Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 maja 2015

Mario Vargas Llosa. Biografia - Tomasz Pindel

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 5,5/6
Mario Vargas Llosa, peruwiański noblista, niezwykły pisarz, którego książki uwielbiam czytać i do których wracam wielokrotnie. Wiedziałam, że tak niezwykły twórca musi mieć życie równie niezwykłe, adekwatne do pisanych przez niego książek. Nic wiec dziwnego, że lekturę biografii Peruwiańczyka rozpoczęłam z wielka radością, ale i równie wielkimi oczekiwaniami.
Obaj panowie - Llosa i Pindel (autor biografii) w pełni spełnili moje oczekiwania, i to aż w nadmiarze.
Tomasz Pindel zadał sobie wiele trudu żeby przedstawić sylwetkę nie tylko wielkiego pisarza, ale także człowieka, który prowadzi niezwykłe życie, włącza się czynnie w historie swojego kraju, a jego losy są od lat ściśle związane z historią Peru. Co ważne, Llosa, którego prezentuje nam biograf to nie tylko wielki pisarz, osoba włączająca się w historię swojego kraju, ale także zwykły człowiek, jak ja czy wy, człowiek ze swoimi smutkami, radościami, wadami, zaletami, pasjami. 
Wpływ na taki wizerunek pisarza miał sam autor książki, który rozmawiał nie tylko z samym pisarzem, ale także z jego rodziną, przyjaciółmi i wrogami i uzyskał pełen dostęp do osobistych archiwów pisarza w Peru. Książka, która w ten sposób powstała to ponad 400 stron pełnych Peru, pasji, namiętności we wszelkich jej przejawach, książek, czyli jednym słowem życia. A wierzcie mi, życie 79-letniego obecnie noblisty było i jest niezwykłe pod każdym względem.
Ogromną sztuką było przedstawić noblistę tak, żeby czytelnik go polubił, nie uważał ani za nawiedzonego bojownika o dobro ojczyzny, ani egzaltowanego pisarza. Pindelowi udało się to wybornie. Wszystkie informacje dot. Llosy podane są w arcyciekawy sposób, a przy tym ich ilość jest odpowiednio dobrana. 
Sprawne pióro biografa i niezwykle życie Llosy sprawiają, iż książkę czyta się w mgnieniu oka, niczym najbardziej fascynującą powieść. 
Po zakończeniu lektury jestem pod ogromnym wrażeniem zarówno życia i poglądów Llosy, jak i faktu jak obaj panowie (Pindel i Llosa) doskonale się zgrali tworząc duet iście idealny. Efektem tego zgrania jest ta wspaniała książka, do lektury, której gorąco zachęcam. 


czwartek, 8 stycznia 2015

Zakochany mnich. Biografia o. Leona Knabita

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 6/6
Bohater niniejszej książki, to o. Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca. Zna go chyba większość osób, ponieważ jest to jeden z najbardziej medialnych polskich zakonników. Medialny, na ogół to słowo źle się kojarzy z takim tanim szukaniem popularności. Mam jednak na myśli jak najbardziej pozytywne znaczenie tego słowa. Poprzez swoją obecność w mediach (moim zdaniem i tak zbyt rzadką) o. Knabit pokazuje nam o co tak na prawdę w życiu chodzi. Popularność zakonnika nie bierze się jednak z jego obecności w tv, a z ukochania ludzi. Ten niezwykle mądry, pogodny, sympatyczny człowiek wielokrotnie zadziwiał mnie, a niejednokrotnie zawstydzał swoim podejściem do życia. 
Tym bardziej z wielką radością sięgnęłam po niniejszą pozycję. I nie rozczarowałam się. Zakonnik wspaniale opowiada zarówno o sobie, jak i o życiu, które wcale nie było łatwe, o miłości do Boga, śpiewu, życia, ludzi i ogólnie o wszystkim co składa się na życie przez duże Ż. W książce nie ma ani grama pychy czy moralizatorskiego tonu. Cała opowieść potraktowana jest serio, ale i z lekkim przymrużeniem oka, a na pewno z ogromnym dystansem bohatera do samego siebie. 
Anegdoty z życia, opowieści o rodzinie, korzeniach, dzieciństwie przeplatają się z historiami z życia duchownego. O. Knabit nie epatuje religią, wiarą, wspomina o nich ot tak mimochodem. I to mnie także urzekło, jako osobę powiedzmy z mocno negatywnym nastawieniem do Kościoła.
Dużo w książce mądrych, często wywołujących uśmiech na twarzy zdań. 
Z powołaniem jest jak z GPS-em. Jest w nim program według którego idziemy. Ty masz być mnichem. Ty księdzem. Ty małżonkiem.
Bohater książki wymienia wiele ważnych osób, które odegrały w Jego życiu istotną rolę. Są wśród nich: o. Piotr Rostworowski, który w czasie wojny wielokrotnie przekraczał linię frontu, by z narażeniem życia wyspowiadać ludzi, ukrywał uciekinierów z Czechosłowacji, co przypłacił więzieniem; św. Jan Paweł II, którego o. Knabit znał już jako księdza Wojtyłę, a z którym znajomość w ogromny sposób wpłynęła na Niego samego i wielu innych.
Wspomina także o swoich mniejszych lub większych przywarach, jak chociażby bałaganiarstwie i związanych z tym zabawnych wydarzeniach. M.in. pewnego dnia, wiele lat temu, o. Knabit otrzymał notkę mającą mieć charakter delikatnego choc sugestywnego upomnienia. Jej autorem był opat Galiński. W tej notatce była następująca treść: Przy najbliższej okazji proszę w czasie komplety poklęczeć sobie za pozostawienie przez cały dzień celi w TAKIM stanie! Starokawalerstwa (przedwczesnego) tolerować nie mogę.
Zakochany mnich (żółty grzbiet) w otoczeniu innych biografii:)
Zakochany mnich to wspaniała, przezabawna, ciepła, sympatyczna i niezwykle mądra lektura. Jej bohater, sędziwy (26.12.2014 roku skończył 85 lat), pogodny mnich z Tyńca, który głosząc treści życiowe i ewangeliczne został blogerem 2011 roku (tak, prowadzi własny blog:):)) po raz kolejny mnie urzekł i sprawił, iż spotkanie z Nim zakończyłam z wieloma przemyśleniami i uśmiechem na twarzy oraz przeogromną masą pozytywnej energii.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Księżna Izabela Czartoryska - Katarzyna Maria Bodziachowska

Wydawnictwo Rytm, Moja ocena 5,5/6 
Główna bohaterka książki, Izabela z Flemingów Czartoryska, to postać niezwykła, silna, która zdecydowanie wyprzedziła swoją epokę, o czym wspaniale i z ogromną pasją opowiada Katarzyna Maria Bodziachowska. 
Izabela urodziła się 3 marca 1746 r. i nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Matka zmarła tuż po jej narodzinach. Przez dwa lata zajmowała się nią ciotka, która również zmarła. Co prawda był ojciec, ale on z kolei będąc doradcą króla Augusta III Sasa, nie miał dla swojego jedynego dziecka czasu. Opiekę nad dziewczynką przejęła babka ze strony ojca, osoba oschła, wyniosła, która nie ukrywajmy tego, z dziećmi powinna mieć niewiele wspólnego. 
W wieku zaledwie 15 lat Izabela wychodzi za mąż za księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego. Choć uważana za brzydką, szybko znalazła męża ze względu na olbrzymi posag, jaki jej towarzyszył. Małżonkowie zamieszkali  w pałacu w Puławach. Przeżyli razem 62 lata chociaż absolutnie nie łączyło ich żadne głębsze uczucie. Ot małżeństwo interesów, majątków, nazwisk, czyli takie, jakich w owych czasach było wiele. Mieli piątkę dzieci, z których najprawdopodobniej tylko jedno było dzieckiem pana męża. Izabela słynęła bowiem z romansów, ale nie tylko. Przyszła księżna początkowo nieśmiała, niedouczona z biegiem czasu ewoluuje, staje się jedną z najbardziej znanych kobiet swoich czasów, interesującą się dosłownie wszystkim, przyjaciółką ostatniego króla Polski, którego nawet broniła, gdy reszta rodaków szczerze go po 1. rozbiorze znienawidziła. Była muzą artystów, mecenaską sztuki, mieszkającą w wielu miejscach Europy, kobietą niezwykle silną na pozór, choć w głębi duszy delikatną, nadal pełną kompleksów, ale także budzącą zgorszenie swoimi licznymi romansami. 
Autorka książki we wspaniały sposób opowiada historię Izabeli ukazując ją ze wszelkimi jej wadami i zaletami. Znosimy fochy Izabeli, jej wahania, humory, brniemy przez pierwsze bale i kolejne romanse, podróżujemy od coraz wspanialszego pałacu w Puławach, poprzez całą bez mała Europę. Na kartach książki obok głównej bohaterki i jej rodziny przewijają się najważniejsi ludzie epoki - Rembowski, Karpiński, Szymanowski, Zabłocki, Niemcewicz, czy Krasicki oraz wielu ówczesnych polityków. Wszak mąż Izabeli, Adam Kazimierz zajmował się szeroko pojętym mecenatem, był osobą znaną, bogatą, utytułowaną.
Dodatkowym atutem jest wierne oddanie realiów epoki oraz umiejętne wplecenie w opowieść niełatwego skądinąd fragmentu naszej historii. Wszak okres, w którym przyszło żyć Izabeli, to czas Sejmu Wielkiego, rozbiorów Polski, wojen napoleońskich, Powstania Listopadowego. Wydarzenia te za każdym razem wdzierają się w życie Izabeli. Autorka jednak tak umiejętnie dozuje i serwuje nam fakty historyczne, iż absolutnie nie odczuwamy ich ciężaru. Są one tłem dla losów głównej bohaterki i jej rodziny. 
Jednak najciekawiej są ukazane wg. mnie dwie kwestie. Pierwsza, to nasze polskie społeczeństwo i piekiełko, ze wszystkimi przywarami, tym z czego niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu słynęliśmy w owym czasie, które na tle historycznej zawieruchy nie wypadają dobrze. Drugą kwestią jest sama Izabela, a właściwie jej przemiana od odsuwanego na dalszy plan dziecka, poprzez niezbyt urodziwą nastolatkę, zdradzającą żonę, panią domu prowadzącą dom otwarty, aż po zagorzałą patriotkę walczącą o sprawę polską, mecenaskę sztuki i założycielkę pierwszego w Polsce muzeum. 
Książka napisana jest w arcyciekawy sposób, a przy tym niezwykle pięknym językiem, co jest jej dodatkowym atutem. Pisarce tak udało się ukazać postać bohaterki, iż od pierwszej strony nie pozostajemy wobec niej obojętni. Izabela Czartoryska, kobieta o wielu twarzach, zmienna jak kameleon, ożyła za sprawą Katarzyny Marii Bodziachowskiej. 
Gorąco zapraszam do lektury. Warto sięgać po książki historycznej, warto poznać pozycje mało reklamowane i warto dać szansę mało znanym autorom. Można trafić na niezwykłą perełkę. 
Niecierpliwie czekam na kolejną książkę autorstwa Katarzyny Marii Bodziachowskiej, która urzekła mnie pasją, dogłębnym zbadaniem tematu i pięknym językiem.  

poniedziałek, 28 lipca 2014

Zakochany Einstein. Życie z Milevą

Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 5/6
Alberta Einsteina kojarzą chyba wszyscy, jego żonę Milevę - niewielu. A była ona wyjątkową kobietą, o czym mogą świadczyć dzieje tego niezwykle burzliwego związku, jak i fakt, że Mileva była jedną z pierwszych kobiet studiujących na politechnice w Szwajcarii, na wydziale matematyki i fizyki. Oprócz niej przyjęto tam tylko pięć kobiet. Oboje nietypowi, tak różni od otaczających ich ludzi, oboje niesłychanie inteligentni i z gwałtownymi charakterami. 
Poznali się na wykładach z fizyki. Einstein miał wtedy 17 lat. Ich związek od samego początku był trudny. On był niemieckim Żydem, ona Serbką. W tym okresie miedzy Niemcami i mieszkańcami Bałkanów istniały bardzo napięte stosunki. Ich związek początkowo zrodzony na koleżeńskiej zażyłości, rozwijał się przez ponad 2 lata. Rodzice obojga bardzo odmiennie patrzyli na tę parę. Matka i ojciec Milevy uważali, że córka i tak nikogo innego nie znajdzie  z powodu swojego kalectwa (miała jedną nogę krótszą), wiec dobry i niemiecki Żyd. Z kolei rodzice Alberta byli temu związkowi od początku przeciwni. Raz, że Serbka, a do tego nie Żydówka, dwa ułomna fizycznie, a po trzecie o 3,5 roku starsza od niego. Na przekór wszystkiemu ich związek trwa. A zgorszenie sięga zenitu, gdy Mileva rodzi nieślubne dziecko. Będąc 27-letnią panną z dzieckiem nie miała łatwego życia. obowiązki, niezadowolenie rodziny, przerwane studia. Jednym słowem - trudno było. Para zawiera związek małżeński w 1903 roku. Początkowo małżeństwo doskonale funkcjonuje. Oboje bardzo inteligentni, spędzają czas na dyskusjach o różnych problemach, spotykają się ze znajomymi. Jednak bardzo szybko sytuacja zmienia się. Piękna baśń nie mogła  trwać wiecznie i małżonków poróżniło twarde starcie z brutalną rzeczywistością. Mileva nie ma łatwo. Albert pracuje 6 dni w  tygodniu, a czas wolny zamiast rodzinie, żonie, na którą spadają kolejne ciosy, poświęca fizyce. Mileva jest w jeszcze gorszej sytuacji, niż gdyby była sama. Dodatkowo musi opiekować się całkowicie oderwanym od rzeczywistości mężem. 
Para przenosi się do kolejnych europejskich stolic, tam gdzie Albert dostaje ciekawsze propozycje pracy. Na arenie europejskiej zaczyna wrzeć, za pasem I wojna światowa, co nie pozostaje bez wpływu na Einsteinów. Każde z nich opowiada się po innej stronie. Efektem tych i wielu innych małżeńskich problemów jest rozwód w 1919 roku. Rozstanie z mężem, jego liczne romanse, zatonięcie Alberta w pracy przypłaciła wieloma chorobami, m.in. bardzo długim pobytem w klinice psychiatrycznej. 
To tylko zarys wspólnego, a jednocześnie osobnego życia Milevy i Alberta. Do samego rozwodu pary prowadziła tak wyboista i trudna droga, że czytałam o tym z niedowierzaniem, jak dwoje ludzi, inteligentnych może się tak nawzajem niszczyć. Overbye w sposób niezwykle ciekawy prowadzi nas przez kolejne rafy i burze małżeństwa Einsteinów. W trakcie lektury książki wielokrotnie powracało do mnie zdanie, że za każdym wielkim męźczyzną stała równie wielka kobieta. Przykład Milevy to potwierdza. Kobieta niebanalna, niezwykle inteligentna, która dla męźczyzny i rodziny poświęciła swoje marzenie - pogłębianie wiedzy, wszak studia przerwała, choć była jedną ze zdolniejszych osób na całej uczelni. Urządzała mu awantury, ale w sumie trudno jednoznacznie z treści książki wywnioskować, czy były one efektem jego zdrad i pracoholizmu, czy wręcz odwrotnie - romanse i zatracenie się w pracy Alberta były efektem domowego piekła. Mimo, iż ich małżeństwo nie trwało długo (niewiele ponad dekadę), mam wrażenie, że to Mileva wyszła z niego przegrana, a po Albercie wszystko spłynęło, jak po przysłowiowej kaczce. Ona uciekła w kolejne choroby, a on u boku nowej żony wyemigrował do USA i dostał Nagrodę Nobla. Co prawda podzielił się pieniędzmi z byłą żoną, ale mimo wszystko. 
Co do obojga mam bardzo mieszane odczucia.
Albert Einstein kojarzony jest z dobrotliwym dziadziem z niesforną fryzurą i niesamowitym umysłem. Jego życie to jednak dużo więcej niż przełomowe odkrycie. Składało się ono z wielu elementów, o których wspaniale napisał Overbye. Część, bardzo duża część zachowań Alberta nie przystoi żadnemu męźczyźnie, a już na pewno nie geniuszowi. Jednak po lekturze książki, po poznaniu historii, patrzę na oboje małżonków odrobinę inaczej. Z jednej strony żal mi Milevy, ale z drugiej...nie będę pisać, żeby nie uprzedzać faktów. 
Jak podaje autor książki, w 1990 roku na American Association for the Advanced of Science wysunięto teorię, iż Albert zataił udział swojej żony Milevy w opracowaniu teorii względności. Coś w tym na pewno jest. Gdyby nie jej obecność w jego życiu, gdyby nie sytuacja w ich małżeństwie, najprawdopodobniej wiele rzeczy potoczyłoby się inaczej. Być może z teorią względności także byłoby inaczej.
Zakochany Einstein nie jest kolejną biografią Alberta naukowca. Takich bowiem napisano wiele. Overbey chciał ukazać Einsteina, jako zwykłego człowieka ze wszystkimi jego wadami i zaletami oraz kłębiącymi się w nim uczuciami. I to mu się udało. Książka jest doskonale napisana ze świetnie nakreślonym obrazem epoki. Zakochany Einstein to historia wielkiej miłości (z czyjej strony, to zależy jak na to spojrzeć) na tle wielkich zawirowań politycznych i historycznych. To także opowieść o dwóch niebanalnych postaciach i o tym jak blisko od miłości do równie wielkiej nienawiści. Książka ta może być także doskonałą lekturą dla wielu kobiet, doskonałym przykładem ukazującym sens (a raczej bezsens) utrzymywania fikcyjnego małżeństwa na siłę. Czasami chyba lepiej pozwolić odejść drugiej osobie i ocalić siebie i godność.
Gorąco zachęcam do lektury. Doskonała opowieść biograficzna, historyczna i co tu ukrywać także psychologiczna.


sobota, 26 lipca 2014

Kolekcjoner światów

Wydawnictwo Noir sur Blanc, ocena 5,5/6
Chciałabym wam zaprezentować książkę, która podczytywałam od jakiegoś czasu, a skończyłam dzisiaj. Leżała sobie na nocnym stoliku, co kilka dni czytałam po kilka stron przeplatając je lekturą lżejszych pozycji. Nie jest to pozycja łatwa, prosta, nie da się jej szybko przeczytać, ale warto poświecić jej czas i wysiłek.
Bohaterem jest brytyjski podróżnik Sir Richard Francis Burton, który żył w latach 1821–1890. Był jednym z najbarwniejszy ludzi swojej epoki, podróżnikiem, kolekcjonerem, poszukiwaczem przygód, szpiegiem, dyplomatą, a na pewno kimś niebanalnym, odstającym od swojej epoki. Posiadał wiele talentów, nie potrafił skoncentrować się tylko na jednej rzeczy. Jednak to co robił starał się robić zawsze jak najlepiej, dawać z siebie wszystko.  
Kolekcjoner światów to niezwykle barwny, plastyczny i przemawiający do czytelnika opis podróży, jaką Burton odbył w trakcie służby w Kompanii Wschodnioindyjskiej. Oficjalnie służył królowej. Przybywał do kolejnych brytyjskich kolonii żeby skontrolować stan funkcjonowania placówki i sprawować pieczę nad miejscową ludnością. Poza protokołem badał, poznawał, zgłębiał miejscową ludność, jej obyczaje, kuchnię, język, wierzenia. Odbył wiele wypraw, niektóre dalekie, egzotyczne, jak np. do źródeł Nilu, szlakiem karawan przez pustynię. W 1854 roku przebrany za Araba, dostał się, jako pierwszy Europejczyk, do zamkniętego miasta w Somalii i odbył szereg spotkań z miejscowymi prominentami. Po dziesięciu dniach wrócił – samotnie wędrując przez pustynię. W latach 1877-1882 brał udział w wyprawach w poszukiwaniu złota na Bliskim Wschodzie i w Ghanie. Wielokrotnie był ranny, ciężko chory, a  nawet sparaliżowany. Nic jednak nie potrafiło go powstrzymać. Był pierwszym Brytyjczykiem, który dotarł do Mekki i Harar w Etiopii. Był też pierwszym podróżnikiem, który przedsięwziął podróż do źródeł Nilu ze wschodniego wybrzeża Afryki. Był wielkim poliglotą, znał 29 języków obcych i 11 dialektów. Napisał wiele książek o swych odkryciach.
Za sprawą swoich poczynań zdecydowanie odstawał od swoich rodaków, których nadrzędnym celem było powrócić z kolonii z jak największą ilością skarbów, gotówki. Burton owszem także chciał zarabiać, jednak jego priorytetem była pomoc rdzennym mieszkańcom i poznanie ich oraz ich kultury. Jednak poznanie czasami związane jest z przejęciem. Burton zbytnio zbliżając się do lokalnej ludności przejął od niej część zwyczajów, co w efekcie doprowadziło do jego kuriozalnych zachowań i wyglądu. Na czym one polegały? Tego nie zdradzę. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę. Trojanow zafascynowany swoim bohaterem ukazał go w sposób wyjątkowy. Kolekcjoner światów to częściowo biografia, częściowo powieść awanturnicza, a częściowo studium niebanalnej jednostki. Pisarz używa przy tym wspaniałego języka, który w połączeniu z rysem bohatera i zręcznym piórem dał wspaniałą, porywającą książkę.
Książkę czyta się dosyć na raty, fragmentami. Życie Burtona nie było łatwe, niebagatelną rolę odegrały w nim kolonie na Wschodzie. Stąd w Kolekcjonerze... duża ilość nawiązań do kultur bliskowschodnch. Moim zdaniem jest to jednak dodatkowe ubarwienie i atut opowieści, który sprawia, iż Kolekcjonera światów czyta się niczym baśń z 1001 nocy. Zachęcam do sięgnięcia po tę niezwykłą książkę.

wtorek, 1 lipca 2014

Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone - Remigiusz Piotrowski

Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 6-/6
Właśnie skończyłam lekturę, więc wrażenia na świeżo, że tak się wyrażę:).
Jako łodzianka nie mogłam sobie odmówić lektury tej książki.
Bohaterem książki jest Maks Bornsztajn zwany Ślepym Maksem – jeden z największych polskich gangsterów. Dotychczas najpopularniejszą książką o Menachemie Bornsztajnie była praca Arnolda Mostowicza Ballada o Ślepym Maksie. Ma ona jednak jedną podstawową wadę - fakty mieszają się w niej z fikcją literacką. Jaki więc łódzki gangster był na prawdę?
Urodził się na Bałutach, w najbardziej zakazanej, obskurnej części Łodzi, do której nawet policja niechętnie się zapuszczała. Tam można było kupić wszystko, ale i wszystko stracić, nawet za kilka groszy życie. Mieszkali tam najuboźsi, wyjęci spod prawa oraz Żydzi. Teren ten nazywano ściekami Łodzi. Ich krajobraz, warunki i styl życia tamtejszych terenów, zasadniczo kontrastował z terenami południowej Łodzi, gdzie mieszkali, pracowali mieszczanie, kupcy, fabrykanci. Gdy Maks królował w łódzkim świecie przestępczym, Łódź była ponad trzystutysięcznym, tętniącym życiem miastem. Mimo nędzy północnej części miasta, Łódź rozwijała się w niesamowitym tempie, a w związku z  tym rozwijała się też sfera przestępcza. Jej nierozerwalna częścią w okresie międzywojennym był właśnie Ślepy Maks.
Był on niezwykle przebiegły, sprytny i silny.  Zaczynał jako zwykły kieszonkowiec wykształcony w unikalnej szkole księdza Natana, którego poznał żebrząc przed kościołem na ul. Franciszkańskiej. Dzięki sprytowi, umiejętności i wykorzystywaniu okazji jego kariera błyskawicznie się rozwinęła. W tempie iście ekspresowym zaliczał kolejne etapy złodziejskiej, przestępczej kariery. Zawsze wykorzystywał okazję czy to do zysku, czy do ucieczki przed niebezpieczeństwem, które wyczuwał swoistym siódmym zmysłem. Zawarł wiele korzystnych sojuszy z hersztami znaczących szajek. Za ich sprawą szybko zdystansował przestępczą konkurencję, a najsilniejszego uczynił swoim teściem. Na swoim terenie wiedział dosłownie o wszystkim. Np. gdy  pewnego dnia z auta Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego skradziono piękny koc ze skóry wielbłądziej, podinspektor Zygmunt Nosek, naczelnik Urzędu Śledczego w Łodzi, poprosił Maksa o pomoc, a ten wykonał telefon i koc w magiczny sposób się znalazł. Podobnie było w przypadku znanego skrzypka Bronisława Hubermana, któremu na Dworcu Fabrycznym skradziono skrzypce Stradivariusa.Jego pomysłowość nie miała granic. Potrafił wykorzystać dosłownie każdą okazję zarobku, czy to zyskując od razu czy dostrzegając zysk w przyszłości. Miał ku temu niebywały dar, intuicję, której inni nie mogli pojąć. Stanął m.in.  na czele dintojry, czyli sądu w sferach przestępczych, żydowskich. Był to sąd polubowny, omijał oficjalne prawo, sądy państwowe, prawodawstwo gojów. Na początku XX wieku Bałuty, gdzie mieszkał Maks, wykreowały swoje prawo, swój kodeks honorowy, którego trzymano się przez kolejne lata. W myśl tego kodeksu działała dintojra, a także żyli i pracowali bałuccy przestępcy. Czy Ślepy Maks także trzymał się owego kodeksu etyki? 
Naszego bohatera uwielbiały kobiety. Maks miał dwie żony. Jedna opuściła go przed wojną, druga młodsza o 40 lat nadal żyje i dementuje pikantne plotki na swój temat. Jakie? A tego nie zdradzę.
Łódzka policja nie znosiła Maksa. Sami łodzianie w większości (szczególnie ci ubodzy, a takich było gro przed II wojną światową) wręcz go kochali. Dlaczego?  Czy tylko dlatego, że zabierał bogatym, pomagał biednym, wspierał oszukanych? Czy rzeczywiście dla uciśnionych był dobry, a tylko bogatych tępił? Czy faktycznie był łódzkim Janosikiem? A może prawda jest zupełnie inna? Może tylko częściowo różna od ogólnych wyobrażeń o łódzkim gangsterze? Tego nie zdradzę. Gorąco za to zachęcam do lektury tej porywająco napisanej książki o niebanalnym człowieku i jeszcze ciekawszym mieście. Bo Łódź okresu przed II wojną światową to było miejsce niesamowite, wielokulturowe, tętniące życiem, miasto pałaców, kamienic, fabrykanckich powozów, ale także brudu, złodziei, ludzi wyrzuconych na margines. To co najbardziej urzekło, ba porwało mnie w tej książce, to nie tyle osoba jej głównego bohatera (chociaż przyznaję, miał w sobie to coś), co opowieść o moim rodzinnym mieście, o Łodzi. Wiele z miejsc opisanych przez Piotrowskiego nadal istniej. Co prawda nazwy niektórych ulic, placów uległy zmianie, ale po licznie zamieszczonych opisach można z łatwością dociec, o które miejsca chodzi. Genialnie wprost oddany klimat fabrykanckiej Łodzi pierwszych czterech dekad XX wieku. 
Lektura niniejszej książki, to nie tylko okazja do poznania niebanalnego człowieka, jakim bez wątpienia Maks był, ale także fascynująca wyprawa w przeszłość, do miasta, o którym jakże niesprawiedliwie się twierdzi, iż nie ma nic ciekawego do opowiedzenia i zaoferowania. Remigiusz Piotrowski udowodnił, iż jest wręcz przeciwnie. Obalił wiele mitów dot. Ślepego Maksa, postawił także wiele pytań. Nie na wszystkie udało mu się znaleźć odpowiedź, ale to jeszcze podsyca moja ciekawość, a sądzę, że z kolejnymi czytelnikami książki będzie tak samo. Historia Ślepego Maksa, to niezwykle medialny i arcyciekawy temat. Bo które z polskich miast może pochwalić się własnym ojcem chrzestnym początku XX wieku?
Drobny minus daję tylko za brak chociażby jednej ryciny ukazującej Łódź z okresu działalności Ślepego Maksa. Zdecydowanie ubarwiłoby to i tak już porywającą treść.

niedziela, 8 czerwca 2014

Jane Austen i jej racjonalne romanse

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Książka ta, to wspaniale napisana opowieść o życiu Jane Austen, jednej z najpopularniejszych angielskich pisarek. Autorką jest Anna Przedpełska-Trzeciakowska, chyba najbardziej znana tłumaczka literatury anglosaskiej, od lat rozmiłowana w twórczości Jane Austen. Być może czytaliście Na plebanii w Haworth tej samej autorki. Kończąc tę książkę, uważałam, że Przedpełska-Trzeciakowska nie może już wspanialej napisać o angielskiej prowincji ubiegłych stuleci, o życiu na niej, o twórczości literackiej kobiet. Gdy rozpoczęłam lekturę Jane Austen i jej racjonalnych romansów od razu zorientowałam się w jak wielkim błędzie byłam.
Autorka i tłumaczka za sprawą wielu lat obcowania z Jane Austen, jej tekstami i życiem potrafi jak nikt inny ukazać świat angielskiej prowincji, świat rodziny Austen, świat samej Jane. Co istotne, autorka potrafi ową wiedzę przekazać w sposób niezwykle fascynujący. Książka ta jest zarazem fascynującą wyprawą w przeszłość, jak i rzetelną biografią. Informacje podane są chronologicznie. Śledzimy więc życie Jane od narodzin poprzez dzieciństwo, młodość, jesteśmy świadkami pierwszych pisarskich prób etc. 
Bardzo ciekawie ukazana jest (na podstawie informacji pochodzących niejako od samej Jane) sytuacja kobiet w ówczesnym czasie oraz częstokroć ich syzyfowa praca, gdy chciały osiągnąć coś na własną rękę. 
Po lekturze niniejszej książki szczerze podziwiam Jane Austin za samozaparcie i wiarę we własne możliwości, za nieuleganie ówczesnym konwenansom. Wszak pierwszą książkę Jane opublikowała w wieku (jak na ówczesne czasy) podeszłym. Liczyła bowiem 36 wiosen:). Ponieważ nie wyszła za mąż, jako stara panna wraz ze schorowaną matką była na utrzymaniu nad wyraz skąpego brata, który wypłacał im roczną powiedzmy zapomogę w kwocie 250 funtów. Z ledwością wystarczało to na skromne utrzymanie obu pań. Wyobraźcie więc sobie jakim sukcesem było, gdy pierwsza książka Jane okazała się hitem wydawniczym (tak to można określić) i rozeszła się w ilości ponad tysiąca egzemplarzy, a  sama Jane zarobiła na niej 140 funtów. Była z siebie niezwykle dumna mimo, iż na okładce nie znalazło się jej imię i nazwisko. Nie godziło się, żeby w tamtych czasach porządna niewiasta (choć stara panna) pisała książki i afiszowała się z tym.
O innych perturbacjach w życiu Jane Austen przeczytacie w niniejszej książce, do lektury której gorąco zachęcam.
Wspaniałe opisy, mnóstwo informacji i ciekawostek, cudowny wręcz magiczny klimat, który się czuje, styl narracji przywodzący na myśl opowieść kogoś bliskiego. To wszystko sprawia, iż od lektury nie sposób się oderwać, niezależnie do tego, czy lubi się książki autorstwa Jane Austen, czy wręcz przeciwnie. Jane Austen i jej racjonalne romanse, to coś więcej niż opowieść o książkach i ich autorce. Jest to opowieść o epoce, ludziach, obyczajach i wspaniałej, walczącej o siebie i swoją szansę kobiecie.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Zofia Kossak. Opowieść biograficzna - Joanna Jurgała-Jureczka

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka twarda, Moja ocena 5,5/6
Zofia Kossak-Szczucka, osoba znana, ale i jednocześnie dla wielu Polaków nieznana, a z pewnością warta poznania. Przed lekturą niniejszej książki, bohaterkę znałam zaledwie, jako autorkę świetnej powieści Krzyżowcy (tak na marginesie, gorąco polecam).
Po dosłownie pochłonięciu książki, wiem o Zofii Kossak zdecydowanie dużo więcej i żywię dla tej niezwykłej kobiety ogromny podziw.
Zofia Kossak-Szczucka urodziła się w 1890 roku, była córką Tadeusza Kossaka, brata bliźniaka znanego chyba wszystkim malarza Wojciecha Kossaka. Jej stryjecznymi siostrami (bo tak się chyba to pokrewieństwo określa) były także niezwykłe, niebanalne osoby, m.im. Lilka i Madzia czyli Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec.

Czas młodzieńczy i tuż po zamążpójściu nie był dla Zofii łatwym, pogromy na Wołyniu gdzie mieszkała, ucieczka z mężem do Krakowa, utrata majątku, brak środków do życia, to wszystko wywarło ogromny wpływ na naszą bohaterkę. Wtedy Zofia pisze swoją pierwszą książkę. Są nią wspomnienia, które ukazały się w 1922 roku pod tytułem Pożoga. Tytuł niezwykle adekwatny do tego, co wraz z najbliższymi przeżyła. Kariera literacka rozwija się, następują także kolejne zmiany w jej życiu. 
Nie chcę pisać szczegółowo o dalszym życiu Zofii, żeby nie odbierać wam przyjemności lektury książki i satysfakcji z poznania tak wyjątkowej kobiety. Bez wątpienia była osoba niezwykłą, m.in. odważnie wspierającą polskich Żydów w trakcie II wojny światowej. W sierpniu 1942 roku, tuż po rozpoczęciu likwidacji warszawskiego getta, Kossak opublikowała słynny protest, w którym pisała: 
W getcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć.(...) Kto milczy w obliczu mordu - staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia - ten przyzwala.
Za tą wojenną działalność została aresztowana. Trafiła do Auschwitz, gdzie była więziona w latach 1943- 1944. Swój pobyt w hitlerowskim obozie opisała w książce Z otchłani.
Póżniej był Pawiak, Powstanie Warszawskie i wiele innych wydarzeń, które składają się na losy jej i jej podobnych wielu, zbyt wielu ludzi. Po wojnie zamieszkała w Anglii, w Kornwalii. Do Polski wróciła w 1957 roku. Zmarła 9 kwietnia 1968 r. w Bielsku-Białej, pochowana została na cmentarzu parafialnym w Górkach Wielkich, gdzie od powrotu do kraju mieszkała.
Jak podkreślają wszyscy, którzy się z nią zetknęli, była osobą prawą, rozumiejącą, niosącą pomoc potrzebującym, odważną zarówno w głoszonych poglądach, jak i w postępowaniu. Piękny portret Zofii Kossak, kreślony na podstawie listów, pamiętników i wspomnień, przywraca jej postać współczesnemu czytelnikowi.(...)
Książka jest niezwykle ciekawie napisana, podzielona na wiele rozdziałów, a każdy z nich składa się z urywków życia bohaterki. Co cenne, całość napisana jest pięknym językiem, taką prawdziwą, niezwykle staranną polszczyzną, którą spotyka się coraz rzadziej. Drobny minus daję za brak fotografii.
Gorąco zachęcam do lektury świetnie napisanej, dopracowanej merytorycznie książki i poznania niezwyklej kobiety, jaką Zofia Kossak-Szczucka bez wątpienia była.  

Strona autorki:  www.jurgala-jureczka.pl

wtorek, 25 marca 2014

Generał Stanisław Maczek. Stal i honor - życie i służba dowódcy I Dywizji Pancernej

Wydawnictwo Rebis, Okładka twarda z obwolutą, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Generał Stanisław Maczek, człowiek wielki, a w sumie tak mało znany, może nawet zapomniany przez nas Polaków. Może ta publikacja autorstwa brytyjskiego historyka, przywróci pamięć o tym niebanalnym człowieku i jednym z najwybitniejszych dowódców XX wieku. 
Stanisław Maczek urodził się w Szczercu (dawna Galicja) w 1892 roku, a wiec w momencie, gdy Polski nie było już i jeszcze na światowej mapie. Przeżył wiele, m.in. dwie wojny światowe, w których aktywnie walczył. Zmarł w 1994 roku na emigracji w nieciekawych warunkach, zapomniany (celowo lub przez przypadek) przez rodaków. Został pochowany na cmentarzu żołnierzy polskich w Bredzie. Przeżył 102 lata, wiele dokonał, był wielkim człowiekiem,był dowódcą z którym wszyscy się liczyli, którego zdanie było decydujące w trakcie planowania różnorodnych strategii, warto o nim pamiętać. Dlatego z takim zadowoleniem przyjąłem informację, iż na naszym rynku ukazała się biografia generała. 
McGilvray stworzył pozycję niebanalną, wręcz niezwykłą. Sposób jej napisania, przekazania treści w pełni odpowiada temu, jaki był bohater książki. 
Co cenne, autorowi udało się dotrzeć  do publikacji, które dotychczas skrywane były w brytyjskich archiwach, dzięki czemu poznamy fakty z życia i służby generała, które dotąd nie były publikowane. 
Cennym jest także dokładne nakreślenie tła historycznego i umiejscowienie w tym kontekście życia i dokonań generała. Daje to bez wątpienia ich pełniejszy obraz, a osobom nie pamiętającym wszystkich wydarzeń historycznych z przełomu XIX i XX wieku oraz I polowy XX wieku, z  pewnością pomoże odświeżyć pamięć ub uzupełnić wiedzę. Poznawanie naszego bohatera w kontekście historycznym jest arcyciekawą lekturą. 
Dodatkowym atutem są liczne zdjęcia, bardzo szczegółowo opisane, które sprawiają, iż lektura jest jeszcze ciekawsza, staje się prawdziwą wyprawą wstecz, a sam generał staje nam się jeszcze bliższy. 
Książka ta jest niewątpliwie cenną pod względem poznawczym, potrzebną na arenie zarówno polskiej jak i światowej i wyjątkowo ciekawą pozycją o niebanalnym, wielkim, wizjonerskim człowieku. Szkoda, że takie!! książki o Polakach piszą zbyt często cudzoziemcy, a nie my sami. 
Gorąco zachęcam do lektury. Ta książka to nie tylko kronika dziejów Polski, to także opowieść o wspaniałym dowódcy, wybitnym człowieku poparta zdjęciami i wieloma jego cytatami.

wtorek, 19 listopada 2013

Tajemnica Caravaggia

Wydawnictwo Muza, Okładka twarda, 512 s., Moja ocena 5,5/6
Właśnie skończyłam czytac książkę i jestem pod jej ogromnym wrażeniem.

Michelangelo Merisi da Caravaggio ur. 29 września 1571 roku, zm. 18 lipca 1610 roku. Był jednym z  największych, najwybitniejszych artystów malarstwa europejskiego na przełomie XVI i XVII wieku. W swoich obrazach zastosował coś zupełnie nowego, a mianowicie wyrzekł się piękna ludzkiego ciała,które przed nim wręcz idealizowali, gloryfikowali malarze renesansowi.
Ojciec przyszłego artysty był zarządcą i architektem domu Francesa Sforzy księcia Mediolanu. Gdy Micheleangleo ma 5 lat, rodzina przenosi się do miejscowości Caravaggio. Uciekają przed szalejącą w Mediolanie zarazą. Ofiarą epidemii pada ojciec chłopca. Mimo trudnej sytuacji rodziny Micheleangleo kształci się, a w latach 1584–1588 odbywa praktykę u malarza Simona Peterzana z Mediolanu, ucznia Tycjana. Tam po raz pierwszy objawia się talent przyszłego artysty, który nie znajduje zrozumienia u mistrza i jego pomocnika. W tym okresie nastoletni artysta przeżywa także pierwsze zauroczenie piękną dziewczyną oraz zmuszony zostaje do homoseksualnego romansu, który trwał kilka lat. Trzeba Rohrigowi przyznać, że oba związki - platoniczny z dziewczyną i seksualny z innym artystą, uzależnienie od tego ostatniego, strach, początkowe obrzydzenie i wiele innych uczuć, które targały w tym okresie Caravaggiem, nakreślił wspaniale. W opisach nie ma nic obscenicznego, nic wulgarnego. Dlatego osoby, którym tego typu wzmianki w biografii przeszkadzają, mogą śmiało sięgnąć po książkę .
Portret Caravaggia dzieło O. Leoniego ww.nationalgallery.org.uk

W połowie 1592 roku Caravaggio przybywa do Rzymu. I tam się dopiero działo.
Röhrig po mistrzowsku opisuje XVI-wieczny Rzym, świat obłudy, kłamstw, pychy, żądzy etc. Jednak Rzym to także miasto religii, ruin, pałaców i kościołów. Tak sobie myślałam, że w żadnym innym mieście ówczesnej Europy, artysta pokroju Caravaggia nie stałby się tym kim był, zarówno jako artysta i jako człowiek. W Rzymie, gdzie panowały wolność i swoista tolerancja, artysta mógł się rozwijać tak jak chciał. Poza tym okres, w którym zaczyna tworzyć nasz bohater, jest okresem wyjątkowym, ponieważ jedna epoka przechodzi w drugą, zmienia się świat, zmienia się sztuka, stare ustępuje miejsca nowemu. Caravaggio ma szansę malować to co chce. Jego obrazy wspaniale ukazują geniusz artysty i  fizyczną szczegółowość, z której artysta zasłynie w późniejszych latach, a której współcześni mu jeszcze nie rozumieli. 

Chłopiec z koszem owoców, autor Caravaggio, źródło galeriaborghese.it
Caravaggio stopniowo zyskuje rozgłos i zlecenia na kolejne dzieła. Jednak nie wszystkie one są właściwie odbierane przez widzów i zleceniodawców. Kilka dzieł zostało odrzuconych przez zleceniodawców, przynajmniej w oryginalnej formie – musiały być przemalowane bądź znaleźć nowego nabywcę. Realizm, który w swoich dziełach prezentował Caravaggio, przez niektórych był uznawany za wulgarny. A artysta umiał ukazać dosadnie to, co inni chcieliby ukryć, co udawali, że nie istnieje. Przykładem może być obraz Nawrócenie w drodze do Damaszku na którym koński zad był bardziej widoczny od postaci świętego, który miał być w centrum dzieła. 
Wiele kontrowersji wzbudził także obraz Madonna i dzieciątko ze świętą Anną, który Caravaggio namalował w Bazylice Św. Piotra. Pozostał tam tylko przez dwa dni, po czym został zdjęty. Sekretarz kardynała, sprawującego pieczę nad bazyliką, tak uzasadniał przyczynę niezaakceptowania dzieła: Obraz ten przedstawia tylko wulgarność, profanację, bezbożność i odrazę… Można rzec, że to dzieło artysty, który potrafi malować, ale takiego o ciemnej duszy, który długi czas żył z dala od Boga, jego adoracji i jakiejkolwiek dobrej myśli… 
Madonna i dzieciątko ze Św. Anną, źródło galeriaborghese.it

O innych zastrzeżeniach zleceniodawców, problemach jakie miał z nimi Caravaggio, dalszym pełnym namiętności i uczuć (zarówno do ludzi, jak i pracy) życiu, zbrodniach, trudnym charakterze etc przeczytacie w książce. Do czego was gorąco zachęcam.
Rohring stworzył wspaniałą biografię. Na 512 stronach opisał w fascynujący sposób życie niebanalnego człowieka. Caravaggio był bowiem nie tylko wielkim malarzem, ale także niebanalnym, nieprzystającym do swojej epoki człowiekiem. Jego niezwykle złożona, skomplikowana osobowość, wrażliwość, ale i niebywałe wprost okrucieństwo stworzyły geniusza, ale i potwora w jednym. Co cenne, wszystkie te cechy autor niniejszej książki wspaniale odmalowuje.
Lektura Tajemnicy Caravaggia to jak podróż w czasie i to na kolejce górskiej. Bowiem  życie artysty, jak i jego charakter, geniusz oraz obsesje i czasy w jakich przyszło mu żyć, tworzą w książce mieszankę wybuchową, od której można się uzależnić, a od lektury trudno się oderwać.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Córka Stalina - Eliwra Watała

Wydawnictwo Videograf, Okładka miękka, 304 s., Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Stalina, największego kata i oprawcę XX wieku zna chyba każdy. Gorzej z jego córką. O niej rzadko kiedy się wspomina. A, jak wynika z książki Elwiry Watały, jest to postać nie mniej kontrowersyjna niż jej ojciec.
Mimo licznych kochanek, jakie Stalin miał, Swietłana Allilujewa była jego jedyną córką. Urodzona w 1926 roku, zmarła w 2011 roku. Żyła długo, biorąc pod uwagę życie, którym przyszło jej żyć, może nazbyt długo. Tak może sobie pomyśleć niejeden czytelnik niniejszej książki. Ale czy sama bohaterka też o sobie myślała, jako o pokrzywdzonej przez los?
Wychowywała się w wyjątkowym miejscu, w  wyjątkowej rodzinie. Brak czasu, który mógłby poświęcić córce, ojciec rekompensował spełnianiem każdej, nawet najbardziej absurdalnej zachcianki. Swietłana miała więc wszystko, co tylko za pieniądze można bo kupić. Nie miała jednak najważniejszego - prawdziwej rodzicielskiej miłości. Jej matka zmarła, gdy Swietłana miała zaledwie 6 lat, o ojcu nie trzeba nic pisać. Jakie więc było jej życie? Watała ukazuje pełne luksusu, ale i niezwykle trudne dzieciństwo i okres dorastania Swietłany. Jednak dużo ciekawsze było jej życie, gdy stała się osobą dorosłą. Zakochuje się w żydowskim reżyserze, którego tatuś uroczo wysłał na 10 lat za krąg polarny. Kolejne nieudane związki, szybko rozpadające się małżeństwa. 
Dodatkowo po latach spada na jej ojca brzemię oskarżeń o ludobójstwo. Kobieta nie może, a chyba przede wszystkim nie chce uwierzyć, że jej ukochany ojciec może być takim potworem, jak wszyscy twierdzą. Po jego śmierci w 1953 roku prężnie działa w partii. 
Jak dalej potoczyło się jej życie? Czy na swój własny sposób była szczęśliwa, czy wręcz przeciwnie? Jaką drogę musiała przejść, żeby w latach 80. XX wieku znaleźć się wraz z córką w Wielkiej Brytanii? Tego i wielu innych ciekawych informacji dowiecie się z książki. Nadmienię tylko, iż podtytuł Chciała być kochaną, jest niezwykle trafny.
Córka Stalina to lektura ciekawa, wciągająca, choć niełatwa w odbiorze. Poważnym minusem jest brak zachowania ciągu chronologicznego - wydarzenia z przyszłości przeplatają się z tymi z przeszłości. Osobom niezbyt zorientowanym w historii ZSRR, w historii świata z połowy XX wieku, może to przysparzać problemów. Aczkolwiek szereg informacji, ciekawostek, nie tylko o tytułowej bohaterce, oraz liczne czarno-białe zdjęcia z pewnością wynagrodzą tą drobną niedogodność.  
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy książki historyczne 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi 

niedziela, 6 października 2013

Księżna nazistów. Żydówka, arystokratka, agentka Hitlera - Jim Wilson

Wydawnictwo Świat Książki, Okładka twarda, 272 s., Moja ocena 5/6
Bohaterka tej książki, to Jej Książęca Wysokość Stephanie von Hohenlohe-Waldenburg-Schillingsfurst, nazywana (jak podaje autor książki) osobistym ambasadorem lorda Rothermere (zaufanego adiutanta Hitlera). Urodziła się  16 września 1891r., zmarła 13 czerwca 1972r. Żyła długo (biorąc pod uwagę, że przeżyła obie wojny światowe) i to jak żyła. 
Była o tyleż powabną, niesamowicie inteligentną, co niebezpieczną kobietą. Nie bez kozery nazywana przez Hitlera liebe Prinzessin, czyli kochaną Księżną, a przez cały świat, najniebezpieczniejszą kobietą Europy w okresie tuż przed II wojną światową. 
Podejrzewam jednak, że mało osób zna tę postać. A warto ja poznać, przeczytać o jej barwnym życiu, które było jednym pasmem luksusu, podłości, intryg, dwulicowości, a toczyło się w USA, Anglii i Europie kontynentalnej. Miała wszystko, robiła wszystko, o co do pewnego momentu nikt by jej nie podejrzewał. W latach 20. i 30. XX wieku obracała się wśród elit i dygnitarzy Europy i USA. Obserwowała ich grę, rozgrywki polityczne, śledziła i wykradała plany, wspomagała rosnącą w siłę dyktaturę Hitlera. W najwyższych sferach europejskich propagowała faszyzm. Robiła to jednak taktownie, ot tak mimochodem, niezwykle dyplomatycznie. Długo nikt jej nie podejrzewał. Bo kto by podejrzewał tak piękną kobietę o to, że jest szpiegiem i to samego Hitlera. Była przecież czarującą kobietą, a do tego...Żydówką pochodzącą z Wiednia. Tak, dobrze czytacie. Stephanie von Hohenlohe była Żydówką i niezwykle skutecznym szpiegiem nazistów. Ot takie 2 w 1. 
Działała do wybuchu II wojny światowej, kiedy grunt zaczął palić jej się pod nogami. Wraz z matką (pod fałszywym nazwiskiem), 11.12.1939r. wypłynęła z Southampton na holenderskim statku. Stephanie uciekała przed pogłoskami, przed głośnymi już oskarżeniami, przed bardzo realnym aresztowaniem. Po długim rejsie księżna przypływa do Nowego Jorku. Relację z przypłynięcia i opis jak zwykle oszałamiającego jej wyglądu, przedstawił w obszernym artykule New York World Telegram. Co się wydarzyło dalej? Tego nie zdradzę. Bo to nie koniec całej historii. Stephanie żyła jeszcze ponad 30 lat. Czym się zajmowała? Czy holocaust ocucił ją ze ślepego uwielbienia ideologii Hitlera? Czy to w ogóle było ślepe zapatrzenie w przywódcę III Rzeszy, wiara w głoszone przez niego ideały, czy może zwykle wyrachowanie? A może coś zupełnie innego?
Książka napisana jest w konwencji reportażu połączonego z niezwykłą opowieścią przygodową. Efekt jest taki, że całość czyta się niezwykle szybko, a historia niesamowicie wciąga. Autor w trakcie pisania niniejszej pozycji, korzystał z akt brytyjskiego wywiadu, które w 2005r. zostały odtajnione i przekazane archiwum państwowemu. Widać, że Jim Wilson włożył bardzo dużo pracy w przygotowanie książki. Dzięki temu powstała bardzo ciekawa pozycja o osobie, która w takim samym stopniu fascynuje czytelnika, co wzbudza jego niechęć, a momentami wręcz obrzydzenie (biorąc pod uwagę jej postawę).
Zachęcam do lektury. 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy książki historyczne


niedziela, 18 sierpnia 2013

Brzechwa nie dla dzieci - Mariusz Urbanek

Wydawnictwo Iskry, Okładka twarda, 400 s., Moja ocena 6/6
Doskonała biografia ukazująca niebanalnego człowieka.
Któż nie zna Jana Brzechwy, któż nie zna np. jego Kaczki Dziwaczki, czy Akademii Pana Kleksa? Chyba nie ma takiej osoby. Ale na ile znamy twórcę wierszy i bajek dziecięcych? 
Po lekturze biografii pióra Mariusza Urbanka, mogę napisać, że Brzechwy nie znałam w ogóle. 
Urbanek w swojej książce ukazuje trzy twarze Brzechwy - prawnika, którym był z wykształcenia i zawodu Jan Lesman (bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko Brzechwy), doskonałego o niezwykle ciętym piórze satyryka o pseudonimie Szer-szeń i trzecią twarz, która jest w zasadzie wszystkim znana - bajkopisarza Jana Brzechwy.
Każdą z twarzy Pana Jana (jak pozwolę sobie nazywać Brzechwę, bo w zasadzie jak inaczej go nazywać...jednoznacznie żadnym nazwiskiem ani pseudonimem nie da się) Mariusz Urbanek opisuje z niezwykłą dbałością o szczegóły. Od razu rzuca się w oczy doskonałe przygotowanie merytoryczne autora. Żeby zgromadzić tak wiele materiału dot. Pana Jana, wyszperać co smakowitsze kąski (których w książce znajdziemy bardzo dużo) Urbanek musiał zadać sobie bardzo wiele trudu. Praca włożona w stworzenie niniejszej pozycji dała fantastyczny efekt, którym jest rzetelna, arcyciekawa, a momentami wręcz porywająca biografia, po którą bez wątpienia warto sięgnąć.
Sporo w książce nawiązań do przyjaciół, rodziny Pana Jana. Ot chociażby, jak w przypadku powstania pseudonimu Jan Brzechwa. Ten pseudonim literacki jest zasługą Bolesława Leśmiana, który był kuzynem Pana Jana. To za jego namową poeta i bajkopisarz zaczął podpisywać nim swoje utwory. Ponieważ Bolesław Leśmian także pisał wiersze, obaj panowie uznali, że nie może być poety Lesmana i Leśmiana. I tak na firmamencie polskiej literatury, pojawił się Jan Brzechwa.  
Dodatkowym plusem są wspaniale nakreślone obrazy przed- i powojennej Polski, wraz ze zmieniającym się społeczeństwem, przewijającą się w tle historią i zmianami ustrojowymi. Dla mnie, łodzianki, najciekawszymi były opisy Łodzi tuż po wojnie. Wspaniałe, poruszające opisy. 
Wspomniałam, że w książce nie brak smakowitych kąsków. Jednak tych, którzy obawiają się ciekawostek rodem z tabloidów pragnę uspokoić, są to anegdoty, ale na bardzo wysokim poziomie, z dbałością o wiarygodność. Urbanek stroni od taniej sensacji, choć burzliwe i w wielu momentach różnie oceniane życie Pana Jana, mogłoby dostarczyć licznych pikantnych plotek i ubarwić niejedną biografię. Autorowi książki zależy jednak przede wszystkim na prawdzie i ukazaniu swojego bohatera oraz jego życia, takimi jakimi były w rzeczywistości. 
Poznajemy więc wspaniałego autora bajek dla dzieci, a jednocześnie zdolnego prawnika, wręcz nałogowego gracza w brydża, wielbiciela płci przeciwnej, człowieka z niesamowitym wręcz poczuciem humoru, walczącego o wolność w oddziałach Piłsudskiego, a wiele lat póżniej członka jedynej słusznej PZPR. Która z twarzy, osobowości Pana Jana jest tą prawdziwą? Czy któraś, z ukazanych przez Urbanka jest w ogóle prawdziwa w 100%. A może każda po trochu? Jaki był Pan Jan w kontaktach z najbliższymi oraz współpracownikami? Co go skłoniło do podjęcia wielu bardzo kontrowersyjnych decyzji?
Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedż w niniejszej książce. Całość napisana jest pięknym językiem, dopracowana w każdym calu zarówno pod względem stylistycznym, jak i merytorycznym. 
Dodatkową, swoistą wisienką na torcie są liczne zdjęcia Pana Jana i wywiad, jaki Mariusz Urbanek przeprowadził z córką naszego bohatera. Gorąco zachęcam do lektury.
Po Brzechwę nie dla dzieci powinien sięgnąć każdy, kto podobnie jak ja wychował się na Akademii Pana Kleksa, Szelmostwach Lisa Witalisa czy Ptasim radiu . 
Ponieważ od wielu osób słyszałam, że biografia Władysława Broniewskiego pióra Mariusza Urbanka jest jeszcze lepsza niż biografia Brzechwy, w najbliższych dniach planuję zakup biografii Broniewskiego. Już ciesze się na fascynującą lekturę.

środa, 31 lipca 2013

Płomień i lód. Przygody mojego życia - Arthur Koestler

Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, 432 s., Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża:)

Arthur Koestler to urodzony w 1905r. w Budapeszcie pisarz i dziennikarz.
W 1976r. u Koestlera zdiagnozowano chorobę Parkinsona, a trzy lata później przewlekłą białaczkę limfatyczną w jej stadium terminalnym. Wraz z żoną w 1983 r. w Londynie popełnił samobójstwo.
Jego najgłośniejszą powieścią była Darkness at Noon (Ciemność w południe), poświęcona wielkiej czystce w ZSRR w latach 1934-1939, wydana w 1940r. (polskie wydanie na emigracji w 1949r.). 
Koleje losu Koestlera były niezwykle różnorodne. M.in. w 1937 r. przebywał w celi śmierci frankistowskiego więzienia. Postanowił, że jeśli przeżyje i wyjdzie na wolność, napisze autobiografię, w której nie zatai niczego. Wyszedł na wolność i dotrzymał słowa. Koestler opublikował cztery książki autobiograficzne: Arrow in the Blue, Invisible Writing, Dialogue with Death i Scum of the Earth. Recenzowana pozycja - Płomień i lód zawiera najciekawsze fragmenty wszystkich w/w biograficznych pozycji autora. Jest to niejako biografia  w pigułce, ale sporej pigułce i niezwykle ciekawej. 
Książka ta to fascynująca podróż zarówno przez wiele różnorodnych krajów, które pisarz odwiedził, jak i przez arcyciekawe życie niebanalnego człowieka. Życiem, które przypadło mu w udziale, można by obdzielić kilka osób. Na kanwie wybranych fragmentów, można by także nakręcić kilka pasjonujących filmów. 
Ponieważ miał korzenie żydowskie, jako dwudziestolatek rzucił studia i wyjechał do Palestyny. Pragnął poznać kraj swoich przodków i zostać żydowskim osadnikiem.Palestyna nie stała się tym właściwym miejscem na ziemi, ale była areną, na której Koestler przeżył kilka nieprawdopodobnych wręcz, a częstokroć także niezwykle grożnych przygód.  Tak pisze o tej wyprawie...
Pod koniec 1932 roku byłem wreszcie gotów pożegnać świat mieszczański i ruszyć w podróż do Ziemi Obiecanej, Palestyny. Czułem taką samą euforyczną radość, że spaliłem za sobą mosty i z tym samym gorączkowym podnieceniem oczekiwałem podróży do krainy utopii. Dopiero po wielu latach zrozumiałem, że niespokojny obieżyświat pragnie tylko jednego; uciec od samego siebie.
Śledzimy z pisarzem wiele niezwykle ważnych XX-wiecznych wydarzeń. Dwuletni pobyt w ZSRR zaowocował fascynującym opisem rozwoju sowieckiego komunizmu i póżniejszego rozczarowania nim. Najbardziej jednak poruszające fragmenty, to te opisujące udział pisarza w wojnie domowej w Hiszpanii i koszmarny wręcz pobyt we wspomnianej na wstępie celi śmierci. Gdy wybucha II wojna światowa Koestler znajduje się w obozie dla internowanych we Francji. Póżniej osiada w Anglii, pracując m.in. jako korespondent dla BBC.
Pisarz na przestrzeni kilkudziesięciu lat, brał udział w większości przełomowych w owym czasie wydarzeń, które miały miejsce na całym świecie. Co istotne, nigdy nie przyglądał się im z boku, z bezpiecznej odległości. Zawsze za to brał w nich czynny udział, co częstokroć bardzo żle się dla niego kończyło.Jak sam pisze w swoich biografiach...
Mieć odwagę, to nigdy nie pozwolić, aby twoje lęki miały wpływ na twoje czyny.
Płomień i lód to niezwykła opowieść o niesamowitym, odważnym w pełnym tego słowa znaczeniu i niebanalnym człowieku. Całość napisana jest zręcznym piórem w sposób, który sprawia, że od książki trudno się oderwać. Dodatkowym atutem są liczne zdjecia. 
Gorąco zachęcam do lektury. Warto po tę pozycję sięgnąć, raz ze względu na doskonałą formę literacką, a dwa, żeby poznać niezwykłego, stosunkowo mało u nas znanego człowieka, jakim niewątpliwie był Arthur Koestler.

czwartek, 18 lipca 2013

Maria Curie - Ewa Curie

Wydawnictwo Rytm, Okładka twarda, 322 s., Moja ocena 6/6
Marii Curie nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Od wielu lat darzyłam tę wielką Polkę ogromnym szacunkiem i podziwem. Po lekturze Jej biografii, którą napisała córka Ewa Curie, mój podziw dla Marii wzrósł jeszcze bardziej (o ile to w ogóle było możliwe). Ta kobieta była jakimś geniuszem i tytanem w jednym. Nie wiem, jakim cudem osiągnęła to wszystko w tak niesprzyjających warunkach. 
Ewa Curie (autorka niniejszej książki) była młodszą córką Marii i Piotra Curie. W odróżnieniu od Ireny, która podążyła śladami matki, Ewa studiowała pianistykę i literaturę. Ewa była żoną wybitnego amerykańskiego dyplomaty Henry'ego Labouisse'a, ambasadora w wielu krajach i sekretarza generalnego UNICEF. Ewa była bardzo zaangażowana w działalność na rzecz dzieci w różnych misjach, niosąc im pomoc odwiedziła 109 krajów. Jak żartowała, w jej rodzinie było pięć Nobli, dwa dla matki, jeden dla ojca, jeden dla siostry i szwagra, mąż też odbierał tę nagrodę. Tylko jak sama twierdziła, jej się nie udało. Biografia matki Ewy, którą miałam okazję przeczytać, doczekała się wydania w aż 80 krajach.
Ale wróćmy do głównej bohaterki opowieści. Życie przyszłej noblistki poznajemy od momentu gdy mając kilka zaledwie lat zaczyna edukację na pensji dla panien, którą prowadziła jej matka. Jesteśmy towarzyszami najpierw zabaw, póżniej dogłębnego poznawania takiej wiedzy, jaką panienka z dobrego domu w owym czasie mogła poznać. Ewa Curie opisuje trudy z jakimi matka musiała się zmagać - bankructwo ojca, konieczność podjęcia pracy, wyjazd do Paryża. Na ziemiach polskich w XIX wieku kobiety nie mogły studiować. Francja była odrobinę bardziej postępowa, ale i na wymarzonej przez Marię Sorbonie kobiety były rzadkością. W stolicy Francji mieszkała w tak tragicznych warunkach, że wprost trudno sobie wyobrazić. Opis, gdy w Paryżu przyszła zima, a Maria nie miała wystarczającej ilości pieniędzy na opał, ani ciepłego okrycia, porusza do głębi. Żeby było jej choć trochę cieplej, kładła na siebie... stolik. Niewiarygodne wprost.
Kolejne lata to związek i ślub z Piotrem Curie oraz wspólnie prowadzone badania i wręcz klepanie biedy. Mimo niedostatków jakie cierpieli, małżonkowie nie zdecydowali się na opatentowanie swoich wynalazków, co zdecydowanie poprawiłoby ich sytuację finansową. Oboje uważali bowiem, że to co udało im się odkryć, powinno służyć wszystkim, być ogólnodostępne, a nie tylko dla wybranych.
Poruszający opis cierpienia Marii i całej rodziny po śmierci Piotra Curie. Popłakałam się jak przysłowiowy bóbr. Po śmierci męża Maria poświęciła się całkowicie pracy. Dziś nazwalibyśmy ją pracoholiczką, uzależnioną od tytanicznej wręcz pracy.
Opis przyjaźni Marii z wielkimi jej czasów, jak chociażby z Einsteinem oraz niezwykłych dokonań w czasie I wojny światowej. Maria nie mogąc służyć Polsce, postanowiła służyć Francji. Razem z Irene udawała się tuż za linię frontu i przy pomocy przenośnych aparatów rentgenowskich ocaliły wielu żołnierzom życie. To kolejne powody do dumy z naszej rodaczki.
Doskonała, porywająca, ostrym piórem napisana biografia, którą dosłownie pochłania się niczym najwspanialsza, najbardziej wciągającą powieść. Dodatkowym jej atutem są liczne zdjęcia zarówno rodziny Skłodowskich, jak i Curie, fotokopie listów i notatek Marii oraz wspomnienia Ewy, jej córki.
Wspaniała opowieść o niesamowitej wręcz kobiecie. Śmiało mogę napisać - ku pokrzepieniu serc i pogrożeniu palcem tym, którzy narzekają na ciężkie życie. 
Ogromny szacunek dla tej wspaniałej kobiety, wielkiej Polki i pierwszej osoby wyróżnionej Nagrodą Nobla dwukrotnie. Maria jest też pierwszą kobietą laureatką Nagrody w dziedzinie chemii. Maria  jako jedna z pierwszych kobiet zrobiła prawo jazdy i zdobyła Rysy, była jedną z pierwszych studentek na Sorbonie i pierwszą kobietą profesorem tej uczelni.
Od razu zaznaczę, książka ta nie jest absolutnie żadnym pomnikiem czy epitafium dla matki. Ewa wręcz oskarża matkę o to, iż poświęcając się nauce zabrała im szczęśliwe dzieciństwo. 
Gorąco zachęcam do lektury.



sobota, 13 lipca 2013

Ludwik Rajchman. Życie w służbie ludzkości - Marta Aleksandra Balińska

Wydawnictwo Studio Emka, Okładka miękka, 371 s., Moja ocena 6/6
Fascynująca opowieść o niezwykłym człowieku. Książkę połyka się w mgnieniu oka.
Może na początek kilka słów o tym, kim był Ludwik Rajchman. Podejrzewam, że niewiele osób kojarzy tego starszego pana z czynami, których dokonał.
Ludwik Rajchman ur. się 01 listopada 1881r. w Warszawie, a zmarł w 1965r. w Chenu. Był słynnym bakteriologiem, naukowcem, ale przede wszystkim założycielem UNICEFU. W latach 1920-1921 był współorganizatorem Komisji Epidemiologicznej Ligii Narodów. W latach 1930-31 przebywał w Chinach, jako doradca medyczny chińskiego. W latach 1931-1939 ekspert Narodowej Rady Ekonomicznej do Spraw Odbudowy Chin. Był także specjalnym przedstawicielem chińskiego rządu w USA. 
Jednak największym jego osiągnięciem pozostaje stworzenie UNICEFU. W 1946 r. został jego pierwszym przewodniczącym. Liczbę niedożywionych dzieci na całym świecie szacowano wtedy na 20 – 30 milionów. Rajchman chciał pomóc dzieciom, walczyć z głodem i największymi chorobami swoich czasów. Zabiegał o upowszechnienie lekarstw i szczepionek, które my dzisiaj uważamy za powszechnie dostępne, głównie penicyliny i szczepień przeciw gruźlicy.
Był wielkim badaczem, humanistą, przyjacielem najwybitniejszych ludzi z całego świata, a przede wszystkim był niesamowitym człowiekiem, takim po prostu dobrym, z sercem na dłoni. O takich ludziach rzadko kiedy pamiętamy. Dobroć jest nie modna, częstokroć żenująca. Wspominamy tych złych, skandalistów, morderców, tyranów, ale o dobrych ludziach na ogół zapominamy. Bo co to w ogóle znaczy - być dobrym człowiekiem? Mówi się, że ktoś jest fajny, spoko (jak to mówi młodzież), ale dobry? To pojęcie jakby traciło na znaczeniu, na swojej wartości. Marta Balińska poprzez niniejszą książkę, która jest opowieścią o jej pradziadku, przywraca określeniu dobry człowiek, właściwą rangę.
Nie ma wątpliwości, że Rajchman to największy polski humanista XX wieku, człowiek wszechstronny, wizjoner potrafiący wcielać swoje utopijne zdawałoby się idee w życie. Był osobą z typu tych, które wzbudzają na równi podziw, jak i niechęć, a w niektórych wręcz nienawiść. Mimo, iż był znany w całym świecie, był przyjacielem, znajomym najważniejszych osób XX - wiecznej Europy i nie tylko, do końca pozostał Polakiem, nigdy nie zrezygnował z polskiego obywatelstwa. Życie Rajchmana śledzimy na tle rozleglej panoramy historii świata w I połowie XX wieku. Jesteśmy świadkami najważniejszych wydarzeń, m.in. utworzenia Ligii Narodów, obu wojen światowych, wojny domowej i głodu w Rosji, tragicznej historii Polski oraz zamieszek i tragedii w Chinach. 
Balińska, prawnuczka Ludwika Rajchmana, przedzierając się przez rodzinne opowieści, zdjęcia, zapiski oraz światowe archiwa, stworzyła wspaniałą, porywającą, kipiącą energią i dobrym przesłaniem opowieść. Opowiedziała nam o człowieku wizjonerze, wyprzedzającym swoją epokę, ale także o dobrym, czułym mądrym człowieku z ogromnym poczuciem humoru i sercem na dłoni. Lekturą książki Balińskiej i pamięcią o jej dziadku, możemy chociaż w części podziękować mu za to co zrobił, za rzeczy zdawałoby się tak zwyczajne, a jednocześnie niezwykłe. Warto, a nawet należy przeczytać tę książkę i poznać osobę naszego wielkiego rodaka, dobrego, mądrego człowieka, którego życie mogłoby być z powodzeniem kanwą kilku zapierających dech w piersiach filmów.

poniedziałek, 20 maja 2013

Katarzyna Wielka i Potiomkin - Simon Sebag Montefiore

Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, 768 s., Moja ocena 6/6
Skończyłam Katarzynę Wielką i Potiomkina...dobrze i niedobrze. Dobrze, bo za moment podzielę się z wami wrażeniami z tej wspaniałej lektury. A niedobrze, bo żal, że to już koniec...
Ale do rzeczy....
Kim była caryca Katarzyna Wielka każdy chyba w mniejszym lub większym stopniu wie. Kim był natomiast Potiomkin...z tym już może być różnie. 
Według słów carycy Katarzyny, Grigorij Aleksandrowicz Potiomkin miał być jej piątym kochankiem. Piętnastym - sprostował kiedyś złośliwie w przystępie zazdrości. Nie - odparła - piątym
Potiomkin to przykład kariery w iście amerykańskim stylu. Gdy umierał nosił tytuł Najjaśniejszego Księcia Świętego Cesarstwa Rzymskiego. 30 lat wcześniej, gdy zaczęła się jego znajomość z carycą był zaledwie...o tym za chwilę.
Przypuszczalnie był mężem Katarzyny II, a na pewno miłością jej życia, największym przyjacielem, współwładcą cesarstwa poniekąd twórcą jej potęgi. Panował z Katarzyną II przez 20 lat, znali się lat 30. 
Potiomkin od lat wymyka się wszelkim ocenom i zaszufladkowaniom. Przez lata prowadził własną politykę, stworzył swój własny świat, swoje imperium. Chociaż jego władza zależała od humorów carycy i współpracy z nią, zachowywał się jak samodzielny, niezwykle potężny władca. Jak podaje Montefiore, Potiomkin uważał się za samodzielnego władcę równego królom europejskim. Zadziwiał wszystkich inteligencją, pracą, którą dziś określilibyśmy mianem pracoholizmu, przepychem, w którym żył i rozwiązłością. Choć nienawidzono go, jednocześnie podziwiano go, ale przede wszystkim bano się go.
Piotr III, mąż Katarzyny Wielkiej
Grigorij Potiomkin
Katarzyna Wielka
Książka opowiada o losach tej niezwykłej pary od momentu ich poznania, aż do śmierci Potiomkina. 
A jest  o czym opowiadać... 
W 1744 r. Katarzyna (niemiecka księżniczka) została wybrana przez carycę Elżbietę na żonę dla Piotra. Oboje liczyli po 15 i 16 lat, nie znali się, a dodatkowo nie wykazywali sobą żadnego zainteresowania. Ale kogo to wtedy obchodziło?! Było to małżeństwo czysto polityczne. 
Związek ten już na samym początku przechodził różne koleje. Istniało nawet podejrzenie, że nie daj Boże może nie zostać skonsumowany. W końcu i ta kwestia uległa zmianie, bo podobno we wrześniu 1754 r. urodził się Paweł następca tronu. Podobno dziecko Piotra. 
W tym czasie Katarzyna poznaje Grigorija Potiomkina. O carycy od dawna nie mówi się inaczej, jak tylko o niezwykle kochliwej damie, która zmieniała kochanków jak przysłowiowe rękawiczki. Czy tak było naprawdę, nigdy zapewne na 100% tego nie potwierdzimy. Wiemy natomiast, że Potiomkin był jej faworytem i zajmował w sercu Katarzyny miejsce wyjątkowe i to przez wiele lat. Na tle niezgrabnego i co tu ukrywać brzydkiego Piotra, wyróżniał się urodą, inteligencją i tym czymś, co uwiodło Katarzynę. Na pewno był to intelekt i to nieprzeciętny. Ale czy uroda i intelekt to wszystko?  A może Potiomkin miał w sobie coś jeszcze? 
Co to było? Jak potoczyły się losy tej pary? Co z tego każda ze storn miała? Tego dowiecie się z lektury książki, do czego gorąco zachęcam.
Nadmienię tylko, że Katarzynę i Grigorija musiało łączyć wielkie uczucie, skoro męźczyzna począwszy od roku – 1774, aż do śmierci, która nastąpiła w 1791r. był najważniejszą osobą w państwie zaraz po Jedynowładczyni. Śmiało możemy nazwać go szarą eminencją na dworze i w całej Rosji. W jednakowym stopniu wzbudzał wśród ludzi szacunek, nienawiść, zazdrość, czyli uczucia bardzo silne.
Jak podaje Montefiore, był także najdroższym z kochanków carycy, któremu Petersburg nie wystarczał. Dlaczego? O tym także dowiecie się z książki. Dowiecie się także o wielu innych, niezwykle ciekawych aspektach związku carycy z rosyjską szarą eminencją. Częściowo dotyczą one także naszej historii.
Co istotne, Montefiore udało się stworzyć książkę rzetelna pod względem historycznym, a napisana w formie fascynującej powieści. Autor stroni od oschłego tonu, który jest niestety cechą charakterystyczną wielu dopracowanych merytorycznie pozycji. Stroni także od taniej sensacji, jaką były romanse Katarzyny Wielkiej. Owszem, kwestie życia intymnego carycy są w książce poruszane, ale uczynione jest to z wielkim taktem.
W dobie mniejszych lub większych biograficznych gniotów i gniotków, Montefiore po raz kolejny nie zawiódł. Biografia, którą zaczytywałam się przez ostatnie kilka dni jest wspaniała. Jestem przekonana, że przypadnie do gustu zarówno wielbicielom historii jak i jej przeciwnikom. Montefiore stworzył bowiem historię rzetelną, popartą wieloletnimi badaniami, poszukiwaniami w archiwach rosyjskich. Stworzył przy tym historię porywającą czytelnika od 1 strony. 
Ale książka ta, to nie tylko historia wielkiej miłości i swoistego mariażu. To także wspaniała, wręcz porywająca panorama XVIII-wiecznej Rosji. Razem z bohaterami przemierzamy całe cesarstwo, wyjeżdżamy poza jego granice, bywamy na carskim dworze, w arystokratycznych pałacach, chłopskich lepiankach i na rosyjskim stepie. Poznajemy styl życia i rządzenia ówczesnych możnych, poznajemy historię, kulturę, obyczaje XVIII-wiecznej Rosji. Już chociażby dlatego warto po tę książkę sięgnąć.
Przerażonych objętością książki uspokajam, samej opowieści jest o 100 stron mniej niż podałam wyżej. Te dodatkowe 100 stron to rzetelna bibliografia i dopracowane źródłoznawstwo. Sami przyznajcie, gdzie ostatnio spotkaliście się z tak bogatym materiałem historycznym?
Mając więc: rzetelne opracowanie historyczne, zręczne pióro autora, dwoje niebanalnych bohaterów, nic dziwnego, że książka jest bestselerem. Gorąco zachęcam do jej lektury.

________________________________________________
Chciałabym wam zaprezentować nowość Wydawnictwa Magnum  

Michael Dobbs


SZEŚĆ MIESIĘCY W 1945


Roosevelt, Stalin, Churchill, Truman. Od wojny światowej do zimnej wojny

tłum. Władysław Jeżewski

Błyskotliwa opowieść o przełomowym okresie w dziejach XX wieku, od lutego do sierpnia 1945 roku, kiedy armie Hitlera znajdowały się w odwrocie, a z chaosu wojny wyłaniał się nowy kształt współczesnej Europy i świata. Jest to opowieść o grze i rywalizacji wielkich mocarstw, ale także o ludziach będących aktorami na ówczesnej scenie politycznej: prezydentach, premierach, doradcach, sekretarzach i generałach. O ich ambicjach i słabościach, o ich ideałach i cynizmie, o ich nadziejach i złudzeniach. Sporo jest w książce wątków i nieznanych epizodów dotyczących Polski, której granice i polityczna niezawisłość stały się jednym z zarzewi konfliktu alianckich sojuszników.

Dobbs zapewnia nam pasjonującą lekturę, pełną szczegółów ukazujących jakby w powiększeniu sprawy, o których pisze. Są w „Sześciu miesiącach w 1945” fragmenty, które czyta się niczym powieść sensacyjną o drugiej wojnie światowej.
Meredith Hindley „Barnes and Noble Reviews”