą bardzo różne doświadczenia wojenne. W książce obecne są więc problemy przesiedleń, utraty domu, obcości i trudności z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Ważnym elementem historii są także ślady II wojny światowej w psychice ludzi. Książka pokazuje też, że wojna nie kończy się w momencie, kiedy przestają strzelać. Jej skutki mogą zostać w człowieku na wiele lat i wpływać na jego rodzinę oraz życie dzieci. Jest to szczefólnie poruszające w kontekście czasów w jakich żyjemy. 
To wszystko splecione z małą, jednostkową historią tworzy wyjątkową opowieść. 
To książka o prostym marzeniu – żeby mieć swój dom i móc spokojnie żyć. I właśnie dlatego jej historia wydaje się tak bliska i prawdziwa.

 

czwartek, 24 września 2026

Cienie Turynu - Carlo Fruttero, Franco Lucentini

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5/6
Cienie Turynu to ciekawy i nietypowy kryminał. Książka łączy zagadkę morderstwa z humorem, ironią i obserwacją życia bogatych mieszkańców tytułowego miasta. Chociaż głównym tematem jest śledztwo, autorzy pokazują także, że ludzie z wyższych sfer nie zawsze są tak idealni, jak mogłoby się wydawać.
Akcja książki rozgrywa się w Turynie. Na początku miasto wydaje się spokojne i dobrze zorganizowane. Szybko okazuje się jednak, że pod tą spokojną powierzchnią kryje się wiele tajemnic. Dochodzi do morderstwa znanego architekta, który nie cieszył się dobrą opinią. Sam sposób jego zabójstwa jest bardzo nietypowy, ponieważ narzędziem zbrodni jest kamienny fallus. Już sam ten szczegół sprawia, że książka różni się od wielu innych kryminałów.
Śledztwo prowadzi komisarz Santamaria. Jest on spokojnym, poważnym i dokładnym policjantem. Nie daje się łatwo zwieść pozorom. Musi rozmawiać z wieloma osobami, które należą do bogatej i wpływowej części społeczeństwa. Każda z tych osób ma własne problemy, sekrety i powody, żeby nie mówić całej prawdy. Komisarz stopniowo odkrywa kolejne informacje i próbuje połączyć je w całość.
Jedną z ciekawszych rzeczy w książce są bohaterowie. Nie są oni przedstawieni jako osoby całkowicie dobre albo złe. Często zachowują się w sposób dziwny lub śmieszny. Widać, że bardzo zależy im na opinii innych ludzi, pieniądzach i swoim miejscu w społeczeństwie. Jednocześnie za eleganckim wyglądem i dobrymi manierami kryją się zazdrość, kłamstwa i różne konflikty.
Autorzy w zabawny sposób pokazują również bogatą burżuazję Turynu. Nie robią tego jednak wprost. Często posługują się ironią. Dzięki temu czytelnik może zauważyć, że niektóre zachowania bohaterów są po prostu śmieszne. Ludzie, którzy chcą wyglądać na bardzo inteligentnych i wyjątkowych, czasami zachowują się absurdalnie. Autorzy pokazują w ten sposób, że bogactwo i wysoka pozycja społeczna nie sprawiają, że człowiek staje się lepszy od innych.
Podobało mi się również połączenie kryminału z humorem. Z jednej strony mamy morderstwo, śledztwo i tajemnicę, a z drugiej wiele zabawnych sytuacji i dziwnych zachowań bohaterów. Dzięki temu książka nie jest cały czas ponura. Humor sprawia, że czyta się ją trochę lżej, mimo że opowiada o poważnej sprawie.
Ważną zaletą książki jest też atmosfera. Turyn został przedstawiony jako miasto, które ma dwie strony. Z jednej strony jest elegancki, spokojny i uporządkowany. Z drugiej strony kryje wiele tajemnic, konfliktów i dziwnych zachowań. Taki obraz miasta dobrze pasuje do całej historii. Pokazuje, że rzeczy nie zawsze są takie, jak wyglądają na pierwszy rzut oka.
Moim zdaniem największą zaletą Cieni Turynu jest oryginalność. To nie jest zwykły kryminał, w którym najważniejsze jest tylko znalezienie mordercy. Autorzy wykorzystują historię kryminalną, aby pokazać ludzi, ich słabości i problemy. Dzięki temu książka ma nie tylko ciekawą zagadkę, ale również drugie dno.
Cienie Turynu poleciłabym osobom, które lubią kryminały, ale szukają czegoś innego niż typowa historia o policjancie i mordercy. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 


 

niedziela, 20 września 2026

Odzyskana. Namaluj słowami dobre życie - Agnieszka Kozak

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 4,5/6

Agnieszka Kozak w książce Odzyskana. Namaluj słowami dobre życie zaprasza czytelniczki w podróż. Celem jest spotkanie z samą sobą i  namalowanie swojego życia od nowa. Napiszecie - banał. Nic bardziej mylnego.
To wartościowa i potrzebna książka, którą trudno potraktować wyłącznie jak poradnik. Jest raczej zaproszeniem do zatrzymania się, do wsłuchania w siebie. Chodzi także o zadanie sobie pytań, na które w codziennym pędzie często nie mamy czasu albo odwagi odpowiedzieć.
Autorka prowadzi czytelniczkę przez sześć doświadczeń: satysfakcję, miłość, radość, dumę, swobodę i nadzieję. To bardzo ciekawy kierunek, ponieważ książka nie koncentruje się wyłącznie na ranach, trudnościach i tym, co w naszym życiu wymaga naprawy. Pokazuje również, że dobre życie można budować poprzez świadome zauważanie tego, co daje nam energię, poczucie sensu i wewnętrzną zgodę.
Najbardziej podoba mi się to, że czytelniczka nie jest jedynie odbiorczynią gotowych rad. Staje się współautorką własnej historii. Książka nie jest tylko zbiorem porad. Czytelniczka ma w niej swoje miejsce – może zapisywać myśli, emocje i wspomnienia. Dzięki temu można lepiej przyjrzeć się sobie i temu, co czujemy.
W trakcie lektury miałam wrażenie, że autorka nie mówi do mnie jak do czytelniczki, ale jak do kobiety, która czasami jest zmęczona, pogubiona i zapomina o sobie. Agnieszka Kozak potrafi nawiązac z czytelniczką wyjątkową więź.
Odzyskana przypomina, że mamy prawo myśleć o sobie, swoich potrzebach i marzeniach. Że nie zawsze musimy być silne, zadowalać innych i robić wszystko tak, jak od nas oczekują.
Podoba mi się metafora malowania. Możemy mieć wrażenie, że ktoś inny przez lata trzymał pędzel i nakładał na nasze płótno kolejne kolory: „powinnaś”, „nie możesz”, „nie jesteś wystarczająco dobra”, „musisz być…”. Autorka zachęca, aby ten pędzel wziąć z powrotem do własnych rąk. Nie po to, by wymazać całą przeszłość, lecz by nadać jej nowe znaczenie i zdecydować, jakie kolory chcemy dodać teraz.
To również książka o sprawczości. O tym, że odzyskanie siebie nie musi oznaczać wielkiej rewolucji. Czasem zaczyna się od małego „tak” dla siebie, od zauważenia własnej potrzeby, od pozwolenia sobie na radość, odpoczynek, dumę czy swobodę. A czasem od nadziei – nawet bardzo kruchej.
Odzyskana jest publikacją skierowaną przede wszystkim do kobiet i ma charakter terapeutyczny oraz rozwojowy. Autorka, Agnieszka Kozak, jest psycholożką, terapeutką, coachem i nauczycielką akademicką, a jej wcześniejsze książki również koncentrują się wokół psychologii relacji, własnej historii i procesu uwalniania się od ograniczających przekonań. 
Kozak przypomina, że dobre życie nie musi być życiem idealnym. Może być życiem bardziej własnym. Bardziej świadomym. Takim, w którym jest miejsce zarówno na przeszłość i jej rany, jak i na radość, miłość, dumę, satysfakcję, swobodę oraz nadzieję.
I chyba właśnie dlatego tytuł tej książki jest tak trafny. Nie chodzi o to, żeby stać się kimś innym. Chodzi o to, żeby wrócić do siebie. Książka skłoniła mnie do zadania sobie kilku pytań: Czego naprawdę chcę? Co daje mi radość? Kiedy ostatnio zrobiłam coś tylko dla siebie? Czy żyję tak, jak chcę, czy tak, jak oczekują tego inni? Myślę, że wiele kobiet może odnaleźć w tej książce kawałek siebie. Szczególnie te, które przez lata były przede wszystkim dla innych i gdzieś po drodze zapomniały o sobie. To książka pełna ciepła i nadziei. Nie daje gotowych odpowiedzi na wszystkie problemy, ale zachęca, żeby samemu ich poszukać. Dla mnie Odzyskana jest przypomnieniem, że zawsze można zacząć od nowa. Można odzyskać siebie, swoje marzenia i radość z życia. Czasami wystarczy zrobić pierwszy krok. Polecam.


Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)  

 

sobota, 19 września 2026

Na tej ziemi - Theis Ørntoft

 


Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 5,5/6
Nietypowa, obszerna książka, która nawet dla mnie - miłośniczki literatury skandynawskiej, była wyzwaniem. Bez wątpienia to trudna lektura, taka która na długo zostanie gdzieś z tyłu mojej głowy. Chaos, który początkowo może przerażać. Dodatkowo mnóstwo dygresji. Jednak warto zadać sobie trud. 
Wszystko zaczyna się od śmierci seniora. Pogrzeb staje się okazją do spotkania rodzeństwa – Rhei, Miriam i Joela – oraz ich matki Alice. Ale tak naprawdę jest to dopiero początek. Autor zabiera nas w podróż przez historię kilku pokoleń, pokazując, jak bardzo jesteśmy związani z tymi, którzy byli przed nami. I jak wiele z ich wyborów, miłości, tajemnic i błędów może w jakiś sposób stać się także częścią naszego życia.
Czy jest to saga? Tak i nie. Jest to książka o rodzinie, ale nie tylko. Najwięcej w treści jest o miłości, która potrafi przetrwać lata, o wybaczaniu, o powiązaniu z przeszłością. Bardzo duża część historii traktuje o tajemnicach, które czasem zamiast znikać, przechodzą z pokolenia na pokolenie.
Bardzo podobało mi się to, jak autor połączył prywatną historię bohaterów z większym obrazem świata. Mamy Danię lat 60., Hamburg, Nowy Jork po 11 września, współczesną Kopenhagę, a później rok 2036. Zmieniają się miejsca i czasy, ale pewne rzeczy pozostają takie same – potrzeba bliskości, miłości, bezpieczeństwa i szukania swojego miejsca na ziemi. Te asektym marzenia, potrzeby są uniwersaknem niezależnie od tego kiedy i gdzie żyjemy. 
Bardzo dużo (jeżeli nie najwięcej) jest też o ziemi, naszym domu, który bardzo szybko tracimy. Ørntoft pisze o naturze, kryzysie, kapitalizmie i lęku przed przyszłością. Te wielkie tematy przeplatają się z życiem zwykłych ludzi. Dzięki temu łatwiej poczuć, że problemy świata nie są czymś odległym. One dotyczą nas wszystkich tu i teraz.
Momentami ta książka jest smutna. Momentami niepokojąca. Nie ukrywam, jest też trudna i wymaga od czytelnika skupienia. Jednocześnie jest w niej mnóstwo ciepła, empatii, wrażliwości jeżeli chodzi o ukazanie relacji między ludźmi. Bo mimo wszystkich katastrof, lęków i niedoskonałości świata pozostaje coś bardzo prostego – jesteśmy sobie potrzebni. I to jest najważniejszy wniosek tej książki, nieomal jej przesłanie. 
Na tej ziemi to książka o świecie, który trochę się rozpada, ale także o tym, co mimo wszystko warto próbować ocalić. O miłości, rodzinie, pamięci, o drugim człowieku.
Po skończeniu lektury pozostałam z poczuciem niepokoju, ale też z myślą, że może właśnie w tych małych, bliskich rzeczach – w relacjach, wspomnieniach i miłości – kryje się coś, co naprawdę ma znaczenie.
To nie jest książka, którą tylko się czyta. To książka, nad którą jeszcze długo się myśli. Polecam.