piątek, 21 listopada 2014

Ambitna chciałam być..czyli jakim klasykom nie dałam rady...

Jest całkiem sporo dzieł literackich (powiedzmy tego większego kalibru), które pokonały mnie. No nie dałam rady przeczytać i już. I nie chodzi mi tutaj o jakieś nędznawe czytadła, na które szkoda czasu, ale o literaturę określaną przez duże L.
James Joyce, "Finneganow Tren"Jednym z takich dziel był..hehe..Ulisses. Konia z rzędem temu, kto przeczytał, zrozumiał i naprawdę!!! się zachwycił. Joyce nie stanie się jednak moim ulubionym pisarzem, ale..jakiś czas temu postanowiłam dać autorowi jeszcze jedną szansę. Sięgnęłam po...tadam...o to to dzieło widoczne po prawo. Jakim cudem myśmy to kupili, nie potrafię sobie przypomnieć. Chyba silą rozpędu przywieźliśmy książkę do Wiednia.
Otworzyłam i załamałam się...aż wam zacytuję...
Ależ, wre to wre Blank­de­blank, bóg każ­dej ma­chi­ny, ka­mień na­tom­ny z Barn­sta­ple, po­przez mor­ty­sek­cję czy wi­wi­szy­cie, w roz­bi­ciu czy po nowym zło­że­niu, jak izaak ja­cqu­emin mau­ro­mor­mo mi­le­zny, jak wy­tłu­ma­czo­ny być może, mor­blo­że? Czy wy­szedł za przy­kład zgod­nie z de­ogno­zą tych co psie­czu­li go spoza muru morza gdzie Rurie, Tho­ath i Cle­aver, trój­ca sil­nych swe­no­har­ców Orion Or­gia­stów, Me­ere­schal Mac­Mu­hun tenże, Ipse dad­den, ile razy ile czy­nio­nych eks­tre­mów na po­czet na­sze­go co śred­nie­go, co każ­de­mu mo­gło­by się przy­da­rzyć, naj­brut­niej­szy wasz le­oman i prin­cen­niej­szy wo­jow­nik na­szej ar­chi­dia­ko­nii, czy może skle­pio­ny z kraw­ków Klio, któ­rym kro­ni­karz kwiet­no­ści ry­cer­stwa nie się wie­rzy chy­ba­by mógł sul­pić już na nich sa­mo­ócz, an­te­żyt­nych lep z przy­tom­no­ścią, hol czło­wie­czej eg­zy­sten­cji, któ­rzy łą­czy­li się, łączą i od­no­wy złą­czą jako Jan, jako Po­li­karp, oko ja, oko-w-oto świad­ko­wie ja­ocz­ni i Paddy Pal­mer, w czas gdy mnisi sprze­da­ją cis łucz­ni­kom albo woda ist­nie­nia lawą pły­nie rybią drogą życia, od dra­gro­dy Sary w most swar sie­bie pod przed­but­t­stat­ni śmiech Iza­aka, z min­ne­tr­wo­gą jej se­plę­trza na jęko mo­no­lot we­wstręt­ny? Czy to Per­ri­chon i Ba­stien­ne czy cięż­ki Humph i lekka Nan Ri­cqu­era­cqbrim­bil­ly­ji­cqu­ey­jo­cqjo­li­cass? Siej mó­wisz, dul­l­ci­sa­mi­ca? A i aa ab ad abu abiad. Bab­bel man dub na rów łez.

Serio!!!! To tylko fragment, kolejne strony są w tym samym stylu. Jest to podobno (jak wyszperałam w sieci) ostatnie wielkie dzieło Joyce'a, nad którym pracował ponad 15lat. Nic dziwnego, że tak długo ten utwór tworzył. I nie bez kozery podobno sam Joyce twierdził, że jego czytelnik powinien cierpieć na chroniczną bezsenność:) W sieci znalazłam stwierdzenie, iż ten ostatni utwór pisarza to wspaniała, metafizyczna podróż w głąb duszy. Może...ale ja chyba wypadam z takiej podróży.
Znalazłam wersję angielską w sieci...cytuję...
Howth Ca­stle and Envi­rons.
Sir Tri­stram, vio­ler d’amo­res, fr’over the short sea, had pas­sen-
core re­ar­ri­ved from North Ar­mo­ri­ca on this side the scrag­gy
isth­mus of Eu­ro­pe Minor to wiel­der­fi­ght his pe­ni­so­la­te war: nor
had top­sa­wy­er’s rocks by the stre­am Oco­nee exag­ge­ra­ted them­sel­se
to Lau­rens Co­un­ty’s gor­gios while they went do­ublin their mum­per
all the time: nor avo­ice from afire bel­low­sed mishe mishe to
tau­ftauf thu­art­pe­atrick: not yet, tho­ugh ve­nis­so­on after, had a
kid­scad but­ten­ded a bland old isaac: not yet, tho­ugh all’s fair in
va­nes­sy, were sosie se­sthers wroth with twone na­than­djoe. Rot a
peck of pa’s malt had Jhem or Shen bre­wed by arc­li­ght and rory
end to the reg­gin­brow was to be seen ring­so­me on the aqu­afa­ce.
The fall (ba­ba­ba­dal­gha­ra­gh­ta­kam­mi­nar­ron­n­kon­n­bron­n­ton­ner-

Jakim pozycjom z klasyki jeszcze nie dałam rady...Targowisku próżności Thackerey, Popiołom mimo, iż pozostałe utwory Żeromskiego lubię, Pan Tadeusz mnie nie wciągnął, ale to chyba z racji faktu, iż za wcześnie (bodajże  w 7. klasie szkoły podstawowej) czytałam. Do pana Tadeusza wrócę za jakiś czas.

Macie też takie literackie kwiatki, którym (mimo, iż zaliczają się do klasyki) nie daliście rady?
Aha, ambicja względem rzuconych w kąt klasyków, na razie mi przeszła.

czwartek, 20 listopada 2014

Niech strawi cię płomień

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5/6
Niech stra­wi cię pło­mień, to druga książka w dorobku Błażej Przygodzkiego. Poprzednia - Z chirurgiczną precyzją bardzo przypadła mi do gustu (recenzja tutaj - klik). Byłam ciekawa, jaki będzie 2. tom przygód niebanalnego ko­mi­sa­rza Niedź­wiedz­kie­go. 
Nie zawiodłam się. Autor stworzył bardzo dobry kryminał, w którym mamy wszystko, co książka tego gatunku powinna mieć - niezłą in­try­gę, błyskawiczne tempo akcji, sympatycznego, niebanalnego, z ironicznym poczuciem humoru i niezwykle inteligentnego dochodzeniowca, ciekawych bohaterów, tajemnicę oraz mroczną atmosferę. 
Akcja toczy się wokół zabójstwa słynnego i doskonale się sprzedającego (jeżeli chodzi o twórczość) wrocławskiego ma­la­rza Ni­ko­de­ma Pa­toc­kie­go. On umiera, a żona w ciężkim stanie trafia do szpitala. Po odzyskaniu przytomności kobieta wskazuje sprawcę zbrodni. Człowiek ten zostaje zatrzymany, uwięziony, ale dzięki sprawnemu adwokatowi  w tempie iście błyskawicznym wychodzi na wolność.Komisarz Niedźwiecki jednak nie odpuszcza i drąży dalej, nieustępliwie prowadząc śledztwo.
Równocześnie śledzimy wątek jurnego wykładowcy Uniwersytetu Wrocławskiego, jego rodziny i o wiele młodszej kochanki-niekochanki (zależy, jak na to spojrzeć). Pewnego dnia ta ostatnia zostaje brutalnie, ale i niezwykle pomysłowo zamordowana i porzucona w parkowych krzakach. Podejrzanych jest dwóch. Czy któryś z nich rzeczywiście dopuścił się zbrodni na młodej, pięknej kobiecie? Bo sposobność i motyw mieli obydwaj. A może winien jest ktoś zupełnie inny? Czy te dwa (na pozór różne) morderstwa mają ze sobą coś wspólnego? Na te i wiele innych pytań musi znaleźć odpowiedź komisarz Niedź­wiec­ki. Zadanie to przysparza mu wiele trudności. Powodów jest wiele, ale najbardziej męczącym jest nowy szef policjanta, infantylny, zadufany w sobie były angielski policjant, typ, który wtrąca się do wszystkiego i ma przerost formy nad treścią. Oto idealny opis pana o wdzięcznym imieniu i nazwisku - Henry Kolasa, z którym Niedźwiecki musi obchodzić się delikatnie, żeby go nie zdenerwować i nie skłonić do dalszych "ulepszeń" w komendzie i do jeszcze większego ingerowania w śledztwa. 
O plusach książki napisałam na początku- świetna akcja, niebanalni bohaterowie etc. Chciałabym dodać jeszcze jeden wielki, przeogromny plus. Panie Błażeju, serdeczne, gorące podziękowania za to, że komisarz Niedźwiecki nie jest jakimś psychicznie popapranym, po przejściach, z depresją, nałogami, wnętrzem niczym czarna dziura człowiekiem, ala bohater skandynawski. Niech on zostanie taki, jaki jest. Niech będzie normalny, jeżdzi na skuterku, niech ma normalną, fajną żonę, niech dalej prowadzi swoje dochodzenia. Bardzo go polubiłam i czekam na kolejną książkę. 
A co do samej książki, gorąco wszystkich zachęcam do jej lektury. Niech strawi cię płomień ma tylko jedną wadę- zbyt szybko dociera się do końca, książka jest zdecydowanie za krótka. 
Muszę jeszcze dodać, iż ten tom przygód komisarza Niedźwieckiego jest lepszy od tomu 1. Oby tak dalej:)

Śmieszno i smutno jednocześnie...


Krüger. Szakal

Wydawnictwo Znak, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

 Krüger. Szakal to 1. tom nowej serii autorstwa Marcina Ciszewskiego. Czytałem kilka pozycji tego autora i każda z nich rozpoczynała się mocnym akcentem. Nie inaczej jest w tym przypadku. Takim bum jest napad na bank. Dalej jest tylko lepiej i mocniej. Może wydawać się to dziwne, ale więcej o treści nie napiszę, nie chcę odbierać wam przyjemności lektury. 
Nowością jest umieszczenie rozgrywającej się akcji we Lwowie w 1918 roku. Dotychczas wszystkie książki Ciszewskiego rozgrywały się współcześnie. Autorowi udało się doskonale oddać zarówno ówczesne realia życia, egzystencji we Lwowie i ducha samego miasta, jak i wydarzenia historyczne. Tymi ostatnimi są przede wszystkim niezwykle trudne i bolesne walki na linii Polska-Ukraina oraz odradzanie się Polski po latach zaborów. Jako historyk z wykształcenia Ciszewski spisał się na medal. Każde kolejne zdanie upewnia czytelnika w tym, iż autor dokładnie zgłębił lwowską i polsko-ukraińską kwestię 1918 roku. Kwestia merytoryczna jest tutaj dopracowana w każdym calu.
Ale fabuła rozgrywa się nie tylko we Lwowie. Razem z bohaterami wędrujemy także po innych miejscach, jak chociażby Warszawa, czy Wilno. Niezależnie od tego, gdzie aktualnie znajdują się bohaterowie, akcja pędzi nie zwalniając ani na chwilę, a kolejne komplikacje, jakie napotykają bohaterowie mnożą się niczym grzyby po deszczu. Sprawia to, iż od lektury trudno się oderwać. Ale to w przypadku książek Marcina Ciszewskiego norma. 
Bardzo ciekawie są odmalowani bohaterowie. Kilkorga z nich możemy nie polubić, ale na pewno nie pozostaniemy wobec nich obojętni. Brak postaci mdłych, jednoznacznych. Wyjątkowo ciekawie jest odmalowana sylwetka tytułowego Krügera, który jest złodziejem wysokiej klasy, znającym się na swojej robocie, z charakterem, słowem i honorem. Ot złodziej w starym dobrym stylu. W trakcie lektury aż chce się westchnąć z żalem - takich złodziei już nie ma.
Pisarz po raz kolejny udowodnił, iż świetnym pisarzem jest i odnajduje się w różnych klimatach. Cieszę się, iż Szakal to I (mam nadzieję, że z wielu) tom przygód Wilhelma Krügera. Niecierpliwie czekam na kolejne.

środa, 19 listopada 2014

WYPRZEDAŻ, czyli przedświąteczne porządki.....

...czyli wielkie, wielgaśne opróżnianie regału z książkami.
Szczegóły znajdziecie o tutaj-kliknij. Dodałam sporo książek. Może znajdziecie coś dla siebie. Ceny 10-15zł. sztuka.
Każda książka w bardzo dobrym stanie.

Premiery Świata Książki




 
 
 
 
Dzisiaj kolejne premiery Wydawnictwa Świat Książki, a wśród nich sporo ciekawych pozycji:
Zrezygnowali ze wszystkiego, by być razem, lecz miłość była tylko początkiem... Bellagrand Gina, imigrantka z Włoch, niezależna, wrażliwa i silna, rozpaczliwie pragnie założyć rodzinę. Pochodzący z bostońskich wyższych sfer Harry, idealista i działacz polityczny, chce stworzyć lepszy świat. Połączeni namiętnością, miotają się, kłócą i łamią sobie serca, by w końcu stanąć w obliczu ostatecznego wyboru, który na zawsze przypieczętuje ich los.
Wspólna podróż prowadzi ich przez cztery dekady i dwa kontynenty, przez chwile triumfu i zamętu, od nękanych strajkami uliczek Lawrence w stanie Massachusetts po wykładane marmurem sale i sekretne drzwi tajemniczej rezydencji o nazwie Bellagrand.

Dziesięcioletni Borys, chłopiec z patologicznej rodziny, zostaje oddany wraz z rodzeństwem do domu dziecka w prowincjonalnym mieście Polski. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu Borys relacjonuje wydarzenia, których jest uczestnikiem lub świadkiem, opowiada o świecie wynaturzonym i nieludzkim, w którym jednak się żyje, je, śpi, chodzi do szkoły, podejmuje pierwsze decyzje, po raz pierwszy kocha… W tle widać zmieniającą się Polskę. Groza przeplata się ze wstrętem, wzruszenie z dojmującym poczuciem bezradności. Przez ten „czarny świat” bohater przenosi jednak swoją szczególną wrażliwość i, co najważniejsze, nadzieję.


Gorączka latynoamerykańskaKsiążka Artura Domosławskiego jest […] próbą głębokiego i mądrego opisania […] Ameryki Łacińskiej [...], próbą ambitną, rzetelną i wciągającą. Domosławski jest dociekliwy, stara się wszystko poznać, jak najlepiej i jak najwięcej zrozumieć.  – Ryszard Kapuściński
Jak Wojciech Jagielski najlepiej opisuje Kaukaz i Azję Środkową, tak nikt nie potrafi lepiej niż Artur Domosławski opisać Ameryki Łacińskiej […]. Takie książki pisze się raz na całe życie. – Tygodnik Powszechny
Ta książka odziera nas ze złudzeń […], odbiera wiarę w happy end, np. że z koszmaru sennego zawsze się budzimy, po deszczu wychodzi słońce, zaś cierpliwość bezbronnych narodów w końcu zostaje nagrodzona. Przesłanie Gorączki latynoamerykańskiej jest takie, że na tytułową dolegliwość nie wymyślono żadnego lekarstwa… – Newsweek

W tej barwnej i świetnie napisanej książce Michael Reynolds opisuje Hemingwaya jako pisarza, ale też człowieka z wieloma problemami osobowościowo-psychicznymi, które powoli go niszczyły.
W latach 30. – między Pożegnaniem z bronią i Komu bije dzwon – Hemingway dojrzewał jako pisarz na tle kubańskiej rewolucji, afrykańskich polowań, katastrof w Key West i hiszpańskiej wojny domowej. W życiu prywatnym rozpoczął namiętny związek z piękną i charyzmatyczną korespondentką wojenną, Marthą Gellhorn, która na 5 lat została jego żoną.
W latach 40., kiedy Ameryka przystąpiła do wojny, dla Hemingwaya było oczywiste, że on będzie w niej uczestniczyć. Na Kubie prowadził operacje kontrwywiadowcze, a we Francji towarzyszył żołnierzom podczas kolejnych kampanii.
Komitety przyznające nagrody literackie doceniły go w latach 50. – za opowiadanie Stary człowiek i morze otrzymał Nagrodę Pulitzera, a w 1954 Nobla za całokształt twórczości. Ale już wtedy jego stan fizyczny i psychiczny bardzo się pogorszył. W 1961 roku popełnił samobójstwo.

Kiedyś byliśmy braćmi to poruszająca opowieść o dwóch chłopcach i rodzinie, która walczy o przeżycie w rozdartej przez wojnę Polsce, to historia miłości, która próbuje przetrwać mimo niewysłowionych okrucieństw Holocaustu. Dwa życia, dwa światy i zadośćuczynienie po sześćdziesięciu latach - wszystko to tworzy porywającą i wzruszającą opowieść o miłości, przetrwaniu i triumfie ludzkiego ducha. Elliot Rosenzweig, szanowany żydowski polityk i zamożny filantrop z Chicago, bierze udział w przyjęciu dobroczynnym, kiedy niespodziewanie zostaje oskarżony o to, że w przeszłości nosił nazwisko Otto Piatek i był oficerem SS, znanym jako Rzeźnik z Zamościa. Chociaż oskarżenia wydają się całkowicie niedorzeczne, człowiek, który mu je stawia - Ben Solomon - zatrudnia adwokatkę Catherine Lockhart, żeby udowodniła Rosenzweigowi winę przed sądem. Przekonuje prawniczkę, by przyjęła jego sprawę, ujawniając, że prawdziwy Piatek został porzucony jako dziecko i wychowany przez rodzinę Solomona, którą później zdradził podczas niemieckiej okupacji. Pytanie tylko, czy Solomon oskarżył właściwego człowieka? 

Czy odkrycie szokującej prawdy z przeszłości stanie się początkiem wielkich zmian w życiu młodej pani adwokat?
Amanda Travis, dwudziestoośmioletnia atrakcyjna prawniczka z Palm Beach na Florydzie, otrzymuje wiadomość, że jej mieszkająca w Toronto matka został oskarżona o zabicie z zimną krwią jakiegoś mężczyzny. Młoda kobieta, która od wielu lat nie utrzymywała kontaktów z rodziną, zgadza się przyjechać na pewien czas do Toronto. Wpada tam w wir zaskakujących wydarzeń. Trudno jej uwierzyć w wersję matki, że ta nie znała wcześniej zamordowanego mężczyzny i nie miała żadnego motywu zbrodni. Amanda wraz ze swym byłym mężem Benem Myersem, który podjął się obrony oskarżonej, próbują rozwikłać tę zagadkę. Co chwila na jaw wychodzą nowe okoliczności, a prawda, do której w końcu docierają, jest szokująca.
Jaką straszną tajemnicę ukrywa przez kilkadziesiąt lat przed Amandą jej matka i dlaczego gotowa była raczej spędzić resztę życia w więzieniu, niż ją wyjawić? Czy po wielu latach uczuć Amandy do Bena rozkwitnie na nowo?

Magik MAGIK to pierwsza część trylogii berlińskiej. Berlin, rok 2011. W opuszczonej, zamieszkanej nielegalnie przez Romów kamienicy, policja odnajduje zmasakrowane zwłoki pracownika Urzędu Do Spraw Akt Stasi. W tym samym czasie w Sofii, w tajemniczych okolicznościach ginie niemiecki dziennikarz i fotoreporter - Gerhard Samuel. Dochodzenie przejmuje Policja Federalna oraz służby specjalne. Szybko okazuje się, że jedynym celem ich pracy jest wyłącznie zatuszowanie sprawy i "zneutralizowanie" niewygodnych świadków. Komisarz Kowalski zostaje odsunięty od śledztwa a następnie zawieszony czasowo w pracy w policji pod pretekstem pijaństwa i niesubordynacji. Prowadzić będzie jednak dochodzenie na własną rękę. Pomaga mu w tym pasierbica Samuela, znana niemiecka dziennikarka telewizyjna, Dagmara Bosch.
Odkrywają, że zamordowani - urzędnik i dziennikarz - zbierali materiały, dotyczące przeszłości czołowego polityka zjednoczonych Niemiec...
Oficjalne śledztwo wykazuje, że polityk jest od dłuższego czasu szantażowany. Kim jest ta trzecia osoba, która zna kompromitujące karty..?

Twarze bohaterów Mikołaja Grynberga, od lat fotografowane przez niego i składane w albumach, po raz pierwszy przemówiły. Językiem, który w nich tylko żyje i z nimi odejdzie. Mówią o żydowskim losie splątanym z polskością, uwięzionym we wspólnej – ale nie symetrycznie sprawiedliwej w cierpieniu – historii. Te historie nie zaginęły. Grynberg przed zaginięciem uratował kolejnych dwadzieścia pięć, bo tyle osób podzieliło się z nim swoimi wspomnieniami, od których nie potrafili się uwolnić przez 70 lat.



Wzruszająca opowieść o magii i sile macierzyństwa, radości z powrotu do domu oraz poświęceniu własnego dobra w imię miłości
Najmłodsza z trzech sióstr Angela DeSaria Malone, zawsze traktowana przez rodzinę jak księżniczka, sądzi, że przyszłość będzie taka, jak sobie zaplanowała: szkoła średnia, college, małżeństwo, macierzyństwo. Tak mniej więcej ułożyło się życie jej sióstr, kuzynów, przyjaciół. Angeli nie wszystko udaje się osiągnąć. Po wielu latach starań o dziecko, idealnie urządzony przez Angelę i jej męża pokój dziecinny nadal stoi pusty, a małżeństwo rozpada się pod ciężarem niespełnionego marzenia.
Po rozwodzie Angie wraca do rodzinnego miasteczka i dołącza do swojej hałaśliwej, kochającej, lekko zwariowanej rodziny. W West Endzie, gdzie życie faluje jak ocean, przynosząc na zmianę radości i kłopoty, zdobywa znów serce mężczyzny, który ją niegdyś kochał... Poznaje też dziewczynę, dzięki której życie zmieni się na lepsze.

Kiedy Emily, czteroletnia córeczka Honor Gillette, mówi, że na podjeździe przed ich domem leży chory mężczyzna, Honor idzie do niego, żeby udzielić mu pierwszej pomocy. Rzekomo chory mężczyzna to Lee Coburn, oskarżony o zamordowanie poprzedniej nocy z zimną krwią siedmiu osób. Groźny, zdesperowany i uzbrojony, obiecuje, że nie zrobi nic ani kobiecie, ani jej córce, dopóki będą wykonywać jego polecenia.
Wszystko się zmienia, kiedy Honor doświadcza brutalnego aktu przemocy - i dokonuje przerażającego odkrycia, że nie może ufać nawet swoim najbliższym. Coburn utrzymuje, że nieżyjący mąż Honor, Eddie, był w posiadaniu czegoś niezwykle cennego, przez co ona i jej córka znalazły się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Honor nie ma pojęcia, co ukrywał Eddie, ale Coburn przekonuje ją, że musi to odnaleźć, zanim wpadnie w ręce Buchaltera, bezwzględnego i okrutnego szefa organizacji przestępczej, którego żadna siła nie powstrzyma przed zabiciem ich obu. Zdesperowana trójka uciekinierów walczy o życie, kryjąc się przed tymi, którzy powinni ich chronić - poczynając od FBI – i, stawiając wszystko na jedną kartę, stara się rozwikłać sieć korupcji, która przeraża nie tylko ich, lecz również całą lokalną społeczność.

 Niektórzy lubią opowiadania krótkie, inni długie, więc ułożyłem tę książkę tak, żeby wyszło siedem na siedem. Wymieszałem opowieści nowojorskie z PRL-owskimi. Poza tytułowym opowiadaniem wszystkie były kiedyś w jakimś zbiorze wydrukowane, ale niektóre kilkadziesiąt lat temu. Ból gardła, Nowy taniec La ba da czy Wizyta to moje zupełne początki. Przeczytałem je niedawno i bardzo mi się podobały. – Może nie mam racji, ale wolałbym ją mieć – jak powiedział jeden producent z Paramountu, odrzucając mi scenariusz. – Janusz Głowacki

 
Zasypie wszystko, zawieje...Wreszcie Teodor Czerestwienski zaczął: „Czasem wydaje mi się, że rozumiem wszystko, czasem, że nic. Oczywiście, tobie zależy na tej ziemi w sensie jak najbardziej dosłownym, bo jej kawałek jest twoją rodzinną własnością od kilku wieków, i także w przenośnym, bo uważasz, że to twój kraj. Ukraińcy mówią, że to wyłącznie ich kraj i macie iść stąd precz. Ale na dobrą sprawę ty i tobie podobni nie jesteście nikim innym, jak Ukraińcami. Czy też Rusinami. W końcu to jedno i to samo. Nie o nazwę przecież chodzi. W którymś tam pokoleniu zmieniliście wyznanie, najczęściej zaś język, czasem i to, i tamto równocześnie, nie przestaliście jednak być Rusinami. Jesteście więc wy, mówiący po polsku - dawna szlachta czy chłopi, wszystko jedno - autentycznymi synami tej ziemi. Zatem o co nienawiść? O język? Też nie. (…) Nie język zatem ani narodowość rozgranicza. Myślałem dawniej, że nędza i bogactwo. (…) Więc i ten podział: nędza - bogactwo, niczego nie wyjaśnia. (…) Może przyczyna tego, co tu się dzieje, tkwi gdzie indziej? Może jak mozaika składa się z wielu elementów, których nie umiem poskładać?. (fragment książki)

 Szlachetnie urodzona Ksenia jest pełną namiętności, niepoprawną marzycielką, która za nic ma konwenanse. Zakochuje się w Andrieju, przystojnym gwardziście, śpiewaku carskiego chóru. Cieniem na ich szczęściu kładą się dworskie gierki, a także narastająca obsesja Kseni, żeby urodzić dziecko, która w końcu zostaje zaspokojona wraz z przyjściem na świat ich córeczki.
Jednak Ksenia nie potrafi cieszyć się szczęściem. Drży ze strachu o bliskich, przekonana, że dosięgnie ich jakaś tragedia. Przerażająca przepowiednia sprawdza się. Zdruzgotana Ksenia pogrąża się w żałobie i przechodzi metamorfozę, która radykalnie odmieni koleje jej losu. Odwraca się od rodziny i przyjaciół, rozdaje swe dobra oraz pieniądze biednym, aż w końcu, pewnego dnia, znika w tajemniczych okolicznościach, by odnaleźć się po wielu latach. Jej sława prorokini i uwodzicielki wzbudzi obawy nowej carycy, Katarzyny, która będzie postrzegać działalność Kseni jako zagrożenie dla dworskiego przepychu i ekstrawagancji.
Świat w lustrze to napisana eleganckim stylem wzruszająca opowieść o miłości, szaleństwie i oddaniu. Historia wyjątkowej kobiety, której postawa nie przestaje zadziwiać i wciąż pozostaje źródłem inspiracji.



Jak podaje na FB wydawnictwo, koc, dobra herbata i któraś z ich nowości są najlepsze na taką pogodę...



Zwycięzcy polowania na 400,000 wejść

Witajcie:) o świcie dzisiaj (a właściwie jeszcze o zmroku, bo sprawdzałam pocztę o 4.00:)) zaskoczenie ponieważ 400,000 wejść na blog wypadło wczoraj o 18.18. O tej porze wczoraj 2 osoby przysłały równocześnie zdjęcie bloga z ilością wejść na blog 400,001. Kolejne osoby miały sfotografowane więcej wejść.
W związku z tym obie w/w osoby otrzymują książkę do wyboru z mojej wyprzedaży - klik
Jeżeli macie ochotę możecie dokupić inną książkę, wyślę razem.
Aaaa...najważniejsze...te 2 osoby to...
Klaudia Skiedrzyńska i dominika.justyna.
Gratuluję i proszę o informację o wybranej książce i adresie w Polsce do wysyłki.
Pierwsza książkę wysyła Klaudia, bo to jej email jest pierwszy w poczcie;)
Emaile proszę wysyłać na adres anetapzn@gazeta.pl.
Wysyłka książki w ciągu tygodnia.


wtorek, 18 listopada 2014

Droga Romo

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Roma Ligocka, polska malarka, pisarka, urodzona tuż przed wybuchem II wojny światowej w Krakowie. W okresie okupacji hitlerowskiej wiele przeszła. Oglądając Listę Schindlera w jednej z bohaterek rozpoznała samą siebie. Konkretnie chodzi o postać dziewczynki w czerwonym płaszczyku. Stało się to inspiracją do napisania książki Dziewczynka w czerwonym płaszczyku, w której autorka ukazała swoje wspomnienia z okresu II wojny światowej. Niezwykle poruszająca lektura. Podobnie jak póżniejsze książki pisarki.
Droga Romo, to kolejna poruszająca powieść, kolejne zwierzenia, kolejna okazja do zajrzenia w duszę Ligockiej. Tym razem akcja rozgrywa się w latach 50. XX wieku, tytułowa bohaterka jest już dorosła. Jak każda dziewczyna, kobieta w jej wieku jest zachłyśnięta wolnością, jaką dało wyzwolenie spod jarzma okupanta, ale i wejście w dorosłość, możliwość obcowania ze światem krakowskich artystów. Za takim zachwytem bardzo często idą kłopoty i to poważne. Nie inaczej jest z Romą. Doświadcza praktycznie wszystkiego złego, czego może doświadczyć młoda kobieta, która pozbawiona jest wsparcia osoby najważniejszej, czyli matki. A ta matka, której nie ma, to jej jedyna rodzina. Tylko one ocalały z wojennego piekła. Jednak, gdy pewnego dnia matka powraca z emigracji, wcale nie poprawia to ani sytuacji Romy ani relacji między matką, a córką. Wręcz odwrotnie.
Pisarka opowiada o przemianach, jakie zachodzą w ciele i duszy młodej kobiety, o pułapkach życia, o pozorach i ułudach, jakie to życie niesie. Dodatkowo Roma jest niezwykle krucha psychicznie, niezwykle pragnie miłości, akceptacji, a jednocześnie uważa, że nie jest wystarczająco dobra, żeby tych uczuć doświadczyć, pragnie, a  jednocześnie boi się spełnienia pragnień. Dziwią ją i jednocześnie przerażają jakiekolwiek uczucia, objawy sympatii, przyjaźni ze strony innych osób.
Co cenne, historię Romy śledzimy na tle ówczesnego Krakowa, ówczesnej Polski, poznajemy środowisko krakowskich artystów, które odeszło w zapomnienie, śledzimy początki Piwnicy Pod Baranami, jesteśmy świadkami życia z tamtych lat, życia, którego już nie ma. 
Wyjątkowo poruszająca opowieść o młodej kobiecie, na duszy i psychice której piętno odcisnęła nie tylko wojna, ale także brak wsparcia najbliższych. Niepokój, lęk, niepewność, zamykanie się w  sobie, zagubienie, uczenie się na własnych błędach, rozpacz, a jednocześnie ogromny głód uczuć i akceptacji. To wszystko znajdziemy na kartach najnowszej książki Romy Ligockiej. 
Historia podejrzewam jakich było i będzie wiele. Tym bardziej, iż brak porozumienia na linii matka-córka, zachłyśnięcie się dorosłością, wręcz uzależnienie się od wielu rzeczy i ludzi, niepewność, lęk, a przy tym głód miłości, to wszystko dopada większość z nas, nieistotne gdzie, kiedy żyjemy. Bardzo dobrze, że Roma Ligocka spisała wspomnienia, dała nam się zanurzyć w jej świecie, dała szansę wielu czytelniczkom na ujrzenie w Romie siebie samych. Godny podziwu, ale i niezwykle potrzebny ekshibicjonizm. Historia poruszająca, wzruszająca, opowiedziana pięknym językiem, taka trafiająca prosto w serce i pozostająca w nim na długo. 


Zaraziłam się chyba i ja:)

Biurko w biurko ze mną w pracy siedzi przemiła koleżanka, która jest wręcz maniaczką Yankee. Ponieważ ja do świec i wosków podchodziłam i nadal podchodzę z lekkim dystansem (nie to, żebym nie lubiła, po prostu nie szaleję), dawała mi w prezencie - a to świecę, a to woski, a to kominek.Ja rewanżowałam się czymś polskim- a to bomboniera śliwek w czekoladzie, a to miodzik lub porcyjka pierogów własnej roboty,a  to coś innego:) Przyznam wam się, że nasze polskie jedzonko przyjmowane było/jest przez moją koleżankę z zachwytem. Podobnie, gdy np. przyniosę do pracy ciasto, albo jakąś sałatkę, dla wszystkich.:)
Wczoraj też dostałam świecę - Wisienki na śniegu:) Tak na sucho wąchane wydają się fajne. Zobaczymy, jak to będzie, gdy świecę zapalę. Mam już 6 świec. Czas najwyższy zacząć je palić:)
Ktoś Wisienki na śniegu zna, palił?
Miłego dnia:)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Życie w Wiedniu...a popiejmy sobie trochę:) czyli elaborat prawie:)


Panorama Wiednia, źródło ShutterStock

Bodajże wczoraj jeden z wiedeńskich portali internetowych piał w zakresie doskonałej jakości życia w stolicy Austrii. Ja się do owego piania przyłączam:)
Powierzchnia miasta 41.487ha.
Rokrocznie www.mercer.com ogłasza listę światowych metropolii, w których żyje się najlepiej. Ocenie podlegają różne aspekty, które składają się na codzienną egzystencję w miastach. Należą do nich m.in.: klimat polityczny, społeczny i ekonomiczny, opieka medyczna, możliwości kształcenia, infrastruktura oraz publiczna sieć transportu, zaopatrzenie w energię i wodę, bezpieczeństwo, ekologia, możliwości spędzania wolnego czasu darmo lub za minimalną opłatę, tani transport publiczny, dostępność wszelakich dóbr konsumpcyjnych i wiele innych. W sumie brane jest pod uwagę 39 kryteriów.
W 2012 i 2013 roku Wiedeń zajmował 1. miejsce wyprzedzając 223 konkurencyjnych metropolii z całego świata. W 2014 roku miasto jest na 2. miejscu. Wyprzedziło nas Melbourne, ale jak podkreślają mieszkańcy Wiednia, nic to, odbijemy się z tego 2. miejsca.
Mieszkałam w kilku miejscach w Europie, dłużej lub krócej i mogę śmiało potwierdzić - stolica Austrii jest najlepszym miastem do życia. Znajomi mniej lub bardziej zaprzyjaźnieni pytają, co mi odpowiada w tym porządnym, momentami aż do bólu, dla niektórych pompatycznym i nudnym mieście? No właśnie, że jest porządne do bólu, pompatyczne, ale wcale nie nudne:)
A serio- przede wszystkim takie drobiazgi, które znajomi, sąsiedzi uważają za normalne, a mnie nadal cieszą. Należą do nich m.in. super czysta, krystaliczna i pyszna woda, taka kranówa zwyczajna, która pochodzi z pobliskich Alp. Woda nie jest w Wiedniu chlorowana, jest ozonowana i o wiele lepsza niż ta butelkowana. Woda jak wspomniałam pochodząca z alpejskich źródeł po 36 godzinach bez udziału pomp trafia do domów. Dziecko pisało ostatnio referat, stąd wiem:)
Jak woda, to i jeden z kultowych wiedeńskich napojów, czyli kawa. I nie, nie, nie w sieciówce, chociaż różne takie wynalazki serwujące w plastikowych kubeczkach też mamy. Wiedeńska kawa musi być wypita z całym namaszczeniem, przy kawiarnianym stoliku, niespiesznie, z  filiżanki. I o właśnie. Kawiarnie wiedeńskie są cudowne. Pomijam fakt, że stosunek ceny kawy do zarobków jest ok, normalnie pracującego człowieka (jak ja) stać na wypicie kawy w kawiarni bez zastanawiania się, czy nie lepiej kupić za tę kwotę kurczaka na obiad. Przy jednej kawie można w wiedeńskiej kawiarni siedzieć godzinę- dwie-trzy, czytać gazetę, patrzeć za okno, obserwować ludzi. Kelner nie podchodzi co kilkanaście minut z pytaniem...czy coś jeszcze podać.
Poza tym czystość. Pomijam brak psich kup na trawnikach czy chodnikach, ale także brak śmieci, butelek, brak plujących i chodzących lewą strona chodnika ludzi.
Zieleń w ogromnej ilości, parki, trawniki, Lasek Wiedeński okalający miasto z 2 stron, winnice, piękne klomby, aż miło się oddycha. Doceniam to tym bardziej, iż mieszkam w jednej z dzielnic, która znajduje się w obrębie Lasku Wiedeńskiego. Mam świeżo, wiosną pachnąco, zielono.

Kocham jazdę rowerem i doceniam, iż w mieście jest 1174 km tras rowerowych.
Ludzie szanują siebie, swoje zdrowie, powietrze w koło. 
Śmieci od lat są segregowane (statystyczny mieszkaniec produkuje rocznie ok. pół tony śmieci) i nie ma wysypisk odpadów. Prawie wszystkie śmieci są przetwarzane w super nowoczesnych zakładach obróbki termicznej odpadów.
Nikt nie pali śmieciami. Za palenie śmieciami są niebotycznie wysokie kary i o dziwo te kary tu się egzekwuje, nie są one martwym przepisem. Podobnie jest z wyrzucaniem śmieci do lasu, co w Polsce nadal jest plagą. 
Jedna sprawa to szacunek dla siebie, otoczenia, przepisów. Pod względem tych ostatnich, niektórzy Austrię uważają prawie za państwo policyjne. Mnie to akurat odpowiada. Ale jest to także kwestia mentalności. Widzę, czego i w jaki sposób uczą się w szkołach moje dzieci. Polski program, system nauczania niektórych rzeczy, przedmiotów musi się jeszcze bardzo zmienić.
O szacunku do siebie nawzajem wspomniałam. Większość moich znajomych w  Polsce, także mój mąż, śmiała się od lat, że mam taki ...poniemiecki charakter, pewnych rzeczy nie toleruję, jestem odtąd dotąd, nienawidzę np. spóżniania. Pod względem tej ostatniej cechy jestem w raju:) Austriacy nade wszystko cenią punktualność, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, przestrzeganie zasad i bezpieczeństwa pracy Także takie nasze BHP jest tu świętością. Moje "pracowe:)" koleżanki, które jakiś czas temu zaprosiłam do domu na kawę były w szoku, bo oprócz owej kawy dostały także obiad, ciasto etc. Tu jak zaprasza się na paluszki, czy herbatę to to właśnie się dostanie. Przynajmniej w tym środowisku,w  którym ja się obracam. Trochę mi brak tej polskiej gościnności, ala zastaw się, a postaw. Ale nie można mieć wszystkiego.
A pensje, oczywiście ich wysokość jak wszędzie zależy od wykonywanego zawodu. Ustawowy czas pracy podobnie jak w Polsce, 8 godzin dziennie i 40 tygodniowo. Płace w wielu branżach są regulowane austriackim Kollektivverträge. Austriaccy pracodawcy raczej nie płacą poniżej określonych stawek, boją się kar.Chociaż oszuści wykorzystujący okazję zdarzają się w Austrii także, jak wszędzie.
Faktem jest, że stosunek pensji, wynagrodzenia, do cen, kosztów życia, jest o niebo lepszy niż w Polsce. Siła nabywcza pieniądza jest nieporównywalna. Nie przeliczam euro na złotówki, bo to nie ma sensu, liczę zawsze 1:1. Za 100e w Austrii kupię więcej niż za 100 zł. w Polsce.
Niebotyczna ilość możliwości spędzenia wolnego czasu- galerie, kina, teatry, koncerty, imprezy na wolnym powietrzu, festyny,  mnóstwo basenów z tanimi kartami miesięcznymi, łaźnie, sauny, w starych, pięknych obiektach. W centrum miasta mamy plażę, piękną, piaszczystą nad Dunajem. Bardzo popularnym miejscem wypoczynku jest Wyspa Dunajska. Ma ona bodajże 21 km długości i do 210 m szerokości. Z racji dłuuugości i małej szerokości, nazywana bywa Wyspą Spaghetti:). Na wyspie znajdują się liczne bary, restauracje i kluby nocne. Jest również dobrym miejscem do jazdy na rowerze, rolkach, pływania na kajakach. Są tam także liczne plaże, także dla naturystów.
W Wiedniu istnieje ponad 100 muzeów. Znakomite wystawy światowego formatu doskonale się prezentują obok całkiem małych, oryginalnych.
Wiedeń promuje się także jako oaza nowoczesności. Jakością i różnorodnością wystaw konkuruje z Londynem, Paryżem czy Berlinem.Przykładem rewelacyjnej inwestycji ostatnich lat jest MQ, czyli Dzielnica Muzealna. Jest ona jednym z dziesięciu największych na świecie areałów przeznaczonych na potrzeby sztuki. Powstała w dawnych cesarskich stajniach, gdzie jeszcze Franciszek Józef trzymał swoje koniki. Znajdują się tam rewelacyjne muzea, np. Muzeum Sztuki Nowoczesnej, wiedeński oddział Muzeum Ludwiga, Muzeum Leopoldów, Hala Sztuki i Centrum Architektoniczne. Inne instytucje w MQ:  Muzeum dla Dzieci ZoomDesignforum, Teatr dla dzieci i powierzchnie eksperymentalne dla inicjatyw kulturalnych.
Muzeum Leopoldów źródło kultur-online.net
Życie nocne w Wiedniu jest w czym wybierać:), a poza tym wracając do domu po zmroku czuję się bezpieczniej niż w mojej rodzinnej Łodzi. W mieście jest mnóstwo małych i dużych klubów, lokali i barów,  restauracji, kafejek, w których znajdziemy atmosferę i muzykę pod każdy gust.
Doskonała komunikacja publiczna. Ja do pracy często jeżdżę metrem, szybciej, spokojniej, mogę wtedy poczytać, chociaż jadę zaledwie 10 minut (autem ok. 20-25 minut), a poza tym dużo taniej. Roczny bilet na metro kosztuje 365 e, czyli 1 euro dziennie. Od piątku do niedzieli metro jeździ całodobowo. To ukłon w stronę mieszkańców, ale i turystów, z których miasto w dużej części żyje.
Dużo osób korzysta z nowoczesnego systemu wypożyczania samochodów, tzw. carsharingu. Wystarczy mieć kartę z czipem, by na jednym z 50 parkingów, m.in. przy dworcach i lotnisku, wypożyczyć samochód elektryczny lub małolitrażowy.
Przed Operą czy Ratuszem wieszane/stawiane są wielkie telebimy, a przed nimi ławki, leżaczki (w zależności od pory roku). Na telebimach można oglądać za darmo przedstawienia mające miejsce w Operze/Teatrze, lub relacje ze światowych wydarzeń kulturalnych. 
Miasto jest bardzo uporządkowane, ma czytelny układ ulic, niską zabudowę, w przeciwieństwie do wielu światowych stolic, brak tu wielkich drapaczy chmur. 
Centrum Wiednia, źródło APA
W mieście rozpoczął się okres przedświąteczny, ruszają Jarmarki Bożonarodzeniowe, miasto pachnie choinką, pieczonymi kasztanami, ponczem, w tle słychać kolędy i Straussa (jego słychać przez cały rok). Nad Dunajem nie cichnie muzyka nawet w adwencie.
Multukulti, jak mówią sami Wiedeńczycy. Czyli miasto jest wielokulturowe, tolerancyjne, chociaż to już zaczyna wielu, ba większości wychodzić przysłowiowym bokiem. Liczne mniejszości narodowe dodają miastu kolorytu,. to fakt. Ale gdy ilość wyznawców chrześcijaństwa, jest niewiele większa od wyznawców islamu, gdy publicznie są głoszone plany budowy prywatnej szkoły dla wyznawców Mahometa etc, to mieszkańcy zaczynają powoli się burzyć. 
Wiedeń jest bardzo tolerancyjny dla ludzi żyjących inaczej, różnych mniejszości, także seksualnych. Stolica Austriijest kulturalną stolicą roku dla podróżujących homoseksualistów. 80000 użytkowników przewodnika GayCities.com w głosowaniu online przyznało miastu pierwsze miejsce w kategorii Culture Hub. Pod koniec stycznia 2014 roku opublikowano wyniki rankingu Best of GayCities 2013. Wiedeń otrzymał 34% głosów.
źródło wikipedia.org

W Wiedniu mieszka oficjalnie 1,776.915 osób, prawie jedna trzecia mieszkańców to obcokrajowcy. Ja zaliczająca się do owej 1/3 potwierdzam, żyje się fenomenalnie. Ale co mnie zadziwia, mieszkańcy miasta nie potrafią w pełni docenić tego co maja. Może tak to już jest, że pewne rzeczy, do których jesteśmy przyzwyczajeni dla innych są rewelacyjne, dla nas normalne, oczywiste.
Miasto ma też swoje mroczne strony, ale o tym innym razem:) 
To sobie popjałam trochę:) 
Wiedeńskie impresje tutaj (klik).