środa, 17 czerwca 2026

Nie dotykaj mnie - Andrea Camilleri

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Andrea Camilleri po raz kolejny udowadnia, że jest pisarzem, który potrafi przekraczać granice gatunków i zaskakiwać czytelników. Mnie zaskoczył i to bardzo. Nie dotykaj mnie to powieść niezwykła – z jednej strony kryminał pełen zagadek i fałszywych tropów, z drugiej zaś głęboko poruszające studium psychologiczne kobiety, która postanawia zniknąć. To także refleksja nad sztuką, miłością, wolnością i ceną, jaką płacimy za życie zgodne z oczekiwaniami innych i jak bardzo jest to trudne. Pod pozorem zwyczajnego kryminału autor pokazuje nam dużo więcej. 
Punktem wyjścia jest banalne z pozoru zaginięcie Laury Garaudo – pięknej, inteligentnej i intrygującej żony znanego pisarza. Początkowo wszystko wskazuje na to, że kobieta prowadzi z mężem grę. Nasza poszukiwana pozostawia we Florencji, Wenecji i Londynie ślady i zaszyfrowane wskazówki. Wydają się one być częścią układanki przeznaczonej wyłącznie dla męża. Jednak wraz z rozwojem śledztwa prowadzonego przez komisarza Mauriziego, obraz sytuacji zaczyna się komplikować. To, co miało być historią miłosnej fascynacji, stopniowo odsłania znacznie mroczniejsze i bardziej niepokojące oblicze.
Największą siłą tej powieści jest sposób, w jaki Camilleri buduje napięcie. Autor nie podaje odpowiedzi na tacy. Wręcz przeciwnie – konsekwentnie prowadzi czytelnika przez labirynt domysłów, sprzecznych relacji i niejednoznacznych świadectw. Każdy nowy dokument, każdy list czy fragment rozmowy rzuca inne światło na wydarzenia, zmuszając odbiorcę do nieustannego weryfikowania własnych przypuszczeń. Dzięki temu lektura staje się fascynującym intelektualnym wyzwaniem.
Bardzo ciekawa jest narracja. Powieść została jakby utkana z wielu dialogów, zeznań, korespondencji oraz wycinków prasowych, co czyni ją niezwykłą. Czytelnik nie otrzymuje jednej, obiektywnej wersji wydarzeń, lecz musi samodzielnie złożyć historię z rozproszonych fragmentów. Ten zabieg nie tylko wzmacnia atmosferę tajemnicy, ale również znakomicie oddaje złożoność ludzkiej natury i to jak bardzo potrafią nas zawieść, zmylić nasze oceny.
Laura Garaudo jest jedną z tych bohaterek, które pozostają w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Im więcej dowiadujemy się o jej życiu, tym bardziej wymyka się jednoznacznym interpretacjom. Czy jest ofiarą? Buntowniczką? Kobietą poszukującą wolności? A może kimś, kto desperacko próbuje odnaleźć własną tożsamość? Camilleri bardzo ciekawie kreśli portret osoby uwikłanej w relacje, oczekiwania i role społeczne, pokazując jednocześnie, jak niewiele naprawdę wiemy o najbliższych nam ludziach.
Niezwykle interesującym elementem książki jest także obecność malarstwa. Sztuka nie stanowi tu jedynie dekoracyjnego tła, lecz staje się pełnoprawnym uczestnikiem opowieści. Obrazy, symbole i artystyczne odniesienia tworzą dodatkową warstwę znaczeń, która udowdni nam, że...a tego nie zdradze. Zachęcam za to do lektury tej niezwykłej książki. 
Obok kryminalnej zagadki pojawiają się momenty refleksji, melancholii, a nawet ironii. Dzięki temu książka jest wielowymiarową opowieścią o ludzkich pragnieniach, rozczarowaniach i potrzebie odnalezienia własnego miejsca w świecie.
Nie dotykaj mnie to powieść inteligentna, elegancko napisana i głęboko poruszająca. Zachwyca ona misterną konstrukcją, nieoczywistymi bohaterami oraz atmosferą tajemnicy, która utrzymuje się aż do ostatnich stron. To książka dla czytelników ceniących nie tylko intrygę kryminalną, ale również literaturę skłaniającą do refleksji nad naturą człowieka i jego nieustannym poszukiwaniem wolności.
Andrea Camilleri stworzył dzieło, które intryguje, wzrusza, porusza i pozostawia po sobie wiele pytań. Nie dotykaj mnie jest dowodem na to, że najlepsze powieści kryminalne nie opowiadają wyłącznie o zbrodni czy zagadce, lecz przede wszystkim o ludziach – ich marzeniach, lękach i tajemnicach. To lektura wyjątkowa, którą trudno odłożyć i jeszcze trudniej zapomnieć. Zdecydowanie polecam. Camilleri pokazał, że nie ilość stron, a treść mają znaczenie.

 

niedziela, 14 czerwca 2026

Siedem dalekich rejsów - Leopold Tyrmand

 


Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Jest to powieść, która przeniosła mnie do świata, którego niestety już nie ma.
Twórczość Leopolda Tyrmanda od lat zajmuje szczególne miejsce w polskiej literaturze i w moim sercu. Od dawna jestem wielbicielką Tyrmanda, jako pisarza, ale także jako człowieka. Powrót do tej książki po 10 latach, był wspaniałą podróżą.
Siedem dalekich rejsów tylko potwierdza niezwykły talent autora do bycia wyjątkowym pisarzem, człowiekiem i do kreowania światów, które zachwycają autentycznością i niepowtarzalnym klimatem. W tej książce wszystko ejst zwyczajne, od tak. A jednak magia jest na każdej stronie. 
Książka jest pełna uczuć, emocji i obrazów. Choć fabuła nie opiera się na spektakularnych zwrotach akcji, trudno oderwać się od lektury. Tyrmand udowadnia, że prawdziwe napięcie można budować subtelnie, poprzez relacje między bohaterami, niedopowiedzenia i atmosferę miejsca.
Akcja rozgrywa się w powojennym Darłowie – niewielkim portowym miasteczku, które autor przedstawia z niezwykłą dbałością o szczegóły. Nadmorski krajobraz, portowe uliczki, rynek, hotel i nabrzeże stają się czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń. To żywy organizm, w którym mieszkańcy próbują odnaleźć się w rzeczywistości gwałtownie zmieniającej się pod wpływem nowej władzy. W powietrzu unosi się poczucie niepewności, lęku o przyszłość i świadomość, że świat dawnych zasad, dawnego życia odchodzi w przeszłość.
W centrum historii znajduje się dwoje bohaterów, których losy splatają się za sprawą tajemniczego dzieła sztuki. Ewa, młoda historyk sztuki z Warszawy, przyjeżdża do Darłowa w poszukiwaniu śladów cennego zabytku. Jest piękna, inteligentna, niezależna i nowoczesna jak na swoje czasy. Z kolei Nowak – mężczyzna bez wyraźnej przeszłości, dziennikarz o niejasnej biografii – skrywa własne plany związane zarówno z obrazem, jak i z ucieczką z komunistycznej Polski. Oboje trafiają do tego samego hotelu i od pierwszych rozmów między nimi pojawia się fascynacja, która z każdą stroną staje się coraz silniejsza.
To właśnie relacja Ewy i Nowaka jest największą siłą powieści. Tyrmand stworzył między nimi niezwykle subtelną grę emocji. Każde spojrzenie, gest i rozmowa mają znaczenie. Obserwujemy rodzące się uczucie, któremu nieustannie towarzyszą przeszkody, niedomówienia i wzajemna rywalizacja. Ewa pozostaje wierna narzeczonemu, choć coraz trudniej jej ignorować uczucia do Nowaka. On zaś, początkowo skoncentrowany na własnych planach i możliwości szybkiego wzbogacenia się dzięki przemytowi, stopniowo odkrywa, że uczucie do kobiety staje się dla niego ważniejsze niż wszelkie kalkulacje.
Los jednak nie zamierza ułatwiać im życia. Nic więcej nie zdradzę. Zachęcam was za to do lektury tej niezwykłej powieści. Jest wyjątkowa, podobnie jak cała twórczość Leopolda Tyrmanda. 
Czytając Siedem dalekich rejsów, miałam wrażenie, że idę obok bohaterów uliczkami Darłowka, obserwuję ich spotkania, słucham rozmów i uczestniczę w wydarzeniach. To niezwykła zdolność autora – sprawić, że czytelnik nie tylko poznaje historię, ale wręcz zaczyna w niej uczestniczyć. Powojenna Polska ożywa na kartach książki z taką siłą, że niemal czuje się zapach portu, słyszy gwar ulic i widzi szarość codzienności przeplataną marzeniami o lepszym życiu.
Największe wrażenie (jak to u Tyrmanda) robi język autora. Jest prosty, naturalny i pozbawiony zbędnego patosu czy infantylizmu. Jednocześnie jest on niezwykle sugestywny. Autor nie potrzebuje wyszukanych środków stylistycznych, by poruszyć wyobraźnię czytelnika. Jego opisy i dialogi mają w sobie autentyczność, której często brakuje współczesnej literaturze. Podczas lektury przypomniałam sobie, jak wielką przyjemność może sprawiać samo obcowanie z tak mistrzowsko napisaną prozą. To jedna z tych książek, w których pozornie niewiele się dzieje, a jednak nie sposób przestać czytać. Każda kolejna strona budzi ciekawość i sprawia, że coraz bardziej zależy nam na losach bohaterów.
Tyrmand stworzył postacie niejednoznaczne, pełne sprzeczności i ludzkich słabości. Dzięki temu łatwo się z nimi zżyć i kibicować im w kolejnych zmaganiach. Z każdą stroną rośnie pragnienie, by udało im się pokonać przeciwności losu, odnaleźć szczęście i nie pozwolić, by historia lub własne błędy przekreśliły ich szanse.
Siedem dalekich rejsów to książka, która zachwyca atmosferą, doskonale skonstruowanymi bohaterami i mistrzowskim stylem narracji. To literacka podróż do świata, który bezpowrotnie minął, a jednocześnie opowieść o uczuciach, marzeniach i wyborach pozostających niezmiennie aktualnymi. Jest to zarówno majstersztyk pisarski, jak i prawdziwa rozkosz czytelnicza.
Na zakończenie warto przywołać słowa samego Tyrmanda, który zapytany, dlaczego zdecydował się wydać tę powieść, odpowiedział: „Dlaczego ją wydaję? Wydała mi się zabawna. Powód tak dobry, jak każdy inny”.Trudno o lepszą zachętę. Ja mogę dodać od siebie tylko jedno – naprawdę warto sięgnąć po Siedem dalekich rejsów. To książka, która pozostaje w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony i przypomina, jak wielką sztuką jest opowiadanie historii. Polecam. Mistrzowska, genialna i nadal akturalna, mimo iż powstała w 1952 roku. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

piątek, 12 czerwca 2026

Lato Thomasa Manna - Kerstin Holzer

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 4,5/6
Kerstin Holzer zabiera czytelnika do Bawarii roku 1918, gdzie rodzina Thomasa Manna spędza letnie miesiące nad jeziorem Tegernsee. Z pozoru jest to obraz niemal idylliczny – dzieci bawią się nad wodą, rodzice próbują odpocząć od codziennych obowiązków, a przyroda stwarza idealne warunki do relaksu. Jednak pod powierzchnią tej wakacyjnej sielanki kryją się niepokoje związane z końcem I wojny światowej, politycznymi przemianami oraz osobistymi rozterkami samego pisarza.
Autorce udało się stworzyć niezwykle wiarygodny i barwny obraz tego wyjątkowego okresu w życiu przyszłego noblisty. Korzystając z zachowanej korespondencji, fragmentów dzienników, wspomnień oraz rozmów z osobami związanymi z rodziną Mannów, Holzer odtworzyła atmosferę lata 1918 roku. Uzyniła to z wielką dbałością o szczegóły. Dzięki temu czytelnik nie otrzymuje jedynie suchej biografii, lecz ma wrażenie uczestniczenia w codziennym życiu bohaterów i obserwowania ich z bardzo bliskiej perspektywy.
Jednym z najciekawszych aspektów książki jest ukazanie symbolicznej przemiany Thomasa Manna. Widzimy go w momencie zwątpienia, rozdartego pomiędzy własnymi przekonaniami a rzeczywistością, która gwałtownie się zmienia. Śledzimy jego wewnętrzną ewolucję. Jest ona bardzo ciekawie przedstawiona. Jest to moim zdaniem najciekawszy fragment książki.
Książka pokazuje również Thomasa Manna jako twórcę. Obserwujemy jego zmagania z pracą literacką, chwile zwątpienia oraz powolne dojrzewanie pomysłów, które zaowocują później powstaniem jednego z najważniejszych dzieł literatury XX wieku – Czarodziejskiej góry. 
Szczególnie wartościowe jest to, że autorka nie kreśli wyłącznie portretu wybitnego literata. Poznajemy Manna jako męża, ojca, człowieka pełnego sprzeczności, obaw i ambicji. To właśnie ten bardziej prywatny wymiar sprawia, że bohater staje się bliższy czytelnikowi. Znika dystans dzielący odbiorcę od wielkiego pisarza, a na pierwszy plan wysuwa się człowiek próbujący odnaleźć swoje miejsce w świecie znajdującym się na progu nowej epoki.
Autorka umiejętnie łączy fakty historyczne z elementami życia codziennego, dzięki czemu książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Nie jest to jednak pozycja pełna dynamicznych zwrotów akcji – jej siła tkwi raczej w nastroju, psychologicznej wnikliwości oraz umiejętności uchwycenia momentu przełomu w życiu człowieka i całego społeczeństwa.
Lato Thomasa Manna to interesująca i starannie napisana opowieść biograficzna, która pozwala spojrzeć na słynnego pisarza z zupełnie innej perspektywy. Polecam.

środa, 10 czerwca 2026

Splendor - Mika Modrzyńska

 



Wydawnictwo Czwarta Strona, Moja ocena 3,5/6
Splendor to teoretycznie thriller obyczajowy. Piszę teoretycznie, bo cech thrillera brak. Z tym gatunkiem literackim książka nie ma nic wspólnego. A szkoda, bo można było sprawnie napisać naprawdę ciekawy thriller. Mamy za to opowieść społeczno - obyczajową i atmosferę mazurskiej prowincji połączoną z dusznym światem luksusu, celebrytów i lokalnych układów. 
Sam punkt wyjścia brzmi intrygująco: młoda kobieta wraca po latach do rodzinnej miejscowości, by odkryć prawdę o śmierci ojca. Ta śmierć od początku wydaje się podejrzanie wygodna dla wielu osób. I tyle jeżeli chodzi o intrygujacy początek. Zagadka kryminalna, śmierć ojca bohaterki, absolutnie nei są atutem książki. Najciekawszy jest klimat mazurskich osad i poczucie, że pod elegancką fasadą kryje się coś wyjątkowo złego. 
Główna bohaterka, Melania Szlachcic, na początu wypada wiarygodnie i naturalnie. Nie jest typową nieomylną heroiną z sensacyjnych powieści, ale osobą zmęczoną przeszłością, pełną emocjonalnych pęknięć i jednocześnie bardzo zdeterminowaną. To jednak początek. W pewnym momencie Melania z ciekawej, bystrej osoby staje sie infantylną, zakochaną kobietą, której wszystko przychodzi nagle, bez żadnego wysilku. Słabe i naciągane, zresztąt sami się przekonajcie sięgając po Splendor
Bardzo dobrze za to wypada sama sceneria. Mazury w tej powieści nie są pocztówkową krainą jezior i wakacyjnego spokoju. To miejsce pełne napięć społecznych, starych urazów i zależności, z których trudno się wyrwać. Złota Zatoka – luksusowa kolonia bogaczy – staje się symbolem świata, w którym pieniądze pozwalają kontrolować narrację, uciszać niewygodnych ludzi i zamiatać problemy pod dywan. Kontrast pomiędzy bogactwem a moralnym rozkładem został pokazany sugestywnie. 
Styl Miki Modrzyńskiej jest bardzo prosty, ale obrazowy. I z ta obrazowością mam poważny problem. Ozdobników, opisów jest trochę za dużo. Sprawia to wrażenie trochę przekombinowanego stylu, jakby autorka próbowała ukryć niedocignięcia w fabule. Sama pomysł na fabułę, opisy Mazur są dobre. Ale ilość ozdobników i momentami infantylizmu...no cóż, trochę za dużo. 
Jest jeszcze jeden drobny minus - niektóre postacie drugoplanowe mogłyby zostać bardziej pogłębione, bo chwilami pełnią głównie funkcję nośników tajemnic lub podejrzeń. Część dialogów bywa też bardzo nienaturalna. W niektórych momentach bohaterowie mówią bardzo sztucznie. To widać w treści. I sam finał, taki hollywoodzki, naiwny i przewidywalny. Nie spełnił on moich oczekiwań. 
Mimo wszystko warto Splendor przeczytać, choćby dla Mazur. To jeden, naprawdę broniący się atut. Poza tym powieść ma kilka mocno zarysowanych społecznych tematów. Np. jest to historia o nierównościach społecznych, wpływie statusu na poczucie bezkarności oraz o tym, jak łatwo społeczność potrafi zaakceptować wygodną wersję wydarzeń. Autorka pokazuje, że największym zagrożeniem nie zawsze jest pojedynczy człowiek, ale system zależności i lojalności, który chroni wpływowych ludzi. Tematy bardzo ważne. Szkoda tylko, że autorka nie pociągnęla ich dalej. 
Splendor to propozycja dla osób lubiących lekkie książki psychologiczno-obyczajowe z lokalnym kolorytem, tajemnicą sprzed lat i krytyką świata elit. Nie jest to powieść rewolucyjna gatunkowo, ale zdecydowanie klimatyczna.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Saga Sigrun. Ja jestem Halderd - Elżbieta Cherezińska

 

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Saga Sigrun. Ja jestem Halderd to wspaniała powieść z surowym, mrocznym, niezwykle fascynującym światem Skandynawii przełomu X i XI wieku. Jesteśmy w okolicach dzisiejszego Trndheim w okresie gdy na te ziemie wkraca "nowe" i burzy stary prządek. 

To nie jest jedynie opowieść o wojnach, polityce i walce o władzę. To przede wszystkim historia kobiet – silnych, zranionych, kochających i próbujących odnaleźć własne miejsce w świecie rządzonym przez mężczyzn, honor i miecz.
Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć bohaterów z krwi i kości, bohaterów niejednoznacznych, takich jaki ch byśmy się nie spodziewali. Sigrun i Halderd są całkowicie różne, a jednak obie poruszają czytelnika. 
Obok fascynujących postaci najważniejsza jest historia. Pisarce udało się mistrzowsko połączyć bohaterów z wielką i mniejszą historią. To na wielki plus. Jednak najbardziej zachwycają dwie, wspomniane wcześniej bohaterki. Ich portrety sa po prostu niesamowite. Sigrun to nie tylko postać wpisana w realia epoki, ale przede wszystkim kobieta zdolna do głębokiej miłości i pragnąca być kochaną. Towarzyszymy jej przez kolejne etapy życia, obserwujemy jej lęki, rozczarowania i wewnętrzne przemiany. Jest to bardzo ciekawe, bo Sigrun na ówczesne czasy to osoba "w czepku urodzona, dziecko szczęścia", rozpieszczona jedynaczka. A i tak nasza bohaterka ma w życiu ciężko. Najbardziej fascynujące jest jej stopniowe dojrzewanie emocjonalne – sposób, w jaki zmienia się jej spojrzenie na siebie samą, na relacje i przemijanie. Cherezińska z dużą wrażliwością pokazuje psychikę pięknej kobiety, która musi pogodzić się z tym, że uroda i młodość nie są dane raz na zawsze. W Sigrun rodzi się również niepokój dobrze znany wielu dojrzałym kobietom – obawa przed utratą uczucia, przed zdradą i tym, czy miłość mężczyzny okaże się trwała mimo upływu czasu.
Z kolei Halderd to bohaterka niezwykle złożona, zupełne przeciwieństwo SZigrun. Jej życie naznaczone jest cierpieniem, stratą i walką o przetrwanie. To kobieta, która musiała nauczyć się twardości, by nie zostać zniszczoną przez świat. Obserwowanie, jak ze zwykłej, żle traktowanej dziewczyny staje się świadomą swojej siły osobą, jest jednym z najmocniejszych elementów tej powieści. Halderd budzi jednocześnie podziw i niepokój. Obie te postaci zafascynowały mnie od samego początku, każdej z nich kibicowałam. 
Ogromnym atutem książki jest także niezwykły klimat. Elżbieta Cherezińska w wyjątkowy sposób oddaje nordyckiego ducha. Osoby zafascynowane średniowiecznym klimatami północnej Europy, będą zachwycone. Mamy więc: surowość fiordów, brutalność codziennego życia, honor wojowników i nieustanną obecność przeznaczenia, czegoś nadnaturalnego, co jawi się na każdym kroku. Czytając tę powieść, niemal można poczuć zimny wiatr znad morza i usłyszeć pieśni skaldów. Autorka wspaniale ukazuje również konflikt starej wiary z chrześcijaństwem. Dawni bogowie powoli ustępują miejsca nowemu Bogu, a ludzie próbują odnaleźć się w rzeczywistości. Jak to wychodzi? Sami się przekonajcie w trakcie lektury tej niezwykłej historii. 
Saga Sigrun to powieść pełna emocji – miłości, bólu, tęsknoty, gniewu i nadziei. Cherezińska nie idealizuje swoich bohaterów, dzięki czemu stają się oni niezwykle autentyczni. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, a los splata życie postaci w sposób nieunikniony i często tragiczny. Przepowiednia, która łączy Sigrun i Halderd, dodaje całej historii atmosfery niepokoju i przeznaczenia, od którego nie można uciec.
Saga Sigrun. Ja jestem Halderd to książka, od której trudno się oderwać. To opowieść monumentalna, pełna barwnych postaci i wielkich emocji, ale jednocześnie bardzo delikatna jeżeli chodzi o bohaterki i poruszająca. Polecam ją wszystkim miłośnikom twórczości Elżbiety Cherezińskiej, a także czytelnikom, którzy szukają w literaturze epickich sag, silnych bohaterów i historii pozostających w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Polecam.

niedziela, 7 czerwca 2026

Wenecja. Niezatapialna



Dotarła do mnie ta wspaniała książka. Wenecja to moje ukochane miasto. Mam całkiem pokażny zbiór książek o Serenissimie, ale ciagle mi mało :) Lektura zapowiada się wspaniale.

1600 lat Wenecji w jednym tomie. Monumentalna biografia miasta, które stało się symbolem miłości, dekadencji i sztuki. Aż 60 ilustracji, zdjęć i map! Takiego wydania jeszcze nie było!
Z wysokości Kolumny św. Marka skrzydlaty lew z otwartą księgą, symbol Wenecji, patrzy na miasto, którego burzliwe dzieje tworzą jedną z najstarszych, a jednocześnie najbardziej wyrafinowanych i inspirujących opowieści przynależnych europejskiej kulturze i cywilizacji. Weneccy kupcy, niepodzielni władcy mórz i przebiegli dyplomaci, przez wieki dyktowali światu nie tylko ceny pieprzu, jedwabiu czy złota, ale i kanony piękna, styl życia, prawo oraz kierunki globalnej polityki, a to w sposób zazwyczaj mało przyjazny wobec bliższych i dalszych sąsiadów. I podczas gdy tłumy zachwyconych artystów, myślicieli, marzycieli, a także zwykłych hedonistów ciągnęły nad Canal Grande, aby chłonąć magiczną atmosferę miejsca, liczebniejsi jeszcze wrogowie i rywale oddawali się pragnieniu, by rzucić Wenecję na kolana, upokorzyć, splądrować i ukarać – za pychę, chciwość, bezwzględność.
W jaki sposób krucha metropolia na wodzie przetrwała pośród rozlicznych zagrożeń, targana własnymi namiętnościami i wewnętrznym niepokojem? Czy narażona na zmiany klimatu, zadeptywana przez turystów i wyludniająca się Wenecja także tym razem wymknie się ze śmiertelnej pułapki? Zestawiając romantyczny mit, czarną legendę oraz przełomowe wydarzenia z długiej historii Wenecji, brytyjski historyk Jonathan Keates wciąga nas w błyskotliwą narrację łączącą tajemnicę, przygodę i twarde rachunki.

środa, 3 czerwca 2026

W - Igor Štiks



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
W to książka, której nie da się jednoznacznie zaklasyfikować. Z jednej strony to misternie skonstruowany, pasjonujący thriller polityczny, pełen tajemnic, gier i sekretów ukrywanych przez dekady. Z drugiej – to melancholijna opowieść o rozpadzie wielkich marzeń XX wieku, o pokoleniu ludzi wierzących, że historia może zostać napisana od nowa. 
Igor Štiks bez wątpienia stworzył powieść wyjątkową, intelektualnie wymagającą, ale jednocześnie niezwykle emocjonalną. Przez całą leturę towarzyszyło mi pytanie - co pozostaje po rewolucjach, kiedy opadnie kurz ideologii, kiedy wydaje się, że wszystko pójdzie ok, co z tego wynika, co pozostaje z szumnych haseł? Opowiedziana historia jest smutna, ale jakże prawdziwa i ponadczasowa. 
Już od pierwszych stron autor buduje atmosferę niepokoju i niedopowiedzenia. Młody pisarz i uchodźca z Sarajewa, żyjący na emigracji w Paryżu, zostaje wciągnięty w zagadkę testamentu Waltera Stiklera – legendarnego krytyka komunizmu. Sam motyw testamentu jest bardzo ciekawy i działa tu jak zapalnik. Od testamentu rozpoczyna się wielka podróż. Toczy się ona nie tylko przez różne kraje Europy, lecz przede wszystkim przez pamięć, polityczne złudzenia i traumę wojny. Bardzo poruszająca opowieść, bo taka prawdziwa, w kontekście tego, co dzieje się wokół nas. 
Największą siłą tej powieści jest sposób, w jaki Štiks mówi o ideologiach. Nie tworzy wprost jakby aktu oskarżenia wobec komunizmu ani wygodnych lewicowych marzeń, nie stawia zarzutów wprost. Zamiast tego pokazuje dramat ludzi, którzy autentycznie wierzyli w możliwość stworzenia sprawiedliwego świata, a potem musieli patrzeć, jak ich idee zamieniają się w przemoc, fanatyzm albo cynizm. Skąd my to znamy :(
W tle tej historii nieustannie obecne są Bałkany – przestrzeń naznaczona wojną, rozpadem Jugosławii i pamięcią o utraconym świecie. Štiks pisze o nich bez politycznego patosu, pisze ciekawie, poruszająco. Jego Bałkany są żywe, bolesne i niejednoznaczne. Wojna nie jest tutaj wyłącznie wydarzeniem historycznym; pozostaje raną, która kształtuje życie bohaterów i kolejnych pokoleń. 
Szczególnie poruszające są momenty, gdy autor pokazuje psychikę emigranta – człowieka zawieszonego między językami, krajami i tożsamościami. Bohater W nie należy już do Sarajewa, ale nigdy do końca nie stanie się też Paryżaninem. To uczucie jakby wykorzenienia jest cały czas obecne.
Bardzo ciekawa jest fabuła, jej konstrukcja. Štiks umiejętnie dawkuje informacje, prowadzi czytelnika przez kolejne warstwy tajemnicy. Każde odkrycie rodzi nowe pytania. Poza tym mamy enigmatycznego Wladimira. Ten bohater jest symbolem wszystkich niejednoznaczności XX wieku – rewolucjonisty, terrorysty, idealisty i zbrodniarza jednocześnie. Bardzo ciekawy jest suspens. Służy on tutaj pokazaniu, że historia zawsze jest układanką zbudowaną z przemilczeń, manipulacji i subiektywnych wspomnień. 
Niewątpliwie to książka, która wymaga skupienia, ale nagradza cierpliwego czytelnika rozkoszą czytania i satysfakcją. Wiele fragmentów brzmi jak refleksja nad losem całej współczesnej Europy – kontynentu bardzo zmęczonego historią. 
Najbardziej poruszające w W jest jednak pytanie o cenę prawdy. Bohaterowie stopniowo odkrywają, że poznanie przeszłości nie przynosi ukojenia ani moralnej jasności. Wręcz przeciwnie – zmusza do konfrontacji z własnymi złudzeniami. Finał powieści jest mistrzowski, ale pozostawia czytelnika z uczuciem niepokoju i smutku. To ponadczasowa, genialna i bardzo poruszająca lektura. Warto wejść w labirynt pytań, historii, idei i ludzi pozbawionych złudzeń. Polecam.