Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja mojego męża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja mojego męża. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 grudnia 2018

Kopnij piłkę ponad chmury. Reportaże z Nepalu - Iwona Szelezińska

Wydawnictwo Marginesy, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Kopnij piłkę ponad chmury, to zbiór doskonałych reportaży z Nepalu, w którym autorka, Iwona Szelezińska prezentuje społeczeństwo w okresie po tragicznym wydarzeniu, jakim było trzęsienie ziemi z 2015 roku. 
Autorka w bardzo ciekawy sposób prezentuje różne postaci nepalskiego, często odciętego od świata społeczeństwa, problemy ludzi żyjących w tym kraju, kwestie społeczne, gospodarcze, kulturalne. Ukazuje społeczeństwo, w którym bieda jest czymś normalnym, gro obywateli nadal jest analfabetami, a kobieta znaczy zdecydowanie mniej niż męźczyzna. 
Z drugiej strony autorka prezentuje gro ambitnych osób, które za wszelką cenę chcą zdobyć wykształcenie, wyrwać się z zaklętego kręgu ubóstwa, swojego życia, poprawić byt swój i rodziny. Bohaterowie książki to także w większości ludzie, którzy potrafią wziąć się za przysłowiowe bary z tym, co ich spotkało, z naturą, która jest ich sprzymierzeńcem, ale i wrogiem, z ciężkim życiem, problemami, których na ogół nawet my ludzie żyjący w dostatniej Europie, nie potrafimy sobie wyobrazić.
Szelezińska pisze ciekawie, porusza ważne problemy, zwraca uwagę na kwestie, które ludziom spoza Nepalu po prostu umykają. 
Oczywiście autorka nie była w stanie wyczerpać wszystkich zagadnień, poruszyć każdą kwestię, omówić je dokładnie. Niemniej Kopnij piłkę.. to ważna i potrzebna książka. 
Zwraca nam ona uwagę na to co dzieje się w kraju tak odległym od naszego, jak traktowani są tam ludzie, z jakim bezprawiem i problemami muszą się borykać. Po lekturze tego zbioru reportaży wielu czytelników inaczej, ze sporym dystansem spojrzy na swoje problemy, doceni to co ma.


piątek, 23 listopada 2018

Zimny strach - Mads Peder Nordbo

Wydawnictwo Burda Książki, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Dobra, porządnie napisana książka, która zainteresowała mnie od razu, gdy znalazła się na liście nowości.
Mimo, iż autor bazuje na znanym z innych książek szkielecie, to jednak pomysł mimo, iż może wydawać się wyeksploatowanym, jest doskonale wykorzystany, wypełniony ciekawą treścią.
Zimny strach jest co prawda kontynuacją Dziewczyny bez skóry, ale bez znajomości Dziewczyny...Zimny strach także można czytać z równie wielką przyjemnością. Kilka wątków jest co prawda kontynuowanych z 1. tomu serii, ale są one sensownie przedstawione i nie powinniście mieć problemów z ich zrozumieniem.
Dobry, mocny, trzymający w napięciu thriller.
Mroczna, tajemnicza Grenlandia+ zagadki z przeszłości to doskonałe połączenie, które autor, Mads Peder Nordbo doskonale poprowadził przez całą książkę.
Fabuła jest wielowątkowa, ale wszystko jest prowadzone zręcznie, konsekwentnie, nic się nie gubi, nie umyka, jak to ma miejsce w wielu innych książkach.  
Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie i kilkadziesiąt lat temu. Wydarzenia z obu okresów są równie pasjonujące. 
Główni bohaterowie, dziennikarz i rdzenna, ostra, twarda, bezkompromisowa mieszkanka Grenlandii, próbują wyjaśnić tajemnicę zaginięcia grupy osób. Zniknięcie miało miejsce w opuszczonej, mocno przerażającej osadzie. 
Trzeba autorowi przyznać, iż umieszczając akcję na Grenlandii, która z założenia jest zimna, mroczna, okrutna, tajemnicza, dał sobie pole do popisu. Doskonale wykorzystał możliwości, które zaoferowało takie miejsce akcji. Opisy miejsc, surowości natury, ludzkich charakterów, otaczającej wszystko grozy budują w książce doskonały nastrój.
Całości dopełniają liczne zagadki i styl pisarski Nordbo oraz wtręty dot. współczesnych problemów Grenlandii. 
Na spory plus zasługuje także samo zakończenie. Jest dziwnie, zaskakująco, mocno. 
Czyta się bardzo dobrze. Polecam.

piątek, 26 października 2018

Lissy - Luca D’Andrea

Wydawnictwo WAB, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Lata 70. XX wieku, wysokie góry Tyrolu, ucieczka kobiety, ścigający ją wściekły mąż kryminalista, wynajęty płatny zabójca i coraz bardziej gęstniejąca atmosfera zagrożenia. Taki jest w ogólnym zarysie klimat tej książki.
Do tego dochodzi groźny wypadek uciekającej i ratujący ją z niego pustelnik. Całość okraszona niebezpieczeństwem i sporą garścią tajemnic.
Luca D'Andrea napisał dobrą, ciekawą, niezwykle intrygującą książkę, w której początkowo prym wiedzie wątek uciekającej kobiety, który stopniowo ustępuje miejsca siatce tajemnic, grozie skrywanych sekretów i czającemu się tuż pod powierzchnią napięciu. Cała fabuła jest przy tym niczym meandrująca rzeka z wieloma odnogami zakolami. Co i rusz pojawia się nowy element, nowa postać, kolejna kwestia, która zadziwia, wprowadza zamieszanie, zwiększa napięcie i poczucie zagrożenia. Fabuła jest wielowątkowa, skomplikowana i w wielu miejscach wprowadzająca spore zamieszanie.
Wszystko, co z początku zdawało się być oczywistym wraz z pojawieniem się nowych postaci, kolejnych tajemnic, wątków, komplikuje się, jak to tylko jest możliwe.
Niewiele wiemy o kolejnych postaciach, niewiele (ba, praktycznie nic) wiemy także o tytułowej Lissy. Co z tego wyniknie? Jeżeli jesteście ciekawi, jeżeli intryguje was jak na teraźniejszość wpływa koszmar sprzed lat, sięgnijcie po tę pozycję, warto.
Lissy to swoisty miks wątków, które wydają się być z jednej strony oczywiste, a z drugiej nad wyraz zagadkowe, niezmiernie intrygujące i wzbudzające niepokój. To taki miks bajki obyczajowej z thrillerem i horrorem.
Sporo miejsca poświęcone jest też warstwie psychologicznej, kwestii psychiki i postępowania bohaterów. Te zagadnienia wymieszane z tajemnicami i atmosferą zagrożenia tworzą bardzo ciekawy efekt. Lissy to książka, w której do końca trudno przewidzieć rozwój wypadków.
Fabuła zaciekawia, akcja wciąga już od pierwszych stron i generalnie książkę czyta się bardzo szybko i ze sporą przyjemnością, a bieg wydarzeń trudno przewidzieć nieomal do ostatnich stron. Polecam.

sobota, 29 września 2018

Torfowisko - Susanne Jansson

Wydawnictwo Marginesy, Ocena 4,5/5
Recenzja mojego męża.

Akcja rozgrywa się w Mossmarkenm krainie lasów i mokradeł, miejscu odludnym, ponurym, depresyjnym. Idealne miejsce żeby je uczynić scenerią do rozgrywającego się na kartach książki thrillera pomieszanego z powieścią obyczajową z elementami sporej tajemnicy z przeszłości. 

Odnalezione na bagnach ciało z epoki brązu to jedna z ciekawostek i elementów lekkiej grozy. Do tego dochodzą całkiem współczesne zaginięcia wokół których toczy się akcja.W Mossmarkenm mieszka niewielka grupa osób, bardzo zamkniętych, co najmniej dziwnych, stroniących od obcych. W związku ze zniknięciem kolejnych osób policja ma do rozwiązania trudną zagadkę, a na współpracę miejscowych nie ma co liczyć.
Jako thriller książka jest powiedzmy na 4-. Natomiast tym co ją ubarwia jest bez wątpienia (i tu pewnie sporo osób zaskoczę) bardzo ciekawie podana duża porcja wiedzy dot.  torfowisk, bagien, mokradeł, fauny i flory i wszystkiego co z tym ekosystemem związane. Debiutująca autorka bardzo zręcznie wplotła tę wiedze w fabułę. 
Do tego dodała narastający nastrój grozy poprzeplatany mrocznymi wierzeniami, pełnymi grozy opowieściami. Trzeba przyznać, iż nastrój tej książki jest obok porcji wiedzy o mokradłach jest jej najmocniejszą stroną. Jednak przyznam się, że niezwykle trudno mi zaklasyfikować Torfowisko do jakiegoś konkretnego gatunku literackiego. Trochę thrillera, kryminału, garść grozy, psychologii, socjologii, botaniki i paludologi, czyli nauki o bagnach. 
Czyta się dobrze, z ciekawością, choć nie oczekujcie stricte kryminału z niesamowitym tempem akcji. Torfowisko jest spokojną, nawet często statyczną powieścią..
Z czystym sumieniem polecam tę książkę. Dobry, ciekawy debiut Susanne Jansson.

środa, 5 września 2018

Miasteczko Surrender - Caleb Carr

Wydawnictwo Rebis
Recenzja mojego męża.
Książka autora kultowego Alienisty. Niestety, ale Miasteczko... jest zdecydowanie słabsze od Alienisty.
Początek niezły, a dalej wg. zasady im głębiej w las tym gorzej.
Zagadka kryminalna z każdą kolejną stroną mniej zagmatwana (a chyba powinno być odwrotnie). Mniej więcej pod koniec pierwszej połowy wiedziałem kto, jak i dlaczego. Nie ma nic gorszego w kryminale. Pozostała część książki to nudy i to koszmarne. 

Poza tym absolutny brak klimatu. Alienista rozgrywał się w XIX wieku, Carr świetnie oddał w nim ówczesne realia, klimat dusznych, brudnych uliczek, brukowane trotuary, stroje, mentalność ludzi. 
W Miasteczku Surrender akcja rozgrywa się w prowincjonalnym miasteczku i na początku zdaje się, iż klimat będzie równie doskonale oddany, jak w Alieniście. Ale to tylko początkowe pozory. W kreślonej małomiasteczkowej atmosferze brak tego czegoś co sprawiłoby, iż w trakcie lektury czytelnik wręcz zanurza się w tamtejszych realiach, czuje oblepiającą duchotę małej społeczności. 
Poza tym dialogi, jakieś takie nadęte, nie pasujące zupełnie do fabuły. Do tego spora ilość przekleństw. Nie mam nic do wulgaryzmów w książkach o ile są one uzasadnione fabułą. Tu tego związku brak.
Niestety, ale nie dałem rady doczytać do końca. Zmęczyłem (tak, to dobre określenie) mniej więcej 3/4 książki i uznałem, iż wystarczy. Nic nie wróżyło, że w pozostałej części cokolwiek ulegnie zmianie. Ponieważ oceniam tylko w całości przeczytane książki, tym razem ocenę sobie daruję.


piątek, 31 sierpnia 2018

Europa o północy - Dave Hutchinson

Wydawnictwo Rebis, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Europa o północy to 2. tom cyklu Pęknięta Europa. Książki są serią, ale można śmiało czytać je niezależnie od siebie.Europa o północy jest kontynuacją, ale i całkiem niezależną książką. 

Hutchinson prezentuje nam całkowicie nowy, odmienny od tego z poprzedniej części, świat. Jest to świat dziwny, inny, kuriozalny, świat tuż po dramatycznej i niezwykle krwawej rewolucji.
W podzielonej Europie wyrastają nowe państwa, niektóre dosłownie z dnia na dzień. Rośnie ilość osób, które pragną otrzymać azyl w jeszcze bardziej izolującej się Anglii. Efekty po katastrofach i pandemii grypy są zatrważające, a zapaść ekonomiczna zatacza coraz szersze kręgi. Dzieje się oj dzieje.
Część książki w zarysie bazuje na tym co autor przedstawił w tomie 1., ale dodatkowo jest tyle nowości, tyle unikalnych wątków, bohaterów, iż śmiało można uznać 2. tom za odrębną całość.Jedno jest pewne, całkowity brak wtórności i nikt z czytelników obu tomów nie powie...ale to już było. To novum z pewnością jest jedną z największych zalet cyklu. Mam nadzieję, iż zostanie powtórzone w kolejnym tomie...Europa zimą.
Hutchinson stworzył niesamowity, doskonale nakreślony i wciągający swoją innością świat.
Finał książki nie jest jednak zakończeniem historii. Zdecydowanie pozostawia niedosyt i rozbudza apetyt na kolejną część serii.
Polecam różnym czytelnikom. Nadal trudno mi jednoznacznie określić, czy jest to książka bardziej dla fanów literatury szpiegowskiej, czy sf. Sądzę jednak, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Oba wątki zaserwowane są bowiem bardzo przystępnie, są wymieszane.

niedziela, 26 sierpnia 2018

Puste krzesło - Jeffery Deaver

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5,5/6 
Recenzja mojego męża.
Jeffery Deaver ma bardzo ciekawy styl pisarski, dobre, mocne piór i sięgając po jego książki wiem, że mnie nie zawiedzie. Nie inaczej było w przypadku Pustego krzesła. To dobry, mocny, realny thriller wymieszany z doskonałym kryminałem.
Śledztwo w sprawie serii tragicznych wydarzeń w niewielkim miasteczku prowadzą niezawodni - Amelia Sachs i Lincoln Rhyme.
Pierwsze co rzuca się w oczy i nadaje klimat całej książce to świetnie oddane tło, klimat, atmosfera malutkiego miasteczka, takiego trochę sennego, otoczonego moczarami stanu Karolina Północna. 

Kolejnym atutem jest mistrzowsko prowadzone śledztwo. Duet jak zwykle doskonale się uzupełnia...Amelia zbiera ślady, dowody, czasami tylko ich drobinki, a Lincoln je analizuje z podziwu godną biegłością z najdrobniejszych skrawków wyciągając coś niesamowitego.
Puste krzesło zaczyna się takim miksem z jednej strony szybka zbrodnia z drugiej leniwe senne miasteczko. Z każdą kolejną stroną akcja jest umiejętnie podkręcana, aż do spektakularnego finału.  
Z każdym kolejnym rozdziałem zagadki mnożą się, tropy pączkują niczym drożdże i nic nie jest takim, jakim przed chwilą się zdawało być. 
Pod koniec książki mamy oczywiście niesamowity zwrot akcji.  
Po raz kolejny Deaver mnie nie zawiódł. Zaserwował mi prawdziwą ucztę thrillerowo-kryminalną, kilka godzin wspaniałej, pełnej napięcia lektury i lekturę od której wierzcie mi, trudno się oderwać.Do tego ta okładka...brr.. gdy przeczytacie książkę zrozumiecie dlaczego tak reaguję. Polecam.

sobota, 11 sierpnia 2018

Sejf - Ryan Gattis

Wydawnictwo Czarna Owca, Ocena 3,5/6
Recenzja mojego męża.

Sejf to typowa powieść gangsterska z elementami psychologicznymi, której akcja rozgrywa się w mrocznych zakamarkach Los Angeles.

Ricky Mendoza naprawdę bardzo się stara żyć uczciwie. Pewnego dnia  dostaje zdawałoby się proste, zajmujące kilkanaście minut zlecenie od DEA..ma otworzyć sejf. Dla niego to prosta, zwyczajna robota. Ryzyka w sumie nie ma. 
Co więc sprawia, iż podświadomie czuje, że coś jest nie tak? Co kryje się za zwyczajnym zleceniem?
Tego nie zdradzę. Mogę tylko zapewnić, że będziecie zaskoczeni, sam pomysł jest ciekawy. 
Usatysfakcjonuje was też lektura, ale tylko mniej więcej pierwszej połowy książki. Czytając Sejf miałem wrażenie, jakby autorowi wyczerpały się pomysły, baterie, albo drugą połowę książki pisał ktoś inny. W pewnym momencie akcja i tak niezbyt szybka (taki typ opowieści z licznymi psychologicznymi wtrętami i rozważaniami) zwalnia, dialogi stają się takie bez sensu, a całość trąci nudą i pisaniem na siłę. Zupełne przeciwieństwo pierwszej części Sejfu, którą czytałem ze sporym zainteresowaniem.
Jakiś czas temu czytałem Miasto gniewu tego samego autora. Nie ma porównania. Tamta książka była dużo lepsza. Nie mam pojęcia co się stało z Sejfem
Trudno mi jednoznacznie odradzać czy polecać książkę. Warto przeczytać choćby dla pierwszej części, zobaczyć jak pisze Gattis, jak wyszło połączenie powieści gangsterskiej z psychologicznymi rozważaniami o sensie i jakości życia. Może, gdy nie będziecie się spodziewać arcydzieła, Sejf bardziej przypadnie wam całościowo do gustu niż to miało miejsce u mnie.


 

wtorek, 17 lipca 2018

4 3 2 1 - Paul Auster

Wydawnictwo Znak., Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Książka monumentalna rozmiarowo, trudna, warta przeczytania.
Wielu mówi, iż dla takiego autora, jakim jest Paul Auster,  4 3 2 1 to wybitna książka, książka bez mała życia. 

Główny bohater Archie Ferguson pochodzi z żydowskiej rodziny, urodził się w 1947 roku i jego życie z pozoru nie różni się niczym od życia milionów Amerykanów...ale w trakcie lektury poznajemy cztery wersje jego życia. 
Dla jednych zaleta,dla innych (nie lubiących tego typu drobiazgowości) wada będzie ukazanie przez psiarza wszystkich szczegółów życia jego bohatera. Wszystkie cztery życia ukazane są wyjątkowo szczegółowo, momentami można pomyśleć, że aż za bardzo. 
Cztery życia Fergusona ukazane są na przestrzeni kolejnych lat, dekad i silnie osadzone w amerykańskiej kulturze historii, obyczajach, przemianach społeczno-ustrojowych. 
Można śmiało napisać, iż Auster ze swojego bohatera, a w zasadzie jego kolejnych żyć tworzy coś pomiędzy lekcją historii i wiedzy o społeczeństwie amerykańskim, a katharsis dla samych Amerykanów. Razem z bohaterem doświadczamy i przedzieramy się przez wydarzenia, fakty, które dla wielu Amerykanów nadal są wstydliwe. Wspomnę tylko o kilku, jak np. rasizm, wojna w Wietnamie, antysemityzm i wiele innych.
Książka nie należy do najłatwiejszych choćby ze względu na swoją monumentalność i drobiazgowość, ale także niezwykle długie, liczące często po kilka linijek zdania. Jest to jednak doskonale napisana powieść. Gdy już się w nią wczytacie (na nastąpi +/- po 50 stronach) lektura będzie wielką przyjemnością. 
W wielu księgarniach internetowych 4 3 2 1 jest klasyfikowane w dziale książki dla kobiet. Wg. mnie to błąd, ponieważ to doskonała lektura dla każdej osoby, niezależnie od płci, dla czytelnika szukającego wybitnej, wartościowej pozycji.
Jeszcze jedna uwaga, warto zarezerwować sobie na czytanie dużo czasu, idealnym byłby urlop. Gdy już bowiem wnikniecie w lekturę, gdy fabuła was wciągnie, szkoda odkładać książkę, a i powrót do niej, ponowne wczytanie się w nią zajmie dużo czasu. 
Gorąco polecam.

niedziela, 8 lipca 2018

Lenin. Dyktator - Victor Sebestyen

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Lenin wymyka się schematom, którym podlegali wszyscy późniejsi dyktatorzy. Nie działał wyłącznie za pomocą terroru. Pod wieloma względami był fenomenem politycznym, demagogiem, szafującym obietnicami bez pokrycia, kłamstwami i wyznającym prostą zasadę, że cel uświęca środki. Nie był sadystą, szaleńcem ani nawet fanatykiem. 

Kim zatem był? Czy autorowi niniejszej książki, Victorowi Sebestyenowi udało się na  624 stronach odpowiedzieć na te i wiele innych pytań?
Brytyjski dziennikarz i historyk napisał takie 2 w 1. 
Z jednej strony przedstawia głęboki, przeanalizowany portret człowieka, który zmienił nie tylko swój kraj, ale wpłynął także na miliony ludzi na całym świecie, wszak był twórcą najokrutniejszego systemu na świecie. 
Z drugiej strony mamy okazję prześledzić krok po kroku kształtowanie się dyktatury, zobaczyć mechanizmy jej powstawania i rozwoju oraz prześledzić kształtowanie się rosyjskiego socjalizmu.
Jednocześnie Sebestyen weryfikuje wiele mitów i wyjaśnia wiele zagadek, które przez dekady narosły wokół Lenina i jego życia oraz działalności. 
Sylwetka jego bohatera ukazana jest od młodych lat, w szerokim kontekście gospodarczo-historyczno-społecznym. Postępowanie Lenina wplecione jest w cały ciąg wydarzeń przyczynowo-skutkowych, które doprowadziły do takiego, a nie innego zachowania, postępowania. 
Lenin Sebestyena to nie tylko dyktator, polityk. To także syn, mąż, ojciec, przyjaciel, kochanek, mol książkowy namiętnie odwiedzający miejskie biblioteki, o którego prywatnym życiu najlepiej świadczą prywatne listy i zapiski licznie przytoczone w książce. 
Postać nakreślona przez historyka nie jest wybielana, nie jest oceniana. Jego Lenin przedstawiony jest czytelnikowi tak, żeby można było samemu wyciągnąć wnioski, dokonać oceny, poznać, a może w wielu momentach nawet zrozumieć. 
Niewątpliwie warto po tę pozycję sięgnąć, czytać ją z doskoku, po kilka-kilkanaście stron co kilka dni przeplatając lżejszą lekturą, jak ja to robiłem,albo całą uwagę poświecić tylko temu dziełu. Wybór należy do was. Gorąco zachęcam do lektury.
Niech was nie przeraża objętość książki. Sebestyen pisze lekko, co nie znaczy, że jest to pozycja beletrystyczna. Jest to książka w pełni naukowa, dopracowana, porządnie napisana. Autor bardzo profesjonalnie podszedł do zadania, przeprowadził bardzo złożone, trwające lata i szeroko zakrojone badania, przeczesał wiele archiwów.
Efektem jest bardzo bogata baza źródłowa i książka, której lektura (mimo trudnego tematu jaki jest w niej poruszany) jest wielką przyjemnością. Bo nawet gdy temat trudny, bolesny, dyskusyjny, ale książka napisana jest doskonale, po mistrzowsku pod względem przeprowadzonej kwerendy, lekkim mimo ciężkiego tematu językiem, czyta się ją doskonale.

czwartek, 5 lipca 2018

Rzeź na Tarlabasi. Opowieść o nowej Turcji - Thomas Orchowski

Wydawnictwo Agora S.A., Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Bardzo dobrze napisany reportaż. Thomas Orchowski pokazuje w swojej książce jedną dzielnicę, Tarlabasi. Jest ona wyrywkiem Stambułu, a jednocześnie to właśnie w tym miejscu na przestrzeni XX i początku XXI wieku działy się najważniejsze rzeczy, umierali najważniejsi ludzie, mieszkali najznamienitsi. Tam w 1855 roku zmarł na cholerę Adam Mickiewicz. Tam także swoje miejsce znajdowali wykluczeni, pogardzani w innych miejscach. 

Pośród rozpadających się kamienic kryje się prawdziwa historia.
To tam niczym w soczewce skupia się historia XX-wiecznej Turcji, kraju, który zmienił się jak rzadko który.
Przemiany Turcji to przede wszystkim ludobójstwa, czystki etniczne i przymusowe migrację dokonane przez tureckie elity i wiele innych drażliwych, tragicznych wydarzeń. Do tego dochodzi współczesna głęboka polaryzacja polityczna społeczeństwa tureckiego, wydarzenia z ostatnich kilku lat. Jednolita, nowoczesna Turcja przed laty to tylko pozory, teraz państwo cofające się do... to już sami zobaczycie w trakcie lektury tej bardzo dobrze opracowanej książki. 
Książka Orchowskiego to miks, patchwork. Z różnorodnych elementów autor utworzył obraz kraju wielkiego, zróżnicowanego, a jednocześnie jednolitego, kraju który ewoluuje od kilku dekad, nieustannie się zmienia. Czy na lepsze? Sami to musicie ocenić. 
Rzeź... czyta się bardzo dobrze, szybko. Książka jest doskonale dopracowana, nieprzegadana. Mam wrażenie, że każde słowo zostało kilkakrotnie przemyślane, że jego użycie ma jakiś konkretny cel. Atutem jest także fascynacja autora Turcją. Z każdego zdania przebija wiedza o tym kraju. Widać także, iż Orchowski nie bazuje tylko na tym co zobaczył, czego się dowiedział. Przez treść książki przebija porządny, dogłębny resarch, merytoryczne podejście do tematu, ogromna wiedza dot. zarówno historii sprzed dekad, współczesnej, jak i kultury, spraw społecznych, religijnych, gospodarczych, obyczajowych..
Mam tylko jedno zastrzeżenie. Książka nie jest bezstronna. Orchowski ukazuje swoją ocenę wszystkich opisanych wydarzeń, swój punkt widzenia. Wolałbym, żeby autor był bardziej bezstronny. 
Polecam tym bardziej, iż zamieniając częściowo w tekście Turcję na Polskę dojrzymy w wielu aspektach uderzające podobieństwa i smutne wnioski nasuną się same.


sobota, 9 czerwca 2018

Krótka historia mafii sycylijskiej - Tomasz Bielecki

Wydawnictwo Editio, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Niezła, ciekawie napisana choć z pewnością nie wyczerpująca tematyki książka. Dobra do przeczytania w kilka godzin. Świetnie się sprawdzi jako lektura w trakcie nadchodzącego lata.

Bohaterka niniejszej książki, włoska mafia to działająca nieomal jawnie przestępcza organizacja, a jednocześnie maszyna do zarabiania brudnych pieniędzy idących w miliardy. Zwalczana od dekad, nadal działa. Największe sukcesy odnosi na południu Włoch, gdzie struktury mafijne są wyjątkowo silne i trwałe, a przy tym zdające się być niezmiennymi, monolitem.
Autor analizuje tę organizację od czasów II wojny światowej aż do współczesnych nam lat. Sporo dowiadujemy się o strukturze, historii, działalności włoskiej mafii. 
Książka podzielona jest na 9 części. W każdej z nich omówione jest inne zagadnienie dot. mafii, poczynając od krótkiego wprowadzenia, poprzez słowniczek pojęć o mafii, rozwój przed, w czasie i tuż po II wojnie światowej, opis najkrwawszych dokonań tej organizacji, rys najokrutniejszych i najbardziej znaczących postaci w strukturach, aż po dzień zwyczajny w tej organizacji i opowieść o tych, którzy złamali świętą zasadę omerta, czyli milczenia i współpracowali z organami ścigania.
Ponieważ mafia związana jest nierozerwalnie z włoską i światową polityką, im także Bielecki poświęca sporo miejsca w swojej książce. Sporo miejsca autor poświęca związkom mafiosów z politykami zarówno włoskimi, jak i spoza tego kraju. Zadziwiające, jak daleko sięgały macki mafii, jak przekupni potrafią być ludzie bez względu na zajmowane stanowisko.
Książka ta to jakby takie kompedium wiedzy o mafii, które opiera się na dotychczas wydanych publikacjach, już istniejących ustaleniach. Krótka historia mafii nie jest książką naukową, czy popularnonaukową. jest ona zbiorem informacji, wiedzą w pigułce. 
Krótka historia mafii sycylijskiej napisana jest ciekawie choć brak mi przypisów, które pozwoliłyby zainteresowanym osobom sięgnąć do innych pozycji, poszerzyć swoją wiedzę.
Książkę czyta się dobrze, polecam na kilkugodzinną lekturę.

czwartek, 7 czerwca 2018

Zrób mi jakąś krzywdę - Jakub Żulczyk

Wydawnictwo Świat Książki
Recenzja mojego męża.

Opinia tym razem bez oceny. Nie dałem rady przeczytać całej książki, w związku z tym nie oceniam jej. Przeczytałem mniej więcej połowę. I nie sądzę, żeby nagle w drugiej części coś diametralnie się w debiucie pisarskim Żulczyka zmieniło. 

Mam za sobą lekturę innych książek autora i jedne pozycje podobały mi się bardziej inne mniej, ale generalnie każda była na plus.
Zrób mi jakąś krzywdę to lektura na wielki minus. Ja rozumiem, debiut, ale mimo wszystko...
Może gdybym miał z 25 lat mniej to lektura przemówiłaby do mnie. Książka jest dla osób maksymalnie w wieku 20+. Osoby starsze niewiele z niej zrozumieją, pewnych porównań mogą nie chwycić.
Chociaż tak na dobrą sprawę nie jestem pewien czy książka trafi do każdego dwudziestoparolatka. Mój syn mający 21 lat stwierdził, że to bełkot i sama zabawa popkulturą dwudziestolatków z miksem absurdalnej inscenizacji i goryczy życia nie wystarczy do napisania dobrej książki.
To co ja wychwyciłem to kiepska historia ze stekiem przekleństw. Znośne są tylko pojedyncze cytaty wyrwane z kontekstu, a i tak jest ich niewiele. Do tego zdania ciągnące się na kilkanaście linijek, wtręty nie wiadomo po co, fabuła, której nie da się zrozumieć, dziwni bohaterowie.
Kwintesencją i zdaniem, które ukazuje, co to za książka jest ten zlepek słów...(...) Jedyne co ona w sobie ma to niewysrane gówno. (...)

To jedna z najgorszych książek, jakie w życiu czytałem. Szczerze odradzam lekturę. Polecam za to inne książki Żulczyka. 



środa, 16 maja 2018

Konferencja w Wannsee. Droga do "ostatecznego rozwiązania" - Peter Longerich

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 6-/6
Recenzja mojego męża.

Tytułowa Konferencja w Wannsee było to spotkanie, które odbyło się 20 stycznia 1942 roku w willi przy Großer Wannsee 56/58 w Berlinie. Udział wzięli w nim niemieccy prominenci nazistowskiej służby państwowej, pod przewodnictwem Reinharda Heydricha.

Tematem spotkania było ostateczne i jak najszybsze rozwiązanie "sprawy żydowskiej". Tak eufemistycznie nazywano zaplanowane masowe ludobójstwo, eksterminację wszystkich Żydów.
Heydrich został upoważniony do podjęcia: „wszelkich niezbędnych przygotowań do globalnego rozwiązania kwestii żydowskiej na europejskim obszarze wpływów niemieckich”.
To spotkanie i wszystko co się wokół niego działo porusza w niniejszej książce Peter Longerich, jeden z najlepszych historyków zajmujących się m.in. hitlerowskimi Niemcami i III Rzeszą. Longerich jest specjalista w tych zagadnieniach. Spod jego pióra wyszły np. opasłe i wyczerpujące tematykę biografie Hitlera, Goebbelsa oraz Himmlera.
Konferencja w Wansee podzielona jest na trzy spore rozdziały, z których każdy porusza inne zagadnienie. Cennym dodatkiem są ciekawy i potrzebny prolog oraz bardzo bogaty materiał źródłowy, ze sporym spisem bibliografii. Taki układ książki jest bardzo dobry. 
Minus daję tylko za umieszczenie przypisów na końcu książki, co zdecydowanie utrudnia lekturę. 
Cennym i ciekawym uzupełnieniem jest dodatek w postaci zdjęć protokołu z konferencji wraz z tłumaczeniem. Protokolantem był Adolf Eichmann, zbrodniarz wojenny, skazany za ludobójstwo, póżniejszy główny koordynator i wykonawca planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.
Książkę mimo tragicznej tematyki jaką porusza, czyta się doskonale. Dla osób zainteresowanych Holokaustem, dziejami Żydów, II wojna światową to pozycja obowiązkowa. 



poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha - Dariusz Rosiak

Wydawnictwo Czarne, Ocena 4/6
Recenzja mojego męża
.
Sat-Okh – Długie Pióro, syn wodza Szewanezów i Polki, która uciekła z zesłania na Syberii. Stanisław Supłatowicz, żołnierz AK, uciekinier z transportu do Auschwitz, marynarz, autor poczytnych książek, w środowisku polskich miłośników amerykańskiego folkloru postać kultowa. Tyle wiedzieliśmy do tej pory, tyle sam o sobie mówił. Swoim życiorysem mógłby obdarować kilka osób. Bohater wciąż fascynuje, chociaż od jego śmierci minęło kilkanaście lat.

Dariusz Rosiak to reporter, który postanowił nam tę postać przybliżyć.
Z książki dowiadujemy się m.in. o dorastaniu wśród swojego ludu w Ameryce, a póżniej jeszcze przed wojną o drodze, jaka przebył ze swoją matką, poprzez Kanadę do Polski.
Czytamy także o wieloetapowej i zakrojonej na dużą skalę akcji, którą dziś nazwalibyśmy PRową, czyli o tworzeniu wokół siebie mitu, legendy, nimbu innego, prawdziwego Indianina. Odbywało się to poprzez różne audycje, książki, wywiady, artykuły w prasie, spotkania z ludźmi oraz powołanie ruchu indianistów.
Największy rozgłos Sat-Okh zyskał pod koniec lat 40. i w latach 50. XX wieku. Jego sława wykraczała daleko poza granie PRL-u. Bardzo popularny był w innych krajach bloku wschodniego, szczególnie w dawnym ZSRR,

Trzeba przyznać, iż Rosiak rzetelnie wykonał ogromną pracę. M.in. przeprowadził bardzo dużo rozmów z różnymi ludźmi, zbadał materiały z prasy, książki, materiały z różnych archiwów, filmy dokumentalne i archiwalia, sprawdził nawet księgi parafialne w kościołach.
Cennym uzupełnieniem są różne wstawki jak np. 20 czarno-białych zdjęć i ilustracji  czy stenogram z nagrania filmu dokumentalnego z 1988 roku. Niektórym stenogram liczący blisko 20 stron może się wydawać zbędnym, mnie akurat bardzo przypał do gustu. Efektem tych badań jest całkowite obalenie mitu Sat-Okha i jedna z największych mistyfikacji w naszym kraju...choć nie w 100%.
Co było/jest prawdą, a co fikcją, tego dowiecie się z lektury książki.
Biało-czerwony... jest dobrze napisany, bogato udokumentowany, czyta się doskonale. Powinienem więc dać wyższą ocenę. Może i tak, tylko nie porwała mnie sama postać bohatera. 

Pomijając fałsz i zakłamanie Sat-Okha, Biało-czerwony to porcja doskonałej reporterskiej pracy i za to daję 6. Natomiast 3 daję za samą postać. Czegoś jej brak. Trudno to nawet określić, ale to takie nieuchwytne coś, co bohater ma i do nas przemawia, albo tego nie ma. Supłatowiczowi vel Sat-Okhowi tego czegoś brak. Może to efekt upływu czasu, jaki minął od jego śmierci, a może fakt obalenia mitologizowanej przez wielu postaci prawdziwego Indianina. Nie wiem. Jedno jest pewne po książkę Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha, jak i po inne autorstwa Dariusza Rosiaka warto sięgnąć. Nie żałuję czasu poświęconego na lekturę. Jednak to jedna z tych pozycji, do których nie wrócę. Są lepsze książki, reportaże, biografie reporterskie.
Polecam. 








 

czwartek, 12 kwietnia 2018

Złoty dom Goldenów - Salman Rushdie

Wydawnictwo Rebis, Ocena 6/6 
Główny bohater książki, tajemniczy cudzoziemiec, miliarder Nero Golden jest kimś więcej niż tylko wykreowana na potrzeby tej powieści postacią. Jest symbolem zmian zachodzących w nas samych, w otaczającym nas świecie, w krajach, miastach. 
Książka niezwykle aktualna. Jej akcja rozpoczyna się w dniu inauguracji prezydentury Baracka Obamy, czyli zaledwie kilka lat temu. Nowy prezydent jest czymś innym, wymarzonym przez jednych, a przez innych znienawidzonym, obrazem nowości, spełnieniem marzeń, poprawnej politycznie narracji.
Złoty dom Goldenów to powieść o rodzinie, która próbuje zmienić nie tylko swoją rzeczywistość, teraźniejszość, ale także przeszłość i tożsamość. To wszystko próbuje zastąpić czymś zmyślonym, wymyślonym, fikcją.
Czy to możliwe, czy może bardzo nierealne? Czy człowiek jest jedną osobą, czy ma różne świadomości? I chodzi tu nie tylko o zmiany, jakie zachodzą w każdym z nas na przestrzeni lat, dekad, ale o coś więcej. Jesteśmy jedną osobą, czy może wieloma naraz?
Czy przeniesienie w nowe miejsce, tzw. nowe otwarcie jest możliwe bez jarzma przeszłości, własnej, dotychczasowej tożsamości?
Czy demony, które czają się wokół nas, ale i w nas samych maja wpływ na to kim jesteśmy, jaka kreację tworzymy?
Książka nie jest łatwa w odbiorze. Wymaga sporej porcji uwagi, skupienia. Bez wątpienia nie jest to lektura, którą czyta się z doskoku po kilka-kilkanaście stron. To powieść, w którą trzeba się wczytać, ale z każdą kolejna stroną Złoty dom Goldenów coraz bardziej wciąga, żeby w pewnym momencie całkowicie od siebie uzależnić.

Jest to jednak powieść barwna, rzeczywista, do bólu realna, momentami bawiąca, inteligentna, zmuszająca do myślenia.
Największym plusem są świetnie przedstawione relacje międzyludzkie, ale także genialnie poprowadzona narracja. Złoty dom Goldenów, to także narracja, komentarz do tego co od kilku lat dzieje się z Ameryką, ale także z całym światem. Całość to perełka literacka, którą szczerze polecam.


niedziela, 8 kwietnia 2018

Pięć lat kacetu - Stanisław Grzesiuk

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Pięć lat kacetu to pozycja wyjątkowa i jeden z najbardziej poruszających, wstrząsających dokumentów, świadectw z obozów koncentracyjnych.
Autor, Stanisław Grzesiuka opowiada o trwającym aż 5 lat pobycie w obozach koncentracyjnych na terenie Niemiec i Austrii.Jego udziałem był pobyt w najgorszych, najokrutniejszych miejscach na świecie, w obozach
w Dachau, Mauthausen oraz Gusen.
Gusen nie bez kozery do dziś jest nazywane grobem polskiej inteligencji. 
Autor opowiada o tym co było przed obozami, jak się w nich znalazł. Jednak gro książki to wspomnienia z obozów, opisy dnia codziennego, prób przetrwania, radzenia sobie nie tylko ze strachem i głodem, ale także katorżniczą pracą.
Książka z założenia (jak wspomina w dołączonym do niej wywiadzie sam autor) nie miała być kolejna martyrologią. Miała ona ukazać beznamiętnie, w sposób ala dokumentalny obozowy dzień, życie, próby przetrwania, 5 lat piekła.
Trzeba przyznać, iż Grzesiuk osiągnął zamierzony cel. Pisząc o dramatycznych, często niewyobrażalnych wydarzeniach, które składały się na kolejne dni w obozach śmierci, używa języka prostego, łatwego w odbiorze, beznamiętnego, często podszytego tak charakterystyczną dla siebie ironią. Kontrast sprawia, iż czytelnik czuje się jak uderzony obuchem.

Umęczony ciężką pracą, bity, głodny, jedzony przez wszy, pchły, mendy, toczony przez liszaje, wrzody i świerzb – to właśnie ja, tysiące takich samych jak ja, a w tych tysiącach jednostki, którym życie w obozie ułożyło się inaczej.
Do tego dochodzi szczerość (momentami posunięta do granic absurdu) autora, który niczego nie upiększa, nie owija w przysłowiową bawełnę, nie zataja, a z pewnością działa na wyobraźnię. Lektura tak szczerych wspomnień z piekła na ziemi, to bardzo ciekawe doświadczenie. 
W całym nieszczęściu autorowi dopisywało szczęście. Dzięki niemu uniknął najgorszego. Rzadko komu udało się przeżyć 5 lat takiego piekła. Książka robi niesamowite wrażenie, uczy pokory, docenienia tego, co mamy, wzbudza podziw. Polecam.




niedziela, 1 kwietnia 2018

Dziecko w śniegu - Włodek Goldkorn

Wydawnictwo Czarne, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Książka bardzo na czasie. Jej autor, syn ocalałych z Holokaustu to emigrant marca 1968 roku. Sam pisze tak... (...) Zdecydowałem, że jestem Polakiem, kilka lat po tym, jak władze tego kraju odebrały mi obywatelstwo (...)

Dziecko w śniegu to opowieść autobiograficzna, niezwykłe świadectwo dorastania w cieniu zagłady, wszystkiego co się z nią wiązało, a także tego co nastąpiło ponad 20 lat po wojnie, czyli w marcu 1968 roku.
To także jedna z niewielu książek, opowieści autobiograficznych o dzieciach ocalałych. Tym razem nie chodzi o tych, którzy ocaleli z pożogi wojennej, ale o ich potomstwo. Większość pisarzy, historyków porusza tematykę osób, które przeżyły Holokausat. O ich dzieciach urodzonych po wojnie mówi się, pisze bardzo niewiele. Goldkorn wypełnia w pewnej mierze tę pustkę.
Autor urodził się w 1952 roku. W marcu 1968 roku, gdy wraz z rodziną musiał w ciągu kilku dni opuścić Polskę, miał 16 lat. Zamieszkał we Włoszech, gdzie został redaktorem L’Espresso i skąd wspierał opozycję. Póżniej nastąpiły bolesne lata, trudne i kuriozalne dzieciństwo, jak chociażby jadanie z zastawy ozdobionej swastykami, zabawy w Auschwitz i wiele innych.
Goldkorn dziecko, Goldkorn nastolatek i dorosły musiał radzić sobie na równi z zagładą swojego narodu, jak i wypędzeniem z Polski, z ojczyzny. Trudne zadanie.Czy pustkę po tak traumatycznych wydarzeniach da się w ogóle czymś zapełnić?
Za sprawą tej niezbyt grubej książki poznajemy dzieciństwo autora, miejsca związane z zagładą jego narodu, z jego dorastaniem i z marcem 1968 roku. Śledzimy to co się z nim działo, jaki to miało na niego wpływ, jakie piętno w nim zostawiło.
Chociaż docelowo książka adresowana jest do włoskiego czytelnika, moim zdaniem warto żeby po nią sięgnęli także Polacy. Książka wiele prezentuje, wyjaśnia, po cichu piętnuje, wskazuje, wytyka. 






środa, 21 marca 2018

Pocałunek stali - Jeffery Deaver

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Jeffery Deaver ma bardzo ciekawy styl pisarski, dobre, mocne piór i sięgając po jego książki wiem, że mnie nie zawiedzie. Nie inaczej było w przypadku Pocałunku stali. To dobry, mocny, realny thriller wymieszany z doskonałym kryminałem.

W odróżnieniu od wcześniejszych książek autora Pocałunek...jest mniej agresywny (co nie znaczy mniej mroczny), wolniej toczy się w nim akcja. Jednak bez obaw, w niczym to nie przeszkadza. Deaver z Pocałunku...to nadal świetny pisarz, a zaprezentowany na kartach książki zbrodniarz, to mistrzostwo.
Ponownie bohaterami książki są Lincoln Rhyme i Amelia Sachs. Na scenę wchodzi także nowa stażystka kryminologa, Juliette Archer.
Nie będę was zachęcał opisem tego, czego dotyczy prowadzone przez bohaterów śledztwo. Nie ma to sensu. Cała przyjemność lektury książek Deavera wynika z odkrywania krok po kroku, kartka po kartce całej intrygi, mozolnego prowadzenia śledztwa, zbierania dowód, analizowania poszlak, podsumowywania etapów śledztwa. szczególnie to ostatnie jest bardzo charakterystyczne dla tego pisarza.
Autor serwuje nam także porządną porcję wiedzy kryminalistycznej i możliwość oglądania pracy detektywa i kryminologa, krok po kroku, drobiazg po drobiazgu, poznania jej niejako od kuchni. Każdy, kto lubi tego typu kwestie, a nie tylko prowadzenie śledztw na zasadzie zabiligoiuciekł, będzie Pocałunkiem stali (jak i pozostałymi książkami cyklu) zachwycony.
Dodatkowym atutem jest naprzemienne ukazywanie toczącego się śledztwa i oddawanie głosu sprawcy, zbrodniarzowi. Jak zwykle zbrodniarz przez duże Z. Co istotne, sprawca wypowiada się w 1 osobie, co potęguje mroczność wypowiedzi, jej wynaturzenie, a momentami nawet zadziwia, jak pokręcony potrafi być ludzki umysł.
Zwieńczeniem całości jest wplecenie w fabułę kryminalną akcentu z serii zagroźeń świata w XXI wieku. Ważne, potrzebne, zmuszające do myślenia.
Polecam. Czyta się doskonale, tym bardziej, iż po z pozoru leniwym początku następuje całkowita zmiana zwieńczona zaskakującym zakończeniem.



poniedziałek, 5 marca 2018

Zaginione miasto Boga Małp - Douglas Preston

Wydawnictwo Agora, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

W 2015 roku grupa podróżników uczestniczyła w wyprawie, której patronował National Geographic. Ich celem były góry Mosquitii w Hondurasie. W tej wyprawie brał udział także autor niniejszej książki, Douglas Preston.
Celem wyprawy było odnalezienie znajdującego się w lesie deszczowym prekolumbijskiego miasta La Ciudad Blanca. Wg. danych na poły mitycznych miasto znajdowało się około 322 km od stolicy kraju Tegucigalpa. Jego istnienie obrosło legendą. 

M.in. według legend tam się narodził Quetzalcoatl - Pierzasty Wąż, bóg Azteków.
Białego miasta (bo tak należy tłumaczyć nazwę) szukało wielu. Badaczom z 2015 roku udało się coś niesłychanego, o czym czyta się wręcz z wypiekami na twarzy. 
Całość podzielona jest na trzy części. Pierwsza część to relacja historyczna ukazująca zarówno mityczne dzieje miasta, tego co się w nim działo, jak i postaci ludzi, którzy na przestrzeni wieków twierdzili, iż odnaleźli La Ciudad Blanca, choć nie mieli na to innych dowodów niż ich własne słowa.
Druga część to opis samej wyprawy, docieranie do dźungli, mozolne unikanie niebezpieczeństw (ze strony innych ludzi i zwierząt), przedzieranie się przez las deszczowy i odkrywanie krok po kroku. 
Trzecia część jest wg. mnie najbardziej sensacyjna, wręcz dramatyczna. opisuje ona to co działo się po zakończeniu części badań (badania w Białym Mieście trwają nadal).
Douglas Preston posiadł sztukę umiejętnego łączenia hollywoodzkiej opowieści ala Indiana Jones z naukowym, pełnokrwistym reportażem, pasję i wizję z najnowszymi osiągnięciami nauki.
Całość jest wymieszana w doskonałych proporcjach. Niczego nie jest ani za dużo ani za mało. Dzięki temu książkę czyta się bardzo dobrze.
Zaginione miasto Boga Małp to dobra relacja, w której praktycznie każdy się zatraci i znajdzie coś dla siebie, choć nie ukrywam, nie wszystkie części książki muszą każdemu przypaść do gustu.
Gorąco polecam.