niedziela, 15 marca 2026

Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej - Kamil Janicki


Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 4,5/6

Książkę czyta się bardzo szybko, bo jest napisana prostym i zrozumiałym językiem, a dodatkowo porusza ciekawy temat. Autor opisuje prawdziwe historie z okresu międzywojennej Polski i pokazuje, że także w tamtych czasach dochodziło do bardzo brutalnych zbrodni. Dzięki temu można lepiej zrozumieć realia życia w II Rzeczpospolitej i zobaczyć, jak wyglądała praca policji, prasy oraz reakcje społeczeństwa na takie wydarzenia. 
Duże wrażenie zrobiło na mnie to, jak dokładnie autor przygotował się do napisania tej książki. Kamil Janicki korzystał z wielu źródeł, przede wszystkim z dawnych gazet i relacji z epoki. Dzięki temu opisane wydarzenia są bardzo szczegółowe i wiarygodne. Czytelnik może dowiedzieć się nie tylko o samych zbrodniach, ale także o tym, jak reagowało na nie społeczeństwo oraz w jaki sposób informowała o nich prasa. W książce widać również, jak sensacyjne artykuły w gazetach przyciągały uwagę czytelników i zwiększały sprzedaż.
Podobało mi się także to, że książka nie skupia się tylko na samych zbrodniach. Autor opisuje również tło społeczne tamtych czasów – biedę, trudne warunki życia czy brak bezpieczeństwa w wielu miejscach. Dzięki temu można lepiej zrozumieć, dlaczego dochodziło do takich tragedii i jak wyglądało życie zwykłych ludzi w okresie międzywojennym. 
Jedyną drobną wadą książki jest to, że niektóre opisy zbrodni są dość szczegółowe i mogą być dla części czytelników trochę zbyt mocne. Nie przeszkadza to jednak bardzo w odbiorze całości, bo autor stara się przede wszystkim przedstawić fakty i tło historyczne. 
Podsumowując, uważam, że Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej to bardzo ciekawa książka. W interesujący sposób łączy historię z reportażem kryminalnym. Poleciłabym ją osobom, które lubią prawdziwe historie kryminalne i chcą dowiedzieć się czegoś więcej o mniej znanej stronie historii Polski.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

piątek, 13 marca 2026

Operacja Kustosz - Jolanta Maria Kaleta

 


Wydawnictwo MG, Moja ocena 4,5/6
Operacja Kustosz to wciągająca powieść sensacyjno-historyczna, która przenosi czytelnika do przełomowego roku 1989. Jolanta Maria Kaleta pokazuje moment przełomu – czas, gdy kończy się pewna epoka, a zaczyna nowa, ale ludzie wcale nie zmieniają się tak szybko jak system. Autorka skupia się przede wszystkim na człowieku postawionym w sytuacji granicznej.
Głównym bohaterem jest Wiktor Wolański, wrocławski dziennikarz. Jest człowiekiem, który wierzy w sens swojej pracy i w siłę prawdy. Czuje, że nadchodzą nowe czasy i chce je wykorzystać do czegoś dobrego. To idealista, ale z nutą ryzyka w charakterze. Jego motywacją nie są tylko wielkie idee – kieruje nim także potrzeba udowodnienia swojej wartości.
Po drugiej stronie stoi kapitan Cyryl Kohut, funkcjonariusz służby bezpieczeństwa. Cyryl Kohut to zupełne przeciwieństwo Wiktora. To człowiek systemu, przyzwyczajony do władzy i wpływów. Dla niego rok 1989 oznacza koniec wygodnego życia i utraty wpływów. Nie zamierza jednak odejść z pustymi rękami. Wykorzystuje tajne dokumenty operacji Kustosz i organizuje nielegalne poszukiwania skarbów ukrytych przez Niemców pod koniec II wojny światowej. W grę wchodzą prawdziwe skarby - złoto, biżuteria i bezcenne dzieła sztuki – w tym poszukiwany renesansowy obraz. To bohater, który budzi niechęć, ale jednocześnie intryguje.
W tę niebezpieczną grę zostaje wciągnięta Marina, młoda pracownica archiwum. To postać, która wnosi do powieści emocjonalną głębię. Poza tym ta bohaterka łączy świat ambicji, tajemnic i uczuć. Jednocześnie jest inteligentna, wrażliwa i silniejsza, niż może się wydawać. 
Obaj mężczyźni są nią zauroczeni, co jeszcze bardziej komplikuje sytuację. Miłość, lojalność i zdrada splatają się z walką o ogromne pieniądze i historyczne skarby. Relacje między bohaterami komplikują się, pojawia się nieufność, zazdrość i rywalizacja. Nie wszyscy grają fair, a sojusze okazują się kruche. To sprawia, że fabuła nabiera tempa.
Ważne są także postacie drugoplanowe – współpracownicy, znajomi, ludzie z półświatka i urzędnicy. Tworzą tło, które nadaje historii realizmu. Każdy z nich ma swoje interesy i własny punkt widzenia. To sprawia, że świat przedstawiony w powieści jest wiarygodny i pełen napięcia.
Najciekawsze w bohaterach Operacji Kustosz jest to, że wszyscy stoją przed wyborem. Każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest ważniejsze – lojalność, pieniądze, uczucie czy prawda?
Książka trzyma w napięciu od pierwszych stron. Autorka niezwykle sprawnie łączy fakty historyczne z fikcją literacką. Opisuje Wrocław pełen tajemnic, niedopowiedzeń i śladów przeszłości. Można śmiało powiedzieć, że Wrocław jest równoprawnym bohaterem tej historii. Autorka wykorzystuje jego klimat, by budować napięcie. Opisy podziemi, archiwów czy opuszczonych przestrzeni tworzą wrażenie, że przeszłość dosłownie czai się za rogiem.
Dużym atutem powieści jest realistyczne tło historyczne oraz wiarygodne postacie – nie są czarno-białe, mają swoje słabości i motywy, są po prostu ludzcy. Wielu z nas może utożsamić się z cechami bohaterów.
Jednak dla mnie, osoby urodzonej w PRL-u, największym atutem opowieści jest genialnie oddany klimat końca lat 80. XX wieku. W wielu miejscach wzruszyłam się. To były czasy mojego whodzenia w dorosłość.
Operacja Kustosz to nie tylko historia o poszukiwaniu zaginionego obrazu. To także opowieść o chciwości, ambicji i cenie, jaką płaci się za własne wybory. Pokazuje, że gdy stawką są wielkie pieniądze i bezcenne dzieła sztuki, granice moralności łatwo się zacierają.
To książka dla osób, które lubią tajemnice, historię i emocjonującą akcję. Czy uda się odnaleźć Portret młodzieńca? Odpowiedź czeka w tej pasjonującej powieści. Polecam. Dobra, relaksująca, ciekawa książka. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

środa, 11 marca 2026

Sprawa Stalina - Giles Milton

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Książka podczytywana we fragmentach przez ostanie kilka tygodni. Sprawa Stalina to fascynująca opowieść historyczna oparta na prawdziwych wydarzeniach z czasów II wojna światowa. Autor pokazuje kulisy dyplomacji prowadzonej w jednym z najbardziej dramatycznych momentów wojny – wtedy, gdy los Związek Radziecki wisiał na włosku po ataku Adolf Hitler na wschód Europy. Milton opisuje, jak dzięki niezwykłej misji dyplomatycznej udało się doprowadzić do współpracy między trzema potęgami: Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi i ZSRR. 
Akcja książki zaczyna się w 1941 roku, gdy Niemcy niespodziewanie zaatakowały Związek Radziecki. Armia Czerwona ponosiła ogromne straty i istniało realne ryzyko, że państwo Stalina upadnie. Dla zachodnich aliantów byłoby to ogromne zagrożenie, ponieważ oznaczałoby jeszcze większą potęgę III Rzeszy. 
Aby temu zapobiec, przywódcy Zachodu – Winston Churchill i Franklin D. Roosevelt – wysłali do Moskwy specjalną misję dyplomatyczną. Jej głównymi bohaterami byli amerykański dyplomata i milioner Averell Harriman oraz brytyjski ambasador Archibald Clark Kerr. 
Ich zadanie było bardzo trudne. Musieli przekonać nieufnego i nieprzewidywalnego dyktatora – Józef Stalin – do współpracy z Zachodem. Negocjacje odbywały się w napiętej atmosferze, pełnej podejrzeń, politycznych gier i osobistych uprzedzeń. 
Autor pokazuje, że dyplomacja w czasie wojny nie polegała tylko na oficjalnych spotkaniach. Bardzo ważną rolę odgrywały prywatne rozmowy, kolacje i nieformalne spotkania. To właśnie podczas nich zapadały kluczowe decyzje dotyczące przyszłości świata.
Dużą zaletą książki jest to, że autor korzysta z wielu nieznanych wcześniej źródeł. Wśród nich znajdują się prywatne dzienniki, listy oraz tajne raporty dyplomatyczne. Szczególnie ciekawe są zapiski córki Harrimana – Kathleen Harriman, które pokazują wydarzenia z bardziej osobistej perspektywy. 
Dzięki temu książka nie jest suchą analizą historyczną. Czytelnik ma wrażenie, że obserwuje wydarzenia z bliska – poznaje emocje, napięcia i charakter bohaterów. Milton opisuje ich z humorem i dużą dbałością o szczegóły.
W książce można znaleźć kilka głównych tematów, np. kulisy powstania sojuszu aliantów, który odegrał kluczową rolę w pokonaniu Niemiec, trudne relacje między przywódcami, zwłaszcza nieufność wobec Stalina, polityczne gry i negocjacje, które często odbywały się poza oficjalnymi rozmowami.
Szczególnie interesujący jest wątek planów Stalina dotyczących powojennego ładu w Europie. 
Książka napisana jest przystępnym językiem i przypomina momentami powieść sensacyjną. Autor buduje napięcie, opisując kolejne spotkania, rozmowy i decyzje. Dzięki temu nawet osoby, które nie interesują się na co dzień historią, mogą czytać ją z dużym zainteresowaniem. 
Milton bardzo dobrze pokazuje także charakter swoich bohaterów. Harriman jawi się jako człowiek pewny siebie i ambitny, natomiast Clark Kerr jako ekscentryczny, ale bardzo inteligentny dyplomata. Najbardziej tajemniczą postacią pozostaje oczywiście Stalin – nieprzewidywalny, podejrzliwy i bezwzględny.
Sprawa Stalina to ciekawa i wartościowa książka historyczna. Pokazuje, że wielkie wydarzenia polityczne często zależą od działań pojedynczych ludzi oraz od nieformalnych rozmów prowadzonych za zamkniętymi drzwiami. 
Największą zaletą książki jest jej oparcie na autentycznych dokumentach oraz dynamiczny sposób opowiadania historii. Dzięki temu czytelnik może lepiej zrozumieć, jak powstał sojusz, który ostatecznie doprowadził do zwycięstwa aliantów w II wojnie światowej. 
To doskonała lektura dla osób interesujących się historią XX wieku, dyplomacją oraz kulisami wielkiej polityki. Książka pokazuje, że historia nie jest tylko zbiorem dat i faktów, ale także opowieścią o ludziach, ich decyzjach i ambicjach. Polecam.

 

niedziela, 8 marca 2026

Listy - Kurt Vonnegut

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Książka podczytywana we fragmentach przez ostatnie kilkanaście dni. Jest to niezwykły zbiór korespondencji jednego z najważniejszych pisarzy XX wieku. Nie jest to typowa powieść ani klasyczna autobiografia. Zamiast tego czytelnik dostaje setki listów pisanych przez autora przez ponad sześćdziesiąt lat. Dzięki temu można zobaczyć, jaki był Vonnegut jako człowiek – w codziennym życiu, w pracy pisarskiej oraz w relacjach z innymi ludźmi. Vonnegut wysyłał listy do różnych osób: do rodziny, przyjaciół, wydawców, studentów, czytelników, a nawet polityków. Każdy list pokazuje fragment jego życia. Raz pisarz opowiada o pracy nad nową książką, innym razem o problemach rodzinnych albo o sprawach społecznych i politycznych. 
Listy obejmują niemal całe życie autora – od młodości aż po późne lata. Dzięki temu czytelnik może obserwować, jak zmieniały się jego poglądy, sposób myślenia i styl pisania. Z czasem widać też, jak rozwijała się jego kariera literacka. 
Dużą pomocą w zrozumieniu listów są komentarze przyjaciela pisarza, Dana Wakefield. Wyjaśnia on kontekst wielu wydarzeń, tłumaczy, do kogo skierowany był dany list i co działo się wtedy w życiu Vonneguta. Dzięki temu czytelnik lepiej rozumie sytuację autora.
Listy Vonneguta bardzo przypominają jego powieści. Są napisane prostym, jasnym językiem, ale jednocześnie pełne są humoru i celnych obserwacji. Autor często żartuje, czasem ironizuje, a czasem bardzo poważnie komentuje świat. Vonnegut często pisze także o nauce, sztuce, ekonomii czy polityce. Nie robi tego jednak w sposób trudny czy naukowy. Jego myśli są proste, ale bardzo trafne i skłaniają do refleksji.
Listy można traktować jak szczególny rodzaj autobiografii. Vonnegut nigdy nie napisał klasycznej książki o swoim życiu. Jednak jego listy, pisane przez wiele lat, tworzą coś bardzo podobnego – historię życia opowiadaną kawałek po kawałku. 
Czytelnik nie dostaje jednego, uporządkowanego opisu wydarzeń. Zamiast tego poznaje autora stopniowo, poprzez jego myśli, reakcje i emocje zapisane w listach. Dzięki temu portret pisarza wydaje się bardzo autentyczny.
Największe zalety tej książki to: humor i inteligencja autora, różnorodność tematów – od życia prywatnego po sprawy społeczne i wartość historyczna ponieważ listy pokazują realia różnych epok.
Poza tym czytelnik może także zobaczyć, jak wielką rolę w życiu Vonneguta odgrywały wartości takie jak uczciwość, współczucie i odpowiedzialność za innych ludzi.
Listy Kurta Vonneguta to bardzo ciekawa książka dla osób, które chcą lepiej poznać jednego z najważniejszych pisarzy XX wieku. Dzięki autentycznej korespondencji czytelnik widzi jego prawdziwe poglądy, poczucie humoru i wrażliwość. 
To nie tylko zbiór listów, ale także opowieść o życiu, twórczości i świecie widzianym oczami inteligentnego, uważnego obserwatora. Książka pokazuje, że nawet zwykłe listy mogą stać się ważnym świadectwem epoki i charakteru człowieka. 
Bez wątpienia jest to bardzo wartościowa i inspirująca lektura, szczególnie dla miłośników literatury i twórczości Kurta Vonneguta. Drogi Kurcie, dziekuję. To była prawdziwa uczta :)

 

sobota, 7 marca 2026

Kolejny tom serii o Komisarzu Brunettim 25 marca 2026

 



25 marca 2026 nakłądem Oficyny Noir sur Blanc ukazę się kolejny tom serii przygód Komisarza Brunettiego. Tutaj możecie kupić książkę w przedsprzedaży (klik)

Zachęcam, żeby przenieść się prosto do mglistej, przepełnionej sekretami i tajemnicami Wenecji razem z bestsellerową serią Donny Leon! To idealna lektura dla miłośników inteligentnych zagadek w stylu cozy crime – bez epatowania brutalnością, za to z bogatym tłem psychologicznym. W tej serii mroczne intrygi wspaniale przeplatają się z ciepłem włoskiego życia, zapachem prawdziwej kawy i dyskusjami nad talerzem pysznego makaronu.

Kto sieje wiatr” (w tłumaczeniu Małgorzaty Kaczarowskiej) jest najnowszą powieścią z serii. To kryminał z klasą, który wciąga równie mocno co spacer po urokliwych weneckich kanałach. Tym razem czarujący i błyskotliwy komisarz Guido Brunetti staje przed nie lada wyzwaniem. Śledztwo w sprawie tajemniczego morderstwa prowadzi go za zamknięte drzwi arystokratycznego weneckiego palazzo i do zarośniętego, pełnego sekretów ogrodu. Kto miał motyw, by zabić spokojnego, bezbronnego człowieka? Rutynowe dochodzenie szybko staje się dla komisarza prawdziwą podróżą w przeszłość. Zgłębiając historie kolejnych podejrzanych, Brunetti wraca bowiem do czasów swojej młodości, pełnej wzniosłych idei oraz żarliwej chęci naprawy świata.

 

 

piątek, 6 marca 2026

Miyazaki. Świat w animacji - Susan J. Napier

 


Wydawnictwo bo.wiem, Moja ocena 5,5/6
Są artyści, którzy tworzą filmy. I są tacy, którzy tworzą światy. Hayao Miyazaki bez wątpienia należy do tej drugiej grupy. 
Ta książka to nie tylko biografia słynnego reżysera anime. To próba zrozumienia, jak rodzi się wyobraźnia, która potrafi poruszyć miliony ludzi. 
Kiedy oglądamy, np. Mojego sąsiada Totoro, nie mamy wrażenia, że patrzymy na animację. Mamy wrażenie, że ktoś uchylił drzwi do innej rzeczywistości. Susan J. Napier w swojej książce próbuje odpowiedzieć na pytanie: kim jest człowiek, który potrafił te drzwi otworzyć? 
I robi to w sposób wciągający, ciepły, a jednocześnie bardzo przenikliwy. Jest to biografia, którą czyta się jak opowieść 
Miyazaki. Świat w animacji nie jest suchą biografią pełną dat i nagród. Zamiast chronologicznego wyliczania faktów, dostajemy opowieść o chłopcu dorastającym w powojennej Japonii, w cieniu bombardowań i choroby matki. Te doświadczenia nie są w książce tylko tłem – są kluczem. Napier pokazuje, jak wojna przeniknęła do jego filmów w postaci latających maszyn, ale też lęku przed przemocą i technologią wymykającą się spod kontroli.
Autorka prowadzi czytelnika przez życie Miyazakiego tak, jak on prowadzi widza przez swoje filmy – powoli, z uważnością, z miejscem na ciszę. Największe wrażenie wywarła na mnie powojenna Japonia i to, jak wiele lat pózniej, przeradza się na ekranie w tęsknotę za naturą i światem mniej skażonym przez technologię.
Jednym z największych atutów książki jest pokazanie Miyazakiego jako człowieka z krwi i kości, człowieka wielu talentów i jeszcze większej ilości sprzeczności. Napier nie idealizuje swojego bohatera. Pisze o jego melancholii, o pesymizmie wobec współczesnego świata, o zmęczeniu. A jednocześnie pokazuje, że właśnie z tej mieszanki frustracji i marzeń rodzi się sztuka. To bardzo ludzki i poruszający portret.
Autorka bardzo ciekawie prezentuje filmy Miyazakiego. Rzuca się w oczy, że u naszego bohatera nic nie jest czarno-białe. Nie ma czystych złoczyńców, złych do szpiku kości bohaterów. Nawet ci, którzy niszczą świat, mają swoje racje. To podejście sprawia, że jego filmy są uniwersalne i trafiają zarówno do dzieci, jak i dorosłych.
Jednym z niezwykle ważnych tematów książki jest relacja człowieka z przyrodą. Napier wyraźnie podkreśla, że Miyazaki nie tworzy „ekologicznych bajek”. On opowiada o świecie, który oddycha. Np. las w Totoro nie jest tłem – jest żywą istotą. Autorka pokazuje, że dla Miyazakiego natura nie jest ani dobra, ani zła. Jest potężna. I obojętna wobec ludzkiej pychy. Las, wiatr, woda – u Miyazakiego nie są dekoracją. Są siłą, która trwa dłużej niż człowiek. Napier pokazuje, że jego filmy to nie moralizatorskie opowieści ekologiczne, lecz medytacje nad relacją człowieka ze światem. Nad tym, czy potrafimy żyć w harmonii, czy tylko niszczyć. W czasach kryzysu klimatycznego ta interpretacja brzmi wyjątkowo aktualnie. 
Ta książka jest potrzebna i niezwykle ważna. Pozwala ona poznać wyjątkowego człowieka, mniej znaną Japonię i inaczej spojrzeć na filmy naszego bohatera. Po jej przeczytaniu trudno oglądać Totoro tylko jako uroczą historię o puszystym duchu lasu. Widzimy w nim tęsknotę za spokojem, którego sam twórca nigdy do końca nie zaznał. Napier udowadnia, że animacja nie jest gatunkiem „dla dzieci”. Może być narzędziem do mówienia o wojnie, katastrofie ekologicznej, samotności, stracie i nadziei.
To wyjątkowa książka zarówno dla fanów Ghibli, jak i dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z japońską animacją.
Jeśli ktoś szuka sensacyjnych szczegółów z życia prywatnego reżysera – może poczuć niedosyt. Napier skupia się bardziej na twórczości niż na plotkach. Ale to raczej zaleta niż wada.
Miyazaki. Świat w animacji to nie tylko opowieść o jednym reżyserze. To książka o wyobraźni. O tym, jak osobiste doświadczenia mogą zamienić się w uniwersalne historie. O tym, że nawet w świecie pełnym chaosu można tworzyć piękno. Po jej lekturze ma się ochotę wrócić do filmów Miyazakiego. I obejrzeć je uważniej. Wolniej. Z większym zrozumieniem. Polecam. 

Zapraszam na mój profil na Instagramie (klik)  


 

wtorek, 3 marca 2026

Kochając Sylvię Plath - Emily Van Duyne

 


Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 6/6
Sylvii Plath nigdy dosyć. Każda nowa książka o niej budzi emocje, a każda próba opowiedzenia jej historii na nowo wydaje się ryzykowna. Bo czy można jeszcze coś dodać? Czy można powiedzieć coś, czego już nie powiedziano? Emily Van Duyne udowadnia, że można. I robi to w sposób odważny, bezkompromisowy i głęboko poruszający. 
Kochając Sylvię Plath to zupełnie nowe spojrzenie na autorkę Szklanego klosza. To książka, która nie powtarza znanych schematów. Nie opowiada po raz kolejny tej samej historii o „tragicznej poetce zmierzającej ku śmierci”. Przeciwnie – próbuje odzyskać Sylvię z narracji, którą przez lata budował Ted Hughes. 
Sylvia miała zaledwie 24 lata, gdy wyszła za niego za mąż. Była już wtedy wydawaną i docenianą poetką. Miała ambicję, talent i ogromną pracowitość. Hughes również miał talent i charyzmę – brylował na salonach, przyciągał uwagę – ale potrzebował kogoś, kto zajmie się jego karierą. I tym kimś została Sylvia. Była jego redaktorką, sekretarką, asystentką i menedżerką. Przepisywała jego wiersze, wysyłała je do wydawców, negocjowała umowy, pilnowała finansów. To dzięki jej pracy i determinacji stał się sławnym poetą. 
Van Duyne nie unika trudnych tematów. Pisze wprost: dwa dni po tym, jak Hughes ją pobił, Sylvia straciła ciążę. Gdy po latach odkręciła gaz i zażyła tabletki, on spędzał noc u swojej kochanki – Assii Wevill. Cztery lata później Assia odebrała sobie życie w ten sam sposób. Te dramatyczne fakty nie są tu sensacją. Są elementem większej opowieści o przemocy, manipulacji i kontroli. 
Jednym z najmocniejszych punktów książki jest pokazanie, jak Ted Hughes przez lata kształtował pamięć o Sylvii i Assii. Odseparował je od bliskich miejsc i ludzi. Ocenzurował twórczość i życie Plath. Usuwał fragmenty dzienników, decydował, które wiersze mogą się ukazać, a które nie. Budował wygodną dla siebie legendę o poetce, która od zawsze zmierzała ku śmierci. Przez lata tworzył zakłamaną narrację o ich wspólnym życiu. 
A przecież – jak pokazuje Van Duyne – Sylvia niczego nie ukrywała. Prawda była zapisana w jej twórczości, w dziennikach, w listach. Trzeba było tylko odważyć się ją zobaczyć. 
Emily Van Duyne, naukowczyni i stypendystka Fulbrighta, jako pierwsza tak odważnie mierzy się z legendą Teda Hughesa. Korzysta z ogromnej ilości materiałów źródłowych: ujawnionych dokumentów, listów, rękopisów, archiwów. Dogłębnie analizuje teksty Plath i zestawia je z faktami z jej życia. Dzięki temu powstała książka wyjątkowa – będąca miksem eseju, dziennika, a nawet poszerzonej pracy naukowej. Trudno ją jednoznacznie określić. To nie jest klasyczna biografia. To raczej intelektualne i emocjonalne śledztwo, które, n. 
Nie jest to lektura łatwa. Autorka wchodzi głęboko w teksty, analizuje, porównuje, wraca do tych samych motywów. Wymaga skupienia i cierpliwości. Ale jednocześnie jest to książka porywająca i warta wysiłku. Czyta się ją z rosnącym napięciem – jak opowieść o odzyskiwaniu głosu, o przywracaniu sprawiedliwości. 
Van Duyne nie idealizuje Sylvii. Nie tworzy z niej pomnika. Pokazuje ją jako kobietę ambitną, wrażliwą, czasem trudną, ale przede wszystkim świadomą swojej wartości i talentu. To bardzo ważne – bo przez lata widziano w niej głównie ofiarę lub ikonę tragedii. Tutaj widzimy ją jako twórczynię, która wiedziała, co robi. 
Kochając Sylvię Plath to chyba jedyna książka, która tak konsekwentnie odczytuje życiorys Plath na nowo. To próba wyrwania poetki z cienia męża i przywrócenia jej podmiotowości. Po tej lekturze trudno patrzeć na historię Plath w ten sam sposób. 
Sylvii Plath nigdy dosyć – zwłaszcza takiej, jaką pokazuje Emily Van Duyne: silnej, świadomej, niesprawiedliwie uciszonej, ale wciąż obecnej w swoich tekstach. To książka wymagająca, momentami bolesna, ale niezwykle potrzebna. I zostaje z czytelnikiem na długo. Zdecydowanie polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

niedziela, 1 marca 2026

Męskość - nowe spojrzenie - Steve Biddulph

 


Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4,5/6
Książka Męskość. Nowe spojrzenie Steve’a Biddulpha to mądra, ciepła i bardzo potrzebna publikacja o tym, kim jest współczesny mężczyzna i z jakimi wyzwaniami musi się mierzyć. Autor po latach wraca do tematu, który przyniósł mu ogromną popularność, i pokazuje, jak bardzo zmienił się świat, a razem z nim rola mężczyzny. 
Biddulph pisze prostym, zrozumiałym językiem. Nie moralizuje, nie oskarża, nie poucza z góry. Zamiast tego rozmawia z czytelnikiem jak dobry przyjaciel lub doświadczony mentor. To sprawia, że książkę czyta się lekko, mimo że porusza ona tematy trudne i często bolesne.
Autor pokazuje, że współczesny mężczyzna znajduje się w trudnej sytuacji. Z jednej strony oczekuje się od niego siły, zdecydowania i sukcesu. Z drugiej – wrażliwości, czułości i zaangażowania w życie rodzinne. Te wymagania często wydają się sprzeczne. Wielu mężczyzn czuje się zagubionych, niepewnych, a nawet sfrustrowanych. Biddulph pomaga zrozumieć, że te sprzeczności nie muszą oznaczać porażki. Można być jednocześnie silnym i wrażliwym. Można być ambitnym w pracy i obecnym ojcem. Kluczem jest świadomość siebie i odwaga, by żyć w zgodzie ze swoimi wartościami.
Dużo miejsca autor poświęca relacjom miłosnym. Pisze o tym, jak budować satysfakcjonujący związek oparty na bliskości, szczerości i wzajemnym szacunku. Podkreśla, że mężczyźni często mają trudność z mówieniem o uczuciach, co prowadzi do nieporozumień i oddalenia w relacji.
Jednym z najmocniejszych punktów książki jest temat ojcostwa. Autor podkreśla, jak ogromne znaczenie ma obecność ojca w życiu dziecka – zarówno syna, jak i córki. Pokazuje, że chłopcy potrzebują męskiego wzorca, który nauczy ich odpowiedzialności, empatii i radzenia sobie z emocjami.
Autor porusza także temat męskich przyjaźni, które często są zaniedbywane. Wiele relacji między mężczyznami opiera się na wspólnych działaniach, ale brakuje w nich szczerej rozmowy i wsparcia. Biddulph pokazuje, że prawdziwa przyjaźń jest ważna dla zdrowia psychicznego i poczucia sensu życia. 
Pisze również o duchowości – nie w sensie religijnym, ale jako o potrzebie głębi, refleksji i życia zgodnego z wartościami. Według autora mężczyzna potrzebuje poczucia, że jego życie ma sens, że jego praca i wysiłek służą czemuś większemu.
Książka nie unika trudnych tematów. Badacz pisze o agresji, przemocy, uzależnieniach i autodestrukcji. Zastanawia się, skąd bierze się męska gwałtowność i dlaczego tak wielu mężczyzn tłumi emocje, aż w końcu wybuchają one w niebezpieczny sposób.
Choć książka jest skierowana głównie do mężczyzn, wiele mogą z niej wynieść także kobiety. Pomaga ona zrozumieć, z czym mierzą się partnerzy, synowie czy ojcowie. Pokazuje ich lęki, wątpliwości i pragnienia, o których często nie mówią wprost.
Męskość. Nowe spojrzenie to książka potrzebna i aktualna. Nie daje prostych recept na życie, ale skłania do refleksji i zachęca do zmiany. Pokazuje, że męskość nie musi oznaczać twardości i milczenia. Może oznaczać odpowiedzialność, dojrzałość, wrażliwość i odwagę bycia sobą. 
To lektura, która może pomóc wielu mężczyznom lepiej zrozumieć siebie i swoje emocje. A kobietom – lepiej zrozumieć mężczyzn. W świecie pełnym napięć i niejasnych oczekiwań taka książka jest naprawdę cenna.

 

piątek, 27 lutego 2026

Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami - Philip Gourevitch

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 6/6
Książka Philipa Gourevitcha to jedna z najmocniejszych i najważniejszych książek reporterskich, jakie powstały pod koniec XX wieku. Opowiada o ludobójstwie w Rwandzie w 1994 roku, kiedy w ciągu zaledwie trzech miesięcy zamordowano około 800 tysięcy ludzi – głównie przedstawicieli mniejszości Tutsi. Autor nie opisuje tych wydarzeń w suchy, historyczny sposób. On oddaje głos ludziom, którzy przeżyli piekło, i próbuje zrozumieć, jak mogło dojść do tak strasznej tragedii. 
Już sam tytuł książki jest wstrząsający. Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami to słowa, które pokazują bezradność i rozpacz ofiar. To zdanie nie jest metaforą – oddaje prawdziwe doświadczenie ludzi, którzy wiedzieli, że śmierć jest blisko, a świat nie zamierza im pomóc. 
Gourevitch opisuje wydarzenia z kwietnia 1994 roku, gdy rząd Rwandy wezwał większość Hutu do eksterminacji Tutsi. Sąsiedzi zabijali sąsiadów, nauczyciele – uczniów, a nawet członkowie rodzin zwracali się przeciwko sobie. Autor pokazuje, że zło nie zawsze przychodzi w przerażającej postaci. Często jest zwyczajne, banalne – rodzi się z posłuszeństwa, strachu, nienawiści podsycanej przez propagandę. To sprawia, że opisana historia jest jeszcze bardziej przerażająca. Ta wskazówka, jakie i czym jest zło, jest nadal aktualne, a może teraz bardziej niż kiedyś. W koło nas dzieje się coraz więcej zła, należy o pamiętac o przesłaniu tej poruszającej książki. 
Ważną częścią książki są rozmowy z ocalałymi. Ich relacje są proste, szczere i bardzo bolesne. Czytelnik poznaje konkretne twarze i historie, a tragedia przestaje być tylko liczbą w podręczniku. Dzięki temu łatwiej zrozumieć ogrom cierpienia, jakie dotknęło mieszkańców Rwandy. Autor nie epatuje brutalnością, ale nie ukrywa prawdy. Pisze spokojnie, rzeczowo, a przez to jeszcze mocniej. 
Książka nie jest jednak tylko opisem samego ludobójstwa. Gourevitch pokazuje też szerszy kontekst – skutki kolonizacji, rolę wielkiej polityki oraz obojętność społeczności międzynarodowej. Zadaje trudne pytania: dlaczego świat nie zareagował? Dlaczego organizacje zajmujące się prawami człowieka były bezsilne? Dlaczego życie setek tysięcy ludzi okazało się mniej ważne niż interesy polityczne? Autor nie daje łatwych odpowiedzi, ale jasno pokazuje, że tragedia Rwandy nie wydarzyła się w próżni. 
Reportaż Gourevitcha jest napisany przystępnym językiem, mimo że dotyczy bardzo trudnego tematu. Autor łączy fakty historyczne z osobistymi historiami, analizę polityczną z refleksją moralną. Dzięki temu książka jest zarówno dokumentem, jak i głębokim studium ludzkiej natury. 
To lektura bardzo ciężka emocjonalnie. Czytając ją, trudno pozostać obojętnym. Pojawia się złość, smutek, poczucie niesprawiedliwości, a nawet szok i płacz. Jednocześnie książka uczy empatii i przypomina, jak ważna jest pamięć o ofiarach. To nie tylko opowieść o przeszłości, ale też ostrzeżenie na przyszłość. Pokazuje, do czego prowadzi nienawiść i obojętność. 
Philip Gourevitch, nagradzany reporter i laureat wielu prestiżowych nagród, stworzył dzieło wybitne. Jego książka to przykład literatury faktu na najwyższym poziomie – rzetelnej, przejmującej i potrzebnej. 
Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami to książka, którą warto przeczytać, choć nie jest to łatwa lektura. To ważny głos w rozmowie o odpowiedzialności, pamięci i człowieczeństwie. Po jej przeczytaniu trudno zapomnieć o Rwandzie – i trudno już patrzeć na świat w taki sam sposób jak wcześniej.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 


poniedziałek, 23 lutego 2026

Wielka magia. Odważ się żyć kreatywnie - Elizabeth Gilbert

 


Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4,5/6
Wielka magia to książka o kreatywności, a zarazem inspirujący przewodnik dla każdego, kto chce żyć odważniej, pełniej i z większą pasją. Elizabeth Gilbert – autorka światowego bestsellera Jedz, módl się, kochaj – tym razem zaprasza czytelników do świata twórczej ciekawości. Robi to w sposób prosty i dostępny dla każdego. 
Już od pierwszych stron widać, że nie jest to typowy poradnik z listą zasad do odhaczenia. Gilbert nie moralizuje i nie poucza. Dzieli się własnymi doświadczeniami – sukcesami, porażkami, lękami i wątpliwościami. Pisze tak, jakby rozmawiała z przyjacielem przy kawie. Dzięki temu książkę czyta się lekko, a jednocześnie zostaje ona w głowie na długo.
Głównym tematem jest kreatywność rozumiana bardzo szeroko. To nie tylko pisanie powieści czy malowanie obrazów. To także gotowanie z pasją, zmiana sposobu pracy, rozpoczęcie nowego hobby, a nawet odwaga, by wyrazić własne zdanie. Gilbert przekonuje, że twórczość nie jest zarezerwowana dla wybranych. Każdy z nas ma w sobie naturalną ciekawość i zdolność tworzenia. 
Autorka mówi wprost: największym wrogiem kreatywności jest strach. Strach przed oceną, porażką, ośmieszeniem, brakiem talentu. Nie namawia jednak, by pozbyć się strachu całkowicie – bo to niemożliwe. Zamiast tego proponuje, by nauczyć się działać mimo niego. To bardzo ważne przesłanie: odwaga nie polega na braku lęku, lecz na tym, że nie pozwalamy mu decydować o naszym życiu.
Autorka zachęca do twórczej ciekawości. Nie musimy od razu zmieniać całego życia. Wystarczy zrobić mały krok – zapisać się na kurs, zacząć pisać do szuflady, spróbować czegoś nowego. Kreatywność nie musi być wielkim projektem ani sposobem na zarabianie pieniędzy. Może być źródłem radości i energii.
Elizabeth Gilbert, jako autorka ogromnego bestsellera, wie, czym jest wielki sukces. Wie też, jak wygląda presja oczekiwań i lęk przed kolejną książką. W Wielkiej magii otwarcie mówi o tym, że ani sukces, ani porażka nie powinny decydować o tym, czy tworzymy. Najważniejsza jest sama praca i miłość do niej.
Książka napisana jest prostym, przystępnym językiem. Nie ma w niej skomplikowanych teorii ani trudnych pojęć. Autorka opowiada historie – swoje i cudze – które ilustrują jej myśli. Dzięki temu nawet osoby, które zwykle nie sięgają po poradniki, mogą poczuć się swobodnie. 
Ważną rolę odgrywa też poczucie humoru. Gilbert potrafi spojrzeć z dystansem zarówno na siebie, jak i na świat twórców. To sprawia, że książka nie jest patetyczna ani przesadnie motywacyjna. Jest szczera i ciepła.
Wielka magia będzie idealna dla: osób, które marzą o napisaniu książki, namalowaniu obrazu, założeniu bloga czy rozpoczęciu nowego projektu, tych, którzy czują, że utknęli i brakuje im odwagi i da każdego, kto chce wprowadzić do swojego życia więcej pasji i radości.
Wielka magia. Odważ się żyć kreatywnie to mądra, ciepła i dodająca otuchy książka o tym, że twórczość jest naturalną częścią życia. Elizabeth Gilbert pokazuje, że nie trzeba być geniuszem, by tworzyć. Trzeba tylko pozwolić sobie na ciekawość i przestać czekać na idealny moment.


Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

sobota, 21 lutego 2026

Jutro może być za późno - Katarzyna Grzebyk

 


Wydawnictwo Zysk I S-ka, Moja ocena 5/6
Jutro może być za późno to powieść, która porusza serce i zostaje w myślach na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Katarzyna Grzebyk po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o uczuciach w sposób prosty, ale głęboki. To historia o miłości, pamięci i o tym, że pewne emocje nie przemijają – nawet jeśli mijają całe dekady.
Akcja książki rozpoczyna się w Strzyżowie, latem 1939 roku. 11-letni Ignacy poznaje Sarę – córkę miejscowego fotografa. Ich relacja zaczyna się niewinnie, jak to bywa w dzieciństwie. Z czasem rodzi się coś więcej – pierwsza, czysta miłość. 
Autorka bardzo ciekawie opisuje ten etap życia. Nie ma tu przesady ani sztuczności. Jest za to delikatność, czułość, piekny pierwszy pocałunek, wspóne chwile. To obrazy, który zostają w pamięci czytelnika tak samo mocno, jak w pamięci Ignacego. 
Jednak wybuch wojny przerywa wszystko. Sara znika. Dla Ignacego zostaje tylko wspomnienie.
Druga linia czasowa przenosi nas do Gdańska w 2022 roku. Malwina cudem unika śmierci w wypadku samochodowym. To doświadczenie sprawia, że zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie. Postanawia zostawić przeszłość za sobą i wyjechać do niewielkiej miejscowości, gdzie otwiera kwiaciarnię. 
To bardzo ciepły i symboliczny motyw. Malwina nie tylko sprzedaje kwiaty – do każdego bukietu dołącza też dobrą wróżbę. Bardzo ciekawa postać, niezwykłe przedstawienie bohaterki. 
Pewnego dnia w progu jej sklepu staje ktoś, kto sprawia, że dawno zapomniana historia zaczyna powracać. Przeszłość i teraźniejszość splatają się w zaskakujący sposób. Nic więcej nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej niezwykłej powieści. Najmocniejszą jej stroną jest emocjonalność. To książka, która wzrusza, ale nie przytłacza. Autorka pokazuje, że miłość – nawet ta dziecięca – może być czymś trwałym i silnym. Może przetrwać wojnę, rozłąkę i upływ czasu. 
Dużym plusem jest także sposób prowadzenia dwóch planów czasowych. Przejścia między przeszłością a teraźniejszością są płynne i logiczne. Czytelnik nie gubi się w historii, a wręcz przeciwnie – z ciekawością odkrywa jej kolejne elementy. 
Na uwagę zasługują też bohaterowie. Ignacy i Sara są bardzo ciekawi, niewinni, ciepli. Malwina natomiast to postać, z którą łatwo się utożsamić. To osoba zraniona, ale odważna, gotowa zacząć wszystko od nowa. Wiele czytelniczek odnajdzie w Malwinie cząstkę siebie. 
Książka ma ciepły, nostalgiczny klimat. Czuć w niej tęsknotę za tym, co było, ale też nadzieję na to, co może jeszcze nadejść. Tytuł Jutro może być za późno jest ważnym przesłaniem, symbolem. Przypomina, że nie warto odkładać uczuć, rozmów i decyzji na później. Czas bywa nieprzewidywalny.
Jutro może być za późno to piękna, wzruszająca opowieść o miłości, która przekracza granice czasu. To książka dla osób, które lubią historie o uczuciach, rodzinnych tajemnicach i splatających się losach. 
Powieść Katarzyny Grzebyk czyta się lekko, ale zostawia głęboki ślad w sercu. To historia, która przypomina, że czasem jedno spotkanie może zmienić całe życie – a to, co wydaje się zakończone, może jeszcze kiedyś powrócić. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

 

piątek, 20 lutego 2026

Drżąca ręka fałszerza - Patricia Highsmith

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Są powieści, które się czyta. Są też takie, które wślizgują się do umysłu, pod skórę i zostają tam na długo. Patricia Highsmith kolejny raz napisała taką właśnie powieść. Autorka ponownie udowadnia, że jest mistrzynią psychologicznej wiwisekcji, zaglądania do duszy i umysłu bohatera. Jej proza nie epatuje sensacją, jest jak najdalsza od tego. W tej powieści napięcie nie rodzi się z pościgów czy gwałtownych zwrotów akcji, nie ma nic wspólnego ze znanym wszystkim zabiligoiuciekł. Ta powieść jest pełna myśli, to one ją tworzą i osaczają czytelnika. 
Bohater, Howard Ingham, młody nowojorski pisarz, przybywa do Tunezji. To mężczyzna po przejściach, z przeszłością i z bagażem osobistych porażek i zawodowych ambicji. Ma napisać scenariusz, ma zacząć od nowa, ma uciec. Ale ucieczka okazuje się iluzją. Czekając na przyjaciela, który nigdy nie przyjeżdża, zostaje sam – w obcej kulturze, w obcym klimacie, w obcej moralności i z własnymi problemami.
Howard zaczyna pisać powieść o człowieku, który sam ustanawia własne reguły moralne. Autorka tworzy coś, co wprowadza czytelnika w zdziwienie i lekki chaors, pisarka zaciera granicę między fikcją a rzeczywistością. W końcu nie wiemy, czy to bohater tworzy historię, czy historia tworzy bohatera? 
Nasz bohater zaczyna spędzać czas z innymi cudzoziemcami: tajemniczym Adamsem i malarzem Jensenem. Ich rozmowy o moralności, odpowiedzialności i wolności powoli wpływają na jego sposób myślenia. Trudno coś więcej napisać jeżeli nie chce sie zdradzić treści, a ja nie chcę. W związku z tym nic więcej wam nie zdradzę. Napiszę tylko, że dzieje się, oj dzieje. I nic nie jest ani proste, ani oczywiste. 
Najciekawsze w tej książce jest to, że nie daje jasnych odpowiedzi. Czy Howard jest niewinny? Czy może sam doprowadza do trudnych wydarzeń? Czy strach, który czuje, wynika z realnego zagrożenia, czy z jego własnych myśli? Autorka zostawia czytelnika z tymi pytaniami, pisze prosto, ale bardzo trafnie. Skupia się na uczuciach i myślach bohatera. Pokazuje, jak samotność i poczucie wyobcowania mogą zmienić człowieka.
To książka hipnotyzująca, cicha, ale wręcz krzycząca. Zakończenie nie daje ani rozwiązania, ani oczyszczenia. Finał i cała powieść dają za to mocną refleksję. Czytając, ma się wrażenie, że autorka powoli odsuwa kolejne warstwy psychiki, aż zostaje naga prawda: człowiek jest istotą zdolną do wszystkiego, jeśli tylko znajdzie odpowiednie uzasadnienie. Smutne, ale prawdziwe. 
Dodatkowym atutem jest fakt, iż Highsmith genialnie wykorzystuje i ukazuje scenerię Afryki Północnej. Mamy wplecione w opowieść palące słońce, surowe krajobrazy, egzotyczne miasta. Wszystko to genialnie ukazuje wewnętrzny niepokój bohatera, który z każdym zdaniem jest coraz większy. Wszystko- kulturę, dzień codzienny, krajobrazy, nastrój, pisarka wplotła w opowieść. Ba, Tunezja w tej powieści nie jest tłem – jest równorzędnym bohaterem. Całość tworzy mieszankę wybuchową. 
Drżąca ręka fałszerza nie jest tylko thrillerem psychologicznym. To mistrzowskie studium samotności, alienacji i kruchości zasad. To powieść, która udowadnia, że największe dramaty rozgrywają się nie w świecie zewnętrznym, lecz w umyśle. 
To książka dla osób, które lubią powieści psychologiczne i historie, w których ważniejsze od akcji są emocje i wątpliwości bohatera. „Drżąca ręka fałszerza” skłania do zastanowienia się nad tym, czym jest prawda i czy każdy z nas, w trudnej sytuacji, nie zacząłby usprawiedliwiać własnych decyzji. Polecam.


 



 

 

 

 

środa, 18 lutego 2026

Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień - Yuta Takahashi

 


Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5/6
Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień to pełna ciepła, spokojna i bardzo wzruszająca książka o stracie, tęsknocie i nadziei. Autor, Yuta Takahashi, opowiada w niej kilka historii ludzi, którzy przeżyli ból po odejściu bliskich. Choć temat jest trudny, książka nie jest przygnębiająca. Przeciwnie – daje ukojenie i pokazuje, że nawet po największej stracie można odnaleźć światło. 
Akcja toczy się w małej, nadmorskiej restauracji Chibineko. Aby do niej dotrzeć, trzeba iść brzegiem rzeki, potem plażą i ścieżką wysypaną białymi muszelkami. Już samo to miejsce wydaje się magiczne i odcięte od codziennego świata. Restaurację prowadzą Kai i jego mama. Przygotowują oni niezwykłe potrawy, które mają wyjątkową moc – pozwalają na krótkie spotkanie z osobą, która odeszła. 
W książce poznajemy kilka postaci. Kotoko nie może pogodzić się z nagłą śmiercią brata. Taiji żyje z poczuciem winy, bo zranił koleżankę, z którą nie zdążył się pogodzić. Yoshio bardzo tęskni za żoną, która zmarła po ciężkiej chorobie. Każda z tych osób przychodzi do Chibineko z innym bólem, ale z tą samą nadzieją – że uda się jeszcze raz zobaczyć ukochaną osobę i powiedzieć to, czego nie zdążyli wcześniej. 
Historie bohaterów są proste, ale bardzo poruszające. Z wieloma ich fragmentami będzie mogła się utożsamić większość czytelników. Autor nie używa trudnych słów ani skomplikowanych opisów, nie popada w przesadę ani infantylizm. Pisze spokojnie i delikatnie, dzięki czemu łatwo wczuć się w emocje postaci. Czytelnik razem z nimi przeżywa żal, smutek, a później ulgę. Książka pokazuje, jak ważne są rozmowa, wybaczenie i wdzięczność za wspólnie spędzony czas. 
Bardzo ciekawym elementem są przepisy na potrawy, które pojawiają się w książce. Jedzenie nie jest tu tylko tłem. Ma ono symboliczne znaczenie – przywołuje wspomnienia, zapachy i chwile z przeszłości. Każdy z nas ma takie wspomnienia w głowie, sercu...ukochana potrawa u babci, zapach zupy mamy itd. Autor pokazuje, że smak potrafi przenieść nas w czasie i przypomnieć o kimś, kogo już z nami nie ma. To piękne przesłanie: nawet jeśli ktoś odszedł, wspomnienia nadal żyją w nas. 
Chibineko to książka, która uczy, że nie zawsze dostajemy drugą szansę w prawdziwym życiu, dlatego warto mówić bliskim o swoich uczuciach tu i teraz. Pokazuje też, że każdy przeżywa żałobę inaczej i że to normalne, iż potrzeba czasu, by pogodzić się ze stratą. 
To opowieść spokojna, momentami smutna, ale przede wszystkim podnosząca na duchu. Daje nadzieję, że nawet po bolesnych doświadczeniach można odnaleźć sens i iść dalej. Polecam ją osobom, które lubią ciepłe, refleksyjne historie o relacjach międzyludzkich. To książka, która zostaje w sercu na długo i przypomina, co w życiu jest naprawdę najważniejsze – miłość, bliskość i pamięć o tych, których kochaliśmy. Zdecydowanie polecam.

Zapraszam na mój profil na Instagramie (klik)  

 

poniedziałek, 16 lutego 2026

Zagubiony wątek. Historia starożytności oraz kobiet, które ją tworzyły - Daisy Dunn

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Z racji wyksztalcenia i pasji przeczytałam setki książek i opacowań dot. szeroko rozumianego okresu starożytności. Śmiało mogę napisać, iż książka Daisy Dunn to pozycja wyjątkowa, rzetelnie napisana i bardzo potrzebna. 
Zagubiony wątek jest jedną z nielicznych, a właściwie jedyną tak obszerną książką, która w całości poświęcona jest kobietom w starożytności i ich realnemu wpływowi na bieg historii. A wierzcie mi, był on niebagatelny. O tym na ogół historycy zapominają, skupiają się na mężczyznach ich dokonaniach. Dunn wypełnia lukę i podejmuje się zadania trudnego, ale niezwykle cennego: wydobycia z milczenia postaci, które przez wieki pozostawały na marginesie oficjalnych kronik. Badaczka nie dopisuje kobiet „na siłę” do znanych wydarzeń. Pokazuje ona, że obok mężczyzn istniały kobiety, które myślały, tworzyły, rządziły, walczyły i podejmowały decyzje o ogromnym znaczeniu. Nie były jedynie tłem dla „wielkich mężczyzn”, ale bardzo często aktywnymi uczestniczkami wydarzeń politycznych, religijnych i militarnych.
Książka obejmuje ogromny obszar czasowy i geograficzny: od Mezopotamii, przez Grecję i Persję, aż po Rzym. Dunn prowadzi czytelnika przez kolejne epoki, pokazując, jak zmieniała się rola kobiet, ale też jak wiele z nich – niezależnie od czasów i miejsca – potrafiło zdobyć wpływy, władzę lub rozgłos dzięki talentowi, inteligencji i determinacji. 
Jednym z najmocniejszych wątków książki jest właśnie problem źródeł historycznych. Autorka prowadzi czytelnika przez świat niepełnych, fragmentarycznych i często sprzecznych źródeł. Badaczka wielokrotnie podkreśla, że historia starożytna została napisana głównie przez mężczyzn i dla mężczyzn. Kobiety pojawiają się w niej rzadko, często w sposób zniekształcony, uproszczony lub wrogi. Dunn dokładnie analizuje te przekazy, porównuje je ze sobą i pokazuje, gdzie kończy się fakt, a zaczyna uprzedzenie, propaganda albo plotka. Dzięki temu czytelnik widzi nie tylko losy bohaterek, ale też mechanizmy wymazywania kobiet z historii.Zamiast prostych odpowiedzi dostajemy więc rzetelną, dobrze udokumentowaną próbę rekonstrukcji ich losów. Dunn nie idealizuje bohaterek, ale traktuje je jak pełnokrwiste postacie historyczne – z ambicjami, słabościami, marzeniami, pasjami i odwagą. 
W książce pojawia się wiele fascynujących postaci, np. Enheduanna. To była kapłanka i poetka, uznawana za pierwszą autorkę w dziejach, której imię znamy. Pisała ona hymny, wyrażała własne emocje i miała realny wpływ na religię oraz politykę swojego czasu. Dunn pokazuje, jak niezwykłe było to, że kobieta w III tysiącleciu p.n.e. mogła pozostawić po sobie teksty podpisane własnym imieniem.
Inną fascynującą postacią jest Telesilla, poetka, która w chwili zagrożenia potrafiła stanąć na czele obrony Argos. Jest ona doskonałym przykładem kobiety, która nie tylko tworzyła literaturę, ale też działała politycznie i militarnie. Dunn pokazuje, że greckie kobiety, choć formalnie wykluczone z życia publicznego, potrafiły w decydujących momentach przejmować inicjatywę. 
Inna ciekawa postać to Lokusta, mistrzyni trucizn, która działała na dworze cesarzy Klaudiusza i Nerona. Z kolei Fulwia była kobietą zaangażowaną w brutalną politykę schyłku Republiki Rzymskiej. Była też zdolna do wywołania otwartego buntu przeciwko Oktawianowi. Była genialnym, samodzielnym graczem politycznym w I w. 
Dla mnie najbardziej interesująco wypadają fragmenty dotyczące świata perskiego i wojen grecko-perskich, zwłaszcza postać Artemizji. Dunn opisuje ją jako doświadczoną dowódczynię floty, stratega i doradczynię Kserksesa. Zamiast stereotypowej kobiety widzimy osobę, której decyzje miały realne znaczenie militarne. 
Cała książka konsekwentnie udowadnia, że kobiety nie były wyjątkiem w historii starożytnej – były jej częścią. To sposób zapisywania dziejów sprawił, że ich obecność została zagubiona. Dunn nie próbuje tworzyć alternatywnej historii, ale poszerza znaną narrację, uzupełnia ją i czyni pełniejszą. 
Badaczka pisze bardzo ciekawie, przeplata mity z historią dzięki czemu Zagubiony wątek czyta się jak pasjonującą podróż przez starożytność. 
Nieprzypadkowo książka zdobyła tak duże uznanie: została uznana za najlepszą książkę historyczną roku przez BBC History, trafiła na listy najlepszych książek 2024 roku według „The New Yorker”, „Smithsonian” i „The Independent”. To potwierdza jej wysoką wartość merytoryczną i znaczenie dla współczesnej humanistyki. 
Zagubiony wątek to książka bardzo cenna, bo nie tylko uzupełnia brakującą część opowieści o starożytności, ale też zmusza do refleksji nad tym, jak historia była – i wciąż bywa – opowiadana. To lektura ważna, inspirująca i potrzebna każdemu, kto chce lepiej zrozumieć przeszłość.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

piątek, 13 lutego 2026

Śpij jak jaskiniowiec - Merijn van de Laar

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4/6
Książka Śpij jak jaskiniowiec to ciekawa pozycja o śnie, czyli czymś, co wszyscy znamy, ale niewielu naprawdę rozumie. Merijn van de Laar, badacz snu i osoba kiedyś cierpiąca na bezsenność, zabiera czytelnika w podróż do czasów prehistorycznych. Autor pokazuje nam, że nasze dzisiejsze problemy ze snem wcale nie są niczym nowym ani nienormalnym. 
Badacz już od pierwszych stron uspokaja czytelnika: jeśli budzisz się w nocy, śpisz nierówno albo nie czujesz się wypoczęty po ośmiu godzinach w łóżku – nie jesteś zepsuty. Po prostu jesteś człowiekiem. Van de Laar tłumaczy, że współczesny ideał „idealnego snu” jest w dużej mierze mitem. Nasi przodkowie, żyjący tysiące lat temu, spali krótko, często się wybudzali i robili to w grupach. Taki sen był dla nich bezpieczniejszy i dawał przewagę w walce o przetrwanie. 
Jednym z największych atutów książki jest pojrzenie na sen. Autor pokazuje, że ludzki mózg nie zmienił się tak bardzo, jak nasze otoczenie. Kiedyś noc oznaczała zagrożenie – drapieżniki, zimno, niepewność. Dziś zamiast tygrysów mamy stres, powiadomienia w telefonie, sztuczne światło i presję, by „spać idealnie”. Organizm reaguje podobnie: czujnością i częstym wybudzaniem. 
Van de Laar w prosty sposób wyjaśnia, dlaczego budzimy się w nocy i czemu nie zawsze da się „przespać całej nocy ciągiem”. Zamiast straszyć bezsennością, autor normalizuje nocne pobudki i pokazuje, że często są one naturalne. To bardzo uwalniające podejście, szczególnie dla osób, które latami stresują się tym, że „nie potrafią spać”. 
Książka porusza też wiele praktycznych tematów, takich jak: sen dzieci, dorosłych i osób starszych, wpływ temperatury i światła na sen, drzemki,różnice między „skowronkami” a „sowami”
Autor obala popularne mity, na przykład ten o konieczności spania dokładnie ośmiu godzin. Pokazuje też, dlaczego obsesyjne mierzenie snu za pomocą aplikacji i smartwatchy często pogarsza sytuację zamiast ją poprawiać. Zamiast słuchać własnego ciała, zaczynamy ufać wykresom – a to prowadzi do frustracji i lęku. 
Bardzo ważnym elementem książki jest empatia autora. Van de Laar nie pisze z pozycji wszystkowiedzącego eksperta. Otwarcie przyznaje, że sam zmagał się z bezsennością. Dzięki temu jego rady nie brzmią jak suche zalecenia, ale jak spokojna rozmowa z kimś, kto naprawdę rozumie problem.
Największą wartością Śpij jak jaskiniowiec jest zmiana perspektywy. Zamiast pytać: „Jak zmusić się do idealnego snu?”, autor proponuje pytanie: „Jak żyć w zgodzie z tym, jak naprawdę działa mój organizm?” To podejście zdejmujące presję i dające ulgę – a paradoksalnie właśnie to często pomaga spać lepiej. Polecam zainteresowanym tematem i osobom, które są na początku drogi bezsenności. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

wtorek, 10 lutego 2026

Bunt. O Polkach, które zdobywały Himalaje - Piotr Trybalski

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Książka Bunt. O Polkach, które zdobywały Himalaje Piotra Trybalskiego to bardzo ciekawa, bardzo ważna i niezwykle inspirująca opowieść. Czyta się ją z dużym zaciekawienie, ale też z podziwem i radością, że takie historie zostały w końcu opowiedziane. Autor pisze prostym, zrozumiałym językiem, dzięki czemu książka jest dostępna dla każdego – nie tylko dla miłośników gór czy wspinaczki, ale dla wszystkich, którzy lubią historie o sile charakteru, pasji i przekraczaniu granic. To także książka dla nas, kobiet. Jesteśmy i zawsze powinnyśmy być dumne z osiągnięć innych kobiet. 
Bunt to opowieść o kobietach, które nie pytały o zgodę. Wiedziały, czego chcą, i konsekwentnie szły w swoją stronę, walcząc z przeszkodami i stereotypami. Piotr Trybalski pokazuje, że ich walka nie toczyła się wyłącznie z górami, mrozem i wysokością. Równie trudne były stereotypy, brak wiary ze strony otoczenia, pdcinanie skrzydeł, niszczenie nsychiczne oraz jawna niechęć środowiska zdominowanego przez mężczyzn. Autor w bardzo wyważony sposób opisuje, z czym musiały się mierzyć bohaterki i jaką cenę płaciły za swoją niezależność i marzenia. Wierzcie mi, ta cena była olbrzymia. Tym bardziej bohaterkom nalezy się wielki szacunek i pamięć. 
Ogromną zaletą książki jest to, że przedstawia losy kilkudziesięciu kobiet z różnych epok. Od pierwszych taterniczek i alpinistek, przez legendarne himalaistki z pokolenia Wandy Rutkiewicz, aż po współczesne wspinaczki. Dzięki temu czytelnik widzi, jak zmieniał się świat, Polska i rola kobiet w sporcie oraz społeczeństwie. Wszystko to zostało osadzone w szerokim kontekście historycznym, społecznym i politycznym, co sprawia, że książka jest nie tylko reportażem, ale też ciekawą lekcją historii. 
Autor pisze z ogromnym szacunkiem i empatią wobec bohaterek. Nie tworzy pomników, ale pokazuje je jako prawdziwe osoby – z marzeniami, słabościami, wątpliwościami i odwagą. Dzięki temu historie te są autentyczne i bardzo poruszające. Czytelnik ma poczucie, że obcuje z czymś ważnym i prawdziwym, a nie jedynie z suchym zapisem osiągnięć. 
Bunt to książka, która inspiruje i daje siłę. Pokazuje, że determinacja, pasja i wiara w siebie mogą zaprowadzić bardzo wysoko – dosłownie i w przenośni. To także ważny głos o miejscu kobiet w sporcie i społeczeństwie oraz dowód na to, że „miejsce kobiet jest na szczycie”. Zdecydowanie polecam tę książkę każdemu, kto szuka mądrej, pozytywnej i poruszającej lektury.

 

sobota, 7 lutego 2026

Carol - Patricia Highsmith

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Ponownie jestem zachwycona książką tej autorki. Patricia Highsmith w najlepszej formie.
Pisarka udowadnia, iż jest mistrzynią niepokoju, psychologicznego napięcia i książek z pozoru nienachalnych, niepozornych, które finalnie okazują się genialnymi. Autorka pokazuje, że potrafi stworzyć dzieło, które nie tylko intryguje fabularnie, ale również zostawia głęboki ślad w psychice.
Są książki, które nie krzyczą, a mimo to zostają w czytelniku na długo. I tak jest z Carol. Chociaż nie, Carol krzyczy, wręcz wrzeszczy, ale tak mimochodem, pomiedzy wydarzeniami. To powieść subtelna, a jednocześnie odważna, ważna i przełomowa. Opowiedziana jest ona prostym językiem, bez literackich fajerwerków, ale z ogromną wrażliwością jeżeli chodzi o ludzi i ich emocje. Carol czyta się wyśmienicie choć z pewnością nie jest to książka dla każdego. Brak w niej eksplozji energii, szybkiej akcji, ale jest coś zupełnie innego, tak charakterystycznego dla prozy Highsmith. 
Akcja przenosi nas do Nowego Jorku końca lat czterdziestych. Świat po wojnie próbuje wrócić do normalności, ale jest to normalność inna, pełna niewidzialnych zasad i surowych oczekiwań. W tym świecie żyje Therese. Jest to dziewiętnastoletnia dziewczyna, trochę zagubiona, trochę nie na swoim miejscu. Pracuje ona jako sprzedawczyni w domu towarowym, marzy o scenografii, o sztuce, o innym życiu. I właśnie tam, między zabawkami i świątecznym pośpiechem, spotyka tytułową Carol. 
Carol Aird jest jak objawienie, zarówno dla czytelnika, jak i Therese. Niezwykle ciekawie przedstawiona postać, nieoczywista, niejednoznaczna. Carol jest bardzo elegancka, dojrzała, spokojna, a przy tym pełna jakiejś takiej trudnej do opisania tęsknoty. Highsmith nie idealizuje swojej bohaterki, zresztą to dla pisarki typowe. Każda z jej postaci zawsze jest ciekawa, normalna, ludzka, niejednoznaczna. Taka jest też Carol, która ma swoje lęki, obowiązki, bolesne kompromisy i spore brzmię psychiczne. Jest matką, kobietą w trakcie rozwodu, osobą uwięzioną w świecie, który nie przewiduje dla niej szczęścia poza narzuconymi ramami. Między nią a Therese od pierwszej chwili pojawia się napięcie. Jest ono subtelne, delikatne, niemal niewinne, ale absolutnie nie do zignorowania. To napięcie zdaje się wyzierać z każdego zdania, otulać bohaterki i czytelnika. 
Największą siłą Carol jest sposób, w jaki autorka opisuje rodzącą się miłość. To nie jest historia wielkich deklaracji. To spojrzenia, drobne gesty, niepokój, który nagle okazuje się pragnieniem. Highsmith z niezwykłą wrażliwością pokazuje wewnętrzny świat Therese – jej zachwyt, strach, poczucie, że wreszcie widzi samą siebie. Ta miłość nie spada z nieba, ona powoli się wyłania, dojrzewa, boli i uświadamia nam i Therese, że od początku była w niej samej. 
Wyjątkowa jest też podróż samochodowa przez Amerykę. Odnosze wrażenie, że ta podróż miała być ucieczką i chwilą wolności dla obu bohaterek. Jednak szybko zamienia się ona w konfrontację z brutalną rzeczywistością. Społeczeństwo nie pozwala Carol kochać tak, jak chce. Cena za autentyczność, bycie sobą, miłość okazuje się wysoka. Mamy wszystko, co najgorsze dla kobiety w tamtych czasach - skandal, utratę reputacji, ostracyzm, a nawet walkę o własne dziecko. Carol przestaje być tylko romansem – staje się opowieścią o wolności, o prawie do bycia sobą, o tym, jak okrutne potrafią być normy udające moralność. Wyjątkowe i neizwykle ważne przesłanie. 
Warto pamiętać, jak bardzo ta książka była rewolucyjna. Powstała ona w 1952 roku, w czasach, gdy historie o miłości między kobietami kończyły się tragedią, samobójstwem albo "powrotem na właściwą drogę”. Wbrew temu Highsmith odważyła się napisać coś innego. Dała swoim bohaterkom nadzieję - nie łatwą, nie naiwną, ale prawdziwą. I właśnie dlatego Carol stała się książką tak ważną – dla literatury i dla czytelniczek, które po raz pierwszy zobaczyły w niej własne doświadczenia. 
Styl Highsmith jest prosty, oszczędny, niemal chłodny, ale pod tą powierzchnią pulsuje ogrom emocji. Połączenie takiego stylu i ogromu emocji, uczuć, tworzy mieszankę iście wybuchową. Przeczytałąm wcześniej wszystkie dostęne u nas ksiażki Patricii Highsmith, znam jej styl, ale Carol i tak mnie zaskoczyła. Autorka nie tłumaczy wszystkiego, nie pisze wprost, pozwala czytelnikowi wiele się domyśleć. Dzięki temu historia Carol i Therese wydaje się niezwykle intymna, jakbyśmy czytali np. pamiętnik. 
Ekranizacja z Cate Blanchett i Rooney Marą pięknie oddała klimat powieści, ale to książka daje pełnię przeżyć. To w niej najgłębiej czuć niepokój, pragnienie i odwagę, która rodzi się powoli, krok po kroku. 
Carol to opowieść o miłości, która nie prosi o pozwolenie. To opowieść o kobietach, które uczą się wybierać siebie w świecie, który im tego odmawia. To książka cicha, a jednocześnie przełomowa. Delikatna i bardzo odważna. Zostawia po sobie wzruszenie, smutek, ale też nadzieję i siłę. 
Czy miłość jest warta ryzyka utraty wszystkiego?
Po lekturze Carol odpowiedź nie jest prosta. Polecam. Cudowna, ważna, mądra powieść. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

  

środa, 4 lutego 2026

Wymieranie Ireny Rey - Jennifer Croft

 


Wydawnictwo Pauza, Moja ocena 5,5/6
Wymieranie Ireny Rey to książka, która zaskakuje od pierwszych stron i bardzo długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Dawno nie czytałam tak zabawnej, mądrej i doskonałej powieści – takiej, która jednocześnie bawi, niepokoi i zmusza do myślenia o literaturze i relacjach między ludźmi. 
Punktem wyjścia jest intrygujący, niemal filmowy pomysł, który kojarzy mi się z Agathą Christie. Ośmioro wybitnych tłumaczy z różnych krajów przyjeżdża do domu legendarnej pisarki Ireny Rey. Dom jest ukryty w sercu Puszczy Białowieskiej. Tu ogromne brawa dla autorki, tłumaczki dzieł Olgi Tokarczuk. Nasi bohaterowie mają pracować nad największym dziełem Rey, „Szara eminencja”, tłumacząc je równocześnie na swoje języki. Już sam ten pomysł pokazuje, jak bardzo Croft interesuje proces twórczy i to, co zwykle dzieje się „za kulisami” literatury. Sytuacja szybko jednak wymyka się spod kontroli :), bo Irena Rey nagle znika – bez pożegnania, bez wyjaśnienia, bez śladu. 
Od tego momentu powieść zaczyna żyć własnym, niepokojącym, zadziwiającym życiem. Tłumacze, którzy wcześniej rywalizowali o uwagę autorki i traktowali ją niemal jak bóstwo, zostają zamknięci razem w lesie, z dala od świata, z narastającym poczuciem zagubienia. Z jednej strony próbują ją odnaleźć, z drugiej uparcie kontynuują pracę nad jej książką. Ta sprzeczność jest jednym z największych atutów powieści: pokazuje, jak silna potrafi być obsesja na punkcie dzieła i autora, nawet wtedy, gdy człowiek zaczyna tracić grunt pod nogami. Inteligentni, nawet bardzo, tłumacze po zniknięciu Ireny Rey zaczynają się gubić, zachowują się jak bezwolne, niemyślące racjonalnie dzieci. 
Jennifer Croft z ogromnym wyczuciem i humorem portretuje bohaterów. Każdy z tłumaczy jest inny – kulturowo, emocjonalnie, mentalnie. To, co ich dzieli, róznice są na równi śmieszne, co niepokojące i zadziwiające. Sympatie i antypatie, drobne konflikty, ambicje i zazdrości narastają, prowadząc do coraz większej paranoi. Autorka pokazuje, jak cienka jest granica między podziwem a uzależnieniem, między współpracą a rywalizacją. Wierzcie mi, wiele osób zobaczy w tej ksiażce mniejsze lub większe okruchy samych siebie lub kogoś bliskiego. Powieść jest zadziwiająca i po prostu szalona. 
To także książka zabawna i niezwykle zwodnicza. Ironia, lekki absurd, inteligentne dialogi, podsuwanie mylnych tropów sprawiają, że nawet w mroczniejszych momentach pojawia się uśmiech. Jednocześnie jest to opowieść pełna refleksji. Croft wplata i ciekawie ukazuje kwestie kultu, sławy, opowiada o tym, jak sami tworzymy mity wokół znanych osób. Sporo jest także o języku, sztuce, literaturze, które tworzą rzeczywistość, mimo iż często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ważną rolę odgrywa również natura: Puszcza Białowieska nie jest tu tylko tłem, lecz niemal osobnym bohaterem, dzikim i obojętnym wobec ludzkich dramatów, ale także bardzo niebezpiecznym. 
Wymieranie Ireny Rey to powieść niejednoznaczna, wymykająca się wszelkim, sztampowym klasyfikacjom gatunkowym. Czytelnik błądzi między dramatem a tajemnicą zniknięcia tytułowej muzy, obserwując jednocześnie, jak bohaterowie stają twarzą w twarz z własną naturą, wspomnieniami i demonami. To książka także o tym, co zostaje po człowieku w oczach innych. 
Bez wątpienia to świetny debiut. Jest on niezwykle dojrzały, oryginalny i odważny. Jennifer Croft stworzyła historię, która jest jednocześnie literacką przygodą i błyskotliwym komentarzem do świata nie tylko kultury. Jeśli ktoś szuka powieści inteligentnej, nieoczywistej, zabawnej i naprawdę wciągającej – Wymieranie Ireny Rey będzie strzałem w dziesiątkę. Polecam. 

Zapraszam na mój profil na instagramie (klik) 

 

niedziela, 1 lutego 2026

Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków - Mary Roach

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4,5/6
Czy zastanawialiście się co się działo czy dzieje z naszymi ciałami po naszej śmierci? Książka Sztywniak Mary Roach omawia te kwestie dosyć hmm dogłębnie. Jest to bardzo ciekawa i nietypowa opowieść o tym, co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci. Autorka porusza temat, który zwykle budzi skrępowanie, niepokój albo milczenie, i robi z niego jedną z najbardziej fascynujących, a momentami zaskakująco zabawnych lektur popularnonaukowych. Choć temat może wydawać się trudny albo nawet nieprzyjemny, autorka potrafi opisać go w sposób lekki, ale daleki od infantylnego. Dzięki temu książkę czyta się z zainteresowaniem, a momentami nawet z uśmiechem.
Książka opowiada o tym, co dzieje się z naszymi ciałami, gdy przestajemy ich potrzebować, a nauka zaczyna widzieć w nich bezcenne źródło wiedzy. 
Mary Roach pokazuje, że zwłoki od wieków odgrywały ogromną rolę w rozwoju nauki i medycyny. To właśnie na nich testowano pierwsze zabiegi chirurgiczne, badano przyczyny katastrof lotniczych czy sprawdzano działanie różnych wynalazków. W książce znajdziemy wiele zaskakujących przykładów, takich jak testowanie gilotyny, badania związane z lotami kosmicznymi czy eksperymenty mające potwierdzić autentyczność Całunu Turyńskiego. Każda z tych historii jest opowiedziana w ciekawy i zrozumiały sposób. 
Dużym atutem Sztywniaka jest styl pisania autorki. Roach unika trudnych, naukowych słów i nie moralizuje. Zamiast tego opowiada historie, rozmawia z naukowcami i dzieli się własnymi spostrzeżeniami. Jej humor jest delikatny i nieprzesadzony, dzięki czemu nawet poważne, trudne tematy stają się łatwiejsze do przyjęcia. 
Książka pokazuje też, że ciała zmarłych nie są traktowane bez szacunku. Wręcz przeciwnie – autorka podkreśla, jak bardzo przyczyniły się one do ratowania ludzkiego życia i rozwoju medycyny. Sztywniak skłania do refleksji i pozwala spojrzeć na śmierć z innej, mniej strasznej perspektywy. 
To dobra propozycja dla osób, które lubią książki popularnonaukowe, ale napisane w lekki i przystępny sposób. Sztywniak uczy, zaciekawia i pokazuje, że nawet bardzo trudne tematy można opisać z wyczuciem i humorem.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

piątek, 30 stycznia 2026

Milcząca planeta - Dave Goulson

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Milcząca planeta to książka, która w wielu aspektach zmieniła mój sposób patrzenia na świat. To nie jest kolejna popularnonaukowa publikacja, którą odkłada się na półkę z poczuciem, że „dobrze wiedzieć”. To raczej lektura, po której trudno spokojnie przejść obok łąki, ogrodu czy nawet miejskiego trawnika, nie zadając sobie pytania: gdzie podziały się owady? Prawdą jest, że w momencie, gdy nie bedzie owadów, nie będzie też ludzi. Autor tłumaczy, jak, dlaczego i co zrobić. 
Goulson, wybitny biolog i znany badacz trzmieli, prowadzi czytelnika przez fascynujący i bardzo ciekawy świat skrzydeł i mikroskopijnych ekosystemów. Już od pierwszych stron staje się jasne, że owady nie są jedynie tłem naszego życia ani drobnym, irytującym dodatkiem do letnich dni. Są jego fundamentem. Bez nich nie ma zapylania roślin, zdrowych gleb, stabilnych łańcuchów pokarmowych ani – w dłuższej perspektywie – nas samych. 
Największą siłą Milczącej planety jest połączenie rzetelnej wiedzy naukowej z mistrzowską narracją. Goulson pisze z pasją, momentami z gniewem, ale też z autentyczną miłością do świata przyrody. Opisuje dramatyczny spadek liczebności owadów, który miał miejsce w ostatnich dekadach. W swoich opisach opiera się na najnowszych badaniach, danych statystycznych i własnych doświadczeniach terenowych. Nie straszy jednak tanimi katastroficznymi wizjami. Zamiast tego pokazuje, jak krucha jest sieć zależności, która podtrzymuje życie na Ziemi, i jak niebezpiecznie blisko jesteśmy jej zerwania. To nasza wina, ludzi. I my musimy zrobić wszystko żeby to zmienić. 
Autor bezlitośnie punktuje winnych: intensywne rolnictwo, pestycydy, monokultury, betonowanie przestrzeni, krótkowzroczną politykę i przemysł podporządkowany wyłącznie zyskowi. Jednocześnie unika moralizatorskiego tonu. Zamiast oskarżać, konsekwentnie podkreśla, że problem ma charakter systemowy – i że właśnie dlatego potrzebne są zmiany na każdym poziomie: od decyzji rządów, przez praktyki rolnicze, aż po to, co robimy we własnych ogrodach i na balkonach. 
Milcząca planeta jest też książką dającą nadzieję. Autor pokazuje, że choć sytuacja jest poważna, nie jest jeszcze beznadziejna. Przekonująco udowadnia, że nawet drobne działania – pozostawienie fragmentu dzikiego ogrodu, sadzenie rodzimych roślin, rezygnacja z chemii, wspieranie lokalnych inicjatyw – mogą realnie pomóc owadom i całym ekosystemom. 
Styl Goulsona jest niezwykle barwny. Autor potrafi pisać o nauce w sposób zrozumiały, ciekawy. Jego opowieści o trzmielach, pszczołach czy chrząszczach potrafią wzruszyć, rozbawić, a czasem zawstydzić. Dlaczego zawstydzić? Bo nagle uświadamiamy sobie, jak mało uwagi poświęcaliśmy istotom, od których zależy nasze istnienie. 
Milcząca planeta to jednocześnie wspaniała opowieść o wyjątkowym świecie, ale także jakby wyznanie miłości do owadów. To także bardzo głośne wezwanie do zmiany relacji z naturą. To książka, która nie tylko poszerza wiedzę, ale też budzi odpowiedzialność. Po jej przeczytaniu trudno pozostać obojętnym. 
Bez wątpienia to niełatwa lektura, ale także obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego ochrona przyrody nie jest luksusem ani modą, lecz warunkiem przetrwania. Polecam.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

niedziela, 25 stycznia 2026

Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy - autor nieznany

 


Wydawnictwo Znak Liternova, Moja ocena 6/6
Skończyłam czytać, płakać i zastanawiam się, co ja mam napisać o tej ksiażce. 
Są takie książki, o których niezaleznie, co się napisze, będzie nie tak.
Są też książki, które nie próbują niczego tłumaczyć, a mimo to mówią więcej niż tomy analiz. Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy należy właśnie do tej kategorii. To zapis pozbawiony nazwisk i deklaracji, a przez to boleśnie prawdziwy. Anonimowy autor nie występuje w roli reportera, historyka ani komentatora wydarzeń. Jest po prostu człowiekiem — jednym z wielu — który pewnego dnia obudził się w świecie, który przestał istnieć. 
Ten osobisty dziennik, udostępniony polskim czytelnikom w mistrzowskim przekładzie Agnieszki Rasmus-Zgorzelskiej, to niezwykle przejmujące świadectwo życia w Gazie. To życie jest  widziane od środka, oczami jej mieszkańca, zwyczajnego mężczyzny z planami na przyszłość, drobnymi przyjemnościami, marzeniami, bliskimi i pragnieniem spokoju. To człówiek taki jak my. I to poraża najbardziej. Na jego miejscu może w każdej chwili znależć się każdy z nas. Sytuacja wokół nas, na świecie jest coraz bardziej niebezpieczna, niepewna. Robi się naprawdę strasznie, a lektura Dziennika jeszcze bardziej mi to uświadomiła. Doceniłam, jakim szczęściem jest życie tu i teraz w miarę bezpiecznej Europie. Tłumaczenie jeszcze bardziej oddaje grozę przeżyć bohatera ponieważ jest  proste i szorstkie. Mam wrażenie, iż tłumaczka zrobiła wszystko żeby oddać wiernie oryginał, nie wygładzała emocji. Dzięki temu emocje, uczucia mogą  wybrzmieć w całej surowości. 
W tej książce próżno szukać geopolitycznych wyjaśnień czy prób wskazania winnych. Nie pojawiają się nazwy stron konfliktu, nie ma tu analiz, statystyk ani języka organizacji międzynarodowych. Autor nie opisuje wojny jako zjawiska politycznego, lecz jako doświadczenie cielesne i psychiczne: nieustanny strach, głód, zmęczenie, poczucie wykorzenienia. To narracja poszarpana, prowadzona niespiesznie, zrywami — jakby pisana między jednym nalotem a kolejną próbą złapania sygnału. Opowieść człowieka, który kocha koty i troszczy się o nie nawet wtedy, gdy wszystko inne się rozpada. 
Książkę otwiera cytat z Mahmuda Darwisza:
„Robiąc sobie śniadanie, pomyśl o innych. (Nie zapomnij nakarmić gołębi)”.
Ten wers staje się kluczem do całego dziennika. W świecie, w którym codzienność została sprowadzona do walki o przetrwanie. 
Niedziela, 7 października 2023 roku. Dzień, który miał być zwyczajny. Autor planuje tenis, wizytę u lekarza. Nic nie zapowiada katastrofy. A potem wojna wybucha nagle, brutalnie, bez zapowiedzi, przewracając życie do góry nogami. Wraz z siostrą zabiera koty i ucieka przed bombardowaniami, aż trafiają do ciasnego pokoju w i tak już przepełnionym mieszkaniu. Ta scena mówi więcej niż najbardziej dosadne opisy przemocy. 
Pisanie dziennika staje się sposobem na zachowanie resztek normalności, na odmierzanie czasu w rzeczywistości, w której dni zlewają się w jeden ciąg alarmów, wybuchów i czekania. Autor zapisuje wędrówki przez dzielnice obrócone w pył w poszukiwaniu leków, jedzenia i wody. Opisuje próby kontaktu z rodziną i przyjaciółmi, utrudnione przez brak prądu i nieustannie zrywający się internet. Notuje naukę funkcjonowania w warunkach, które odbierają godność, a mimo to nie są w stanie odebrać wrażliwości. 
Z czasem dociera do niego, że to nie jest chwilowy kryzys. Że wojna się przeciąga. Że pieniędzy ubywa. Że z coraz większa ilością osób nie da się już skontaktować. Strasznie się to czytało. 
Dziennik publikowany był w pierwszych miesiącach wojny na łamach Guardiana, co nadaje mu dodatkowy wymiar: to świadectwo pisane na bieżąco, bez wiedzy o tym, jak i czy ta historia się skończy. I właśnie dlatego jest tak uniwersalne. To nie tylko opowieść o Gazie, ale o wojnie jako takiej — widzianej z perspektywy jednego z miliona maleńkich trybików - ludzi.
Nie zapomnij nakarmić gołębi nie daje ukojenia ani prostych odpowiedzi. Zostawia czytelnika z ogromnym ciężarem — ale też z poczuciem, że przez chwilę udało się zobaczyć świat cudzymi oczami. I że czasem właśnie tyle wystarczy, by coś w nas pękło, a coś innego — może empatia — zaczęło się odbudowywać. Straszne, poruszające i bardzo potrzebne. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

wtorek, 20 stycznia 2026

Rozpacz - Klaudia Muniak

 


Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5,5/6
Rozpacz to powieść, która nie daje się łatwo odłożyć na bok. Tak, jak poprzednie książki autorki, Rozpacz wciąga powoli, niemal niepostrzeżenie, by po chwili zacisnąć się na czytelniku jak obręcz. Po prostu kolejna świetna książka Klaudii Muniak. W ogóle nie jestem zdziwiona. 
Tym razem to historia o miłości, która miała leczyć, a zaczęła niszczyć, o milczeniu cięższym niż krzyk oraz o granicach, których nie powinno się przekraczać i o tym, że nie zawsze cel uświęca środki. 
Mamy wspaniały dom, wręcz luksusową rezydencję, pozornie idealną rodzinę i opiekunkę. To własnie ona stopniowo odkrywa, że pod wypolerowaną, luksusową powierzchnią kryje się coś głęboko niepokojącego. Autorka bardzo sprawnie operuje kontrastem – ciepło, bezpieczeństwo i dostatek zderzają się tu z chłodem emocjonalnym, faworyzowaniem jednego dziecka kosztem drugiego oraz z tajemnicą, o której nikt nie chce mówić. Trzyletnia Rozalka staje się centrum świata rodziców, podczas gdy starszy Tymon znika. Każde dziecko traktowane jest inaczej. Jest dziecko lepsze i gorsze. I to okazuje się wg. mnie najbardziej poruszającym elementem całej historii. A to dopiero początek.
Drugą, równie istotną osią fabuły jest historia Kingi Urbaniak, matki która straciła dziecko. Jej rozpacz jest jakby siłą napędową zdarzeń, czymś niemal namacalnym, co nas oblepia, otacza i przeraża. Muniak pokazuje żałobę jako stan destrukcyjny, wypaczający osąd i moralność. Mamy też nagłą śmierć, którą zainteresuje się bystra miejscowa dziennikarka Wiktoria Błońska. To postać wyrazista, konsekwentna i ludzka. Bardzo ją polubiłam mimo, iż jest ona daleka od papierowego ideału reporterki. A może właśnie dlatego ją polubiłam... Więcej o Wiktorii dowiecie się z lektury tej niezwykle ciekawej i poruszającej książki. Warto poznać obie, Rozpacz i dziennikarkę śledczą Wiktorię. 
W ogóle w Rozpaczy prym wiodą kobiety, i to kobiety niezwykłe. Dodatkowo bowiem mamy Sonię Gralewicz, przyjaciółkę denatki. Wspólne dochodzenie obu kobiet, Wiktorii i Sonii, nadaje powieści dynamiki i głębi psychologicznej. Dzięki temu Rozpacz nie jest jedynie thrillerem czy kryminałem, lecz także opowieścią o przyjaźni, lojalności i potrzebie domknięcia przeszłych ran. 
Na szczególną uwagę zasługuje atmosfera książki. Autorka buduje ją konsekwentnie – poprzez niedopowiedzenia, sugestywne opisy i stopniowe odkrywanie kolejnych warstw tajemnicy. Tajemnice, u Muniak sa zawsze, jak cebula - zdejmujemy je warstwa po warstwie. Tym razem mamy zmowę milczenia, elementy mocno niepokojącego thrillera psychologicznego, świat, w którym prawda nie jest wartością oczywistą i wiele innych ciekawych elementów. Autorka włożyła do Rozpaczy wiele. Nie każdy pisarz dałby sobie z tym radę. Klaudii Muniak to się świetnie udało i wcale nie jestem zdziwiona. Znam jej poprzednie książki i gorąco zachęcam do ich lektury. 
Rozpacz to książka bardzo wymagająca emocjonalnie, chociaż okłądka i blurb nie zapowiadają tego. Nie dajcie się zwieźć. Muniak i Rozpacz dadzą wam popalić, noc zarwana, a wasze myśli długo będę przy tej historii. Lektura jest wymagająca, ale jednocześnie bardzo satysfakcjonująca. 
Fabuła i autorka zadają trudne pytania, np. jak daleko można się posunąć w imię miłości? Czy każdą stratę da się unieść, nie krzywdząc innych? I co dzieje się z prawdą tam, gdzie wszyscy postanawiają milczeć? Klaudia Muniak udowadnia, że potrafi pisać historie mroczne, wielowymiarowe i długo tkwiące w myślach czytelnika. To powieść, po której trudno przejść obojętnie – bo w tej historii od początku zaczyna mówić rozpacz. Zdecydowanie polecam.