wtorek, 19 maja 2026

Stare klisze - Leopold Starzewski

 




Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6

Stare klisze to niezwykły i bardzo ciekawy zapis życia człowieka, który znalazł się w samym środku wielkich przemian historycznych. To nie jest typowa autobiografia ani klasyczna książka historyczna – bliżej jej do osobistego dziennika, w którym przeszłość miesza się z refleksją, a fakty z emocjami.
Już od pierwszych stron widać, że autor nie pisze po to, by imponować czytelnikowi wiedzą czy stylem. Jego opowieść jest naturalna, momentami bardzo intymna. Starzewski prowadzi narrację tak, jakby rozmawiał z kimś bliskim – spokojnie, bez pośpiechu, często wracając do tych samych wydarzeń, by spojrzeć na nie z innej perspektywy. To taka opowieść stryja, dziadka, z którym czytelnik siedzi przy kubku dobrej herbaty i nie może się nasłuchać. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w procesie myślenia, życia autora, a nie tylko odbierania gotowej historii.
Ogromną wartością książki jest jej tło historyczne. Autor żył w czasach dramatycznych – obejmujących m.in. okres II wojny światowej i trudne lata powojenne – i potrafił pokazać je przez życie zwykłych ludzi. Wielka polska, światowa historia zostały świetnie splecione z małymi historiami wielu ludzi. To właśnie codzienność, relacje międzyludzkie, zmiany społeczne i mentalne stają się głównym tematem tej książki. 
Szczególne miejsce w Starych kliszach zajmuje Kraków. Miasto to nie jest tu tylko tłem wydarzeń – staje się pełnoprawnym bohaterem książki. Starzewski pokazuje Kraków jako przestrzeń żywą, pełną rytuałów, zwyczajów i charakterystycznych postaci. Opisy ulic, spotkań, codziennych sytuacji są tak sugestywne, że czytelnik może poczuć atmosferę dawnego miasta – jego tempo, klimat i specyficzny sposób życia. Dla mnie, wielbicielki historii i Krakowa, po prostu magia. Autor z dużą wrażliwością odtwarza świat, który już nie istnieje: rodzinne tradycje, dawne formy grzeczności, sposób spędzania czasu czy relacje między ludźmi. Pokazuje, jak bardzo zmieniła się rzeczywistość i jak trudno było wielu osobom odnaleźć się w nowych warunkach. Jednocześnie nie idealizuje przeszłości – dostrzega jej ograniczenia i problemy, ale potrafi też docenić jej wartość.
Ważnym elementem książki są także portrety ludzi. Starzewski miał okazję znać wiele wybitnych postaci swojej epoki, takich jak Tadeusz Boy-Żeleński czy Stanisław Wyspiański. Jednak zamiast tworzyć pomnikowe wizerunki, pokazuje ich jako zwykłych ludzi – z ich słabościami, przyzwyczajeniami i codziennymi zachowaniami. To sprawia, że te postacie stają się bliższe i bardziej autentyczne.
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest jej refleksyjny charakter. Autor nie ogranicza się do opisywania wydarzeń – stale je analizuje, interpretuje i odnosi do własnego życia. Widać wyraźnie, że pisanie pamiętnika jest dla niego formą rozrachunku z przeszłością. To próba zrozumienia samego siebie, swoich wyborów i tego, jak czas wpływa na człowieka.
Styl Starzewskiego można określić jako spokojny i obrazowy. Nie znajdziemy tu dynamicznej akcji ani nagłych zwrotów fabularnych. Zamiast tego dostajemy serię „klisz” – zatrzymanych momentów, które razem tworzą większą całość. Każdy z tych fragmentów ma swój nastrój i znaczenie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się niepozorny.
Książka ma też dużą wartość poznawczą. Jest swego rodzaju kroniką zmian społecznych i obyczajowych – pokazuje, jak zmieniały się systemy polityczne, jak wpływały na życie ludzi i jak kolejne pokolenia próbowały się do nich dostosować. To cenne źródło wiedzy nie tylko o samym autorze, ale też o całej epoce.
Nie jest to jednak lektura dla każdego. Osoby szukające szybkiej, wciągającej fabuły mogą poczuć się rozczarowane. Stare klisze wymagają cierpliwości i skupienia. To książka, którą czyta się powoli, często wracając do poszczególnych fragmentów. W zamian oferuje jednak coś więcej niż rozrywkę – daje przestrzeń do refleksji nad własnym życiem i przemijaniem.
Podsumowując, Stare klisze to wyjątkowa książka – spokojna, głęboka i bardzo osobista. To opowieść o czasie, pamięci i człowieku, który próbuje zrozumieć swoje miejsce w historii. Nie narzuca interpretacji, ale zachęca do własnych przemyśleń. I właśnie w tej prostocie oraz szczerości tkwi jej największa siła.

 

sobota, 16 maja 2026

Chłód - Weronika Mathia

 


Wydawnictwo Czwarta Strona, Moja ocena 5/6
Kolejna świetna książka Weroniki Mathii. 
Chłód to kryminał, który dosłownie przenik, aż do szpiku kości. Powodem jest nie tylko zimowa, mroźna sceneria, ale przede wszystkim  wszechogarniająca atmosfera niepokoju, tajemnicy i emocjonalnego napięcia. To książka, która wciąga bez reszty i nie pozwala o sobie zapomnieć jeszcze długo po zakończeniu lektury.
Autorka stworzyła historię wielowymiarową, gęstą od sekretów, niedopowiedzeń i psychologicznej głębi. Już sam punkt wyjścia intryguje. Mamy powrót Szymona po latach więzienia i tragiczną śmierć jego wnuka. Te wydarzenia uruchamiają lawinę wydarzeń, które odsłaniają kolejne warstwy rodzinnych tajemnic. To nie jest jednak zwykły kryminał oparty jedynie na zagadce „kto zabił”. Chłód to opowieść o winie, pamięci, konsekwencjach dawnych decyzji i o tym, jak przeszłość potrafi upomnieć się o swoje w najmniej spodziewanym momencie.
Ogromnym atutem książki jest klimat. Jest on wręcz namacalny, mroźny, duszny, oblepiający czytelnika. Zima w tej historii nie jest tylko tłem, ale niemal osobnym bohaterem, wzmacniającym poczucie izolacji, zagrożenia i napięcia. Motyw cienkiego lodu jako metafory skrywanych kłamstw i kruchych relacji został poprowadzony niezwykle sugestywnie i robi ogromne wrażenie.
Na szczególne uznanie zasługują bohaterowie — niejednoznaczni, wiarygodni, pełni emocji i wewnętrznych pęknięć. Weronika Mathia poraz kolejny świetnie buduje postaci, które nie są czarno-białe, a ich motywacje pozostają złożone i fascynujące. Przykładem może być Karolina Rawa, która jako technik kryminalistyczna i jednocześnie kobieta uwikłana osobiście w odkrywaną prawdę, wnosi do fabuły dodatkową głębię. Jej prywatne śledztwo angażuje i sprawia, że napięcie stale rośnie.
Fabuła jest misternie skonstruowana — pełna zwrotów akcji, tropów i momentów, które potrafią zaskoczyć. Autorka umiejętnie dawkuje informacje, prowadzi intrygę z wyczuciem i do samego końca utrzymuje niepewność. A finał? Mocny, satysfakcjonujący i skłaniający do refleksji.
To, co wyróżnia Chłód, to również warstwa emocjonalna. To nie tylko historia o zbrodni, ale też o przebaczeniu, rodzinnych ranach i pytaniu, gdzie naprawdę przebiega granica między winą a odkupieniem. Ten motyw pozostaje z czytelnikiem na długo i sprawia, że książka ma w sobie coś więcej niż tylko świetnie napisany kryminał.
Chłód to powieść dopracowana, mroczna i niezwykle angażująca. Mathia udowadnia, że potrafi połączyć rasowy thriller z poruszającą historią psychologiczną. Dla miłośników kryminałów z klimatem, tajemnic rodzinnych i historii, które mrożą krew w żyłach — pozycja obowiązkowa.
Zdecydowanie jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale przeżywa.

 

piątek, 15 maja 2026

Dj Bambi - Auður Ava Ólafsdóttir

 



Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 5,5/6
Każda książka z Serii Skandynawskiej jest bardzo ciekawa, każda porusza i zapada w pamięć. Ale Dj Bambi dodatkowo bardzo mnie zaskoczyła jeżeli chodzi o tematykę i wydżwięk.
Powieść ta to literatura, która nie tylko opowiada poruszającą historię. Ta książka robi jakby wiwsekcję całej historii i bohaterki. Autor zagląda w głąb umysłu bohaterki i dotyka tego, co najbardziej kruche w człowieku.
Już od pierwszych stron czytelnik zostaje postawiony wobec pytania, które towarzyszy nam przez całą lekturę - ile jeszcze życia nam zostało, i czy mamy odwagę przeżyć je naprawdę po swojemu?
Bohaterka, znana kiedyś jako Bambi, dziś Logn, nie jest postacią „wygodną”, taką jaką każdy chcialby mieć w rodzinie. Obawiam się, że większość naszych rodaków nie cieszyłaby sie z takiej osoby przy wigilijnym stole. Nasza bohaterka to osoba w wieku 60+, która zamiast upraszczać swoje życie, odcinać od niego kupony, świadomie je komplikuje. W jej świecie, otoczeniu, decyzja o tranzycji staje się aktem ogromnej odwagi.
Ólafsdóttir nie buduje dramatyzmu poprzez spektakularne wydarzenia, nie ma nagłych zwrotów akcji, a jednak dzieje sie, oj dzieje. Siła tej książki tkwi w subtelności. W drobnych gestach, w spojrzeniach syna, który nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Widać to w wielu różnych aspektach. 
To także książka o czasie. O tym, że nigdy nie jest „za późno”, ale też o tym, że każda decyzja ma swoją cenę i konsekwencje, o których na początku możemy nie myśleć. Czy warto w wieku sześćdziesięciu jeden lat podjąć ryzyko operacji, która może przynieść upragnioną zgodę ze sobą — albo samotność? Autorka nie daje prostych odpowiedzi. Jestem przekonana, że każdy z czytelników odbierze inaczej poruszane kwestie.
Nie sposób pominąć społecznego znaczenia tej powieści. Dj Bambi dotyka tematu transpłciowości w sposób niezwykle ludzki, daleki od publicystycznych uproszczeń. To nie jest książka „o problemie” — to książka o człowieku. W czasach, gdy dyskusje o tożsamości często wzbudzają ogromne emocje i hejt, taka narracja jest nie tylko cenna, ale wręcz potrzebna. Uczy empatii bez moralizowania i pokazuje, że warto zatrzymac się choćby na chwile i pomyśleć.
Warto też podkreślić, jak rzadko mamy okazję obcować z literaturą islandzką. Twórczość Ólafsdóttir wnosi do europejskiej prozy coś wyjątkowego: ona nie epatuje emocjami, ale pozwala im wybrzmieć w ciszy. To pisarstwo oszczędne, a jednocześnie głęboko poruszające. Miałam wrażenie, że twórczość autora jest identyczna, jak surowe, ale i poruszające krajobrazy Islandii.
Dj Bambi nie daje się łatwo odłożyć. Książka nie tylko trzyma w napięciu, ale też zmusza do zatrzymania się, do refleksji nad własnym życiem, wyborami, odwagą. To literatura, która zostawia ślad, i która przypomina, że bycie sobą jest jednym z najtrudniejszych, ale i najważniejszych aktów, na jakie może zdobyć się człowiek. Podziwiam bohaterkę, a wam polecam tę niepozorną, ale jakże niezwykłą książkę.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

środa, 13 maja 2026

Zagadka Gogol - Sylwia Frołow



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Zagadka Gogol to jedna z tych książek biograficznych, które nie próbują jedynie uporządkować faktów z życia wielkiego pisarza, lecz raczej wejść w sam środek jego wewnętrznego chaosu,umysłu. Sylwia Frołow stworzyła opowieść o człowieku rozdartym między śmiechem i rozpaczą, między religijnym dewotyzmem, a cielesnością i seksualnością, między ukraińskością, a rosyjskim imperium. To książka o pisarzu, który wydaje się nieustannie wymykać wszelkim definicjom. 
Już sam pomysł na tę biografię jest niezwykle aktualny. Gogol od kilku lat jest przedmiotem zażartej debaty publicznej nie tylko jako klasyk literatury, ale także jako postać polityczna i kulturowa. Pytanie „czyj jest Gogol?” – ukraiński czy rosyjski? Frołow nie ucieka od tego. Pokazuje, że autor Martwych dusz był człowiekiem pogranicza: wychowanym w ukraińskiej kulturze, ale piszącym po rosyjsku; uwikłanym w imperialny system, a jednocześnie obnażającym jego groteskę. Dzięki temu książka jest się czymś więcej niż klasyczną biografią literacką – jest również opowieścią o tożsamości Europy Wschodniej. Mam wrażenie, że to opowieść z bardzo mocnym przesłaniem. I to przesłanie, we współczesnym świecie liczy się najbardziej.
Największą siłą Zagadki Gogol jest sposób przedstawienia samego Gogola. Frołow nie buduje pomnika, nie gloryfikuje swojego bohatera, nie umieszcza go na piedestale. Zamiast tego tworzy portret człowieka niepokojącego, często trudnego do polubienia, ale mimo to magnetycznego, mającego w sobie to coś. Gogol w tej książce jest jednocześnie genialnym satyrykiem i osobą głęboko straumatyzowaną. Śmiech w jego twórczości wynika przede wszystkim z lęku, komplesów, niezrozumienia. Humor staje się dla naszego bohatera mechanizmem obronnym wobec świata i ludzi, ich obłudy.
Autorka bardzo przekonująco pokazuje, że groteska Gogola nie była jedynie literackim stylem, ale sposobem przeżywania rzeczywistości, a nawet przetrwania. Kiedy czytamy o jego obsesjach, hipochondrii, religijnych uniesieniach czy narastającej psychozie, zaczynamy rozumieć, skąd wzięła się np. atmosfera Martwych dusz. Sami się przekonajcie, co i jak w twórczości Gogola i dlaczego tak, a nie inaczej.
Szczególnie interesująco wypadają fragmenty dotyczące seksualności pisarza. Autorka nie epatuje tanią sensacją, ale też nie ignoruje tematów, które przez dekady były przemilczane. Frołow wybrała odpowiedni sposób żeby ukazać tę kwestię. Jej Gogol jawi się jako człowiek uwikłany w głęboki konflikt między pragnieniem, a religijnym poczuciem winy. Taki zagubiony człowiek na rozdrożu. To musiala dla niego być męka. Frołow pokazuje, co i w jaki sposób zniszczyło jego psychikę. W efekcie ostatnie lata życia Gogola stały się niemal autodestrukcją. Nasz bohater był człowiekiem, który próbował osiągnąć świętość, sprostać oczekiwaniom otoczenia, a skończył w depresji i samozagłodzeniu. Bardzo mnie to poruszyło. Było mi go po ludzku żal.
Ogromnym atutem jest również jej rozmach historyczny. To mnie najbardziej urzekło. Historia, kultura, ówczesny świat są w Zagadce Gogol pełnoprawnym bohaterem. W tle opowieści pojawiają się wspaniałe obrazy XIX wieku: Petersburg, Rzym, środowiska literackie Rosji, atmosfera romantyzmu, narodziny nowoczesnej literatury rosyjskiej. Mamy także nazwiska Puszkina, Mickiewicza, Dostojewskiego czy Tołstoja. Autorka pokazuje, jak Gogol funkcjonował w sieci zależności, fascynacji i konfliktów. Dzięki temu czytelnik otrzymuje nie tylko biografię pisarza, ale też mistrzowską panoramę epoki.
Warto podkreślić także język książki. Frołow pisze z dużą erudycją, ale bez akademickiego zadęcia. Autorka potrafi budować sceny i atmosferę. Kiedy opisuje europejskie podróże Gogola, jego ekscentryczne zachowania, czy relacje z innymi pisarzami, książkę czyta się chwilami jak arcyciekawą powieść psychologiczną. Nie ma tu suchych dat i wydarzeń. Jest dramat człowieka, który przez całe życie próbował uciec przed samym sobą i tym, co mu narzucano. W trakcie lektury i teraz po jej zakończeniu nie moge przestać myśleć o bohaterze, tym, co musiał przeżywać.
To świetna, wręcz genialna książka, mądra, nieoczywista, wymagająca skupienia, ale i pochłaniająca czytelnika. Najciekawsze pozostaje chyba to, że mimo blisko pięciuset stron Gogol nadal wymyka się jednoznacznym interpretacjom. Frołow nie rozwiązuje zagadki Gogola. I bardzo dobrze. Zamiast oferować prostą diagnozę, pokazuje człowieka pełnego sprzeczności: błyskotliwego geniusza i żałosnego, śmiesznego i tragicznego, głęboko religijnego i duchowo zagubionego. Właśnie dlatego jej biografia działa tak mocno. To książka ważna nie tylko dla miłośników literatury rosyjskiej czy ukraińskiej. To także fascynujące studium samotności, neurozy i ceny geniuszu i obraz po prostu człowieka. Zdecydowanie polecam. Mistrzowska książka o niezwykłym człowieku.

 

niedziela, 10 maja 2026

Mrokowisko - Julia Halladin

 



Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5-/6
Dobra książka, choć nie ukrywam, wcześniejsza książka autorki - Rykowisko, była trochę lepsza. Ale mimo to to nadal dobra, wciągająca powieść.
Generalnie Mrokowisko to powieść grozy. Jednak autorka nie próbuje straszyć tanimi chwytami. Ta powieść nie potrzebują gwałtownych zwrotów akcji ani potworów wyskakujących z ciemności. Prawdziwy niepokój rodzi się tutaj z ciszy, z pustych pomieszczeń, z pustki w ogóle, z rzeczy pozostawionych tak, jakby czas nagle się zatrzymał. Julia Halladin stworzyła historię, która bardziej osiada pod skórą, niż uderza w czytelnika. Nie ma nagłych zwrotów akcji, szokujących scen. Jest coś innego. I właśnie dlatego Mrokowisko działa tak mocno. 
Już sam punkt wyjścia jest niezwykle sugestywny. Mamy Czerwony Dom, który jest nawiedzony. Piętnaście lat pustki nie przyniosło ukojenia, a jedynie zatrzymało w domu tragedię. Wszystko jest, jak przed ponad dekadą. Niedojedzone posiłki, porzucone ubrania, codzienne przedmioty zastygłe w bezruchu. To wszystko tworzy obraz bardziej przejmujący niż najbardziej brutalne sceny grozy. Czytelnik od pierwszych stron czuje, że ten dom nie został opuszczony, mimo iż jest pusty. 
Największą siłą powieści jest atmosfera. Ona zdecydowanie (jak to się mówi) robi robotę. Podlasie wg. Halladin nie jest malowniczą pocztówką z lasami i mgłami, przytulnymi wioskami i dobrym jedzeniem. Jest to miejsce, gdzie w każdym miejscu jest cisza, niedopowiedzenia, skrywane tajemnice, gdzie ludzie wiedzą więcej, niż chcą powiedzieć. Autorka znakomicie wykorzystuje prowincjonalny klimat: niedopowiedzenia, zamknięte społeczności, stare urazy i pamięć, która mimo uoływu lat nadal mocni tkwi w ludziach, w miejscach. Wszystko jest bardzo realne. Nawet gdy zaczynają dziać się rzeczy trudne do wyjaśnienia, czytelnik nie ma poczucia, że to fantasy. Aytorka sprawia, że wierzy się, iż to prawda. 
Mamy bardzo ciekawą relację Mai i Gabrieli. Maja nie jest klasyczną bohaterką horroru. To kobieta zmęczona życiem, próbująca odbudować kontrolę nad własną codziennością. Gabriela z kolei wnosi do historii młodzieńczą determinację i ciekawość, ale też emocjonalną kruchość. Ich relacja ma w sobie wiele ciekawych cech. Relacje matka i dorastająca córka, często takie są. Dzięki temu śledztwo dotyczące zaginionej dziewczyny staje się czymś więcej niż tylko osią fabularną. To również opowieść o dziedziczeniu lęków, samotności i traum. 
Bardzo mocno naznaczony jest motyw pamięci. Pamięć jest wszędzie, w każdym człowieku, miejscu. Nie jest to dobra pamięć. Ona przenosi się też na dom. Jest to bardzo zręcznie ukazane. Dzięki temu Czerwony Dom jest niemal żywą istotą: obserwuje, szepcze, czeka. Wiem, dziwnie to brzmi, ale wierzcie mi to ma swoje uzasadnienie i jest bardzo dobrze nakreślone. Najbardziej przerażający nie są jednak duchy, lecz ludzie i ich sekrety. 
Na uwagę zasługuje także styl autorki. Jest oszczędny, ale bardzo obrazowy. Halladin nie przesadza z opisami, a mimo to potrafi jednym zdaniem wywołać poczucie chłodu, strachu czy klaustrofobii. Szczególnie dobrze wypadają sceny nocne — skrzypienie podłóg, kroki na korytarzu, ciemność zdająca się pulsować własnym życiem. To horror oparty bardziej na oczekiwaniu niż na eksplozji strachu. 
Jeśli książka ma słabszy punkt, jest nim momentami nierówne tempo w środkowej części fabuły. Niektóre sceny śledztwa Gabrieli mogłyby być bardziej zwarte. Jednak nawet wtedy atmosfera pozostaje gęsta, oblepiająca. 
Mrokowisko to nie tylko horror o nawiedzonym domu. To także kawał niezłego kryminału i powieści obyczajowej. To opowieść o tym, że przeszłość nigdy nie znika naprawdę. Opowieść o  ludziach próbujących uciec od bólu, wspomnień, choć to nic nie daje. Julia Halladin stworzyła historię mroczną, melancholijną i emocjonalnie ciężką — taką, która zostaje z czytelnikiem długo. Polecam.

 

sobota, 9 maja 2026

To za dużo dla mnie - Darko Cvijetić

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
To za dużo dla mnie to literatura, która nie próbuje się podobać — ona chce uwierać, ranić, zostawać w umyśle czytelnika. I trzeba przyznac, że robi to skutecznie. To trudna książką, ale jakże ważna.
Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wrzucony w rzeczywistość, w której nie ma prostych podziałów na dobro i zło. Cvijetić konsekwentnie burzy komfort czytelnika, ukazuje, że nigdy nic nie jest jednoznaczne, oczywiste, biało czarne. Czyni to na przykładzie historii Filipa Latinovicia — człowieka napiętnowanego zbrodnią, a jednocześnie absurdalnie wyniesionego przez społeczeństwo do rangi bohatera. Ten dysonans stanowi oś całej powieści i jednocześnie jej największą siłę. Filip Latinović nie jest postacią, którą łatwo zrozumieć, a tym bardziej — polubić. I właśnie o to chodzi. 
Cvijetić zmusza nas, by spojrzeć na rzeczywistość oczami sprawcy. To co widzimy nie podoba nam sie, jest trudne, momentami straszne. Brak też prostego rozgrzeszenia, odpuszczenia win. Latinović żyje w świecie, w którym jego przeszłość nie tylko go prześladuje, ale też zostaje jakby zniekształcona, w niektórych momentach zbrodnie wydają się nimi nie być. Poza tym winy naszego bohatera są ignorowane, a nawet gloryfikowane przez otoczenie. To niezwykle mocny komentarz do mechanizmów pamięci zbiorowej i polityki historycznej. Coś takiego dzieje się teraz, tuż obok nas, na naszych oczach, gdy np. tak wielu Polaków (i nie tylko) ignoruje zbrodnie Holokaustu, a niektórzy wręcz uważają je za słuszne. Przerażające. Od dawna mnie to szokuje, dlatego ta książka wywarła na mnie tak wielkie wrażenie.
Najbardziej uderzające jest to, jak autor operuje językiem. Styl Cvijeticia to ciekawy miks prozy i poezji. Narracja, styl nie są proste, łatwe do czytania. Mamy krótkie, jakby poszarpane zdania, jakby fragmenty myśli, urwane. Daleko im do klasycznej narracji. Ten zabieg odnosi jednak ciekawy skutek. Czytelnik jeszcze bardziej odzuwa wszystko, co dzieje się z bohaterem, przeżywa jego odczucia, wszystkie wydarzenia i to co z nimi związane.
Co cenne, książka nie skupia się wyłącznie na jednostce. W tle mamy znacznie szerszą diagnozę: zło nie kończy się wraz z wojną. Ono mutuje, przenika do codzienności, dziedziczone jest przez kolejne pokolenia. Jakże to trafne. 
Ta lektura aż boli, przytłacza. Nie ilością wydarzeń, lecz ciężarem moralnym, jaki ze sobą niesie. Autor nie daje czytelnikowi ulgi — zamiast tego zostawia go z pytaniami, które długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.
To literatura wymagająca, niekomfortowa i głęboko poruszająca. Nie oferuje katharsis ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego stawia przed nami lustro i pyta: co robimy jako społeczeństwo z pamięcią o zbrodniach? I czy naprawdę jesteśmy gotowi ją unieść?
Jeśli szukasz książki, która zostaje w głowie na długo i zmusza do niewygodnych refleksji — to zdecydowanie jedna z nich. Polecam.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

czwartek, 7 maja 2026

Król popiołów - S.A. Cosby

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 6/6
Są książki, które się czyta. I są takie, które się przeżywa. Król popiołów zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To nie jest zwykły kryminał ani thriller oparty tylko na akcji i przemocy. To bardzo mroczna, duszna i niezwykle poruszająca opowieść o rodzinie, winie, traumie i o tym, jak cienka bywa granica między ratowaniem bliskich, a własnym upadkiem.
S.A. Cosby po raz kolejny pokazuje, że potrafi pisać o przemocy nie tylko brutalnie, ale przede wszystkim boleśnie prawdziwie. W jego historii przemoc nie jest ozdobą fabuły – jest konsekwencją ran, jakie ludzie noszą w sobie od lat.
Poznajemy Romana Carruthersa, który po wypadku ojca wraca do rodzinnego domu. Jest najstarszym z rodzeństwa, człowiekiem sukcesu, tym „któremu się udało”. To duma rodziny. To człowiek, który się wyrwał. Skąd? Tego nie zdradzę. Sami się przekonacie w trakcie lektury.
Jego brat Dante narobił długów u niebezpiecznych ludzi. Siostra Neveah walczy o utrzymanie rodzinnego krematorium i rozsypującego się domu. Ojciec gaśnie w oczach. A nad wszystkim unosi się cień dawnej tragedii – zaginięcia matki. To jest rana, która nigdy się nie zabliźniła.
Rodzina Carruthersów żyje wśród popiołów – dosłownie i metaforycznie.
I właśnie to robi największe wrażenie. Ta książka jest aż lepka od bólu i winy. I to wszystko oblepia czytelnika już od pierwszej strony. Każda relacja jest tu naznaczona pęknięciem, bólem, traumą, tragedią. Każde słowo wydaje się ciężkie od niewypowiedzianych sekretów.
Trudno jednoznacznie napisać, o czym jest Król popiołow. Z pewnością to historia o lojalności, która potrafi stać się więzieniem. O rodzinie, która zamiast chronić, czasem wciąga głębiej w mrok. O tym, jak trauma nie kończy się po latach. Jestem przekonana, że każdy czytelnik inaczej odbierze wymowę, sedno Króla popiołów.
Najciekawsi jednak są bohaterowie. Roman to teoretycznie dobra postać. On wraca, by ratować rodzinę, ale Cosby nie daje nam prostego bohatera. To nie rycerz przybywający ocalić bliskich. Roman sam jest pęknięty, naznaczony bólem i cierpieniem. Nosi w sobie gniew, wstyd i potrzebę kontroli. Im bardziej próbuje posprzątać rodzinny bałagan, zgliszcza, tym mocniej sam zaczyna tracić nad wszystkim kontrolę. Czy to dobry człowiek? A moze tak przesiąknięty rodziną, jej zgliszczami, traumami przeszłości, że trudno to jednoznacznie ocenić? Sami  wyrobicie sobie zdanie.
Poza tym Neveah – silna, ale jednocześnie pełna lęku kobieta, która od lat trzyma wszystko w ryzach. Dante – pogubiony, desperacko próbujący znaleźć wyjście z chaosu. I wielu innych. W tej książce nie ma prostych, płaskich, oczywistych postaci. Są za to bohaterowie, w których każdy z nas zobaczy fragment siebie. To nie będzie ciekawy widok. Nasze wnętrza z reguły są tak pospalane, tak trudne, jak bohaterów książki.Chociaż wielu z nas wyprze się tego, to tak jest, jesteśmy mniej lub bardziej wewnętrznie spaleni.
Przez całą fabułę towarzyszą nam pytania, które zadaje autor:
Jak łatwo z ofiary stać się katem?
Jak cienka jest granica między dobrem a złem, gdy chodzi o rodzinę?
Co jesteś gotów na wszysto, żeby ocalić tych, których kochasz?
To nie są pytania zadane wprost. One pulsują wewnątrz tej historii.
Dodatkowym atutem ksiażki jest wyjątkowy, ciężki, ale i piekny język. Cosby nie pisze tylko o gangsterach i długach. On pisze o ludziach doprowadzonych do granic. O tym, jak człowiek potrafi przekroczyć wszystko, jeśli zagrożona jest rodzina.
To książka o przemianie, o rodzinie, o sile, o maksimum do jakiego może posunąć się człowiek. To ksiażka o każdym z nas. Polecam. Jeśli ktoś szuka historii mrocznej, intensywnej i boleśnie ludzkiej, to Król popiołów jest książką, której nie da się zapomnieć.
Mocna, poruszająca i hipnotyzująco mroczna powieść. Jedna z tych książek, po których długo siedzi się w ciszy.

środa, 6 maja 2026

Ziemniaki w roślinnej kuchni regionalnej - Paweł Ochman

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Ziemniak niewątpliwie jest królem polskiej kuchni, a ja lubię gotować. Nic więc dziwnego, że nowa książka Pawła Ochmana, bardzo mnie ucieszyła. 
Już od pierwszych stron poczułam, że to nie jest zwykła książka kucharska, pełna przepisów i łądnych zdjęć. To opowieść, wręcz pean na rzecz ziemniaka. Czytałam, oglądałam książkę trochę jak reportaż kulinarny. Na każdej stronie czuć, że autor nie pisał jej zza biurka, tylko że Polskę przejechał, wszystko sfotografował, przyrządził, smakował. Czuć miłość do ziemniaka, Polski, gotowania i prawdziwą pasję. 
Dzieki autorowi ziemniak przestaje nagle być tylko banalnym dodatkiem do obiadu. W tej książce ziemniak gra główną rolę, jest królem :)
Po przejrzeniu książki i jej częściowej lekturze, sama zaczęłam inaczej patrzeć na to warzywo. Nie znamy i nie doceniamy ziemniaka. Niby jest wszędzie, zawsze był, a większość z nas kompletnie go nie docenia. Paweł Ochman postanowił to zmienić i musze przyznać, że świetnie mu to wyszło. Książka jest wspaniałą i unikatowa. 
Najbardziej urzekło mnie to, jak bardzo ta książka jest „z Polski” — takiej lokalnej, trochę zapomnianej, ale będącej tuż obok nas. Czytając o różnych nazwach ziemniaka, miałam wrażenie, jakbym podróżowała przez regiony, nawet nie wychodząc z kuchni. A potem przyszła ochota, żeby to wszystko sprawdzić w praktyce, czyli ugotować. Zaczęłam od Pasztetu z ziemniakami i fasolą. Bardzo łatwe, smaczne danie. Do tego surówka i bardzo smaczna kolacja gotowa.


 

Następnego dnia zrobiłam niby klasyczne placki ziemniaczane, ale w wersji z tej książki. Wyszły trochę inne niż moje wcześniejsze, bardziej chrupiące, intensywniejsze w smaku. Teraz przeglądam książkę żeby wybrać kolejne danie. 
Ziemniaki w roślinnej kuchni to przede wszystkim skarbnica wiedzy, wspaniała podróż przez regiony i wielka inspiracja. Podoba mi się też to, że ta książka nie udaje czegoś więcej, niż jest. Nie próbuje być „nowoczesna na siłę”. Ona po prostu pokazuje, jak niesamowicie bogata jest nasza polska kuchnia. Widać to nawet w czymś tak prostym i banalnym, jak ziemniak. Poza tym okazało się, że z jednego składnika można stworzyć dziesiątki zupełnie różnych dań: od prostych, codziennych po bardziej odświętne, a nawet… deserowe.
Dawno żadna książka kulinarna nie sprawiła, że chciało mi się aż tyle gotować. To także wyjątowa podróż nostalgiczna. Przypominałam sobie smaki dzieciństwa: placki ziemniaczane jedzone jeszcze gorące, z cukrem albo śmietaną, kluski robione przez babcię, zapach gotowanych ziemniaków unoszący się w kuchni. Aż się łza w oku zakręciła. Polecam. Kupcie Ziemniaki w roślinnej kuchni, przejrzyjcie, smakujcie, przyrządzajcie. Dla mnie to nie jest książka, którą odkłada się na półkę po jednym przeczytaniu. To taka, do której się wraca. Polecam. Warto.

 

 

wtorek, 5 maja 2026

Na imię mam Barbra - Barbra Streisand

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Ta książka, to mistrzowska, wyjątkowa opowieść o wspaniałej, jedynej w swoim rodzaju artystce i kobiecie. To nie jest jedynie zapis kariery jednej z największych ikon XX wieku, lecz bardzo cekawa, poruszająca, gęsta od emocji opowieść o poszukiwaniu własnej wartości, o potrzebie bycia widzianą i słyszaną oraz o sile. Streisand pisze w sposób niezwykle bezpośredni, momentami wręcz obnażający, ocierający się o ekshibicjonizm. Jednocześnie sposób narracji, opowieści jest pełen wdzięku i charakterystycznej dla niej autoironii. Dzięki temu książka aż kipi życiem i jest bardzo autentyczna. Ta opowieść jest taka, jaka była i jest jej bohaterka.
Pierwsze rozdziały, poświęcone dzieciństwu ukazują, jak ten okres wpłynął na naszą bohaterkę, na jej dorosłe życie. Strata ojca i ogromny dystans matki stały się jakby osią osobowości artystki. Rónocześnie te fakty takie dzieciństwo, ukształtowały artystkę na całe życie. To właśnie z tych doświadczeń wyrosło jej poczucie niedoskonałości, niespełniania oczekiwań. Paradoksalnie w sumie okrutne dzieciństwo stało się siłą napędową kariery naszej bohaterki. Gdyby wszystko w dzieciństwie Barbry było ok, być może nie zostałaby ona wielką gwiazdą. Takie, a nie inne dzieciństwo ukształtowalo ją, popchnęło do walki o siebie. Streisand z niezwykłą szczerością pokazuje, jak bardzo dzieciństwo wpływało na jej wybory, ambicje i relacje z ludźmi.
Kolejne części książki prowadzą czytelnika przez fascynującą drogę do sukcesu, która nie jest bajką o nagłym odkryciu talentu. Jest to historia wytrwałego, momentami wręcz desperackiego budowania swojej pozycji od podstaw. Szczególnie poruszające są opisy pierwszych występów w małych klubach Nowego Jorku, gdzie Streisand pozbawiona zaplecza finansowego i kontaktów, musiała polegać wyłącznie na swoim talencie i determinacji. Jej „wejście tylnymi drzwiami” do branży rozrywkowej staje się jednym z najbardziej inspirujących motywów książki, bo pokazuje, że sukces nie zawsze jest wynikiem sprzyjających okoliczności — często rodzi się wbrew nim. Na kolejnych stronach jesteśmy dalej prowadzeni przez życie naszej bohaterki. 
Nie będę tego opisywać i dbierać wam przyjemności z lektury. Nadmienię tylko, że wielką zaletą książki jest galeria postaci, które pojawiają się na jej kartach. Spotkania z takimi osobowościami jak Judy Garland, Marlon Brando, Robert Redford, Tennessee Williams czy Sydney Pollack są rzetelnie opisane, a nie tylko wspomniane. Jednocześnie to wspaniałe opowieści, ale i ciekawa kronika czasów. 
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest sposób, w jaki autorka opisuje swoją ewolucję — od niepewnej siebie, samotnej dziewczyny z Brooklynu do artystki, która nie tylko zdobywa największe sceny świata, ale także zaczyna dyktować warunki w branży, do której wstęp miało niewiele kobiet. W tamtych czasach branże zdominowali męźczyźni. 
Wspaniale jest pokazane, jak artystka odzyskuje kontroę nad własnymi uczuciami, odczuciami, życiem.
Nie sposób nie zwrócić uwagi na styl tej autobiografii, który jest odbiciem samej autorki: dynamiczny, emocjonalny, a jednocześnie niezwykle przenikliwy. Streisand potrafi płynnie przechodzić od refleksji do anegdoty, od humoru do wzruszenia. Od lektury trudno się oderwać.
Na imię mam Barbra to nie tylko historia sukcesu jednej z największych gwiazd świata, lecz także cudowna opowieść o determinacji, odwadze i potrzebie autentyczności. To książka, która inspiruje poprzez pokazanie, jak wiele można osiągnąć, pozostając wiernym własnym przekonaniom. Zachwyca szczerością, głębią i niezwykłą energią. Polecam. Jestem zachwycona.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)  

 

czwartek, 30 kwietnia 2026

Życie za życie - Aneta Kisielewska

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4/6
Powieść Życie za życie to historia, która jest prozą obyczajową i zawiera porcję kryminalnych elementów. Autorka koncentruje się przede wszystkim na emocjach, relacjach i wewnętrznych konfliktach bohaterek. Niestety, ale wątek sensacyjny pełni raczej funkcję uzupełniającą niż dominującą. Przynajmniej ja tak to odebrałam, choć w sieci widziałam różne opinie. 
Fabuła oparta na losach trzech kobiet – Diany, Julii i Kai – rozwija się równolegle, stopniowo odsłaniając ich przeszłość, motywacje i pragnienia. Każda z nich reprezentuje inny etap życia i inne potrzeby: Diana mierzy się z ciężarem własnego wizerunku, sławy i niespełnienia, Julia walczy o coś dla niej niezwykle ważnego, a Kaja próbuje odnaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości. Ich historie są dobrze poprowadzone, a sposób, w jaki autorka splata ich losy, tworzy spójną, choć niezbyt zaskakującą całość. Niestety, ale ten brak zaskoczenia jest sporym minusem. Mimo to warto tę książkę przeczytać, bo ma sporo zalet. 
Największą aututem jest warstwa obyczajowa. Kisielewska porusza w książce kilka ważnych społecznie tematów. Nie zdradzę jakich, nie chcę psuć elementu zaskoczenia. Wydżwięk społeczny jest naprawdę istotny. Poza tym autorka trafnie obrazuje mechanizmy rządzące relacjami międzyludzkimi, zwłaszcza w kontekście trudnych doświadczeń, takich jak przemoc, ale nie tylko. To nie sztuka żyć dobrze, zachowywać się poprawnie gdy wszystko idzie gładko. Ciekawe jest jak każdy z nas zachowa się w obliczu problemów, stresu, niebezpieczeństwa. W książce mamy okazję spojrzeć, jak z problemami zmierzą sie bohaterowie. Postaci w tej historii są zróżnicowane, przez co potrafią utrzymać zainteresowanie czytelnika, choć momentami ich decyzje wpisują się w dość znane schematy. Ale wierzę, że decyzje, reakcje bohaterek pomogą wielu czytelniczkom, pozwolą im na spojrzenie na pewne sytuacje z boku. 
Jeśli chodzi o element kryminalny, wypada on średnio. Zdecydowanie brak większego napięcia, zaskoczenia. Intryga bywa miejscami zbyt przewidywalna, przez co nie zawsze angażuje w takim stopniu, jak mogłaby. Uważam, że w przecwieństwie do wątku obyczajowego, pisarka wątek kryminalny potraktowałą po macoszemu. Czytelnik stosunkowo szybko może domyślić się kierunku, w jakim zmierza fabuła, co osłabia efekt zaskoczenia.
Podsumowując, Życie za życie to dobra powieść obyczajowa, która porusza bardzo ważne tematy i oferuje solidną, choć niezbyt odkrywczą historię. Jako kryminał pozostaje raczej na  średnim poziomie, ale jako opowieść o wyborach, konsekwencjach i ludzkich słabościach – spełnia swoją rolę. To lektura odpowiednia dla osób szukających historii o emocjach i relacjach, z delikatnym dodatkiem napięcia.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

wtorek, 28 kwietnia 2026

Linia lojalności - Natalia Sońska

 



Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 4-/6
Powieść Linia lojalności to historia osadzona w realiach prawniczych, ale w gruncie rzeczy skupiona przede wszystkim na emocjach, relacjach i trudnych wyborach. Nie będę streszczać fabuły, sami ją poznajcie. Dodam tylko kilka słów od siebie. Autorka pokazuje, jak cienka bywa granica między życiem zawodowym a prywatnym oraz jak łatwo można zostać wciągniętym w czyjeś problemy. 
Nie jest to jednak książka, która na długo zapada w pamięć. To raczej  jedna z tych pozycji, po które można sięgnąć, gdy szuka się lektury niezbyt wymagającej, ale jednocześnie osadzonej w realnych problemach. Motyw wyboru między lojalnością wobec innych a wiernością samej sobie jest uniwersalny i łatwy do zrozumienia, dlatego wielu czytelników może odnaleźć w tej historii coś dla siebie. 
Niestety, mimo ciekawego punktu wyjścia, książka nie w pełni wykorzystuje swój potencjał. Największym minusem okazała się dla mnie przewidywalność całej historii. Choć akcja rozwija się płynnie i spokojnie, to brakuje w niej momentów zaskoczenia czy zwrotów akcji, które naprawdę przyciągają uwagę i budują napięcie. W wielu momentach łatwo domyślić się, w jakim kierunku potoczą się wydarzenia, co nieco odbiera przyjemność z lektury. 
Podobnie jest z bohaterami – są przedstawieni poprawnie, ich dylematy są wiarygodne i życiowe, jednak trudno się z nimi mocniej zżyć. Nie wywołują większych emocji, przez co niektóre sceny, które mogłyby być poruszające, pozostają raczej obojętne. Zabrakło mi głębszego wejścia w ich psychikę i bardziej wyrazistych cech, które sprawiłyby, że zostaną w pamięci na dłużej. 
Mimo tych niedociągnięć Linia lojalności nie jest książką złą. To umiarkowanie dobra, spokojna powieść obyczajowa, która może umilić wieczór, ale raczej nie zostawi po sobie silnych wrażeń. Sprawdzi się szczególnie dla osób, które lubią historie o relacjach międzyludzkich, dylematach moralnych i codziennych problemach, ale nie oczekują intensywnej akcji czy głębokiej analizy psychologicznej. 
Podsumowując – to przyjemna, choć dość przewidywalna lektura, która ma kilka ciekawych momentów, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych książek tego gatunku.

 

niedziela, 26 kwietnia 2026

Czarny Trójkąt - Bianka Kunicka

 


Wydawnictwo Skarpa Warszawska, Moja ocena 5/6
Czarny Trójkąt to powieść, która buduje napięcie wokół tematów trudnych i niewygodnych. To książka skupiona na doświadczeniu kobiet – ich ciał, pamięci oraz dziedzictwa, które nie kończy się wraz z jednym pokoleniem, lecz przechodzi dalej, często w sposób nieuświadomiony. 
Autorka przedstawia historię, w której kobiece ciało ma znaczenie wielowymiarowe. Z jednej strony jest pełne harmonii i życia, daje życie. Z drugiej strony staje się przedmiotem cudzych żądzy, oczekiwań, jest zawłaszczane, brutalnie odzierane z godności. 
Narracja prowadzona jest dwutorowo – współczesne wątki przeplatają się z powrotami do czasów II wojny światowej, w tym realiów nazizmu i Holokaustu. Ten zabieg nie jest jedynie tłem historycznym, lecz fundamentem całej opowieści. Przeszłość wpływa bezpośrednio na teraźniejszość, a decyzje i doświadczenia wcześniejszych pokoleń kształtują tożsamość kolejnych kobiet. 
Ważnym elementem książki jest motyw dziedziczonej traumy. Kunicka pokazuje, że nieprzepracowane doświadczenia matek i babć pozostają obecne – w relacjach, emocjach, a nawet w sposobie postrzegania siebie. Jednocześnie pojawia się wątek poszukiwania prawdy o własnym pochodzeniu i próby odzyskania kontroli nad własnym życiem.
Postacie kobiece są centralnym punktem powieści. Nie są idealizowane – wręcz przeciwnie.  Są one przedstawione jako osoby zmagające się z własnymi ograniczeniami, lękami i konsekwencjami cudzych wyborów. Ich historie pokazują, jak różne mogą być reakcje na podobne doświadczenia: od wycofania po próbę konfrontacji z przeszłością. 
Relacje międzyludzkie również nie są jednoznaczne. Książka stawia pytania o granice poświęcenia, o to jak bardzo brak miłości może nie tylko zmieniac, ale wręcz deformować człowieka, oraz jak wiele ktoś jest w stanie oddać w imię uczucia.
Czarny Trójkąt to opowieść bolesna, ale nie przytłaczająca. Autorka unika nadmiernego dramatyzmu, dzięki czemu przekaz pozostaje bardziej wiarygodny. To książka, która skłania do myślenia o pamięci, tożsamości i sposobach radzenia sobie z przeszłością. 
Kunicka nie daje prostych odpowiedzi – raczej otwiera przestrzeń do zadawania pytań. Jednym z nich jest to, jak daleko sięga nasza zdolność akceptowania inności i czy jesteśmy w stanie naprawdę zrozumieć doświadczenia innych ludzi.
Powieść Bianki Kunickiej można odczytać jako konsekwentnie prowadzoną analizę kobiecego doświadczenia na tle historii. To książka o kobietach, które poniosły największą ofiarę, o pamięci zapisanej nie tylko w opowieściach, lecz także w ciele i emocjach. To także książka o prawdzie. Siłą Czarnego Trójkątu jest powściągliwość i brak uproszczeń – dzięki temu zostawia trwały ślad, nie narzucając jednocześnie jednej interpretacji. I pamiętajmy, przeszłość nigdy nie znika. Ona zawsze zostaje w nas. Polecam.

 

sobota, 25 kwietnia 2026

Afterparty - Dorota Wellman, Paulina Młynarska

 



Wydawnictwo Znakliteranova, Moja ocena 5/6
Afterparty autorstwa moich dwóch ulubionych dziennikarek, to książka, która nie tyle opowiada o dojrzałości, ile ją redefiniuje. To szczera, momentami bezczelna, a przy tym niezwykle ciepła i mądra rozmowa dwóch kobiet, które nie zamierzają wpisywać się w społeczne oczekiwania dotyczące wieku, kobiecości i „stosowności”.
Już od pierwszych stron czuć, że nie mamy do czynienia z klasycznym poradnikiem ani autobiografią. To raczej spotkanie przy stole — takie, na którym padają słowa, których często boimy się wypowiedzieć nawet przed samymi sobą. Wellman i Młynarska nie moralizują, nie ustawiają się w roli mentorek. One dzielą się doświadczeniem — czasem bolesnym, czasem absurdalnym, ale zawsze prawdziwym.
Największą siłą tej książki jest jej autentyczność. Autorki mówią wprost o menopauzie, starzeniu się, zmianach w ciele i psychice — ale robią to bez patosu i bez udawania, że wszystko jest łatwe. Zamiast tego proponują coś znacznie cenniejszego: dystans, humor i zgodę na siebie. Pokazują, że można przejść przez ten etap życia nie tylko z godnością, ale też z radością i ciekawością.
Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące relacji — zarówno tych romantycznych, jak i przyjacielskich. Dziennikarki odważnie rozprawiają się z mitem, że „w pewnym wieku” trzeba zadowolić się tym, co jest, albo że bliskość traci swoją intensywność. Wręcz przeciwnie — według nich dopiero wtedy zaczyna mieć prawdziwą głębię, bo znika presja, a pojawia się świadomość własnych potrzeb. 
Wspaniały jest język książki. Jest żywy, błyskotliwy, pełen ironii i celnych obserwacji. Znamy obie autorki, wiemy, jaki mają styl. W ksiażce jest to skomasowane i całość wręcz eksploduje inteligencją, ironią, mądrością i cieplem. To sprawia, że Afterparty czyta się z przyjemnością — nawet wtedy, gdy porusza tematy trudne czy niewygodne. 
Ta książka nie daje gotowych odpowiedzi, ale zadaje właściwe pytania. Inspiruje, prowokuje do refleksji i — co najważniejsze — dodaje odwagi. Pokazuje, że dojrzałość nie musi oznaczać rezygnacji, a wiek nie jest ograniczeniem, tylko kontekstem.
Afterparty to lektura szczególnie ważna dla kobiet, które stoją gdzieś pomiędzy „już” a „jeszcze” — między tym, co było, a tym, co dopiero może się wydarzyć. Ale tak naprawdę to książka dla każdego, kto chce spojrzeć na życie z większą lekkością i uważnością.


Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

czwartek, 23 kwietnia 2026

Zieleniak - Anna Augustyniak



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Powieść Zieleniak całkowicie mnie zaskoczyła. To jedna z tych książek, które trudno ocenić w tradycyjnym sensie. Jest to lektura będąca konfrontacją z traumą, pamięcią i przemilczeniem. To utwór niezwykle bolesny, bezkompromisowy, a zarazem niezwykle potrzebny.
Zieleniak to próba odtworzenia dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się na warszawskim targowisku podczas Powstanie Warszawskie. W ciągu kilkunastu sierpniowych dni 1944 roku miejsce to zostało zamienione przez Niemców w obóz przejściowy dla ludności cywilnej – przestrzeń chaosu, przemocy i całkowitej bezkarności sprawców. 
Oddziały SS-RONA, formalnie podporządkowane Erichowi von dem Bach-Zelewskiemu, odpowiedzialnemu za tłumienie oporu na terenach okupowanych, zapisały się w historii jako sprawcy szczególnie brutalnych zbrodni. Augustyniak nie opisuje ich jednak językiem suchego raportu. Wszystko jest pokazane poprzez doświadczenie jednostek.
Centralną postacią powieści jest Alicja – młoda służąca, która wraz z mieszkańcami kamienicy trafia na Zieleniak. Jej perspektywa staje się dla czytelnika punktem wejścia do ukazania rzeczywistości obozu. To świat skrajnego upodlenia, braku wody, głodu, wszechobecnego strachu i ciągłego zagrożenia przemocą. Nie potrafimy sobie wyobrazić, co Alicja musiała przeżywać, co czuć. 
Autorka przerażająco realistycznie oddaje atmosferę sierpniowego upału, tłoku, zagrożenia i narastającej paniki. Ludzie walczą o przetrwanie w najbardziej podstawowym sensie – o łyk wody, o miejsce do leżenia, o bezpieczeństwo najbliższych. Szczególnie przejmujące są fragmenty ukazujące desperackie próby ukrywania kobiet i dziewczynek przed żołnierzami. Wystarczy bowiem drobny gest, spojrzenie czy wyróżniający się element ubioru, by stać się ofiarą. Szok. Dla nas żyjących teraz w miarę bezpiecznej Europie, coś trudnego do wyobrażenia. 
Największą siłą Zieleniaka jest to, komu autorka oddaje głos. W przeciwieństwie do wielu narracji o Powstaniu Warszawskim, które koncentrują się na bohaterstwie żołnierzy, Augustyniak kieruje uwagę na cywilów. Jej bohaterkami są kobiety. Są to bohaterki anonimowe, pozbawione ochrony, poddane przemocy, często wymazane z oficjalnej pamięci historycznej. Zieleniak jest  przestrzenią ukazania masowych gwałtów, tortur i mordów – aktów przemocy, które bywały dokonywane z niewyobrażalnym okrucieństwem. Autorka prezentuje coś o czym z reguły nie wiemy. Mało kto wiedział do tej pory o Zieleniaku. Uważam, że przeczytanie tej książki powinno być wręcz obowiązkiem każdego myślącego człowieka. 
Pisarka nie epatuje brutalnością dla efektu. Mamy tu coś przeciwnego. Styl książki jest oszczędny, chwilami niemal dokumentalny. Dzięki temu groza wydarzeń jest jeszcze mocniejsza. Wierzcie mi, ta opowieść zapada w pamięć na bardzo długo.
Jednym z najważniejszych walorów książki jest mistrzowskie połączenie rzetelności historycznej z literacką wrażliwością. Augustyniak korzysta z licznych materiałów źródłowych, relacji świadków i wiedzy historycznej, ale nie zatrzymuje się na poziomie rekonstrukcji faktów. 
Pisarka stworzyła narrację, która pozwala czytelnikowi w pewien sposób „wejść” w doświadczenie ofiar – poczuć ich strach, bezradność i rozpacz. Niezwykłe doświadczenie. Jednocześnie unika uproszczeń i patosu, ale sprawia, że czytelnik jest przerażony przez całą lekturę. Niewyobrażalnie szokuje brutalna rzeczywistość, w której człowieczeństwo bywa wystawione na najcięższą próbę.
Zieleniak to książka trudna, ale niezwykle potrzebna. Nie oferuje ukojenia ani łatwych odpowiedzi – zamiast tego zmusza do konfrontacji z jednym z najbardziej mrocznych epizodów Powstania Warszawskiego. 
To literatura, która przywraca godność zapomnianym ofiarom i rozszerza naszą perspektywę patrzenia na historię. Dla czytelnika gotowego zmierzyć się z jej ciężarem będzie to doświadczenie głęboko poruszające.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

 

 

 

 

środa, 22 kwietnia 2026

Trzeci kraj - Karina Sainz-Borgo

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Książka Trzeci kraj zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To jedna z tych historii, które zostają w człowieku na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Czytając ją miałam wrażenie, że wchodzę w świat okrutny, bezlitosny, a jednocześnie niezwykle prawdziwy. Taki świat może się znaleźć tuż obok nas. Autorka wspaniale i poruszająco pokazuje, jak cienka jest granica między codziennością a katastrofą. Mamy tu motyw choroby, który jest symbolem utraty tożsamości, korzeni, wszystkiego, co nas definiuje, co było pewnikiem. Niesmowicie porusza historia Angustias. Jej ból po stracie dzieci jest opisany w sposób niezwykle oszczędny, ale przez to jeszcze bardziej przejmujący. Natłok słów sprawiłby, że poruszająca historia byłaby przegadana. Sainz - Borgo nie używa wielu słów. Nie ma tu także przesady ani patosu. Mamy niewiele zdań, ewidentną pustkę i ogromną samotność. I nagle, mimo samotności, zaczyna rodzić się coś nowego. 
Co istotne, ta opowieść nie bazuje tylko na tragedii. Autorka idzie o krok dalej – pokazuje, że nawet w najbardziej beznadziejnych warunkach człowiek potrafi odnaleźć sens. Mamy jeszcze jedną bardzo ciekawą postać. To Visitación Salazar. Jest ona dla mnie jednym z najjaśniejszych punktów tej lektury. To bohaterka pełna siły. Ta siłą wynika na równi z tego, jaki bagaż doświadczeń ma Salazar, ile przeżyła i jak bardzo jest zdeterminowana. Dzięki niej Trzeci kraj przestaje być tylko opowieścią o śmierci i tragedii.
Bardzo podobało mi się też, jak autorka pokazuje Mezquite, osadę przy granicy. Jest to miejsce brutalne, rządzone przez chaos i przemoc, a jednocześnie pełne ludzi, którzy mimo wszystko próbują zachować człowieczeństwo. Jest to także miejsce, w którym nasi bohaterowie próbują zacząć na nowo, rozpocząć coś mimo przeżytej tragedii. 
W trakcie lektury nasuwa się wiele pytań, np. czy po największej tragedii jest szansa na przyszłość, na coś nowego? Nie otrzymamy odpowidzi na to i wiele innych pytań. Nie o to w ksiażce chodzi. Pisarka pozostawia nas z kłębiącymi się myślami, nie ma ulgi, nie ma łatwych odpowiedzi.
Trzeci kraj to nie tylko opowieść o migracji czy stracie. To historia o wielu z nas, o byciu „pomiędzy” – między przeszłością, a przyszłością, między stratą, a nadzieją, między utratą życia, a czymś nowym. Każdy z nas, kto przeżył jakąś stratę zna ten moment zawieszenia. 
Bez wątpienia to książka trudna, momentami bolesna, ale przy tym niezwykle potrzebna i piękna w swojej szczerości. Zostawia czytelnika z refleksją, ale też z cichą nadzieją. I właśnie za to cenię ją najbardziej. Polecam.

 

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Rodzina Channingów - Ellen Wood

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Rodzina Channingów to prawdziwa uczta dla czytelnika. 
Już od pierwszych stron powieść chwyta za serce niezwykłą atmosferą. Helstonleigh to miasteczka, które zdaje się być kwintesencją tradycji, spokoju, życia według zasad i moralnego porządku. W tym uporządkowanym świecie wszystko jest jasne i klarowne, zasady sa niezmienne, a rodzina Channingów jest symbolem uczciwości i społecznego zaufania. To taki filar, na którym opiera się lokalna harmonia, taki miejscowy pewnik. Rodzina od pokoleń idealna, wyjątkowa. Każdy z mieszkańców marzy żeby wejść do tej rodziny, mieć z nimi bliski kontakt.
I właśnie dlatego moment, w którym ta nieskazitelna reputacja zaczyna się chwiać, a fasada pękać, wywołuje w mieszkańcach miasteczka prawdziwy szok i wstrząs. 
Ellen Wood ciekawie ukazuje, jak krucha potrafi być ludzka opinia i jak łatwo może zostać zniszczona przez jedno pochopne oskarżenie. To, co zaczyna się od niewinnego, chłopięcego wybryku, szybko staje się dramatem. Tragiczne wydarzenia zmieniają mieszkańców sielskiego miasteczka i wystawiają na próbę nie tylko dobre imię rodziny, ale także jej wewnętrzną siłę i jedność. Autorka z mistrzowską precyzją prowadzi narrację, stopniowo odsłania kolejne warstwy napięcia i emocji. Oj dzieje się, dzieje. Fabula jest świetnie prowadzona i wciąga od pierwszych stron. 
Największą siłą tej powieści jest jednak jej przesłanie. Channingowie nie są bohaterami wyidealizowanymi – są ludźmi z krwi i kości, którzy popełniają błędy, cierpią i walczą o prawdę. Ich droga do oczyszczenia z zarzutów staje się opowieścią o odwadze zakorzenionej w miłości, o lojalności, która nie chwieje się pod naporem plotek, oraz o wierze – zarówno religijnej, jak i tej najprostszej, w drugiego człowieka. 
Wood w sposób niezwykle ciekawy przypomina, że największe dramaty często rodzą się nie z wielkich katastrof, lecz z drobnych sekretów, niedopowiedzeń i ludzkich uprzedzeń. To co przemyślane wychodzi na jaw i to w najmniej oczekiwanym moemncie. To wszystko potrafi doprowadzić do lawiny emocji i nieodwracalnych konsekwencji. Póżniej nic już nie jest takie, jakie było wcześniej. 
Co cenne w fabue każde zdanie jest przemyślane, każda scena ma swoje znaczenie. Taki sposób pisanie sprawia, iż historia Channingów porusza i pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury. 
Rodzina Channingów to nie tylko opowieść o utraconej reputacji i walce o prawdę. To przede wszystkim piękna, pełna światła historia o tym, że nawet w obliczu niesprawiedliwości człowiek może odnaleźć siłę w tym, co najważniejsze – w miłości, lojalności i wierze.

 

piątek, 17 kwietnia 2026

Do Pana kieruję moje milczenie - Anna Arno

 



Wydawnictwo Znak, Moja ocena 5,5/6

Książkę podczytywałam we fragmentach przez ostatnie 2 tygodnie. Nie jest to ksiażka prosta, zwyczajna. Jest to lektura, która wymyka się prostym klasyfikacjom. Nie jest ani klasycznym esejem historycznym, ani literacką fikcją, ani biografią. Mimo to ksiażka ta zawiera w sobie elementy wszystkich tych form. Anna Arno stworzyła dzieło głęboko refleksyjne, oparte na historii i bardzo ciekawe.
Punktem wyjścia są pytania z pozoru banalne: co by było, gdyby? Jestem pewna, że każdy z nas choć raz zadał sobie takie pytanie. Autorka idzie dalej, przywołuje konkretne postaci, jak np. Ludwig Wittgenstein, Georg Trakl, Lew Tołstoj, Adolf Hitler czy Rainer Maria Rilke – i zestawia ich losy w punktach, gdzie mogły się przeciąć, ale tego nie zrobiły. Nie chodzi jednak o banalną historię alternatywną. Arno nie konstruuje fabularnych wariantów świata, lecz bada napięcie między możliwością a rzeczywistością. Autorka zadaje przy tym findamentalne pytanie - co by było, gdyby? Np. co by było, gdyby Adolf Hitler dostał się do Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu? Sama zastanawiałam się nad tym wiele razy. Jednym z kluczowych tematów książki jest przypadek. Arno pokazuje, jak drobne zdarzenia – spóźnienie, zmiana decyzji, wyjazd – mogą zaważyć na losach jednostek, a nawet całych epok. 
Autorka nie popada jednak w uproszczenia. Nie sugeruje, że jeden moment mógł całkowicie zmienić bieg dziejów. Raczej ukazuje historię jako gęstą sieć zależności, w której jednostkowe losy splatają się z szerszym kontekstem kulturowym i społecznym. 
To pytanie jest osią całej książki. Autorka pokazuje, że historia nie składa się wyłącznie z wydarzeń, które zaszły, lecz także z tych, które mogły się wydarzyć – i które, choć niezaistniałe, pozostawiają po sobie ślad w naszej wyobraźni. Zawiłe? Tak, ale tylko z pozoru. Nie przerażajcie się. Dajcie tej ksiażce szansę. Warto.
Esej przybiera momentami formę niemal filozoficznej medytacji. Arno nie spieszy się z konkluzjami, raczej prowadzi czytelnika przez kolejne warstwy znaczeń, historii, rozważań. Jej narracja przypomina spacer – zatrzymuje się w konkretnych miejscach: Linz, Kraków, Jasna Polana. Autorka robi to w celu pokazania nam, ile drobiazgów kryje się w miejscach, które znamy które często mijamy. Będziecie zaskoczeni. Jednocześnie autorka bardzo ciekawie  prezentuje miejsca, historię, jako sieć, ciąg przypadków. 
Książka jest również sugestywnym portretem przełomu XIX i XX wieku – czasu, gdy rodziły się nowe idee, ale też nowe zagrożenia. W tle pojawiają się narodziny totalitaryzmów, kryzys wartości, rozwój nowoczesnej filozofii i sztuki. Znacie to skądś?
Postaci takie jak Ludwig Wittgenstein czy Rainer Maria Rilke symbolizują próbę znalezienia języka dla świata, który traci swoje dotychczasowe fundamenty. Arno zestawia ich z innymi bohaterami epoki. Dzieki temu otrzymujemy wielowymiarowy obraz czasu, w którym wszystko wydaje się możliwe, ale jednocześnie nic nie jest pewne. Prawie, jak teraz, tuż obok nas.
Do Pana kieruję moje milczenie to książka wymagająca, ale niezwykle satysfakcjonująca. Nie oferuje prostych odpowiedzi ani linearnej, prostej w odbiorze narracji. Zamiast tego otrzymujemy głęboką refleksję nad losem, przypadkiem i naturą historii. 
To literatura dla czytelników cierpliwych, otwartych na niejednoznaczność i gotowych na intelektualne wyzwanie. Arno udowadnia, że to, co nie wydarzyło się, może być równie znaczące jak to, co się wydarzyło – a czasem nawet bardziej. 
Ogromny plus za oryginalność, erudycję i niezwykłą zdolność uchwycenia tego, co ulotne i niewypowiedziane. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (kl9k)  

 

środa, 15 kwietnia 2026

Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne - Katarzyna Rzehak

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6//6
Ta książka zachwyca od pierwszych stron. Napisana prostym, przystępnym językiem, a jednocześnie pełna treści, emocji i niezwykłych historii. Katarzyna Rzehak stworzyła opowieść nie tylko o jednej kobiecie, ale o całej epoce – o Polsce, która po wojnie podnosiła się z ruin i próbowała na nowo zdefiniować siebie poprzez sztukę, przedmioty codziennego użytku i… piękno.
Bohaterką książki jest Wanda Telakowska – postać absolutnie wyjątkowa, choć zapewne wielu jej nie zna. Pionierka, wizjonerka, kobieta z ogromną charyzmą i odwagą. To właśnie jej zawdzięczamy powstanie w 1950 roku Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Instytut stał się miejscem niezwykłym – kuźnią pomysłów, szkołą projektantów, przestrzenią nowoczesnego myślenia o przedmiotach, które nas otaczają. Telakowska wierzyła, że piękno nie jest luksusem dla wybranych. Powtarzała, że „piękno na co dzień dla wszystkich” powinno być dostępne każdemu – w mieszkaniu, w ubraniu, w talerzu, z którego jemy, i w krześle, na którym siedzimy. Dla polskiego powojennego designu Telakowska to po prostu najważniejsza postać, ikona, mistrzyni.
Autorka wspaniale pokazuje, jak ogromny wpływ miała Telakowska na to, jak dziś żyjemy i jak wygląda nasze otoczenie. Jeśli mówimy o „polskim stylu narodowym”, to w dużej mierze jego współczesna forma narodziła się właśnie dzięki niej. To ona stworzyła nowy zawód – projektanta wzornictwa – i nadała mu rangę ważnej społecznie misji. Uważała, że dobrze zaprojektowane przedmioty kształtują człowieka, uczą wrażliwości i budują lepsze społeczeństwo.
Książka zachwyca również tym, jak ciekawie i barwnie ukazana jest powojenna Polska. To żywy, pełen detali obraz kraju, który zmaga się z biedą, zniszczeniami i ograniczeniami systemu, a mimo to próbuje tworzyć rzeczy piękne i nowoczesne. Rzehak pokazuje, że nawet w trudnych czasach można było marzyć, projektować, eksperymentować. Instytut Wzornictwa Przemysłowego jawi się jako miejsce niemal magiczne – nowoczesne, otwarte, przyjazne kobietom, wyprzedzające swoje czasy. Poza tym to Telakowska w 1949 roku, wymyśliła Cepelię. Chyba mało kto o tym wie, a szkoda.
Ogromnym atutem jest sposób, w jaki autorka opowiada o samej Telakowskiej. To nie pomnikowa postać z podręcznika, lecz żywa, barwna kobieta z poczuciem humoru, temperamentem i ostrym językiem. Przyjaźniła się z Iwaszkiewiczem, Miłoszem, Krzywicką. Potrafiła snuć fascynujące opowieści, sypać anegdotami i żartami, czasem bardzo pikantnymi. Wokół niej narosły dziesiątki historii – prawdziwych i zmyślonych – które budują legendę „wielkiej Wandy”. Rzehak z ogromnym wyczuciem łączy fakty z anegdotą, tworząc portret kobiety silnej, odważnej i niepokornej.
To książka, która inspiruje. Pokazuje, że jedna osoba z wizją może realnie zmienić świat – nawet jeśli jest to świat filiżanek, tkanin, mebli czy zabawek. A może właśnie przede wszystkim ten świat, bo to on towarzyszy nam każdego dnia.
Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich to opowieść mądra, ciepła i niezwykle potrzebna. Uczy, że estetyka ma znaczenie. Że piękno może być demokratyczne. I że za tym, jak wygląda nasza codzienność, stoją konkretni ludzie z pasją i odwagą.
To książka, którą czyta się z przyjemnością i dumą – dumą z polskiej kultury, polskiego wzornictwa i z kobiety, która wyprzedziła swoje czasy i miała odwagę marzyć o pięknie dla wszystkich. Wspaniała bohaterka i świetna książka. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

niedziela, 12 kwietnia 2026

Królewska Wysokość - Thomas Mann

 



Wydawnictwo MG, Moja ocena 4,5/6
Powieść Królewska wysokość to niezwykła i głęboka opowieść o dojrzewaniu, samotności oraz poszukiwaniu własnej tożsamości w świecie pełnym konwenansów i pieniądza. To książka, która zachwyca nie tylko swoją treścią, ale także formą — styl autora jest wręcz cudowny: elegancki, pełen finezji i przenikliwej obserwacji ludzkiej natury. 
Mann opowiada historię młodego księcia Klaudiusza, który dorasta na dworze niewielkiego niemieckiego księstwa. Od najmłodszych lat podporządkowany jest rygorystycznym zasadom etykiety i protokołu, co sprawia, że jego życie staje się uporządkowane, lecz pozbawione spontaniczności i bliskości. Wychowywany w atmosferze chłodnego dystansu, książę doświadcza głębokiego osamotnienia i czuje się oddzielony od zwyczajnego świata oraz ludzi żyjących poza murami pałacu. 
Prawdziwy przełom następuje w momencie, gdy na jego drodze pojawia się osoba, która wnosi do jego życia powiew autentyczności. Dzięki tej relacji nasz bohater zaczyna inaczej postrzegać zarówno innych ludzi, jak i samego siebie. Uczy się dostrzegać emocje, których wcześniej nie dopuszczał do głosu, a także kwestionować narzucone mu schematy. 
Bardzo ciekawa powieść, która w piękny sposób ukazuje wewnętrzną przemianę bohatera — od wycofanego, zdystansowanego arystokraty do człowieka bardziej świadomego swoich uczuć i potrzeb. To także refleksja nad trudną sztuką pogodzenia życia prywatnego z obowiązkami wynikającymi z pełnionej roli społecznej. Mann pokazuje, że bycie władcą nie wyklucza bycia człowiekiem, choć znalezienie równowagi między tymi dwiema sferami bywa niezwykle wymagające.
Mimo, iż od powstania książki minęło ponad 100 lat, nadal jest ona aktualna, a jej wymowa, sens aż biją w czytelnika w kontekście tego, co dzieje się teraz na świecie, co wyprawiają miliarderzy itd. Zdecydowanie warto przeczytać. 
Królewska wysokość to książka pełna uroku, melancholii i mądrości. Zachwyca nie tylko swoją fabułą, ale także głębią psychologiczną postaci oraz mistrzowskim językiem autora. To lektura, która pozostaje w pamięci na długo i skłania do refleksji nad własnym życiem, wyborami i relacjami z innymi ludźmi.

 

sobota, 11 kwietnia 2026

Beatlesi - Lars Saabye Christensen

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Beatlesi to powieść, która na pierwszy rzut oka opowiada o czterech chłopcach z Oslo. Jednak tak naprawdę jest to książka o dorastaniu, przyjaźni i o tym, jak muzyka potrafi stać się tłem i sensem całego życia. To jedna z najważniejszych książek w dorobku Larsa Saabye Christensena i zarazem jego największy międzynarodowy sukces.
Głównymi bohaterami są Gunnar, Seb, Ola i Kim. Poznajemy ich jako nastolatków w latach 60. XX wieku, gdy świat ogarnia Beatlemania. Muzyka zespołu The Beatles towarzyszy im w codziennym życiu, wyznacza kolejne etapy dorastania, pierwsze miłości, rozczarowania i bunty. Każdy nowy album Wielkiej Czwórki z Liverpoolu staje się dla nich jak znak czasu – przypomina o tym, kim byli i kim chcieliby się stać. Chłopcy chodzą do szkoły, grają w piłkę, kłócą się z rodzicami i próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie. Z czasem dorastają. Pojawiają się alkohol, poważniejsze problemy, trudne decyzje i pierwsze bolesne straty. Lata 60. są pełne energii i nadziei. Powoli ten okres ustępuje miejsca bardziej gorzkim latom 70. Kończy się niewinność, a rzeczywistość przestaje być tak kolorowa jak kiedyś.
Największą siłą tej powieści jest pokazanie przyjaźni. Czterech bohaterów różni się charakterami, marzeniami i temperamentem, ale łączy ich silna więź. Razem śmieją się, przeżywają pierwsze miłości i wspólnie mierzą się z problemami. Autor pokazuje jednak, że przyjaźń nie jest czymś łatwym. Wymaga lojalności, wybaczania i zrozumienia. Z czasem okazuje się, że nie każdy potrafi udźwignąć ciężar dorosłości w taki sam sposób.
Muzyka The Beatles w tej książce nie jest tylko dodatkiem. Jest jak piąty bohater. Piosenki pomagają chłopcom wyrazić to, czego nie potrafią powiedzieć wprost. Dają im poczucie wspólnoty i nadziei. Kiedy świat wokół zaczyna się zmieniać i komplikować, muzyka pozostaje czymś stałym. 
Autor w piękny sposób pokazuje, że muzyka może ocalić człowieka – dać mu siłę i poczucie sensu. Ale jednocześnie przypomina, że nie zawsze wystarczy, by rozwiązać wszystkie problemy.
Książka jest napisana prostym, przystępnym językiem, ale jednocześnie pełnym emocji. Wiele w niej humoru, szczególnie w opisach młodzieńczych przygód i szkolnych sytuacji. Jednak pod tą lekkością kryje się melancholia i smutek. Christensen bardzo dobrze oddaje klimat Oslo lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Miasto jest ważnym tłem wydarzeń – zmienia się razem z bohaterami. Społeczne przemiany i napięcia wpływają na ich życie, pokazując, że dorastanie odbywa się nie tylko w sercu, ale i w konkretnym czasie historycznym.
Beatlesi to powieść uniwersalna. Choć opowiada o konkretnym miejscu i czasie, jej przesłanie jest ponadczasowe. Każdy kiedyś dorastał, każdy miał swoich przyjaciół i swoje „piosenki młodości”. To książka, która przypomina, że młodość jest piękna, ale krucha – i że nie da się jej zatrzymać. 
Nie bez powodu powieść została wybrana przez czytelników gazety „Dagbladet” najważniejszą powieścią ostatniego ćwierćwiecza. Zdobyła ogromną popularność w Skandynawii i Niemczech, została przetłumaczona na wiele języków i osiągnęła milionowe nakłady.
Beatlesi to wzruszająca, pełna humoru i nostalgii opowieść o czterech chłopcach, którzy próbują odnaleźć siebie w zmieniającym się świecie. To książka o sile przyjaźni, o dorastaniu i o muzyce, która potrafi nadać sens życiu. Czyta się ją z uśmiechem, ale i z lekkim smutkiem – bo przypomina, że czas płynie szybciej, niż byśmy chcieli.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

środa, 8 kwietnia 2026

Isola - Allegra Goodman

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5/6
Kiedy sięgnęłam po Isolę, nie spodziewałam się, że to będzie tak ciekawa lektura. To jedna z tych książek, które czyta się z zapartym tchem, a jednocześnie co chwilę zatrzymuje, żeby pomyśleć, poczuć. Dla mnie była to przede wszystkim opowieść o sile – tej cichej, rodzącej się w człowieku wtedy, gdy zostaje zupełnie sam.
Historia Marguerite od początku porywa czytelnika. Z jednej strony mamy świat bogactwa, piękna i przywilejów – zamki, winnice, życie, które wydaje się bezpieczne i przewidywalne. Z drugiej strony bardzo szybko okazuje się, jak kruche są te rzeczy, jak nic nie znaczą. Pewnego dnia nasza bohaterka traci wszystko, rodziców, dom, majątek. A to dopiero początek. To, co najgorsze dopiero przed Marguerite. Mimo tragizmu sytuacji, podobało mi się, jak autorka pokazała, że los potrafi zmienić się nagle i bez ostrzeżenia, a człowiek musi odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości.
Najbardziej poruszyła mnie jednak przemiana głównej bohaterki. Marguerite nie jest od początku „silną heroiną” – jest młodą kobietą, trochę zagubioną, zależną od innych, wychowaną w określonych realiach XVI-wiecznej Francji. Kiedy zostaje pozbawiona wszystkiego, porzucona na bezludnej wyspie, widzimy, jak krok po kroku uczy się przetrwać – nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Jej walka z naturą, samotnością i własnymi lękami była dla mnie pasjonująca.
Bardzo doceniam też sposób, w jaki książka porusza temat miłości. To nie jest cukierkowa, infantylna opowieść, nic z tych rzeczy. Uczucie, które się pojawia jest piękne, ale też tragiczne w skutkach. Pokazuje, że miłość potrafi być zarówno siłą, jak i źródłem cierpienia. Dla mnie to jeden z najbardziej przejmujących wątków tej historii.
Nie mniej ważna jest wiara – rozumiana nie tylko religijnie, ale też jako wewnętrzne przekonanie, że warto walczyć dalej. W najtrudniejszych momentach Marguerite nie poddaje się i to właśnie daje nadzieję czytelnikowi. Ta książka przypomina, że nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach można znaleźć w sobie coś, co pozwala przetrwać.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie również klimat całej opowieści. Surowa przyroda, zimno, głód, cisza wyspy – wszystko to jest opisane tak sugestywnie, że momentami miałam wrażenie, jakbym sama tam była. Autorka świetnie buduje napięcie i emocje, nie potrzebując do tego przesadnych środków. Dodatkowo Goodman bardzo zręcznie splata fakty, które miały miejsce z fikcją literacką. W ten sposób powstałą wyjątkowa historia. Na minus zasługuje nie najlepszy moim zdaniem język, odrobinę niepasujący do tej historii. Ale to minus, który mimo wszystko nie przeszkadza w odbiorze i fascynacji historią. 
Isola to dla mnie książka o buncie – przeciwko narzuconym rolom, przeciwko niesprawiedliwości, ale też przeciwko własnym ograniczeniom. To historia, która pokazuje, że nawet jeśli świat próbuje nas złamać, zawsze mamy wybór, jak na to zareagujemy.
Rozumiem, dlaczego ta powieść została tak doceniona na świecie. Jest ponadczasowa, poruszająca i bardzo ludzka. Po jej przeczytaniu zostałam z wieloma przemyśleniami i poczuciem, że była to naprawdę wartościowa lektura.
Poleciłabym Isolę każdemu, kto lubi historie o silnych emocjach, przemianie i walce o przetrwanie – ale przede wszystkim tym, którzy szukają książki, która zostaje w głowie i sercu na dłużej.

 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Kolory tęsknoty - Natalia Thiel

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Kolory tęsknoty to spokojna opowieść o emocjach, które nie zawsze znajdują ujście w słowach. To książka, która nie próbuje szokować ani przyspieszać wydarzeń, ale konsekwentnie prowadzi czytelnika przez życie bohaterów, pokazując, jak bardzo potrafi ono odbiegać od wcześniejszych wyobrażeń i jak podobne jest do naszego. 
Fabuła koncentruje się na dalszych losach Wiktorii i Luizy. Autorka dobrze pokazuje, jak trudne emocje – zazdrość, żal i niespełniona miłość – potrafią zniszczyć nawet silną więź. Nie ma tu jednak przesady – wszystko rozwija się naturalnie, bez sztucznego dramatyzowania. 
Ważnym elementem książki jest także postać Franciszka. Jego wewnętrzny konflikt między uczuciem a obowiązkiem został przedstawiony w sposób wiarygodny i stonowany. To bohater, który nie podejmuje łatwych decyzji, a jego wybory mają konsekwencje nie tylko dla niego, ale i dla obu kobiet. Dzięki temu historia nie jest czarno-biała – każdy z bohaterów ma swoje racje i ograniczenia.
Tytułowe „kolory tęsknoty” można rozumieć jako szeroką gamę uczuć, które towarzyszą bohaterom na każdym etapie ich życia. To nie tylko smutek po stracie bliskiej osoby, ale też żal za niewykorzystanymi szansami, poczucie niespełnienia i potrzeba życia w zgodzie ze sobą. W książce wyraźnie widać dążenie do szczerości, bliskości i prawdziwego uczucia – nawet jeśli relacje, w których znajdują się bohaterowie, często okazują się jedynie namiastką tej jednej, utraconej miłości.
To historia, która potrafi wciągnąć i zatrzymać uwagę, jednocześnie zmuszając do przejrzenia się w lustrze. Emocje, przeżycia bohaterów są bardzo podobne do tych, jakie my przeżywamy. Wiele czytelniczek utożsami się z bohaterkami i tym, co one przeżywają. Na uwagę zasługują też realia XIX wieku, które zostały oddane z wyczuciem i dbałością o szczegóły. Kolory tęsknoty to powieść dla osób, które cenią historie o relacjach i wewnętrznych przeżyciach. Nie oferuje zaskakujących zwrotów akcji, ale w zamian daje coś innego – obraz życia, w którym nie wszystko układa się zgodnie z planem. To lektura, która może skłonić do zastanowienia się nad własnymi wyborami i nad tym, jak często milczymy tam, gdzie warto byłoby powiedzieć prawdę.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

niedziela, 5 kwietnia 2026

Dziwna pogoda w Tokio - Hiromi Kawakami

 


Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5,5/6
Książka Hiromi Kawakami to powieść, która szczególnie mocno trafi do osób zafascynowanych Japonią i jej literaturą. Taką osobą jestem ja, od lat pasjonatka wszystkiego, co japońskie i z Japonią związane. Jeśli ty czujesz, że japoński sposób opowiadania – spokojny, uważny, skupiony na tym, co niewypowiedziane – ma w sobie coś wyjątkowo bliskiego, jest to lektura dla ciebie Historia, którą opowiada Kawakami potrafi wciągnąć nie przez akcję, ale przez atmosferę i emocje, które rozchodzą się powoli, jak fale. 
Japonia z tej opowieści, to nie kraj znany z pocztówek ani dynamicznych obrazów wielkiego miasta. Tokio u Kawakami jest ciche, intymne, spokojne, pełne samotności w tłumie. To przestrzeń małych barów z sake, spokojnych spacerów i mieszkań, w których wieczory płyną bez pośpiechu. Właśnie w tej zwyczajności kryje się coś niezwykłego. Autorka bardzo subtelnie oddaje ducha japońskiej estetyki, bliskiej ideom przemijania i piękna ukrytego w prostocie. Dzięki temu łatwo poczuć, że obcuje się z czymś autentycznym, a nie wykreowanym pod oczekiwania czytelnika. 
W centrum tej historii znajduje się relacja Tsukiko i Senseia, która rozwija się powoli, niemal niezauważalnie. Ich znajomość zaczyna się od przypadkowego spotkania i przez długi czas opiera się na drobnych rytuałach – wspólnym jedzeniu, rozmowach, a czasem po prostu milczeniu. To właśnie to milczenie jest tu niezwykle znaczące, bo nie jest puste, tylko pełne napięcia, niepewności i delikatnej bliskości. Kawakami pokazuje, że uczucie nie musi być głośne ani oczywiste, że może być nieporadne, trochę niezręczne i rozwijać się w swoim własnym tempie. Taka forma budowania relacji może przypominać twórczość Harukiego Murakamiego, choć tutaj wszystko jest bardziej przyziemne i oszczędne. 
Dużą rolę odgrywa w tej książce samotność, ale nie jest ona przedstawiona jako coś dramatycznego. To raczej stan, do którego można się przyzwyczaić, który staje się częścią codzienności. Samotność na codzień jest bardzo charakterystyczna dla Japonii i Japończyków.  Tsukiko żyje spokojnie, bez większych oczekiwań wobec świata, a spotkanie z Senseiem nie wywraca jej życia do góry nogami, tylko delikatnie je porusza. To bardzo charakterystyczne dla japońskiej literatury podejście – zmiana nie musi być gwałtowna, może przyjść cicho i prawie niezauważalnie. Za takie drobiazgi kocham japońską literaturę.
Ciekawym elementem powieści jest sposób, w jaki autorka wykorzystuje jedzenie. Wspólne posiłki nie są tylko tłem wydarzeń, ale stają się sposobem ukazania emocji. To przy jedzeniu bohaterowie zbliżają się do siebie, uczą się swojej obecności, oswajają swoją nieśmiałość. Styl Kawakami jest bardzo prosty, ale jednocześnie wymagający. Nie dlatego, że jest trudny językowo, lecz dlatego, że wymaga uważności. Wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych, ukrytych między zdaniami. Czytelnik musi sam wyczuć emocje, domyślić się znaczeń, zatrzymać się na chwilę. To książka, którą najlepiej czytać powoli. 
Jeśli fascynuje Cię Japonia i jej kultura, styl życia Japończyków, to jak i co odczuwają, ta powieść działa jeszcze mocniej, bo nie epatuje egzotyką, tylko pokazuje codzienność w sposób bardzo naturalny. Dzięki temu ta fascynacja nie jest karmiona obrazkami, ale pogłębia się poprzez doświadczenie – spokojne, refleksyjne i bardzo osobiste. 
Dziwna pogoda w Tokio zostaje w czytelniku na długo, bo dotyka rzeczy prostych, ale ważnych. Pokazuje, że bliskość może rodzić się z drobiazgów, że samotność nie zawsze musi być czymś złym i że najważniejsze momenty często przychodzą wtedy, gdy się ich nie planuje. To jedna z tych książek, po których ma się ochotę zwolnić, spojrzeć uważniej na codzienność i docenić to, co ciche i pozornie nieistotne. Polecam. Poruszająca, arcyciekawa historia. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)