Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2016

VIP room - Jens Lapidus

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4,5/6
Bardzo lubię skandynawską literaturę. Chętnie sięgam po powieści, biografie, ale także kryminały. Wielu autorów próbuje swoich sił bazując na sławie Stiega Larssona czy Henninga Mankella. Wielu z tych samorodnych twórców kryminałów w ogóle nie powinno ich pisać. Duża część skandynawskich pseudo kryminałów jest delikatnie to ujmując..kiepska.
Byłam ciekawa, jak odbiorę Vip room.
Jedno co od razu rzuca się w oczy, to fakt, iż nie jest to czysty kryminał. Książka ta to taki miks społeczno-kryminalno-obyczajowy. Dużą część treści zajmuje niezwykle starannie nakreślone tło społeczno-kulturalne. Skandynawscy pisarze lubują się w takich zabiegach. Jedni realiom społecznym poświęcają więcej inni mniej miejsca. Lapidus bez wątpienia należy do tych pierwszych.
Innowacją w stosunku do wielu wcześniejszych skandynawskich kryminałów jest fakt, iż tym razem osobą prowadzącą śledztwo nie jest policjant (ani duet policjantów), a prawniczka i ..przestępca. Ot takie novum, które muszę przyznać, wyszło książce na dobre. Kolejny sterany życiem, z nałogami, po przejściach i rozpadający się na milion części policjant po 40-tce byłby już chyba niestrawny dla większości czytelników.
Lapidus (zgodnie ze skandynawskim trendem) zajmuje się vipami, najbardziej ustosunkowanymi i najbogatszymi ze społeczeństwa. Zagląda do ich domów, miejsc rozrywki, vip roomów, prześwietla ich życie, wyciąga na światło dzienne ich głęboko skrywane tajemnice. Przyznam się, iż wyszło mu to na prawdę nieźle.
Poprzez opis skandynawskiego społeczeństwa, charakterystykę najbogatszych i ich wypaczonego przez pieniądz i władzę zachowania, śledzimy główne dochodzenie, które prowadzone jest w sprawie porwania, ale także dowiadujemy się o wielu nowych przestępstwach. Omawiane przez Lapidusa zbrodnie to w wielu miejscach wręcz wynaturzenia. Pisząc o nich autor ukazuje, jak bardzo deprawująca bywają władza i wielkie pieniądze, jak zbyt często dają poczucie wyższości i bezkarności. Tym samym pisarz ukazuje nam zupełnie inny Sztokholm, niż ten, który poznamy z przewodników turystycznych lub w trakcie krótkiego zwiedzania stolicy Szwecji.
Gorąco zachęcam do lektury. Vip room to dobry kryminał i powieść obyczajowa w jednym. To także dobrze rokujący początek serii. 

Czekam na kolejny tom, który ma się ukazać w połowie roku. Będzie doskonała lektura na urlop.

piątek, 1 stycznia 2016

Uciec przed prawdą - Jan Guillou, czyli Złoty wiek t. 4

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Uciec przed prawdą to IV tom doskonałej serii Złoty wiek, której autorem jest znany szwedzki pisarz Jan Guillou. Wszystkie tomy opowiadają o losach trzech braci Lauritzen oraz ich rodzin. Doskonała, skandynawska saga.
Bracia Lauritzen, to Lauritz, Oscar i Sverre. Pochodzą oni z niewielkiej rybackiej osady położonej w Skandynawii, otrzymali doskonałe jak na początek XX wieku inżynierskie wykształcenie. Po odebraniu dyplomów losy braci potoczyły się bardzo różnie.
Historię najstarszego z nich - Lauritza i średniego - Oscara poznajemy w I tomie trylogii (tutaj klik).
Tom II - Dandys skupia się na historii Sverrego, który wraz ze swoim przyjacielem opuszcza Drezno, gzie obaj zdobywali wykształcenie i udaje się do Anglii.
Tom III - Pomiędzy czerwienią, a czernią. Jego akcja rozpoczyna się tuż po zakończeniu I wojny światowej. Każdy z braci poniósł w jej wyniku ogromne straty - zarówno w postaci utraty ukochanej osoby, jak i przepadku większej części majątku.
Razem z Lauritzem, Oscarem i Sverrem brniemy przez lata 20. i 30. XX wieku, śledzimy kolejne przemiany zarówno w polityce, jak i życiu kulturalnym społecznym. Ponownie zaskakuje momentami dla mnie zupełnie niezrozumiały optymizm bohaterów i krótkowzroczność. Wielokrotnie miałam ochotę potrząsnąć każdym z braci Lauritzen i powiedzieć co myślę o ich całkowicie niepojętym (w kontekście znania przeze mnie dalszej historii Europy), niefrasobliwym zachowaniu.
IV tom - Uciec przed prawdą, to losy rodziny w trakcie II wojny światowej. Rodzina Lauritzen mieszka w Szwecji, która jest stosunkowo bezpieczna w tej wojennej pożodze. Jednak jak się okaże nie na długo. Los nie oszczędza i biednych i bogatych. Rodzina Lauritzenów należy do zamożnych, nawet bardzo, ale i im spokój nie będzie pisany. Przeszkodą jest m.in. niemieckie obywatelstwo żony Lauritza. Ale nie tylko. Dzieci przysparzają im tyle samo radości, co i trosk.
Najstarszy syn Lauritza, Harald, jest oficerem SS i stacjonuje w Oslo. Najstarsza córka, Johanne, pracuje dla norweskiego ruchu oporu, jego drugi syn jest oficerem szwedzkiej marynarki, a najmłodsza córka wydaję się być kimś w rodzaju szpiega. A to dopiero początek.
W tym tomie Guillou po mistrzowsku splótł dzieje kilku pokoleniowej rodziny z burzliwymi dziejami Europy w latach 40. XX wieku. Liczne opisy skandynawskich krajobrazów, życia w okupowanej północnej Europie, jak i skandynawskich obyczajów są fascynującą lekturą. Do tego dochodzi porządna dawka historii II wojny światowej, która w wielu aspektach będzie dla nas, polskich czytelników prawdziwym novum. Kto z nas na co dzień interesuje się przebiegiem II wojny światowej na terenie Skandynawii?!
Guiilou niezwykle umiejętnie łączy wszystkie wątki. Dzięki temu blisko 400 stron książki dosłownie pochłania się w kilka godzin. Fantastyczna lektura.
Celowo pisze tak mało o fabule. Nie chcę wam odbierać przyjemności wynikającej z lektury.
Jan Guillou po raz kolejny udowodnił, iż jest świetnym pisarzem. Pomiędzy wydarzenia przełomu XIX i pierwszych czterech dekad XX wieku udało mu się wpleść losy trójki niebanalnych braci oraz ich przyjaciół i wrogów, wspaniale portretując każdą z postaci. Jest to niezwykle ważne ponieważ każdy z braci jest inny, każdy dane wydarzenia odbiera inaczej. Niezwykle ciekawym jest śledzenie ich zachowań, toku rozumowania.
Dodatkowo oprócz historii, polityki opowiada nam o przemianach społecznych, moralnych, towarzyskich, o kulturze sztuce, krajobrazach, kuchni, czyli o tym wszystkim co składa się na życie każdego człowieka. Czyni to w sposób tak porywający, iż kolejne strony tomów przewracamy w pośpiechu, a genialnie oddane klimaty kolejnych epok i przeżycia bohaterów porywają nas całkowicie. Czyli cała seria zawiera, to co w literaturze najbardziej cenię i za co uwielbiam skandynawskie powieści.
I tom mnie zachwycił. Nie ukrywałam tego we wcześniejszej recenzji. Ale z kolejnymi tomami w seriach, sagach różnie bywa. Czasami zgodnie z zasadą- dobrze szło, ale padło. Obawiałam się czy Guillou poradzi sobie z zadaniem, czy kolejne części trylogii będą równie frapujące. Moje obawy były bezzasadne. Pisarz i jego bohaterowie zawładnęli mną na wiele godzin, czego i wam życzę zachęcając do lektury.

niedziela, 15 lutego 2015

Jaskółka, kot, róża i śmierć - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Bardzo cenię prozę Hakana Nessera i wiem, że na jego książkach nigdy się nie zawiodę. Nie inaczej było tym razem.
Jaskółka, kot, róża, śmierć, to dziewiąta część opowieści o policjantach z fikcyjnego miasta Maardam i komisarzu Van Veeterenie, który będąc obecnie na emeryturze powraca do zawodu i to jak. Niby VV jest na emeryturze, z której teoretycznie się cieszy, leczy zszargane przez lata policyjnej pracy nerwy, koi duszę, ale...Zbrodnia i zło ponownie odnajdują VV. Pewnego dnia zjawia się bowiem u niego człowiek, który twierdzi, iż sprawa jest beznadziejna i to właśnie VV jest w stanie ją rozwiązać, pomóc. Nikt inny tylko VV. W międzyczasie, w iście błyskawicznym jak na skandynawskie warunki tempie, cała sprawa się gmatwa, trupy wręcz się mnożą, a jedna zbrodnia doskonale wpasowuje się w inne, które początkowo nie miały ze sobą nic wspólnego. Sprawa, którą przyjdzie rozwikłać naszemu bohaterowi jest o tyle ciekawa, iż nierozerwalnie wiąże się z literaturą, a konkretnie z jej fragmentami, którymi bawi się zbrodniarz. Niezwykle ważnym elementem w opowieści, takim, który wszystko łączy jest także słoneczna Grecja:)
Nasze "Nessery":) te które są w Wiedniu. .
Całości dopełnia doskonałe  (jak to u Nessera) przesłanie społeczno-obyczajowe, które po zakończeniu lektury zmusza do głębszej chwili zastanowienia się. To także lubię zarówno w prozie Nessera, jak i w skandynawskiej literaturze w ogóle. Dobra pozycja z tego kręgu zmusza do przemyśleń, zastanowienia się czy to nad kwestią praw, krzywdy jednostki, czy nad czymś większym. Hakan Nesser w każdej ze swoich kolejnych książek przesłanie społeczne przemyca i to nawet w większym stopniu niż inni skandynawscy pisarze. Nie inaczej jest z omawianą książką.
Nesser ze swoim pisarstwem ewoluuje z książki na książkę, podobnie, jak VV, który nawet będąc emerytem jest wybornym śledczym. Tym razem autor nadal komisarzowi bardziej ludzką, przyjazną, mniej odpychającą i gburowatą twarz emeryta. I bardzo mi się ten nowy-stary VV podoba. Emeryt VV jest bardziej normalny, ludzki, choć praca emeryckich szarych komórek pozostaje nadal nie niesłychanie wysokim poziomie.

Ciekawie jest przedstawienie dochodzenia, które śledzimy krok po kroku. Jednak najlepsze jest dla mnie samo zakończenie. Taka wisienka na torcie. Po raz kolejny Nesser niesamowicie mnie zaskoczył i usatysfakcjonował - doskonałe pisarstwo, wyborny pomysł na intrygę kryminalną, niebanalny humor autora i sam VV. Jak Nesser to robi, że każda jego książka trzyma bardzo wysoki poziom?! Zachęcam do lektury.


 

czwartek, 22 stycznia 2015

Mroczna Moskwa. Maestro z Sankt Petersburga

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Maestro z Sankt Petersburga to (tym razem zgodnie z tym, co na okładce pisze wydawca) znakomity thriller, w którym przedstawiono Rosję początku XXI wieku, kiedy w okamgnieniu powstały największe współczesne fortuny liczące setki miliardów dolarów, kwitła korupcja, przestępczość, a mafia miała w swoim ręku wszystko.
Bohaterem książki, a właściwie jednym z głównych bohaterów jest szwedzki finansista niespełna 40-letni Tom Blixen. Od 10 lat mieszka on w Moskwie i to w tym właśnie mieście wbrew tytułowi rozgrywa się akcja powieści. W stolicy Rosji Tom mieszka samotnie. Mimo długiego już pobytu w tym mieście nie stworzył sobie przytulnego gniazdka, nie znalazł zbyt wielu przyjaciół, mieszka i żyje sam dręczony koszmarami dnia codziennego i przeszłości, którą zostawił w Szwecji. Żyje pracą i spotkaniami z jedynym przyjacielem, także Szwedem, Federikiem Kastrupem, który od 12 lat pracuje w Moskwie, jako wzięty adwokat od prawa spółek. Federik jest przeciwieństwem Toma, ma piękny dom, rodzinę, żonę, przybraną córeczkę Ksenię, za kilka miesięcy na świecie pojawi się jego dziecko. Wszystko układa mu się pomyślnie. Jednak pewnego dnia wydarza się coś co sprawia, iż życie obu przyjaciół diametralnie zmienia się. Do Toma zgłasza się największa rosyjska, ba jedna z największych na świecie spółka zajmująca się przemysłem naftowym -  RusOil. Pragnie ona kupić pakiet kontrolny akcji bliźniaczej spółki, żeby przejąć nad nią kontrolę i zawładnąć rynkiem paliwowym. Tom kupuje dla klienta 49% akcji. Żeby mieć absolutną władzę RusOil musi nabyć jeszcze skromne 2% akcji. W tym momencie wydarza się coś co całkowicie niszczy dotychczasowe życie Toma. W ciągu zaledwie kilku godzin jego życie wywraca się do góry nogami, zawisa nad nim realne, śmiertelne niebezpieczeństwo, a on sam musi zmierzyć się z potęgą wobec której wydaje się być absolutnie bez szansa. A to dopiero początek jego kłopotów i wydarzeń, które pędzą niczym górska kolejka. 
Duetowi Leander- Engström udało się stworzyć doskonały, rozkręcający się z każdą przeczytaną stroną thriller i niezłą powieść społeczno-obyczajową w jednym. Nakreślone realia życia i bezwzględności w Rosji, bieda zwyczajnych ludzi, przepych miliarderów, rezydencje bogaczy obok niewielkich, klaustrofobicznych mieszkań zwyczajnych ludzi, morderstwa, egzekucje, ogromne fortuny i jeden człowiek, Tom Blixen, który na wzór amerykańskiego szeryfa walczy o sprawiedliwość.Ale spokojnie, wszystko jest jak najbardziej realne, a sam Tom B. nie ma w sobie nic z nierealnego bohatera. Wręcz przeciwnie. Ma swoje schizy (jak to w szwedzkiej literaturze bywa), dręczą go demony przeszłości i teraźniejszości boi się tego w co wdepnął, tak jak bałby się każdy z nas. I można go na prawdę polubić.
Początek książki jest poprawny, ale bez większych ochów i achów. Akcja rozkręca się po mniej więcej 30 stronach i pędzi z kopyta do końca. Całość czyta się w mgnieniu oka, a od połowy na jednym oddechu, tak lektura wciąga. Mam nadzieję, iż was Maestro z Sankt Petersburga także zainteresuje i zapewni kilka godzin doskonałej lektury. Niecierpliwie czekam na kolejny tom trylogii Mroczna Moskwa.

niedziela, 11 stycznia 2015

Złoty wiek. Bracia z Vestland - Jan Guillou

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Jan Guillou, to bardzo popularny szwedzki pisarz. U nas dotychczas wydana była m.in. 4-tomowa seria Krzyżowcy
Bracia z Vestland to 1. tom trylogii o nazwie Złoty wiek. Jej bohaterami są tytułowi bracia z Vestland.
Jest koniec XIX wieku. Lauritz, Oscar i Sverre Lauritzen zamieszkują wraz z rodzinami w nadmorskim miasteczku Vestland położonym w Norwegii. Gdy chłopcy są w wieku 8-10 lat  na morzu ma miejsce tragiczny wypadek, w którym giną ich stryj i ojciec. To oni zapewniali byt rodzinie, troszczyli się o pieniądze, jedzenie. Od tego momentu bracia i ich niepracująca matka są zmuszeni sami zatroszczyć się o siebie. Chłopcy za ostatnie pieniądze zostają wysłani do najbliższego miasta, gdzie mają się wyuczyć zawodu powroźnika. Jednak po kilku dniach na skute ich pasji i niesamowitego talentu zostają o ironio odesłani do domu. Tylko jedna osoba poznaje się na ich zdolnościach i decyduje się wraz z radą miasta Bergen sfinansować dalszą naukę chłopców, umożliwić im rozwijanie talentu i ukończenie najbardziej prestiżowej w owych czasach Politechniki w Dreźnie. W zamian chłopcy po ukończeniu nauki maja odpracować kilka lat w bergeńskiej spółce przy budowie kolei. 

Mija kilka lat, jest początek XX wieku. Bracia Lauritzen z doskonałymi wynikami kończą politechnikę. Na czoło wysuwa się najstarszy z nich, Lauritz, który osiąga najlepsze wyniki na roku i zajmuje prestiżowe 1. miejsce. Jako najzdolniejszy z rocznika może wybrać sobie dowolną posadę w całej bez mała Europie, wszystkie drzwi są przed nim otwarte.Namawia go do tego także jego przyszły teść. jednak Lauritz postanawia wywiązać się z umowy z miastem Bergen, uważa, iż jest to sprawa honorowa. W tym celu udaje się bez mała na zesłanie. Śledzimy perypetie Lauritza, zawirowania przy budowie kolei, przy poskramianiu natury, która co chwila rzuca budowniczym przysłowiowe kłody pod nogi. Poznajemy także dalsze miesiące życia jego braci, z których żaden nie chciał postąpić honorowo i obaj uciekli z kraju w dniu otrzymania dyplomu.
Doskonale, wręcz mistrzowsko napisana książka. Autor wybornie zobrazował skandynawski i niemiecki świat przełomu wieków, zawirowania gospodarcze, społeczne, obyczajowe. Początek XX wieku to fascynujący okres, czas przemian i nadziei. Guillou potrafił to niezwykle ciekawie pokazać. Każdy z braci żyje innym życiem, każdy przeżywa ciekawe przygody. jednak wątkiem, który najbardziej przypadł mi do gustu są perypetie Lauritza i budowa linii kolejowej łączącej Oslo i Bergen, która ma przebiegać przez wyjątkowo trudne, górzyste tereny. Wspaniała, dzika, momentami okrutna przyroda i próbujący z nią na równi walczyć, jak i zaprzyjaźnić się ludzie. Kilkumiesięczne i kilkumetrowe zaspy śnieżne, wielkie skały przez które trzeba było się przedostać, mróz poniżej 30 stopni C, walka z żywiołem i samym sobą - to kwintesencja części historii, w której bohaterem jest najstarszy z braci. Do tego należy dodać świetnie domalowane nastroje w grupie robotników i inżynierów, które zmieniały się wraz z postępem prac i zmianą aury za oknem oraz kilka ciekawych wątków społeczno-obyczajowych (jak to u skandynawskich pisarzy:)) i ukazanie moralności czy stereotypów nie tylko z punktu widzenia płci bohatera, ale także jego narodowości.
Wątek młodszego z braci także jest arcyciekawy. Jednak nie będę o nim wspominać. Pozostawię was w niepewności i gwarantuję wielkie zaskoczenie w trakcie lektury.
Szwedzkiemu pisarzowi udało się stworzyć porywający 1. tom sagi, który dosłownie się pochłania. Już nie mogę się doczekać lektury kolejnych dwóch tomów. Historia braci z Vestland porwała mnie.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Sprawa Munstera - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, Moja ocena 5/6
Szósty tom przygód komisarza Van Veeterena.
Czterech zaprzyjaźnionych ze sobą emerytów świętuje wspólną wygraną w lotto. Niebawem jeden z nich zostaje zadźgany w swoim domu. Kilkadziesiąt ciosów zadanych nożem pozbawia go życia, zanim zdążył choćby tknąć swoją część wygranej. W tym czasie komisarz Van Veeteren jest na urlopie, wielce zasłużonym i wyczekiwanym urlopie, którego odbycie uniemożliwiły mu wydarzenia z poprzedniej części serii.
Policja szybko podejmuje śledztwo. Van Veeterena zastępuje inspektor Munster. Zagadki zamiast być rozwiązywane, coraz bardziej się piętrzą. Okazuje się bowiem, że nic nie jest takim, jakim się na początku wydawało, a zwyczajni z pozoru ludzie skrywają wiele tajemnic.
Nesser po raz kolejny pokazał, że ma klasę. Nie jest to pisarz przez wszystkich lubiany. Śledztwa prowadzone przez jego bohaterów są powolne i drobiazgowe, a zbrodnie, choć na ogół krwawe i okrutne to jakoś tak przez pisarza zapodane, że mało spektakularne. Zawsze pod płaszczykiem zbrodni pisarz przekazuje nam coś więcej, coś na kształt morału, nauki, życiowej wskazówki. Zawsze w trakcie prowadzonego śledztwa wychodzi na jaw, że zbrodnia ma drugie, a nie rzadko i trzecie dno. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Nesser pisze wg. konkretnego szablonu,schematu, jak przez kalkę. Może się to wydawać złe, ale nie w przypadku tego pisarza.  Znajomość schematu wg. jakiego pisze swoje kryminały, swoistej sztampy nie oznacza bowiem, że jego książki są przewidywalne. Na pewno tez nie są nudne. Choćbym nie wiem ile jego książek przeczytała, choćbym nie wiem, jak była pewna, że wiem, jak potoczy się akcja, jak przebiegnie śledztwo, pisarz zawsze mnie zaskoczy. Nic dziwnego, że jest jednym z najlepszych skandynawskich autorów kryminałów. 
W zapowiedziach widziałam, że lada tydzień (bodajże w maju) ukaże się Karambol. Bardzo się cieszę. Moim zdaniem to najlepsza książka Nessera, chociaż to bardziej thriller i studium psychologiczne, niż klasyczny, rasowy kryminał.  

Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską 

piątek, 3 stycznia 2014

5. i 6. tom przygód Drużyny A - Arne Dahl

Wydawnictwo Czarna Owca, Okładki miękkie, Moja ocena 5/6
Na przełomie roku przeczytałam 5. i 6. tom przygód z doskonałej serii o Drużynie A autorstwa szwedzkiego pisarza Arne Dahla. Moja miłość do literatury skandynawskiej i skandynawskich kryminałów jest chyba znana. Przetestowałam (jeżeli można tak to określić) większość skandynawskich pisarzy tworzących kryminały. Uznałam więc, że czas najwyższy zapoznać się z twórczością Arne Dahla, tak wychwalanego m.in. przez Viv. I nie zawiodłam się. Dahl zapewnił mi świetną i co istotne inteligentną, na wysokim poziomie rozrywkę. Chociaż nie ukrywam, na początku ciężko, oj ciężko czytało mi się Wody wielkie. Dahl ma bowiem (moim skromnym zdaniem) mocno specyficzny styl pisarski, do którego musiałam przywyknąć. Gdy to jednak nastąpiło, lektura była ogromna przyjemnością. 
Odrobinę przeszkadzała mi nieznajomość wcześniejszych tomów przygód Drużyny A. Dahl niestety zbyt mało moim zdaniem nawiązuje do poprzednich tomów. To chyba jedyny minus książek.
Co mnie niesamowicie zaskoczyło to fakt, iż poruszana w Wielkich wodach kwestia afrykańskich imigrantów jest tylko dodatkiem, a nie sednem opowieści. Kwintesencją są kontakty między członkami Drużyny A, ich stosunek do siebie nawzajem i coś co bym określiła, jako kiszenie się we własnym sosiku. Ciekawie był ukazany stosunek poszczególnych bohaterów do faktu, iż jeden z nich jest oskarżony o zabicie czarnoskórego imigranta. 
Sen nocy letniej to seria makabrycznych zbrodni, które maja miejsce w Sztokholmie. Nie obejdzie się także bez ciosów i zarzutów, którym poddani są członkowie Drużyny A. Jednemu z nich zostaje zarzucone popełnienie poważnego przestępstwa. 
Chwilę zajęło mi zorientowanie się w zmianach i roszadach, jakie zaszły wewnątrz zespołu policyjnego. Ledwo w Wodach wielkich przyzwyczaiłam się do policjantów, do tego, kto jakie stanowisko zajmuje, a już Dahl zaserwował mi taki misz masz. Jeszcze jedna kwestia, która na początku lektury tego tomu odrobinę mi przeszkadzała, to przeskoki. Ale nie typu cofamy się wstecz, żeby czegoś się dowiedzieć, tylko poznawanie historii z zupełnie innego punktu widzenia. Ogromnym plusem tego tomu jest połączenie ze sobą w iście mistrzowski sposób kilku diametralnie do siebie różnych morderstw. Co ciekawe, Dahl i w tym tomie nie skoncentrował się tylko na treści kryminalnej, a pokusił się o sporą porcję refleksji na temat współczesnego społeczeństwa. Część z nich możemy zaadoptować na nasze, polskie podwórko.
Bardzo podobało mi się w obu tomach, prowadzenie przez policjantów śledztw, gromadzenie materiałów, omawianie wszelkich kwestii. Bardzo często bowiem zdarza się w skandynawskich kryminałach, iż samotny, styrany życiem policjant walczy w sumie solo ze złem. Tu jest zupełnie inaczej. Bardzo odświeżająca zmiana. 
Obie części przygód Drużyny A wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie, po kolejne na pewno sięgnę. Jednak przyznam się, że niewielkim błędem było rozpoczęcie lektury od 5. tomu. Zorientowanie się kto jest kim, kto z kim i dlaczego kosztowało mnie trochę pracy. Nie twierdzę, że to złe, szare komórki po prostu trochę aktywniej popracowały niż podczas lektury innych kryminałów. Jednak gdybym jeszcze raz miała sięgać po raz 1. po książki Dahla, z pewnością poszukałabym 1. i 2. etc tomów i przeczytała je w odpowiedniej kolejności. 
Jedno nie ulega wątpliwości, książki Dahla to niebanalna lektura i doskonała rozrywka zmuszająca do myślenia, nie tylko do czytania.


poniedziałek, 21 października 2013

Wodne anioły- Mons Kallentoft

Wydawnictwo Rebis, Okładka twarda z obwolutą, 432 s. Ocena 5-/6

Recenzja mojego męża. Ja jeszcze nie czytałam żadnej książki autora . Chciałam rozpocząć przygodę z prozą Kallentofta od tej pozycji, ale wszyscy zachęcają mnie do lektury od I części przygód inspektor Malin Fors. W związku z  tym kryminały Kallentofta w moim przypadku będą musiały poczekać na swoją kolej.

Mamy wrzesień 2012 roku. Główna bohaterka całego cyklu kryminałów, inspektor Malin Fors została wezwana do domu mieszczącego się w ekskluzywnej i zamożnej dzielnicy Linkoping. Zostały tam znalezione zwłoki małżonków. Błyskawicznie okazuje się, ze zaginęła kilkuletnia, adoptowana córka ofiar. Czy jej zniknięcie ma związek z zabójstwem? Czy widziała mordercę? A może była świadkiem tej makabrycznej zbrodni? Dlaczego zamordowano nikomu nie wadzącą, przeciętną parę? Na te i wiele innych pytań musi sobie odpowiedzieć inspektor Fors. A nie będzie to zadanie łatwe, bowiem dochodzenie z każdym momentem coraz bardziej się komplikuje. Dodatkowo kobietę ścigają jej własne demony i przeszłość, która ponownie daje o sobie znać.
Malin Fors to jedna z najbardziej wyrazistych policjantek w skandynawskiej literaturze. Kobieta mocno stąpającą po ziemi, odnosząca sukcesy na polu zawodowym, które okupione są coraz większymi problemami z nastoletnia córką. Do tego w/w demony przeszłości i częstokroć nieumiejętność poradzenia sobie samej ze sobą oraz oczekiwaniami, jakie wszyscy mają wobec niej. To wszystko czyni ją osobą, z którą mogłoby utożsamiać się wiele kobiet, postacią na wskroś autentyczną, a przez to niezwykle wiarygodną, i co tu ukrywać- taką, którą da się lubić i której się wiernie kibicuje.
Każde śledztwo prowadzi rzetelnie, doprowadza je do końca, który (to trzeba autorowi przyznać) jest zawsze zaskakujący i niezwykle mroczny. Nie inaczej jest  w przypadku Wodnych aniołów. Gwarantuję, że takiego finału się nie spodziewacie.
Wbrew napisom na okładce, Kallentoft nie jest lepszy od Stiega Larssona. Nie mniej stworzył on serię doskonałych, wysokiej klasy kryminałów, które zasługują na uwagę czytelnika. Wiadomo, jak od jakiegoś czasu jest ze skandynawskimi kryminałami, na fali popularności Larssona i Mankella próbuje wypłynąć wielu autorów. Tylko nieliczni zasługują na uwagę. Jednym z takich pisarzy bez wątpienia jest Mons Kallentoft. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały  
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską

sobota, 31 sierpnia 2013

Pępowina - Majgull Axelsson

Wydawnictwo WAB, Okładka miękka, 544 s., Moja ocena 5,5/6
Majgull Axelsson w szczytowej formie, jak zwykle porywająca i poruszająca lektura.
Wyjątkowo gwałtowny sztorm nawiedza niewielkie, prowincjonalne miasteczko. Ci, którym nie udało się w porę wyjechać, schronienia szukają w miejscowej gospodzie. W trakcie przymusowego odosobnienia, te kilka osób przeprowadzi wiele trudnych rozmów, do których w innych warunkach zapewne by nie doszło. Znać o sobie dadzą wszelkie możliwe animozje, lęki, latami tłumione problemy i wzajemne żale. Każdy z bohaterów to osobna historia, osobny świat, osobne problemy (dużo rzadziej radości), lęki. Żaden z bohaterów nie ma recepty na życie. Każdego z nich życie jest nie tylko nie takie, jak sobie to kiedyś zaplanował, ale przede wszystkim jest bagnem pełnym dramatów, niespełnionych obietnic (które każdy z nas składa sam sobie). Żadna z tych osób nie wie co zrobić dalej, jak żyć, żeby być szczęśliwym, żeby wyjść z tego swoistego zapętlenia. Każdy z nich potrzebuje jednak pomocnej ręki i dużej, ogromnej dawki miłości, jak to w życiu bywa.
Pępowina to nie tylko poruszająca lektura, ale także swoista terapia nie tylko dla bohaterów książki, ale także dla wielu czytelników. Axelsson we wspaniały, tak charakterystyczny dla niej sposób rysuje sylwetki bohaterów, zarówno dzieci, jak i ich rodziców. Bo tak to już jest, że czyny jednych mają wpływ na całe życie innych osób, często nawet na kolejne pokolenia. Nie inaczej jest w Pępowinie. Autorka stawia przed swoimi czytelnikami, a tym samym przed nami samymi wiele trudnych pytań, z których najważniejszymi są: jak żyć, jak mądrze kochać i czy można nie powielać zachowań naszych rodziców samemu wychowując dzieci? Zdawałoby się proste, banalne, zwyczajne pytania. Ale tylko z pozoru. Ilu z nas tak z ręką na sercu nie ma trudnych wspomnień (w mniejszym lub większym stopniu) z własnego dzieciństwa? Ilu z nas wie jak żyć, jak kochać, jak postępować z własnymi dziećmi, z samym sobą? Założę się, że niewielu.
Axelsson nie daje nam uniwersalnej recepty, skłania za to do przemyśleń, daje drobne wskazówki. To czy z nich skorzystamy. To już zależy od nas.
Wspaniała, życiowa, mądra opowieść o ponadczasowym charakterze ze wspaniale wykreowanymi bohaterami. Pępowina to opowieść dotykająca co prawda najboleśniejszych rzeczy, ale niezwykle potrzebna.
Axelsson po raz kolejny udowodniła, że jest wspaniałą pisarką i znawczynią ludzkiej duszy.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Ciemne sekrety - Hans Rosenfeldt, Michael Hjorth

Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, 488 s., Moja ocena 5,5/6
Doskonały kryminał z silnym wątkiem psychologicznym. Ale po kolei.
Västerå, średniej wielkości szwedzkie miasto. Tam toczy się akcja Ciemnych sekretów.
Książka rozpoczyna się z pozoru banalnym wydarzeniem, ot nastolatek nie wraca do domu. Ale przecież wielu nie wraca. Może się gdzieś zasiedział, może pokłócił z matką, może uciekł, może... Policjanci lekceważą sprawę i zgłoszenie nie jest traktowane priorytetowo. W efekcie poszukiwania rozpoczynają się dopiero dwa dni później.Znalezione zostają bestialsko okaleczone zwłoki chłopca. Kto to zrobił? Dlaczego? Czy gdyby od razu sprawie nadano odpowiednią wagę udałoby się ocalić Rogera?
Bardzo szybko okazuje się, iż miejscowa, małomiasteczkowa policja niezbyt daje sobie radę z poważnym śledztwem. Na pomoc wezwani zostają policjanci z Krajowej Policji Kryminalnej. Dochodzenie nabiera tempa, można śmiało powiedzieć, że rusza z kopyta.Wszystko zaczyna się kręcić, prowadzić do elitarnej szkoły, za jaką chce uchodzić placówka, do której uczęszczał Roger. Jednak śledczy napotykają na mur niechęci zarówno ze strony kolegów ofiary, jak dyrektora szkoły, dla którego dobre imię kierowanej przez niego placówki jest najważniejsze. Co takiego kryje się za murami prestiżowego liceum? Czy śmierć Rogera ma faktycznie coś wspólnego ze szkołą?
Na scenę wkracza Sebastian Bergman. Przyznam się, że bardziej poranionego przez życie, z popapraną psychiką bohatera dawno nie spotkałam. Jest mroczny, nawet jak na skandynawskich bohaterów po przejściach. Lekoman, który stracił rodzinę, codziennie z trudem stawający do boju z życiem i tym, co ono niesie. Do Västerås przybywa, żeby opróżnić i sprzedać dom po niedawno zmarłych rodzicach. Szybko okazuje się, że to nie wszystko, co na niego czeka. Los, a w zasadzie przeszłość przyszykowały dla niego wiele niespodzianek. Sebastian wkroczy w sam środek śledztwa w sprawie zabójstwa Rogera. Dlaczego to zrobi? Czy, jako były psycholog pomoże policjantom, czy wręcz przeciwnie?
Trudny jest sam Sebastian i niezmiernie trudne i bolesne są relacje z nim. Jest to człowiek, który stracił jedyną rodzinę jaką miał - żonę i córeczkę.  Rodziców stracił już dawno temu, w momencie, gdy po raz pierwszy go skrzywdzili. Tragiczna, a jednocześnie mocno, ale to bardzo mocno irytująca postać.
I chociażby dla samego Bergmana warto po tę książkę sięgnąć. Wątek kryminalny też jest ważny i bardzo dobry, ale to postacie tworzą to coś, sprawiają, że od lektury nie można się oderwać. 
Bergman nie jest jedynym ciekawym i odrobinkę popapranym bohaterem Ciemnych sekretów, ale zdecydowanie najbardziej pokręconym, skrzywdzonym przez życie i co tu ukrywać - irytującym.
Książka jest doskonała, świetnie napisana, trzyma w napięciu. Jeżeli lubicie skandynawskie klimaty, ciekawych bohaterów, doskonale zarysowane tło społeczne i odkrywanie genezy zbrodni krok po kroku, bez wątpienia jest to lektura dla was. 

środa, 24 lipca 2013

Powrót - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, 336 s., Moja ocena 5/6
Wolne mam, dzieci brak w domu, mogę oddawać się lekturze i nadrabiać zaległosci:)

Bardzo lubię książki Nessera, jednak z żalem muszę przyznać, że seria o  komisarzu Van Veeterenie jest odrobinę słabsza od tej z inspektorem Barbarottim. Nie mniej jest to i tak doskonała proza i chociażby dla samego talentu pisarskiego, który Nesser niewątpliwie posiada, warto po Powrót sięgnąć.
Od razu zaznaczam, że nie intryga kryminalna jest w tej pozycji najważniejsza, a ludzie, ich reakcje oraz to co nieuniknione.
Pewnego dnia w pobliskim lesie zostają znalezione rozczłonkowane zwłoki mężczyzny, pozbawione głowy, w zasadzie sam korpusik. Bardzo szybko udaje się ustalić, że ofiarą jest człowiek, który niedawno opuścił więzienie po odsiedzeniu kary za podwójne morderstwo. Dlaczego tak okrutnie go zamordowano? Czy zadziałało prawo zemsty? A może ktoś uważa, że kara, którą odbył nie była wystarczającą? 
Śledztwem kieruje komisarz Van Veeteren. Zadanie ma o tyle utrudnione, iż musi niezwłocznie poddać się poważnej operacji. Duża część śledztwa prowadzona jest więc ze szpitalnego łóżka. Niezwykle ciekawym i momentami humorystycznym jest obserwowanie niecierpliwego policjanta, który musi poddać się lekarskiej i pielęgniarskiej dyktaturze. W jej efekcie swoim zachowaniem doprowadza personel szpitala do szału. Jednak śledztwo toczy się dalej. Bardzo szybko okaże się, że to z pozoru proste dochodzenie, coraz bardziej się komplikuje i w pewnym momencie nic już nie jest tak oczywistym, jak się na początku zdawało. A Van Veeteren stanie przed rozmaitymi dylematami, zarówno jeżeli chodzi o kwestie natury osobistej, jak i o prowadzone śledztwo. I to jest moim zdaniem najciekawsza i najmocniejsza część Powrotu.  
Drugim plusem powieści są bohaterowie, nieszablonowi, jak to u Nessera. O komisarzu wspomniałam. Kolejną postacią wartą uwagi jest ofiara, męźczyzna wcześniej skazany za dwa wyjątkowo okrutne morderstwa, kiedyś idol większości Szwedów, olimpijczyk. Co stało się, że jego życie zmieniło się w sekundzie o 180 stopni? Czy rzeczywiście był winny dwóch zbrodni?
Gorąco zachęcam do lektury. Jeżeli lubicie skandynawski styl pisarski, ciekawych bohaterów (których nie zawsze da się lubić, ale nie są oni szablonowi), dylematy wewnętrzne bohaterów i ich roztrząsanie, czyli to co z zasady jest sensem skandynawskich książek, Powrót was z pewnością nie zawiedzie. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską

środa, 23 maja 2012

Nim nadejdzie mróz - Henning Mankell

Wydawnictwo WAB, Tytuł oryginalny: Innan Frosten, Okładka twarda, 540 s., Moja ocena 5/6
Uwielbiam prozę Mankella. Pamiętam, jak 3 lata temu wypożyczyłam z biblioteki pierwszą książkę tego autora. Była to Zapora. Chciałam się przekonać, czym wszyscy tak się zachwycają, co jest niezwykłego w jego twórczości. Zaczęłam czytać i wsiąkłam, zakochałam się bezgranicznie i ta miłość trwa do dziś. Jest to uczucie zarówno do twórczości samego Mankella, jak i do Kurta Wallandera:), który mimo wielu wad jest dla mnie wzorem detektywa (zaraz po Herkulesie Poirot).
Dlatego, jeżeli mam być szczera, to do lektury Nim nadejdzie mróz zabierałam się z lekką obawą. Nie wiedziałam, jak Mankell poradzi sobie z kryminałem, w którym tak mało jest Kurta Wallandera i jak się spisze w nowej roli jego córka Linda.
Zaczęłam czytać przedwczoraj i spodobało mi się. Na pewno nie tak, jak tomy z Kurtem w roli głównej, ale spodobało się i mogę nowego Mankella polecić z całego serca.
Ale teraz trochę o treści. Mamy rok 2001. Do Ystad przyjeżdża córka Kurta Wallandera, Linda, która za kilka dni ma rozpocząć pracę w ystadzkiej policji. Do tego czasu mieszka z ojcem, z którym łącza ją bardzo zagmatwane stosunki – miłości, troski, niechęci, złości, w sumie w relacjach między nimi znajdziecie prawie wszystkie uczucia, jakie wam przyjdą do głowy.
Ale nie tylko więzami rodzinnymi i ich rozplątywaniem powieść stoi.
W całej Skanii zaczynają dziać się dziwne wydarzenia. W okolicach Ystad ktoś podpala zwierzęta. Jest to niesamowite okrucieństwo. Najpierw płoną łabędzie, pożniej cielak.
W międzyczasie Linda i Kurt w zamaskowanym szałasie lesie odnajdują rozczłonkowane zwłoki zamordowanej kobiety, której odcięte dłonie zabójca złożył jak do modlitwy.
A do tego w niejasnych okolicznościach znikają dwie przyjaciółki Lindy Wallander.
Jedną z nich jest Anna, która wcześniej natknęła się przypadkiem na swojego zaginionego przed 25 laty ojca.
Kolejną ofiarą okaże się pewna Amerykanka Harriet, która zostaje zamordowana w kościele. Jej zwłoki Kurt odnajduje w pozie sugerującej rytualne podłoże mordu.
Na początku tylko Linda zdaje się łączyć te z pozoru nie wiele mające ze sobą wspólnego wydarzenia. Z uporem maniaka prowadzi śledztwo na własną rękę i próbuje przekonać ojca do swoich racji. Po kilku kolejnych jeszcze dziwniejszych wydarzeniach Kurt wraz ze swoimi współpracownikami powoli także zauważa, że wszystkie wydarzenia mają ze sobą coś wspólnego. Analizują najdrobniejsze nawet szczegóły i dochodzą do wniosku, że...ale tego już nie zdradzę, żeby nie zabrać wam przyjemności z lektury. A przyjemność jest i to nie mała.
Dodam tylko, że podłożem wszystkich wydarzeń jest fanatyzm i to niesamowicie grożny, a jego tło poznajemy już od pierwszego rozdziału książki, ponieważ rozdziały dot. śledztwa i podłoża zbrodni przeplatają się nawzajem. Główną postacią, można powiedzieć, że największym ze świrów jest pseudo kaznodzieja James Warren Jones. Jest to postać autentyczna, niestety. W połowie lat 50. ubiegłego wieku, mając niespełna dwadzieścia pięć lat, powołał on do życia w Stanach Zjednoczonych apokaliptyczną sektę Świątynia Ludu Kościoła Pełnej Ewangelii. Z powodu nasilających się ataków medialnych w 1974 r. wraz ze swoimi wyznawcami przeniósł się z Kalifornii do Gujany w Ameryce Pd. i za zgodą władz na skraju dżungli założył osadę, którą – na swoją cześć – nazwał Jonestown. Resztę opowie wam już Mankell w nowej powieści. A ma co opowiadać, ponieważ sekta rozrosła się, a następcy i współwyznawcy Jonesa okazali się jeszcze bardziej pomyleni niż on sam.
W każdym kolejnym tomie przygód Kurta Wallandera tło psychologiczne i społeczne było równie ważne, jak kryminalne. Nie inaczej jest w tym przypadku.
Autor w dużej mierze skupia się na analizowaniu niesamowicie trudnych i skomplikowanych relacji między córką i ojcem. I nie chodzi tu jedynie o Lindę, która po latach, stara się poznać go niejako od nowa, zrozumieć jego wybory życiowe. Starcia między nimi są nieuniknione i niesamowicie grożne, oboje mają trudne charaktery, a lata mieszkania osobno i sporadycznych kontaktów też zrobiły swoje. Do tego dochodzi zatajona przez Lindę próba samobójcza, kłopoty z matką i wiele innych drobiazgów. W sumie mamy niesamowicie dużo problemów, jak na 30 letnią dziewczynę.
Ale w tym wypadku autor porusza kwestię jeszcze jednej pary córka – ojciec. Mam na myśli przyjaciółkę Lindy - Annę, do której niespodziewanie po ponad 20 latach nieobecności powraca ojciec. A jest to powrót w wielkim stylu, naprawdę...
Bardzo ciekawie ukazane są pierwsze policyjne doświadczenia Lindy, jej błędy oraz sukcesy i wielka niepewność, jak odbiorą jej decyzje i odkrycia koledzy ojca oraz on sam, doświadczony policjant.
Genialnie wprost ukazane są wahania, niepewność oraz niezupełnie dla mnie zrozumiałe posłuszeństwo Anny.
Autor ciągnąc naraz kilka wątków na prawdę dał popis. Z tym, że mam takie wrażenie, iż tym razem wątek psychologiczny jest odrobinkę ważniejszy od kryminalnego, w niewielkim co prawda stopniu, ale jednak. I nic w tym dziwnego. Autor ukazuje nam, że każda decyzja, każdy czyn ma gdzieś korzenie i to na ogół w przeszłości. Ukazuje nam również, że każde nasze działanie jest wypadkową wielu innych doświadczeń, chociaż sami sobie często nie zdajemy z tego sprawy.
Wątki psychologiczne mogą niektórych razić, ale trzeba zrozumieć, że nie są one tak rozbudowane bez przyczyny. Mankell we właściwy sobie sposób stworzył książkę – przestrogę.
Przed czym przestrzega? Przede wszystkim przed fanatyzmem, który zamyka ludziom oczy na rzeczywistość i na to co się dzieje dookoła. Przestrzega nas przed fanatyzmem wszelkiego rodzaju, bo wprawdzie zbrodniarzami okazują się w powieści chrześcijanie, a w jej zakończeniu pojawia się motyw ataku na WTC z 11 września 2001 r. Przestrzega nas także przed brakiem porozumienia, zrozumienia i przed niechęcią do wyciągania ręki do drugiego, często bardzo nam bliskiego człowieka.
Jeden jedyny minus to wg mnie fakt, że w książce jest trochę za mało Kurta, ale i tak lektura była dla mnie ogromną frajdą. Polecam Nim nadejdzie mróz zarówno wielbicielom twórczości Henninga Mankella, kryminałów z rozbudowanym wątkiem psychologicznym i fanom po prostu doskonałej prozy, jaką ta pozycja niewątpliwie jest.