Wydawnictwo Noir sur Blanc , Moja ocena 5/6
Są książki, które opowiadają historie, i są takie, które po przeczytaniu zostawiają w człowieku niepokój. Dom Róży. Krýsuvik Huberta Klimko-Dobrzanieckiego należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To niewielka objętościowo książka, ale jej ciężar emocjonalny jest zaskakująco duży. Dwie nowele — Dom Róży i Krýsuvik — łączy Islandia: surowa, piękna, zimna i pozornie odległa od naszych codziennych problemów. W tym miejscu autor przygląda się sprawom najbardziej uniwersalnym: starości, samotności, miłości, rodzinie, przemijaniu i śmierci.
Dom Róży zaczyna się niemal niepozornie. Jest praca w islandzkim domu opieki, są mieszkańcy, ich codzienne rytuały, choroby, dziwactwa i słabości. Klimko-Dobrzaniecki nie potrzebuje wielkich słów, żeby pokazać rzeczy ostateczne. Patrzy na starość z bliska, szczerze, w sposób poruszający. Nie upiększa jej. Pokazuje człowieka wtedy, kiedy zostaje mu odebrane niemal wszystko. Niezwykle poruszające szczególnie dla osób, które jak ja opiekują się starszą osobą.
I waśnie dlatego ta część książki tak mocno działa. Autor opowiada o starości w ciekawy, niebanalny sposób. Warto przeczytać. Jestem pewna, że ta część książki na długo zostanie w waszej pamięci. Ludzka samotność i świadomość przemijania na dalekiej Islandii - to porusza, bardzo.
Nowela Krýsuvik prowadzi nas w zupełnie inną stronę. Tutaj pojawia się pragnienie początku: domu, miłości, rodziny, zwyczajnego szczęścia. Bohaterka to niewidoma od urodzenia Islandka. Jej historia jest prosta, ale pod tą prostotą kryje się pytanie, którego nie da się łatwo uciszyć: czy człowiek rzeczywiście może zaplanować własne szczęście?
Mamy surowy krajobraz, mamy dom, który ma stać się schronieniem, jest rodzina i jest nadzieja. A nad wszystkim unosi się jednak coś nieuchronnego — Los. To właśnie w tej noweli szczególnie mocno widać, jak Klimko-Dobrzaniecki potrafi mówić o wielkich sprawach bez patosu. Nie potrzebuje filozoficznych traktatów. Wystarczy mu człowiek próbujący zbudować własny kawałek świata.
Obie historie, choć tak różne, zaczynają się w pewnym momencie ze sobą łączyć. Jedna opowiada o końcu życia, druga o jego budowaniu. Jedna patrzy na człowieka stojącego u kresu, druga na człowieka, który dopiero próbuje stworzyć sobie przyszłość. Pomiędzy nimi rozciąga się Islandia — niemal osobny bohater tej książki.
To właśnie Islandia jest tutaj niezwykła. Nie pocztówkowa, nie turystyczna i niekoniecznie piękna w oczywisty sposób. To Islandia wiatru, pustki, ciemności i przestrzeni. Kraj, w którym natura potrafi przytłoczyć człowieka, a jednocześnie wydobyć z niego to, co najbardziej pierwotne. Klimko-Dobrzaniecki wykorzystuje ten krajobraz znakomicie. Surowość wyspy staje się odbiciem surowości ludzkiego losu.
Największą siłą książki jest jednak język. Autor pisze prosto, oszczędnie, bez niepotrzebnych ozdobników. I właśnie dlatego jego obrazy tak mocno zapadają w pamięć. Nie próbuje za wszelką cenę być „literacki”. Pozwala, żeby literaturę zrobiły za niego rzeczywistość, ludzie i ich historie.
Po lekturze Domu Róży. Krýsuvik trudno powiedzieć, że przeczytało się po prostu dwie nowele. To raczej spotkanie z człowiekiem postawionym wobec rzeczy, których nie da się pokonać: czasem, śmiercią, przypadkiem i własnym pragnieniem szczęścia.
I może właśnie dlatego ta książka jest tak niepokojąca. Pokazuje ona dwa odrębne światy, które żyją obok siebie, w pewnym momencie się przenikają, a ich część dotknie każdego z nas.
Dom Róży. Krýsuvik to książka o Islandii, ale przede wszystkim o człowieku. O tym, jak bardzo chcemy kochać, być potrzebni i pozostawić po sobie jakiś ślad — i jak niewiele ostatecznie od nas zależy. Jest smutna, ale nie pozbawiona czułości. Brutalna, ale nie cyniczna. Prosta, a jednocześnie pełna pytań, które zostają z czytelnikiem długo po zamknięciu książki.
To jedna z tych lektur, do których niekoniecznie chce się wracać dla przyjemności. Wraca się do nich, ponieważ coś w nas poruszyły. I właśnie w tym tkwi ich prawdziwa wartość. Zdecydowane polecam. Autor zostawił mnie z czymś więcej niż rozmyślaniami i niepokojem.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.