środa, 20 czerwca 2012

Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów. - Ludwika Włodek

Wydawnictwo Literackie, Okładka twarda, 336 s., Moja ocena 5,5/6
Jest to jedna z tych książek, które czytam " w odcinkach", czyli co jakiś czas kolejny fragment. Czasami robię tak, bo tematyka danej pozycji jest zbyt trudna, ciężka, a czasami po prostu żeby dłużej przebywać z bohaterami:), nie udaje się to w przypadku powieści, kryminałów, ale w przypadku - dzienników, biografii, reportaży sprawdza się doskonale.
Jarosław Iwaszkiewicz, autor znany wydawało by się. Zmarł w 1980r., a więc nie tak dawno.
W związku z tym powinniśmy wiedzieć o nim dużo, ale czy tak jest naprawdę?
Ludwika Włodek w swojej książce udowadnia nam, że wcale tak nie jest mimo, iż do dziś zachowało się całkiem sporo pamiątek po pisarzu. Przede wszystkim liczna twórczość literacka. Poza tym listy i wspaniałe choć momentami kontrowersyjne dzienniki.
Sporo materiału, żeby poznać twórce, żeby poznać człowieka. Ale czy na pewno?
Autorka chcąc dokonać jakby rozliczenia z mitem pradziadka włożyła ogromna pracę w zgromadzenie materiału na książkę.
Przede wszystkim odbyła wiele podróży, ponieważ zarówno rodzina, jak i miejsca związane z Jarosławem Iwaszkiewiczem są bardzo rozproszone po świecie. Rozmawiała m.in. z wieloma członkami rodziny, odnalazła i zbadała bardzo dużą ilość różnorodnych materiałów związanych z Iwaszkiewiczem. Podróżowała nawet na Ukrainę do dalszej gałęzi rodu Iwaszkiewiczów. Zgromadzony w ten sposób materiał zebrała razem i stworzyła wspaniałą pozycję, którą bardzo trudno zaklasyfikować, ale która na pewno jest ważna i niezmiernie osobista.
To jest dosyć osobista książka. Wyszłam z założenia, że jak już piszę o rodzinie, to muszę napisać prawdę, a przynajmniej pokazać pewne rzeczy tak jak moim zdaniem to było. Ja właściwie nie piszę o swoim życiu, tylko o czyimś. Z drugiej strony są to jednak bliskie mi osoby, więc to wszystko razem było dla mnie trudne - mówiła autorka na antenie Polskiego Radia.
Ale to nie tylko książka o pisarzu, a także o ojcu, dziadku, mężu. Autorka opowiada nam przedwojenne losy rodziny na Ukrainie, wraca do historii rodzinnych prababci Anny, wspaniale opisuje nam mieszkańców Stawiska z czasów wojny i ich słynnych gości. Jednym z ukrywających się w majątku był m.in. Czesław Miłosz. 
Dom Jarosława Iwaszkiewicza w Stawiskach

Opowiada także o losach rodziny w czasach PRLu. Niezwykle barwny collage i przesympatyczna opowieść okraszona ogromną ilością rodzinnych fotografii.
Sporo dowiadujemy się także o samej autorce i jej rodzicach:
Gdy mieszkaliśmy z rodzicami na Stawisku, mama prowadzała mnie karmić pod portret Babuni Koczkodan. - Zobacz, jakie babunia ma piękne kwiaty, a jaki ma ładny kapelusz - mówiła, ja oniemiała z zachwytu otwierałam buzię, a wtedy mama ładowała mi łyżeczkę jakiejś papki. Niestety, nie zawsze karmienie odbywało się w tak kulturalny sposób. Różni ludzie, którzy widywali moją mamę przy tej nieszczęsnej czynności, do dziś wspominają, jak kompletnie wyprowadzona z równowagi, wrzeszczała do mnie: 'Jedz, ty mała kurwo!
Ponieważ rodzina była liczna, a i opisywana przez autorkę liczba bohaterów znaczna, bardzo dobrym pomysłem było dołączenie do książki drzewa genealogicznego Iwaszkiewiczów.
Co ważne autorka wzbogaciła dotychczas znane nam fakty z życia pisarza o wiele nowych oraz o wspaniałe, nikomu wcześniej nieznane anegdoty.
Mieliśmy w rodzinie kuzyna, który uchodził za takiego niezbyt inteligentnego, dosyć upierdliwego starego wujaszka. Był leśnikiem. Słynął z tego, że jak już kogoś sobie upatrzył, to zanudzał go na śmierć. I podobno kiedyś jak przyszedł w odwiedziny, to inny krewny usiłował wyjść innymi drzwiami żeby go nie spotkać. Kuzyn to jednak zauważył i rzekł: "Ha, przed okiem leśnika nie skryjesz się panie" – wspomina autorka
Ludwika Włodek przedstawia nam także „nowego” pradziadka. M.in. bez skrupułów opisuje jego wady oraz, jak niektórzy uważają wręcz poddańczą współpracę dla władz PRLu.
Jest to wspaniała opowieść nie tylko o znanym pisarzu, ale o całej rodzinie. Mimo wielu wad, czy postępków, które nam się mogą nie podobać, albo wydawać się co najmniej kontrowersyjne, opowieść jest naprawdę niesamowita.
Książkę określiłabym, jako opowieść o magicznym zjawisku, którym była rodzina Iwaszkiewiczów. Czasem – jak sama twierdzi- to zjawisko lśniło, czasem zachodziło chmurą wstydu, mroku, ale zawsze trwało. I niezależnie od kolei losu swoich przodków, autorka jest z nich niezmiennie dumna. To mi się w niej i w całej książce najbardziej podobało. Miałam wrażenie, że ta duma przebija z każdej kartki opowieści. I, że sam pisarz także był dumny ze swojej prawnuczki.
W końcu nie bez kozery napisał w dzienniku (…) Urodziła mi się dziś prawnuczka, Ludwika Włodek. Zadziwiające.
A pod koniec życia Jarosław Iwaszkiewicz napisał wiersz Do prawnuczki:
Ten kwiat, co leci w górze i wieje skrzydłami,
To motyl. Słowo obce, nie wiesz, co to znaczy,
Teraz nie am motyli. Ten jest jedynakiem.
Za chwilę może i jego nie będzie.
Nie myśl o tym. Patrz, niebo jest takie niebieskie,
Po niebie chmurki lecą, to jasne, to ciemne.
Słońce co rano wstaje, co wieczór zapada.
Świat będzie zawsze piękny, Ludko. I beze mnie.
I jak sama autorka przyznaje, Fajnie jest być prawnuczką Iwaszkiewicza.
A co rodziny pisze tak:
I nie dlatego ta rodzina jest dla mnie ważna, że to jego - słynnego pisarza - rodzina, tylko dlatego, że to moja rodzina. Też się zastanawiam, co we mnie jest z nich wszystkich. Raz odnajdywałam te podobieństwa z przyjemnością, innym razem ze smutkiem i zażenowaniem. Wgłębianie się w rodzinną historię było przyjemne, ale jednocześnie bolesne. Bo odkrywałam, że czasami wyglądała inaczej, niżbyśmy wszyscy chcieli ją pamiętać.
Wczoraj wcześniej wróciłam z pracy, okropnie bolała mnie głowa, ale gdy tylko zagłębiłam się w świat Iwaszkiewiczów poczułam się fantastycznie, przy opisach, anegdotach, przypowiastkach odpoczywa się wspaniale. Od przedwczoraj czytam thriller szpiegowski, ale na wczorajsze popołudnie i wieczór, odwiedziny u Iwaszkiewiczów były zdecydowanie lepszym wyborem niż perypetie CIA:).
Zachęcam do lektury książki, wtedy dowiecie się także dlaczego tak fajnie być prawnuczką znanego pisarza, nie tylko dlatego,  że Ludwika Włodek całe dzieciństwo chwaliła się, że ma sławnego pradziadka, a w szkole nauczyła się to pokrewieństwo perfidnie wykorzystywać. Zachęcam do lektury, tym bardziej, że nie jest to tylko i wyłącznie książka o sławnym pisarzu, ale także o jego rodzinie i czasach jemu współczesnych. 
Jarosław Iwaszkiewicz z Ludwiką Włodek.
 

11 komentarzy:

  1. Zdecydowanie wolę żonę p.Iwaszkiewicza, fakt że literacko to raczej znany i lubiany jest właśnie Jarosław Iwaszkiewicz za to dwie książki p.Anny{Hani} są tak pełne miłości do ludzi i zwierzat że pozostają od lat moimi ulubionymi. Z pewnością przeczytam, szczególnie,że jest jak twierdzisz sporo o rodzinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dużo i dużo a do tego niezmiernie ciepło zaserwowane - o oby prababciach:)

      Usuń
  2. Pamiętam, że przerabialiśmy jego ,,Ikara" w szkole. Podobał mi się. Po tę książkę jednak nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bardzo lubię Opowiadania Iwaszkiewicza. Na studiach miałam przedmiot, na którym bardzo fajna doktorka przybliżyła nam Iwaszkiewicza i jego twórczość, od tej strony drugiej strony. Uwielbiałam te zajęcia. Mam w domu chyba ze 3 wydania rożnych opowiadań i często do nich zaglądam. Nie wiem, czy miałaś okazję oglądać film Wajdy, na podstawie opowiadania Iwaszkiewicza "Tatarak"? Uwielbiam go, szczególnie, że gra tam K. Janda, którą uwielbiam. Życie Iwaszkiewicza było bardzo ciekawe i bardzo mnie zachęciłaś do tej lektury.
    Ps Ja również tego typu książki sobie dawkuję. Właśnie teraz po małym fragmencie czytam Biografię Szymborskiej i uważam, że takich książek nie da się czytać jednym cięgiem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tatarak oczywiście, że oglądałam. Janda to świetna aktorka.
      Teraz na mnie czeka biografia Igora Newerlego, ale lekturę zacznę dopiero po urlopie, czyli po 08 lipca:)
      Pisząc recenzję zastanawiałam się, czy lubisz Iwaszkiewicza i jakie masz o nim zdanie.

      Usuń
    2. Teraz dopiero przeczytałam swój komentarz i wstyd mi za ten styl. Ech wszystko ten pośpiech. Jejku to miło, że o mnie pomyślałaś pisząc o Iwaszkiewiczu. To dla mnie zaszczyt:)
      Życzę więc Tobie bardzo udanego urlopu i z niecierpliwością czekam na kolejne recenzje:)

      Usuń
    3. Urlop mam dopiero od 29.06 więc jeszcze kilka recenzji napiszę.

      Usuń
  4. Stosunkowo niedawno odkryłem Iwaszkiewicza - z lat młodości pamiętam wydane w serii Koliber opowiadania w zbiorku "Stara cegielnia", jakoś wówczas do mnie nie przemówiły - ale "niechcący" obejrzałem "Panny z Wilka" i zaczęło się :-). Na jego ocenie na pewno zaciążył serwilizm wobec władz i to "przykryło" np. jego postawę w czasie okupacji a i dorobek literacki. Nie ma co ukrywać, że nie każdemu się podoba - to trochę salonowa twórczość ale ma swój klimat, który mi się podoba. Po biografii M. Radziwona, który omijał niewygodne dla siebie tematy, trochę podejrzewałem L. Włodek o zapędy hagiograficzne ale kierując się tylko przeczuciem :-) - skoro jednak zapewniasz, że jest co najmniej ok to pewnie zaryzykuję :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jest ok, mam nadzieję, że tobie także się spodoba.

      Usuń
  5. Jakoś nie ciekawi mnie życie tego człowieka.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.