środa, 14 kwietnia 2021

Wierny Rusłan - Gieorgij Władimow

 

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 6/6
Typowa literatura łagrowa, porównywana z dziełami Sołżenicyna. Hmm z jednej strony fakt, treść, wymowa podobne do książek Sołżenicyna. Z drugiej strony czegoś mi brakuje w porównaniu do Sołżenicyna. Jednak to nieistotne. Każdy z nich pisze doskonale, po mistrzowsku, każdy inaczej choć obaj o tym samym. Dlatego też nie lubię porównań, taki jak, podobny do...
Wierny Rusłan to z pewnością bardzo dobra, świetnie napisana i bardzo poruszająca opowieść z głęboką wymową.
Tytułowy Rusłan to łagrowy pies wartowniczy. Gdy obóz na Syberii zostaje zlikwidowany, Rusłan i inne psy zostają bezpańskie, głodne, schorowane, samotne, zostawione same sobie. Błąkają się po okolicy, w okolicy dawnego łagru, koło wioski.
Dodatkowo są to psy ze spaczoną psychiką. Tresura, której zostały poddane, cele do których były wykorzystywane, całe ich dotychczasowe życie odcisnęło na nich niezatarte piętno. To piętno sprawia, iż Rusłan na swój psi, ale ukazany, niczym kalka ludzkiego sposobu życia, bycia, sposób próbuje organizować sobie i innym psom nowe życie. Czy lepsze? Raczej nie. I trudno się temu dziwić.
Rusłan i inne psy znają tylko życie, realia, komendy, zasady z obozu którego nie ma. Są łagrem przesiąknięte do szpiku psiej kości. Siłą rzeczy to co próbują organizować jest odbiciem ich dawnego miejsca pracy i życia, syberyjskiego łagru.
Całość genialnie i niezwykle poruszająco ukazana z punktu widzenia Rusłana. Lepiej Władimow nie mógł tego ukazać. Czyta się z niedowierzaniem, rozdartym sercem i ogromna porcją współczucia, tym bardziej, iż autor nie unika szokujących momentów, prezentuje dosadnie, plastycznie drastyczne sceny.
Polowanie, na inne psy, na pożywienie, brak ufności wobec kogokolwiek, determinacja Rusłana, chęć, a w zasadzie umiejętność odwzorowania tylko jednego stylu życia. I te psie przemyślenia...coś niesamowitego i poruszającego. Szczerze, nie myślałam, że tak mną wstrząśnie ta książka.
W trakcie lektury żal mi było psa, ale widziałam też analogię do nas, ludzi, naszego życia, zasad, postępowania wobec innych istot. Los psa to alegoria ludzi pod pewnymi dyktaturami, ale nie tylko. To także analogia do nas, żyjących teoretycznie w wolnym świecie, ale czy na pewno?!
Książka szokuje, wali w splot słoneczny niczym obuch i na bardzo długo pozostaje w pamięci. Gorąco polecam. Ważna, potrzebna, poruszająca, ponadczasowa opowieść.

 


wtorek, 13 kwietnia 2021

Christopher Berry-Dee - Rozmowy z psychopatami W otchłani zła

Wydawnictwo czarna Owca, Moja ocena 4-/6
Christopher Berry-Dee, w swojej książce zagłębia się w świat psychopatów. Robi to w sposób dogłębny, wnikliwy.
Analizuje psychikę i sposób działania zarówno seryjnych zabójców, których poznał osobiście, jak i zbrodniarzy, którzy przeszli do historii kryminologii.
Udowadnia, iż wybór przez seryjnego zabójcę ofiary sprawia, iż choć nadal jest ona żywa, normalnie funkcjonuje, jednak jest ona już martwa. Jak twierdzi autor (...) Można zabarykadować drzwi i okna, lecz zdeterminowany morderca zawsze znajdzie sposób, by dokonać zbrodni. (...)
Psychopata, seryjnym zabójca może być każdy z nas, może być nasz miło uśmiechający się sąsiad, może być pan z pieskiem z sąsiedniej posesji. Zabójcy są wśród nas.
Berry-Dee opowiada o seryjnych zabójcach, analizuje ich zachowanie, poczynania, rozpatruje pod różnym kontem przyczyny ich działania. Próbuje analizować i to dogłębnie psychikę seryjnych zabójców, psychopatów.
Wychodzi mu to różnie. Temat, jaki porusza jest ciekawy. Pewne zastrzeżenia budzi natomiast sposób napisania książki. Jest ona sucha, momentami po prostu nie tyle nudna co jakaś taka bez duszy, choć temat jest ciekawy. Styl narracji nie ma w sobie za wiele finezji, brak ludzkich uczuć, brak wczucia się w pozycje ofiary, brak ukazania czegoś więcej poza suchymi faktami.
Nie jest to zła książka. Autor porusza wiele ciekawych tematów, wysnuwa wiele wniosków, na które ja bym nie wpadła. Jednak niektórzy są urodzonymi gawędziarzami inni wręcz przeciwnie. Berry - Dee niestety należy do tej ostatniej grupy. Brak tego czegoś nieuchwytnego, co sprawiłoby, iż książkę czytałoby się z wypiekami na twarzy. A szkoda. Od razu rzuca się w oczy, iż autor zadał sobie dużo trudu, włożył w powstanie książki, zebranie materiału dużo pracy. Szkoda, że tak wyszło.
Zdecydowanie nie jest to łatwa lektura. Jednak jeżeli kogoś interesuje ta tematyka, warto po tę pozycje sięgnąć, warto zadać sobie trochę trudu, przeczytać. Ilość materiału, jaki zawarł w książce autor, poruszana tematyka może zaciekawić. Warto także dowiedzieć się, co kieruje psychopatami, co tacy ludzie mają w głowie.

niedziela, 11 kwietnia 2021

Ślady - Katarzyna Kielecka

Wydawnictwo Szara Godzina, Moja ocena 5/6

Ślady to dwa bardzo ciekawie napisane tomy powieści obyczajowej z delikatnym muśnięciem thrillera.
To dwutomowe zwieńczenie trylogii Sedno. Wiem, najpierw powinno się przeczytać tom 1 i 2 trylogii, potem tom 3 czyli Ślady.
Jednak ja tak nie zrobiłam i choć żałuję bo styl pisarski autorki bardzo przypał mi do gustu to jednak doskonale połapałam się w perypetiach bohaterów, tym kto jest kim, dlaczego jest tak, a nie inaczej.
3 tom, czyli Ślady jest zwieńczeniem zarówno trylogii, jak i perypetii bohaterów.
Edycie i Jędrkowi nareszcie wszystko się układa. We wcześniejszych tomach doświadczyli wiele zła, wiele burz nimi targało. Teraz ma być i częściowo jest inaczej. Rozkoszują się związkiem, wychowują Grzesia, adoptowanego syna zmarłej przyjaciółki. Wszystko zdaje się układać idealnie. Niestety pewnego dnia wydarza coś co sprawia, iż ich zdające się dobrze układać (w końcu!) życie zamienia się w pasmo nieszczęściach, a im samym grozi niebezpieczeństwo.
Do drzwi ich życia puka przeszłość wraz ze złem. A to dopiero początek perypetii. Oj dzieje się dzieje. Na wierzch wychodzą przysłowiowe trupy dotąd skrzętnie ukrywane w szafie. Perypetią zdaje się nie być końca.
Katarzyna Kielecka utkała bardzo ciekawą, w wielu miejscach niebanalną fabułę, zręcznie ją poprowadziła i sprawiła, iż od lektury trudno się oderwać.

Jeśli szukacie ciekawej, lekkiej, ale nie infantylnej za to dobrze napisanej, mądrej powieści obyczajowej z sensacyjnymi okruchami Ślady. Psim tropem i Ślady. Rudy warkocz są dobrym wyborem. Gwarantuje ciekawa lekturę, chwilę refleksji, sporo uśmiechu, niecierpliwe odwracanie kartek i zarwaną noc. Niech was nie zwiedzie lekka, relaksująca okładka. Zapowiada ona  niefrasobliwą, bez żadnych elementów sensacyjnych lekturę. Zderzenie z fabułą, która jest przyjemna, ale broń Boże nie niefrasobliwa, czy lekka oraz licznymi i nagłymi zwrotami akcji jest spore, podobnie jak zaskoczenie, iż to taka dobra książka.
Dodatkowo w obu częściach 3. tomu jest mnóstwo elementów, postaci, zachowań, z którymi będą mogli utożsamić się liczni czytelnicy. To ogromny plus każdej książki, tej także. Polecam


.

środa, 7 kwietnia 2021

Listy na wyczerpanym papierze - Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora i inni

Wydawnictwo Agora, Moja ocena 6/6

O cudzie, co to za książka. Zanurzyłam się w niej w całości i chłonęłam każdą drobiną mojego ciała. Po prostu wspaniała, wyjątkowa, poruszająca.
Książka zawiera niepublikowaną wcześniej korespondencję Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory z lat 1964-1966.
Składają się na nią listy, kartki, telegramy, zapiski na odwrocie fotografii pisane ręcznie i na maszynie, notatki, telegramy, które słali do siebie, wszystkie zapiski dotyczące Agnieszki Osieckiej, Jeremiego Przybory i ich wyjątkowego, burzliwego, magnetycznego związku.
To literatura miłosna, można pomyśleć, że banał, infantylizm. Nic bardziej mylnego. Jacy autorzy, takie zapiski. A autorzy wybitni zarówno Agnieszka Osiecka, jak i Jeremi Przybora. Dwójka takich niezwykłych ludzi mogła stworzyć równie niezwykłą korespondencję, która jest obrazem, kwintesencją ich krótkiego choć burzliwego i niezwykle energetycznego związku.
Ona 28-letnia rozwódka po przejściach, piękna, szalona. On 49 lat, po raz drugi żonaty, mistrz słowa, w apogeum swojego talentu. Oboje wciągają nas do swojego świta, chwytają w szpony uczucia już od pierwszej strony.
Znajomość, uczucie burzliwe, ona uwodzi, on ulega, ale czy naprawdę tak było? Czy on był dla niej tylko starszym człowiekiem, zastępstwem ojca, gdy upominał, żeby dbała o siebie, czy może kimś więcej. Czy różnica wieku pomiędzy nimi, spora, bo 21 lat, znajduje odbicie w ich korespondencji?
I tak i nie. Najpierw jedno się bardziej angażuje, drugie jest zdziwione, póżniej oboje toną w tym związku, w uczuciach.
Uczucia są silne, różne na różnym etapie, czasami bywają bardzo silną, potężną miłością, czasami przyjażnią podszytą czułością. Bez wątpienia są to uczucia silne, potężne, emanujące magia i porywające czytelnika.
Książka zachwyciła mnie. Czułam wdzięczność za to, że zostałam dopuszczona do tak intymnego świata, czasami czułam się wręcz zawstydzona, niczym podglądacz.
Ich związek trwał krótko. Czas jego trwania był odwrotnie proporcjonalny do intensywności.
Kilkakrotnie zastanawiałam się, czy ten związek miał szansę, czy mógł się udać. Nie wiem. Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Nie znam na tyle życiorysów, charakterów i różnych uwarunkowań obojga.
Listy... zaczynają się od wstępu Magdy Umer, niejako póżniejszej powiernicy związku, a kończy się tekstami piosenek, które powstały w wyniku uczuć dwojga artystów. Cudowne uzupełnienie wyjątkowej lektury.
Cóż więcej mogę napisać. Może tylko to, iż takich książek nie powinno się oceniać. Listy, zapiski, uczucia biograficzne powinny pozostać nieocenione. Nie da się ocenić uczuć, autentycznej relacji, namiętności. Czy może być jakaś skala, czy istnieje prawo pozwalające na ocenianie uczuć pomiędzy dwojgiem ludzi, uczuć autentycznych nie fikcji literackiej?
Mogę więc tylko was zachęcić do tej wyjątkowej lektury.

piątek, 2 kwietnia 2021

Pod gołym niebem. Żyj w rytmie natury - Torgeby, Markus Torgeby

 

Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5,5/6
Wspaniała, pięknie wydana, idealna na każdą porę roku, ale szczególnie na wchodzącą obecnie w nasze życie wiosnę.
To świetnie napisana, poruszająca i działająca na wyobrażnię opowieść o budowaniu więzi z otaczającym nas światem, powrocie do korzeni.
To historia o zmianie życia, wymuszonej przez okoliczności, ale zawsze.
A także opowieść o wyjątkowej symbiozie, mądrości natury, o tym jak bardzo warto posłuchać natury, oddać jej palmę pierwszeństwa, szanować ją.
Na co dzień, zagonieni, zapracowani, zasypani swoimi problemami, a może po prostu nieczuli, nie myślimy o tym, że w koło jest natura, ze to ona jest najważniejsza, to jej świat, a my jesteśmy tylko gośćmi, gośćmi strasznymi, którzy niszczą naturę. A tak naprawdę niewiele potrzeba żeby ją szanować, żyć w nią w związku niosącym korzyść dla obu stron.
Natura jest najważniejsza, potrzebna, nie da się jej przecenić. Daje oddech, relaks, spokój, potrzebne produkty, ukojenie, jest balsamem na dusze i lekarstwem, jest życiem. Warto w pędzie dnia codziennego o tym pamiętać.
Autor książki, znany szwedzki biegacz Markus Torgeby, pewnego dnia, po poważnej kontuzji, której doznał zdecydował się na radykalny krok – porzucił stresujące miejskie życie i zamieszkał… pod gołym niebem. Wydaje się to maksymalnie ekstremalne, nie do zrealizowania dla przeciętnego człowieka. A poza tym wiele osób zapyta - po co?
Żeby uzyskać odpowiedź na to i wiele innych pytań, warto przeczytać książkę. Autor niezwykle ciekawie snuje w niej opowieść najpierw o swoim pędzącym, zagonionym, trudnym życiu sportowca, póżniej o momencie załamania, dalej o zmianie, której dokonał i wreszcie o tym, jak było, dzień po dniu i co z tego wyniósł.
Torgeby przez cztery lata prowadził nieomal pustelnicze życie w jämtlandzkiej puszczy, w pełnej harmonii z przyrodą i samym sobą. Natura stała się dla niego nie tylko domem, ale także wszystkim, sensem życia, istotą człowieczeństwa, ratunkiem, filozofią.
Opowieść czyta się bardzo dobrze. Jest niezwykle ciekawa, mądra i wiele nam uświadamia. Do tego jest to pięknie wydana książka, idealna na prezent. Natura, która nas jeszcze otacza, a którą my ludzie ciągle niszczymy, jest niesamowita. Warto sobie o tym przypomnieć. Polecam.

czwartek, 1 kwietnia 2021

Wszyscy słyszeli jej krzyk - Ryszard Ćwirlej

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5,5/6
Kolejna świetna książka Ryszarda Ćwirleja. Książki tego autora czytam od kilku lat i niezmiennie mnie one zachwycają, a sam pisarz ciągle zaskakuje i trzyma bardzo wysoki poziom.
Wszyscy słyszeli jej krzyk jest kolejnym tomem serii o komisarzu Antonim Fischerze. Każdy tom jest częścią serii, ale tez stanowi odrębną całość. Każdy tom zachwyca wirtuozerią, ciekawym pomysłem, doskonale prowadzonym śledztwem, mistrzowskim oddaniem klimatu retro. Po prostu chce się czytać.
Tym razem akcja toczy się w Poznaniu w 1929 roku. Ma miejsce Powszechna Wystawa Krajowa, która prezentuje gospodarczy dorobek dziesięciu lat Niepodległej Polski. Brzmi dumnie. Nastrój podniosły, dokonania wielkie, mnóstwo gości.
I wszystko byłoby ok, gdyby nie seria oburzających i psujących całą imprezę napadów na zwiedzających.
Do tego pewnego dnia w okolicach Człuchowa zostają znalezione w krzakach zwłoki. Niby nic takiego, ale denat ma kieszenie wypchane złotem. Sami przyznacie, że to dziwne.
Dodatkowo dochodzi do strzelaniny w Polskim Radiu. Znany nam z innych książek komisarz Antoni Fischer rozpoczyna śledztwo.
Ćwirlej kolejny raz zabiera nas w podróż w przeszłość. Lata 20. w Polsce to wspaniały okres. Pisarz podobnie, jak w innych książkach świetnie, drobiazgowo i bardzo plastycznie oddał klimat epoki.
Ponieważ jestem wielką fanką tego okresu, w trakcie lektury miałam ogromną ochotę wskoczyć w fabułę, przenieść się w tamte czasy, wziąć udział w śledztwie.
Poza tym doskonałe dialogi, które także działają na wyobrażnię (odrobinę z gwara, odrobinę sarkastyczne, z garścią przekleństw) i wspaniale nakreśleni, bardzo realni bohaterowie.
Fabuła jest zręcznie prowadzona, wielowątkowa, choć trzonem pozostają nadal sprawy związane z wystawą. Mimo mnogości nowych wątków, które pojawiają się dosyć często, autorowi nic nie umyka, nic nie zostaje zapomniane. Wszystkie sprawy zostają doprowadzone do finału.
Całość jest porywająca, zaskakująca, wzbudzająca zarówno zdziwienie, jak i uśmiechy.
Od pierwszej strony rzuca się w oczy, iż Ćwirlej zadał sobie bardzo wiele trudu. wszystkie drobiazgi, gwara, budowle, miejsca, przedmioty, życie codzienne to wszystko znajdziemy w tej książce.
Autor bez wątpienia dokonał drobiazgowego reaserchu, przeczytał mnóstwo książek, powybierał największe, najbardziej charakterystyczne perełki i umieścił je w książce.
Oddając klimat epoki, miejsc, środowisk nie zapomina o doskonałym prowadzeniu śledztwa.
Całość ponownie mistrzowska. Polecam.

środa, 31 marca 2021

Wierny czytelnik - Max Seeck

 



Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Rzadko mamy do czynienia z fińska literaturą, a szkoda.
Wierny czytelnik to przykład niebanalnej, nieprzewidywalnej opowieści. Nic dziwnego, iż książka stała się hitem w tak wielu krajach i szykowana jest jej ekranizacja.
Roger Koponen to autor bestselerowej trylogii o makabrycznych zbrodniach. Dzieło sprzedaje się genialnie, jest hitem, a jego autor zbił na nim fortunę.
Mnożą się wywiady, spotkania autorskie. W trakcie jednego ze spotkań z czytelnikami zostaje zamordowana żona Rogera. Zbrodnia, jak zbrodnia, nie byłoby w niej niczego dziwnego gdyby nie fakt, iż co do najmniejszego szczegółu przypomina ona jedną ze zbrodni opisanych w książce Rogera. Przypadek? Raczej nie. Czyżby zabójca był fanem twórczości Rogera? A może kryje się za tym coś więcej?
Bardzo szybko okaże się, iż żona Koponena jest jedną z wielu ofiar seryjnego zabójcy. Każda ze zbrodni ma swoje odbicie w książkach Rogera. Cechą charakterystyczną są wyjątkowo masakrycznie upozowane miejsca zbrodni i okrutne same zbrodnie. Co się za tym kryje? Czy morderca to tylko zwykły zwyrodnialec czy może ktoś więcej?
Policja rozpoczyna śledztwo. Dokąd ono ich zaprowadzi? Co odkryje Roger?
Bardzo dobra, naprawdę porywająca, intrygująca książka, okrutna, w klimacie mocno noir. Ten klimat jest najciekawszą, przyprawiającą o dreszcze cechą książki.
Sama fabuła, owszem jest ciekawa, jest także doskonale prowadzone śledztwo, ale klimat, nastrój zdają się oblepiać czytelnika już od pierwszej strony i sprawiają wrażenie namacalnego zła, grozy.
Wierny czytelnik to nie tylko dobry, mocny, intrygujący thriller. To także książka z drugim dnem, z podtekstem, pytaniami o istotę człowieczeństwa, o granice między normalnością, a szaleństwem o to co dzieli z pozoru normalnych i szalonych.
W trakcie lektury mnoży się wiele innych pytań, np. takie co zrobić w sytuacji X? Czy jest coś, co usprawiedliwia zbrodnię A?
Nie na wszystkie pytania znajdziemy odpowiedż w treści książki. Seeck sprawia, iż musimy pomyśleć sami, zastanowić się nad treścią książki, ale także nad tym, jak ma się ona do życia tuż obok nas, do nas samych. Polecam.


poniedziałek, 29 marca 2021

Odpłata - Agnieszka Jeż

 

Wydawnictwo Burda Książki, Moja ocena 5,5/6
Zaskakująco dobry, nieszablonowy, zaskakujący kryminał. Zaskoczyły mnie na równi fabuła, niebanalny pomysł, jak i zakończenie.
To co rzuca się od razu w oczy to fakt, iż autorka nie wcisnęła swojej fabuły w żadne znane nam z innych książek ramy. Wielu, ba większość pisarzy bazuje na jakimś szkielecie, sztampie, wzorcu. Jeż odchodzi od będących kalką pomysłów, myśli nieszablonowo, zaskakuje. Dodatkowo do końca zwodzi czytelnika i to pod każdym względem. Gdy już jesteśmy pewni, że wiemy czym jest A lub B, okazuje się, że pisarka kolejny raz nas zaskakuje i nic nie jest tym, czym wydaje się z pozoru być.
Akcja toczy się na trzech płaszczyznach czasowych. Dodatkowo w każdym czasie, na każdej płaszczyżnie czasowej mają miejsce ważne, zaskakujące, z pozoru błahe, ale jak się okaże niezmiernie istotne wydarzenia. My czytelnicy musimy o nich pamiętać, śledzić je, zebrać niejako w całość, żeby prowadzić sprawę na bieżąco. Może się wydawać, iż to w jakiś sposób, choćby minimalny utrudni nam lekturę i śledzenie fabuły. Tak nie jest. Pisarka bardzo zręcznie poprowadziła akcję, wprowadziła kolejne elementy, przedstawiła bohaterów.
W Odpłacie mamy wszystko, co sprawia, iż książkę czyta się na wdechu, nieomal z wypiekami na twarzy. Są trzy płaszczyzny czasowe, są Mazury i Podhale, dwa jakże od siebie różne pod każdym względem światy, są tajemnice sprzed lat, niewyjaśnione morderstwo i świetnie ukazane, małe, klaustrofobiczne społeczeństwo, grupa ludzi, która sama jest dla siebie wrogiem, która nie dopuszcza do siebie nikogo z zewnątrz.
A wszystko zaczyna się tak niewinnie, sztampowo. Sierżant Wiera Jezierska z komendy w Giżycku dostaje zlecenie rozwiązania błahej sprawy włamania do domku letniskowego. Zarówno ona, jak i czytelnicy są przekonani, iż to sprawa jakich wiele, że szybko ją zakończy. Bo co może być banalniejszego od włamania do domku letniskowego? Nikt nie spodziewa się do czego ona doprowadzi.
Bardzo ciekawie ukazana jest sylwetka sierżant Jezierskiej Niby kobieta jakich wiele, ale nie sztampowa. Z pewnością trudna, przeczołgana przez życie, z ojcem tyranem, mroczną przeszłością, nienawidząca najbliższych np. swojej siostry. Przeszłość, ale i terażniejszość Jezierskiej mają ogromny wpływ na to, jak żyje, jak prowadzi dochodzenie, na to co się dalej wydarzy. A będzie działo się dużo. Zagłębiałam się w mrok duszy Jezireskiej ze współczuciem, ale i fascynacją dla tej trudnej, niezwykłej kobiety, która na każdym kroku musi walczyć z demonami w swojej psychice, ale i tymi bardziej namacalnymi, w koło niej.
Tym, co najbardziej przypadło mi do gustu jest fakt, iż Odplata to książka jakby z misją, przesłaniem, a na pewno z trudnymi pytaniami o ważne sprawy. W trakcie lektury mnoży się wiele pytań, np. takie co zrobić w sytuacji X? Czy jest coś, co usprawiedliwia zbrodnię A? Jak ja czy ty zachowalibyśmy się w tej sytuacji? Czy każdą zbrodnię, krzywdę można wybaczyć? Tych pytań jest wiele. Wiele pozostaje w naszej głowie już po zakończeniu lektury.
Odpłata to zaskakująca dla mnie, doskonała, zostająca w głowie na długo lektura. Z pewnością to jeden z ciekawszych tytułów tego roku. Gorąco wam polecam.




niedziela, 28 marca 2021

Moje śliczne - Karin Slaughter

 

Wydawnictwo HarperCollins, Moja ocena 2/6
Gdy widzę książkę, której autorką jest Karin Slaughter wiem, jestem przekonana, iż będzie ostro, mocno i fascynująco. Tak myślałam dopóki nie sięgnęłam po Moje śliczne. Niestety, ale ta książka mnie rozczarowała. Może autorka się trochę wyeksploatowała, może powodem jest (takie mam wrażenie) pisanie nieomal na akord.
Faktem jest, iż na Moich ślicznych bardzo się zawiodłam. Jednak błam uparta i doczytałam tę książkę do końca. Ale wierzcie mi, nie było warto.
A zapowiadało się tak dobrze... 19-letnia Julia znika bez śladu. W efekcie tej tragedii ojciec popełnia samobójstwo, a siostry Claire i Lydia zrywają ze sobą kontakt. Mija 20 lat. Mąż Claire, milioner, zostaje zamordowany. Claire przeglądając jego rzeczy znajduje drastyczne nagrania. Na nich tajemniczy człowiek brutalnie gwałci młode kobiety. Dlaczego Paul miał takie nagrania? Czy zbrodnie uwiecznione na płycie mają z nim coś wspólnego? Czy męźczyzna skrywał jakiś sekret?
Wdowa rozpoczyna śledztwo, które sprawi, iż będzie musiała cofnąć się w bolesną przeszłość.
Streszczenie brzmi dobrze, zapowiada ciekawą lekturę. Jednak na tym się kończy.
Moje śliczne w porównaniu do innych książek Slaughter jest słaba, a fabuła ciągnie się niczym przysłowiowe flaki z olejem. Historia opowiedziana jest z perspektywy trzech osób. Dobry zabieg, ale niewiele wnoszący do tempa fabuły. Wydawałoby się, że taki styl opowieści sprawi, iż będzie ona ciekawsza, bardziej emocjonująca, każda część będzie się różnic od pozostałych. Nic bardziej mylnego. Gdyby nie napis na okładce nie uwierzyłabym, iż autorką jest Slaughter. W pewnym momencie miałam odczucie, jakby pisarka zapłaciła jakiemuś mało wyrobionemu pisarczykowi za stworzenie tej książki.
Książka jest przede wszystkim przegadana. Do usunięcia wg. mnie nadaje się ok.120 stron. Gdyby dokonać takiego odchudzenia byłoby dużo lepiej, nie idealnie, ale zdecydowanie lepiej.
Całość sprawia wrażenie jakby autorka zbudowała dobry szkielet, dobry zarys historii, umieściła w tym kiepskich, żenujących bohaterów dodatkowo sprawiających wrażenie niezbyt inteligentnych, a pozostałe miejsca wypełniła czym popadło. Niestety. Przez sporą część lektury po prostu się nudziłam. Nieliczne, bardzo nieliczne ciekawe momenty nie zmieniły tego wrażenia.
Bardzo zdziwił mnie taki sposób pisania. Przy odrobinie wysiłku można było zrobić doskonałą, trzymającą w napięciu książkę. Po prostu można było napisać taką książkę, jaką Slaughter tworzyła na początku swojej kariery. Niestety jest nuda, sztampowość i bardzo nędzne, wręcz żenujące dialogi, niczym z kiepskiej telenoweli.
Oprócz głównego wątku, w Moich ślicznych pojawia się kilka dodatkowych, pobocznych. Ta wielowątkowość sama w sobie nie jest czymś złym. To taki znak rozpoznawczy Slaughter, Z tym, że we wcześniejszych książkach autorka potrafiła z tego sensownie wybrnąć, dokończyć wątki. W Moich ślicznych jest wręcz odwrotnie.
Niby o gustach się nie dyskutuje, ale jestem niesamowicie zdziwiona gdy czytam pochwalne peany dotyczące tej pozycji. Chyba czytaliśmy zupełnie inne książki.

 


piątek, 26 marca 2021

Ogród bogów - Gerald Durrell

 

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Kocham tę serię miłością wielką, przeogromną.
Ogród bogów
to genialne wprost zakończenie Trylogii Korfu. To niesamowita opowieść o wyjątkowej, ekscentrycznej, mądrej, wrażliwej i kochającej się brytyjskiej rodzinie, która po różnych życiowych zawirowaniach zamieszkała na Korfu.
Początek tej historii i jej dalszy ciąg możecie poznać w dwóch wcześniejszych częściach serii, Mojej rodzinie i innych zwierzętach oraz Moich ptakach, zwierzakach i krewnych. Każdy z tych tomów jest wspaniale napisany i przenosi czytelnika w zupełnie inny świat, świat o którym wręcz się marzy żeby nas pochłonął.
Cała trylogia to opowieść na równi o wyjątkowej wyspie, jaką jest Korfu, o greckich realiach, zamieszkujących wyspę, może trochę dziwnych, ale cudownie porządnych, zabawnych ludziach, o dniu codziennym, o radzeniu sobie z przeciwnościami losu, o odwadze, miłości, wspieraniu, ale i robieniu sobie różnych dowcipów, małych złośliwostek. Generalnie to opowieść o życiu, o rodzinie, które jest kwintesencją tego czym powinna być.
Jak pisze sam autor (...) Ta książka opowiada o pięcioletnim pobycie naszej rodziny na greckiej wyspie Korfu. W pierwotnym zamierzeniu miała być nieco nostalgicznym opisem przyrody na wyspie. Popełniłem jednak podstawowy błąd, wprowadzając już na pierwszych stronicach moją rodzinę. Z chwilą kiedy znaleźli się na papierze, zaczęli się tam zaraz panoszyć i zapraszać swoich przyjaciół do następnych rozdziałów. Trzeba było chytrych podstępów, by z wielkim trudem zachować od czasu do czasu kilka stron wyłącznie dla zwierząt. (...)
Ogród bogów niczym się nie różni od dwóch wcześniejszych książek serii. Gerald Durrell nadal cudownie opowiada o swoich zwariowanych krewnych, przyjaciołach, sąsiadach oraz o pasjach i ukochanych zwierzętach.
Co prawda seria powstała wiele lat temu, świat, realia były wtedy inne. Śmiem napisać, iż ludzie byli wtedy inni. Jednak to lekkie trącenie myszką dodaje historii tylko uroku, czaru za którym wręcz wzdychamy w trakcie lektury.
Całość przesycona uwielbieniem życia, miłością do ludzi i zwierząt i wyjątkowym zrozumieniem jeżeli chodzi o dziwactwa krewnych i przyjaciół. A wierzcie mi, dziwactw najbliższych w tych książkach nie brakuje.
Zakochałam się w Korfu, w rodzinie Durrellów, we wszystkich zwierzętach małych i dużych.
Ostrzegam, lektura całej Trylogii Korfu wywołuje u czytelnika zupełnie niekontrolowane rżenie, wybuchy śmiechu, parskanie, płacz ze śmiechu, a finał to pakowanie w pośpiechu walizek i rezerwowanie biletów na Korfu. Polecam, ze wszech miar polecam. Książka idealna na każdą porę roku, na każdą porę dnia, na każdy nastrój. Po prostu trylogia dobra na wszystko. To wspaniała opowieść, którą napisało życie.Idealna lektura na trudny czas, jaki teraz mamy.

środa, 24 marca 2021

Silva Rerum III - Kristina Sabaliauskaitė

 

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Trudna, skomplikowana, ale wspaniała i warta wysiłku lektura. Trochę inna od poprzednich części, ale równie wspaniała.
Akcja I tomu serii rozpoczyna się w 1659 roku, 90 lat po podpisaniu Unii Lubelskiej. II tom to kolejne lata tej swoistej sagi rodowej.
Tom III to opowieść z okresu baroku. Akcja rozpoczyna się w 1748 roku w Wilnie.. Umiejscowienie książki w danym okresie ma ogromny wpływ na jej treść. Nie inaczej jest z tomem III. To wspaniale opowiedziana historia rodziny Narwojszów z Milkont ukazana na tle okresu świetności Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
Bohaterem jest Piotr Antoni Narwojsz, potomek postaci znanych z wcześniejszych tomów. Zarządza on majątkiem księcia Michała Radziwiłła, zwanego Rybeńko. Z tego tytułu ma niemałe dochody, utrzymuje siebie i rodzinę i generalnie żyje im się dobrze.
Jednak losy Piotra to szkielet, jakby oś książki. Od niej rozwijają się, odchodzą gałęzie, wątki poboczne, które są zapełnione wydarzeniami z życia Piotra i jego rodziny, historiami bliskich i dalszych krewnych, wydarzeniami historycznymi, politycznymi etc. Tych wątków pobocznych jest całe mnóstwo. Czasami odnosiłam wrażenie, iż są one ważniejsze niż same losy głównego bohatera, Piotra.
Mimo, iż jak wspomniałam, wątków jest dużo, autorka sprawnie nimi operuje, wręcz żongluje. Nic jej nie umyka, nic nie ginie w odmętach opowieści, nic nie zostaje nagle urwane. Wszystkie historie są logicznie opowiedziane do końca.
Nie ma sensu, a i nie da się opowiedzieć fabuły książki. Streszczenie jej byłoby kolejną książką. Poza tym losy Piotra są tylko wg. mnie pretekstem do ukazania życia szlachty na Litwie, losów, okresu świetności Rzeczpospolitej Obojga Narodów w XVIII w., wiary, religii, przyjemności, smutków, dnia codziennego, dnia odświętnego. Ukazane są także wzajemne współżycia, mniej lub bardziej zgodne, różnych wyznań, nacji oraz ich wpływ na gospodarkę, kulturę, życie codzienne.
Pełno w tej historii smaków i smaczków, elementów, które tworzą niezwykle plastyczną i barwną panoramę tego okresu.
Niezwykła jest też galeria postaci, które zapełniają karty książki. Są one wyrażnym obrazem postaci tamtych czasów z podziałem na mężczyzn i kobiety, zamożnych i biednych. Wyróżniają się one charakterem, sposobem bycia, życia, funkcjami w społeczeństwie. Niezwykły obraz społeczeństwa.
Najbardziej jaskrawym i ciekawie przedstawionym bohaterem jest książę Marcin Mikołaj Radziwiłł. Postać barwna, charakterna, z dwulicową moralnością, ostrymi cechami i sposobem bycia, bezwzględna, a przy tym bezlitosna i chyba tak można ją określić, szalona. Jego wpływ na losy innych bohaterów książki jest niesamowity, czasami groteskowy, a z pewnością groźny.
Bez wątpienia to wyjątkowa powieść. Wszystkie tomy są wyjątkowe, zasługują na uwagę.
Całą serię czyta się dobrze, ale..dopiero po tym, gdy czytelnik przyzwyczai się do stylu pisarskiego Kristiny Sabaliauskaitė, dla której charakterystyczne są długie, często określane mianem barokowych zdania i całkowity brak dialogów. Gdy zaakceptuje się taki sposób pisania, dalsza lektura jest wielka, przeogromna przyjemnością. Gorąco zachęcam was do zmierzenia się ze wszystkimi tomami. Warto.

niedziela, 21 marca 2021

Bezkresne niebo - Kate Atkinson

 

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 4,5/6
Kolejna, 5.już książka o prywatnym detektywie Jacksonie Brodiem. Atutem tej serii jest fakt, iż każdą część można czytać niezależnie od pozostałych. Każda książka jest odrębną całością. Chociaż warto tez zachować kolejność lektury ze względu na liczne prywatne perypetie bohatera, które autorka zręcznie wplata w wątek kryminalno-obyczajowy.
Tym razem akcja toczy się w niewielkim, urokliwym miasteczku w północnym Yorkshire, gdzie mieszka nasz bohater. Cała historia zaczyna się lekko. Autorka ciekawie snuje opowieść o życiu codziennym detektywa, o jego kolejnych sprawach, o opiece nad trudnym, dojrzewającym synem, o spacerach z leciwą, kochaną labradorką. Bardzo malowniczo ukazane są pejzaże okolicy, piękno miejsca, sielskość małego miasteczka, niewielkiej osady. Początki książki to po prostu leniwa, choć nie ukrywam malownicza i nie ukrywam ciekawa opowieść o codziennym życiu w Anglii.
Zdawałoby się, iż miejsce, w którym żyje i pracuje Brodie jest idealna do życia. Zła tam nie ma. Jednak to tylko pozory.
W pewnym momencie wszystko się zmienia. Zmienia się tempo akcji, zmienia fabuła, ale nadal jest ciekawie. Opowieść codziennego życia przeradza się w ciekawy kryminał z (to pod koniec książki) zaskakującymi zwrotami akcji.
Książka nie jest pełnym akcji, szybko się toczącym kryminałem. Jeżeli tego szukacie, to nie ta lektura. Owszem, są zwroty akcji, ale jak na rasowy kryminał są mało energiczne. Co nie znaczy, że Bezkresne niebo jest gorsze czy mniej godne polecenia. To pełna uroku, zaskakująca opowieść o życiu, tak po prostu z ciekawie snutym wątkiem kryminalnym.
Może samo śledztwo nie jest najmocniejszą stroną książki, ale jest ciekawe, dobrze prowadzone i dodaje specyficznego smaczku całej historii.
Oprócz dnia powszedniego poznajemy życie wielu innych bohaterów. Różnorodność i mnogość postaci to cech charakterystyczna książki. podobnie jest ze swoistym, pełnym angielskiego uroku klimatem książki. Zdaje się on otulać czytelnika od pierwszej strony.

Do tego sporo dygresji, które absolutnie nie rozpraszają, a wręcz przeciwnie, zaciekawiają. Do tego autorka opowiada tak o życiu głównego bohatera, że wielu czytelników odnajdzie w tej opowieści siebie lub liczne wątki ze swojego życia.
Mam za sobą lekturę wszystkich książek autorki. Najbardziej utkwiły mi w pamięci Jej wszystkie życia. Książka rewelacyjna. Bezkresne niebo nie jest aż tak doskonałe, ale to dobra, warta lektury pozycja.
Wątek kryminalny zaciekawia, choć jest on jakby dodatkiem do ciekawej, sielskiej, ale i pouczającej opowieści o życiu. Razem to dobra, godna polecenia, mila w odbiorze książka.


czwartek, 18 marca 2021

Nurt - Tim Johnston

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobra powieść autora światowego bestsellera W dół.
Akcja rozpoczyna się w trakcie mrożnej zimy. Audrey i Caroline, dwie studentki, ruszają z kampusu uniwersyteckiego w długa podróż. Jadą ponad 1000 km do domu rodzinnego jednej z nich, która pragnie odwiedzić chorego na nowotwór ojca.
Z pozoru zwyczajna podróż bardzo szybko zamienia się w dramatyczną walkę o życie. Jedna z dziewczyn ginie, zostaje zamordowana, druga musi rozpaczliwie walczyć o życie. A to dopiero początek historii.
Początkowo wydaje się, iż będzie to thriller z elementami dramatu. Owszem jest. Jednak im bardziej wczytywałam się w tę pochłaniająca bez reszty książkę, tym bardziej byłam pewna, że to świetnie napisana powieść obyczajowa z elementami thrillera.
Pełno w niej emocji, na których autor gra po mistrzowsku. Najpierw dramatyczna walka o życie młodych kobiet. Póżniej rozpacz po śmierci jednej z nich. Za moment pragnienie zemsty i wspomnienia o innej zbrodni, śmierci, która zostaje przywołana w pamięci mieszkańców miasteczka.
Jakby tego było mało, dramatyczne wspomnienia ocalałej studentki, która nie potrafi sobie poradzić ze śmiercią przyjaciółki i winą, że ona ocalała. Rozpacz rodziców, którzy stracili córkę.
Z każdą kolejną stroną emocji jest coraz więcej. Mnożą się także zagadki, niejasności, podkręcone zostaje tempo akcji, pojawia się niebezpieczeństwo. Na jaw wychodzą skrywane skrzętnie sekrety, uwidacznia się beznadzieja. Mnożą się oskarżenia, pojawiają się winni. Ale czy na pewno są oni winni?
Pojawiają się także niczym fale rzeki kolejne porcje rozpaczy, traumy po stracie, tęsknoty, poczucia winy. Książka przeczołguje emocjonalnie na wielu płaszczyznach. Emocje i to różnorodne są w tej opowieści najważniejsze.
Nurt to na równi fascynująca, jak i niezwykle trudna książka. trzeba się skupić, wczuć w sytuację, w położenie bohaterów, uruchomić pokłady empatii. Możecie mieć początkowo problem z wczytaniem się w treść, wczuciem w atmosferę.
Książka początkowo powolna, mimo, iż już na początku rozgrywają się w niej dramaty, z biegiem czasu zamienia się w rwącą rzekę, której nurt porywa czytelnika. Warto dać tej pozycji szansę.
Do tego dochodzi trudny, jakby odrobinę poetycki język Johnstona. Jednak doskonale oddaje on sens opowieści.
To doskonała, świetnie napisana, poruszającą historia. Polecam.


 

wtorek, 16 marca 2021

Obecność. Odczytując znaki - Anna Halasz

 

Wydawnictwo eSPe, Moja ocena 5/6
Bardzo dobra powieść. Jest to książka z serii Opowieści z wiary. Przyznam się, iż sięgałam po nią z lekką obawą. Bałam się nadmiaru religii, nawiązań do wiary, może jakiś biblijnych cytatów. Nic z tych rzeczy. Tzn owszem, religia, wiara jest dosyć istotnym elementem opowieści, ale autorce udało się tak wszystko wypośrodkować, iż nawet osoby jak ja nie będące religijne przeczytają tę książkę z przyjemnością i wiele z niej wyniosą.
Bohaterem jest 45-letni architekt Tomasz, który po dłuższym pobycie wraca do Polski. Ma on sporo planów, które jednak jeden po drugim obracają się w gruzy. Zaczyna się od przegranej w sporym i ważnym konkursie architektonicznym. Tomasz bardo liczył na tę wygraną. Niestety los potrafi być przewrotny.
Póżniej mają miejsce kolejne większe i mniejsze porażki. Dodatkowo nasz bohater został w poprzednich latach bardzo mocno doświadczony przez okrutny los i nosi w sobie spora tajemnicę i skazy na duszy.
Pewnego dnia dostaje zlecenie na namalowanie kopii pięknego obrazu Propozycję składa mu zaprzyjażniony proboszcz, który wie, iż w młodości Tomasz wspaniale malował. Ma to być na równi praca, co przyjemność, próba zapomnienia o problemach, swoista terapia. Czy to się uda? Czy będzie to zwykłe zlecenie, czy może coś znacznie ważniejszego? Jedno jest pewne, ta praca bardzo dużo zmieni w życiu Tomasza, a także w nim samym.
To z pozoru zwyczajna, ale jednocześnie bardzo niezwykła powieść. Zdaje się ona biec wokół jednego słowa, którym jest tytuł książki. Obecność dosłownie i w przenośni. Obecność na dużej i tylko na chwilę, ale także na zawsze. Obecność ważna, tuż obok, nienachalna. Może to się wydawać dziwne, niezbyt zrozumiałe, ale wierzcie mi, gdy tylko rozpoczniecie lekturę zrozumiecie o co chodzi. Ta książka, z pozoru zwyczajna, a w sumie bardzo niezwykła, pełna jest niedopowiedzeń, aluzji, niuansów, metafor. A w sumie chodzi o jedno, o człowieka, o jego życie fizyczne, o dusze, o to co w nim drzemie i jak postępuje.
To także ukazania na przykładzie rodziców Tomasza, jak ważni są dla nas najbliżsi, jak istotne są kontakty z nimi, jak ważne są wspomnienia.
Owszem, sporo w książce rozważań, sporo egzystencjalnych rozterek, dużo nawiązań do Boga i jego ew. wpływu n życie człowieka. Jednak, nawet mi, osobie niewierzącej zupełnie to nie przeszkadzało.
Całość została tak utkana przez autorkę, iż jest po prostu dobra powieścią z głębszą wymową, a nie religijną opowieści nakłaniającą do czegokolwiek. Anna Halasz popycha, pokazuje, prezentuje, ale absolutnie nie namawia, nie zmusza. Jest prezentacja, brak nachalnego dydaktyzmu.
Obecność zmusza do wyciszenia, zastanowienia się nad pewnymi aspektami życia, do zwolnienia, do docenienia tego co mamy, do przewartościowania życia. I chociaż autorka i jej książka nie zmieniły mojego poglądu na istnienie Boga, nie zmieniły podejścia do religii to nie żałuję czasu poświęconego lekturze. To mądra, wartościowa książka, szczególnie potrzebna w szalonych czasach jakie teraz mamy.


poniedziałek, 15 marca 2021

Północna zmiana - Hanna Greń

 

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 3-/6
Oczekiwałam, zgodnie z zapowiedzią wydawcy, kryminału, rasowego, pełnokrwistego, dobrego. Otrzymałam bardzo dobrą część obyczajową z nijakim wątkiem kryminalnym.
Początek lat 80. XX wieku. stan wojenny, komuna. Generalnie ciężko jest i to pod każdym względem.
Główną bohaterką jest Inga, młoda mieszkająca w Bielsku-Białej kobieta, która jest na progu dorosłości i dopiero rozpoczyna życie. Na ten moment jej życia przypadły tak trudne czasy, jakie były na początku lat 80.
Tym, co zasługuje na największe uznanie jest doskonałe oddanie realiów okresu stanu wojennego. Lęk, który bez przerwy towarzyszył bohaterom, prześladowania, represje, problemy w każdej dziedzinie życia, groza, brak perspektyw. W trakcie lektury miałam wrażenie powrotu do przeszłości. Byłam co prawda wtedy dzieckiem, ale wiele z tego okresu pamiętam, sporo opowiedzieli mi także rodzice.
Na taki czas przypadają 18.urodziny Ingi, naszej bohaterki, która z balastem smutnych doświadczeń wkracza w dorosłe życie. Kilka miesięcy temu samobójstwo popełnił Maciek, jej najbliższy przyjaciel. Inga jednak nie wierzy, iż chłopak sam sobie odebrał życie. Postanawia odkryć prawdę.
Jakby tego było mało, Inga zostaje uwikłana w zniknięcie przybyłego do Polski Kanadyjczyka.
2 wątki kryminalne, dwie sprawy, które się zazębiają. I to był błąd. Gdyby autorka poprzestała na powieści obyczajowej, może z wątkiem psychologicznym, książka byłaby bardzo dobra.
Niestety, ale wątki kryminalne w Północnej zmianie są słabe, bardzo słabe. Brak w nich ikry, niewiele się dzieje. Momentami całość jest niesamowicie rozwleczona. Brak zaskakujących zwrotów akcji, brak tajemnicy, zaskoczenia, rasowej intrygi. Są one po prostu mdłe i nijakie i psują naprawdę bardzo dobrą część obyczajową.

Do tego doszedł nie wiem czemu służący wątek miłosny. Dramat. Ani on udany, ani potrzebny.
Wciśnięty na siłę w zupełnie do tego nie pasująca fabułę.

Międzyludzkie stosunki, więzi, sympatie, sposoby na przeżycie w tym trudnym okresie są ukazane bardzo ciekawie. Szkoda, że pisarka nie pokusiła się o napisanie pozycji obyczajowo-społecznej. Bez wątpienia taka książka wyszłaby jej dużo lepiej. 
Nie zachęcam was do lektury tej książki. Nie odradzam jej także. Sami musicie podjąć decyzję. Północna zmiana ma wiele bardzo wysokich ocen. No cóż, gusta są różne. Być może wam lektura także przypadnie do gustu. Szkoda, że tak wyszło. Książka miała spory potencjał, w części jest bardzo dobra. Pozostała część ku mojemu ubolewaniu psuje całość.

niedziela, 14 marca 2021

Cień judasza - Anna Kusiak

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6

Bardzo dobry, mocny debiut. Anna Kusiak z przytupem zaczęła swoją karierę literacką. Mam nadzieję, że autorka nie spocznie na laurach i kolejne książki będą co najmniej tak dobre, jak Cień judasza.
Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, które się przeplatają.
2005 rok, 18-letnia Klaudia dowiaduje się, że jej równolatka i kuzynka Aneta, a do tego przyjaciółka została brutalnie zamordowana. Niewielka wieś, w której nic się nie ukryje. Tajemnica nie jest także to, iż kilka tygodni póżniej ojciec Klaudii popełnia samobójstwo. Wieś plotkuje, iż to on był zabójcą Anety, że zabiły go wyrzuty sumienia etc.
Mimo, iż nie znaleziono mordercy, latka ta przylgnęła do ojca Klaudii.
2015 rok, 28-letnia Klaudia przyjeżdża do wsi w dniu śmierci matki. Jest zdruzgotana. Jej dotychczasowe życie legło w gruzach. Straciła prace, narzeczonego, mieszkanie i do tego śmierć matki.
Przed nią uporządkowanie rodzinnego domu, przejrzenie pamiątek, które wywołują bolesne wspomnienie i zdecydowanie co dalej robić ze swoim życiem.
Kobieta nie zdaje sobie sprawy, iż przeszłość i wydarzenia sprzed 10 lat powrócą i to bardzo szybko, a tuż obok czai się on zabójca i wielka tajemnica. Śledztwo, które rozpoczyna Klaudia na własną rękę, bo na miejscową policję nie ma co liczyć, doprowadzi ją do prawdy, ale i narazi na niebezpieczeństwo. Ludzie z wioski nie chcą żeby grzebałą w przeszłości, wyciągała brudne sekrety, dowiadywała się prawdy. Co z tego wyniknie? Sami się o tym przekonajcie w trakcie lektury tej ciekawej, doskonale napisanej książki.
Cień judasza jest dobrze, ciekawie napisany. Napięcie jest umiejętnie podkręcane, z każdym rozdziałem coraz bardziej. Dodatkowo jesteśmy świadkami wydarzeń, które mogą się stać udziałem prawie każdego z nas. Miejsca opisane w książce są tuż obok nas, wydarzenia dzieją się na naszych oczach choć często tego nie dostrzegamy. Dodatkowo postaci takich, jakie znajdziemy na kartach książki zapełniają polskie wsie i miasteczka, bez wyjątku. Tu na brawa zasługuje celne zobrazowanie polskich realiów niewielkiej wsi i doskonałe nakreślenie sylwetek bohaterów.
Całość porywa, czyta się doskonale, ku mojemu zaskoczeniu. Piszę o zaskoczeniu ponieważ z debiutami różnie bywa. Niestety, ale sporo osób uważa, że pisać każdy może. Niektórzy jednak nie powinni. Anna Kusiak jednak do tej grupy nie należy.
Gorąco zachęcam do lektury i czekam na kolejną książkę Anny Kusiak.

 


piątek, 12 marca 2021

Lektura na weekend...

 

To moja lektura na weekend.

Cień judasza debiut (podobno rewelacyjny) Anny Kusiak.  Premiera 16 marca...

Sprawdzę, ocenię, dam wam za kilka dni znać.

Blurb zachęca do lektury: 

KIEDYŚ
Lipcowa noc, wiejski festyn. Osiemnastoletnie kuzynki Klaudia i Aneta świetnie się bawią, tańczą i flirtują. W trakcie zabawy dochodzi między nimi do kłótni. Następnego dnia okazuje się, że do domu wróciła tylko jedna – Klaudia. Ruszają poszukiwania. Po kilku dniach przypadkowi grzybiarze znajdują w lesie zwłoki dziewczyny. Zabójstwo czy nieszczęśliwy wypadek? Nieudolnie prowadzone śledztwo nie przynosi odpowiedzi. Miejscowa ludność snuje domysły.

TERAZ
Klaudia wraca do rodzinnej miejscowości, by uporządkować dom po zmarłej niedawno matce. Na każdym kroku natyka się na ślady dawnej tragedii. Choć od tamtych wydarzeń minęło już dziesięć lat, wciąż ścigają ją wrogie spojrzenia. W pierwszym odruchu chce jak najszybciej zamknąć stare sprawy i wyjechać, ale uświadamia sobie, że jeżeli nie spróbuje rozwiązać tajemnicy śmierci Anety, nigdy się od niej nie uwolni. Musi poznać prawdę, nawet najbardziej okrutną. 

Recenzja w poniedziałek....


 

środa, 10 marca 2021

Pan Rasmussen - Grzegorz Gortat

 

Wydawnictwo HarperCollins, Moja ocena 5/6
Sięgając po tę książkę nie wiedziałam czego się spodziewać. Mroczna okładka sugeruje powieść grozy, może thriller.
Otrzymałam, hmmm w sumie trudno jednoznacznie określić. Najbliżej tej książce do powieści obyczajowej, książki o życiu, ot tak po prostu. Do tego garść i to spora elementów kryminalnych i bardzo dużo psychologi.
Wszystko zaczyna się gdy tytułowy bohater Henryk Rasmussen wraca do domu. Drzwi mieszkania zastaje otwarte, a w kuchni widzi zwłoki żony. Oczywiście dzwoni na policję, ale ta niezbyt kwapi się z szukaniem zabójcy.
Pan Rasmussen człowiek doskonale wykształcony, inteligentny świadomy ułomności otaczającego go świata postanawia na własną rękę odnależć mordercę. Czy mu się to uda? Czy plan, który ma doprowadzi go do celu?
W tej książce nie sam wątek kryminalny jest najważniejszy, nie poszukiwanie mordercy. Ono jest tylko pretekstem do ukazania życia, jego perypetii, wzlotów i upadków, smutków i radości. Ot tak, po prostu.
Śledzimy poczynania tytułowego bohatera, poznajemy jego życie, dzień po dniu. Sporo w treści analiz, sporo przemyśleń, ciekawych pytań, szukania odpowiedzi.
Pan Rasmussen to nie jest książka akcji. Nie jest to pozycja z zabójczym tempem akcji. Bohater to starszy człowiek, trochę powolny choć nie ułomny i taka też jest fabuła. Co absolutnie nie znaczy, iż jest gorsza, zła, czy niewarta polecenia. Wręcz przeciwnie. To powieść zmuszająca do chwili zadumy ciekawa, pobudzająca szare komórki do myślenia, ukazująca pewne sprawy życia codziennego w nowym świetle. To także poruszający portret nas ludzi, nas jako społeczeństwa. Portret smutny, dołujący, czasami przerażający. Niezwykla książka.
Jak już się w nią wczytamy lektura jest sporą przyjemnością. Powieść do końca trzyma w swoich objęciach i ku zaskoczeniu czytelnika w napięciu. Jest to jednak napięcie innego rodzaju, emocjonalne, egzystencjalne, jednak nie mniej poruszające.
Jeżeli szukacie nietuzinkowej, zaskakującej i zmuszającej do przemyśleń książki, Pan Rasmussen będzie dobrym wyborem.
Niech wam przyświeca ten cytat (...) Że świat faktycznie nie drepcze w miejscu, to rzecz oczywista. Tylko co z tego wynika? Pewne rzeczy się powtarzają w każdej epoce, zmieniają się tylko nazwy, narzędzia, głoszone hasła i kolory mundurów. (...)

poniedziałek, 8 marca 2021

Serca twego chłód - Przemek Corso

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Wow, zaskakująco dobra, ba porywająca książka. Jestem bardzo zaskoczona.
Tym razem, trochę inaczej niż w większości kryminałów, bohaterem jest seryjny zabójca, Kuba. Autor książki zabiera nas w podróż kolejką górską. Nie mamy pojęcia, co za chwilę się stanie, co nam Corso zaserwuje.
Brniemy przez kolejne zaułki nieźle pokręconego umysłu seryjnego mordercy, poznajemy jego myśli, poczynania. Jesteśmy świadkami, obserwatorami życia, dnia codziennego, planów człowieka całkowicie bezwzględnego, zimnego, nieczułego na cokolwiek.
Bohater intryguje, odpycha, a jednocześnie przyciąga. Odrzuca jego osobowość, to co i jak robi, to kim jest. A z drugiej strony przyciąga ciekawość i to ogromna.
Największym atutem książki jest to, iż jest ona całkowicie nieprzewidywalna oraz to w jaki sposób autor prezentuje swojego bohatera. Ukazanie wielowymiarowej, często niejednoznacznej sylwetki i psychiki Kuby jest arcyciekawe. Wielowymiarowość tej postaci budzi moje głębokie uznanie.
Druga równie ciekawą postacią, także świetnie nakreśloną jest porządnie doświadczony, przeczołgany przez życie policjant Andrzej. To człowiek, który mimo bycia policjantem spadł na całkowite dno, dosłownie i w przenośni.
Policjant jest szwagrem seryjnego zabójcy, którego próbuje od lat dopaść. Dodatkowo w mieście,w którym obaj mieszkają ktoś zabija, seryjnie, okrutnie. Nie jest to Kuba. Obaj mężczyżni zaczynają brać udział w okrutnej, niezwykle niebezpiecznej i bezwzględnej grze. A z tyłu głowy każdy z nich ma tykający zegar. Czas odgrywa w tej rozgrywce wyjątkowo ważną rolę.
Jak daleko są w stanie się posunąć, obaj, każdy z innego powodu? Jak daleko będą musieli pójść?
Te kilka zdań nawet w przybliżeniu nakreśla treść książki. To ułamek tego, co się w niej dzieje. A dzieje się dużo, bardzo dużo. Corso ma niesamowite pomysły i niezwykle umiejętnie, zręcznie przelewa je na papier. Od lektury naprawdę trudno się oderwać.
Jest to historia spektakularna, chwytająca w swoje macki od pierwszej strony, bezwzględna, okrutna. Lektura zachwyciła mnie. Byłam jednak ciekawa, jak autor poradzi sobie z zakończeniem.
Finał doskonały. Do niczego nie można się przyczepić. No może tylko do tego, że Serca twego chłód jest tak krótką lekturą. Polecam.

piątek, 5 marca 2021

Dwadzieścia lat ciszy - Przemysław Wilczyński

 

Wydawnictwo Akurat, Moja ocena 2/6
Streszczenie zachęca, zarys fabuły może nie porywa, ale wydaje się obiecywać nie najgorsza lekturę.
Bogna od dwudziestu lat poszukuje córki, którą ostatni raz widziano wsiadającą do czarnej furgonetki. W ten sam sposób znika Igor. Jego przyjaciel Niko rusza tropem tajemniczego sprawcy. Pomagają mu Bogna i Hubert – bezdomny były wojskowy.
Mamy jeszcze psychopatę, uciekiniera z zakładu psychiatrycznego oraz owianą złą sławą czarną furgonetkę. I w ogóle cała książka jest zła, mroczna... i niestety, ale niewiele więcej sobą reprezentuje.
Historia choć miała zadatki na ciekawą jest napisana w sposób kiepski, nużący, monotonny. Brak zwrotów akcji, brać elementów zaskoczenia, choć czarna furgonetka to obiecuje. Całość nudna, ciągnie się jak przysłowiowe flaki z olejem. Już samo wczytanie się w fabułę jest trudne.
Do tego długie, długaśne opisy, praktycznie brak dialogów. Dodatkowo całość ubarwiona licznymi monotonnymi przemyśleniami bohaterów. Monotonia, nuda. Oczy same się zamykają w trakcie lektury.
Książka sprawia, iż w trakcie przedzierania się przez nią towarzyszą nam kolejne pytania, mnożą się zagadki. Niestety, ale żadna z nich nie znajduje rozwiązania. Na żadne pytanie nie ma w treści odpowiedzi.
Dwadzieścia lat ciszy to książka wobec, której miałam spore oczekiwania. Może nie jakieś olbrzymie, ale spore. Oczekiwałam, że mnie zaciekawi na tyle żeby nie nudzić się w trakcie lektury. Niestety, ale, jak widać oczekiwałam za dużo. Interesujący zarys fabuły i demoniczne, wielkie, bliżej nieokreślone zło to za mało żeby książka była ciekawa.
Nawet trudno mi tę pozycję polecać. Jest tyle ciekawszych pozycji.

wtorek, 2 marca 2021

Przebaczam ci. Powieść o miłości, która nie pamięta złego - Małgorzata Lis

 

Wydawnictwo eSPe, Moja ocena 5/6
Czy pamiętacie Anię i Marcina z Kocham cię mimo wszystko?
Przebaczam ci to kontynuacja ich losów, dalszy ciąg historii. Dlatego proponuję czytać obie książki w kolejności.
I teraz zagadka, co napisać o drugim tomie żeby nie spojlerować. Może tylko szczątkowo nadmienię o treści.
Nasi bohaterowie cieszą się szczęściem. Wydaje się, iż wszystkie burze mają za sobą, że wszystko co złe już ich opuściło. Jednak to tylko złudne nadzieje.
Los po raz kolejny postawi na ich drodze przeszkody, sprawi, iż będzie im wyjątkowo ciężko. Czy młodzi ludzie poradzą sobie z problemami? Czy pokonają je?
Jest to kolejna książka z serii Opowieści z wiary. Przyznam się, iż sięgałam po nią z lekką obawą. Wiem z poprzedniej książki, jak pisze Małgorzata Lis. Mimo to w drugim tomie bałam się nadmiaru religii, nawiązań do wiary, może jakiś biblijnych cytatów. Nic z tych rzeczy. Tzn owszem, religia, wiara jest dosyć istotnym elementem opowieści, ale autorce udało się tak wszystko wypośrodkować, iż nawet osoby jak ja nie będące religijne przeczytają tę książkę z przyjemnością.
Małgorzacie Lis po raz kolejny udało się stworzyć dobrą, ponadczasową opowieść, w której istotne elementy odnajdą zarówno ludzie wierzący, jak i ateiści. Jest to po prostu historia wielkiej miłości i borykania się z przeciwnościami losu. To także opowieść o tym, jak bardzo nieprzewidywalne bywa życie, jak różni są ludzi, że warto zaufać, warto dać bliskim osobom drugą szansę, bo tylko to tak naprawdę się liczy.
To bardzo emocjonalna, życiowa historia, w której, jestem o tym przekonana, wiele czytelniczek odnajdzie większe lub mniejsze elementy własnego życia.
I chociaż ani lektura Kocham cię mimo wszystko ani Przebaczam ci nie zmieniła mojego podejścia do religii, to nie żałuję spędzonego na czytaniu czasu. Wręcz przeciwnie. Po odłożeniu książki na półkę czuję się zrelaksowana, zastanawiam się nad piękną historią, którą opowiedziała autorka, myślę nad pewnymi sprawami. To co zostało w książce opowiedziane to jedno. Istotne też jest, jak to zrobiono. Polecam.

sobota, 27 lutego 2021

Matka - Maksym Gorki

 

Wydawnictwo MG, Moja ocena 5/6
Książka pięknie wydana, jak każda z Wydawnictwa MG.
Poza tym to porywająca, ale i irytująca lektura. Wydana została w 1906 roku.
To pierwszy w pełni socrealistyczny utwór, obrazujący narodziny ruchu robotniczego. Napisana ciekawym, choć początkowo trudnym językiem.
Porywająca, bo Gorki niezłym pisarzem był, za to był przede wszystkim wielkim piewcą socjalizmu. Poza tym na kartach tej niezbyt grubej książki prezentowany jest świat miniony, ciekawy, który porywa i jednocześnie maksymalnie irytuje. Z pewnością w trakcie lektury oddycha się z ulgą, że te czasy, tamto życie już minęły. Dodatkowo porywa fakt zapału z jakim autor opisuje socjalizm. Niezwykle ciekawe, szczególnie teraz po ponad 100 latach.
Jak wspomniałam Gorki napisał książkę w 1906 roku czyli tuż po rewolucji, która miała miejsce rok wcześniej. Był to okres, w którym jak sądzę socjalizm, idee nowego ustroju były w apogeum, były żywe, wdrażane w czyn. Gorki był wielkim zwolennikiem socjalizmu, jego piewcą, orędownikiem. To wyrażnie widać w treści Matki. Przewijają się tam wzniosłe hasła, idee i plany stworzenia nowego ładu, równości, dobrobytu dla wszystkich. Słowem jest to obraz świata idealnego, który z samego założenia nie może się ziścić.
Zapał Gorkiego, wręcz naiwny, dziecięcy, taki, przy którym ręce opadają kontrastuje z póżniejszymi, nam znanymi czynami socjalistycznych przywódców m.in. ze zbrodniami na ludzkości.
To wszystko, naiwny zapał godny lepszej sprawy, póniejsze wydarzenia jest w niesamowitym kontraście. Ów kontrast może z jednej strony odstręczać od lektury, a z drugiej wręcz porywać. Mnie porwał. Mimo, iż fabuła Matki nie wciąga, intryguje, pociąga to, jak jest ta opowieść napisana. Czytałam z wielkim zaciekawieniem, ale i niedowierzaniem, że ludzie mogli być tak naiwni.
Główna bohaterka to kwintesencja ówczesnej kobiety, Własowa, wdowa po robotniku, matka synom. Życie miała trudne, bardzo trudne. Nędza, alkohol, przemoc, beznadzieja, brak jakichkolwiek perspektyw. Zresztą o jakich perspektywach mówimy w uciemiężonej Rosji, na początku XX wieku w przypadku zwykłej, prostej kobiety. Mąż umiera, kobieta oddycha z ulgą. Pieczę nad nią przejmuje syn, również robotnik, który walczy za sprawę, ma usta pełne ideologii, chce działać.
Matka, kobieta prosta, nie rozumie o co chodzi. Jednak wydarzenia zmieniają ją. Staje się kobietą walczącą o sprawę.
Przyznacie sami, naiwne, aż zęby bolą. I sama treść, tak jak wspomniałam, nie porywa. Porywa sposób jej przekazania. Walka dwóch światów, dwóch rodzajów bohaterów i zwycięstwo ideologiczne jedynej słusznej sprawy. Nic dziwnego, iż bolszewicy przez lata wykorzystywali Matkę, jako narzędzie propagandowe. Do tego dochodzi dziecięca wręcz naiwność w to, iż świat może być lepszy, że ludzie mogą być równi etc. Jestem przekonana, iż Gorki w to wierzył. Bo czyż nie jest tak, że wszyscy w to wierzymy, że wszyscy pragnęlibyśmy, by już nie było więcej nędzy, głodu, poniżenia. By niesprawiedliwość zniknęła z naszego świata.Mimo, iż jest to niemożliwe, gdzieś w głębi serca każdy z nas o tym marzy.
Niewątpliwie warto Matkę przeczytać. Należy jednak nastawić się na odbiór nie arcydzieła literackiego, a niezłego studium prania mózgu sprzed 115 lat i obrazu jak wtedy myślano, pojmowano świat, w co wierzono. Ciekawe i warte przeczytania.

środa, 24 lutego 2021

Stewardesa - Chris Bohjalian

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Kolejna bardzo dobra, mocna książka tego autora.
Recenzja Lunatyczki tutaj - klik
Ruiny przeszłości (klik)
Zamki na piasku (klik)
Każda książka tego autora jest inna, każda równie fascynująca, niebanalna, momentami nawet niezwykła. Stewardesa jest tego kolejnym dowodem. Różni się od wcześniejszych książek Bohjaliana, a jednocześnie jest bardzo podobna do Ruin przeszłości i Lunatyczki.
Tym razem pisarz opowiada historię dojrzałej kobiety, stewardesy, która żyje jakbyśmy to ujęli...pełnią życia. Czerpie z niego pełnymi garściami. nie stroni od alkoholu, innych używek, przygód z przypadkowymi mężczyznami, seksu na jedna noc.
Pewnego dnia, gdy Casandra znajduje się w Dubaju, po kolejnej upojnej nocy budzi się obok martwego meżczyzny. Problemem w tym, iż kobieta nic nie pamięta. Nie wie kim jest denat, jak się znalazła w jego łóżku, czy to ona zabiła...nie wie nic.
Nie wie także, iż jej kłopoty dopiero się zaczynają.
Nic nie wiemy poza tym, iż jest trup i Casandra od samego początku kłamie. Dlaczego? Co z tego wyniknie? Dlaczego brnie w kolejne kłamstwa z uporem maniaka? O co tak naprawdę chodzi? Odpowiedż na te i wiele innych pytań, które mnożą się w trakcie lektury, znajdziecie, ale po sporym wysiłku umysłowym.
Nie jest to bowiem lekka, łatwa książka. Bohjalian jak zwykle wiele wymaga od swoich czytelników, ale i wiele im daje.
Przede wszystkim niesamowitą, inteligentną rozrywkę, niebanalna lekturę i sporą porcję zaskoczenia.
Poza tym mistrzowski portret bohaterki, świetne studium jednostki zaplątanej we wszystko, co tylko możliwe, a najbardziej we własne sidła.
Stewardesę, podobnie jak inne książki autora, czyta się z zaskoczeniem, ale i wielką przyjemnością. Nie jest to lektura dla szukających lekkiego czytadła.
To powieść dla ceniących inteligentną, wyrafinowaną lekturę. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę i inne książki autora. Satysfakcja i dobra rozrywka gwarantowane.

niedziela, 21 lutego 2021

Winni jesteśmy wszyscy - Bartosz Szczygielski


Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5,5/6

Kolejna bardzo dobra książka Bartosza Szczygielskiego.
Miałam okazje czytać inne, wcześniejsze książki autora i ta jest inna od poprzednich. Ma mocne cechy sensacyjne, kryminalne i zdecydowanie odcina się od dotychczasowego dorobku pisarza. Nie mniej warto sięgnąć po Winni jesteśmy wszyscy, ale i np. Krok trzeci, Serce, Aorta i inne. Każda jest zdecydowanie warta lektury.
To, co wyróżnia i od początku charakteryzuje Winni jesteśmy wszyscy to mocna bijąca z książki energia, czasowy podział akcji i dynamika. Fabula tętni energią, działaniem, życiem, ale i śmiercią.
Wszystkie energetyczne wręcz elementy nawarstwiają się powoli aż do momentu gdy jest apogeum, gdy od energii, działania jest aż gęsto.
Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy w piątkowe popołudnie, kiedy wszyscy myśleli już o weekendzie, nadal będący w firmie Konrad Łazar staje się świadkiem niesamowitych wydarzeń. Jeszcze chwilę wcześniej, ten mający dotąd wszystko pod kontrolą człowiek, nigdy by nie przypuszczał, że coś takiego może się wydarzyć. Konrad nie potrafi zrozumieć, jak doszło do tego, że była kochanka wykrwawia się na jego oczach, on sam tamuje krew ze swojej rany i, co ważniejsze, dlaczego nie udało mu się tego przewidzieć. Do tej pory wszystko kontrolował, wszystko przewidywał. I nagle coś takiego.
Konrad nie przypuszcza także, iż to wydarzenie to dopiero początek. W tym momencie zmienia się wszystko i wszystko się zaczyna. Zmieni się całe jego dotąd uporządkowane i przewidywalne życie. A w jego otoczeniu nikt nie będzie bezpieczny.
O co tak naprawdę chodzi? Kto, co się za tymi wydarzeniami kryje?
Do końca nie potrafimy znależć odpowiedzi na te i wiele innych pytań. Szczygielski misternie konstruuje powieść, fabułę. Z jednej akcji wyłania się kolejna, z jednej tajemnicy, zagadki wiele nowych. To bardzo pomysłowa, zagadkowa i inteligentna oraz misternie skonstruowana powieść.
Mocny wątek sensacyjny zmiksowany z kryminalnym. Do tego garść elementów obyczajowych i psychologicznych. Całość umiejętnie dozowana z genialnie budowanym napięciem tworzy mieszankę wybuchową i przykuwa aż do finału, który należy pochwalić, jest doskonały.
Całość okraszona świetnym, czarnym humorem, pełna niedopowiedzeń, zagadek.
Wiedziałam, że Szczygielski doskonale pisze. W tej książce znalazłam jego nowe oblicze, nowy typ powieści, który jest równie doskonały, jak we wcześniejszym dorobku pisarza. Mogę tylko zachęcać do lektury tej i wcześniejszych książek Bartosza Szczygielskiego. Warto. Mocna, zaskakująca, inteligentna i zagadkowa proza.

czwartek, 18 lutego 2021

W jednej chwili - Suzanne Redfearn

 

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Zaskakująco dobra książka, świetnie nakreślone tło, mistrzowskie portrety psychologiczne. Całkowite zaskoczenie. Czytając opis, patrząc na okładkę nigdy bym się nie domyśliła, że to tak dobra lektura.
To świetnie opowiedziana historia o tym, jak kruche jest życie i jak bardzo należy się nim cieszyć, bo nie wiadomo co stanie się za moment.
Niby wszyscy o tym wiedzą, to banał. Jednak tak na co dzień rzadko kto o tym pamięta.
Bohaterowie książki także o tym zapominają, cieszą się życiem, ale tak naprawdę nie bardzo je doceniają. Pewnego dnia wydarza się tragedia. W okamgnieniu kończy się życie szesnastoletniej Finn, gdy samochód jej rodziny wypada z ośnieżonej drogi i stacza się po zboczu góry. Bohaterowie walczą o przetrwanie w ekstremalnie trudnych warunkach.
Czyli Finn, jej rodzina znajdują się w sytuacji, w jakiej może znależć się dosłownie każdy z nas. Dzięki temu lektura jest jeszcze bardziej emocjonalna. Bardzo łatwo jest nam czytelnikom utożsamić się z bohaterami, wczuć się w wydarzenia.
Na emocjonalny odbiór całej historii ma także wpływ narracja w pierwszej osobie. Dzięki temu Finn relacjonuje nam życie przed wypadkiem, podróż, dramatyczne zdarzenia, a póżniej....gdy jest duchem opowiada o tym, co robią i myślą jej najblżsi, chce im pomóc, krzyczy, podpowiada, ale oni jej nie słyszą. Po wypadku, gdy staje się duchem nastolatka ciągle nie potrafi się rozstać z bliskimi. Za wszelką cenę chce z nim i być i im pomagać.

Wiem, brzmi to może dziwnie, ale to naprawdę doskonała powieść, którą trudno jednoznacznie streścić. Tak, jak napisałam na początku, to powieść o cieszeniu się życiem, ale nie tylko. To także historia o tym, że tak naprawdę do końca nie znamy ani naszych bliskich, ani nawet samych siebie.
W przypadku bliskich Finn chodzi o walkę o przetrwanie, ale także o słowa, które padną, czyny, które będą miały miejsce oraz ich następstwa. Pewnych rzeczy nie da się odrobić, a słów cofnąć. Czy ekstremalna sytuacja tłumaczy wszystko, absolutnie wszystko?
W jednej chwili to zadziwiająco mądra, mocna i prawdziwa historia. Historia porusza, działa na wyobrażnie,w wielu osobach uruchomi nutkę wstydu, przypomni to co same zrobiły w danym, konkretnym momencie, jak się zachowały.
Przede wszystkim to jednak bardzo emocjonalna książka, która porusza czytelnika i to niesamowicie.
Zachwycają portrety psychologiczne, ukazane emocje, głębia uczuć. Przeraża dramatyzm i realizm jego zaprezentowania. To niezwykła, poruszająca, zmuszająca do przemyślenia kilku spraw powieść. Gorąco ją polecam.


środa, 17 lutego 2021

Międzynarodowy Dzień Kota:). Koty w literaturze.

 

17 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kota:). Te piękne zwierzęta są uwielbiane przez część ludzkości i darzone niechęcią - a co najmniej trzymane na dystans przez resztę świata. Kot nie pozostawia nikogo obojętnym. I zawsze gra pierwsze skrzypce. Nic dziwnego, że koty inspirują twórców i towarzyszą wielkim tego świata, także pisarzom.
Miłośnicy kotów podkreślają, że to nie człowiek jest „właścicielem" (ani tym bardziej „panem") zwierzaka, a wręcz przeciwnie. To kot wybiera sobie człowieka i łaskawie pozwala się obsługiwać. Nie bez kozery mamy powiedzenie, że psy mają właścicieli, a koty służbę:).  Nic dziwnego, że na przestrzeni wieków gatunek ten był uznawany z jednej strony za święty, a z drugiej za mający tajemnicze konszachty z „siłą nieczystą".
Rozczuliło mnie znalezione w wikipedii poniżej zamieszczone zdjęcie:) Coś pięknego i niesamowitego jeżeli chodzi o kolorystykę:)
Historia, również współczesna obfituje w kocie osobistości - wspomnijmy chociażby Socksa, kota Billa Clintona (który doczekał się tytułu „najpotężniejszego kota świata", własnej gry komputerowej i komiksu), Humprey'a - „etatowego" mieszkańca Downing Street 10, pełniącego funkcje „doradcze" wobec Margaret Tatcher, Johna Majora oraz Tony'ego Blaira i noszączego dumny tytuł „The Chief Mouser to the Cabinet Office of the United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland" (Głównego Myszołapa Kanceralii Rządu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii oraz Irlandii Północnej), czy Alika, towarzyszącego przez długie lata Jarosławowi Kaczyńskiemu. Oczywiście koci charakter, niezależność i nieodparty urok są od zawsze kuszące dla twórców. Malarze, rzeźbiarze, ale także literaci i filmowcy chętnie sięgają po „kocie motywy". Jednak robiąc to, muszą liczyć się z jednym zastrzeżeniem. Nawet, gdy pisarz czy reżyser chce uczynić z kota postać drugoplanową, prędzej czy później bohater ten wymyka się spod kontroli i dołącza do grona głównych bohaterów (także wtedy, gdy długość roli całkowicie na to nie wskazuje). Jeśli twórca pogodzi się z tym, powstają postaci niezwykle interesujące. Tak jest chociażby w przypadku Behemota - bodaj najsłynniejszego kociego bohatera. W powieści Mistrz i Małgorzata Michaił Bułhakow umieścił demona - pazia przyjmującego postać czarnego kota w świcie Wolanda, który przybywa do Moskwy. Behemot doskonale odnajduje się w radzieckiej rzeczywistości, pije wódkę i zagryza marynowanymi grzybkami, gra w szachy, samodzielnie jeździ tramwajem uwielbia specyficzne żarty i psoty, nie zapominając przy tym, że „kot jest istotą starożytną i nietykalną". Pełen wdzięku kot stworzony przez Bułhakowa do dziś jest ulubioną postacią wielu czytelników. Pisarz „przemycił" w postaci czarnego futrzastego pomocnika Wolanda wiele kocich cech, sprytnie wplatając je w charakterystykę postaci, obdarzonej imieniem biblijnego potwora. Nic dziwnego, że Behemot tak bardzo podoba się „kociarzom", a jego imię nosi wiele kotów.
Kot w roli tytułowej - to pomysł na całkiem sporo różnych książek - zabawnych, wzruszających a czasem specyficznie „poradnikowych". Warto tu wspomnieć takie pozycje jak Kot w stanie czystym Terry'ego Pratchetta (pozycja obowiązkowa w biblioteczce „zakoconych"), oparta na faktach Odyseja kota imieniem Hooper Gwen Cooper, czy polską zabawną powieść Wszyscy mężczyźni mojego kota Karoliny Macios. 
Koty stały się także wdzięcznymi (i stałymi oraz - oczywiście - pierwszoplanowymi, nawet jeśli reżyser myślał inaczej) bohaterami filmów. Wyjątkowym bohaterem - komiksowo-filmowym jest Garfield - rudy despota, leniwy, uwielbiający latanię, oglądanie telewizji i swoją wyjątkową domową pozycję.
Polska najsłynniejsza „kocia" seria „Przygody kota Filemona" do dziś cieszy się popularnością. Specyficzne pary stworzyli kocur Tom i mysz Jerry oraz kot Sylwester i ptaszek Tweetie. Koty (nieco większe) grają główne role w jednej z najpiękniejszych opowieści ze studia Disney'a „Król Lew". Kilka lat temu do plejady kocich gwiazd z głośnym mruczeniem dołączył Kot w butach. Ach to jego spojrzenie...:) (zdjęcie w nagłówku posta:). Do miana „kultowych" bohaterów dołączył też kot Simone'a - stanowiący kwintesencję „kotowatości" bohater animacji Simona Tofielda.Koty nie występują jedynie w kreskówkach. Warto przypomnieć tu „Elzę z afrykańskiego buszu", która pół wieku temu poruszała serca widzów na całym świecie, czy kota Rademenesa z polskiego serialu "Siedem życzeń". Z bliższych obecnym czasom kocich postaci mamy choćby uzdolnionego kota z filmu „Poznaj mojego tatę", który samodzielnie korzysta z „ludzkiej" toalety, a swoją niezależnością mocno utrudnia życie głównemu bohaterowi. To doskonały przykład tego jak „kocia" rola w zamierzeniu epizodyczna urosła do rangi głównej.
Oczywiście koty nie zawsze pozytywnymi bohaterami. Ale dziś nie będziemy wspominać licznych horrorów, w których zwierzęta te były nośnikami „siły nieczystej" czy innych filmów, w których zostały obdarzone paskudnym charakterem i złymi zamiarami. W końcu mamy dziś kocie święto.
Obcując z kotem człowiek ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy - mawiała Colette. Pamiętajmy o tym, nie tylko dzisiaj. 
Także wielu znanych pisarzy było miłośnikami kotów. Załączam zdjęcie Ernesta Hemingwaya i jego futrzaka.

Więcej zdjęć sławnych pisarzy i ich kotów znajdziecie tutaj.
Informacje z internetu i ze strony pasje.senior.pl

niedziela, 14 lutego 2021

Belgravia - Julian Fellowes

 

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Belgravia to kolejna ksiązka Juliana Fellowes, która miałam okazje przeczytać.
Recenzja Snobów tego autora tutaj - klik.
Po raz kolejny Fellowes zabiera nas do wiktoriańskiego Londynu i cudownie opisuje świat istniejący od dawna, który tylko w niewielu aspektach, bardzo niechętnie przeobraża się zgodnie ze zmianami stylu życia ludzi na zewnątrz.
Ów świat należy do książąt, księżnych, markizów, pokojówek i służących i jest żywym filmem historycznym. W tym świecie żyje także sam Fellowes, który pochodzi z angielskiej arystokracji.
Wiedząc jak ten świat wygląda i funkcjonuje od wewnątrz, mając lekkie piór, niesamowite poczucie humoru, cięty język stworzył doskonałą książkę.
Opowieść, którą snuje jest pełna najdrobniejszych nawet szczegółów, pikantnych anegdotek, opowieści, które u innych autorów po prostu znudziłyby czytelnika. Dodatkowo w fabule absurd goni absurd, a autor wspaniale tym wszystkim kieruje dodając sporą garść obserwacji ludzkich charakterów i smutną refleksję na temat ludzi i ich postępowania.
Autor porusza kwestie, tajemnice, ukazuje życie nie tylko bogatych. W kręgu jego zainteresowań znajdują się też biedni, będący służącymi, zależnymi od bogatych. Co może z tego wyjść gdy dodatkowo biednych i bogatych łączy tajemnica? Dla jednych jest ona bardziej kłopotliwa niż dla drugich. Jednym bardziej niż drugim zależy żeby sekret nie wyszedł na jaw. Oj dzieje się w Belgravii, dzieje.
Akcja rozpoczyna się w 1815 roku tuż przed słynną bitwą o wszystko, bitwą pod pod Waterloo. Wtedy ma miejsce słynny bal na cześć księcia Wellingtona, który był dowódcą brytyjskich wojsk. Goście bawią się, przekomarzają, piją, tańczą, nie przeczuwają, że za moment wszystko....ach, nie będę zdradzać. Napiszę tylko, iż nie o samą bitwę chodzi. Nie tylko ona zmieni życie wielu rodzin, wielu osób.
Wspaniale nakreślona historia, ostry język, celne oko, świetna opowieść pełna zagadek, tajemnic i emocji. Polecam nie tylko na zimowe wieczory. Zabawna, ciekawa i pouczająca lektura.

czwartek, 11 lutego 2021

Wyznanie - Jessie Burton


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Trzy kobiety, trzy historie, trzy przeżycia...a jak się ma do tego tytułowe wyznanie?
Akcja rozpoczyna się zimą 1980 roku, w Londynie. Wtedy Elise Morceau daje się namówić na randkę w ciemno. Niby nic takiego, rzecz banalna, ale co z tego wyniknie...
To spotkanie w parku, do którego dojdzie, a które samo w sobie będzie zaskoczeniem, przerodzi się w gorący romans, a ten...
Kolejna scena, 2017 rok, 30-letnia Rose Simmons powinna spełnić oczekiwania bliskich i w ogóle otoczenia i usamodzielnić się i to we wszystkich możliwych aspektach życia. Rose nie ma męża, domu, dzieci, nie ma nawet hobby. Jest jakaś taka...nijaka, stłamszona, odurzona nicością, bylejakością. Co prawda ma chłopaka, ale ich związek jest taki jakby go w ogóle nie było.
Pustkę po sobie w życiu Rose pozostawia praktycznie każdy. Największa zostawiła matka kobiety. Co się z nią stało? Rose postanawia się tego dowiedzieć. Co z tego wyniknie?
Dwie płaszczyzny czasowe, trzy różne bohaterki, wydarzenia z pozoru nijak się ze sobą nie wiążące. Czy to się uda, czy Burton potrafiła jakoś to połączyć?
Odpowiedż brzmi - tak, i to jak. Wyznania to świetna, mistrzowsko napisana książka.
Różny narrator, raz w pierwszej osobie, raz w trzeciej. Różnorodna perspektywa spojrzeń na daną historię. Masa przemyśleń. I fabuła, która porywa od pierwszej strony.
Nie ukrywam, początek choć porywający to jednak jest spokojny. Akcja toczy się powoli choć konsekwentnie. Całość rozkręca się stopniowo, żeby w pewnym momencie po prostu przykuć do siebie czytelnika.
Wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej gdyby autorką, autorem był ktoś inny. Owszem, pomysł na fabułę, którego w sumie nie zdradziłam, a który ma wiele tajemnic, jest ciekawy, choć nie porywający. Porywa za to sposób w jaki Burton nakreśliła historię trzech kobiet, jak ukazała ich losy, sposób przenikania się wydarzeń. Coś wspaniałego.
Fabuła może kojarzyć się z thrillerem, może nawet psychologicznym. W niektórych momentach to książka obyczajowa z wątkiem psychologicznym i kryminalnym. Trudno jednoznacznie zaklasyfikować Wyznania. Burton polączyła w jedno wiele elementów, wiele cech, różne gatunki literackie.
Jedno jest pewne, tę książkę warto, a nawet trzeba przeczytać. Polecam.

niedziela, 7 lutego 2021

Sekret mojego męża - Liane Moriarty

 

Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5,5/6
Dobra, wciągająca, świetnie napisana historia.
To zagadkowa historia trzech rodzin, których nic by zapewne nie połączyło, gdyby nie pewne wydarzenie sprzed lat. W trakcie lektury zaskakuje przede wszystkim to, jak z pozoru zwykłe wydarzenie po xx latach staje się przyczynkiem do.... a tego to już nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej bardzo ciekawej i zaskakującej książki, która pokaże, jak jeden list, napisany kiedyś przed laty w chwili słabości, może zniszczyć życie wielu osób.
Trzy rodziny, trzy kobiety. Bohaterki różnią się od siebie w każdej kwestii. Są także na różnych etapach życia, w różnym momencie, mają różne oczekiwania względem losu, siebie, innych, różne poglądy na dane kwestie. Różni je praktycznie wszystko, łączy, choć same jeszcze o tym nie wiedzą, tajemnica sprzed lat.
Ich drogi wiele razy się przecinają choć same nie zdają sobie z tego sprawy. Co z tego wyniknie?
Akcja rozgrywa się w przeciągu zaledwie Wielkiego Tygodnia. Napisałam zaledwie ponieważ wydarzeń jest tyle, tyle emocji, zagadek, tajemnic, iż ma się wrażenie, że okres, w którym toczą się wydarzenia jest o wiele dłuższy. Dodatkowo Wielki Tydzień jest ściśle powiązany z wydarzeniami fabuły, z tym, co odczuwają bohaterki i jak postąpią.
Sekret mojego męża to historia pełna zagadek, w której nieomal co strona pojawia się jakiś sekret. Do czego to wszystko doprowadzi? Gwarantuję, iż będziecie zaskoczeni. Finał w wielu książkach bywa kiepski. W Sekretach...jest wręcz przeciwnie. Moriarty zadała sobie wiele trudu żeby zakończenie było taką wisienką na torcie, totalnym zaskoczeniem.
Oprócz szeregu tajemnic, umiejętnie podkręcanego tempa, świetnie dozowanego napięcia, wielkim atutem powieści jest także niezwykłe przedstawienie psychiki bohaterów, tego co czują, jak postępują, co robią. Autorce udało się nieomal wejść do ich myśli, świetnie je zaprezentować, dogłębnie zanalizować.
Do tego świetna intryga, pajęczyna powiązań i zależności pomiędzy kolejnymi postaciami.
Całość bardzo dobrze napisana, przykuwa, wciąga.
Sekrety mojego męża to świetna książka, idealna lektura na zimę, ale nie tylko. Jeżeli szukacie powieści, która zaciekawia od pierwszej strony, wciąga, porywa, to sięgnijcie po książkę Liane Moriarty. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie.