niedziela, 25 stycznia 2026

Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy - autor nieznany

 


Wydawnictwo Znak Liternova, Moja ocena 6/6
Skończyłam czytać, płakać i zastanawiam się, co ja mam napisać o tej ksiażce. 
Są takie książki, o których niezaleznie, co się napisze, będzie nie tak.
Są też książki, które nie próbują niczego tłumaczyć, a mimo to mówią więcej niż tomy analiz. Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy należy właśnie do tej kategorii. To zapis pozbawiony nazwisk i deklaracji, a przez to boleśnie prawdziwy. Anonimowy autor nie występuje w roli reportera, historyka ani komentatora wydarzeń. Jest po prostu człowiekiem — jednym z wielu — który pewnego dnia obudził się w świecie, który przestał istnieć. 
Ten osobisty dziennik, udostępniony polskim czytelnikom w mistrzowskim przekładzie Agnieszki Rasmus-Zgorzelskiej, to niezwykle przejmujące świadectwo życia w Gazie. To życie jest  widziane od środka, oczami jej mieszkańca, zwyczajnego mężczyzny z planami na przyszłość, drobnymi przyjemnościami, marzeniami, bliskimi i pragnieniem spokoju. To człówiek taki jak my. I to poraża najbardziej. Na jego miejscu może w każdej chwili znależć się każdy z nas. Sytuacja wokół nas, na świecie jest coraz bardziej niebezpieczna, niepewna. Robi się naprawdę strasznie, a lektura Dziennika jeszcze bardziej mi to uświadomiła. Doceniłam, jakim szczęściem jest życie tu i teraz w miarę bezpiecznej Europie. Tłumaczenie jeszcze bardziej oddaje grozę przeżyć bohatera ponieważ jest  proste i szorstkie. Mam wrażenie, iż tłumaczka zrobiła wszystko żeby oddać wiernie oryginał, nie wygładzała emocji. Dzięki temu emocje, uczucia mogą  wybrzmieć w całej surowości. 
W tej książce próżno szukać geopolitycznych wyjaśnień czy prób wskazania winnych. Nie pojawiają się nazwy stron konfliktu, nie ma tu analiz, statystyk ani języka organizacji międzynarodowych. Autor nie opisuje wojny jako zjawiska politycznego, lecz jako doświadczenie cielesne i psychiczne: nieustanny strach, głód, zmęczenie, poczucie wykorzenienia. To narracja poszarpana, prowadzona niespiesznie, zrywami — jakby pisana między jednym nalotem a kolejną próbą złapania sygnału. Opowieść człowieka, który kocha koty i troszczy się o nie nawet wtedy, gdy wszystko inne się rozpada. 
Książkę otwiera cytat z Mahmuda Darwisza:
„Robiąc sobie śniadanie, pomyśl o innych. (Nie zapomnij nakarmić gołębi)”.
Ten wers staje się kluczem do całego dziennika. W świecie, w którym codzienność została sprowadzona do walki o przetrwanie. 
Niedziela, 7 października 2023 roku. Dzień, który miał być zwyczajny. Autor planuje tenis, wizytę u lekarza. Nic nie zapowiada katastrofy. A potem wojna wybucha nagle, brutalnie, bez zapowiedzi, przewracając życie do góry nogami. Wraz z siostrą zabiera koty i ucieka przed bombardowaniami, aż trafiają do ciasnego pokoju w i tak już przepełnionym mieszkaniu. Ta scena mówi więcej niż najbardziej dosadne opisy przemocy. 
Pisanie dziennika staje się sposobem na zachowanie resztek normalności, na odmierzanie czasu w rzeczywistości, w której dni zlewają się w jeden ciąg alarmów, wybuchów i czekania. Autor zapisuje wędrówki przez dzielnice obrócone w pył w poszukiwaniu leków, jedzenia i wody. Opisuje próby kontaktu z rodziną i przyjaciółmi, utrudnione przez brak prądu i nieustannie zrywający się internet. Notuje naukę funkcjonowania w warunkach, które odbierają godność, a mimo to nie są w stanie odebrać wrażliwości. 
Z czasem dociera do niego, że to nie jest chwilowy kryzys. Że wojna się przeciąga. Że pieniędzy ubywa. Że z coraz większa ilością osób nie da się już skontaktować. Strasznie się to czytało. 
Dziennik publikowany był w pierwszych miesiącach wojny na łamach Guardiana, co nadaje mu dodatkowy wymiar: to świadectwo pisane na bieżąco, bez wiedzy o tym, jak i czy ta historia się skończy. I właśnie dlatego jest tak uniwersalne. To nie tylko opowieść o Gazie, ale o wojnie jako takiej — widzianej z perspektywy jednego z miliona maleńkich trybików - ludzi.
Nie zapomnij nakarmić gołębi nie daje ukojenia ani prostych odpowiedzi. Zostawia czytelnika z ogromnym ciężarem — ale też z poczuciem, że przez chwilę udało się zobaczyć świat cudzymi oczami. I że czasem właśnie tyle wystarczy, by coś w nas pękło, a coś innego — może empatia — zaczęło się odbudowywać. Straszne, poruszające i bardzo potrzebne.

 

wtorek, 20 stycznia 2026

Rozpacz - Klaudia Muniak

 


Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5,5/6
Rozpacz to powieść, która nie daje się łatwo odłożyć na bok. Tak, jak poprzednie książki autorki, Rozpacz wciąga powoli, niemal niepostrzeżenie, by po chwili zacisnąć się na czytelniku jak obręcz. Po prostu kolejna świetna książka Klaudii Muniak. W ogóle nie jestem zdziwiona. 
Tym razem to historia o miłości, która miała leczyć, a zaczęła niszczyć, o milczeniu cięższym niż krzyk oraz o granicach, których nie powinno się przekraczać i o tym, że nie zawsze cel uświęca środki. 
Mamy wspaniały dom, wręcz luksusową rezydencję, pozornie idealną rodzinę i opiekunkę. To własnie ona stopniowo odkrywa, że pod wypolerowaną, luksusową powierzchnią kryje się coś głęboko niepokojącego. Autorka bardzo sprawnie operuje kontrastem – ciepło, bezpieczeństwo i dostatek zderzają się tu z chłodem emocjonalnym, faworyzowaniem jednego dziecka kosztem drugiego oraz z tajemnicą, o której nikt nie chce mówić. Trzyletnia Rozalka staje się centrum świata rodziców, podczas gdy starszy Tymon znika. Każde dziecko traktowane jest inaczej. Jest dziecko lepsze i gorsze. I to okazuje się wg. mnie najbardziej poruszającym elementem całej historii. A to dopiero początek.
Drugą, równie istotną osią fabuły jest historia Kingi Urbaniak, matki która straciła dziecko. Jej rozpacz jest jakby siłą napędową zdarzeń, czymś niemal namacalnym, co nas oblepia, otacza i przeraża. Muniak pokazuje żałobę jako stan destrukcyjny, wypaczający osąd i moralność. Mamy też nagłą śmierć, którą zainteresuje się bystra miejscowa dziennikarka Wiktoria Błońska. To postać wyrazista, konsekwentna i ludzka. Bardzo ją polubiłam mimo, iż jest ona daleka od papierowego ideału reporterki. A może właśnie dlatego ją polubiłam... Więcej o Wiktorii dowiecie się z lektury tej niezwykle ciekawej i poruszającej książki. Warto poznać obie, Rozpacz i dziennikarkę śledczą Wiktorię. 
W ogóle w Rozpaczy prym wiodą kobiety, i to kobiety niezwykłe. Dodatkowo bowiem mamy Sonię Gralewicz, przyjaciółkę denatki. Wspólne dochodzenie obu kobiet, Wiktorii i Sonii, nadaje powieści dynamiki i głębi psychologicznej. Dzięki temu Rozpacz nie jest jedynie thrillerem czy kryminałem, lecz także opowieścią o przyjaźni, lojalności i potrzebie domknięcia przeszłych ran. 
Na szczególną uwagę zasługuje atmosfera książki. Autorka buduje ją konsekwentnie – poprzez niedopowiedzenia, sugestywne opisy i stopniowe odkrywanie kolejnych warstw tajemnicy. Tajemnice, u Muniak sa zawsze, jak cebula - zdejmujemy je warstwa po warstwie. Tym razem mamy zmowę milczenia, elementy mocno niepokojącego thrillera psychologicznego, świat, w którym prawda nie jest wartością oczywistą i wiele innych ciekawych elementów. Autorka włożyła do Rozpaczy wiele. Nie każdy pisarz dałby sobie z tym radę. Klaudii Muniak to się świetnie udało i wcale nie jestem zdziwiona. Znam jej poprzednie książki i gorąco zachęcam do ich lektury. 
Rozpacz to książka bardzo wymagająca emocjonalnie, chociaż okłądka i blurb nie zapowiadają tego. Nie dajcie się zwieźć. Muniak i Rozpacz dadzą wam popalić, noc zarwana, a wasze myśli długo będę przy tej historii. Lektura jest wymagająca, ale jednocześnie bardzo satysfakcjonująca. 
Fabuła i autorka zadają trudne pytania, np. jak daleko można się posunąć w imię miłości? Czy każdą stratę da się unieść, nie krzywdząc innych? I co dzieje się z prawdą tam, gdzie wszyscy postanawiają milczeć? Klaudia Muniak udowadnia, że potrafi pisać historie mroczne, wielowymiarowe i długo tkwiące w myślach czytelnika. To powieść, po której trudno przejść obojętnie – bo w tej historii od początku zaczyna mówić rozpacz. Zdecydowanie polecam.

 

sobota, 17 stycznia 2026

Wielka księga kuchni japońskiej. Poznaj, zorientuj się i do dzieła! - Sachiyo Harada

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Od lat jestem wielbicielką wszystkiego, co związane z Japonią. Dotyczy to także jej kultury, estetyki, filozofii, codzienności i oczywiście kuchni. Nic więc dziwnego, iż sięgnęłam z radością, ale i ciekawością po Wielką księgę kuchni japońskiej. Moje oczekiwania były duże. Kuchnia japońska doczekała się już wielu publikacji, jednak nie każda potrafi połączyć autentyczność, rzetelną wiedzę i przystępność dla domowego kucharza. Książka Sachiyo Harady robi to w sposób perfekcyjny. 
Już sam podtytuł – Poznaj, zorientuj się i do dzieła! – bardzo trafnie oddaje charakter tej publikacji. To nie jest jedynie zbiór przepisów, ale kompleksowy przewodnik po świecie japońskiego gotowania. Ten przewodnik jest zaprojektowany tak, aby czytelnik naprawdę zrozumiał, dlaczego w kuchni japońskiej robi się rzeczy w określony sposób. Autorka prowadzi nas krok po kroku: od podstawowych informacji o składnikach i technikach, aż po bardziej zaawansowane metody, znane dotąd głównie z profesjonalnych restauracji. 
Książka zawiera 100 przepisów, które zostały dobrane tak, by odpowiadały każdemu poziomowi zaawansowania – od osób stawiających pierwsze kroki w kuchni japońskiej, po tych, którzy gotują ją od lat i chcą pogłębić swoją wiedzę. Ogromnym atutem jest to, że Harada nie upraszcza kuchni japońskiej na siłę, ale jednocześnie nie onieśmiela. Tłumaczy techniki takie jak precyzyjne krojenie warzyw, zawijanie omletu tamagoyaki, peklowanie ryb metodą kobujime czy szybkie obsmażanie tataki, dzięki czemu nawet skomplikowane procesy stają się zrozumiałe i osiągalne w domowych warunkach. 
Szczególnie cenne są rozdziały poświęcone składnikom – ryżowi, tofu, makaronowi, octom, grzybom i wodorostom. Autorka wyjaśnia różnice między poszczególnymi rodzajami produktów, podpowiada, jak je wybierać i przechowywać, a także jak wydobyć z nich pełnię smaku, w tym tak kluczowe dla kuchni japońskiej umami. Dla mnie, jako miłośniczki Japonii, było to niezwykle satysfakcjonujące. Widać tu ogromny szacunek do tradycji i filozofii jedzenia. 
Część stricte kulinarna to prawdziwa uczta wyobraźni i apetytu. Od klarownego, esencjonalnego dashi, które stanowi fundament japońskiej kuchni, przez rozgrzewającą zupę tonjiru z białą rzodkwią i mieszanką siedmiu przypraw, aż po delikatne sashimi z przegrzebków – każdy przepis jest opisany jasno, logicznie i z dbałością o detale. Ogromną radość sprawia też możliwość przygotowania bardziej „domowych” dań, takich jak cudowne okonomiyaki, którego nazwa – „to, co lubisz” – idealnie oddaje swobodę i radość gotowania. 
Nie zabrakło również propozycji, które są mnie znane zwyczajnemu konsumentowi. Chodzi m.in. o aromatyczne yakitori czy bardzo ciekawy deser ichigo daifuku. Są to miękkie ciasteczka z kleistej mąki ryżowej, zielonej herbaty, słodkiej pasty z czerwonej fasoli i truskawki. 
Wielka księga kuchni japońskiej to pozycja kompletna, merytoryczna i inspirująca. Idealna zarówno dla pasjonatów Japonii, takich jak ja, jak i dla osób, które dopiero odkrywają jej smaki. To książka, która uczy, zachęca do eksperymentów i daje poczucie, że autentyczna kuchnia japońska jest naprawdę na wyciągnięcie ręki. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć: to idealna propozycja dla tych, którzy chcą gotować japońskie potrawy jak profesjonalny szef kuchni – ale z sercem i ciekawością świata.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

 

piątek, 16 stycznia 2026

Na skraju wielkiego lasu - Leo Vardiashvili

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Na skraju wielkiego lasu to poruszająca i mądra powieść o pamięci, stracie i poszukiwaniu własnych korzeni. Leo Vardiashvili opowiada historię rodziny rozbitej przez historię i emigrację, ale robi to w sposób spokojny, uważny i bardzo ludzki. To książka, która zostaje w czytelniku na długo po zamknięciu ostatniej strony. 
Głównym bohaterem jest Saba, który jako małe dziecko ucieka z postsowieckiej Gruzji do Anglii. Ucieka razem z ojcem i starszym bratem. Jest to ucieczka przed biedą, chaosem i zagrożeniem. Nowe miejsce na ziemi daje im fizyczne bezpieczeństwo, ale nie przynosi spokoju wewnętrznego. Trauma, wspomnienia i poczucie wykorzenienia towarzyszą im przez kolejne lata. Każdy z bohaterów inaczej radzi sobie z przeszłością, ale żaden nie potrafi się od niej naprawdę uwolnić. 
Po latach ojciec, rozdarty tęsknotą za krajem, którego już właściwie nie ma, decyduje się wrócić do Gruzji. Ta decyzja staje się początkiem właściwej akcji powieści. Gdy kontakt z nim nagle się urywa, a jedynym śladem pozostaje tajemnicza wiadomość, Saba postanawia wyruszyć jego śladem. W ten sposób rozpoczyna się podróż w sensie fizycznym, ale i podróż w głąb rodzinnej historii i własnej tożsamości. 
Jednym z największych atutów książki jest sposób, w jaki autor pokazuje pamięć. Gruzja, do której wraca Saba, nie jest miejscem z pocztówki ani romantycznym wspomnieniem z dzieciństwa. To kraj okrutny, poraniony, pełen duchów przeszłości, które widać na każdym kroku. Miasta, ulice i ludzie niosą ślady wojen, przemocy i niesprawiedliwości. Vardiashvili bardzo sugestywnie pokazuje, że historia nie znika – ona zostaje w murach, w języku, w relacjach między ludźmi. 
Język powieści jest pełen emocji. Autor nie używa skomplikowanych metafor, a mimo to potrafi opisać bardzo złożone uczucia: żal po stracie, gniew, bezsilność, ale też czułość i potrzebę bliskości. Dzięki temu książkę czyta się wspaniale. Czytelnik łatwo może wczuć się w sytuację Saby.
Na skraju wielkiego lasu to opowieść o tym, jak trudno jest żyć pomiędzy dwoma światami. Anglia daje bohaterom nowe życie, ale nie zastępuje utraconego domu. Gruzja z kolei jest miejscem bolesnym, pełnym wspomnień, których nie da się cofnąć. Ta podwójna tożsamość, poczucie bycia „pomiędzy”, została w książce pokazana bardzo wiarygodnie. 
To nie jest książka akcji, ani lekka lektura na jeden wieczór. Wymaga skupienia i otwartości na trudne tematy. Jednocześnie daje coś bardzo cennego: zrozumienie, że pamięć – nawet bolesna – jest ważna, a konfrontacja z przeszłością może być jedyną drogą do wewnętrznego spokoju. 
Na skraju wielkiego lasu to piękna, smutna i potrzebna powieść o rodzinie, emigracji i próbie ocalenia tego, co zostało zapomniane lub wyparte. Polecam ją każdemu, kto lubi literaturę opartą na emocjach i prawdziwych ludzkich doświadczeniach. To książka, która uczy empatii i zostawia po sobie cichy, ale mocny ślad.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

niedziela, 11 stycznia 2026

Wyspa dnia poprzedniego - Umberto Eco

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Wyspa dnia poprzedniego to jedna z bardziej wymagających, ale jednocześnie bardzo ciekawych powieści Umberto Eco. Autor znany jest z łączenia literatury przygodowej z filozofią, historią i refleksją nad człowiekiem tak w ogóle. Tak jest również w tej książce. Nie jest to książka łatwa i nie ukrywam, lektura w moim przypadku trwała długo. Warto jednak zadać sobie nawet sporo trudu. 
Tym razem Eco zaprasza czytelnika do świata XVII wieku, pełnego naukowych sporów, religijnych wątpliwości i marzeń o odkryciu prawdy absolutnej. 
Głównym bohaterem powieści jest Roberto de la Grive, młody szlachcic z Piemontu. Bierze on udział w tajnej misji związanej z jednym z największych problemów naukowych swoich czasów – wyznaczeniem długości geograficznej. Od rozwiązania tego zagadnienia zależała potęga państw europejskich, ich sukcesy morskie i kolonialne. W trakcie wyprawy statek Roberta ulega katastrofie, a on sam jako jedyny ocalały trafia na opuszczony okręt zacumowany w pobliżu tajemniczej wyspy. Wyspa ta znajduje się w niezwykłym miejscu – w pobliżu linii zmiany daty, co sprawia....a to już sami się dowiecie. Nie chcę wam zdradzać zbyt wiele żeby nie psuć elementu zaskoczenia. 
Ten prosty z pozoru pomysł na fabułę, w rzeczywistości jest punktem wyjścia do głębokiej opowieści o samotności, czasie i ludzkim rozumie. Czyli autor traktuje o tym, co jest aktualne od wieków i chyba zawsze takim będzie. Roberto, uwięziony na statku, nie potrafi dotrzeć na wyspę, choć widzi ją niemal na wyciągnięcie ręki. Zmuszony do życia wręcz w męce, w izolacji, zaczyna wspominać swoje dawne losy, miłości, lektury i rozmowy z uczonymi. Jego myśli coraz bardziej oddalają się od rzeczywistości, a czytelnik zaczyna się zastanawiać, co jest prawdą, a co jedynie wytworem wyobraźni bohatera. 
Jednym z najważniejszych tematów książki jest czas. Eco pokazuje, że czas nie jest tylko pojęciem fizycznym, ale także psychicznym i kulturowym. Wyspa dnia poprzedniego staje się symbolem czegoś, co jest bliskie, a jednocześnie nieosiągalne – prawdy, szczęścia, spełnienia. 
Książka porusza również temat nauki i wiary. XVII wiek był czasem wielkich odkryć, ale także konfliktów między rozumem a religią. Eco w prosty, choć niezwykle inteligentny sposób pokazuje, jak ówcześni uczeni próbowali zrozumieć świat, nie mając jeszcze dzisiejszych narzędzi i wiedzy. Bardzo ciekawe informacje. 
Styl, jak to u Umberto Eco, bywa wymagający. Autor często wplata długie opisy, filozoficzne rozważania i liczne odniesienia do literatury oraz historii. Nie jest to książka, którą czyta się szybko. Wymaga skupienia i cierpliwości. Jednocześnie Eco potrafi pisać z humorem i ironią. Zdecydowanie warto dać szansę tej książce. 
Wyspa dnia poprzedniego to książka o myśleniu, o granicach ludzkiego poznania i o samotności człowieka wobec świata. Dla czytelników szukających prostych, szybkich historii może okazać się trudna, ale dla tych, którzy lubią literaturę skłaniającą do refleksji, będzie wartościowym i inspirującym doświadczeniem. 
Wyspa dnia poprzedniego to powieść głęboka, symboliczna i ambitna. Umberto Eco pokazuje w niej, że największe odkrycia nie zawsze dotyczą świata zewnętrznego, lecz często odbywają się w ludzkim umyśle. To książka, która zostaje w pamięci na długo i zmusza do zadawania pytań o czas, prawdę i sens poznania. Zdecydowanie polecam, ale nastawcie się na spory wysiłek umysłowy. Warto.

środa, 7 stycznia 2026

Serce w ogniu. Burzliwe życie Josephine Baker - Elżbieta Sieradzińska

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Serce w ogniu to książka, która czyta się jak barwną powieść, a jednocześnie jest prawdziwą historią niezwykłej kobiety. Elżbieta Sieradzińska opowiada o życiu Josephine Baker w sposób żywy i pełen emocji. Pisarka pokazuje swoją bohaterkę taką, jaka była: skomplikowaną, niejednoznaczną, odważną i pełną sprzeczności. 
Josephine Baker urodziła się w skrajnej biedzie, w slumsach amerykańskiego St. Louis. Jej dzieciństwo było niezwykle trudne, pełne przemocy, głodu i rasizmu. Autorka dobrze pokazuje, jak te doświadczenia ukształtowały przyszłą artystkę. Nasza bohaterka od najmłodszych lat musiała walczyć o przetrwanie, a scena stała się dla niej drogą ucieczki i szansą na inne życie. 
Największą siłę książki widać w opisie kariery artystycznej. Josephine podbiła Paryż swoją energią, odwagą i zupełnie nowym stylem. Była szokująca, wyzwolona i inna niż wszyscy. Dla jednych była skandalistką, dla innych symbolem wolności. Sieradzińska świetnie oddaje atmosferę tamtych czasów – świat rewii, artystycznej bohemy i zachwytu nad egzotyką. Czytelnik czuje, jak Baker staje się gwiazdą i jak bardzo scena była dla niej miejscem, gdzie mogła być sobą. 
Ale Serce w ogniu to nie tylko opowieść o sławie. Autorka pokazuje też drugą, mniej znaną twarz Josephine Baker – kobiety zaangażowanej i odważnej. W czasie II wojny światowej artystka działała w ruchu oporu, była agentką i ryzykowała życie, by walczyć z nazizmem. Te fragmenty książki są szczególnie poruszające. Nasza bohaterka nie jest tylko gwiazdą estrady, ale także prawdziwą bohaterką.
Ważnym wątkiem biografii jest także walka z rasizmem. Josephine Baker, mimo światowej sławy, wielokrotnie spotykała się z uprzedzeniami. Sieradzińska pokazuje, jak bardzo bolały ją nierówności i jak mocno pragnęła świata bez podziałów. Symbolicznym wyrazem tych marzeń była jej „tęczowa rodzina” – dwanaścioro adoptowanych dzieci z różnych krajów i kultur. Ten fragment książki jest pełen wzruszeń, ale i goryczy, bo pokazuje, jak idealizm Baker zderzał się z rzeczywistością. Nie ukrywam, w trakcie lektury uroniłam kilka łez. Bardzo poruszające kwestie i wyjątkowo opisane. 
Autorka nie tworzy laurki, pomnika swojej bohaterki. Pisze także o słabościach Josephine: jej rozrzutności, trudnych relacjach, o wielu problemach i reakcjach na nie. Dzięki temu bohaterka staje się bardzo ludzka. To kobieta, która kochała zbyt mocno, ufała zbyt łatwo i często płaciła za to wysoką cenę. 
Serce w ogniu to książka o kobiecie, która żyła intensywnie, jakby w kilku życiach naraz. Elżbieta Sieradzińska potrafi zainteresować czytelnika i sprawić, że historia sprzed lat brzmi zaskakująco aktualnie. To opowieść o odwadze, wolności, empatii i wierze w to, że różnorodność jest siłą, a nie zagrożeniem. 
To lektura warta polecenia każdemu, kto lubi biografie, ale także tym, którzy szukają inspirującej historii o walce o siebie i lepszy świat. Josephine Baker zostaje w pamięci na długo. Polecam.

 

niedziela, 4 stycznia 2026

Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy - Richard J. Evans

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Książka Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy to jedna z tych publikacji historycznych, które nie tylko poszerzają wiedzę, ale także zmuszają do głębokiej refleksji nad mechanizmami władzy, odpowiedzialnością jednostki i granicą między „normalnością” a zbrodnią. Zmuszają także do przemyślenia tego, co dzieje się teraz wokół nas. Evans proponuje czytelnikowi spojrzenie na III Rzeszę poprzez ludzi, którzy ją współtworzyli, a którzy byli zwyczajni, często jak ja czy ty. Badacz ukazuje ich nie jako abstrakcyjnych funkcjonariuszy systemu, lecz jako konkretne osoby z określonym życiorysem, wykształceniem i ambicjami.
Autor koncentruje się na szerokim gronie postaci. Obok najbardziej znanych figur reżimu – takich jak Joseph Goebbels, Heinrich Himmler czy Hermann Göring – badacz opisuje także osoby mniej rozpoznawalne, które jednak odegrały istotną rolę w funkcjonowaniu państwa hitlerowskiego. Dzięki temu książka pokazuje, że nazizm był systemem opartym na współpracy wielu środowisk: polityków, urzędników, nauczycieli, artystów, dziennikarzy, wojskowych i ludzi kultury. Przerażające. Przez wiele lat zastanawiałam sie, jak nazizm mógł zdominowac zycie przeciętnych, z pozoru zwyczajnych Niemców. W tej książce znalazłam częściową odpowiedż. 
Każdy rozdział poświęcony jest innemu bohaterowi lub grupie bohaterów, a ich losy przedstawiane są na tle zmieniającej się sytuacji politycznej i społecznej Niemiec. Wplecenie osoby, postaci w wielką historię jest doskonałym posunięciem. Dopiero ukazanie osoby w całym kontekście historyczno- kulturowo- społecznym daje pełen, przerażający obraz. Evans szczegółowo opisuje drogę, jaką przeszli – od często zupełnie przeciętnego życia, przez stopniowe zaangażowanie w ideologię nazistowską, aż po czynny udział w aparacie represji i propagandy. Wielu z nich nie było od początku fanatycznymi zbrodniarzami, lecz ludźmi, którzy krok po kroku dostosowywali się do realiów systemu, widząc w nim szansę na karierę, prestiż lub osobiste korzyści. Straszne i jakże znajome.
Dużą zaletą książki jest ciekawe połączenie biografii z szeroką analizą psychologiczną i społeczną. Evans nie ogranicza się do opisu faktów, lecz stara się zrozumieć motywacje swoich bohaterów ukazując je w kontekście historyczno-społecznym. Pokazuje, jak frustracje powojennych Niemiec, poczucie upokorzenia po I wojnie światowej, lęk przed komunizmem czy pragnienie stabilizacji sprzyjały akceptacji coraz bardziej radykalnych poglądów. 
Szczególnie interesujące są fragmenty poświęcone postaciom takim jak Julius Streicher, dawny nauczyciel, który stał się jednym z najbardziej agresywnych propagatorów antysemityzmu, czy Leni Riefenstahl – utalentowana artystka, której filmy odegrały ogromną rolę w budowaniu wizualnego mitu Hitlera i potęgi III Rzeszy. Evans pokazuje, że nazistowska ideologia przenikała nie tylko politykę, ale także kulturę i edukację, co czyniło ją jeszcze bardziej niebezpieczną i skuteczną.
Książka oparta jest na bardzo solidnej bazie źródłowej. Autor korzysta z pamiętników, listów, oficjalnych dokumentów partyjnych i państwowych, akt sądowych, materiałów propagandowych oraz relacji powojennych. Dzięki temu narracja jest wiarygodna i dobrze udokumentowana, a czytelnik ma poczucie obcowania z historią opartą na faktach, a nie uproszczonych ocenach. 
Badacz umiejętnie zestawia różne źródła, pokazując sprzeczności między publicznym wizerunkiem bohaterów a ich prywatnymi wypowiedziami czy działaniami. To sprawia, że portrety postaci są wielowymiarowe i dalekie od schematów. Jednocześnie Evans zachowuje dużą ostrożność interpretacyjną – nie usprawiedliwia, ale też nie popada w sensacyjność.
Mimo naukowego charakteru, książka napisana jest prostym i klarownym językiem. Evans potrafi tłumaczyć skomplikowane procesy historyczne w sposób zrozumiały dla czytelnika niebędącego specjalistą. Ludzie Hitlera to książka ze wszech miar wstrząsająca i będąca książką- przestrogą. Autor pokazuje, że historia III Rzeszy nie jest jedynie opowieścią o jednym dyktatorze, lecz o całej sieci ludzi, którzy umożliwili mu sprawowanie władzy. Evans przekonująco obala mit, że sprawcy nazistowskich zbrodni byli „inni” czy „nieludzcy”. Przeciwnie – byli częścią zwyczajnego społeczeństwa, co czyni tę historię jeszcze bardziej niepokojącą. Jest to przestroga dla nas samych. Nigdy nie możemy o tym zapomnieć. Polecam.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)