piątek, 12 czerwca 2026

Lato Thomasa Manna - Kerstin Holzer

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4,5/6
Kerstin Holzer zabiera czytelnika do Bawarii roku 1918, gdzie rodzina Thomasa Manna spędza letnie miesiące nad jeziorem Tegernsee. Z pozoru jest to obraz niemal idylliczny – dzieci bawią się nad wodą, rodzice próbują odpocząć od codziennych obowiązków, a przyroda stwarza idealne warunki do relaksu. Jednak pod powierzchnią tej wakacyjnej sielanki kryją się niepokoje związane z końcem I wojny światowej, politycznymi przemianami oraz osobistymi rozterkami samego pisarza.
Autorce udało się stworzyć niezwykle wiarygodny i barwny obraz tego wyjątkowego okresu w życiu przyszłego noblisty. Korzystając z zachowanej korespondencji, fragmentów dzienników, wspomnień oraz rozmów z osobami związanymi z rodziną Mannów, Holzer odtworzyła atmosferę lata 1918 roku. Uzyniła to z wielką dbałością o szczegóły. Dzięki temu czytelnik nie otrzymuje jedynie suchej biografii, lecz ma wrażenie uczestniczenia w codziennym życiu bohaterów i obserwowania ich z bardzo bliskiej perspektywy.
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest ukazanie symbolicznej przemiany Thomasa Manna. Widzimy go w momencie zwątpienia, rozdartego pomiędzy własnymi przekonaniami a rzeczywistością, która gwałtownie się zmienia. Śledzimy jego wewnętrzną ewolucję. Jest ona bardzo ciekawie przedstawiona. Jest to moim zdaniem najciekawszy fragment książki.
Książka pokazuje również Thomasa Manna jako twórcę. Obserwujemy jego zmagania z pracą literacką, chwile zwątpienia oraz powolne dojrzewanie pomysłów, które zaowocują później powstaniem jednego z najważniejszych dzieł literatury XX wieku – Czarodziejskiej góry. 
Szczególnie wartościowe jest to, że autorka nie kreśli wyłącznie portretu wybitnego literata. Poznajemy Manna jako męża, ojca, człowieka pełnego sprzeczności, obaw i ambicji. To właśnie ten bardziej prywatny wymiar sprawia, że bohater staje się bliższy czytelnikowi. Znika dystans dzielący odbiorcę od wielkiego pisarza, a na pierwszy plan wysuwa się człowiek próbujący odnaleźć swoje miejsce w świecie znajdującym się na progu nowej epoki.
Autorka umiejętnie łączy fakty historyczne z elementami życia codziennego, dzięki czemu książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Nie jest to jednak pozycja pełna dynamicznych zwrotów akcji – jej siła tkwi raczej w nastroju, psychologicznej wnikliwości oraz umiejętności uchwycenia momentu przełomu w życiu człowieka i całego społeczeństwa.
Lato Thomasa Manna to interesująca i starannie napisana opowieść biograficzna, która pozwala spojrzeć na słynnego pisarza z zupełnie innej perspektywy. Polecam.

środa, 10 czerwca 2026

Splendor - Mika Modrzyńska

 



Wydawnictwo Czwarta Strona, Moja ocena 3,5/6
Splendor to teoretycznie thriller obyczajowy. Piszę teoretycznie, bo cech thrillera brak. Z tym gatunkiem literackim książka nie ma nic wspólnego. A szkoda, bo można było sprawnie napisać naprawdę ciekawy thriller. Mamy za to opowieść społeczno - obyczajową i atmosferę mazurskiej prowincji połączoną z dusznym światem luksusu, celebrytów i lokalnych układów. 
Sam punkt wyjścia brzmi intrygująco: młoda kobieta wraca po latach do rodzinnej miejscowości, by odkryć prawdę o śmierci ojca. Ta śmierć od początku wydaje się podejrzanie wygodna dla wielu osób. I tyle jeżeli chodzi o intrygujacy początek. Zagadka kryminalna, śmierć ojca bohaterki, absolutnie nei są atutem książki. Najciekawszy jest klimat mazurskich osad i poczucie, że pod elegancką fasadą kryje się coś wyjątkowo złego. 
Główna bohaterka, Melania Szlachcic, na początu wypada wiarygodnie i naturalnie. Nie jest typową nieomylną heroiną z sensacyjnych powieści, ale osobą zmęczoną przeszłością, pełną emocjonalnych pęknięć i jednocześnie bardzo zdeterminowaną. To jednak początek. W pewnym momencie Melania z ciekawej, bystrej osoby staje sie infantylną, zakochaną kobietą, której wszystko przychodzi nagle, bez żadnego wysilku. Słabe i naciągane, zresztąt sami się przekonajcie sięgając po Splendor
Bardzo dobrze za to wypada sama sceneria. Mazury w tej powieści nie są pocztówkową krainą jezior i wakacyjnego spokoju. To miejsce pełne napięć społecznych, starych urazów i zależności, z których trudno się wyrwać. Złota Zatoka – luksusowa kolonia bogaczy – staje się symbolem świata, w którym pieniądze pozwalają kontrolować narrację, uciszać niewygodnych ludzi i zamiatać problemy pod dywan. Kontrast pomiędzy bogactwem a moralnym rozkładem został pokazany sugestywnie. 
Styl Miki Modrzyńskiej jest bardzo prosty, ale obrazowy. I z ta obrazowością mam poważny problem. Ozdobników, opisów jest trochę za dużo. Sprawia to wrażenie trochę przekombinowanego stylu, jakby autorka próbowała ukryć niedocignięcia w fabule. Sama pomysł na fabułę, opisy Mazur są dobre. Ale ilość ozdobników i momentami infantylizmu...no cóż, trochę za dużo. 
Jest jeszcze jeden drobny minus - niektóre postacie drugoplanowe mogłyby zostać bardziej pogłębione, bo chwilami pełnią głównie funkcję nośników tajemnic lub podejrzeń. Część dialogów bywa też bardzo nienaturalna. W niektórych momentach bohaterowie mówią bardzo sztucznie. To widać w treści. I sam finał, taki hollywoodzki, naiwny i przewidywalny. Nie spełnił on moich oczekiwań. 
Mimo wszystko warto Splendor przeczytać, choćby dla Mazur. To jeden, naprawdę broniący się atut. Poza tym powieść ma kilka mocno zarysowanych społecznych tematów. Np. jest to historia o nierównościach społecznych, wpływie statusu na poczucie bezkarności oraz o tym, jak łatwo społeczność potrafi zaakceptować wygodną wersję wydarzeń. Autorka pokazuje, że największym zagrożeniem nie zawsze jest pojedynczy człowiek, ale system zależności i lojalności, który chroni wpływowych ludzi. Tematy bardzo ważne. Szkoda tylko, że autorka nie pociągnęla ich dalej. 
Splendor to propozycja dla osób lubiących lekkie książki psychologiczno-obyczajowe z lokalnym kolorytem, tajemnicą sprzed lat i krytyką świata elit. Nie jest to powieść rewolucyjna gatunkowo, ale zdecydowanie klimatyczna.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Saga Sigrun. Ja jestem Halderd - Elżbieta Cherezińska

 

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Saga Sigrun. Ja jestem Halderd to wspaniała powieść z surowym, mrocznym, niezwykle fascynującym światem Skandynawii przełomu X i XI wieku. Jesteśmy w okolicach dzisiejszego Trndheim w okresie gdy na te ziemie wkraca "nowe" i burzy stary prządek. 

To nie jest jedynie opowieść o wojnach, polityce i walce o władzę. To przede wszystkim historia kobiet – silnych, zranionych, kochających i próbujących odnaleźć własne miejsce w świecie rządzonym przez mężczyzn, honor i miecz.
Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć bohaterów z krwi i kości, bohaterów niejednoznacznych, takich jaki ch byśmy się nie spodziewali. Sigrun i Halderd są całkowicie różne, a jednak obie poruszają czytelnika. 
Obok fascynujących postaci najważniejsza jest historia. Pisarce udało się mistrzowsko połączyć bohaterów z wielką i mniejszą historią. To na wielki plus. Jednak najbardziej zachwycają dwie, wspomniane wcześniej bohaterki. Ich portrety sa po prostu niesamowite. Sigrun to nie tylko postać wpisana w realia epoki, ale przede wszystkim kobieta zdolna do głębokiej miłości i pragnąca być kochaną. Towarzyszymy jej przez kolejne etapy życia, obserwujemy jej lęki, rozczarowania i wewnętrzne przemiany. Jest to bardzo ciekawe, bo Sigrun na ówczesne czasy to osoba "w czepku urodzona, dziecko szczęścia", rozpieszczona jedynaczka. A i tak nasza bohaterka ma w życiu ciężko. Najbardziej fascynujące jest jej stopniowe dojrzewanie emocjonalne – sposób, w jaki zmienia się jej spojrzenie na siebie samą, na relacje i przemijanie. Cherezińska z dużą wrażliwością pokazuje psychikę pięknej kobiety, która musi pogodzić się z tym, że uroda i młodość nie są dane raz na zawsze. W Sigrun rodzi się również niepokój dobrze znany wielu dojrzałym kobietom – obawa przed utratą uczucia, przed zdradą i tym, czy miłość mężczyzny okaże się trwała mimo upływu czasu.
Z kolei Halderd to bohaterka niezwykle złożona, zupełne przeciwieństwo SZigrun. Jej życie naznaczone jest cierpieniem, stratą i walką o przetrwanie. To kobieta, która musiała nauczyć się twardości, by nie zostać zniszczoną przez świat. Obserwowanie, jak ze zwykłej, żle traktowanej dziewczyny staje się świadomą swojej siły osobą, jest jednym z najmocniejszych elementów tej powieści. Halderd budzi jednocześnie podziw i niepokój. Obie te postaci zafascynowały mnie od samego początku, każdej z nich kibicowałam. 
Ogromnym atutem książki jest także niezwykły klimat. Elżbieta Cherezińska w wyjątkowy sposób oddaje nordyckiego ducha. Osoby zafascynowane średniowiecznym klimatami północnej Europy, będą zachwycone. Mamy więc: surowość fiordów, brutalność codziennego życia, honor wojowników i nieustanną obecność przeznaczenia, czegoś nadnaturalnego, co jawi się na każdym kroku. Czytając tę powieść, niemal można poczuć zimny wiatr znad morza i usłyszeć pieśni skaldów. Autorka wspaniale ukazuje również konflikt starej wiary z chrześcijaństwem. Dawni bogowie powoli ustępują miejsca nowemu Bogu, a ludzie próbują odnaleźć się w rzeczywistości. Jak to wychodzi? Sami się przekonajcie w trakcie lektury tej niezwykłej historii. 
Saga Sigrun to powieść pełna emocji – miłości, bólu, tęsknoty, gniewu i nadziei. Cherezińska nie idealizuje swoich bohaterów, dzięki czemu stają się oni niezwykle autentyczni. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, a los splata życie postaci w sposób nieunikniony i często tragiczny. Przepowiednia, która łączy Sigrun i Halderd, dodaje całej historii atmosfery niepokoju i przeznaczenia, od którego nie można uciec.
Saga Sigrun. Ja jestem Halderd to książka, od której trudno się oderwać. To opowieść monumentalna, pełna barwnych postaci i wielkich emocji, ale jednocześnie bardzo delikatna jeżeli chodzi o bohaterki i poruszająca. Polecam ją wszystkim miłośnikom twórczości Elżbiety Cherezińskiej, a także czytelnikom, którzy szukają w literaturze epickich sag, silnych bohaterów i historii pozostających w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Polecam.

niedziela, 7 czerwca 2026

Wenecja. Niezatapialna



Dotarła do mnie ta wspaniała książka. Wenecja to moje ukochane miasto. Mam całkiem pokażny zbiór książek o Serenissimie, ale ciagle mi mało :) Lektura zapowiada się wspaniale.

1600 lat Wenecji w jednym tomie. Monumentalna biografia miasta, które stało się symbolem miłości, dekadencji i sztuki. Aż 60 ilustracji, zdjęć i map! Takiego wydania jeszcze nie było!
Z wysokości Kolumny św. Marka skrzydlaty lew z otwartą księgą, symbol Wenecji, patrzy na miasto, którego burzliwe dzieje tworzą jedną z najstarszych, a jednocześnie najbardziej wyrafinowanych i inspirujących opowieści przynależnych europejskiej kulturze i cywilizacji. Weneccy kupcy, niepodzielni władcy mórz i przebiegli dyplomaci, przez wieki dyktowali światu nie tylko ceny pieprzu, jedwabiu czy złota, ale i kanony piękna, styl życia, prawo oraz kierunki globalnej polityki, a to w sposób zazwyczaj mało przyjazny wobec bliższych i dalszych sąsiadów. I podczas gdy tłumy zachwyconych artystów, myślicieli, marzycieli, a także zwykłych hedonistów ciągnęły nad Canal Grande, aby chłonąć magiczną atmosferę miejsca, liczebniejsi jeszcze wrogowie i rywale oddawali się pragnieniu, by rzucić Wenecję na kolana, upokorzyć, splądrować i ukarać – za pychę, chciwość, bezwzględność.
W jaki sposób krucha metropolia na wodzie przetrwała pośród rozlicznych zagrożeń, targana własnymi namiętnościami i wewnętrznym niepokojem? Czy narażona na zmiany klimatu, zadeptywana przez turystów i wyludniająca się Wenecja także tym razem wymknie się ze śmiertelnej pułapki? Zestawiając romantyczny mit, czarną legendę oraz przełomowe wydarzenia z długiej historii Wenecji, brytyjski historyk Jonathan Keates wciąga nas w błyskotliwą narrację łączącą tajemnicę, przygodę i twarde rachunki.

środa, 3 czerwca 2026

W - Igor Štiks



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
W to książka, której nie da się jednoznacznie zaklasyfikować. Z jednej strony to misternie skonstruowany, pasjonujący thriller polityczny, pełen tajemnic, gier i sekretów ukrywanych przez dekady. Z drugiej – to melancholijna opowieść o rozpadzie wielkich marzeń XX wieku, o pokoleniu ludzi wierzących, że historia może zostać napisana od nowa. 
Igor Štiks bez wątpienia stworzył powieść wyjątkową, intelektualnie wymagającą, ale jednocześnie niezwykle emocjonalną. Przez całą leturę towarzyszyło mi pytanie - co pozostaje po rewolucjach, kiedy opadnie kurz ideologii, kiedy wydaje się, że wszystko pójdzie ok, co z tego wynika, co pozostaje z szumnych haseł? Opowiedziana historia jest smutna, ale jakże prawdziwa i ponadczasowa. 
Już od pierwszych stron autor buduje atmosferę niepokoju i niedopowiedzenia. Młody pisarz i uchodźca z Sarajewa, żyjący na emigracji w Paryżu, zostaje wciągnięty w zagadkę testamentu Waltera Stiklera – legendarnego krytyka komunizmu. Sam motyw testamentu jest bardzo ciekawy i działa tu jak zapalnik. Od testamentu rozpoczyna się wielka podróż. Toczy się ona nie tylko przez różne kraje Europy, lecz przede wszystkim przez pamięć, polityczne złudzenia i traumę wojny. Bardzo poruszająca opowieść, bo taka prawdziwa, w kontekście tego, co dzieje się wokół nas. 
Największą siłą tej powieści jest sposób, w jaki Štiks mówi o ideologiach. Nie tworzy wprost jakby aktu oskarżenia wobec komunizmu ani wygodnych lewicowych marzeń, nie stawia zarzutów wprost. Zamiast tego pokazuje dramat ludzi, którzy autentycznie wierzyli w możliwość stworzenia sprawiedliwego świata, a potem musieli patrzeć, jak ich idee zamieniają się w przemoc, fanatyzm albo cynizm. Skąd my to znamy :(
W tle tej historii nieustannie obecne są Bałkany – przestrzeń naznaczona wojną, rozpadem Jugosławii i pamięcią o utraconym świecie. Štiks pisze o nich bez politycznego patosu, pisze ciekawie, poruszająco. Jego Bałkany są żywe, bolesne i niejednoznaczne. Wojna nie jest tutaj wyłącznie wydarzeniem historycznym; pozostaje raną, która kształtuje życie bohaterów i kolejnych pokoleń. 
Szczególnie poruszające są momenty, gdy autor pokazuje psychikę emigranta – człowieka zawieszonego między językami, krajami i tożsamościami. Bohater W nie należy już do Sarajewa, ale nigdy do końca nie stanie się też Paryżaninem. To uczucie jakby wykorzenienia jest cały czas obecne.
Bardzo ciekawa jest fabuła, jej konstrukcja. Štiks umiejętnie dawkuje informacje, prowadzi czytelnika przez kolejne warstwy tajemnicy. Każde odkrycie rodzi nowe pytania. Poza tym mamy enigmatycznego Wladimira. Ten bohater jest symbolem wszystkich niejednoznaczności XX wieku – rewolucjonisty, terrorysty, idealisty i zbrodniarza jednocześnie. Bardzo ciekawy jest suspens. Służy on tutaj pokazaniu, że historia zawsze jest układanką zbudowaną z przemilczeń, manipulacji i subiektywnych wspomnień. 
Niewątpliwie to książka, która wymaga skupienia, ale nagradza cierpliwego czytelnika rozkoszą czytania i satysfakcją. Wiele fragmentów brzmi jak refleksja nad losem całej współczesnej Europy – kontynentu bardzo zmęczonego historią. 
Najbardziej poruszające w W jest jednak pytanie o cenę prawdy. Bohaterowie stopniowo odkrywają, że poznanie przeszłości nie przynosi ukojenia ani moralnej jasności. Wręcz przeciwnie – zmusza do konfrontacji z własnymi złudzeniami. Finał powieści jest mistrzowski, ale pozostawia czytelnika z uczuciem niepokoju i smutku. To ponadczasowa, genialna i bardzo poruszająca lektura. Warto wejść w labirynt pytań, historii, idei i ludzi pozbawionych złudzeń. Polecam. 

 

niedziela, 31 maja 2026

Miłość, wino i mój były - Monika Hakowska

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4/6
Miłość, wino i mój były to książka, która już od pierwszych stron daje czytelnikowi dokładnie to, co obiecuje okładka: emocje, humor, odrobinę romantycznego chaosu i atmosferę włoskiego dolce vita. Idealna, niezobowiązująca lektura na lato. Monika Hakowska stworzyła historię lekką i pełną ciepła, ale jednocześnie zaskakująco trafnie pokazującą, jak wygląda moment, w którym życie nagle rozsypuje się na kawałki — i jak można z tych kawałków ułożyć coś znacznie piękniejszego niż wcześniej. 
Główna bohaterka, Elena, wydaje się kobietą, która ma wszystko pod kontrolą. Praca, małżeństwo, uporządkowana codzienność — wszystko funkcjonuje według dobrze znanego rytmu. Dlatego moment, kiedy po powrocie z delegacji zamiast czułego powitania znajduje w skrzynce mail z pozwem rozwodowym, działa jak cios w żołądek. 
Ważne, że autorka nie zamienia opowiadanej historii w ciężki dramat o zdradzie i rozstaniu. Wręcz przeciwnie — książka szybko nabiera lekkości dzięki relacji Eleny i Julii. Ich przyjaźń jest naturalna, pełna ironii, wzajemnego wsparcia i rozmów, które brzmią tak, jakby podsłuchano prawdziwe przyjaciółki przy winie. Julia wnosi do fabuły energię i chaos, bez których historia mogłaby stać się zbyt przewidywalna. To właśnie ona sprawia, że zamiast siedzieć w domu i analizować każdy szczegół rozwodu, Elena trafia do toskańskiego ośrodka dla złamanych serc.
I tutaj książka rozkwita na dobre. Więcej wam nic nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej lekkiej, ale naprawdę ciekawej książki. Czasami każda z nas potrzebuje czegoś lekkiego, ale nie infantylnego, czegoś co poprawi humor i pomoże odsunąć na bok stres i problemy.
Ogromnym atutem książki jest humor. Nie jest to komedia oparta na wymuszonych gagach, ale na sytuacyjnej lekkości, trafnych dialogach i autoironii bohaterów. Elena nie staje się papierową „silną kobietą”, która po rozstaniu natychmiast odzyskuje pewność siebie. Bywa zagubiona, impulsywna, momentami śmieszna i boleśnie ludzka. Właśnie dlatego łatwo jej kibicować. Wiele czytelniczek odnajdzie w bohterce samą siebie. 
Styl Moniki Hakowskiej jest lekki, dynamiczny i niezwykle filmowy. To jedna z tych książek, które „same się czytają”, bo autorka dobrze wyczuwa momenty humorystyczne, romantyczne i bardziej refleksyjne. 
Jeśli miałbym wskazać słabsze strony, można zauważyć, że niektóre zwroty akcji są dość przewidywalne, a część bohaterów drugoplanowych mogłaby zostać pogłębiona. Jednak w przypadku literatury obyczajowej o takim charakterze nie jest to poważny problem — największą wartością pozostają emocje i atmosfera, a tych zdecydowanie tutaj nie brakuje. 
Miłość, wino i mój były to ciepła, zabawna powieść o tym, że koniec jednego etapu życia wcale nie musi oznaczać katastrofy. To historia o odzyskiwaniu siebie, o kobiecej przyjaźni, o odwadze do zaczynania od nowa i o tym, że czasem najlepsze rzeczy przychodzą wtedy, gdy przestajemy kurczowo trzymać się przeszłości. Idealna dla czytelników, którzy lubią romantyczne historie z humorem, włoskim klimatem i bohaterkami, które przypominają prawdziwych ludzi.

 

sobota, 30 maja 2026

Normandia. Życie między przypływem a odpływem - Agnieszka Łopatowska

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5/6
Są książki podróżnicze, które pełnią funkcję przewodnika. Są reportaże historyczne, które porządkują fakty. Są też opowieści kulinarne, po których ma się ochotę natychmiast zarezerwować stolik w małej nadmorskiej restauracji. Normandia. Życie między przypływem a odpływem jest czymś znacznie więcej niż sumą tego wszystkiego. To książka, która pachnie mokrą trawą, słonym powietrzem i świeżo pieczonymi naleśnikami. To literacka podróż przez region, w którym historia jest na każdym kroku. To poprostu przepiękny, magiczny obraz. 
Autorka nie tworzy klasycznego przewodnika po Normandii. Nie prowadzi czytelnika od punktu A do punktu B, nie zasypuje datami ani suchymi informacjami. Zamiast tego buduje wielowymiarową opowieść o miejscu, które żyje własnym rytmem – rytmem przypływów i odpływów, pamięci i współczesności, prostoty i wyrafinowania. Łopatowska pisze o Normandii tak, jak opowiada się o kimś bliskim: z czułością, fascynacją i ogromną uważnością na szczegóły.
Największą siłą tej książki jest atmosfera. Już od pierwszych stron czytelnik zanurza się w świat kamiennych miasteczek, rozległych plaż, sadów jabłoniowych i targów pełnych lokalnych serów. Autorka potrafi niezwykle sugestywnie oddać charakter regionu – nie tylko poprzez obrazy, ale też smaki, zapachy i dźwięki. Czytając o cydrze produkowanym według dawnych receptur czy legendarnych omletach Mère Poulard, ma się wrażenie uczestniczenia w prawdziwej podróży kulinarnej.
Jednocześnie książka ta to nie tylko piękne, magiczne obrazy. To coś więcej, a pod lekkim, pełnym wdzięku stylem kryje się ogromna wiedza i reporterska dociekliwość autorki. Łopatowska przypomina o wikińskich korzeniach Normandii, o korsarzach, królach i wojnach, które odcisnęły piętno na regionie. Szczególnie interesujące są fragmenty poświęcone ludziom – zarówno historycznym bohaterom, jak i współczesnym mieszkańcom. Dzięki temu ta książka jest także magią zaklętą w ludziach i ich opowieściach, losach. 
Poza tym autorka pokazuje Normandię oczami impresjonistów, przywołując miejsca związane z Monatem, Boudinem czy Courbetem. Opisy światła odbijającego się od morza i zmiennego nieba nad klifami brzmią niemal jak fragmenty malarskiego eseju. To jedna z tych książek, po których zaczyna się rozumieć, dlaczego właśnie ten region stał się inspiracją dla tylu artystów. Po prostu cudo i magia. 
Agnieszka Łopatowska pisze lekko, obrazowo i z wyczuciem rytmu, co jest kolejnym atutem książki. Nie popada w przesadny zachwyt ani egzaltację, choć wyraźnie czuć jej fascynację Normandią. Dzięki temu narracja pozostaje naturalna i autentyczna. Autorka umiejętnie przeplata anegdoty, lokalne podania, fakty historyczne i własne obserwacje.
Książka ma też wyjątkową zdolność budzenia tęsknoty za podróżą. Nawet osoby, które wcześniej nie interesowały się Normandią, po lekturze zaczynają marzyć o wyprawie do tego magicznego regionu.
Agnieszka Łopatowska stworzyła publikację, która działa jak spokojny przypływ – powoli wciąga czytelnika w swój świat, by po ostatniej stronie pozostawić go z poczuciem, że właśnie wrócił z niezwykłej wyprawy.

 

czwartek, 28 maja 2026

Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach - Mikołaj Golachowski

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6

Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach to wspaniała opowieść, którą trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Z jednej strony jest to pełna humoru i anegdot opowieść podróżnicza, z drugiej – fascynujący wykład o biologii, ekologii i historii eksploracji obszarów polarnych. Mikołaj Golachowski stworzył książkę, która potrafi jednocześnie rozśmieszyć, wzruszyć i obudzić autentyczny zachwyt nad światem natury. Dodatkowo od lektury trudno sie oderwać. 
Już sam tytuł sugeruje, że nie będzie to suchy akademicki wykład. Autor od początku prowadzi narrację lekko, swobodnie i z ogromnym dystansem do siebie. Czytelnik szybko ma wrażenie, że siedzi obok doświadczonego polarnika przy kubku gorącej herbaty i słucha historii opowiadanych przez człowieka, który naprawdę przeżył wszystko, o czym mówi. Ta autentyczność jest największą siłą książki. Golachowski nie udaje nieomylnego naukowca ani romantycznego zdobywcy. Pokazuje polarne wyprawy takimi, jakie są: zachwycające, absurdalne, niebezpieczne, męczące i czasem zwyczajnie śmieszne. 
Ogromnym atutem jest sposób, w jaki autor opowiada o zwierzętach. Nie są one wyłącznie obiektami badań naukowych. Każdy gatunek staje się tu bohaterem osobnej historii. Pingwiny okazują się stworzeniami komicznymi i zadziwiająco „ludzkimi” w zachowaniach, słonie morskie przypominają brutalnych osiłków, a wieloryby nabierają wyjątkowego, niemal mistycznego charakteru. Golachowski potrafi pisać o biologii w sposób niezwykle przystępny i fascynujący. 
Szczególnie interesujące są fragmenty dotyczące pracy badawczej w Antarktyce. Opisy wielomiesięcznego życia w ekstremalnych warunkach pokazują, jak daleko od romantycznych wyobrażeń o nauce znajduje się rzeczywistość terenowego biologa. Jest tam zimno, błoto, smród fok, niewyspanie i ciągła walka z pogodą. A jednocześnie z tych trudów wyłania się prawdziwa fascynacja światem przyrody. Golachowski bardzo umiejętnie pokazuje, że nauka nie jest sterylnym procesem laboratoryjnym, ale przygodą wymagającą cierpliwości, odporności psychicznej i ogromnej pasji. 
Książka wyróżnia się także szerokim kontekstem historycznym i kulturowym. Autor nie ogranicza się do opowieści o zwierzętach. Wplata historie dawnych wypraw polarnych, katastrof ekspedycji, odkrywców, którzy zniknęli bez śladu, oraz rdzennych mieszkańców Arktyki. Dzięki temu czytelnik dostaje coś więcej niż zbiór przyrodniczych ciekawostek – otrzymuje wielobarwną opowieść o ludzkiej obsesji odkrywania krańców świata. Autor nie idealizuje historii eksploracji, pokazuje również jej brutalne i tragiczne konsekwencje. 
Jedną z największych zalet książki jest humor. Golachowski ma talent do wyłapywania absurdów codzienności i opowiadania o nich z ogromnym wyczuciem komizmu. Potrafi w jednym akapicie przejść od naukowej ciekawostki do anegdoty o śmierdzących fokach albo o kompromitujących sytuacjach podczas pracy terenowej. Dzięki temu książkę czyta się niezwykle lekko i z wielkim usmiechem na twarzy. Humor nigdy jednak nie zamienia się w tanią błazenadę – pozostaje inteligentny, często autoironiczny i bardzo naturalny. 
Warto też podkreślić emocjonalną stronę tej publikacji. Choć dominują humor i fascynacja naturą, autor nie unika tematów trudnych. Pisze o wymieraniu gatunków, skutkach działalności człowieka, zmianach klimatycznych i okrucieństwie natury. Nie robi tego jednak mentorskim tonem. Zamiast moralizować, pokazuje świat takim, jaki jest – piękny, ale jednocześnie bezwzględny. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące trudów przetrwania młodych zwierząt w ekstremalnych warunkach.
Rozszerzone wydanie z nowym wstępem dodatkowo wzmacnia wrażenie obcowania z książką dojrzalszą i bardziej osobistą. Widać, że autor po latach wraca do swoich doświadczeń. Robi to z większym dystansem i refleksją. 
Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach to znakomita książka dla wszystkich, którzy lubią inteligentną literaturę popularnonaukową, reportaż podróżniczy i opowieści o naturze. Łączy ogromną wiedzę z poczuciem humoru, przygodę z refleksją, a naukę z autentyczną pasją odkrywcy. To jedna z tych książek, po których człowiek ma ochotę natychmiast oglądać dokumenty o Arktyce, czytać o wyprawach polarnych albo po prostu dowiedzieć się więcej o świecie zwierząt. I właśnie dlatego działa tak dobrze. Polecam.

 

poniedziałek, 25 maja 2026

Tajemnice sojuszników Hitlera - Krzysztof Drozdowski

 


Wydawnictwo Replika, Moja ocena 5,5/6
Jest to publikacja, która wychodzi daleko poza klasyczne opowieści o II wojnie światowej. Zamiast po raz kolejny skupiać się wyłącznie na Niemczech i działaniach Hitlera, autor kieruje uwagę czytelnika na tych, którzy zdecydowali się stanąć u boku III Rzeszy. Czynili to z różnych powodów, oportunizmu, strachu, politycznej kalkulacji albo zwykłej żądzy władzy. Efektem jest fascynująca, momentami wręcz szokująca podróż przez najmroczniejsze zakamarki wojennej dyplomacji i moralnych kompromisów XX wieku. 
Już od pierwszych rozdziałów widać, że Drozdowski nie zamierza pisać książki wygodnej ani powierzchownej. Autor stawia trudne pytania: czy sojusznicy Hitlera byli jedynie bezwolnymi marionetkami Berlina? Czy może świadomie uczestniczyli w zbrodniach wojennych, licząc na własne korzyści polityczne i terytorialne? Odpowiedzi, jakie odnajdujemy na kartach książki, są niejednoznaczne — i właśnie to stanowi największą siłę tej publikacji.
Ogromnym atutem książki jest szerokie spojrzenie na relacje między Hitlerem a Benito Mussolinim, oraz na Japonię i jej wojenne działania. Rozdziały dotyczące Kempeitai, eksperymentów medycznych czy kamikadze należą do najmocniejszych części publikacji. Autor nie epatuje tanią sensacją, ale konsekwentnie pokazuje skalę fanatyzmu i brutalności, jaka rozwijała się w cieniu imperialnej ideologii Japonii. Czytelnik dostaje obraz wojny znacznie bardziej globalny, brutalny i skomplikowany niż ten znany z podręczników szkolnych. 
Ważnym elementem jest również analiza udziału sojuszników Hitlera w Holokauście. Badacz nie unika tematów niewygodnych — opisuje współudział lokalnych władz, formacji paramilitarnych i administracji państw sprzymierzonych z III Rzeszą. Warto pamiętać, że wielu europejskich przywódców i państw aktywnie uczestniczyło w systemie prześladowań, deportacji i eksterminacji. 
Narracja autora jest dynamiczna i przystępna. Książkę czyta się jak polityczny thriller, mimo że opiera się na autentycznych wydarzeniach historycznych. Drozdowski umiejętnie łączy fakty historyczne z mniej znanymi anegdotami, tajnymi negocjacjami i kulisami działań dyplomatycznych. Dzięki temu publikacja nie zamienia się w suchy wykład historyczny, lecz wciąga czytelnika i utrzymuje napięcie niemal do ostatniej strony. 
Na uwagę zasługuje także sposób, w jaki autor przedstawia motywacje państw współpracujących z Hitlerem. Nie ogranicza się do prostych oskarżeń czy czarno-białych ocen. Pokazuje lęk przed komunizmem, ambicje odzyskania utraconych ziem, konflikty etniczne i polityczne napięcia wewnętrzne. Dzięki temu książka staje się nie tylko opowieścią o wojnie, ale również studium mechanizmów politycznego oportunizmu i moralnego upadku elit.
Ogromnym atutem sa także liczne fotografie, które uzupełniają naszą wiedzę. 
Nie oznacza to jednak, że publikacja jest pozbawiona wad. Momentami można odnieść wrażenie, że autor próbuje poruszyć zbyt wiele tematów naraz. Niektóre rozdziały aż proszą się o głębsze rozwinięcie, szczególnie wątek technologii wojennych i „cudownych broni”, nad którymi pracowali sojusznicy III Rzeszy. Czytelnik zainteresowany szczegółową analizą militarną może odczuć lekki niedosyt. Nie zmienia to jednak faktu, że książka doskonale spełnia swoją rolę i jest po prostu bardzo dobra. 
Tajemnice sojuszników Hitlera to lektura ważna, potrzebna i niezwykle aktualna w swoich przesłaniach. Pokazuje bowiem, jak łatwo polityczny pragmatyzm może prowadzić do katastrofy moralnej oraz jak często historia budowana jest na kompromisach zawieranych za zamkniętymi drzwiami. 
Krzysztof Drozdowski stworzył publikację, która nie tylko dostarcza wiedzy, ale też zmusza do refleksji. Po jej lekturze trudno patrzeć na historię II wojny światowej wyłącznie przez pryzmat starcia Niemiec z aliantami. Autor przypomina, że za sukcesami i zbrodniami III Rzeszy stali także ci, którzy z różnych powodów zdecydowali się podać Hitlerowi rękę.

 

sobota, 23 maja 2026

Kiedyś były tu wilki - Charlotte McConaghy

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5,5/6
Kiedyś tu były wilki to książka, która zostaje w człowieku na długo jeszcze po przeczytaniu ostatniej strony. To nie jest zwykły thriller ani tylko opowieść o naturze. To historia o bólu, stracie, samotności i desperackiej potrzebie ocalenia innych, ale też samego siebie. Charlotte McConaghy stworzyła powieść surową i piękną jednocześnie, pełną emocji, które momentami wręcz ściskają gardło. 
Już od pierwszych stron czuć ciężar opowieści. Mamy mglistą, chłodnę Szkocję, dzikie Highlands i wilki wypuszczane na wolność. To wszystko tworzy niezwykły klimat — niepokojący, ale i hipnotyzujący. Autorka opisuje przyrodę w taki sposób, że niemal słychać wiatr, czuje się mokrą ziemię i obecność zwierząt gdzieś pomiędzy drzewami. Natura w tej książce nie jest tłem. Ona żyje. Oddycha. Patrzy na człowieka, ocenia go po cichu i jest pełnoprawnym, ba głównym bohaterem. 
Ogromną siłą są też bohaterowie. Inti Flynn nie jest idealna. Jest poraniona, zmęczona życiem, pełna lęku i gniewu. Nosi w sobie ogromny ciężar przeszłości, a jednocześnie próbuje ratować świat wokół siebie. Jej relacja z siostrą jest przejmująca — pełna miłości, ale też cierpienia i bezradności. Czytając o nich, trudno pozostać obojętnym. 
Bardzo poruszające jest to, jak autorka pokazuje traumę. Nie robi tego w przesadzony czy melodramatyczny sposób. Trauma w tej książce jest cicha, ukryta w gestach, a najczęściej w milczeniu. Bohaterowie próbują normalnie żyć, ale przeszłość ciągle depcze im po piętach. Dzięki temu emocje wydają się autentyczne i bardzo ludzkie. 
Ogromne wrażenie robi też sposób przedstawienia wilków. McConaghy nie tworzy z nich potworów. Pokazuje je jako część natury — dziką, potrzebną, niezrozumianą przez ludzi. W pewnym momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać, kto właściwie jest tutaj bardziej niebezpieczny: zwierzęta czy człowiek. I właśnie wtedy książka uderza najmocniej. Więcej niczego nie zdradzę. Zachęcam was za to do lektury. 
Fabuła rozwija się spokojnie, ale napięcie rośnie niemal niezauważalnie. Pojawiają się pytania:„kto zabił?”, „do czego człowiek jest zdolny, gdy kieruje nim strach lub miłość?”. Nie ma na nie łatwej i oczywistej odpowiedzi. 
Ta powieść porusza i jest bardzo emocjonalna. Są momenty piękne i pełne nadziei, ale jest też dużo bólu. Niektóre sceny naprawdę łamią serce. Jednocześnie książka daje coś ważnego — przypomina, jak bardzo człowiek oddalił się od natury i jak często niszczy to, czego nie rozumie. Autorka nie moralizuje, ale zmusza do refleksji. 
Język książki jest prosty, ale niezwykle obrazowy. Nie ma tutaj zbędnych ozdobników. Każde zdanie wydaje się przemyślane i potrzebne. Dzięki temu historię czyta się szybko, choć emocjonalnie bywa ciężka. To jedna z tych książek, które chce się czytać dalej, ale jednocześnie ma się ochotę zatrzymać i chwilę pomyśleć.
To książka smutna, piękna i bardzo potrzebna. Taka, która zostawia ślad. Próbowalam ją czytać we fragmentach, żeby za szybko nie skończyć, ale nie dałó się, musiałąm ją połknąć na raz. Polecam, przepiękna opowieść.