Książkę przeczytałam „w odcinkach” już kilka dni temu, ale z recenzją czekałam do tygodnia, gdy nastąpi jej premiera.
Leopold Tyrmand, to jeden z najbardziej lubianych i cenionych przeze mnie pisarzy, to już wiecie. Jego książki recenzowałam tutaj i tutaj i tutaj też.
Miał niezwykle bujne życie, które mogłoby się śmiało stać kanwą nie jednego, a nawet kilku arcyciekawych filmów, czy biografii. Niestety, jak dotąd nie doczekał się swojej biografii. Coś tam próbował kilka lat temu na polu biograficznym działać Mariusz Urbanek, ale to wg mnie nie biografia, a jedynie wyimki z życia Tyrmanda.
Dlatego z taką radością przyjęłam ukazanie się na naszym rynku książki Tyrmandowie, romans amerykański.
Kto czytał dzieła Tyrmanda, ten wie, że w Ameryce poznał młodziutką oczarowaną nim dziewczynę, wpatrzoną w niepokornego Polaka, jak w obrazek. Co innego wiedzieć, a co innego przeczytać tak intymną książkę, jaką jest właśnie omawiana pozycja. Mary Ellen Tyrmand zrobiła wielką i odważną rzecz, udostępniła nam fanom (ale także przeciwnikom Tyrmanda) fragmenty swojego życia w postaci listów i opowieści. A są to spore fragmenty,z których wyłania się obraz wielkiego, płomiennego, choć niełatwego uczucia między 23 letnią studentka, a dojrzałym polskim pisarzem. Trąci trochę Pigmalionem B. Shawa, prawda? Ale na ile ten związek jest podobny do związku bohaterów Pigmaliona, musicie się przekonać sami w trakcie lektury.
![]() |
| Młodziutka Mary Ellen. |
![]() |
| Tyrmandowie. |
Nie chcąc za bardzo streszczać książki nadmienię tylko, że spotkanie Tyrmanda z Mary Ellen nastąpiło w bardzo trudnym dla pisarza okresie. Jako zagorzały i niepokorny antykomunista opuścił ojczyznę, przybył do Ameryki i po początkowym zachwycie Amerykanów jego osobą, nagle wielka cisza, nic się nie dzieje. I wtedy spotykają się- on po przejściach, a ona...no właśnie...tego nie zdradzę, nie zdradzę tego, kto kogo w zasadzie uwiódł, poderwał, zauroczył...jak zwał tak zwał.
To opowieść o wielkim, uczuciu, takim, jakie zdarza się raz w życiu, a i to tylko nielicznym, szczęśliwym wybrańcom losu. Takimi wybrańcami byli Mary Ellen i Leopold Tyrmandowie. Żyli wspólnie przez 15 lat i doczekali się dwójki dzieci. Na punkcie bliźniąt Tyrmand oszalał, stał się wspaniałym ojcem, o co nikt nigdy by go nie podejrzewał, tym bardziej, że ojcem został w wieku 61 lat.
![]() |
| Tyrmandowie z dziećmi. |
Z opowieści Mary Ellen wyłania się obraz trudnego, ale bardzo przez nią kochanego człowieka, który nawet po ślubie, mając u boku cudowną, młodą kobietę nie wyrzekł się romansów, a ona je przeczekiwała. Czy cierpliwie? Tego nie zdradzę:).
Tyrmandowie. Romans amerykański to świetna pozycja skomponowana z rozmów, listów, fotografii oraz szkicu Henryka Daski Archiwum Tyrmanda. Tak dobra kompozycja to zasługa Agaty Tuszyńskiej, która po raz kolejny potwierdziła swój talent w gromadzeniu i redagowaniu materiałów biograficznych. Tutaj recenzowałam wspaniałą biografię pióra Agaty Tuszyńskiej, Oskarżona Wiera Gran.
Na początku książki znajdziemy także dedykacje, bardzo zresztą osobiste:
Dla Leopolda i Henryka, którzy zmienili nasze życie - Mary Ellen Tyrmand, Agata Tuszyńska. Henryk to Henryk Dasko, mąż Tuszyńskiej, a Leopold to wiadomo...niepokorny, ale jakże wspaniały Tyrmand.
Gorąco zachęcam do lektury, do wejścia w świat trudów i wielkiej miłości.
A poniżej zaproszenie od Wydawnictwa MG, Agaty Tuszyńskiej i Mary Ellen Tyrmand na promocje książki.







