Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 stycznia 2022

A lasy wiecznie śpiewają - Trygve Gulbranssen

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Uwielbiam literaturę skandynawską, każdy jej rodzaj. Rzadko która książka z tego kręgu mnie rozczarowuje. Nie inaczej było z omawianą pozycją. Nie rozczarowała mnie, a nawet więcej, zachwyciła.
To wspaniale napisana, bardzo działająca na wyobrażnię saga opisująca losy jednego z najbogatszych norweskich rodów.
Akcja rozpoczyna się w XIX wieku w Skandynawii. Samo to już zachwyca. Mało mamy obrazów życia w tym miejscu blisko 2 wieki temu.
Trudne życie w trudnym, ciężkim, często nieprzyjaznym ludziom otoczeniu. Twarde, nieczułe na drugiego człowieka ludzkie serca. I wspaniała, magiczna, dzika przyroda, która można chłonąc z każdej kolejnej kartki.
Tym, co najbardziej zachwyca mnie w skandynawskiej literaturze są charakterystyki bohaterów. Podobnie jest tutaj. Mocne, ostre, dosadne portrety bohaterów, ludzi niełatwych, mocno doświadczonych przez życie. Dodatkowo mocno, dosadnie ukazane pobudki, które rządzą bohaterami i całą resztą niewielkiej zagubionej w lesie osady. Pieniądz, to on napędza życie, generuje żądze, determinuje poczynania bohaterów. Ma on wpływ na równi na bogatych, jak i biednych. Te zależności są wspaniale ukazane.
Chciwość, żądza, miłość, nienawiść, pożądanie są nierozerwalnie ze sobą splecione. Do tego dochodzi spora porcja innych uczuć. W niewielkiej społeczności kipi niczym w kotle pod ciśnieniem. Z pozoru spokojni, opanowani ludzie okazują się być zupełnie innymi. Całość tworzy mieszankę wybuchową, która nieomal i nie jeden raz doprowadza do tragedii. To wszystko na łonie przepięknej, dzikiej przyrody.
Wspaniale opisane kilkadziesiąt lat życia rodziny Björndal zachwyca, porywa i sprawia, iż od lektury trudno się oderwać. Zatraciłam się w tej książce. Miałam wrażenie bycia tuż obok i obserwowania wydarzeń, uczestniczenia w nich. Cudowna, wspaniała, jedyna w swoim rodzaju książka o ludziach, ich żądzach, sensie życia i wyjątkowej symbiozie przyrody, natury z człowiekiem. Polecam. Arcydzieło.
Wiem, gusta są różne, ale wręcz szokują mnie komentarze na pewnym portalu...nuda, wynudziłem się jak nigdy, szkoda czasu. Takie osoby chyba nie dorosły do tego typu literatury.


środa, 29 kwietnia 2020

Doggerland. Podstęp - Marii Adolfsson

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Uwielbiam skandynawską literaturę. Kocham ten mrok, styl pisania, analizę bohaterów. Nic więc dziwnego, iż sięgnęłam po Doggerland.
Wiele sobie obiecywałam po tej książce i nie zawiodłam się. Marii Adolfsson potwierdziła moją teorię, iż większość skandynawskich autorów potrafi świetnie pisać i tworzy mroczne, wciągające, przeszywające wszechobecnym skandynawskim chłodem książki.
Akcja rozgrywa się na nieistniejących Wyspach Doggerlandzkich.
Jest to w zasadzie archipelag wysp, który rozciąga się między Wielką Brytanią a Skandynawią. 
Surowy klimat, mroczne choć niesamowicie porywające i piękne krajobrazy i odpowiedni do tego ludzie. To kwintesencja tego dziwnego, choć uwodzącego swoistą magią miejsca.  
Pewnego dnia na wyspie Heimo, jednej z wysp archipelagu ma miejsce okrutne morderstwo. Rzecz na tych wyspach całkowicie unikalna. Wszystko tym bardziej zdumiewa, iż ofiara to Susanne Smeed, była żona naczelnika wydziału kryminalnego Jounasa Smeeda. Gdy zagłębimy się w relacje tej pary, nie będziemy się dziwić, iż doszło do rozwodu. Jounas to najbardziej szowinistyczny, tępy i prymitywny prostak. Dawno takiego w literaturze nie spotkałam.
Dochodzenie zaczyna prowadzić 49-letnia policjantka Karen Eiken Hornby. Pomijając okoliczności, swoistą mentalność mieszkańców wyspy, Karen ma dodatkowo utrudnione zadanie poprzez to, iż Jounas jest jej szefem.  To jednak tylko wierzchołek góry powodów, dla których to śledztwo od początku nie będzie należeć ani do łatwych, ani przyjemnych.
Mam wrażenie, iż z każdym kolejnym oddechem Karen sprawa coraz bardziej się komplikuje. 
Dodatkowo brak tropów, ba jakiegokolwiek, najmniejszego nawet punktu zaczepienia. Sprawa wydaje się beznadziejna, zabójstwo zdaje się nie mieć przyczyn, a ofiara skaz. 
Jak to bywa w skandynawskich kryminałach, śledcza będzie musiała dokładnie przeczesać miejscową ludność, wniknąć pod powierzchnie masek, które przywdziewają przesłuchiwani, oddzielić prawdę od fałszu, poznać głęboko skrywane sekrety i mocno zagłębić się w przeszłość. Całość będzie mroczna, frustrująca, zaskakująca, a przedstawienie mieszkańców wyspy i samej śledczej będzie ocierać się wręcz o wiwisekcję.
Przedstawienie postaci, ukazanie ich wnętrza, sekretów, doskonale zaprezentowana klaustrofobiczna społeczność, mrok, zimno wyspy, nastrój na niej panujący są mistrzowsko nakreślone. Adolfsson stanęła na wysokości zadania. Stworzyła klasyczny, skandynawski kryminał. 
Także fabuła jest ciekawa, pełna zaskakujących wątków, ciekawych postaci i dobrze prowadzonego śledztwa.
Zakończenie mocne, dobre.
Niecierpliwie czekam na kolejny tom serii.
 

niedziela, 22 kwietnia 2018

Burza - Steve Sem-Sandberg

Wydawnictwo Literackie, Ocena 3,5/6
Recenzja mojego męża.
Skandynawski autor zdobył moje uznanie książką Biedni ludzie z miasta Łodzi. Byłem ciekaw, jaka będzie Burza.
Głównym bohaterem i narratorem jest Andreas Lehmann. Wychowywał się on wraz z siostra na niezwykłej, małej wyspie w pobliżu Norwegii należącej niegdyś do pana Kaufmanna, bardzo tajemniczego człowieka. Rodzeństwo wcześnie straciło rodziców i opiekę nad nimi przejął Johannes, hmmm bardzo ciekawa i unikalna postać.
Po wielu latach Andreas wraca na wyspę, żeby uporządkować pewne sprawy. Ta wizyta staje się pretekstem do podróży szlakiem wspomnień, wspominania dzieciństwa, krok po kroku odsłaniania mroku, przypominania elementów, które przez ostatnie lata umknęły, albo schowały się w zakamarkach pamięci.
Owa podróż fizyczna i duchowa jest dla Andreasa próbą wyjaśnienia, jakim cudem stało się to co się stało (co, to nie zdradzę), dlaczego życie jego i siostry potoczyło się tak, a nie inaczej. 
Pomiędzy wspomnieniami i prowadzonym dochodzeniem poznajemy bardzo tajemniczą (z każdą stroną coraz bardziej zagadkową ) historie wyspy i jej właściciela pana Kaufmanna, który był bardzo blisko z nazistami. Ale to nie jedyna rysa na jego charakterze.
Treść Burzy idealnie pasuje do okładki. Książka jest szara, ponura, przesycona, nostalgią, ale także negatywnymi fluidami. Sama przeszłość, o której opowiada fragment po fragmencie bohater, wyłania się nam się jakby z odmętów spowijającej wyspę mgły.  
Zaskakuje i odrobinę zniechęca do lektury suchość z jaka podawane są przez Andreasa fakty z jego życia, obojętność z jaką do wielu z nich podchodzi. Sprawia to, iż książkę dosyć trudno się czyta.
Dodatkowo lekturę mogą utrudniać przeskoki na linii teraźniejszość - przeszłość.
Całość sprawia wyjątkowo ponure wrażenia nawet jeżeli weźmie się pod uwagę, że szary klimat, wiwisekcja psychiczna, wędrówki mrokami przeszłości to standard skandynawski. 
Nie jest to zła książka, ale do Biednych ludzi z miasta Łodzi bardzo dużo jej brakuje.



środa, 4 stycznia 2017

Sekta - Michael Katz Krefeld

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 3/6
Sekta to 3. tom serii, której bohaterem jest poplątany życiowo i ciężko doświadczony (jak to w skandynawskich kryminałach bywa) eks policjant Thomas Ravnsholdt, zwany Krukiem.
Głównym celem od jakiegoś czasu jest odnalezienie zabójców jego dziewczyny Evy. W międzyczasie (żeby mieć z czego żyć i naprawić zdezelowaną łódź, na której mieszka) Kruk podejmuje się mniej lub bardziej intratnych śledztw dla osób prywatnych.
Tym razem o pomoc prosi go zamożny biznesmen Ferdinand Mesmer, któremu jakiś czas temu zaginął dorosły syn. Mesmer prosi Ravna o odnalezienie syna. Wg. biznesmena jego syn przyłączył się do grupy zielonoświątkowców i po jakimś czasie ślad po nim zaginął.
Ravn szybko odkrywa, że sprawa ma drugie dno, a zleceniodawca nie tylko nie mówi mu wszystkiego, ale nawet nie zamierza niczego ułatwiać.
Dlaczego? Co się kryje za takim postępowaniem? Co skrywa rodzina Masmerów?
Lubię sposób pisania Krefelda, Jednak pisarz tworzy na zasadzie sinusoidy. Jego książki z serii o Kruku są bardzo nierówne. Wykolejony był umiarkowanie kryminalny, Zaginiony wręcz przeciwnie, klasyczny kryminał, do tego doskonale napisany. Co do Sekty, to już chyba sami (przyjmując zasadę sinusoidy) możecie sobie odpowiedzieć, jaka jest.

Ostrzegam - nie jest to klasyczny kryminał. To typowa, momentami aż do bólu, literatura skandynawska, której fabuła skupia się wokół zagubienia wewnętrznego Kruka, jego wspomnień dot. ukochanej Evy, walki z samym sobą i poszukiwania sprawców morderstwa ukochanej. Niestety, ale Kruk ponownie jest postacią pierwszoplanową.
Napisałam niestety. Tak. Co prawda książkę czyta się nienajgorzej, szybko, ale równie szybko o niej zapomina.  Poza tym skoro ma to być kryminał, to niech wiodącym będzie motyw kryminalny, a nie zbieranie się w sobie rozwalcowanego przez życie eks policjanta. Było kilka takich momentów, w których miałam wrażenie, iż pies Kruka, mały mops, jest bardziej ogarnięty niż jego właściciel.
Fabuła w wielu miejscach przewidywalna do bólu. I to chyba największa wada książki
Plusem książki jest ironiczny humor autora, którym okrasza co banalniejsze i bardziej przewidywalne fragmenty. Jednak to trochę za mało, żeby książkę (nawet taką, którą nieźle się czyta) uznać za udaną. Autora stać na więcej. Szkoda, że zaprzepaścił sporo możliwości na stworzenie dobrego, pełnokrwistego kryminału.
W kilku momentach miałam dosyć jego nieporadności, epatowania cierpieniem, złością. Dosyć zaczynają mieć także jego książkowi przyjaciele. jest wiec nadzieja, iż w kolejnym tomie Krefeld trochę potrząśnie swoim bohaterem, zrobi z niego faceta z za przeproszeniem...no wiecie czym, a nie takie lelum polelum (jak mawiała moja babcia) . Oby.
 

sobota, 26 listopada 2016

Osaczenie - Carl Frode Tiller

Wydawnictwo Literackie, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Fabuła Osaczenia jest z pewnością niebanalna. Bazuje ona na Dawidzie, męźczyźnie, który utracił pamięć i chwilowo przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Nie pamięta nic, ani kim jest, ani czy ma rodzinę, gdzie mieszka. W poznaniu faktów, odzyskaniu tożsamości i pamięci ma mu pomóc ogłoszenie w gazecie. Jednak osoby znające Dawida nie mogą się u niego pojawić osobiście, mają za to napisać do niego list, listy i w ten sposób mu pomóc. Dlaczego? Tego dowiecie się z lektury niebanalnej książki.
Na apel o pomoc odpowiada troje ludzi, równie pokiereszowanych przez życie, jak sam Dawid. Są wśród nich: chory na raka Arvi, niespełniony muzyk Jon i Silje, której bagażem jest walące się z wielkim hukiem małżeństwo. Czy ta trójka rzeczywiście pomoże Dawidowi odnaleźć tożsamość, miejsce w świecie?
Skoro to taka trudna tematyka i do tego literatura skandynawska, oczywistym jest, iż nic w tej książce nie jest proste, łatwe.
Świat bohaterów, obraz Norwegii, która ich otacza obserwujemy z punktu widzenia w/w czterech osób. Różni ludzie, choć podobno ze sobą związani, różne widzenie tego samego obrazu.
Bardzo dobrze ukazane rysy bohaterów, ich cierpienie (bo każdy z nich na swój sposób cierpi), psychika i postępowanie, które miały miejsce w przeszłości, ich konsekwencje kiedyś i teraz, zależności od siebie, tłumione lęki, obawy. Ciekawie odmalowany jest także obraz Dawida, który krok po kroku staje się coraz...bardziej niejasny. Do końca nie wiadomo kim tak naprawdę Dawid jest, jaki jest jego charakter, kim był, co robił, jaki był jego stosunek do w/w osób. Do tego genialnie nakreślony obraz współczesnej, prowincjonalnej Norwegii, który dołuje, jak mało co.
Powieść ma nietypową epistolarną konstrukcję, wymagającą fabułę i z pewnością nie jest to książka dla wszystkich. Każdy z czytelników odnajdzie w niej coś innego, każdy inaczej ją obierze. Podobnie, jak inaczej do życia i tego co ono daje podchodzi bohaterowie Tillera. Osaczenie to trudna, wymagająca, ale warta poznania powieść i 1. tom doskonale zapowiadającej się trylogii.
 

środa, 26 października 2016

Żywi i umarli w Winsford - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Nesser mimo, iż tym razem niekryminalny, jak najbardziej w wysokiej formie.
Po raz kolejny pisarz pokazał, iż życie nigdy nie jest takim jakim nam się zdaje i genialnie oddał psychologiczną głębię i wymowę powieści.
Bohaterką jest samotna Szwedka, Maria, która pewnego ponurego dnia wraz z psem przyjeżdża na dłuższy, kilkumiesięczny pobyt do tytułowego Winsford. Wynajmuje niewielki domek w angielskiej mieścinie i próbuje dojść do siebie po tajemniczych (tkwiących gdzieś w podtekście) wydarzeniach, uporać się z nadmiarem uczuć i demonami, które ją nawiedzają. Głównie oddaje się długim spacerom po okolicznych terenach, obcuje z psem, rzadko kiedy towarzystwa dotrzymuje jej człowiek. Jedyną poza spacerami aktywnością Marii są wizyty w miejscowym pubie.
Nesser mistrzowsko oddał zarówno atmosferę miasteczka, jak i poczynania oraz wewnętrzne rozterki kobiety będącej po tragicznych przejściach, znajdującej się na rozdrożu życia.
Maria, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być typową choć niesłychanie spokojną samotną kobietą, wcale taką nie jest. Jej przemyślenia, zachowanie są dalekie od tradycyjnego schematu. Po początkowym zdziwieniu w czytelniku budzi się zdziwienie postępowaniem Marii. Ciekawość potęgują dwie zagadki kryminalne, których rozwiązanie na równi zaszokuje i zdziwi. Jednak do razu ostrzegam, mimo tego, iż jak wspomniałam w tekście mamy zagadki kryminalne, książka nie jest kryminałem. Jeżeli ktoś takowej szuka, nie ten tytuł.
Najważniejsze w Żywych i umarłych... są: Maria, jej wewnętrzne rozterki oraz wspaniałe opisy wrzosowisk, które otaczają miasteczko.
Czyta się doskonale, jak zwykle w przypadku Nessera. Jednak zdaję sobie sprawę, iż nie wszystkim ta historia przypadnie do gustu. Akcja toczy się leniwie, ba nawet bardzo, bardzo powoli, brak spektakularnych zwrotów akcji, brak emocji, strzelaniny. Jest za to sporo tajemnic, niedomówień, genialnie nakreślona sylwetka Marii i okolicy. Polecam.
 

piątek, 21 października 2016

Jesień - Karl Ove Knausgard

Wydawnictwo Literackie, Ocena 4-/6
Recenzja mojego męża.

Moja walka wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. Bylem ciekaw, co Knausgard zaserwuje w Jesieni.
Jak na tego autora to niezbyt obszerna książka. Jesień liczy bowiem zaledwie 240 stron. Norweg zawarł na nich krótkie teksty (można je określić mianem miniatur) pisane do swojej nienarodzonej jeszcze córki. O czym pisze? Najkrócej można to określić dwoma słowami - o wszystkim.
Jak sam pisze....
Chcę pokazać Ci nasz świat takim, jaki jest: drzwi, podłogę, kran i zlew, fotel ogrodowy tuż przy murze pod oknem kuchennym, słońce, wodę i drzewa. Będziesz mu się przyglądać po swojemu, będziesz doświadczać go po swojemu, gromadzić własne doświadczenia i wieść własne życie, więc to oczywiste, że przede wszystkim robię to dla siebie: pokazując Ci świat, moja maleńka, przekonuję się, że warto żyć.
Jak to u Knausgarda to bardzo nierówna książka. Niektóre teksty są trywialne, momentami nie do przyjęcia, jak np. tekst o..sikaniu. Jak można coś tak głupiego napisać?!. Inne z kolei są całkiem znośne, a dwa nawet na dosyć wysokim poziomie.
Niektóre wkurzają, inne rozczulają czy śmieszą. Jedno jest pewne, żaden tekst nie pozostawi czytelnika obojętnym, najwyżej zirytuje w maksymalnym stopniu.
Teksty są pogrupowane tematycznie.
Jesień podobnie, jak Moja walka jest wyjątkowo ekshibicjonistycznym tworem. W trakcie lektury miałem wrażenie grzebania w osobistych rzeczach autora, szperania w jego mieszkaniu, zaglądania do najintymniejszych kątów.
Trudno jednoznacznie ocenić te książkę. Mimo jej wad czytało mi się ją lepiej niż Moją walkę. Być może sprawił to fakt, iż autor mniej uwagi poświęca samemu sobie (chociaż nie rezygnuje z opisu własnych uczuć) a więcej ukazaniu niezmienności (w ogólnym pojęciu tego słowa) i intensywności życia i świata, który go otacza.
Polecam i chętnie sięgnę po kolejny tom, po Zimę. Ciekawe co tym razem Knausgard zaserwuje czytelnikom.

piątek, 26 sierpnia 2016

Na zachód od wolności - Thomas Engstrom

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4/6
Na zachód od wolności to 1. tom przygód i opisu degrengolady głównego bohatera, byłego wysokiej rangi oficera STASI i obecnego pomagiera i robola od czarnej roboty CIA.
Owym bohaterem jest Ludwig Licht, rozwiedziony, nieutrzymujący kontaktów z jedynym synem, żyjący bez mała w chlewie, jadający dosłownie byle co i noszący brudne, wymięte ubrania Ludwig Licht. Wspomniałam o wyglądzie Ludwiga bo jest on dosyć charakterystycznym elementem książki. Licht, jako główny bohater jest postacią z jednej strony prawie tragiczną,a z drugiej..kuriozalnie zabawną. Uciekający przed egzekutorami długów, właściciel gorzej niż nędznie prosperującego wyszynku w Berlinie, okaże się nad spodziewanie dobrym, ba wręcz mistrzowskim agentem wywiadu.
Pewnego dnia, będąc prawie na dnie, Ludwig dostaje od swojego dorywczego szefa z CIA zadanie odnalezienia i eskortowania do bezpiecznego miejsca kobiety, która jakiś czas temu zadzwoniła do Ambasady Stanów Zjednoczonych w Berlinie, twierdząc, iż ma wiadomości dotyczące zamiecionego pod dywan zabójstwa trzech Amerykanów w Marrakeszu. 

Sprawa z pozoru banalna (dla przeciętnego agenta wywiadu) szybko się komplikuje. Okazuje się, iż kobieta ukrywa o wiele więcej niż mogłoby się z początku wydawać. 
Autor bardzo zręcznie w fabułę wplótł wiele aktualnych spraw z zakresu polityki, informatyki, wycieku danych etc. Najbardziej drażliwa dla CIA sprawa do złudzenia przypomina sprawę Wikileaks, a poszukiwany człowiek - Juliana Assange'a. 
Nawiązanie do spraw znanych nam z pierwszych stron gazet czy programów informacyjnych, to jeden z plusów książki.
Kolejnym atutem jest doskonale sportretowany współczesny Berlin, we wszelkich jego odsłonach. Poznajemy metropolię od najbardziej luksusowej strony, poprzez zwyczajną, aż do takiej, w której nikt z nas nigdy nie chciałby się znaleźć. Opowieść o Berlinie ubarwiają wspominki miasta z okresu NRD.
Jednak takim rodzynkiem książki jest Ludwig Licht, postać unikalna ze wszech miar. Jego historia, poczynania, przemyślenia ubarwiają lekturę.
Rozpoczynając lekturę spodziewałam się czegoś odrobinę innego, bardziej ostrego, sensacyjnego, bardziej ...thrillerowatego. Dostałam niezłą książkę społeczno-obyczajowo-szpiegowską. Choć daleka jestem od euforii, to muszę przyznać, iż czyta się dobrze, szybko, kilkakrotnie szeroko się uśmiechając.

niedziela, 26 czerwca 2016

Historia pszczół - Maja Lunde

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Uwielbiam literaturę skandynawską. Historia pszczół potwierdziła, że moja miłość jest zasadna. Maja Lunde, to norweska autorka dotychczas pisząca książki dla dzieci. Historia pszczół, to jej pierwsza powieść dla dorosłych. Doskonały debiut. Linde stworzyła wspaniałą, wielopłaszczyznową książkę, której sensem jest opowieść o samym sobie, o każdym z nas, o wnętrzu, ale i o rodzinie, która powinna być najważniejsza, o naprawianiu popsutych stosunków, o wyciąganiu ręki. Jednak nie tylko, to także powieść ekologiczno-dystopijna, nawet w niektórych momentach historyczna. A tak. Tak właśnie bym ją określiła.
Książka składa się z trzech diametralnie do siebie na pierwszy rzut oka odmiennych historii.
Pierwsza historia rozgrywa się w Chinach, w roku 2098, 50 lat po wielkiej globalnej katastrofie, której efektem jest zanik świata, jaki znamy i globalna nędza oraz głód. Na tym tle autorka opowiada historię młodej Tao, której obecne życie wiąże się z pszczołami, oraz jej rodziny.
Druga historia rozgrywa się w 2007 roku w USA na farmie w Ohio. Hodowca pszczół pragnie, aby schedę po nim przejął jego syn. Ten jednak ma zupełnie inne plany na życie. Już samo to dla ojca-hodowcy jest nieszczęściem, a gdy do tego dojdzie nagła epidemia wśród hodowanych pszczół....ma miejsce prawdziwy dramat.
Trzecia historia to cofnięcie się w czasie o blisko 1,5 wieku. Akcja rozgrywa się w Anglii w 1852 roku. William ojciec sporej gromadki dzieci jest chory, na duszy i na ciele. Gdy był nastolatkiem jak większość z nas miał zupełnie inne plany. Jednak zderzenie z życiem, z szarą rzeczywistością sprawiło, iż plany, marzenia przestały się liczyć, istotne stało się coś innego - utrzymanie rodziny. Pewnego dnia od jednego z synów dostaje książkę o pszczołach. To wszystko zmienia.
Te trzy historie różni wszystko, łączą tylko pszczoły. To książka nietypowa jeżeli chodzi o miejsce i czas oraz rozmach narracji. Ale z drugiej strony patrząc na to co naprawdę jest sensem, osią opowieści, na ukazanie wnętrza człowieka, na spojrzenie na prawdziwe wartości, na ukazaną głębię psychologiczną, jest to bardzo charakterystyczna dla Skandynawii powieść.
Każdy z bohaterów Lunde ma rodzinę, każdy ma swoje marzenia i każdy w imię czegoś musi z nich zrezygnować. Tak jak w życiu. Norweska pisarka pisze o zderzeniu marzeń z rzeczywistością, ale także o tym, jak jeden z pozoru banalny gest, czyn potrafi pociągnąć za sobą całą lawinę wydarzeń, zmienić życie. Czy na lepsze? To już inna kwestia.
Historia pszczół to książka z powolną, momentami nawet stagnacyjna fabułą. Brak tu nagłych, porywających zwrotów akcji, brak miłosnych, rozpalających umysł opisów miłości, brak agresji. W książce mamy za to pięknie opowiedziane, powolne, lepione niczym ul historie, które także będą obfitować w kataklizmy, co prawda na miarę swoich mikro możliwości, ale zawsze.
Jest jeszcze jeden element, o którym nie wspomniałam. Książka jest bardzo realistyczna, oparta na faktach z pszczelarstwa, które momentami nawet przerażają. Chodzi mi o rozdział rozgrywający się pod koniec XXI wieku. Koszmarna perspektywa. Kto wie, czy jeżeli nie pohamujemy ekspansji, nie zmniejszymy naszego pochłaniania środowiska naturalnego, czy tak się nie stanie.
 
 

 



wtorek, 24 maja 2016

Dziecko Odyna - Siri Pettersen

Wydawnictwo Rebis, Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża.

Dziecko Odyna to 1. tom bardzo dobrze zapowiadającej się trylogii Krucze pierścienie. Książka sama w sobie jest bardzo dobra, doskonale napisana. A jeżeli dodatkowo weźmie się pod uwagę, iż jest to debiut Siri Pettersen, to staje się jeszcze ciekawsza.
Dziecko Odyna wstrząsnęło czytelnikami w Skandynawii i jestem przekonany, że podobnie będzie z polskimi wielbicielami oryginalnej skandynawskiej i fantastycznej prozy.
Historia przedstawiona przez Pettersen rozpoczyna się niezwykle ciekawym prologiem. Wiem, część osób pomija prologi i lekturę rozpoczyna os 1. rozdziału. jednak tym razem nie róbcie tego. Warto, a nawet trzeba poświęcić czas na przeczytanie prologu. Niezwykle ciekawie napisany i sporo daje jeżeli chodzi o dalszą lekturę.
Świat, który wykreowała Pettersen jest niezwykły, ciekawy, wielobarwny. Na pierwszy plan wysuwają się bardzo ciekawie skonstruowane krainy Ym, w których rozgrywa się akcja (oraz sposoby, jakimi są rządzone) oraz sami bohaterowie. Co prawda początkowo ludzie z ogonem dziwią, ale to zdziwienie szybko mija, gdy tylko zagłębimy się w lekturę. Pettersen zadała sobie wiele trudu żeby wykreować tak niezwykłych bohaterów. Każdy z nich jest pełnokrwisty, doskonale nakreślony i dotyczy to postaci zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowych.
Atutem jest także wplecenie w fabułę licznych elementów i postaci pochodzących ze staronorweskich wierzeń, mitów, legend, podań. Zdecydowanie ubarwia to i tak atrakcyjną fabułę. Dodatkowo pozwala nam wniknąć w świat dla większości z nas całkowicie obcy. Co ciekawe, autorka przedstawia niezwykle ciekawe i różnorodne podejścia do religii.
Ogromnym plusem są także bardzo szczegółowe opisy. Dotyczą one zarówno krajobrazu, obyczajów, sposobu w jaki funkcjonują krainy Ym, jak i wewnętrznych przeżyć, rozterek bohaterów.
Książka ma tylko jedne minus. Chociaż trudno to uznać za wadę..po prostu wymaga niesłychanego skupienia. Spora liczba głównych bohaterów, bardzo duża ilość różnorodnych wątków oraz obce dla nas, naszej kultury symbole, mity, realia sprawiają, iż w trakcie lektury trzeba całkowicie poświęcić się czytaniu, śledzeniu fabuły. Z pewnością nie jest to książka do podczytywania fragmentami.
Polecam i czekam na 2. tom.



czwartek, 14 kwietnia 2016

Pieśń harfy - Levi Henriksen

Wydawnictwo Smak Słowa, Moja ocena 5/6
Recenzja zaległa. Książkę przeczytałam pod koniec marca i w pędzie dnia codziennego zupełnie zapomniałam zamieścić recenzję. Wczoraj dopiero mi o tym email z wydawnictwa przypomniał. Niniejszym nadrabiam zaległości.

Literaturę skandynawską bardzo lubię. Cenię też pozycje wydawane przez oficynę Smak Słowa. Po lekturze ostatnich tytułów przyzwyczaiłam się już, iż książki z kręgu literatury skandynawskiej są stagnacyjne, spokojne, acz wymowne i prawie zawsze niosą w swojej treści jakieś przesłanie, wątek społeczno-moralizatorski.
Nie inaczej jest w przypadku Pieśni harfy.
Pierwsze co rzuca się w oczy i zaciekawia, jest okładka.
Pieśń harfy to równie niebanalna jak okładka, niedająca się włożyć w żaden szablon opowieść.
Główny bohater, to z zamiłowania muzyk i producent muzyczny, z konieczności (z czegoś żyć trzeba) elektryk. Pewnego dnia przyjeżdża na prowincję i doznaje olśnienia, bo inaczej nazwać tego nie można. Nagle słyszy nieomal anielskie glosy. To śpiewa trio siostrzano-braterskie. Śpiewacy ci kiedyś, kilka dekad temu byli znanymi artystami. obecnie będąc na emeryturze oddaj się pasji śpiewania lokalnie wcale nie dążąc do powrotu na szeroko rozumiana scenę muzyczną. Nasz muzyk-elektryk postanawia jednak przekonać ich, że właśnie tego chcą, chcą śpiewać, nagrywać po raz kolejny odnieść sławę.
Co z tego wyjdzie? Czy uda im się nawiązać współpracę? Czego tak naprawdę tak różni wiekowo bohaterowie chcą od siebie nawzajem i od życia? Czym dla nich będą wzajemne spotkania i rozmowy?
Przyznam się, iż mimo, że to moje drugie spotkanie z prozą Henriksena, ze stylem pisarskim Norwega i powinnam być przygotowana na to, iż autor zwodzi i pod płaszczykiem zwyczajnej opowieści kryje dużo więcej, to i tak mnie zaskoczył.
Książka jest przede wszystkim wieloznaczna, bardzo wymowna i dająca sporo do myślenia. Dodatkowo kilkakrotnie w trakcie lektury zakręciła mi się łza ze wzruszenia. Pieśń harfy okazała się nie tylko mądrą, ale i poruszającą lekturą, takim miksem życia, doświadczeń, uczuć, melancholii, uśmiechu.
Jednocześnie to książka na tyle lekko napisana, z charakterystycznym dla pisarza poczuciem humoru (lekko sarkastycznym), iż czyta się ją bardzo szybko i nie czuć w niej żadnego moralizatorskiego tonu. Osłodą całości, taką wisienka na torcie jest muzyka, które w książce jest pełno, jest w zasadzie wszędzie. urzekł mnie sposób w jaki Henriksen pisze nie tylko o życiu, o doświadczeniach i pragnieniach, ale także o muzyce.

wtorek, 22 marca 2016

Wir - Frode Granhus

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Wir to 1. tom cyklu, którego bohaterem jest policjant Rino Carlsen. Bardzo dobrze, że będzie to seria, ponieważ Wir to bardzo dobra książka, która na równo łączy elementy mrocznego kryminału, jak i powieści społeczno-obyczajowo-psychologicznej.
Akcja toczy się dwutorowo, w odległości kilkuset km od siebie. 

W jednym miejscu znajdowane są sukcesywnie lalki umieszczone na tratwie z łyka, która jest puszczona na wodę, a tuż po ich znalezieniu odkrywane są zmasakrowane zwłoki kobiet ubranych identycznie, jak owe lalki. Tam dochodzenie prowadzi śledczy Niklas Hultin.
Kilkaset kilometrów dalej, swoje dochodzenie rozpoczyna doskonały policjant Rino Carlsen. Prowadzonego przez niego śledztwo od początku jest makabryczne, ale i niezwykle przemyślane, dopracowane w każdym calu.
Pierwszą ofiarą jest męźczyzna, którego dwójka chłopców znajduje w morzu, w szczelinie między skałami. Sprawa jest o tyle zastanawiająca, przerażająca, niewyobrażalna, że człowiek ten ma ręce umieszczone w lodowatej wodzie i przykute do kamienia.Obrażenia, jakich doznała ofiara są straszne. A to dopiero początek. W niedługim czasie równie okrutna próba zabójstwa (bo tym obie te zbrodnie były) dotknie kolejnego mężczyznę. Szybko się okaże, że to nie jedyne tego typu zbrodnie w okolicy. Rino Carlsen prowadzący śledztwo wpada na wspólny mianownik łączący ofiary. Ale czy jest on słuszny? Czy uda się zapobiec kolejnym zbrodniom? I czy kat z takim pietyzmem inscenizujący miejsce zbrodni, zadający sobie tyle trudu na pewno jest katem, a może ofiarą?
Czy te dwie grupy zbrodni, miejsca oddalone od siebie o wiele kilometrów coś łączy? Czy dwa odrębne śledztwa prowadzone tak daleko od siebie scalą się w jedno?
Frode Granhus stworzył doskonały kryminał, w 100% skandynawski. Obaj prowadzący dochodzenia policjanci to męźczyżni w średnim wieku, obaj maja trudne życie prywatne, własne demony, są w trakcie podejmowania niezwykle obciążających decyzji.
Ogromnym plusem są niewątpliwie opisy. Oba miejsca, w których rozgrywa się akcja Wiru są na wskroś skandynawskie, surowe, piękne, naturalne. Dodatkowo jesienna aura, jej mrok, deszczowa pora, nieprzychylność matki natury także dodają smaczku. Maga Lofotów w Wirze uwodzi. Trzeba przyznać pisarzowi, iż dokładnie wypośrodkował opisy. Nie ma ich ani za dużo, ani za mało. Rzadko się zdarza, żeby opis przyrody, okolic nie był albo infantylny, albo przegadany. Granhus trafił w przysłowiową dziesiątkę.
Kolejny plus to umiejętne zwodzenie czytelnika. gdy już zdawało mi się, że wiem, o co tak naprawdę sprawcy chodzi, Granhus podsuwał kolejne poszlaki, zwodził, sprawiał, iż jeszcze bardziej niecierpliwie odwracałam kolejne kartki książki.
A samo zakończenie..mistrzowskie.
Zdecydowanie polecam Wir.


sobota, 23 stycznia 2016

VIP room - Jens Lapidus

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4,5/6
Bardzo lubię skandynawską literaturę. Chętnie sięgam po powieści, biografie, ale także kryminały. Wielu autorów próbuje swoich sił bazując na sławie Stiega Larssona czy Henninga Mankella. Wielu z tych samorodnych twórców kryminałów w ogóle nie powinno ich pisać. Duża część skandynawskich pseudo kryminałów jest delikatnie to ujmując..kiepska.
Byłam ciekawa, jak odbiorę Vip room.
Jedno co od razu rzuca się w oczy, to fakt, iż nie jest to czysty kryminał. Książka ta to taki miks społeczno-kryminalno-obyczajowy. Dużą część treści zajmuje niezwykle starannie nakreślone tło społeczno-kulturalne. Skandynawscy pisarze lubują się w takich zabiegach. Jedni realiom społecznym poświęcają więcej inni mniej miejsca. Lapidus bez wątpienia należy do tych pierwszych.
Innowacją w stosunku do wielu wcześniejszych skandynawskich kryminałów jest fakt, iż tym razem osobą prowadzącą śledztwo nie jest policjant (ani duet policjantów), a prawniczka i ..przestępca. Ot takie novum, które muszę przyznać, wyszło książce na dobre. Kolejny sterany życiem, z nałogami, po przejściach i rozpadający się na milion części policjant po 40-tce byłby już chyba niestrawny dla większości czytelników.
Lapidus (zgodnie ze skandynawskim trendem) zajmuje się vipami, najbardziej ustosunkowanymi i najbogatszymi ze społeczeństwa. Zagląda do ich domów, miejsc rozrywki, vip roomów, prześwietla ich życie, wyciąga na światło dzienne ich głęboko skrywane tajemnice. Przyznam się, iż wyszło mu to na prawdę nieźle.
Poprzez opis skandynawskiego społeczeństwa, charakterystykę najbogatszych i ich wypaczonego przez pieniądz i władzę zachowania, śledzimy główne dochodzenie, które prowadzone jest w sprawie porwania, ale także dowiadujemy się o wielu nowych przestępstwach. Omawiane przez Lapidusa zbrodnie to w wielu miejscach wręcz wynaturzenia. Pisząc o nich autor ukazuje, jak bardzo deprawująca bywają władza i wielkie pieniądze, jak zbyt często dają poczucie wyższości i bezkarności. Tym samym pisarz ukazuje nam zupełnie inny Sztokholm, niż ten, który poznamy z przewodników turystycznych lub w trakcie krótkiego zwiedzania stolicy Szwecji.
Gorąco zachęcam do lektury. Vip room to dobry kryminał i powieść obyczajowa w jednym. To także dobrze rokujący początek serii. 

Czekam na kolejny tom, który ma się ukazać w połowie roku. Będzie doskonała lektura na urlop.

piątek, 1 stycznia 2016

Uciec przed prawdą - Jan Guillou, czyli Złoty wiek t. 4

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Uciec przed prawdą to IV tom doskonałej serii Złoty wiek, której autorem jest znany szwedzki pisarz Jan Guillou. Wszystkie tomy opowiadają o losach trzech braci Lauritzen oraz ich rodzin. Doskonała, skandynawska saga.
Bracia Lauritzen, to Lauritz, Oscar i Sverre. Pochodzą oni z niewielkiej rybackiej osady położonej w Skandynawii, otrzymali doskonałe jak na początek XX wieku inżynierskie wykształcenie. Po odebraniu dyplomów losy braci potoczyły się bardzo różnie.
Historię najstarszego z nich - Lauritza i średniego - Oscara poznajemy w I tomie trylogii (tutaj klik).
Tom II - Dandys skupia się na historii Sverrego, który wraz ze swoim przyjacielem opuszcza Drezno, gzie obaj zdobywali wykształcenie i udaje się do Anglii.
Tom III - Pomiędzy czerwienią, a czernią. Jego akcja rozpoczyna się tuż po zakończeniu I wojny światowej. Każdy z braci poniósł w jej wyniku ogromne straty - zarówno w postaci utraty ukochanej osoby, jak i przepadku większej części majątku.
Razem z Lauritzem, Oscarem i Sverrem brniemy przez lata 20. i 30. XX wieku, śledzimy kolejne przemiany zarówno w polityce, jak i życiu kulturalnym społecznym. Ponownie zaskakuje momentami dla mnie zupełnie niezrozumiały optymizm bohaterów i krótkowzroczność. Wielokrotnie miałam ochotę potrząsnąć każdym z braci Lauritzen i powiedzieć co myślę o ich całkowicie niepojętym (w kontekście znania przeze mnie dalszej historii Europy), niefrasobliwym zachowaniu.
IV tom - Uciec przed prawdą, to losy rodziny w trakcie II wojny światowej. Rodzina Lauritzen mieszka w Szwecji, która jest stosunkowo bezpieczna w tej wojennej pożodze. Jednak jak się okaże nie na długo. Los nie oszczędza i biednych i bogatych. Rodzina Lauritzenów należy do zamożnych, nawet bardzo, ale i im spokój nie będzie pisany. Przeszkodą jest m.in. niemieckie obywatelstwo żony Lauritza. Ale nie tylko. Dzieci przysparzają im tyle samo radości, co i trosk.
Najstarszy syn Lauritza, Harald, jest oficerem SS i stacjonuje w Oslo. Najstarsza córka, Johanne, pracuje dla norweskiego ruchu oporu, jego drugi syn jest oficerem szwedzkiej marynarki, a najmłodsza córka wydaję się być kimś w rodzaju szpiega. A to dopiero początek.
W tym tomie Guillou po mistrzowsku splótł dzieje kilku pokoleniowej rodziny z burzliwymi dziejami Europy w latach 40. XX wieku. Liczne opisy skandynawskich krajobrazów, życia w okupowanej północnej Europie, jak i skandynawskich obyczajów są fascynującą lekturą. Do tego dochodzi porządna dawka historii II wojny światowej, która w wielu aspektach będzie dla nas, polskich czytelników prawdziwym novum. Kto z nas na co dzień interesuje się przebiegiem II wojny światowej na terenie Skandynawii?!
Guiilou niezwykle umiejętnie łączy wszystkie wątki. Dzięki temu blisko 400 stron książki dosłownie pochłania się w kilka godzin. Fantastyczna lektura.
Celowo pisze tak mało o fabule. Nie chcę wam odbierać przyjemności wynikającej z lektury.
Jan Guillou po raz kolejny udowodnił, iż jest świetnym pisarzem. Pomiędzy wydarzenia przełomu XIX i pierwszych czterech dekad XX wieku udało mu się wpleść losy trójki niebanalnych braci oraz ich przyjaciół i wrogów, wspaniale portretując każdą z postaci. Jest to niezwykle ważne ponieważ każdy z braci jest inny, każdy dane wydarzenia odbiera inaczej. Niezwykle ciekawym jest śledzenie ich zachowań, toku rozumowania.
Dodatkowo oprócz historii, polityki opowiada nam o przemianach społecznych, moralnych, towarzyskich, o kulturze sztuce, krajobrazach, kuchni, czyli o tym wszystkim co składa się na życie każdego człowieka. Czyni to w sposób tak porywający, iż kolejne strony tomów przewracamy w pośpiechu, a genialnie oddane klimaty kolejnych epok i przeżycia bohaterów porywają nas całkowicie. Czyli cała seria zawiera, to co w literaturze najbardziej cenię i za co uwielbiam skandynawskie powieści.
I tom mnie zachwycił. Nie ukrywałam tego we wcześniejszej recenzji. Ale z kolejnymi tomami w seriach, sagach różnie bywa. Czasami zgodnie z zasadą- dobrze szło, ale padło. Obawiałam się czy Guillou poradzi sobie z zadaniem, czy kolejne części trylogii będą równie frapujące. Moje obawy były bezzasadne. Pisarz i jego bohaterowie zawładnęli mną na wiele godzin, czego i wam życzę zachęcając do lektury.

czwartek, 24 grudnia 2015

Rodzinny interes- Roslund, Thunberg

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Książka święci wielkie triumfy, ukazała się w 33 krajach, a prawa do ekranizacji kupiło studio DreamWorks Stevena Spielberga.
Rodzinny interes to historia czterech braci (włączając w to autora książki). Trzej z nich zeszli na drogę przestępstwa, a czwarty to wszystko opisał.
Trzech braci napada na bank. Ich łupem pada okrągły milion. Bracia rozzuchwalają się, planują kolejne coraz bardziej brutalne napady, a złupioną gotówkę traktują jak drobne kieszonkowe, inwestycję w kolejne napady. Bandyckie trio staje się coraz brutalniejsze. Na ich trop wpada policja...
To wszystko, z pozoru banalne, wiele razy już prezentowano w najrozmaitszych książkach. jednak nie same napady, rabunki są najważniejsze. Przez cały czas lektury książki miałam bowiem wrażenie, iż autorzy pod płaszczykiem działalności przestępczej braci ukazują wpływ, jaki życie w rodzinie patologicznej może mieć na młodych ludzi i co z tego może wyniknąć. Bracia dorastali bowiem w takiej typowej patologicznej rodzinie, nie znali normalnego życia. Ich jedynym sposobem na zdobycie pieniędzy nie była nauka, praca, a działalność przestępcza.
Roslund i Thunberg w arcyciekawy i niezwykle drobiazgowy sposób przedstawiają okres dorastania, młodzieńczego buntu braci oraz ukazują przemoc, która w ich życiu była obecna od samego początku. I to właśnie przemoc jest tym co spaja całą akcję, fabułę, co determinuje takie a nie inne zachowania bohaterów. Przemoc przez wiele lat jest siłą napędową braci i to ona doprowadza ich do takiego, a nie innego finału.
Trudno jednoznacznie scharakteryzować Rodzinny interes. Z jednej strony to doskonała, momentami mistrzowska psychoanaliza życia, poczynań, przyczyn i skutków, czyli wszystkiego co dot. trójki przestępczego rodzeństwa. Autorzy z laboratoryjną wręcz precyzją rozkładają całość zagadnienia na czynniki pierwsze, analizują, wysnuwają teorie. Wiem, to działanie charakterystyczne dla literatury skandynawskiej. Roslund i Thunberg wpisali się w ten nurt doskonale.
Z drugiej strony książka jest doskonałym kryminałem, choć nie ukrywam odrobinę zabarwionym dokumentem. Skoro całość historii oparta jest na faktach, ma to swoje uzasadnienie.
Jedno nie ulega wątpliwości, to doskonale napisana książka, która trzyma w swoich okowach aż do końca. 

Tylko ..trzeba się w nią wczytać. Nie ukrywam, początek był ciężki, już myślałam, żeby odłożyć książkę na półkę i wrócić do niej za jakiś (bliżej nieokreślony) czas. Dobrze jednak, że tego nie zrobiłam. Nie wiem, czy wczytałam się w całą historię, czy może przyzwyczaiłam do odrobinę specyficznego stylu pisarskiego autorów. W każdym bądź razie, z każdą kolejna stroną było lepiej, aż w pewnym momencie z zaskoczeniem zauważyłam, że chłonę książkę. Tego samego i wam życzę. Dajcie Rodzinnemu interesowi szansę. Jeżeli lubicie skandynawską literaturę jestem przekonana, iż ta pozycja was usatysfakcjonuje.
Nic dziwnego, iż Rodzinny interes święci takie triumfy na całym świecie.


piątek, 23 października 2015

Ta, którą nigdy nie byłam - Majgull Axelsson

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Kolejna trudna, lecz niezwykle wartościowa i doskonale napisana powieść pióra szwedzkiej pisarki Majgull Axelsson.
Tym razem autorka naprzemiennie opowiada fascynującą historię ... 
Lekturę książki rozpoczęłam zwyczajnie. Oczywiście byłam nastawiona na literaturę najwyższych lotów, znałam już bowiem twórczość Axelsson. Jednak nie spodziewałam się, że historia MaryMarie, kobiety wychowanej w małym szwedzkim miasteczku, w rodzinie ofiary Holocaustu tak mną zawładnie.  
MaryMarie, to z pozoru kobieta sukcesu, będąca uznaną dziennikarką, a następnie ministrem. Kariera wprost niewyobrażalna. Jednak nie wszystko jest idealne, tak jak mogłoby się wydawać osobom patrzącym z  boku.  W życiu naszej bohaterki brakuje miłości, szacunku, szczęścia. Mąż jest sparaliżowany po tym, jak w jednym ze wschodnioeuropejskich miast zostaje wyrzucony przez okno, najprawdopodobniej przez nieletnią prostytutkę. 
MaryMarie z uporem i konsekwencją godną lepszej sprawy, czuwa przy łóżku chorego i...a tego nie zdradzę. To co dzieje się w fabule, co siedzi w głowie głównej bohaterki, to kwintesencja fabuły i cała esencja niesamowitego wprost talentu Axelsson. Po raz kolejny szwedzka pisarka opowiada historię niezwykłej kobiety, kobiety, z którą paradoksalnie mogłoby się przynajmniej w pewnym stopniu utożsamić wiele z nas. Pisarka rozbiera na czynniki pierwsze nie tylko życie MaryMarie, ale także jej umysł, duszę, wspaniale przedstawia jej rozterki, wpływ jakie mają one na postępowanie kobiety, oraz duchy z przeszłości, które wpływają na podświadomość.
Książka mimo, iż (jak to w literaturze skandynawskiej)  spokojna, to pełna jest niesamowitych wprost zwrotów akcji. Dodatkowym plusem są wspaniały język i zaskakujące zakończenie. 
Genialnie, z wielkim wyczuciem napisana książka. Nie jest to lektura do szybkiego przeczytania, nie jest to czytadło do pochłonięcia  w kilka godzin. To powieść trudna, skomplikowana, ale niezwykle ważna i wartościowa. Zdecydowanie zachęcam do zadania sobie trudu i sięgnięcia po tę niezwykłą opowieść.  
Za książkę serdecznie dziękuję Księgarni Internetowej Platon (klik) 
Ebook do kupienia tutaj (klik)



sobota, 22 sierpnia 2015

Miasteczko Palokaski 2. Noora

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 4,5/6
Noora, to 2. tom trylogii Miasteczko Palokaski, recenzja tomu 1. tutaj-klik. 
Nie ukrywam, że czytając wydawnicze porównanie do Twin Peaks (na marginesie - uwielbiam ten serial) spodziewałam się równie wspaniałej i klimatycznej książki. I niestety w przypadku tomu 1. rozczarowałam się. 
Trochę obawiałam się, jak będzie z kolejna częścią serii, ale postanowiłam zaryzykować.
Trudno cokolwiek napisać o treści tomu 2. nie spojlerując tomy wcześniejszego. Napiszę tylko tyle, iż wydarzenia, które rozgrywają się w Noorze, mają miejsce po rozwiązaniu zagadki morderstwa Laury, nastoletniej uczennicy szkoły w Palokaski. Noora, koleżanka Laury, to także nastolatka, która boi się o własne życie. Jest przekonana, iż jej udziałem stanie się ten sam los, który spotkał Laurę. Dlaczego tak sądzi? Czy rzeczywiście coś jej zagraża? Czy Norre uda się ocalić? Jaką rolę w całej intrydze przyjdzie odegrać szkolnej psycholog Mii?
Noora, mimo moich wcześniejszych obaw, napisana jest dużo lepiej, ciekawiej, zręczniej, niż Laura. 2. tom serii nie jest może arcydziełem literackim, ale czyta się nieźle. 
Niewątpliwym plusem jest zagęszczenie akcji i zdecydowanie przyspieszenie jej tempa. Są rozdziały, w których wydarzenia toczą się wręcz lawinowo, co pozostaje w zdecydowanej sprzeczności (na szczęście) z tomem 1. 
Ku mojemu zdziwieniu (ale nie ukrywam, iż także zadowoleniu), to nie w/w Mia jest główna bohaterką, a właśnie tytułowa Noora. Zmienia się także zdecydowanie miejsce akcji - z realnego świata na ten wirtualny. W jaki sposób? Tego nie zdradzę.
Grupa fińskich pisarzy, która kryje się pod pseudonimem  J. K. Johansson porusza w książce wiele ważnych tematów, które dot. zarówno osób młodych, nastoletnich, jak i dorosłych. Warto wspomnieć chociażby o uzależnieniu od internetu, chęci bycia za wszelka cenę w centrum uwagi, tworzenia fikcyjnych tożsamości, alternatywnych sposobów na życie etc. 
Noorę czyta się o wiele lepiej i szybciej niż Laurę. Widać, iż J. K. Johansson rozwija się. 
Seria Miasteczko Palokaski liczy trzy tomy. Po ten ostatni z pewnością sięgnę. 

wtorek, 28 lipca 2015

Handlarz z Omska - Camilla Grebe, Paul Leander-Erngstrom

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Handlarz z Omska, to 2. tom świetnej trylogii Mroczna Moskwa.
Recenzję tomu 1. Maestro z Sankt Petersburga znajdziecie tutaj- klik. Handlarz z Omska niczym nie ustępuje swojemu poprzednikowi. Ba, śmiało mogę napisać, iż ten tom jest jeszcze lepszy. 
Ponownie dane mi było przeczytać znakomity thriller, w którym przedstawiono Rosję początku XXI wieku, kiedy w okamgnieniu powstały największe współczesne fortuny liczące setki miliardów dolarów, kwitła korupcja, przestępczość, a mafia miała w swoim ręku wszystko.
Bohaterem książki, a właściwie jednym z głównych bohaterów, ponownie jest szwedzki finansista niespełna 40-letni Tom Blixen. Od 10 lat mieszka on w Moskwie i to w tym właśnie mieście wbrew tytułowi rozgrywa się akcja powieści. Toma znamy z tomu 1., w którym rozegrały się wydarzenia całkowicie zmieniające jego życie i nastawienie do niego. 
Akcja Handlarza.... toczy się ponownie wokół niewyobrażalnie wielkich pieniędzy, władzy, łączy ze sobą Moskwę widzianą przez zwyczajnych mieszkańców oraz tę, którą zna niewielu. Władza, seks, pieniądze oraz zuchwałe zabójstwo syna ambasadora Szwecji. W to wszystko, całkiem mimo woli zostanie wplątany Tom Blixen. Przyjmując nową pracę (po dłuższym okresie bezrobocia), sam nie wie w co wchodzi, w czym będzie brał udział. Gdy się zorientuje o co toczy się gra, na wycofanie się będzie za późno. Pozostaje mu tylko brnąć dalej. Krok po kroku Tom wraz z przyjacielem, moskiewskim prokuratorem Skurowem,  prowadzą dochodzenie w sprawie sięgającej najwyższych sił politycznych w Szwecji i Rosji. Życie obu męźczyzn oraz ich rodzin jest poważnie zagrożone. 
Szwedzkiemu duetowi pisarskiemu  Leander- Engström ponownie udało się mnie zachwycić, przykuć moją uwagę. Stworzyli doskonały, rozkręcający się z każdą przeczytaną stroną thriller i niezłą powieść społeczno-obyczajową w jednym. Zręcznie nakreślone realia życia i w Rosji, bieda zwyczajnych obywateli, przepych miliarderów, rezydencje bogaczy obok niewielkich, klaustrofobicznych mieszkań zwyczajnych ludzi, morderstwa, egzekucje, ogromne fortuny i dwójka ludzi, Tom Blixen i prokurator Skurow, którzy na wzór amerykańskich szeryfów walczą o sprawiedliwość. Ale spokojnie, wszystko jest jak najbardziej realne, i tak zręcznie odmalowane, że strach ogarnia w trakcie lektury. Do tego dochodzą- niesamowicie szybkie tempo akcji i krótkie niczym migawki zdjęciowe rozdziały, co dodatkowo podkręca i tak niewyobrażalną atmosferę książki. W sensacyjną fabułę autorzy niezwykle umiejętnie wpletli prywatne życie bohaterów, oraz obrazy Moskwy XXI wieku.
Co ciekawe, fabuła jest oparta (luźno, ale zawsze) na autentycznej aferze skandynawskiej sprzed kilku lat, która dotyczyła handlu bronią na olbrzymią skalę. 
Co prawda Handlarz z Omska jest 2. tomem trylogii, jednak osoby, które nie czytały tomu 1., mogą po Handlarza... sięgnąć bez obaw. W całej książce jest sporo nawiązań do wydarzeń z części wcześniejszej. To bez problemów pozwala zorientować się w akcji i perypetiach głównych bohaterów.
Zachęcam do lektury. 

czwartek, 23 kwietnia 2015

Łańcuch zdarzeń - Fredrik T. Olsson

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
William Sandberg, były szwedzki wojskowy kryptolog, który jeszcze kilka lat wcześniej był jedną z najbardziej znanych osób w swoim fachu, próbuje popełnić samobójstwo. Zostaje w ostatniej chwili odratowany przez byłą żonę. Trafia do szpitala, na oddział zamknięty, z którego po dwóch dniach zostaje porwany, wywieziony samolotem w nieznane miejsce  i uwięziony w lochach zamku. Do dyspozycji ma tylko dwa pokoje - w jednym ma spać w drugim pracować. Oba pomieszczenia umeblowane są sprzętami z jego mieszkania. Porywacze przenieśli wszystkie jego rzeczy, nawet najmniejsze drobiazgi. gdyby nie kraty w oknach, William mógłby mieć złudzenie, iż znajduje się we własnym mieszkaniu. Porywacze przedstawiają się, jako tajna organizacja powiązana z ONZ. Są bardzo kulturalni, mili i mają do Williama tylko jedną prośbę - żeby rozszyfrował tajemniczy kod. Nie chcą powiedzieć czego może on dotyczyć, ani skąd go mają. William ma robić co każą, a wtedy może odzyska wolność.
Kryptolog po zamku, w którym jest więziony może poruszać się w bardzo ograniczonym zakresie. każde drzwi maja czujniki na karty czipowe, których on nie posiada. Pewnego dnia ktoś gubi kartę i Williamowi udaje się uciec. Przemieszcza się na inny poziom zamku i spotyka tam młodą kobietę, którą okazuje się być amerykańska doktorantka archeologii. Została ona porwana w Amsterdamie. Porywacze żądają od niej rozszyfrowania tajemniczego kodu zapisanego pismem klinowym. 
Na terenie zamku zaczyna błyskawicznie rozprzestrzeniać się wirus, który w krótkim czasie powoduje śmierć w straszliwych męczarniach. Porywacze decydują się uchylić rąbka tajemnicy dot. zagadkowego kodu i zadania jakie ma wykonać porwana para. To co im opowiadają wzbudziło prawdziwą grozę pomieszaną z niedowierzaniem zarówno u bohaterów książki, jak i (to muszę przyznać) u mnie. 
Krok po kroku odsłaniane są kolejne fragmenty tajemniczej układanki. Obraz jaki przed nami odmalowuje skandynawski pisarz jest zagadkowy i straszny. Tajemniczy kod, o rozszyfrowanie którego toczy się prawdziwa walka z czasem został tak w książce opisany, iż do tej pory zastanawiam się czy to czasem nie okaże się za jakiś czas prawdą. Wizja nie dającej się zatrzymać katastrofy, która powoduje śmieć setek tysięcy ludzi jest nad wyraz realna. Do tego dołącza fakt, iż tak na prawdę o człowieku i otaczającym nas wszechświecie wiemy bardzo, bardzo mało, prawie nic. 
Łańcuch zdarzeń, to doskonale napisany thriller.Ogromnym jego plusem jest przede wszystkim realizm wydarzeń, które mogą urzeczywistnić się tu i teraz. 
Przyznam się, że gdy rozpoczynałam lekturę książki byłam pewna, że to kolejne czytadło, takie z typu wciągających, katastroficznych książek, które dobrze się czyta, lecz po odłożeniu na półkę błyskawicznie o nim zapomina. Bardzo się myliłam. Olsson stanął na wysokości zadania. Stworzył książkę ze wszech miar przerażającą, w której umiejętnie dozuje napięcie aż do niesamowitego finału.  Pisarzowi udało się na kilka godzin przykuć mnie do fotela i zmusić do lektury aż do póżnych godzin nocnych.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Łańcuch zdarzeń. 


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Odpływ - Lars Saabye

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Odpływ, druga książka norweskiego pisarza Larsa Saabye Christensena dowodzi, że skandynawska literatura ma się doskonale.
Powieść Odpływ jest trójwątkowa. 
Bohaterem pierwszego wątku jest 15-letni Funder zwany Chaplinem, który w 1969 roku wyjeżdża z matką na wakacje.Jest to dla niego lato ze wszech miar wyjątkowe. Kilka dni później na księżycu lądują Amerykanie.  Dodatkowo tego lata Funder po raz pierwszy zakochuje się. Jedno z drugim wiąże się nierozerwalnie, a Funder przeżywa chwile zarówno upojne, jak i tragiczne.
Drugi wątek rozgrywa się na przełomie XX i XXI wieku. Opowiada on amerykańskim miasteczku Karmack, w którym niespodziewanie drastycznie wzrasta ilość nieszczęśliwych wypadków oraz o tym co miejscowi postanawiają z tym zrobić i co z tego wynika.
Trzeci wątek to dalsze dzieje Fundera, który obecnie jest panem w dojrzałym wieku, opuszcza właśnie ośrodek leczenia uzależnień w USA i ma poczucie jednej wielkiej, przeogromnej wręcz straty.
Co łączy te trzy wątki? Wbrew pozorom bardzo wiele. Jednak nie to jest najważniejsze. Dla mnie najciekawszym jest sposób, w jaki Christensen napisał książkę. Czytając ją byłam zachwycona zarówno stylem pisarskim, jak i sposobem, w jaki Norweg ukazuje treść i wielką gamę różnorodnych uczuć oraz niedoskonałość swoich bohaterów. 
Fascynująca była także zmiana po zakończeniu 1. epizodu. Zmieniło się wszystko poczynając od sposobu narracji, poprzez jej tempo, styl pisarza, wymowę, aż po nastrój opowieści. Miałam wrażenie czytania zupełnie innej książki. 
Mimo, że tak diametralnie różne obie części Odpływu łączą się ze sobą w zaskakujący sposób pod każdym możliwym względem. 
Ponownie mamy te same motywy, co w Półbracie, czyli smutek, radość, dojrzewanie, rodzinę i wszystkie trudne relacje związane z w/w. 
Odpływ to mistrzowska kwintesencja skandynawskiej literatury i skandynawskich klimatów, uczuć, ludzkich losów. To niełatwa, zmuszająca do myślenia, wielowymiarowa proza. Ale warto zadać sobie trud i zmierzy się z dziełem norweskiego pisarza.