niedziela, 31 maja 2026

Miłość, wino i mój były - Monika Hakowska

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4/6
Miłość, wino i mój były to książka, która już od pierwszych stron daje czytelnikowi dokładnie to, co obiecuje okładka: emocje, humor, odrobinę romantycznego chaosu i atmosferę włoskiego dolce vita. Idealna, niezobowiązująca lektura na lato. Monika Hakowska stworzyła historię lekką i pełną ciepła, ale jednocześnie zaskakująco trafnie pokazującą, jak wygląda moment, w którym życie nagle rozsypuje się na kawałki — i jak można z tych kawałków ułożyć coś znacznie piękniejszego niż wcześniej. 
Główna bohaterka, Elena, wydaje się kobietą, która ma wszystko pod kontrolą. Praca, małżeństwo, uporządkowana codzienność — wszystko funkcjonuje według dobrze znanego rytmu. Dlatego moment, kiedy po powrocie z delegacji zamiast czułego powitania znajduje w skrzynce mail z pozwem rozwodowym, działa jak cios w żołądek. 
Ważne, że autorka nie zamienia opowiadanej historii w ciężki dramat o zdradzie i rozstaniu. Wręcz przeciwnie — książka szybko nabiera lekkości dzięki relacji Eleny i Julii. Ich przyjaźń jest naturalna, pełna ironii, wzajemnego wsparcia i rozmów, które brzmią tak, jakby podsłuchano prawdziwe przyjaciółki przy winie. Julia wnosi do fabuły energię i chaos, bez których historia mogłaby stać się zbyt przewidywalna. To właśnie ona sprawia, że zamiast siedzieć w domu i analizować każdy szczegół rozwodu, Elena trafia do toskańskiego ośrodka dla złamanych serc.
I tutaj książka rozkwita na dobre. Więcej wam nic nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej lekkiej, ale naprawdę ciekawej książki. Czasami każda z nas potrzebuje czegoś lekkiego, ale nie infantylnego, czegoś co poprawi humor i pomoże odsunąć na bok stres i problemy.
Ogromnym atutem książki jest humor. Nie jest to komedia oparta na wymuszonych gagach, ale na sytuacyjnej lekkości, trafnych dialogach i autoironii bohaterów. Elena nie staje się papierową „silną kobietą”, która po rozstaniu natychmiast odzyskuje pewność siebie. Bywa zagubiona, impulsywna, momentami śmieszna i boleśnie ludzka. Właśnie dlatego łatwo jej kibicować. Wiele czytelniczek odnajdzie w bohterce samą siebie. 
Styl Moniki Hakowskiej jest lekki, dynamiczny i niezwykle filmowy. To jedna z tych książek, które „same się czytają”, bo autorka dobrze wyczuwa momenty humorystyczne, romantyczne i bardziej refleksyjne. 
Jeśli miałbym wskazać słabsze strony, można zauważyć, że niektóre zwroty akcji są dość przewidywalne, a część bohaterów drugoplanowych mogłaby zostać pogłębiona. Jednak w przypadku literatury obyczajowej o takim charakterze nie jest to poważny problem — największą wartością pozostają emocje i atmosfera, a tych zdecydowanie tutaj nie brakuje. 
Miłość, wino i mój były to ciepła, zabawna powieść o tym, że koniec jednego etapu życia wcale nie musi oznaczać katastrofy. To historia o odzyskiwaniu siebie, o kobiecej przyjaźni, o odwadze do zaczynania od nowa i o tym, że czasem najlepsze rzeczy przychodzą wtedy, gdy przestajemy kurczowo trzymać się przeszłości. Idealna dla czytelników, którzy lubią romantyczne historie z humorem, włoskim klimatem i bohaterkami, które przypominają prawdziwych ludzi.

 

sobota, 30 maja 2026

Normandia. Życie między przypływem a odpływem - Agnieszka Łopatowska

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5/6
Są książki podróżnicze, które pełnią funkcję przewodnika. Są reportaże historyczne, które porządkują fakty. Są też opowieści kulinarne, po których ma się ochotę natychmiast zarezerwować stolik w małej nadmorskiej restauracji. Normandia. Życie między przypływem a odpływem jest czymś znacznie więcej niż sumą tego wszystkiego. To książka, która pachnie mokrą trawą, słonym powietrzem i świeżo pieczonymi naleśnikami. To literacka podróż przez region, w którym historia jest na każdym kroku. To poprostu przepiękny, magiczny obraz. 
Autorka nie tworzy klasycznego przewodnika po Normandii. Nie prowadzi czytelnika od punktu A do punktu B, nie zasypuje datami ani suchymi informacjami. Zamiast tego buduje wielowymiarową opowieść o miejscu, które żyje własnym rytmem – rytmem przypływów i odpływów, pamięci i współczesności, prostoty i wyrafinowania. Łopatowska pisze o Normandii tak, jak opowiada się o kimś bliskim: z czułością, fascynacją i ogromną uważnością na szczegóły.
Największą siłą tej książki jest atmosfera. Już od pierwszych stron czytelnik zanurza się w świat kamiennych miasteczek, rozległych plaż, sadów jabłoniowych i targów pełnych lokalnych serów. Autorka potrafi niezwykle sugestywnie oddać charakter regionu – nie tylko poprzez obrazy, ale też smaki, zapachy i dźwięki. Czytając o cydrze produkowanym według dawnych receptur czy legendarnych omletach Mère Poulard, ma się wrażenie uczestniczenia w prawdziwej podróży kulinarnej.
Jednocześnie książka ta to nie tylko piękne, magiczne obrazy. To coś więcej, a pod lekkim, pełnym wdzięku stylem kryje się ogromna wiedza i reporterska dociekliwość autorki. Łopatowska przypomina o wikińskich korzeniach Normandii, o korsarzach, królach i wojnach, które odcisnęły piętno na regionie. Szczególnie interesujące są fragmenty poświęcone ludziom – zarówno historycznym bohaterom, jak i współczesnym mieszkańcom. Dzięki temu ta książka jest także magią zaklętą w ludziach i ich opowieściach, losach. 
Poza tym autorka pokazuje Normandię oczami impresjonistów, przywołując miejsca związane z Monatem, Boudinem czy Courbetem. Opisy światła odbijającego się od morza i zmiennego nieba nad klifami brzmią niemal jak fragmenty malarskiego eseju. To jedna z tych książek, po których zaczyna się rozumieć, dlaczego właśnie ten region stał się inspiracją dla tylu artystów. Po prostu cudo i magia. 
Agnieszka Łopatowska pisze lekko, obrazowo i z wyczuciem rytmu, co jest kolejnym atutem książki. Nie popada w przesadny zachwyt ani egzaltację, choć wyraźnie czuć jej fascynację Normandią. Dzięki temu narracja pozostaje naturalna i autentyczna. Autorka umiejętnie przeplata anegdoty, lokalne podania, fakty historyczne i własne obserwacje.
Książka ma też wyjątkową zdolność budzenia tęsknoty za podróżą. Nawet osoby, które wcześniej nie interesowały się Normandią, po lekturze zaczynają marzyć o wyprawie do tego magicznego regionu.
Agnieszka Łopatowska stworzyła publikację, która działa jak spokojny przypływ – powoli wciąga czytelnika w swój świat, by po ostatniej stronie pozostawić go z poczuciem, że właśnie wrócił z niezwykłej wyprawy.

 

czwartek, 28 maja 2026

Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach - Mikołaj Golachowski

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6

Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach to wspaniała opowieść, którą trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Z jednej strony jest to pełna humoru i anegdot opowieść podróżnicza, z drugiej – fascynujący wykład o biologii, ekologii i historii eksploracji obszarów polarnych. Mikołaj Golachowski stworzył książkę, która potrafi jednocześnie rozśmieszyć, wzruszyć i obudzić autentyczny zachwyt nad światem natury. Dodatkowo od lektury trudno sie oderwać. 
Już sam tytuł sugeruje, że nie będzie to suchy akademicki wykład. Autor od początku prowadzi narrację lekko, swobodnie i z ogromnym dystansem do siebie. Czytelnik szybko ma wrażenie, że siedzi obok doświadczonego polarnika przy kubku gorącej herbaty i słucha historii opowiadanych przez człowieka, który naprawdę przeżył wszystko, o czym mówi. Ta autentyczność jest największą siłą książki. Golachowski nie udaje nieomylnego naukowca ani romantycznego zdobywcy. Pokazuje polarne wyprawy takimi, jakie są: zachwycające, absurdalne, niebezpieczne, męczące i czasem zwyczajnie śmieszne. 
Ogromnym atutem jest sposób, w jaki autor opowiada o zwierzętach. Nie są one wyłącznie obiektami badań naukowych. Każdy gatunek staje się tu bohaterem osobnej historii. Pingwiny okazują się stworzeniami komicznymi i zadziwiająco „ludzkimi” w zachowaniach, słonie morskie przypominają brutalnych osiłków, a wieloryby nabierają wyjątkowego, niemal mistycznego charakteru. Golachowski potrafi pisać o biologii w sposób niezwykle przystępny i fascynujący. 
Szczególnie interesujące są fragmenty dotyczące pracy badawczej w Antarktyce. Opisy wielomiesięcznego życia w ekstremalnych warunkach pokazują, jak daleko od romantycznych wyobrażeń o nauce znajduje się rzeczywistość terenowego biologa. Jest tam zimno, błoto, smród fok, niewyspanie i ciągła walka z pogodą. A jednocześnie z tych trudów wyłania się prawdziwa fascynacja światem przyrody. Golachowski bardzo umiejętnie pokazuje, że nauka nie jest sterylnym procesem laboratoryjnym, ale przygodą wymagającą cierpliwości, odporności psychicznej i ogromnej pasji. 
Książka wyróżnia się także szerokim kontekstem historycznym i kulturowym. Autor nie ogranicza się do opowieści o zwierzętach. Wplata historie dawnych wypraw polarnych, katastrof ekspedycji, odkrywców, którzy zniknęli bez śladu, oraz rdzennych mieszkańców Arktyki. Dzięki temu czytelnik dostaje coś więcej niż zbiór przyrodniczych ciekawostek – otrzymuje wielobarwną opowieść o ludzkiej obsesji odkrywania krańców świata. Autor nie idealizuje historii eksploracji, pokazuje również jej brutalne i tragiczne konsekwencje. 
Jedną z największych zalet książki jest humor. Golachowski ma talent do wyłapywania absurdów codzienności i opowiadania o nich z ogromnym wyczuciem komizmu. Potrafi w jednym akapicie przejść od naukowej ciekawostki do anegdoty o śmierdzących fokach albo o kompromitujących sytuacjach podczas pracy terenowej. Dzięki temu książkę czyta się niezwykle lekko i z wielkim usmiechem na twarzy. Humor nigdy jednak nie zamienia się w tanią błazenadę – pozostaje inteligentny, często autoironiczny i bardzo naturalny. 
Warto też podkreślić emocjonalną stronę tej publikacji. Choć dominują humor i fascynacja naturą, autor nie unika tematów trudnych. Pisze o wymieraniu gatunków, skutkach działalności człowieka, zmianach klimatycznych i okrucieństwie natury. Nie robi tego jednak mentorskim tonem. Zamiast moralizować, pokazuje świat takim, jaki jest – piękny, ale jednocześnie bezwzględny. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące trudów przetrwania młodych zwierząt w ekstremalnych warunkach.
Rozszerzone wydanie z nowym wstępem dodatkowo wzmacnia wrażenie obcowania z książką dojrzalszą i bardziej osobistą. Widać, że autor po latach wraca do swoich doświadczeń. Robi to z większym dystansem i refleksją. 
Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach to znakomita książka dla wszystkich, którzy lubią inteligentną literaturę popularnonaukową, reportaż podróżniczy i opowieści o naturze. Łączy ogromną wiedzę z poczuciem humoru, przygodę z refleksją, a naukę z autentyczną pasją odkrywcy. To jedna z tych książek, po których człowiek ma ochotę natychmiast oglądać dokumenty o Arktyce, czytać o wyprawach polarnych albo po prostu dowiedzieć się więcej o świecie zwierząt. I właśnie dlatego działa tak dobrze. Polecam.

 

poniedziałek, 25 maja 2026

Tajemnice sojuszników Hitlera - Krzysztof Drozdowski

 


Wydawnictwo Replika, Moja ocena 5,5/6
Jest to publikacja, która wychodzi daleko poza klasyczne opowieści o II wojnie światowej. Zamiast po raz kolejny skupiać się wyłącznie na Niemczech i działaniach Hitlera, autor kieruje uwagę czytelnika na tych, którzy zdecydowali się stanąć u boku III Rzeszy. Czynili to z różnych powodów, oportunizmu, strachu, politycznej kalkulacji albo zwykłej żądzy władzy. Efektem jest fascynująca, momentami wręcz szokująca podróż przez najmroczniejsze zakamarki wojennej dyplomacji i moralnych kompromisów XX wieku. 
Już od pierwszych rozdziałów widać, że Drozdowski nie zamierza pisać książki wygodnej ani powierzchownej. Autor stawia trudne pytania: czy sojusznicy Hitlera byli jedynie bezwolnymi marionetkami Berlina? Czy może świadomie uczestniczyli w zbrodniach wojennych, licząc na własne korzyści polityczne i terytorialne? Odpowiedzi, jakie odnajdujemy na kartach książki, są niejednoznaczne — i właśnie to stanowi największą siłę tej publikacji.
Ogromnym atutem książki jest szerokie spojrzenie na relacje między Hitlerem a Benito Mussolinim, oraz na Japonię i jej wojenne działania. Rozdziały dotyczące Kempeitai, eksperymentów medycznych czy kamikadze należą do najmocniejszych części publikacji. Autor nie epatuje tanią sensacją, ale konsekwentnie pokazuje skalę fanatyzmu i brutalności, jaka rozwijała się w cieniu imperialnej ideologii Japonii. Czytelnik dostaje obraz wojny znacznie bardziej globalny, brutalny i skomplikowany niż ten znany z podręczników szkolnych. 
Ważnym elementem jest również analiza udziału sojuszników Hitlera w Holokauście. Badacz nie unika tematów niewygodnych — opisuje współudział lokalnych władz, formacji paramilitarnych i administracji państw sprzymierzonych z III Rzeszą. Warto pamiętać, że wielu europejskich przywódców i państw aktywnie uczestniczyło w systemie prześladowań, deportacji i eksterminacji. 
Narracja autora jest dynamiczna i przystępna. Książkę czyta się jak polityczny thriller, mimo że opiera się na autentycznych wydarzeniach historycznych. Drozdowski umiejętnie łączy fakty historyczne z mniej znanymi anegdotami, tajnymi negocjacjami i kulisami działań dyplomatycznych. Dzięki temu publikacja nie zamienia się w suchy wykład historyczny, lecz wciąga czytelnika i utrzymuje napięcie niemal do ostatniej strony. 
Na uwagę zasługuje także sposób, w jaki autor przedstawia motywacje państw współpracujących z Hitlerem. Nie ogranicza się do prostych oskarżeń czy czarno-białych ocen. Pokazuje lęk przed komunizmem, ambicje odzyskania utraconych ziem, konflikty etniczne i polityczne napięcia wewnętrzne. Dzięki temu książka staje się nie tylko opowieścią o wojnie, ale również studium mechanizmów politycznego oportunizmu i moralnego upadku elit.
Ogromnym atutem sa także liczne fotografie, które uzupełniają naszą wiedzę. 
Nie oznacza to jednak, że publikacja jest pozbawiona wad. Momentami można odnieść wrażenie, że autor próbuje poruszyć zbyt wiele tematów naraz. Niektóre rozdziały aż proszą się o głębsze rozwinięcie, szczególnie wątek technologii wojennych i „cudownych broni”, nad którymi pracowali sojusznicy III Rzeszy. Czytelnik zainteresowany szczegółową analizą militarną może odczuć lekki niedosyt. Nie zmienia to jednak faktu, że książka doskonale spełnia swoją rolę i jest po prostu bardzo dobra. 
Tajemnice sojuszników Hitlera to lektura ważna, potrzebna i niezwykle aktualna w swoich przesłaniach. Pokazuje bowiem, jak łatwo polityczny pragmatyzm może prowadzić do katastrofy moralnej oraz jak często historia budowana jest na kompromisach zawieranych za zamkniętymi drzwiami. 
Krzysztof Drozdowski stworzył publikację, która nie tylko dostarcza wiedzy, ale też zmusza do refleksji. Po jej lekturze trudno patrzeć na historię II wojny światowej wyłącznie przez pryzmat starcia Niemiec z aliantami. Autor przypomina, że za sukcesami i zbrodniami III Rzeszy stali także ci, którzy z różnych powodów zdecydowali się podać Hitlerowi rękę.

 

sobota, 23 maja 2026

Kiedyś były tu wilki - Charlotte McConaghy

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5,5/6
Kiedyś tu były wilki to książka, która zostaje w człowieku na długo jeszcze po przeczytaniu ostatniej strony. To nie jest zwykły thriller ani tylko opowieść o naturze. To historia o bólu, stracie, samotności i desperackiej potrzebie ocalenia innych, ale też samego siebie. Charlotte McConaghy stworzyła powieść surową i piękną jednocześnie, pełną emocji, które momentami wręcz ściskają gardło. 
Już od pierwszych stron czuć ciężar opowieści. Mamy mglistą, chłodnę Szkocję, dzikie Highlands i wilki wypuszczane na wolność. To wszystko tworzy niezwykły klimat — niepokojący, ale i hipnotyzujący. Autorka opisuje przyrodę w taki sposób, że niemal słychać wiatr, czuje się mokrą ziemię i obecność zwierząt gdzieś pomiędzy drzewami. Natura w tej książce nie jest tłem. Ona żyje. Oddycha. Patrzy na człowieka, ocenia go po cichu i jest pełnoprawnym, ba głównym bohaterem. 
Ogromną siłą są też bohaterowie. Inti Flynn nie jest idealna. Jest poraniona, zmęczona życiem, pełna lęku i gniewu. Nosi w sobie ogromny ciężar przeszłości, a jednocześnie próbuje ratować świat wokół siebie. Jej relacja z siostrą jest przejmująca — pełna miłości, ale też cierpienia i bezradności. Czytając o nich, trudno pozostać obojętnym. 
Bardzo poruszające jest to, jak autorka pokazuje traumę. Nie robi tego w przesadzony czy melodramatyczny sposób. Trauma w tej książce jest cicha, ukryta w gestach, a najczęściej w milczeniu. Bohaterowie próbują normalnie żyć, ale przeszłość ciągle depcze im po piętach. Dzięki temu emocje wydają się autentyczne i bardzo ludzkie. 
Ogromne wrażenie robi też sposób przedstawienia wilków. McConaghy nie tworzy z nich potworów. Pokazuje je jako część natury — dziką, potrzebną, niezrozumianą przez ludzi. W pewnym momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać, kto właściwie jest tutaj bardziej niebezpieczny: zwierzęta czy człowiek. I właśnie wtedy książka uderza najmocniej. Więcej niczego nie zdradzę. Zachęcam was za to do lektury. 
Fabuła rozwija się spokojnie, ale napięcie rośnie niemal niezauważalnie. Pojawiają się pytania:„kto zabił?”, „do czego człowiek jest zdolny, gdy kieruje nim strach lub miłość?”. Nie ma na nie łatwej i oczywistej odpowiedzi. 
Ta powieść porusza i jest bardzo emocjonalna. Są momenty piękne i pełne nadziei, ale jest też dużo bólu. Niektóre sceny naprawdę łamią serce. Jednocześnie książka daje coś ważnego — przypomina, jak bardzo człowiek oddalił się od natury i jak często niszczy to, czego nie rozumie. Autorka nie moralizuje, ale zmusza do refleksji. 
Język książki jest prosty, ale niezwykle obrazowy. Nie ma tutaj zbędnych ozdobników. Każde zdanie wydaje się przemyślane i potrzebne. Dzięki temu historię czyta się szybko, choć emocjonalnie bywa ciężka. To jedna z tych książek, które chce się czytać dalej, ale jednocześnie ma się ochotę zatrzymać i chwilę pomyśleć.
To książka smutna, piękna i bardzo potrzebna. Taka, która zostawia ślad. Próbowalam ją czytać we fragmentach, żeby za szybko nie skończyć, ale nie dałó się, musiałąm ją połknąć na raz. Polecam, przepiękna opowieść.

 

piątek, 22 maja 2026

Antidotum - Karen Russell

 




Wydawnictwo Znak, Moja ocena 6/6
Antidotum to książka, która opowiada o pamięci, sekretach, co z nich wynika i bardzo trudnych emocjach. Ważne, że autorka opowiada tę historię w sposób bardzo przystępny, bardzo ciekawy, mimo że temat jest ciężki.
Historia rozgrywa się w małym miasteczku Uz, gdzie żyje kobieta nazywana Antidotum. Ma ona niezwykłą zdolność: potrafi przechowywać cudze wspomnienia, zwłaszcza te bolesne. Ludzie oddają jej swoje traumy, żeby choć na chwilę poczuć ulgę. To ciekawy pomysł, bo każdy z nas czasem chciałby zapomnieć o czymś trudnym. Marzę o takiej Antidotum obok mnie.
Wszystko się komplikuje, gdy wielka burza piaskowa niszczy miasto. Razem z miastem znika kontrola nad tymi ukrytymi wspomnieniami. Nagle sekrety mogą wyjść na jaw, a to staje się niebezpieczne dla wielu osób, w tym dla samej Antidotum. A to dopiero początek. Myślicie - zwykła burza, co to takiego. O nie, to kataklizm na miarę nie tylko tego miasteczka. To nie katastrofa kilkorga mieszkańców. To jakby zniszczeniu uległ cały dotychczasowy świat mieszkańców Uz i okolicy.
Bohaterowie są wspaniale nakreśleni. Obok Antidotum, bardzo ciekawa jest Dell. To młoda dziewczyna, pełna energii, koszykarka, która aż tętni od emocji, energii, ale również coś ukrywa. Jej relacja z Antidotum jest jednym z najciekawszych elementów książki. Na początku są sobie obce, ale z czasem zaczynają sobie pomagać. Ich historia pokazuje, że nawet bardzo różni ludzie mogą się zrozumieć, jeśli mają wspólny problem. 
Historia, choć z pozoru może wydawać się dziwna, jest wspaniała, poruszająca. Jednak książka bywa momentami ciężki emocjonalnie, bo i sama tematyka jest emocjonalna. Autorka dobrze oddaje uczucia bohaterów — strach, wstyd, poczucie winy. Czytelnik może się zatrzymać i pomyśleć o własnych doświadczeniach. Jestem przekinana, iż każdy z nas odnajdzie w tej historii fragment siebie.
Ale Antidotum to coś więcej niż opwieść o ludziach, ich emocjach i sekretach. Russel stworzyła jakby mocny manifest, w którym porusza kwestię niesprawiedliwości społecznej, cierpienia ludzi, bezkarności jednostek, obojętności systemu i wiele innych. Poruszane są jakże ważne i aktualne tematy - migracja, przemoc, dyskryminacja, kwestie klimatu i wiele innych kwestii. Dużo można wymieniać. Bardzo poruszyła mnie ta społeczna wymowa Antidotum
Poza tym pisarka stawia mocne, ważne pytania. Jedno z nich brzmi: czy lepiej pamiętać wszystko, nawet to, co boli, czy może lepiej zapomnieć i iść dalej? Książka nie daje jednej odpowiedzi. Pokazuje raczej, że i jedno, i drugie ma swoją cenę. Czy zapomnienie jest formą ocalenia, czy zdrady? A może to pamięć — nawet ta najboleśniejsza — jest fundamentem tożsamości. Bez niej człowiek staje się pusty. A wy, jak sądzicie?
Antidotum to powieść poruszająca, o granicach wytrzymałości — jednostki i wspólnoty. O tym, jak przeszłość przenika teraźniejszość, niezależnie od naszych wysiłków, by ją zakopać. I wreszcie: o odpowiedzialności.
Lektura nie jest lekka, ale warto zadać sobie trochę trudu. Książka skłania do myślenia i zostaje w głowie na długo. Antidotum zostawia czytelnika w stanie niepokoju, ale też dziwnej, gorzkiej nadziei. Na co? Sami się przekonajcie. Zachęcam do lektury.

 

wtorek, 19 maja 2026

Stare klisze - Leopold Starzewski

 




Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6

Stare klisze to niezwykły i bardzo ciekawy zapis życia człowieka, który znalazł się w samym środku wielkich przemian historycznych. To nie jest typowa autobiografia ani klasyczna książka historyczna – bliżej jej do osobistego dziennika, w którym przeszłość miesza się z refleksją, a fakty z emocjami.
Już od pierwszych stron widać, że autor nie pisze po to, by imponować czytelnikowi wiedzą czy stylem. Jego opowieść jest naturalna, momentami bardzo intymna. Starzewski prowadzi narrację tak, jakby rozmawiał z kimś bliskim – spokojnie, bez pośpiechu, często wracając do tych samych wydarzeń, by spojrzeć na nie z innej perspektywy. To taka opowieść stryja, dziadka, z którym czytelnik siedzi przy kubku dobrej herbaty i nie może się nasłuchać. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w procesie myślenia, życia autora, a nie tylko odbierania gotowej historii.
Ogromną wartością książki jest jej tło historyczne. Autor żył w czasach dramatycznych – obejmujących m.in. okres II wojny światowej i trudne lata powojenne – i potrafił pokazać je przez życie zwykłych ludzi. Wielka polska, światowa historia zostały świetnie splecione z małymi historiami wielu ludzi. To właśnie codzienność, relacje międzyludzkie, zmiany społeczne i mentalne stają się głównym tematem tej książki. 
Szczególne miejsce w Starych kliszach zajmuje Kraków. Miasto to nie jest tu tylko tłem wydarzeń – staje się pełnoprawnym bohaterem książki. Starzewski pokazuje Kraków jako przestrzeń żywą, pełną rytuałów, zwyczajów i charakterystycznych postaci. Opisy ulic, spotkań, codziennych sytuacji są tak sugestywne, że czytelnik może poczuć atmosferę dawnego miasta – jego tempo, klimat i specyficzny sposób życia. Dla mnie, wielbicielki historii i Krakowa, po prostu magia. Autor z dużą wrażliwością odtwarza świat, który już nie istnieje: rodzinne tradycje, dawne formy grzeczności, sposób spędzania czasu czy relacje między ludźmi. Pokazuje, jak bardzo zmieniła się rzeczywistość i jak trudno było wielu osobom odnaleźć się w nowych warunkach. Jednocześnie nie idealizuje przeszłości – dostrzega jej ograniczenia i problemy, ale potrafi też docenić jej wartość.
Ważnym elementem książki są także portrety ludzi. Starzewski miał okazję znać wiele wybitnych postaci swojej epoki, takich jak Tadeusz Boy-Żeleński czy Stanisław Wyspiański. Jednak zamiast tworzyć pomnikowe wizerunki, pokazuje ich jako zwykłych ludzi – z ich słabościami, przyzwyczajeniami i codziennymi zachowaniami. To sprawia, że te postacie stają się bliższe i bardziej autentyczne.
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest jej refleksyjny charakter. Autor nie ogranicza się do opisywania wydarzeń – stale je analizuje, interpretuje i odnosi do własnego życia. Widać wyraźnie, że pisanie pamiętnika jest dla niego formą rozrachunku z przeszłością. To próba zrozumienia samego siebie, swoich wyborów i tego, jak czas wpływa na człowieka.
Styl Starzewskiego można określić jako spokojny i obrazowy. Nie znajdziemy tu dynamicznej akcji ani nagłych zwrotów fabularnych. Zamiast tego dostajemy serię „klisz” – zatrzymanych momentów, które razem tworzą większą całość. Każdy z tych fragmentów ma swój nastrój i znaczenie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się niepozorny.
Książka ma też dużą wartość poznawczą. Jest swego rodzaju kroniką zmian społecznych i obyczajowych – pokazuje, jak zmieniały się systemy polityczne, jak wpływały na życie ludzi i jak kolejne pokolenia próbowały się do nich dostosować. To cenne źródło wiedzy nie tylko o samym autorze, ale też o całej epoce.
Nie jest to jednak lektura dla każdego. Osoby szukające szybkiej, wciągającej fabuły mogą poczuć się rozczarowane. Stare klisze wymagają cierpliwości i skupienia. To książka, którą czyta się powoli, często wracając do poszczególnych fragmentów. W zamian oferuje jednak coś więcej niż rozrywkę – daje przestrzeń do refleksji nad własnym życiem i przemijaniem.
Podsumowując, Stare klisze to wyjątkowa książka – spokojna, głęboka i bardzo osobista. To opowieść o czasie, pamięci i człowieku, który próbuje zrozumieć swoje miejsce w historii. Nie narzuca interpretacji, ale zachęca do własnych przemyśleń. I właśnie w tej prostocie oraz szczerości tkwi jej największa siła.

 

sobota, 16 maja 2026

Chłód - Weronika Mathia

 


Wydawnictwo Czwarta Strona, Moja ocena 5/6
Kolejna świetna książka Weroniki Mathii. 
Chłód to kryminał, który dosłownie przenik, aż do szpiku kości. Powodem jest nie tylko zimowa, mroźna sceneria, ale przede wszystkim  wszechogarniająca atmosfera niepokoju, tajemnicy i emocjonalnego napięcia. To książka, która wciąga bez reszty i nie pozwala o sobie zapomnieć jeszcze długo po zakończeniu lektury.
Autorka stworzyła historię wielowymiarową, gęstą od sekretów, niedopowiedzeń i psychologicznej głębi. Już sam punkt wyjścia intryguje. Mamy powrót Szymona po latach więzienia i tragiczną śmierć jego wnuka. Te wydarzenia uruchamiają lawinę wydarzeń, które odsłaniają kolejne warstwy rodzinnych tajemnic. To nie jest jednak zwykły kryminał oparty jedynie na zagadce „kto zabił”. Chłód to opowieść o winie, pamięci, konsekwencjach dawnych decyzji i o tym, jak przeszłość potrafi upomnieć się o swoje w najmniej spodziewanym momencie.
Ogromnym atutem książki jest klimat. Jest on wręcz namacalny, mroźny, duszny, oblepiający czytelnika. Zima w tej historii nie jest tylko tłem, ale niemal osobnym bohaterem, wzmacniającym poczucie izolacji, zagrożenia i napięcia. Motyw cienkiego lodu jako metafory skrywanych kłamstw i kruchych relacji został poprowadzony niezwykle sugestywnie i robi ogromne wrażenie.
Na szczególne uznanie zasługują bohaterowie — niejednoznaczni, wiarygodni, pełni emocji i wewnętrznych pęknięć. Weronika Mathia poraz kolejny świetnie buduje postaci, które nie są czarno-białe, a ich motywacje pozostają złożone i fascynujące. Przykładem może być Karolina Rawa, która jako technik kryminalistyczna i jednocześnie kobieta uwikłana osobiście w odkrywaną prawdę, wnosi do fabuły dodatkową głębię. Jej prywatne śledztwo angażuje i sprawia, że napięcie stale rośnie.
Fabuła jest misternie skonstruowana — pełna zwrotów akcji, tropów i momentów, które potrafią zaskoczyć. Autorka umiejętnie dawkuje informacje, prowadzi intrygę z wyczuciem i do samego końca utrzymuje niepewność. A finał? Mocny, satysfakcjonujący i skłaniający do refleksji.
To, co wyróżnia Chłód, to również warstwa emocjonalna. To nie tylko historia o zbrodni, ale też o przebaczeniu, rodzinnych ranach i pytaniu, gdzie naprawdę przebiega granica między winą a odkupieniem. Ten motyw pozostaje z czytelnikiem na długo i sprawia, że książka ma w sobie coś więcej niż tylko świetnie napisany kryminał.
Chłód to powieść dopracowana, mroczna i niezwykle angażująca. Mathia udowadnia, że potrafi połączyć rasowy thriller z poruszającą historią psychologiczną. Dla miłośników kryminałów z klimatem, tajemnic rodzinnych i historii, które mrożą krew w żyłach — pozycja obowiązkowa.
Zdecydowanie jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale przeżywa.

 

piątek, 15 maja 2026

Dj Bambi - Auður Ava Ólafsdóttir

 



Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 5,5/6
Każda książka z Serii Skandynawskiej jest bardzo ciekawa, każda porusza i zapada w pamięć. Ale Dj Bambi dodatkowo bardzo mnie zaskoczyła jeżeli chodzi o tematykę i wydżwięk.
Powieść ta to literatura, która nie tylko opowiada poruszającą historię. Ta książka robi jakby wiwsekcję całej historii i bohaterki. Autor zagląda w głąb umysłu bohaterki i dotyka tego, co najbardziej kruche w człowieku.
Już od pierwszych stron czytelnik zostaje postawiony wobec pytania, które towarzyszy nam przez całą lekturę - ile jeszcze życia nam zostało, i czy mamy odwagę przeżyć je naprawdę po swojemu?
Bohaterka, znana kiedyś jako Bambi, dziś Logn, nie jest postacią „wygodną”, taką jaką każdy chcialby mieć w rodzinie. Obawiam się, że większość naszych rodaków nie cieszyłaby sie z takiej osoby przy wigilijnym stole. Nasza bohaterka to osoba w wieku 60+, która zamiast upraszczać swoje życie, odcinać od niego kupony, świadomie je komplikuje. W jej świecie, otoczeniu, decyzja o tranzycji staje się aktem ogromnej odwagi.
Ólafsdóttir nie buduje dramatyzmu poprzez spektakularne wydarzenia, nie ma nagłych zwrotów akcji, a jednak dzieje sie, oj dzieje. Siła tej książki tkwi w subtelności. W drobnych gestach, w spojrzeniach syna, który nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Widać to w wielu różnych aspektach. 
To także książka o czasie. O tym, że nigdy nie jest „za późno”, ale też o tym, że każda decyzja ma swoją cenę i konsekwencje, o których na początku możemy nie myśleć. Czy warto w wieku sześćdziesięciu jeden lat podjąć ryzyko operacji, która może przynieść upragnioną zgodę ze sobą — albo samotność? Autorka nie daje prostych odpowiedzi. Jestem przekonana, że każdy z czytelników odbierze inaczej poruszane kwestie.
Nie sposób pominąć społecznego znaczenia tej powieści. Dj Bambi dotyka tematu transpłciowości w sposób niezwykle ludzki, daleki od publicystycznych uproszczeń. To nie jest książka „o problemie” — to książka o człowieku. W czasach, gdy dyskusje o tożsamości często wzbudzają ogromne emocje i hejt, taka narracja jest nie tylko cenna, ale wręcz potrzebna. Uczy empatii bez moralizowania i pokazuje, że warto zatrzymac się choćby na chwile i pomyśleć.
Warto też podkreślić, jak rzadko mamy okazję obcować z literaturą islandzką. Twórczość Ólafsdóttir wnosi do europejskiej prozy coś wyjątkowego: ona nie epatuje emocjami, ale pozwala im wybrzmieć w ciszy. To pisarstwo oszczędne, a jednocześnie głęboko poruszające. Miałam wrażenie, że twórczość autora jest identyczna, jak surowe, ale i poruszające krajobrazy Islandii.
Dj Bambi nie daje się łatwo odłożyć. Książka nie tylko trzyma w napięciu, ale też zmusza do zatrzymania się, do refleksji nad własnym życiem, wyborami, odwagą. To literatura, która zostawia ślad, i która przypomina, że bycie sobą jest jednym z najtrudniejszych, ale i najważniejszych aktów, na jakie może zdobyć się człowiek. Podziwiam bohaterkę, a wam polecam tę niepozorną, ale jakże niezwykłą książkę.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

środa, 13 maja 2026

Zagadka Gogol - Sylwia Frołow



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Zagadka Gogol to jedna z tych książek biograficznych, które nie próbują jedynie uporządkować faktów z życia wielkiego pisarza, lecz raczej wejść w sam środek jego wewnętrznego chaosu,umysłu. Sylwia Frołow stworzyła opowieść o człowieku rozdartym między śmiechem i rozpaczą, między religijnym dewotyzmem, a cielesnością i seksualnością, między ukraińskością, a rosyjskim imperium. To książka o pisarzu, który wydaje się nieustannie wymykać wszelkim definicjom. 
Już sam pomysł na tę biografię jest niezwykle aktualny. Gogol od kilku lat jest przedmiotem zażartej debaty publicznej nie tylko jako klasyk literatury, ale także jako postać polityczna i kulturowa. Pytanie „czyj jest Gogol?” – ukraiński czy rosyjski? Frołow nie ucieka od tego. Pokazuje, że autor Martwych dusz był człowiekiem pogranicza: wychowanym w ukraińskiej kulturze, ale piszącym po rosyjsku; uwikłanym w imperialny system, a jednocześnie obnażającym jego groteskę. Dzięki temu książka jest się czymś więcej niż klasyczną biografią literacką – jest również opowieścią o tożsamości Europy Wschodniej. Mam wrażenie, że to opowieść z bardzo mocnym przesłaniem. I to przesłanie, we współczesnym świecie liczy się najbardziej.
Największą siłą Zagadki Gogol jest sposób przedstawienia samego Gogola. Frołow nie buduje pomnika, nie gloryfikuje swojego bohatera, nie umieszcza go na piedestale. Zamiast tego tworzy portret człowieka niepokojącego, często trudnego do polubienia, ale mimo to magnetycznego, mającego w sobie to coś. Gogol w tej książce jest jednocześnie genialnym satyrykiem i osobą głęboko straumatyzowaną. Śmiech w jego twórczości wynika przede wszystkim z lęku, komplesów, niezrozumienia. Humor staje się dla naszego bohatera mechanizmem obronnym wobec świata i ludzi, ich obłudy.
Autorka bardzo przekonująco pokazuje, że groteska Gogola nie była jedynie literackim stylem, ale sposobem przeżywania rzeczywistości, a nawet przetrwania. Kiedy czytamy o jego obsesjach, hipochondrii, religijnych uniesieniach czy narastającej psychozie, zaczynamy rozumieć, skąd wzięła się np. atmosfera Martwych dusz. Sami się przekonajcie, co i jak w twórczości Gogola i dlaczego tak, a nie inaczej.
Szczególnie interesująco wypadają fragmenty dotyczące seksualności pisarza. Autorka nie epatuje tanią sensacją, ale też nie ignoruje tematów, które przez dekady były przemilczane. Frołow wybrała odpowiedni sposób żeby ukazać tę kwestię. Jej Gogol jawi się jako człowiek uwikłany w głęboki konflikt między pragnieniem, a religijnym poczuciem winy. Taki zagubiony człowiek na rozdrożu. To musiala dla niego być męka. Frołow pokazuje, co i w jaki sposób zniszczyło jego psychikę. W efekcie ostatnie lata życia Gogola stały się niemal autodestrukcją. Nasz bohater był człowiekiem, który próbował osiągnąć świętość, sprostać oczekiwaniom otoczenia, a skończył w depresji i samozagłodzeniu. Bardzo mnie to poruszyło. Było mi go po ludzku żal.
Ogromnym atutem jest również jej rozmach historyczny. To mnie najbardziej urzekło. Historia, kultura, ówczesny świat są w Zagadce Gogol pełnoprawnym bohaterem. W tle opowieści pojawiają się wspaniałe obrazy XIX wieku: Petersburg, Rzym, środowiska literackie Rosji, atmosfera romantyzmu, narodziny nowoczesnej literatury rosyjskiej. Mamy także nazwiska Puszkina, Mickiewicza, Dostojewskiego czy Tołstoja. Autorka pokazuje, jak Gogol funkcjonował w sieci zależności, fascynacji i konfliktów. Dzięki temu czytelnik otrzymuje nie tylko biografię pisarza, ale też mistrzowską panoramę epoki.
Warto podkreślić także język książki. Frołow pisze z dużą erudycją, ale bez akademickiego zadęcia. Autorka potrafi budować sceny i atmosferę. Kiedy opisuje europejskie podróże Gogola, jego ekscentryczne zachowania, czy relacje z innymi pisarzami, książkę czyta się chwilami jak arcyciekawą powieść psychologiczną. Nie ma tu suchych dat i wydarzeń. Jest dramat człowieka, który przez całe życie próbował uciec przed samym sobą i tym, co mu narzucano. W trakcie lektury i teraz po jej zakończeniu nie moge przestać myśleć o bohaterze, tym, co musiał przeżywać.
To świetna, wręcz genialna książka, mądra, nieoczywista, wymagająca skupienia, ale i pochłaniająca czytelnika. Najciekawsze pozostaje chyba to, że mimo blisko pięciuset stron Gogol nadal wymyka się jednoznacznym interpretacjom. Frołow nie rozwiązuje zagadki Gogola. I bardzo dobrze. Zamiast oferować prostą diagnozę, pokazuje człowieka pełnego sprzeczności: błyskotliwego geniusza i żałosnego, śmiesznego i tragicznego, głęboko religijnego i duchowo zagubionego. Właśnie dlatego jej biografia działa tak mocno. To książka ważna nie tylko dla miłośników literatury rosyjskiej czy ukraińskiej. To także fascynujące studium samotności, neurozy i ceny geniuszu i obraz po prostu człowieka. Zdecydowanie polecam. Mistrzowska książka o niezwykłym człowieku.

 

niedziela, 10 maja 2026

Mrokowisko - Julia Halladin

 



Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5-/6
Dobra książka, choć nie ukrywam, wcześniejsza książka autorki - Rykowisko, była trochę lepsza. Ale mimo to to nadal dobra, wciągająca powieść.
Generalnie Mrokowisko to powieść grozy. Jednak autorka nie próbuje straszyć tanimi chwytami. Ta powieść nie potrzebują gwałtownych zwrotów akcji ani potworów wyskakujących z ciemności. Prawdziwy niepokój rodzi się tutaj z ciszy, z pustych pomieszczeń, z pustki w ogóle, z rzeczy pozostawionych tak, jakby czas nagle się zatrzymał. Julia Halladin stworzyła historię, która bardziej osiada pod skórą, niż uderza w czytelnika. Nie ma nagłych zwrotów akcji, szokujących scen. Jest coś innego. I właśnie dlatego Mrokowisko działa tak mocno. 
Już sam punkt wyjścia jest niezwykle sugestywny. Mamy Czerwony Dom, który jest nawiedzony. Piętnaście lat pustki nie przyniosło ukojenia, a jedynie zatrzymało w domu tragedię. Wszystko jest, jak przed ponad dekadą. Niedojedzone posiłki, porzucone ubrania, codzienne przedmioty zastygłe w bezruchu. To wszystko tworzy obraz bardziej przejmujący niż najbardziej brutalne sceny grozy. Czytelnik od pierwszych stron czuje, że ten dom nie został opuszczony, mimo iż jest pusty. 
Największą siłą powieści jest atmosfera. Ona zdecydowanie (jak to się mówi) robi robotę. Podlasie wg. Halladin nie jest malowniczą pocztówką z lasami i mgłami, przytulnymi wioskami i dobrym jedzeniem. Jest to miejsce, gdzie w każdym miejscu jest cisza, niedopowiedzenia, skrywane tajemnice, gdzie ludzie wiedzą więcej, niż chcą powiedzieć. Autorka znakomicie wykorzystuje prowincjonalny klimat: niedopowiedzenia, zamknięte społeczności, stare urazy i pamięć, która mimo uoływu lat nadal mocni tkwi w ludziach, w miejscach. Wszystko jest bardzo realne. Nawet gdy zaczynają dziać się rzeczy trudne do wyjaśnienia, czytelnik nie ma poczucia, że to fantasy. Aytorka sprawia, że wierzy się, iż to prawda. 
Mamy bardzo ciekawą relację Mai i Gabrieli. Maja nie jest klasyczną bohaterką horroru. To kobieta zmęczona życiem, próbująca odbudować kontrolę nad własną codziennością. Gabriela z kolei wnosi do historii młodzieńczą determinację i ciekawość, ale też emocjonalną kruchość. Ich relacja ma w sobie wiele ciekawych cech. Relacje matka i dorastająca córka, często takie są. Dzięki temu śledztwo dotyczące zaginionej dziewczyny staje się czymś więcej niż tylko osią fabularną. To również opowieść o dziedziczeniu lęków, samotności i traum. 
Bardzo mocno naznaczony jest motyw pamięci. Pamięć jest wszędzie, w każdym człowieku, miejscu. Nie jest to dobra pamięć. Ona przenosi się też na dom. Jest to bardzo zręcznie ukazane. Dzięki temu Czerwony Dom jest niemal żywą istotą: obserwuje, szepcze, czeka. Wiem, dziwnie to brzmi, ale wierzcie mi to ma swoje uzasadnienie i jest bardzo dobrze nakreślone. Najbardziej przerażający nie są jednak duchy, lecz ludzie i ich sekrety. 
Na uwagę zasługuje także styl autorki. Jest oszczędny, ale bardzo obrazowy. Halladin nie przesadza z opisami, a mimo to potrafi jednym zdaniem wywołać poczucie chłodu, strachu czy klaustrofobii. Szczególnie dobrze wypadają sceny nocne — skrzypienie podłóg, kroki na korytarzu, ciemność zdająca się pulsować własnym życiem. To horror oparty bardziej na oczekiwaniu niż na eksplozji strachu. 
Jeśli książka ma słabszy punkt, jest nim momentami nierówne tempo w środkowej części fabuły. Niektóre sceny śledztwa Gabrieli mogłyby być bardziej zwarte. Jednak nawet wtedy atmosfera pozostaje gęsta, oblepiająca. 
Mrokowisko to nie tylko horror o nawiedzonym domu. To także kawał niezłego kryminału i powieści obyczajowej. To opowieść o tym, że przeszłość nigdy nie znika naprawdę. Opowieść o  ludziach próbujących uciec od bólu, wspomnień, choć to nic nie daje. Julia Halladin stworzyła historię mroczną, melancholijną i emocjonalnie ciężką — taką, która zostaje z czytelnikiem długo. Polecam.

 

sobota, 9 maja 2026

To za dużo dla mnie - Darko Cvijetić

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
To za dużo dla mnie to literatura, która nie próbuje się podobać — ona chce uwierać, ranić, zostawać w umyśle czytelnika. I trzeba przyznac, że robi to skutecznie. To trudna książką, ale jakże ważna.
Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wrzucony w rzeczywistość, w której nie ma prostych podziałów na dobro i zło. Cvijetić konsekwentnie burzy komfort czytelnika, ukazuje, że nigdy nic nie jest jednoznaczne, oczywiste, biało czarne. Czyni to na przykładzie historii Filipa Latinovicia — człowieka napiętnowanego zbrodnią, a jednocześnie absurdalnie wyniesionego przez społeczeństwo do rangi bohatera. Ten dysonans stanowi oś całej powieści i jednocześnie jej największą siłę. Filip Latinović nie jest postacią, którą łatwo zrozumieć, a tym bardziej — polubić. I właśnie o to chodzi. 
Cvijetić zmusza nas, by spojrzeć na rzeczywistość oczami sprawcy. To co widzimy nie podoba nam sie, jest trudne, momentami straszne. Brak też prostego rozgrzeszenia, odpuszczenia win. Latinović żyje w świecie, w którym jego przeszłość nie tylko go prześladuje, ale też zostaje jakby zniekształcona, w niektórych momentach zbrodnie wydają się nimi nie być. Poza tym winy naszego bohatera są ignorowane, a nawet gloryfikowane przez otoczenie. To niezwykle mocny komentarz do mechanizmów pamięci zbiorowej i polityki historycznej. Coś takiego dzieje się teraz, tuż obok nas, na naszych oczach, gdy np. tak wielu Polaków (i nie tylko) ignoruje zbrodnie Holokaustu, a niektórzy wręcz uważają je za słuszne. Przerażające. Od dawna mnie to szokuje, dlatego ta książka wywarła na mnie tak wielkie wrażenie.
Najbardziej uderzające jest to, jak autor operuje językiem. Styl Cvijeticia to ciekawy miks prozy i poezji. Narracja, styl nie są proste, łatwe do czytania. Mamy krótkie, jakby poszarpane zdania, jakby fragmenty myśli, urwane. Daleko im do klasycznej narracji. Ten zabieg odnosi jednak ciekawy skutek. Czytelnik jeszcze bardziej odzuwa wszystko, co dzieje się z bohaterem, przeżywa jego odczucia, wszystkie wydarzenia i to co z nimi związane.
Co cenne, książka nie skupia się wyłącznie na jednostce. W tle mamy znacznie szerszą diagnozę: zło nie kończy się wraz z wojną. Ono mutuje, przenika do codzienności, dziedziczone jest przez kolejne pokolenia. Jakże to trafne. 
Ta lektura aż boli, przytłacza. Nie ilością wydarzeń, lecz ciężarem moralnym, jaki ze sobą niesie. Autor nie daje czytelnikowi ulgi — zamiast tego zostawia go z pytaniami, które długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.
To literatura wymagająca, niekomfortowa i głęboko poruszająca. Nie oferuje katharsis ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego stawia przed nami lustro i pyta: co robimy jako społeczeństwo z pamięcią o zbrodniach? I czy naprawdę jesteśmy gotowi ją unieść?
Jeśli szukasz książki, która zostaje w głowie na długo i zmusza do niewygodnych refleksji — to zdecydowanie jedna z nich. Polecam.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

czwartek, 7 maja 2026

Król popiołów - S.A. Cosby

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 6/6
Są książki, które się czyta. I są takie, które się przeżywa. Król popiołów zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To nie jest zwykły kryminał ani thriller oparty tylko na akcji i przemocy. To bardzo mroczna, duszna i niezwykle poruszająca opowieść o rodzinie, winie, traumie i o tym, jak cienka bywa granica między ratowaniem bliskich, a własnym upadkiem.
S.A. Cosby po raz kolejny pokazuje, że potrafi pisać o przemocy nie tylko brutalnie, ale przede wszystkim boleśnie prawdziwie. W jego historii przemoc nie jest ozdobą fabuły – jest konsekwencją ran, jakie ludzie noszą w sobie od lat.
Poznajemy Romana Carruthersa, który po wypadku ojca wraca do rodzinnego domu. Jest najstarszym z rodzeństwa, człowiekiem sukcesu, tym „któremu się udało”. To duma rodziny. To człowiek, który się wyrwał. Skąd? Tego nie zdradzę. Sami się przekonacie w trakcie lektury.
Jego brat Dante narobił długów u niebezpiecznych ludzi. Siostra Neveah walczy o utrzymanie rodzinnego krematorium i rozsypującego się domu. Ojciec gaśnie w oczach. A nad wszystkim unosi się cień dawnej tragedii – zaginięcia matki. To jest rana, która nigdy się nie zabliźniła.
Rodzina Carruthersów żyje wśród popiołów – dosłownie i metaforycznie.
I właśnie to robi największe wrażenie. Ta książka jest aż lepka od bólu i winy. I to wszystko oblepia czytelnika już od pierwszej strony. Każda relacja jest tu naznaczona pęknięciem, bólem, traumą, tragedią. Każde słowo wydaje się ciężkie od niewypowiedzianych sekretów.
Trudno jednoznacznie napisać, o czym jest Król popiołow. Z pewnością to historia o lojalności, która potrafi stać się więzieniem. O rodzinie, która zamiast chronić, czasem wciąga głębiej w mrok. O tym, jak trauma nie kończy się po latach. Jestem przekonana, że każdy czytelnik inaczej odbierze wymowę, sedno Króla popiołów.
Najciekawsi jednak są bohaterowie. Roman to teoretycznie dobra postać. On wraca, by ratować rodzinę, ale Cosby nie daje nam prostego bohatera. To nie rycerz przybywający ocalić bliskich. Roman sam jest pęknięty, naznaczony bólem i cierpieniem. Nosi w sobie gniew, wstyd i potrzebę kontroli. Im bardziej próbuje posprzątać rodzinny bałagan, zgliszcza, tym mocniej sam zaczyna tracić nad wszystkim kontrolę. Czy to dobry człowiek? A moze tak przesiąknięty rodziną, jej zgliszczami, traumami przeszłości, że trudno to jednoznacznie ocenić? Sami  wyrobicie sobie zdanie.
Poza tym Neveah – silna, ale jednocześnie pełna lęku kobieta, która od lat trzyma wszystko w ryzach. Dante – pogubiony, desperacko próbujący znaleźć wyjście z chaosu. I wielu innych. W tej książce nie ma prostych, płaskich, oczywistych postaci. Są za to bohaterowie, w których każdy z nas zobaczy fragment siebie. To nie będzie ciekawy widok. Nasze wnętrza z reguły są tak pospalane, tak trudne, jak bohaterów książki.Chociaż wielu z nas wyprze się tego, to tak jest, jesteśmy mniej lub bardziej wewnętrznie spaleni.
Przez całą fabułę towarzyszą nam pytania, które zadaje autor:
Jak łatwo z ofiary stać się katem?
Jak cienka jest granica między dobrem a złem, gdy chodzi o rodzinę?
Co jesteś gotów na wszysto, żeby ocalić tych, których kochasz?
To nie są pytania zadane wprost. One pulsują wewnątrz tej historii.
Dodatkowym atutem ksiażki jest wyjątkowy, ciężki, ale i piekny język. Cosby nie pisze tylko o gangsterach i długach. On pisze o ludziach doprowadzonych do granic. O tym, jak człowiek potrafi przekroczyć wszystko, jeśli zagrożona jest rodzina.
To książka o przemianie, o rodzinie, o sile, o maksimum do jakiego może posunąć się człowiek. To ksiażka o każdym z nas. Polecam. Jeśli ktoś szuka historii mrocznej, intensywnej i boleśnie ludzkiej, to Król popiołów jest książką, której nie da się zapomnieć.
Mocna, poruszająca i hipnotyzująco mroczna powieść. Jedna z tych książek, po których długo siedzi się w ciszy.

środa, 6 maja 2026

Ziemniaki w roślinnej kuchni regionalnej - Paweł Ochman

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Ziemniak niewątpliwie jest królem polskiej kuchni, a ja lubię gotować. Nic więc dziwnego, że nowa książka Pawła Ochmana, bardzo mnie ucieszyła. 
Już od pierwszych stron poczułam, że to nie jest zwykła książka kucharska, pełna przepisów i łądnych zdjęć. To opowieść, wręcz pean na rzecz ziemniaka. Czytałam, oglądałam książkę trochę jak reportaż kulinarny. Na każdej stronie czuć, że autor nie pisał jej zza biurka, tylko że Polskę przejechał, wszystko sfotografował, przyrządził, smakował. Czuć miłość do ziemniaka, Polski, gotowania i prawdziwą pasję. 
Dzieki autorowi ziemniak przestaje nagle być tylko banalnym dodatkiem do obiadu. W tej książce ziemniak gra główną rolę, jest królem :)
Po przejrzeniu książki i jej częściowej lekturze, sama zaczęłam inaczej patrzeć na to warzywo. Nie znamy i nie doceniamy ziemniaka. Niby jest wszędzie, zawsze był, a większość z nas kompletnie go nie docenia. Paweł Ochman postanowił to zmienić i musze przyznać, że świetnie mu to wyszło. Książka jest wspaniałą i unikatowa. 
Najbardziej urzekło mnie to, jak bardzo ta książka jest „z Polski” — takiej lokalnej, trochę zapomnianej, ale będącej tuż obok nas. Czytając o różnych nazwach ziemniaka, miałam wrażenie, jakbym podróżowała przez regiony, nawet nie wychodząc z kuchni. A potem przyszła ochota, żeby to wszystko sprawdzić w praktyce, czyli ugotować. Zaczęłam od Pasztetu z ziemniakami i fasolą. Bardzo łatwe, smaczne danie. Do tego surówka i bardzo smaczna kolacja gotowa.


 

Następnego dnia zrobiłam niby klasyczne placki ziemniaczane, ale w wersji z tej książki. Wyszły trochę inne niż moje wcześniejsze, bardziej chrupiące, intensywniejsze w smaku. Teraz przeglądam książkę żeby wybrać kolejne danie. 
Ziemniaki w roślinnej kuchni to przede wszystkim skarbnica wiedzy, wspaniała podróż przez regiony i wielka inspiracja. Podoba mi się też to, że ta książka nie udaje czegoś więcej, niż jest. Nie próbuje być „nowoczesna na siłę”. Ona po prostu pokazuje, jak niesamowicie bogata jest nasza polska kuchnia. Widać to nawet w czymś tak prostym i banalnym, jak ziemniak. Poza tym okazało się, że z jednego składnika można stworzyć dziesiątki zupełnie różnych dań: od prostych, codziennych po bardziej odświętne, a nawet… deserowe.
Dawno żadna książka kulinarna nie sprawiła, że chciało mi się aż tyle gotować. To także wyjątowa podróż nostalgiczna. Przypominałam sobie smaki dzieciństwa: placki ziemniaczane jedzone jeszcze gorące, z cukrem albo śmietaną, kluski robione przez babcię, zapach gotowanych ziemniaków unoszący się w kuchni. Aż się łza w oku zakręciła. Polecam. Kupcie Ziemniaki w roślinnej kuchni, przejrzyjcie, smakujcie, przyrządzajcie. Dla mnie to nie jest książka, którą odkłada się na półkę po jednym przeczytaniu. To taka, do której się wraca. Polecam. Warto.

 

 

wtorek, 5 maja 2026

Na imię mam Barbra - Barbra Streisand

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Ta książka, to mistrzowska, wyjątkowa opowieść o wspaniałej, jedynej w swoim rodzaju artystce i kobiecie. To nie jest jedynie zapis kariery jednej z największych ikon XX wieku, lecz bardzo cekawa, poruszająca, gęsta od emocji opowieść o poszukiwaniu własnej wartości, o potrzebie bycia widzianą i słyszaną oraz o sile. Streisand pisze w sposób niezwykle bezpośredni, momentami wręcz obnażający, ocierający się o ekshibicjonizm. Jednocześnie sposób narracji, opowieści jest pełen wdzięku i charakterystycznej dla niej autoironii. Dzięki temu książka aż kipi życiem i jest bardzo autentyczna. Ta opowieść jest taka, jaka była i jest jej bohaterka.
Pierwsze rozdziały, poświęcone dzieciństwu ukazują, jak ten okres wpłynął na naszą bohaterkę, na jej dorosłe życie. Strata ojca i ogromny dystans matki stały się jakby osią osobowości artystki. Rónocześnie te fakty takie dzieciństwo, ukształtowały artystkę na całe życie. To właśnie z tych doświadczeń wyrosło jej poczucie niedoskonałości, niespełniania oczekiwań. Paradoksalnie w sumie okrutne dzieciństwo stało się siłą napędową kariery naszej bohaterki. Gdyby wszystko w dzieciństwie Barbry było ok, być może nie zostałaby ona wielką gwiazdą. Takie, a nie inne dzieciństwo ukształtowalo ją, popchnęło do walki o siebie. Streisand z niezwykłą szczerością pokazuje, jak bardzo dzieciństwo wpływało na jej wybory, ambicje i relacje z ludźmi.
Kolejne części książki prowadzą czytelnika przez fascynującą drogę do sukcesu, która nie jest bajką o nagłym odkryciu talentu. Jest to historia wytrwałego, momentami wręcz desperackiego budowania swojej pozycji od podstaw. Szczególnie poruszające są opisy pierwszych występów w małych klubach Nowego Jorku, gdzie Streisand pozbawiona zaplecza finansowego i kontaktów, musiała polegać wyłącznie na swoim talencie i determinacji. Jej „wejście tylnymi drzwiami” do branży rozrywkowej staje się jednym z najbardziej inspirujących motywów książki, bo pokazuje, że sukces nie zawsze jest wynikiem sprzyjających okoliczności — często rodzi się wbrew nim. Na kolejnych stronach jesteśmy dalej prowadzeni przez życie naszej bohaterki. 
Nie będę tego opisywać i dbierać wam przyjemności z lektury. Nadmienię tylko, że wielką zaletą książki jest galeria postaci, które pojawiają się na jej kartach. Spotkania z takimi osobowościami jak Judy Garland, Marlon Brando, Robert Redford, Tennessee Williams czy Sydney Pollack są rzetelnie opisane, a nie tylko wspomniane. Jednocześnie to wspaniałe opowieści, ale i ciekawa kronika czasów. 
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest sposób, w jaki autorka opisuje swoją ewolucję — od niepewnej siebie, samotnej dziewczyny z Brooklynu do artystki, która nie tylko zdobywa największe sceny świata, ale także zaczyna dyktować warunki w branży, do której wstęp miało niewiele kobiet. W tamtych czasach branże zdominowali męźczyźni. 
Wspaniale jest pokazane, jak artystka odzyskuje kontroę nad własnymi uczuciami, odczuciami, życiem.
Nie sposób nie zwrócić uwagi na styl tej autobiografii, który jest odbiciem samej autorki: dynamiczny, emocjonalny, a jednocześnie niezwykle przenikliwy. Streisand potrafi płynnie przechodzić od refleksji do anegdoty, od humoru do wzruszenia. Od lektury trudno się oderwać.
Na imię mam Barbra to nie tylko historia sukcesu jednej z największych gwiazd świata, lecz także cudowna opowieść o determinacji, odwadze i potrzebie autentyczności. To książka, która inspiruje poprzez pokazanie, jak wiele można osiągnąć, pozostając wiernym własnym przekonaniom. Zachwyca szczerością, głębią i niezwykłą energią. Polecam. Jestem zachwycona.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)