sobota, 4 lipca 2026

Czymże jest mężczyzna bez wąsów - Ante Tomić

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Jest to książka, która od pierwszych stron wywołuje uśmiech i pozwala oderwać się od codziennych spraw, choć na trochę zapomnieć o problemach. Jest to niezwykle ciepła, pełna humoru opowieść o mieszkańcach niewielkiej chorwackiej wioski Smiljevo. To taka mała osada, przysłowiowa dziura, gdzie życie płynie swoim spokojnym rytmem. Dodatkowo wszyscy się znają od pokoleń, wiezą kto z kim, kiedy i dlaczego. Nie jest to jednak nudna osada. Autor w niezwykly sposób pokazuje, że nawet w małej miejscowości można znaleźć mnóstwo niezwykłych historii, tajemnic i barwnych bohaterów.
Największą zaletą tej książki są właśnie postacie. Każda z nich jest inna, ma swoje marzenia, słabości i dziwne przyzwyczajenia. Np. młody proboszcz próbuje radzić sobie z pokusami i własnymi problemami, bogata wdowa odważnie korzysta z życia i nie przejmuje się opinią innych, a początkujący poeta z wielkim zapałem pisze haiku. Jest też wiele innych niezwykle barwnych, wartych poznania postaci. Tomić tak nakreślił swoich bohaterów, że każdy z nas znajdzie w nich czątkę sieibe i każdy będzie w trakcie lektury wybuchał śmiechem. 
Autor świetnie, ironicznie, ale też nieezwykle ciepło pokazuje życie małej społeczności. Plotki rozchodzą się tu błyskawicznie, mieszkańcy komentują wszystko, co dzieje się wokół nich, a zwykłe wydarzenia często zamieniają się w zabawne i nieoczekiwane sytuacje. Autor potrafi dostrzec komizm codzienności i opowiada o nim w lekki, prosty i bardzo przyjemny sposób. Dzięki temu książkę czyta się szybko i z dużą przyjemnością.
Bardzo podobało mi się również to, że pod warstwą humoru kryje się coś więcej. Autor pokazuje ludzkie marzenia, samotność, potrzebę miłości i chęć odniesienia sukcesu. Niektórzy mieszkańcy wyjeżdżają za granicę, aby poprawić swój los, a kiedy wracają do rodzinnej wioski, wszyscy patrzą na nich z podziwem. Te sytuacje są opisane z wwielkim przymrużeniem oka, ale jednocześnie skłaniają do refleksji nad tym, jak często ludzie oceniają innych po pozorach. Całość opowieści przypomina pełną omyłek, często absurdalną komedię, w której najwięksą rolę odgrywa przypadek. 
Dużym atutem książki jest także poczucie humoru. Wiele scen jest naprawdę zabawnych, a dialogi są pełne błyskotliwych i trafnych uwag. Autor nie boi się poruszać nietypowych tematów, takich jak zabawne spory religijne czy absurdalne wydarzenia, które zaskakują czytelnika. Finał powieści jest bardzo dynamiczny i niezwykle oryginalny. Trudno przewidzieć, do czego doprowadzi cała historia, dlatego książkę czyta się z dużym zainteresowaniem aż do ostatniej strony.
Czymże jest mężczyzna bez wąsów to książka dla osób, które lubią inteligentny, nieoczywisty humor, ciekawe postacie i historie bardzo trafnie pokazujące życie zwykłych ludzi. To powieść pełna ciepła, śmiechu, mądrości i życiowych obserwacji. 
Z wielką przyjemnością polecam tę książkę każdemu, kto szuka lekkiej, zabawnej i jednocześnie mądrej lektury. Ante Tomić stworzył historię, która bawi, wzrusza i przypomina, że warto patrzeć na świat z uśmiechem i odrobiną dystansu.

piątek, 3 lipca 2026

Ostatni obraz - Bartosz Szczygielski


Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5,5/6
Bartosz Szczygielski po raz kolejny udowadnia, że należy do absolutnej czołówki polskich autorów literatury kryminalnej i thrillera psychologicznego. Jego najnowsza powieść jest nie tylko perfekcyjnie skonstruowana fabularnie, ale także głęboko poruszająca i literacko dopracowana. 
Ostatni obraz nie jest zwykłym thrillerem. To wielowarstwowa opowieść o traumach, wypartych wspomnieniach i sekretach, które przez lata dojrzewają w cieniu, czekając na odpowiedni moment, by wybuchnąć z niszczycielską siłą.
Już sam punkt wyjścia intryguje. Mamy mężczyznę, który za dnia analizuje brutalne zbrodnie, a nocą przenosi je na płótno z niemal fotograficzną dokładnością. Autor bardzo umiejętnie wykorzystuje motyw sztuki jako zwierciadła ludzkiego mroku. Do tego wielkim atutem jest historia Agnieszki Jaworskiej. Wzystko rozpoczyna się od pogrzebu matki. Szybko okazuje się, że to, co się wydarzy, to pełna napięcia wyprawa do przeszłości, której nikt nie chciał pamiętać. Stary klucz, zapisany na kartce adres i opuszczone ogródki działkowe stają się symbolami otwierającymi drzwi do tajemnic skrywanych przez lata. Każdy kolejny rozdział odsłania nowe elementy układanki. W to wszystko wplątuje się czytelnik. Książka z każdą kolejną stroną coraz bardziej intryguje i przykuwa do siebie. Próbujemy odgadnąć co i jak. Jak to u Szczygielskiego - bezskutecznie. Pisarz kolejny raz mistrzowsko manipuluje oczekiwaniami, wielokrotnie zmienia kierunek opowieści i serwuje niesamowite zwroty akcji. Do końca nic nie jest takim, jakim zdaje się być.
Ogromnym atutem książki jest także jej atmosfera. Jest duszno, mroczno i niepokojąco. Autor buduje napięcie nie wyłącznie za pomocą brutalnych scen czy dynamicznych wydarzeń, ale przede wszystkim poprzez niedopowiedzenia, narastające poczucie zagrożenia oraz świadomość, że najgorsze dopiero nadejdzie. To sprawia, że Ostatni obraz działa na wyobraźnię znacznie mocniej niż wiele klasycznych thrillerów.
Na szczególne uznanie zasługuje styl autora. Bartosz Szczygielski, jego książki, zachwycają mnie od kilku lat. Z każdą kolejną powieścią autor pisze jeszcze lepiej, jeszcze bardziej fascynująco. Wie kiedy zwolnić by pozwolić czytelnikowi odczuć ciężar emocji, kiedy przyspieszyć, by podnieść poziom adrenaliny. Bartosz Szczygielski to fascynujący, niepokojacy pisarz, autor świetnych ksiażek. W Ostatnim obrazie kolejny raz to potwierdza.
Ta książka, jak i wcześniejsze, zachwyca również tym, że pod warstwą znakomitego thrillera kryje ważną refleksję o pamięci, traumie i konsekwencjach przemilczanych wydarzeń. To książka pokazująca, że przeszłości nie da się zakopać na zawsze, a niektóre sekrety – nawet po wielu latach – potrafią wrócić z przerażającą siłą.
To bez wątpienia jedna z tych powieści, które spełniają wszystkie oczekiwania miłośników thrillerów psychologicznych. Jest inteligentna, doskonale skonstruowana, pełna napięcia i emocji. Wciąga od pierwszych stron, zaskakuje do samego finału i pozostawia czytelnika z poczuciem satysfakcji oraz niepokojem. Bartosz Szczygielski stworzył historię dopracowaną w każdym detalu – mroczną, hipnotyzującą i niezwykle angażującą. To literatura gatunkowa na najwyższym poziomie. Polecam tę i wcześniejsze książki autor.

 
 

środa, 1 lipca 2026

Idę po ciebie - Wojciech Wójcik

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
To moje kolejne spotkanie z książką Wojciecha Wójcika i koleejny raz jestem bardzo zadowolona z lektury.
Autor stworzył mocny, pełen napięcia kryminał, który od pierwszych stron wciąga czytelnika w niebezpieczną grę pomiędzy policją, światem przestępczym i ludźmi skrywającymi mroczne tajemnice. To książka dla osób lubiących zagadki kryminalne oraz historie, w których nic nie jest takie, jak wydaje się na początku. 
Fabuła rozpoczyna się dość banalnie. Na komendę policji w Szczecinie przychodzi Ludwik Fettner – bezdomny alkoholik. Męźczyzna twierdzi, że na Gerarda Choinę Choińskiego, niebezpiecznego gangstera odsiadującego wyrok za zabójstwo policjanta, został wydany wyrok śmierci. Nikt nie traktuje tych słów poważnie. Szybko okazuje się jednak, że bezdomny mógł mówić prawdę. Choina ucieka podczas pracy poza więzieniem, zabija współwięźnia i rani strażnika. Od tego momentu rozpoczyna się prawdziwy wyścig z czasem. 
Jednym z największych atutów książki jest tempo akcji. Autor nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Każdy kolejny rozdział przynosi nowe informacje, niespodziewane zwroty wydarzeń i kolejne pytania. Gdy wydaje się, że sprawa zaczyna się wyjaśniać, pojawiają się nowe okoliczności, które całkowicie zmieniają obraz sytuacji. Dzięki temu trudno oderwać się od lektury. 
Bardzo ciekawie nakreśleni są bohaterowie np. postać Igi Kostrzewy, młodej policjantki, która dopiero zdobywa doświadczenie zawodowe, prowadzi dochodzenie, popełnia błędy i z uporem prze do przodu. Równie ciekawie przedstawiony jest sam Chojna. Nie jest on jedynie bezwzględnym mordercą uciekającym przed policją. Autor stopniowo odkrywa jego motywy i przeszłość, dzięki czemu staje się bohaterem bardziej złożonym. A to dopiero początek. 
Dużym plusem powieści jest także klimat. Szczecin i okolice Pomorza Zachodniego nie są jedynie tłem wydarzeń. Miasto żyje własnym życiem, a jego mniej znane zakątki, środowiska przestępcze i lokalne układy tworzą atmosferę niepokoju i zagrożenia. Autor dobrze wykorzystuje realia regionu, dzięki czemu historia wydaje się wiarygodna i autentyczna.
Idę po ciebie to kryminał, który skutecznie łączy policyjne śledztwo z thrillerem sensacyjnym. Znajdziemy tu pościgi, tajemnice, niebezpiecznych przestępców, dobrze napisanych bohaterów i atmosferę ciągłego zagrożenia. Autor potrafi utrzymać napięcie aż do finału, a zakończenie dostarcza odpowiedzi na większość pytań pojawiających się w trakcie lektury.
To bardzo dobra propozycja dla miłośników polskich kryminałów. Książka wciąga od pierwszych stron, oferuje interesującą zagadkę i wiarygodnych bohaterów, a jednocześnie pokazuje mroczniejsze oblicze Szczecina i świata przestępczego. Jeśli ktoś lubi historie pełne napięcia i nieoczywistych tajemnic, Idę po ciebie z pewnością będzie udanym wyborem.

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Krwawo zdobyty dom. Powrót Dolnego Śląska do Polski - Marek A. Koprowski

 


Wydawnictwo Replika, Moja ocena 5,5/6
Jest to bardzo wartościowa i doskonała merytorycznie książka. Przybliża ona jeden z najważniejszych, a jednocześnie stosunkowo rzadko opisywanych etapów powojennej historii Polski. Autor przedstawia proces przejmowania przez Polskę Dolnego Śląska po zakończeniu II wojny światowej, ukazując zarówno jego polityczny wymiar, jak i codzienne doświadczenia ludzi, którzy znaleźli się w samym centrum tych przełomowych wydarzeń.
Największą zaletą publikacji jest spojrzenie na wielką historię przez pryzmat zwykłych mieszkańców, Kowalskich, Nowaków, takich jak każdy z nas. Koprowski nie ogranicza się do przedstawiania decyzji polityków czy działań militarnych. W centrum opowieści badacz stawia zwykłych ludzi, pionierów polskiej administracji, urzędników, nauczycieli, lekarzy, kolejarzy, milicjantów oraz tysiące przesiedleńców przybywających na Dolny Śląsk z różnych części kraju, szczególnie z utraconych Kresów Wschodnich. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć, jak wyglądały pierwsze miesiące funkcjonowania polskiej władzy na ziemiach odzyskanych.
Badacz przenosi czytelnika do realiów powojennego Wrocławia, Legnicy, Jeleniej Góry, Oleśnicy czy Trzebnicy, gdzie codziennie, na kazdym kroku walczono o przetrwanie. Miasta były zniszczone, brakowało podstawowych środków do życia, nie funkcjonowała komunikacja, brakowało jedzenia, wody, leków, mieszkań, służba zdrowia i administracja dopiero zaczynały swoją działalność. Ludzie musieli mierzyć się z tym wszystkim, a także z zagrożeniem ze strony epidemii. Dodatkowym problemem była działalność uzbrojonych grup przestępczych.
Szczególnie interesująco przedstawione zostały losy osób odpowiedzialnych za organizowanie polskiej administracji od podstaw. Tworzenie urzędów, szkół, szpitali, posterunków milicji czy lokalnych struktur państwowych wymagało ogromnej determinacji i poświęcenia. Koprowski pokazuje, że proces ten był wynikiem ciężkiej pracy ludzi, którzy często musieli podejmować decyzje w warunkach chaosu i ciągłego zagrożenia życia.
Autor nie unika również tematów trudnych i niewygodnych. Szczegółowo opisuje działalność radzieckich oddziałów trofiejnych zajmujących się demontażem zakładów przemysłowych oraz wywożeniem majątku Dolnego Śląska do Związku Radzieckiego. Ukazuje skalę grabieży, która dotknęła region już po zakończeniu działań wojennych. Równocześnie przedstawia dramatyczne położenie polskich repatriantów przybywających z Kresów Wschodnich. Ludzie ci, pozbawieni rodzinnych stron, byli zmuszeni rozpoczynać życie od nowa w obcym środowisku, często pośród niechętnie nastawionej ludności niemieckiej, która wciąż miała nadzieję na zmianę granic i pozostanie na tych terenach.
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest analiza walki o pamięć historyczną i tożsamość regionu. Koprowski pokazuje, w jaki sposób przez dziesięciolecia niemieckie władze konsekwentnie zacierały ślady polskiej i słowiańskiej obecności na Dolnym Śląsku. Autor szczegółowo opisuje mechanizmy germanizacji oraz działania propagandowe mające przekonać społeczeństwo, że ziemie nad Odrą i Nysą Łużycką były od zawsze wyłącznie niemieckie. Jednocześnie analizuje, jak po wojnie młoda polska administracja musiała nie tylko organizować życie społeczne i gospodarcze, ale również udowadniać historyczne związki tych ziem z państwem polskim. 
Na szczególne uznanie zasługuje warsztat badawczy autora. Ksiązka jest bardzo dobrze udokumentowana merytorycznie. Autor korzystał m.in. z: dokumentów archiwalnych, wspomnień, zapisków, relacji świadków oraz materiałów historycznych. Koprowski oddaje głos uczestnikom wydarzeń. Dzięki temu opisywane historie nabierają autentyczności i pozwalają odczuć atmosferę niepewności, chaosu oraz ogromnego wysiłku towarzyszącego odbudowie regionu. Czytelnik zostaje wciągnięty w tę trudną, momentami okropną rzeczywistość.
Co dodatkowo cenne, autor zamiast tworzyć pomnikową opowieść, przedstawia ludzi z ich słabościami, obawami i codziennymi problemami. Wielu czytelników w cechach, zachowaniach bohaterów odnajdzie fragment siebie. 
Atutem publikacji jest także przystępny styl narracji. Mimo że książka porusza skomplikowane zagadnienia polityczne, społeczne i historyczne, została napisana prostym i zrozumiałym językiem. Autor umiejętnie łączy szczegółowe informacje historyczne z osobistymi historiami bohaterów, dzięki czemu lektura jest nie tylko pouczająca, ale również angażująca.
Krwawo zdobyty dom. Powrót Dolnego Śląska do Polski to książka, która pokazuje, że proces włączania Dolnego Śląska do powojennej Polski był znacznie bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać. Był to czas pełen napięć, konfliktów, niepewności i ogromnych wyrzeczeń. Jednocześnie była to historia ludzi, którzy mimo przeciwności potrafili stworzyć fundamenty polskiego życia na tych ziemiach. Marek A. Koprowski przedstawia ten proces w sposób rzetelny, oparty na faktach i bogatym materiale źródłowym, oferując czytelnikowi interesującą lekcję historii widzianej oczami tych, którzy ją współtworzyli.
To lektura godna polecenia wszystkim zainteresowanym historią Polski po II wojnie światowej, dziejami Dolnego Śląska oraz losami ludzi, którzy uczestniczyli w jednym z najważniejszych procesów kształtujących współczesne granice i tożsamość państwa polskiego.

Zapraszam na moje konto na IG (klik) 

 

czwartek, 25 czerwca 2026

Dziedzictwo - Ann Patchett

 


Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5,5/6
Dziedzictwo to jedna z tych książek, które wciągają czytelnika od pierwszych stron i zostają w pamięci jeszcze długo po zakończeniu lektury. Tak jest w moim przypadku.
To piękna, pełna emocji saga rodzinna, która pokazuje, jak jedna chwila może na zawsze zmienić życie wielu osób. Autorka stworzyła historię niezwykle poruszającą, ale jednocześnie ciepłą, pełną humoru i życiowej prawdy. Zupełnie nie rozumiem opinii, że książka nudzi. Wiem, gusta są różne, ale mimo wszystko. Ja jestem tą lekturą zachwycona i bardzo poruszona. 
Powieść rozpoczyna się od wydarzenia, które wydaje się niewinnym incydentem. Jest przyjęcie, pojawia się nieproszony gość. Niby nic takiego, ale to drobne zdarzenie uruchamia lawinę zdarzeń, które na wiele lat połączą losy dwóch rodzin – Keatingów i Cousinsów. Od tego momentu obserwujemy, jak decyzje dorosłych wpływają na życie dzieci. To właśnie dzieci stają się najciekawszymi bohaterami tej historii, ponieważ dorastają w skomplikowanej rzeczywistości i próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie.
Największą siłą tej historii są bohaterowie. Są bardzo prawdziwi, pełni wad i słabości, ale właśnie dlatego łatwo ich zrozumieć, latwo też wczuć się w ich położenie. Wiele problemów, decyzji wyda nam się znajomymi. Życie, które autorka genialnie zobrazowała. Patchett pokazuje z róznych stron ich decyzje i konsekwencje. 
Bardzo podobało mi się to, w jaki sposób autorka buduje napięcie. Choć nie jest to thriller, przez całą powieść unosi się atmosfera tajemnicy, niepokoju, czegoś co mam wrażenie otula czytelnika. Wiemy, że jest jakieś napięcie, że doszło do tragedii, ale przez długi czas nie znamy wszystkich szczegółów. To sprawia, że trudno oderwać się od książki i ciągle chce się czytać dalej. Każdy kolejny rozdział odkrywa nowe elementy rodzinnej układanki. Może to wydawać sie zagmatwane, nie każdemu przypaść do gustu, ale warto zadać sobie trochę trudu i przeczytać Dziedzictwo do końca. 
Jest to jednak przede wszystkim opowieść o rodzinie. Nie tylko tej związanej więzami krwi, ale także o ludziach, którzy stają się sobie bliscy dzięki wspólnym doświadczeniom. Książka pokazuje, że rodzina może przybierać różne formy, a prawdziwe relacje buduje się poprzez miłość, wsparcie i obecność w życiu drugiego człowieka.
Jako wielka miłośniczka sag, historii o rodzinie, pokochałam tę powieść od pierwszych stron. Uwielbiam sagi dlatego, że pozwalają na długą i głęboką podróż przez życie bohaterów. Można obserwować ich dorastanie, sukcesy, błędy, trudne decyzje i zmieniające się relacje. Takie historie dają poczucie, że naprawdę poznajemy bohaterów i stajemy się częścią ich świata. Dziedzictwo doskonale wpisuje się w ten gatunek – jest wielowątkowe, emocjonalne i pełne rodzinnych tajemnic, które stopniowo wychodzą na jaw. Wspaniała, jakże prawdziwa opowieśc o patchworkowej rodzinie, konsekwencjach, czynach i tych, którzy cierpią najbardziej. 
Nie bez powodu książka znalazła się na pierwszym miejscu listy bestsellerów „New York Timesa” i była finalistką National Book Critics Circle Award. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na IG (klik)

niedziela, 21 czerwca 2026

Prawie wieczór, wciąż jasno - Linea Maja Ernst

 


Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 5/6

Prawie wieczór, wciąż jasno to bardzo dobra książka o przyjaźni, miłości i życiowych wyborach
Książka z pozoru opowiada o zwyczajnych wakacjach grupy przyjaciół. Jednak z każdą kolejną stroną, gdy coraz lepiej poznajemy bohaterów, widzimy, że pod powierzchnią beztroskich letnich dni kryją się emocje, rozczarowania, tęsknoty i pytania o sens życia. To bardzo udany duński debiut, który skłania do refleksji, jak to w skandynawskiej literaturze.
Mamy grupę przyjaciół. Znają się długo, jeszcze z czasów studenckich. Pewnego razu postanawia spędzić razem tydzień w domku na wsi. Ma być jak dawniej – wspólne rozmowy do późna, kąpiele, czytanie książek, opalanie i cieszenie się swoim towarzystwem. Jednak od czasów studenckich wiele się zmieniło. Niektórzy mają już dzieci, inni planują ślub, a jeszcze inni wciąż szukają swojego miejsca w życiu. Wystarczy kilka dni wspólnego pobytu, by dawne relacje zaczęły się zmieniać, a ukrywane emocje wyszły na powierzchnię. A to dopiero początek. 
Między bohaterami pojawiają się napięcia, niedopowiedzenia i coraz silniejsze uczucia. Niewinne rozmowy i flirt stopniowo prowadzą do wydarzeń, które mogą zmienić wszystko.
Bardzo podobało mi się to, jak autorka pokazuje relacje między ludźmi. Nie ma tu idealnych bohaterów ani prostych odpowiedzi. Każdy czegoś pragnie, czegoś się boi i z czymś się zmaga. Dzięki temu postacie wydają się prawdziwe i łatwo zrozumieć ich emocje. Czytelnik może odnaleźć w nich sporą cząstkę siebie, swoich doświadczeń i własnych życiowych dylematów.
Książka porusza wiele ważnych tematów. Mówi o przyjaźni, która zmienia się wraz z upływem lat, o miłości i jej różnych obliczach, o dojrzewaniu oraz o tym, jak trudno pogodzić marzenia z rzeczywistością. Autorka zastanawia się również nad granicą między niewinnym flirtem, a zdradą oraz nad tym, czy można zachować wolność i spontaniczność, gdy w życiu pojawiają się obowiązki, dzieci i odpowiedzialność za nie. Jest jeszcze jedno pytanie, które tkwi w mojej glowie - na ile tak naprawdę znamy siebie i swoich blisckich? 
Ogromnym atutem powieści jest jej klimat. Duńska wieś, długie letnie dni i wieczory, które zdają się nie mieć końca, tworzą wyjątkowe tło dla całej historii. Czytając, można niemal poczuć ciepło słońca, zapach trawy i atmosferę wakacyjnego spokoju. Mimo lekkiej o toczki to powieść, która skłania do zastanowienia się nad własnymi wyborami i nad tym, jak zmieniają się nasze oczekiwania wobec życia i miłości.
Prawie wieczór, wciąż jasno ukazała się w Serii Skandynawskiej Wydawnictwa Poznańskiego. To jedna z moich ulubionych serii wydawniczych. Każda książka z Serii Skandynawskiej jest bardzo ciekawa, każda porusza i zapada w pamięć. Autorzy pochodzący z krajów nordyckich potrafią w wyjątkowy sposób opowiadać o zwykłych ludziach i ich codziennych problemach, a jednocześnie sprawiają, że ich historie zostają z czytelnikiem na długo.
Prawie wieczór, wciąż jasno to autentyczna, mądra, ciepła i momentami poruszająca opowieść o przyjaźni, miłości i przemijaniu. To książka idealna na lato, ale także na każdą porę roku, gdy mamy ochotę na refleksyjną i dobrze napisaną historię o życiu. Zdecydowanie polecam ją wszystkim miłośnikom literatury skandynawskiej i powieści obyczajowych.

 

sobota, 20 czerwca 2026

Tancerka i zagłada. Historia Poli Nireńskiej - Weronika Kostyrko

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena /6
Są biografie, które porządkują fakty z życia swoich bohaterów, są też takie, które próbują uchwycić coś ważniejszego – prawdę o człowieku, opowieść o jego wnętrzu. Tancerka i zagłada. Historia Poli Nireńskiej zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To nie tylko historia wybitnej tancerki i choreografki, lecz także poruszająca opowieść o kobiecie rozdartej między sztuką, pamięcią, traumą i nieustannym poszukiwaniem własnej tożsamości.
Już sam życiorys Poli Nireńskiej wydaje się materiałem na film. Urodzona w Warszawie Żydówka, artystka tańca nowoczesnego, emigrantka, ocalała z Zagłady, biseksualistka, żona Jana Karskiego – człowieka, który próbował zaalarmować świat o Holokauście. Każde z tych określeń opisuje część jej losu, ale żadne nie wyczerpuje złożoności tej postaci.
Weronika Kostyrko doskonale zdaje sobie z tego sprawę i dlatego unika prostych definicji, jednoznaczny opinii. Zamiast zamykać bohaterkę w gotowych kategoriach, szblonach czy przyklejać jej łatki, pokazuje ją jako osobę wymykającą się jednoznacznym klasyfikacjom.
Jednym z największych atutów książki jest sposób, w jaki autorka rekonstruuje życie Nireńskiej. Źródłoznawstwo jest bardzo bogate. Korzystając z listów, fotografii, archiwalnych dokumentów, wycinków prasowych, nagrań i relacji świadków, tworzy opowieść po prostu niezwykłą i pełną emocji. Czytelnik ma wrażenie, że nie tylko poznaje kolejne fakty z życia artystki, ale także stopniowo zbliża się do niej jako człowieka.
Kostyrko nie idealizuje swojej bohaterki i nie stawia jej na piedestale. Wręcz przeciwnie – pokazuje ją z każdej, nawet słabszej strony. Obserwujemy odwagę Poli, jej talent i determinację, ale również lęki, samotność, skomplikowane relacje uczuciowe oraz bardzo trudny charakter. Dzięki autorce mamy doczynienia z autentycznym człowiekiem, takim jak my. Jestem przekonana, że wielu czytelników w cechach Nireńskiej, jej zachowaniu, odnajdzie cząstkę siebie.
Szczególnie fascynujący jest opis młodości Poli. W tak hermetycznym, w sumie okrutnym świecie, od żydowskiej dziewczyny oczekiwano przede wszystkim zamążpójścia i podporządkowania się rodzinnym planom. Jednak nasza bohaterka stawia kontrę,  decyduje się żyć po swojemu. Już samo to było w tamtych czasach wyrazem niezwykłej odwagi. A to dopiero początek. Nic więcej wam nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej świetnej merytorycznie i fascynującej książki. 
Biografia Nireńskiej nie jest historią sukcesu opowiedzianą według klasycznego schematu. Nad jej życiem nieustannie unosi się cień XX wieku – wielkiej i niezwykle groźnej historii. Narastający antysemityzm, dojście Hitlera do władzy, konieczność emigracji, a później okrutna wojna i Holokaust sprawiają, że kolejne rozdziały książki stają się coraz bardziej dramatyczne.
Jak potoczyły się dalsze losy naszej bohaterki? Przekonajcie się sami. Najbardziej przejmującym wątkiem pozostaje doświadczenie Zagłady. Mimo że o Holokauście wiem bardzo dużo, ogrom cierpienia i koszmar tego, czego doświadczyła Pola Nireńska oraz jej bliscy, naprawdę mną wstrząsnęły. Kostyrko pokazuje, jak trauma Holokaustu przenikała całe późniejsze życie artystki, wpływając na jej relacje, twórczość i sposób postrzegania świata.
To właśnie za sprawą wojennych doświadczeń Nireńskiej książka staje się czymś więcej niż tylko biografią. Tancerka i zagłada to uniwersalna opowieść nie tylko o jednej kobiecie, lecz także o pamięci, odpowiedzialności i moralnych wyborach podejmowanych w czasach ekstremalnych.
Autorka bardzo ciekawie przedstawia również relację Poli Nireńskiej z Janem Karskim. Co ważne, Karski pozostaje istotną postacią tej historii, ale nie przesłania bohaterki. Wręcz przeciwnie – dzięki temu czytelnik może dostrzec, jak często historia zapamiętuje wielkich mężczyzn, pozostawiając w cieniu równie niezwykłe kobiety.
Tancerka i zagłada jest książką wielowymiarową. To biografia artystki, opowieść o emancypacji kobiety, historia wojennej katastrofy i studium pamięci. Weronika Kostyrko oddaje głos bohaterce, która przez lata pozostawała mniej znana, niż na to zasługiwała. Tworzy portret niezwykle złożony, pełen sprzeczności, a przez to wyjątkowo ludzki.
To jedna z najciekawszych polskich biografii ostatnich lat – znakomicie udokumentowana, emocjonalnie angażująca i literacko dopracowana. Powinna zainteresować nie tylko miłośników historii tańca, lecz każdego czytelnika poszukującego opowieści o odwadze, sztuce i zmaganiu się z traumą. Polecam.

środa, 17 czerwca 2026

Nie dotykaj mnie - Andrea Camilleri

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Andrea Camilleri po raz kolejny udowadnia, że jest pisarzem, który potrafi przekraczać granice gatunków i zaskakiwać czytelników. Mnie zaskoczył i to bardzo. Nie dotykaj mnie to powieść niezwykła – z jednej strony kryminał pełen zagadek i fałszywych tropów, z drugiej zaś głęboko poruszające studium psychologiczne kobiety, która postanawia zniknąć. To także refleksja nad sztuką, miłością, wolnością i ceną, jaką płacimy za życie zgodne z oczekiwaniami innych i jak bardzo jest to trudne. Pod pozorem zwyczajnego kryminału autor pokazuje nam dużo więcej. 
Punktem wyjścia jest banalne z pozoru zaginięcie Laury Garaudo – pięknej, inteligentnej i intrygującej żony znanego pisarza. Początkowo wszystko wskazuje na to, że kobieta prowadzi z mężem grę. Nasza poszukiwana pozostawia we Florencji, Wenecji i Londynie ślady i zaszyfrowane wskazówki. Wydają się one być częścią układanki przeznaczonej wyłącznie dla męża. Jednak wraz z rozwojem śledztwa prowadzonego przez komisarza Mauriziego, obraz sytuacji zaczyna się komplikować. To, co miało być historią miłosnej fascynacji, stopniowo odsłania znacznie mroczniejsze i bardziej niepokojące oblicze.
Największą siłą tej powieści jest sposób, w jaki Camilleri buduje napięcie. Autor nie podaje odpowiedzi na tacy. Wręcz przeciwnie – konsekwentnie prowadzi czytelnika przez labirynt domysłów, sprzecznych relacji i niejednoznacznych świadectw. Każdy nowy dokument, każdy list czy fragment rozmowy rzuca inne światło na wydarzenia, zmuszając odbiorcę do nieustannego weryfikowania własnych przypuszczeń. Dzięki temu lektura staje się fascynującym intelektualnym wyzwaniem.
Bardzo ciekawa jest narracja. Powieść została jakby utkana z wielu dialogów, zeznań, korespondencji oraz wycinków prasowych, co czyni ją niezwykłą. Czytelnik nie otrzymuje jednej, obiektywnej wersji wydarzeń, lecz musi samodzielnie złożyć historię z rozproszonych fragmentów. Ten zabieg nie tylko wzmacnia atmosferę tajemnicy, ale również znakomicie oddaje złożoność ludzkiej natury i to jak bardzo potrafią nas zawieść, zmylić nasze oceny.
Laura Garaudo jest jedną z tych bohaterek, które pozostają w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Im więcej dowiadujemy się o jej życiu, tym bardziej wymyka się jednoznacznym interpretacjom. Czy jest ofiarą? Buntowniczką? Kobietą poszukującą wolności? A może kimś, kto desperacko próbuje odnaleźć własną tożsamość? Camilleri bardzo ciekawie kreśli portret osoby uwikłanej w relacje, oczekiwania i role społeczne, pokazując jednocześnie, jak niewiele naprawdę wiemy o najbliższych nam ludziach.
Niezwykle interesującym elementem książki jest także obecność malarstwa. Sztuka nie stanowi tu jedynie dekoracyjnego tła, lecz staje się pełnoprawnym uczestnikiem opowieści. Obrazy, symbole i artystyczne odniesienia tworzą dodatkową warstwę znaczeń, która udowdni nam, że...a tego nie zdradze. Zachęcam za to do lektury tej niezwykłej książki. 
Obok kryminalnej zagadki pojawiają się momenty refleksji, melancholii, a nawet ironii. Dzięki temu książka jest wielowymiarową opowieścią o ludzkich pragnieniach, rozczarowaniach i potrzebie odnalezienia własnego miejsca w świecie.
Nie dotykaj mnie to powieść inteligentna, elegancko napisana i głęboko poruszająca. Zachwyca ona misterną konstrukcją, nieoczywistymi bohaterami oraz atmosferą tajemnicy, która utrzymuje się aż do ostatnich stron. To książka dla czytelników ceniących nie tylko intrygę kryminalną, ale również literaturę skłaniającą do refleksji nad naturą człowieka i jego nieustannym poszukiwaniem wolności.
Andrea Camilleri stworzył dzieło, które intryguje, wzrusza, porusza i pozostawia po sobie wiele pytań. Nie dotykaj mnie jest dowodem na to, że najlepsze powieści kryminalne nie opowiadają wyłącznie o zbrodni czy zagadce, lecz przede wszystkim o ludziach – ich marzeniach, lękach i tajemnicach. To lektura wyjątkowa, którą trudno odłożyć i jeszcze trudniej zapomnieć. Zdecydowanie polecam. Camilleri pokazał, że nie ilość stron, a treść mają znaczenie.

 

niedziela, 14 czerwca 2026

Siedem dalekich rejsów - Leopold Tyrmand

 


Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Jest to powieść, która przeniosła mnie do świata, którego niestety już nie ma.
Twórczość Leopolda Tyrmanda od lat zajmuje szczególne miejsce w polskiej literaturze i w moim sercu. Od dawna jestem wielbicielką Tyrmanda, jako pisarza, ale także jako człowieka. Powrót do tej książki po 10 latach, był wspaniałą podróżą.
Siedem dalekich rejsów tylko potwierdza niezwykły talent autora do bycia wyjątkowym pisarzem, człowiekiem i do kreowania światów, które zachwycają autentycznością i niepowtarzalnym klimatem. W tej książce wszystko ejst zwyczajne, od tak. A jednak magia jest na każdej stronie. 
Książka jest pełna uczuć, emocji i obrazów. Choć fabuła nie opiera się na spektakularnych zwrotach akcji, trudno oderwać się od lektury. Tyrmand udowadnia, że prawdziwe napięcie można budować subtelnie, poprzez relacje między bohaterami, niedopowiedzenia i atmosferę miejsca.
Akcja rozgrywa się w powojennym Darłowie – niewielkim portowym miasteczku, które autor przedstawia z niezwykłą dbałością o szczegóły. Nadmorski krajobraz, portowe uliczki, rynek, hotel i nabrzeże stają się czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń. To żywy organizm, w którym mieszkańcy próbują odnaleźć się w rzeczywistości gwałtownie zmieniającej się pod wpływem nowej władzy. W powietrzu unosi się poczucie niepewności, lęku o przyszłość i świadomość, że świat dawnych zasad, dawnego życia odchodzi w przeszłość.
W centrum historii znajduje się dwoje bohaterów, których losy splatają się za sprawą tajemniczego dzieła sztuki. Ewa, młoda historyk sztuki z Warszawy, przyjeżdża do Darłowa w poszukiwaniu śladów cennego zabytku. Jest piękna, inteligentna, niezależna i nowoczesna jak na swoje czasy. Z kolei Nowak – mężczyzna bez wyraźnej przeszłości, dziennikarz o niejasnej biografii – skrywa własne plany związane zarówno z obrazem, jak i z ucieczką z komunistycznej Polski. Oboje trafiają do tego samego hotelu i od pierwszych rozmów między nimi pojawia się fascynacja, która z każdą stroną staje się coraz silniejsza.
To właśnie relacja Ewy i Nowaka jest największą siłą powieści. Tyrmand stworzył między nimi niezwykle subtelną grę emocji. Każde spojrzenie, gest i rozmowa mają znaczenie. Obserwujemy rodzące się uczucie, któremu nieustannie towarzyszą przeszkody, niedomówienia i wzajemna rywalizacja. Ewa pozostaje wierna narzeczonemu, choć coraz trudniej jej ignorować uczucia do Nowaka. On zaś, początkowo skoncentrowany na własnych planach i możliwości szybkiego wzbogacenia się dzięki przemytowi, stopniowo odkrywa, że uczucie do kobiety staje się dla niego ważniejsze niż wszelkie kalkulacje.
Los jednak nie zamierza ułatwiać im życia. Nic więcej nie zdradzę. Zachęcam was za to do lektury tej niezwykłej powieści. Jest wyjątkowa, podobnie jak cała twórczość Leopolda Tyrmanda. 
Czytając Siedem dalekich rejsów, miałam wrażenie, że idę obok bohaterów uliczkami Darłowka, obserwuję ich spotkania, słucham rozmów i uczestniczę w wydarzeniach. To niezwykła zdolność autora – sprawić, że czytelnik nie tylko poznaje historię, ale wręcz zaczyna w niej uczestniczyć. Powojenna Polska ożywa na kartach książki z taką siłą, że niemal czuje się zapach portu, słyszy gwar ulic i widzi szarość codzienności przeplataną marzeniami o lepszym życiu.
Największe wrażenie (jak to u Tyrmanda) robi język autora. Jest prosty, naturalny i pozbawiony zbędnego patosu czy infantylizmu. Jednocześnie jest on niezwykle sugestywny. Autor nie potrzebuje wyszukanych środków stylistycznych, by poruszyć wyobraźnię czytelnika. Jego opisy i dialogi mają w sobie autentyczność, której często brakuje współczesnej literaturze. Podczas lektury przypomniałam sobie, jak wielką przyjemność może sprawiać samo obcowanie z tak mistrzowsko napisaną prozą. To jedna z tych książek, w których pozornie niewiele się dzieje, a jednak nie sposób przestać czytać. Każda kolejna strona budzi ciekawość i sprawia, że coraz bardziej zależy nam na losach bohaterów.
Tyrmand stworzył postacie niejednoznaczne, pełne sprzeczności i ludzkich słabości. Dzięki temu łatwo się z nimi zżyć i kibicować im w kolejnych zmaganiach. Z każdą stroną rośnie pragnienie, by udało im się pokonać przeciwności losu, odnaleźć szczęście i nie pozwolić, by historia lub własne błędy przekreśliły ich szanse.
Siedem dalekich rejsów to książka, która zachwyca atmosferą, doskonale skonstruowanymi bohaterami i mistrzowskim stylem narracji. To literacka podróż do świata, który bezpowrotnie minął, a jednocześnie opowieść o uczuciach, marzeniach i wyborach pozostających niezmiennie aktualnymi. Jest to zarówno majstersztyk pisarski, jak i prawdziwa rozkosz czytelnicza.
Na zakończenie warto przywołać słowa samego Tyrmanda, który zapytany, dlaczego zdecydował się wydać tę powieść, odpowiedział: „Dlaczego ją wydaję? Wydała mi się zabawna. Powód tak dobry, jak każdy inny”.Trudno o lepszą zachętę. Ja mogę dodać od siebie tylko jedno – naprawdę warto sięgnąć po Siedem dalekich rejsów. To książka, która pozostaje w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony i przypomina, jak wielką sztuką jest opowiadanie historii. Polecam. Mistrzowska, genialna i nadal akturalna, mimo iż powstała w 1952 roku. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

piątek, 12 czerwca 2026

Lato Thomasa Manna - Kerstin Holzer

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4,5/6
Kerstin Holzer zabiera czytelnika do Bawarii roku 1918, gdzie rodzina Thomasa Manna spędza letnie miesiące nad jeziorem Tegernsee. Z pozoru jest to obraz niemal idylliczny – dzieci bawią się nad wodą, rodzice próbują odpocząć od codziennych obowiązków, a przyroda stwarza idealne warunki do relaksu. Jednak pod powierzchnią tej wakacyjnej sielanki kryją się niepokoje związane z końcem I wojny światowej, politycznymi przemianami oraz osobistymi rozterkami samego pisarza.
Autorce udało się stworzyć niezwykle wiarygodny i barwny obraz tego wyjątkowego okresu w życiu przyszłego noblisty. Korzystając z zachowanej korespondencji, fragmentów dzienników, wspomnień oraz rozmów z osobami związanymi z rodziną Mannów, Holzer odtworzyła atmosferę lata 1918 roku. Uzyniła to z wielką dbałością o szczegóły. Dzięki temu czytelnik nie otrzymuje jedynie suchej biografii, lecz ma wrażenie uczestniczenia w codziennym życiu bohaterów i obserwowania ich z bardzo bliskiej perspektywy.
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest ukazanie symbolicznej przemiany Thomasa Manna. Widzimy go w momencie zwątpienia, rozdartego pomiędzy własnymi przekonaniami a rzeczywistością, która gwałtownie się zmienia. Śledzimy jego wewnętrzną ewolucję. Jest ona bardzo ciekawie przedstawiona. Jest to moim zdaniem najciekawszy fragment książki.
Książka pokazuje również Thomasa Manna jako twórcę. Obserwujemy jego zmagania z pracą literacką, chwile zwątpienia oraz powolne dojrzewanie pomysłów, które zaowocują później powstaniem jednego z najważniejszych dzieł literatury XX wieku – Czarodziejskiej góry. 
Szczególnie wartościowe jest to, że autorka nie kreśli wyłącznie portretu wybitnego literata. Poznajemy Manna jako męża, ojca, człowieka pełnego sprzeczności, obaw i ambicji. To właśnie ten bardziej prywatny wymiar sprawia, że bohater staje się bliższy czytelnikowi. Znika dystans dzielący odbiorcę od wielkiego pisarza, a na pierwszy plan wysuwa się człowiek próbujący odnaleźć swoje miejsce w świecie znajdującym się na progu nowej epoki.
Autorka umiejętnie łączy fakty historyczne z elementami życia codziennego, dzięki czemu książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Nie jest to jednak pozycja pełna dynamicznych zwrotów akcji – jej siła tkwi raczej w nastroju, psychologicznej wnikliwości oraz umiejętności uchwycenia momentu przełomu w życiu człowieka i całego społeczeństwa.
Lato Thomasa Manna to interesująca i starannie napisana opowieść biograficzna, która pozwala spojrzeć na słynnego pisarza z zupełnie innej perspektywy. Polecam.

środa, 10 czerwca 2026

Splendor - Mika Modrzyńska

 



Wydawnictwo Czwarta Strona, Moja ocena 3,5/6
Splendor to teoretycznie thriller obyczajowy. Piszę teoretycznie, bo cech thrillera brak. Z tym gatunkiem literackim książka nie ma nic wspólnego. A szkoda, bo można było sprawnie napisać naprawdę ciekawy thriller. Mamy za to opowieść społeczno - obyczajową i atmosferę mazurskiej prowincji połączoną z dusznym światem luksusu, celebrytów i lokalnych układów. 
Sam punkt wyjścia brzmi intrygująco: młoda kobieta wraca po latach do rodzinnej miejscowości, by odkryć prawdę o śmierci ojca. Ta śmierć od początku wydaje się podejrzanie wygodna dla wielu osób. I tyle jeżeli chodzi o intrygujacy początek. Zagadka kryminalna, śmierć ojca bohaterki, absolutnie nei są atutem książki. Najciekawszy jest klimat mazurskich osad i poczucie, że pod elegancką fasadą kryje się coś wyjątkowo złego. 
Główna bohaterka, Melania Szlachcic, na początu wypada wiarygodnie i naturalnie. Nie jest typową nieomylną heroiną z sensacyjnych powieści, ale osobą zmęczoną przeszłością, pełną emocjonalnych pęknięć i jednocześnie bardzo zdeterminowaną. To jednak początek. W pewnym momencie Melania z ciekawej, bystrej osoby staje sie infantylną, zakochaną kobietą, której wszystko przychodzi nagle, bez żadnego wysilku. Słabe i naciągane, zresztąt sami się przekonajcie sięgając po Splendor
Bardzo dobrze za to wypada sama sceneria. Mazury w tej powieści nie są pocztówkową krainą jezior i wakacyjnego spokoju. To miejsce pełne napięć społecznych, starych urazów i zależności, z których trudno się wyrwać. Złota Zatoka – luksusowa kolonia bogaczy – staje się symbolem świata, w którym pieniądze pozwalają kontrolować narrację, uciszać niewygodnych ludzi i zamiatać problemy pod dywan. Kontrast pomiędzy bogactwem a moralnym rozkładem został pokazany sugestywnie. 
Styl Miki Modrzyńskiej jest bardzo prosty, ale obrazowy. I z ta obrazowością mam poważny problem. Ozdobników, opisów jest trochę za dużo. Sprawia to wrażenie trochę przekombinowanego stylu, jakby autorka próbowała ukryć niedocignięcia w fabule. Sama pomysł na fabułę, opisy Mazur są dobre. Ale ilość ozdobników i momentami infantylizmu...no cóż, trochę za dużo. 
Jest jeszcze jeden drobny minus - niektóre postacie drugoplanowe mogłyby zostać bardziej pogłębione, bo chwilami pełnią głównie funkcję nośników tajemnic lub podejrzeń. Część dialogów bywa też bardzo nienaturalna. W niektórych momentach bohaterowie mówią bardzo sztucznie. To widać w treści. I sam finał, taki hollywoodzki, naiwny i przewidywalny. Nie spełnił on moich oczekiwań. 
Mimo wszystko warto Splendor przeczytać, choćby dla Mazur. To jeden, naprawdę broniący się atut. Poza tym powieść ma kilka mocno zarysowanych społecznych tematów. Np. jest to historia o nierównościach społecznych, wpływie statusu na poczucie bezkarności oraz o tym, jak łatwo społeczność potrafi zaakceptować wygodną wersję wydarzeń. Autorka pokazuje, że największym zagrożeniem nie zawsze jest pojedynczy człowiek, ale system zależności i lojalności, który chroni wpływowych ludzi. Tematy bardzo ważne. Szkoda tylko, że autorka nie pociągnęla ich dalej. 
Splendor to propozycja dla osób lubiących lekkie książki psychologiczno-obyczajowe z lokalnym kolorytem, tajemnicą sprzed lat i krytyką świata elit. Nie jest to powieść rewolucyjna gatunkowo, ale zdecydowanie klimatyczna.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Saga Sigrun. Ja jestem Halderd - Elżbieta Cherezińska

 

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Saga Sigrun. Ja jestem Halderd to wspaniała powieść z surowym, mrocznym, niezwykle fascynującym światem Skandynawii przełomu X i XI wieku. Jesteśmy w okolicach dzisiejszego Trndheim w okresie gdy na te ziemie wkraca "nowe" i burzy stary prządek. 

To nie jest jedynie opowieść o wojnach, polityce i walce o władzę. To przede wszystkim historia kobiet – silnych, zranionych, kochających i próbujących odnaleźć własne miejsce w świecie rządzonym przez mężczyzn, honor i miecz.
Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć bohaterów z krwi i kości, bohaterów niejednoznacznych, takich jaki ch byśmy się nie spodziewali. Sigrun i Halderd są całkowicie różne, a jednak obie poruszają czytelnika. 
Obok fascynujących postaci najważniejsza jest historia. Pisarce udało się mistrzowsko połączyć bohaterów z wielką i mniejszą historią. To na wielki plus. Jednak najbardziej zachwycają dwie, wspomniane wcześniej bohaterki. Ich portrety sa po prostu niesamowite. Sigrun to nie tylko postać wpisana w realia epoki, ale przede wszystkim kobieta zdolna do głębokiej miłości i pragnąca być kochaną. Towarzyszymy jej przez kolejne etapy życia, obserwujemy jej lęki, rozczarowania i wewnętrzne przemiany. Jest to bardzo ciekawe, bo Sigrun na ówczesne czasy to osoba "w czepku urodzona, dziecko szczęścia", rozpieszczona jedynaczka. A i tak nasza bohaterka ma w życiu ciężko. Najbardziej fascynujące jest jej stopniowe dojrzewanie emocjonalne – sposób, w jaki zmienia się jej spojrzenie na siebie samą, na relacje i przemijanie. Cherezińska z dużą wrażliwością pokazuje psychikę pięknej kobiety, która musi pogodzić się z tym, że uroda i młodość nie są dane raz na zawsze. W Sigrun rodzi się również niepokój dobrze znany wielu dojrzałym kobietom – obawa przed utratą uczucia, przed zdradą i tym, czy miłość mężczyzny okaże się trwała mimo upływu czasu.
Z kolei Halderd to bohaterka niezwykle złożona, zupełne przeciwieństwo SZigrun. Jej życie naznaczone jest cierpieniem, stratą i walką o przetrwanie. To kobieta, która musiała nauczyć się twardości, by nie zostać zniszczoną przez świat. Obserwowanie, jak ze zwykłej, żle traktowanej dziewczyny staje się świadomą swojej siły osobą, jest jednym z najmocniejszych elementów tej powieści. Halderd budzi jednocześnie podziw i niepokój. Obie te postaci zafascynowały mnie od samego początku, każdej z nich kibicowałam. 
Ogromnym atutem książki jest także niezwykły klimat. Elżbieta Cherezińska w wyjątkowy sposób oddaje nordyckiego ducha. Osoby zafascynowane średniowiecznym klimatami północnej Europy, będą zachwycone. Mamy więc: surowość fiordów, brutalność codziennego życia, honor wojowników i nieustanną obecność przeznaczenia, czegoś nadnaturalnego, co jawi się na każdym kroku. Czytając tę powieść, niemal można poczuć zimny wiatr znad morza i usłyszeć pieśni skaldów. Autorka wspaniale ukazuje również konflikt starej wiary z chrześcijaństwem. Dawni bogowie powoli ustępują miejsca nowemu Bogu, a ludzie próbują odnaleźć się w rzeczywistości. Jak to wychodzi? Sami się przekonajcie w trakcie lektury tej niezwykłej historii. 
Saga Sigrun to powieść pełna emocji – miłości, bólu, tęsknoty, gniewu i nadziei. Cherezińska nie idealizuje swoich bohaterów, dzięki czemu stają się oni niezwykle autentyczni. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, a los splata życie postaci w sposób nieunikniony i często tragiczny. Przepowiednia, która łączy Sigrun i Halderd, dodaje całej historii atmosfery niepokoju i przeznaczenia, od którego nie można uciec.
Saga Sigrun. Ja jestem Halderd to książka, od której trudno się oderwać. To opowieść monumentalna, pełna barwnych postaci i wielkich emocji, ale jednocześnie bardzo delikatna jeżeli chodzi o bohaterki i poruszająca. Polecam ją wszystkim miłośnikom twórczości Elżbiety Cherezińskiej, a także czytelnikom, którzy szukają w literaturze epickich sag, silnych bohaterów i historii pozostających w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Polecam.

niedziela, 7 czerwca 2026

Wenecja. Niezatapialna



Dotarła do mnie ta wspaniała książka. Wenecja to moje ukochane miasto. Mam całkiem pokażny zbiór książek o Serenissimie, ale ciagle mi mało :) Lektura zapowiada się wspaniale.

1600 lat Wenecji w jednym tomie. Monumentalna biografia miasta, które stało się symbolem miłości, dekadencji i sztuki. Aż 60 ilustracji, zdjęć i map! Takiego wydania jeszcze nie było!
Z wysokości Kolumny św. Marka skrzydlaty lew z otwartą księgą, symbol Wenecji, patrzy na miasto, którego burzliwe dzieje tworzą jedną z najstarszych, a jednocześnie najbardziej wyrafinowanych i inspirujących opowieści przynależnych europejskiej kulturze i cywilizacji. Weneccy kupcy, niepodzielni władcy mórz i przebiegli dyplomaci, przez wieki dyktowali światu nie tylko ceny pieprzu, jedwabiu czy złota, ale i kanony piękna, styl życia, prawo oraz kierunki globalnej polityki, a to w sposób zazwyczaj mało przyjazny wobec bliższych i dalszych sąsiadów. I podczas gdy tłumy zachwyconych artystów, myślicieli, marzycieli, a także zwykłych hedonistów ciągnęły nad Canal Grande, aby chłonąć magiczną atmosferę miejsca, liczebniejsi jeszcze wrogowie i rywale oddawali się pragnieniu, by rzucić Wenecję na kolana, upokorzyć, splądrować i ukarać – za pychę, chciwość, bezwzględność.
W jaki sposób krucha metropolia na wodzie przetrwała pośród rozlicznych zagrożeń, targana własnymi namiętnościami i wewnętrznym niepokojem? Czy narażona na zmiany klimatu, zadeptywana przez turystów i wyludniająca się Wenecja także tym razem wymknie się ze śmiertelnej pułapki? Zestawiając romantyczny mit, czarną legendę oraz przełomowe wydarzenia z długiej historii Wenecji, brytyjski historyk Jonathan Keates wciąga nas w błyskotliwą narrację łączącą tajemnicę, przygodę i twarde rachunki.

środa, 3 czerwca 2026

W - Igor Štiks



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
W to książka, której nie da się jednoznacznie zaklasyfikować. Z jednej strony to misternie skonstruowany, pasjonujący thriller polityczny, pełen tajemnic, gier i sekretów ukrywanych przez dekady. Z drugiej – to melancholijna opowieść o rozpadzie wielkich marzeń XX wieku, o pokoleniu ludzi wierzących, że historia może zostać napisana od nowa. 
Igor Štiks bez wątpienia stworzył powieść wyjątkową, intelektualnie wymagającą, ale jednocześnie niezwykle emocjonalną. Przez całą leturę towarzyszyło mi pytanie - co pozostaje po rewolucjach, kiedy opadnie kurz ideologii, kiedy wydaje się, że wszystko pójdzie ok, co z tego wynika, co pozostaje z szumnych haseł? Opowiedziana historia jest smutna, ale jakże prawdziwa i ponadczasowa. 
Już od pierwszych stron autor buduje atmosferę niepokoju i niedopowiedzenia. Młody pisarz i uchodźca z Sarajewa, żyjący na emigracji w Paryżu, zostaje wciągnięty w zagadkę testamentu Waltera Stiklera – legendarnego krytyka komunizmu. Sam motyw testamentu jest bardzo ciekawy i działa tu jak zapalnik. Od testamentu rozpoczyna się wielka podróż. Toczy się ona nie tylko przez różne kraje Europy, lecz przede wszystkim przez pamięć, polityczne złudzenia i traumę wojny. Bardzo poruszająca opowieść, bo taka prawdziwa, w kontekście tego, co dzieje się wokół nas. 
Największą siłą tej powieści jest sposób, w jaki Štiks mówi o ideologiach. Nie tworzy wprost jakby aktu oskarżenia wobec komunizmu ani wygodnych lewicowych marzeń, nie stawia zarzutów wprost. Zamiast tego pokazuje dramat ludzi, którzy autentycznie wierzyli w możliwość stworzenia sprawiedliwego świata, a potem musieli patrzeć, jak ich idee zamieniają się w przemoc, fanatyzm albo cynizm. Skąd my to znamy :(
W tle tej historii nieustannie obecne są Bałkany – przestrzeń naznaczona wojną, rozpadem Jugosławii i pamięcią o utraconym świecie. Štiks pisze o nich bez politycznego patosu, pisze ciekawie, poruszająco. Jego Bałkany są żywe, bolesne i niejednoznaczne. Wojna nie jest tutaj wyłącznie wydarzeniem historycznym; pozostaje raną, która kształtuje życie bohaterów i kolejnych pokoleń. 
Szczególnie poruszające są momenty, gdy autor pokazuje psychikę emigranta – człowieka zawieszonego między językami, krajami i tożsamościami. Bohater W nie należy już do Sarajewa, ale nigdy do końca nie stanie się też Paryżaninem. To uczucie jakby wykorzenienia jest cały czas obecne.
Bardzo ciekawa jest fabuła, jej konstrukcja. Štiks umiejętnie dawkuje informacje, prowadzi czytelnika przez kolejne warstwy tajemnicy. Każde odkrycie rodzi nowe pytania. Poza tym mamy enigmatycznego Wladimira. Ten bohater jest symbolem wszystkich niejednoznaczności XX wieku – rewolucjonisty, terrorysty, idealisty i zbrodniarza jednocześnie. Bardzo ciekawy jest suspens. Służy on tutaj pokazaniu, że historia zawsze jest układanką zbudowaną z przemilczeń, manipulacji i subiektywnych wspomnień. 
Niewątpliwie to książka, która wymaga skupienia, ale nagradza cierpliwego czytelnika rozkoszą czytania i satysfakcją. Wiele fragmentów brzmi jak refleksja nad losem całej współczesnej Europy – kontynentu bardzo zmęczonego historią. 
Najbardziej poruszające w W jest jednak pytanie o cenę prawdy. Bohaterowie stopniowo odkrywają, że poznanie przeszłości nie przynosi ukojenia ani moralnej jasności. Wręcz przeciwnie – zmusza do konfrontacji z własnymi złudzeniami. Finał powieści jest mistrzowski, ale pozostawia czytelnika z uczuciem niepokoju i smutku. To ponadczasowa, genialna i bardzo poruszająca lektura. Warto wejść w labirynt pytań, historii, idei i ludzi pozbawionych złudzeń. Polecam. 

 

niedziela, 31 maja 2026

Miłość, wino i mój były - Monika Hakowska

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4/6
Miłość, wino i mój były to książka, która już od pierwszych stron daje czytelnikowi dokładnie to, co obiecuje okładka: emocje, humor, odrobinę romantycznego chaosu i atmosferę włoskiego dolce vita. Idealna, niezobowiązująca lektura na lato. Monika Hakowska stworzyła historię lekką i pełną ciepła, ale jednocześnie zaskakująco trafnie pokazującą, jak wygląda moment, w którym życie nagle rozsypuje się na kawałki — i jak można z tych kawałków ułożyć coś znacznie piękniejszego niż wcześniej. 
Główna bohaterka, Elena, wydaje się kobietą, która ma wszystko pod kontrolą. Praca, małżeństwo, uporządkowana codzienność — wszystko funkcjonuje według dobrze znanego rytmu. Dlatego moment, kiedy po powrocie z delegacji zamiast czułego powitania znajduje w skrzynce mail z pozwem rozwodowym, działa jak cios w żołądek. 
Ważne, że autorka nie zamienia opowiadanej historii w ciężki dramat o zdradzie i rozstaniu. Wręcz przeciwnie — książka szybko nabiera lekkości dzięki relacji Eleny i Julii. Ich przyjaźń jest naturalna, pełna ironii, wzajemnego wsparcia i rozmów, które brzmią tak, jakby podsłuchano prawdziwe przyjaciółki przy winie. Julia wnosi do fabuły energię i chaos, bez których historia mogłaby stać się zbyt przewidywalna. To właśnie ona sprawia, że zamiast siedzieć w domu i analizować każdy szczegół rozwodu, Elena trafia do toskańskiego ośrodka dla złamanych serc.
I tutaj książka rozkwita na dobre. Więcej wam nic nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej lekkiej, ale naprawdę ciekawej książki. Czasami każda z nas potrzebuje czegoś lekkiego, ale nie infantylnego, czegoś co poprawi humor i pomoże odsunąć na bok stres i problemy.
Ogromnym atutem książki jest humor. Nie jest to komedia oparta na wymuszonych gagach, ale na sytuacyjnej lekkości, trafnych dialogach i autoironii bohaterów. Elena nie staje się papierową „silną kobietą”, która po rozstaniu natychmiast odzyskuje pewność siebie. Bywa zagubiona, impulsywna, momentami śmieszna i boleśnie ludzka. Właśnie dlatego łatwo jej kibicować. Wiele czytelniczek odnajdzie w bohterce samą siebie. 
Styl Moniki Hakowskiej jest lekki, dynamiczny i niezwykle filmowy. To jedna z tych książek, które „same się czytają”, bo autorka dobrze wyczuwa momenty humorystyczne, romantyczne i bardziej refleksyjne. 
Jeśli miałbym wskazać słabsze strony, można zauważyć, że niektóre zwroty akcji są dość przewidywalne, a część bohaterów drugoplanowych mogłaby zostać pogłębiona. Jednak w przypadku literatury obyczajowej o takim charakterze nie jest to poważny problem — największą wartością pozostają emocje i atmosfera, a tych zdecydowanie tutaj nie brakuje. 
Miłość, wino i mój były to ciepła, zabawna powieść o tym, że koniec jednego etapu życia wcale nie musi oznaczać katastrofy. To historia o odzyskiwaniu siebie, o kobiecej przyjaźni, o odwadze do zaczynania od nowa i o tym, że czasem najlepsze rzeczy przychodzą wtedy, gdy przestajemy kurczowo trzymać się przeszłości. Idealna dla czytelników, którzy lubią romantyczne historie z humorem, włoskim klimatem i bohaterkami, które przypominają prawdziwych ludzi.

 

sobota, 30 maja 2026

Normandia. Życie między przypływem a odpływem - Agnieszka Łopatowska

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5/6
Są książki podróżnicze, które pełnią funkcję przewodnika. Są reportaże historyczne, które porządkują fakty. Są też opowieści kulinarne, po których ma się ochotę natychmiast zarezerwować stolik w małej nadmorskiej restauracji. Normandia. Życie między przypływem a odpływem jest czymś znacznie więcej niż sumą tego wszystkiego. To książka, która pachnie mokrą trawą, słonym powietrzem i świeżo pieczonymi naleśnikami. To literacka podróż przez region, w którym historia jest na każdym kroku. To poprostu przepiękny, magiczny obraz. 
Autorka nie tworzy klasycznego przewodnika po Normandii. Nie prowadzi czytelnika od punktu A do punktu B, nie zasypuje datami ani suchymi informacjami. Zamiast tego buduje wielowymiarową opowieść o miejscu, które żyje własnym rytmem – rytmem przypływów i odpływów, pamięci i współczesności, prostoty i wyrafinowania. Łopatowska pisze o Normandii tak, jak opowiada się o kimś bliskim: z czułością, fascynacją i ogromną uważnością na szczegóły.
Największą siłą tej książki jest atmosfera. Już od pierwszych stron czytelnik zanurza się w świat kamiennych miasteczek, rozległych plaż, sadów jabłoniowych i targów pełnych lokalnych serów. Autorka potrafi niezwykle sugestywnie oddać charakter regionu – nie tylko poprzez obrazy, ale też smaki, zapachy i dźwięki. Czytając o cydrze produkowanym według dawnych receptur czy legendarnych omletach Mère Poulard, ma się wrażenie uczestniczenia w prawdziwej podróży kulinarnej.
Jednocześnie książka ta to nie tylko piękne, magiczne obrazy. To coś więcej, a pod lekkim, pełnym wdzięku stylem kryje się ogromna wiedza i reporterska dociekliwość autorki. Łopatowska przypomina o wikińskich korzeniach Normandii, o korsarzach, królach i wojnach, które odcisnęły piętno na regionie. Szczególnie interesujące są fragmenty poświęcone ludziom – zarówno historycznym bohaterom, jak i współczesnym mieszkańcom. Dzięki temu ta książka jest także magią zaklętą w ludziach i ich opowieściach, losach. 
Poza tym autorka pokazuje Normandię oczami impresjonistów, przywołując miejsca związane z Monatem, Boudinem czy Courbetem. Opisy światła odbijającego się od morza i zmiennego nieba nad klifami brzmią niemal jak fragmenty malarskiego eseju. To jedna z tych książek, po których zaczyna się rozumieć, dlaczego właśnie ten region stał się inspiracją dla tylu artystów. Po prostu cudo i magia. 
Agnieszka Łopatowska pisze lekko, obrazowo i z wyczuciem rytmu, co jest kolejnym atutem książki. Nie popada w przesadny zachwyt ani egzaltację, choć wyraźnie czuć jej fascynację Normandią. Dzięki temu narracja pozostaje naturalna i autentyczna. Autorka umiejętnie przeplata anegdoty, lokalne podania, fakty historyczne i własne obserwacje.
Książka ma też wyjątkową zdolność budzenia tęsknoty za podróżą. Nawet osoby, które wcześniej nie interesowały się Normandią, po lekturze zaczynają marzyć o wyprawie do tego magicznego regionu.
Agnieszka Łopatowska stworzyła publikację, która działa jak spokojny przypływ – powoli wciąga czytelnika w swój świat, by po ostatniej stronie pozostawić go z poczuciem, że właśnie wrócił z niezwykłej wyprawy.

 

czwartek, 28 maja 2026

Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach - Mikołaj Golachowski

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6

Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach to wspaniała opowieść, którą trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Z jednej strony jest to pełna humoru i anegdot opowieść podróżnicza, z drugiej – fascynujący wykład o biologii, ekologii i historii eksploracji obszarów polarnych. Mikołaj Golachowski stworzył książkę, która potrafi jednocześnie rozśmieszyć, wzruszyć i obudzić autentyczny zachwyt nad światem natury. Dodatkowo od lektury trudno sie oderwać. 
Już sam tytuł sugeruje, że nie będzie to suchy akademicki wykład. Autor od początku prowadzi narrację lekko, swobodnie i z ogromnym dystansem do siebie. Czytelnik szybko ma wrażenie, że siedzi obok doświadczonego polarnika przy kubku gorącej herbaty i słucha historii opowiadanych przez człowieka, który naprawdę przeżył wszystko, o czym mówi. Ta autentyczność jest największą siłą książki. Golachowski nie udaje nieomylnego naukowca ani romantycznego zdobywcy. Pokazuje polarne wyprawy takimi, jakie są: zachwycające, absurdalne, niebezpieczne, męczące i czasem zwyczajnie śmieszne. 
Ogromnym atutem jest sposób, w jaki autor opowiada o zwierzętach. Nie są one wyłącznie obiektami badań naukowych. Każdy gatunek staje się tu bohaterem osobnej historii. Pingwiny okazują się stworzeniami komicznymi i zadziwiająco „ludzkimi” w zachowaniach, słonie morskie przypominają brutalnych osiłków, a wieloryby nabierają wyjątkowego, niemal mistycznego charakteru. Golachowski potrafi pisać o biologii w sposób niezwykle przystępny i fascynujący. 
Szczególnie interesujące są fragmenty dotyczące pracy badawczej w Antarktyce. Opisy wielomiesięcznego życia w ekstremalnych warunkach pokazują, jak daleko od romantycznych wyobrażeń o nauce znajduje się rzeczywistość terenowego biologa. Jest tam zimno, błoto, smród fok, niewyspanie i ciągła walka z pogodą. A jednocześnie z tych trudów wyłania się prawdziwa fascynacja światem przyrody. Golachowski bardzo umiejętnie pokazuje, że nauka nie jest sterylnym procesem laboratoryjnym, ale przygodą wymagającą cierpliwości, odporności psychicznej i ogromnej pasji. 
Książka wyróżnia się także szerokim kontekstem historycznym i kulturowym. Autor nie ogranicza się do opowieści o zwierzętach. Wplata historie dawnych wypraw polarnych, katastrof ekspedycji, odkrywców, którzy zniknęli bez śladu, oraz rdzennych mieszkańców Arktyki. Dzięki temu czytelnik dostaje coś więcej niż zbiór przyrodniczych ciekawostek – otrzymuje wielobarwną opowieść o ludzkiej obsesji odkrywania krańców świata. Autor nie idealizuje historii eksploracji, pokazuje również jej brutalne i tragiczne konsekwencje. 
Jedną z największych zalet książki jest humor. Golachowski ma talent do wyłapywania absurdów codzienności i opowiadania o nich z ogromnym wyczuciem komizmu. Potrafi w jednym akapicie przejść od naukowej ciekawostki do anegdoty o śmierdzących fokach albo o kompromitujących sytuacjach podczas pracy terenowej. Dzięki temu książkę czyta się niezwykle lekko i z wielkim usmiechem na twarzy. Humor nigdy jednak nie zamienia się w tanią błazenadę – pozostaje inteligentny, często autoironiczny i bardzo naturalny. 
Warto też podkreślić emocjonalną stronę tej publikacji. Choć dominują humor i fascynacja naturą, autor nie unika tematów trudnych. Pisze o wymieraniu gatunków, skutkach działalności człowieka, zmianach klimatycznych i okrucieństwie natury. Nie robi tego jednak mentorskim tonem. Zamiast moralizować, pokazuje świat takim, jaki jest – piękny, ale jednocześnie bezwzględny. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące trudów przetrwania młodych zwierząt w ekstremalnych warunkach.
Rozszerzone wydanie z nowym wstępem dodatkowo wzmacnia wrażenie obcowania z książką dojrzalszą i bardziej osobistą. Widać, że autor po latach wraca do swoich doświadczeń. Robi to z większym dystansem i refleksją. 
Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach to znakomita książka dla wszystkich, którzy lubią inteligentną literaturę popularnonaukową, reportaż podróżniczy i opowieści o naturze. Łączy ogromną wiedzę z poczuciem humoru, przygodę z refleksją, a naukę z autentyczną pasją odkrywcy. To jedna z tych książek, po których człowiek ma ochotę natychmiast oglądać dokumenty o Arktyce, czytać o wyprawach polarnych albo po prostu dowiedzieć się więcej o świecie zwierząt. I właśnie dlatego działa tak dobrze. Polecam.

 

poniedziałek, 25 maja 2026

Tajemnice sojuszników Hitlera - Krzysztof Drozdowski

 


Wydawnictwo Replika, Moja ocena 5,5/6
Jest to publikacja, która wychodzi daleko poza klasyczne opowieści o II wojnie światowej. Zamiast po raz kolejny skupiać się wyłącznie na Niemczech i działaniach Hitlera, autor kieruje uwagę czytelnika na tych, którzy zdecydowali się stanąć u boku III Rzeszy. Czynili to z różnych powodów, oportunizmu, strachu, politycznej kalkulacji albo zwykłej żądzy władzy. Efektem jest fascynująca, momentami wręcz szokująca podróż przez najmroczniejsze zakamarki wojennej dyplomacji i moralnych kompromisów XX wieku. 
Już od pierwszych rozdziałów widać, że Drozdowski nie zamierza pisać książki wygodnej ani powierzchownej. Autor stawia trudne pytania: czy sojusznicy Hitlera byli jedynie bezwolnymi marionetkami Berlina? Czy może świadomie uczestniczyli w zbrodniach wojennych, licząc na własne korzyści polityczne i terytorialne? Odpowiedzi, jakie odnajdujemy na kartach książki, są niejednoznaczne — i właśnie to stanowi największą siłę tej publikacji.
Ogromnym atutem książki jest szerokie spojrzenie na relacje między Hitlerem a Benito Mussolinim, oraz na Japonię i jej wojenne działania. Rozdziały dotyczące Kempeitai, eksperymentów medycznych czy kamikadze należą do najmocniejszych części publikacji. Autor nie epatuje tanią sensacją, ale konsekwentnie pokazuje skalę fanatyzmu i brutalności, jaka rozwijała się w cieniu imperialnej ideologii Japonii. Czytelnik dostaje obraz wojny znacznie bardziej globalny, brutalny i skomplikowany niż ten znany z podręczników szkolnych. 
Ważnym elementem jest również analiza udziału sojuszników Hitlera w Holokauście. Badacz nie unika tematów niewygodnych — opisuje współudział lokalnych władz, formacji paramilitarnych i administracji państw sprzymierzonych z III Rzeszą. Warto pamiętać, że wielu europejskich przywódców i państw aktywnie uczestniczyło w systemie prześladowań, deportacji i eksterminacji. 
Narracja autora jest dynamiczna i przystępna. Książkę czyta się jak polityczny thriller, mimo że opiera się na autentycznych wydarzeniach historycznych. Drozdowski umiejętnie łączy fakty historyczne z mniej znanymi anegdotami, tajnymi negocjacjami i kulisami działań dyplomatycznych. Dzięki temu publikacja nie zamienia się w suchy wykład historyczny, lecz wciąga czytelnika i utrzymuje napięcie niemal do ostatniej strony. 
Na uwagę zasługuje także sposób, w jaki autor przedstawia motywacje państw współpracujących z Hitlerem. Nie ogranicza się do prostych oskarżeń czy czarno-białych ocen. Pokazuje lęk przed komunizmem, ambicje odzyskania utraconych ziem, konflikty etniczne i polityczne napięcia wewnętrzne. Dzięki temu książka staje się nie tylko opowieścią o wojnie, ale również studium mechanizmów politycznego oportunizmu i moralnego upadku elit.
Ogromnym atutem sa także liczne fotografie, które uzupełniają naszą wiedzę. 
Nie oznacza to jednak, że publikacja jest pozbawiona wad. Momentami można odnieść wrażenie, że autor próbuje poruszyć zbyt wiele tematów naraz. Niektóre rozdziały aż proszą się o głębsze rozwinięcie, szczególnie wątek technologii wojennych i „cudownych broni”, nad którymi pracowali sojusznicy III Rzeszy. Czytelnik zainteresowany szczegółową analizą militarną może odczuć lekki niedosyt. Nie zmienia to jednak faktu, że książka doskonale spełnia swoją rolę i jest po prostu bardzo dobra. 
Tajemnice sojuszników Hitlera to lektura ważna, potrzebna i niezwykle aktualna w swoich przesłaniach. Pokazuje bowiem, jak łatwo polityczny pragmatyzm może prowadzić do katastrofy moralnej oraz jak często historia budowana jest na kompromisach zawieranych za zamkniętymi drzwiami. 
Krzysztof Drozdowski stworzył publikację, która nie tylko dostarcza wiedzy, ale też zmusza do refleksji. Po jej lekturze trudno patrzeć na historię II wojny światowej wyłącznie przez pryzmat starcia Niemiec z aliantami. Autor przypomina, że za sukcesami i zbrodniami III Rzeszy stali także ci, którzy z różnych powodów zdecydowali się podać Hitlerowi rękę.

 

sobota, 23 maja 2026

Kiedyś były tu wilki - Charlotte McConaghy

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5,5/6
Kiedyś tu były wilki to książka, która zostaje w człowieku na długo jeszcze po przeczytaniu ostatniej strony. To nie jest zwykły thriller ani tylko opowieść o naturze. To historia o bólu, stracie, samotności i desperackiej potrzebie ocalenia innych, ale też samego siebie. Charlotte McConaghy stworzyła powieść surową i piękną jednocześnie, pełną emocji, które momentami wręcz ściskają gardło. 
Już od pierwszych stron czuć ciężar opowieści. Mamy mglistą, chłodnę Szkocję, dzikie Highlands i wilki wypuszczane na wolność. To wszystko tworzy niezwykły klimat — niepokojący, ale i hipnotyzujący. Autorka opisuje przyrodę w taki sposób, że niemal słychać wiatr, czuje się mokrą ziemię i obecność zwierząt gdzieś pomiędzy drzewami. Natura w tej książce nie jest tłem. Ona żyje. Oddycha. Patrzy na człowieka, ocenia go po cichu i jest pełnoprawnym, ba głównym bohaterem. 
Ogromną siłą są też bohaterowie. Inti Flynn nie jest idealna. Jest poraniona, zmęczona życiem, pełna lęku i gniewu. Nosi w sobie ogromny ciężar przeszłości, a jednocześnie próbuje ratować świat wokół siebie. Jej relacja z siostrą jest przejmująca — pełna miłości, ale też cierpienia i bezradności. Czytając o nich, trudno pozostać obojętnym. 
Bardzo poruszające jest to, jak autorka pokazuje traumę. Nie robi tego w przesadzony czy melodramatyczny sposób. Trauma w tej książce jest cicha, ukryta w gestach, a najczęściej w milczeniu. Bohaterowie próbują normalnie żyć, ale przeszłość ciągle depcze im po piętach. Dzięki temu emocje wydają się autentyczne i bardzo ludzkie. 
Ogromne wrażenie robi też sposób przedstawienia wilków. McConaghy nie tworzy z nich potworów. Pokazuje je jako część natury — dziką, potrzebną, niezrozumianą przez ludzi. W pewnym momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać, kto właściwie jest tutaj bardziej niebezpieczny: zwierzęta czy człowiek. I właśnie wtedy książka uderza najmocniej. Więcej niczego nie zdradzę. Zachęcam was za to do lektury. 
Fabuła rozwija się spokojnie, ale napięcie rośnie niemal niezauważalnie. Pojawiają się pytania:„kto zabił?”, „do czego człowiek jest zdolny, gdy kieruje nim strach lub miłość?”. Nie ma na nie łatwej i oczywistej odpowiedzi. 
Ta powieść porusza i jest bardzo emocjonalna. Są momenty piękne i pełne nadziei, ale jest też dużo bólu. Niektóre sceny naprawdę łamią serce. Jednocześnie książka daje coś ważnego — przypomina, jak bardzo człowiek oddalił się od natury i jak często niszczy to, czego nie rozumie. Autorka nie moralizuje, ale zmusza do refleksji. 
Język książki jest prosty, ale niezwykle obrazowy. Nie ma tutaj zbędnych ozdobników. Każde zdanie wydaje się przemyślane i potrzebne. Dzięki temu historię czyta się szybko, choć emocjonalnie bywa ciężka. To jedna z tych książek, które chce się czytać dalej, ale jednocześnie ma się ochotę zatrzymać i chwilę pomyśleć.
To książka smutna, piękna i bardzo potrzebna. Taka, która zostawia ślad. Próbowalam ją czytać we fragmentach, żeby za szybko nie skończyć, ale nie dałó się, musiałąm ją połknąć na raz. Polecam, przepiękna opowieść.

 

piątek, 22 maja 2026

Antidotum - Karen Russell

 




Wydawnictwo Znak, Moja ocena 6/6
Antidotum to książka, która opowiada o pamięci, sekretach, co z nich wynika i bardzo trudnych emocjach. Ważne, że autorka opowiada tę historię w sposób bardzo przystępny, bardzo ciekawy, mimo że temat jest ciężki.
Historia rozgrywa się w małym miasteczku Uz, gdzie żyje kobieta nazywana Antidotum. Ma ona niezwykłą zdolność: potrafi przechowywać cudze wspomnienia, zwłaszcza te bolesne. Ludzie oddają jej swoje traumy, żeby choć na chwilę poczuć ulgę. To ciekawy pomysł, bo każdy z nas czasem chciałby zapomnieć o czymś trudnym. Marzę o takiej Antidotum obok mnie.
Wszystko się komplikuje, gdy wielka burza piaskowa niszczy miasto. Razem z miastem znika kontrola nad tymi ukrytymi wspomnieniami. Nagle sekrety mogą wyjść na jaw, a to staje się niebezpieczne dla wielu osób, w tym dla samej Antidotum. A to dopiero początek. Myślicie - zwykła burza, co to takiego. O nie, to kataklizm na miarę nie tylko tego miasteczka. To nie katastrofa kilkorga mieszkańców. To jakby zniszczeniu uległ cały dotychczasowy świat mieszkańców Uz i okolicy.
Bohaterowie są wspaniale nakreśleni. Obok Antidotum, bardzo ciekawa jest Dell. To młoda dziewczyna, pełna energii, koszykarka, która aż tętni od emocji, energii, ale również coś ukrywa. Jej relacja z Antidotum jest jednym z najciekawszych elementów książki. Na początku są sobie obce, ale z czasem zaczynają sobie pomagać. Ich historia pokazuje, że nawet bardzo różni ludzie mogą się zrozumieć, jeśli mają wspólny problem. 
Historia, choć z pozoru może wydawać się dziwna, jest wspaniała, poruszająca. Jednak książka bywa momentami ciężki emocjonalnie, bo i sama tematyka jest emocjonalna. Autorka dobrze oddaje uczucia bohaterów — strach, wstyd, poczucie winy. Czytelnik może się zatrzymać i pomyśleć o własnych doświadczeniach. Jestem przekinana, iż każdy z nas odnajdzie w tej historii fragment siebie.
Ale Antidotum to coś więcej niż opwieść o ludziach, ich emocjach i sekretach. Russel stworzyła jakby mocny manifest, w którym porusza kwestię niesprawiedliwości społecznej, cierpienia ludzi, bezkarności jednostek, obojętności systemu i wiele innych. Poruszane są jakże ważne i aktualne tematy - migracja, przemoc, dyskryminacja, kwestie klimatu i wiele innych kwestii. Dużo można wymieniać. Bardzo poruszyła mnie ta społeczna wymowa Antidotum
Poza tym pisarka stawia mocne, ważne pytania. Jedno z nich brzmi: czy lepiej pamiętać wszystko, nawet to, co boli, czy może lepiej zapomnieć i iść dalej? Książka nie daje jednej odpowiedzi. Pokazuje raczej, że i jedno, i drugie ma swoją cenę. Czy zapomnienie jest formą ocalenia, czy zdrady? A może to pamięć — nawet ta najboleśniejsza — jest fundamentem tożsamości. Bez niej człowiek staje się pusty. A wy, jak sądzicie?
Antidotum to powieść poruszająca, o granicach wytrzymałości — jednostki i wspólnoty. O tym, jak przeszłość przenika teraźniejszość, niezależnie od naszych wysiłków, by ją zakopać. I wreszcie: o odpowiedzialności.
Lektura nie jest lekka, ale warto zadać sobie trochę trudu. Książka skłania do myślenia i zostaje w głowie na długo. Antidotum zostawia czytelnika w stanie niepokoju, ale też dziwnej, gorzkiej nadziei. Na co? Sami się przekonajcie. Zachęcam do lektury.

 

wtorek, 19 maja 2026

Stare klisze - Leopold Starzewski

 




Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6

Stare klisze to niezwykły i bardzo ciekawy zapis życia człowieka, który znalazł się w samym środku wielkich przemian historycznych. To nie jest typowa autobiografia ani klasyczna książka historyczna – bliżej jej do osobistego dziennika, w którym przeszłość miesza się z refleksją, a fakty z emocjami.
Już od pierwszych stron widać, że autor nie pisze po to, by imponować czytelnikowi wiedzą czy stylem. Jego opowieść jest naturalna, momentami bardzo intymna. Starzewski prowadzi narrację tak, jakby rozmawiał z kimś bliskim – spokojnie, bez pośpiechu, często wracając do tych samych wydarzeń, by spojrzeć na nie z innej perspektywy. To taka opowieść stryja, dziadka, z którym czytelnik siedzi przy kubku dobrej herbaty i nie może się nasłuchać. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w procesie myślenia, życia autora, a nie tylko odbierania gotowej historii.
Ogromną wartością książki jest jej tło historyczne. Autor żył w czasach dramatycznych – obejmujących m.in. okres II wojny światowej i trudne lata powojenne – i potrafił pokazać je przez życie zwykłych ludzi. Wielka polska, światowa historia zostały świetnie splecione z małymi historiami wielu ludzi. To właśnie codzienność, relacje międzyludzkie, zmiany społeczne i mentalne stają się głównym tematem tej książki. 
Szczególne miejsce w Starych kliszach zajmuje Kraków. Miasto to nie jest tu tylko tłem wydarzeń – staje się pełnoprawnym bohaterem książki. Starzewski pokazuje Kraków jako przestrzeń żywą, pełną rytuałów, zwyczajów i charakterystycznych postaci. Opisy ulic, spotkań, codziennych sytuacji są tak sugestywne, że czytelnik może poczuć atmosferę dawnego miasta – jego tempo, klimat i specyficzny sposób życia. Dla mnie, wielbicielki historii i Krakowa, po prostu magia. Autor z dużą wrażliwością odtwarza świat, który już nie istnieje: rodzinne tradycje, dawne formy grzeczności, sposób spędzania czasu czy relacje między ludźmi. Pokazuje, jak bardzo zmieniła się rzeczywistość i jak trudno było wielu osobom odnaleźć się w nowych warunkach. Jednocześnie nie idealizuje przeszłości – dostrzega jej ograniczenia i problemy, ale potrafi też docenić jej wartość.
Ważnym elementem książki są także portrety ludzi. Starzewski miał okazję znać wiele wybitnych postaci swojej epoki, takich jak Tadeusz Boy-Żeleński czy Stanisław Wyspiański. Jednak zamiast tworzyć pomnikowe wizerunki, pokazuje ich jako zwykłych ludzi – z ich słabościami, przyzwyczajeniami i codziennymi zachowaniami. To sprawia, że te postacie stają się bliższe i bardziej autentyczne.
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest jej refleksyjny charakter. Autor nie ogranicza się do opisywania wydarzeń – stale je analizuje, interpretuje i odnosi do własnego życia. Widać wyraźnie, że pisanie pamiętnika jest dla niego formą rozrachunku z przeszłością. To próba zrozumienia samego siebie, swoich wyborów i tego, jak czas wpływa na człowieka.
Styl Starzewskiego można określić jako spokojny i obrazowy. Nie znajdziemy tu dynamicznej akcji ani nagłych zwrotów fabularnych. Zamiast tego dostajemy serię „klisz” – zatrzymanych momentów, które razem tworzą większą całość. Każdy z tych fragmentów ma swój nastrój i znaczenie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się niepozorny.
Książka ma też dużą wartość poznawczą. Jest swego rodzaju kroniką zmian społecznych i obyczajowych – pokazuje, jak zmieniały się systemy polityczne, jak wpływały na życie ludzi i jak kolejne pokolenia próbowały się do nich dostosować. To cenne źródło wiedzy nie tylko o samym autorze, ale też o całej epoce.
Nie jest to jednak lektura dla każdego. Osoby szukające szybkiej, wciągającej fabuły mogą poczuć się rozczarowane. Stare klisze wymagają cierpliwości i skupienia. To książka, którą czyta się powoli, często wracając do poszczególnych fragmentów. W zamian oferuje jednak coś więcej niż rozrywkę – daje przestrzeń do refleksji nad własnym życiem i przemijaniem.
Podsumowując, Stare klisze to wyjątkowa książka – spokojna, głęboka i bardzo osobista. To opowieść o czasie, pamięci i człowieku, który próbuje zrozumieć swoje miejsce w historii. Nie narzuca interpretacji, ale zachęca do własnych przemyśleń. I właśnie w tej prostocie oraz szczerości tkwi jej największa siła.

 

sobota, 16 maja 2026

Chłód - Weronika Mathia

 


Wydawnictwo Czwarta Strona, Moja ocena 5/6
Kolejna świetna książka Weroniki Mathii. 
Chłód to kryminał, który dosłownie przenik, aż do szpiku kości. Powodem jest nie tylko zimowa, mroźna sceneria, ale przede wszystkim  wszechogarniająca atmosfera niepokoju, tajemnicy i emocjonalnego napięcia. To książka, która wciąga bez reszty i nie pozwala o sobie zapomnieć jeszcze długo po zakończeniu lektury.
Autorka stworzyła historię wielowymiarową, gęstą od sekretów, niedopowiedzeń i psychologicznej głębi. Już sam punkt wyjścia intryguje. Mamy powrót Szymona po latach więzienia i tragiczną śmierć jego wnuka. Te wydarzenia uruchamiają lawinę wydarzeń, które odsłaniają kolejne warstwy rodzinnych tajemnic. To nie jest jednak zwykły kryminał oparty jedynie na zagadce „kto zabił”. Chłód to opowieść o winie, pamięci, konsekwencjach dawnych decyzji i o tym, jak przeszłość potrafi upomnieć się o swoje w najmniej spodziewanym momencie.
Ogromnym atutem książki jest klimat. Jest on wręcz namacalny, mroźny, duszny, oblepiający czytelnika. Zima w tej historii nie jest tylko tłem, ale niemal osobnym bohaterem, wzmacniającym poczucie izolacji, zagrożenia i napięcia. Motyw cienkiego lodu jako metafory skrywanych kłamstw i kruchych relacji został poprowadzony niezwykle sugestywnie i robi ogromne wrażenie.
Na szczególne uznanie zasługują bohaterowie — niejednoznaczni, wiarygodni, pełni emocji i wewnętrznych pęknięć. Weronika Mathia poraz kolejny świetnie buduje postaci, które nie są czarno-białe, a ich motywacje pozostają złożone i fascynujące. Przykładem może być Karolina Rawa, która jako technik kryminalistyczna i jednocześnie kobieta uwikłana osobiście w odkrywaną prawdę, wnosi do fabuły dodatkową głębię. Jej prywatne śledztwo angażuje i sprawia, że napięcie stale rośnie.
Fabuła jest misternie skonstruowana — pełna zwrotów akcji, tropów i momentów, które potrafią zaskoczyć. Autorka umiejętnie dawkuje informacje, prowadzi intrygę z wyczuciem i do samego końca utrzymuje niepewność. A finał? Mocny, satysfakcjonujący i skłaniający do refleksji.
To, co wyróżnia Chłód, to również warstwa emocjonalna. To nie tylko historia o zbrodni, ale też o przebaczeniu, rodzinnych ranach i pytaniu, gdzie naprawdę przebiega granica między winą a odkupieniem. Ten motyw pozostaje z czytelnikiem na długo i sprawia, że książka ma w sobie coś więcej niż tylko świetnie napisany kryminał.
Chłód to powieść dopracowana, mroczna i niezwykle angażująca. Mathia udowadnia, że potrafi połączyć rasowy thriller z poruszającą historią psychologiczną. Dla miłośników kryminałów z klimatem, tajemnic rodzinnych i historii, które mrożą krew w żyłach — pozycja obowiązkowa.
Zdecydowanie jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale przeżywa.