niedziela, 13 września 2026

Zdrajcy, tchórze i kolaboranci. Portrety upadku - Krzysztof Drozdowski

 


Wydawnictwo Replika, Moja ocena 5/6
Historia II wojny światowej przez lata obrastała w symbole, pomniki i wielkie nazwiska. Pamiętamy bohaterów, powstania, bitwy i ludzi, którzy potrafili zachować godność w świecie pozbawionym niemal wszystkich normalnych zasad. Znacznie rzadziej zaglądamy jednak po drugiej stronie tej opowieści – tam, gdzie pojawiają się donosiciele, szmalcownicy, agenci, oportuniści i kolaboranci. Niestety, ale takich ludzi też było dużo. 
Krzysztof Drozdowski w książce Zdrajcy, tchórze i kolaboranci. Portrety upadku decyduje się właśnie na takie, inne spojrzenie. Autor stawia pytania, na które nie zawsze można odpowiedzieć jednym słowem i które oburzą wielu.
I właśnie za tę odwagę należy tę książkę docenić.
Największą zaletą publikacji jest jej temat, ale jeszcze większą – sposób, w jaki go przedstawiono. Drozdowski nie ogranicza się bowiem do prostego wyliczenia osób, które zapisały się na kartach historii po jej ciemnej stronie. Próbuje przyjrzeć się mechanizmom, które prowadziły ludzi do zdrady, współpracy czy moralnego kompromisu. To ważne, gdyż często na wojnie nic nie jest tylko białe czy czarne.
W normalnym świecie łatwo powiedzieć, że należy być odważnym. W świecie okupacji odwaga oznaczała jednak często realne ryzyko śmierci – własnej lub najbliższych. Łatwo powiedzieć, że nie wolno współpracować z okupantem. Znacznie trudniej zrozumieć, gdzie kończyła się wymuszona uległość, a zaczynała świadoma kolaboracja.
I właśnie ta granica interesuje autora najbardziej.
Czy volksdeutsch był zawsze zdrajcą? Czy każdy funkcjonariusz policji granatowej był tylko narzędziem okupanta? Czy człowiek, który próbował ratować własne życie lub rodzinę, powinien być oceniany dokładnie tak samo jak ktoś, kto dla pieniędzy lub kariery świadomie wydawał innych w ręce wroga?
Nie ma tu łatwych odpowiedzi. I bardzo dobrze.
Co ważne, już same pytania potrafią być bardziej interesujące niż gotowe odpowiedzi.
Czy Rydz-Śmigły rzeczywiście rozważał rozwiązania, które można byłoby określić mianem kolaboracji? Kto zdradził Grota-Roweckiego? Czy organizacje określane jako konspiracyjne rzeczywiście kierowały się wyłącznie walką z okupantem? A może część z nich myślała już wtedy przede wszystkim o Polsce, która miała powstać po wojnie?
Takie pytania burzą wygodny obraz przeszłości, jaki do tej pory nam serwowano.
Ale historia, która nie pozwala zadawać trudnych pytań, szybko zamienia się w legendę.
Zrozumieć nie znaczy usprawiedliwić. Drozdowski stara sie zrozumieć, ale w najmniejszym nawet stopniu nie usprawiedliwia. 
Zrozumienie motywów nie oznacza usprawiedliwienia czynów.
Można próbować zrozumieć człowieka, który ze strachu podjął złą decyzję, i jednocześnie uznać tę decyzję za moralnie naganną. Można analizować okoliczności, które doprowadziły do zdrady, bez odbierania odpowiedzialności osobie, która jej dokonała. To rozróżnienie jest niezwykle istotne, szczególnie w przypadku historii wojennej.
Wspomniałam o ciekawych kwestiach, pytaniach, tematach. Jednym z nich jest problem policji granatowej oraz volksdeutschów – tematów, które doskonale pokazują, jak niebezpieczne jest stosowanie zbiorowych ocen.
Wojna wymuszała funkcjonowanie w systemach stworzonych przez okupanta. Nie każdy, kto znalazł się wewnątrz takiego systemu, miał identyczne motywacje i identyczny zakres odpowiedzialności. Jedni podporządkowywali się ze strachu, inni wykorzystywali sytuację dla własnych korzyści, jeszcze inni mogli próbować działać na rzecz swoich rodaków.
To nie oznacza, że odpowiedzialność znika.
Oznacza natomiast, że historia wymaga od nas czegoś więcej niż szybkiego osądu.
I właśnie w tym miejscu książka staje się szczególnie interesująca. Zamiast pytać wyłącznie „kto był dobry, a kto zły?”, zachęca do zadania znacznie trudniejszego pytania: „jak doszło do tego, że ten człowiek znalazł się właśnie po tej stronie?”.
Wojna była również walką o przyszłą Polskę
Ważnym elementem tej historii jest także działalność Gwardii Ludowej i Armii Ludowej.
Okupowana Polska nie była politycznym monolitem. Różne środowiska konspiracyjne miały odmienne wizje przyszłości kraju, a walka z Niemcami nie oznaczała automatycznie zgody co do tego, jak powinna wyglądać Polska po zakończeniu wojny.
To szczególnie istotne w kontekście ruchu komunistycznego i jego powojennej roli.
Wojna była więc nie tylko walką o przetrwanie i wyzwolenie spod okupacji. Była również walką o przyszły kształt państwa. Takie spojrzenie odbiera historii wygodną prostotę, ale jednocześnie czyni ją znacznie bardziej prawdziwą.
Czy książka jest kontrowersyjna? Z pewnością może być. I nie jest to wada.
Tematy zdrady, agentury i kolaboracji zawsze będą wywoływać emocje, szczególnie gdy dotyczą postaci obecnych w polskiej pamięci historycznej. Każda próba zakwestionowania utrwalonej interpretacji spotka się zapewne zarówno z zainteresowaniem, jak i krytyką.
W przypadku takich książek szczególnie ważne jest więc zachowanie przez czytelnika zdrowego dystansu. Mocna teza nie jest jeszcze dowodem. Kontrowersyjna hipoteza nie staje się faktem tylko dlatego, że brzmi sensacyjnie.
Najlepszą reakcją na tego rodzaju publikację nie powinno być bezrefleksyjne przyjęcie jej tez ani automatyczne ich odrzucenie. Powinno nią być sprawdzenie, porównanie i własna refleksja.
I właśnie wtedy książka historyczna spełnia swoją najważniejszą funkcję.
Zdrajcy, tchórze i kolaboranci. Portrety upadku to książka dla czytelnika, który od historii oczekuje czegoś więcej niż gotowych odpowiedzi.
Jej największą siłą jest odwaga w podejmowaniu tematów trudnych i niejednoznacznych. To publikacja, która przypomina, że między bohaterstwem a zdradą istniała cała paleta ludzkich zachowań – a wojna była brutalnym egzaminem, którego nie wszyscy zdali.
Nie jest to książka, którą warto czytać po to, aby znaleźć kolejnych bohaterów do pomników albo kolejnych winnych do potępienia.
Warto ją przeczytać po to, by zrozumieć, jak cienka potrafi być granica między strachem a tchórzostwem, przetrwaniem a oportunizmem, lojalnością a zdradą.
I być może właśnie dlatego po zamknięciu książki najdłużej pozostaje nie pytanie o to, kto zdradził, lecz inne – znacznie bardziej niepokojące:
Co zrobiłbym ja, gdybym musiał dokonać wyboru w świecie, w którym każda decyzja może kosztować życie? Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.