środa, 5 października 2022

Filip - Leopold Tyrmand

 



Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Ach ten Tyrmand :) Mój ukochany pisarz.
Kolejna doskonała książka tego autora i odrobinę inna od pozostałych.Wiem, jeżeli chodzi o twórczość Tyrmanda, jestem bezkrytyczna. Nic na to nie poradzę.
Filip jest inny od pozostałych książek autora, a jednocześnie tak bardzo tyrmandowski. Każdy wielbiciel prozy Leopolda Tyrmanda znajdzie w Filipie mnóstwo nawiązań do życiorysu autora, cech charakterystycznych dla jego twórczości, słów zwrotów, sposobu myślenia tak bardzo tyrmandowskiego.
To jednocześnie książka tak bardzo ponadczasowa. Gdybym nie wiedziała, że akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej pomyślałabym, że wszystkie teksty, rozmyślania, dialogi, opinie są żywcem przeniesione z XXI wieku. Pewne sprawy są jednakowe niezależnie od dekady czy stulecia. Młodość ma swoje prawa, a młodzi ludzie zawsze myślą i mówią o tym samym i w ten sam sposób się zachowują. Filip to także trochę inne, dalekie od martyrologicznego, spojrzenie na czasy II wojny światowej. Inne, z lekkim przymróżeniem oka, co nie znaczy, że infantylne. Tyrmand pod płaszczykiem opowieści nie zbyt serio młodego, 20-letniego pracownika ekskluzywnych restauracji bardzo wiele nam pokazuje. Przede wszystkim różnicę pomiędzy pracującym w wyższych sferach bohaterem, a innymi nazywanymi podludźmi pracownikami fizycznymi.
Mamy także opowieści o Żydach, a pamiętajmy, akcja toczy się w trakcie II wojny światowej we Frankfurcie nad Menem. Poważne, żydowskie sprawy, początek i rozkwit holokaustu opowiedziane są serio, ale i odrobinę lżej na przykładzie rodziny Rothschildów wypędzonych z Frankfurtu.
Mamy podział samych Niemców, na tych, którzy bezwzględnie popierają reźim faszystowski i donoszą lub nawet mordują każdego kto się reżimowi sprzeciwi. Mamy też taką grupę Niemców, którzy są Hitlerowi przeciwni i swoimi niezbyt efektownymi sposobami z nim walczą.
Mamy środowisko pracowników przymusowych, ich nędzę, żywność na kartki, strach, głód, niedolę.
Czyli w Filipie jest wszystko co było wojną w Niemczech. Mamy, ale jakimś cudem Tyrmandowi udało się uniknąć martyrologicznego tonu, a jednocześnie nie popadł w mdłą, infantylną narrację. Autor zręcznie wszystko połączył, wyważył i napisał doskonałą, a jednocześnie poruszającą opowieść. Tło społeczne, kulturowe, obyczajowe w Filipie to majstersztyk. Podobnie jest z przesłaniem książki, którą każdy może odebrać inaczej. Polecam.
Tyrmand, jak zawsze zawładnął mną. Jego twórczość przesiąknięta niebanalną osobowością zawsze mnie pochłania na 100%. Filip, podobnie, jak inne dzieła tego autora nie są lekturą rozlużniającą...chociaż nie, na swój tyrmandowski sposób autor bawi, relaksuje. Z pewnością zmusza do myślenia i na bardzo długo pozostaje w pamięci. Polecam, podobnie jak inne książki Leopolda Tyrmanda. Tyrmand wielkim pisarzem był i miał swój wyjątkowy styl. Treść i forma zachwycają podobnie, jak urocza bezczelność pisarza :)

Recenzje innych książek Leopolda Tyrmanda:

Porachunki osobiste (klik)

Gorzki smak czekolady Lucullus i inne opowiadania (klik)

Zły (klik)

Wędrówki i myśli porucznika Stukułki, (klik)

Opowiadania wszystkie (klik)

Dziennik 1954 wersja oryginalna (klik)

U brzegów jazzu (klik)

niedziela, 2 października 2022

Adopcja - Donna Leon

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
To już 28. tom przygód rodziny Brunettich. Przeczytałam wszystkie książki i niezmiennie jestem wielka fanką serii i kocham Wenecję, tę opisaną przez Donnę Leon i tę, do której co kilka miesięcy wracam w realnym świecie.
Co prawda autorce odrobinę nie zgadza się (wg. moich wyliczeń) czas, chronologia...dzieci Brunettich są na studiach, a biorąc pod uwagę okres na przestrzeni którego rozgrywają się kolejne tomy serii, Chiara i jej brat Rafi dawno sami powinni mieć dzieci co najmniej w przedszkolu jeżeli nie w zaawansowanym wieku szkolnym, a ich rodzice Paola i Guido Brunetti powinni dawno być na emeryturze. 1. tom serii ukazał się 30 lat temu :)
Ale to nic. To nadal świetna i warta przeczytania seria.
Adopcja to kryminał i doskonała powieść socjologiczno-obyczajowa w jednym. Tak jest z każdym tomem serii. Książka ta łączy w sobie cechy powieści społecznej, psychologicznej, obyczajowej, wątki moralizatorskie oraz elementy...przewodnika turystycznego po mieście kanałów i okolicznej lagunie i książki kucharskiej. Sam wątek kryminalny jest śladowy, jest ukazany w tle, a w zasadzie jest pretekstem do pokazania czegoś innego, czegoś więcej. Próżno więc czekać na dramatyczny rozlew krwi, pościgi, spektakularne zbrodnie.
Owszem zbrodnia jest, ale cicha, niepozorna, niezbyt widowiskowa. Jest także śmierć sama w sobie niewiele wnosząca, ale poprzez jej pryzmat autorka prezentuje nam dużo więcej.
Ponownie sprawa, a właściwie sprawy, które pod pozorem śledczych zmagań prezentuje Donna Leon, są bardzo na czasie i tak niestety uniwersalne, że można je dopasować do wielu miast, krajów na świecie, nie tylko do książkowej Wenecji.
Gdy skończyłam czytać Adopcję, zadumałam się na dłuższą chwilę.
Leon ma dar poruszania najbardziej drażliwych dla społeczeństwa włoskiego tematów, często takich, które Włosi wypierają ze świadomości, ew. chcieliby ukryć przed światem. Dotyczy to zarówno kwestii światopoglądowych jak i społecznych czy religijnych. Ot Włochy, Włosi, ich charaktery, często coś co my nazywamy dulszczyzną, zakłamanie i istota człowieka ukazane i świetnie wplecione w naprawdę doskonałą i godną uwagi powieść.
Adopcja to ponownie dobry kryminał, ale jeszcze lepsza, moim zdaniem mistrzowska książka o ludziach, ich dążeniach, najgłębiej skrywanych demonach, obawach i tym czym złym co drzemie na dnie duszy każdego człowieka. Tylko od nas zależy, czy to coś dojdzie do głosu czy nie, czy zrobimy coś złego, czy nie.
Kolejny tom przygód weneckiego komisarza to także możliwość odwiedzenia Wenecji, poznania tego wspaniałego miasta niejako "od kuchni" oraz niezwykle inteligentna rozrywka.
Niezmiennie zachęcam do lektury całej serii o komisarzu Guido Brunettim. Jednak ostrzegam, nie jest to lektura dla wszystkich. To pozycje, dla tych, którzy od kryminału oczekują czegoś więcej, lubią pomyśleć nie tylko nad zagadką kryminalną, ale także nad problemami otaczającego nas świata.

 


czwartek, 29 września 2022

Dzień popiołów - Jean-Christophe Grangé

 



Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 6/6

REWELACJA. Grange w najlepszej formie. No i ten powrót, po raz kolejny, do mojego ulubionego bohatera, od którego przed laty zaczęła się moja znajomość z twórczością francuskiego pisarza. Chodzi o Pierre Niemansa znanego z Purpurowych rzek, klasycznej powieści, jednej z lepszych w dorobku Grange,a.
Dzień popiołów to całkowicie zwalająca z nóg, jeszcze mroczniejsza od poprzednich książka Grange'a. Tylko, ja jestem umiarkowanie obiektywna. Po prostu kocham książki tego autora i już.
Od czasu Purpurowych rzek wydanych sporo lat temu, czas nie stał w miejscu. Upłynęło sporo czasu. Po drodze, kilka miesięcy temu, autor wydał Ostatnie polowanie, w którym nasz bohater bardzo aktywnie bierze udział.
Niemans liczy teraz 58 lat, jednak nadal jest tym samym niezwykłym policjantem, który w czytelniku wzbudza podziw, szacunek, ale i nie ukrywam, także strach. Niemans ponownie się wykaże, będzie nieustępliwy, ale tez popadnie w nie lada tarapaty. Oj będzie się działo, jak to u Grange'a bywa. I dodatkowo będzie bardzo mrocznie, zaskakująco, a nawet szokująco. Dzień popiołów to Grange w najwyższej formie.
Tym razem na tapecie mamy: alzackie winnice, jakże malownicze, ale co pokaże lektura, równie groźne i nieprzewidywalne, wielkie tajemnice, mocno schowane i bronione, żeby czasem nikt ich nie odkrył, religijną, mocno wynaturzoną sektę, wspólnotę, jak zwał tak zwał, trupa oraz dużo więcej, to do czego pisarz nas przyzwyczaił.
Ginie jeden z przywódców religijnej sekty, wspólnoty. Alzacja, szczyt malowniczego, pełnego radości winobrania. Kontrast niesamowity. Radosne, lekkie święto wina, winorośli i trup. Lokalna policja nie daje sobie rady. Nikt z religijnej wspólnoty nie chce z nimi rozmawiać, nikt nie chce wyjawić sekretów ani dopuścić do odkrycia zabójcy i powodu zbrodni. Do boju ruszają Pierre Niémans i jego partnerka Ivana Bogdanović. Są oni specjalistami od najbardziej skomplikowanych zbrodni. Czy i tym razem dadzą radę? Czy odkryją zabójce, motywy, jakie nim kierowały? Tego dowiecie się z tej niesamowitej, pełnej mroku i mocno skrywanych sekretów książki.
Nie jest to lekka lektura. Jest trudna, wymagająca, oblepiająca niczym najbrudniejszy szlam, pochłaniająca i wciągająca niczym mega nałóg. Czyta się ją świetnie, niecierpliwie przewracając kolejne kartki. Na końcu finał zaskakuje i ma się wielki żal do autora, że to już koniec.
Uprzedzam o jednym. Przez pierwsze 100-120 stron bardzo niewiele się dzieje. Owszem jest akcja, ale dla wielbicieli mroku Grange'a to takie nic. Jesteśmy przyzwyczajeni do szoku, mroku, grozy. Na początku autor nam tego nie serwuje. Tym większe zaskoczenie, gdy w końcu Grange staje się sobą, a jego proza nagle zwala z nóg. Warto na ten moment poczekać. Grange wie, jak zachwycić, wciągnąć czytelnika w swoje szpony, osaczyć kłamstwami, mrokiem, zbrodniami. Dzień popiołów to mistrzowski thriller, który szczerze polecam. 


Recenzje innych książek autora:
Lontano (klik)
Kongo requiem (klik)
Purpurowe rzeki (klik)
Kraina umarłych (klik)
Ostatnie polowanie (klik)

wtorek, 27 września 2022

Krąg polarny - Liza Marklund

 



Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 3,5/6
Lubię książki Lizy Marklund. Z przyjemnością sięgnęłam po Krąg polarny. Czy to była satysfakcjonująca lektura?
Tytułowy Krąg polarny to założony w latach 80. XX wieku młodzieżowy klub dyskusyjny. 5 nastolatek regularnie się spotyka i rozmawia, głównie o książkach, ale nie tylko. Nic nadzwyczajnego. Do czasu Bowiem pewnego dnia jedna z dziewczyn znika. Długo prowadzone dochodzenie policyjne nie doprowadza do jej odnalezienia. Nikt nie wie co się z nią stało.
40 lat póżniej, tuż przed Bożym Narodzeniem 2019 roku, w filarze mostu zostają odnalezione pozbawione głowy zwłoki młodej kobiety. Okazuje się, iż ofiara jest zaginiona 4 dekady wcześniej nastolatka. Policja, już w nowym składzie i przy użyciu nowoczesnych technik rozpoczyna szeroko zakrojone śledztwo. To co śledczy odkryją będzie bardzo zaskakujące.
Marklund ciekawie prowadzi dochodzenie policyjne, chociaż nie ukrywam, nie ono jest najmocniejszą stroną książki. Jej największym atutem są retrospekcje z wiosny i lata roku 1980, gdy zaginęła ofiara, które to wspomnienia przeplatają się z wydarzeniami ze współczesności. Pisarce obie płaszczyzny czasowe udało się świetnie połączyć. Dzięki nim możemy poznać tajemnice, sekrety, zwyczaje społeczeństwa szwedzkiego sprzed 40 lat i tego współczesnego.
Poza tym, jak to w skandynawskich książkach, mocno akcentowane są problemy społeczne. Głównym problemem jest niewydolność systemu opieki i problem homofobii. Jest to szeroko ukazane i omówione.
Autorka kładzie także spory nacisk na wymowę społeczną i obyczajową książki. Kwestia kryminalna jest na drugim planie.
Tak, jak wspomniałam na wstępie, lubię prozę Lizy Marklund, ale z przykrością muszę stwierdzić, iż to jej najsłabsza książki. Nie jest to zła lektura, ale mogłaby być dużo lepsza, gdyby pisarka do niektórych spraw, jak np. nakreślenia bohaterek, ale nie tylko tego, podeszła porządniej, konkretniej, bardziej się przyłożyła. Niektóre spekty, jak np. kwestie społeczne i obyczajowe są bardzo dobre, inne, jak np. niektórzy bohaterowie, mam wrażenie, że nakreśleni ot tak, na odczep. Szkoda. Mogła z tego wyjść dobra książka, może nawet bardzo dobra. A tak mamy bardzo przeciętną powieść, którą trudno nazwać kryminałem i o której po zakończeniu lektury od razu zapomnimy. Można przeczytać, ale czy warto?!

 


niedziela, 25 września 2022

Pojechałam do brata na południe

 



Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 5,5/6
Jakże bolesna książka, pełna bólu, cierpienia, rozdrapywania ran, ale i nadziei.
Literatura skandynawska słynie z analizy człowieka, jego wnętrza, rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze. Jestem do tego przyzwyczajona.
Jednak Pojechałam do brata na południe nawet mnie ta książka zaskoczyła i wręcz zabolała, mnie starą wyjadaczkę skandynawskiej prozy i wiwisekcji człowieka.
Rozpacz, łzy, krzyki, cierpienie wyzierają z każdej kolejnej książki. Ogrom bólu, ale i nadziei jest niewyobrażalny. Mimo, iż jest to doskonała proza, świetne pióro, sama fabuła wciąga, nie byłam w stanie czytać książki na jedno posiedzenie, dawkowałam ją sobie, we fragmentach. Poza tym nie spotykany w innych książkach brak interpunkcji, wszystko, nawet imiona i nazwy pisane małą literą i wiele innych hmmm smaczków, które nie ułatwiaja lektury.
Bolesna przeszłość, okrutne nieprzepracowane emocje i równie bolesna teraźniejszość, oblepiają od pierwszej strony. Okrutnie dokładny, dosadny, walący po oczach i sercu obraz przemocowej rodziny.
Spotkanie konfrontacyjne brata i siostry. Oboje zdają sobie sprawę, jak trudne ono będzie, oboje je odwlekają. W końcu do niego dochodzi. I wtedy się zaczyna. Oboje, i Jana i jej brat, doświadczyli tego samego. Oboje są naznaczeni piętnem. Oboje nie przepracowali traumy. Agresora już nie ma, co nie znaczy, że jest im lepiej czy łatwiej. Jest inaczej, ale tak samo trudno i boleśnie.
Chodzi tu nie tylko o konfrontację brata i siostry, co spotkanie, stawienie czoła obojga ze złem, traumą, rozpadem własnego ja. Brat Jany ma dołka, nie, ma doła, ogromnego doła, nie widzi sensu życia. Siostra próbuje mu pomóc chce żeby się pozbierał, żeby dał sobie i im szansę.
Niestety, ale po latach Jana musiała wrócić do domu rodzinnego, miejsca, gdzie tak bardzo oboje, ona i brat cierpieli. Wspomnienia wracają. Jest coraz gorzej. Co z tego wyniknie?
Oprócz niesamowitego obrazu patologicznej, krzywdzącej rodziny, traumy dwojga poranionych ludzi, niesamowitej wiwisekcji ich dusz, reakcji, uczuć, na uwagę zasługuje także genialny obraz niewielkiej, zamkniętej społeczności, w której każdy cierpi i nikt nie ma nadziei. Polecam. trudna doskonała książka.


środa, 21 września 2022

Amerykańskie więzienie. Reporter pod przykrywką w sercu więziennego biznesu

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Dobry, mocny, na długo pozostający w pamięci reportaż.
W USA jest całkiem sporo prywatnych więzień. Dla nas to nie do pomyślenia. Reportaż pokazuje brutalną, gorzką i okrutną prawdę o jednym z takich przybytków.
Dziennikarz śledczy Shane Bauer zatrudnił się na stanowisku strażnika w prywatnym więzieniu w Luizjanie. Zgłosił się pod swoim własnym imieniem i nazwiskiem i nikt nie sprawdził jego danych, przeszłości, nie zweryfikował tego kim jest. Wniosek, strażnikiem więziennym może zostać każdy, także osoba karana, z zaburzeniami, psychopata. Przerażające. Ale to dopiero początek, czubek góry lodowej.
Bauer prezentuje chory, przestępczy i wynaturzony sposób życia, egzystencji, bo nawet nie wiem czy można to życiem nazwać, w prywatnym więzieniu. Konkretnie chodzi o zakład w Luizjanie. Nie będę wam opisywać szczegółów. Najlepiej sami je poznajcie, przeczytajcie książkę.
W trakcie lektury nasuwa się pytanie, skoro to konkretne więzienie takie jest, to czy w innych jest inaczej? A w sumie dlaczego w innych miałoby być inaczej, lepiej, normalniej? A dlaczego nie?
Takie rozterki, pytania, wątpliwości miałam do końca lektury i nie ukrywam, mam je nadal.
Raczej skłaniam się do tej opcji, że pozostałe więzienia są równie złe, a może i gorsze, niż to opisane w książce. Jeżeli tak jest, osadzeni muszą w nim wieść koszmarne życie. Niby wyrok to nie wczasy, to kara. Jednak nie można zapomnieć o godności człowieka, nawet osadzonego przestępcy, o nie luksusowych, ale w miarę normalnych warunkach życia. Tu tego brak.
Ciekawym jest osadzenie współczesnej opowieści w historii wieków minionych. Autor wszystko zręcznie snuje, ciekawie miesza, opowiada naprawdę pasjonującą choć i szokująca historię. Na plan pierwszy w uwarunkowaniach więziennictwa, takiego, a nie innego zachowania strażników, personelu od dawna wysuwa się jedno - rasizm. Shaun udowadnia, że od wielu wieków jest on głównym czynnikiem decydującym o tym, jak żyje konkretny więzień, co mu przysługuje, jaki jest jego los.
Przerażające. Mamy XXI wiek.
Poza tym są też inne aspekty, które decydują o losie osadzonego, o tym jak mu będzie w więzieniu.
Bardzo istotny jest swoisty kodeks strażników, rozpiska, regulamin, jak zwał tak zwał. W każdym bądź razie chodzi o zasady, jakimi powinien się strażnik kierować. Są one dla mnie w wielu aspektach po prostu straszne i niezrozumiałe. A gdzie jakieś ludzkie odruchy, normalne zachowanie, choćby cień empatii?!
Jest jeszcze jeden aspekt, który sprawia, iż ta książka jest zdecydowanie warta lektury. Chodzi o to jak zmieniał się autor, jak zmieniały się jego zasady, priorytety, spojrzenie na drugiego człowieka, jak wiele razy zaglądał w swoje wnętrze, myślał nad pewnymi sprawami. Bardzo ciekawy dodatek, który sprawia, iż Amerykańskie więzienie jest czymś więcej niż tylko suchym reportażem. Polecam.Szokująca lektura.

poniedziałek, 19 września 2022

Nim skończy się noc - Bartosz Szczygielski

 


Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5,5/6
Szczygielski po raz kolejny na równi zaskoczył jak i zachwycił. Różne są, nieraz skrajne, opinie o twórczości Szczygielskiego. Mnie niezmiennie satysfakcjonuje, zadziwia, a w wielu miejscach zachwyca. Doskonały, niejednoznaczny pisarz.
Każdą kolejną książką autor udowadnia, iż warto sięgnąć po Winni jesteśmy wszyscy, Nie chcesz wiedzieć, ale i np. Krok trzeci, Serce, Aorta. Każda książka Szczygielskiego jest zdecydowanie warta lektury, każda jest inna od poprzedniczek. Bartosz Szczygielski to zaskakujący i doskonale rokujący pisarz, którzy nie powiedział jeszcze ostatniego zdania.
Najnowsza książka, gdybym miała ją opisać jednym słowem, to klaustrofobia i to przez duże K. 7 osób spędza weekend w miejscu odciętym od świata, w z pozoru idealnym żeby naprawić relacje z partnerem, który jest obok. Miejsce odcięte od świata, idealne do naprawy wielu rzeczy, odosobnione, niewielkie, pełne klaustrofobii, dobre, gdy wszystko dzieje się ok, a gdy coś się psuje, jest jakieś zagrożenie....
Las, spokój i nadzieja. Takie hasła przyświecają tej niewielkiej grupce gdy rozpoczynają swój pobyt. Założenia piękne, wykonanie, no cóż... sami zobaczycie.
Z początku nic nie zapowiada tego, co stanie się udziałem bohaterów. Z jednej strony zagrożenie, takie obezwładniające, oblepiające z każdej strony, które czuje się w trakcie lektury. Z drugiej strony rozłożenie umysłów bohaterów, ich myśli, związków, nadziei i obaw na czynniki pierwsze. Nie wiem, czy to co zrobił Szczygielski z punktu widzenia psychologii jest poprawne. Na mnie wywarło wielkie wrażenie. Do tego mnóstwo zachowań, często dziwnych, mówiących wiele o danej postaci, kłamstw, głęboko skrywanych tajemnic, sekretów, niedomówień.
No i ta sroga zima, taka o której spora część z nas już zapomniała. I ta niezwykle umiejętnie budowana otaczająca aura zagrożenia, wręcz w wielu momentach rozpaczy. A wszystko budowane ot tak sobie, na bazie wielu retrospekcji, poprzez ukazanie wydarzeń, które pojedynczo nic nie dają. Cały efekt daje mnogość tych drobiazgowych scen, sytuacji. Naprawdę mocne, choć specyficznie zaserwowane, jak to u tego autora bywa.
Wydarzenia nie czynią czytelnika bezwolnym czytaczem, a wręcz zmuszają do uruchomienia szarych komórek, do zadania sobie sporej porcji trudu, żeby zrozumieć. Czytelnik czuje się wręcz uczestnikiem wydarzeń, a z pewnością inteligentnym, równoprawnym autorowi i bohaterom uczestnikiem wydarzeń.
W treści znajdziemy także sporo elementów, które po dłuższej chwili okażą się fałszywymi. To może zirytować, bo w pewnym momencie jesteśmy pewni, że już, już wiemy, że to tak powinno być...a tu zdziwienie. Autor z nas jakby kpił, podsunął fałszywe tropy. I czytelnik się irytuje. Jak się okaże, wszystko to było czynione w jednym konkretnym celu. Czytelnik musi się wysilić, mocno napracować i wszystko jest konsekwentnie, bez udziwnień, bez pogubienia wątków, logicznie i zaskakująco doprowadzone do końca. A wtedy wielkie zaskoczenie i okaże się, że wszystko jest tak, jak powinno być, wszystko ma swój sens.
Mocna, doskonale napisana, niejednoznaczna książka, miks kryminału ( bo w końcu i trup i śledztwo są) z powieścią psychologiczną, obyczajową. Trudno jednoznacznie określić, co jest dominujące. Sami się przekonajcie. Warto.
To świetna, na każdej kolejnej stronie mocno zaskakująca i bardzo inteligentna powieść. Polecam i czekam niecierpliwie na kolejną książkę autora.


Recenzje innych książek autora:
Dolina cieni (klik)
Nie chcesz wiedzieć (klik)
Winni jesteśmy wszyscy (klik)

 

 


sobota, 17 września 2022

Noc, w której zniknęła

 



Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5/6
Jaka odmiana po ostatniej książce, którą czytałam. Dzień do nocy. Książka Lisy Jewell to dobra, porządnie napisana pozycja, którą szczerze polecam.
Noc, w której zniknęła to porządny miks kryminału z powieścią społeczno-obyczajową.
19-letnia Tallula, młoda matka, zostawia dziecko pod opieką swojej mamy i wychodzi na randkę. Od tego momentu słuch o niej zaginął. Kim, matka Talluli za wszelką cenę próbuje odnależć swoją córkę. Wszystkie ślady prowadzą ją do tzw. Mrocznego Domu, miejsca, gdzie Tallula widziana była po raz ostatni. Co to za miejsce? Co się z nim wiąże? Czy Kim odnajdzie córkę? Czy niechętna jej poszukiwaniom policja stanie na wysokości zadania? A może Tallula miała dosyć bycia samotną matką i po prostu uciekła? Jaka jest prawda?
Odpowiedź na te i wiele innych pytań znajdziecie w tej naprawdę dobrej i w kilku miejscach bardzo zaskakującej książce.
Nadmienię tylko, że sprawa zaginięcia Tallulah to dopiero początek całej historii. Będziecie zaskoczeni, jak wiele wątków autorka umieściła w jednej historii i jak zręcznie udało jej się wątki połączyć i doprowadzić do końca podsuwając nowe tropy i ostro mącąc czytelnikom w głowie.
Całość dodatkowo gmatwa fakt, iż historię poznajemy z perspektywy trzech postaci. Troje różnych bohaterów, odmienne spojrzenie na te same fakty. A może ktoś kłamie? Do końca lektury nie będziecie tego wiedzieć.
Noc, w której zniknęła, to mocny thriller, zagadkowy, przepełniony rozpaczą, dramatem i pragnieniem odkrycia prawdy za wszelką cenę. Zagadki, nowe tropy, bardzo dobrze nakreśleni bohaterowie oraz mroczne, nieuchwytne i nieopuszczające fabuły napięcie sprawiają, iż od lektury trudno się oderwać. A cała fabuła zaciekawia od pierwszej strony i intryguje aż do zaskakującego finału. Polecam. Doskonała lektura nie tylko na lato.



czwartek, 15 września 2022

Jakby jutra miało nie być

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6

Jakby jutra miało nie być jest dobrą lekturą na będące w pełni lato i zbliżająca się bardzo powoli jesień.
To ciekawie nakreślona opowieść o tym, co może zdziałać plotka, jak podłe i szkodliwe mogą być ludzkie języki i jak niespodziewane i nieprzewidywane są koleje i zmiany losu. Czasami wydaje nam się, że wszystko jest ok, że wiemy jakie będą nasze kolejne dni, miesiące, jak wszystko się ułoży. Niestety, ale często jesteśmy w wielkim błędzie. Los przygotowuje dla nas niespodzianki, nie zawsze miłe. Od nas zależy, jak sobie z nimi poradzimy.
Jakby jutra miało nie być to historia młodego żołnierza, który wrócił do domu po niebezpiecznej misji w Afganistanie, a poza tym za sobą ma samobójczą śmierć żony i dwóch sióstr.
Cała trójka mieszka w miejscu, gdzie plotka szerzy się błyskawicznie i żyje własnym życiem, gdzie wszystko jest sensacją i gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. To miejsce z moich najkoszmarniejszych snów. Ja niestety cenię sobie miejską anonimowość, a tego w osadzie, wsi, w której mieszkają bohaterowie po prostu brakuje.
Co się wydarzy? Jakie będą koleje losów naszych bohaterów? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej naprawdę ciekawej i dobrze napisanej historii.
Książkę czyta się dobrze, w ciągu kilku godzin. Lektura jest prawdziwą przyjemnością. Całość dobrze nakreślona, ciekawie potraktowana, dobrze poprowadzona. Z pewnością warto dać tej opowieści szansę. Bohaterowie choć na pozór wydają się sztampowi, przewidywalni, wcale tacy nie są. Tak samo jest z opowiedzianą historią. Wiem, podobnych książek jest wiele, jednak Weronice Tomali udało się historię tak opowiedzieć, dodać w niej nieoczekiwane elementy, iż całości daleko do sztampy czy nudy.
Polecam. Doskonała lektura na lato, na letnie wieczory, na odpoczynek na plaży, ale i na zbliżającą się jesień.

poniedziałek, 12 września 2022

W ciemnym, mrocznym lesie

 



Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 1/6
Tragedia. Tak jednym słowem można tę książkę podsumować.
Oczekiwałam wiele. Blurb sprawiał, że miałam prawo wiele oczekiwać, liczyć na mroczny, pełen grozy i napięcia thriller z zaskakującym finałem.
Niestety, ale tego nie dostałam. Owszem, jest ciekawa fabuła. Widma z przeszłości, postanowienie rozprawienia się z tym, co było, groza sytuacji, nieodgadnione sekrety, weekendu w tajemniczym domu na odludziu, mroczny las i kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa.
Zapowiadało się naprawdę intrygująco. I tak było, ale tylko przez pierwsze ok. 40-50 stron. Dobrze szło, początek ok, ale póżniej w miarę rozwoju sytuacji było coraz gorzej. Mroczny klimat jest, ale tylko na samym początku. Póżniej nie wiadomo w sumie jak, rozwiewa się. Poza tym książka ma kolejne liczne wady. Ba, ma w zasadzie same wady.
Przede wszystkim bohaterowie. Okazali się oni strasznie niedopracowani, nudni, płascy, infantylni i tacy, których nie da się polubić. Wszyscy niedojrzali. Najgorsza w tej grupie okazała się główna bohaterka, która z założenia miała dźwigać ciężar akcji.
Skoro główna bohaterka jest żle skrojona, niedopracowana, nudna, infantylna, to czego można oczekiwać po pozostałych postaciach...poznając Norę, główną postać, myślałam, że gorszych bohaterów już nie ma. Jakże się myliłam.
Zachowanie każdej kolejnej postaci jest nielogiczne, niekonsekwentne, po prostu głupie. Liczne, wlokące się, jak flaki w oleju przemyślenia głównej bohaterki, które naprawdę niczego do akcji nie wnosiły, a w zasadzie wnosiły...po prostu zabijały w zarodku te nędzne fragmenty fabuły, które były do przyjęcia. Na Boga, to miał być mroczny thriller, a nie infantylna, nudna i mega długa sesja u kiepskiego psychoterapeuty.
Sama fabuła, która dobrze się zapowiadała bardzo szybko okazała się tandetnym szkieletem wypełnionym wyjątkowo miałką i nędzną sieczką. Tak kiepskiej fabuły, tak nędznie rozwijającej się akcji dawno nie czytałam. W wielu momentach czułam się po prostu zażenowana.
Długo mogłabym tak wymieniać. Szczerze, szkoda czasu. Podobnie, jak szkoda czasu na lekturę W ciemnym, mrocznym lesie. Jest tyle ciekawszych, lepszych książek.
Lektura książki Ruth Ware to coś kuriozalnego, dziwnego. Mając tak ciekawy i w sumie plastyczny model fabuły, przy odrobinie zdolności można było napisać naprawdę dobrą, wciągająca i inteligentną książkę. Można było zrobić wiele. Autorka z tej szansy nie skorzystała. Może po prostu brakło jej talentu.
 



piątek, 9 września 2022

Wrzaski - Tomasz Maruszewski

 



Wydawnictwo SQN, Moja ocena 5,5/6

Zupełnie nie wiedziałam czego się po Wrzaskach spodziewać. Dostałam bardzo dobrą, zaskakującą i poruszającą opowieść przede wszystkim o stracie ukochanej córki, poszukiwaniu siebie samego, egzystencji w latach 90. XX wieku w małym miasteczku, ale nie tylko.
To także działająca na wyobraźnię i szokująca w swojej agresywności i szczerości opowieść o agresji, sile takiej ostrej, bezkompromisowej, która rani i niszczy. Nie spotkałam się jeszcze z książką, która tak by o agresji traktowała.
Dodatkiem do tego mocnego bagażu tematyki książki są wykluczenie i wstyd, bo co ludzie powiedzą, ale nie tylko.
To bardzo rzadko spotykana w polskiej literaturze opowieść o naszych mrocznych stronach, o cieniach, które każdy nosi w duszy i umyśle. Bolesne, trudne, trafne i potrzebne.
Tymi uczuciami jest przepełniony Adam, główny bohater. Gdy go poznajemy to kłębek strachu, wstydu, żalu i mnóstwa innych cech, które sprawiają, że boi się żyć, być między ludżmi, że boi się w ogóle cokolwiek zrobić. Adam miał przeciętne, ale niezłe życie, które stracił w jednym momencie. Stracił wszystko, co było dla niego najważniejsze. Teraz, gdy go poznajemy, próbuje to odzyskać choćby w części i zawalczyć o siebie, o miłość, o szczęście. Osaczany, zaszczuty, prześladowany Adam ma pod górkę. Z lubianego, mądrego, szanowanego człowieka w jednym momencie stal się pariasem, wyrzutkiem, cieniem dawnego siebie. A to dlatego, że naraził się, bo jest inny.
Straszne, jak kilka słów, plotka, nieudokumentowane oskarżenie potrafią w momencie zniszczyć człowieka. Jakie to straszne, że są ludzie, którzy dla swojej zemsty potrafią niszczyć innych, dla których bycie innym niż oni sami jest największym złem. Ostracyzm, nienawiść to straszna broń.
Przerażająca i niezwykle prawdziwa, a przy tym smutna książka. Portret Adama to portret tak wielu nas samych. My Polacy mimo głoszonej otwartości, bycia tolerancyjnymi, jesteśmy dwulicowi, zakłamani, zaściankowi, po prostu straszni. Oczywiście nie wszyscy tacy jesteśmy, ale moim zdaniem większość z nas tak. I to jest przerażające. Gdy ktoś wystaje chociaż odrobinę poza polską, teoretycznie katolicką normę, szablon, choćby był najlepszym człowiekiem, jest niszczony, bo tak. Straszne i nie potrafię się z tym pogodzić.
Brawa dla autora za świetnie i tak poruszającą nakreślony obraz polskiego społeczeństwa, ale i samego Adama, człowieka dobrego, uległego, ciepłego, który w pewnym momencie staje się ofiarą, boi się, sam nie wie co zrobić. Czy uda mu się zawalczyć? Czy wystarczy mu sił, żeby znowu być sobą, żeby dumnie podnieść głowę i iść naprzód? Tego dowiecie się z tej doskonale napisanej i bardzo poruszającej książki. Jestem w szoku i jakże smutna po tej lekturze. Polecam.




wtorek, 6 września 2022

Pianistka. Clara Schumann i muzyka miłości

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobra, ciekawie napisana opowieść o Clarze Schumann, znakomitej niemieckiej pianistce, żonie Roberta Schumanna. Jak podaje w jednym z wywiadów sama autorka, powodem powstania książki była jej fascynacja postacią wybitnej pianistki. Poza tym ogromne znaczenia dla powstania książki ma kwestia dokumentów, które zostały ujawnione podczas konferencji we Frankfurcie nad Menem w 2018 roku. Były to dokumenty, które mogły zostać opublikowane przez prawnuków pary Schumann-Schumann dokładnie 80 lat po śmierci córki Schumannów. Zostały upublicznione i zrobiły rewolucję w poglądzie na małżeństwo Schumannów. Generalnie postawiły słynnego Roberta w nie najlepszym świetle, ba wyrobiły mu fatalną opinię. Doskonałe świadectwo za to dokumenty dały Clarze Schumann. Całkowite odwrócenie ról.
To co pokazują w/w dokumenty, fakt, jak wstrętny (tak, nie waham się użyć tego słowa) był Robert jak zdolna, nieszczęśliwa była Clara, wyziera także z książki. Małżeństwo Clary z Robertem trwało 16 lat i było wyjątkowo nieudane. Początkiem tego związku stała się nastoletnia miłość Clary. Finałem było rozgoryczenie, zmęczenie, a może nawet nienawiść.
Opowieść zaczyna się gdy Clara jest zakochaną w Robercie nastolatką, córką genialnego pedagoga i fatalnego ojca. Wychodząc za Roberta, obiekt swoich uczuć, Clara wpadła z deszczu pod rynnę. Jej życie, dotąd pod bacznym okiem ciemiężącego ją ojca tyrana, wcale się nie poprawiło. Ba, było nawet jeszcze gorzej.
Jak potoczyło się to małżeństwo? Jakie było życie Clary po śmierci Roberta? Tego dowiecie się z tej naprawdę doskonałej książki. Warto po nią sięgnąć. Jest świetnie napisana i bardzo dobrze opracowana merytorycznie. Sylwetka Clary Schumann, niezwykła, fascynująco ukazana. Do tego barwna panorama epoki, konwenanse, trudy życia przeciętnej kobiety. Zdecydowanie warto przeczytać, poznać Clarę Schumann uważaną przez współczesnych jej za najlepsza pianistkę na świecie. Warto też docenić, jak teraz mamy dobrze. Polecam.


niedziela, 4 września 2022

Zaś słońce wschodzi - Ernest Hemingway

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Hemingway to klasa sama w sobie, mistrz. Z pewnością nie jest to literatura dla wszystkich. Ba, wielu się w niej nie odnajdzie. Wielu nie odnajdzie w prozie Hemingwaya tego czego oczekuje, jakiejś spektakularnej akcji, wiwat zakończenia.
Typowym przykładem takiej książki,w której nie ma tego i tamtego, jest właśnie Zaś słońce wschodzi.
Dla mnie to genialna książka o...właśnie trudno jednoznacznie określić o czym jest. Z pewnością o szeroko rozumianym życiu i o jego aspektach, które zawsze i wszędzie wzbudzają kontrowersje, dyskusje. Głównie chodzi mi o miłość, pożądanie, pragnienie, nienawiść, alkohol i kilka innych kwestii. Mnóstwo aspektów, wiele odnośników, wiele sytuacji i różne spojrzenia, jakie każdy z czytelników będzie miał na tę książkę.
Mamy głównych bohaterów, Jake'a i Brett. Łączy ich wyjątkowo silne i równie spalające uczucie. Trudno jednoznacznie określić czy to też miłość czy tylko pożądanie. To co ich łączy, to z czym i o co walczą, to co z tego wynika autor pokazuje dosadnie, ba może nawet w sposób odrobinę przerysowany. Z pewnością te obrazy zapadną na długo w pamięci każdego czytelnika i zmuszą do przemyślenia kilku spraw.
Do tego mamy masę innych pobocznych związków przy pomocy których bohaterka próbuje zabić to co w niej drzemie, znaleźć coś czego szuka...w sumie trudno jednoznacznie powiedzieć co nią kieruje.
Z pewnością świadczą one o potrzebie uczucia, takiej spalającej, wyniszczającej, za wszelką cenę. Czy to się uda znaleźć? Czy cokolwiek w ogóle uda się bohaterom znaleźć?
Książka składa się z trzech części. Dwie pierwsze to osobne historie, które łączy część trzecia, która niejako jest też uzupełnieniem.
Dzieją się w różnych miejscach, na różnych płaszczyznach czasowych. Łączy je to samo.
Część pierwsza rozgrywa się w Paryżu w latach 20. XX wieku, w mieście światła, sztuki, bohemy, kawiarni. Środowisko artystów, którzy po I wojnie światowej odzywają we Francji. Bawią się, kochają, rozmawiają, czerpią z życia pełnymi garściami. Część druga rozgrywa się w trakcie fiesty w Pampelunie.
Niby nic ich ze sobą nie łączy a jak się okaże, łączy bardzo wiele. Muszą być czytane razem, po kolei. Czytane osobno nie mają większego sensu.
Każdą z nich charakteryzuje gonitwa myśli, mieszanie czasu, wydarzeń. Może to trochę utrudniać lekturę, ale gdy pozna się całość historii, całą książkę doceni się taki zabieg autora.
Trudna do opisania, trudna do czytania i bardzo wymagająca proza. Jednak warto się z nią zmierzyć. Warto docenić tym bardziej, iż Zaś słońce wschodzi to debiut póżniejszego mistrza Hemingwaya. W chwili pisania książki autor był młody człowiekiem. Liczył wtedy 27 lat. W tym kontekście zastanawia tak szerokie spojrzenie na ludzi, ich cechy przywary dążenia. Polecam. To jedna z najważniejszych książek Ernesta Hemingwaya, pochwała życia, witalności, czerpania pełnymi garściami ze wszystkich źródeł.

piątek, 2 września 2022

Wesoły rajski ptak. Ostatnia rozmowa. Artykuły. Wywiady - Wiktor Bater, Jarema Jamrożek, Izolda Kiec



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Książka bardzo gruba, obszerna. Liczy ona 894 strony i jest swoistym, niezwykle poruszającym i wymykającym się jakiejkolwiek ocenie epitafium dla świetnego, zmarłego dziennikarza Wiktora Batera.
Z pewnością książka do podczytywania, przez dłuższy czas, we fragmentach Ja tak robiłam. Czytałam ją prawie 3 miesiące. Inaczej moim zdaniem się nie da.
Są to zapisy rozmów z Baterem, jego wypowiedzi, które szeroko traktują o pracy, ale przede wszystkim o rodzinie, w dużej mierze o koszmarze II wojny światowej, Holokaustu, p tacie, uratowanym z getta warszawskiego, jedynym ocalałym z Holokaustu przedstawicielu rodziny Baterów. Poruszająca, mocna i bardzo po prostu ludzka opowieść o świetnym dziennikarzu, doskonałym współpracowniku i niezwykle ciekawym człowieku.
Jednak Wesoły rajski ptak to nie tylko okres wojny i tego, co z nią związane. Rozmowy, wypowiedzi Wiktora Batera dotyczą także okresu powojennego, PRL-u, odzyskiwania niepodległości po 1989 roku, końca XX wieku i lat od 2000. Bardzo dużo o Polsce, co zrozumiałe, i całkiem sporo o świecie, głównie o rozpadającym się bloku wschodnim i o kształtującym się nowym świecie Europy Wschodniej.
Bardzo poruszająca, mocna książka, dodatkowo ze wszech miar wyjątkowa.
Szerokie spojrzenie na świat bohatera książki. Nic dziwnego. przez kilkadziesiąt lat dziennikarskiej pracy Wiktor Bater zawsze był tam gdzie coś się działo, był blisko akcji, dramatów, chwil szczęścia, był blisko ludzi. M.in. relacjonował masakrę w Biesłanie i jako pierwszy w polskiej tv podał informację o katastrofie smoleńskiej. To wszystko, to co widział, doświadczył, czego był uczestnikiem wspaniale opowiedział, ukazał, omówił w Wesołym rajskim ptaku. Z każdego słowa wyzierają ciekawość, pasja, zaangażowanie, entuzjazm i miłość do ludzi i świata.
Co prawda dziennikarz zmarł w 2020 roku, ale książka ta powstawała przez kilka lat i jest złożona z jego wypowiedzi, notatek, rozmów, materiałów oraz wielu artykułów, które dziennikarz zamieszczał w Życiu, Wprost i innych gazetach, portalach.
Autorzy, Wiktor Bater, Jarema Jamrożek, Izolda Kiec, wykonali kawał porządnej, wręcz mrówczej pracy, doskonałej pod względem dziennikarskim i merytorycznym. Czyta się świetnie, z wielka przyjemnością i uznaniem dla autorów, ale i bohatera.
Uzupełnieniem są liczne zdjęcia oraz przypisy, których jest bardzo dużo i które osobom mniej "siedzącym w tym temacie" przybliżą, miejsca, czas, wydarzenia, osoby. Mogę tylko zachęcić do lektury tej niezwykłej książki. Wyjątkowa, warta, ba konieczna do przeczytania. Polecam.


 

niedziela, 28 sierpnia 2022

Portret w sepii

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6

Niezbyt wiem, co mogę o Portrecie w sepii napisać. Książka absolutnie mnie zachwyciła. Czym? Wszystkim.
Przede wszystkim przekrojem, zasięgiem, jakim obejmuje treść.
Wszystkie trzy tomy to wspaniała, monumentalna saga. To dzieło ukazujące 120 lat historii jednej chilijskiej rodziny w trzech tomach.
Niby to nic takiego. Niby było wiele razy. Fakt. Jednak liczy się to w jaki sposób całość została spisana. A Allende to mistrzyni słowa, genialna pisarka.
Portret w sepii zamyka tę wyjątkową, magiczną trylogię.
Tym co wysuwa się na pierwszy plan, co spaja wg. mnie wszystkie tomy, jest osoba Aurory del Valle, głównej, wyjątkowej w każdym calu bohaterki. To silna, wyjątkowa, o bardzo mocnym charakterze postać. Wszystkie kobiety w tym rodzie takie były, ale Aurora jest najsilniejsza, najtrudniejsza do zdefiniowana. Kobieta śmiało kroczy przez życie, odważnie podejmuje decyzje, szczyci się tym, że jest kobietą, że jest potomkiem wyjątkowej Lynn Sommers i w wielu momentach kuriozalnego Matíasa del Valle. Aurora to postać której można nie polubić, ale o której z pewnością długo się nie zapomni.
Trudno napisać o czym jest Portret w sepii. Z pewnością to książka nieokreślona, może nawet trochę trudna do zrozumienia i w beżu, brązach, w kolorach sepii. Mnóstwo ciepłych, brązowawych barw, mnóstwo różnorodnych, niejednoznacznych odcieni. Takie są barwy tej książki, taka jest treść. To książka niejednoznaczna, która każdy zrozumie inaczej. I na tym polega jej magia. To także pogmatwane dzieje rodu Truebów pokazane są na przestrzeni kilkudziesięciu lat, wplecione w potężne zawirowania historii.
Cudownie ukazani bohaterowie, wyjątkowe postaci i wspaniale nakreślone realia końca XIX i początku XX wieku, w Stanach Zjednoczonych i w Chile. To wszystko tworzy mieszankę iście wybuchową, która pochłania czytelnika od pierwszej strony. Całość połączona magicznymi elementami i wspaniałymi, inteligentnymi dialogami.
Magiczna trylogia, warta przeczytania. Z kolei Portret w sepii to najlepsza (moim skromnym zdaniem) część tej trylogii. Nic dziwnego, iż cala trylogia natychmiast po opublikowaniu odniosła międzynarodowy sukces, została przetłumaczona na kilkadziesiąt języków i stała się jednym z największych bestsellerów literatury iberoamerykańskiej. Polecam.Koniecznie przeczytajcie.



czwartek, 25 sierpnia 2022

Zachmurzenie umiarkowane

 



Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4,5/6
Powieść z pozoru lekka, tak zapowiada okładka. W rzeczywistości odrobinę nostalgiczna, ze sporą porcją refleksji opowieść o Karolu Polnym, który po 30 latach opuszcza żonę. Ot tak, z dnia na dzień. po prostu odchodzi i już.
Czy to rzeczywiście było ot tak i już? A może coś się za tym kryło? Czy w ogóle takie coś, jak opuszczenie współmałżonka może zaistnieć ot tak, bez powodu, nagle? Coś w końcu musiało się kryć za tym, że mężczyzna po 50-tce po 30 latach małżeństwa, w mroczną, mroźną i zimową noc oznajmia zdumionej małżonce, iż odchodzi po czym zamieszkuje w nędznym domku na działce pracowniczej.
Jak się szybko okaże, nic nie jest takim, jakim zdaje się być. Także małżeństwo Karola i Róży, ich dzień codzienny, charaktery, wzajemne stosunki
Z pozoru szczęśliwe życie, w rzeczywistości...a szkoda pisać, sami się dowiecie z lektury tej ciekawej i bardzo życiowej książki. Jestem przekonana, iż w zachowaniach Karola, Róży i jej matki wielu z nas, ba większość odnajdzie siebie lub swoich najbliższych oraz spore fragmenty własnego życia.
Barbarze Kosmowskiej udało się życiowe sprawy, jakie są udziałem wielu z nas ubrać w zręczne, bez nadęcia, ale nie infantylne słowa, opowiedzieć ciekawą historię i całość zabarwić sporą porcją niezłego humoru. Brawa.
Trudno jednoznacznie zaklasyfikować tę książkę. Z jednej strony to opowieść obyczajowa, życiowa, a z drugiej niezła analiza psychologiczna, a z trzeciej... spora porcja komediowych sytuacji, spora dawka inteligentnego humoru. Czyta się naprawdę dobrze.
Zachmurzenie umiarkowane, życiowa opowieść o ludziach dojrzałych, mądrych, a przy tym historia także dla dojrzałych czytelników szukających w powieści czegoś więcej niż amerykański pęd i infantylne historie. Polecam. Jestem zaskoczona ta książką i bardzo zadowolona z lektury.


środa, 24 sierpnia 2022

W otchłani strachu - Alex Finlay



Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 4,5/6

Niezły, choć nie tak doskonały, jak tego oczekiwałam thriller. Książka nie zwala co prawda z nóg, ale bez wątpienia jest godna polecenia. Nie będziecie żałować lektury.
Zarys fabuły interesujący wzbudzający zaciekawienie, student Matt Pine, otrzymuje wstrząsającą wiadomość. Zdarza się coś, czego grozę trudno sobie wyobrazić. Cała jego rodzina została znaleziona martwa w Meksyku, gdzie spędzała urlop. Nawet do głowy mi coś takiego nie przychodzi Wielka tragedia, a przy tym dodatkowo bardzo zagadkowa sprawa. Co się kryje za śmiercią kilku osób?
Rodzina Matta jest pechowa, przeklęta, naznaczona jakimś piętnem zła, tragedii. Starszy brat Matta odsiaduje wyrok za zabójstwo swojej dziewczyny. Do tego w przeszłości Matta i jego rodziny miało miejsce kilka innych tragicznych i do bólu złych wydarzeń. Co się za nimi kryje? Czy rodzina Matta jest z gruntu zła, echowa, czy może ktoś na nich czyha, chce im wyrządzić jak najwięcej zła?
Na te i wiele innych pytań trudno będzie znaleźć odpowiedź. Alex Finlay niezwykle zręcznie snuje swoją pogmatwaną i jak się okaże bardzo nieoczywistą historię. Wiele teorii, wiele wątków. Plus, że wszystkie one zostały doprowadzone do końca. Chociaż nie ukrywam, niektóre z nich można było lepiej poprowadzić, nadać im więcej mocy. To sprawiłoby, iż książka byłaby dużo lepsza, bardziej dynamiczna, więcej byłoby w niej energii.
Książka jest dobra, choć nie ukrywam, to jeden z tych thrillerów, o których szybko się zapomina. Były możliwości żeby stał się super thrillerem, można było trochę nad nim popracować. Jednak tak się nie stało. Mam wrażenie, iż część została napisana na odczep się, jest odrobinę po macoszemu potraktowana. Mimo wszystko warto po tę lekturę sięgnąć. To nie najgorsza, z ciekawym pomysłem na fabułę opowieść, choć nie tak dobra, jak mogłaby być.


 

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Columbine. Masakra w amerykańskim liceum

 



Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 6/6

Bardzo dobry, mocny i bardzo przejmujący reportaż, który zdecydowanie warto przeczytać.
Kwestią i główną osią jest nie tylko kto i co i jak, ale także, a może przede wszystkim...dlaczego.
Teoretycznie wszystko zaczęło się 20 kwietnia 1999 roku. W tym dniu uczniowie liceum w Columbine w stanie Colorado, 17-letni Dylan Klebold i 18-letni Eric Harris przynieśli do szkoły torby wypchane zrobionymi przez siebie bombami. Chcieli wysadzić placówkę w powietrze i zabić jak najwięcej osób. Dlaczego? Co nimi kierowało? Czy to było ot tak, wstali rano pomyśleli zrobimy bomby, wysadzimy szkołę? Czy może coś za tym stało? Może jakiś długotrwały nawarstwiający się proces?
Szczęście w nieszczęściu, ładunki nie wybuchły. Nie było wielkiej masakry. Była inna tragedia, bo w/w mieli niestety plan B. Przy pomocy strzelb i pistoletów samopowtarzalnych zamordowali 13 osób i ranili 24. Straszne. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
W pogodni za sensacją, takie wtedy w 1999 roku były standardy, rozkładano wszystko na czynniki pierwsze, szukano przyczyn, grzebano w życiu sprawców. Niby robiono dobrze, teraz też tak się robi. Ale wtedy pod koniec lat 90. XX wieku nie było takich zasad, protokołu, którym by się kierowano. Robiono to nijak, bez empatii, bez fachowego podejścia, na hurra i nie ukrywajmy, też dla sensacji. Poza tym droga, którą obrano....
Wiele, ba chyba większość informacji była zmyślona. Mediom niewiele udało się dowiedzieć. To czego się nie dowiedzieli zmyślili. Czy cel uświęca środki? Wyrządzono więcej szkody niż pożytku. Teraz, po ponad 20 latach, postąpiono by zupełnie inaczej, ale czy rzeczywiście tak by postąpiono?
Autor książki, Dave Cullen, prezentuje nam szokujące fakty dot. sprawców, ale i tego, co działo się póżniej, ile zła wyrządzili inni ludzie, media. Prezentuje i punktuje także wszystkie ślady, informacje, znaki, które świadczyły, były przesłankami, ostrzeżeniem, ze wydarzy się tragedia, Te znaki zlekceważono. Czy ktoś za to powinien ponieść karę? A może winny jest cały system?
Tym, co jako pierwsze rzuca się w oczy jest porządny reasarch. Reporter zadał sobie ogromnie dużo trudu żeby prześledzić wszystkie materiały odbyć wiele podróży, setki rozmów, zgromadzić i przeanalizować materiały. Powstałą z tego naprawdę porządna, doskonała merytorycznie książka, którą czyta się z przyjemnością jeżeli chodzi o robotę reportera i stronę literacką, z rozpaczą i wręcz niemym krzykiem jeżeli chodzi o samą zbrodnię i to co było póżniej.
Polecam. Doskonała książka, kawał porządnej reporterskiej roboty i mistrzowskie studium okoliczności, następstw, skutków, przyczyn i samych zbrodniarzy. Tę książkę powinien przeczytać każdy. Ona aż bije na alarm, ostrzega. Przeczytajcie.

 

 

 


piątek, 19 sierpnia 2022

Rytuał - Kamila Cudnik

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6

To moje drugie spotkanie z twórczością Kamili Cudnik. Po wcześniej czytanym, bardzo dobrze napisanym W cieniu twierdzy, teraz kolej na Rytuał.
Mniej więcej wiem czego się spodziewać po prozie Cudnik, ale autorka i tak mnie zaskoczyła.
Rytuał to bardzo zgrabnie napisana, zręcznie poprowadzona historia. Jest to w przeważającej części powieść historyczno-współczesna, ponadczasowa mimo, iż akcja rozgrywa się na początku XX wieku.Ponownie przenosimy się do Torunia tamtego okresu.
Rytuał jest niejako kontynuacją W cieniu twierdzy. Ponownie Toruń pod panowaniem pruskim, ponownie mrok, kłamstwa, sekrety i zabójstwo. I ponownie dobrze, zręcznie i inteligentnie prowadzone dochodzenie.Na arenie znowu mamy pruskiego oficera Waltera Offenberga, który z powodu skandalu związanego ze śmiercią żony zostaje odesłany z Berlina do nadgranicznej Twierdzy Toruń.
Jedną z ofiar jest jego pokojówka Zuzanna. Offenberga poznaliśmy w tomie 1 serii, a teraz mamy okazję dokładniej się mu przyjrzeć. Plotki na jego temat, które aż rozgrzewały toruńską społeczność W cieniu twierdzy nadal nie milkną. Ba, mam wrażenie, że jest ich coraz więcej. Dodają one pikanterii całej historii i sprawiają, że życie w toruńskiej twierdzy jest mniej nudne.
Lubię Waltera, lubię tez bardzo wyemancypowaną, ostra, ale i kobieca Luizę Zagórską, damę mądrą, bystra i przedsiębiorczą i z ogromnym, mocnym charakterem. Bardzo ciekawi, warci poznania bohaterowie.Dobrze, że za ich sprawą, a szczególnie Luizy, autorka umieściła w obu tomach tak dużo elementów feministycznych. Brawo.
Umiejscowienie akcji książki w Toruniu sprzed ponad 100 lat jest bardzo ciekawym i zręcznym zabiegiem. Świetny pomysł. Doskonałe, poparte (co rzuca się od razu w oczy) szczegółowym reserchem opisy ówczesnego grodu Kopernika i okolic zdecydowanie ubarwiają i tak ciekawą opowieść. Autorka zabiera nas w niezwykłą, pełną tajemnic i magii podróż.
Rytuał, podobnie, jak tom wcześniejszy W cieniu twierdzy, czyta się z ogromną przyjemnością, bez zagryzania zębów, bez irytacji, że autorowi coś nie wyszło, że szkoda czasu. Wręcz przeciwnie, nie szkoda czasu i autorce wszystko wyszło. I to, jak wyszło. Bardzo dobra, warta lektury, ciekawie umiejscowiona powieść i gnające błyskawicznie tempo akcji. Kamila Cudnik ciekawie miesza polskie ziemiaństwo, pruskich urzędników, konspiracyjne kręgi, niziny społeczne. Do tego dodaje sporą garść rodzinnych sekretów i szczyptę zakazanego uczucia, a nawet mezaliansu i tajemnic twierdzy toruńskiej. Polecam. I niecierpliwie czekam na kolejny tom. 

Recenzja W cieniu twierdzy (klik)


środa, 17 sierpnia 2022

Agnes Grey - Anne Brontë

 



Wydawnictwo MG, Moja ocena 5/6
Agnes Grey to debiutancka powieść Anne opublikowana po raz pierwszy w grudniu 1847r., ale jak na debiut jest to doskonale dzieło.
Dzięki autorce przenosimy się do XIX-wiecznej Anglii. Bohaterką powieści jest tytułowa Agnes Grey, 18 – letnia zaledwie dziewczyna, która z powodu tragicznej wręcz sytuacji finansowej rodziny podejmuje się pracy w charakterze guwernantki. Wydaje jej się, że skoro odebrała dobre wykształcenie, jest mądra, daje sobie radę (jak sama to określa) z sobą, potrafi siebie samą zdyscyplinować i lubi dzieci, spokojnie poradzi sobie z tego typu pracą. Nic bardziej mylnego, ale o tym za chwilę.
Główną motywacją postępowania Agnes jest chęć wspomożenia bankrutującej rodziny swoim zarobkiem. I w tym momencie widać doskonale analogie do życia Anne Bronte. Znając chociaż trochę biografię rodziny Bronte możemy dostrzec wręcz uderzające zbieżności życia Agnes i życia Anne oraz jej sióstr.
Poza przymusem zarobkowania, główna bohaterka pragnie rozwijać się, nauczyć się czegoś nowego, zdobyć doświadczenie, co jej zdaniem zagwarantuje lepszą karierę i umożliwi zdobycie lepszej pracy, a co za tym idzie niezależność i dobrej pozycji społecznej.
Niestety, jak to w życiu bywa- marzenia i plany to jedno, a realne życie to często zupełnie co innego. Nic więc nie układa się tak jak powinno. Agnes trafia do zimnego (dosłownie i w przenośni) domostwa państwa Bloomfield. Jest to rodzina dorobkiewiczów z całkiem pokaźnym obecnie majątkiem, ale zdecydowanie gorszymi, ba fatalnymi wręcz manierami. Podopiecznymi Agnes staje się trójka dzieci, najstarszy z nich 10 letni panicz i 2 młodsze panienki.
Są to paskudne rozwydrzone dzieci z piekła rodem, które nie posiadają choćby podstaw kindersztuby i nie mają za grosz szacunku dla innych. Ich rodzice, czyli pracodawcy Agnes nie są lepsi. Wyniośli, szorstcy, wręcz ordynarni w obyciu, przemądrzali, zwracający się do siebie per pan i pani.... W końcu nasza bohaterka nie wytrzymuje sytuacji w tym domu i postanawia zmienić pracę.
Anne Bronte udało się w sposób wręcz doskonały sportretować znękaną przez podopiecznych guwernantkę. Wzorce czerpała z okresu 1839-40. Wtedy sama pracowała w tym zawodzie.
Czy tym razem Agnes trafi lepiej? Czy przez następne lata również będzie guwernantką? A może inaczej potoczy się jej los? Tego wam nie zdradzę, dowiecie się tego z książki.
Powieść jest dobra mimo, iż stylem nie dorównuje powieściom słynniejszej z sióstr – Charlotte. Czytając wszelkie dostępne informacje o Anne Bronte, odniosłam wrażenie, że jest ona takim swoistym kopciuszkiem rodziny, „uboższą krewną”, jak to się nieraz mówi, o wiele mniej docenianą pisarką. W końcu jej siostry to słynna Emilly autorka Wichrowych wzgórz, czy Charlotte autorka Dziwnych losów Jane Eyre. Gdzie Anne do nich?! Ale o dziwo mało wprawiona ręka Anne stworzyła bardzo dobrą powieść. Tym cenniejszą, że opartą na pewnych wątkach autobiograficznych i posiadającą w treści bardzo dużo opisów i szczegółów dot. życia i zachowania się ludzi współczesnych pisarce. Właśnie te opisy bardzo mi przypadły do gustu.
Poza tym uwiodła mnie wręcz syzyfowa z początku chęć wywiązania się ze swoich obowiązków. Chociaż Agnes zdaje sobie sprawę z tego, że dzieci robią jej na złość, że nie da rady ujarzmić ich naraz, o zdyscyplinowaniu w ogóle nie ma mowy, to jednak nadal stara się wykonywać swoją pracę, jak najsumienniej potrafi.
Największe brawa należą się autorce za stworzenie galerii niesamowicie barwnych i wyrazistych postaci, w której dominują kobiety. Jak na powieść z XIX w., był to bardzo śmiały krok, kobiety w tym okresie miały bardzo niewiele do powiedzenia, co zresztą Anne Bronte doskonale ukazuje w swojej książce. Bohaterki Agnes Grey mogą wzbudzać naszą sympatię lub wręcz przeciwnie, ale na pewno nie pozostaniemy wobec nich obojętni.
Książkę czyta się doskonale, szybko. Powrót do niej po wielu latach był wspaniałym przeżyciem. Polecam.
 

wtorek, 16 sierpnia 2022

Watykan. Mroczna historia świętej potęgi

 



Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6

Bardzo dobra pod względem historycznym, bardzo ciekawa i doskonale  napisana książka. Czyta się z wielką przyjemnością, ale i wielkim zdziwieniem.
To opowieść o Watykanie od samego jego początki aż do dnia dzisiejszego. Kolejne stulecia walki o władze, krzewienie religii na siłę, rządzenia milionami wiernych, gromadzenia majątku, wieki pychy i uzurpacji władzy na każdym nieomal polu.
Nie bez kozery Watykan od ok. 2000 lat jest symbolem światowej polityki, potęgi, władzy, grozy, ale dla wielu i dobra. Różne role tego niewielkiego państewka, różne spojrzenia ludzi z zewnątrz na to samo zjawisko. Warto je poznać. Arcyciekawa lektura.
Z jednej strony Watykan to głosiciel wiary, kolekcjoner sztuki, donator artystów, z drugiej strony to bezwzględne, okrutne i często wynaturzone monstrum, o którego sekretach prawie nikt nie wie. Tajemnice Watykanu są skrywane, jak żadnego innego państwa.
Doskonała lektura dla lubiących historię, fakty, będących jej ciekawymi. Sam autor wykonał kawał porządnej, nieomal mrówczej pracy, dogrzebał się do wielu sekretów, faktów dotąd nieznanych i stworzył dobrą, ciekawą książkę. Jednak ostrzegam, nie jest to książka będąca tabloidem z sensacjami. Nic z tych rzeczy. To porządnie opracowany zbiór rzetelnych faktów, a mroczna, słowo w tytule, jest moim zdaniem trochę na wyrost.
Autor jest nie tylko historykiem, ale także dobrym gawędziarzem. Suche historyczne fakty udało mu się ubrać w lekkie, co nie znaczy infantylne, słowa. Ciężkie, trudne, często bolesne fakty zamienił w ciekawą opowieść, nadal dziwiąca i oburzającą, ale ciekawą i przystępną.
Warto przeczytać żeby zrozumieć fenomen potęgi Watykanu. Polecam.

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Plac Senacki 6 PM - Vincent V. Severski

 


Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Doskonała, jakże smutna bo prawdziwa książka. Brawa dla autora za doskonałe oko, świetne pióro i nie ukrywajmy...za odwagę. Dlaczego? Sami się o tym przekonacie w trakcie lektury.
Znający twórczość Severskiego będą zaskoczeni. Plac Senacki zdecydowanie różni się od wcześniejszych książek autora. Nie znaczy to, że jest gorszy. jest po prostu inny, ale równie doskonały, wręcz mistrzowski. Do tego to bardzo, ale to bardzo wciągająca książka.
Brak w Placu Senackim Polski, prawie brak. Są oczywiście jakieś polskie wtręty, śladowe wspominki, ale generalnie to minimalne ilości. Wcześniejsze książki autora były bardzo mocno posadowione w polskim grajdołku, babrały się w polskim piekiełku. Plac Senacki jest inny, grajdołek i piekiełko są inne, nie nasze, ale równie mocne i momentami obrzydliwe.
Tym razem na tapecie jest Rosja, Putin i rosyjscy szpiedzy. Niby to już było w innych książkach, niby to znamy. Niby. Wszystko zależy od tego, jak dany temat się opisze, jak się go potraktuje. Severski ma fenomenalne pióro, niezwykłe doświadczenia i talent, który w nowej książce widać bardzo wyraźnie.
Akcja książki rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: w roku 2021 oraz na początku lat 90. XX wieku, gdy upadał ZSRR. Socjalizm, ZSRR upadają, ale mentalność człowieka ZSRR jest bardzo silna, wtedy w latach 90., jak i teraz. Teoretyczne zmiany w ZSRR, budowanie przez Putina imperium, to co się dzieje i doprowadza do wojny w Ukrainie, do tego, co mamy teraz.
I chociaż autor książkę napisał tuż, tuż przed wybuchem wojny w Ukrainie, to jakby przewidział wydarzenia, rozwój konfliktu. Smutne, że tak wielu (w tym Severski) potrafiło ten konflikt przewidzieć, a świat nic z tym nie zrobił, nie zapobiegł, tylko głaskał i starał się nie denerwować Putina. Ehhh...
Wątek główny dot. ZSRR i Rosji współczesnej ma mnóstwo wątków pobocznych. Jest ich naprawdę dużo. Jednak nawet w najmniejszym stopniu nie przytłaczają one czytelnika, nie sprawiają, iż czuje się on zagubiony. Wszystko jest doskonale poprowadzone, konsekwentne, nic nie urywa się, nie gubi.
Świetna, jakże realistyczna fabuła, genialni bohaterowie (nie mogę się oprzeć wrażeniu, że autor korzystał ze swoich szpiegowskich doświadczeń) i nagłe zwroty akcji. Wszystko to sprawia, iż to mistrzowska wprost lektura, od której trudno się oderwać. Polecam jeżeli lubicie ostre, prawdziwe, doskonałe powieści szpiegowskie.




piątek, 12 sierpnia 2022

Pandrioszka. Rosja. Nic tutaj nie jest podobne do tego samego gdzie indziej - Krystyna Kurczab-Redlich

 

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Wznowienie doskonałej książki fenomenalnej znawczyni Rosji i tego, co w tym kraju drzemie, Krystyny Kurczab - Redlich. Czyta się wyśmienicie. W sporą część trudno uwierzyć. Niewiarygodne po prostu.
Pandrioszka to nie suche fakty, to wyjątkowo barwna, tętniąca życiem, bazująca na latach doświadczeń i obserwacji opowieść o życiu zwyczajnego rosyjskiego Kowalskiego, obywatela, jakich w tym kraju miliony. To także obraz Rosji lat dziewięćdziesiątych XX wieku.
O ile było to możliwe, autorka postarała się oddzielić od ludzkiego życia politykę. Ale czy w Rosji jest to w ogóle możliwe?
Życie, dzień codzienny nierozerwalnie związane z ustrojowymi zmianami końca lat 90. XX wieku. Jedno przenikało drugie, jedno oddziaływało na inne aspekty życia. Czy przybliżenie dnia codziennego, smutków i radości, toku myślenia Rosjanina pozwoli nam zrozumieć ten kraj i mieszkających w nim ludzi? Szczerze wątpię. Przeczytałam Pandrioszkę błyskawicznie, z wielką ciekawością i dalej nie rozumie Rosjan. I nie chodzi mi o tocząca się wojnę w Ukrainie, chociaż o wojnie (ale tej w Czeczenii) także jest w książce sporo informacji, przerażających opisów. Bestialstwo i okrucieństwo Rosjan i w Czeczenii i w Ukrainie jest, było takie samo.
Nie rozumiem i nigdy nie rozumiałam tego kraju, poddaństwa, sposobu myślenia, oderwania od komunizmu, a jednak nadal głębokiego w nim tkwienia, przez sporą część społeczeństwa akceptowania mimo, iż życie zwyczajnego Rosjanina jest trudne, szare, ponure i dalekie od blichtru Moskwy dla bogaczy.
Pandrioszka to bardzo ciekawa i jednocześnie przerażająca lektura. Przeraża fakt, iż w centrum cywilizowanego świata są nagminne miejsca, jak te opisane w książce, są miliony ludzi Zachowujących się i myślących tak, jak bohaterowie Pandrioszki. Szok. Gorąco zachęcam do lektury. Trudno będzie tę książkę zapomnieć. O ile to w ogóle możliwe.

czwartek, 11 sierpnia 2022

Szachistka z Auschwitz - Gabriella Saab

 



Wydawnictwo HarperCollins Polska, Moja ocena 2,5/6
Temat II wojny światowej, holocaustu, zagłady, próby wyjścia z tego i wielu pobocznych spraw jest chodliwy. a tej tematyce bazują autorzy dobrzy, bardzo dobrzy i bardzo przeciętni. Niestety, ale Gabriella saab należy do tych ostatnich.
Napisała książkę, która jest przeciętna, słaba, a miała możliwości stać się naprawdę dobrą lekturą. Opowieść oparta jest mocna. Historia młodej Polki, osadzonej w KL Auschwitz jako więzień polityczny, która rozgrywa partie szachów, w których stawką jest jej własne życie. Ma do wyboru- podjąć wyzwanie i grac albo zginąć. Tak, ta historia porusza i była szansa, że oprócz gry na emocjach czytelnika wniesie coś więcej.
Niestety, ale to się nie udało. Nawet ta w/w gra na emocjach jest jakaś taka mało realistyczna, niedopracowana, po prostu słaba.
Nie pomagają nawet autentyczne postaci historyczne wplecione w fabułę. Książka jest po prostu słaba, bardzo słaba. Do tego dochodzi bez mała wyidealizowany, a na pewno przyjazny, fałszywy, nierealistyczny obraz obozu koncentracyjnego. Zgroza, która idzie w świat i buduje fałszywe przekonanie wśród czytelników poza Polską. Ten obraz KL Auschwitz przypomina trochę wojenne realia w Czterech pancernych...
Taka historia, tym bardziej, że oparta na faktach, powinna być rzetelna, mocna w swojej wymowie, nieść przesłanie. Tu tego zdecydowanie brakuje. Jest lekkie, mimo tematyki, nic nie wnoszące czytadło, które niestety nie jest warte lektury i niesie więcej szkody niż pożytku. Odradzam. Jest mnóstwo innych, o wiele lepiej napisanych książek z nurtu literatury obozowej.


wtorek, 9 sierpnia 2022

Uśpiona - Alicja Sinicka



Wydawnictwo W.A.B., Moja ocena 5/6
Dobry, z bardzo ciekawym pomysłem na fabułę thriller. Jednocześnie to książka duszna, z mroczną atmosfera, podszytą ostrą dawką niepokoju.
Na początku nie będziemy potrafili wczuć się w położenie bohaterki. Bo niby nie cierpimy na narkolepsje, jak bohaterka historii, Weronika. Nie musimy codziennie o tej samej porze przespać choćby kilkunastu minut. Weronika musi. Jest to absolutnie poza jej kontrolą. Z pewnością większości z nas trudno będzie to zrozumieć.
Jednak nie to jest największym problemem bohaterki. W trakcie jej codziennego snu ktoś obcy, bliżej nieokreślony przebywa w jej mieszkaniu. Weronika nie ma pojęcia kto to jest, dlaczego ją nawiedza, czego chce. Po przebudzeniu czuje jego obecność, widzi inne ułożenie przedmiotów. Ona po prostu wie, że ktoś u niej był.
Wydaje się wam, że to koszmar?! To wyobrażcie sobie, że pewnego dnia po przebudzeniu znajdujecie w sowim mieszkaniu zwłoki. Nic nie wiecie, nic nie pamiętacie, a wasza dolegliwość uniemożliwia wyjaśnienie sprawy. Automatycznie czyni was to głównym podejrzanym.
Niemożliwe? A jesteście tego pewni?
Gwarantuję, że w trakcie lektury Uśpionej niczego nie będziecie pewni.
Sinicka po raz kolejny stworzyła dobrą, mocną, ciekawie poprowadzoną historię, która zaskakuje niezwykłym zakończeniem. Książka ma w sobie wszystko czego potrzebuje dobry, porządny, rasowy thriller, Lektura wciąga od pierwszej strony, a uczucie ciekawości i podskórnego niepokoju nie znika do samego końca.
Jednocześnie jest to książka, w której od początku wszystko wiemy. Jednak tak naprawdę nic nie wiemy ciekawość nas zżera, a finał pokazuje w jak wielkim byliśmy błędzie. Na plan pierwszy wysuwa się ludzka psychika i to, co można z nią zrobić. Będziecie zaskoczeni. Polecam. Ta lektura na bardzo długo pozostanie w waszej pamięci. Idealna książka nie tylko na lato.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Bullet Train. Zabójczy pociąg - Kōtarō Isaka

 



Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Kotaro Isaka stworzył nieoczywisty, niejednoznaczny i naprawdę dobry i mocny thriller. Dawno nie czytałam tak dobrej książki.
Pomysł oryginalny, mamy superszybki pociąg na trasie Tokio -Morioka, w którym zamknięci są sami płatni zabójcy. Są to top of the top, najlepsi z najlepszych, najlepsi zabójcy świata z najlepszych. Kto przeżyje, kto zginie? Komu uda się wysiąść na jednym z bardzo nielicznych przystanków? Czy w ogóle ktokolwiek będzie mógł wysiąść? Czy o to chodzi? Tak naprawdę gwarantuję, że będziecie bardzo zdumieni. Mnie Isaka niesamowicie zaskoczył. Nie spodziewałam się takiej książki. I to takiej dotyczy każdego aspektu. Bo Bullet Train jest wyjątkowy pod każdym względem.
Z jednej strony to dobry thriller, mocny, rasowy. Z drugiej strony to thriller noir, a przy tym komedia omyłek. To coś ala Tarantino w najlepszym wydaniu, jeżeli wiecie, o co chodzi.
Akcja jest błyskawiczna niczym super szybki pociąg Shinkasen. Kolejne migawki, sytuacje, wydarzenia przewijają się przed naszymi oczyma niczym błyski fleszy, drzewa za oknem szybkiego pociągu. Oj dzieje się, dzieje. I tak naprawdę do pewnego momentu nie wiadomo, co jest istota całej historii, o co tak an serio chodzi.
Czarny mocny thriller, czarny humor. W ogóle wszystko w tej historii jest czarne włącznie z szybkim pociągiem. Do tego mamy mnóstwo wątków, intryg, które się nawzajem przeplatają. Co cenne, autorowi nic się nie gubi, nic nie umyka. Wszystko zostaje logicznie choć w ciężko poplątany sposób doprowadzone do końca.
Do tego bohaterowie, majstersztyk. Mój ulubieniec to mega psychopata, najbardziej pokręcony z pokręconych :) Jak autor na to wpadł? Nie mam pojęcia.
Inteligencja, zaskoczenie i brak choćby cienia wiedzy, co będzie dalej. To najbardziej charakterystyczne cechy Bullet Train. Kotaro Isaka to inteligentny, pomysłowy autor. Nic dziwnego, że jego książka odniosła tak wielki sukces.
Książka jest niezwykła i jest czymś nowym, odskocznią od klasycznych, często zdartych do bólu kryminałów i thrillerów. Polecam. Naprawdę warto. Doskonała zabawa, inteligentna, nie obrażająca czytelnika powtarzalnością, gwarantowana.


niedziela, 7 sierpnia 2022

Pies z terakoty - Andrea Camilleri

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5/6
Jedna z lepszych (wg. mnie) książek z serii z komisarzem Montalbano i urokami Sycylii w roli głównej. Trochę inna od pozostałych tomów tego cyklu. Inna ponieważ autor odszedł odrobinę od kryminału na rzecz historii, filozofii, obyczajów Sycylii i ogólnie kondycji człowieka. Czyni to co prawda kryminał mniej kryminalnym, ale też dodaje książce ogromnego uroku.
Takie odejście w stronę historii i innych kwestii nie spotkało się najprawdopodobniej z aplauzem ówczesnych czytelników ponieważ z tego co kojarzę był to jednorazowy "wyskok" pisarza. Więcej mieszania historii i filozofii w takiej ilości w książkach z Montalbano nie spotkałam, a czytałam wszystkie wydane w Polsce.
Napisałam, że wątek kryminalny jest w mniejszej ilości. To prawda. Jednak nie znaczy, że go nie ma lub, że jest kiepski, nie wart uwagi. To jak najbardziej klasyczny, godny uwagi i lektury wątek kryminalny. Co jest kolejną nowością to fakt, iż mniej więcej w połowie książki jedno śledztwo zostaje niejako porzucone dla innego, z czasów II wojny światowej. Więcej nie zdradzę. Nie chcę wam odbierać przyjemności wynikającej z tej lektury. Komisarz Montalbano, jego śledztwa, jego wyspa (tak, nie waham się tak napisać), proza Camilleriego to jakość sama w sobie, której osobom lubiącym niespieszną, włoską prozę szeroko traktująca o życiu, nie trzeba przedstawiać.
Miks kryminału, sensacji z powieścią społeczno-obyczajową plus dodatkiem sporego wykładu o Sycylii, mieszkańcach, obyczajach i co ważne...o kuchni. Cudowna, urocza, pełna klimatu seria. Wspaniała lektura na jeden wieczór.
Zachęcam do sięgnięcia po ten cudowny, klimatyczny, uroczy kryminał i powieść społeczno-obyczajowo-historyczno-filozoficzną w jednym. Rozkosz czytania gwarantowana. Zawdzięczamy to nie tylko autorowi, ale także tłumaczowi, genialnemu Jarosławowi Mikołajewskiemu, który doskonale oddał wszystkie drobiazgi dot. Sycylii. Brawo. Polecam ten i inne tomy serii.Lektura dla osób wybitnie lubiących tego typu książki.

piątek, 5 sierpnia 2022

Lato wielkiej wagi - Jennifer Weiner

 



Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4,5/6
Okładka sugeruje, że to lekka, doskonała na lato opowieść. Nic z tych rzeczy. Nie uśmiejecie się w trakcie jej czytania, nie będziecie jej czytać zrelaksowani. Okładka jest zupełnie odmienna od treści.
To ciekawie napisana opowieść o tym, jakim piekłem potrafi być nauka w liceum, w jakiejkolwiek średniej szkole, ile się wtedy dzieje i jak wielkim piętnem mogą się te dni, miesiące odcisnąć na dorosłym życiu. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, iż pobyt w liceum w dużej mierze decyduje o tym, jakim dorosłym człowiekiem się staniemy. Ta książka doskonale to ukazuje.
Główna bohaterka, Daphne Bergto instagramowa influencerka w stylu Plus size, czyli po prostu osoba z nadwagą, która ma rzesze obserwatorów. Z pozoru jest ona kobieta sukcesu, odnosi sukcesy w świecie social mediów, ma wielu fanów, doskonałe zarobki i ze wszystkim świetnie sobie radzi. Jednak to tylko pozory. prawda jest całkowicie od tej sielanki odmienna.
Daphne to bardzo smutna (tak wewnętrznie), bardzo zakompleksiona osoba, która boi się konfrontacji z realnym poza social mediami świecie. Poznajemy to z wydarzeń obecnych, jak i tych z przeszłości. Genezy kompleksów Daphne należy doszukiwać się min. w latach nauki w liceum.
Pewnego dnia była koleżanka prosi Daphne o niebagatelną przysługę. Prowadzi to do bardzo zaskakujących wydarzeń.
Z pozoru lekka, zwiastowana przez letnią, relaksująca okładkę, historia szybko zamienia się w niezłe studium kompleksu i samotności. To także dobrze nakreślony portret ludzkich słabości, dramatów skrywanych pod płaszczykiem niefrasobliwości, nieczułości, bycia potworem, ale i ofiarą w ludzkiej skórze. Opowieść ozdobiona tym, co teraz na topie, życiem influencera, byciem na świeczniku mediów i konsekwencjami takiego życia. Ciekawa, dobrze napisana i godna polecenia historia. Warto nad nią pomyśleć, warto się nad kilkoma sprawami zastanowić. Książka pełna prawd o życiu, otaczającym nas świecie i o nas samych. Polecam.