Wydawnictwo Czwarta Strona, Moja ocena 3,5/6
Splendor to teoretycznie thriller obyczajowy. Piszę teoretycznie, bo cech thrillera brak. Z tym gatunkiem literackim książka nie ma nic wspólnego. A szkoda, bo można było sprawnie napisać naprawdę ciekawy thriller. Mamy za to opowieść społeczno - obyczajową i atmosferę mazurskiej prowincji połączoną z dusznym światem luksusu, celebrytów i lokalnych układów.
Sam punkt wyjścia brzmi intrygująco: młoda kobieta wraca po latach do rodzinnej miejscowości, by odkryć prawdę o śmierci ojca. Ta śmierć od początku wydaje się podejrzanie wygodna dla wielu osób. I tyle jeżeli chodzi o intrygujacy początek. Zagadka kryminalna, śmierć ojca bohaterki, absolutnie nei są atutem książki. Najciekawszy jest klimat mazurskich osad i poczucie, że pod elegancką fasadą kryje się coś wyjątkowo złego.
Główna bohaterka, Melania Szlachcic, na początu wypada wiarygodnie i naturalnie. Nie jest typową nieomylną heroiną z sensacyjnych powieści, ale osobą zmęczoną przeszłością, pełną emocjonalnych pęknięć i jednocześnie bardzo zdeterminowaną. To jednak początek. W pewnym momencie Melania z ciekawej, bystrej osoby staje sie infantylną, zakochaną kobietą, której wszystko przychodzi nagle, bez żadnego wysilku. Słabe i naciągane, zresztąt sami się przekonajcie sięgając po Splendor.
Bardzo dobrze za to wypada sama sceneria. Mazury w tej powieści nie są pocztówkową krainą jezior i wakacyjnego spokoju. To miejsce pełne napięć społecznych, starych urazów i zależności, z których trudno się wyrwać. Złota Zatoka – luksusowa kolonia bogaczy – staje się symbolem świata, w którym pieniądze pozwalają kontrolować narrację, uciszać niewygodnych ludzi i zamiatać problemy pod dywan. Kontrast pomiędzy bogactwem a moralnym rozkładem został pokazany sugestywnie.
Styl Miki Modrzyńskiej jest bardzo prosty, ale obrazowy. I z ta obrazowością mam poważny problem. Ozdobników, opisów jest trochę za dużo. Sprawia to wrażenie trochę przekombinowanego stylu, jakby autorka próbowała ukryć niedocignięcia w fabule. Sama pomysł na fabułę, opisy Mazur są dobre. Ale ilość ozdobników i momentami infantylizmu...no cóż, trochę za dużo.
Jest jeszcze jeden drobny minus - niektóre postacie drugoplanowe mogłyby zostać bardziej pogłębione, bo chwilami pełnią głównie funkcję nośników tajemnic lub podejrzeń. Część dialogów bywa też bardzo nienaturalna. W niektórych momentach bohaterowie mówią bardzo sztucznie. To widać w treści. I sam finał, taki hollywoodzki, naiwny i przewidywalny. Nie spełnił on moich oczekiwań.
Mimo wszystko warto Splendor przeczytać, choćby dla Mazur. To jeden, naprawdę broniący się atut. Poza tym powieść ma kilka mocno zarysowanych społecznych tematów. Np. jest to historia o nierównościach społecznych, wpływie statusu na poczucie bezkarności oraz o tym, jak łatwo społeczność potrafi zaakceptować wygodną wersję wydarzeń. Autorka pokazuje, że największym zagrożeniem nie zawsze jest pojedynczy człowiek, ale system zależności i lojalności, który chroni wpływowych ludzi. Tematy bardzo ważne. Szkoda tylko, że autorka nie pociągnęla ich dalej.
Splendor to propozycja dla osób lubiących lekkie książki psychologiczno-obyczajowe z lokalnym kolorytem, tajemnicą sprzed lat i krytyką świata elit. Nie jest to powieść rewolucyjna gatunkowo, ale zdecydowanie klimatyczna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.