Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Uwielbiam skandynawską literaturę. Kocham ten mrok, styl pisania, analizę bohaterów. Nic więc dziwnego, iż sięgnęłam po Doggerland.
Wiele sobie obiecywałam po tej książce i nie zawiodłam się. Marii Adolfsson potwierdziła moją teorię, iż większość skandynawskich autorów potrafi świetnie pisać i tworzy mroczne, wciągające, przeszywające wszechobecnym skandynawskim chłodem książki.
Akcja rozgrywa się na nieistniejących Wyspach Doggerlandzkich.
Jest to w zasadzie archipelag wysp, który rozciąga się między Wielką Brytanią a Skandynawią.
Surowy klimat, mroczne choć niesamowicie porywające i piękne krajobrazy i odpowiedni do tego ludzie. To kwintesencja tego dziwnego, choć uwodzącego swoistą magią miejsca.
Pewnego dnia na wyspie Heimo, jednej z wysp archipelagu ma miejsce okrutne morderstwo. Rzecz na tych wyspach całkowicie unikalna. Wszystko tym bardziej zdumiewa, iż ofiara to Susanne Smeed, była żona naczelnika wydziału kryminalnego Jounasa Smeeda. Gdy zagłębimy się w relacje tej pary, nie będziemy się dziwić, iż doszło do rozwodu. Jounas to najbardziej szowinistyczny, tępy i prymitywny prostak. Dawno takiego w literaturze nie spotkałam.
Dochodzenie zaczyna prowadzić 49-letnia policjantka Karen Eiken Hornby. Pomijając okoliczności, swoistą mentalność mieszkańców wyspy, Karen ma dodatkowo utrudnione zadanie poprzez to, iż Jounas jest jej szefem. To jednak tylko wierzchołek góry powodów, dla których to śledztwo od początku nie będzie należeć ani do łatwych, ani przyjemnych.
Mam wrażenie, iż z każdym kolejnym oddechem Karen sprawa coraz bardziej się komplikuje.
Dodatkowo brak tropów, ba jakiegokolwiek, najmniejszego nawet punktu zaczepienia. Sprawa wydaje się beznadziejna, zabójstwo zdaje się nie mieć przyczyn, a ofiara skaz.
Jak to bywa w skandynawskich kryminałach, śledcza będzie musiała dokładnie przeczesać miejscową ludność, wniknąć pod powierzchnie masek, które przywdziewają przesłuchiwani, oddzielić prawdę od fałszu, poznać głęboko skrywane sekrety i mocno zagłębić się w przeszłość. Całość będzie mroczna, frustrująca, zaskakująca, a przedstawienie mieszkańców wyspy i samej śledczej będzie ocierać się wręcz o wiwisekcję.
Przedstawienie postaci, ukazanie ich wnętrza, sekretów, doskonale zaprezentowana klaustrofobiczna społeczność, mrok, zimno wyspy, nastrój na niej panujący są mistrzowsko nakreślone. Adolfsson stanęła na wysokości zadania. Stworzyła klasyczny, skandynawski kryminał.
Także fabuła jest ciekawa, pełna zaskakujących wątków, ciekawych postaci i dobrze prowadzonego śledztwa.
Zakończenie mocne, dobre.
Niecierpliwie czekam na kolejny tom serii.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał skandynawski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał skandynawski. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 kwietnia 2020
niedziela, 15 kwietnia 2018
Skrucha - Frode Granhus
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5/6
Skrucha, to 3. tom cyklu, którego bohaterem jest policjant Rino Carlsen. Bardzo dobrze, że będzie to seria, ponieważ Wir to bardzo dobra książka, która na równo łączy elementy mrocznego kryminału, jak i powieści społeczno-obyczajowo-psychologicznej. W takim połączeniu lubują się skandynawscy pisarze.
Tym razem sprawa dotyczy dziecka. Pewnego letniego dnia w Bodo uprowadzono sześcioletnią Idę, córkę świeckiego kaznodziei.
Do śledztwa zostają wyznaczeni detektywi Rino Carlsen i Guro Hammer, atrakcyjna, świeżo zatrudniona w miejscowej komendzie, specjalizująca się w sprawach przemocy wobec dzieci.
W miarę, jak śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, na jaw wychodzą przestępstwa sprzed dwudziestu siedmiu lat dotyczące porwań dzieci. Na światło dzienne wychodzą także różne inne tajemnice starannie skrywane pod pozorem idealnego społeczeństwa funkcjonującego w spokojnej, sielsko-anielskiej okolicy. Złe zostaje znalezione w najmniej oczekiwanych miejscach, rodzinach, u osób, które są/były ostoja społeczności lokalnej.
Rozpoczyna się wyścig z czasem. a teraźniejszość przeplata się ze zbrodniami z przeszłości.
Norweski pisarz stworzył kryminalno-obyczajową książkę z silnym wątkiem psychologiczno-społecznym. Jest ona co prawda napisana wg. utartego schematu, ale i tak doskonale się ją czyta. Frode Granhus stworzył dobry kryminał, w 100% skandynawski. Obaj prowadzący dochodzenia policjanci (policjant i policjantka) mają trudne życie prywatne, własne demony przeszłości, które mocno rzutują na teraźniejszość, są w trakcie podejmowania niezwykle obciążających decyzji. Czyli po raz kolejny w skandynawskim kryminale mamy do czynienia z policjantem/detektywem po przejściach i niezależnie od jego wieku metrykalnego
Ogromnym plusem są niewątpliwie opisy. Miejsca, w których rozgrywa się akcja są na wskroś skandynawskie, surowe, piękne, naturalne. Dodatkowo aura mimo, iż letnia jest momentami mroczna, ponura. I te opisy... Trzeba przyznać pisarzowi, iż dokładnie wypośrodkował obrazy, które przed nami odmalowuje. Nie ma ich ani za dużo, ani za mało. Rzadko się zdarza, żeby opis przyrody, okolic nie był albo infantylny, albo przegadany. Granhus trafił w przysłowiową dziesiątkę.
Kolejny plus to umiejętne zwodzenie czytelnika. gdy już zdawało mi się, że wiem, o co tak naprawdę sprawcy chodzi, Granhus podsuwał kolejne poszlaki, zwodził, sprawiał, iż jeszcze bardziej niecierpliwie odwracałam kolejne kartki książki.
A samo zakończenie..mistrzowskie.
Skrucha, to 3. tom cyklu, którego bohaterem jest policjant Rino Carlsen. Bardzo dobrze, że będzie to seria, ponieważ Wir to bardzo dobra książka, która na równo łączy elementy mrocznego kryminału, jak i powieści społeczno-obyczajowo-psychologicznej. W takim połączeniu lubują się skandynawscy pisarze.
Tym razem sprawa dotyczy dziecka. Pewnego letniego dnia w Bodo uprowadzono sześcioletnią Idę, córkę świeckiego kaznodziei.
Do śledztwa zostają wyznaczeni detektywi Rino Carlsen i Guro Hammer, atrakcyjna, świeżo zatrudniona w miejscowej komendzie, specjalizująca się w sprawach przemocy wobec dzieci.
W miarę, jak śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, na jaw wychodzą przestępstwa sprzed dwudziestu siedmiu lat dotyczące porwań dzieci. Na światło dzienne wychodzą także różne inne tajemnice starannie skrywane pod pozorem idealnego społeczeństwa funkcjonującego w spokojnej, sielsko-anielskiej okolicy. Złe zostaje znalezione w najmniej oczekiwanych miejscach, rodzinach, u osób, które są/były ostoja społeczności lokalnej.
Rozpoczyna się wyścig z czasem. a teraźniejszość przeplata się ze zbrodniami z przeszłości.
Norweski pisarz stworzył kryminalno-obyczajową książkę z silnym wątkiem psychologiczno-społecznym. Jest ona co prawda napisana wg. utartego schematu, ale i tak doskonale się ją czyta. Frode Granhus stworzył dobry kryminał, w 100% skandynawski. Obaj prowadzący dochodzenia policjanci (policjant i policjantka) mają trudne życie prywatne, własne demony przeszłości, które mocno rzutują na teraźniejszość, są w trakcie podejmowania niezwykle obciążających decyzji. Czyli po raz kolejny w skandynawskim kryminale mamy do czynienia z policjantem/detektywem po przejściach i niezależnie od jego wieku metrykalnego
Ogromnym plusem są niewątpliwie opisy. Miejsca, w których rozgrywa się akcja są na wskroś skandynawskie, surowe, piękne, naturalne. Dodatkowo aura mimo, iż letnia jest momentami mroczna, ponura. I te opisy... Trzeba przyznać pisarzowi, iż dokładnie wypośrodkował obrazy, które przed nami odmalowuje. Nie ma ich ani za dużo, ani za mało. Rzadko się zdarza, żeby opis przyrody, okolic nie był albo infantylny, albo przegadany. Granhus trafił w przysłowiową dziesiątkę.
Kolejny plus to umiejętne zwodzenie czytelnika. gdy już zdawało mi się, że wiem, o co tak naprawdę sprawcy chodzi, Granhus podsuwał kolejne poszlaki, zwodził, sprawiał, iż jeszcze bardziej niecierpliwie odwracałam kolejne kartki książki.
A samo zakończenie..mistrzowskie.
wtorek, 22 marca 2016
Wir - Frode Granhus
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Wir to 1. tom cyklu, którego bohaterem jest policjant Rino Carlsen. Bardzo dobrze, że będzie to seria, ponieważ Wir to bardzo dobra książka, która na równo łączy elementy mrocznego kryminału, jak i powieści społeczno-obyczajowo-psychologicznej.
Akcja toczy się dwutorowo, w odległości kilkuset km od siebie.
W jednym miejscu znajdowane są sukcesywnie lalki umieszczone na tratwie z łyka, która jest puszczona na wodę, a tuż po ich znalezieniu odkrywane są zmasakrowane zwłoki kobiet ubranych identycznie, jak owe lalki. Tam dochodzenie prowadzi śledczy Niklas Hultin.
Kilkaset kilometrów dalej, swoje dochodzenie rozpoczyna doskonały policjant Rino Carlsen. Prowadzonego przez niego śledztwo od początku jest makabryczne, ale i niezwykle przemyślane, dopracowane w każdym calu.
Pierwszą ofiarą jest męźczyzna, którego dwójka chłopców znajduje w morzu, w szczelinie między skałami. Sprawa jest o tyle zastanawiająca, przerażająca, niewyobrażalna, że człowiek ten ma ręce umieszczone w lodowatej wodzie i przykute do kamienia.Obrażenia, jakich doznała ofiara są straszne. A to dopiero początek. W niedługim czasie równie okrutna próba zabójstwa (bo tym obie te zbrodnie były) dotknie kolejnego mężczyznę. Szybko się okaże, że to nie jedyne tego typu zbrodnie w okolicy. Rino Carlsen prowadzący śledztwo wpada na wspólny mianownik łączący ofiary. Ale czy jest on słuszny? Czy uda się zapobiec kolejnym zbrodniom? I czy kat z takim pietyzmem inscenizujący miejsce zbrodni, zadający sobie tyle trudu na pewno jest katem, a może ofiarą?
Czy te dwie grupy zbrodni, miejsca oddalone od siebie o wiele kilometrów coś łączy? Czy dwa odrębne śledztwa prowadzone tak daleko od siebie scalą się w jedno?
Frode Granhus stworzył doskonały kryminał, w 100% skandynawski. Obaj prowadzący dochodzenia policjanci to męźczyżni w średnim wieku, obaj maja trudne życie prywatne, własne demony, są w trakcie podejmowania niezwykle obciążających decyzji.
Ogromnym plusem są niewątpliwie opisy. Oba miejsca, w których rozgrywa się akcja Wiru są na wskroś skandynawskie, surowe, piękne, naturalne. Dodatkowo jesienna aura, jej mrok, deszczowa pora, nieprzychylność matki natury także dodają smaczku. Maga Lofotów w Wirze uwodzi. Trzeba przyznać pisarzowi, iż dokładnie wypośrodkował opisy. Nie ma ich ani za dużo, ani za mało. Rzadko się zdarza, żeby opis przyrody, okolic nie był albo infantylny, albo przegadany. Granhus trafił w przysłowiową dziesiątkę.
Kolejny plus to umiejętne zwodzenie czytelnika. gdy już zdawało mi się, że wiem, o co tak naprawdę sprawcy chodzi, Granhus podsuwał kolejne poszlaki, zwodził, sprawiał, iż jeszcze bardziej niecierpliwie odwracałam kolejne kartki książki.
A samo zakończenie..mistrzowskie.
Zdecydowanie polecam Wir.
Wir to 1. tom cyklu, którego bohaterem jest policjant Rino Carlsen. Bardzo dobrze, że będzie to seria, ponieważ Wir to bardzo dobra książka, która na równo łączy elementy mrocznego kryminału, jak i powieści społeczno-obyczajowo-psychologicznej.
Akcja toczy się dwutorowo, w odległości kilkuset km od siebie.
W jednym miejscu znajdowane są sukcesywnie lalki umieszczone na tratwie z łyka, która jest puszczona na wodę, a tuż po ich znalezieniu odkrywane są zmasakrowane zwłoki kobiet ubranych identycznie, jak owe lalki. Tam dochodzenie prowadzi śledczy Niklas Hultin.
Kilkaset kilometrów dalej, swoje dochodzenie rozpoczyna doskonały policjant Rino Carlsen. Prowadzonego przez niego śledztwo od początku jest makabryczne, ale i niezwykle przemyślane, dopracowane w każdym calu.
Pierwszą ofiarą jest męźczyzna, którego dwójka chłopców znajduje w morzu, w szczelinie między skałami. Sprawa jest o tyle zastanawiająca, przerażająca, niewyobrażalna, że człowiek ten ma ręce umieszczone w lodowatej wodzie i przykute do kamienia.Obrażenia, jakich doznała ofiara są straszne. A to dopiero początek. W niedługim czasie równie okrutna próba zabójstwa (bo tym obie te zbrodnie były) dotknie kolejnego mężczyznę. Szybko się okaże, że to nie jedyne tego typu zbrodnie w okolicy. Rino Carlsen prowadzący śledztwo wpada na wspólny mianownik łączący ofiary. Ale czy jest on słuszny? Czy uda się zapobiec kolejnym zbrodniom? I czy kat z takim pietyzmem inscenizujący miejsce zbrodni, zadający sobie tyle trudu na pewno jest katem, a może ofiarą?
Czy te dwie grupy zbrodni, miejsca oddalone od siebie o wiele kilometrów coś łączy? Czy dwa odrębne śledztwa prowadzone tak daleko od siebie scalą się w jedno?
Frode Granhus stworzył doskonały kryminał, w 100% skandynawski. Obaj prowadzący dochodzenia policjanci to męźczyżni w średnim wieku, obaj maja trudne życie prywatne, własne demony, są w trakcie podejmowania niezwykle obciążających decyzji.
Ogromnym plusem są niewątpliwie opisy. Oba miejsca, w których rozgrywa się akcja Wiru są na wskroś skandynawskie, surowe, piękne, naturalne. Dodatkowo jesienna aura, jej mrok, deszczowa pora, nieprzychylność matki natury także dodają smaczku. Maga Lofotów w Wirze uwodzi. Trzeba przyznać pisarzowi, iż dokładnie wypośrodkował opisy. Nie ma ich ani za dużo, ani za mało. Rzadko się zdarza, żeby opis przyrody, okolic nie był albo infantylny, albo przegadany. Granhus trafił w przysłowiową dziesiątkę.
Kolejny plus to umiejętne zwodzenie czytelnika. gdy już zdawało mi się, że wiem, o co tak naprawdę sprawcy chodzi, Granhus podsuwał kolejne poszlaki, zwodził, sprawiał, iż jeszcze bardziej niecierpliwie odwracałam kolejne kartki książki.
A samo zakończenie..mistrzowskie.
Zdecydowanie polecam Wir.
sobota, 23 stycznia 2016
VIP room - Jens Lapidus
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4,5/6
Bardzo lubię skandynawską literaturę. Chętnie sięgam po powieści, biografie, ale także kryminały. Wielu autorów próbuje swoich sił bazując na sławie Stiega Larssona czy Henninga Mankella. Wielu z tych samorodnych twórców kryminałów w ogóle nie powinno ich pisać. Duża część skandynawskich pseudo kryminałów jest delikatnie to ujmując..kiepska.
Byłam ciekawa, jak odbiorę Vip room.
Jedno co od razu rzuca się w oczy, to fakt, iż nie jest to czysty kryminał. Książka ta to taki miks społeczno-kryminalno-obyczajowy. Dużą część treści zajmuje niezwykle starannie nakreślone tło społeczno-kulturalne. Skandynawscy pisarze lubują się w takich zabiegach. Jedni realiom społecznym poświęcają więcej inni mniej miejsca. Lapidus bez wątpienia należy do tych pierwszych.
Innowacją w stosunku do wielu wcześniejszych skandynawskich kryminałów jest fakt, iż tym razem osobą prowadzącą śledztwo nie jest policjant (ani duet policjantów), a prawniczka i ..przestępca. Ot takie novum, które muszę przyznać, wyszło książce na dobre. Kolejny sterany życiem, z nałogami, po przejściach i rozpadający się na milion części policjant po 40-tce byłby już chyba niestrawny dla większości czytelników.
Lapidus (zgodnie ze skandynawskim trendem) zajmuje się vipami, najbardziej ustosunkowanymi i najbogatszymi ze społeczeństwa. Zagląda do ich domów, miejsc rozrywki, vip roomów, prześwietla ich życie, wyciąga na światło dzienne ich głęboko skrywane tajemnice. Przyznam się, iż wyszło mu to na prawdę nieźle.
Poprzez opis skandynawskiego społeczeństwa, charakterystykę najbogatszych i ich wypaczonego przez pieniądz i władzę zachowania, śledzimy główne dochodzenie, które prowadzone jest w sprawie porwania, ale także dowiadujemy się o wielu nowych przestępstwach. Omawiane przez Lapidusa zbrodnie to w wielu miejscach wręcz wynaturzenia. Pisząc o nich autor ukazuje, jak bardzo deprawująca bywają władza i wielkie pieniądze, jak zbyt często dają poczucie wyższości i bezkarności. Tym samym pisarz ukazuje nam zupełnie inny Sztokholm, niż ten, który poznamy z przewodników turystycznych lub w trakcie krótkiego zwiedzania stolicy Szwecji.
Gorąco zachęcam do lektury. Vip room to dobry kryminał i powieść obyczajowa w jednym. To także dobrze rokujący początek serii.
Czekam na kolejny tom, który ma się ukazać w połowie roku. Będzie doskonała lektura na urlop.
Bardzo lubię skandynawską literaturę. Chętnie sięgam po powieści, biografie, ale także kryminały. Wielu autorów próbuje swoich sił bazując na sławie Stiega Larssona czy Henninga Mankella. Wielu z tych samorodnych twórców kryminałów w ogóle nie powinno ich pisać. Duża część skandynawskich pseudo kryminałów jest delikatnie to ujmując..kiepska.
Byłam ciekawa, jak odbiorę Vip room.
Jedno co od razu rzuca się w oczy, to fakt, iż nie jest to czysty kryminał. Książka ta to taki miks społeczno-kryminalno-obyczajowy. Dużą część treści zajmuje niezwykle starannie nakreślone tło społeczno-kulturalne. Skandynawscy pisarze lubują się w takich zabiegach. Jedni realiom społecznym poświęcają więcej inni mniej miejsca. Lapidus bez wątpienia należy do tych pierwszych.
Innowacją w stosunku do wielu wcześniejszych skandynawskich kryminałów jest fakt, iż tym razem osobą prowadzącą śledztwo nie jest policjant (ani duet policjantów), a prawniczka i ..przestępca. Ot takie novum, które muszę przyznać, wyszło książce na dobre. Kolejny sterany życiem, z nałogami, po przejściach i rozpadający się na milion części policjant po 40-tce byłby już chyba niestrawny dla większości czytelników.
Lapidus (zgodnie ze skandynawskim trendem) zajmuje się vipami, najbardziej ustosunkowanymi i najbogatszymi ze społeczeństwa. Zagląda do ich domów, miejsc rozrywki, vip roomów, prześwietla ich życie, wyciąga na światło dzienne ich głęboko skrywane tajemnice. Przyznam się, iż wyszło mu to na prawdę nieźle.
Poprzez opis skandynawskiego społeczeństwa, charakterystykę najbogatszych i ich wypaczonego przez pieniądz i władzę zachowania, śledzimy główne dochodzenie, które prowadzone jest w sprawie porwania, ale także dowiadujemy się o wielu nowych przestępstwach. Omawiane przez Lapidusa zbrodnie to w wielu miejscach wręcz wynaturzenia. Pisząc o nich autor ukazuje, jak bardzo deprawująca bywają władza i wielkie pieniądze, jak zbyt często dają poczucie wyższości i bezkarności. Tym samym pisarz ukazuje nam zupełnie inny Sztokholm, niż ten, który poznamy z przewodników turystycznych lub w trakcie krótkiego zwiedzania stolicy Szwecji.
Gorąco zachęcam do lektury. Vip room to dobry kryminał i powieść obyczajowa w jednym. To także dobrze rokujący początek serii.
Czekam na kolejny tom, który ma się ukazać w połowie roku. Będzie doskonała lektura na urlop.
piątek, 18 września 2015
Poza sezonem - Jorn Lier Horst
Wydawnictwo Smak Słowa, Moja ocena 5-/6
Po raz kolejny (trzeci) spotykam się z prozą Horsta i po raz kolejny śledzę losy jego bohaterka, doświadczonego policjanta Wistinga oraz jego córki dziennikarki śledczej Line.
Tym razem akcja rozpoczyna się od banalnego zdawałoby się ciągu wydarzeń. Jest nim seria włamań do domków letniskowych znajdujących się na wybrzeżu morskim. Jednak to tylko początek, który zupełnie nie zwiastuje tego, co pisarz szykuje dalej zarówno nam czytelnikom, jak i swoim bohaterom. Błyskawicznie sprawa robi się podwójnie ważna i hmmm... smakowita (jeżeli można użyć takiego określenia). Jeden z ograbionych domków należy bowiem do niezwykle popularnej w całym kraju prezentera telewizyjnego. Na domiar złego, w tym właśnie domku znalezione zostają zwłoki nieznanego męźczyzny.
A to dopiero początek sprawy,z którą będzie musiał zmierzyć się komisarz Wisting. Sprawa choć tragiczna (wszak mamy zwłoki zamordowanego człowieka), to jednak banalna, taka, jakich wiele. Jednak zupełnie nieoczekiwanie przybierze ona wyjątkowo skomplikowany charakter.
W tempie iście ekspresowym (jak na skandynawskie warunki) mnożą się kolejne trupy, a i sama zagadka niesłychanie się komplikuje przybierając międzynarodowy charakter.
Nawet człowiek tak doświadczony w policyjnej profesji, jak Wisting, poukładany, konsekwentny, metodyczny, inteligentny, ma spore kłopoty z dopasowaniem do siebie poszczególnych elementów tej makabrycznej układanki.
Poza sezonem, podobnie, jak i wcześniejsze tomy przygód inspektora Wistinga i jego córki Line, czy ta się znakomicie. Ale (bo jest jedno,a w zasadzie są dwa "ale") w tej beczce miodu jest przysłowiowa łyżka dziegciu, a w zasadzie dwie.
Ogromnym plusem książek Horsta zawsze był niezwykły realizm wydarzeń i to zarówno po stronie rodziny Wistingów, tego co ich spotkało, prowadzonego dochodzenia (a w zasadzie dochodzeń), jak w każdym innym zakresie. Horst po prostu wie o czym pisze i robi to doskonale. I w tym zakresie nadal tak pozostaje. Drobny brak realizmu dot. tylko kwestii litewskiej. Jeżeli chodzi o Litwę, wyprawę Wistinga do Wilna, tamtejsze realia, to hmmm... skandynawski pisarz niezbyt dokładnie odrobił lekcje, umiarkowanie przyłożył się do resarchu. Nie chcę dokładnie pisać o co chodzi, bo podejrzewam, że sporej grupie czytelników nie będzie to w ogóle przeszkadzać. Bo dla samej fabuły, te drobne litewskie niedociągnięcia nie mają większego znaczenia.
Gorszym mankamentem jest tylko kolejność wydawania tomów serii o Wistingu. Logika, jaka kierowała się wydawnictwo (a w zasadzie jej całkowity brak) pozostaje dla mnie wielką, przeogromna zagadką. Poza sezonem jest bowiem tomem 7. serii. Pierwszym tomem, jaki został u nas wydany był Jaskiniowiec- w oryginale tom 9. Natomiast tom wydany u nas, jako 2. - Psy gończe, jest w oryginale tomem 8. Hmmm...nie mam pojęcia o co chodzi. Dla samych zagadek, które rozwiązuje Wisting nie ma to większego znaczenia. Natomiast, jeżeli ktoś z czytelników śledzi prywatne perypetie policjanta i jego córki (które są integralna częścią każdego tomu) może się odrobinę zdenerwować i zagubić.
Niemniej są to doskonałe książki, do lektury których mimo w/w drobnych niedociągnięć gorąco zachęcam.
Po raz kolejny (trzeci) spotykam się z prozą Horsta i po raz kolejny śledzę losy jego bohaterka, doświadczonego policjanta Wistinga oraz jego córki dziennikarki śledczej Line.
Tym razem akcja rozpoczyna się od banalnego zdawałoby się ciągu wydarzeń. Jest nim seria włamań do domków letniskowych znajdujących się na wybrzeżu morskim. Jednak to tylko początek, który zupełnie nie zwiastuje tego, co pisarz szykuje dalej zarówno nam czytelnikom, jak i swoim bohaterom. Błyskawicznie sprawa robi się podwójnie ważna i hmmm... smakowita (jeżeli można użyć takiego określenia). Jeden z ograbionych domków należy bowiem do niezwykle popularnej w całym kraju prezentera telewizyjnego. Na domiar złego, w tym właśnie domku znalezione zostają zwłoki nieznanego męźczyzny.
A to dopiero początek sprawy,z którą będzie musiał zmierzyć się komisarz Wisting. Sprawa choć tragiczna (wszak mamy zwłoki zamordowanego człowieka), to jednak banalna, taka, jakich wiele. Jednak zupełnie nieoczekiwanie przybierze ona wyjątkowo skomplikowany charakter.
W tempie iście ekspresowym (jak na skandynawskie warunki) mnożą się kolejne trupy, a i sama zagadka niesłychanie się komplikuje przybierając międzynarodowy charakter.
Nawet człowiek tak doświadczony w policyjnej profesji, jak Wisting, poukładany, konsekwentny, metodyczny, inteligentny, ma spore kłopoty z dopasowaniem do siebie poszczególnych elementów tej makabrycznej układanki.
Poza sezonem, podobnie, jak i wcześniejsze tomy przygód inspektora Wistinga i jego córki Line, czy ta się znakomicie. Ale (bo jest jedno,a w zasadzie są dwa "ale") w tej beczce miodu jest przysłowiowa łyżka dziegciu, a w zasadzie dwie.
Ogromnym plusem książek Horsta zawsze był niezwykły realizm wydarzeń i to zarówno po stronie rodziny Wistingów, tego co ich spotkało, prowadzonego dochodzenia (a w zasadzie dochodzeń), jak w każdym innym zakresie. Horst po prostu wie o czym pisze i robi to doskonale. I w tym zakresie nadal tak pozostaje. Drobny brak realizmu dot. tylko kwestii litewskiej. Jeżeli chodzi o Litwę, wyprawę Wistinga do Wilna, tamtejsze realia, to hmmm... skandynawski pisarz niezbyt dokładnie odrobił lekcje, umiarkowanie przyłożył się do resarchu. Nie chcę dokładnie pisać o co chodzi, bo podejrzewam, że sporej grupie czytelników nie będzie to w ogóle przeszkadzać. Bo dla samej fabuły, te drobne litewskie niedociągnięcia nie mają większego znaczenia.
Gorszym mankamentem jest tylko kolejność wydawania tomów serii o Wistingu. Logika, jaka kierowała się wydawnictwo (a w zasadzie jej całkowity brak) pozostaje dla mnie wielką, przeogromna zagadką. Poza sezonem jest bowiem tomem 7. serii. Pierwszym tomem, jaki został u nas wydany był Jaskiniowiec- w oryginale tom 9. Natomiast tom wydany u nas, jako 2. - Psy gończe, jest w oryginale tomem 8. Hmmm...nie mam pojęcia o co chodzi. Dla samych zagadek, które rozwiązuje Wisting nie ma to większego znaczenia. Natomiast, jeżeli ktoś z czytelników śledzi prywatne perypetie policjanta i jego córki (które są integralna częścią każdego tomu) może się odrobinę zdenerwować i zagubić.
Niemniej są to doskonałe książki, do lektury których mimo w/w drobnych niedociągnięć gorąco zachęcam.
wtorek, 24 marca 2015
Sprawa G - Hakan Nesser
Wydawnictwo czarna Owca, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Sprawa G to dziesiąta i ostatnia część cyklu kryminalnych powieści z komisarzem Van Veeterenem w roli głównej. Tym razem do emerytowanego już komisarza (obecnie antykwariusza z pasją) wraca niczym bumerang sprawa z końca lat 80. XX wieku. Wtedy to bogata Amerykanka popełnia samobójstwo. W teorię o odebraniu sobie życia nie wierzy będący u szczytu kariery VV. Podejrzewa (jak to bywa w takich przypadkach) męża ofiary, tytułowego G, czyli Jaana G. Motyw zdaniem komisarza najprostszy na świecie - pieniądze i to olbrzymie. Brak jednak dowodów winy G.
Mija wiele lat. Do emerytowanego VV zgłasza się córka detektywa, który w 1987 roku prowadził dochodzenie przeciwko G. Ojciec zaginął, ale chwilę wcześniej powiedział córce, iż ma dowody na to, że G zabił żonę. VV nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z wpadającej mu w ręce okazji, żeby może nie tyle sprawiedliwości stało się zadość, co żeby odwieczny wróg (jeszcze ze szkolnej lawy), którym jest G., dostał to na co zasłużył. Po pięciu latach od odejścia na emeryturę komisarz VV rusza do boju, prowadzi śledztwo, które do złudzenia przypominało mi krucjatę przeciwko złemu.
Jak zwykle u Nessera, doskonale napisana książka, która na równi jest wybornym, mistrzowskim kryminałem, jak i równie dobra powieścią społeczno-obyczajową traktującą o ludzkich charakterach, żądzach i mrokach jakie chowa na dnie duszy wielu z nas. Akcja tak typowa dla Nessera i skandynawskich kryminałów w ogóle, toczy się powoli, brak zrywów akcji, brak wielkich gonitw. Ale nic to. Ważny jest nie pęd, nie tempo, ale jakość śledztwa, a to jest majstersztykiem.
Nesser po raz kolejny nie zawiódł. Stworzył tom ostatni świetnej serii o komisarzu VV, ale tom jak się pod koniec lektury okaże niezwykle ważny, niejako spinający całą serię.
Żal, iż seria z komisarzem VV dobiegła końca. Jest jednak nadzieja na inne dzieła autorstwa Hakana Nessera.
Recenzja mojego męża.
Sprawa G to dziesiąta i ostatnia część cyklu kryminalnych powieści z komisarzem Van Veeterenem w roli głównej. Tym razem do emerytowanego już komisarza (obecnie antykwariusza z pasją) wraca niczym bumerang sprawa z końca lat 80. XX wieku. Wtedy to bogata Amerykanka popełnia samobójstwo. W teorię o odebraniu sobie życia nie wierzy będący u szczytu kariery VV. Podejrzewa (jak to bywa w takich przypadkach) męża ofiary, tytułowego G, czyli Jaana G. Motyw zdaniem komisarza najprostszy na świecie - pieniądze i to olbrzymie. Brak jednak dowodów winy G.
Mija wiele lat. Do emerytowanego VV zgłasza się córka detektywa, który w 1987 roku prowadził dochodzenie przeciwko G. Ojciec zaginął, ale chwilę wcześniej powiedział córce, iż ma dowody na to, że G zabił żonę. VV nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z wpadającej mu w ręce okazji, żeby może nie tyle sprawiedliwości stało się zadość, co żeby odwieczny wróg (jeszcze ze szkolnej lawy), którym jest G., dostał to na co zasłużył. Po pięciu latach od odejścia na emeryturę komisarz VV rusza do boju, prowadzi śledztwo, które do złudzenia przypominało mi krucjatę przeciwko złemu.
Jak zwykle u Nessera, doskonale napisana książka, która na równi jest wybornym, mistrzowskim kryminałem, jak i równie dobra powieścią społeczno-obyczajową traktującą o ludzkich charakterach, żądzach i mrokach jakie chowa na dnie duszy wielu z nas. Akcja tak typowa dla Nessera i skandynawskich kryminałów w ogóle, toczy się powoli, brak zrywów akcji, brak wielkich gonitw. Ale nic to. Ważny jest nie pęd, nie tempo, ale jakość śledztwa, a to jest majstersztykiem.
Nesser po raz kolejny nie zawiódł. Stworzył tom ostatni świetnej serii o komisarzu VV, ale tom jak się pod koniec lektury okaże niezwykle ważny, niejako spinający całą serię.
Żal, iż seria z komisarzem VV dobiegła końca. Jest jednak nadzieja na inne dzieła autorstwa Hakana Nessera.
niedziela, 15 lutego 2015
Jaskółka, kot, róża i śmierć - Hakan Nesser
Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Bardzo cenię prozę Hakana Nessera i wiem, że na jego książkach nigdy się nie zawiodę. Nie inaczej było tym razem.
Jaskółka, kot, róża, śmierć, to dziewiąta część opowieści o policjantach z fikcyjnego miasta Maardam i komisarzu Van Veeterenie, który będąc obecnie na emeryturze powraca do zawodu i to jak. Niby VV jest na emeryturze, z której teoretycznie się cieszy, leczy zszargane przez lata policyjnej pracy nerwy, koi duszę, ale...Zbrodnia i zło ponownie odnajdują VV. Pewnego dnia zjawia się bowiem u niego człowiek, który twierdzi, iż sprawa jest beznadziejna i to właśnie VV jest w stanie ją rozwiązać, pomóc. Nikt inny tylko VV. W międzyczasie, w iście błyskawicznym jak na skandynawskie warunki tempie, cała sprawa się gmatwa, trupy wręcz się mnożą, a jedna zbrodnia doskonale wpasowuje się w inne, które początkowo nie miały ze sobą nic wspólnego. Sprawa, którą przyjdzie rozwikłać naszemu bohaterowi jest o tyle ciekawa, iż nierozerwalnie wiąże się z literaturą, a konkretnie z jej fragmentami, którymi bawi się zbrodniarz. Niezwykle ważnym elementem w opowieści, takim, który wszystko łączy jest także słoneczna Grecja:)
Całości dopełnia doskonałe (jak to u Nessera) przesłanie społeczno-obyczajowe, które po zakończeniu lektury zmusza do głębszej chwili zastanowienia się. To także lubię zarówno w prozie Nessera, jak i w skandynawskiej literaturze w ogóle. Dobra pozycja z tego kręgu zmusza do przemyśleń, zastanowienia się czy to nad kwestią praw, krzywdy jednostki, czy nad czymś większym. Hakan Nesser w każdej ze swoich kolejnych książek przesłanie społeczne przemyca i to nawet w większym stopniu niż inni skandynawscy pisarze. Nie inaczej jest z omawianą książką.
Nesser ze swoim pisarstwem ewoluuje z książki na książkę, podobnie, jak VV, który nawet będąc emerytem jest wybornym śledczym. Tym razem autor nadal komisarzowi bardziej ludzką, przyjazną, mniej odpychającą i gburowatą twarz emeryta. I bardzo mi się ten nowy-stary VV podoba. Emeryt VV jest bardziej normalny, ludzki, choć praca emeryckich szarych komórek pozostaje nadal nie niesłychanie wysokim poziomie.
Ciekawie jest przedstawienie dochodzenia, które śledzimy krok po kroku. Jednak najlepsze jest dla mnie samo zakończenie. Taka wisienka na torcie. Po raz kolejny Nesser niesamowicie mnie zaskoczył i usatysfakcjonował - doskonałe pisarstwo, wyborny pomysł na intrygę kryminalną, niebanalny humor autora i sam VV. Jak Nesser to robi, że każda jego książka trzyma bardzo wysoki poziom?! Zachęcam do lektury.
Recenzja mojego męża.
Bardzo cenię prozę Hakana Nessera i wiem, że na jego książkach nigdy się nie zawiodę. Nie inaczej było tym razem.
Jaskółka, kot, róża, śmierć, to dziewiąta część opowieści o policjantach z fikcyjnego miasta Maardam i komisarzu Van Veeterenie, który będąc obecnie na emeryturze powraca do zawodu i to jak. Niby VV jest na emeryturze, z której teoretycznie się cieszy, leczy zszargane przez lata policyjnej pracy nerwy, koi duszę, ale...Zbrodnia i zło ponownie odnajdują VV. Pewnego dnia zjawia się bowiem u niego człowiek, który twierdzi, iż sprawa jest beznadziejna i to właśnie VV jest w stanie ją rozwiązać, pomóc. Nikt inny tylko VV. W międzyczasie, w iście błyskawicznym jak na skandynawskie warunki tempie, cała sprawa się gmatwa, trupy wręcz się mnożą, a jedna zbrodnia doskonale wpasowuje się w inne, które początkowo nie miały ze sobą nic wspólnego. Sprawa, którą przyjdzie rozwikłać naszemu bohaterowi jest o tyle ciekawa, iż nierozerwalnie wiąże się z literaturą, a konkretnie z jej fragmentami, którymi bawi się zbrodniarz. Niezwykle ważnym elementem w opowieści, takim, który wszystko łączy jest także słoneczna Grecja:)
![]() |
| Nasze "Nessery":) te które są w Wiedniu. . |
Nesser ze swoim pisarstwem ewoluuje z książki na książkę, podobnie, jak VV, który nawet będąc emerytem jest wybornym śledczym. Tym razem autor nadal komisarzowi bardziej ludzką, przyjazną, mniej odpychającą i gburowatą twarz emeryta. I bardzo mi się ten nowy-stary VV podoba. Emeryt VV jest bardziej normalny, ludzki, choć praca emeryckich szarych komórek pozostaje nadal nie niesłychanie wysokim poziomie.
Ciekawie jest przedstawienie dochodzenia, które śledzimy krok po kroku. Jednak najlepsze jest dla mnie samo zakończenie. Taka wisienka na torcie. Po raz kolejny Nesser niesamowicie mnie zaskoczył i usatysfakcjonował - doskonałe pisarstwo, wyborny pomysł na intrygę kryminalną, niebanalny humor autora i sam VV. Jak Nesser to robi, że każda jego książka trzyma bardzo wysoki poziom?! Zachęcam do lektury.
poniedziałek, 22 września 2014
Ten kto zabije smoka
Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5-/6
Kolejny tom przygód niebanalnego (pod każdym względem, acz nie zawsze w pozytywnym kontekście) detektywa sztokholmskiej policji Everta Bäckströma. Uosabia on moim zdaniem wszystko to co najbardziej obrzydliwe, szowinistyczne w mężczyznach. Ksenofob, homofob, szowinista, brudas chodzący w przepoconych ciuchach, ot pan inspektor w całej okazałości. Ma się przy tym za ósmy cud świata i żyje w przekonaniu, że żadna kobieta mu się nie oprze, a sensem życia jest zaliczenie o godzinie 8 rano browara.
Sami koledzy maja o swoim zwierzchniku nie najlepsze zdanie, co najdosadniej obrazuje cytat:
(...) Za każdym razem , gdy usłyszałem w wiadomościach, że któryś z naszych kolegów zginął, modliłem się do Pana Boga, żeby to był Bäckström. Skoro już muszą spotykać nas nieszczęścia, to dlaczego nie zacząć od Bäckströma i oszczędzić wszystkich normalnych, porządnych kolegów? Nie pomaga (...)
Ten oto policjant dostaje pewnego dnia sprawę morderstwa, które na pozór wydaje się prostym zabójstwem do jakiego doszło w trakcie alkoholowej libacji. Jednak prostota dochodzenia, to tylko pozory. Sprawa zaczyna się bowiem błyskawicznie komplikować, a dodatkowo osoba naszego kuriozalnego śledczego nie ułatwia pracy innym policjantom, którzy najchętniej zamknęliby sprawę. Bäckström wbrew otoczeniu zaczyna drążyć, a wiadomo - na ogół jak się czegoś szuka, to się znajduje. I on także znajduje i to nie byle co. Rozpoczyna się wyścig z czasem i czymś jeszcze groźniejszym.
Ten kto zabije smoka, to doskonale napisany kryminał. Trzeba jednak Perssonowi przyznać, iż tworzy niebanalne książki. Ich sercem jest nietuzinkowy detektyw, którego nie sposób lubić. A jednak zarówno Linda, czyli I tom przygód Bäckströma recenzja tutaj (klik), jak i Ten kto zabije smoka, to książki, które czyta się z wielką przyjemnością. Doskonale prowadzone śledztwo, którego mózgiem jest antypatyczny, choć na swój sposób genialny detektyw, niewiele tropów, piętrzące się mylne dowody i Skandynawia, której daleko do idylicznych obrazków, sprawiają, iż od lektury trudno się oderwać. Persson na tyle zręcznie lawiruje, prowadzi akcję, żeby czytelnika przykuć do lektury, mimo, iż jego antypatyczny (który potrafi zniechęcić do lektury) bohater wysuwa się tym razem na pierwszy plan.
Zachęcam do lektury. Ten kto zabije smoka, to doskonały, choć momentami lekko wprawiający w zdumienie, inteligentny kryminał.
Kolejny tom przygód niebanalnego (pod każdym względem, acz nie zawsze w pozytywnym kontekście) detektywa sztokholmskiej policji Everta Bäckströma. Uosabia on moim zdaniem wszystko to co najbardziej obrzydliwe, szowinistyczne w mężczyznach. Ksenofob, homofob, szowinista, brudas chodzący w przepoconych ciuchach, ot pan inspektor w całej okazałości. Ma się przy tym za ósmy cud świata i żyje w przekonaniu, że żadna kobieta mu się nie oprze, a sensem życia jest zaliczenie o godzinie 8 rano browara.
Sami koledzy maja o swoim zwierzchniku nie najlepsze zdanie, co najdosadniej obrazuje cytat:
(...) Za każdym razem , gdy usłyszałem w wiadomościach, że któryś z naszych kolegów zginął, modliłem się do Pana Boga, żeby to był Bäckström. Skoro już muszą spotykać nas nieszczęścia, to dlaczego nie zacząć od Bäckströma i oszczędzić wszystkich normalnych, porządnych kolegów? Nie pomaga (...)
Ten oto policjant dostaje pewnego dnia sprawę morderstwa, które na pozór wydaje się prostym zabójstwem do jakiego doszło w trakcie alkoholowej libacji. Jednak prostota dochodzenia, to tylko pozory. Sprawa zaczyna się bowiem błyskawicznie komplikować, a dodatkowo osoba naszego kuriozalnego śledczego nie ułatwia pracy innym policjantom, którzy najchętniej zamknęliby sprawę. Bäckström wbrew otoczeniu zaczyna drążyć, a wiadomo - na ogół jak się czegoś szuka, to się znajduje. I on także znajduje i to nie byle co. Rozpoczyna się wyścig z czasem i czymś jeszcze groźniejszym.
Ten kto zabije smoka, to doskonale napisany kryminał. Trzeba jednak Perssonowi przyznać, iż tworzy niebanalne książki. Ich sercem jest nietuzinkowy detektyw, którego nie sposób lubić. A jednak zarówno Linda, czyli I tom przygód Bäckströma recenzja tutaj (klik), jak i Ten kto zabije smoka, to książki, które czyta się z wielką przyjemnością. Doskonale prowadzone śledztwo, którego mózgiem jest antypatyczny, choć na swój sposób genialny detektyw, niewiele tropów, piętrzące się mylne dowody i Skandynawia, której daleko do idylicznych obrazków, sprawiają, iż od lektury trudno się oderwać. Persson na tyle zręcznie lawiruje, prowadzi akcję, żeby czytelnika przykuć do lektury, mimo, iż jego antypatyczny (który potrafi zniechęcić do lektury) bohater wysuwa się tym razem na pierwszy plan.
Zachęcam do lektury. Ten kto zabije smoka, to doskonały, choć momentami lekko wprawiający w zdumienie, inteligentny kryminał.
wtorek, 9 września 2014
Jaskiniowiec
Wydawnictwo Smak Słowa, Moja ocena 5-/6
Książka dobra, choć przyznam, iż oczekiwałam czegoś lepszego. Moje oczekiwania związane były z zapowiedziami wydawnictwa - drugi Nesbo etc. Książki Nesbo uwielbiam, literaturę skandynawską cenie tak ogólnie, całościowo, więc nic dziwnego, iż sięgnęłam po Jaskiniowca. Czasu poświęconego na lekturę absolutnie nie żałuję, to dobra książka, którą dodatkowo czyta się niezwykle szybko. Jednak żal mi moich zawiedzionych trochę oczekiwań. Nesbo jest odrobinę ostrzejszy, bardziej wyrafinowany niż Horst. Ten ostatni stworzył jednak doskonałą intrygę, ciekawych bohaterów, wielowątkową fabułę, ale nie udało mu się zbudować tego czegoś, co za każdym razem potrafi stworzyć Nesbo. Biorę jednak pod uwagę liczny dorobek Nesbo, wprawę, którą zdobył w trakcie pisania wielu książek i fakt, iż Horst dopiero zaczyna. Niewątpliwie autor Jaskiniowca ma ogromny potencjał i wierzę, iż każda jego książka będzie jeszcze lepsza.
Ciekawie autor wybrał miejsce akcji. Jest nim jego rodzinna, niewielka miejscowość Larwik. To nie stolica kraju Oslo, nie jakieś zakazane miejsce. Ot jest to spokojna, normalna miejscowość, w której może mieszkać każdy z nas, a w której wydarza się zło.
W jednym z typowych dla miasteczka domów mieszka komisarz policji William Wisting. Kilka domów dalej zostają znalezione zwłoki mężczyzny, który zmarł 4 miesiące wcześniej, a przez cały czas siedział przed telewizorem w fotelu i nikt się nie zainteresował jego zniknięciem. Smutne, nie najlepiej to świadczy o ofierze, ale też średnio o samym społeczeństwie, o sąsiadach. Coraz bardziej postępująca znieczulica, jak widać po tematyce książki, ogarnia także Skandynawię, kraj, który przynajmniej w moim wyobrażeniu uchodził za wzorcowo prospołeczny.
Dla policji to zgon jakich wiele. Jednak córka komisarza Wistinga, dziennikarka, rozpoczyna śledztwo. Musi napisać ciekawy artykuł, a śmierć niezauważalnego za życia, samotnego człowieka, wydaje jej się doskonałym tematem. Line rozpoczyna własne dochodzenie, najpierw krok po kroku, a póżniej zakrojone na coraz większą skalę. To co odkryje budzi zdziwienie i momentami smutek pomieszany z przerażeniem, tym bardziej, iż w międzyczasie w trakcie wycinki drzew zostają znalezione zwłoki innego meżczyzny, a modus operandi jest praktycznie identyczny, jak w przypadku ofiary siedzącej przed telewizorem. Niezwykle ciekawym jest śledzenie obu dochodzeń - policyjnego i dziennikarskiego, które są prowadzone praktycznie równorzędnie.
Jaskiniowiec to dobrze napisana, wielopłaszczyznowa książka, takie połączenie dobrego kryminału z powieścią obyczajowo-społeczną. Tym co cenię w tej książce najbardziej to ciekawie ukazane życie w niewielkim miasteczku, stosunki międzyludzkie oraz fakt, iż do samego końca nie domyśliłam się, kto jest mordercą i co nim kierowało.
Czekam na kolejne śledztwa komisarza z Larwik.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
Książka dobra, choć przyznam, iż oczekiwałam czegoś lepszego. Moje oczekiwania związane były z zapowiedziami wydawnictwa - drugi Nesbo etc. Książki Nesbo uwielbiam, literaturę skandynawską cenie tak ogólnie, całościowo, więc nic dziwnego, iż sięgnęłam po Jaskiniowca. Czasu poświęconego na lekturę absolutnie nie żałuję, to dobra książka, którą dodatkowo czyta się niezwykle szybko. Jednak żal mi moich zawiedzionych trochę oczekiwań. Nesbo jest odrobinę ostrzejszy, bardziej wyrafinowany niż Horst. Ten ostatni stworzył jednak doskonałą intrygę, ciekawych bohaterów, wielowątkową fabułę, ale nie udało mu się zbudować tego czegoś, co za każdym razem potrafi stworzyć Nesbo. Biorę jednak pod uwagę liczny dorobek Nesbo, wprawę, którą zdobył w trakcie pisania wielu książek i fakt, iż Horst dopiero zaczyna. Niewątpliwie autor Jaskiniowca ma ogromny potencjał i wierzę, iż każda jego książka będzie jeszcze lepsza.
Ciekawie autor wybrał miejsce akcji. Jest nim jego rodzinna, niewielka miejscowość Larwik. To nie stolica kraju Oslo, nie jakieś zakazane miejsce. Ot jest to spokojna, normalna miejscowość, w której może mieszkać każdy z nas, a w której wydarza się zło.
W jednym z typowych dla miasteczka domów mieszka komisarz policji William Wisting. Kilka domów dalej zostają znalezione zwłoki mężczyzny, który zmarł 4 miesiące wcześniej, a przez cały czas siedział przed telewizorem w fotelu i nikt się nie zainteresował jego zniknięciem. Smutne, nie najlepiej to świadczy o ofierze, ale też średnio o samym społeczeństwie, o sąsiadach. Coraz bardziej postępująca znieczulica, jak widać po tematyce książki, ogarnia także Skandynawię, kraj, który przynajmniej w moim wyobrażeniu uchodził za wzorcowo prospołeczny.
Dla policji to zgon jakich wiele. Jednak córka komisarza Wistinga, dziennikarka, rozpoczyna śledztwo. Musi napisać ciekawy artykuł, a śmierć niezauważalnego za życia, samotnego człowieka, wydaje jej się doskonałym tematem. Line rozpoczyna własne dochodzenie, najpierw krok po kroku, a póżniej zakrojone na coraz większą skalę. To co odkryje budzi zdziwienie i momentami smutek pomieszany z przerażeniem, tym bardziej, iż w międzyczasie w trakcie wycinki drzew zostają znalezione zwłoki innego meżczyzny, a modus operandi jest praktycznie identyczny, jak w przypadku ofiary siedzącej przed telewizorem. Niezwykle ciekawym jest śledzenie obu dochodzeń - policyjnego i dziennikarskiego, które są prowadzone praktycznie równorzędnie.
Jaskiniowiec to dobrze napisana, wielopłaszczyznowa książka, takie połączenie dobrego kryminału z powieścią obyczajowo-społeczną. Tym co cenię w tej książce najbardziej to ciekawie ukazane życie w niewielkim miasteczku, stosunki międzyludzkie oraz fakt, iż do samego końca nie domyśliłam się, kto jest mordercą i co nim kierowało.
Czekam na kolejne śledztwa komisarza z Larwik.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
czwartek, 14 sierpnia 2014
Laura tom 1.
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 4-/6
Nie ukrywam, że czytając wydawnicze porównanie do Twin Peaks (na marginesie - uwielbiam ten serial) spodziewałam się równie wspaniałej i klimatycznej książki. I niestety rozczarowałam się. Tzn. Laura jako taka nie jest złą powieścią (choć nie jest arcydziełem). Może gdyby nie zapowiedzi wydawnicze...
Jedynym punktem łączącym omawianą książkę z w/w serialem jest tajemnicze zaginięcie uczennicy Laury i liczne tajemnice, które posiada zaginiona, a które w trakcie śledztwa odsłaniane są jedna po drugiej. Dochodzenie rozpoczyna przybyła do Palokaski po wielu latach nieobecności Mia, która objęła posadę pedagoga w szkole, w której uczyła się zaginiona. Mia ma do tego predyspozycje. Przez ostatnie lata pracowała jako konsultantka w policji i brała udział w organizowaniu grupy do spraw mediów społecznościowych, zna także większość mieszkańców Palokaski. A propos Mii mała dygresja, a właściwie chwila zastanowienia, czy jest ona typowym przykładem fińskich wyzwolonych kobiet po 30-tce? Jeżeli tak to strach się bać. Kobieta doskonale wykształcona, ale uzależniona od portali społecznościowych i mam wrażenie, że także seksu z przypadkowymi męźczyznami oraz kalorycznych przysmaków oraz z mnóstwem problemów wewnętrznych.
Ale wracajmy do śledztwa. Mia nawet przez moment nie przypuszcza, iż rozpoczynając je otwiera coś jeszcze gorszego niż przysłowiowa puszka Pandory. Na jaw wychodzą różne tajemnice, niektóre błahe inne okropne, przerażające. I to powiedzmy w jakiś tam minimalny sposób łączy Laurę z Twin Peaks. Brak jednak czegoś podstawowego, czym jest to nieuchwytne coś, co niewątpliwe posiadał serial Davida Lyncha - brak atmosfery, grozy, tajemnicy, brak ikry.
Gdybym dostała Laurę bez okładki, bez notek wydawniczych, oceniłabym książkę wyżej. Czyli z tego wniosek, że wydawniczy PR nie zawsze służy książkom. Ponieważ jest to 1. (z zaplanowanych trzech) część historii, nie skreślam Laury całkowicie. Postanowiłam sięgnąć po kolejny tom licząc, iż autorzy postawią sobie wyżej poprzeczkę i do niej dociągną. Potencjał jest, możliwości także, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Tak jeszcze się zastanawiam, gdyby wydać całą książkę od razu, może to by jakoś ożywiło lekturę, bo momentami śledztwo ciągnęło się odrobinę, a zakończenie jest takie jakieś zawieszone w próżni, jakby ktoś bez zastanowienia zdecydował - o tu zrobimy koniec 1. tomu, ciach tniemy.
Nie ukrywam, że czytając wydawnicze porównanie do Twin Peaks (na marginesie - uwielbiam ten serial) spodziewałam się równie wspaniałej i klimatycznej książki. I niestety rozczarowałam się. Tzn. Laura jako taka nie jest złą powieścią (choć nie jest arcydziełem). Może gdyby nie zapowiedzi wydawnicze...
Jedynym punktem łączącym omawianą książkę z w/w serialem jest tajemnicze zaginięcie uczennicy Laury i liczne tajemnice, które posiada zaginiona, a które w trakcie śledztwa odsłaniane są jedna po drugiej. Dochodzenie rozpoczyna przybyła do Palokaski po wielu latach nieobecności Mia, która objęła posadę pedagoga w szkole, w której uczyła się zaginiona. Mia ma do tego predyspozycje. Przez ostatnie lata pracowała jako konsultantka w policji i brała udział w organizowaniu grupy do spraw mediów społecznościowych, zna także większość mieszkańców Palokaski. A propos Mii mała dygresja, a właściwie chwila zastanowienia, czy jest ona typowym przykładem fińskich wyzwolonych kobiet po 30-tce? Jeżeli tak to strach się bać. Kobieta doskonale wykształcona, ale uzależniona od portali społecznościowych i mam wrażenie, że także seksu z przypadkowymi męźczyznami oraz kalorycznych przysmaków oraz z mnóstwem problemów wewnętrznych.
Ale wracajmy do śledztwa. Mia nawet przez moment nie przypuszcza, iż rozpoczynając je otwiera coś jeszcze gorszego niż przysłowiowa puszka Pandory. Na jaw wychodzą różne tajemnice, niektóre błahe inne okropne, przerażające. I to powiedzmy w jakiś tam minimalny sposób łączy Laurę z Twin Peaks. Brak jednak czegoś podstawowego, czym jest to nieuchwytne coś, co niewątpliwe posiadał serial Davida Lyncha - brak atmosfery, grozy, tajemnicy, brak ikry.
Gdybym dostała Laurę bez okładki, bez notek wydawniczych, oceniłabym książkę wyżej. Czyli z tego wniosek, że wydawniczy PR nie zawsze służy książkom. Ponieważ jest to 1. (z zaplanowanych trzech) część historii, nie skreślam Laury całkowicie. Postanowiłam sięgnąć po kolejny tom licząc, iż autorzy postawią sobie wyżej poprzeczkę i do niej dociągną. Potencjał jest, możliwości także, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Tak jeszcze się zastanawiam, gdyby wydać całą książkę od razu, może to by jakoś ożywiło lekturę, bo momentami śledztwo ciągnęło się odrobinę, a zakończenie jest takie jakieś zawieszone w próżni, jakby ktoś bez zastanowienia zdecydował - o tu zrobimy koniec 1. tomu, ciach tniemy.
środa, 28 maja 2014
Wykolejony
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Krefeld, to nowe u nas nazwisko na liście skandynawskich autorów. I wbrew temu, co ostatnio obserwuje się wśród skandynawskich autorów kryminałów niemały talent. W Danii (a także poza nią) autor jest znany. Na jego polski debiut Wydawnictwo Literackie wybrało książkę Wykolejony.
Mocne wejście:)
To pierwsza część serii, której głównym bohaterem jest detektyw w trakcie przymusowego urlopu zdrowotnego, Thomas „Ravn” Ravnsholdt. Wspomniany przymusowy urlop ma posłużyć Thomasowi do poskładania samego siebie, przejścia skomplikowanej terapii psychologicznej i wyjścia z ciągu alkoholowego. Jednak wszystko idzie nie tak. Thomas na terapię nie chodzi, zamiast pozbierać się psychicznie, jeszcze bardziej się rozlatuje rozpamiętując zabójstwo ukochanej kobiety, z nałogu nie wychodzi, wręcz przeciwnie. Na powierzchni trzyma go nadzieja na złapanie zabójcy ukochanej i najwierniejszy z przyjaciół, dwuletni pies, który mieszka z nim na barce.
Pewnego dnia do Thomasa zwraca się znajomy z prośbą o pomoc w odnalezieniu córki nielegalnie przebywającej w Danii Litwinki. Masza, młoda, piękna kobieta zaginęła 3 lata temu. Policjant jest niechętny prośbie kolegi, lekceważy zaginięcie 22-latki, jednak coś, pewien drobny fakt sprawia, iż zaczyna interesować się sprawą. W efekcie rozpoczętego na własną rękę śledztwa wyjeżdża do Kopenhagi, gdzie krok po kroku podąża za Maszą. Intuicja go nie zawodzi, a policyjny nos prowadzi do najmroczniejszych zakamarków szwedzkiej stolicy, do miejsc, o istnieniu których większość czytelników nigdy nawet nie myślała.
Książkę czyta się doskonale, niezwykle szybko. Mimo początkowych obiekcji (że każdy pisać kryminały próbuje i to na pewno będzie kolejny gniot...) z chwilą rozpoczęcia lektury autor wciągnął mnie zarówno w dramat Thomasa, jak i Maszy.
Ogromnym plusem książki jest akcja, która rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych, a którą możemy śledzić równocześnie. Opowiada ja trzech narratorów.
Pierwszym narratorem jest zaginiona Masza. Poznajemy ją, gdy jest bardzo popularną call girl i na swoje nieszczęście postanawia pomóc zadłużonemu u bałkańskiej mafii chłopakowi. Jej dalsze koleje losu, zejście aż na dno ludzkiego piekła, śledzimy poprzez zapiski w pamiętniku, który sporządza dla matki, licząc, że ta kiedyś po jej śmierci otrzyma notatki i będzie o córce pamiętać. Jednak nie tak łatwo jest umrzeć, nawet gdy się tego bardzo pragnie. Dlatego razem z Maszą przez kolejne 3 lata obsługujemy kolejnych klientów, szprycujemy się narkotykami i czekamy na wolność. Obojętnie czy będzie nią śmierć czy wyzwolenie przez policję.
Drugim narratorem jest 10-letni Erik. Jego historia rozpoczyna się w 1980 roku. Co historia chłopca i to rozgrywająca się 30 lat wcześniej ma wspólnego z zaginięciem i piekłem Maszy? Tego nie zdradzę.
Trzecim narratorem jest nasz samotny bohater, dzielny urlopowany, obecnie tropiący Maszę policjant, Thomas „Ravn” Ravnsholdt.
Krefeldowi należą się gorące brawa przede wszystkim za stworzenie doskonałych bohaterów. Każda z odmalowanych przez niego postaci jest nietuzinkowa, każda się czymś wyróżnia (niestety na ogół emanującym z niej złem). Jednak w/w trójka zasługuje na najwyższe uznanie. Każdy z nich wg. powszechnie przyjętych kanonów powinien być potępiony. Życie, jakie prowadzą jest takie, że większość z nas odwróci się z mieszaniną przerażenia i obrzydzenia w oczach. Czy całą trójkę można jednakowo oceniać? Czy można ich potępiać? Co nimi kierowało, żeby zachować się w taki, a nie inny sposób? I kto tak na prawdę jest tytułowym wykolejonym?
Gorąco zachęcam do lektury
Krefeld, to nowe u nas nazwisko na liście skandynawskich autorów. I wbrew temu, co ostatnio obserwuje się wśród skandynawskich autorów kryminałów niemały talent. W Danii (a także poza nią) autor jest znany. Na jego polski debiut Wydawnictwo Literackie wybrało książkę Wykolejony.
Mocne wejście:)
To pierwsza część serii, której głównym bohaterem jest detektyw w trakcie przymusowego urlopu zdrowotnego, Thomas „Ravn” Ravnsholdt. Wspomniany przymusowy urlop ma posłużyć Thomasowi do poskładania samego siebie, przejścia skomplikowanej terapii psychologicznej i wyjścia z ciągu alkoholowego. Jednak wszystko idzie nie tak. Thomas na terapię nie chodzi, zamiast pozbierać się psychicznie, jeszcze bardziej się rozlatuje rozpamiętując zabójstwo ukochanej kobiety, z nałogu nie wychodzi, wręcz przeciwnie. Na powierzchni trzyma go nadzieja na złapanie zabójcy ukochanej i najwierniejszy z przyjaciół, dwuletni pies, który mieszka z nim na barce.
Pewnego dnia do Thomasa zwraca się znajomy z prośbą o pomoc w odnalezieniu córki nielegalnie przebywającej w Danii Litwinki. Masza, młoda, piękna kobieta zaginęła 3 lata temu. Policjant jest niechętny prośbie kolegi, lekceważy zaginięcie 22-latki, jednak coś, pewien drobny fakt sprawia, iż zaczyna interesować się sprawą. W efekcie rozpoczętego na własną rękę śledztwa wyjeżdża do Kopenhagi, gdzie krok po kroku podąża za Maszą. Intuicja go nie zawodzi, a policyjny nos prowadzi do najmroczniejszych zakamarków szwedzkiej stolicy, do miejsc, o istnieniu których większość czytelników nigdy nawet nie myślała.
Książkę czyta się doskonale, niezwykle szybko. Mimo początkowych obiekcji (że każdy pisać kryminały próbuje i to na pewno będzie kolejny gniot...) z chwilą rozpoczęcia lektury autor wciągnął mnie zarówno w dramat Thomasa, jak i Maszy.
Ogromnym plusem książki jest akcja, która rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych, a którą możemy śledzić równocześnie. Opowiada ja trzech narratorów.
Pierwszym narratorem jest zaginiona Masza. Poznajemy ją, gdy jest bardzo popularną call girl i na swoje nieszczęście postanawia pomóc zadłużonemu u bałkańskiej mafii chłopakowi. Jej dalsze koleje losu, zejście aż na dno ludzkiego piekła, śledzimy poprzez zapiski w pamiętniku, który sporządza dla matki, licząc, że ta kiedyś po jej śmierci otrzyma notatki i będzie o córce pamiętać. Jednak nie tak łatwo jest umrzeć, nawet gdy się tego bardzo pragnie. Dlatego razem z Maszą przez kolejne 3 lata obsługujemy kolejnych klientów, szprycujemy się narkotykami i czekamy na wolność. Obojętnie czy będzie nią śmierć czy wyzwolenie przez policję.
Drugim narratorem jest 10-letni Erik. Jego historia rozpoczyna się w 1980 roku. Co historia chłopca i to rozgrywająca się 30 lat wcześniej ma wspólnego z zaginięciem i piekłem Maszy? Tego nie zdradzę.
Trzecim narratorem jest nasz samotny bohater, dzielny urlopowany, obecnie tropiący Maszę policjant, Thomas „Ravn” Ravnsholdt.
Krefeldowi należą się gorące brawa przede wszystkim za stworzenie doskonałych bohaterów. Każda z odmalowanych przez niego postaci jest nietuzinkowa, każda się czymś wyróżnia (niestety na ogół emanującym z niej złem). Jednak w/w trójka zasługuje na najwyższe uznanie. Każdy z nich wg. powszechnie przyjętych kanonów powinien być potępiony. Życie, jakie prowadzą jest takie, że większość z nas odwróci się z mieszaniną przerażenia i obrzydzenia w oczach. Czy całą trójkę można jednakowo oceniać? Czy można ich potępiać? Co nimi kierowało, żeby zachować się w taki, a nie inny sposób? I kto tak na prawdę jest tytułowym wykolejonym?
Gorąco zachęcam do lektury
niedziela, 25 maja 2014
Dochodzenie 2
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Dochodzenie, to książkowa wersja doskonałego serialu duńskiego Forbrydelsen.
Niezwykle rzadko zdarza się, żeby 2. część była jeszcze lepsza niż część 1. W przypadku Dochodzenia tak właśnie jest.
Nie chcę zdradzać fragmentu zakończenia części 1., ale tylko nadmienię, że główna bohaterka serii, którą bardzo polubiłam, Sara Lund po rozwiązaniu tajemnicy zabójstwa z Dochodzenia 1, została zesłana na coś w rodzaju banicji. Pełni służbę w komisariacie w niewielkim miasteczku, właściwie osadzie o nazwie Gedser, hen daleko na samym końcu wyspy Falster.
Tymczasem w Mindelunden, kopenhaskim Parku Pamięci znalezione zostaje ciało bestialsko zamordowanej prawniczki Anne Dragsholm. Dlaczego morderca na miejsce swojego czynu wybrał właśnie Mindelunden? Do rozwiązania sprawy zostaje wezwana z prowincji Sara Lund. Niestety, od początku dochodzenie jest trudne. Nie tylko nie udaje się rozwikłać zagadki śmierci Anne, ale dodatkowo giną kolejne osoby. Uruchamia się lawina wydarzeń, które mogą poważnie zagrozić całemu krajowi. Co łączy wszystkie ofiary ze sobą? Dodatkowo do sprawy wkrada się polityka i to taka przez duże P.
Niespodziewanie na Sarę Lund wywierane są naciski z góry, którym ona oczywiście nie poddaje się i w ten sposób ma więcej wrogów niż przyjaciół. Dlaczego? Co wspólnego ma z wielokrotną zbrodnia morderstwa polityka? Co wspólnego z morderstwami ma misja wojskowa w Afganistanie? W pewnym momencie odnosi się wrażenie, iż Sara, samotna policyjna outsiderka, jest jedyną osobą, której zależy na rozwikłaniu zagadki i ukaraniu sprawcy.
Książka jest świetnie napisana i mimo sporej objętości od początku do końca trzyma w wielkim napięciu. Nieoczekiwane zwroty akcji, kilkanaście mylnych tropów, wspaniale nakreśleni bohaterowie. A na koniec taka swoista wisienka na torcie - mistrzowskie zakończenie.
Hewsonowi po raz kolejny udało się stworzyć doskonały, pełnokrwisty kryminał w pełnym tego słowa znaczeniu. Atutem jest to, co tak cenię w kryminałach skandynawskich, czyli niezwykle drobiazgowe ukazanie tła psychologicznego, społecznego i politycznego bohaterów oraz ich otoczenia, a dodatkowo także wniknięcie w chore umysły kilku jednostek.Czytając skandynawskie kryminały wielokrotnie zastanawiałam się, czy w tym regionie są jacyś normalni ludzie? Nawet przeważająca część śledczych ma schizy, przechodzi różne etapy choroby psychicznej, trwa w nałogu etc. Ale to tak na marginesie.
Trudno napisać o 2. części Dochodzenia coś więcej nie zdradzając fabuły, a ze zrozumiałych względów nie chcę tego robić. Mogę was tylko gorąco zachęcić do lektury obu tomów. Niecierpliwie czekam na Dochodzenie 3.
Dochodzenie, to książkowa wersja doskonałego serialu duńskiego Forbrydelsen.
Niezwykle rzadko zdarza się, żeby 2. część była jeszcze lepsza niż część 1. W przypadku Dochodzenia tak właśnie jest.
Nie chcę zdradzać fragmentu zakończenia części 1., ale tylko nadmienię, że główna bohaterka serii, którą bardzo polubiłam, Sara Lund po rozwiązaniu tajemnicy zabójstwa z Dochodzenia 1, została zesłana na coś w rodzaju banicji. Pełni służbę w komisariacie w niewielkim miasteczku, właściwie osadzie o nazwie Gedser, hen daleko na samym końcu wyspy Falster.
Tymczasem w Mindelunden, kopenhaskim Parku Pamięci znalezione zostaje ciało bestialsko zamordowanej prawniczki Anne Dragsholm. Dlaczego morderca na miejsce swojego czynu wybrał właśnie Mindelunden? Do rozwiązania sprawy zostaje wezwana z prowincji Sara Lund. Niestety, od początku dochodzenie jest trudne. Nie tylko nie udaje się rozwikłać zagadki śmierci Anne, ale dodatkowo giną kolejne osoby. Uruchamia się lawina wydarzeń, które mogą poważnie zagrozić całemu krajowi. Co łączy wszystkie ofiary ze sobą? Dodatkowo do sprawy wkrada się polityka i to taka przez duże P.
Niespodziewanie na Sarę Lund wywierane są naciski z góry, którym ona oczywiście nie poddaje się i w ten sposób ma więcej wrogów niż przyjaciół. Dlaczego? Co wspólnego ma z wielokrotną zbrodnia morderstwa polityka? Co wspólnego z morderstwami ma misja wojskowa w Afganistanie? W pewnym momencie odnosi się wrażenie, iż Sara, samotna policyjna outsiderka, jest jedyną osobą, której zależy na rozwikłaniu zagadki i ukaraniu sprawcy.
Książka jest świetnie napisana i mimo sporej objętości od początku do końca trzyma w wielkim napięciu. Nieoczekiwane zwroty akcji, kilkanaście mylnych tropów, wspaniale nakreśleni bohaterowie. A na koniec taka swoista wisienka na torcie - mistrzowskie zakończenie.
Hewsonowi po raz kolejny udało się stworzyć doskonały, pełnokrwisty kryminał w pełnym tego słowa znaczeniu. Atutem jest to, co tak cenię w kryminałach skandynawskich, czyli niezwykle drobiazgowe ukazanie tła psychologicznego, społecznego i politycznego bohaterów oraz ich otoczenia, a dodatkowo także wniknięcie w chore umysły kilku jednostek.Czytając skandynawskie kryminały wielokrotnie zastanawiałam się, czy w tym regionie są jacyś normalni ludzie? Nawet przeważająca część śledczych ma schizy, przechodzi różne etapy choroby psychicznej, trwa w nałogu etc. Ale to tak na marginesie.
Trudno napisać o 2. części Dochodzenia coś więcej nie zdradzając fabuły, a ze zrozumiałych względów nie chcę tego robić. Mogę was tylko gorąco zachęcić do lektury obu tomów. Niecierpliwie czekam na Dochodzenie 3.
piątek, 9 maja 2014
Ciemna strona
Wydawnictwo Literackie, Okładka miękka, Moja ocena 5,5/6
Literaturę skandynawską uwielbiam. Po opowiadania także chętnie sięgam. Nic więc dziwnego, że nie mogłam sobie odmówić lektury zbioru opowiadań skandynawskich autorów. Opowiadania mają jednak to do siebie, że czyta się je (przynajmniej ja tak robię) "z doskoku", po jednym - dwa codziennie, co kilka dni. Nie inaczej było z Ciemną stroną. Opowiadania podczytywałam przez ostatnie bodajże 2 tygodnie. Przed chwilą skończyłam czytać ostatnie utwór.
Autorami 17 opowiadań są pisarze, których znakiem rozpoznawczym są serie kryminalne: Ake Edwardson, duet Sjöwall-Wahlöö, Åsa Larsson oraz moi ukochani pisarze: Haakan Nesser, Henning Mankell i najukochańszy Stieg Larsson. Przyznam się, iż to właśnie to ostatnie nazwisko było najsilniejszym magnesem, który wręcz zmusił mnie do lektury opowiadań. Swoistą wisienką na torcie są opowiadania wieloletniej towarzyszki życia Stiega Larssona - Evy Gabrielsson, nieznanej u nas Tove Alstredal i nie kojarzonej z literaturą kryminalną, podobno najwybitniejszej szwedzkiej pisarki Sary Stridsberg (nie znam niestety utworów pisarki, ale zamierzam to nadrobić).
Pierwszym opowiadaniem, jakie przeczytałam było to autorstwa Stiega Larssona, inaczej być nie mogło. I ...totalne zaskoczenie. Utwór odmienny od Millenium, a jednocześnie bardzo do trylogii podobny, napisany stylem charakterystycznym dla Larssona, choć jeszcze nie tak doskonałym. Co było powodem zaskoczenia? Tego nie zdradzę. Nie chcę pozbawiać was przyjemności lektury. Przyznam tylko, że to jedno z dwóch najlepszych (moim skromnym zdaniem) opowiadań w całym tomie. Dodam tylko, iż Larsson napisał to opowiadanie mając zaledwie 18 lat. Jak na tak młody wiek, naprawdę doskonały utwór.
Autorem drugiego najlepszego opowiadania jest Henning Mankell. Wyjątkowo przewrotny utwór, będziecie zaskoczeni.
Ciekawe, typowo policyjne, można rzec takie w prawdziwym kryminalnym, starym stylu jest opowiadanie Anny Jansson. Gorąco je polecam.
Przyznam się, iż najmniej byłam ciekawa opowiadania autorstwa Cilli i Rolfa Börjlindów. Jakiś czas temu czytałam ich kryminał, lub raczej książkę, która miała nim być. I przyznam, wrażenia z tego spotkania wyniosłam niezbyt pozytywne. Ku mojemu zaskoczeniu, opowiadanie tej pary nie jest może oszałamiającym sukcesem literackim, ale jest to lektura zdecydowanie lepsza niż w/w książka.
Ogromnym plusem jest zebranie w jednym tomie opowiadań znanych u nas i zupełnie nieznanych autorów. Gorące brawa dla wydawnictwa. A wszystkich miłośników skandynawskiej literatury, gorąco zachęcam do lektury. Być może nie wszystkie opowiadania przypadną wam do gustu. jestem jednak pewna, że każdy fan kryminałów skandynawskich znajdzie w tym zbiorze coś dla siebie.
Literaturę skandynawską uwielbiam. Po opowiadania także chętnie sięgam. Nic więc dziwnego, że nie mogłam sobie odmówić lektury zbioru opowiadań skandynawskich autorów. Opowiadania mają jednak to do siebie, że czyta się je (przynajmniej ja tak robię) "z doskoku", po jednym - dwa codziennie, co kilka dni. Nie inaczej było z Ciemną stroną. Opowiadania podczytywałam przez ostatnie bodajże 2 tygodnie. Przed chwilą skończyłam czytać ostatnie utwór.
Autorami 17 opowiadań są pisarze, których znakiem rozpoznawczym są serie kryminalne: Ake Edwardson, duet Sjöwall-Wahlöö, Åsa Larsson oraz moi ukochani pisarze: Haakan Nesser, Henning Mankell i najukochańszy Stieg Larsson. Przyznam się, iż to właśnie to ostatnie nazwisko było najsilniejszym magnesem, który wręcz zmusił mnie do lektury opowiadań. Swoistą wisienką na torcie są opowiadania wieloletniej towarzyszki życia Stiega Larssona - Evy Gabrielsson, nieznanej u nas Tove Alstredal i nie kojarzonej z literaturą kryminalną, podobno najwybitniejszej szwedzkiej pisarki Sary Stridsberg (nie znam niestety utworów pisarki, ale zamierzam to nadrobić).
Pierwszym opowiadaniem, jakie przeczytałam było to autorstwa Stiega Larssona, inaczej być nie mogło. I ...totalne zaskoczenie. Utwór odmienny od Millenium, a jednocześnie bardzo do trylogii podobny, napisany stylem charakterystycznym dla Larssona, choć jeszcze nie tak doskonałym. Co było powodem zaskoczenia? Tego nie zdradzę. Nie chcę pozbawiać was przyjemności lektury. Przyznam tylko, że to jedno z dwóch najlepszych (moim skromnym zdaniem) opowiadań w całym tomie. Dodam tylko, iż Larsson napisał to opowiadanie mając zaledwie 18 lat. Jak na tak młody wiek, naprawdę doskonały utwór.
Autorem drugiego najlepszego opowiadania jest Henning Mankell. Wyjątkowo przewrotny utwór, będziecie zaskoczeni.
Ciekawe, typowo policyjne, można rzec takie w prawdziwym kryminalnym, starym stylu jest opowiadanie Anny Jansson. Gorąco je polecam.
Przyznam się, iż najmniej byłam ciekawa opowiadania autorstwa Cilli i Rolfa Börjlindów. Jakiś czas temu czytałam ich kryminał, lub raczej książkę, która miała nim być. I przyznam, wrażenia z tego spotkania wyniosłam niezbyt pozytywne. Ku mojemu zaskoczeniu, opowiadanie tej pary nie jest może oszałamiającym sukcesem literackim, ale jest to lektura zdecydowanie lepsza niż w/w książka.
Ogromnym plusem jest zebranie w jednym tomie opowiadań znanych u nas i zupełnie nieznanych autorów. Gorące brawa dla wydawnictwa. A wszystkich miłośników skandynawskiej literatury, gorąco zachęcam do lektury. Być może nie wszystkie opowiadania przypadną wam do gustu. jestem jednak pewna, że każdy fan kryminałów skandynawskich znajdzie w tym zbiorze coś dla siebie.
czwartek, 10 kwietnia 2014
Sprawa Munstera - Hakan Nesser
Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, Moja ocena 5/6
Szósty tom przygód komisarza Van Veeterena.
Czterech zaprzyjaźnionych ze sobą emerytów świętuje wspólną wygraną w lotto. Niebawem jeden z nich zostaje zadźgany w swoim domu. Kilkadziesiąt ciosów zadanych nożem pozbawia go życia, zanim zdążył choćby tknąć swoją część wygranej. W tym czasie komisarz Van Veeteren jest na urlopie, wielce zasłużonym i wyczekiwanym urlopie, którego odbycie uniemożliwiły mu wydarzenia z poprzedniej części serii.
Policja szybko podejmuje śledztwo. Van Veeterena zastępuje inspektor Munster. Zagadki zamiast być rozwiązywane, coraz bardziej się piętrzą. Okazuje się bowiem, że nic nie jest takim, jakim się na początku wydawało, a zwyczajni z pozoru ludzie skrywają wiele tajemnic.
Nesser po raz kolejny pokazał, że ma klasę. Nie jest to pisarz przez wszystkich lubiany. Śledztwa prowadzone przez jego bohaterów są powolne i drobiazgowe, a zbrodnie, choć na ogół krwawe i okrutne to jakoś tak przez pisarza zapodane, że mało spektakularne. Zawsze pod płaszczykiem zbrodni pisarz przekazuje nam coś więcej, coś na kształt morału, nauki, życiowej wskazówki. Zawsze w trakcie prowadzonego śledztwa wychodzi na jaw, że zbrodnia ma drugie, a nie rzadko i trzecie dno. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Nesser pisze wg. konkretnego szablonu,schematu, jak przez kalkę. Może się to wydawać złe, ale nie w przypadku tego pisarza. Znajomość schematu wg. jakiego pisze swoje kryminały, swoistej sztampy nie oznacza bowiem, że jego książki są przewidywalne. Na pewno tez nie są nudne. Choćbym nie wiem ile jego książek przeczytała, choćbym nie wiem, jak była pewna, że wiem, jak potoczy się akcja, jak przebiegnie śledztwo, pisarz zawsze mnie zaskoczy. Nic dziwnego, że jest jednym z najlepszych skandynawskich autorów kryminałów.
W zapowiedziach widziałam, że lada tydzień (bodajże w maju) ukaże się Karambol. Bardzo się cieszę. Moim zdaniem to najlepsza książka Nessera, chociaż to bardziej thriller i studium psychologiczne, niż klasyczny, rasowy kryminał.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
Szósty tom przygód komisarza Van Veeterena.
Czterech zaprzyjaźnionych ze sobą emerytów świętuje wspólną wygraną w lotto. Niebawem jeden z nich zostaje zadźgany w swoim domu. Kilkadziesiąt ciosów zadanych nożem pozbawia go życia, zanim zdążył choćby tknąć swoją część wygranej. W tym czasie komisarz Van Veeteren jest na urlopie, wielce zasłużonym i wyczekiwanym urlopie, którego odbycie uniemożliwiły mu wydarzenia z poprzedniej części serii.
Policja szybko podejmuje śledztwo. Van Veeterena zastępuje inspektor Munster. Zagadki zamiast być rozwiązywane, coraz bardziej się piętrzą. Okazuje się bowiem, że nic nie jest takim, jakim się na początku wydawało, a zwyczajni z pozoru ludzie skrywają wiele tajemnic.
Nesser po raz kolejny pokazał, że ma klasę. Nie jest to pisarz przez wszystkich lubiany. Śledztwa prowadzone przez jego bohaterów są powolne i drobiazgowe, a zbrodnie, choć na ogół krwawe i okrutne to jakoś tak przez pisarza zapodane, że mało spektakularne. Zawsze pod płaszczykiem zbrodni pisarz przekazuje nam coś więcej, coś na kształt morału, nauki, życiowej wskazówki. Zawsze w trakcie prowadzonego śledztwa wychodzi na jaw, że zbrodnia ma drugie, a nie rzadko i trzecie dno. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Nesser pisze wg. konkretnego szablonu,schematu, jak przez kalkę. Może się to wydawać złe, ale nie w przypadku tego pisarza. Znajomość schematu wg. jakiego pisze swoje kryminały, swoistej sztampy nie oznacza bowiem, że jego książki są przewidywalne. Na pewno tez nie są nudne. Choćbym nie wiem ile jego książek przeczytała, choćbym nie wiem, jak była pewna, że wiem, jak potoczy się akcja, jak przebiegnie śledztwo, pisarz zawsze mnie zaskoczy. Nic dziwnego, że jest jednym z najlepszych skandynawskich autorów kryminałów.
W zapowiedziach widziałam, że lada tydzień (bodajże w maju) ukaże się Karambol. Bardzo się cieszę. Moim zdaniem to najlepsza książka Nessera, chociaż to bardziej thriller i studium psychologiczne, niż klasyczny, rasowy kryminał.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
niedziela, 23 lutego 2014
Ostatnia zima - Ake Edwardson
Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, 494 s., Moja ocena 5/6
10. tom serii o komisarzu Eriku Winterze. Po jego lekturze mogę śmiało powiedzieć (napisać), iż Winter i Edwardson są jak wino- z każdym tomem lepsi:). Tylko szkoda, iż w momencie gdy cykl osiąga apogeum pod względem wręcz doskonałości, autor zapowiada, iż to ostatni tom serii. Nieładnie panie Edwardson, nieładnie
Ale wróćmy do treści książki. Akcja ponownie rozgrywa się w Göteborgu, dla odmiany w niezwykle ekskluzywnej dzielnicy. Fabuła rozpoczyna się od niezwykle mocnego akcentu. Otóż mamy mężczyznę, który będąc w stanie ciężkiego szoku, leży obok ciała swojej zamordowanej partnerki. Nie potrafi powiedzieć co się stało, kto jest sprawcą, jak, kiedy etc. Automatycznie pierwszym podejrzanym staje się partner kobiety. Czy to jednak nie jest zbyt proste wytłumaczenie, zbyt oczywiste? Szybko okazuje się, iż w pobliżu ma miejsce analogiczne wydarzenie. Znowu męźczyzna budzi się obok zwłok swojej partnerki i ponownie nie ma pojęcia co się stało. Śledczym nasuwa się pytanie czy oba zgony mają ze sobą coś wspólnego? Niemożliwym aż wydaje się, żeby to był przypadek. W związku z tym- kto, w jaki sposób i najważniejsze dlaczego?! Obdukcja przeprowadzona na obu ofiarach wykazuje, iż nie było żadnej wewnętrznej przyczyny, która doprowadziłaby do śmierci kobiet.
Rozpoczyna się śledztwo. Policjanci obierają jak im się wydaje właściwy trop. Jednak bardzo szybko okazuje się w jak wielkim są błędzie. Do akcji wkracza Erik Winter, który kosztem życia rodzinnego doprowadza sprawę do końca, prowadząc najtrudniejsze śledztwo w swojej dotychczasowej karierze. Jaki będzie jego finał? Gwarantuję, że zaskakujący.
Po raz kolejny cała akcja rozgrywa się na kilku płaszczyznach równocześnie. Edwardson po mistrzowsku wręcz snuje opowieść, prowadzi dochodzenie, zostawia błędne ślady i oplata czytelnika pajęczyną niedomówień, fałszywych hipotez. Całość toczy się krok po kroku, jak to u tego autora niespiesznie. I to najbardziej lubię w skandynawskich kryminałach, dokładne oddanie nastroju, detali i niespieszne prowadzenie akcji. W przypadku Ostatniej zimy, całość zmierza do niewyobrażalnie mrocznego finału. Zachęcam do lektury licząc, iż autor napisze kolejne części, a oficyna Czarna Owca zdecyduje się je wydać.
10. tom serii o komisarzu Eriku Winterze. Po jego lekturze mogę śmiało powiedzieć (napisać), iż Winter i Edwardson są jak wino- z każdym tomem lepsi:). Tylko szkoda, iż w momencie gdy cykl osiąga apogeum pod względem wręcz doskonałości, autor zapowiada, iż to ostatni tom serii. Nieładnie panie Edwardson, nieładnie
Ale wróćmy do treści książki. Akcja ponownie rozgrywa się w Göteborgu, dla odmiany w niezwykle ekskluzywnej dzielnicy. Fabuła rozpoczyna się od niezwykle mocnego akcentu. Otóż mamy mężczyznę, który będąc w stanie ciężkiego szoku, leży obok ciała swojej zamordowanej partnerki. Nie potrafi powiedzieć co się stało, kto jest sprawcą, jak, kiedy etc. Automatycznie pierwszym podejrzanym staje się partner kobiety. Czy to jednak nie jest zbyt proste wytłumaczenie, zbyt oczywiste? Szybko okazuje się, iż w pobliżu ma miejsce analogiczne wydarzenie. Znowu męźczyzna budzi się obok zwłok swojej partnerki i ponownie nie ma pojęcia co się stało. Śledczym nasuwa się pytanie czy oba zgony mają ze sobą coś wspólnego? Niemożliwym aż wydaje się, żeby to był przypadek. W związku z tym- kto, w jaki sposób i najważniejsze dlaczego?! Obdukcja przeprowadzona na obu ofiarach wykazuje, iż nie było żadnej wewnętrznej przyczyny, która doprowadziłaby do śmierci kobiet.
Rozpoczyna się śledztwo. Policjanci obierają jak im się wydaje właściwy trop. Jednak bardzo szybko okazuje się w jak wielkim są błędzie. Do akcji wkracza Erik Winter, który kosztem życia rodzinnego doprowadza sprawę do końca, prowadząc najtrudniejsze śledztwo w swojej dotychczasowej karierze. Jaki będzie jego finał? Gwarantuję, że zaskakujący.
Po raz kolejny cała akcja rozgrywa się na kilku płaszczyznach równocześnie. Edwardson po mistrzowsku wręcz snuje opowieść, prowadzi dochodzenie, zostawia błędne ślady i oplata czytelnika pajęczyną niedomówień, fałszywych hipotez. Całość toczy się krok po kroku, jak to u tego autora niespiesznie. I to najbardziej lubię w skandynawskich kryminałach, dokładne oddanie nastroju, detali i niespieszne prowadzenie akcji. W przypadku Ostatniej zimy, całość zmierza do niewyobrażalnie mrocznego finału. Zachęcam do lektury licząc, iż autor napisze kolejne części, a oficyna Czarna Owca zdecyduje się je wydać.
piątek, 3 stycznia 2014
5. i 6. tom przygód Drużyny A - Arne Dahl
Wydawnictwo Czarna Owca, Okładki miękkie, Moja ocena 5/6
Na przełomie roku przeczytałam 5. i 6. tom przygód z doskonałej serii o Drużynie A autorstwa szwedzkiego pisarza Arne Dahla. Moja miłość do literatury skandynawskiej i skandynawskich kryminałów jest chyba znana. Przetestowałam (jeżeli można tak to określić) większość skandynawskich pisarzy tworzących kryminały. Uznałam więc, że czas najwyższy zapoznać się z twórczością Arne Dahla, tak wychwalanego m.in. przez Viv. I nie zawiodłam się. Dahl zapewnił mi świetną i co istotne inteligentną, na wysokim poziomie rozrywkę. Chociaż nie ukrywam, na początku ciężko, oj ciężko czytało mi się Wody wielkie. Dahl ma bowiem (moim skromnym zdaniem) mocno specyficzny styl pisarski, do którego musiałam przywyknąć. Gdy to jednak nastąpiło, lektura była ogromna przyjemnością.
Odrobinę przeszkadzała mi nieznajomość wcześniejszych tomów przygód Drużyny A. Dahl niestety zbyt mało moim zdaniem nawiązuje do poprzednich tomów. To chyba jedyny minus książek.
Co mnie niesamowicie zaskoczyło to fakt, iż poruszana w Wielkich wodach kwestia afrykańskich imigrantów jest tylko dodatkiem, a nie sednem opowieści. Kwintesencją są kontakty między członkami Drużyny A, ich stosunek do siebie nawzajem i coś co bym określiła, jako kiszenie się we własnym sosiku. Ciekawie był ukazany stosunek poszczególnych bohaterów do faktu, iż jeden z nich jest oskarżony o zabicie czarnoskórego imigranta.
Sen nocy letniej to seria makabrycznych zbrodni, które maja miejsce w Sztokholmie. Nie obejdzie się także bez ciosów i zarzutów, którym poddani są członkowie Drużyny A. Jednemu z nich zostaje zarzucone popełnienie poważnego przestępstwa.
Chwilę zajęło mi zorientowanie się w zmianach i roszadach, jakie zaszły wewnątrz zespołu policyjnego. Ledwo w Wodach wielkich przyzwyczaiłam się do policjantów, do tego, kto jakie stanowisko zajmuje, a już Dahl zaserwował mi taki misz masz. Jeszcze jedna kwestia, która na początku lektury tego tomu odrobinę mi przeszkadzała, to przeskoki. Ale nie typu cofamy się wstecz, żeby czegoś się dowiedzieć, tylko poznawanie historii z zupełnie innego punktu widzenia. Ogromnym plusem tego tomu jest połączenie ze sobą w iście mistrzowski sposób kilku diametralnie do siebie różnych morderstw. Co ciekawe, Dahl i w tym tomie nie skoncentrował się tylko na treści kryminalnej, a pokusił się o sporą porcję refleksji na temat współczesnego społeczeństwa. Część z nich możemy zaadoptować na nasze, polskie podwórko.
Bardzo podobało mi się w obu tomach, prowadzenie przez policjantów śledztw, gromadzenie materiałów, omawianie wszelkich kwestii. Bardzo często bowiem zdarza się w skandynawskich kryminałach, iż samotny, styrany życiem policjant walczy w sumie solo ze złem. Tu jest zupełnie inaczej. Bardzo odświeżająca zmiana.
Obie części przygód Drużyny A wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie, po kolejne na pewno sięgnę. Jednak przyznam się, że niewielkim błędem było rozpoczęcie lektury od 5. tomu. Zorientowanie się kto jest kim, kto z kim i dlaczego kosztowało mnie trochę pracy. Nie twierdzę, że to złe, szare komórki po prostu trochę aktywniej popracowały niż podczas lektury innych kryminałów. Jednak gdybym jeszcze raz miała sięgać po raz 1. po książki Dahla, z pewnością poszukałabym 1. i 2. etc tomów i przeczytała je w odpowiedniej kolejności.
Jedno nie ulega wątpliwości, książki Dahla to niebanalna lektura i doskonała rozrywka zmuszająca do myślenia, nie tylko do czytania.
Na przełomie roku przeczytałam 5. i 6. tom przygód z doskonałej serii o Drużynie A autorstwa szwedzkiego pisarza Arne Dahla. Moja miłość do literatury skandynawskiej i skandynawskich kryminałów jest chyba znana. Przetestowałam (jeżeli można tak to określić) większość skandynawskich pisarzy tworzących kryminały. Uznałam więc, że czas najwyższy zapoznać się z twórczością Arne Dahla, tak wychwalanego m.in. przez Viv. I nie zawiodłam się. Dahl zapewnił mi świetną i co istotne inteligentną, na wysokim poziomie rozrywkę. Chociaż nie ukrywam, na początku ciężko, oj ciężko czytało mi się Wody wielkie. Dahl ma bowiem (moim skromnym zdaniem) mocno specyficzny styl pisarski, do którego musiałam przywyknąć. Gdy to jednak nastąpiło, lektura była ogromna przyjemnością. Odrobinę przeszkadzała mi nieznajomość wcześniejszych tomów przygód Drużyny A. Dahl niestety zbyt mało moim zdaniem nawiązuje do poprzednich tomów. To chyba jedyny minus książek.
Co mnie niesamowicie zaskoczyło to fakt, iż poruszana w Wielkich wodach kwestia afrykańskich imigrantów jest tylko dodatkiem, a nie sednem opowieści. Kwintesencją są kontakty między członkami Drużyny A, ich stosunek do siebie nawzajem i coś co bym określiła, jako kiszenie się we własnym sosiku. Ciekawie był ukazany stosunek poszczególnych bohaterów do faktu, iż jeden z nich jest oskarżony o zabicie czarnoskórego imigranta.
Sen nocy letniej to seria makabrycznych zbrodni, które maja miejsce w Sztokholmie. Nie obejdzie się także bez ciosów i zarzutów, którym poddani są członkowie Drużyny A. Jednemu z nich zostaje zarzucone popełnienie poważnego przestępstwa.
Chwilę zajęło mi zorientowanie się w zmianach i roszadach, jakie zaszły wewnątrz zespołu policyjnego. Ledwo w Wodach wielkich przyzwyczaiłam się do policjantów, do tego, kto jakie stanowisko zajmuje, a już Dahl zaserwował mi taki misz masz. Jeszcze jedna kwestia, która na początku lektury tego tomu odrobinę mi przeszkadzała, to przeskoki. Ale nie typu cofamy się wstecz, żeby czegoś się dowiedzieć, tylko poznawanie historii z zupełnie innego punktu widzenia. Ogromnym plusem tego tomu jest połączenie ze sobą w iście mistrzowski sposób kilku diametralnie do siebie różnych morderstw. Co ciekawe, Dahl i w tym tomie nie skoncentrował się tylko na treści kryminalnej, a pokusił się o sporą porcję refleksji na temat współczesnego społeczeństwa. Część z nich możemy zaadoptować na nasze, polskie podwórko.
Bardzo podobało mi się w obu tomach, prowadzenie przez policjantów śledztw, gromadzenie materiałów, omawianie wszelkich kwestii. Bardzo często bowiem zdarza się w skandynawskich kryminałach, iż samotny, styrany życiem policjant walczy w sumie solo ze złem. Tu jest zupełnie inaczej. Bardzo odświeżająca zmiana.
Obie części przygód Drużyny A wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie, po kolejne na pewno sięgnę. Jednak przyznam się, że niewielkim błędem było rozpoczęcie lektury od 5. tomu. Zorientowanie się kto jest kim, kto z kim i dlaczego kosztowało mnie trochę pracy. Nie twierdzę, że to złe, szare komórki po prostu trochę aktywniej popracowały niż podczas lektury innych kryminałów. Jednak gdybym jeszcze raz miała sięgać po raz 1. po książki Dahla, z pewnością poszukałabym 1. i 2. etc tomów i przeczytała je w odpowiedniej kolejności.
Jedno nie ulega wątpliwości, książki Dahla to niebanalna lektura i doskonała rozrywka zmuszająca do myślenia, nie tylko do czytania.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Pierwszy śnieg - Jo Nesbo
Wydawnictwo Dolnośląskie, Okładka miękka, 432 s., Moja ocena 5,5/6
Chyba już wszyscy, którzy zaglądają na mój blog wiedzą, że jestem wielką fanką skandynawskiej literatury. Z kryminałami skandynawskimi sami zapewne wiecie, jak jest - na fali Mankella i Larssona wielu próbowało i próbuje się wybić. Efekt czasami bywa delikatnie ujmując żenujący. Jest jednak kilku pisarzy, którzy od jakiegoś czasu piszą świetne, zmuszające do uruchomienia szarych komórek kryminały i niezmiennie utrzymują wysoki poziom. Jo Nesbo bez wątpienia do nich należy, a jego detektyw Harry Hole jest jednym z bardziej lubianych przeze mnie skandynawskich detektywów ( po Kurcie Wallanderze, którego kocham miłością wielką).
Pierwszy śnieg, to 7. tom przygód detektywa. Tym razem akcja toczy się zimą. Mamy listopad, spada pierwszy śnieg, Oslo prezentuje się w zimowej szacie przepięknie. Sam początek książki także jest sielankowy- ot przeciętna kobieta wraca do domu. Zachwyca się bałwanem stojącym na podwórku. Chwali za jego ulepienie syna i męża. Jednak o dziwo, oni się do tego nie przyznają. Bajkowa sielskość zimowej atmosfery zostaje zakłócona. Matka i zona znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt nie wie, co się z nią mogło stać. A bałwan nadal stoi przed domem.
Z pozoru spokojne Oslo i okolice przestają takimi być. Po bliższym zbadaniu wychodzi na jaw, iż od dawna nie są już takimi. Rysa na idealnym z pozoru zimowym obrazku norweskiej stolicy powiększa się błyskawicznie, pojawiają się bowiem zwłoki kobiet, i to nie jednej, a wielu, zbyt wielu. Harry Hole wkracza do akcji. Początkowo śledztwo wydaje się banalnym, ot takie zwyczajne, standardowe śledztwo. Jednak gdy Harry zagłębia się w akta, poznaje kolejne tropy, odkrywa, że schemat - pierwszy śnieg i trupy kobiet + bałwan pojawiają się w Oslo od kilku lat. Śledczy zdecydowanie zmienia swoje podejście do sprawy. Wszystko wskazuje na to, że po Oslo i okolicach krąży od lat seryjny zabójca. Jednak biednemu Harry'emu wszystko idzie jak po grudzie, otępienie spowodowane nadużywaniem alkoholu, problemy prywatne to wszystko daje o sobie znać. Czy detektyw otrząśnie się, zbierze w sobie i zabierze do porządnej, detektywistycznej pracy? Czy uda się złapać tego kogo początkowo traktowano za dowcipnisia lepiącego bałwany? Czy uda się uniknąć kolejnych ofiar? Dlaczego nadawca listów podpisanych Bałwan morduje?
Po raz kolejny Nesbo udowodnił, że jest świetnym pisarzem, doskonale władającym piórem i wyobrażnią czytelników. Pierwszy śnieg, podobnie jak wcześniejsze kryminały jego autorstwa, jest szybki, intrygujący, zmuszający do myślenia i wierzcie mi - bardzo zaskakujący. Nesbo znowu wodzi na manowce, celowo wprowadza w błąd oraz zaskakuje nietypowymi sytuacjami. Tym razem autor przeraża tym, co zazwyczaj odbierane jest przez nas pozytywnie i czego nigdy, ale to przenigdy nie kojarzylibyśmy ze złem. Przyznam wam się, że gdy czytałam tę książkę czułam jakby powoli taki chłód mnie otulał, tak wyraziście jest napisana. I to bynajmniej nie chodzi o śniegowy chód, a o czające się na kartach książki zło. Gdy czytałam co zabójca zrobił z 1. ofiarą, 2x musiałam ten sam fragment czytać żeby zrozumieć. A to dopiero początek.
Co cenne w tym tomie serii, to fakt, iż autor pozwala zajrzeć nam do wnętrza duszy szaleńca, czyli Bałwana. Śledzimy w retrospekcjach jego życie, poznajemy drogę narodzin szaleństwa. Bardzo ciekawa sprawa.
Dodatkowy plus należy się autorowi za ...znormalizowanie detektywa. Bo Hole mimo początkowej kiepskiej formy (bardzo delikatnie do ujęłam), gdy wpada w śledczy szał, chwyta trop, nie puszcza go. O ironio, trafiając na godnego siebie przeciwnika, poprawia (o ile to w jego wypadku możliwe) swoje życie prywatne.
Chyba już wszyscy, którzy zaglądają na mój blog wiedzą, że jestem wielką fanką skandynawskiej literatury. Z kryminałami skandynawskimi sami zapewne wiecie, jak jest - na fali Mankella i Larssona wielu próbowało i próbuje się wybić. Efekt czasami bywa delikatnie ujmując żenujący. Jest jednak kilku pisarzy, którzy od jakiegoś czasu piszą świetne, zmuszające do uruchomienia szarych komórek kryminały i niezmiennie utrzymują wysoki poziom. Jo Nesbo bez wątpienia do nich należy, a jego detektyw Harry Hole jest jednym z bardziej lubianych przeze mnie skandynawskich detektywów ( po Kurcie Wallanderze, którego kocham miłością wielką).
Pierwszy śnieg, to 7. tom przygód detektywa. Tym razem akcja toczy się zimą. Mamy listopad, spada pierwszy śnieg, Oslo prezentuje się w zimowej szacie przepięknie. Sam początek książki także jest sielankowy- ot przeciętna kobieta wraca do domu. Zachwyca się bałwanem stojącym na podwórku. Chwali za jego ulepienie syna i męża. Jednak o dziwo, oni się do tego nie przyznają. Bajkowa sielskość zimowej atmosfery zostaje zakłócona. Matka i zona znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt nie wie, co się z nią mogło stać. A bałwan nadal stoi przed domem.
Z pozoru spokojne Oslo i okolice przestają takimi być. Po bliższym zbadaniu wychodzi na jaw, iż od dawna nie są już takimi. Rysa na idealnym z pozoru zimowym obrazku norweskiej stolicy powiększa się błyskawicznie, pojawiają się bowiem zwłoki kobiet, i to nie jednej, a wielu, zbyt wielu. Harry Hole wkracza do akcji. Początkowo śledztwo wydaje się banalnym, ot takie zwyczajne, standardowe śledztwo. Jednak gdy Harry zagłębia się w akta, poznaje kolejne tropy, odkrywa, że schemat - pierwszy śnieg i trupy kobiet + bałwan pojawiają się w Oslo od kilku lat. Śledczy zdecydowanie zmienia swoje podejście do sprawy. Wszystko wskazuje na to, że po Oslo i okolicach krąży od lat seryjny zabójca. Jednak biednemu Harry'emu wszystko idzie jak po grudzie, otępienie spowodowane nadużywaniem alkoholu, problemy prywatne to wszystko daje o sobie znać. Czy detektyw otrząśnie się, zbierze w sobie i zabierze do porządnej, detektywistycznej pracy? Czy uda się złapać tego kogo początkowo traktowano za dowcipnisia lepiącego bałwany? Czy uda się uniknąć kolejnych ofiar? Dlaczego nadawca listów podpisanych Bałwan morduje?
Po raz kolejny Nesbo udowodnił, że jest świetnym pisarzem, doskonale władającym piórem i wyobrażnią czytelników. Pierwszy śnieg, podobnie jak wcześniejsze kryminały jego autorstwa, jest szybki, intrygujący, zmuszający do myślenia i wierzcie mi - bardzo zaskakujący. Nesbo znowu wodzi na manowce, celowo wprowadza w błąd oraz zaskakuje nietypowymi sytuacjami. Tym razem autor przeraża tym, co zazwyczaj odbierane jest przez nas pozytywnie i czego nigdy, ale to przenigdy nie kojarzylibyśmy ze złem. Przyznam wam się, że gdy czytałam tę książkę czułam jakby powoli taki chłód mnie otulał, tak wyraziście jest napisana. I to bynajmniej nie chodzi o śniegowy chód, a o czające się na kartach książki zło. Gdy czytałam co zabójca zrobił z 1. ofiarą, 2x musiałam ten sam fragment czytać żeby zrozumieć. A to dopiero początek.
Co cenne w tym tomie serii, to fakt, iż autor pozwala zajrzeć nam do wnętrza duszy szaleńca, czyli Bałwana. Śledzimy w retrospekcjach jego życie, poznajemy drogę narodzin szaleństwa. Bardzo ciekawa sprawa.
Dodatkowy plus należy się autorowi za ...znormalizowanie detektywa. Bo Hole mimo początkowej kiepskiej formy (bardzo delikatnie do ujęłam), gdy wpada w śledczy szał, chwyta trop, nie puszcza go. O ironio, trafiając na godnego siebie przeciwnika, poprawia (o ile to w jego wypadku możliwe) swoje życie prywatne.
niedziela, 22 grudnia 2013
Spokój duszy
Wydawnictwo Rebis, Okładka miękka, 376 s., Moja ocena 4,5/6
Bardzo lubię literaturę skandynawską i kryminały. Dlatego z wielką przyjemnością, ale i obawą sięgnęłam po Spokój duszy. Dlaczego z obawą? Dlatego, iż od momentu sukcesu Millenium i serii o Wallanderze wielu skandynawskich pisarzy lub pseudopisarzy próbuje swoich sił, jako autorzy kryminałów. Skutki częstokroć są delikatnie pisząc...żałosne.
Autorki niniejszej książki mile mnie zaskoczyły. Opowiedziały zręczną historię samotnej, pracującej i mieszkającej w odosobnieniu psychoterapeutki Siri Bergman. Kobieta mieszka i ma swój gabinet w domu stojącym z dala od innych, z dala od miasta, w zdawałoby się sielskim otoczeniu. Mieszka i pracuje jej się tam doskonale. Pewnego dnia spokój okolicy zostaje zakłócony przez odnalezione blisko domu Siri ciało jednej z jej pacjentek. Przy ofierze znaleziony zostaje list z adnotacją, iż to psychoterapeutka podsunęła myśl o samobójstwie. Bardzo szybko okazuje się, iż było to perfidne morderstwo, którego ofiarą miała być nie zamordowana, a Siri. Kobieta rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Powoli odkrywa to o czego istnieniu nie wiedziała i zaczyna się....Prowadzone dochodzenie zaprowadzi ją na skraj załamania, Siri zwątpi zarówno w siebie, swój zdrowy rozsądek, jak i w najbliższych. Dlaczego? Znalezienie odpowiedzi na to i inne pytania pozostawiam już wam. W trakcie lektury książki nie będziecie się nudzić. Mimo, iż nie jest to najlepszy z psychologicznych kryminałów, jakie czytałam, jest całkiem dobry, zręcznie napisany, a napięcie budowane stopniowo przenika w trakcie lektury aż do szpiku kości.
Bardzo dużym plusem były dla mnie opisy bohaterów, ich życia, charakteru, pracy Siri, czyli to co najbardziej cenie w skandynawskiej literaturze. Trzeba przyznać, iż autorki bardzo ciekawie opisują pracę psychoterapeutki oraz jej własne lęki i fobie.I co warte odnotowania, jest to jeden z niewielu skandynawskich kryminałów, gdzie głównym bohaterem nie jest zmęczone, po przejściach policjant. Odświeżająca odmiana.
Najciekawsza jest jednak konkluzja końcowa, nie ma ludzi zdrowych psychicznie:)...jak to było w jednym z filmów polskich...są tylko nie przebadani. Lektura Spokoju duszy potwierdza to.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
Bardzo lubię literaturę skandynawską i kryminały. Dlatego z wielką przyjemnością, ale i obawą sięgnęłam po Spokój duszy. Dlaczego z obawą? Dlatego, iż od momentu sukcesu Millenium i serii o Wallanderze wielu skandynawskich pisarzy lub pseudopisarzy próbuje swoich sił, jako autorzy kryminałów. Skutki częstokroć są delikatnie pisząc...żałosne.
Autorki niniejszej książki mile mnie zaskoczyły. Opowiedziały zręczną historię samotnej, pracującej i mieszkającej w odosobnieniu psychoterapeutki Siri Bergman. Kobieta mieszka i ma swój gabinet w domu stojącym z dala od innych, z dala od miasta, w zdawałoby się sielskim otoczeniu. Mieszka i pracuje jej się tam doskonale. Pewnego dnia spokój okolicy zostaje zakłócony przez odnalezione blisko domu Siri ciało jednej z jej pacjentek. Przy ofierze znaleziony zostaje list z adnotacją, iż to psychoterapeutka podsunęła myśl o samobójstwie. Bardzo szybko okazuje się, iż było to perfidne morderstwo, którego ofiarą miała być nie zamordowana, a Siri. Kobieta rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Powoli odkrywa to o czego istnieniu nie wiedziała i zaczyna się....Prowadzone dochodzenie zaprowadzi ją na skraj załamania, Siri zwątpi zarówno w siebie, swój zdrowy rozsądek, jak i w najbliższych. Dlaczego? Znalezienie odpowiedzi na to i inne pytania pozostawiam już wam. W trakcie lektury książki nie będziecie się nudzić. Mimo, iż nie jest to najlepszy z psychologicznych kryminałów, jakie czytałam, jest całkiem dobry, zręcznie napisany, a napięcie budowane stopniowo przenika w trakcie lektury aż do szpiku kości.
Bardzo dużym plusem były dla mnie opisy bohaterów, ich życia, charakteru, pracy Siri, czyli to co najbardziej cenie w skandynawskiej literaturze. Trzeba przyznać, iż autorki bardzo ciekawie opisują pracę psychoterapeutki oraz jej własne lęki i fobie.I co warte odnotowania, jest to jeden z niewielu skandynawskich kryminałów, gdzie głównym bohaterem nie jest zmęczone, po przejściach policjant. Odświeżająca odmiana.
Najciekawsza jest jednak konkluzja końcowa, nie ma ludzi zdrowych psychicznie:)...jak to było w jednym z filmów polskich...są tylko nie przebadani. Lektura Spokoju duszy potwierdza to.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
piątek, 15 listopada 2013
Kobieta ze znamieniem - Hakan Nesser
Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, 328 s., Moja ocena 5/6
Kobieta ze znamieniem, to czwarty tom znakomitej i wielokrotnie nagradzanej serii kryminalnej o komisarzu Van Veeterenie. Wg. mnie to także tom najlepszy.
Mężczyzna w średnim wieku zostaje zamordowany w swoim domu. Sprawca oddaje do niego dwa precyzyjne strzały. Tylko dwa strzały i aż dwa. Na miejsce zbrodni przybywa komisarz Van Veeteren wraz z zespołem. Prowadzone przesłuchania szybko ujawniają, iż co prawda (jak twierdzi żona) nikt do zmarłego nie żywił niechęci, ale był on od jakiegoś czasu dręczony głuchymi telefonami. Czy mają one coś wspólnego z tajemniczym zabójstwem)
Wkrótce w identyczny sposób ginie kolejny mężczyzna. Te same okoliczności, ten sam modus operandi i całkowity brak powodu obu zabójstw i powiązań między ofiarami. Coś jednak musi ich łączyć. W tak zadziwiający zbieg okoliczności nikt nie wierzy, a tym bardziej nasz odrobinę staroświecki, irytujący, ale jednak uroczy komisarz. Rozpoczyna się żmudne (jak to u Van Veeterena) śledztwo. A czas goni. Trwa swoisty wyścig zarówno z czasem, jak i bezwzględnym zabójcą.
Śledztwo trąci z lekka myszką, ale przez to ma swój specyficzny klimat. I chociaż od początku wiemy, kto zabija, nie mamy pojęcia dlaczego to robi. W momencie, gdy poznacie pobudki morderczyni, czeka na was wielka niespodzianka.
Kryminały Nessera są specyficzne, takie typowo, momentami aż do bólu skandynawskie. Nie inaczej jest z Kobietą ze znamieniem. Zakończenie prowadzonego przez komisarza śledztwa jest niezwykle smutne, ale i dające wiele do myślenia. Nesser w prostej opowieści zastanawia się nad rolą ofiary, jej prawem do zemsty i czy pomszczenie ma sens.Czy jednym złem da się wymazać inne?
Ciężka tematyka w z pozoru błahej opowieści. Ale Nesser nie pisze prostych książek. Zawsze pod płaszczykiem kryminału, kryje się coś więcej, coś co zmusza do zatrzymania się i zastanowienia nad życiem, ale i nie tylko.
Gorąco zachęcam do lektury. Doskonała pozycja nie tylko na jesienno-zimowe wieczory. Nesser jednak ma klasę i nadal trzyma wysoki poziom.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynwską.
Kobieta ze znamieniem, to czwarty tom znakomitej i wielokrotnie nagradzanej serii kryminalnej o komisarzu Van Veeterenie. Wg. mnie to także tom najlepszy.
Mężczyzna w średnim wieku zostaje zamordowany w swoim domu. Sprawca oddaje do niego dwa precyzyjne strzały. Tylko dwa strzały i aż dwa. Na miejsce zbrodni przybywa komisarz Van Veeteren wraz z zespołem. Prowadzone przesłuchania szybko ujawniają, iż co prawda (jak twierdzi żona) nikt do zmarłego nie żywił niechęci, ale był on od jakiegoś czasu dręczony głuchymi telefonami. Czy mają one coś wspólnego z tajemniczym zabójstwem)
Wkrótce w identyczny sposób ginie kolejny mężczyzna. Te same okoliczności, ten sam modus operandi i całkowity brak powodu obu zabójstw i powiązań między ofiarami. Coś jednak musi ich łączyć. W tak zadziwiający zbieg okoliczności nikt nie wierzy, a tym bardziej nasz odrobinę staroświecki, irytujący, ale jednak uroczy komisarz. Rozpoczyna się żmudne (jak to u Van Veeterena) śledztwo. A czas goni. Trwa swoisty wyścig zarówno z czasem, jak i bezwzględnym zabójcą.
Śledztwo trąci z lekka myszką, ale przez to ma swój specyficzny klimat. I chociaż od początku wiemy, kto zabija, nie mamy pojęcia dlaczego to robi. W momencie, gdy poznacie pobudki morderczyni, czeka na was wielka niespodzianka.
Kryminały Nessera są specyficzne, takie typowo, momentami aż do bólu skandynawskie. Nie inaczej jest z Kobietą ze znamieniem. Zakończenie prowadzonego przez komisarza śledztwa jest niezwykle smutne, ale i dające wiele do myślenia. Nesser w prostej opowieści zastanawia się nad rolą ofiary, jej prawem do zemsty i czy pomszczenie ma sens.Czy jednym złem da się wymazać inne?
Ciężka tematyka w z pozoru błahej opowieści. Ale Nesser nie pisze prostych książek. Zawsze pod płaszczykiem kryminału, kryje się coś więcej, coś co zmusza do zatrzymania się i zastanowienia nad życiem, ale i nie tylko.
Gorąco zachęcam do lektury. Doskonała pozycja nie tylko na jesienno-zimowe wieczory. Nesser jednak ma klasę i nadal trzyma wysoki poziom.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynwską.
poniedziałek, 21 października 2013
Wodne anioły- Mons Kallentoft
Wydawnictwo Rebis, Okładka twarda z obwolutą, 432 s. Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża. Ja jeszcze nie czytałam żadnej książki autora . Chciałam rozpocząć przygodę z prozą Kallentofta od tej pozycji, ale wszyscy zachęcają mnie do lektury od I części przygód inspektor Malin Fors. W związku z tym kryminały Kallentofta w moim przypadku będą musiały poczekać na swoją kolej.
Mamy wrzesień 2012 roku. Główna bohaterka całego cyklu kryminałów, inspektor Malin Fors została wezwana do domu mieszczącego się w ekskluzywnej i zamożnej dzielnicy Linkoping. Zostały tam znalezione zwłoki małżonków. Błyskawicznie okazuje się, ze zaginęła kilkuletnia, adoptowana córka ofiar. Czy jej zniknięcie ma związek z zabójstwem? Czy widziała mordercę? A może była świadkiem tej makabrycznej zbrodni? Dlaczego zamordowano nikomu nie wadzącą, przeciętną parę? Na te i wiele innych pytań musi sobie odpowiedzieć inspektor Fors. A nie będzie to zadanie łatwe, bowiem dochodzenie z każdym momentem coraz bardziej się komplikuje. Dodatkowo kobietę ścigają jej własne demony i przeszłość, która ponownie daje o sobie znać.
Malin Fors to jedna z najbardziej wyrazistych policjantek w skandynawskiej literaturze. Kobieta mocno stąpającą po ziemi, odnosząca sukcesy na polu zawodowym, które okupione są coraz większymi problemami z nastoletnia córką. Do tego w/w demony przeszłości i częstokroć nieumiejętność poradzenia sobie samej ze sobą oraz oczekiwaniami, jakie wszyscy mają wobec niej. To wszystko czyni ją osobą, z którą mogłoby utożsamiać się wiele kobiet, postacią na wskroś autentyczną, a przez to niezwykle wiarygodną, i co tu ukrywać- taką, którą da się lubić i której się wiernie kibicuje.
Każde śledztwo prowadzi rzetelnie, doprowadza je do końca, który (to trzeba autorowi przyznać) jest zawsze zaskakujący i niezwykle mroczny. Nie inaczej jest w przypadku Wodnych aniołów. Gwarantuję, że takiego finału się nie spodziewacie.
Wbrew napisom na okładce, Kallentoft nie jest lepszy od Stiega Larssona. Nie mniej stworzył on serię doskonałych, wysokiej klasy kryminałów, które zasługują na uwagę czytelnika. Wiadomo, jak od jakiegoś czasu jest ze skandynawskimi kryminałami, na fali popularności Larssona i Mankella próbuje wypłynąć wielu autorów. Tylko nieliczni zasługują na uwagę. Jednym z takich pisarzy bez wątpienia jest Mons Kallentoft.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
Recenzja mojego męża. Ja jeszcze nie czytałam żadnej książki autora . Chciałam rozpocząć przygodę z prozą Kallentofta od tej pozycji, ale wszyscy zachęcają mnie do lektury od I części przygód inspektor Malin Fors. W związku z tym kryminały Kallentofta w moim przypadku będą musiały poczekać na swoją kolej.
Mamy wrzesień 2012 roku. Główna bohaterka całego cyklu kryminałów, inspektor Malin Fors została wezwana do domu mieszczącego się w ekskluzywnej i zamożnej dzielnicy Linkoping. Zostały tam znalezione zwłoki małżonków. Błyskawicznie okazuje się, ze zaginęła kilkuletnia, adoptowana córka ofiar. Czy jej zniknięcie ma związek z zabójstwem? Czy widziała mordercę? A może była świadkiem tej makabrycznej zbrodni? Dlaczego zamordowano nikomu nie wadzącą, przeciętną parę? Na te i wiele innych pytań musi sobie odpowiedzieć inspektor Fors. A nie będzie to zadanie łatwe, bowiem dochodzenie z każdym momentem coraz bardziej się komplikuje. Dodatkowo kobietę ścigają jej własne demony i przeszłość, która ponownie daje o sobie znać.
Malin Fors to jedna z najbardziej wyrazistych policjantek w skandynawskiej literaturze. Kobieta mocno stąpającą po ziemi, odnosząca sukcesy na polu zawodowym, które okupione są coraz większymi problemami z nastoletnia córką. Do tego w/w demony przeszłości i częstokroć nieumiejętność poradzenia sobie samej ze sobą oraz oczekiwaniami, jakie wszyscy mają wobec niej. To wszystko czyni ją osobą, z którą mogłoby utożsamiać się wiele kobiet, postacią na wskroś autentyczną, a przez to niezwykle wiarygodną, i co tu ukrywać- taką, którą da się lubić i której się wiernie kibicuje.
Każde śledztwo prowadzi rzetelnie, doprowadza je do końca, który (to trzeba autorowi przyznać) jest zawsze zaskakujący i niezwykle mroczny. Nie inaczej jest w przypadku Wodnych aniołów. Gwarantuję, że takiego finału się nie spodziewacie.
Wbrew napisom na okładce, Kallentoft nie jest lepszy od Stiega Larssona. Nie mniej stworzył on serię doskonałych, wysokiej klasy kryminałów, które zasługują na uwagę czytelnika. Wiadomo, jak od jakiegoś czasu jest ze skandynawskimi kryminałami, na fali popularności Larssona i Mankella próbuje wypłynąć wielu autorów. Tylko nieliczni zasługują na uwagę. Jednym z takich pisarzy bez wątpienia jest Mons Kallentoft.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















