Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiętnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiętnik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 października 2012

Pocztówki z Kresów przedwojennej Polski. - Piotr Jacek Jamski

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka twarda, 284 s., Moja ocena 6/6
Zakochałam się w tej książce bezwarunkowo i to od pierwszej strony..
Zachwyciły mnie zarówno doskonałe, najwyższej klasy wydanie, jak i niebanalny pomysł.
Kresy fascynują wiele osób, w końcu nie tak dawno to były jeszcze polskie ziemie. Wiele osób wspomina te tereny z sentymentem, wiele chciałoby je poznać.
Piotr Jacek Jamski wpadł na doskonały pomysł przedstawienia Kresów w sposób niezwykły, w postaci korespondencji anonimowego polskiego inżyniera, który wyjechał w celach służbowych z Wielkopolski na Kresy Wschodnie. Wyjazd ten miał miejsce w lata 1932-39. Z racji wykonywanego zawodu inżynier odwiedza wiele miejsc, a z każdego z nich wysyła swojej ukochanej córce pocztówkę. Po kilku latach zbierze się ich całkiem pokażny stosik, który w formie barwnej opowieści i kolażu prezentuje nam autor książki. 





W pocztówkach... inżynier opisuje ciekawe miejsca wszystkich kresowych województw, w których przebywał: wileńskiego, nowogródzkiego, białostockiego, poleskiego, wołyńskiego, lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego. 
Razem z naszym narratorem (bo tak trzeba potraktować inżyniera) i jego rodziną (adresatami pocztówek) poznajemy znane i mniej znane zakątki Kresów, poznajemy miejsca niezwykłe, magiczne, także takie, które na początku XXI w. niestety już nie istnieją. Pod tym względem książka jest swoista kroniką Kresów, studium zarówno historycznym, jak i obyczajowym. Zwiedzamy wspaniałe zakątki, ale bierzemy także udział w meczu piłkarskim, kosztujemy wspaniałe płody rolne, które na myśl mnie osobiście przywiodły to, co dawno temu mogłam jeść w gospodarstwie moich ukochanych dziadków – świeże mleko, masło, opyszny, chrupiący chleb, soczyste owoce, nie to co teraz...aż się łezka w oku kręci.
Ale podróż z anonimowym inżynierem, to przede wszystkim niesamowita okazja do zwiedzenia miejsc związanych z polską literaturą oraz jej twórcami. Gościmy m.in. w Czombrowie, który uchodzi za pierwowzór literackiego Soplicowa. Mieszkańcy miejscowości opowiadali inżynierowi, że Adam Mickiewicz często bywał w czombrowskim dworku należącym do rodziny Karpowiczów. Gościmy także w dworku Mickiewiczów w Nowogródku. Zatrzymujemy się nad Jeziorem Świteź. Zwiedzamy Krzemieniec, gdzie mieściło się słynne liceum, do którego uczęszczał Juliusz Słowacki.
Zwiedzamy Brzeżany i znajdujący się tam dawny zamek Sieniawskich, w którym w jednej z kościelnych kaplic znajdują się nagrobki rycerzy. Jest to mauzoleum rodu Sieniawskich, jeszcze sprzed potopu szwedzkiego. 
Odwiedzamy także Bohatyrowicze, gdzie rozgrywa się akcja powieści Elizy Orzeszkowej Nad Niemnem. Wyjątkowo ciekawym miejscem na szlaku podróżniczo-służbowym inżyniera, są Hryczyńskie Bagna. Wg. miejscowych legend to właśnie tam ostatnie lata życia, po wygnaniu z Wiecznego Miasta, miał spędzić rzymski poeta Owidiusz (stąd m.in. miejscowy pagórek nazwano Górą Owidiusza). 

Bardzo duże wrażenie na inżynierze zrobiła Żółkiew – miasto silnie związane z polską historią, założone przez hetmana Stefana Żółkiewskiego.
Wymienione przeze mnie miejsca to tylko niewielki fragment z wędrówek polskiego inżyniera.
Cennym ich uzupełnieniem są pocztówki, które wysyłał córce. Pocztówki o tyle wartościowe, iż przedstawiające przedwojenne miasta takie jak: Wilno, Lwów, Stanisławó, Druskienniki, Żabie i inne kresowe miasta, maisteczka i zakątki. Wszystkie pocztówki są w sepii lub biało-czarne i idealnie wpasowują się w klimat ksiażki i inżynierskiej opowieści.
W książce oprócz opisów odwiedzanych miejsc możemy odnaleźć także wiele anegdot, przypowiastek, wtrąceń o miejscowych obyczajach, które dziś nam ludziom XXI w. mogą się niekiedy wydawać dziwne, ale stanowiły i stanowią o przebogatym dziedzictwie tamtych ziem.
Z relacji inżyniera przebija wręcz fascynacja ludźmi z tych terenów, ich kulturą, dniem codziennym. 
Co mnie zaciekawiło, to fakt, iż samo słowo kresy odnajdujemy w relacjach inżyniera ze 2-3 razy. Można więc uznać, że tereny te przez ówczesnych Polaków traktowane były, jako  rdzennie polskie, jako integralna część naszej ojczyzny. 
Ciekawym jest także śledzenie zmian, które zachodzą w samym inżynierze. Początkowo żałował, że musiał opuścić rodzinne strony dla pracy i był zdziwiony odmiennością kresowej mowy, ubioru, zachowania. Z biegiem czasu, żyjąc na wschodnich rubieżach II Rzeczpospolitej przeżywa fascynację terenami, które odkrywa i opisuje.
W książce mamy 100 relacji. Pocztówki, które są ich integralną częścią, ułożone są wg klucza topograficznego, z podziałem na istniejące przed II wojną światową województwa.  Wszystkie pocztówki opatrzone są nazwą opisywanej miejscowości, datą widoczną na stemplu pocztowym. 

Pocztówki z Kresów.... w magiczny sposób przenoszą nas w wyjątkowe miejsca, które cały czas z sentymentem wspominają miłośnicy II Rzeczpospolitej.
Serdecznie zapraszam was do świata inżyniera, świata, którego niestety w przeważającej części już nie ma.
Nadmienię jeszcze, że książka jest doskonała pod względem edytorskim – twarda oprawa, piękny papier, szycie, wspaniałe ilustracje (które prezentuję wyżej), a jako dodatek niezwykle wartościowa treść, to wszystko sprawia, że książka Piotra Jacka Jamskiego powinna znaleźć się w każdej biblioteczce i z pewnością wszystkich zachwyci, a dzięki doskonałemu wykonaniu służyć będzie przez długie lata i może być doskonałym pomysłem na prezent.

czwartek, 6 września 2012

Pamiętnik i inne pisma z getta - Janusz Korczak

Wydawnictwo WAB, Okładka twarda z obwolutą, 304 s.

Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali, 

ale po to, abym ja działał i kochał.
Nie obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka.

Po raz pierwszy nie przyznam książce żadnej oceny. Pamiętniki....wymykają się bowiem jakiejkolwiek klasyfikacji, ocenie. Po raz pierwszy z pamiętnikami Janusza Korczaka zetknęłam się kilka lat temu. Przypominam sobie, że zaprzyjaźniona pani bibliotekarka poleciła mi niepozorną, zniszczoną książeczkę. Wypożyczyłam ją zupełnie  bez przekonania, rozpoczęłam lekturę i …. do dziś jestem pod niewyobrażalnym wręcz wrażeniem, jestem oczarowana, zadziwiona, wzruszona i jednocześnie pewna, że niewiele było i jest na tym świecie osób, które mogłyby równać się z Korczakiem.
O życiorysie Starego Doktora pisałam tutaj,więc nie będę powtarzać wiadomości. Chciałabym skupić się krótko na książce. Dlaczego krótko? A dlatego, że tej pozycji nie da się  opisać, zrecenzować, trzeba ja odkryć samemu.
Drugie moje spotkanie z Pamiętnikami...było mniej odkrywcze niż pierwsze, ale równie emocjonalne. Książka przywędrowała do mojego domu kilka tygodni temu i co jakiś czas przeglądałam ją, czytałam fragmenty...
Janusz Korczak  przedstawia w Pamiętnikach... bieżące wydarzenia, wspomnienia i swoje  refleksje z życia Domu Sierot i z horroru, jakim było życie w warszawskim getcie. Wydawnictwo WAB spisało się na medal, ponieważ książka ta jest pierwszym tak pełnym wydaniem. Wzbogacona została m.in. o rozmyślania pesachowe, wspomnienia, przypowieści, anegdoty, teksty do gazetki Domu Sierot, zapiski o Głównym Domu Schronienia, sprawozdania wychowawcze i gospodarcze.
Wszystkie teksty zawarte w wydanym przez WAB. tomie powstały w 1942 r., co oznacza, że pisane były na kilka miesięcy przed likwidacją getta. Takiego, a nie innego wyboru pism Korczaka dokonał Jacek Leociak. Efekt, jaki dzięki temu udało mu się osiągnąć jest porażający. Korczak prowadzi nas przez świat, który zmienił się o 180 stopni, stanął na głowie, świat, którego nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. 

Ponieważ mamy w domu sporą kolekcję książek dot. II wojny światowej, sporo pozycji to także opisy, pamiętniki, relacje dot. zagłady w obozach koncentracyjnych i gettach. Jednak mimo wcześniejszej lektury innych pozycji, Pamiętniki... Korczaka zrobiły na mnie ogromne wrażenie, wrażenie, którego nie da się opisać. Korczak mimo niewyobrażalnie trudnych warunków, szalejącej wokół wojny, świadomości, że w każdej chwili może zginąć, czyni wiele, bardzo wiele dobra wokół siebie oraz zmaga się z wszechobecnym złem , m.in. złodziejami pracującymi w szpitalu dla dzieci, domaga się powszechnej dostępności środków usypiających, tworzy autorski projekt umieralni dla dzieci, dba o dzieci i kocha je, tak po prostu i zwyczajnie je kocha.
Bardzo poruszyły mnie opisy życia w getcie i codzienności w nim. Np. leżące na ulicy ciało małego dziecka zapakowane w papier i przewiązane sznurkiem. Samo to jest okrutne i nieludzkie, ale uwagę Starego Doktora przyciąga pewien szczegół: wystające z pakunku małe palce dziecięcej stópki...
Pewnego dnia w Domu Sierot kilkuletni chłopiec, kładzie na poduszce innego – dopiero co zmarłego  - chłopca chleb z marmoladą. Zapytany, czemu to robi, przecież chłopiec nie żyje, ten odpowiada tylko Bo to jego porcja, co Korczak komentuje: Uczciwość nie rozumuje. Prawdziwa uczciwość jedno wie: to moje to nie moje. Nie ruszam tego, co nie moje. Oddaję, co jego.
O innych poruszających fragmentach nie będę pisać, ponieważ musiałabym umieścić tutaj  prawie całą książkę.
Pozycja składa się z dwóch części. 

Pierwszą część niezwykle starannie wydanego tomu stanowi właśnie pamiętnik z getta: obok tekstu pojawiają się również zdjęcia, reprinty stron przepisywanego na maszynie diariusza i rozmaitych dokumentów. 
W drugiej części widnieją tytułowe inne pisma. Jest tu m.in. testament Korczaka, i komentarze dot. wysyłanych do urzędów listów (a także odpowiedzi bądź ich braku - to ostatnie najczęściej). Korczak  uskarża się w tej części także na bezsilność, na którą nic nie może poradzić. 
Poznajemy także plany Korczaka i jego marzenia, których niestety nie zdążył już zrealizować.
W trakcie lektury automatycznie nasuwały mi się pytania.

Jak można być takim człowiekiem? Jak można pisać pamiętnik i tak się poświęcać dla innych będąc za murami getta? Jak w ogóle pisać o takich potwornościach? Dlaczego człowiek w sytuacji granicznej, jaką bez wątpienia dla Korczaka było getto i perspektywa śmierci,  podejmuje decyzję o pisaniu? Czy chodziło tylko o przekazanie potomnym opisu zła, okrucieństwa i oczekiwania na nieuniknione?
Jedno jest pewne, to jeden z najważniejszych polskich pamiętników XX w.
Pamiętnik i inne pisma z getta Janusza Korczaka zbliżają do tej tajemnicy, o jakiej napisał Czesław Miłosz w wypowiedzi, cytowanej na skrzydełku obwoluty książki: Skromny w swych sądach o wszechświecie, głęboko przywiązany do zasad etyki bez sankcji, ukazuje nam także zagadkę, rzeczywiście nadludzkiej siły miłości.

Co ja mogę jeszcze dodać? Nic. 


Znacie ulicę Smoczą. Taka była jak zawsze. Tylu ludzi - tłoczą się - śpieszą się - kłócą się i targują - wykrzykują, co ma kto na sprzedaż: ten kartofle, ten papierosy, ten garderobę, ten cukierki.
A piękny chłopiec cicho, bardzo cicho, najciszej - leżał na śniegu, leżał na białym, leżał na czystym białym śniegu.
Obok niego stała matka i powtarzała raz po raz: - Ludzie, ratujcie. To była z pewnością jego matka. - Tylko te dwa słowa - i nie krzyczała - powtarzała wyraźnym szeptem tylko to i nic więcej: - Ludzie, ratujcie, ludzie, ratujcie.
A ludzie przechodzili, nikt go nie ratował - nie robili nic złego, bo ratunek nie był mu już potrzebny.
Leży cichy i taki pogodny, tak jasny na białym śniegu.
Usta ma uchylone, jakby uśmiechał się - nie zauważyłem, jakiego koloru wargi, ale chyba różowe. I zęby białe.
I oczy ma uchylone, a w jednym oku, w samej źrenicy - mała iskierka, chyba gwiazdka najmniejsza z małych - świeci gwiazda.
- Ludzie, ratujcie, ludzie, ratujcie.

(fragment maszynopisu Dwie trumny, zima 1941/1942)

wtorek, 8 maja 2012

Niebo nad Maralal. Moje życie u boku wojownika Sumburu - Christina Hachfeld - Tapukai

Wydawnictwo Telbit, Okładka miękka,383 s., Moja ocena 5-/6
Autorka jest Niemką żyjącą wcześniej w Hannoverze. Po śmierci ukochanego męża postanawia odprężyć się, chociaż na chwilę zapomnieć o tragedii, jaka ją spotkała. Podczas wycieczki do malowniczej Kenii spotyka mężczyznę, z którym z upływem dni czuje się coraz silniej związana. Rodzi się między nimi uczucie. Uczucie to jest niesamowicie silne. Christina kocha bezgranicznie Lpetati, on kocha ją i w sumie wszystko byłoby ok,  nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż on jest  wojownikiem jednego z żyjących na terenie Kenii plemion. Christine została jego żoną i zamieszkała w małej kenijskiej wiosce, odmieniając tym samym swoje życie bardziej niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. W Niemczech pozostali jej dwaj synowie, których regularnie odwiedza, a tym samym od ponad 18 lat mieszka właściwie w dwóch absolutnie różnych miejscach.
I tu rozpoczyna się właściwa akcja powieści. Zapewne większości z was przyjdzie zaraz do głowy słynna Biała Masajka. Od razu zaznaczam, że Niebo nad Maralal jest (wg. mnie) dużo lepsze i dużo bardziej  realistyczne od Białej Masajki, może przez to bardziej gorzkie, ale bardziej prawdziwe, uczciwe, przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Autorka kocha Lpetati, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę z dzielących ich różnic. Jeżeli mam być szczera, to zachowanie Christiny kilkakrotnie mnie zdziwiło, a niekiedy wręcz zszokowało.Ale od razu uświadamiałam sobie, że na takie, a nie inne postępowanie Christiny mają wpływ dwa czynniki: różnice kulturowe między Sumburu, a mieszkanką Europy oraz wielka miłość.
W trakcie lektury zdałam sobie sprawę ile rzeczy przyjmujemy za oczywiste, normalne, bez ilu nie wyobrażamy sobie życia. Autorka ukazuje także na czym polega wolność wojowników Sumburu (i im podobnych) a także na czym polega luksus życia w naszej cywilizacji. Przede wszystkim Sumburu nie muszą martwić się tak przyziemnymi problemami, jak rachunki. Mają za to inne problemy, o których my ani przez chwilę nie myślimy. Nie doskwiera nam zabójczy upał, brak wody, jedzenia. Szokowała mnie bieda Sumburu, a jednocześnie podziw wzbudzała ich niesamowita, aż kipiąca z nich radość życia i prostota ich życia. Ich życie jest inne, piękne, kolorowe. Niebo nad Maralal to jednak nie tylko studium kulturowych kontrastów i dyskusja, kto ma lepiej w życiu. To przede wszystkim książka o spełnianiu marzeń, życiowych zakrętach, wielkich zmianach, trudnych wyborach i miłości, a wszystko spisane przez dojrzałą kobietę, która (jak sobie uświadomiłam w trakcie lektury) wie czego na prawdę chce, a chce być ze swoim mężczyzną i jest z nim mimo wielu przeciwności, które ich przez lata spotkały i jeszcze na pewno spotkają. Pozazdrościć tak wielkiej miłości:).
Książkę mimo ponad 300 s., czyta się bardzo szybko.