niedziela, 13 września 2026

Zdrajcy, tchórze i kolaboranci. Portrety upadku - Krzysztof Drozdowski

 


Wydawnictwo Replika, Moja ocena 5/6
Historia II wojny światowej przez lata obrastała w symbole, pomniki i wielkie nazwiska. Pamiętamy bohaterów, powstania, bitwy i ludzi, którzy potrafili zachować godność w świecie pozbawionym niemal wszystkich normalnych zasad. Znacznie rzadziej zaglądamy jednak po drugiej stronie tej opowieści – tam, gdzie pojawiają się donosiciele, szmalcownicy, agenci, oportuniści i kolaboranci. Niestety, ale takich ludzi też było dużo. 
Krzysztof Drozdowski w książce Zdrajcy, tchórze i kolaboranci. Portrety upadku decyduje się właśnie na takie, inne spojrzenie. Autor stawia pytania, na które nie zawsze można odpowiedzieć jednym słowem i które oburzą wielu. I właśnie za tę odwagę należy tę książkę docenić.
Największą zaletą publikacji jest jej temat, ale jeszcze większą – sposób, w jaki go przedstawiono. Drozdowski nie ogranicza się bowiem do prostego wyliczenia osób, które zapisały się na kartach historii po jej ciemnej stronie. Próbuje przyjrzeć się mechanizmom, które prowadziły ludzi do zdrady, współpracy czy moralnego kompromisu. To ważne, gdyż często na wojnie nic nie jest tylko białe czy czarne.
W normalnym świecie łatwo powiedzieć, że należy być odważnym. W świecie okupacji odwaga oznaczała jednak często realne ryzyko śmierci – własnej lub najbliższych. Łatwo powiedzieć, że nie wolno współpracować z okupantem. Znacznie trudniej zrozumieć, gdzie kończyła się wymuszona uległość, a zaczynała świadoma kolaboracja. I właśnie ta granica interesuje autora najbardziej. Czy volksdeutsch był zawsze zdrajcą? Czy każdy funkcjonariusz policji granatowej był tylko narzędziem okupanta? Czy człowiek, który próbował ratować własne życie lub rodzinę, powinien być oceniany dokładnie tak samo jak ktoś, kto dla pieniędzy lub kariery świadomie wydawał innych w ręce wroga? Nie ma tu łatwych odpowiedzi. I bardzo dobrze.
Co ważne, już same pytania potrafią być bardziej interesujące niż gotowe odpowiedzi. Czy organizacje określane jako konspiracyjne rzeczywiście kierowały się wyłącznie walką z okupantem? A może część z nich myślała już wtedy przede wszystkim o Polsce, która miała powstać po wojnie?
Takie pytania burzą wygodny obraz przeszłości, jaki do tej pory nam serwowano.
Zrozumieć nie znaczy usprawiedliwić. Drozdowski stara sie zrozumieć, ale w najmniejszym nawet stopniu nie usprawiedliwia. Zrozumienie motywów nie oznacza usprawiedliwienia czynów.
Można próbować zrozumieć człowieka, który ze strachu podjął złą decyzję, i jednocześnie uznać tę decyzję za moralnie naganną. Można analizować okoliczności, które doprowadziły do zdrady, bez odbierania odpowiedzialności osobie, która jej dokonała. To rozróżnienie jest niezwykle istotne, szczególnie w przypadku historii wojennej.
Wspomniałam o ciekawych kwestiach, pytaniach, tematach. Jednym z nich jest problem policji granatowej oraz volksdeutschów – tematów, które doskonale pokazują, jak niebezpieczne jest stosowanie zbiorowych ocen.
Wojna wymuszała funkcjonowanie w systemach stworzonych przez okupanta. Nie każdy, kto znalazł się wewnątrz takiego systemu, miał identyczne motywacje i identyczny zakres odpowiedzialności. Jedni podporządkowywali się ze strachu, inni wykorzystywali sytuację dla własnych korzyści, jeszcze inni mogli próbować działać na rzecz swoich rodaków.
To nie oznacza, że odpowiedzialność znika. Oznacza natomiast, że historia wymaga od nas czegoś więcej niż szybkiego osądu.
I właśnie w tym miejscu książka staje się szczególnie interesująca. Zamiast pytać wyłącznie „kto był dobry, a kto zły?”, zachęca do zadania znacznie trudniejszego pytania: „jak doszło do tego, że ten człowiek znalazł się właśnie po tej stronie?”.
Wojna była również walką o przyszłą Polskę
Ważnym elementem tej historii jest także działalność Gwardii Ludowej i Armii Ludowej.
Okupowana Polska nie była politycznym monolitem. Różne środowiska konspiracyjne miały odmienne wizje przyszłości kraju, a walka z Niemcami nie oznaczała automatycznie zgody co do tego, jak powinna wyglądać Polska po zakończeniu wojny.
To szczególnie istotne w kontekście ruchu komunistycznego i jego powojennej roli.
Czy książka jest kontrowersyjna? Z pewnością może być. I nie jest to wada.
Tematy zdrady, agentury i kolaboracji zawsze będą wywoływać emocje, szczególnie gdy dotyczą postaci obecnych w polskiej pamięci historycznej. Każda próba zakwestionowania utrwalonej interpretacji spotka się zapewne zarówno z zainteresowaniem, jak i krytyką.
W przypadku takich książek szczególnie ważne jest więc zachowanie przez czytelnika zdrowego dystansu. Mocna teza nie jest jeszcze dowodem. Kontrowersyjna hipoteza nie staje się faktem tylko dlatego, że brzmi sensacyjnie.
Najlepszą reakcją na tego rodzaju publikację nie powinno być bezrefleksyjne przyjęcie jej tez ani automatyczne ich odrzucenie. Powinno nią być sprawdzenie, porównanie i własna refleksja.
I właśnie wtedy książka historyczna spełnia swoją najważniejszą funkcję.
Zdrajcy, tchórze i kolaboranci. Portrety upadku to książka dla czytelnika, który od historii oczekuje czegoś więcej niż gotowych odpowiedzi.
Jej największą siłą jest odwaga w podejmowaniu tematów trudnych i niejednoznacznych. To publikacja, która przypomina, że między bohaterstwem a zdradą istniała cała paleta ludzkich zachowań – a wojna była brutalnym egzaminem, którego nie wszyscy zdali.
Nie jest to książka, którą warto czytać po to, aby znaleźć kolejnych bohaterów do pomników albo kolejnych winnych do potępienia.
Warto ją przeczytać po to, by zrozumieć, jak cienka potrafi być granica między strachem a tchórzostwem, przetrwaniem a oportunizmem, lojalnością a zdradą.
I być może właśnie dlatego po zamknięciu książki najdłużej pozostaje nie pytanie o to, kto zdradził, lecz inne – znacznie bardziej niepokojące: Co ja bym zrobiła, gdybym musiała dokonać wyboru w świecie, w którym każda decyzja może kosztować życie? Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

czwartek, 10 września 2026

Skradzione piękno - Diana Brzezińska

 


Wydawnictwo Czwarta Strona, Mja ocena 4-/6

Skradzione piękno to thriller kryminalny, który łączy świat sztuki z tajemniczymi zaginięciami kobiet. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy – tajemnicza artystka, seria niezwykle cennych portretów i modelki, które zaczynają znikać bez śladu. 
Na plus zdecydowanie wypada sam koncept historii. Wątek obsesji sztuką, sławy i dążenia do nieśmiertelności nadaje kryminałowi nieco bardziej oryginalnego charakteru. Ciekawą postacią jest również Oskar Pieniążek – asystent Astrid i miłośnik podcastów kryminalnych, który zaczyna dostrzegać powiązania między pozornie niezwiązanymi ze sobą wydarzeniami. Jego dociekliwość pozwala czytelnikowi stopniowo odkrywać kolejne elementy zagadki.
Książka potrafi zainteresować i ma kilka momentów, które rzeczywiście budują napięcie. Autorka umiejętnie podrzuca kolejne pytania i zachęca do zastanawiania się, co tak naprawdę kryje się za sukcesem Astrid. 
Jednocześnie mam wrażenie, że potencjał tej historii nie został wykorzystany w takim stopniu, jakiego oczekiwałam. Fabuła jest interesująca, ale momentami zabrakło mi większego napięcia i mocniejszego poczucia zagrożenia. Niektóre fragmenty były dla mnie zbyt spokojne, a pewne rozwiązania można było przewidzieć wcześniej. Liczyłam również na to, że tajemnica Astrid będzie bardziej złożona i mocniej mnie zaskoczy. 
To książka dla osób, które lubią kryminały z klimatem, tajemnicą i nieoczywistym tłem. Szczególnie interesujące jest połączenie zafascynowania sztuką z kryminalną zagadką – dzięki temu historia wyróżnia się na tle typowych thrillerów. Jeżeli lubicie wciągajace, lekkie książki to Skradzione piekno będzie dobrym wyborem, ale...
Diana Brzezińska to świetna autorka. Czytałam wszystkie jej wcześniejsze książki. Seria z Prokurator Sawicką jest mistrzowska. Jednak Skradzione piękno nie zachwyciło mnie tak jak inne książki pisarki. 
Czy polecam? Tak, szczególnie osobom, które lubią kryminały osadzone w nietypowym środowisku i historie, w których za pozornym pięknem kryje się coś mrocznego. Jeśli jednak znacie wcześniejsze książki autorki, warto podejść do tej historii z nieco mniejszymi oczekiwaniami. Dla mnie Skradzione piękno jest niezłą lekturą, ale zdecydowanie nie najlepszą książką Diany Brzezińskiej – wcześniejsze powieści autorki oceniam dużo wyżej i to do nich chętniej będę wracać.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

niedziela, 6 września 2026

Dom Róży. Krýsuvik - Hubert Klimko-Dobrzaniecki

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc , Moja ocena 5/6
Są książki, które opowiadają historie, i są takie, które po przeczytaniu zostawiają w człowieku niepokój. Dom Róży. Krýsuvik Huberta Klimko-Dobrzanieckiego należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To niewielka objętościowo książka, ale jej ciężar emocjonalny jest zaskakująco duży. Dwie nowele — Dom Róży i Krýsuvik — łączy Islandia. Kraina opisana przez autora jest surowa, piękna, zimna i pozornie odległa od naszych codziennych problemów. Pisarz przygląda się sprawom najbardziej uniwersalnym: starości, samotności, miłości, rodzinie, przemijaniu i śmierci.
Dom Róży zaczyna się niemal niepozornie. Jest praca w islandzkim domu opieki, są mieszkańcy, ich codzienne rytuały, choroby, dziwactwa i słabości. Klimko-Dobrzaniecki po raz kolejny udowadnia, że nie potrzebuje wielkich słów, żeby pokazać rzeczy ostateczne. Patrzy na starość z bliska, szczerze, w sposób poruszający. Nie upiększa jej. Pokazuje człowieka wtedy, kiedy zostaje mu odebrane niemal wszystko. Niezwykle poruszające szczególnie dla osób, które jak ja opiekują się starszą osobą.
I właśnie dlatego ta część książki tak mocno działa. Autor opowiada o starości w ciekawy, niebanalny sposób. Warto przeczytać. Jestem pewna, że ta treść na długo zostanie w waszej pamięci. Ludzka samotność i świadomość przemijania na dalekiej Islandii - to porusza, bardzo. 
Nowela Krýsuvik prowadzi nas w zupełnie inną stronę. Tutaj pojawia się pragnienie początku: domu, miłości, rodziny, zwyczajnego szczęścia. Bohaterka to niewidoma od urodzenia Islandka. Jej historia jest prosta, ale pod tą prostotą kryje się pytanie, którego nie da się łatwo uciszyć: czy człowiek rzeczywiście może zaplanować własne szczęście?
Mamy surowy krajobraz, mamy dom, który ma stać się schronieniem, jest rodzina i jest nadzieja. A nad wszystkim unosi się jednak coś nieuchronnego — Los. To właśnie w tej noweli szczególnie mocno widać, jak Klimko-Dobrzaniecki potrafi mówić o wielkich sprawach bez patosu. Nie potrzebuje filozoficznych traktatów. Wystarczy mu człowiek próbujący zbudować własny kawałek świata.
Obie historie, choć tak różne, zaczynają się w pewnym momencie ze sobą łączyć. Jedna opowiada o końcu życia, druga o jego budowaniu. Jedna patrzy na człowieka stojącego u kresu, druga na człowieka, który dopiero próbuje stworzyć sobie przyszłość. Pomiędzy nimi rozciąga się Islandia — niemal osobny bohater tej książki.
To właśnie Islandia jest tutaj niezwykła. Nie pocztówkowa, nie turystyczna i niekoniecznie piękna w oczywisty sposób. To Islandia wiatru, pustki, ciemności i przestrzeni. Kraj, w którym natura potrafi przytłoczyć człowieka, a jednocześnie wydobyć z niego to, co najbardziej pierwotne. Klimko-Dobrzaniecki wykorzystuje ten krajobraz znakomicie. Surowość wyspy staje się odbiciem surowości ludzkiego losu.
Największą siłą książki jest jednak język. Autor pisze prosto, oszczędnie, bez niepotrzebnych ozdobników. I właśnie dlatego jego obrazy tak mocno zapadają w pamięć. Nie próbuje za wszelką cenę być „literacki”. Pozwala, żeby literaturę zrobiły za niego rzeczywistość, ludzie i ich historie.
Po lekturze Domu Róży. Krýsuvik trudno powiedzieć, że przeczytało się po prostu dwie nowele. To raczej spotkanie z człowiekiem postawionym wobec rzeczy, których nie da się pokonać: czasem, śmiercią, przypadkiem i własnym pragnieniem szczęścia.
I może właśnie dlatego ta książka jest tak niepokojąca. Pokazuje ona dwa odrębne światy, które żyją obok siebie, w pewnym momencie się przenikają, a ich część dotknie każdego z nas. 
Dom Róży. Krýsuvik to książka o Islandii, ale przede wszystkim o człowieku. O tym, jak bardzo chcemy kochać, być potrzebni i pozostawić po sobie jakiś ślad — i jak niewiele ostatecznie od nas zależy. Jest smutna, ale nie pozbawiona czułości. Brutalna, ale nie cyniczna. Prosta, a jednocześnie pełna pytań, które zostają z czytelnikiem długo po zamknięciu książki.
To jedna z tych lektur, do których niekoniecznie chce się wracać dla przyjemności. Wraca się do nich, ponieważ coś w nas poruszyły. I właśnie w tym tkwi ich prawdziwa wartość. Zdecydowanie polecam. Autor zostawił mnie z czymś więcej niż rozmyślaniami i niepokojem. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 


środa, 2 września 2026

Klub żon seryjnych morderców

 



Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 3,5/6
Po opisie Klubu żon seryjnych morderców spodziewałam się czegoś znacznie bardziej wciągającego. Sam pomysł wydawał się naprawdę obiecujący, może odrobinę szalony. Bohaterki to trzy kobiety, których byli mężowie okazali się seryjnymi mordercami. Kobiety próbują rozwikłać sprawę kolejnych zabójstw. Do tego lata 60., małe miasteczko i bohaterki, które z własnego doświadczenia wiedzą, jak mogą myśleć mordercy. Motyw trzech bohaterek i ich relacji zapowiadał się ciekawie. Każda z bohaterek ma inną osobowość i doświadczenia, a wspólna przeszłość sprawia, że tworzą całkiem interesujący zespół. Brzmiało to jak przepis na całkiem dobry thriller.
Niestety w moim odczuciu potencjał tego pomysłu nie został w pełni wykorzystany. Książka nie jest ani typowym thrillerem, ani powieścią obyczajową. Trochę balansuje pomiędzy jednym a drugim i przez to momentami trudno było mi określić, czym właściwie chce być. Miałam wrażenie, że sama autorka nie do końca obrała kierunek, w którym chce tę historię poprowadzić.
Wątek kryminalny nie trzymał mnie szczególnie mocno w napięciu, ale z kolei część obyczajowa wciągnęła mnie na tyle, że dosyć mocno zaangażowałam się w losy bohaterek, te bardziej obyczajowe losy.
Same bohaterki są różne i każda ma własną historię, co jest ciekawie ukazane. Motyw społecznego napiętnowania kobiet za zbrodnie popełnione przez ich mężów jest ciekawy, podobnie jak temat poczucia winy i próby odzyskania własnej tożsamości. Ta kwestia została dosyć dobrze przedstawiona. 
Mimo pluśów i zalet książki, im dalej czytałam, tym bardziej miałam poczucie, że coś tu nie do końca działa. Historia zapowiadała się na naprawdę porządną lekturę, ale ostatecznie okazała się dość nierówna. Czytałam dalej głównie z ciekawości, żeby dowiedzieć się, jak autorka zamknie całą historię. Nie było jednak tego charakterystycznego uczucia „muszę przeczytać jeszcze jeden rozdział”. Doczytalam do końca, bo byłam ciekawa jaki bedzie finał, ale bez wow.
Nie mogę powiedzieć, że była to książka całkowicie nieudana, bo sam koncept jest interesujący i kilka jego elementów naprawdę miało potencjał, bohaterki zostały ciekawie ukazane. Jednak wykonanie pozostawiło u mnie spory niedosyt. Zabrakło mi zarówno większych emocji, jak i napięcia, którego spodziewałam się po historii o żonach seryjnych morderców.
Ostatecznie – przeczytać można, szczególnie jeśli zainteresował Was sam pomysł, ale zdecydowanie nie jest to książka, która zostanie ze mną na dłużej. Nie odradzam lektury. Każdy powinien sam wyrobić sobie zdanie.

sobota, 29 sierpnia 2026

Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą - Catherine Bell

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4,5/6
Jane Austen należy do tych pisarek, których życie wydaje się niemal równie interesujące jak stworzone przez nie powieści. Nic więc dziwnego, że jej biografia wciąż inspiruje kolejnych autorów. Catherine Bell w książce Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą podejmuje próbę opowiedzenia historii młodej kobiety, która w świecie ograniczającym kobiecą niezależność postanowiła przede wszystkim pozostać wierna pisaniu.
Akcja rozpoczyna się w 1795 roku w Steventon, gdzie poznajemy 20-letnią Jane jako córkę wikarego, uważną obserwatorkę otaczających ją ludzi i dziewczynę zdecydowanie bardziej zainteresowaną papierem i atramentem niż poszukiwaniem odpowiedniego kandydata na męża. Bell prowadzi czytelnika przez kolejne etapy życia przyszłej autorki: pierwsze literackie próby, niepewność finansową, rozczarowania oraz trudną drogę do publikacji. Najciekawszym elementem książki jest właśnie pokazanie, jak osobiste doświadczenia mogły przenikać do literatury. Bell ciekawie pokazuje, że Austen nie tworzyła w oderwaniu od rzeczywistości. Żyła w świecie, w którym małżeństwo było dla wielu kobiet przede wszystkim koniecznością ekonomiczną, a niezależność finansowa należała do rzadkości. Na tym tle jej determinacja, by mimo wszystko pisać, nabiera szczególnego znaczenia.
Nie oznacza to jednak, że Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą jest książką pozbawioną słabszych stron. Mam wrażenie, że tam, gdzie brakuje pewności co do faktów, autorka zaciera granicę między tym, co wiemy o życiu pisarki, a tym, co chcielibyśmy sobie o nim wyobrazić. Puszczone przez Bell wodze fantazji są bardzo ciekawe, ale na ile mają oparcie w faktach, nawet szczątkowych? Tego niestety nie wiem. 
To zdecydowanie ciekawa, warta lektury książka. Jednak jest ona bardziej skierowana do czytelników, którzy chcą przede wszystkim zanurzyć się w atmosferze epoki i spojrzeć na autorkę Dumy i uprzedzenia jako na kobietę z krwi i kości, a nie pomnikową postać z historii literatury. Dla części czytelników emocjonalny i nieco fabularyzowany sposób opowiadania może być zaletą, dla innych – uproszczeniem złożonej biografii.
Książka ma niewątliwie swój urok. To przede wszystkim bardzo ciekawa opowieść o konsekwencji, dążeniu do zrealizowania marzeń i potrzebie tworzenia. Jane Austen nie zostaje przedstawiona jedynie jako genialna autorka. Widzimy kobietę, która doświadcza odmów, niepewności i strat, a mimo to nie rezygnuje z własnego głosu. Pisanie staje się dla niej nie tylko pasją, ale również przestrzenią wolności.
Plusem jest także pokazanie życia kobiet sprzed ponad 2 stuleci. Pod tym kątem to bardzo ciekawa lektura. 
Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą jest godna polecenia. Książka zainteresuje tych, którzy chcą spojrzeć na słynną pisarkę przede wszystkim przez pryzmat jej codzienności, emocji i możliwych inspiracji. Catherine Bell stworzyła historię momentami trochę zbyt romantyczną i nieco przewidywalną, ale jednocześnie przypominającą, że za wielką literaturą często kryje się zwykłe, pełne ograniczeń życie oraz niezwykła determinacja.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

środa, 26 sierpnia 2026

Mąż, którego zabiła - Mina Sakurai

 


Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 2/6
Wielkie rozczarowanie. Jest to jedna z tych książek, po których zamknięciu zastanawiam się, jak to możliwe, że tak ciekawie zapowiadający się pomysł został wykorzystany w tak rozczarowujący sposób. Dawno żadna książka mnie tak nie zawiodła. Sam opis zapowiadał historię pełną napięcia, tajemnic, psychologicznej gry i niepewności. Kobieta zepchnęła męża z klifu, przez pięć lat żyła z przekonaniem, że go zabiła, a potem mężczyzna niespodziewanie wraca i twierdzi, że niczego nie pamięta. Brzmi intrygująco, prawda? Problem w tym, że za tym naprawdę świetnym punktem wyjścia nie poszła równie dobra historia.
Miałam nadzieję na thriller, który będzie trzymał mnie w napięciu. Liczyłam na pytania bez łatwych odpowiedzi. Niestety, zamiast narastającego napięcia dostałam historię, która przez dużą część czasu stoi niemal w miejscu i nudzi, po prostu nudzi.
I właśnie tempo jest dla mnie jednym z największych problemów tej książki. Mąż, którego zabiła nie jest szczególnie obszerną powieścią, a mimo to miałam wrażenie, że czytam ją znacznie dłużej, niż powinnam. W wielu momentach niewiele się dzieje, a kolejne sceny nie budują odpowiednio atmosfery ani nie prowadzą historii do wyczekiwanego przełomu. Zamiast napięcia pojawia się monotonia, a zamiast poczucia, że zbliżamy się do rozwiązania zagadki – wrażenie krążenia wokół tych samych tematów.
Najbardziej zabrakło mi emocji. Przy takiej historii powinno ich być mnóstwo. Przecież mamy kobietę, która uważa, że zamordowała własnego męża, człowieka, który według niej był brutalny i zniszczył jej życie, a po pięciu latach ten sam mężczyzna pojawia się ponownie u jej drzwi. Do tego twierdzi, że niczego nie pamięta i zachowuje się zupełnie inaczej niż człowiek, którego Mana znała. To jest materiał na naprawdę mocny, duszny thriller psychologiczny. Tymczasem wiele scen nie wywoływało we mnie praktycznie żadnych emocji poza znudzeniem. Czytałam, ale trudno było mi poczuć niepokój, strach czy choćby ekscytację.
Zabrakło mi też tajemniczości i prawdziwego efektu „wow”. Przy takim punkcie wyjścia aż prosiło się o liczne zwroty akcji, fałszywe tropy i momenty, w których czytelnik zaczyna kwestionować wszystko, co do tej pory przeczytał. Chciałam być wodzona na manowce. Chciałam podejrzewać wszystkich i nikomu nie ufać. Chciałam w pewnym momencie pomyśleć: „Nie, tego się absolutnie nie spodziewałam!”. Tymczasem nic z tego.
Mam też wrażenie, że w książce znalazło się sporo fragmentów, które można było skrócić albo całkowicie usunąć bez większej szkody dla fabuły. Były dla mnie zwyczajnie nużące i sprawiały wrażenie zapychaczy, które miały wypełnić historię, zamiast rzeczywiście ją rozwijać. Zupełnie bez sensu.
Największe rozczarowanie wynika jednak z tego, że ta książka naprawdę miała potencjał. Sam pomysł jest bardzo dobry i zdecydowanie przyciąga uwagę. Kobieta, która zabiła męża, a następnie po latach spotyka go żywego – to świetny fundament pod thriller psychologiczny. Można było z tego stworzyć niezwykle klaustrofobiczną, niepokojącą historię o pamięci, traumie, manipulacji, przemocy i pytaniu o to, czy człowiek naprawdę może stać się kimś zupełnie innym. Niestety, w moim odczuciu potencjał ten nie został odpowiednio wykorzystany. Wielka szkoda. 
Ostatecznie Mąż, którego zabiła okazał się dla mnie książką dużo słabszą, niż sugerował opis i sam pomysł. Liczyłam na pełen napięcia thriller psychologiczny, dostałam natomiast historię, która przez znaczną część czasu była dla mnie zbyt spokojna, monotonna, mało emocjonująca żeby nie napisać - nidna. Zabrakło mi mocniejszej atmosfery, większej dawki tajemnicy, bardziej wyrazistych emocji i przede wszystkim zaskoczeń, które sprawiłyby, że historia rzeczywiście zapadłaby mi w pamięć. Zabrakło mi też zwyczajnie sensu. 
Szkoda, bo punkt wyjścia był naprawdę obiecujący. Niestety, samo „co by było, gdyby mąż, którego uważałaś za martwego, nagle wrócił?” nie wystarczyło, żeby stworzyć angażujący thriller. 
To jedna z tych historii, przy których po przeczytaniu myślę przede wszystkim o tym, czym mogła być, gdyby autorka mocniej postawiła na napięcie, emocje, tajemnicę i psychologiczną grę. Niestety, zamiast zachwytu zostało przede wszystkim rozczarowanie i poczucie niewykorzystanego potencjału. Nie polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)  

 

niedziela, 23 sierpnia 2026

Zosia - Beata Kępińska

 



Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Zosia to poruszająca, ciekawa opowieść o zwykłej kobiecie, której życie przypadło na niezwykły i burzliwy okres historii. Autorka przenosi czytelnika do mojego rodzinnego miasta, do Łodzi . Mamy burzliwy i trudny okres - przełom XIX i XX wieku. Kępińska świetnie pokazuje świat biednych rodzin robotniczych, ich codzienne troski, marzenia oraz walkę o zachowanie godności. Ówczesnej Łodzi daleko było do ziemi obiecanej dla każdego. 
Tytułowa bohaterka przychodzi na świat w polsko-niemieckiej rodzinie Trzecińskich. Dorasta w bardzo skromnych warunkach, w domu, w którym wraz z pojawianiem się kolejnych dzieci coraz trudniej jest związać koniec z końcem. Zosia od najmłodszych lat okazuje się dziewczynką wrażliwą i spragnioną wiedzy. Nie ma jednak takich możliwości edukacji jak chłopcy, dlatego zdobywa wiedzę podczas tajnych kompletów. Rozbudzony przez ojca głód nauki staje się jednym z najważniejszych pragnień jej życia.
Marzeniem Zosi jest klasztor, który jawi jej się nie tylko jako miejsce modlitwy, lecz również nauki i szansy na rozwój. Los przygotował jednak dla niej zupełnie inną drogę. Ojciec podejmuje decyzje dotyczące jej przyszłości, a nawet wyboru męża. Zosia, przyzwyczajona do stawiania potrzeb innych ponad własnymi, z pokorą i wytrwałością mierzy się z kolejnymi trudnościami. Bieda, śmierć bliskich, niespełnione marzenia i codzienna walka o przetrwanie stają się częścią jej życia.
Jedną z największych zalet powieści jest ukazanie wielkiej historii robotniczej Łodzi (i nie tylko) z perspektywy zwykłego człowieka. W tle losów Zosi rozgrywają się ważne wydarzenia: wojna, odzyskanie niepodległości, trudne początki wolnej Polski, inflacja i polityczny chaos. Jednak historia nie dominuje nad bohaterką. Jest raczej siłą, która nieustannie wpływa na jej życie i zmusza ją do kolejnych wyborów. Dzięki temu wydarzenia znane z podręczników nabierają bardziej ludzkiego i osobistego wymiaru.
Łódź (moje rodzinne miasto) odgrywa w tej historii ważną rolę, jest nieomal pełnoprawnym bohaterem. Jest miejscem, w którym spotykają się różne kultury, narodowości i środowiska społeczne. Polsko-niemieckie korzenie rodziny Trzecińskich dodatkowo podkreślają wielokulturowy charakter miasta i złożoność relacji międzyludzkich. Sama Łódź jest bardzo ciekawie zaprezentowana. Od razu rzuca sie w oczy spora ilość trudu jaki zadała sobie autorka żeby zdobyć informacje, opisy Łodzi.
Zosia jest bohaterką, którą można polubić i której losy budzą współczucie. Jej siła nie polega na dokonywaniu wielkich, spektakularnych czynów, ale na codziennej wytrwałości. To kobieta, która mimo przeciwności stara się zachować wrażliwość i troskę o innych. Właśnie ta zwyczajność czyni jej historię tak przejmującą.
Beata Kępińska stworzyła opowieść o kobietach, których głos często pozostawał niesłyszany, a marzenia musiały ustąpić miejsca obowiązkom i oczekiwaniom rodziny. Autorka zwraca uwagę na los kobiet, których życie często pozostawało na drugim planie wobec wielkich wydarzeń historycznych. Tymczasem to właśnie one nierzadko ponosiły ogromną odpowiedzialność za dom i rodzinę. Musiały radzić sobie z biedą, wychowywać dzieci, opiekować się chorymi i przeżywać śmierć bliskich, często nie mając prawa do samodzielnego decydowania o własnej przyszłości. Historia Zosi może być odczytywana jako hołd dla takich kobiet – cichych, wytrwałych i niewidocznych w oficjalnych opowieściach o historii.
Zosia skłania do refleksji nad tym, jak wiele w życiu człowieka zależy od czasów, w których przyszło mu żyć, oraz jak trudno jest realizować własne pragnienia, gdy o przyszłości decydują inni. Polecam, bardzo dobra, ciekawa i mądra powieść.

 

sobota, 22 sierpnia 2026

Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą - Wilhelm Meinhold

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka
Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą to książka, wobec której mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest to bardzo interesująca, mroczna opowieść o jednej z najbardziej znanych postaci związanych z dawnymi dziejami Pomorza. Z drugiej strony sposób przedstawienia głównej bohaterki jest tak jednostronny i przesadzony, że trudno traktować tę historię jako próbę obiektywnego pokazania Sydonii von Bork.
Meinhold stworzył swoją opowieść na początku XIX wieku. Jest to bardzo ważne, ponieważ książkę należy czytać z uwzględnieniem epoki, w której powstała. Ówczesne podejście do historii, religii, czarownictwa, moralności i kobiecości było zupełnie inne niż współcześnie. Dlatego część informacji przedstawionych przez autora może być dziś nieaktualna albo wymagać konfrontacji ze współczesnymi badaniami historycznymi. Inny jest również język książki. W wielu miejscach sposób wypowiadania się bohaterów, opisy oraz komentarze narratora mogą wydawać się współczesnemu czytelnikowi bardzo staroświeckie.
Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak sama postać Sydonii. Meinhold nie próbuje stworzyć bohaterki, którą łatwo polubić. Wręcz przeciwnie – od pierwszych stron bardzo wyraźnie sugeruje czytelnikowi, jak powinien ją odbierać. Sydonia jest przedstawiana przede wszystkim jako kobieta zła, przebiegła, mściwa i niebezpieczna. Autor niemal nie daje jej możliwości obrony. Nie próbuje wnikliwiej zastanowić się nad tym, dlaczego zachowuje się właśnie w taki sposób, jakie wydarzenia ją ukształtowały i czy wszystkie oskarżenia kierowane pod jej adresem są rzeczywiście sprawiedliwe.
Można odnieść wrażenie, że autor celowo przesadza w kreowaniu jej wizerunku. Jego Sydonia nie jest po prostu silną czy niezależną kobietą. Jest przede wszystkim butna, przebiegła, manipulująca innymi, kapryśna, zła. Autor przedstawia ją jako osobę, która potrafi wykorzystywać innych dla własnych celów i nie cofa się przed intrygami. Jej zachowanie jest często tak przerysowane, że momentami przypomina bardziej literacki portret „złej czarownicy” niż próbę pokazania prawdziwej osoby.
Określenie takie jak „potwór” dobrze pasuje do sposobu, w jaki została skonstruowana ta postać. Sydonia jest niemal uosobieniem zła i tego co w XIX wieku było uważane za złe u kobiet. Trudno znaleźć w książce chwile, w których narrator pozwala czytelnikowi spojrzeć na nią z większym współczuciem albo spróbować zrozumieć jej motywacje. Jeżeli pojawia się okazja do przedstawienia jej w złym świetle, autor bardzo chętnie z niej korzysta. Sami przyznacie, że nie taka powinna być książka historyczno - bioograficzna. To wg. mnie jest największa wada książki.
Zastanawiam się, czy autor zrobił to celowo, aby wzbudzić kontrowersje i zainteresowanie czytelnika. Taki sposób przedstawienia bohaterki z pewnością sprawia, że trudno przejść obok niej obojętnie. Sydonia wzbudza emocje: można ją potępiać, można się jej obawiać, ale trudno ją zapomnieć. 
Trzeba jednak pamiętać, że książka powstała w czasach, kiedy opowieści o czarownicach i zjawiskach nadprzyrodzonych miały zupełnie inny charakter. Współczesny czytelnik może patrzeć na nie z dystansem. Dzisiaj łatwiej zauważyć, że oskarżenie kogoś o czary mogło być elementem konfliktów społecznych, politycznych czy osobistych. Dlatego warto oddzielić historyczną Sydonię von Bork od jej literackiego obrazu stworzonego przez Meinholda.
Dużą zaletą książki jest natomiast jej klimat. Jest mrocznie, tajemniczo i momentami naprawdę niepokojąco. Autor potrafi budować atmosferę zagrożenia i sprawić, że czytelnik chce wiedzieć, co wydarzy się dalej. Historia Sydonii, konfliktów, intryg i nieszczęść związanych z pomorską dynastią książęcą ma w sobie coś z gotyckiej opowieści. Nie jest to jednak lekka lektura. W wielu miejscach tempo jest nierówne, a rozbudowane opisy i sposób prowadzenia narracji mogą współczesnego czytelnika znużyć.
Na plus należy zdecydowanie zaliczyć tłumaczenie. Barbara Grunwald-Hajdasz spisała się doskonale. Największą zaletą książki jest jednak fakt, iż potrafi ona sprowokować do myślenia. Po przeczytaniu nie przestajemy interesować się Sydonią, ale zaczynamy również zastanawiać się nad tym, jak powstają legendy. Czy Sydonia rzeczywiście była tak zła, jak przedstawia ją Meinhold? Czy naprawdę była „czarownicą”, czy może stała się nią w oczach ludzi i późniejszych autorów? Czy jej historia została z czasem tak mocno przekształcona, że trudno już oddzielić fakty od legendy?
Właśnie dlatego moja ocena tej książki jest niejednoznaczna. Mam wobec niej mieszane uczucia. Z jednej strony doceniam atmosferę, ciekawą historię, wyrazistą bohaterkę i dobre tłumaczenie. Z drugiej strony przeszkadza mi bardzo jednostronne przedstawienie Sydonii. Brakuje mi większego dystansu autora i próby pokazania jej również jako człowieka, a nie wyłącznie jako źródła zła. Sydonia... jest warta lektury. Należy jednak pamiętać, że nie jest to książka, którą powinno się czytać jako współczesne opracowanie historyczne. Meinhold pisał o Sydonii von Bork na początku XIX wieku, dlatego jego wiedza, sposób interpretowania wydarzeń oraz dostępne wówczas źródła były inne niż dzisiaj. Niektóre informacje mogą być nieaktualne, a część przedstawionych wydarzeń należy traktować jako element literackiej wizji autora. Czytelnik powinien więc zachować pewien dystans i nie przyjmować wszystkich sądów narratora jako bezdyskusyjnych faktów. Zachęcam do lektury. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)  

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Maria Skłodowska-Curie. Rebeliantka - Angelika Kuźniak

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Maria Skłodowska-Curie to postać, o której wydawałoby się, że napisano już wszystko. Angelika Kuźniak udowadnia jednak, że nawet tak dobrze znaną bohaterkę można pokazać z zupełnie nowej perspektywy. W swojej najnowszej książce autorka odchodzi od pomnikowego wizerunku noblistki i przedstawia kobietę z krwi i kości – odważną, nieustępliwą, pełną pasji, ale także zmagającą się z samotnością, stratą i konsekwencjami własnych odkryć.
To nie jest klasyczna biografia oparta wyłącznie na chronologii wydarzeń. Kuźniak tworzy wielowymiarowy portret Marii, ukazując ją jako córkę, studentkę, naukowczynię, żonę, matkę i patriotkę. Towarzyszymy jej od czasów młodości w Polsce, poprzez działalność w tajnym nauczaniu i naukę na kolejnych uczelniach, aż po lata spektakularnych sukcesów naukowych we Francji. Jednocześnie autorka przypomina, jak wiele przeszkód musiała pokonać kobieta pragnąca realizować swoje naukowe ambicje w świecie zdominowanym przez mężczyzn oraz jak wielką rolę w jej życiu odgrywały rodzina i przywiązanie do ojczyzny.
Ogromnym walorem książki jest ukazanie Marii nie tylko jako wybitnej naukowczyni, ale również jako matki, żony, córki i kobiety posiadającej własne słabości oraz emocje. Kuźniak przypomina, że za wielkimi odkryciami stał człowiek, który kochał, cierpiał, tęsknił i musiał podejmować niezwykle trudne decyzje. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć, jak wysoką cenę zapłaciła za swoje osiągnięcia. 
Kuźniak umiejętnie osadza biografię w szerokim kontekście historycznym. Czytelnik nie poznaje wyłącznie losów jednej kobiety, ale również realia epoki, w której przyszło jej żyć. Autorka przypomina, jak bardzo sytuację kobiet determinowały obowiązujące przepisy, społeczne stereotypy oraz ograniczenia. To, co współcześnie wydaje się oczywiste – możliwość studiowania, prowadzenia badań czy samodzielnego decydowania o własnym życiu – w czasach Marii było przywilejem wymagającym ogromnej odwagi i determinacji. Dzięki temu książka zyskuje nie tylko wymiar biograficzny, ale również społeczny i historyczny. 
Wielkim atutem publikacji jest jej wiarygodność. Książka powstała na podstawie starannie zgromadzonych materiałów źródłowych – dokumentów archiwalnych, wspomnień, korespondencji oraz prasy i publikacji z epoki. Autorka wykonała ogromną pracę dokumentacyjną. Dzięki temu opowieść nie tylko zachwyca literackim stylem, ale przede wszystkim imponuje rzetelnością.
Angelika Kuźniak uchyla również rąbka tajemnicy dotyczącej własnego warsztatu. Autorka  opowiada o pracy z historycznymi zbiorami, która wymagała nie tylko bawełnianych rękawiczek, ale nawet specjalnych okularów ochronnych podczas przeglądania cennych archiwaliów. Dzięki temu czytelnik ma świadomość ogromu pracy włożonej w odtworzenie życia bohaterki.
Na uwagę zasługuje także liczne ilustracje. Archiwalne fotografie, rękopisy i notatki pozwalają jeszcze lepiej poczuć atmosferę przełomu XIX i XX wieku. Umiejętnie wplecione cytaty z listów i wypowiedzi Marii sprawiają, że bohaterka przemawia własnym głosem, a jej emocje, rozterki i determinacja stają się wyjątkowo autentyczne.
Autorka umiejętnie osadza historię Marii Skłodowskiej-Curie w szerokim kontekście społecznym i historycznym. Przypomina realia epoki, w której obowiązujące przepisy i społeczne konwenanse skutecznie ograniczały możliwości kobiet. Dzięki temu jeszcze wyraźniej widać, jak przełomowe były decyzje i osiągnięcia Marii oraz jak wiele odwagi wymagało realizowanie marzeń o pracy naukowej.
Maria Skłodowska-Curie. Rebeliantka to nie tylko fascynująca opowieść o wybitnej uczonej, ale również o cenie, jaką przyszło jej zapłacić za odkrycia, które odmieniły świat. To książka napisana z ogromną wrażliwością, literackim wyczuciem i szacunkiem dla faktów. Będzie wartościową lekturą zarówno dla miłośników biografii, jak i wszystkich, którzy chcą poznać prawdziwe oblicze jednej z najwybitniejszych kobiet w historii nauki. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

piątek, 14 sierpnia 2026

Posiadacz. Saga rodu Forsyte'ów - John Galsworthy

 



Wydawnictwo MG, Moja ocena 5,5/6
Mimo upływu czasu jest to ponadczasowa powieść obyczajowa, która ani trochę nie straciła na aktualności. Autor z niezwykłą wnikliwością przedstawia świat angielskiego mieszczaństwa końca XIX wieku, ukazując jego wartości, ambicje i słabości. Jest to historia nie tylko o rodzinie Forsyte’ów, lecz przede wszystkim o ludzkiej naturze – o miłości, zazdrości, pragnieniu posiadania oraz cenie, jaką człowiek płaci za podporządkowanie uczuć konwenansom.
Akcja rozpoczyna się w Londynie w 1886 roku. Rodzina Forsyte’ów jest zamożna, szanowana i niezwykle przywiązana do własnej pozycji społecznej. Jej członkowie wierzą, że ciężka praca, majątek i odpowiednie pochodzenie gwarantują szczęście oraz stabilność. Wszystko zmienia się jednak wraz z pojawieniem się Ireny – pięknej żony Soamesa Forsyte’a. Kobieta nie potrafi odnaleźć się w świecie, w którym uczucia schodzą na dalszy plan, a małżeństwo traktowane jest jak rodzaj kontraktu i własności. Jej obecność burzy pozornie idealny porządek rodziny, ujawniając ukryte konflikty, hipokryzję oraz egoizm bohaterów.
Największym atutem powieści jest jej psychologiczna głębia. Galsworthy nie tworzy postaci jednoznacznie dobrych ani złych. Każdy bohater kieruje się własnymi motywacjami, lękami i pragnieniami, dzięki czemu czytelnik może zrozumieć ich wybory, nawet jeśli nie zawsze je akceptuje. Szczególnie interesującą postacią jest Soames Forsyte, tytułowy „posiadacz”. Dla niego miłość oznacza prawo własności – uważa, że skoro Irena jest jego żoną, powinna należeć do niego bez względu na własne uczucia. Ta postawa staje się symbolem całej epoki, w której kobiety na ogól traktowano jak element majątku.
Irena natomiast reprezentuje wolność, wrażliwość i potrzebę prawdziwej miłości. Jej dramat polega na zderzeniu własnych pragnień z oczekiwaniami społeczeństwa. Co z tego wyniknie? Teo nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej niezwykłej powieści. 
Autor zachwyca stylem pisania. Jego język jest pełen trafnych obserwacji i bogatych opisów. Z dużą precyzją odtwarza realia wiktoriańskiego Londynu, ukazując zarówno luksusowe domy bogatego mieszczaństwa, jak i atmosferę społeczeństwa podporządkowanego konwenansom. Powolne tempo narracji pozwala lepiej poznać bohaterów oraz zrozumieć ich emocje. Dla mnie majstersztykk, choć zapewne dla wielu osób powieść będzie zbyt spokojna. 
Mimo upływu czasu Posiadacz porusza wiele uniwersalnych tematów. Mówi o konflikcie między obowiązkiem a uczuciem, o sile miłości, która nie poddaje się społecznym regułom, o zazdrości prowadzącej do cierpienia oraz o tym, jak bardzo ludzie pragną kontrolować innych. Powieść skłania do zastanowienia się, czy prawdziwe uczucie może istnieć tam, gdzie dominuje chęć posiadania. Po lekturze w czytelniku zastaje mnóstwo pytań i zaskoczenie, jak powieść napisana 120 lat temu jest nadal aktualna. 
Na uwagę zasługuje również sposób, w jaki Galsworthy przedstawia rodzinę Forsyte’ów jako symbol całej klasy społecznej. Każdy z jej członków reprezentuje określone wartości epoki – przywiązanie do majątku, tradycji i społecznego prestiżu. Autor pokazuje jednak, że za elegancką fasadą kryją się samotność, niespełnione marzenia i lęk przed zmianami. 
Posiadacz to bez wątpienia wspaniałą, wręcz wybitna powieść o ludzkich emocjach, sile konwenansów i niszczącym pragnieniu posiadania drugiego człowieka. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, szczególnie jeśli ceni się literaturę klasyczną, wielowymiarowych bohaterów oraz powieści skłaniające do refleksji nad naturą człowieka i relacjami międzyludzkimi.

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Gdy odnajdziemy drogę - Laura Barrow

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5/6
Gdy odnajdziemy drogę to piękna, pełna emocji powieść o rodzinie, trudnych wyborach, stracie i nadziei. To historia, która pokazuje, że nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko się rozsypało, można odnaleźć w sobie siłę, by zacząć od nowa. Autorka w ciekawy sposób połączyła współczesność z przeszłością, rodzinne sekrety z codziennym życiem oraz dodała do tego wyjątkowy klimat dzięki muzyce Patsy Cline.
Główną bohaterką jest Effie Baker, która po rozstaniu z mężem próbuje poukładać swoje życie na nowo. Opiekuje się trójką dzieci i stara się odzyskać pewność siebie. Niespodziewana wizja związana z Patsy Cline sprawia, że zaczyna szukać odpowiedzi na pytania ukryte w rodzinnej przeszłości. Ważną rolę odgrywa również jej babcia Lola, której wspomnienia i tajemnice pomagają odkryć prawdę o całej rodzinie. Bardzo podobało mi się, że historia nie skupia się tylko na jednym wątku, ale pokazuje relacje między kobietami z dwóch pokoleń oraz ich drogę do odnalezienia szczęścia.
Historia od razu mnie zaciekawiła, a z każdą kolejną stroną coraz bardziej chciałam dowiedzieć się, jak potoczą się losy bohaterów. Bardzo lubię książki, których fabuła jest wolniejsza, daje czas czytelnikowi. Laura Barrow pozwala nam dobrze poznać bohaterów, zrozumieć ich uczucia i motywy. Dzięki temu łatwo było mi się z nimi zżyć i przeżywać ich radości oraz smutki. Postacie są prawdziwe, mają swoje słabości, popełniają błędy i właśnie dlatego wydają się tak wiarygodne.
W książce nie brakuje wzruszających momentów. Kilka scen naprawdę mocno mnie poruszyło. To opowieść, która wzrusza, ale jednocześnie daje nadzieję i przypomina, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć światło.
Bardzo spodobał mi się również klimat tej powieści. Motyw muzyki Patsy Cline nadaje historii wyjątkowego charakteru i sprawia, że całość staje się jeszcze bardziej nastrojowa. Rodzinne tajemnice stopniowo wychodzą na jaw, a autorka umiejętnie buduje napięcie, dzięki czemu trudno oderwać się od czytania.
Gorąco zachęcam do lektury. To spokojna, mądra i bardzo poruszająca książka o miłości, rodzinie, przebaczeniu i odnajdywaniu własnej drogi, czyli o tym, co najważniejsze. Myślę, że spodoba się wszystkim osobom, które lubią życiowe historie z wyrazistymi bohaterami i emocjami. Polecam.

 

niedziela, 9 sierpnia 2026

Zapach nocy - Andrea Camilleri

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Andrea Camilleri – niekwestionowany mistrz włoskiego kryminału – ponownie zaprasza nas do świata swojego najsłynniejszego bohatera. Zapach nocy to literacka uczta, w której smak nie pochodzi wyłącznie z zagadek kryminalnych, ale i z języka, klimatu oraz niepowtarzalnej osobowości głównego bohatera.
To jedna z tych powieści, które przypominają, dlaczego tak łatwo zakochać się w twórczości Andrea Camilleriego. Zapach nocy nie jest wyłącznie kryminałem. To opowieść o ludziach, samotności, rodzinnych więzach, tajemnicach i o tym, że pozory potrafią zwodzić lepiej niż najbardziej wyrafinowany przestępca. Camilleri po raz kolejny zaprasza czytelnika do rozgrzanej sycylijskim słońcem Vigaty, gdzie aromat espresso miesza się z zapachem morza, a zbrodnia – jak to na Sycylii – nigdy nie jest tylko zbrodnią. No i glówny bohater, mój ulubiony komisarz :)
Montalbano to postać, którą trudno nie polubić. Jest pełen sprzeczności – wybuchowy i refleksyjny, cyniczny i pełen współczucia, samotnik, ale otoczony ludźmi. Camilleri z ogromnym wyczuciem prowadzi go przez kolejne sprawy – czasem dramatyczne, czasem błahe, ale zawsze wymagające intuicji, wiedzy o ludzkiej naturze i przenikliwej inteligencji. To prawdziwy człowiek- mieszkaniec Sycylii ze swoimi lękami, dziwactwami, przyzwyczajeniami (np. rytualnym jedzeniem) i głębokim poczuciem sprawiedliwości. Obserwowanie sposobu myślenia Montalbana jest jedną z największych przyjemności każdej książki z tej serii. Nie jest on policjantem w hollywoodzkim stylu. Nie biega z pistoletem w obu dłoniach, nie wyskakuje przez okna i nie wygłasza efektownych monologów. Za to jest uparty, konsekwentny i bardzo sycylijski.
Ale przejdźmy do fabuły. Znika Emanuele Gargano – człowiek, który potrafił obiecać swoim klientom finansowe cuda, a następnie zniknąć z ich pieniędzmi. Wszystko wskazuje na banalną ucieczkę oszusta. Montalbano jednak nie wierzy w banał. I całe szczęście. Jak się okazuje pod powierzchnią finansowego przekrętu kryje się misternie skonstruowana pajęczyna kłamstw, zależności, zdrad i emocji. Im głębiej komisarz wchodzi w sprawę, tym wyraźniej widać, że pieniądze są tutaj zaledwie początkiem. Szybko okazuje się, że przechodzimy od klasycznego kryminału ku historii o ludzkich namiętnościach, samotności, chciwości i potrzebie bycia kochanym.
Autor nie traktuje zagadki kryminalnej wyłącznie jako łamigłówki. Zbrodnia staje się pretekstem do pokazania ludzi – ich słabości, obsesji i dramatycznych decyzji. W świecie Zapachu nocy nic nie jest tak proste, jak mogłoby się początkowo wydawać. Oszust może być ofiarą, a oczywista ofiara zbrodniarzem. A to dopiero poczatek. 
Ogromnym atutem powieści jest, jak to u Camilleriego, Sycylia. Nie jest ona jedynie miejscem akcji. To pełnoprawna bohaterka – gorąca, zmysłowa, pełna kontrastów, lokalnych absurdów i specyficznego poczucia humoru. Vigata żyje własnym rytmem, a jej mieszkańcy są równie fascynujący jak sama zagadka. Dzięki temu śledztwo Montalbano ma niepowtarzalny klimat: trochę duszny, trochę groteskowy, momentami mroczny, ale zawsze niezwykle włoski.
Nie można też nie wspomnieć o humorze Camilleriego. Nawet kiedy sytuacja robi się naprawdę poważna, autor potrafi jednym zdaniem rozładować napięcie. Dialogi są błyskotliwe, a relacje Montalbano z otoczeniem dostarczają mnóstwa przyjemności. Szczególnie dobrze wypada tutaj sam komisarz – człowiek zmęczony absurdami świata, ale wciąż niepogodzony z niesprawiedliwością.
Podoba mi się również to, że Zapach nocy nie ogranicza się do samej intrygi. Camilleri przemyca gorzką refleksję nad współczesnością i światem, w którym człowiek coraz częściej sprowadzany jest do pieniędzy, procedur i mechanicznych, powtarzalnych czynności. Pod pozorem lekkiego kryminału autor stawia więc pytania znacznie poważniejsze: ile jesteśmy gotowi poświęcić dla pieniędzy? Jak daleko możemy posunąć się z miłości? I co pozostaje z człowieka, kiedy pozbawi się go marzeń, uczuć i nadziei?
A finał? Zdecydowanie nie należy go lekceważyć. Camilleri prowadzi czytelnika ścieżką pełną pozornie oczywistych tropów, by w odpowiednim momencie pokazać, że prawda była znacznie bardziej skomplikowana. Kryminał stopniowo przeobraża się w opowieść o tragedii. Więcej niczego nei zdradzę. Nie chce wam psuć elementu zaskoczenia. Zachęcam za to do lektury tej i innych książek z serii. 
Zapach nocy to kryminał, ale zdecydowanie nie tylko kryminał. To opowieść o pieniądzach, które potrafią zaślepić, kłamstwach, które zaczynają żyć własnym życiem, i miłości, która czasem zamiast ratować – prowadzi ku katastrofie.
Camilleri po raz kolejny pokazuje klasę. Czyta się szybko, z ciekawością i uśmiechem, ale po ostatniej stronie zostaje coś więcej niż satysfakcja z rozwiązanej zagadki. Zostaje atmosfera Sycylii, charakterystyczny głos Montalbano i lekko gorzki smak refleksji nad tym, jak bardzo skomplikowany potrafi być człowiek. Polecam. Mistrzostwo.


 

piątek, 7 sierpnia 2026

Na złamanie karku. Jak Chiny chcą urządzić przyszłość - Dan Wang

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Bardzo poruszająca i nie ukrywam, że przerażająca książka. 
Autor przez niemal dekadę analizowal rozwój technologiczny i gospodarczy Chin, Teraz na kartach książki prowadzi czytelnika przez kraj rozwijający się w zawrotnym tempie. Z jednej strony pokazuje imponujące osiągnięcia: gigantyczne inwestycje infrastrukturalne, nowoczesne fabryki, szybkie koleje i niezwykłą skalę innowacji. Z drugiej nie unika trudnych tematów – politycznych represji, społecznych kosztów błyskawicznej modernizacji czy ceny, jaką płacą zwykli ludzie za ambicje państwa.
Ta książka porządkuje wiele współczesnych zjawisk, i nie dotyczy wyłącznie samych Chin. W równym stopniu pomaga zrozumieć relacje między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, a przede wszystkim pokazuje, że decyzje podejmowane przez te dwa mocarstwa wykraczają daleko poza ich granice. Ich rywalizacja, tempo rozwoju i wizje przyszłości wpływają na gospodarkę, technologie i codzienne życie ludzi na całym świecie – również w Europie. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak to wszystko bardzo wpływa na każdego z nas. Nie ukrywam, w trakcie lektury byłam w soku i nie był to szok pozytywny. Zdominowanie ludzi na ziemi przez 1-2 państwa, koszmar. A do tego to wszystko dąży. 
Dan Wang nie tworzy ani laurki dla chińskiego modelu rozwoju, ani jednostronnej krytyki Zachodu. Przedstawia rzetelną, opartą na faktach analizę współczesnej cywilizacji technologicznej, wskazując zarówno jej spektakularne sukcesy, jak i ciemne strony. Dzięki temu czytelnik otrzymuje wielowymiarowy obraz świata, w którym postęp technologiczny jest nierozerwalnie związany z polityką, ekonomią i społeczeństwem. I ten obraz świata przeraził mnie. 
Szczególnie interesujące jest zestawienie dwóch odmiennych modeli funkcjonowania państwa. Wang opisuje Chiny jako kraj nastawiony na szybkie działanie i realizację ambitnych celów, podczas gdy Stany Zjednoczone przedstawia jako społeczeństwo, w którym procedury, prawo i instytucje często spowalniają zmiany – zarówno te korzystne, jak i te budzące kontrowersje. Ta konfrontacja nie służy jednak wskazaniu zwycięzcy, lecz skłania do refleksji nad mocnymi i słabymi stronami obu systemów oraz zaprezentowaniem do czego dąży który kraj.
Niewątpliwie jest to lektura wymagająca skupienia. Trafne obserwacje, wnioski w wielu miejscach szokują i niewątpliwie dają do myślenia. Wang przekonuje, że aby zrozumieć przyszłość, nie wystarczy śledzić nagłówków gazet – trzeba dostrzec procesy zachodzące pod powierzchnią politycznych wydarzeń. A te procesy w ogromnym stopniu wyznaczają właśnie Chiny i Stany Zjednoczone.
Na złamanie karku. Jak Chiny chcą urządzić przyszłość to książka dla wszystkich zainteresowanych geopolityką, technologią i gospodarką. Nie daje prostych odpowiedzi, ale pomaga zrozumieć świat, który zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. To jedna z tych publikacji, po których trudno patrzeć na globalne wydarzenia w taki sam sposób jak wcześniej.

 

wtorek, 4 sierpnia 2026

Sycyliada - Daniel Wyszogrodzki

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Sycyliada to powieść, która zachwyca nie tylko malowniczym obrazem Sycylii, ale przede wszystkim skłania do głębokiej refleksji nad życiem, pamięcią i samotnością. Autor zabiera czytelnika do świata, w którym gorące słońce, zapach morza, sycylijskie jedzenie i białe wino tworzą niezwykłe tło dla historii o emocjach, niespełnionych uczuciach i próbie pogodzenia się z własną przeszłością.
Główny bohater, Polacco, wiedzie spokojne życie w domu nad urwiskiem, z którego każdego dnia podziwia bezkres morza. Nie szuka już szczęścia – wystarczają mu drobne przyjemności i rutyna. Wszystko zmienia się, gdy po latach odwiedza go dawna przyjaciółka. Ich spotkanie staje się początkiem podróży w głąb wspomnień, niewypowiedzianych emocji i pytań, na które przez lata zabrakło odwagi. Rozmowy prowadzą nie tylko do odkrywania tego, co kiedyś ich połączyło, ale także do bolesnej konfrontacji z teraźniejszością – przemocą wobec kobiet, kryzysem migracyjnym czy własnymi traumami.
Ta książka to jednak coś więcej niż historia o dawnych uczuciach. Sycyliada (w moim odczuciu) jest alegorią współczesnego świata – rzeczywistości, która z każdym dniem wydaje się coraz bardziej brutalna i pozbawiona wrażliwości. Autor pokazuje, że prawdziwego siebie często odnajdujemy dopiero wtedy, gdy potrafimy odciąć się od narzuconego tempa życia i głównego nurtu. Jednocześnie przypomina, że ciągłe oglądanie się za siebie nie pozwala dostrzec tego, co los przygotował przed nami. Przeszłość jest ważna, ale nie może stać się więzieniem. Cynizm i świadomie pielęgnowana samotność potrafią odebrać nawet najpiękniejsze chwile, jeśli nie pozwolimy sobie na bliskość i zaufanie.
Największą siłą tej powieści jest jej atmosfera. Wyszogrodzki pisze niezwykle zmysłowo – niemal czuć zapach kawy, smak sycylijskiego wina i gorące powietrze rozgrzanych nocy. Każdy bohater wnosi do historii coś istotnego, a pojawiające się postacie stopniowo odsłaniają kolejne warstwy osobowości Polacco. Dzięki temu książka jest ciekawą opowieścią o dojrzewaniu do prawdy, przebaczenia i akceptacji.
Sycyliada to lektura dla tych, którzy cenią literaturę nastrojową i refleksyjną. Nie dostarcza prostych odpowiedzi, ale pozostawia czytelnika z pytaniami o to, czym jest szczęście, jak wiele zależy od naszych wyborów i czy zawsze warto wracać do tego, co minęło. To piękna, melancholijna opowieść, która zostaje w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

 

sobota, 1 sierpnia 2026

Święta patronka kłamców - Ann Patchett

 


Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5,5/6
Czy można zbudować nowe życie na kłamstwie? Ann Patchett w swojej debiutanckiej powieści udowadnia, że każda przemilczana prawda prędzej czy później daje o sobie znać. To niezwykle poruszająca opowieść o macierzyństwie, potrzebie wolności, trudnych wyborach i konsekwencjach ucieczki przed własnym życiem.
Akcja rozgrywa się w w latach 60. XX wieku w domu który powstał w miejscu dawnego cudownego źródła. Ten dom prowadzą zakonnice. Trafiają do niego niezamężne kobiety w ciąży, które planują oddać swoje dzieci do adopcji. Pewnego dnia pojawia się jednak Rose – kobieta zupełnie inna od pozostałych. Ma kochającego męża, a mimo to postanawia porzucić dotychczasowe życie i oddać dziecko. Jej decyzja budzi wiele pytań i zmusza czytelnika do zastanowienia się, co skłoniło ją do tak dramatycznego kroku.
Autorka pokazuje, jak ogromny wpływ na ludzkie życie ma funkcjonowanie w świecie kłamstw i niedomówień. Tajemnice Rose oddzielają ją od innych ludzi. Bohaterowie sami wybierają, z kim chcą dzielić życie, ale jednocześnie nie potrafią zdobyć się na pełną szczerość. To właśnie brak otwartości prowadzi do nieporozumień, cierpienia i samotności. Jednak kłamstwo to nie tylko Rose i jej decyzja. Kłamstwem, jak się okaże, jest funkcjonwanie całego domu dla kobiet, Nic więcej nei zdradzę. Gorąco zachęcam do lektury tej zaskakującej powieści. 
Największe trudności sprawiło mi zrozumienie postępowania Rose. Marzy o niezależności i możliwości decydowania o własnym losie, lecz jednocześnie swoim zachowaniem rani osoby, które darzą ją bezwarunkową miłością. Przez całą lekturę zastanawiałam się, czy kieruje nią egoizm, czy może lęk przed bliskością. Może to lęk zakorzeniony w doświadczeniach z dzieciństwa. Ann Patchett nie daje prostych odpowiedzi, tym samym pozostawia czytelnikowi przestrzeń do własnych przemyśleń.
Bardzo ciekawym zabiegiem jest narracja prowadzona z perspektywy trojga bohaterów. Dzięki temu stopniowo odkrywamy tę samą historię z różnych punktów widzenia, lepiej rozumiemy motywacje postaci i przekonujemy się, że prawda rzadko bywa jednoznaczna.
Święta patronka kłamców to pełna emocji powieść, która skłania do zastanowienia się nad tym, jak cienka granica dzieli prawdę od kłamstwa i jak wysoką cenę można zapłacić za próbę ucieczki przed własnym losem. To książka dla osób ceniących literaturę psychologiczną i historie, które pozostają w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć i pozwolić, by wywołała refleksję nad relacjami międzyludzkimi, odpowiedzialnością za własne decyzje oraz siłą prawdy. Mnie ta książka powaila emocjonalnie. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

wtorek, 28 lipca 2026

Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków - Mary Roach

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4,5/6
Czy zastanawialiście się co się działo czy dzieje z naszymi ciałami po naszej śmierci? Książka Sztywniak Mary Roach omawia te kwestie dosyć hmm dogłębnie. Jest to bardzo ciekawa i nietypowa opowieść o tym, co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci. Autorka porusza temat, który zwykle budzi skrępowanie, niepokój albo milczenie, i robi z niego jedną z najbardziej fascynujących, a momentami zaskakująco zabawnych lektur popularnonaukowych. Choć temat może wydawać się trudny albo nawet nieprzyjemny, autorka potrafi opisać go w sposób lekki, ale daleki od infantylnego. Dzięki temu książkę czyta się z zainteresowaniem, a momentami nawet z uśmiechem.
Książka opowiada o tym, co dzieje się z naszymi ciałami, gdy przestajemy ich potrzebować, a nauka zaczyna widzieć w nich bezcenne źródło wiedzy.
Mary Roach pokazuje, że zwłoki od wieków odgrywały ogromną rolę w rozwoju nauki i medycyny. To właśnie na nich testowano pierwsze zabiegi chirurgiczne, badano przyczyny katastrof lotniczych czy sprawdzano działanie różnych wynalazków. W książce znajdziemy wiele zaskakujących przykładów, takich jak testowanie gilotyny, badania związane z lotami kosmicznymi czy eksperymenty mające potwierdzić autentyczność Całunu Turyńskiego. Każda z tych historii jest opowiedziana w ciekawy i zrozumiały sposób.
Dużym atutem Sztywniaka jest styl pisania autorki. Roach unika trudnych, naukowych słów i nie moralizuje. Zamiast tego opowiada historie, rozmawia z naukowcami i dzieli się własnymi spostrzeżeniami. Jej humor jest delikatny i nieprzesadzony, dzięki czemu nawet poważne, trudne tematy stają się łatwiejsze do przyjęcia.
Książka pokazuje też, że ciała zmarłych nie są traktowane bez szacunku. Wręcz przeciwnie – autorka podkreśla, jak bardzo przyczyniły się one do ratowania ludzkiego życia i rozwoju medycyny. Sztywniak skłania do refleksji i pozwala spojrzeć na śmierć z innej, mniej strasznej perspektywy. 
To jedna z tych publikacji, które trudno porównać z innymi. Łączy elementy reportażu, literatury popularnonaukowej, historii i humorystycznej opowieści. Mary Roach posiada niezwykły talent do wyszukiwania tematów, o których niewiele osób odważyłoby się pisać, a następnie przedstawiania ich w sposób ciekawy i pełen lekkości. To lektura pełna zaskakujących faktów, inteligentnego humoru i refleksji nad rolą nauki oraz człowieka.
To dobra propozycja dla osób, które lubią książki popularnonaukowe, ale napisane w lekki i przystępny sposób. Sztywniak uczy, zaciekawia i pokazuje, że nawet bardzo trudne tematy można opisać z wyczuciem i humorem.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)


 

niedziela, 26 lipca 2026

Pasja według Einara. Trzy młode pieśni. Cykl: Północna Droga (tom 3-4) - Elżbieta Cherezińska

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Pasja według Einara. Trzy młode pieśni to kolejna część znakomitego cyklu Północna Droga. Choć akcja rozgrywa się ponad tysiąc lat temu, książka porusza tematy, które są aktualne także dziś – walkę o własne przekonania, poszukiwanie tożsamości, miłość, przyjaźń oraz wybory, które potrafią odmienić całe życie. To powieść historyczna, ale napisana w taki sposób, że czyta się ją jak pełną emocji opowieść przygodową.
Największą siłą książki są jej bohaterowie. Einar to postać niezwykle ciekawa i niejednoznaczna. Jest synem kapłana Odyna, lecz wychowuje się w chrześcijańskim klasztorze. Od najmłodszych lat znajduje się pomiędzy dwoma światami – dawną wiarą przodków i nową religią, która stopniowo zmienia oblicze Skandynawii. Nie jest wojownikiem, który zdobywa sławę mieczem. Jego największą bronią są wiara, odwaga i wytrwałość. Chociaż pragnie pokoju, nieustannie trafia w sam środek politycznych konfliktów i walki o władzę. Autorka pokazuje, że bohaterstwo może mieć wiele twarzy i nie zawsze oznacza zwycięstwo na polu bitwy.
Drugą część książki, Trzy młode pieśni, wypełniają losy Ragnara, Bjorna i Gudrun. Każde z nich dorasta w świecie, w którym rodzina i przeznaczenie zdają się wyznaczać całe życie człowieka. Młodzi bohaterowie nie chcą jednak ślepo podążać drogą wybraną przez innych. Marzą o samodzielności, próbują zmienić własny los i udowodnić, że nawet przepowiednie nie muszą być ostateczne. Ich historie są pełne dramatycznych wydarzeń, ale także przyjaźni, lojalności i trudnych decyzji. Ogromnym atutem powieści jest sposób, w jaki Elżbieta Cherezińska przedstawia świat wikingów. Nie ogranicza się do bitew i wojennych wypraw. Pokazuje codzienne życie ludzi Północy, ich wierzenia, zwyczaje, rodzinne relacje i sposób myślenia. Bardzo interesująco opisuje również moment, w którym chrześcijaństwo zaczyna wypierać dawną religię. Nie przedstawia żadnej ze stron jako całkowicie dobrej lub złej. Zarówno zwolennicy starych bogów, jak i nowej wiary mają swoje racje, marzenia i lęki. Dzięki temu czytelnik może lepiej zrozumieć, jak wielkie zmiany zachodziły w tamtym czasie.
Dodatkowo Cherezińska tworzy piękne opisy fiordów, lasów, morza i surowej skandynawskiej przyrody. Łatwo wyobrazić sobie miejsca, w których rozgrywa się akcja. Jednocześnie dialogi brzmią naturalnie, a tempo wydarzeń sprawia, że trudno odłożyć książkę. Spokojniejsze fragmenty przeplatają się z pełnymi napięcia scenami walk, podróży i politycznych intryg.
Na uwagę zasługuje również konstrukcja całego cyklu. Cherezińska prowadzi kilka równoległych historii, które nieustannie się przeplatają. Początkowo może wydawać się to skomplikowane, jednak z czasem czytelnik dostrzega, jak wszystkie wydarzenia wzajemnie na siebie wpływają. To przypomina misternie utkany gobelin, w którym każdy bohater i każda decyzja mają znaczenie dla losów pozostałych postaci.
Książka skłania do refleksji nad tym, czym jest przeznaczenie i czy człowiek rzeczywiście może sam decydować o własnym życiu. Pokazuje również, że zmiana nigdy nie przychodzi łatwo, a nowe idee często rodzą konflikty. Mimo historycznego tła opowieść porusza uniwersalne wartości – odwagę, odpowiedzialność, wierność własnym przekonaniom i siłę miłości.
Moim zdaniem jest to jedna z najbardziej interesujących książek Elżbiety Cherezińskiej. Książki pisarki to dla mnie pewniak, wiem czego się po nich spodziewać. Dodatkowo tym razem (oprócz fascynującej powieści historycznej) otrzymałam opowieść pełną emocji, która długo pozostanie w mojej pamięci. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę, zwłaszcza jeśli lubi się wielowątkowe powieści z wyrazistymi bohaterami i bogatym tłem historycznym.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

środa, 22 lipca 2026

Tajne pieniądze nazistów - Hubert Kozieł

 


Wydawnictwo Replika, Moja ocena 5/6
Tajne pieniądze nazistów to interesująca i dobrze napisana książka, która podejmuje temat ekonomicznych fundamentów potęgi III Rzeszy. Rzadko się o tym myśli, pisze, a szkoda. Bez pieniędzy nie ma niczego. Nie byłoby także hitlerowskich Niemiec. Autor odchodzi od skupiania się wyłącznie na militarnym i politycznym wymiarze nazizmu, kierując uwagę czytelnika na kwestie finansowania, powiązań gospodarczych oraz roli międzynarodowego kapitału w budowie niemieckiej machiny wojennej. To perspektywa, która pozwala spojrzeć na historię z nieco innej strony i skłania do refleksji nad tym, jak istotnym elementem wielkich wydarzeń historycznych są pieniądze oraz interesy ekonomiczne.
Jednym z największych atutów książki jest sposób przedstawienia złożonych zagadnień. Hubert Kozieł potrafi opowiadać o historii i finansach w sposób przystępny, unikając nadmiernie specjalistycznego języka. Dzięki temu każdy może zrozumieć mechanizmy stojące za rozwojem III Rzeszy. Książka pokazuje, że za spektakularnym wzrostem potęgi Niemiec nie stała wyłącznie ideologia czy sprawna organizacja państwa, lecz również ogromne zaplecze finansowe oraz współpraca z zagranicznymi partnerami.
Na uwagę zasługuje również szeroki zakres poruszanych tematów. Badacz analizuje zarówno źródła finansowania NSDAP, rolę zachodnich inwestorów, jak i powiązania gospodarcze z ZSRR czy funkcjonowanie przemysłu wykorzystującego pracę więźniów obozów koncentracyjnych. Dzięki temu książka nie ogranicza się do jednego wątku, lecz przedstawia wielowymiarowy obraz ekonomii wojny. Czytelnik otrzymuje wiele informacji, które zachęcają do dalszego zgłębiania historii i samodzielnego poszukiwania odpowiedzi na pytania dotyczące relacji między polityką, biznesem i wielkim kapitałem.
Autor bardzo ciekawie pokazuje, jak ogromną rolę odgrywały interesy ekonomiczne, wielkie przedsiębiorstwa oraz międzynarodowe przepływy kapitału. To przypomnienie, że historia XX wieku była kształtowana nie tylko na polach bitew, ale także w gabinetach bankierów, przemysłowców i inwestorów.
To nie jest książka sensacyjna, mimo że porusza tematy budzące duże emocje. Autor stara się przedstawiać fakty w sposób uporządkowany i rzeczowy, pozostawiając czytelnikowi przestrzeń do własnych wniosków. Dzięki temu publikacja zachowuje charakter popularnonaukowy i może zainteresować zarówno osoby dobrze znające historię II wojny światowej, jak i tych, którzy dopiero zaczynają odkrywać mniej oczywiste aspekty tego okresu.
To bardzo ciekawa i bardzo wartościowa lektura, szczególnie w kontekście tego, co się dzieje teraz obok nas. Hubert Kozieł pokazuje, że zrozumienie źródeł potęgi Niemiec wymaga spojrzenia nie tylko na politykę i armię, lecz również na świat finansów, przemysłu i międzynarodowych interesów. Książka dostarcza wielu ciekawych informacji, skłania do refleksji i pozostawia czytelnika z przekonaniem, że ekonomia często odgrywa w historii rolę równie istotną jak decyzje podejmowane na najwyższych szczeblach władzy. To niezwykle udana i godna polecenia publikacja dla osób poszukujących rzetelnego, a jednocześnie przystępnie przedstawionego spojrzenia na mniej znane mechanizmy stojące za rozwojem nie tylko III Rzeszy, ale każdego potężnego państwa. To historia, ale równiez ostrzeżenie dla nas żyjących teraz w świecie pełnym napięć i wojen. To taki kubeł zimnej wody. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

niedziela, 19 lipca 2026

Przed waszą erą - Mateusz Łabuz

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5,5/6
Bardzo ciekawa i potrzebna książka, szczególnie w dzisjejszych dziwnych, szalonych technologicznie czasach.
Autor skłania nas do zastanowienia nad tym, jak bardzo sztuczna inteligencja zmienia nasze życie. Łabuz nie skupia się wyłącznie na samej technologii, chociaż to mogłyby sugerować tytuł i blurb. Najważniejszy pozostaje dla niego człowiek. Autor idzie dalej i pokazuje człowieka w pełnej krasie, jego emocje, relacje z innymi, sposób myślenia oraz miejsce we współczesnym świecie. Wydaje się, że jedno z drugim trudno połączyć. Być może, ale autorowi świetnie się to udało. 
Książka jest bardzo aktualna, porusza on bowiem wiele tematów, które dotyczą każdego z nas, tu i teraz, na każdym kroku. Autor opisuje, jak rozwój sztucznej inteligencji wpływa na sposób zdobywania informacji, komunikację, język, rynek pracy, politykę, pamięć, relacje międzyludzkie, a nawet nasze podejście do śmierci. Pokazuje zarówno ogromne możliwości, jakie daje AI, jak i jeszcze większe zagrożenia, które pojawiają się wtedy, gdy coraz trudniej odróżnić to, co prawdziwe, od tego, co zostało wygenerowane przez maszyny. Szczególnie poruszające sa fragmenty o tym, jak deepfejki, memy itd krzywdzą dzieci, osoby starsze. Szokujące. To może spotkać każdego z nas. Najgorsze, że miliony w to wierzą, powielają, dopisują koszmarne komentarze. Ludzie, zastanówmy się nad tym, co robimy. 
Książka zostałą napisana bardzo przystępnym językiem. W trakcie lektury miałam wrażenie, że uczestniczę w bardzo interesującej rozmowie. Dodatkowo jestem pewna, iż każdy z nas, dosłownie każdy, odnajdzie w tej książce cząstkę siebie. Jaki i dlaczego? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej wyjątkowej pozycji. Mądra, potrzebna i jakże aktualna książka.
Opiera się ona na solidnych źródłach. Źródłoznawstwo to co, na co zawsze zwracam uwagę. Autor korzysta z bogatej bibliografii i wielu aktualnych opracowań, dzięki czemu przedstawione informacje są wiarygodne i dobrze udokumentowane. Jest to szczególnie istotne w przypadku sztucznej inteligencji, która rozwija się niezwykle szybko, a nowe rozwiązania pojawiają się niemal każdego dnia. Mimo dużej liczby faktów i badań książka pozostaje lekka w odbiorze i czyta się ją z dużą przyjemnością.
Największą wartością Przed waszą erą jest jednak to, że nie próbuje straszyć rozwojem technologii ani bezkrytycznie jej zachwalać. Zamiast tego zachęca do refleksji nad tym, jak zachować własną niezależność i krytyczne myślenie w świecie, w którym coraz więcej decyzji, treści i obrazów powstaje przy udziale sztucznej inteligencji. Autor pokazuje, że technologia sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła – wszystko zależy od tego, jak ludzie będą z niej korzystać.
To książka ważna, aktualna i niezwykle potrzebna. Pozwala lepiej zrozumieć zmiany, które już dziś zachodzą wokół nas, a jednocześnie skłania do zadawania pytań o przyszłość. W czasach, gdy AI staje się nieodłącznym elementem codzienności, warto sięgnąć po tę lekturę, aby lepiej zrozumieć nie tylko samą technologię, lecz przede wszystkim jej wpływ na człowieka i społeczeństwo.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

piątek, 17 lipca 2026

Wycieczka do Tindari. Cykl: Komisarz Montalbano (tom 5) - Andrea Camilleri

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Andrea Camilleri – niekwestionowany mistrz włoskiego kryminału – ponownie zaprasza nas do świata swojego najsłynniejszego bohatera. Wycieczka do Tindari to literacka uczta, w której smak nie pochodzi wyłącznie z zagadek kryminalnych, ale i z języka, klimatu oraz niepowtarzalnej osobowości głównego bohatera.
To jedna z tych powieści, które przypominają, dlaczego tak łatwo zakochać się w twórczości Andrea Camilleriego. Wycieczka do Tindari nie jest wyłącznie kryminałem. To opowieść o ludziach, samotności, rodzinnych więzach, tajemnicach i o tym, że pozory potrafią zwodzić lepiej niż najbardziej wyrafinowany przestępca. Camilleri po raz kolejny zaprasza czytelnika do rozgrzanej sycylijskim słońcem Vigaty, gdzie aromat espresso miesza się z zapachem morza, a zbrodnia – jak to na Sycylii – nigdy nie jest tylko zbrodnią. No i glówny bohater, mój ulubiony komisarz :)
Montalbano to postać, którą trudno nie polubić. Jest pełen sprzeczności – wybuchowy i refleksyjny, cyniczny i pełen współczucia, samotnik, ale otoczony ludźmi. Camilleri z ogromnym wyczuciem prowadzi go przez kolejne sprawy – czasem dramatyczne, czasem błahe, ale zawsze wymagające intuicji, wiedzy o ludzkiej naturze i przenikliwej inteligencji. To prawdziwy człowiek- mieszkaniec Sycylii ze swoimi lękami, dziwactwami, przyzwyczajeniami (np. rytualnym jedzeniem) i głębokim poczuciem sprawiedliwości. Obserwowanie sposobu myślenia Montalbana jest jedną z największych przyjemności każdej książki z tej serii. Nie jest on policjantem w hollywoodzkim stylu. Nie biega z pistoletem w obu dłoniach, nie wyskakuje przez okna i nie wygłasza efektownych monologów. Za to jest uparty, konsekwentny i bardzo sycylijski. 
Ale przejdźmy do fabuły. Tym razem już od pierwszych stron autor wrzuca nas w sam środek dwóch zagadek. Ginie młody mężczyzna, chwilę później znika starsze małżeństwo mieszkające w tej samej kamienicy. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak wyjątkowo dziwny zbieg okoliczności, ale przecież komisarz Montalbano nie wierzy w przypadki. I zaczyna się.... A to dopiero początek. Więcej nic nie zdradzę. Nie chcę odbierać elementu zaskoczenia. Poza tym cykl z Montalbano to książki, co do których bardzo trudno nakreślić fabułę. Prowadzone śledztwo nie jest celem samym w sobie. Jest ono środkiem do pokazania czegoś więcej - ludzi, klimatu, Sycylii, ale także spojrzenia głębiej do naszych dusz, charakterów, problemów. 
Dodam jescze kilka słów o Sycylii i bohaterach. Camilleri ma niezwykły dar tworzenia wszystkich postaci, także drugoplanowych. Nawet epizodyczne osoby zapadają w pamięć dzięki kilku trafnym zdaniom czy zabawnemu dialogowi. Nie inaczej jest w Wycieczce do Tindari. Sceny z Catarellą są tego najlepszym przykładem. Ten bohater tradycyjnie masakruje język włoski z taką konsekwencją, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem to reszta świata nie mówi źle. A poza tym jest unikatem do entej potęgi. A to tylko jedna z wielu barwnych, niezwykłych postaci.
Jednak najważniejszym bohaterem jest Sycylia. Camilleri maluje ją z niezwykłą lekkością i milością. Czuje się upał, słyszy cykady, ma się ochotę usiąść nad morzem z talerzem makaronu i dojść do wniosku, że wszystkie poważne decyzje najlepiej podejmować dopiero po deserze. Autor udowadnia, że miejsce akcji może być pełnoprawnym bohaterem powieści. Vigata żyje własnym rytmem, a czytelnik bardzo szybko zaczyna czuć się tam jak stały bywalec. Autor nie potrzebuje wielu stron, by zbudować napięcie, naszkicować postać czy zarysować tło społeczne. Kilka zdań wystarcza, by czytelnik poczuł się jak w samym sercu Vigaty – fikcyjnego, ale jakże realistycznego sycylijskiego miasteczka.
Cały cykl jest mistrzowski. Jednak nie są to książki dla tych, którzy oczekują nieustannej akcji i eksplozji na co drugiej stronie. To kryminały, które smakuje jak powoli sączone sycylijskie wino – najlepiej delektować się nim bez pośpiechu. Nagrodą jest świetnie skonstruowana zagadka, galeria wyrazistych bohaterów, wycieczka po Sycylii i charakterystyczny, pełen ciepła styl Camilleriego, dzięki któremu nawet rozmowa o śledztwie może wywołać uśmiech.
Do tego humor, ironia i finezja. Przekład Krzysztofa Żaboklickiego jest po prostu genialny, oddający zarówno emocje, jak i niezwykły koloryt lokalny.
Wycieczka do Tindari to idealna lektura dla tych, którzy chcą zanurzyć się w świat inteligentnego kryminału – pełnego emocji, błyskotliwych obserwacji i sycylijskiej atmosfery. To książka do smakowania powoli, choć trudno się oprzeć pokusie, by pochłonąć ją w kilka wieczorów. Polecam. 

Zaprszam na moje konto na Instagramie (klik) 

środa, 15 lipca 2026

W gąszczu kłamstw - Tommaso Pagano

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6

Jest to mistrzowski, bardzo zaskakujący włoski kryminał. Daleko mu do typowej powieści sensacyjno - kryminalnej pełnej pościgów i dynamicznej akcji. Brak fabuły na zasadzie - zabili go i uciekł. Autor nacisk kładzie na psychologię postaci, rodzinne relacje oraz trudne emocje, które przez lata tkwią w bohaterach. I wyszło mu to znakomicie. 
Historia rozpoczyna się od śmierci komisarz policji Anny Musumeci. Oficjalnie uznano, że kobieta popełniła samobójstwo, a dowodem miał być pozostawiony list pożegnalny. Jednak jej ojciec od początku nie wierzy w tę wersję wydarzeń. Dziesięć lat później do sprawy wraca jej trzynastoletni syn Tommaso. Kiedy Anna zmarła, chłopiec miał zaledwie trzy lata i nie pamięta matki. Teraz razem z dziadkiem postanawia odkryć prawdę. 
Równocześnie były współpracownik Anny, zastępca komisarza Vito Prestia, otrzymuje anonimowe listy podważające wersję o samobójstwie policjantki. Sprawa zostaje ponownie otwarta, a kolejne odkrycia prowadzą do świata policyjnej korupcji, mafijnych układów i sekretów.
Największą siłą tej powieści jest klimat. Jest duszny, ciężki i niezwykle sugestywny. W trakcie lektury czujemy gorące sycylijskie powietrze, zapach rozgrzanej ziemi i spalonej lawy unoszącej się spod Etny. To właśnie ta wyjątkowa atmosfera sprawia, że czytelnik od pierwszych stron zanurza się w świecie pełnym niepokoju, tajemnic i niedopowiedzeń. Mrok tej historii jest wyjątkowo oblepiający już od pierwszej strony. Popełniona zbrodnnia, skrywane tajemnice, kłamstwa, zagrożenie, to wszystko otacza czytelnika od początku...i nie znika nawet po zakończeniu lektury.
Bardzo spodobało mi się to, że autor nie skupia się wyłącznie na śledztwie. Pokazuje także, jak ogromny wpływ na człowieka mają niewyjaśnione wydarzenia z przeszłości, jak mocno demony tkwią w człowieku. 
Tommaso Pagano doskonale zna świat, o którym pisze. Dzięki temu, jego książka jest tak wiarygodna, prawdziwa i przerażająca. Na co dzień autor jest włoskim prokuratorem i mieszka oraz pracuje na Sycylii. Udało mu się genialnie połączyć kryminał z psychologią i obyczajowością, dzięki czemu historia nabiera głębi i autentyczności. Wisienką na torcie jest świetnie oddany miejscowy klimat.
W gąszczu kłamstw to książka, która pokazuje, że prawda potrafi być bolesna, ale tylko jej odkrycie pozwala zamknąć przeszłość i zacząć żyć na nowo. Autor świetnie buduje napięcie, stopniowo odsłania kolejne elementy układanki i do samego końca nie zdradza wszystkich odpowiedzi. To nie jest kryminał oparty wyłącznie na akcji, lecz historia o rodzinie, stracie, pamięci i walce o sprawiedliwość.
Jeśli lubicie włoskie kryminały z wyrazistym tłem obyczajowym, dopracowaną psychologią bohaterów i tajemnicą, która przez lata czeka na rozwiązanie, W gąszczu kłamstw z pewnością Was nie zawiedzie. To jedna z tych książek, które pozostają w pamięci jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.

niedziela, 12 lipca 2026

Król tanga - Sylwia Trojanowska

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Król tanga to piękna i poruszająca powieść oparta na prawdziwych wydarzeniach. Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o historii w sposób wyjątkowy, wplatając ją w piękną opowieść. Dzięki temu powstała opowieść pełną emocji, nadziei, miłości i walki o spełnienie marzeń. To wyjątkowa lektura.
Głównym bohaterem książki jest Tadeusz Miller, postać autentyczna, niezwykła, o której nigdy nie słyszałam. Nasz bohater to człowiek obdarzony niezwykłym głosem. Po wojnie, jak tysiące innych ludzi, przyjeżdża do Szczecina z nadzieją na nowe życie. Próbuje on odnaleźć swoje miejsce w zupełnie nowej rzeczywistości. To trudny czas. Wojna pozostawiła po sobie ból, dramat, cierpienie, zgliszcza. W takich okolicznościach marzenia często schodzą na dalszy plan. Jednak Tadeusz nie przestaje wierzyć, że jego talent może odmienić jego los.
Pisarka wspaniale pokazuje drogę bohatera od zwykłego człowieka do wielkiej gwiazdy. Sukces nie przychodzi łatwo. Jest wynikiem ciężkiej pracy, determinacji i wielu wyrzeczeń. Udaje się. Ale jak wielkim wysiłkiem okupione było to zwycięstwo, spełnienie marzeń. Sami się tego dowiedzcie w trakcie lektury tej niezwykłej książki. 
Jednym z największych atutów tej powieści jest przepięknie pokazana miłość Tadeusza i Luny. To właśnie ich relacja stanowi serce całej historii. Luna nie jest jedynie żoną słynnego artysty. Jest jego największym wsparciem, przyjaciółką i osobą, która wierzy w niego nawet wtedy, gdy on sam traci nadzieję. To miłość oparta na zaufaniu i codziennym byciu razem mimo wszystkich przeciwności losu. Wzruszenie gwarantowane.
Trojanowska doskonale oddaje również klimat powojennego Szczecina. Miasto dopiero się odradza, a jego mieszkańcy próbują stworzyć nową społeczność. Wszystko jest plastycznie opisane. Widzimy ulice, czujeme atmosferę tamtych lat. Tło historyczne zostało wspaniale nakreślone. 
Ogromnym plusem książki jest także sposób, w jaki Sylwia Trojanowska opisuje świat muzyki. Czuć, jak wielką rolę odgrywa ona w życiu bohatera. Śpiew nie jest dla niego tylko zawodem. Jest pasją, sposobem wyrażania emocji i ucieczką od trudnej rzeczywistości. 
Bardzo podobało mi się również to, że autorka nie idealizuje życia swojego bohatera. Sukces przynosi mu sławę i uznanie, ale nie chroni przed cierpieniem, samotnością ani trudnymi decyzjami. Pokazuje, że nawet największy talent nie daje gwarancji szczęścia. 
Największą wartością tej książki jest jednak fakt, że została oparta na prawdziwych wydarzeniach. Świadomość, że Tadeusz Miller naprawdę istniał i przeżywał opisane chwile, sprawia, że lektura wywołuje jeszcze silniejsze emocje. To także doskonała okazja, by poznać postać niezwykle utalentowanego artysty, o którym dziś pamięta niewiele osób. 
Król tanga to nie tylko opowieść o muzyce i sukcesie. To przede wszystkim historia o sile marzeń, wytrwałości, miłości i nadziei. Pokazuje, że nawet po największych tragediach można próbować zacząć od nowa. Zachęcam do lektury. To piękna, mądra opowieść.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)