Strony

środa, 17 czerwca 2026

Nie dotykaj mnie - Andrea Camilleri

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Andrea Camilleri po raz kolejny udowadnia, że jest pisarzem, który potrafi przekraczać granice gatunków i zaskakiwać czytelników. Mnie zaskoczył i to bardzo. Nie dotykaj mnie to powieść niezwykła – z jednej strony kryminał pełen zagadek i fałszywych tropów, z drugiej zaś głęboko poruszające studium psychologiczne kobiety, która postanawia zniknąć. To także refleksja nad sztuką, miłością, wolnością i ceną, jaką płacimy za życie zgodne z oczekiwaniami innych i jak bardzo jest to trudne. Pod pozorem zwyczajnego kryminału autor pokazuje nam dużo więcej. 
Punktem wyjścia jest banalne z pozoru zaginięcie Laury Garaudo – pięknej, inteligentnej i intrygującej żony znanego pisarza. Początkowo wszystko wskazuje na to, że kobieta prowadzi z mężem grę. Nasza poszukiwana pozostawia we Florencji, Wenecji i Londynie ślady i zaszyfrowane wskazówki. Wydają się one być częścią układanki przeznaczonej wyłącznie dla męża. Jednak wraz z rozwojem śledztwa prowadzonego przez komisarza Mauriziego, obraz sytuacji zaczyna się komplikować. To, co miało być historią miłosnej fascynacji, stopniowo odsłania znacznie mroczniejsze i bardziej niepokojące oblicze.
Największą siłą tej powieści jest sposób, w jaki Camilleri buduje napięcie. Autor nie podaje odpowiedzi na tacy. Wręcz przeciwnie – konsekwentnie prowadzi czytelnika przez labirynt domysłów, sprzecznych relacji i niejednoznacznych świadectw. Każdy nowy dokument, każdy list czy fragment rozmowy rzuca inne światło na wydarzenia, zmuszając odbiorcę do nieustannego weryfikowania własnych przypuszczeń. Dzięki temu lektura staje się fascynującym intelektualnym wyzwaniem.
Bardzo ciekawa jest narracja. Powieść została jakby utkana z wielu dialogów, zeznań, korespondencji oraz wycinków prasowych, co czyni ją niezwykłą. Czytelnik nie otrzymuje jednej, obiektywnej wersji wydarzeń, lecz musi samodzielnie złożyć historię z rozproszonych fragmentów. Ten zabieg nie tylko wzmacnia atmosferę tajemnicy, ale również znakomicie oddaje złożoność ludzkiej natury i to jak bardzo potrafią nas zawieść, zmylić nasze oceny.
Laura Garaudo jest jedną z tych bohaterek, które pozostają w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Im więcej dowiadujemy się o jej życiu, tym bardziej wymyka się jednoznacznym interpretacjom. Czy jest ofiarą? Buntowniczką? Kobietą poszukującą wolności? A może kimś, kto desperacko próbuje odnaleźć własną tożsamość? Camilleri bardzo ciekawie kreśli portret osoby uwikłanej w relacje, oczekiwania i role społeczne, pokazując jednocześnie, jak niewiele naprawdę wiemy o najbliższych nam ludziach.
Niezwykle interesującym elementem książki jest także obecność malarstwa. Sztuka nie stanowi tu jedynie dekoracyjnego tła, lecz staje się pełnoprawnym uczestnikiem opowieści. Obrazy, symbole i artystyczne odniesienia tworzą dodatkową warstwę znaczeń, która udowdni nam, że...a tego nie zdradze. Zachęcam za to do lektury tej niezwykłej książki. 
Obok kryminalnej zagadki pojawiają się momenty refleksji, melancholii, a nawet ironii. Dzięki temu książka jest wielowymiarową opowieścią o ludzkich pragnieniach, rozczarowaniach i potrzebie odnalezienia własnego miejsca w świecie.
Nie dotykaj mnie to powieść inteligentna, elegancko napisana i głęboko poruszająca. Zachwyca ona misterną konstrukcją, nieoczywistymi bohaterami oraz atmosferą tajemnicy, która utrzymuje się aż do ostatnich stron. To książka dla czytelników ceniących nie tylko intrygę kryminalną, ale również literaturę skłaniającą do refleksji nad naturą człowieka i jego nieustannym poszukiwaniem wolności.
Andrea Camilleri stworzył dzieło, które intryguje, wzrusza, porusza i pozostawia po sobie wiele pytań. Nie dotykaj mnie jest dowodem na to, że najlepsze powieści kryminalne nie opowiadają wyłącznie o zbrodni czy zagadce, lecz przede wszystkim o ludziach – ich marzeniach, lękach i tajemnicach. To lektura wyjątkowa, którą trudno odłożyć i jeszcze trudniej zapomnieć. Zdecydowanie polecam. Camilleri pokazał, że nie ilość stron, a treść mają znaczenie.

 

niedziela, 14 czerwca 2026

Siedem dalekich rejsów - Leopold Tyrmand

 


Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Jest to powieść, która przeniosła mnie do świata, którego niestety już nie ma.
Twórczość Leopolda Tyrmanda od lat zajmuje szczególne miejsce w polskiej literaturze i w moim sercu. Od dawna jestem wielbicielką Tyrmanda, jako pisarza, ale także jako człowieka. Powrót do tej książki po 10 latach, był wspaniałą podróżą.
Siedem dalekich rejsów tylko potwierdza niezwykły talent autora do bycia wyjątkowym pisarzem, człowiekiem i do kreowania światów, które zachwycają autentycznością i niepowtarzalnym klimatem. W tej książce wszystko ejst zwyczajne, od tak. A jednak magia jest na każdej stronie. 
Książka jest pełna uczuć, emocji i obrazów. Choć fabuła nie opiera się na spektakularnych zwrotach akcji, trudno oderwać się od lektury. Tyrmand udowadnia, że prawdziwe napięcie można budować subtelnie, poprzez relacje między bohaterami, niedopowiedzenia i atmosferę miejsca.
Akcja rozgrywa się w powojennym Darłowie – niewielkim portowym miasteczku, które autor przedstawia z niezwykłą dbałością o szczegóły. Nadmorski krajobraz, portowe uliczki, rynek, hotel i nabrzeże stają się czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń. To żywy organizm, w którym mieszkańcy próbują odnaleźć się w rzeczywistości gwałtownie zmieniającej się pod wpływem nowej władzy. W powietrzu unosi się poczucie niepewności, lęku o przyszłość i świadomość, że świat dawnych zasad, dawnego życia odchodzi w przeszłość.
W centrum historii znajduje się dwoje bohaterów, których losy splatają się za sprawą tajemniczego dzieła sztuki. Ewa, młoda historyk sztuki z Warszawy, przyjeżdża do Darłowa w poszukiwaniu śladów cennego zabytku. Jest piękna, inteligentna, niezależna i nowoczesna jak na swoje czasy. Z kolei Nowak – mężczyzna bez wyraźnej przeszłości, dziennikarz o niejasnej biografii – skrywa własne plany związane zarówno z obrazem, jak i z ucieczką z komunistycznej Polski. Oboje trafiają do tego samego hotelu i od pierwszych rozmów między nimi pojawia się fascynacja, która z każdą stroną staje się coraz silniejsza.
To właśnie relacja Ewy i Nowaka jest największą siłą powieści. Tyrmand stworzył między nimi niezwykle subtelną grę emocji. Każde spojrzenie, gest i rozmowa mają znaczenie. Obserwujemy rodzące się uczucie, któremu nieustannie towarzyszą przeszkody, niedomówienia i wzajemna rywalizacja. Ewa pozostaje wierna narzeczonemu, choć coraz trudniej jej ignorować uczucia do Nowaka. On zaś, początkowo skoncentrowany na własnych planach i możliwości szybkiego wzbogacenia się dzięki przemytowi, stopniowo odkrywa, że uczucie do kobiety staje się dla niego ważniejsze niż wszelkie kalkulacje.
Los jednak nie zamierza ułatwiać im życia. Nic więcej nie zdradzę. Zachęcam was za to do lektury tej niezwykłej powieści. Jest wyjątkowa, podobnie jak cała twórczość Leopolda Tyrmanda. 
Czytając Siedem dalekich rejsów, miałam wrażenie, że idę obok bohaterów uliczkami Darłowka, obserwuję ich spotkania, słucham rozmów i uczestniczę w wydarzeniach. To niezwykła zdolność autora – sprawić, że czytelnik nie tylko poznaje historię, ale wręcz zaczyna w niej uczestniczyć. Powojenna Polska ożywa na kartach książki z taką siłą, że niemal czuje się zapach portu, słyszy gwar ulic i widzi szarość codzienności przeplataną marzeniami o lepszym życiu.
Największe wrażenie (jak to u Tyrmanda) robi język autora. Jest prosty, naturalny i pozbawiony zbędnego patosu czy infantylizmu. Jednocześnie jest on niezwykle sugestywny. Autor nie potrzebuje wyszukanych środków stylistycznych, by poruszyć wyobraźnię czytelnika. Jego opisy i dialogi mają w sobie autentyczność, której często brakuje współczesnej literaturze. Podczas lektury przypomniałam sobie, jak wielką przyjemność może sprawiać samo obcowanie z tak mistrzowsko napisaną prozą. To jedna z tych książek, w których pozornie niewiele się dzieje, a jednak nie sposób przestać czytać. Każda kolejna strona budzi ciekawość i sprawia, że coraz bardziej zależy nam na losach bohaterów.
Tyrmand stworzył postacie niejednoznaczne, pełne sprzeczności i ludzkich słabości. Dzięki temu łatwo się z nimi zżyć i kibicować im w kolejnych zmaganiach. Z każdą stroną rośnie pragnienie, by udało im się pokonać przeciwności losu, odnaleźć szczęście i nie pozwolić, by historia lub własne błędy przekreśliły ich szanse.
Siedem dalekich rejsów to książka, która zachwyca atmosferą, doskonale skonstruowanymi bohaterami i mistrzowskim stylem narracji. To literacka podróż do świata, który bezpowrotnie minął, a jednocześnie opowieść o uczuciach, marzeniach i wyborach pozostających niezmiennie aktualnymi. Jest to zarówno majstersztyk pisarski, jak i prawdziwa rozkosz czytelnicza.
Na zakończenie warto przywołać słowa samego Tyrmanda, który zapytany, dlaczego zdecydował się wydać tę powieść, odpowiedział: „Dlaczego ją wydaję? Wydała mi się zabawna. Powód tak dobry, jak każdy inny”.Trudno o lepszą zachętę. Ja mogę dodać od siebie tylko jedno – naprawdę warto sięgnąć po Siedem dalekich rejsów. To książka, która pozostaje w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony i przypomina, jak wielką sztuką jest opowiadanie historii. Polecam. Mistrzowska, genialna i nadal akturalna, mimo iż powstała w 1952 roku. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

piątek, 12 czerwca 2026

Lato Thomasa Manna - Kerstin Holzer

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4,5/6
Kerstin Holzer zabiera czytelnika do Bawarii roku 1918, gdzie rodzina Thomasa Manna spędza letnie miesiące nad jeziorem Tegernsee. Z pozoru jest to obraz niemal idylliczny – dzieci bawią się nad wodą, rodzice próbują odpocząć od codziennych obowiązków, a przyroda stwarza idealne warunki do relaksu. Jednak pod powierzchnią tej wakacyjnej sielanki kryją się niepokoje związane z końcem I wojny światowej, politycznymi przemianami oraz osobistymi rozterkami samego pisarza.
Autorce udało się stworzyć niezwykle wiarygodny i barwny obraz tego wyjątkowego okresu w życiu przyszłego noblisty. Korzystając z zachowanej korespondencji, fragmentów dzienników, wspomnień oraz rozmów z osobami związanymi z rodziną Mannów, Holzer odtworzyła atmosferę lata 1918 roku. Uzyniła to z wielką dbałością o szczegóły. Dzięki temu czytelnik nie otrzymuje jedynie suchej biografii, lecz ma wrażenie uczestniczenia w codziennym życiu bohaterów i obserwowania ich z bardzo bliskiej perspektywy.
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest ukazanie symbolicznej przemiany Thomasa Manna. Widzimy go w momencie zwątpienia, rozdartego pomiędzy własnymi przekonaniami a rzeczywistością, która gwałtownie się zmienia. Śledzimy jego wewnętrzną ewolucję. Jest ona bardzo ciekawie przedstawiona. Jest to moim zdaniem najciekawszy fragment książki.
Książka pokazuje również Thomasa Manna jako twórcę. Obserwujemy jego zmagania z pracą literacką, chwile zwątpienia oraz powolne dojrzewanie pomysłów, które zaowocują później powstaniem jednego z najważniejszych dzieł literatury XX wieku – Czarodziejskiej góry. 
Szczególnie wartościowe jest to, że autorka nie kreśli wyłącznie portretu wybitnego literata. Poznajemy Manna jako męża, ojca, człowieka pełnego sprzeczności, obaw i ambicji. To właśnie ten bardziej prywatny wymiar sprawia, że bohater staje się bliższy czytelnikowi. Znika dystans dzielący odbiorcę od wielkiego pisarza, a na pierwszy plan wysuwa się człowiek próbujący odnaleźć swoje miejsce w świecie znajdującym się na progu nowej epoki.
Autorka umiejętnie łączy fakty historyczne z elementami życia codziennego, dzięki czemu książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Nie jest to jednak pozycja pełna dynamicznych zwrotów akcji – jej siła tkwi raczej w nastroju, psychologicznej wnikliwości oraz umiejętności uchwycenia momentu przełomu w życiu człowieka i całego społeczeństwa.
Lato Thomasa Manna to interesująca i starannie napisana opowieść biograficzna, która pozwala spojrzeć na słynnego pisarza z zupełnie innej perspektywy. Polecam.

środa, 10 czerwca 2026

Splendor - Mika Modrzyńska

 



Wydawnictwo Czwarta Strona, Moja ocena 3,5/6
Splendor to teoretycznie thriller obyczajowy. Piszę teoretycznie, bo cech thrillera brak. Z tym gatunkiem literackim książka nie ma nic wspólnego. A szkoda, bo można było sprawnie napisać naprawdę ciekawy thriller. Mamy za to opowieść społeczno - obyczajową i atmosferę mazurskiej prowincji połączoną z dusznym światem luksusu, celebrytów i lokalnych układów. 
Sam punkt wyjścia brzmi intrygująco: młoda kobieta wraca po latach do rodzinnej miejscowości, by odkryć prawdę o śmierci ojca. Ta śmierć od początku wydaje się podejrzanie wygodna dla wielu osób. I tyle jeżeli chodzi o intrygujacy początek. Zagadka kryminalna, śmierć ojca bohaterki, absolutnie nei są atutem książki. Najciekawszy jest klimat mazurskich osad i poczucie, że pod elegancką fasadą kryje się coś wyjątkowo złego. 
Główna bohaterka, Melania Szlachcic, na początu wypada wiarygodnie i naturalnie. Nie jest typową nieomylną heroiną z sensacyjnych powieści, ale osobą zmęczoną przeszłością, pełną emocjonalnych pęknięć i jednocześnie bardzo zdeterminowaną. To jednak początek. W pewnym momencie Melania z ciekawej, bystrej osoby staje sie infantylną, zakochaną kobietą, której wszystko przychodzi nagle, bez żadnego wysilku. Słabe i naciągane, zresztąt sami się przekonajcie sięgając po Splendor
Bardzo dobrze za to wypada sama sceneria. Mazury w tej powieści nie są pocztówkową krainą jezior i wakacyjnego spokoju. To miejsce pełne napięć społecznych, starych urazów i zależności, z których trudno się wyrwać. Złota Zatoka – luksusowa kolonia bogaczy – staje się symbolem świata, w którym pieniądze pozwalają kontrolować narrację, uciszać niewygodnych ludzi i zamiatać problemy pod dywan. Kontrast pomiędzy bogactwem a moralnym rozkładem został pokazany sugestywnie. 
Styl Miki Modrzyńskiej jest bardzo prosty, ale obrazowy. I z ta obrazowością mam poważny problem. Ozdobników, opisów jest trochę za dużo. Sprawia to wrażenie trochę przekombinowanego stylu, jakby autorka próbowała ukryć niedocignięcia w fabule. Sama pomysł na fabułę, opisy Mazur są dobre. Ale ilość ozdobników i momentami infantylizmu...no cóż, trochę za dużo. 
Jest jeszcze jeden drobny minus - niektóre postacie drugoplanowe mogłyby zostać bardziej pogłębione, bo chwilami pełnią głównie funkcję nośników tajemnic lub podejrzeń. Część dialogów bywa też bardzo nienaturalna. W niektórych momentach bohaterowie mówią bardzo sztucznie. To widać w treści. I sam finał, taki hollywoodzki, naiwny i przewidywalny. Nie spełnił on moich oczekiwań. 
Mimo wszystko warto Splendor przeczytać, choćby dla Mazur. To jeden, naprawdę broniący się atut. Poza tym powieść ma kilka mocno zarysowanych społecznych tematów. Np. jest to historia o nierównościach społecznych, wpływie statusu na poczucie bezkarności oraz o tym, jak łatwo społeczność potrafi zaakceptować wygodną wersję wydarzeń. Autorka pokazuje, że największym zagrożeniem nie zawsze jest pojedynczy człowiek, ale system zależności i lojalności, który chroni wpływowych ludzi. Tematy bardzo ważne. Szkoda tylko, że autorka nie pociągnęla ich dalej. 
Splendor to propozycja dla osób lubiących lekkie książki psychologiczno-obyczajowe z lokalnym kolorytem, tajemnicą sprzed lat i krytyką świata elit. Nie jest to powieść rewolucyjna gatunkowo, ale zdecydowanie klimatyczna.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Saga Sigrun. Ja jestem Halderd - Elżbieta Cherezińska

 

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Saga Sigrun. Ja jestem Halderd to wspaniała powieść z surowym, mrocznym, niezwykle fascynującym światem Skandynawii przełomu X i XI wieku. Jesteśmy w okolicach dzisiejszego Trndheim w okresie gdy na te ziemie wkraca "nowe" i burzy stary prządek. 

To nie jest jedynie opowieść o wojnach, polityce i walce o władzę. To przede wszystkim historia kobiet – silnych, zranionych, kochających i próbujących odnaleźć własne miejsce w świecie rządzonym przez mężczyzn, honor i miecz.
Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć bohaterów z krwi i kości, bohaterów niejednoznacznych, takich jaki ch byśmy się nie spodziewali. Sigrun i Halderd są całkowicie różne, a jednak obie poruszają czytelnika. 
Obok fascynujących postaci najważniejsza jest historia. Pisarce udało się mistrzowsko połączyć bohaterów z wielką i mniejszą historią. To na wielki plus. Jednak najbardziej zachwycają dwie, wspomniane wcześniej bohaterki. Ich portrety sa po prostu niesamowite. Sigrun to nie tylko postać wpisana w realia epoki, ale przede wszystkim kobieta zdolna do głębokiej miłości i pragnąca być kochaną. Towarzyszymy jej przez kolejne etapy życia, obserwujemy jej lęki, rozczarowania i wewnętrzne przemiany. Jest to bardzo ciekawe, bo Sigrun na ówczesne czasy to osoba "w czepku urodzona, dziecko szczęścia", rozpieszczona jedynaczka. A i tak nasza bohaterka ma w życiu ciężko. Najbardziej fascynujące jest jej stopniowe dojrzewanie emocjonalne – sposób, w jaki zmienia się jej spojrzenie na siebie samą, na relacje i przemijanie. Cherezińska z dużą wrażliwością pokazuje psychikę pięknej kobiety, która musi pogodzić się z tym, że uroda i młodość nie są dane raz na zawsze. W Sigrun rodzi się również niepokój dobrze znany wielu dojrzałym kobietom – obawa przed utratą uczucia, przed zdradą i tym, czy miłość mężczyzny okaże się trwała mimo upływu czasu.
Z kolei Halderd to bohaterka niezwykle złożona, zupełne przeciwieństwo SZigrun. Jej życie naznaczone jest cierpieniem, stratą i walką o przetrwanie. To kobieta, która musiała nauczyć się twardości, by nie zostać zniszczoną przez świat. Obserwowanie, jak ze zwykłej, żle traktowanej dziewczyny staje się świadomą swojej siły osobą, jest jednym z najmocniejszych elementów tej powieści. Halderd budzi jednocześnie podziw i niepokój. Obie te postaci zafascynowały mnie od samego początku, każdej z nich kibicowałam. 
Ogromnym atutem książki jest także niezwykły klimat. Elżbieta Cherezińska w wyjątkowy sposób oddaje nordyckiego ducha. Osoby zafascynowane średniowiecznym klimatami północnej Europy, będą zachwycone. Mamy więc: surowość fiordów, brutalność codziennego życia, honor wojowników i nieustanną obecność przeznaczenia, czegoś nadnaturalnego, co jawi się na każdym kroku. Czytając tę powieść, niemal można poczuć zimny wiatr znad morza i usłyszeć pieśni skaldów. Autorka wspaniale ukazuje również konflikt starej wiary z chrześcijaństwem. Dawni bogowie powoli ustępują miejsca nowemu Bogu, a ludzie próbują odnaleźć się w rzeczywistości. Jak to wychodzi? Sami się przekonajcie w trakcie lektury tej niezwykłej historii. 
Saga Sigrun to powieść pełna emocji – miłości, bólu, tęsknoty, gniewu i nadziei. Cherezińska nie idealizuje swoich bohaterów, dzięki czemu stają się oni niezwykle autentyczni. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, a los splata życie postaci w sposób nieunikniony i często tragiczny. Przepowiednia, która łączy Sigrun i Halderd, dodaje całej historii atmosfery niepokoju i przeznaczenia, od którego nie można uciec.
Saga Sigrun. Ja jestem Halderd to książka, od której trudno się oderwać. To opowieść monumentalna, pełna barwnych postaci i wielkich emocji, ale jednocześnie bardzo delikatna jeżeli chodzi o bohaterki i poruszająca. Polecam ją wszystkim miłośnikom twórczości Elżbiety Cherezińskiej, a także czytelnikom, którzy szukają w literaturze epickich sag, silnych bohaterów i historii pozostających w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Polecam.

niedziela, 7 czerwca 2026

Wenecja. Niezatapialna



Dotarła do mnie ta wspaniała książka. Wenecja to moje ukochane miasto. Mam całkiem pokażny zbiór książek o Serenissimie, ale ciagle mi mało :) Lektura zapowiada się wspaniale.

1600 lat Wenecji w jednym tomie. Monumentalna biografia miasta, które stało się symbolem miłości, dekadencji i sztuki. Aż 60 ilustracji, zdjęć i map! Takiego wydania jeszcze nie było!
Z wysokości Kolumny św. Marka skrzydlaty lew z otwartą księgą, symbol Wenecji, patrzy na miasto, którego burzliwe dzieje tworzą jedną z najstarszych, a jednocześnie najbardziej wyrafinowanych i inspirujących opowieści przynależnych europejskiej kulturze i cywilizacji. Weneccy kupcy, niepodzielni władcy mórz i przebiegli dyplomaci, przez wieki dyktowali światu nie tylko ceny pieprzu, jedwabiu czy złota, ale i kanony piękna, styl życia, prawo oraz kierunki globalnej polityki, a to w sposób zazwyczaj mało przyjazny wobec bliższych i dalszych sąsiadów. I podczas gdy tłumy zachwyconych artystów, myślicieli, marzycieli, a także zwykłych hedonistów ciągnęły nad Canal Grande, aby chłonąć magiczną atmosferę miejsca, liczebniejsi jeszcze wrogowie i rywale oddawali się pragnieniu, by rzucić Wenecję na kolana, upokorzyć, splądrować i ukarać – za pychę, chciwość, bezwzględność.
W jaki sposób krucha metropolia na wodzie przetrwała pośród rozlicznych zagrożeń, targana własnymi namiętnościami i wewnętrznym niepokojem? Czy narażona na zmiany klimatu, zadeptywana przez turystów i wyludniająca się Wenecja także tym razem wymknie się ze śmiertelnej pułapki? Zestawiając romantyczny mit, czarną legendę oraz przełomowe wydarzenia z długiej historii Wenecji, brytyjski historyk Jonathan Keates wciąga nas w błyskotliwą narrację łączącą tajemnicę, przygodę i twarde rachunki.

środa, 3 czerwca 2026

W - Igor Štiks



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
W to książka, której nie da się jednoznacznie zaklasyfikować. Z jednej strony to misternie skonstruowany, pasjonujący thriller polityczny, pełen tajemnic, gier i sekretów ukrywanych przez dekady. Z drugiej – to melancholijna opowieść o rozpadzie wielkich marzeń XX wieku, o pokoleniu ludzi wierzących, że historia może zostać napisana od nowa. 
Igor Štiks bez wątpienia stworzył powieść wyjątkową, intelektualnie wymagającą, ale jednocześnie niezwykle emocjonalną. Przez całą leturę towarzyszyło mi pytanie - co pozostaje po rewolucjach, kiedy opadnie kurz ideologii, kiedy wydaje się, że wszystko pójdzie ok, co z tego wynika, co pozostaje z szumnych haseł? Opowiedziana historia jest smutna, ale jakże prawdziwa i ponadczasowa. 
Już od pierwszych stron autor buduje atmosferę niepokoju i niedopowiedzenia. Młody pisarz i uchodźca z Sarajewa, żyjący na emigracji w Paryżu, zostaje wciągnięty w zagadkę testamentu Waltera Stiklera – legendarnego krytyka komunizmu. Sam motyw testamentu jest bardzo ciekawy i działa tu jak zapalnik. Od testamentu rozpoczyna się wielka podróż. Toczy się ona nie tylko przez różne kraje Europy, lecz przede wszystkim przez pamięć, polityczne złudzenia i traumę wojny. Bardzo poruszająca opowieść, bo taka prawdziwa, w kontekście tego, co dzieje się wokół nas. 
Największą siłą tej powieści jest sposób, w jaki Štiks mówi o ideologiach. Nie tworzy wprost jakby aktu oskarżenia wobec komunizmu ani wygodnych lewicowych marzeń, nie stawia zarzutów wprost. Zamiast tego pokazuje dramat ludzi, którzy autentycznie wierzyli w możliwość stworzenia sprawiedliwego świata, a potem musieli patrzeć, jak ich idee zamieniają się w przemoc, fanatyzm albo cynizm. Skąd my to znamy :(
W tle tej historii nieustannie obecne są Bałkany – przestrzeń naznaczona wojną, rozpadem Jugosławii i pamięcią o utraconym świecie. Štiks pisze o nich bez politycznego patosu, pisze ciekawie, poruszająco. Jego Bałkany są żywe, bolesne i niejednoznaczne. Wojna nie jest tutaj wyłącznie wydarzeniem historycznym; pozostaje raną, która kształtuje życie bohaterów i kolejnych pokoleń. 
Szczególnie poruszające są momenty, gdy autor pokazuje psychikę emigranta – człowieka zawieszonego między językami, krajami i tożsamościami. Bohater W nie należy już do Sarajewa, ale nigdy do końca nie stanie się też Paryżaninem. To uczucie jakby wykorzenienia jest cały czas obecne.
Bardzo ciekawa jest fabuła, jej konstrukcja. Štiks umiejętnie dawkuje informacje, prowadzi czytelnika przez kolejne warstwy tajemnicy. Każde odkrycie rodzi nowe pytania. Poza tym mamy enigmatycznego Wladimira. Ten bohater jest symbolem wszystkich niejednoznaczności XX wieku – rewolucjonisty, terrorysty, idealisty i zbrodniarza jednocześnie. Bardzo ciekawy jest suspens. Służy on tutaj pokazaniu, że historia zawsze jest układanką zbudowaną z przemilczeń, manipulacji i subiektywnych wspomnień. 
Niewątpliwie to książka, która wymaga skupienia, ale nagradza cierpliwego czytelnika rozkoszą czytania i satysfakcją. Wiele fragmentów brzmi jak refleksja nad losem całej współczesnej Europy – kontynentu bardzo zmęczonego historią. 
Najbardziej poruszające w W jest jednak pytanie o cenę prawdy. Bohaterowie stopniowo odkrywają, że poznanie przeszłości nie przynosi ukojenia ani moralnej jasności. Wręcz przeciwnie – zmusza do konfrontacji z własnymi złudzeniami. Finał powieści jest mistrzowski, ale pozostawia czytelnika z uczuciem niepokoju i smutku. To ponadczasowa, genialna i bardzo poruszająca lektura. Warto wejść w labirynt pytań, historii, idei i ludzi pozbawionych złudzeń. Polecam. 

 

niedziela, 31 maja 2026

Miłość, wino i mój były - Monika Hakowska

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4/6
Miłość, wino i mój były to książka, która już od pierwszych stron daje czytelnikowi dokładnie to, co obiecuje okładka: emocje, humor, odrobinę romantycznego chaosu i atmosferę włoskiego dolce vita. Idealna, niezobowiązująca lektura na lato. Monika Hakowska stworzyła historię lekką i pełną ciepła, ale jednocześnie zaskakująco trafnie pokazującą, jak wygląda moment, w którym życie nagle rozsypuje się na kawałki — i jak można z tych kawałków ułożyć coś znacznie piękniejszego niż wcześniej. 
Główna bohaterka, Elena, wydaje się kobietą, która ma wszystko pod kontrolą. Praca, małżeństwo, uporządkowana codzienność — wszystko funkcjonuje według dobrze znanego rytmu. Dlatego moment, kiedy po powrocie z delegacji zamiast czułego powitania znajduje w skrzynce mail z pozwem rozwodowym, działa jak cios w żołądek. 
Ważne, że autorka nie zamienia opowiadanej historii w ciężki dramat o zdradzie i rozstaniu. Wręcz przeciwnie — książka szybko nabiera lekkości dzięki relacji Eleny i Julii. Ich przyjaźń jest naturalna, pełna ironii, wzajemnego wsparcia i rozmów, które brzmią tak, jakby podsłuchano prawdziwe przyjaciółki przy winie. Julia wnosi do fabuły energię i chaos, bez których historia mogłaby stać się zbyt przewidywalna. To właśnie ona sprawia, że zamiast siedzieć w domu i analizować każdy szczegół rozwodu, Elena trafia do toskańskiego ośrodka dla złamanych serc.
I tutaj książka rozkwita na dobre. Więcej wam nic nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej lekkiej, ale naprawdę ciekawej książki. Czasami każda z nas potrzebuje czegoś lekkiego, ale nie infantylnego, czegoś co poprawi humor i pomoże odsunąć na bok stres i problemy.
Ogromnym atutem książki jest humor. Nie jest to komedia oparta na wymuszonych gagach, ale na sytuacyjnej lekkości, trafnych dialogach i autoironii bohaterów. Elena nie staje się papierową „silną kobietą”, która po rozstaniu natychmiast odzyskuje pewność siebie. Bywa zagubiona, impulsywna, momentami śmieszna i boleśnie ludzka. Właśnie dlatego łatwo jej kibicować. Wiele czytelniczek odnajdzie w bohterce samą siebie. 
Styl Moniki Hakowskiej jest lekki, dynamiczny i niezwykle filmowy. To jedna z tych książek, które „same się czytają”, bo autorka dobrze wyczuwa momenty humorystyczne, romantyczne i bardziej refleksyjne. 
Jeśli miałbym wskazać słabsze strony, można zauważyć, że niektóre zwroty akcji są dość przewidywalne, a część bohaterów drugoplanowych mogłaby zostać pogłębiona. Jednak w przypadku literatury obyczajowej o takim charakterze nie jest to poważny problem — największą wartością pozostają emocje i atmosfera, a tych zdecydowanie tutaj nie brakuje. 
Miłość, wino i mój były to ciepła, zabawna powieść o tym, że koniec jednego etapu życia wcale nie musi oznaczać katastrofy. To historia o odzyskiwaniu siebie, o kobiecej przyjaźni, o odwadze do zaczynania od nowa i o tym, że czasem najlepsze rzeczy przychodzą wtedy, gdy przestajemy kurczowo trzymać się przeszłości. Idealna dla czytelników, którzy lubią romantyczne historie z humorem, włoskim klimatem i bohaterkami, które przypominają prawdziwych ludzi.

 

sobota, 30 maja 2026

Normandia. Życie między przypływem a odpływem - Agnieszka Łopatowska

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5/6
Są książki podróżnicze, które pełnią funkcję przewodnika. Są reportaże historyczne, które porządkują fakty. Są też opowieści kulinarne, po których ma się ochotę natychmiast zarezerwować stolik w małej nadmorskiej restauracji. Normandia. Życie między przypływem a odpływem jest czymś znacznie więcej niż sumą tego wszystkiego. To książka, która pachnie mokrą trawą, słonym powietrzem i świeżo pieczonymi naleśnikami. To literacka podróż przez region, w którym historia jest na każdym kroku. To poprostu przepiękny, magiczny obraz. 
Autorka nie tworzy klasycznego przewodnika po Normandii. Nie prowadzi czytelnika od punktu A do punktu B, nie zasypuje datami ani suchymi informacjami. Zamiast tego buduje wielowymiarową opowieść o miejscu, które żyje własnym rytmem – rytmem przypływów i odpływów, pamięci i współczesności, prostoty i wyrafinowania. Łopatowska pisze o Normandii tak, jak opowiada się o kimś bliskim: z czułością, fascynacją i ogromną uważnością na szczegóły.
Największą siłą tej książki jest atmosfera. Już od pierwszych stron czytelnik zanurza się w świat kamiennych miasteczek, rozległych plaż, sadów jabłoniowych i targów pełnych lokalnych serów. Autorka potrafi niezwykle sugestywnie oddać charakter regionu – nie tylko poprzez obrazy, ale też smaki, zapachy i dźwięki. Czytając o cydrze produkowanym według dawnych receptur czy legendarnych omletach Mère Poulard, ma się wrażenie uczestniczenia w prawdziwej podróży kulinarnej.
Jednocześnie książka ta to nie tylko piękne, magiczne obrazy. To coś więcej, a pod lekkim, pełnym wdzięku stylem kryje się ogromna wiedza i reporterska dociekliwość autorki. Łopatowska przypomina o wikińskich korzeniach Normandii, o korsarzach, królach i wojnach, które odcisnęły piętno na regionie. Szczególnie interesujące są fragmenty poświęcone ludziom – zarówno historycznym bohaterom, jak i współczesnym mieszkańcom. Dzięki temu ta książka jest także magią zaklętą w ludziach i ich opowieściach, losach. 
Poza tym autorka pokazuje Normandię oczami impresjonistów, przywołując miejsca związane z Monatem, Boudinem czy Courbetem. Opisy światła odbijającego się od morza i zmiennego nieba nad klifami brzmią niemal jak fragmenty malarskiego eseju. To jedna z tych książek, po których zaczyna się rozumieć, dlaczego właśnie ten region stał się inspiracją dla tylu artystów. Po prostu cudo i magia. 
Agnieszka Łopatowska pisze lekko, obrazowo i z wyczuciem rytmu, co jest kolejnym atutem książki. Nie popada w przesadny zachwyt ani egzaltację, choć wyraźnie czuć jej fascynację Normandią. Dzięki temu narracja pozostaje naturalna i autentyczna. Autorka umiejętnie przeplata anegdoty, lokalne podania, fakty historyczne i własne obserwacje.
Książka ma też wyjątkową zdolność budzenia tęsknoty za podróżą. Nawet osoby, które wcześniej nie interesowały się Normandią, po lekturze zaczynają marzyć o wyprawie do tego magicznego regionu.
Agnieszka Łopatowska stworzyła publikację, która działa jak spokojny przypływ – powoli wciąga czytelnika w swój świat, by po ostatniej stronie pozostawić go z poczuciem, że właśnie wrócił z niezwykłej wyprawy.

 

czwartek, 28 maja 2026

Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach - Mikołaj Golachowski

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6

Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach to wspaniała opowieść, którą trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Z jednej strony jest to pełna humoru i anegdot opowieść podróżnicza, z drugiej – fascynujący wykład o biologii, ekologii i historii eksploracji obszarów polarnych. Mikołaj Golachowski stworzył książkę, która potrafi jednocześnie rozśmieszyć, wzruszyć i obudzić autentyczny zachwyt nad światem natury. Dodatkowo od lektury trudno sie oderwać. 
Już sam tytuł sugeruje, że nie będzie to suchy akademicki wykład. Autor od początku prowadzi narrację lekko, swobodnie i z ogromnym dystansem do siebie. Czytelnik szybko ma wrażenie, że siedzi obok doświadczonego polarnika przy kubku gorącej herbaty i słucha historii opowiadanych przez człowieka, który naprawdę przeżył wszystko, o czym mówi. Ta autentyczność jest największą siłą książki. Golachowski nie udaje nieomylnego naukowca ani romantycznego zdobywcy. Pokazuje polarne wyprawy takimi, jakie są: zachwycające, absurdalne, niebezpieczne, męczące i czasem zwyczajnie śmieszne. 
Ogromnym atutem jest sposób, w jaki autor opowiada o zwierzętach. Nie są one wyłącznie obiektami badań naukowych. Każdy gatunek staje się tu bohaterem osobnej historii. Pingwiny okazują się stworzeniami komicznymi i zadziwiająco „ludzkimi” w zachowaniach, słonie morskie przypominają brutalnych osiłków, a wieloryby nabierają wyjątkowego, niemal mistycznego charakteru. Golachowski potrafi pisać o biologii w sposób niezwykle przystępny i fascynujący. 
Szczególnie interesujące są fragmenty dotyczące pracy badawczej w Antarktyce. Opisy wielomiesięcznego życia w ekstremalnych warunkach pokazują, jak daleko od romantycznych wyobrażeń o nauce znajduje się rzeczywistość terenowego biologa. Jest tam zimno, błoto, smród fok, niewyspanie i ciągła walka z pogodą. A jednocześnie z tych trudów wyłania się prawdziwa fascynacja światem przyrody. Golachowski bardzo umiejętnie pokazuje, że nauka nie jest sterylnym procesem laboratoryjnym, ale przygodą wymagającą cierpliwości, odporności psychicznej i ogromnej pasji. 
Książka wyróżnia się także szerokim kontekstem historycznym i kulturowym. Autor nie ogranicza się do opowieści o zwierzętach. Wplata historie dawnych wypraw polarnych, katastrof ekspedycji, odkrywców, którzy zniknęli bez śladu, oraz rdzennych mieszkańców Arktyki. Dzięki temu czytelnik dostaje coś więcej niż zbiór przyrodniczych ciekawostek – otrzymuje wielobarwną opowieść o ludzkiej obsesji odkrywania krańców świata. Autor nie idealizuje historii eksploracji, pokazuje również jej brutalne i tragiczne konsekwencje. 
Jedną z największych zalet książki jest humor. Golachowski ma talent do wyłapywania absurdów codzienności i opowiadania o nich z ogromnym wyczuciem komizmu. Potrafi w jednym akapicie przejść od naukowej ciekawostki do anegdoty o śmierdzących fokach albo o kompromitujących sytuacjach podczas pracy terenowej. Dzięki temu książkę czyta się niezwykle lekko i z wielkim usmiechem na twarzy. Humor nigdy jednak nie zamienia się w tanią błazenadę – pozostaje inteligentny, często autoironiczny i bardzo naturalny. 
Warto też podkreślić emocjonalną stronę tej publikacji. Choć dominują humor i fascynacja naturą, autor nie unika tematów trudnych. Pisze o wymieraniu gatunków, skutkach działalności człowieka, zmianach klimatycznych i okrucieństwie natury. Nie robi tego jednak mentorskim tonem. Zamiast moralizować, pokazuje świat takim, jaki jest – piękny, ale jednocześnie bezwzględny. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące trudów przetrwania młodych zwierząt w ekstremalnych warunkach.
Rozszerzone wydanie z nowym wstępem dodatkowo wzmacnia wrażenie obcowania z książką dojrzalszą i bardziej osobistą. Widać, że autor po latach wraca do swoich doświadczeń. Robi to z większym dystansem i refleksją. 
Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach to znakomita książka dla wszystkich, którzy lubią inteligentną literaturę popularnonaukową, reportaż podróżniczy i opowieści o naturze. Łączy ogromną wiedzę z poczuciem humoru, przygodę z refleksją, a naukę z autentyczną pasją odkrywcy. To jedna z tych książek, po których człowiek ma ochotę natychmiast oglądać dokumenty o Arktyce, czytać o wyprawach polarnych albo po prostu dowiedzieć się więcej o świecie zwierząt. I właśnie dlatego działa tak dobrze. Polecam.

 

poniedziałek, 25 maja 2026

Tajemnice sojuszników Hitlera - Krzysztof Drozdowski

 


Wydawnictwo Replika, Moja ocena 5,5/6
Jest to publikacja, która wychodzi daleko poza klasyczne opowieści o II wojnie światowej. Zamiast po raz kolejny skupiać się wyłącznie na Niemczech i działaniach Hitlera, autor kieruje uwagę czytelnika na tych, którzy zdecydowali się stanąć u boku III Rzeszy. Czynili to z różnych powodów, oportunizmu, strachu, politycznej kalkulacji albo zwykłej żądzy władzy. Efektem jest fascynująca, momentami wręcz szokująca podróż przez najmroczniejsze zakamarki wojennej dyplomacji i moralnych kompromisów XX wieku. 
Już od pierwszych rozdziałów widać, że Drozdowski nie zamierza pisać książki wygodnej ani powierzchownej. Autor stawia trudne pytania: czy sojusznicy Hitlera byli jedynie bezwolnymi marionetkami Berlina? Czy może świadomie uczestniczyli w zbrodniach wojennych, licząc na własne korzyści polityczne i terytorialne? Odpowiedzi, jakie odnajdujemy na kartach książki, są niejednoznaczne — i właśnie to stanowi największą siłę tej publikacji.
Ogromnym atutem książki jest szerokie spojrzenie na relacje między Hitlerem a Benito Mussolinim, oraz na Japonię i jej wojenne działania. Rozdziały dotyczące Kempeitai, eksperymentów medycznych czy kamikadze należą do najmocniejszych części publikacji. Autor nie epatuje tanią sensacją, ale konsekwentnie pokazuje skalę fanatyzmu i brutalności, jaka rozwijała się w cieniu imperialnej ideologii Japonii. Czytelnik dostaje obraz wojny znacznie bardziej globalny, brutalny i skomplikowany niż ten znany z podręczników szkolnych. 
Ważnym elementem jest również analiza udziału sojuszników Hitlera w Holokauście. Badacz nie unika tematów niewygodnych — opisuje współudział lokalnych władz, formacji paramilitarnych i administracji państw sprzymierzonych z III Rzeszą. Warto pamiętać, że wielu europejskich przywódców i państw aktywnie uczestniczyło w systemie prześladowań, deportacji i eksterminacji. 
Narracja autora jest dynamiczna i przystępna. Książkę czyta się jak polityczny thriller, mimo że opiera się na autentycznych wydarzeniach historycznych. Drozdowski umiejętnie łączy fakty historyczne z mniej znanymi anegdotami, tajnymi negocjacjami i kulisami działań dyplomatycznych. Dzięki temu publikacja nie zamienia się w suchy wykład historyczny, lecz wciąga czytelnika i utrzymuje napięcie niemal do ostatniej strony. 
Na uwagę zasługuje także sposób, w jaki autor przedstawia motywacje państw współpracujących z Hitlerem. Nie ogranicza się do prostych oskarżeń czy czarno-białych ocen. Pokazuje lęk przed komunizmem, ambicje odzyskania utraconych ziem, konflikty etniczne i polityczne napięcia wewnętrzne. Dzięki temu książka staje się nie tylko opowieścią o wojnie, ale również studium mechanizmów politycznego oportunizmu i moralnego upadku elit.
Ogromnym atutem sa także liczne fotografie, które uzupełniają naszą wiedzę. 
Nie oznacza to jednak, że publikacja jest pozbawiona wad. Momentami można odnieść wrażenie, że autor próbuje poruszyć zbyt wiele tematów naraz. Niektóre rozdziały aż proszą się o głębsze rozwinięcie, szczególnie wątek technologii wojennych i „cudownych broni”, nad którymi pracowali sojusznicy III Rzeszy. Czytelnik zainteresowany szczegółową analizą militarną może odczuć lekki niedosyt. Nie zmienia to jednak faktu, że książka doskonale spełnia swoją rolę i jest po prostu bardzo dobra. 
Tajemnice sojuszników Hitlera to lektura ważna, potrzebna i niezwykle aktualna w swoich przesłaniach. Pokazuje bowiem, jak łatwo polityczny pragmatyzm może prowadzić do katastrofy moralnej oraz jak często historia budowana jest na kompromisach zawieranych za zamkniętymi drzwiami. 
Krzysztof Drozdowski stworzył publikację, która nie tylko dostarcza wiedzy, ale też zmusza do refleksji. Po jej lekturze trudno patrzeć na historię II wojny światowej wyłącznie przez pryzmat starcia Niemiec z aliantami. Autor przypomina, że za sukcesami i zbrodniami III Rzeszy stali także ci, którzy z różnych powodów zdecydowali się podać Hitlerowi rękę.

 

sobota, 23 maja 2026

Kiedyś były tu wilki - Charlotte McConaghy

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5,5/6
Kiedyś tu były wilki to książka, która zostaje w człowieku na długo jeszcze po przeczytaniu ostatniej strony. To nie jest zwykły thriller ani tylko opowieść o naturze. To historia o bólu, stracie, samotności i desperackiej potrzebie ocalenia innych, ale też samego siebie. Charlotte McConaghy stworzyła powieść surową i piękną jednocześnie, pełną emocji, które momentami wręcz ściskają gardło. 
Już od pierwszych stron czuć ciężar opowieści. Mamy mglistą, chłodnę Szkocję, dzikie Highlands i wilki wypuszczane na wolność. To wszystko tworzy niezwykły klimat — niepokojący, ale i hipnotyzujący. Autorka opisuje przyrodę w taki sposób, że niemal słychać wiatr, czuje się mokrą ziemię i obecność zwierząt gdzieś pomiędzy drzewami. Natura w tej książce nie jest tłem. Ona żyje. Oddycha. Patrzy na człowieka, ocenia go po cichu i jest pełnoprawnym, ba głównym bohaterem. 
Ogromną siłą są też bohaterowie. Inti Flynn nie jest idealna. Jest poraniona, zmęczona życiem, pełna lęku i gniewu. Nosi w sobie ogromny ciężar przeszłości, a jednocześnie próbuje ratować świat wokół siebie. Jej relacja z siostrą jest przejmująca — pełna miłości, ale też cierpienia i bezradności. Czytając o nich, trudno pozostać obojętnym. 
Bardzo poruszające jest to, jak autorka pokazuje traumę. Nie robi tego w przesadzony czy melodramatyczny sposób. Trauma w tej książce jest cicha, ukryta w gestach, a najczęściej w milczeniu. Bohaterowie próbują normalnie żyć, ale przeszłość ciągle depcze im po piętach. Dzięki temu emocje wydają się autentyczne i bardzo ludzkie. 
Ogromne wrażenie robi też sposób przedstawienia wilków. McConaghy nie tworzy z nich potworów. Pokazuje je jako część natury — dziką, potrzebną, niezrozumianą przez ludzi. W pewnym momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać, kto właściwie jest tutaj bardziej niebezpieczny: zwierzęta czy człowiek. I właśnie wtedy książka uderza najmocniej. Więcej niczego nie zdradzę. Zachęcam was za to do lektury. 
Fabuła rozwija się spokojnie, ale napięcie rośnie niemal niezauważalnie. Pojawiają się pytania:„kto zabił?”, „do czego człowiek jest zdolny, gdy kieruje nim strach lub miłość?”. Nie ma na nie łatwej i oczywistej odpowiedzi. 
Ta powieść porusza i jest bardzo emocjonalna. Są momenty piękne i pełne nadziei, ale jest też dużo bólu. Niektóre sceny naprawdę łamią serce. Jednocześnie książka daje coś ważnego — przypomina, jak bardzo człowiek oddalił się od natury i jak często niszczy to, czego nie rozumie. Autorka nie moralizuje, ale zmusza do refleksji. 
Język książki jest prosty, ale niezwykle obrazowy. Nie ma tutaj zbędnych ozdobników. Każde zdanie wydaje się przemyślane i potrzebne. Dzięki temu historię czyta się szybko, choć emocjonalnie bywa ciężka. To jedna z tych książek, które chce się czytać dalej, ale jednocześnie ma się ochotę zatrzymać i chwilę pomyśleć.
To książka smutna, piękna i bardzo potrzebna. Taka, która zostawia ślad. Próbowalam ją czytać we fragmentach, żeby za szybko nie skończyć, ale nie dałó się, musiałąm ją połknąć na raz. Polecam, przepiękna opowieść.

 

piątek, 22 maja 2026

Antidotum - Karen Russell

 




Wydawnictwo Znak, Moja ocena 6/6
Antidotum to książka, która opowiada o pamięci, sekretach, co z nich wynika i bardzo trudnych emocjach. Ważne, że autorka opowiada tę historię w sposób bardzo przystępny, bardzo ciekawy, mimo że temat jest ciężki.
Historia rozgrywa się w małym miasteczku Uz, gdzie żyje kobieta nazywana Antidotum. Ma ona niezwykłą zdolność: potrafi przechowywać cudze wspomnienia, zwłaszcza te bolesne. Ludzie oddają jej swoje traumy, żeby choć na chwilę poczuć ulgę. To ciekawy pomysł, bo każdy z nas czasem chciałby zapomnieć o czymś trudnym. Marzę o takiej Antidotum obok mnie.
Wszystko się komplikuje, gdy wielka burza piaskowa niszczy miasto. Razem z miastem znika kontrola nad tymi ukrytymi wspomnieniami. Nagle sekrety mogą wyjść na jaw, a to staje się niebezpieczne dla wielu osób, w tym dla samej Antidotum. A to dopiero początek. Myślicie - zwykła burza, co to takiego. O nie, to kataklizm na miarę nie tylko tego miasteczka. To nie katastrofa kilkorga mieszkańców. To jakby zniszczeniu uległ cały dotychczasowy świat mieszkańców Uz i okolicy.
Bohaterowie są wspaniale nakreśleni. Obok Antidotum, bardzo ciekawa jest Dell. To młoda dziewczyna, pełna energii, koszykarka, która aż tętni od emocji, energii, ale również coś ukrywa. Jej relacja z Antidotum jest jednym z najciekawszych elementów książki. Na początku są sobie obce, ale z czasem zaczynają sobie pomagać. Ich historia pokazuje, że nawet bardzo różni ludzie mogą się zrozumieć, jeśli mają wspólny problem. 
Historia, choć z pozoru może wydawać się dziwna, jest wspaniała, poruszająca. Jednak książka bywa momentami ciężki emocjonalnie, bo i sama tematyka jest emocjonalna. Autorka dobrze oddaje uczucia bohaterów — strach, wstyd, poczucie winy. Czytelnik może się zatrzymać i pomyśleć o własnych doświadczeniach. Jestem przekinana, iż każdy z nas odnajdzie w tej historii fragment siebie.
Ale Antidotum to coś więcej niż opwieść o ludziach, ich emocjach i sekretach. Russel stworzyła jakby mocny manifest, w którym porusza kwestię niesprawiedliwości społecznej, cierpienia ludzi, bezkarności jednostek, obojętności systemu i wiele innych. Poruszane są jakże ważne i aktualne tematy - migracja, przemoc, dyskryminacja, kwestie klimatu i wiele innych kwestii. Dużo można wymieniać. Bardzo poruszyła mnie ta społeczna wymowa Antidotum
Poza tym pisarka stawia mocne, ważne pytania. Jedno z nich brzmi: czy lepiej pamiętać wszystko, nawet to, co boli, czy może lepiej zapomnieć i iść dalej? Książka nie daje jednej odpowiedzi. Pokazuje raczej, że i jedno, i drugie ma swoją cenę. Czy zapomnienie jest formą ocalenia, czy zdrady? A może to pamięć — nawet ta najboleśniejsza — jest fundamentem tożsamości. Bez niej człowiek staje się pusty. A wy, jak sądzicie?
Antidotum to powieść poruszająca, o granicach wytrzymałości — jednostki i wspólnoty. O tym, jak przeszłość przenika teraźniejszość, niezależnie od naszych wysiłków, by ją zakopać. I wreszcie: o odpowiedzialności.
Lektura nie jest lekka, ale warto zadać sobie trochę trudu. Książka skłania do myślenia i zostaje w głowie na długo. Antidotum zostawia czytelnika w stanie niepokoju, ale też dziwnej, gorzkiej nadziei. Na co? Sami się przekonajcie. Zachęcam do lektury.

 

wtorek, 19 maja 2026

Stare klisze - Leopold Starzewski

 




Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6

Stare klisze to niezwykły i bardzo ciekawy zapis życia człowieka, który znalazł się w samym środku wielkich przemian historycznych. To nie jest typowa autobiografia ani klasyczna książka historyczna – bliżej jej do osobistego dziennika, w którym przeszłość miesza się z refleksją, a fakty z emocjami.
Już od pierwszych stron widać, że autor nie pisze po to, by imponować czytelnikowi wiedzą czy stylem. Jego opowieść jest naturalna, momentami bardzo intymna. Starzewski prowadzi narrację tak, jakby rozmawiał z kimś bliskim – spokojnie, bez pośpiechu, często wracając do tych samych wydarzeń, by spojrzeć na nie z innej perspektywy. To taka opowieść stryja, dziadka, z którym czytelnik siedzi przy kubku dobrej herbaty i nie może się nasłuchać. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w procesie myślenia, życia autora, a nie tylko odbierania gotowej historii.
Ogromną wartością książki jest jej tło historyczne. Autor żył w czasach dramatycznych – obejmujących m.in. okres II wojny światowej i trudne lata powojenne – i potrafił pokazać je przez życie zwykłych ludzi. Wielka polska, światowa historia zostały świetnie splecione z małymi historiami wielu ludzi. To właśnie codzienność, relacje międzyludzkie, zmiany społeczne i mentalne stają się głównym tematem tej książki. 
Szczególne miejsce w Starych kliszach zajmuje Kraków. Miasto to nie jest tu tylko tłem wydarzeń – staje się pełnoprawnym bohaterem książki. Starzewski pokazuje Kraków jako przestrzeń żywą, pełną rytuałów, zwyczajów i charakterystycznych postaci. Opisy ulic, spotkań, codziennych sytuacji są tak sugestywne, że czytelnik może poczuć atmosferę dawnego miasta – jego tempo, klimat i specyficzny sposób życia. Dla mnie, wielbicielki historii i Krakowa, po prostu magia. Autor z dużą wrażliwością odtwarza świat, który już nie istnieje: rodzinne tradycje, dawne formy grzeczności, sposób spędzania czasu czy relacje między ludźmi. Pokazuje, jak bardzo zmieniła się rzeczywistość i jak trudno było wielu osobom odnaleźć się w nowych warunkach. Jednocześnie nie idealizuje przeszłości – dostrzega jej ograniczenia i problemy, ale potrafi też docenić jej wartość.
Ważnym elementem książki są także portrety ludzi. Starzewski miał okazję znać wiele wybitnych postaci swojej epoki, takich jak Tadeusz Boy-Żeleński czy Stanisław Wyspiański. Jednak zamiast tworzyć pomnikowe wizerunki, pokazuje ich jako zwykłych ludzi – z ich słabościami, przyzwyczajeniami i codziennymi zachowaniami. To sprawia, że te postacie stają się bliższe i bardziej autentyczne.
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest jej refleksyjny charakter. Autor nie ogranicza się do opisywania wydarzeń – stale je analizuje, interpretuje i odnosi do własnego życia. Widać wyraźnie, że pisanie pamiętnika jest dla niego formą rozrachunku z przeszłością. To próba zrozumienia samego siebie, swoich wyborów i tego, jak czas wpływa na człowieka.
Styl Starzewskiego można określić jako spokojny i obrazowy. Nie znajdziemy tu dynamicznej akcji ani nagłych zwrotów fabularnych. Zamiast tego dostajemy serię „klisz” – zatrzymanych momentów, które razem tworzą większą całość. Każdy z tych fragmentów ma swój nastrój i znaczenie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się niepozorny.
Książka ma też dużą wartość poznawczą. Jest swego rodzaju kroniką zmian społecznych i obyczajowych – pokazuje, jak zmieniały się systemy polityczne, jak wpływały na życie ludzi i jak kolejne pokolenia próbowały się do nich dostosować. To cenne źródło wiedzy nie tylko o samym autorze, ale też o całej epoce.
Nie jest to jednak lektura dla każdego. Osoby szukające szybkiej, wciągającej fabuły mogą poczuć się rozczarowane. Stare klisze wymagają cierpliwości i skupienia. To książka, którą czyta się powoli, często wracając do poszczególnych fragmentów. W zamian oferuje jednak coś więcej niż rozrywkę – daje przestrzeń do refleksji nad własnym życiem i przemijaniem.
Podsumowując, Stare klisze to wyjątkowa książka – spokojna, głęboka i bardzo osobista. To opowieść o czasie, pamięci i człowieku, który próbuje zrozumieć swoje miejsce w historii. Nie narzuca interpretacji, ale zachęca do własnych przemyśleń. I właśnie w tej prostocie oraz szczerości tkwi jej największa siła.

 

sobota, 16 maja 2026

Chłód - Weronika Mathia

 


Wydawnictwo Czwarta Strona, Moja ocena 5/6
Kolejna świetna książka Weroniki Mathii. 
Chłód to kryminał, który dosłownie przenik, aż do szpiku kości. Powodem jest nie tylko zimowa, mroźna sceneria, ale przede wszystkim  wszechogarniająca atmosfera niepokoju, tajemnicy i emocjonalnego napięcia. To książka, która wciąga bez reszty i nie pozwala o sobie zapomnieć jeszcze długo po zakończeniu lektury.
Autorka stworzyła historię wielowymiarową, gęstą od sekretów, niedopowiedzeń i psychologicznej głębi. Już sam punkt wyjścia intryguje. Mamy powrót Szymona po latach więzienia i tragiczną śmierć jego wnuka. Te wydarzenia uruchamiają lawinę wydarzeń, które odsłaniają kolejne warstwy rodzinnych tajemnic. To nie jest jednak zwykły kryminał oparty jedynie na zagadce „kto zabił”. Chłód to opowieść o winie, pamięci, konsekwencjach dawnych decyzji i o tym, jak przeszłość potrafi upomnieć się o swoje w najmniej spodziewanym momencie.
Ogromnym atutem książki jest klimat. Jest on wręcz namacalny, mroźny, duszny, oblepiający czytelnika. Zima w tej historii nie jest tylko tłem, ale niemal osobnym bohaterem, wzmacniającym poczucie izolacji, zagrożenia i napięcia. Motyw cienkiego lodu jako metafory skrywanych kłamstw i kruchych relacji został poprowadzony niezwykle sugestywnie i robi ogromne wrażenie.
Na szczególne uznanie zasługują bohaterowie — niejednoznaczni, wiarygodni, pełni emocji i wewnętrznych pęknięć. Weronika Mathia poraz kolejny świetnie buduje postaci, które nie są czarno-białe, a ich motywacje pozostają złożone i fascynujące. Przykładem może być Karolina Rawa, która jako technik kryminalistyczna i jednocześnie kobieta uwikłana osobiście w odkrywaną prawdę, wnosi do fabuły dodatkową głębię. Jej prywatne śledztwo angażuje i sprawia, że napięcie stale rośnie.
Fabuła jest misternie skonstruowana — pełna zwrotów akcji, tropów i momentów, które potrafią zaskoczyć. Autorka umiejętnie dawkuje informacje, prowadzi intrygę z wyczuciem i do samego końca utrzymuje niepewność. A finał? Mocny, satysfakcjonujący i skłaniający do refleksji.
To, co wyróżnia Chłód, to również warstwa emocjonalna. To nie tylko historia o zbrodni, ale też o przebaczeniu, rodzinnych ranach i pytaniu, gdzie naprawdę przebiega granica między winą a odkupieniem. Ten motyw pozostaje z czytelnikiem na długo i sprawia, że książka ma w sobie coś więcej niż tylko świetnie napisany kryminał.
Chłód to powieść dopracowana, mroczna i niezwykle angażująca. Mathia udowadnia, że potrafi połączyć rasowy thriller z poruszającą historią psychologiczną. Dla miłośników kryminałów z klimatem, tajemnic rodzinnych i historii, które mrożą krew w żyłach — pozycja obowiązkowa.
Zdecydowanie jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale przeżywa.

 

piątek, 15 maja 2026

Dj Bambi - Auður Ava Ólafsdóttir

 



Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 5,5/6
Każda książka z Serii Skandynawskiej jest bardzo ciekawa, każda porusza i zapada w pamięć. Ale Dj Bambi dodatkowo bardzo mnie zaskoczyła jeżeli chodzi o tematykę i wydżwięk.
Powieść ta to literatura, która nie tylko opowiada poruszającą historię. Ta książka robi jakby wiwsekcję całej historii i bohaterki. Autor zagląda w głąb umysłu bohaterki i dotyka tego, co najbardziej kruche w człowieku.
Już od pierwszych stron czytelnik zostaje postawiony wobec pytania, które towarzyszy nam przez całą lekturę - ile jeszcze życia nam zostało, i czy mamy odwagę przeżyć je naprawdę po swojemu?
Bohaterka, znana kiedyś jako Bambi, dziś Logn, nie jest postacią „wygodną”, taką jaką każdy chcialby mieć w rodzinie. Obawiam się, że większość naszych rodaków nie cieszyłaby sie z takiej osoby przy wigilijnym stole. Nasza bohaterka to osoba w wieku 60+, która zamiast upraszczać swoje życie, odcinać od niego kupony, świadomie je komplikuje. W jej świecie, otoczeniu, decyzja o tranzycji staje się aktem ogromnej odwagi.
Ólafsdóttir nie buduje dramatyzmu poprzez spektakularne wydarzenia, nie ma nagłych zwrotów akcji, a jednak dzieje sie, oj dzieje. Siła tej książki tkwi w subtelności. W drobnych gestach, w spojrzeniach syna, który nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Widać to w wielu różnych aspektach. 
To także książka o czasie. O tym, że nigdy nie jest „za późno”, ale też o tym, że każda decyzja ma swoją cenę i konsekwencje, o których na początku możemy nie myśleć. Czy warto w wieku sześćdziesięciu jeden lat podjąć ryzyko operacji, która może przynieść upragnioną zgodę ze sobą — albo samotność? Autorka nie daje prostych odpowiedzi. Jestem przekonana, że każdy z czytelników odbierze inaczej poruszane kwestie.
Nie sposób pominąć społecznego znaczenia tej powieści. Dj Bambi dotyka tematu transpłciowości w sposób niezwykle ludzki, daleki od publicystycznych uproszczeń. To nie jest książka „o problemie” — to książka o człowieku. W czasach, gdy dyskusje o tożsamości często wzbudzają ogromne emocje i hejt, taka narracja jest nie tylko cenna, ale wręcz potrzebna. Uczy empatii bez moralizowania i pokazuje, że warto zatrzymac się choćby na chwile i pomyśleć.
Warto też podkreślić, jak rzadko mamy okazję obcować z literaturą islandzką. Twórczość Ólafsdóttir wnosi do europejskiej prozy coś wyjątkowego: ona nie epatuje emocjami, ale pozwala im wybrzmieć w ciszy. To pisarstwo oszczędne, a jednocześnie głęboko poruszające. Miałam wrażenie, że twórczość autora jest identyczna, jak surowe, ale i poruszające krajobrazy Islandii.
Dj Bambi nie daje się łatwo odłożyć. Książka nie tylko trzyma w napięciu, ale też zmusza do zatrzymania się, do refleksji nad własnym życiem, wyborami, odwagą. To literatura, która zostawia ślad, i która przypomina, że bycie sobą jest jednym z najtrudniejszych, ale i najważniejszych aktów, na jakie może zdobyć się człowiek. Podziwiam bohaterkę, a wam polecam tę niepozorną, ale jakże niezwykłą książkę.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

środa, 13 maja 2026

Zagadka Gogol - Sylwia Frołow



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Zagadka Gogol to jedna z tych książek biograficznych, które nie próbują jedynie uporządkować faktów z życia wielkiego pisarza, lecz raczej wejść w sam środek jego wewnętrznego chaosu,umysłu. Sylwia Frołow stworzyła opowieść o człowieku rozdartym między śmiechem i rozpaczą, między religijnym dewotyzmem, a cielesnością i seksualnością, między ukraińskością, a rosyjskim imperium. To książka o pisarzu, który wydaje się nieustannie wymykać wszelkim definicjom. 
Już sam pomysł na tę biografię jest niezwykle aktualny. Gogol od kilku lat jest przedmiotem zażartej debaty publicznej nie tylko jako klasyk literatury, ale także jako postać polityczna i kulturowa. Pytanie „czyj jest Gogol?” – ukraiński czy rosyjski? Frołow nie ucieka od tego. Pokazuje, że autor Martwych dusz był człowiekiem pogranicza: wychowanym w ukraińskiej kulturze, ale piszącym po rosyjsku; uwikłanym w imperialny system, a jednocześnie obnażającym jego groteskę. Dzięki temu książka jest się czymś więcej niż klasyczną biografią literacką – jest również opowieścią o tożsamości Europy Wschodniej. Mam wrażenie, że to opowieść z bardzo mocnym przesłaniem. I to przesłanie, we współczesnym świecie liczy się najbardziej.
Największą siłą Zagadki Gogol jest sposób przedstawienia samego Gogola. Frołow nie buduje pomnika, nie gloryfikuje swojego bohatera, nie umieszcza go na piedestale. Zamiast tego tworzy portret człowieka niepokojącego, często trudnego do polubienia, ale mimo to magnetycznego, mającego w sobie to coś. Gogol w tej książce jest jednocześnie genialnym satyrykiem i osobą głęboko straumatyzowaną. Śmiech w jego twórczości wynika przede wszystkim z lęku, komplesów, niezrozumienia. Humor staje się dla naszego bohatera mechanizmem obronnym wobec świata i ludzi, ich obłudy.
Autorka bardzo przekonująco pokazuje, że groteska Gogola nie była jedynie literackim stylem, ale sposobem przeżywania rzeczywistości, a nawet przetrwania. Kiedy czytamy o jego obsesjach, hipochondrii, religijnych uniesieniach czy narastającej psychozie, zaczynamy rozumieć, skąd wzięła się np. atmosfera Martwych dusz. Sami się przekonajcie, co i jak w twórczości Gogola i dlaczego tak, a nie inaczej.
Szczególnie interesująco wypadają fragmenty dotyczące seksualności pisarza. Autorka nie epatuje tanią sensacją, ale też nie ignoruje tematów, które przez dekady były przemilczane. Frołow wybrała odpowiedni sposób żeby ukazać tę kwestię. Jej Gogol jawi się jako człowiek uwikłany w głęboki konflikt między pragnieniem, a religijnym poczuciem winy. Taki zagubiony człowiek na rozdrożu. To musiala dla niego być męka. Frołow pokazuje, co i w jaki sposób zniszczyło jego psychikę. W efekcie ostatnie lata życia Gogola stały się niemal autodestrukcją. Nasz bohater był człowiekiem, który próbował osiągnąć świętość, sprostać oczekiwaniom otoczenia, a skończył w depresji i samozagłodzeniu. Bardzo mnie to poruszyło. Było mi go po ludzku żal.
Ogromnym atutem jest również jej rozmach historyczny. To mnie najbardziej urzekło. Historia, kultura, ówczesny świat są w Zagadce Gogol pełnoprawnym bohaterem. W tle opowieści pojawiają się wspaniałe obrazy XIX wieku: Petersburg, Rzym, środowiska literackie Rosji, atmosfera romantyzmu, narodziny nowoczesnej literatury rosyjskiej. Mamy także nazwiska Puszkina, Mickiewicza, Dostojewskiego czy Tołstoja. Autorka pokazuje, jak Gogol funkcjonował w sieci zależności, fascynacji i konfliktów. Dzięki temu czytelnik otrzymuje nie tylko biografię pisarza, ale też mistrzowską panoramę epoki.
Warto podkreślić także język książki. Frołow pisze z dużą erudycją, ale bez akademickiego zadęcia. Autorka potrafi budować sceny i atmosferę. Kiedy opisuje europejskie podróże Gogola, jego ekscentryczne zachowania, czy relacje z innymi pisarzami, książkę czyta się chwilami jak arcyciekawą powieść psychologiczną. Nie ma tu suchych dat i wydarzeń. Jest dramat człowieka, który przez całe życie próbował uciec przed samym sobą i tym, co mu narzucano. W trakcie lektury i teraz po jej zakończeniu nie moge przestać myśleć o bohaterze, tym, co musiał przeżywać.
To świetna, wręcz genialna książka, mądra, nieoczywista, wymagająca skupienia, ale i pochłaniająca czytelnika. Najciekawsze pozostaje chyba to, że mimo blisko pięciuset stron Gogol nadal wymyka się jednoznacznym interpretacjom. Frołow nie rozwiązuje zagadki Gogola. I bardzo dobrze. Zamiast oferować prostą diagnozę, pokazuje człowieka pełnego sprzeczności: błyskotliwego geniusza i żałosnego, śmiesznego i tragicznego, głęboko religijnego i duchowo zagubionego. Właśnie dlatego jej biografia działa tak mocno. To książka ważna nie tylko dla miłośników literatury rosyjskiej czy ukraińskiej. To także fascynujące studium samotności, neurozy i ceny geniuszu i obraz po prostu człowieka. Zdecydowanie polecam. Mistrzowska książka o niezwykłym człowieku.

 

niedziela, 10 maja 2026

Mrokowisko - Julia Halladin

 



Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5-/6
Dobra książka, choć nie ukrywam, wcześniejsza książka autorki - Rykowisko, była trochę lepsza. Ale mimo to to nadal dobra, wciągająca powieść.
Generalnie Mrokowisko to powieść grozy. Jednak autorka nie próbuje straszyć tanimi chwytami. Ta powieść nie potrzebują gwałtownych zwrotów akcji ani potworów wyskakujących z ciemności. Prawdziwy niepokój rodzi się tutaj z ciszy, z pustych pomieszczeń, z pustki w ogóle, z rzeczy pozostawionych tak, jakby czas nagle się zatrzymał. Julia Halladin stworzyła historię, która bardziej osiada pod skórą, niż uderza w czytelnika. Nie ma nagłych zwrotów akcji, szokujących scen. Jest coś innego. I właśnie dlatego Mrokowisko działa tak mocno. 
Już sam punkt wyjścia jest niezwykle sugestywny. Mamy Czerwony Dom, który jest nawiedzony. Piętnaście lat pustki nie przyniosło ukojenia, a jedynie zatrzymało w domu tragedię. Wszystko jest, jak przed ponad dekadą. Niedojedzone posiłki, porzucone ubrania, codzienne przedmioty zastygłe w bezruchu. To wszystko tworzy obraz bardziej przejmujący niż najbardziej brutalne sceny grozy. Czytelnik od pierwszych stron czuje, że ten dom nie został opuszczony, mimo iż jest pusty. 
Największą siłą powieści jest atmosfera. Ona zdecydowanie (jak to się mówi) robi robotę. Podlasie wg. Halladin nie jest malowniczą pocztówką z lasami i mgłami, przytulnymi wioskami i dobrym jedzeniem. Jest to miejsce, gdzie w każdym miejscu jest cisza, niedopowiedzenia, skrywane tajemnice, gdzie ludzie wiedzą więcej, niż chcą powiedzieć. Autorka znakomicie wykorzystuje prowincjonalny klimat: niedopowiedzenia, zamknięte społeczności, stare urazy i pamięć, która mimo uoływu lat nadal mocni tkwi w ludziach, w miejscach. Wszystko jest bardzo realne. Nawet gdy zaczynają dziać się rzeczy trudne do wyjaśnienia, czytelnik nie ma poczucia, że to fantasy. Aytorka sprawia, że wierzy się, iż to prawda. 
Mamy bardzo ciekawą relację Mai i Gabrieli. Maja nie jest klasyczną bohaterką horroru. To kobieta zmęczona życiem, próbująca odbudować kontrolę nad własną codziennością. Gabriela z kolei wnosi do historii młodzieńczą determinację i ciekawość, ale też emocjonalną kruchość. Ich relacja ma w sobie wiele ciekawych cech. Relacje matka i dorastająca córka, często takie są. Dzięki temu śledztwo dotyczące zaginionej dziewczyny staje się czymś więcej niż tylko osią fabularną. To również opowieść o dziedziczeniu lęków, samotności i traum. 
Bardzo mocno naznaczony jest motyw pamięci. Pamięć jest wszędzie, w każdym człowieku, miejscu. Nie jest to dobra pamięć. Ona przenosi się też na dom. Jest to bardzo zręcznie ukazane. Dzięki temu Czerwony Dom jest niemal żywą istotą: obserwuje, szepcze, czeka. Wiem, dziwnie to brzmi, ale wierzcie mi to ma swoje uzasadnienie i jest bardzo dobrze nakreślone. Najbardziej przerażający nie są jednak duchy, lecz ludzie i ich sekrety. 
Na uwagę zasługuje także styl autorki. Jest oszczędny, ale bardzo obrazowy. Halladin nie przesadza z opisami, a mimo to potrafi jednym zdaniem wywołać poczucie chłodu, strachu czy klaustrofobii. Szczególnie dobrze wypadają sceny nocne — skrzypienie podłóg, kroki na korytarzu, ciemność zdająca się pulsować własnym życiem. To horror oparty bardziej na oczekiwaniu niż na eksplozji strachu. 
Jeśli książka ma słabszy punkt, jest nim momentami nierówne tempo w środkowej części fabuły. Niektóre sceny śledztwa Gabrieli mogłyby być bardziej zwarte. Jednak nawet wtedy atmosfera pozostaje gęsta, oblepiająca. 
Mrokowisko to nie tylko horror o nawiedzonym domu. To także kawał niezłego kryminału i powieści obyczajowej. To opowieść o tym, że przeszłość nigdy nie znika naprawdę. Opowieść o  ludziach próbujących uciec od bólu, wspomnień, choć to nic nie daje. Julia Halladin stworzyła historię mroczną, melancholijną i emocjonalnie ciężką — taką, która zostaje z czytelnikiem długo. Polecam.

 

sobota, 9 maja 2026

To za dużo dla mnie - Darko Cvijetić

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
To za dużo dla mnie to literatura, która nie próbuje się podobać — ona chce uwierać, ranić, zostawać w umyśle czytelnika. I trzeba przyznac, że robi to skutecznie. To trudna książką, ale jakże ważna.
Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wrzucony w rzeczywistość, w której nie ma prostych podziałów na dobro i zło. Cvijetić konsekwentnie burzy komfort czytelnika, ukazuje, że nigdy nic nie jest jednoznaczne, oczywiste, biało czarne. Czyni to na przykładzie historii Filipa Latinovicia — człowieka napiętnowanego zbrodnią, a jednocześnie absurdalnie wyniesionego przez społeczeństwo do rangi bohatera. Ten dysonans stanowi oś całej powieści i jednocześnie jej największą siłę. Filip Latinović nie jest postacią, którą łatwo zrozumieć, a tym bardziej — polubić. I właśnie o to chodzi. 
Cvijetić zmusza nas, by spojrzeć na rzeczywistość oczami sprawcy. To co widzimy nie podoba nam sie, jest trudne, momentami straszne. Brak też prostego rozgrzeszenia, odpuszczenia win. Latinović żyje w świecie, w którym jego przeszłość nie tylko go prześladuje, ale też zostaje jakby zniekształcona, w niektórych momentach zbrodnie wydają się nimi nie być. Poza tym winy naszego bohatera są ignorowane, a nawet gloryfikowane przez otoczenie. To niezwykle mocny komentarz do mechanizmów pamięci zbiorowej i polityki historycznej. Coś takiego dzieje się teraz, tuż obok nas, na naszych oczach, gdy np. tak wielu Polaków (i nie tylko) ignoruje zbrodnie Holokaustu, a niektórzy wręcz uważają je za słuszne. Przerażające. Od dawna mnie to szokuje, dlatego ta książka wywarła na mnie tak wielkie wrażenie.
Najbardziej uderzające jest to, jak autor operuje językiem. Styl Cvijeticia to ciekawy miks prozy i poezji. Narracja, styl nie są proste, łatwe do czytania. Mamy krótkie, jakby poszarpane zdania, jakby fragmenty myśli, urwane. Daleko im do klasycznej narracji. Ten zabieg odnosi jednak ciekawy skutek. Czytelnik jeszcze bardziej odzuwa wszystko, co dzieje się z bohaterem, przeżywa jego odczucia, wszystkie wydarzenia i to co z nimi związane.
Co cenne, książka nie skupia się wyłącznie na jednostce. W tle mamy znacznie szerszą diagnozę: zło nie kończy się wraz z wojną. Ono mutuje, przenika do codzienności, dziedziczone jest przez kolejne pokolenia. Jakże to trafne. 
Ta lektura aż boli, przytłacza. Nie ilością wydarzeń, lecz ciężarem moralnym, jaki ze sobą niesie. Autor nie daje czytelnikowi ulgi — zamiast tego zostawia go z pytaniami, które długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.
To literatura wymagająca, niekomfortowa i głęboko poruszająca. Nie oferuje katharsis ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego stawia przed nami lustro i pyta: co robimy jako społeczeństwo z pamięcią o zbrodniach? I czy naprawdę jesteśmy gotowi ją unieść?
Jeśli szukasz książki, która zostaje w głowie na długo i zmusza do niewygodnych refleksji — to zdecydowanie jedna z nich. Polecam.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

czwartek, 7 maja 2026

Król popiołów - S.A. Cosby

 



Wydawnictwo Filia, Moja ocena 6/6
Są książki, które się czyta. I są takie, które się przeżywa. Król popiołów zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To nie jest zwykły kryminał ani thriller oparty tylko na akcji i przemocy. To bardzo mroczna, duszna i niezwykle poruszająca opowieść o rodzinie, winie, traumie i o tym, jak cienka bywa granica między ratowaniem bliskich, a własnym upadkiem.
S.A. Cosby po raz kolejny pokazuje, że potrafi pisać o przemocy nie tylko brutalnie, ale przede wszystkim boleśnie prawdziwie. W jego historii przemoc nie jest ozdobą fabuły – jest konsekwencją ran, jakie ludzie noszą w sobie od lat.
Poznajemy Romana Carruthersa, który po wypadku ojca wraca do rodzinnego domu. Jest najstarszym z rodzeństwa, człowiekiem sukcesu, tym „któremu się udało”. To duma rodziny. To człowiek, który się wyrwał. Skąd? Tego nie zdradzę. Sami się przekonacie w trakcie lektury.
Jego brat Dante narobił długów u niebezpiecznych ludzi. Siostra Neveah walczy o utrzymanie rodzinnego krematorium i rozsypującego się domu. Ojciec gaśnie w oczach. A nad wszystkim unosi się cień dawnej tragedii – zaginięcia matki. To jest rana, która nigdy się nie zabliźniła.
Rodzina Carruthersów żyje wśród popiołów – dosłownie i metaforycznie.
I właśnie to robi największe wrażenie. Ta książka jest aż lepka od bólu i winy. I to wszystko oblepia czytelnika już od pierwszej strony. Każda relacja jest tu naznaczona pęknięciem, bólem, traumą, tragedią. Każde słowo wydaje się ciężkie od niewypowiedzianych sekretów.
Trudno jednoznacznie napisać, o czym jest Król popiołow. Z pewnością to historia o lojalności, która potrafi stać się więzieniem. O rodzinie, która zamiast chronić, czasem wciąga głębiej w mrok. O tym, jak trauma nie kończy się po latach. Jestem przekonana, że każdy czytelnik inaczej odbierze wymowę, sedno Króla popiołów.
Najciekawsi jednak są bohaterowie. Roman to teoretycznie dobra postać. On wraca, by ratować rodzinę, ale Cosby nie daje nam prostego bohatera. To nie rycerz przybywający ocalić bliskich. Roman sam jest pęknięty, naznaczony bólem i cierpieniem. Nosi w sobie gniew, wstyd i potrzebę kontroli. Im bardziej próbuje posprzątać rodzinny bałagan, zgliszcza, tym mocniej sam zaczyna tracić nad wszystkim kontrolę. Czy to dobry człowiek? A moze tak przesiąknięty rodziną, jej zgliszczami, traumami przeszłości, że trudno to jednoznacznie ocenić? Sami  wyrobicie sobie zdanie.
Poza tym Neveah – silna, ale jednocześnie pełna lęku kobieta, która od lat trzyma wszystko w ryzach. Dante – pogubiony, desperacko próbujący znaleźć wyjście z chaosu. I wielu innych. W tej książce nie ma prostych, płaskich, oczywistych postaci. Są za to bohaterowie, w których każdy z nas zobaczy fragment siebie. To nie będzie ciekawy widok. Nasze wnętrza z reguły są tak pospalane, tak trudne, jak bohaterów książki.Chociaż wielu z nas wyprze się tego, to tak jest, jesteśmy mniej lub bardziej wewnętrznie spaleni.
Przez całą fabułę towarzyszą nam pytania, które zadaje autor:
Jak łatwo z ofiary stać się katem?
Jak cienka jest granica między dobrem a złem, gdy chodzi o rodzinę?
Co jesteś gotów na wszysto, żeby ocalić tych, których kochasz?
To nie są pytania zadane wprost. One pulsują wewnątrz tej historii.
Dodatkowym atutem ksiażki jest wyjątkowy, ciężki, ale i piekny język. Cosby nie pisze tylko o gangsterach i długach. On pisze o ludziach doprowadzonych do granic. O tym, jak człowiek potrafi przekroczyć wszystko, jeśli zagrożona jest rodzina.
To książka o przemianie, o rodzinie, o sile, o maksimum do jakiego może posunąć się człowiek. To ksiażka o każdym z nas. Polecam. Jeśli ktoś szuka historii mrocznej, intensywnej i boleśnie ludzkiej, to Król popiołów jest książką, której nie da się zapomnieć.
Mocna, poruszająca i hipnotyzująco mroczna powieść. Jedna z tych książek, po których długo siedzi się w ciszy.

środa, 6 maja 2026

Ziemniaki w roślinnej kuchni regionalnej - Paweł Ochman

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Ziemniak niewątpliwie jest królem polskiej kuchni, a ja lubię gotować. Nic więc dziwnego, że nowa książka Pawła Ochmana, bardzo mnie ucieszyła. 
Już od pierwszych stron poczułam, że to nie jest zwykła książka kucharska, pełna przepisów i łądnych zdjęć. To opowieść, wręcz pean na rzecz ziemniaka. Czytałam, oglądałam książkę trochę jak reportaż kulinarny. Na każdej stronie czuć, że autor nie pisał jej zza biurka, tylko że Polskę przejechał, wszystko sfotografował, przyrządził, smakował. Czuć miłość do ziemniaka, Polski, gotowania i prawdziwą pasję. 
Dzieki autorowi ziemniak przestaje nagle być tylko banalnym dodatkiem do obiadu. W tej książce ziemniak gra główną rolę, jest królem :)
Po przejrzeniu książki i jej częściowej lekturze, sama zaczęłam inaczej patrzeć na to warzywo. Nie znamy i nie doceniamy ziemniaka. Niby jest wszędzie, zawsze był, a większość z nas kompletnie go nie docenia. Paweł Ochman postanowił to zmienić i musze przyznać, że świetnie mu to wyszło. Książka jest wspaniałą i unikatowa. 
Najbardziej urzekło mnie to, jak bardzo ta książka jest „z Polski” — takiej lokalnej, trochę zapomnianej, ale będącej tuż obok nas. Czytając o różnych nazwach ziemniaka, miałam wrażenie, jakbym podróżowała przez regiony, nawet nie wychodząc z kuchni. A potem przyszła ochota, żeby to wszystko sprawdzić w praktyce, czyli ugotować. Zaczęłam od Pasztetu z ziemniakami i fasolą. Bardzo łatwe, smaczne danie. Do tego surówka i bardzo smaczna kolacja gotowa.


 

Następnego dnia zrobiłam niby klasyczne placki ziemniaczane, ale w wersji z tej książki. Wyszły trochę inne niż moje wcześniejsze, bardziej chrupiące, intensywniejsze w smaku. Teraz przeglądam książkę żeby wybrać kolejne danie. 
Ziemniaki w roślinnej kuchni to przede wszystkim skarbnica wiedzy, wspaniała podróż przez regiony i wielka inspiracja. Podoba mi się też to, że ta książka nie udaje czegoś więcej, niż jest. Nie próbuje być „nowoczesna na siłę”. Ona po prostu pokazuje, jak niesamowicie bogata jest nasza polska kuchnia. Widać to nawet w czymś tak prostym i banalnym, jak ziemniak. Poza tym okazało się, że z jednego składnika można stworzyć dziesiątki zupełnie różnych dań: od prostych, codziennych po bardziej odświętne, a nawet… deserowe.
Dawno żadna książka kulinarna nie sprawiła, że chciało mi się aż tyle gotować. To także wyjątowa podróż nostalgiczna. Przypominałam sobie smaki dzieciństwa: placki ziemniaczane jedzone jeszcze gorące, z cukrem albo śmietaną, kluski robione przez babcię, zapach gotowanych ziemniaków unoszący się w kuchni. Aż się łza w oku zakręciła. Polecam. Kupcie Ziemniaki w roślinnej kuchni, przejrzyjcie, smakujcie, przyrządzajcie. Dla mnie to nie jest książka, którą odkłada się na półkę po jednym przeczytaniu. To taka, do której się wraca. Polecam. Warto.

 

 

wtorek, 5 maja 2026

Na imię mam Barbra - Barbra Streisand

 



Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Ta książka, to mistrzowska, wyjątkowa opowieść o wspaniałej, jedynej w swoim rodzaju artystce i kobiecie. To nie jest jedynie zapis kariery jednej z największych ikon XX wieku, lecz bardzo cekawa, poruszająca, gęsta od emocji opowieść o poszukiwaniu własnej wartości, o potrzebie bycia widzianą i słyszaną oraz o sile. Streisand pisze w sposób niezwykle bezpośredni, momentami wręcz obnażający, ocierający się o ekshibicjonizm. Jednocześnie sposób narracji, opowieści jest pełen wdzięku i charakterystycznej dla niej autoironii. Dzięki temu książka aż kipi życiem i jest bardzo autentyczna. Ta opowieść jest taka, jaka była i jest jej bohaterka.
Pierwsze rozdziały, poświęcone dzieciństwu ukazują, jak ten okres wpłynął na naszą bohaterkę, na jej dorosłe życie. Strata ojca i ogromny dystans matki stały się jakby osią osobowości artystki. Rónocześnie te fakty takie dzieciństwo, ukształtowały artystkę na całe życie. To właśnie z tych doświadczeń wyrosło jej poczucie niedoskonałości, niespełniania oczekiwań. Paradoksalnie w sumie okrutne dzieciństwo stało się siłą napędową kariery naszej bohaterki. Gdyby wszystko w dzieciństwie Barbry było ok, być może nie zostałaby ona wielką gwiazdą. Takie, a nie inne dzieciństwo ukształtowalo ją, popchnęło do walki o siebie. Streisand z niezwykłą szczerością pokazuje, jak bardzo dzieciństwo wpływało na jej wybory, ambicje i relacje z ludźmi.
Kolejne części książki prowadzą czytelnika przez fascynującą drogę do sukcesu, która nie jest bajką o nagłym odkryciu talentu. Jest to historia wytrwałego, momentami wręcz desperackiego budowania swojej pozycji od podstaw. Szczególnie poruszające są opisy pierwszych występów w małych klubach Nowego Jorku, gdzie Streisand pozbawiona zaplecza finansowego i kontaktów, musiała polegać wyłącznie na swoim talencie i determinacji. Jej „wejście tylnymi drzwiami” do branży rozrywkowej staje się jednym z najbardziej inspirujących motywów książki, bo pokazuje, że sukces nie zawsze jest wynikiem sprzyjających okoliczności — często rodzi się wbrew nim. Na kolejnych stronach jesteśmy dalej prowadzeni przez życie naszej bohaterki. 
Nie będę tego opisywać i dbierać wam przyjemności z lektury. Nadmienię tylko, że wielką zaletą książki jest galeria postaci, które pojawiają się na jej kartach. Spotkania z takimi osobowościami jak Judy Garland, Marlon Brando, Robert Redford, Tennessee Williams czy Sydney Pollack są rzetelnie opisane, a nie tylko wspomniane. Jednocześnie to wspaniałe opowieści, ale i ciekawa kronika czasów. 
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest sposób, w jaki autorka opisuje swoją ewolucję — od niepewnej siebie, samotnej dziewczyny z Brooklynu do artystki, która nie tylko zdobywa największe sceny świata, ale także zaczyna dyktować warunki w branży, do której wstęp miało niewiele kobiet. W tamtych czasach branże zdominowali męźczyźni. 
Wspaniale jest pokazane, jak artystka odzyskuje kontroę nad własnymi uczuciami, odczuciami, życiem.
Nie sposób nie zwrócić uwagi na styl tej autobiografii, który jest odbiciem samej autorki: dynamiczny, emocjonalny, a jednocześnie niezwykle przenikliwy. Streisand potrafi płynnie przechodzić od refleksji do anegdoty, od humoru do wzruszenia. Od lektury trudno się oderwać.
Na imię mam Barbra to nie tylko historia sukcesu jednej z największych gwiazd świata, lecz także cudowna opowieść o determinacji, odwadze i potrzebie autentyczności. To książka, która inspiruje poprzez pokazanie, jak wiele można osiągnąć, pozostając wiernym własnym przekonaniom. Zachwyca szczerością, głębią i niezwykłą energią. Polecam. Jestem zachwycona.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)