Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
To za dużo dla mnie to literatura, która nie próbuje się podobać — ona chce uwierać, ranić, zostawać w umyśle czytelnika. I trzeba przyznac, że robi to skutecznie. To trudna książką, ale jakże ważna.
Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wrzucony w rzeczywistość, w której nie ma prostych podziałów na dobro i zło. Cvijetić konsekwentnie burzy komfort czytelnika, ukazuje, że nigdy nic nie jest jednoznaczne, oczywiste, biało czarne. Czyni to na przykładzie historii Filipa Latinovicia — człowieka napiętnowanego zbrodnią, a jednocześnie absurdalnie wyniesionego przez społeczeństwo do rangi bohatera. Ten dysonans stanowi oś całej powieści i jednocześnie jej największą siłę. Filip Latinović nie jest postacią, którą łatwo zrozumieć, a tym bardziej — polubić. I właśnie o to chodzi.
Cvijetić zmusza nas, by spojrzeć na rzeczywistość oczami sprawcy. To co widzimy nie podoba nam sie, jest trudne, momentami straszne. Brak też prostego rozgrzeszenia, odpuszczenia win. Latinović żyje w świecie, w którym jego przeszłość nie tylko go prześladuje, ale też zostaje jakby zniekształcona, w niektórych momentach zbrodnie wydają się nimi nie być. Poza tym winy naszego bohatera są ignorowane, a nawet gloryfikowane przez otoczenie. To niezwykle mocny komentarz do mechanizmów pamięci zbiorowej i polityki historycznej. Coś takiego dzieje się teraz, tuż obok nas, na naszych oczach, gdy np. tak wielu Polaków (i nie tylko) ignoruje zbrodnie Holokaustu, a niektórzy wręcz uważają je za słuszne. Przerażające. Od dawna mnie to szokuje, dlatego ta książka wywarła na mnie tak wielkie wrażenie.
Najbardziej uderzające jest to, jak autor operuje językiem. Styl Cvijeticia to ciekawy miks prozy i poezji. Narracja, styl nie są proste, łatwe do czytania. Mamy krótkie, jakby poszarpane zdania, jakby fragmenty myśli, urwane. Daleko im do klasycznej narracji. Ten zabieg odnosi jednak ciekawy skutek. Czytelnik jeszcze bardziej odzuwa wszystko, co dzieje się z bohaterem, przeżywa jego odczucia, wszystkie wydarzenia i to co z nimi związane.
Co cenne, książka nie skupia się wyłącznie na jednostce. W tle mamy znacznie szerszą diagnozę: zło nie kończy się wraz z wojną. Ono mutuje, przenika do codzienności, dziedziczone jest przez kolejne pokolenia. Jakże to trafne.
Ta lektura aż boli, przytłacza. Nie ilością wydarzeń, lecz ciężarem moralnym, jaki ze sobą niesie. Autor nie daje czytelnikowi ulgi — zamiast tego zostawia go z pytaniami, które długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.
To literatura wymagająca, niekomfortowa i głęboko poruszająca. Nie oferuje katharsis ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego stawia przed nami lustro i pyta: co robimy jako społeczeństwo z pamięcią o zbrodniach? I czy naprawdę jesteśmy gotowi ją unieść?
Jeśli szukasz książki, która zostaje w głowie na długo i zmusza do niewygodnych refleksji — to zdecydowanie jedna z nich. Polecam.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.