sobota, 25 października 2014

Władca liczb

Wydawnictwo Znak, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Władca liczb to szósta część serii z Edwardem Popielskim w roli głównej. Popielski to fikcyjny bohater cyklu powieści kryminalnych Krajewskiego, m.in. Erynie, Liczby Charona. Ilość przeczytanych tomów sprawia, iż w sumie wiem, czego po kolejnej książce się spodziewać. Bo Krajewski nie wprowadza nic nowego, nie funduje czytelnikowi rewolucji, ale paradoksalnie dzięki temu książki z Popielskim czyta się doskonale, sięgając po nie z sentymentem i ciekawością oraz pewnością, iż nie będzie to czas stracony.
Tym razem Popielski dostaje do rozwiązania sprawę banalną, na pierwszy rzut oka wręcz uwłaczającą jego możliwościom. Jednak niespodziewanie wszystko zaczyna się komplikować i to w tempie ekspresowym, a całość jak to u Krajewskiego wiąże się z przeszłością, teraźniejszością i historią Wrocławia. Pojawiają się trzy zagadkowe samobójstwa, tzw. kombinowane. Każdy samobójca wykazuje się wyjątkową pomysłowością i mnogością użytych środków. Nie ma w zasadzie szansy, żeby przeżył. Jak okaże się w toku prowadzonego dochodzenia, każde z samobójstw było majstersztykiem, ale w zakresie zabójstw, każde zostało dokładnie zaplanowane i perfidnie wykonane. Pojawia się także on, zły, tytułowy Władca Liczb. Czy to on stoi za w/w samobójstwami? Popielski musi działać, ale jednocześnie wykazać się sporą dozą wiary w to co nieracjonalne oraz umiejętnością wniknięcia w świat liczb.
Całość historii jest niebywale skomplikowana i rozbita na trzy ramy czasowe. Początek historii to rok 1956, sprawa zostanie ukazana 19 lat póżniej, a rozwiązana w 2013 roku przez syna Popielskiego. Dzięki takiemu zabiegowi napięcie jest umiejętnie przez autora dawkowane, akcja podkręcona, a my dostajemy wiele śladów, dzięki którym powinniśmy sami dojść do sedna historii, intrygi (wszak niektóre fakty poznajemy szybciej niż Popielski), ale nic z tego.
Władca liczb to dobra książka, chociaż część współczesna ma kilka słabszych momentów. Jednak całościowo z ręką na sercu przyznaję, iż Krajewski i Popielski nadal trzymają poziom. Gwarantuję, iż w trakcie lektury nie będziecie się nudzić. Marek Krajewski po raz kolejny stworzył inteligentny, zmuszający do myślenia kryminał z obrazami magicznego Wrocławia w tle. 


6 komentarzy:

  1. Krajewskiego przeczytałam 2 książki i jakoś się urwało. Dla mnie pisze ciężko, ale mimo wszystko zajrzę do jego innych publikacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałem jeden kryminał Krajewskiego, ale styl tego pana do mnie nie trafia. A przynajmniej nie na tyle, bym był w stanie wykładać pieniądze na kolejne jego tytuły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie też nie trafia. Trafia za to do mojego męża:)

      Usuń
  3. O tej książce słyszałam już co najmniej raz. Różnie jest oceniana. Nie pozostaje mi nic innego jak samej się przekonać o jej wartości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też niedawno czytałam "Władcę liczb" i jak zwykle mi się podobało... Wiem, że Krajewski nie każdemu się podoba, ale ja mam słabość do jego prozy i nic na to nie poradzę :-) Tym bardziej, że w tym tomie o Popielskim jest jakoś mniej obrzydliwie, bardziej elegancko. No klasa, po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie przepadam za Krajewskim. Próbowałam, na prawdę próbowałam i nie daję rady. Za to mój mąż jest wielkim fanem twórczości tego autora.

      Usuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.