środa, 22 kwietnia 2026

Trzeci kraj - Karina Sainz-Borgo

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Książka Trzeci kraj zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To jedna z tych historii, które zostają w człowieku na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Czytając ją miałam wrażenie, że wchodzę w świat okrutny, bezlitosny, a jednocześnie niezwykle prawdziwy. Taki świat może się znaleźć tuż obok nas. Autorka wspaniale i poruszająco pokazuje, jak cienka jest granica między codziennością a katastrofą. Mamy tu motyw choroby, który jest symbolem utraty tożsamości, korzeni, wszystkiego, co nas definiuje, co było pewnikiem. Niesmowicie porusza historia Angustias. Jej ból po stracie dzieci jest opisany w sposób niezwykle oszczędny, ale przez to jeszcze bardziej przejmujący. Natłok słów sprawiłby, że poruszająca historia byłaby przegadana. Sainz - Borgo nie używa wielu słów. Nie ma tu także przesady ani patosu. Mamy niewiele zdań, ewidentną pustkę i ogromną samotność. I nagle, mimo samotności, zaczyna rodzić się coś nowego. 
Co istotne, ta opowieść nie bazuje tylko na tragedii. Autorka idzie o krok dalej – pokazuje, że nawet w najbardziej beznadziejnych warunkach człowiek potrafi odnaleźć sens. Mamy jeszcze jedną bardzo ciekawą postać. To Visitación Salazar. Jest ona dla mnie jednym z najjaśniejszych punktów tej lektury. To bohaterka pełna siły. Ta siłą wynika na równi z tego, jaki bagaż doświadczeń ma Salazar, ile przeżyła i jak bardzo jest zdeterminowana. Dzięki niej Trzeci kraj przestaje być tylko opowieścią o śmierci i tragedii.
Bardzo podobało mi się też, jak autorka pokazuje Mezquite, osadę przy granicy. Jest to miejsce brutalne, rządzone przez chaos i przemoc, a jednocześnie pełne ludzi, którzy mimo wszystko próbują zachować człowieczeństwo. Jest to także miejsce, w którym nasi bohaterowie próbują zacząć na nowo, rozpocząć coś mimo przeżytej tragedii. 
W trakcie lektury nasuwa się wiele pytań, np. czy po największej tragedii jest szansa na przyszłość, na coś nowego? Nie otrzymamy odpowidzi na to i wiele innych pytań. Nie o to w ksiażce chodzi. Pisarka pozostawia nas z kłębiącymi się myślami, nie ma ulgi, nie ma łatwych odpowiedzi.
Trzeci kraj to nie tylko opowieść o migracji czy stracie. To historia o wielu z nas, o byciu „pomiędzy” – między przeszłością, a przyszłością, między stratą, a nadzieją, między utratą życia, a czymś nowym. Każdy z nas, kto przeżył jakąś stratę zna ten moment zawieszenia. 
Bez wątpienia to książka trudna, momentami bolesna, ale przy tym niezwykle potrzebna i piękna w swojej szczerości. Zostawia czytelnika z refleksją, ale też z cichą nadzieją. I właśnie za to cenię ją najbardziej. Polecam.

 

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Rodzina Channingów - Ellen Wood

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Rodzina Channingów to prawdziwa uczta dla czytelnika. 
Już od pierwszych stron powieść chwyta za serce niezwykłą atmosferą. Helstonleigh to miasteczka, które zdaje się być kwintesencją tradycji, spokoju, życia według zasad i moralnego porządku. W tym uporządkowanym świecie wszystko jest jasne i klarowne, zasady sa niezmienne, a rodzina Channingów jest symbolem uczciwości i społecznego zaufania. To taki filar, na którym opiera się lokalna harmonia, taki miejscowy pewnik. Rodzina od pokoleń idealna, wyjątkowa. Każdy z mieszkańców marzy żeby wejść do tej rodziny, mieć z nimi bliski kontakt.
I właśnie dlatego moment, w którym ta nieskazitelna reputacja zaczyna się chwiać, a fasada pękać, wywołuje w mieszkańcach miasteczka prawdziwy szok i wstrząs. 
Ellen Wood ciekawie ukazuje, jak krucha potrafi być ludzka opinia i jak łatwo może zostać zniszczona przez jedno pochopne oskarżenie. To, co zaczyna się od niewinnego, chłopięcego wybryku, szybko staje się dramatem. Tragiczne wydarzenia zmieniają mieszkańców sielskiego miasteczka i wystawiają na próbę nie tylko dobre imię rodziny, ale także jej wewnętrzną siłę i jedność. Autorka z mistrzowską precyzją prowadzi narrację, stopniowo odsłania kolejne warstwy napięcia i emocji. Oj dzieje się, dzieje. Fabula jest świetnie prowadzona i wciąga od pierwszych stron. 
Największą siłą tej powieści jest jednak jej przesłanie. Channingowie nie są bohaterami wyidealizowanymi – są ludźmi z krwi i kości, którzy popełniają błędy, cierpią i walczą o prawdę. Ich droga do oczyszczenia z zarzutów staje się opowieścią o odwadze zakorzenionej w miłości, o lojalności, która nie chwieje się pod naporem plotek, oraz o wierze – zarówno religijnej, jak i tej najprostszej, w drugiego człowieka. 
Wood w sposób niezwykle ciekawy przypomina, że największe dramaty często rodzą się nie z wielkich katastrof, lecz z drobnych sekretów, niedopowiedzeń i ludzkich uprzedzeń. To co przemyślane wychodzi na jaw i to w najmniej oczekiwanym moemncie. To wszystko potrafi doprowadzić do lawiny emocji i nieodwracalnych konsekwencji. Póżniej nic już nie jest takie, jakie było wcześniej. 
Co cenne w fabue każde zdanie jest przemyślane, każda scena ma swoje znaczenie. Taki sposób pisanie sprawia, iż historia Channingów porusza i pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury. 
Rodzina Channingów to nie tylko opowieść o utraconej reputacji i walce o prawdę. To przede wszystkim piękna, pełna światła historia o tym, że nawet w obliczu niesprawiedliwości człowiek może odnaleźć siłę w tym, co najważniejsze – w miłości, lojalności i wierze.

 

piątek, 17 kwietnia 2026

Do Pana kieruję moje milczenie - Anna Arno

 



Wydawnictwo Znak, Moja ocena 5,5/6

Książkę podczytywałam we fragmentach przez ostatnie 2 tygodnie. Nie jest to ksiażka prosta, zwyczajna. Jest to lektura, która wymyka się prostym klasyfikacjom. Nie jest ani klasycznym esejem historycznym, ani literacką fikcją, ani biografią. Mimo to ksiażka ta zawiera w sobie elementy wszystkich tych form. Anna Arno stworzyła dzieło głęboko refleksyjne, oparte na historii i bardzo ciekawe.
Punktem wyjścia są pytania z pozoru banalne: co by było, gdyby? Jestem pewna, że każdy z nas choć raz zadał sobie takie pytanie. Autorka idzie dalej, przywołuje konkretne postaci, jak np. Ludwig Wittgenstein, Georg Trakl, Lew Tołstoj, Adolf Hitler czy Rainer Maria Rilke – i zestawia ich losy w punktach, gdzie mogły się przeciąć, ale tego nie zrobiły. Nie chodzi jednak o banalną historię alternatywną. Arno nie konstruuje fabularnych wariantów świata, lecz bada napięcie między możliwością a rzeczywistością. Autorka zadaje przy tym findamentalne pytanie - co by było, gdyby? Np. co by było, gdyby Adolf Hitler dostał się do Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu? Sama zastanawiałam się nad tym wiele razy. Jednym z kluczowych tematów książki jest przypadek. Arno pokazuje, jak drobne zdarzenia – spóźnienie, zmiana decyzji, wyjazd – mogą zaważyć na losach jednostek, a nawet całych epok. 
Autorka nie popada jednak w uproszczenia. Nie sugeruje, że jeden moment mógł całkowicie zmienić bieg dziejów. Raczej ukazuje historię jako gęstą sieć zależności, w której jednostkowe losy splatają się z szerszym kontekstem kulturowym i społecznym. 
To pytanie jest osią całej książki. Autorka pokazuje, że historia nie składa się wyłącznie z wydarzeń, które zaszły, lecz także z tych, które mogły się wydarzyć – i które, choć niezaistniałe, pozostawiają po sobie ślad w naszej wyobraźni. Zawiłe? Tak, ale tylko z pozoru. Nie przerażajcie się. Dajcie tej ksiażce szansę. Warto.
Esej przybiera momentami formę niemal filozoficznej medytacji. Arno nie spieszy się z konkluzjami, raczej prowadzi czytelnika przez kolejne warstwy znaczeń, historii, rozważań. Jej narracja przypomina spacer – zatrzymuje się w konkretnych miejscach: Linz, Kraków, Jasna Polana. Autorka robi to w celu pokazania nam, ile drobiazgów kryje się w miejscach, które znamy które często mijamy. Będziecie zaskoczeni. Jednocześnie autorka bardzo ciekawie  prezentuje miejsca, historię, jako sieć, ciąg przypadków. 
Książka jest również sugestywnym portretem przełomu XIX i XX wieku – czasu, gdy rodziły się nowe idee, ale też nowe zagrożenia. W tle pojawiają się narodziny totalitaryzmów, kryzys wartości, rozwój nowoczesnej filozofii i sztuki. Znacie to skądś?
Postaci takie jak Ludwig Wittgenstein czy Rainer Maria Rilke symbolizują próbę znalezienia języka dla świata, który traci swoje dotychczasowe fundamenty. Arno zestawia ich z innymi bohaterami epoki. Dzieki temu otrzymujemy wielowymiarowy obraz czasu, w którym wszystko wydaje się możliwe, ale jednocześnie nic nie jest pewne. Prawie, jak teraz, tuż obok nas.
Do Pana kieruję moje milczenie to książka wymagająca, ale niezwykle satysfakcjonująca. Nie oferuje prostych odpowiedzi ani linearnej, prostej w odbiorze narracji. Zamiast tego otrzymujemy głęboką refleksję nad losem, przypadkiem i naturą historii. 
To literatura dla czytelników cierpliwych, otwartych na niejednoznaczność i gotowych na intelektualne wyzwanie. Arno udowadnia, że to, co nie wydarzyło się, może być równie znaczące jak to, co się wydarzyło – a czasem nawet bardziej. 
Ogromny plus za oryginalność, erudycję i niezwykłą zdolność uchwycenia tego, co ulotne i niewypowiedziane. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (kl9k)  

 

środa, 15 kwietnia 2026

Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne - Katarzyna Rzehak

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6//6
Ta książka zachwyca od pierwszych stron. Napisana prostym, przystępnym językiem, a jednocześnie pełna treści, emocji i niezwykłych historii. Katarzyna Rzehak stworzyła opowieść nie tylko o jednej kobiecie, ale o całej epoce – o Polsce, która po wojnie podnosiła się z ruin i próbowała na nowo zdefiniować siebie poprzez sztukę, przedmioty codziennego użytku i… piękno.
Bohaterką książki jest Wanda Telakowska – postać absolutnie wyjątkowa, choć zapewne wielu jej nie zna. Pionierka, wizjonerka, kobieta z ogromną charyzmą i odwagą. To właśnie jej zawdzięczamy powstanie w 1950 roku Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Instytut stał się miejscem niezwykłym – kuźnią pomysłów, szkołą projektantów, przestrzenią nowoczesnego myślenia o przedmiotach, które nas otaczają. Telakowska wierzyła, że piękno nie jest luksusem dla wybranych. Powtarzała, że „piękno na co dzień dla wszystkich” powinno być dostępne każdemu – w mieszkaniu, w ubraniu, w talerzu, z którego jemy, i w krześle, na którym siedzimy. Dla polskiego powojennego designu Telakowska to po prostu najważniejsza postać, ikona, mistrzyni.
Autorka wspaniale pokazuje, jak ogromny wpływ miała Telakowska na to, jak dziś żyjemy i jak wygląda nasze otoczenie. Jeśli mówimy o „polskim stylu narodowym”, to w dużej mierze jego współczesna forma narodziła się właśnie dzięki niej. To ona stworzyła nowy zawód – projektanta wzornictwa – i nadała mu rangę ważnej społecznie misji. Uważała, że dobrze zaprojektowane przedmioty kształtują człowieka, uczą wrażliwości i budują lepsze społeczeństwo.
Książka zachwyca również tym, jak ciekawie i barwnie ukazana jest powojenna Polska. To żywy, pełen detali obraz kraju, który zmaga się z biedą, zniszczeniami i ograniczeniami systemu, a mimo to próbuje tworzyć rzeczy piękne i nowoczesne. Rzehak pokazuje, że nawet w trudnych czasach można było marzyć, projektować, eksperymentować. Instytut Wzornictwa Przemysłowego jawi się jako miejsce niemal magiczne – nowoczesne, otwarte, przyjazne kobietom, wyprzedzające swoje czasy. Poza tym to Telakowska w 1949 roku, wymyśliła Cepelię. Chyba mało kto o tym wie, a szkoda.
Ogromnym atutem jest sposób, w jaki autorka opowiada o samej Telakowskiej. To nie pomnikowa postać z podręcznika, lecz żywa, barwna kobieta z poczuciem humoru, temperamentem i ostrym językiem. Przyjaźniła się z Iwaszkiewiczem, Miłoszem, Krzywicką. Potrafiła snuć fascynujące opowieści, sypać anegdotami i żartami, czasem bardzo pikantnymi. Wokół niej narosły dziesiątki historii – prawdziwych i zmyślonych – które budują legendę „wielkiej Wandy”. Rzehak z ogromnym wyczuciem łączy fakty z anegdotą, tworząc portret kobiety silnej, odważnej i niepokornej.
To książka, która inspiruje. Pokazuje, że jedna osoba z wizją może realnie zmienić świat – nawet jeśli jest to świat filiżanek, tkanin, mebli czy zabawek. A może właśnie przede wszystkim ten świat, bo to on towarzyszy nam każdego dnia.
Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich to opowieść mądra, ciepła i niezwykle potrzebna. Uczy, że estetyka ma znaczenie. Że piękno może być demokratyczne. I że za tym, jak wygląda nasza codzienność, stoją konkretni ludzie z pasją i odwagą.
To książka, którą czyta się z przyjemnością i dumą – dumą z polskiej kultury, polskiego wzornictwa i z kobiety, która wyprzedziła swoje czasy i miała odwagę marzyć o pięknie dla wszystkich. Wspaniała bohaterka i świetna książka. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

niedziela, 12 kwietnia 2026

Królewska Wysokość - Thomas Mann

 



Wydawnictwo MG, Moja ocena 4,5/6
Powieść Królewska wysokość to niezwykła i głęboka opowieść o dojrzewaniu, samotności oraz poszukiwaniu własnej tożsamości w świecie pełnym konwenansów i pieniądza. To książka, która zachwyca nie tylko swoją treścią, ale także formą — styl autora jest wręcz cudowny: elegancki, pełen finezji i przenikliwej obserwacji ludzkiej natury. 
Mann opowiada historię młodego księcia Klaudiusza, który dorasta na dworze niewielkiego niemieckiego księstwa. Od najmłodszych lat podporządkowany jest rygorystycznym zasadom etykiety i protokołu, co sprawia, że jego życie staje się uporządkowane, lecz pozbawione spontaniczności i bliskości. Wychowywany w atmosferze chłodnego dystansu, książę doświadcza głębokiego osamotnienia i czuje się oddzielony od zwyczajnego świata oraz ludzi żyjących poza murami pałacu. 
Prawdziwy przełom następuje w momencie, gdy na jego drodze pojawia się osoba, która wnosi do jego życia powiew autentyczności. Dzięki tej relacji nasz bohater zaczyna inaczej postrzegać zarówno innych ludzi, jak i samego siebie. Uczy się dostrzegać emocje, których wcześniej nie dopuszczał do głosu, a także kwestionować narzucone mu schematy. 
Bardzo ciekawa powieść, która w piękny sposób ukazuje wewnętrzną przemianę bohatera — od wycofanego, zdystansowanego arystokraty do człowieka bardziej świadomego swoich uczuć i potrzeb. To także refleksja nad trudną sztuką pogodzenia życia prywatnego z obowiązkami wynikającymi z pełnionej roli społecznej. Mann pokazuje, że bycie władcą nie wyklucza bycia człowiekiem, choć znalezienie równowagi między tymi dwiema sferami bywa niezwykle wymagające.
Mimo, iż od powstania książki minęło ponad 100 lat, nadal jest ona aktualna, a jej wymowa, sens aż biją w czytelnika w kontekście tego, co dzieje się teraz na świecie, co wyprawiają miliarderzy itd. Zdecydowanie warto przeczytać. 
Królewska wysokość to książka pełna uroku, melancholii i mądrości. Zachwyca nie tylko swoją fabułą, ale także głębią psychologiczną postaci oraz mistrzowskim językiem autora. To lektura, która pozostaje w pamięci na długo i skłania do refleksji nad własnym życiem, wyborami i relacjami z innymi ludźmi.

 

sobota, 11 kwietnia 2026

Beatlesi - Lars Saabye Christensen

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Beatlesi to powieść, która na pierwszy rzut oka opowiada o czterech chłopcach z Oslo. Jednak tak naprawdę jest to książka o dorastaniu, przyjaźni i o tym, jak muzyka potrafi stać się tłem i sensem całego życia. To jedna z najważniejszych książek w dorobku Larsa Saabye Christensena i zarazem jego największy międzynarodowy sukces.
Głównymi bohaterami są Gunnar, Seb, Ola i Kim. Poznajemy ich jako nastolatków w latach 60. XX wieku, gdy świat ogarnia Beatlemania. Muzyka zespołu The Beatles towarzyszy im w codziennym życiu, wyznacza kolejne etapy dorastania, pierwsze miłości, rozczarowania i bunty. Każdy nowy album Wielkiej Czwórki z Liverpoolu staje się dla nich jak znak czasu – przypomina o tym, kim byli i kim chcieliby się stać. Chłopcy chodzą do szkoły, grają w piłkę, kłócą się z rodzicami i próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie. Z czasem dorastają. Pojawiają się alkohol, poważniejsze problemy, trudne decyzje i pierwsze bolesne straty. Lata 60. są pełne energii i nadziei. Powoli ten okres ustępuje miejsca bardziej gorzkim latom 70. Kończy się niewinność, a rzeczywistość przestaje być tak kolorowa jak kiedyś.
Największą siłą tej powieści jest pokazanie przyjaźni. Czterech bohaterów różni się charakterami, marzeniami i temperamentem, ale łączy ich silna więź. Razem śmieją się, przeżywają pierwsze miłości i wspólnie mierzą się z problemami. Autor pokazuje jednak, że przyjaźń nie jest czymś łatwym. Wymaga lojalności, wybaczania i zrozumienia. Z czasem okazuje się, że nie każdy potrafi udźwignąć ciężar dorosłości w taki sam sposób.
Muzyka The Beatles w tej książce nie jest tylko dodatkiem. Jest jak piąty bohater. Piosenki pomagają chłopcom wyrazić to, czego nie potrafią powiedzieć wprost. Dają im poczucie wspólnoty i nadziei. Kiedy świat wokół zaczyna się zmieniać i komplikować, muzyka pozostaje czymś stałym. 
Autor w piękny sposób pokazuje, że muzyka może ocalić człowieka – dać mu siłę i poczucie sensu. Ale jednocześnie przypomina, że nie zawsze wystarczy, by rozwiązać wszystkie problemy.
Książka jest napisana prostym, przystępnym językiem, ale jednocześnie pełnym emocji. Wiele w niej humoru, szczególnie w opisach młodzieńczych przygód i szkolnych sytuacji. Jednak pod tą lekkością kryje się melancholia i smutek. Christensen bardzo dobrze oddaje klimat Oslo lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Miasto jest ważnym tłem wydarzeń – zmienia się razem z bohaterami. Społeczne przemiany i napięcia wpływają na ich życie, pokazując, że dorastanie odbywa się nie tylko w sercu, ale i w konkretnym czasie historycznym.
Beatlesi to powieść uniwersalna. Choć opowiada o konkretnym miejscu i czasie, jej przesłanie jest ponadczasowe. Każdy kiedyś dorastał, każdy miał swoich przyjaciół i swoje „piosenki młodości”. To książka, która przypomina, że młodość jest piękna, ale krucha – i że nie da się jej zatrzymać. 
Nie bez powodu powieść została wybrana przez czytelników gazety „Dagbladet” najważniejszą powieścią ostatniego ćwierćwiecza. Zdobyła ogromną popularność w Skandynawii i Niemczech, została przetłumaczona na wiele języków i osiągnęła milionowe nakłady.
Beatlesi to wzruszająca, pełna humoru i nostalgii opowieść o czterech chłopcach, którzy próbują odnaleźć siebie w zmieniającym się świecie. To książka o sile przyjaźni, o dorastaniu i o muzyce, która potrafi nadać sens życiu. Czyta się ją z uśmiechem, ale i z lekkim smutkiem – bo przypomina, że czas płynie szybciej, niż byśmy chcieli.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

środa, 8 kwietnia 2026

Isola - Allegra Goodman

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5/6
Kiedy sięgnęłam po Isolę, nie spodziewałam się, że to będzie tak ciekawa lektura. To jedna z tych książek, które czyta się z zapartym tchem, a jednocześnie co chwilę zatrzymuje, żeby pomyśleć, poczuć. Dla mnie była to przede wszystkim opowieść o sile – tej cichej, rodzącej się w człowieku wtedy, gdy zostaje zupełnie sam.
Historia Marguerite od początku porywa czytelnika. Z jednej strony mamy świat bogactwa, piękna i przywilejów – zamki, winnice, życie, które wydaje się bezpieczne i przewidywalne. Z drugiej strony bardzo szybko okazuje się, jak kruche są te rzeczy, jak nic nie znaczą. Pewnego dnia nasza bohaterka traci wszystko, rodziców, dom, majątek. A to dopiero początek. To, co najgorsze dopiero przed Marguerite. Mimo tragizmu sytuacji, podobało mi się, jak autorka pokazała, że los potrafi zmienić się nagle i bez ostrzeżenia, a człowiek musi odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości.
Najbardziej poruszyła mnie jednak przemiana głównej bohaterki. Marguerite nie jest od początku „silną heroiną” – jest młodą kobietą, trochę zagubioną, zależną od innych, wychowaną w określonych realiach XVI-wiecznej Francji. Kiedy zostaje pozbawiona wszystkiego, porzucona na bezludnej wyspie, widzimy, jak krok po kroku uczy się przetrwać – nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Jej walka z naturą, samotnością i własnymi lękami była dla mnie pasjonująca.
Bardzo doceniam też sposób, w jaki książka porusza temat miłości. To nie jest cukierkowa, infantylna opowieść, nic z tych rzeczy. Uczucie, które się pojawia jest piękne, ale też tragiczne w skutkach. Pokazuje, że miłość potrafi być zarówno siłą, jak i źródłem cierpienia. Dla mnie to jeden z najbardziej przejmujących wątków tej historii.
Nie mniej ważna jest wiara – rozumiana nie tylko religijnie, ale też jako wewnętrzne przekonanie, że warto walczyć dalej. W najtrudniejszych momentach Marguerite nie poddaje się i to właśnie daje nadzieję czytelnikowi. Ta książka przypomina, że nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach można znaleźć w sobie coś, co pozwala przetrwać.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie również klimat całej opowieści. Surowa przyroda, zimno, głód, cisza wyspy – wszystko to jest opisane tak sugestywnie, że momentami miałam wrażenie, jakbym sama tam była. Autorka świetnie buduje napięcie i emocje, nie potrzebując do tego przesadnych środków. Dodatkowo Goodman bardzo zręcznie splata fakty, które miały miejsce z fikcją literacką. W ten sposób powstałą wyjątkowa historia. Na minus zasługuje nie najlepszy moim zdaniem język, odrobinę niepasujący do tej historii. Ale to minus, który mimo wszystko nie przeszkadza w odbiorze i fascynacji historią. 
Isola to dla mnie książka o buncie – przeciwko narzuconym rolom, przeciwko niesprawiedliwości, ale też przeciwko własnym ograniczeniom. To historia, która pokazuje, że nawet jeśli świat próbuje nas złamać, zawsze mamy wybór, jak na to zareagujemy.
Rozumiem, dlaczego ta powieść została tak doceniona na świecie. Jest ponadczasowa, poruszająca i bardzo ludzka. Po jej przeczytaniu zostałam z wieloma przemyśleniami i poczuciem, że była to naprawdę wartościowa lektura.
Poleciłabym Isolę każdemu, kto lubi historie o silnych emocjach, przemianie i walce o przetrwanie – ale przede wszystkim tym, którzy szukają książki, która zostaje w głowie i sercu na dłużej.

 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Kolory tęsknoty - Natalia Thiel

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Kolory tęsknoty to spokojna opowieść o emocjach, które nie zawsze znajdują ujście w słowach. To książka, która nie próbuje szokować ani przyspieszać wydarzeń, ale konsekwentnie prowadzi czytelnika przez życie bohaterów, pokazując, jak bardzo potrafi ono odbiegać od wcześniejszych wyobrażeń i jak podobne jest do naszego. 
Fabuła koncentruje się na dalszych losach Wiktorii i Luizy. Autorka dobrze pokazuje, jak trudne emocje – zazdrość, żal i niespełniona miłość – potrafią zniszczyć nawet silną więź. Nie ma tu jednak przesady – wszystko rozwija się naturalnie, bez sztucznego dramatyzowania. 
Ważnym elementem książki jest także postać Franciszka. Jego wewnętrzny konflikt między uczuciem a obowiązkiem został przedstawiony w sposób wiarygodny i stonowany. To bohater, który nie podejmuje łatwych decyzji, a jego wybory mają konsekwencje nie tylko dla niego, ale i dla obu kobiet. Dzięki temu historia nie jest czarno-biała – każdy z bohaterów ma swoje racje i ograniczenia.
Tytułowe „kolory tęsknoty” można rozumieć jako szeroką gamę uczuć, które towarzyszą bohaterom na każdym etapie ich życia. To nie tylko smutek po stracie bliskiej osoby, ale też żal za niewykorzystanymi szansami, poczucie niespełnienia i potrzeba życia w zgodzie ze sobą. W książce wyraźnie widać dążenie do szczerości, bliskości i prawdziwego uczucia – nawet jeśli relacje, w których znajdują się bohaterowie, często okazują się jedynie namiastką tej jednej, utraconej miłości.
To historia, która potrafi wciągnąć i zatrzymać uwagę, jednocześnie zmuszając do przejrzenia się w lustrze. Emocje, przeżycia bohaterów są bardzo podobne do tych, jakie my przeżywamy. Wiele czytelniczek utożsami się z bohaterkami i tym, co one przeżywają. Na uwagę zasługują też realia XIX wieku, które zostały oddane z wyczuciem i dbałością o szczegóły. Kolory tęsknoty to powieść dla osób, które cenią historie o relacjach i wewnętrznych przeżyciach. Nie oferuje zaskakujących zwrotów akcji, ale w zamian daje coś innego – obraz życia, w którym nie wszystko układa się zgodnie z planem. To lektura, która może skłonić do zastanowienia się nad własnymi wyborami i nad tym, jak często milczymy tam, gdzie warto byłoby powiedzieć prawdę.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

niedziela, 5 kwietnia 2026

Dziwna pogoda w Tokio - Hiromi Kawakami

 


Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5,5/6
Książka Hiromi Kawakami to powieść, która szczególnie mocno trafi do osób zafascynowanych Japonią i jej literaturą. Taką osobą jestem ja, od lat pasjonatka wszystkiego, co japońskie i z Japonią związane. Jeśli ty czujesz, że japoński sposób opowiadania – spokojny, uważny, skupiony na tym, co niewypowiedziane – ma w sobie coś wyjątkowo bliskiego, jest to lektura dla ciebie Historia, którą opowiada Kawakami potrafi wciągnąć nie przez akcję, ale przez atmosferę i emocje, które rozchodzą się powoli, jak fale. 
Japonia z tej opowieści, to nie kraj znany z pocztówek ani dynamicznych obrazów wielkiego miasta. Tokio u Kawakami jest ciche, intymne, spokojne, pełne samotności w tłumie. To przestrzeń małych barów z sake, spokojnych spacerów i mieszkań, w których wieczory płyną bez pośpiechu. Właśnie w tej zwyczajności kryje się coś niezwykłego. Autorka bardzo subtelnie oddaje ducha japońskiej estetyki, bliskiej ideom przemijania i piękna ukrytego w prostocie. Dzięki temu łatwo poczuć, że obcuje się z czymś autentycznym, a nie wykreowanym pod oczekiwania czytelnika. 
W centrum tej historii znajduje się relacja Tsukiko i Senseia, która rozwija się powoli, niemal niezauważalnie. Ich znajomość zaczyna się od przypadkowego spotkania i przez długi czas opiera się na drobnych rytuałach – wspólnym jedzeniu, rozmowach, a czasem po prostu milczeniu. To właśnie to milczenie jest tu niezwykle znaczące, bo nie jest puste, tylko pełne napięcia, niepewności i delikatnej bliskości. Kawakami pokazuje, że uczucie nie musi być głośne ani oczywiste, że może być nieporadne, trochę niezręczne i rozwijać się w swoim własnym tempie. Taka forma budowania relacji może przypominać twórczość Harukiego Murakamiego, choć tutaj wszystko jest bardziej przyziemne i oszczędne. 
Dużą rolę odgrywa w tej książce samotność, ale nie jest ona przedstawiona jako coś dramatycznego. To raczej stan, do którego można się przyzwyczaić, który staje się częścią codzienności. Samotność na codzień jest bardzo charakterystyczna dla Japonii i Japończyków.  Tsukiko żyje spokojnie, bez większych oczekiwań wobec świata, a spotkanie z Senseiem nie wywraca jej życia do góry nogami, tylko delikatnie je porusza. To bardzo charakterystyczne dla japońskiej literatury podejście – zmiana nie musi być gwałtowna, może przyjść cicho i prawie niezauważalnie. Za takie drobiazgi kocham japońską literaturę.
Ciekawym elementem powieści jest sposób, w jaki autorka wykorzystuje jedzenie. Wspólne posiłki nie są tylko tłem wydarzeń, ale stają się sposobem ukazania emocji. To przy jedzeniu bohaterowie zbliżają się do siebie, uczą się swojej obecności, oswajają swoją nieśmiałość. Styl Kawakami jest bardzo prosty, ale jednocześnie wymagający. Nie dlatego, że jest trudny językowo, lecz dlatego, że wymaga uważności. Wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych, ukrytych między zdaniami. Czytelnik musi sam wyczuć emocje, domyślić się znaczeń, zatrzymać się na chwilę. To książka, którą najlepiej czytać powoli. 
Jeśli fascynuje Cię Japonia i jej kultura, styl życia Japończyków, to jak i co odczuwają, ta powieść działa jeszcze mocniej, bo nie epatuje egzotyką, tylko pokazuje codzienność w sposób bardzo naturalny. Dzięki temu ta fascynacja nie jest karmiona obrazkami, ale pogłębia się poprzez doświadczenie – spokojne, refleksyjne i bardzo osobiste. 
Dziwna pogoda w Tokio zostaje w czytelniku na długo, bo dotyka rzeczy prostych, ale ważnych. Pokazuje, że bliskość może rodzić się z drobiazgów, że samotność nie zawsze musi być czymś złym i że najważniejsze momenty często przychodzą wtedy, gdy się ich nie planuje. To jedna z tych książek, po których ma się ochotę zwolnić, spojrzeć uważniej na codzienność i docenić to, co ciche i pozornie nieistotne. Polecam. Poruszająca, arcyciekawa historia. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

sobota, 4 kwietnia 2026

Wszystko, co wiem o miłości - Dolly Alderton

 


Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 4,5/6

Kiedy sięgnęłam po Wszystko, co wiem o miłości nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie wciągnie. Myślałam, że będzie to lekka, może trochę zabawna opowieść o randkach i życiu uczuciowym. I rzeczywiście, jest w niej dużo humoru, trochę infantylnego, ale jednocześnie ta lektura okazała się czymś znacznie głębszym. 
Największe wrażenie zrobiła na mnie szczerość autorki. To jedna z tych książek, w których czuje się, że ktoś naprawdę mówi prawdę – nawet jeśli nie zawsze jest ona wygodna. Czytając, miałam wrażenie, jakbym słuchała bardzo bliskiej osoby, która opowiada o swoich błędach, rozczarowaniach i nadziejach. Dzięki temu łatwo było mi się w tej historii odnaleźć i momentami naprawdę się z nią utożsamić. 
Ogromnie podobało mi się to, jak Dolly Alderton pisze o miłości – nie tylko tej romantycznej, ale też o przyjaźni. Właśnie ten drugi aspekt poruszył mnie najmocniej. Pokazanie, jak ważne są relacje z ludźmi, którzy są przy nas na co dzień, było dla mnie niezwykle ciepłe i prawdziwe. To książka, która przypomina, że miłość ma wiele form i że często to właśnie przyjaźń jest tym najtrwalszym fundamentem. 
Bardzo doceniłam też lekkość stylu. Książkę czyta się szybko, momentami z uśmiechem, a innym razem z nagłym wzruszeniem. Są tu sceny zabawne, niezręczne, czasem wręcz absurdalne i kilka jest mocno infantylnych, ale obok nich pojawiają się cenne refleksje. To połączenie sprawia, że trudno się oderwać od tej lektury. 
Czytając, często miałam poczucie, że ta książka „rozumie” pewne doświadczenia – szczególnie te związane z dorastaniem, relacjami i szukaniem swojego miejsca. To nie jest poradnik ani zbiór gotowych odpowiedzi, ale raczej zapis drogi, pełnej potknięć i prób. I właśnie to czyni ją tak wartościową. 
Po skończeniu zostało mi bardzo ciepłe uczucie. To jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale też trochę przeżywa. Daje poczucie bliskości, zrozumienia i tego, że nie trzeba mieć wszystkiego poukładanego, żeby iść dalej. 
Dla mnie to była naprawdę ciekawa lektura – szczera, mądra i jednocześnie bardzo przyjemna. Zdecydowanie to jedna z tych książek, do których chce się wracać, choćby po to, żeby przypomnieć sobie, co w relacjach jest naprawdę ważne.

 Zapraszam na mój profil na Instagramie (klik)