piątek, 27 marca 2020

Dzienniki 1950-1962 - Sylvia Plath

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
To drugie w Polsce wydanie Dzienników... Poprzednie wydanie pochodziło z Wydawnictwa Prószyński i S-ka 2004 r. 
To z Wydawnictwa Marginesy jest dużo pełniejsze niż wcześniejsze. Uzupełnione jest różnymi notatkami, fragmentami twórczości Plath.  
Dzienniki... to niezwykle poruszające i jednocześnie porażające obrazy umysłu, duszy Sylvii Plath. Ukazują jej przemyślenia, odczucia, drogę do choroby psychicznej, a wreszcie do samobójczej śmierci. 
Pisarka przelewała na papier wszystkie codzienne zmartwienia, lęki i namiętności, kreśląc tym samym wyjątkowy autoportret.
Ciekawym jest śledzenie poczynań Plath, różnych zmian w niej zachodzących, dostrzeganie pogłębiających się skłonności Sylvii do choroby psychicznej. Choroba dwubiegunowa, wielokrotne pobyty w szpitalu psychiatrycznym, kilkukrotne próby samobójcze. Na to wszystko, na indywidualne predyspozycje bez wątpienia nałożyły się także różne życiowe okoliczności i zawirowania.
Ta książka to smutne, przerażające studium ludzkiej psychiki, życia zmierzającego niczym po równi pochyłej do jednego, z góry jakby wiadomego końca. Po licznych próbach samobójczych Plath w końcu się udało. Schorowana i cierpiąca na brak pieniędzy, Sylvia Plath popełniła samobójstwo przez zatrucie gazem. Dzieci zamknęła w dobrze wentylowanym pokoju, zostawiając im śniadanie
Całość czyta się z ciekawością, ale i smutkiem pomieszanym z przerażeniem.
W 23 zeszytach obejmujących 12 lat życia autorki zapisane są jej życie, odczucia. 
Choćby we fragmentach przynajmniej kilkorgu z czytelników mogą się one wydawać podobne do ich życia. Większość z nas od czasu do czasu miewa problemy, życie jest przeciwko niemu, wielu ma depresję, niektórzy chorobę dwubiegunową. Tacy ludzie, często niezrozumiani, zostawieni samym sobie są wśród nas. Warto przeczytać Dzienniki... Warto lepiej poznać Sylvię Plath, warto poznać i zrozumieć jej twórczość. 
Polecam.
 

poniedziałek, 23 marca 2020

Milczenie - Tim Lebbon

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Niezła, zapewniająca kilka ciekawie spędzonych godzin lektura. 
W Mołdawii zostaje odkryty unikalny na skalę światową system połączonych ze sobą i odciętych od świata jaskiń. Takie odkrycie nie może pozostać bez echa. Informacja lotem błyskawicy obiega cały świat. Wszystkie stacje telewizyjne, wszystkie portale internetowe transmitują relacje z jaskiń i terenu wokół nich, pokazują relacje, wypowiedzi naukowców. 
Pewna grupa speleologów wyrusza do jaskiń na ekspedycję badawczą. Bardzo szybko wydarzenia przybierają zupełnie nieoczekiwany i niezwykle groźny przebieg. Jak się okazuje jaskinie są siedliskiem przerażających ślepych stworzeń żyjących w absolutnej ciemności. Stwory te które w kilka minut zabiją całą ekipę. A to dopiero początek.
Książkę czyta się naprawdę dobrze. Jest ciekawa, wciągająca, niepokojąca i w kontekście tego zagrożenia jakie mamy teraz, bardzo realistyczna. 
Cała historia opowiedziana wielowątkowo, wszystkie wątki opowiedziane są do końca, ciekawie.
Na największy plus zasługują ukazane studia dotyczące zachowań ludzkich w obliczu katastrofy. Odkrycie jaskiń, tego co w nich się znajduje daje początek wielkiej, na ogromna skalę katastrofie, wręcz apokalipsie. Reakcje ludzi, ich zachowanie w kontekście wydarzeń są bardzo ciekawie przedstawione. 
Milczenie to ciekawa, nieźle napisana, pouczająca opowieść o ludzkich zachowania i świecie pogrążającym się w niewyobrażalnym wprost chaosie. Pełna paleta odczuć, reakcji, zachowań. Niektóre wprost nie do wyobrażenia sobie w normalnych czasach. W kontekście epidemii koronawirusa lektura dla osób o mocniejszych nerwach. 
Bardziej jest to powieść postapokaliptyczna niż stricte horror.
Zachęcam do lektury. Zaskakująco dobra książka. 

piątek, 20 marca 2020

Wzgórze Błękitnego Snu - Igor Newerly

Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Po wielu, wielu latach z wielką przyjemnością powróciłam do tej dawno nie wznawianej książki. Pamiętam, gdy Wzgórze...ukazało się przed laty (w 1986 roku) po raz pierwszy. Moi rodzice cudem zdobyli egzemplarz spod lady. Tak się wtedy załatwiało wszystkie książki. Zaczytywałam się w tej książce, choć nie wszystko wtedy rozumiałam.
Byłam ciekawa, jak odbiorę tę pozycję teraz, gdy jestem starsza, inaczej postrzegam pewne rzeczy, inne sprawy są dla mnie ważne.
Igor Newerly to bez wątpienia wybitny prozaik. To co przede wszystkim wyróżnia tę powieść to niezwykłe przedstawienie ludzkich losów oraz powiązanie ich z zawirowaniami historii, polityką i naturą. Poruszający, niezwykły miks, który wywiera na czytelnika wyjątkowy wpływ.
Bohaterem książki jest Bronisław Najdarowski, młody człowiek, członek socjalistycznej partii, który za próbę zamachu na rosyjskiego cara zostaje skazany na zesłanie na Sybir. Póżniej, po odbyciu katorgi, Bronisław zostaje skazany na wieczne osiedlenie na Syberii. Newerly największy nacisk kladzie na ukazanie jego losów właśnie w trakcie pobytu na Syberii, chociaż sporo miejsca poświęca także wcześniejszym losom bohatera.
Książka zachwyca wszystkim. Przede wszystkim opisami, ukazaniem losu i wnętrza człowieka, przemian zachodzącym w bohaterze na przestrzeni czasu i pod wpływem różnych wydarzeń, przeżyć. Porywa także swoista głębia, wymowa i język jakim powieść została napisana. 
Książka zachwyca, chwyta za serce, porusza. Opisy miejsca, do którego został zesłany Najdarowski, klimat mrożnej tajgi, to jak zmienia się przyroda, a wraz z nią jak zmienia się podejście do otoczenia bohatera. Coś wspaniałego. 
Bardzo ciekawie ukazana jest także codzienność ludzi zesłanych na katorgę, ale także tych na co dzień żyjących w tym niegościnnym miejscu, ich życie, stosunek Bronisława do nich, zmiany we wzajemnych stosunkach, zrozumienie i miłość do niezwykłych ludzi i niegościnnego miejsca.
Choć treść to zaledwie niewielki fragment, kilkanaście lat, które bohater spędził na Syberii, to jednak ten wyimek jego życia jest niezwykle poruszający, ważny.
Powieść jest wyjątkowa, zmusza do refleksji, przemyślenia wielu spraw. Gorąco zachęcam do lektury. Coś wspaniałego.  

środa, 18 marca 2020

Zakłamani - Joanna Dulewicz

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 3,5/6
Bardzo ciekawy pomysł na fabułę, bardziej nawet obyczajowo-socjologiczny niż typowo kryminalny. Mamy zbrodnie, handel żywym towarem, zabójstwa, kradzieże, gwałty, korupcję, prostytucję, romanse i nieustające napięcie.
Bardzo dobrze nakreślony jest wątek socjologiczno-obyczajowy. Debiutującej autorce udało się ciekawie przedstawić małą, klaustrofobiczną miejscowość, napięcia między ludźmi, wzajemne nieliczne sympatie i dużo liczniejsze antypatie, żale, niesnaski. Niezwykle ciekawy obraz, studium socjologiczne. Od razu rzuca się w oczy, że autorka zadała sobie mnóstwo pracy gromadząc materiał do tej części książki. Widać, iż tworząc książkę, powieść, studium obyczajowe autorka czuje się dużo lepiej niż pracując nad kryminałem.
Zakłamani są takim miksem, bardzo zręcznym w części obyczajowej, średnio udanym w części kryminalnej. Ja rozumiem, że ta książka jest debiutem literackim Joanny Dulewicz, ale część kryminalna wyszła autorce bardzo słabo, nawet jak na debiutanta. 
Niby mamy morderstwa, handel kobietami i inne zbrodnie, mniej lub bardziej drastyczne, ale...są one wspomniane mimochodem, ot tak, jakby przy okazji. Poza tym nie są one dobrze pociągnięte dalej. Wątki się urywają, nie wyjaśniają do końca. Dochodzenie jest słabe, bardzo słabe. Treść dot. kwestii kryminalnych jest mizerna, chaotyczna, niedopracowana, jakby ciągnięta na siłę. Zupełne przeciwieństwo części obyczajowo-socjologicznej. 
Brakuje porządne opracowania i poprowadzenia problemów, spraw, zagadnień. Brak także jakiejś głębi jeżeli chodzi o bohaterów. Są mało wiarygodni, płascy.
Kilkakrotnie miałam dziwne uczucie, jakby książkę pisały dwie różne osoby.
Poza tym brak jednej, jak ja to nazywam klamry, która by spinała całość w jedną kwestię. A szkoda, bo książka miała naprawdę spory potencjał. 
Zakłamanych czytałam bez zgrzytania zębami, ale ze sporym żalem i rozczarowaniem. Uważam, iż autorka powinna pozostać przy książkach, powieściach obyczajowych. To wyszło jej dobrze, momentami bardzo dobrze.

 

wtorek, 17 marca 2020

Wioska kłamców - Hanna Greń

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 2,5/6
Nie ukrywam, liczyłam na więcej, tym bardziej, iż blurb jest bardzo zachęcający.
Fabułę można zawrzeć w kilku słowach, w jednym zdaniu: zbrodnia w maleńkiej wiosce, legendy i umiarkowanie dobrze prowadzone dochodzenie.
Skusiły mnie (oprócz streszczenia na okładce) też zachęcające opinie innych blogerów. Niestety. Książka jest nijaka, nudna i ledwo doczytałam ją do końca. Ze zdziwieniem przeczytałam w sieci, iż autorka ma w dorobku kilka kryminałów. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Greń, ale i ostatnie.
Na plus zasługuje opis niezwykle hermetycznej osady, wręcz klaustrofobicznej, niewielkiej grupki ludzi, osób żyjących w bardzo specyficznym miejscu. Na plus zasługuje atmosfera miejsca, trochę mroczna, tajemnicza, mocno klaustrofobiczna, ale i przyjazna. Większość osób sobie wzajemnie pomaga, służy radą, wsparciem. Z drugiej strony jest zakłamanie, wścibstwo, obłuda. Nakreślenie obrazu tego miejsca, ukazanie klimatu społeczności wyszło Greń dobrze. I to na tyle by było jeżeli chodzi o plusy książki.
Poza tym Wioska kłamców ma same minusy, wady.
Przede wszystkim autorka nie wykorzystała wszystkich możliwości, jakie dawała taka, a nie inna fabuła. Prowadząc inaczej akcje, sprawiając, że będzie ona miała więcej ikry, energii można było stworzyć naprawdę niezłą książkę. 
Niestety, ale akcja Wioski kłamców jest nudna, jak przysłowiowe flaki z olejem. W tej książce nic się nie dzieje. Mimo, iż kilkakrotnie są mniej lub bardziej wyraźne zwiastuny, że coś się będzie działo, że coś się ruszy, na zwiastunach się kończy.
Poza tym drewniany styl autorki, trudny, nudny, sztywny, momentami, jak z kronik z PRL-u, komunikatów radiowych. Coś strasznego. Nie da się tego czytać bez zgrzytania zębami.
Szkoda, że dobrze, ciekawie zapowiadająca się książka została tak efektownie zepsuta.
Bohaterowie. Główna postać, Dioniza, zapowiadała się ciekawie. Samo imię, niezwykłe dla młodej kobiety, jest zapowiedzią, obietnicą czegoś niebanalnego. Na obietnicach się jednak kończy. Dionizja jest zwyczajna do bólu, choć autorka robi wszystko, żeby jej bohaterka jawiła nam się, jako postać niezwykła, niebanalna. Poza tym jest to bohaterka tak irytująca, nudna, że szok. Najbardziej jednak boli zmarnowany potencjał, obietnica czegoś ciekawego, na której to obietnicy wszystko się kończy.
Sporo trudu autorka zadała sobie tworząc aurę niezwykłości, mistycyzmu, magii, która otacza opisywane miejsce. Wyszło to hmmm bardzo słabo. Same odwoływania się do ludowych przypowieści i legend nie załatwią wszystkiego. Potrzebna jest jeszcze umiejętność sklejenia tego w całość i przeniesienia na karty książki. Tego autorce brakuje.
Międzyludzkie stosunki, więzi, sympatie, żale są ukazane w książce bardzo ciekawie. Szkoda, że pisarka nie pokusiła się o napisanie pozycji obyczajowo-społecznej. Bez wątpienia taka książka wyszłaby jej dużo lepiej. 
Nie zachęcam was do lektury tej książki. Nie odradzam jej także. Sami musicie podjąć decyzję. Wioska kłamców ma wiele bardzo wysokich ocen. No cóż, gusta są różne. Być może wam lektura także przypadnie do gustu.
 

 

poniedziałek, 16 marca 2020

Ziemia przeklęta - Juan Francisco Ferrándiz

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Ta książka to bez wątpienia świetna literatura, 760 stron niesamowitej wprost przygody, niezwykle efektowny fresk historyczny, ogromna porcja serca Katalonii, historii, magii tego regionu. Jest w czym się zaczytywać.  
Autor porywa nas w rzadko uwieczniane w książkach czasy, a mianowicie do Katalonii z II połowy IX wieku. Autor świetnie kreśli opis i charakterystykę Katalonii tamtych lat, oddaje nastrój mrocznych i okrutnych czasów, przedstawia żyjących wtedy ludzi, ich marzenia, troski, zagrożenia. 
Akcja książki ma miejsce w ciągu kolejnych 20 lat. Były one  najważniejszymi w długich i burzliwych dziejach Barcelony. W tamtym okresie Barcelona znana pod nazwą Barczinona była niewielką licząca 1500 mieszkańców osadą położoną nad rzeką Llobregat, gdzie zaczynał się emirat Kordoby. Miasto chyli się ku upadkowi, jest zniszczone, zaniedbane, wyludnia się. Sprawia ono wrażenie, iż przybyszy i mieszkańców nie spotka w nim nic dobrego. Mieszkańcy napadani przez obcych m.in. Saracenów na zmianę mieszkają w swojej osadzie, albo chronią się w pobliskich lasach.
Do takiego miejsca arcybiskup Hinkmar posyła młodego biskupa . Daje mu do wykonania misję z typu tych mission impossible.. Biskup ma w tym niegościnnym miejscu zbudować katedrę oraz podźwignąć miasto i jego okolice z upadku. Czy mu się to uda? Tego dowiecie się w trakcie lektury tej niezwykłej książki. Dodam tylko, iż wraz z biskupem do Barczinony rusza rzesza osadników. Czy nowe miejsce stanie się ich domem? Jak potoczą się ich losy?
Gwarantuję wam, iż będziecie zaskoczeni nagłymi zwrotami akcji, zawirowaniami, przygodami rodem z najlepszych awanturniczych książek. 
Ferrandiz na niczym nie oszczędza. Przygody bohaterów są świetnie wymiksowane ze sporą porcją historii, a całość okraszona garścią sensacji. Czyta się świetnie.
Co istotne, w książce mieszają się miejsca autentyczne z fikcyjnymi, postaci historyczne z tymi wymyślonymi. Autentyczni są m.in. Biskup Frodoí, arcybiskup Hinkmar, król Karol łysy i wielu innych. Prawdziwe są także wydarzenia historyczne, jak spiski, zdrady, bunty, od których książka aż skrzy. 
Ogrom przygód bohaterów nakreślony jest we wspaniały sposób. Od lektury trudno się oderwać. Na największe jednak uznanie zasługuje praca, jaką autor włożył w reaserch historyczny. Od pierwszych stron rzuca się w oczy, iż zadał sobie mnóstwo trudu żeby znależć fakty, informacje, prześledzić życia kolejnych bohaterów. To zaprocentowało i dało wspaniałą, godną polecenia lekturę.

niedziela, 15 marca 2020

Lektura w czasie zarazy...

Właśnie, co czytacie, co planujecie przeczytać w ciągu najbliższych dni?
Pracujecie zdalnie, czy może jesteście w tej grupie, która zdalnie nie musi pracować?
Ja od jutra zaczynam wraz z moją drugą połową pracę zdalną, w domu. Planujemy też sporo czytać. Stosik lektur już jest przygotowany. Teraz czytam świetną hiszpańską książkę Ziemia przeklęta. Recenzja na blogu lada moment.
Ciekawe, jak to z czytanim wyjdzie w realu, plany planami. Mamy do przypilnowania, zaopiekowania 3 dzieci w różnym wieku, ich naukę etc. Jednak chociaż wieczory planuję spędzać tak jak na obrazku :) Miłego, zaczytanego czasu wam życzę i dużo zdrowia.

sobota, 14 marca 2020

Horyzont - Jakub Małecki

Wydawnictwo SQN, Moja ocena 5/6
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jakuba Małeckiego, ale z pewnością nie ostatnie. 
Bohater książki, Mariusz Małecki jest zasłużonym weteranem z  Afganistanu. Cierpi na wyraźny zespół stresu pourazowego. Oprócz wielu tak charakterystycznych objawów, bohater wyjątkowo drastycznie odgradza się od bliskich, znajomych, izoluje się od nich. Dodatkowo Mariusz nie wie co dalej, co począć z życiem, nie ma planów, żadnych pomysłów. Jak długo tak można żyć? Czy zapijanie trosk, beznadziei codziennej egzystencji sprawdzi się?
Mariusz próbuje się podnieść z tego swoistego upadku. 
Czy mu się to uda? Jak to będzie przebiegać? Tego dowiecie się z lektury ten książki, do której serdecznie zachęcam.
Historia opowiedziana jest z punktu widzenia dwóch osób. Są nimi główny bohater Mariusz oraz Zuza, młoda dziewczyna, która dosyć wiernie towarzyszy mu zarówno w staczaniu się na dno, jak i próbie wyjścia na prostą. Początkowo obie narracje są całkowicie od siebie odrębne tak jak odrębne są byty obu postaci. Ot obcy sobie ludzie zapijający nieudane, nędzne życie. Jednak z upływem czasu i kolejnych przeczytanych stron, to się zmienia. Zmienia się też stosunek do siebie obojga bohaterów. Mariusz i Zuza staja się sobie coraz bliżsi. W tym samym momencie zmienia się też sposób narracji. Opowieści z punktu widzenia obojga bohaterów są sobie coraz bliższe, sprawiają wrażenie przenikania się, splatania ze sobą. Bardzo ciekawy zabieg
Horyzont to zadziwiająco prosta, wręcz bym nawet napisała oszczędna w różnych metaforach, w treści książka. Opowiada prostą, typową dla XXI wieku historię człowieka po przejściach, bez maa na dnie, który próbuje się podźwignąć i zrobić porządek z własnym życiem.
To co musi przejść, co musi zrobić. Próby przed jakimi zostanie postawiony oraz efekt tych działań to treść tej książki.
Małecki zaskakuje oszczędnym stylem, doskonałym ukazaniem bohatera, jego życia, psychiki, ale także tym, iż Horyzont zmusza do przemyślenia wielu, bardzo wielu spraw.

wtorek, 10 marca 2020

Doczesne szczątki - Donna Leon

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Od lat jestem wielką fanką prozy Donny Leon i serii o weneckim komisarzu Guido Brunettim. Przeczytałam wszystkie 25 tomów serii. I ciągle mi mało.
Doczesne szczątki to  26. tom weneckich perypetii i kolejna książka mocno wybrzmiewająca, wręcz oskarżycielska w kontekście tego, co dzieje się z naszym otoczeniem, światem w 2020 roku.
Najnowszy tom serii to także kryminał i doskonała powieść socjologiczno-obyczajowa w jednym. Książka ta łączy w sobie cechy powieści społecznej, psychologicznej, obyczajowej, wątki moralizatorskie oraz elementy...przewodnika turystycznego po mieście kanałów i okolicznej lagunie i książki kucharskiej. 
Podczas lektury każdego tomu nieodmiennie za każdym razem leci mi ślinka, gdy czytam o tym co Paola (żona komisarza) przygotowuje na obiad, czy kolację, o tym co on na szybko zjada w ramach przekąski w trattoriach... Uwielbiam włoską kuchnię. Tym razem dodatkowym smaczkiem jest fakt, iż Brunetti przez kilkanaście dni przebywa na zasłużonym urlopie. Wypoczywam na jednej z wysp weneckiej laguny. 
Jak się okazuje bez mała wszystko na tej wyspie jest odmienne od tego, co dzieje się, ma miejsce w samej Wenecji. Chodzi o zwroty językowe, obyczaje, a także kuchnię. Świetnie oddane realia wyspiarskiego życia. Doskonała podróż po weneckiej lagunie w zupełnie inny, a jednocześnie bardzo podobny świat.
Nie będę opisywać fabuły, nawet w skrócie, nie ma to sensu.  Po pierwsze nie chcę wam odbierać przyjemności wynikającej z lektury, a po drugie dochodzenie, które prowadzi Brunetti wraz ze współpracownikami jest tylko pretekstem do ukazania czegoś więcej.
O fabule nadmienię tylko tyle, iż komisarz Brunetti rozwiązywał już w swojej karierze bardzo różne sprawy: od szokujących zbrodni, po drobne przestępstwa. Jednak w Doczesnych szczątkach pochłania go coś, czym ostatnio zajął się nawet papież Franciszek. Chodzi o grzech przeciwko ekologii. 

Po raz kolejny pisarka nie raczy nas klasycznym kryminałem. Co prawda mamy trupa, mamy zagadkę, mamy nawet ofiarę, którą skrzywdzono bardziej niż tę, która zamordowano (tak, to jest możliwe). Jednak w książce brak efektownych scen, intryga kryminalna nie zaskakuje zbytnio, a sprawa, a właściwie sprawy, które pod pozorem śledczych zmagań prezentuje Donna Leon, są bardzo na czasie i tak niestety uniwersalne, że można je dopasować do wielu miast, krajów na świecie, nie tylko do książkowej Wenecji.
Gdy skończyłam czytać Doczesne szczątki, zadumałam się na dłuższą chwilę.
Leon ma dar poruszania najbardziej drażliwych dla społeczeństwa włoskiego tematów, często takich, które Włosi wypierają ze świadomości, ew. chcieliby ukryć przed światem. Dotyczy to zarówno kwestii światopoglądowych jak i społecznych czy religijnych. 

Doczesne szczątki to ponownie dobry kryminał, ale jeszcze lepsza, moim zdaniem mistrzowska książka o ludziach, ich dążeniach, najgłębiej skrywanych demonach, obawach i tym czym złym co drzemie na dnie duszy każdego człowieka. Tylko od nas zależy, czy to coś dojdzie do głosu czy nie, czy zrobimy coś złego, czy nie. 
Kolejny tom przygód weneckiego komisarza to także możliwość odwiedzenia Wenecji, poznania tego wspaniałego miasta niejako "od kuchni" oraz niezwykle inteligentna rozrywka.
Napisałam "inteligentna rozrywka" ponieważ cała rodzina komisarza Brunettiego będącego kluczową postacią serii, nie szczędzi nam rozmów na wysokim poziomie, inteligentnych żartów, cytatów z ciekawych lektur (często z klasyki antycznej) etc. Po raz kolejny jestem zachwycona, ale i zasmucona. Pisarka wyraźnie ukazuje jak bezdusznymi, okropnymi istotami potrafią być ludzie.  

Niezmiennie zachęcam do lektury całej serii o komisarzu Guido Brunettim. Jednak ostrzegam, nie jest to lektura dla wszystkich. To pozycje, dla tych, którzy od kryminału oczekują czegoś więcej, lubią pomyśleć nie tylko nad zagadką kryminalną, ale także nad problemami otaczającego nas świata.
 

 

poniedziałek, 9 marca 2020

Zapowiedź...

25 marca nakładem Wydawnictwa MG ukaże się Biografia Leopolda Tyrmanda, jednego z najbardziej przeze mnie cenionych polskich pisarzy.

Leopold Tyrmand. Lolek, Poldek, Lopek, Loluś, Lo. Autor największego polskiego bestsellera Zły oraz słynnego Dziennika 1954. Piewca Warszawy i guru jazzu. As reportażu „Przekroju” i „New Yorkera”. Szeryf wychowany na ulicy Trębackiej, który wyruszył na Dziki Zachód. Równie niespodziewanie się zjawił, jak i zniknął, zostawiając po sobie dziesiątki anegdot i historii. Ale które z nich są prawdziwe? Dlaczego jest bohaterem swoich książek? Dlaczego Zły? Dlaczego Jazz Jamboree? Skąd kolorowe skarpetki? Czy naprawdę był kelnerem i pływał po morzu jak Martin Eden? Czy Dziennik 1954 jest prawdziwy? O czym myślał, gdy zamykał oczy, a o czym, kiedy się golił? Kim był Leopold Tyrmand? Polakiem, Amerykaninem, obywatelem świata, Żydem? Drogi Czytelniku, oto opowieść o jego życiu oraz o jego śmierci, z którą było inaczej, niż mówiono, a która według przepowiedni miała być taka, jak jego życie. Przed Państwem Leopold Tyrmand – owiana legendą tajemnica. 

Ktoś oprócz mnie czyta i uwielbia Tyrmanda?

sobota, 7 marca 2020

Magazyn - Rob Hart

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Inwigilacja, odczłowieczenie, brak jednostki, monopolizacja to to co już w dużej części cechuje nasz świat, a co za jakiś czas może stać się powszechne.
O tym, co za jakiś czas, za x lat, ale w sumie bardzo niedługo, o jednym z możliwych scenariuszy przyszłości opowiada Magazyn.
Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w Ameryce, która zbankrutowała, w której nie istnieje prawo w naszym rozumieniu tego słowa, nie ma sklepów, infrastruktury, nie ma nic. Państwo znane kiedyś po prostu nie istnieje. Świat pogrąża się w zagładzie. Ludzie na równi zniechęceni co przerażeni, albo kryją się w domach, albo bez celu snują po ulicach.
Korporacja teoretycznie włada światem, ludźmi, zapewnia wszystko, ale...zawsze jest jakieś ale... Tego co w zamian i jak to naprawdę wygląda, nie zdradzę wam. Sami się tego dowiecie w trakcie lektury. 
Napisałam, że nie ma prawa w naszym rozumieniu tego słowa. Jest jednak prawo stanowione przez jedną, jedyną korporację, która zawojowała rynek światowy. Inne firmy, gałęzie biznesu dawno już z ta korporacją przegrały, odeszły w niebyt.
Korporacja rekrutuje kolejnych pracowników, członków tej specyficznej hierarchii, czegoś co nawet trudno jednoznacznie określić. Na jednej z takich rozmów poznajemy bohaterów, wokół których będzie kręcić się akcja. Wśród tych osób jest Zinna, tajemnicza postać, której udało się przeniknąć do świata korporacji i zostać szpiegiem. Zinna ma zadanie, bardzo ważne, które może mieć ogromy wpływ na ludzi i ich życie. 
Więcej wam nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury. Mocna, ciekawie napisana, niepokojąco realistyczna książką. Trzy nakreślone historie spięte jedną, wyraźną klamrą. Mocne.
Mimo moich pierwszych obaw książkę czyta się doskonale i gdy już wniknie się w świat przyszłości, gdy pozna bohaterów, dowie się czego pragną, co chcą osiągnąć, od lektury trudno się oderwać.
Hart kreśli wizje przyszłości, która napawa lękiem ze względu na dehumanizację, ale i ze względu na to, jak bardzo jest realna. Przerażające, bliskie urzeczywistnieniu, realne.
Pogoń za pieniądzem, wszech otaczająca nas nowoczesna technologia, odczłowieczanie wszystkiego, zanik wyższych uczuć, posunięcie się do skrajności w celu osiągnięcia własnych korzyści, to wszystko już teraz dzieje się tuż obok nas.  
Co czeka na nasz za rogiem? Jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć? Hart udowadnia, iż to wszystko, co z pozoru wydaje się niemożliwe jest bliżej nas, bliżej niż sami sobie to wyobrażamy.
Polecam. 


piątek, 6 marca 2020

Bigamista - Agnieszka Płoszaj

Wydawnictwo Novares, Moja ocena 5/6
Agnieszka Płoszaj zadebiutowała w 2017 r.  kryminałem Czarodziejka. Jest on bardzo udanym początkiem łódzkiej, kryminalnej serii.
Druga część łódzkiej serii to Ogrodnik. Równie udana pozycja.
Trzecia część i zamknięcie trylogii to właśnie Bigamista. 
I teraz mam zagwozdkę. Co wam o książce napisać, żeby nieznającym 1. części nie spojlerować, nie odebrać przyjemności wynikającej z lektury trylogii. Trudne zadanie.
W każdej z tych książek tym co rzuca się przede wszystkim w oczy jest doskonałe nakreślenie obrazu Łodzi. Moje miasto rodzinne odgrywa w książkach równie ważną rolę, co śledztwa kryminalne i prowadząca je bohaterka.
Co prawda Łódź jest bohaterką książek, ale także świetnym tłem do nakreślenia akcji. Widać, iż autorka, Łodzianka zadała sobie dużo trudu żeby poznać nieznane wcześniej zaułki miasta, prześledzić, zweryfikować. Podała wiele szczegółów, smaczków, na które ja jeszcze kilka lat temu mieszkająca w Łodzi, nie zwracałam uwagi. 
Główną bohaterką obok miasta jest Julia. Postać ciekawie nakreślona, mocna, ostra nade wszystko kochająca szybkie samochody i kawę. Julia jest swoistą petardą, siłą napędową książki. 
W książkach mamy też duet śledczych o wdzięcznych nazwiskach Karski i Mielczarek. Bardzo ciekawa para-niepara.  
W ogóle bohaterowie to mocny atut trylogii. Każda z postaci jest doskonale nakreślona, przedstawiona.
Do tego dochodza ciekawie nakreślone intrygi kryminalne i dobrze prowadzone śledztwa.  
Całość doprawiona jest spora porcją ciekawie zaprezentowanej historii oraz problemów społecznych.
Wszystkie wątki są świetnie nakreślone, dobrze pociągnięte. Nic się nie gubi, nic nie umyka.
Jak na debiut literacki, i nie tylko debiut, świetne książki. Oby tak dalej.
Rekomendację do Ogrodnika napisał sam Mariusza Czubaja. To o czymś świadczy.
W każdym tomie mamy jakąś zagadkową zbrodnię. Tym razem w Bigamiście w przypałacowym stawie na Księżym Młynie zostaje znalezione ciało młodego, wysportowanego mężczyzny. Od samego początku ta sprawa jest niezwykle zagadkowa. Śledczy wkraczają w świat sportu. Więcej wam nic nie zdradzę. Część wątków jest kontynuacją z wcześniejszych tomów. Nie chcę spojlerować.
Gorąco was za to zachęcam do lektury całej łódzkiej trylogii. Warto dać tym książkom i Agnieszce Płoszaj szansę. 
Bigamista jest bardzo dobrym zakończeniem łódzkiej trylogii. Autorka w najmniejszym nawet stopniu mnie nie zawiodła.


czwartek, 5 marca 2020

Saga z Lovely Lane 1, 2, 3 tom - Nadine Dorries

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Nie ukrywam, wsiąknęłam w Sagę z Lovely Lane. 
Seria opowiada o o wspaniałych, pełnych poświęcenia pielęgniarkach.
Akcja 1. tomu toczy się kilka lat po II wojnie światowej, w Liverpoolu.W renomowanej szkole pielęgniarskiej rozpoczynają naukę 4 nowe uczennice: Danna, Victoria, Pammy i Beth. 
Różni je w zasadzie wszystko. Pochodzą z różnych miast, wsi, z  różnych środowisk. Mają różne charaktery,  temperamenty, różny bagaż doświadczeń życiowych. Łączy je jedno, chęć zdobycia na równi wymarzonego zawodu, jak i doskonałego kandydata na męża. Czy te pragnienia uda się spełnić? A może same marzenia ulegną zmianie na przestrzeni czasu?
Tego dowiemy się w kolejnych częściach serii, które są kontynuacjami perypetii z tomów wcześniejszych, ale także zawierają porcję nowych postaci i nowych wydarzeń. .
Każda z części opowiada o kolejnych losach czterech młodych i coraz starszych kobiet, o zmianach, jakie na przestrzeni lat w nich zachodziły, o tym, jak ułożyło się ich życie prywatne i zawodowe, o tym, jak zmieniają się one same i ich marzenia.  Kobiety w ciągu kilku lat mierzą się wyzwaniami zarówno na oddziałach, jak i w życiu prywatnym. A perypetii, problemów, przed którymi stają jest naprawdę sporo. Np. w 2. tomie do załogi szpitala dołączy
panna Van Gilder, nowa zastępczyni przełożonej pielęgniarek, która bardzo szybko otrzyma przydomek Krwawa Ava Wampirzyca. Dlaczego? Co było tego powodem? Odpowiedź na te i wiele innych pytań znajdziecie w książkach, do lektury których zachęcam.
Nie ukrywam, seria wciąga i to bardzo. Już w połowie 1. tomu byłam porwana w macki opowieści. Szczerze te młode kobiety polubiłam, wiernie im kibicowałam, trochę złościłam, gdy zachowywały się nie tak, jakbym tego oczekiwała.
Co istotne, autorka doskonale ukazała nie tylko świat pielęgniarek, do których chcą należeć główne bohaterki. Dorries doskonale nakreśliła cały szpitalny świat, całe otoczenie, całą szpitalną machinę. Poznajemy perypetie, smutki i radości salowych, kucharek, lekarzy, pacjentów. Dzięki temu środowisko w jakim autorka umieściła akcje książek, aż skrzy się od energii, perypetii i sprawia, iż wydarzenia bardzo łatwo pochłaniają czytelnika.
Całość czyta się doskonale, z przyjemnością. Saga z Lovely Lane to dobra, ciekawie napisana odskocznia od mrocznych thrillerów czy krwawych kryminałów. Gwarantuję kilka godzin relaksującej, wciągającej lektury.

poniedziałek, 2 marca 2020

Nasza pani z Ravensbrück - Marta Grzywacz

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Ta książka jest dowodem na to, iż na świecie jest mnóstwo nieprawdopodobnych wprost historii i nic nie jest ani czarne ani białe.
Jest 24 listopada 1947 roku. W gmachu Muzeum Narodowego w Krakowie zbiera się Najwyższym Trybunał Narodowy, który ma sądzić nazistowskich zbrodniarzy. Proces uważnie śledzą byli więźniowie obozów koncentracyjnych, a także polskie i amerykańskie media. Na salę wprowadzani są kolejni oskarżeni. Wśród nich brakuje jednak Johanny Langefeld. Była komendantka obozu dla kobiet w Ravensbrück uciekła. 
Podobno ktoś pomógł jej uciec. Ile w tym prawdy? Czy naprawdę  Johannę Langefeld uwolniły z Montelupich dawne więźniarki Ravensbrück? Ofiary miałyby uratować kata? Takie rzeczy się przecież nie zdarzają. 
Co w tej historii jest prawdą, a co kłamstwem?
Czy prawda, fakty historyczne mają tylko jedną stronę? A może w całej tej historii są nie tylko czarne karty i elementy? 
Książka podobnie, jak opisana w niej historia zmuszają do przemyśleń, postawienia całej gamy pytań, zastanowienia się, zagłębienia w temat. Nic nie jest tak oczywistym, jak z pozoru się wydaje. 
Losy Langelfeld, te przedwojenne sprawiają, iż mimowolnie jej się współczuje. Jednak czy wcześniejsza trauma może w najmniejszym chociaż stopniu usprawiedliwiać póżniej wyrządzone zło? A może Langefeld nie była takim złem, jak się sądzi?
Książkę czyta się doskonale. Napisana jest przystępnym językiem. A tym, co od pierwszych stron rzuca się w oczy jest przede wszystkim ogrom wykonanej przez autorkę pracy.
Mnóstwo faktów, postaci, dokumentów. Jeszcze więcej pytań. Nie na wszystkie znajdziemy odpowiedzi. O każdym z nich długo będziemy pamiętać.
Co istotne, Marta Grzywacz nie podaje nam odpowiedzi na tacy, nie zmusza do zaakceptowania takiej, a nie innej odpowiedzi. Autorka zmusza za to do myślenia, analizowania, może nawet szukania dalszych informacji.
Nasza pani.. to kawał doskonale zrobionej analizy sporej ilości materiałów. To także doskonale napisana literatura, która porusza na wielu płaszczyznach. I trudno nawet ocenić, czy bardziej poruszają losy Langefeld, te przedwojenne, ale i te z okresu bycia strażniczką obozową. Czy może bardziej poruszają codzienne dni, przedstawiane nam obrazy obozowego życia i heroizm więźniarek, które cały czas walczyły o przetrwanie.
Doskonała, dopracowana, niejednoznaczna, wstrząsająca pozycja. Polecam.


sobota, 29 lutego 2020

Burza - James Ellroy

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 1/6
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jamesa Ellroya i niestety, ale ostatnie. Książka wyjątkowo nie przypadła mi do gustu.
Nie wiem, czy to wina tego, iż to drugi tom serii L.A. Quartet, a tomu wcześniejszego nie znam. 
Może to wina tego, iż książka jest bardzo brutalna. Mnóstwo w niej ostrych, przedstawionych w migawkowym skrócie scen, mocnych, bezkompromisowych, brutalnych, często budzących odrazę.  
A może przyczyną jest bardzo specyficzna konstrukcja książki. Nie spotkałam się z takim stylem pisarskim, takim przedstawieniem fabuły. 
Już na samym początku, już od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w wir akcji. Brak w książce jakiegokolwiek wstępu, brak prologu, brak rozwinięcia i niestety brak też zakończenia. Jest sam środek akcji, który ciągnie się przez całą książkę. 
Z tego też powodu ciężko wczuć się w fabułę, ciężko zrozumieć akcję, trudno za całością nadążyć. 
Poza tym nawał słów, zdań, akcji, wydarzeń, bohaterów. Takie literackie ADHD. W trakcie lektury byłam po prostu wszystkimi aspektami przytłoczona. Zamiast wczuć się w lekturę próbowałam całość jakoś ogarnąć. Niestety, ale do końca to mi się nie udało.
Trudno mi też napisać, o czym tak naprawdę jest Burza. Akcja książki rozpoczyna się w 1941 roku w sylwestra, tuż po ataku Japończyków na Pearl Harbour. Los Angeles, w którym przez większą część czasu rozgrywa się akcja, także zostaje ogarniętej wojenną gorączką. Nic dziwnego. USA ogłaszają przystąpienie do II wojny światowej. Tymczasem w miejscowym parku zostają odnalezione zwłoki.
Rozpoczyna się śledztwo. Najdziwniejsze, najbardziej kuriozalne i najnudniejsze wg. mnie śledztwo. Doprawdy nie wiem, jakim cudem doczytałam tę książkę do końca. Dawno nie czytałam czegoś, co tak mnie irytowało, co tak trudno było mi ogarnąć, co niestety, ale muszę to napisać, dla mnie nie miało sensu. 
Dlaczego nie odłożyłam książki na półkę? Sama nie wiem. Może liczyłam, że coś się zmieni. Może czekałam, że doznam jakiegoś objawienia. Wszak pisarstwo Ellroya ma wielu piejących z zachwytu fanów. Ja jednak do tej grupy nie dołączę.

środa, 26 lutego 2020

Podróż na okręcie „Beagle” - Karol Darwin

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Doskonały, pasjonujący dziennik niesamowitej, jak na tamte czasy, a mówimy o I połowie XIX wieku, wyprawy. Śmiało można powiedzieć, iż ta wyprawa zmieniła świat, spojrzenie ludzi na większość spraw.
Wyprawa rozpoczęła się pod koniec grudnia 1831 roku. Wtedy to angielski okręt Beagle, którym dowodził kapitan Robert Fitzroy wypłynął z portu w Plymouth w Anglii. Był to początek podróży, wyprawy, ale i zmian w dziejach ludzi. 
Udział w tej wyprawie brał młody przyrodnik Karol Darwin. Jego zadanie było proste, jak się wtedy zdawało. Miał on przywieźć z wyprawy nieznane dotąd okazy roślin i zwierząt. Nic prostszego powiecie. No cóż...jeżeli tak sądzicie koniecznie musicie poznać, przeczytać tę książkę. 
Jeżeli sądzicie inaczej.... też powinniście po tę lekturę sięgnąć. pozycja obowiązkowa dla każdego żądnego wiedzy, informacji, pasjonującej lektury człowieka. 
Statek zawitał do tak odległych miejsc, jak: Wyspy Zielonego Przylądka, Patagonia, Galapagos, Chile, Peru, Tahiti, Nowa Zelandia i Australia. Dla wielu z nas nawet teraz w XXI wieku miejsca te są odległe, egzotyczne. A co dopiero mówić o podróżnikach sprzed 200 lat. 
Książkę czyta się doskonale, z zapartym tchem. Czułam się, jakbym cofnęła się o kilka dekad, znowu była dzieckiem i odkrywała książki Julesa Vernea tylko tym razem w wersji dla dorosłych.. 
Opowieści z podróży, z kolejnych dni mieszają się ze wspaniałymi opisami odkrywanej przez Darwina flory i fauny oraz sporą porcją przemyśleń niesamowitego człowieka, jakim bez wątpienia był badacz. Chylę czoło przed jego umysłem, inteligencją, dociekliwością, żądzą poznania świata. W końcu to on, Karol Darwin jest twórcą teorii ewolucji, zgodnie z którą wszystkie gatunki pochodzą od wcześniejszych form. To on odkrył świat, stanął w szranki z ciemnotą, bigoterią, zakłamaniem, niewiedzą. I chwała mu za to.
Wspaniała, pouczająca lektura. Polecam. Jestem zachwycona i oczarowana.

niedziela, 23 lutego 2020

Ktoś, kogo znamy - Shari Lapena

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Niezły miks kryminału i thrillera w jednym.
Akcja rozgrywa się w sielskim miasteczku Aylesford. Ktoś włamuje się do domów mieszkańców, ale nie po to żeby kraść...chociaż, w sumie...kradnie, ale wiadomości, informacje, które znajduje w komputerach mieszkańców. 
Jak się okaże dla wielu może to być początek końca. Dla niektórych dosłownie. Jedna z mieszkanek okolicznych domów zostaje zamordowana. 
W związku z obydwoma rodzajami przestępstw rozpoczyna się dobrze prowadzone śledztwo. W jego trakcie na jaw wychodzą głęboko dotychczas skrywane sekrety. Część z nich poznał włamywacz przeszukując okoliczne komputery, część jest nowa, drastyczna, szokująca, drażliwa i uruchamiająca lawinę nieoczekiwanych wydarzeń.
Pojawia się cała paleta podejrzanych. Cy ktoś z nich jest sprawcą zabójstwa i włamań? Czy to w ogóle ten sam sprawca?
Atmosfera gęstnieje. Ludzie patrzą na siebie coraz bardziej wrogo. Jedni oskarżają drugich.  Pojawiają się kolejne tropy, zagadki, ślepe zaułki. Coraz więcej niewiadomych. Co będzie dalej?
Autorce doskonale udało się nakreślić atmosferę niewielkiej osady, wręcz klaustrofobicznego skupiska ludzi mniej lub bardziej ze sobą powiązanych.
Do tego dobrze prowadzone dochodzenie oraz mnóstwo sekretów i tajemnicy. Miałam wrażenie, że jest ich tyle, iż wychodzą z  ukrycia przy każdym kolejnym ruszeniu kartką książki.
Lapena stopniowo prezentuje nam fakty, pokazuje tropy, nic wcześniej nie zdradza, no może trochę (ale naprawdę niewiele) sugeruje. Nieomal do końca nie wiemy kto jest sprawcą. 
Drobny minus daję za zakończenie, Inaczej bym je poprowadziła. 
Poza tym to niezła książka, przy której można spędzić kilka godzin. Wciąga, intryguje, sprawia, iż lektura nie jest straconym czasem.

piątek, 21 lutego 2020

Nie patrz - Marcel Moss

Wydawnictwo Filia, Moja ocena 3,5/6
Nie patrz to drugi tom serii. Pierwszym było Nie odpisuj
Pierwszy tom bardzo mi się spodobał. Byłam ciekawa, czy tajemniczy autor, jakim jest Marcel Moss utrzyma wysoki poziom. Pierwszym tomem poprzeczkę zawiesił sobie bardzo wysoko.
Hmmm...wyszło trochę inaczej niż w pierwszej części serii.
Przede wszystkim autor za bardzo wczuł się w nieszczęścia bohaterów. Nagromadzenie złych wydarzeń, pechów, nieszczęść jest tak ogromne, że momentami sprawia kuriozalne wrażenie. Ja rozumiem, iż ilość pechów przypadająca na człowieka nie jest nigdzie określona, ale wszystko ma swoje granice.
W trakcie lektury czułam się wręcz przygnieciona ilością książkowego nieszczęścia. Przebijanie się przez pogmatwane ludzkie losy, ich zawiłość, rozsupływanie pęków ludzkich niedoli, chorych urojeń może być nużące, ale i jednocześnie ciekawe. Ot taka dwoistość opisywanych historii. 
Książka, jej fabuła wzbudza różnorodne odczucia, emocje, nie zawsze pozytywne, ale też nie wyłącznie negatywne.
Poza tym pierwszy tom był bardziej, jak to określić...oryginalny. W niektórych momentach wręcz zwalał z nóg, przynajmniej mnie. 
Historia opisana w Nie patrz nie powala oryginalnością. Jest sztampowa, choć muszę przyznać, nie nudna. W trakcie lektury ma się wrażenie, iż gdzieś się tę historię już czytało, słyszało. Ot taki wtórnik, w wielu miejscach nieźle wykorzystany, ale zero oryginalności, którą znam z pierwszego tomu.
Zdecydowanie trudno uniknąć porównań z Nie odpisuj. Pierwszym tomem serii autor wysoko ustawił poprzeczkę. Niestety, ale mam wrażenie, iż przy Nie odpisuj trochę się wyeksploatował i brakło odrobinę weny, energii na kolejną książkę. Aż się trochę boję co będzie w kolejnej części. Bo seria się jeszcze nie skończyła.
Na plus zasługuje fakt, iż nadal tę książkę nieźle się czyta. Mimo, iż nie powala na kolana oryginalnością, to dobrze nakreślone czytadło. Ot taki zabijacz kilku godzin wolnego czasu.
Z tym, że od razu napiszę, trudno mi tę pozycję polecać, trudno odradzać jej lekturę. 
Z pewnością jest wiele bardziej wartościowych, lepiej napisanych książek. Chociaż historia psychoterapeutki będącej w opałach, walczącej z wieloma problemami w tym z depresją i mającej mroczne sekrety może wciągnąć.
Czy sięgać po Nie patrz? Sami musicie podjąć tę decyzję. Jeżeli jesteście odporni na pewną ilość (sporą) obrzydliwych, szokujących opisów, a szukacie czegoś, przy czym lekko, bez uruchamiania szarych komórek spędzicie kilka godzin, sięgnijcie po Nie patrz.

Jeżeli z kolei szukacie czegoś ambitniejszego, darujcie sobie tę pozycję. Wybór należy do was.

środa, 19 lutego 2020

Nadzy mężczyźni - Alicia Giménez-Bartlett

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Ta książka to dowód na to, iż Alicia Giménez-Bartlett potrafi świetnie pisać. Do tej pory znana była z kryminałów. Na marginesie, bardzo dobrych kryminałów. Tym razem mamy do czynienia z inną książką.
Nadzy męźczyźni to mocna, doskonała, poruszająca powieść społeczno-obyczajowa. 
Hiszpania w samym sercu kryzysu i Javier, nauczyciel literatury w jednej z miejscowych szkół, który traci prace. W ogólnym rozrachunku sytuacja dramatyczna. 
Javier jest bezrobotnym, bez żadnych realnych szans na jakąkolwiek pracę. I sam zdaje sobie z tego sprawę. Stres, frustracja narastają z każdą chwilą. 
Javier po wielu perypetiach znajduje wreszcie pracę. Jest to jednak posada...tancerza erotycznego. Ta praca powoduje kolejne perturbacje w jego życiu, piętrzy frustrację, ukazuje mu jego własną bezsilność wobec losu, sytuacji. Atmosfera beznadziejności narasta lawinowo. Co robić?
Do czego jesteśmy zdolni, gdy całe nasze dotychczasowe życie rozsypuje się na kawałki?
Na widnokręgu pojawia się coś nowego, coś co doprowadzi do tragicznego w skutkach końca. Nic więcej nie zdradzę. Nie chcę wam odbierać wielkiej przyjemności odkrywania fabuły i niezwykłego talentu Giménez-Bartlett. Bo niewątpliwie jest to niezwykle utalentowana pisarka. Udało jej się świetnie odmalować obraz kraju, miasta pogrążonego w beznadziejnej sytuacji kryzysu. W to wplotła losy przeciętnego człowieka będącego w koszmarnym położeniu. Javier jest tak przeciętnym człowiekiem, że w jego sytuacji mogłaby się znaleźć większość jego rodaków. Ba, sytuacja kryzysu jest tak doskonale nakreślona, iż można ją przypisać do różnych krajów, nie tylko do Hiszpanii.
Na wielkie brawa zasługują niuanse, którymi skrzy się ta książka. Są to przede wszystkim mistrzowsko nakreślone sytuacje beznadziejności i frustracji spowodowanych nie tylko powiększającym się kryzysem, ale tym czymś więcej, co autorka bardzo mocno akcentuje. 
Do tego walka głównego bohatera żeby się nie poddać. I nie chodzi tu tylko o beznadzieję i kryzys. Mowa o czymś zdecydowanie więcej. Walka z apatią, frustracją, samym sobą, otoczeniem, ale i pokusami prowadzącymi do złego.
Wspaniałe, liczne obrazy kraju, miasta, otoczenia, wnętrza Javiera. Majstersztyk. 
Poza tym motyw pokusy, bardzo istotny obok wszechobecnego motywu walki. I kwestia winy, kary, pokuty. Poruszające, mocne, uniwersalne. Polecam.

poniedziałek, 17 lutego 2020

Międzynarodowy Dzień Kota:). Koty w literaturze.

17 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kota:). Te piękne zwierzęta są uwielbiane przez część ludzkości i darzone niechęcią - a co najmniej trzymane na dystans przez resztę świata. Kot nie pozostawia nikogo obojętnym. I zawsze gra pierwsze skrzypce. Nic dziwnego, że koty inspirują twórców i towarzyszą wielkim tego świata, także pisarzom.
Miłośnicy kotów podkreślają, że to nie człowiek jest „właścicielem" (ani tym bardziej „panem") zwierzaka, a wręcz przeciwnie. To kot wybiera sobie człowieka i łaskawie pozwala się obsługiwać. Nie bez kozery mamy powiedzenie, że psy mają właścicieli, a koty służbę:).  Nic dziwnego, że na przestrzeni wieków gatunek ten był uznawany z jednej strony za święty, a z drugiej za mający tajemnicze konszachty z „siłą nieczystą".
Rozczuliło mnie znalezione w wikipedii poniżej zamieszczone zdjęcie:) Coś pięknego i niesamowitego jeżeli chodzi o kolorystykę:)
Historia, również współczesna obfituje w kocie osobistości - wspomnijmy chociażby Socksa, kota Billa Clintona (który doczekał się tytułu „najpotężniejszego kota świata", własnej gry komputerowej i komiksu), Humprey'a - „etatowego" mieszkańca Downing Street 10, pełniącego funkcje „doradcze" wobec Margaret Tatcher, Johna Majora oraz Tony'ego Blaira i noszączego dumny tytuł „The Chief Mouser to the Cabinet Office of the United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland" (Głównego Myszołapa Kanceralii Rządu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii oraz Irlandii Północnej), czy Alika, towarzyszącego przez długie lata Jarosławowi Kaczyńskiemu. Oczywiście koci charakter, niezależność i nieodparty urok są od zawsze kuszące dla twórców. Malarze, rzeźbiarze, ale także literaci i filmowcy chętnie sięgają po „kocie motywy". Jednak robiąc to, muszą liczyć się z jednym zastrzeżeniem. Nawet, gdy pisarz czy reżyser chce uczynić z kota postać drugoplanową, prędzej czy później bohater ten wymyka się spod kontroli i dołącza do grona głównych bohaterów (także wtedy, gdy długość roli całkowicie na to nie wskazuje). Jeśli twórca pogodzi się z tym, powstają postaci niezwykle interesujące. Tak jest chociażby w przypadku Behemota - bodaj najsłynniejszego kociego bohatera. W powieści Mistrz i Małgorzata Michaił Bułhakow umieścił demona - pazia przyjmującego postać czarnego kota w świcie Wolanda, który przybywa do Moskwy. Behemot doskonale odnajduje się w radzieckiej rzeczywistości, pije wódkę i zagryza marynowanymi grzybkami, gra w szachy, samodzielnie jeździ tramwajem uwielbia specyficzne żarty i psoty, nie zapominając przy tym, że „kot jest istotą starożytną i nietykalną". Pełen wdzięku kot stworzony przez Bułhakowa do dziś jest ulubioną postacią wielu czytelników. Pisarz „przemycił" w postaci czarnego futrzastego pomocnika Wolanda wiele kocich cech, sprytnie wplatając je w charakterystykę postaci, obdarzonej imieniem biblijnego potwora. Nic dziwnego, że Behemot tak bardzo podoba się „kociarzom", a jego imię nosi wiele kotów.
Kot w roli tytułowej - to pomysł na całkiem sporo różnych książek - zabawnych, wzruszających a czasem specyficznie „poradnikowych". Warto tu wspomnieć takie pozycje jak Kot w stanie czystym Terry'ego Pratchetta (pozycja obowiązkowa w biblioteczce „zakoconych"), oparta na faktach Odyseja kota imieniem Hooper Gwen Cooper, czy polską zabawną powieść Wszyscy mężczyźni mojego kota Karoliny Macios. 
Koty stały się także wdzięcznymi (i stałymi oraz - oczywiście - pierwszoplanowymi, nawet jeśli reżyser myślał inaczej) bohaterami filmów. Wyjątkowym bohaterem - komiksowo-filmowym jest Garfield - rudy despota, leniwy, uwielbiający latanię, oglądanie telewizji i swoją wyjątkową domową pozycję.
Polska najsłynniejsza „kocia" seria „Przygody kota Filemona" do dziś cieszy się popularnością. Specyficzne pary stworzyli kocur Tom i mysz Jerry oraz kot Sylwester i ptaszek Tweetie. Koty (nieco większe) grają główne role w jednej z najpiękniejszych opowieści ze studia Disney'a „Król Lew". Kilka lat temu do plejady kocich gwiazd z głośnym mruczeniem dołączył Kot w butach. Ach to jego spojrzenie...:) (zdjęcie w nagłówku posta:). Do miana „kultowych" bohaterów dołączył też kot Simone'a - stanowiący kwintesencję „kotowatości" bohater animacji Simona Tofielda.Koty nie występują jedynie w kreskówkach. Warto przypomnieć tu „Elzę z afrykańskiego buszu", która pół wieku temu poruszała serca widzów na całym świecie, czy kota Rademenesa z polskiego serialu "Siedem życzeń". Z bliższych obecnym czasom kocich postaci mamy choćby uzdolnionego kota z filmu „Poznaj mojego tatę", który samodzielnie korzysta z „ludzkiej" toalety, a swoją niezależnością mocno utrudnia życie głównemu bohaterowi. To doskonały przykład tego jak „kocia" rola w zamierzeniu epizodyczna urosła do rangi głównej.
Oczywiście koty nie zawsze pozytywnymi bohaterami. Ale dziś nie będziemy wspominać licznych horrorów, w których zwierzęta te były nośnikami „siły nieczystej" czy innych filmów, w których zostały obdarzone paskudnym charakterem i złymi zamiarami. W końcu mamy dziś kocie święto.
Obcując z kotem człowiek ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy - mawiała Colette. Pamiętajmy o tym, nie tylko dzisiaj. 
Także wielu znanych pisarzy było miłośnikami kotów. Załączam zdjęcie Ernesta Hemingwaya i jego futrzaka.

Więcej zdjęć sławnych pisarzy i ich kotów znajdziecie tutaj.
Informacje z internetu i ze strony pasje.senior.pl

niedziela, 16 lutego 2020

Koniec gry - Daniel Cole

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
3. tom serii, której bohaterem jest śledczy William Fawkes, człowiek specyficzny, mocno stargany przez życie, po przejściach. 
Jest to też zwieńczenie tej doskonałej trylogii kryminalnej. Warto znać wszystkie tomy. Jednak tak szczerze wam napiszę, że spokojnie można przeczytać tylko 3. tom. Osoby nie znające wcześniejszych książek i tak odnajdą się w treści.
Tym razem perypetie toczą się wokół znalezionych w zamkniętym pokoju zwłok Finlaya Shawa, emerytowanego policjanta. Jego śmierć zostaje uznana za samobójstwo, ale  detektyw William Fawkes uważa, że to błędna kwalifikacja śmierci. Rozpoczyna on dochodzenie, które szybko przybiera nieoczekiwany bieg.
Czy zmarły funkcjonariusz rzeczywiście był tak niewinny, jak się wszystkim wydawało? Nasuwają się też inne pytania, mnożą zagadki. 
Największymi plusami książki są: niespodziewanie piętrzące się zagadki oraz bardzo dynamiczna akcja, które skręca, mataczy, mami czytelnika. Koniec gry zaczyna się mocno, efektownie i taki pozostaje do końca. Całość jest niezmiernie ciekawie podkręcana przez autora, co sprawia, iż kolejne kartki odwraca się z niecierpliwością czekając, co będzie dalej.
Poza tym doskonale nakreślone śledztwo. Głównego bohatera, detektywa Fawkesa można lubić albo nie. To dosyć ciekawa, momentami kontrowersyjna postać. Jednak jednego mu nie można odmówić. Chodzi o to, iż wykonuje kawał porządnej policyjnej roboty. Dochodzenie, które prowadzi jest takim klasycznym, rodem z dawnych, mistrzowskich kryminałów. I chociażby z tego powodu szczerze zachęcam was do lektury. Osoby lubiące dobre kryminały nie będą się nudzić.
Gorąco zachęcam do lektury wszystkich trzech tomów. Książki Szmaciana lalka, Przynęta także trzymają dobry, wysoki poziom. 

 

piątek, 14 lutego 2020

Walentynki w literaturze, mój subiektywny ranking...

Dzisiaj Walentynki, święto komercyjne, ale miłość rzecz piękna. W większości książek znajdziemy jakiś wątek miłosny. Długo się zastanawiałam, która książka dla mnie jest tą naj jeżeli chodzi o miłość. Wybór był trudny, bo i: Love story, Dama kameliowa, Anna Karenina, Kochanek Lady Chatterley, Wichrowe wzgórza, Lalka, Noce i dnie, Potop, Ogniem i mieczem, powieści Charlesa Martina i Nicolasa Sparksa i wiele innych pozycji.
Jednak po namyśle w moim rankingu zdecydowanie wygrywa...Przeminęło z wiatrem. Margaret Mitchell, pisząc swoją powieść (unieruchomiona po wypadku samochodowym) nie przypuszczała, że tworzy jedno z najbardziej znanych dzieł XX wieku.
Książkę dostałam lata świetlne temu, bo na 15. urodziny:), ale od tej pory jest to moja ulubiona lektura, do której wracałam już kilkakrotnie, a prawie całość znam na pamięć.
Autorka została nagrodzona Nagrodą Pulitzera. Dzięki powieści stała się sławna, ale była autorką 1. dzieła, nic więcej nie napisała. Ale w jej przypadku ilość przełożyła się na jakość. Pisarka ur. się 8 listopada 1900 r. w Atlancie, gdzie przebywała aż do swojej śmierci. Dwukrotna mężatka, kobieta wykształcona. Pisarstwem zajęła się, gdy choroba przykuła ją do łóżka. Jej najsławniejsza powieść Przeminęło z wiatrem powstawała w ciągu dziesięciu lat, a wydana została w roku 1936. W tym samym roku pisarka sprzedała prawa do sfilmowania swojego dzieła za 50 000 dolarów. W późniejszych latach zajmowała się głównie akcjami charytatywnymi, zaangażowała się w ruch afro-amerykański na rzecz praw czarnych w Atlancie, pomagała podczas II wojny światowej w różnych szpitalach. Zginęła 11 sierpnia 1949 r., potrącona przez pijanego taksówkarza. Bardzo żałuję, że autorka tak młodo zmarła. Gdyby żyła dłużej, mogła by stworzyć kolejne, równie wciągające i cudowne powieści.
Tutaj znajdziecie link do Domu Margaret Mitchell, gdzie znajduje się jej muzeum. Dla mnie głównym atutem książki są jej bohaterowie. Scarlett O’Harę poznajemy na samym wstępie i jesteśmy świadkami, tego co dzieje się z bohaterką w ciągu całej powieści. Początkowo jest pannicą pusta, ale i bardzo inteligentna, o wielkim temperamencie; jej życiową dewizą są słowa Pomyślę o tym jutro; juro będę się tym martwić. Scarlett to zdecydowanie moja ulubiona literacka bohaterka, jedna z tych, które na bardzo długo, a często i na zawsze, zostają w pamięci. Mimo ogromu wad polubiłam ją niesamowicie, z całym dobrodziejstwem jej charakteru.
No, a Rhett Butler, od kilkunastu lat to mój ideał mężczyzny. Charakter wspaniały (mimo, że to notoryczny podrywacz, handlarz, przemytnik), męski i jak on kochał Scarlett...Całkowite przeciwieństwo mdłego Ashleya.
Ekranizacja powieści też jest doskonała, z tym, że bardzo żałuję, iż pominięto kilka ważnych wg. mnie wątków. No ale Clark Gable w roli Rhetta...marzenie:)

Jeżeli szukacie miłości, ale wolicie spędzać czas z książką, niż chodzić na dyskoteki, to wreszcie wymyślono coś specjalnie dla was – literackie Walentynki w bibliotece.   Pracownicy Biblioteki Publicznej w Vancouver wpadli na niecodzienny pomysł, który powinien spodobać się wszystkim miłośnikom literatury spragnionym odnalezienia swojej drugiej połówki. Wieczorem, na dzień przez zbliżającymi się Walentynkami, w piwnicy biblioteki wszystkie stoły zostają przykryte obrusami, a w tle gra nastrojowa muzyka. Zainteresowani przychodzą na salę z książką, taką, która najlepiej powie coś o nich samych, chodzą od stolika do stolika, szukając literackiego pokrewieństwa, co w najlepszym razie może przerodzić się w prawdziwą miłość. Aby chronić prywatność, a przy okazji nadać dodatkowy wymiar zabawie, każdy singiel używa książkowego pseudonimu.   Kanadyjska biblioteka już wcześniej skorzystała z pomysłu, robiąc dwie inne imprezy (jedną dla osób heteroseksualnych w wieku od 19 do 35 lat, drugą dla LGBT). Obie cieszyły się ogromną popularnością, dlatego naturalnym krokiem wydało się zorganizowanie w ten sposób Walentynek. Tym razem impreza organizowana jest dla dwóch grup wiekowych – od 35 do 55 lat oraz druga, powyżej 55.

Wspomniałam o Przeminęło z wiatrem...ale są inne piękne dzieła literackie opiewające miłość...
BIBLIA Nie wiem, czy w historii są piękniejsze słowa na opisanie miłości: 
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.   Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.  Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. 

Miłość w Nowym Testamencie związana z wiarą i nadzieją:    Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość - nauczał św. Paweł. 
Odyseja - Homer przedstawia Penelopę - żonę Odysa, króla Itaki, jako wzór, ideał i odwieczny symbol najtrwalszej małżeńskiej miłości oraz bezwzględnej wierności. 
Sztuka kochania - Owidiusz w swym zbiorze wierszy i poematów miłosnych zawiera między innymi żartobliwy podręcznik technik uwodzenia.
Sonety do Laury - Petrarka opisuje nieszczęśliwą miłość do Laury. Zobaczył ją w kościele w Awinionie, kiedy była młodziutką kobietą i przez wiele lat poświęcał jej pełne miłości sonety, idealizował postać wybranki, drobiazgowo analizował przeżycia zakochanego mężczyzny oraz rozważał samą istotę miłości. Pisał o rozdarciu, sprzecznych uczuciach - bólu i radości, cierpieniu i szczęściu przynoszonym przez miłość.
Dzieje Tristana i Izoldy to średniowieczny romans rycerski. Tematem utworu jest niezwykle silna miłość, pełna zarówno w wymiarze duchowym, jak i fizycznym. Miłość Tristana – średniowiecznego rycerza i Izoldy łamie wszystkie bariery. Nie może jej przeszkodzić różna pozycja społeczna kochanków, zasady moralne, obyczajowe, nakazy religijne, nawet rozłączenie, oddalenie kobiety od mężczyzny. Ta miłość to potężna ludzka namiętność, której Tristan i Izolda doświadczają początkowo wbrew swej woli. Nie może się nigdy wypalić, ostatecznie spełnić, trwa wiecznie - nawet po śmierci, o czym świadczy drzewo wyrosłe na wspólnym grobie kochanków. 
Heloiza i Abelard - autentyczna historia miłości francuskiego filozofa i teologa oraz urodziwej Heloizy. Spotkanie ich było naprawdę wyjątkowe. Jeżeli istniały kiedy istoty wzajemnie dla siebie stworzone, to właśnie Heloiza i Abelard. Abelard – 34-letni profesor zakochuje się w swej małoletniej uczennicy Heloizie i potajemnie bierze z nią ślub. W akcie zemsty jej wuj nakazuje wykastrować jej ukochanego. Heloiza udaje się do klasztoru, zaś Abelard zostaje zakonnikiem. Ich miłość trwa jednak nadal, o czym świadczą częściowo zachowane listy. Trumny sławnej pary spoczywały obok siebie do czasów Rewolucji Francuskiej w klasztorze Parakleta. W 1811 r. spoczęły we wspólnym grobie na cmentarzu Pére Lachaise w Paryżu.

 
Romeo i Julia W. Szekspir stworzył najsławniejszą parę kochanków wszech czasów.
Cierpienia młodego Wertera - J.W. Goethe opisuje losy młodego, nadwrażliwego bohatera, nieszczęśliwie zakochanego w narzeczonej swojego przyjaciela, Alberta. Zrozpaczony, znajdując się w sytuacji bez wyjścia popełnia samobójstwo.
Konrad Wallenrod - Adam Mickiewicz opisuje historię  Litwina, który podstępem przeniknął do Zakonu Krzyżackiego, by stanąć na jego czele. Bohater poświęca własne szczęście i miłość do kobiety, by bronić ojczyzny. Wzajemna miłość Konrada i Aldony sprawia, że gdy Wallenrod popełnia samobójstwo, jego kochanka ginie w wieży wydając ostatni krzyk.
Pan Tadeusz - Adam Mickiewicz wspomina życiową tragedię Jacka Soplicy - miłość do córki  Horeszki, Ewy, której ręki ojciec-magnat odmówił pewnemu siebie szlachcicowi, podając mu czarną polewkę. Jacek zabił Stolnika i opuścił kraj. Nigdy nie pokochał innej kobiety, został zakonnikiem oddanym sprawie narodowej. Przykładem szczęśliwej miłości jest związek Tadeusza i Zosi. 
Lalka - Bolesław Prus stworzył jeden z największych w polskiej literaturze romansów, opisując nieszczęśliwą miłość Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej. Kocham zarówno książkę, jak i film. Jak ja nie znoszę Izabeli...
Noce i dnie, Barbara całe życie wspomina niespełnioną, romantyczną miłość do hrabiego Tolibowskiego. Jednak jej życiowym partnerem, na dobre i złe, zostaje Bogumił Niechcic.  Nad Niemnem - Eliza Orzeszkowa przedstawia idealną miłość. Różnice stanowe nie stanowią przeszkody w zawarciu małżeństwa.  
Trylogia - Henryka Sienkiewicz, aż kipi od miłości (i tej do ojczyzny i do płci przeciwnej:)) w każdej z powieści umieścił wątek miłosny, pomiędzy rycerzem, a szlachcianką. W „Ogniem i mieczem” Jan Skrzetuski pojął pannę Helenę Kurcewiczównę, w „Potopie” parą zakochanych są Andrzej Kmicic i Oleńka Billewiczówna, zaś w „Panu Wołodyjowskim” - Michał Wołodyjowski i „Hajduczek” – Barbara Jeziorkowska. Ostatni ze związków skończył się tragicznie, ponieważ pan Michał wysadził Kamieniec w powietrze, poświęcając swoje życie.
Ludzie bezdomni - Stefan Żeromski przedstawia doktora Judyma, który świadomie rezygnuje z miłości. Uważa, że nie może sam być szczęśliwy, gdy dookoła widać ludzką nędzę, egoizm i obojętność.
Niezapomniane i ponadczasowe Wichrowe wzgórza.

Anna Karenina - Lew Tołstoj ukazuje destrukcyjną miłość Anny do Aleksego Wrońskiego. Zakochana opuszcza męża by połączyć się z ukochanym. Ich miłość nie jest jednak spełniona. I jakże tragiczny finał... 
Granica - Zofii Nałkowskiej ukazuje miłość Zenona i Elżbiety, która najprawdopodobniej  byłaby uczuciem wyjątkowym, gdyby nie romans Zenona i Justyny.
To moja subiektywna lista. Jeżeli uważacie, że jakiś tytuł należy dodać, wpisujcie proszę w komentarzach:)