czwartek, 24 maja 2018

Granatowe mundury - Sabine Hofmann, Rosa Ribas

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4,5/6
Granatowe mundury, to niezbyt gruba, ale doskonale napisana książka. Jest ona 3. tomem trylogii Ana Marti.
Ana Marti to młoda dziennikarka, która rozwiązuje zagadki kryminalne i przez przypadek przeszła od pisania trochę infantylnych plotek do rubryki kryminalnej w jednej z gazet. 
Niby banalne, ale książki z tej serii mają w sobie coś więcej. Jest to fakt świetnego nakreślenia obrazu Barcelony lat 50. XX wieku. 
Akcję śledzimy na przestrzeni lat od 1952 do 1959 roku w okresie, który dla całej Hiszpanii, w tym także stolicy Katalonii, był wyjątkowo trudny.
Zagadka kryminalna jest hmmm bardzo średnia, zakończenie często takie sobie, ciekawe, ale mało kryminalne. Jednak nie to jest w tej trylogii najważniejsze. 
Liczy się mistrzowskie oddanie realiów życia w 5. dekadzie XX wieku w jednym z najciekawszych miast świata. Sprawia ono, iż od lektury trudno się oderwać. 
Autorkom udało się genialnie nakreślić ponurą atmosferę Barcelony za czasów Franco, narastający strach, terror, mroczną codzienność bez światełka w tunelu. 
Rozwiązywana przez młodą dziennikarkę kolejna zagadka kryminalna (w każdym tomie inna) jest tylko dodatkiem do ukazania codziennej grozy, jaka była udziałem ogromnej rzeszy Hiszpanów, to jak próbowali w różnorodny sposób poradzić sobie z reźimem. 
Co istotne bohaterowie ukazani we wszystkich trzech tomach to zwyczajni ludzie, tacy jak ja czy wy, tacy hiszpańscy Kowalscy. Brrr..aż strach, gdy czyta się o tym, co mogło spotkać przeciętnego Hiszpana.
Do tego dochodzi powiązanie z zagadką z przeszłości. Wszystko to tworzy razem ciekawy klimat i książki, które mogę wam szczerze polecić. Jeżeli lubicie dobrze nakreślone realia społeczno-polityczne, a nie będziecie oczekiwać porywającego kryminału, jestem pewna, iż cala trylogia Ana Marti przypadnie wam do gustu. 


Książki (także ebooki) do kupienia w doskonałej cenie tutaj (klik)  


 

środa, 23 maja 2018

Qmam kasze. Do ostatniego okruszka - Maia Sobczak

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Przepiękna, magiczna, smakowita, zmuszająca do wspomnień, ale i nowych działań książka.
Autorka książki, Maia Sobczak od początku 2017 roku zaczęła propagować ideę #mynowaste. To bardzo kreatywne podejście wykorzystania w kuchni wszystkiego, co już się ma, co w wielu wypadkach spora grupa osób wyrzuciłaby. 

Powiecie...gotowanie z resztek. Może i tak, ale dlaczego nie? 
Gotowanie z resztek wprowadza w życie nową jakość i szczyptę magii. Niby czemu wyrzucać, skoro można się tym jeszcze zachwycić? Ja od dawna stosuje tę zasadę, jedzenia się nie wyrzuca. Pomijam miliony ludzi na świecie, którzy nie mają co jeść, a w tym czasie w Polsce wyrzucane są tysiące ton żywności, ale warto wziąć pod uwagę także środowisko, jego degradację, zużycie energii, wody etc. 
Swoją książką Maia Sobczak idealnie trafiła w moja filozofię żywieniową i w mój gust.
Qmam kasze do ostatniego okruszka, to książka niezwykła. To ogromna ilość bardzo prostych, przydatnych przepisów, ale także zbiór opowieści z życia wziętych i przemyśleń związanych z jedzeniem.
Niestety, ale żywności kupujemy za dużo i bez planu, a potem wyrzucamy, tonami. Autorka książki radzi, jak to zmienić, jak inaczej podchodzić do zakupów, jak wykorzystać pół marchewki, czy bułkę sprzed 2-3 dni. 
Cennym uzupełnieniem są liczne opowieści z życia autorki i wspaniałe, rozbudzające apetyt zdjęcia.

Na samym początku wspomniałam, iż książka zmusza do wspomnień. I tak jest. W trakcie jej wielodniowej lektury, delektowałam się nie tylko pięknymi zdjęciami, zachwycałam doskonałymi radami i przepisami,a le także wspominałam to, jak wiele z opisanych przez autorkę rad, dań, wspomnień było udziałem moich wakacji u kochanych dziadków na wsi, ile podobnych, często obecnie zapomnianych potraw przyrządzała moja babcia, jaki był dom moich dziadków, w którym żyło się zgodnie z tym, co pisze Maia Sobczak. wspaniałą, sentymentalna podróż w czasie.Polecam i gorąco zachęcam do skorzystania z rad autorki, wypróbowania przepisów. Qmam kasze..., to książka do której będziecie wiele razy wracać.

Philip Roth nie żyje :(

W wieku 85 lat odszedł dziś w nocy zdobywca Pulitzera, laureat Man Booker International Prize i jeden z głównych pretendentów do literackiego Nobla – Philip Roth [*]






Na swoim koncie miał najważniejsze wyróżnienia, poczynając od nagrody Amerykańskiego Stowarzyszenia Historyków za Spisek przeciwko Ameryce, przez Nagrodę Pulitzera za Amerykańską sielankę, a na Man Booker International Prize za całokształt pracy twórczej kończąc. Od lat wymieniany jako jeden z głównych kandydatów do Nobla, regularnie zamykał krótką listę zakładów bukmacherskich. Sam jednak nie wierzył, że kiedykolwiek otrzyma to najwyższe z literackich wyróżnień. W wieku 85 lat odszedł dziś w nocy Philip Roth.


„Czy gdybym zatytułował swoją powieść Orgazm w czasach pazernego kapitalizmu zamiast Kompleks Portnoya zdobyłaby ona uznanie Akademii Szwedzkiej…” – zastanawiał się w wywiadzie dla „Svenska Dagbladet", przedrukowanym przed dwoma laty przez „Książki. Magazyn do czytania”. Nie należał do literatów zdyscyplinowanych i pokornych. Uwielbiał jątrzyć, drążyć i wywoływać „trzęsienia ziemi”. Oskarżany o „kalanie własnego gniazda”, wyklęty przez konserwatywne środowiska żydowskie, uchodził za kulturowego i religijnego skandalistę. Za nic miał sobie dobry smak i polityczną poprawność. Brutalny w sądach, cięty w języku, nieokiełznany w opisywaniu ludzkiej seksualności, nie ustawał równocześnie w pytaniach o tożsamość uwikłanych w sieć rozmaitych uzależnień bohaterów swoich powieści.

Niezwykle ważnym i wciąż powracającym w twórczości Philipa Rotha tematem była też kondycja pisarza, jego związek z dziełem, granica między prawdą a literacką fikcją. Błędem byłoby jednak widzieć w najsłynniejszym chyba bohaterze książek zdobywcy Pulitzera, Nathanie Zukermanie, samego autora. Nie powinno się też utożsamiać jego sądów z sądami występującego na kartach kilku książek pisarza o znajomo brzmiącym nazwisku – Philip Roth.


„Ci, którzy szukają przekonań autora w myślach i słowach jego postaci, szukają nie tam, gdzie trzeba. Wyławianie ‘myśli’ pisarza oznacza niszczenie bogactwa tej mieszanki, która jest najistotniejszą cechą powieści (...). Narzędziem myśli pisarza jest skrupulatność jego stylu. Tu właśnie, w tych wszystkich elementach, kryje się potencjalna wielkość myśli pisarza” – mówił autor Kompleksu Portnoya.
W amerykańskiej trylogii opisywał rewoltę obyczajową i polityczny terroryzm lat 60. (Amerykańska sielanka), szydził z maccartyzmu i antykomunistycznej histerii lat 50. (Wyszłam za komunistę) oraz politycznej poprawności końca XX wieku (Ludzka skaza).

Brawo dla Olgi Tokarczuk i Jennifer Croft!



Olga Tokarczuk odebrała w Londynie jedną z najważniejszych na świecie nagród literackich - Man Booker International Prize. Nagrodzono ją za książkę „Bieguni”. 
Brawa także dla tłumaczki, Jennifer Croft. Bez niej tej nagrody by nie było. 

To z pewnością jeden z największych międzynarodowych sukcesów polskiej literatury! Powieść Bieguni Olgi Tokarczuk w znakomitym przekładzie Jennifer Croft została wyróżniona The Man Booker International Prize, na stałe zapisując się w historii.

Flights — bo taki tytuł nosi anglojęzyczne wydanie książki — ukazała się na Wyspach Brytyjskich w maju 2017 roku nakładem wydawnictwa Fitzcarraldo Editions. Międzynarodowy sukces powieści, która w 2008 roku została uhonorowana Nagrodą Literacką Nike, zbiegł się w czasie z niedawną polską premierą Opowiadań bizarnych.

The Man Booker International Prize ustanowiono w 2005 roku jako dopełnienie The Man Booker Prize for Fiction, najbardziej prestiżowej nagrody literackiej za powieść anglojęzyczną. Międzynarodowa Nagroda Bookera przyznawana jest za najlepszą powieść przetłumaczoną na język angielski.

wtorek, 22 maja 2018

Partenon - Mary Beard

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 3-/6
Partenon, jedna z najwspanialszych budowli antycznego świata, najważniejszy zabytek Europy, monumentalna świątynia dedykowana bogini Atenie Partenos, czyli Dziewicy.
Budowę rozpoczęto w 447 p.n.e., a zakończono w roku 432 p.n.e.
Budowla wielbiona, upiększana, niszczona, a obecnie od wielu lat opleciona siatką rusztowań, trwają prace konserwatorskie.  
Mary Beard to doskonały filolog klasyczny i moim zdaniem powinna trzymać się tej dziedziny niekoniecznie zagłębiając się w archeologię antycznej Grecji. 
Książka jest cienka, zbyt cienka na omówienie choćby w skrócie budowli takiej, jak Partenon. Całość owszem napisana jest bardzo przystępnym językiem, ale brak moim zdaniem podstawowej w tego typu literaturze rzeczy - przypisów. 
Nawet gdy omawiamy naukę językiem laika, przypisy, choćby w stopniu minimalnym być powinny. Tym bardziej, iż autorka cytuje relacje wielu podróżników, poczynając od najsłynniejszego dzieła antycznego świata Wędrówek po Helladzie autorstwa Pauzaniasza.
Poza tym książka jest lakoniczna, w wielu miejscach ocierająca się wręcz o tabloidowe przekazanie wiedzy. 
Rozumiem, to miała być pozycja przystępna dla mas, nie dzieło naukowe czy archeologiczne studium dot. zagadnień budowli. Ale nawet tego typu książkę można przygotować rzetelnie. Partenon sprawia na mnie wrażenie przeniesionego z internetowego bloga, artykułu w sieci, notatek umieszczonych na portalu dla pasjonatów antyczną Grecją.
Partenon opisuje większość punktów, które na przestrzeni kolejnych wieków miały znaczenie dla tej budowli, wpływały na jej postrzeganie. Jednak opis ten jest potraktowany lakonicznie, po przysłowiowych łebkach.  
Plusem są liczne ilustracje i ryciny, jednak jest ich zbyt mało. Atutem są także różne ciekawostki wplecione w treść książki.
Natomiast kolejnym minusem wg. mnie jest cena...44,90zł. za 232 strony to chyba trochę za dużo, nawet jeżeli te strony są pięknie wydane.
Niestety, ale zarówno książka, jak i podejście do niej autorki, bardzo mnie zawiodły. Tym samym wyłamałam się z chórów śpiewających pochwalne arie na temat Partenonu


poniedziałek, 21 maja 2018

Sześć cztery - Hideo Yokoyama

Wydawnictwo Literackie
Rzadko mam okazję sięgać po japońską literaturę, a kryminał japoński był mi wcześniej absolutnie nieznany.
Po Sześć cztery sięgnęłam z wielką ciekawością. 

Głównym bohaterem jest Yoshinobu Mikami były policjant z dochodzeniówki, obecnie szef Biura Prasowego Policji.
Sześć cztery to kryptonim sprawy, która wcześniej odłożona do lamusa, powraca po 13 latach. Sprawcy zbrodni do tej pory nie wykryto. Wznowione dochodzenie ma to zmienić. Przy czym, co bardzo istotne, należy się spieszyć, ponieważ sprawa lada moment ulegnie przedawnieniu.
Do tego dochodzi poszukiwanie przez Yoshinobu Mikami zaginionej córki i kilka innych kwestii. I właśnie te kilka innych kwestii wiedzie prym w książce. Bo niby jest to kryminał, a jednocześnie niekoniecznie. Kwestie kryminalne są moim zdaniem pretekstem do ukazania czegoś innego. Czego? Hmm to już kwestia bardzo złożona, jak i cała książka. Z tym, że niezbyt chcę to zdradzać. Każdy z was powinien san poznać Sześć cztery i tajemnice tej powieści. 
Książka zaskoczyła mnie z kilku powodów.
Po pierwsze kwestia całkowitej odrębności kultur na linii kultura europejska - japońska, a także odmienność w zakresie stylu i zasad prowadzenia dochodzenia i pracy w ogóle, nie tylko w policji...chociaż tak na dobrą sprawę pewne aspekty, jak chociażby wojenki w miejscu pracy, pozostają identyczne niezależnie od kraju, kultury, ludzi, czy religii.
Po drugie, brak akcji znanej z amerykańskich kryminałów czy thrillerów. Chodzi mi o brak akcji na zasadzie zabiligoiuciekł, pędzącej jak kolejka górska. W Sześć cztery jest odwrotnie, bardzo odwrotnie. Momentami fabuła ciągnęła się, jak przysłowiowe flaki z olejem, nawet nudzi i to bardzo. Zdecydowanie jest to lektura dla wytrwałych, cierpliwych, osób z samozaparciem, lubiących poznawać coś nowego. Ja w trakcie czytania początkowej części książki kilkakrotnie zaciskałam zęby i ostatnim wysiłkiem woli powstrzymywałam się przed odstawieniem książki na półkę lub zaśnięciem. Tak, kilkakrotnie o mało nie zasnęłam. Przyznaję się do tego bez bicia.

Fabuła jest jak gęste płótno, wręcz niebywale ciasno utkana, stworzona z perfekcyjnych nici - elementów. Nic tu nie jest pozostawione przypadkowi, nic nie pozostaje zawieszone w próżni, żaden wątek nie kończy się ot tak nagle. To daje przewagę japońskiemu autorowi nad wieloma twórcami europejskich i amerykańskich czytadeł, z których spora część nie powinna nigdy zostać wydana.
Poza tym ogromna symbolika, która przebija przez całą powieść. W Sześć cztery wszystko ma swój cel, drobne z pozoru czynności dnia codziennego urastają do rangi wielkiego symbolu o ukrytym znaczeniu. Trudno to nawet wytłumaczyć w kilku słowach, trzeba przeczytać żeby zrozumieć. 
I po raz kolejny wspomnę o cierpliwości i wyzwaniu, jakim bez wątpienia jest lektura tej książki. Czytelnik musi przebrnąć przez symbolikę i nauczyć się ją wiązać z fabułą, zaakceptować jej obecność w książce z pozoru będącej kryminałem.
No i samo zakończenie, totalnie zaskakujące. Przy czym należy zaznaczyć, iż owo zakończenie to nie kilka ostatnich stron jak to bywa w innych książkach), a blisko 200, czyli mniej więcej 1/4 książki. Przez początkowe ponad 400 stron akcja jest powolna, opisana drobiazgowo. Gdy nadchodzi zakończenie całość rusza błyskawicznie i dopiero wtedy się dzieje, oj dzieje....bo wcześniej tak naprawdę niewiele się dzieje, przynajmniej w naszym rozumieniu tego słowa.Wspomniałam już o tym, iż kilkakrotnie nieomal zasnęłam w trakcie lektury...:(
Książkę czyta się kiepsko, ale i dobrze, w zależności od tego, o który jej fragment chodzi.
Fragmenty z grupy...czyta się dobrze to strony, które po umiarkowanie udanym początku zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie, o wiele bardziej niż się spodziewałam
W książkę bez wątpienia trzeba się wczytać i przyzwyczaić do innego stylu pisarskiego, do japońskich nazw, imion, kultury. 
Nie przerażajcie się trudnym początkiem i czytajcie dalej. Niech was nie zrazi ogromna ilość bohaterów o dziwnych imionach, nazwiskach, często też trudnych do rozróżnienia (co jest czym, co jest imieniem, co nazwiskiem,a  co ksywką) danych personalnych. Yokoyama tak wszystko nakreślił, że nic wam się nie pomyli, choć początek lektury może zapowiadać coś zgoła innego.
Wytrwałości. Jak przebrniecie przez ok. 250-300 pierwszych stron będzie już z górki :)
Polecam dlatego, że to kawał niezłej literatury, ale także dlatego, że to inna proza niż ta z którą mamy do czynienia na co dzień. Czasami warto poszerzać swoje horyzonty. Jednak celowo nie daję oceny. po prostu nie wiem, jaką miałabym dać. 
Aha, jeszcze jedna kwestia. Tak, jak napisałam, książka jest i średnio dobra i dobra, ale trylogia Stiega Larssona, na którą powołuje się napis na okładce jest o milion razy lepsza, a dodatkowo- nie jestem pewna, czy Sześć cztery zasługuje na miano aż arcydzieła literackiego...jednak najlepiej sami sobie wyróbcie zdanie o książce. 



niedziela, 20 maja 2018

Europa jesienią - Dave Hutchinson

Wydawnictwo Rebis, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Europa jesienią, to 1. tom cyklu Pęknięta Europa.
To dobra, oscylująca w klimatach Black Mirror książka.
Realia, które opisuje Hutchinson dotyczą tego, co dla jednych będzie koszmarem, dla innych spełnieniem marzeń. Chodzi tu o rozpad Europy, a konkretnie Unii Europejskiej, o koniec świata, który znamy obecnie. 
W miejsce UE powstaje wiele, bardzo wiele malutkich, mikroskopijnych państewek, usytuowanych tam, gdzie się ich twórcom podobało, zamkniętych, odizolowanych, pomiędzy którymi w zasadzie nie da się poruszać, kwitnie agresja na granicach, biurokracja sięga absurdu, a osoba, która chce się przedostać z jednego kraju do drugiego w zasadzie jest skazana na niepowodzenie albo w najlepszym wypadku na prawdziwą drogę przez mękę. 
Pewną gratką dla polskiego czytelnika będzie umiejscowienie sporej części akcji na terenie Polski. Z tym, że ostrzegam, nie jest to Polska, jaka znamy obecnie, jaka była jeszcze kilka lat temu.
Głównym bohaterem jest estoński pracownik krakowskiej restauracji :) Rudi. Trafia mu się możliwość dorobienia, co zdecydowanie komplikuje mu życie. Praca ma polegać właśnie na poruszaniu się po nowej Europie.  Rudi zostaje wplatany w wątek szpiegowski z elementami fantastyki, w twór, którego konstrukcja w wielu momentach zadziwia. 
Tym samym trudno jednoznacznie określić, czy Europa jesienią jest książką bardziej dla fanów literatury szpiegowskiej, czy sf. Sądzę jednak, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Oba wątki zaserwowane są bowiem bardzo przystępnie, są wymieszane. 
Na początku, ba w pierwszej połowie, książka może wydawać się momentami absurdalnym zlepkiem historii, które niewiele mają ze sobą wspólnego. nawet sam Rudi, główny bohater, nie zawsze zdaje się być Rudim. Jednak po połowie lektury wszystko wskakuje na swoje miejsce, fabuła staje się klarowna, czyta się coraz lepiej, aż do bardzo dobrego (choć zaskakującego) moim zdaniem finału. 
Finał ten nie jest jednak zakończeniem historii. Zdecydowanie pozostawia niedosyt i rozbudza apetyt na kolejne części serii. 
Polecam. 




 

piątek, 18 maja 2018

Stosik 4/2018



Takie o to książki przybyły do mnie kilka dni temu z Polski.
Część to egz. zakupione na różnych promocjach, część egz. recenzenckie.
Znacie którąś z tych książek, czytaliście?

czwartek, 17 maja 2018

Mistrz ceremonii - Sharon Bolton

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 5,5/6
Po kryminały, powieści, których autorką jest Sharon Bolton sięgam w ciemno. Nigdy się na nich nie zawiodłam. Po lekturze Mistrza ceremonii także jestem w pełni usatysfakcjonowana. 
Książka ta to właściwie miks kryminału i thrillera psychologicznego. Tym co wyróżnia tę pozycję jest niezwykle mroczny klimat całej historii, ale taki mega mroczny. 
Drugim ciekawym i dominującym elementem jest poruszana w książce tematyka magii i czarnoksięstwa. Rzadko zdarza się żeby thriller czy kryminał oscylowały w tych klimatach. 
Mnóstwo w książce zaklęć, magii, wiary w czarownice, nadprzyrodzona moc pewnych osób. Znajdziemy w tekście nawet echa procesu czarownic sprzed blisko czterech stuleci.  
Co istotne, kwestie polowania na czarownice autorka nie ogranicza jedynie do przeszłości, ale także silnie wiąże z teraźniejszością, z XX wiekiem. Nie będę zdradzać o co chodzi, ale faktem jest (na co Bolton silnie zwraca uwagę), iż także w dzisiejszych czasach, czy kilka dekad temu, miały i nadal maja miejsce swoiste polowania na czarownice.
Na tym tle, świetnym połączeniu przeszłości z teraźniejszością, pisarka prezentuje nam wyjątkowo krwawą, wręcz bestialską zbrodnię.
Całość osadzona w dusznym, wręcz klaustrofobicznym małym angielskim miasteczku o wdzięcznej nazwie Sabden, w której od lat kultywowane są te same zasady, obyczaje, prawa, a każdy, kto chce ten monolit naruszyć jest złym, nieakceptowanym w tym hermetycznym, fasadowo idealnym społeczeństwie. 
Trudno jednoznacznie określić czym jest Mistrz ceremonii. Bolton zręcznie lawiruje pomiędzy thrillerem, kryminałem, miksem dobrej powieści z psychologiczno-socjologiczna analizą. Wyszła jej z tego doskonałą, wciągająca lektura. Gorąco zachęcam do czytania. Gwarantuję, iż będziecie zaskoczeni.  
Książka objęta jest patronatem mojego bloga, w związku z tym wypatrujcie konkursu. Będzie do wygrania nowiutki, świeżutki egz.

 

środa, 16 maja 2018

Konferencja w Wannsee. Droga do "ostatecznego rozwiązania" - Peter Longerich

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 6-/6
Recenzja mojego męża.

Tytułowa Konferencja w Wannsee było to spotkanie, które odbyło się 20 stycznia 1942 roku w willi przy Großer Wannsee 56/58 w Berlinie. Udział wzięli w nim niemieccy prominenci nazistowskiej służby państwowej, pod przewodnictwem Reinharda Heydricha.

Tematem spotkania było ostateczne i jak najszybsze rozwiązanie "sprawy żydowskiej". Tak eufemistycznie nazywano zaplanowane masowe ludobójstwo, eksterminację wszystkich Żydów.
Heydrich został upoważniony do podjęcia: „wszelkich niezbędnych przygotowań do globalnego rozwiązania kwestii żydowskiej na europejskim obszarze wpływów niemieckich”.
To spotkanie i wszystko co się wokół niego działo porusza w niniejszej książce Peter Longerich, jeden z najlepszych historyków zajmujących się m.in. hitlerowskimi Niemcami i III Rzeszą. Longerich jest specjalista w tych zagadnieniach. Spod jego pióra wyszły np. opasłe i wyczerpujące tematykę biografie Hitlera, Goebbelsa oraz Himmlera.
Konferencja w Wansee podzielona jest na trzy spore rozdziały, z których każdy porusza inne zagadnienie. Cennym dodatkiem są ciekawy i potrzebny prolog oraz bardzo bogaty materiał źródłowy, ze sporym spisem bibliografii. Taki układ książki jest bardzo dobry. 
Minus daję tylko za umieszczenie przypisów na końcu książki, co zdecydowanie utrudnia lekturę. 
Cennym i ciekawym uzupełnieniem jest dodatek w postaci zdjęć protokołu z konferencji wraz z tłumaczeniem. Protokolantem był Adolf Eichmann, zbrodniarz wojenny, skazany za ludobójstwo, póżniejszy główny koordynator i wykonawca planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.
Książkę mimo tragicznej tematyki jaką porusza, czyta się doskonale. Dla osób zainteresowanych Holokaustem, dziejami Żydów, II wojna światową to pozycja obowiązkowa.