Wydawnictwo Dolnośląskie, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
O Historii III Rzeszy pisze się dużo i nie dużo jednocześnie. Kwestia różnorodnych zagadnień dot. w/w tematyki jest niezwykle skomplikowana. Wiele jest niewiadomych. Jeszcze więcej pokutuje stereotypów. Jednym z wielu błędnych przekonań, jest teza, iż niemieccy urzędnicy służby dyplomatycznej w latach
1939-1945 byli ostatnim bastionem ruchu oporu, należeli do najzagorzalszych przeciwników Hitlera i jego chorej polityki.
Jaką postawę prezentowali w rzeczywistości
pracownicy niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych po objęciu
władzy przez Hitlera? Jaką rolę odegrali w tworzeniu i utrwalaniu
ustroju narodowosocjalistycznego? Czy niemieccy dyplomaci odpowiadają za
współudział w prześladowaniach i wymordowaniu europejskich Żydów? Jaki wpływ na nowe (powstałe po 1951 roku) Ministerstwo Spraw Zagranicznych Niemiec miała nazistowska przeszłość?
Na te i wiele innych nasuwających się pytań próbują odpowiedzieć autorzy niniejszej książki. Zbadaniu tych zagadnień posłużyło kilka lat iście tytanicznej pracy powołanej w 2005 roku Niezależnej Komisji Historyków do Zbadania Historii Ministerstwa Spraw
Zagranicznych w Czasach Narodowego Socjalizmu i Republiki Federalnej. Częściowy efekt ich pracy to niniejsza książka. Przedstawiona jest w niej niezwykle dokładnie historia niemieckiego MSZ przed wybuchem II wojny światowej, sprawa Anschlussu Austrii, napaść na Czechosłowację i Polskę, polityka w podbitych krajach oraz następstwa wszystkich tych czynów.
Bardzo dokładnie i ciekawie opisane są szczególnie dwie kwestie - działalność MSZ Niemiec w okresie wojny i realizacja zaleceń Hitlera, a w szczególności rozwiązywanie kwestii żydowskiej oraz powojenne rozliczenie zbrodniarzy wojennych, wśród których były także osoby ściśle powiązane z MSZ, jak chociażby w/w Ribbentrop. Jak ich oceniono, osądzono, jaką ponieśli karę? Co procesy i w/w kary zmieniły w świadomości i postępowaniu nowo powstałego powojennego MSZ Niemiec?
W końcowej fazie książki poruszane są także kwestie wpływu wojennej działalności niemieckiego MSZ na powojenne kontakty z okupowanymi uprzednio krajami.
To nie jedyne zagadnienia poruszane w omawianej książce, ale bez wątpienia najbardziej wymowne i najciekawsze.
Bez wątpienia członkowie w/w i całkowicie niezależnej komisji rozprawili się z legendą i
przedstawili prawdziwy obraz elity politycznej kraju. Liczne dokumenty do których dotarli i które ujawniają nie
pozostawiają złudzeń. Do jakich wniosków doszli badacze? Jak odpowiedzieli na w/w i wiele innych pytań, intrygujących wiele osób zagadnień? Dowiecie się z tego z książki, do lektury której gorąco zachęcam.
Urząd. Niemieccy dyplomaci w III Rzeszy i w RFN, to doskonale opracowana, dopracowana pod względem merytorycznym, poruszająca wiele niezwykle ciekawych i ważnych kwestii książka. Godna jest polecenia dla wszystkich interesujących się nie tylko historią XX wieku, ale także przyczynami i skutkami ludzkich poczynań i zależnościami z nich wynikającymi.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historycznie ale ciekawie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historycznie ale ciekawie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 18 kwietnia 2015
środa, 25 lutego 2015
W kręgu Wazów. Ludzie i obyczaje - Bożena Fabiani
Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 4,5/6
Tytuł niniejszej książki w pełni oddaje jej treść. Jest to 3. wydanie książki, która po raz 1. ukazała się w 1996 roku. Niniejsze wydanie jest dużo bogatsze niż poprzednie, uzupełnione m.in. o wprowadzenie pięciu dodatkowych rozdziałów i wielu, wielu nowych postaci.
Bohaterowie książki Wazowie, to szwedzka dynastia królewska, która na przełomie XVI i XVII wieku panowała także na terenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Fabiani, doskonały historyk i urodzony gawędziarz, snuje fascynującą opowieść o swoich bohaterach poczynając od początku, czyli od przybycia Wazów do naszego kraju.
Kwintesencją jej opowieści są poszczególni członkowie rodu oraz osoby im najbliższe. Opowiadając o nich wtrąca wiele niezwykle ciekawych szczegółów z życia, obyczajów, dnia codziennego swoich bohaterów, zagląda do ich skrzyń, szaf, komnat, a nawet łóżek, opowiada o etykiecie, ubiorach, wojnach, balach i chorobach. Na plus niewątpliwie należy poczytać autorce szerokie ujęcie tematu.
Cennym jest także fakt, iż autorka w książce zamieszcza wiele nowych informacji, odpowiedzi na pytania, zagadnienia, które jeszcze do niedawna pozostawały bez odpowiedzi. Są to np. takie smaczki, jak odnalezienie przez archeologów tuż przy Zamku Królewskim w Warszawie szkieletów szwedzkich żołnierzy z okresu potopum czy odkrycie z 2012 roku na dnie Wisły elementów architektonicznych, które w 1656 roku zostały zrabowane z warszawskich pałaców.
Książka napisana jest lekkim, gawędziarskim stylem. Czyta się ją wyśmienicie, idealnie trafi do każdego odbiorcy. jednak tym co mnie raziło jest absolutny brak źródłoznawstwa czy bibliografii. Moim zdaniem nawet praca przeznaczona dla przeciętnie interesującego się historią odbiorcy, winna posiadać przynajmniej minimum źródłoznawcze czy bibliograficzne. Co prawda w tekście książki autorka wielokrotnie powołuje się na różne dokumenty, źródła, ale to za mało.
Podobnie jest z ilością i jakością ilustracji. W książce znajdziemy ich całkiem sporo, ale są one małe i czarno białe. Na końcu wydania jest tylko kilka kolorowych zdjęć, które powinny moim zdaniem znaleźć się w środku książki,w miejscu do tego odpowiednim, które wynika z treści.
Mimo tych drobnych minusów szczerze zachęcam do sięgnięcia po W kręgu Wazów... Książkę pełną anegdot i ciekawostek czyta się doskonale z uśmiechem na ustach i z pewnością wiele wiadomości zostanie na długo w pamięci.
Tytuł niniejszej książki w pełni oddaje jej treść. Jest to 3. wydanie książki, która po raz 1. ukazała się w 1996 roku. Niniejsze wydanie jest dużo bogatsze niż poprzednie, uzupełnione m.in. o wprowadzenie pięciu dodatkowych rozdziałów i wielu, wielu nowych postaci.
Bohaterowie książki Wazowie, to szwedzka dynastia królewska, która na przełomie XVI i XVII wieku panowała także na terenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Fabiani, doskonały historyk i urodzony gawędziarz, snuje fascynującą opowieść o swoich bohaterach poczynając od początku, czyli od przybycia Wazów do naszego kraju.
Kwintesencją jej opowieści są poszczególni członkowie rodu oraz osoby im najbliższe. Opowiadając o nich wtrąca wiele niezwykle ciekawych szczegółów z życia, obyczajów, dnia codziennego swoich bohaterów, zagląda do ich skrzyń, szaf, komnat, a nawet łóżek, opowiada o etykiecie, ubiorach, wojnach, balach i chorobach. Na plus niewątpliwie należy poczytać autorce szerokie ujęcie tematu.
Cennym jest także fakt, iż autorka w książce zamieszcza wiele nowych informacji, odpowiedzi na pytania, zagadnienia, które jeszcze do niedawna pozostawały bez odpowiedzi. Są to np. takie smaczki, jak odnalezienie przez archeologów tuż przy Zamku Królewskim w Warszawie szkieletów szwedzkich żołnierzy z okresu potopum czy odkrycie z 2012 roku na dnie Wisły elementów architektonicznych, które w 1656 roku zostały zrabowane z warszawskich pałaców.
Książka napisana jest lekkim, gawędziarskim stylem. Czyta się ją wyśmienicie, idealnie trafi do każdego odbiorcy. jednak tym co mnie raziło jest absolutny brak źródłoznawstwa czy bibliografii. Moim zdaniem nawet praca przeznaczona dla przeciętnie interesującego się historią odbiorcy, winna posiadać przynajmniej minimum źródłoznawcze czy bibliograficzne. Co prawda w tekście książki autorka wielokrotnie powołuje się na różne dokumenty, źródła, ale to za mało.
Podobnie jest z ilością i jakością ilustracji. W książce znajdziemy ich całkiem sporo, ale są one małe i czarno białe. Na końcu wydania jest tylko kilka kolorowych zdjęć, które powinny moim zdaniem znaleźć się w środku książki,w miejscu do tego odpowiednim, które wynika z treści.
Mimo tych drobnych minusów szczerze zachęcam do sięgnięcia po W kręgu Wazów... Książkę pełną anegdot i ciekawostek czyta się doskonale z uśmiechem na ustach i z pewnością wiele wiadomości zostanie na długo w pamięci.
sobota, 17 stycznia 2015
Moda w okupowanej Francji
Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 6/6
Książkę przeczytałam we fragmentach kilka dni temu, ale chciałam żeby wzmianka o niej na moim blogu zbiegła się z recenzją Paryża, o której to książce wspominam w poście poniżej. Co prawda Moda w okupowanej Francji..., to nie tylko Paryż, ale przede wszystkim.
Może w moich zachwytach (tak, książka wzbudza same zachwyty) zacznę od strony wizualnej i hmm...dotykowej. Album ( bo określenie "tylko" książka jest moim zdaniem wielkim niedomówieniem) jak wszystkie wydane przez PWN prezentuje się niezwykle imponująco. Mam na myśli zarówno spore rozmiary (format dużo większy od standardowej książki oraz całkiem sporo bo 452 strony) jak i ciężar wagowy pozycji, który zwiększają sztywna oprawa i przepiękny, najwyższej jakości papier. Aż miło brać do ręki, dotykać i przewracać kolejne strony, na których znajdziemy same ciekawostki, historyczne smakołyki i piękne zdjęcia, których jest ponad 350.
Niezmiernie cieszy mnie, iż wydawnictwo od lat w zakresie tego typu pozycji trzyma tak wysoki poziom.
Autor niniejszej pozycji - Krzysztof Trojanowski, to romanista zarówno z wykształcenia, jak i zamiłowania, adiunkt w Katedrze Filologii Romańskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pasja i wykształcenie skutkują tym, iż wiadomości zawarte w Modzie... są niezwykłe, doskonale dobrane, wyselekcjonowane.Czytamy o wszystkim, co dot. mody, ubrań w trakcie trwania II wojny światowej. jest rozdział o tym co noszono w Paryżu, a co w innych regionach Francji, o tym, jak historyczne zawirowania wpływały na to co się w latach 40. XX wieku nosiło, jak francuskie kobiety dbały o modę, o wygląd, jak sobie mimo trwającej wojny radziły z tym, żeby ładnie wyglądać, o tym co działo się z francuską modą i kreatorami w trakcie wojny, o odzieży ..na kartki, o pomysłowości poprzez francuskie zrób to sama, czyli bycie własną kreatorką mody i krawcową, o prowokacji i konspiracji oraz o tym, co mają one wspólnego z modą, o paryskim szyku, o ubiorach na co dzień, od święta, na rower... i wielu wielu innych tematach. Bardzo ciekawie są także ukazane sylwetki najsłynniejszych francuskich kreatorów mody i wpływy wojennej mody francuskiej na polską.
Cały materiał, jaki prezentuje nam autor, oparty jest na niezwykle bogatym materiale źródłowym, licznych artykułach, wspomnieniach, zapiskach, zdjęciach, plakatach.
Książka jest doskonale skonstruowana, wiadomości, których jest bardzo dużo są ciekawie zaserwowane w sposób, który bez wątpienia zainteresuje nawet te osoby, które umiarkowanie lubią historię.
Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa, to wspaniała pozycja zarówno pod względem treści, jak i wyglądu. Dodatkowo jest to prawdziwa skarbnica wiedzy, którą warto poznać i posiadać.
Książkę przeczytałam we fragmentach kilka dni temu, ale chciałam żeby wzmianka o niej na moim blogu zbiegła się z recenzją Paryża, o której to książce wspominam w poście poniżej. Co prawda Moda w okupowanej Francji..., to nie tylko Paryż, ale przede wszystkim.
Może w moich zachwytach (tak, książka wzbudza same zachwyty) zacznę od strony wizualnej i hmm...dotykowej. Album ( bo określenie "tylko" książka jest moim zdaniem wielkim niedomówieniem) jak wszystkie wydane przez PWN prezentuje się niezwykle imponująco. Mam na myśli zarówno spore rozmiary (format dużo większy od standardowej książki oraz całkiem sporo bo 452 strony) jak i ciężar wagowy pozycji, który zwiększają sztywna oprawa i przepiękny, najwyższej jakości papier. Aż miło brać do ręki, dotykać i przewracać kolejne strony, na których znajdziemy same ciekawostki, historyczne smakołyki i piękne zdjęcia, których jest ponad 350.
Niezmiernie cieszy mnie, iż wydawnictwo od lat w zakresie tego typu pozycji trzyma tak wysoki poziom.
Autor niniejszej pozycji - Krzysztof Trojanowski, to romanista zarówno z wykształcenia, jak i zamiłowania, adiunkt w Katedrze Filologii Romańskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pasja i wykształcenie skutkują tym, iż wiadomości zawarte w Modzie... są niezwykłe, doskonale dobrane, wyselekcjonowane.Czytamy o wszystkim, co dot. mody, ubrań w trakcie trwania II wojny światowej. jest rozdział o tym co noszono w Paryżu, a co w innych regionach Francji, o tym, jak historyczne zawirowania wpływały na to co się w latach 40. XX wieku nosiło, jak francuskie kobiety dbały o modę, o wygląd, jak sobie mimo trwającej wojny radziły z tym, żeby ładnie wyglądać, o tym co działo się z francuską modą i kreatorami w trakcie wojny, o odzieży ..na kartki, o pomysłowości poprzez francuskie zrób to sama, czyli bycie własną kreatorką mody i krawcową, o prowokacji i konspiracji oraz o tym, co mają one wspólnego z modą, o paryskim szyku, o ubiorach na co dzień, od święta, na rower... i wielu wielu innych tematach. Bardzo ciekawie są także ukazane sylwetki najsłynniejszych francuskich kreatorów mody i wpływy wojennej mody francuskiej na polską.
Cały materiał, jaki prezentuje nam autor, oparty jest na niezwykle bogatym materiale źródłowym, licznych artykułach, wspomnieniach, zapiskach, zdjęciach, plakatach.
Książka jest doskonale skonstruowana, wiadomości, których jest bardzo dużo są ciekawie zaserwowane w sposób, który bez wątpienia zainteresuje nawet te osoby, które umiarkowanie lubią historię.
Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa, to wspaniała pozycja zarówno pod względem treści, jak i wyglądu. Dodatkowo jest to prawdziwa skarbnica wiedzy, którą warto poznać i posiadać.
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Ostatnia twierdza Hitlera Breslau 1945
Wydawnictwo Rebis, Ocena 6-/6
Recenzja mojego męża.
Breslau (czyli obecny Wrocław) to miasto, które wiele wycierpiało i doświadczyło pod koniec II wojny światowej. W sierpniu 1944 roku miasto zostało ogłoszone i nazwane Festung Breslau. Po upływie kilku miesięcy z początkiem 1945 roku, rozpoczęła się gehenna stolicy Dolnego Śląska. Armia radziecka prze na przód zdobywając kolejne tereny, miasteczka, wsie. Większość z nich stawia bardzo niewielki, w zasadzie symboliczny opór. Swoją zaciętością zadziwia Breslau, miasto, które Hitler ogłosił wspomnianą twierdzą III Rzeszy.
20 stycznia 1945 roku, na rozkaz gauleitera Hankego, rozpoczęto przymusową pieszą ewakuację większości pozostającej jeszcze w mieście ludności cywilnej. Była straszna zima, temperatura spadła poniżej minus 20 C. Jak się ocenia, podczas ewakuacji z zimna i przemęczenia zginęło (z reguły zamarzło lub dosłownie padło z powodu głodu, wycieńczenia) 25,000 osób. Wiele osób nie wytrzymywało i popełniało samobójstwo. Droga ewakuacji była usłana trupami, w dużej mierze były to dzieci, które wyglądały jak śpiące lalki.
Mimo prowadzonej ewakuacji w mieście pozostało ok. 200,000 cywilów. Wśród nich byli przebywający w obozach jeńcy wojenni oraz cudzoziemscy robotnicy przymusowi, także Polacy. Dla nich oraz "wolnych" mieszkańców miasta rozpoczęło się piekło.
W nocy z 15 na 16 lutego 1945 roku Armia Czerwona okrąża miasto.22 lutego ma miejsce początek szturmu na Wrocław. A to dopiero początek. W nocy z 01 na 02 kwietnia następuje masowe bombardowanie miasta. Bierze w nim udział 750 samolotów radzieckich. 12 kwietnia Hitler wydaje rozkaz nakazujący obronę miasta do ostatniego żołnierza. 05 maja Rosjanie wystosowali ultimatum do dowództwa twierdzy w sprawie bezwarunkowej kapitulacji. 06 maja podpisana zostaje kapitulacja. Jedno z najpiękniejszych miast ówczesnej Europy w zasadzie przestało istnieć.
Jak pisze autor: (...) Twierdza Wrocław – najdłużej broniące się miasto III Rzeszy (dłużej nawet niż Berlin!) walczyło tak naprawdę o nic. Rosyjski front był już tak rozległy, że samo miasto nie miało już poważniejszego znaczenia strategicznego. (...)
Wydawałoby się, iż po odzyskaniu niepodległości miasto powinno dźwigać się z ruin, a ludność powinna próbować we względnym spokoju odbudowywać swoje życie. Jednak to tylko pozory. Czas po 06 maja 1945 roku to okres głodu, chorób, bezdomności, rabunków, mordów, gwałtów, za które nikogo nie pociągano do odpowiedzialności. Panowało wtedy wszechobecne bezprawie. Zbrodnie były dokonywane zarówno na wysiedlanych Niemcach, jak i napływających osadnikach.
Niniejsza książka prezentuje wstrząsający opis tamtych dni zarówno okresu tuż przed oblężeniem, jak i tych kilku miesięcy, gdy miasto było otoczone i konsekwentnie bombardowane, jak i okresu po wyzwoleniu. Bazując na listach, zapiskach, sprawozdaniach, a wreszcie wspomnieniach ocalałych Hargreaves przedstawia historię miasta i związanych z nim ludzi. Jest to opis wyjątkowo wstrząsający i poruszający wszystkie struny w umyśle i sercu czytelnika. Historia naznaczona wyjątkowym okrucieństwem, niesamowitą ilością cierpienia, krwi i znaczona śladami trupów. Wspomnienia ludzi poruszają. Częstokroć są to ostatnie listy, zapiski ludzi, którzy wiedzą, iż za moment umrą. Niesamowita historia wyjątkowo bezsensownie zniszczonego miasta i tysięcy istnień ludzkich.
Książka angielskiego dziennikarza jest doskonale opracowana, poparta bogatym materiałem źródłowym, napisana przystępnym językiem w sposób, który sprawia, iż pochłania się ją jednym tchem. Minus daję tylko za umieszczenie przypisów na końcu książki.
Recenzja mojego męża.
Breslau (czyli obecny Wrocław) to miasto, które wiele wycierpiało i doświadczyło pod koniec II wojny światowej. W sierpniu 1944 roku miasto zostało ogłoszone i nazwane Festung Breslau. Po upływie kilku miesięcy z początkiem 1945 roku, rozpoczęła się gehenna stolicy Dolnego Śląska. Armia radziecka prze na przód zdobywając kolejne tereny, miasteczka, wsie. Większość z nich stawia bardzo niewielki, w zasadzie symboliczny opór. Swoją zaciętością zadziwia Breslau, miasto, które Hitler ogłosił wspomnianą twierdzą III Rzeszy.
20 stycznia 1945 roku, na rozkaz gauleitera Hankego, rozpoczęto przymusową pieszą ewakuację większości pozostającej jeszcze w mieście ludności cywilnej. Była straszna zima, temperatura spadła poniżej minus 20 C. Jak się ocenia, podczas ewakuacji z zimna i przemęczenia zginęło (z reguły zamarzło lub dosłownie padło z powodu głodu, wycieńczenia) 25,000 osób. Wiele osób nie wytrzymywało i popełniało samobójstwo. Droga ewakuacji była usłana trupami, w dużej mierze były to dzieci, które wyglądały jak śpiące lalki.
Mimo prowadzonej ewakuacji w mieście pozostało ok. 200,000 cywilów. Wśród nich byli przebywający w obozach jeńcy wojenni oraz cudzoziemscy robotnicy przymusowi, także Polacy. Dla nich oraz "wolnych" mieszkańców miasta rozpoczęło się piekło.
W nocy z 15 na 16 lutego 1945 roku Armia Czerwona okrąża miasto.22 lutego ma miejsce początek szturmu na Wrocław. A to dopiero początek. W nocy z 01 na 02 kwietnia następuje masowe bombardowanie miasta. Bierze w nim udział 750 samolotów radzieckich. 12 kwietnia Hitler wydaje rozkaz nakazujący obronę miasta do ostatniego żołnierza. 05 maja Rosjanie wystosowali ultimatum do dowództwa twierdzy w sprawie bezwarunkowej kapitulacji. 06 maja podpisana zostaje kapitulacja. Jedno z najpiękniejszych miast ówczesnej Europy w zasadzie przestało istnieć.
Jak pisze autor: (...) Twierdza Wrocław – najdłużej broniące się miasto III Rzeszy (dłużej nawet niż Berlin!) walczyło tak naprawdę o nic. Rosyjski front był już tak rozległy, że samo miasto nie miało już poważniejszego znaczenia strategicznego. (...)
Wydawałoby się, iż po odzyskaniu niepodległości miasto powinno dźwigać się z ruin, a ludność powinna próbować we względnym spokoju odbudowywać swoje życie. Jednak to tylko pozory. Czas po 06 maja 1945 roku to okres głodu, chorób, bezdomności, rabunków, mordów, gwałtów, za które nikogo nie pociągano do odpowiedzialności. Panowało wtedy wszechobecne bezprawie. Zbrodnie były dokonywane zarówno na wysiedlanych Niemcach, jak i napływających osadnikach.
Niniejsza książka prezentuje wstrząsający opis tamtych dni zarówno okresu tuż przed oblężeniem, jak i tych kilku miesięcy, gdy miasto było otoczone i konsekwentnie bombardowane, jak i okresu po wyzwoleniu. Bazując na listach, zapiskach, sprawozdaniach, a wreszcie wspomnieniach ocalałych Hargreaves przedstawia historię miasta i związanych z nim ludzi. Jest to opis wyjątkowo wstrząsający i poruszający wszystkie struny w umyśle i sercu czytelnika. Historia naznaczona wyjątkowym okrucieństwem, niesamowitą ilością cierpienia, krwi i znaczona śladami trupów. Wspomnienia ludzi poruszają. Częstokroć są to ostatnie listy, zapiski ludzi, którzy wiedzą, iż za moment umrą. Niesamowita historia wyjątkowo bezsensownie zniszczonego miasta i tysięcy istnień ludzkich.
Książka angielskiego dziennikarza jest doskonale opracowana, poparta bogatym materiałem źródłowym, napisana przystępnym językiem w sposób, który sprawia, iż pochłania się ją jednym tchem. Minus daję tylko za umieszczenie przypisów na końcu książki.
niedziela, 14 grudnia 2014
Dzieje Żydów w Polsce i w Rosji
Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Moja ocena 6/6
Podczytywałam od kilkunastu dni i wreszcie skończyłam.
Wspaniała książka. Jest to skrócona wersja trzytomowego dzieła The Jews in Poland and Russia, które wydane zostało w latach 2009-2012 w Oksfordzie.
Autor korzystając z wielu materiałów źródłowych oraz własnych, prowadzonych latami badań, w sposób niezwykle merytoryczny, ale i pasjonujący ukazuje całokształt życia duchowego, kulturowego i fizycznego żydowskich społeczności egzystujących na terenie Polski i Rosji w okresie od XVII wieku do początku XXI wieku.
Książka jest podzielona na kilka części. Początkiem lektury jest bardzo przystępnie nakreślone tło polsko-litewskie.Od razu może nasuwać się pytanie skąd poruszanie kwestii litewskiej. Otóż w połowie XVII wieku społeczność żydowska Rzeczypospolitej Obojga Narodów była największa na świecie. Było to efektem rozpoczętego pod koniec XIII wieku procesu kształtowania się nowej geografii świata w jakim żyli Żydzi na terenach ówczesnej Europy Zachodniej. Rugowanie ich z dotychczas zajmowanych miejsc, tworzenie gett, odbieranie przywilejów, to wszystko było normą w wielu krajach. Wtedy dla Żydów swoistą ziemią obiecaną stały się tereny w Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Litewskim. Kolejne rozdziały prezentują niezwykle złożony charakter przemian i procesów przystosowawczych Żydów do życia w nowym, a póżniej także zmieniającym się otoczeniu, w nowoczesnym świecie, do współżycia z sąsiadami, ich wieloletnie próby transformacji i integracji, jakie miały miejsce w obu krajach na przestrzeni kolejnych dekad, ewoluującą kulturę, rozkwit kultury i autonomii żydowskiej w XVIII wieku, kiedy ziemie Rzeczypospolitej Obojga Narodów były największym centrum żydowskiego świata. Poruszana jest także tematyka znaczenia Żydów w polskim i rosyjskim życiu kulturalnym i gospodarczym na przestrzeni kolejnych wieków, życia Żydów w Polsce po I wojnie światowej i w Rosji radzieckiej, kwestii holokaustu, podejścia po 1945 roku do kwestii żydowskiej władz radzieckich i polskich, kryzysu roku 1968 i życia Żydów po upadku komunizmu, aż po czasy obecne. Jak widać zakres poruszanych przez autora zagadnień jest niezwykle szeroki. Historyk uwzględnia całokształt historii i rozwoju Żydów na w/w terenach w przedmiotowym okresie zwracając uwagę na kolejne procesy, jakie miały miejsce w ewolucji życia żydowskiego w Europie Wschodniej. Omawiane są zarówno pozytywne aspekty, jak i tragizm ich XX-wiecznej historii. Co niezwykle cenne, prof. Polonsky nie epatuje martyrologią żydowską, a pozostaje bezstronnym kronikarzem, sprawozdawcą kilkuwiekowej koegzystencji Żydów, Polaków i Rosjan.
Uzupełnieniem są liczne, niezwykle ciekawe przypisy, które znajdują się u dołu stron i pozwalają zainteresowanym sięgnąć do kolejnych pozycji. Cennymi są także: słownik pojęć żydowskich, zbiór map ukazujących rozwój Żydów, ich kultury na konkretnych terenach w różnych latach oraz bogata, licząca 43 strony bibliografia.
Mimo naukowego charakteru, doskonałego opracowania merytorycznego, książka napisana jest niezwykle ciekawie, przystępnym językiem, a jej lektura wydaje mi się koniecznością. Wszak nasze losy były, są i zapewne będą splecione, a bez zrozumienia wielu omówionych w książce kwestii, bez znajomości różnorodnych uwarunkowań nie da się zrozumieć, zaakceptować, wspólnie egzystować.
Jak dla mnie jest to pozycja absolutnie genialna, której nie może zabraknąć w żadnej biblioteczce. Jej lektura, to wspaniała przygoda i niesamowita porcja wiedzy. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Dzieje Żydów we Polsce i Rosji.
Profesor Antony Polonsky, autor niniejszej pozycji, jest jednym z najbardziej znanych w świecie badaczy stosunków polsko-żydowskich. Obecnie jest profesorem w Lown Center for Judaica Studies na Uniwersytecie Brandeis. Był współzałożycielem Institute for Polish-Jewish Studies (Oxford) oraz American Association for Polish-Jewish Studies. W 2014 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego.Wśród jego największych dokonań jest wydawnictwo "Polin. Jurnal of Polish-Jewish Studies.
Podczytywałam od kilkunastu dni i wreszcie skończyłam.
Wspaniała książka. Jest to skrócona wersja trzytomowego dzieła The Jews in Poland and Russia, które wydane zostało w latach 2009-2012 w Oksfordzie.
Autor korzystając z wielu materiałów źródłowych oraz własnych, prowadzonych latami badań, w sposób niezwykle merytoryczny, ale i pasjonujący ukazuje całokształt życia duchowego, kulturowego i fizycznego żydowskich społeczności egzystujących na terenie Polski i Rosji w okresie od XVII wieku do początku XXI wieku.
Książka jest podzielona na kilka części. Początkiem lektury jest bardzo przystępnie nakreślone tło polsko-litewskie.Od razu może nasuwać się pytanie skąd poruszanie kwestii litewskiej. Otóż w połowie XVII wieku społeczność żydowska Rzeczypospolitej Obojga Narodów była największa na świecie. Było to efektem rozpoczętego pod koniec XIII wieku procesu kształtowania się nowej geografii świata w jakim żyli Żydzi na terenach ówczesnej Europy Zachodniej. Rugowanie ich z dotychczas zajmowanych miejsc, tworzenie gett, odbieranie przywilejów, to wszystko było normą w wielu krajach. Wtedy dla Żydów swoistą ziemią obiecaną stały się tereny w Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Litewskim. Kolejne rozdziały prezentują niezwykle złożony charakter przemian i procesów przystosowawczych Żydów do życia w nowym, a póżniej także zmieniającym się otoczeniu, w nowoczesnym świecie, do współżycia z sąsiadami, ich wieloletnie próby transformacji i integracji, jakie miały miejsce w obu krajach na przestrzeni kolejnych dekad, ewoluującą kulturę, rozkwit kultury i autonomii żydowskiej w XVIII wieku, kiedy ziemie Rzeczypospolitej Obojga Narodów były największym centrum żydowskiego świata. Poruszana jest także tematyka znaczenia Żydów w polskim i rosyjskim życiu kulturalnym i gospodarczym na przestrzeni kolejnych wieków, życia Żydów w Polsce po I wojnie światowej i w Rosji radzieckiej, kwestii holokaustu, podejścia po 1945 roku do kwestii żydowskiej władz radzieckich i polskich, kryzysu roku 1968 i życia Żydów po upadku komunizmu, aż po czasy obecne. Jak widać zakres poruszanych przez autora zagadnień jest niezwykle szeroki. Historyk uwzględnia całokształt historii i rozwoju Żydów na w/w terenach w przedmiotowym okresie zwracając uwagę na kolejne procesy, jakie miały miejsce w ewolucji życia żydowskiego w Europie Wschodniej. Omawiane są zarówno pozytywne aspekty, jak i tragizm ich XX-wiecznej historii. Co niezwykle cenne, prof. Polonsky nie epatuje martyrologią żydowską, a pozostaje bezstronnym kronikarzem, sprawozdawcą kilkuwiekowej koegzystencji Żydów, Polaków i Rosjan.
Uzupełnieniem są liczne, niezwykle ciekawe przypisy, które znajdują się u dołu stron i pozwalają zainteresowanym sięgnąć do kolejnych pozycji. Cennymi są także: słownik pojęć żydowskich, zbiór map ukazujących rozwój Żydów, ich kultury na konkretnych terenach w różnych latach oraz bogata, licząca 43 strony bibliografia.
Mimo naukowego charakteru, doskonałego opracowania merytorycznego, książka napisana jest niezwykle ciekawie, przystępnym językiem, a jej lektura wydaje mi się koniecznością. Wszak nasze losy były, są i zapewne będą splecione, a bez zrozumienia wielu omówionych w książce kwestii, bez znajomości różnorodnych uwarunkowań nie da się zrozumieć, zaakceptować, wspólnie egzystować.
Jak dla mnie jest to pozycja absolutnie genialna, której nie może zabraknąć w żadnej biblioteczce. Jej lektura, to wspaniała przygoda i niesamowita porcja wiedzy. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Dzieje Żydów we Polsce i Rosji.
Profesor Antony Polonsky, autor niniejszej pozycji, jest jednym z najbardziej znanych w świecie badaczy stosunków polsko-żydowskich. Obecnie jest profesorem w Lown Center for Judaica Studies na Uniwersytecie Brandeis. Był współzałożycielem Institute for Polish-Jewish Studies (Oxford) oraz American Association for Polish-Jewish Studies. W 2014 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego.Wśród jego największych dokonań jest wydawnictwo "Polin. Jurnal of Polish-Jewish Studies.
poniedziałek, 10 listopada 2014
Romanowowie. Imperium i familia
Wydawnictwo Literackie, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Romanowowie to bez wątpienia jedna z najpotężniejszych dynastii w historii świata.
Z reguły kojarzą nam się z okrutnym carskim uciskiem, rzezią poczynioną przez bolszewików i potęgą carskiej Rosji. Niby ich znamy, ale jak udowadnia w niniejszej książce prof. dr hab. Andrzej Andrusiewicz, tak na prawdę nie wiemy o nich praktycznie nic.
Rządy rodu rozpoczęły się w 1612 roku, gdy usunięto polskie wojsko z Kremla. Wybrano nowego cara. Był nim Michał Romanow, pierwszy z rodu na moskiewskim tronie. Od tego wydarzenia minęło 401 lat i jest to doskonała okazja do przybliżenia nam losów i dokonań dynastii od początku istnienia aż do tragicznego 1918 roku.
Romanowowie władali Rosją przez 304 lata szczyt swojej potęgi uzyskując na przełomie XVIII i XIX wieku. Uczynili z Rosji potęgę, a stolicę sami nazywali trzecim Rzymem, spadkobierczynią imperatorskiego Rzymu. Wzmocnili kraj i bez wątpienia otworzyli go na cały ówczesny świat. W XIX wieku przeprowadzili ogromną kolonizację przyłączając do Rosji sporo terenów leżących w Azji.
Jak do tego doszło? Co spowodowało, iż ten właśnie ród tak długo dzierżył stery państwowe w swoich rękach? Czy nikt nie buntował się przeciwko ich okrutnej władzy?
Autor podzielił liczącą 552 strony książkę na wyraźne dwie części. Obie stanowią o rysach biograficznych, ważnych wydarzeniach, rozwoju rodziny i wszystkim co z nią związane.
W części pierwszej autor ukazuje biogramy czarów Wszechrosji do 1721 roku. Natomiast część druga ukazuje władców po tym roku. Wszystkie biogramy posegregowane są chronologicznie, co zdecydowanie ułatwia śledzenie rozwoju familii. Ważnym jest, iż historyk wymienia wszystkich Romanowów nie skupiając się tylko na najbardziej znanych, jak chociażby Piotr I, Iwan Groźny, Mikołaj I czy Katarzyna II. Rozpoczynając lekturę książki miałem pewne obawy, czy niektórzy członkowie familii nie zostaną potraktowani trochę po macoszemu na rzecz znamienitszych. Moje obawy były zbędne. Prof. Andrusiewicz rzetelnie podszedł do tematu, czyniąc z niego pasjonującą lekturę. Każda z postaci umiejscowiona jest bowiem w odpowiednim kontekście historycznym poprzez ciekawie zarysowane tło, istotne wydarzenia z danego okresu, dokonania, porażki. Co istotne, w książce znajdziemy nie tylko rysy każdego z bohaterów, czy tło społeczno-historyczne, ale także powiązane z rodziną legendy, mity, makabryczne i pikantne szczegóły z życia (wszak ród ten do skromnych abstynentów nie należał i korzystał ze wszystkich dobrodziejstw pełną garścią, a ich życie było zabawą, walką i przekonaniem o wyższości nad zwyczajnymi ludźmi). Czyni to całość jeszcze bardziej porywającą.
Bardzo ciekawie ukazana jest różnica (dla nas zupełnie niewyczuwalna) pomiędzy carem, a godnością Russorum Imperatorum, do której podniesiono rosyjskiego władcę w 1721 roku.
W trakcie podczytywania książki we fragmentach (bo tylko taka lektura jest możliwa, ze względu na ogrom materiału) rzucało mi się w oczy niezwykle dokładne dopracowanie merytoryczne wszelkich szczegółów, co skutkowało fascynującym i arcyciekawym tokiem narracji.
Cennym uzupełnieniem są liczne zdjęcia, bogata bibliografia oraz drzewo genealogiczne dynastii, które pozwoli lepiej zorientować się w głównym pniu i bocznych gałązkach rodziny.
Fascynująca, arcyciekawa, dopracowana w każdym calu, pięknie wydana lektura.
Recenzja mojego męża.
Romanowowie to bez wątpienia jedna z najpotężniejszych dynastii w historii świata.
Z reguły kojarzą nam się z okrutnym carskim uciskiem, rzezią poczynioną przez bolszewików i potęgą carskiej Rosji. Niby ich znamy, ale jak udowadnia w niniejszej książce prof. dr hab. Andrzej Andrusiewicz, tak na prawdę nie wiemy o nich praktycznie nic.
Rządy rodu rozpoczęły się w 1612 roku, gdy usunięto polskie wojsko z Kremla. Wybrano nowego cara. Był nim Michał Romanow, pierwszy z rodu na moskiewskim tronie. Od tego wydarzenia minęło 401 lat i jest to doskonała okazja do przybliżenia nam losów i dokonań dynastii od początku istnienia aż do tragicznego 1918 roku.
Romanowowie władali Rosją przez 304 lata szczyt swojej potęgi uzyskując na przełomie XVIII i XIX wieku. Uczynili z Rosji potęgę, a stolicę sami nazywali trzecim Rzymem, spadkobierczynią imperatorskiego Rzymu. Wzmocnili kraj i bez wątpienia otworzyli go na cały ówczesny świat. W XIX wieku przeprowadzili ogromną kolonizację przyłączając do Rosji sporo terenów leżących w Azji.
Jak do tego doszło? Co spowodowało, iż ten właśnie ród tak długo dzierżył stery państwowe w swoich rękach? Czy nikt nie buntował się przeciwko ich okrutnej władzy?
Autor podzielił liczącą 552 strony książkę na wyraźne dwie części. Obie stanowią o rysach biograficznych, ważnych wydarzeniach, rozwoju rodziny i wszystkim co z nią związane.
W części pierwszej autor ukazuje biogramy czarów Wszechrosji do 1721 roku. Natomiast część druga ukazuje władców po tym roku. Wszystkie biogramy posegregowane są chronologicznie, co zdecydowanie ułatwia śledzenie rozwoju familii. Ważnym jest, iż historyk wymienia wszystkich Romanowów nie skupiając się tylko na najbardziej znanych, jak chociażby Piotr I, Iwan Groźny, Mikołaj I czy Katarzyna II. Rozpoczynając lekturę książki miałem pewne obawy, czy niektórzy członkowie familii nie zostaną potraktowani trochę po macoszemu na rzecz znamienitszych. Moje obawy były zbędne. Prof. Andrusiewicz rzetelnie podszedł do tematu, czyniąc z niego pasjonującą lekturę. Każda z postaci umiejscowiona jest bowiem w odpowiednim kontekście historycznym poprzez ciekawie zarysowane tło, istotne wydarzenia z danego okresu, dokonania, porażki. Co istotne, w książce znajdziemy nie tylko rysy każdego z bohaterów, czy tło społeczno-historyczne, ale także powiązane z rodziną legendy, mity, makabryczne i pikantne szczegóły z życia (wszak ród ten do skromnych abstynentów nie należał i korzystał ze wszystkich dobrodziejstw pełną garścią, a ich życie było zabawą, walką i przekonaniem o wyższości nad zwyczajnymi ludźmi). Czyni to całość jeszcze bardziej porywającą.
Bardzo ciekawie ukazana jest różnica (dla nas zupełnie niewyczuwalna) pomiędzy carem, a godnością Russorum Imperatorum, do której podniesiono rosyjskiego władcę w 1721 roku. W trakcie podczytywania książki we fragmentach (bo tylko taka lektura jest możliwa, ze względu na ogrom materiału) rzucało mi się w oczy niezwykle dokładne dopracowanie merytoryczne wszelkich szczegółów, co skutkowało fascynującym i arcyciekawym tokiem narracji.
Cennym uzupełnieniem są liczne zdjęcia, bogata bibliografia oraz drzewo genealogiczne dynastii, które pozwoli lepiej zorientować się w głównym pniu i bocznych gałązkach rodziny.
Fascynująca, arcyciekawa, dopracowana w każdym calu, pięknie wydana lektura.
czwartek, 6 listopada 2014
Łowca. Samotna zemsta na Sowietach okupujących polskie "Ziemie Odzyskane"
Dom Wydawniczy PWN, Ośrodek Karta, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Łowca.., to książka z typu niezwykle ważnych, potrzebnych, których objętość jest proporcjonalnie odwrotna do wagi treści. Trudno nawet opowiedzieć jej treść.
Autor i narrator w jednym, jako dziecko wraz z rodziną został wywieziony w głąb Syberii. Przerażenie, głód, zimno, rozpacz, niezrozumienie i narastająca niczym kula śnieżna nienawiść do tych, którzy upodlili jego i całą jego rodzinę. Nic dziwnego, iż zniewolenie, upodlenie, dorastanie w nieludzkich warunkach zaowocowały chęcią zemsty. Gdy dorósł poprzysiągł zemstę i dokonywał jej konsekwentnie stając się tytułowym łowcą. Ogrom krzywd, jakich doznał wraz z rodziną oraz ogrom krzywd jakie sam wyrządził wrogom porażają.
W trakcie całej lektury rzucało mi się w oczy jedno- jak bardzo ten młody chłopak, póżniej męźczyzna musiał zostać skrzywdzony, jak mocno mieć wypaczona psychikę, żeby w dorosłym życiu dokonać to, czego dokonał. Ogrom zła, rozpaczy zawarty w tej niewielkiej książeczce jest niesamowity. Wypaczenie umysłu dziecka, rozbieżność między tym co ładne, ciekawe dla niego, a dla nas żyjących w pokoju, bezpieczeństwie, jest niewyobrażalna. Widać to chociażby na przykładzie poniższego cytatu.
Książka niezbyt gruba, ale mocna, ostra, bezkompromisowa, bez ogródek ukazująca zło, rozczarowanie, wypaczenie psychiczne. W sześciu zaledwie rozdziałach zawarte jest tak wiele, że nagromadzenie uczuć wręcz oszołamia i zmusza do zastanowienia się nad wieloma kwestiami.
Po lekturze Łowcy.. zupełnie nie dziwi mnie fakt, iż książka znajdowała się w ukryciu przez blisko 70 lat i ze względu na tematykę i jej siłę mogła ukazać się dopiero teraz.
Recenzja mojego męża.
Łowca.., to książka z typu niezwykle ważnych, potrzebnych, których objętość jest proporcjonalnie odwrotna do wagi treści. Trudno nawet opowiedzieć jej treść.
Autor i narrator w jednym, jako dziecko wraz z rodziną został wywieziony w głąb Syberii. Przerażenie, głód, zimno, rozpacz, niezrozumienie i narastająca niczym kula śnieżna nienawiść do tych, którzy upodlili jego i całą jego rodzinę. Nic dziwnego, iż zniewolenie, upodlenie, dorastanie w nieludzkich warunkach zaowocowały chęcią zemsty. Gdy dorósł poprzysiągł zemstę i dokonywał jej konsekwentnie stając się tytułowym łowcą. Ogrom krzywd, jakich doznał wraz z rodziną oraz ogrom krzywd jakie sam wyrządził wrogom porażają.
W trakcie całej lektury rzucało mi się w oczy jedno- jak bardzo ten młody chłopak, póżniej męźczyzna musiał zostać skrzywdzony, jak mocno mieć wypaczona psychikę, żeby w dorosłym życiu dokonać to, czego dokonał. Ogrom zła, rozpaczy zawarty w tej niewielkiej książeczce jest niesamowity. Wypaczenie umysłu dziecka, rozbieżność między tym co ładne, ciekawe dla niego, a dla nas żyjących w pokoju, bezpieczeństwie, jest niewyobrażalna. Widać to chociażby na przykładzie poniższego cytatu.
Szczególnie piękny jest widok, gdy
bomba wpada do Sanu. Wówczas unosi się olbrzymi słup wody. Jeszcze
ładniej jednak wygląda trafiony samolot. Tworzy się za nim wówczas
podłużny obłoczek. Samolot jakby waha się, potem długim łukiem jak
ciśnięty kamień wali się w dół. Raz widziałem, jak wybuch nastąpił w
powietrzu – może pocisk trafił w bombę. Samolot rozprysnął się jak bańka mydlana.(...)
Cała opowieść ma formę pamiętnika. Szczególnie porusza część syberyjska, gdy narratorem jest dziecko. Zapiski czynione niejako jego ręką są niezwykle mocna lekturą. Porusza zarówno opowieść dziecka, jak i polowanie, jakie rozpoczął dorosły Lubieniecki.
Wszystkie te akcje przypominały do złudzenia zwyczajne polowania.
Nieraz się czekało, siedziało i nic z tego nie wyszło, ale czy było
wtedy rozczarowanie? Raczej nie. Traktowałem to o wiele poważniej.
Chodziło o konsekwencję i zachowanie systematyczności. Potem przyszły
dopiero wahania, pytania – czy to ma sens?
Dodatkowe co wyziera z książki, to wielkie rozczarowanie Polską po powrocie na Ziemie Zachodnie. Nowa ojczyzna zupełnie odbiega od jego oczekiwań. Książka niezbyt gruba, ale mocna, ostra, bezkompromisowa, bez ogródek ukazująca zło, rozczarowanie, wypaczenie psychiczne. W sześciu zaledwie rozdziałach zawarte jest tak wiele, że nagromadzenie uczuć wręcz oszołamia i zmusza do zastanowienia się nad wieloma kwestiami.
Po lekturze Łowcy.. zupełnie nie dziwi mnie fakt, iż książka znajdowała się w ukryciu przez blisko 70 lat i ze względu na tematykę i jej siłę mogła ukazać się dopiero teraz.
środa, 5 listopada 2014
Tankiści
Wydawnictwo Znak Horyzont, Ocena 5/6
Kacper Śledziński to zręczny autor, którego kolejną książkę przeczytałem z wielką przyjemnością i odrobiną sentymentu. Bo który męźczyzna (tak w wieku 40+) będąc chłopcem nie marzył o byciu w załodze Rudego 102:)?
Kto nie zna filmowych przygód Janka, Olgierda, Gustlika, Grigorija i naturalnie Szarika? Jednak prawdziwe życie załogi czołgu wyglądało inaczej.
Autor niniejszej książki sięga do naszych dziecięcych marzeń zabaw i idzie krok dalej. W przeciwieństwie do opowieści autorstwa Janusza Przymanowskiego, fikcyjne są tylko dialogi włożone w usta bohaterów. Pozostałe fakty są jak najbardziej autentyczne, oparte na bogatym materiale. Bohaterami są żołnierze 1. Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Ogromnym plusem książek Śledzińskiego jest właśnie dogłębne zbadanie tematu i mocne osadzenie ich w realiach historycznych.
Tankiści to bardzo ciekawa opowieść o autentycznych pancernych, o tym kim byli, dlaczego walczyli, jak to robili, co czuli. Poznajemy także wady i zalety czołgów, broni bojowej.
Autor sięga do samego początku, do genezy powstania 1. Brygady, opisuje jej początki i rozwój oraz najważniejsze momenty, dzień codzienny, bitwy, strach, brud, często głód, choroby. Bierzemy udział w wielu bitwach, np. pod Lenino czy pod Studziankami, walczymy o Wał Pomorski i Warszawę. Czyli poznajemy historię bitew II wojny światowej widzianych od czołgowych kulis, można śmiało rzec - od podszewki. Nic bowiem nie jest nam oszczędzone.
Jednak ta książka to nie tylko gloryfikacja i chwała. Śledzińskie nie osłania nieudolnych postaci, nie tuszuje błędnych decyzji, śmiało pisze o nieudolności, zniweczeniu szans.
Tym co stanowi o wielkości tej książki są losy pojedynczych osób, które dotychczas były na ogół anonimowymi bohaterami, a których czyny składają się na historię tych prawdziwych tankistów.
Tankiści to rzetelnie napisana, dopracowana w każdym calu, porywająca książka. Gorąco zachęcam do lektury.
Kacper Śledziński to zręczny autor, którego kolejną książkę przeczytałem z wielką przyjemnością i odrobiną sentymentu. Bo który męźczyzna (tak w wieku 40+) będąc chłopcem nie marzył o byciu w załodze Rudego 102:)?
Kto nie zna filmowych przygód Janka, Olgierda, Gustlika, Grigorija i naturalnie Szarika? Jednak prawdziwe życie załogi czołgu wyglądało inaczej.
Autor niniejszej książki sięga do naszych dziecięcych marzeń zabaw i idzie krok dalej. W przeciwieństwie do opowieści autorstwa Janusza Przymanowskiego, fikcyjne są tylko dialogi włożone w usta bohaterów. Pozostałe fakty są jak najbardziej autentyczne, oparte na bogatym materiale. Bohaterami są żołnierze 1. Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Ogromnym plusem książek Śledzińskiego jest właśnie dogłębne zbadanie tematu i mocne osadzenie ich w realiach historycznych.
Tankiści to bardzo ciekawa opowieść o autentycznych pancernych, o tym kim byli, dlaczego walczyli, jak to robili, co czuli. Poznajemy także wady i zalety czołgów, broni bojowej.
Autor sięga do samego początku, do genezy powstania 1. Brygady, opisuje jej początki i rozwój oraz najważniejsze momenty, dzień codzienny, bitwy, strach, brud, często głód, choroby. Bierzemy udział w wielu bitwach, np. pod Lenino czy pod Studziankami, walczymy o Wał Pomorski i Warszawę. Czyli poznajemy historię bitew II wojny światowej widzianych od czołgowych kulis, można śmiało rzec - od podszewki. Nic bowiem nie jest nam oszczędzone.
Jednak ta książka to nie tylko gloryfikacja i chwała. Śledzińskie nie osłania nieudolnych postaci, nie tuszuje błędnych decyzji, śmiało pisze o nieudolności, zniweczeniu szans.
Tym co stanowi o wielkości tej książki są losy pojedynczych osób, które dotychczas były na ogół anonimowymi bohaterami, a których czyny składają się na historię tych prawdziwych tankistów.
Tankiści to rzetelnie napisana, dopracowana w każdym calu, porywająca książka. Gorąco zachęcam do lektury.
poniedziałek, 20 października 2014
Powstanie sierpniowe 1944
Wydawnictwo Rytm, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
W tym roku przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Nic więc dziwnego, iż książek dot. tego zrywu powstaje, ewentualnie jest wznawianych całkiem sporo. Książka autorstwa profesora Drozdowskiego zdecydowanie wyróżnia się na ich tle. Podzielona jest wyraźnie na dwie części. W pierwszej części autor kladzie nacisk przede wszystkim na ukazanie powstania poprzez pryzmat ludności cywilnej. Profesor prezentuje sytuację cywilów, ich poglądy, życie, sposoby na walkę z koszmarną codziennością, sposoby na przetrwanie, ale przede wszystkim czyni nas świadkami dramatu cywilnych warszawiaków, a za sprawą rozgrywających się obok nich walk, także dramatu powstańców. Opisy ty bardziej poruszają, iż wiemy co za kilkanaście, kilka dni się stanie, jaki będzie koniec walk.Czytamy także o exodusie ludności, o jej wypędzaniu, o rzeziach, sytuacji jeńców, działaniach Polaków za granicą.
Dużo uwagi historyk poświęca cywilnym władzom administracyjnym stolicy, władzom powstańczym oraz usiłuje znaleźć odpowiedź na wiele pytań m.in. co kierowało cywilami, którzy stali się powstańcami, ale także odwrotnie - tymi, którzy nie przyłączyli się do walk nawet w najmniejszym stopniu. Co istotne, profesor Drozdowski nie opowiada się po żadnej ze stron, żadnej nie chwali, ani nie potępia. Ot daje nam bezstronne świadectwo i źródło rodzące kolejne pytania.
W I części poruszona jest także rola kościoła w walkach powstańczych, stosunek Żydów do powstania, porównanie powstania warszawskiego z tym w getcie warszawskim z 1943 roku, rola samorządów i partii politycznych, jak chociażby SN, SP, PPR, PPS-WRN, Stronnictwa Ludowego ROCH. Część I książki, to moim zdaniem taki swoisty testament Powstania Warszawskiego.
Cenną sprawą jest fakt, iż całość materiału oparta jest na wspomnieniach ludności cywilnej, która w okresie powstania żyła w stolicy, na dokumentach, na zdjęciach, na strzępkach wiadomości.
Dodatkowym plusem są liczne zdjęcia.
Część druga jest odmienna od pierwszej, chociaż de facto obie dotyczą tego samego, Powstania Warszawskiego. W tej części książki mamy ukazany aspekt psychologiczny i międzynarodowy.
Chodzi tu o ukazanie Powstania poprzez pryzmat władz polskich na emigracji, ukazanie polskiej dyplomacji i jej poczynań w tym okresie, różnych wewnętrznych walk z tym związanych i ich efektu, konflikty pomiędzy premierem Rządu Polskiego a Naczelnym Wodzem.
Taką wisienka na tym torcie jest opis osoby i rozterek generała Tadeusza Bora Komorowskiego, którego dręczyły rozmaite rozterki, wahania, a którego postawa bywa do dziś dnia krytykowana.
Postanie sierpniowe 1944, to książka wyjątkowa, doskonale dopracowana pod względem merytorycznym, arcyciekawie przystępne napisana i z wielkim sercem i człowieczeństwem na kartach. Niezwykle ważna i potrzebna książka.
Książkę można kupić w księgarni Wydawnictwa Rytm (klik)
Recenzja mojego męża.
W tym roku przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Nic więc dziwnego, iż książek dot. tego zrywu powstaje, ewentualnie jest wznawianych całkiem sporo. Książka autorstwa profesora Drozdowskiego zdecydowanie wyróżnia się na ich tle. Podzielona jest wyraźnie na dwie części. W pierwszej części autor kladzie nacisk przede wszystkim na ukazanie powstania poprzez pryzmat ludności cywilnej. Profesor prezentuje sytuację cywilów, ich poglądy, życie, sposoby na walkę z koszmarną codziennością, sposoby na przetrwanie, ale przede wszystkim czyni nas świadkami dramatu cywilnych warszawiaków, a za sprawą rozgrywających się obok nich walk, także dramatu powstańców. Opisy ty bardziej poruszają, iż wiemy co za kilkanaście, kilka dni się stanie, jaki będzie koniec walk.Czytamy także o exodusie ludności, o jej wypędzaniu, o rzeziach, sytuacji jeńców, działaniach Polaków za granicą.
Dużo uwagi historyk poświęca cywilnym władzom administracyjnym stolicy, władzom powstańczym oraz usiłuje znaleźć odpowiedź na wiele pytań m.in. co kierowało cywilami, którzy stali się powstańcami, ale także odwrotnie - tymi, którzy nie przyłączyli się do walk nawet w najmniejszym stopniu. Co istotne, profesor Drozdowski nie opowiada się po żadnej ze stron, żadnej nie chwali, ani nie potępia. Ot daje nam bezstronne świadectwo i źródło rodzące kolejne pytania.
W I części poruszona jest także rola kościoła w walkach powstańczych, stosunek Żydów do powstania, porównanie powstania warszawskiego z tym w getcie warszawskim z 1943 roku, rola samorządów i partii politycznych, jak chociażby SN, SP, PPR, PPS-WRN, Stronnictwa Ludowego ROCH. Część I książki, to moim zdaniem taki swoisty testament Powstania Warszawskiego.
Cenną sprawą jest fakt, iż całość materiału oparta jest na wspomnieniach ludności cywilnej, która w okresie powstania żyła w stolicy, na dokumentach, na zdjęciach, na strzępkach wiadomości.
Dodatkowym plusem są liczne zdjęcia.
Część druga jest odmienna od pierwszej, chociaż de facto obie dotyczą tego samego, Powstania Warszawskiego. W tej części książki mamy ukazany aspekt psychologiczny i międzynarodowy.
Chodzi tu o ukazanie Powstania poprzez pryzmat władz polskich na emigracji, ukazanie polskiej dyplomacji i jej poczynań w tym okresie, różnych wewnętrznych walk z tym związanych i ich efektu, konflikty pomiędzy premierem Rządu Polskiego a Naczelnym Wodzem.
Taką wisienka na tym torcie jest opis osoby i rozterek generała Tadeusza Bora Komorowskiego, którego dręczyły rozmaite rozterki, wahania, a którego postawa bywa do dziś dnia krytykowana.
Postanie sierpniowe 1944, to książka wyjątkowa, doskonale dopracowana pod względem merytorycznym, arcyciekawie przystępne napisana i z wielkim sercem i człowieczeństwem na kartach. Niezwykle ważna i potrzebna książka.
Książkę można kupić w księgarni Wydawnictwa Rytm (klik)
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Niewidzialna korona
Wydawnictwo Zysk - S-ka, Moja ocena 5,5/6
Już wróciłam do blogowania. Mam nadzieję, że chwilowo problemy zostały zażegnane. Trzymajcie proszę kciuki. Czy wybrałam właściwie, to się okaże za kilka tygodni, może nawet miesięcy.
Przy okazji dziękuję za wszystkie komentarze, emaile, głosy wsparcia. Bardzo mi to pomogło.
Przez ten ostatni tydzień przeczytałam Niewidzialną koronę, która okazała się doskonałym ratunkiem na smutki i zmartwienia.
Elżbieta Cherezińska kolejny raz porwała mnie opowieścią o naszej historii. Niewidzialna korona, to 2. część jak sądzę wielotomowej opowieści z dziejów historii Polski. Mimo, iż Niewidzialna korona jest kontynuacją historii, obie części można czytać niezależnie do siebie. Poprzednia część, czyli Korona śniegu i krwi kończy się morderstwem Przemysła II, czyli wydarzeniem, które miały miejsce w roku 1296 w Rogoźnie. Przemysł II był ostatnim męskim przedstawicielem linii wielkopolskiej Piastów, królem Polski od zaledwie kilku miesięcy (od 1295 roku). Nic dziwnego, iż wraz z jego śmiercią państwo polskie nie dość, że okrojone terytorialnie, to dodatkowo jest w prawie całkowitej rozsypce, grozi mu anarchia, wróg (pod postacią Brandenburczyków i Krzyżaków) czyha u bram, broń się szykuje, a dawni bogowie są ciągle uznawani w wielu miejscach za najważniejszych. Jest także dwóch chętnych na schedę po Przemyśle. Są nimi: książę kujawski Władysław, którego znamy, jako Łokietka i książę Henryk z Głogowa. Jak potoczy się historia, chyba każdy z grubsza, z lekcji historii pamięta. Istotnym jest, jak ten niełatwy kawałek naszych dziejów zaserwowała nam Elżbieta Cherezińska.
Ogromnym plusem książki jest ukazanie ówczesnego piekiełka, jakim bez wątpienia był tygiel, w którym smażono mniejsze i większe intrygi, sączono jad, knuto spiski. To wszystko okraszone jest sporą dawką poczucia humoru i wspaniałym kreacjami bohaterów, z których nawet ten najniższego stanu, najmniej znaczący ukazany jest w sposób wyborny. To co jednak najbardziej mnie uwiodło to obraz silnych kobiet, o których historycy i pisarze, zbyt często zapominają. Wszak wciąż z reguły uważa się, iż wieki średnie to świat dzielnych, walecznych męźczyzn,a niewiasty, słabowite, chorowite oczekiwały w domu na swoich panów. Można śmiało stwierdzić, że autorka wskrzesiła na kartach książki wiele zapomnianych (albo częstokroć praktycznie nieznanych) kobiecych postaci.
Cherezińskiej udało się we wspaniałych proporcjach wymieszać fakty historyczne z odrobiną fikcji i szczyptą fantastycznej magii. Powstało wyśmienite danie, które się połyka w mgnieniu oka.
Niewidzialna korona kończy się na 1306 roku. Liczę, iż na kolejny tom serii nie będziemy musieli zbyt długo czekać.
Już wróciłam do blogowania. Mam nadzieję, że chwilowo problemy zostały zażegnane. Trzymajcie proszę kciuki. Czy wybrałam właściwie, to się okaże za kilka tygodni, może nawet miesięcy.
Przy okazji dziękuję za wszystkie komentarze, emaile, głosy wsparcia. Bardzo mi to pomogło.
Przez ten ostatni tydzień przeczytałam Niewidzialną koronę, która okazała się doskonałym ratunkiem na smutki i zmartwienia.
Elżbieta Cherezińska kolejny raz porwała mnie opowieścią o naszej historii. Niewidzialna korona, to 2. część jak sądzę wielotomowej opowieści z dziejów historii Polski. Mimo, iż Niewidzialna korona jest kontynuacją historii, obie części można czytać niezależnie do siebie. Poprzednia część, czyli Korona śniegu i krwi kończy się morderstwem Przemysła II, czyli wydarzeniem, które miały miejsce w roku 1296 w Rogoźnie. Przemysł II był ostatnim męskim przedstawicielem linii wielkopolskiej Piastów, królem Polski od zaledwie kilku miesięcy (od 1295 roku). Nic dziwnego, iż wraz z jego śmiercią państwo polskie nie dość, że okrojone terytorialnie, to dodatkowo jest w prawie całkowitej rozsypce, grozi mu anarchia, wróg (pod postacią Brandenburczyków i Krzyżaków) czyha u bram, broń się szykuje, a dawni bogowie są ciągle uznawani w wielu miejscach za najważniejszych. Jest także dwóch chętnych na schedę po Przemyśle. Są nimi: książę kujawski Władysław, którego znamy, jako Łokietka i książę Henryk z Głogowa. Jak potoczy się historia, chyba każdy z grubsza, z lekcji historii pamięta. Istotnym jest, jak ten niełatwy kawałek naszych dziejów zaserwowała nam Elżbieta Cherezińska.
Ogromnym plusem książki jest ukazanie ówczesnego piekiełka, jakim bez wątpienia był tygiel, w którym smażono mniejsze i większe intrygi, sączono jad, knuto spiski. To wszystko okraszone jest sporą dawką poczucia humoru i wspaniałym kreacjami bohaterów, z których nawet ten najniższego stanu, najmniej znaczący ukazany jest w sposób wyborny. To co jednak najbardziej mnie uwiodło to obraz silnych kobiet, o których historycy i pisarze, zbyt często zapominają. Wszak wciąż z reguły uważa się, iż wieki średnie to świat dzielnych, walecznych męźczyzn,a niewiasty, słabowite, chorowite oczekiwały w domu na swoich panów. Można śmiało stwierdzić, że autorka wskrzesiła na kartach książki wiele zapomnianych (albo częstokroć praktycznie nieznanych) kobiecych postaci.
Cherezińskiej udało się we wspaniałych proporcjach wymieszać fakty historyczne z odrobiną fikcji i szczyptą fantastycznej magii. Powstało wyśmienite danie, które się połyka w mgnieniu oka.
Niewidzialna korona kończy się na 1306 roku. Liczę, iż na kolejny tom serii nie będziemy musieli zbyt długo czekać.
piątek, 1 sierpnia 2014
Dni walczącej stolicy - Władysław Bartoszewski
Wydawnictwo Świat Książki, 526 s., Moja ocena 6/6
Dzisiaj dzień niezwykle ważny, 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Lektury, które chciałabym wam polecić, będą do tej rocznicy nawiązywać. Będą to dwie książki, które czytałam przez ostatnie kilka tygodni, ale z napisaniem o nich celowo wstrzymywałam się do dzisiejszego dnia.
Dni walczącej stolicy, o tej pozycji wiele słyszałam, wszak to jej kolejne wznowienie, tym razem z okazji okrągłej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Jednak wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z treścią książki.
Jest to książka ze wszech miar wyjątkowa. Przede wszystkim dlatego, że jest zapisem sześćdziesięciu siedmiu audycji dokumentalnych poświęconych powstańczej Warszawie. Audycje te były nadawane w programie III Polskiego Radia od 30 lipca do 4 października 1981 roku i odtworzone przez Rozgłośnię Polską Radia Wolna Europa w 1984 roku. Czas nadawania audycji, to dodatkowy atut książki. Pierwsze książkowe wydania kroniki ukazały się w tym samym czasie nakładem londyńskiego wydawnictwa Aneks i podziemnego wydawnictwa Krąg.
Jednak największą wartością książki są wspomnienia osób biorących udział w Powstaniu oraz wiele (często nieznanych) zdjęć, które pochodzą z Muzeum Powstania Warszawskiego. Ukazują one życie powstańców i ludności cywilnej Warszawy od 31 lipca (czyli od ostatnich dni przed burzą, jak je określa prof. Bartoszewski) do 4 października 1944 roku.
Zdjęcia są różnorodne, różne wyzwalają emocje. Nad niektórymi się podchodzi do porządku dziennego, ot zdjęcia walczących ludzi, niektóre szokują grozą, okrucieństwem, bezsensem. Nie ukrywam, że zdjęcie tej uśmiechniętej dziewczynki (Różyczki), która jak opowiada prof. Bartoszewski pomagała ze wszystkich sił, najbardziej chwyciło mnie za serce. Nikt nie powinien brać udziału w koszmarze wojny, powstania zbrojnego, a już na pewno nie dzieci.
Bohaterami 67 audycji są ludzie w różnym wieku, zarówno młodzi, będący częstokroć jeszcze dziećmi, jak i osoby dorosłe, oraz w podeszłym wieku, powstańcy, a także osoby nie biorące czynnego udziału w tej zbrojnej akcji. Książka i opublikowane w niej audycje wiernie oddają, to co działo się w Warszawie tuż przed wybuchem Powstania, w jego trakcie i tuż po jego upadku.
Mimo, iż profesor Bartoszewski był bezpośrednim uczestnikiem Powstania, w książce brak wątków osobistych dot. bezpośrednio profesora. Jest za to narracja prowadzona w taki sposób, że książkę czyta się niezwykle szybko. Dodatek wspomnień zwykłych ludzi żyjących w tym okresie w stolicy, zdjęcia ukazujące ogrom tragedii, ale i męstwa zwyczajnych ludzi sprawiają, iż jest to lektura z wyjątkowo ściśniętym gardłem.
Wątki osobiste, uczucia opisuje inna książka profesora Bartoszewskiego (okładkę widać obok). Jej recenzje zamieszczę za kilka godzin.
Ten post pisałam wczoraj, nie wiem jak przebiegną uroczystości związane z rocznicą Powstania Warszawskiego. Nieodmiennie zdumiewają, szokują i oburzają mnie wszelkie manifestacje sprzeciwu przeciwko wybuchowi Powstania. Mam nadzieję, że w tym roku wszystko przebiegnie w spokoju.
Rozumiem dyskusję na temat Powstania, jego ew. sensu, ale nie rozumiem niemerytorycznej krytyki na ulicach (jaka kilkakrotnie w rocznicę miała miejsce), manifestacji, gwizdów etc.
Uważam, że nie nam jest oceniać, krytykować ludzi, którzy 70 lat temu podjęli się heroicznego skądinąd czynu, jakim było stanięcie zbrojne przeciwko okupantowi. Nie wiem, czy ja będąc na ich miejscu miałabym tyle odwagi.
Dzisiaj dzień niezwykle ważny, 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Lektury, które chciałabym wam polecić, będą do tej rocznicy nawiązywać. Będą to dwie książki, które czytałam przez ostatnie kilka tygodni, ale z napisaniem o nich celowo wstrzymywałam się do dzisiejszego dnia.
Dni walczącej stolicy, o tej pozycji wiele słyszałam, wszak to jej kolejne wznowienie, tym razem z okazji okrągłej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Jednak wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z treścią książki.
Jest to książka ze wszech miar wyjątkowa. Przede wszystkim dlatego, że jest zapisem sześćdziesięciu siedmiu audycji dokumentalnych poświęconych powstańczej Warszawie. Audycje te były nadawane w programie III Polskiego Radia od 30 lipca do 4 października 1981 roku i odtworzone przez Rozgłośnię Polską Radia Wolna Europa w 1984 roku. Czas nadawania audycji, to dodatkowy atut książki. Pierwsze książkowe wydania kroniki ukazały się w tym samym czasie nakładem londyńskiego wydawnictwa Aneks i podziemnego wydawnictwa Krąg.
Jednak największą wartością książki są wspomnienia osób biorących udział w Powstaniu oraz wiele (często nieznanych) zdjęć, które pochodzą z Muzeum Powstania Warszawskiego. Ukazują one życie powstańców i ludności cywilnej Warszawy od 31 lipca (czyli od ostatnich dni przed burzą, jak je określa prof. Bartoszewski) do 4 października 1944 roku.
Zdjęcia są różnorodne, różne wyzwalają emocje. Nad niektórymi się podchodzi do porządku dziennego, ot zdjęcia walczących ludzi, niektóre szokują grozą, okrucieństwem, bezsensem. Nie ukrywam, że zdjęcie tej uśmiechniętej dziewczynki (Różyczki), która jak opowiada prof. Bartoszewski pomagała ze wszystkich sił, najbardziej chwyciło mnie za serce. Nikt nie powinien brać udziału w koszmarze wojny, powstania zbrojnego, a już na pewno nie dzieci.
Bohaterami 67 audycji są ludzie w różnym wieku, zarówno młodzi, będący częstokroć jeszcze dziećmi, jak i osoby dorosłe, oraz w podeszłym wieku, powstańcy, a także osoby nie biorące czynnego udziału w tej zbrojnej akcji. Książka i opublikowane w niej audycje wiernie oddają, to co działo się w Warszawie tuż przed wybuchem Powstania, w jego trakcie i tuż po jego upadku.
Mimo, iż profesor Bartoszewski był bezpośrednim uczestnikiem Powstania, w książce brak wątków osobistych dot. bezpośrednio profesora. Jest za to narracja prowadzona w taki sposób, że książkę czyta się niezwykle szybko. Dodatek wspomnień zwykłych ludzi żyjących w tym okresie w stolicy, zdjęcia ukazujące ogrom tragedii, ale i męstwa zwyczajnych ludzi sprawiają, iż jest to lektura z wyjątkowo ściśniętym gardłem.
Wątki osobiste, uczucia opisuje inna książka profesora Bartoszewskiego (okładkę widać obok). Jej recenzje zamieszczę za kilka godzin. Ten post pisałam wczoraj, nie wiem jak przebiegną uroczystości związane z rocznicą Powstania Warszawskiego. Nieodmiennie zdumiewają, szokują i oburzają mnie wszelkie manifestacje sprzeciwu przeciwko wybuchowi Powstania. Mam nadzieję, że w tym roku wszystko przebiegnie w spokoju.
Rozumiem dyskusję na temat Powstania, jego ew. sensu, ale nie rozumiem niemerytorycznej krytyki na ulicach (jaka kilkakrotnie w rocznicę miała miejsce), manifestacji, gwizdów etc.
Uważam, że nie nam jest oceniać, krytykować ludzi, którzy 70 lat temu podjęli się heroicznego skądinąd czynu, jakim było stanięcie zbrojne przeciwko okupantowi. Nie wiem, czy ja będąc na ich miejscu miałabym tyle odwagi.
wtorek, 22 lipca 2014
Barbara i król
Wydawnictwo Książnica, Moja ocena 5,5/6
Wspaniała powieść, tym cenniejsza, iż nasza, polska.
Akcja rozpoczyna się w 1570 roku w Warszawie na Zamku Królewskim. Spotykamy króla Zygmunta Augusta, gdy jest schorowany, samotny i od blisko ćwierć wieku opłakuje swoją jedyną miłość - Barbarę Radziwiłłównę. Kolejne, nieudane małżeństwo, brak następcy tronu i obawa o to, co stanie się z krajem, przysparzają władcy wielu trosk. Na tęsknocie króla za ukochaną kobietą postanawiają zarobić chytrzy, ale i co tu ukrywać pomysłowi Mniszechowie. Postanawiają umieścić w królewskim łożu młodziutką córkę warszawskiego kupca Jana Gizy- Barbarę Giżankę, która jest jak dwie krople wody podobna do zmarłej Barbary Radziwiłłówny. Mikołaj Mniszech, królewski pokojowy poznał Barbarę jeszcze, gdy wychowywała się w klasztorze panien bernardynek poza Warszawą. Plan odnosi pozytywny skutek.Mniszechowie triumfują, bogacą się, ich protegowana cieszy się wielkimi łaskami króla, ale...knują i spiskują wszyscy (jak to na królewskich dworach onegdaj bywało). Z tym, że w tym wypadku najgrożniejsze intrygi snują ludzie z otoczenia poprzedniej królewskiej metresy, która w momencie pojawienia się Giżanki, została odsunięta od królewskiego łoża, a co za tym idzie także od pieniędzy, luksusów i przywilejów, jakimi cieszyła się. Co z tego wyniknie? Jak długo król będzie cieszył się nowym uczuciem?
Powieść Renaty Czarneckiej porwała mnie na tyle, iż przeczytałam ją w zaledwie kilka godzin. Autorka niezwykle ciekawy fragment naszej historii przedstawia w sposób zbeletryzowany, jednak daleki od infantylnej opowiastki. Uniknęła w ten sposób tego, czego obawiałam się najbardziej rozpoczynając lekturę, a mianowicie napisania nie wnoszącego nic romansowego czytadła. Barbara i król, to niezwykle ciekawa, wspaniale napisana opowieść. Ogromnym plusem są bohaterowie, z których duża część, to postaci autentyczne. Każda z nich jest silna, każda wnosi coś istotnego do treści. I nieistotne, czy są to postacie, które lubimy, czy wręcz przeciwnie. Wobec żadnej z nich nie pozostajemy obojętni.
Jednak największym wg. mnie atutem książki, jest wspaniałe, niezwykle drobiazgowe oddanie realiów historycznych. Od królewskich komnat, alkowy i dworu poczynając, poprzez ulice ówczesnej Warszawy, aż po tętniący gwarem dom rodziny Barbary.
Brawa należą się Renacie Czarneckiej za stworzenie postaci Barbary Giźanki. Bo mimo, iż jest to postać jak najbardziej autentyczna, a sam romans także miał miejsce. To jednak o samej Barbarze niewiele wiadomo, mimo, iż od wielu lat historycy pracują niestrudzenie nad zdobyciem kolejnych wiadomości o tej tajemniczej kobiecie, metresie naszego władcy. Postać Giźanki, jaką prezentuje nam Czarnecka jest jak najbardziej żywa, ze swoimi wadami, zaletami. Chociaż jeżeli mam być szczera, to tych pierwszych jest zdecydowanie więcej. Niezbyt ją polubiłam, nie będę tego ukrywać. Żal mi było króla, że tak dał się omamić.
Gorąco zachęcam do lektury książki. Renata Czarnecka zasługuje na ogromne brawa i uznanie. Nie dość, że stworzyła fascynującą, porywającą opowieść, to utkała ją ze strzępków naszej własnej historii. I to chyba najważniejsze.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi
Wspaniała powieść, tym cenniejsza, iż nasza, polska.
Akcja rozpoczyna się w 1570 roku w Warszawie na Zamku Królewskim. Spotykamy króla Zygmunta Augusta, gdy jest schorowany, samotny i od blisko ćwierć wieku opłakuje swoją jedyną miłość - Barbarę Radziwiłłównę. Kolejne, nieudane małżeństwo, brak następcy tronu i obawa o to, co stanie się z krajem, przysparzają władcy wielu trosk. Na tęsknocie króla za ukochaną kobietą postanawiają zarobić chytrzy, ale i co tu ukrywać pomysłowi Mniszechowie. Postanawiają umieścić w królewskim łożu młodziutką córkę warszawskiego kupca Jana Gizy- Barbarę Giżankę, która jest jak dwie krople wody podobna do zmarłej Barbary Radziwiłłówny. Mikołaj Mniszech, królewski pokojowy poznał Barbarę jeszcze, gdy wychowywała się w klasztorze panien bernardynek poza Warszawą. Plan odnosi pozytywny skutek.Mniszechowie triumfują, bogacą się, ich protegowana cieszy się wielkimi łaskami króla, ale...knują i spiskują wszyscy (jak to na królewskich dworach onegdaj bywało). Z tym, że w tym wypadku najgrożniejsze intrygi snują ludzie z otoczenia poprzedniej królewskiej metresy, która w momencie pojawienia się Giżanki, została odsunięta od królewskiego łoża, a co za tym idzie także od pieniędzy, luksusów i przywilejów, jakimi cieszyła się. Co z tego wyniknie? Jak długo król będzie cieszył się nowym uczuciem?
Powieść Renaty Czarneckiej porwała mnie na tyle, iż przeczytałam ją w zaledwie kilka godzin. Autorka niezwykle ciekawy fragment naszej historii przedstawia w sposób zbeletryzowany, jednak daleki od infantylnej opowiastki. Uniknęła w ten sposób tego, czego obawiałam się najbardziej rozpoczynając lekturę, a mianowicie napisania nie wnoszącego nic romansowego czytadła. Barbara i król, to niezwykle ciekawa, wspaniale napisana opowieść. Ogromnym plusem są bohaterowie, z których duża część, to postaci autentyczne. Każda z nich jest silna, każda wnosi coś istotnego do treści. I nieistotne, czy są to postacie, które lubimy, czy wręcz przeciwnie. Wobec żadnej z nich nie pozostajemy obojętni.
Jednak największym wg. mnie atutem książki, jest wspaniałe, niezwykle drobiazgowe oddanie realiów historycznych. Od królewskich komnat, alkowy i dworu poczynając, poprzez ulice ówczesnej Warszawy, aż po tętniący gwarem dom rodziny Barbary.
Brawa należą się Renacie Czarneckiej za stworzenie postaci Barbary Giźanki. Bo mimo, iż jest to postać jak najbardziej autentyczna, a sam romans także miał miejsce. To jednak o samej Barbarze niewiele wiadomo, mimo, iż od wielu lat historycy pracują niestrudzenie nad zdobyciem kolejnych wiadomości o tej tajemniczej kobiecie, metresie naszego władcy. Postać Giźanki, jaką prezentuje nam Czarnecka jest jak najbardziej żywa, ze swoimi wadami, zaletami. Chociaż jeżeli mam być szczera, to tych pierwszych jest zdecydowanie więcej. Niezbyt ją polubiłam, nie będę tego ukrywać. Żal mi było króla, że tak dał się omamić.
Gorąco zachęcam do lektury książki. Renata Czarnecka zasługuje na ogromne brawa i uznanie. Nie dość, że stworzyła fascynującą, porywającą opowieść, to utkała ją ze strzępków naszej własnej historii. I to chyba najważniejsze.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi
poniedziałek, 14 lipca 2014
Rotmistrz Pilecki ochotnik do Auschwitz
Wydawnictwo RM, Ocena 6-/6
Recenzja mojego męża.
Witold Pilecki urodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu (na terenie dzisiejszej Rosji). Walczył w obu wojnach światowych, był oficerem AK, był także przez 3 lata dobrowolnym więźniem w KL Auschwitz. W 1940 roku, za zgodą komendanta głównego Związku Walki Zbrojnej, gen. Stefana Roweckiego „Grota”, został zatrzymany w łapance na Żoliborzu i wywieziony do Auschwitz. Celem tej misji było zorganizowanie komórki konspiracji wojskowej. Po ucieczce z obozu walczył w powstaniu warszawskim. Po jego upadku został uwięziony w dwóch obozach jenieckich - Lansdorf i Murnau. Walczył także w II Korpusie Polskim generała Władysława Andersa. Został stracony 25 maja 1948 roku w wyniku zbrodniczego procesu stalinowskiego.
Pilecki to postać niebanalna, której losy, całe życie zostały zdeterminowane przez czasy w jakich przyszło mu żyć oraz przez wyjątkowe poczucie godności i patriotyzmu. Żył życiem, którym z powodzeniem można by obdzielić kilka osób. Autor prowadzi nas od dnia jego narodzin, aż do śmierci. Ponieważ okres międzywojenny nie przyniósł w życiu Pileckiego przełomowych wydarzeń, Adam Cyra skupia się przede wszystkim na życiu i działalności swojego bohatera od wybuchu II wojny światowej, aż do jego śmierci.
Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich to opowieść o życiu i dokonaniach Pileckiego, a druga to jego słynny raport, który stworzył po ucieczce z Auschwitz w kwietniu 1943 roku. Źródła, na których opierał się autor są różnorodne (każde jest omówione szczegółowo). Duża część informacji pochodzi z teczek osobowych rotmistrza, które znajdują się w Centralnym Archiwum Wojskowym w Warszawie oraz z Zeszytu Ewidencyjnego, którego oryginał znajduje się w Studium Polski podziemnej w Londynie. Kolejnym źródłem informacji były teczki więzienne, które znajdują się w archiwum IPN. Część materiałów ofiarowali najbliżsi rotmistrza - wdowa po nim i syn.
Akta procesowe Pileckiego i pozostałych osób, które wraz z nim były sądzone to także cenne źródło wiedzy. Dostęp do nich stał się możliwy dopiero po 1989 roku. Akta te liczą blisko 2000 kart. Ich zawartość to wiele nowych faktów z życia rotmistrza i przebiegu zbrodniczej farsy, jaką bez wątpienia był proces.
Rotmistrz Pilecki był człowiekiem wielkim w całym tego słowa znaczeniu. Niewielu może się poszczycić dokonaniami choćby zbliżonymi do jego. przyszło mu żyć w trudnych czasach, które jednak decydowały o przyszłości Polski i Polaków. Potrafił czynnie włączyć się w ich nurt i zapłacił za to cenę najwyższą. Został rozstrzelany. Najprawdopodobniej strzelono mu w tył głowy. Nikt nie jest tego pewien, ponieważ zwłok straconych więźniów nie wydawano rodzinom. Bardzo często bliscy nie otrzymywali także żadnych informacji o egzekucji. W przypadku Pileckiego zachowało się tylko pismo wiceprokuratora do naczelnika więzienia na Mokotowie. Żadnej dokumentacji o złożeniu zwłok nie ma. Rotmistrz został najprawdopodobniej pochowany w jednej z wielu (zbyt wielu) zbiorowych, anonimowych mogił. Rotmistrz Pilecki był jedną z 2450 ofiar zbrodni sądowych, które miały miejsce w Polsce w latach 1944-56.
Książka jest doskonale napisana. Mimo sporej zawartości historycznych faktów, czyta się ją niczym arcyciekawą powieść, tym bardziej porywającą i poruszającą, iż opartą na faktach. Szczególnie wstrząsająca i dająca do myślenia jest druga część książki, czyli raport Pileckiego. To co w nim uderza to pewność, że robi, to co należy zrobić, oraz jego upór w dążeniu do celu i przedkładanie dobra rodaków, miłości do ojczyzny nad własne życie.
Najbardziej poruszającą jest jednak jego reakcja na wyrok śmierci.
Książka o jednym z największych, najbardziej zasłużonych Polaków I połowy XX wieku, a jednocześnie o osobie tak mało znanej. Dobrze, że coraz więcej pisze, mówi się o rotmistrzu. Czas zwrócić mu pamięć, czas o nim mówić.
Minus należy się tylko za umieszczenie przypisów nie u dołu strony, a na końcu każdego rozdziału. Zdecydowanie utrudnia to lekturę.
Recenzja mojego męża.
Witold Pilecki urodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu (na terenie dzisiejszej Rosji). Walczył w obu wojnach światowych, był oficerem AK, był także przez 3 lata dobrowolnym więźniem w KL Auschwitz. W 1940 roku, za zgodą komendanta głównego Związku Walki Zbrojnej, gen. Stefana Roweckiego „Grota”, został zatrzymany w łapance na Żoliborzu i wywieziony do Auschwitz. Celem tej misji było zorganizowanie komórki konspiracji wojskowej. Po ucieczce z obozu walczył w powstaniu warszawskim. Po jego upadku został uwięziony w dwóch obozach jenieckich - Lansdorf i Murnau. Walczył także w II Korpusie Polskim generała Władysława Andersa. Został stracony 25 maja 1948 roku w wyniku zbrodniczego procesu stalinowskiego.
Pilecki to postać niebanalna, której losy, całe życie zostały zdeterminowane przez czasy w jakich przyszło mu żyć oraz przez wyjątkowe poczucie godności i patriotyzmu. Żył życiem, którym z powodzeniem można by obdzielić kilka osób. Autor prowadzi nas od dnia jego narodzin, aż do śmierci. Ponieważ okres międzywojenny nie przyniósł w życiu Pileckiego przełomowych wydarzeń, Adam Cyra skupia się przede wszystkim na życiu i działalności swojego bohatera od wybuchu II wojny światowej, aż do jego śmierci.
Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich to opowieść o życiu i dokonaniach Pileckiego, a druga to jego słynny raport, który stworzył po ucieczce z Auschwitz w kwietniu 1943 roku. Źródła, na których opierał się autor są różnorodne (każde jest omówione szczegółowo). Duża część informacji pochodzi z teczek osobowych rotmistrza, które znajdują się w Centralnym Archiwum Wojskowym w Warszawie oraz z Zeszytu Ewidencyjnego, którego oryginał znajduje się w Studium Polski podziemnej w Londynie. Kolejnym źródłem informacji były teczki więzienne, które znajdują się w archiwum IPN. Część materiałów ofiarowali najbliżsi rotmistrza - wdowa po nim i syn.
Akta procesowe Pileckiego i pozostałych osób, które wraz z nim były sądzone to także cenne źródło wiedzy. Dostęp do nich stał się możliwy dopiero po 1989 roku. Akta te liczą blisko 2000 kart. Ich zawartość to wiele nowych faktów z życia rotmistrza i przebiegu zbrodniczej farsy, jaką bez wątpienia był proces.
Rotmistrz Pilecki był człowiekiem wielkim w całym tego słowa znaczeniu. Niewielu może się poszczycić dokonaniami choćby zbliżonymi do jego. przyszło mu żyć w trudnych czasach, które jednak decydowały o przyszłości Polski i Polaków. Potrafił czynnie włączyć się w ich nurt i zapłacił za to cenę najwyższą. Został rozstrzelany. Najprawdopodobniej strzelono mu w tył głowy. Nikt nie jest tego pewien, ponieważ zwłok straconych więźniów nie wydawano rodzinom. Bardzo często bliscy nie otrzymywali także żadnych informacji o egzekucji. W przypadku Pileckiego zachowało się tylko pismo wiceprokuratora do naczelnika więzienia na Mokotowie. Żadnej dokumentacji o złożeniu zwłok nie ma. Rotmistrz został najprawdopodobniej pochowany w jednej z wielu (zbyt wielu) zbiorowych, anonimowych mogił. Rotmistrz Pilecki był jedną z 2450 ofiar zbrodni sądowych, które miały miejsce w Polsce w latach 1944-56.
Książka jest doskonale napisana. Mimo sporej zawartości historycznych faktów, czyta się ją niczym arcyciekawą powieść, tym bardziej porywającą i poruszającą, iż opartą na faktach. Szczególnie wstrząsająca i dająca do myślenia jest druga część książki, czyli raport Pileckiego. To co w nim uderza to pewność, że robi, to co należy zrobić, oraz jego upór w dążeniu do celu i przedkładanie dobra rodaków, miłości do ojczyzny nad własne życie.
Najbardziej poruszającą jest jednak jego reakcja na wyrok śmierci.
Książka o jednym z największych, najbardziej zasłużonych Polaków I połowy XX wieku, a jednocześnie o osobie tak mało znanej. Dobrze, że coraz więcej pisze, mówi się o rotmistrzu. Czas zwrócić mu pamięć, czas o nim mówić.
Minus należy się tylko za umieszczenie przypisów nie u dołu strony, a na końcu każdego rozdziału. Zdecydowanie utrudnia to lekturę.
O autorze: DR ADAM
CYRA (ur. w 1949 roku.), starszy kustosz Państwowego Muzeum
Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu oraz współtwórca stałej ekspozycji o
obozowym ruchu oporu na terenie Muzeum w bloku nr 11, zorganizował ponad
dwadzieścia krajowych i zagranicznych wystaw poświęconych historii KL
Auschwitz. Aktywnie współpracuje z Towarzystwem Opieki nad Oświęcimiem
oraz Towarzystwem Miłośników Wołynia i Polesia. Jest autorem wielu
publikacji z zakresu historii KL Auschwitz oraz bloga historycznego
Cyra.wblogu.pl. Za swą działalność został uhonorowany między innymi
Złotym Krzyżem Zasługi i medalem Pro Memoria.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Krwawiąca granica - Marian Zacharski
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Recenzja mojego męża.
Krwawiąca granica, to czwarta książka autorstwa Mariana Zacharskiego, którą miałem okazję czytać. Jest to też kolejna książka, która odsłania sekrety wywiadu II RP i obala większość narosłych wokół tej tematyki mitów. Jako naród mamy bowiem swoje wyobrażenie historii, przez lata ugruntowane przez propagandy. Owe wyobraźenia częstokroć nijak się mają do rzeczywistości, do faktów historycznych. Zacharski nie boi się i obala w kolejnych książkach wiele polskich mitów historycznych.
Tym razem zajmuje się kilkoma sprawami kontrwywiadu polskiego, które rozgrywały się wokół tytułowej krwawiącej granicy. Może zastanawiać to określenie. Skąd się ono wzięło. Po zakończeniu I wojny światowej, na mocy porozumienia podpisanego w Wersalu zostały ustalone europejskie granice, m.in. granica polsko-niemiecka. Żadne ze stron jej przebieg nie odpowiadał. My uważaliśmy, że tereny zajmowane przez Polskę powinny być większe, Niemcy wręcz odwrotnie. Wraz z powstaniem II RP w Niemczech ruszyła zakrojona na wielką skalę antypolska propaganda. Wszystko co złe w Niemczech było winą Polaków, także głód, bezrobocie, choroby. Jednym ratunkiem wg. sporej grupy Niemców, była likwidacja państwa polskiego. Wierzono, iż likwidacja naszej ojczyzny przywróci w Niemczech ład, porządek i dobrobyt. Nic więc dziwnego, iż najsilniejsze działania anty- toczyły się po obu stronach granicy polsko-niemieckiej. Były one zakrojone na taką skalę, częstokroć tak krwawe, iż granicę tą nazwano krwawiącą. Po obu jej stronach działali szpiedzy, których niektóre, najbardziej spektakularne akcje opisuje w niniejszej książce Marian Zacharski. Książka poświęcona jest tylko akcjom prowadzonym przez oddział II Sztabu Głównego przy udziale Straży Granicznej. Do ich głównych zadań należało przede wszystkim rozpracowanie przeciwnika, a nade wszystko tajnej niemieckiej policji i kontrwywiadu Niemiec. Jak to czyniono, na ile to się udało, tego dowiecie się z niniejszej książki.
Wspominałem, iż Zacharski nie boi się obalać mitów narosłych na przestrzeni lat wokół poszczególnych wydarzeń historycznych. Tym razem wielokrotnie dostaje się od niego polskim oficerom kontrwywiadu, których różnorodne niedopełnienia obowiązków, czy zadziwiająco niefrasobliwe zachowania doprowadziły do kilku groźnych wydarzeń, unicestwiły kilka akcji.
Zacharski, jak to ma w zwyczaju, pisze barwnie, akcja toczy się wartko, niczym w najlepszych thrillerach. Całość ozdobiona jest zdjęciami postaci związanych z opisywanymi wydarzeniami i istotnych dokumentów.W związku z tym książkę, mimo sporych rozmiarów czyta się niezwykle szybko.
Krwawiąca granica ma tylko jeden zasadniczy minus (ale moim zdaniem niezwykle istotny), a mianowicie brak bibliografii, źródłoznawstwa, które to braki czynią z książki popularne czytadło, podczas gdy zasługuje ona na wiele więcej. Mimo tego drobnego felera, gorąco zachęcam do lektury. Jest to jak zwykle u generała Mariana Zacharskiego, pozycja porywająca, wciągająca i zapewniająca wiele godzin świetnej lektury oraz sporą dozę zdziwnia dot. tego co działo się po obu stronach granicy w okresie międzywojennym.
Recenzja mojego męża.
Krwawiąca granica, to czwarta książka autorstwa Mariana Zacharskiego, którą miałem okazję czytać. Jest to też kolejna książka, która odsłania sekrety wywiadu II RP i obala większość narosłych wokół tej tematyki mitów. Jako naród mamy bowiem swoje wyobrażenie historii, przez lata ugruntowane przez propagandy. Owe wyobraźenia częstokroć nijak się mają do rzeczywistości, do faktów historycznych. Zacharski nie boi się i obala w kolejnych książkach wiele polskich mitów historycznych.
Tym razem zajmuje się kilkoma sprawami kontrwywiadu polskiego, które rozgrywały się wokół tytułowej krwawiącej granicy. Może zastanawiać to określenie. Skąd się ono wzięło. Po zakończeniu I wojny światowej, na mocy porozumienia podpisanego w Wersalu zostały ustalone europejskie granice, m.in. granica polsko-niemiecka. Żadne ze stron jej przebieg nie odpowiadał. My uważaliśmy, że tereny zajmowane przez Polskę powinny być większe, Niemcy wręcz odwrotnie. Wraz z powstaniem II RP w Niemczech ruszyła zakrojona na wielką skalę antypolska propaganda. Wszystko co złe w Niemczech było winą Polaków, także głód, bezrobocie, choroby. Jednym ratunkiem wg. sporej grupy Niemców, była likwidacja państwa polskiego. Wierzono, iż likwidacja naszej ojczyzny przywróci w Niemczech ład, porządek i dobrobyt. Nic więc dziwnego, iż najsilniejsze działania anty- toczyły się po obu stronach granicy polsko-niemieckiej. Były one zakrojone na taką skalę, częstokroć tak krwawe, iż granicę tą nazwano krwawiącą. Po obu jej stronach działali szpiedzy, których niektóre, najbardziej spektakularne akcje opisuje w niniejszej książce Marian Zacharski. Książka poświęcona jest tylko akcjom prowadzonym przez oddział II Sztabu Głównego przy udziale Straży Granicznej. Do ich głównych zadań należało przede wszystkim rozpracowanie przeciwnika, a nade wszystko tajnej niemieckiej policji i kontrwywiadu Niemiec. Jak to czyniono, na ile to się udało, tego dowiecie się z niniejszej książki.
Wspominałem, iż Zacharski nie boi się obalać mitów narosłych na przestrzeni lat wokół poszczególnych wydarzeń historycznych. Tym razem wielokrotnie dostaje się od niego polskim oficerom kontrwywiadu, których różnorodne niedopełnienia obowiązków, czy zadziwiająco niefrasobliwe zachowania doprowadziły do kilku groźnych wydarzeń, unicestwiły kilka akcji.
Zacharski, jak to ma w zwyczaju, pisze barwnie, akcja toczy się wartko, niczym w najlepszych thrillerach. Całość ozdobiona jest zdjęciami postaci związanych z opisywanymi wydarzeniami i istotnych dokumentów.W związku z tym książkę, mimo sporych rozmiarów czyta się niezwykle szybko.
Krwawiąca granica ma tylko jeden zasadniczy minus (ale moim zdaniem niezwykle istotny), a mianowicie brak bibliografii, źródłoznawstwa, które to braki czynią z książki popularne czytadło, podczas gdy zasługuje ona na wiele więcej. Mimo tego drobnego felera, gorąco zachęcam do lektury. Jest to jak zwykle u generała Mariana Zacharskiego, pozycja porywająca, wciągająca i zapewniająca wiele godzin świetnej lektury oraz sporą dozę zdziwnia dot. tego co działo się po obu stronach granicy w okresie międzywojennym.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Kretków. Właściciele - zabytki - duszpasterze
Wydawnictwo Zysk o S-ka, Moja ocena 6/6
Kretków. Właściciele - zabytki - duszpasterze, to pozycja ze wszech miar wyjątkowa. Zebrano w niej kilka cennych prac siedmiu różnych autorów z Polski i Francji. Wszystkie one dotyczą tytułowego Kretkowa, wsi położonej w Wielkopolsce. To stosunkowo mało znane miejsce zdecydowanie warte jest osobnej publikacji. Autorzy zawartych w książce tekstów opowiadają o wszelkich aspektach historii tej niewielkiej wsi, której udokumentowane dzieje sięgają końca XIV wieku. Z wsią związany był znany wielkopolski ród ziemiański, Skórzewscy. Odegrali oni niebagatelną rolę w Kretkowie i okolicy. Zasłużyli się także dla Polski. Ta książka to także ich losy.
Sercem Kretkowa od początku były dwa miejsca - pałac oraz kościół. Opowieść o obu tych budowlach, o ich wzlotach, złotym okresie, ale także gorszych momentach, zabiera nas we wspaniałą podróż w czasie, której wielka ozdobą są wspaniały język jakim historie te są opowiedziane oraz liczne zdjęcia, które czynią lekturę jeszcze bardziej fascynującą przygodą.
Jednak nie tylko samym dworem czy kościołem stał Kretków. Bardzo dużo miejsca poświęcone jest wyjątkowemu (z różnych względów) cmentarzowi, na którym spoczywa wiele zasłużonych dla wsi osób. Jest wśród nich ks. Claude Antoine Pochard, będący na przełomie XVIII i XIX wieku wieloletnim wychowawcą pięciu synów starosty gnieźnieńskiego Józefa Skórzewskiego i Heleny z Lipskich, oraz Marianny z Lipskich żony Rajmunda Skórzewskiego, pierwszego ordynata na Czerniejowie i Radomicach. Pochard, uciekinier z ogarniętej rewolucją Francji, nową ojczyznę, nowy dom znalazł właśnie w Kretkowie u Skórzewskich. Pochard był nie tylko nauczycielem, wychowawcą, ale także twórcą niezwykle wartościowych wspomnień obejmujących lata jego pobytu w Polsce. Są one niezwykle cenną kopalnią wiedzy o czasach rewolucyjnych i napoleońskich.
To co było i jest siłą oraz największą wartością Kretkowa, to ludzie, rozrzuceni na kartach, zdjęciach, zapiskach, fragmentach wspomnień, częstokroć zapomniani, teraz odnalezieni, przywołani z krainy niepamięci za sprawą siedmiu osób, autorów książki.
Zbieranie materiału do niniejszej książki, napotkało (jak podnoszą jej twórcy) wiele trudności. Archiwum Kretkowa i miejscowego majątku uległo niemal całkowitemu zniszczeniu tuż pod koniec II wojny światowej. Mimo tego za sprawą materiałów z Archiwum Państwowego w Poznaniu, autorom udało się stworzyć książkę fascynującą, porywającą narracją i tematyką oraz pobudzającą wyobraźnię. Jest to pozycja naukowa, ale napisana językiem niezwykle przystępnym, w sposób który z pewnością zainteresuje wiele osób, nie tylko pasjonatów historii Polski. Mnie lektura wręcz pochłonęła. Wielokrotnie zastanawiałam się, jakby to było choć na jeden dzień przenieść się do Kretkowa w okresie jego świetności. Nurtuje mnie też pytanie, ile jeszcze jest w Polsce tak magicznych, a jednocześnie zapomnianych lub bardzo mało znanych miejsc. Podejrzewam, że sporo. Warto o nie dbać, warto o nich mówić, pisać, informować. Częstokroć żyjemy zgodnie z powiedzeniem - cudze chwalicie swego nie znacie.
Jak pisze we wstępie redaktor kretkowskiego zbioru wspomnień, (...) książka ta jest próbą wydobycia z niepamięci dawnych mieszkańców Kretkowa i wydarzeń, po których pozostały już nieliczne, zazwyczaj w dużym stopniu lub wręcz całkowicie zniszczone pamiątki. (...) Jestem przekonana, iż ten cel został osiągnięty.
Gorąco was zapraszam do wizyty w Kretkowie, zarówno tym całkowicie realnym, jak i tym na kartach niniejszej książki, której przepiękne wydanie wraz z licznymi ilustracjami, będzie ozdobą każdej biblioteczki.
Kretków. Właściciele - zabytki - duszpasterze, to pozycja ze wszech miar wyjątkowa. Zebrano w niej kilka cennych prac siedmiu różnych autorów z Polski i Francji. Wszystkie one dotyczą tytułowego Kretkowa, wsi położonej w Wielkopolsce. To stosunkowo mało znane miejsce zdecydowanie warte jest osobnej publikacji. Autorzy zawartych w książce tekstów opowiadają o wszelkich aspektach historii tej niewielkiej wsi, której udokumentowane dzieje sięgają końca XIV wieku. Z wsią związany był znany wielkopolski ród ziemiański, Skórzewscy. Odegrali oni niebagatelną rolę w Kretkowie i okolicy. Zasłużyli się także dla Polski. Ta książka to także ich losy.
Sercem Kretkowa od początku były dwa miejsca - pałac oraz kościół. Opowieść o obu tych budowlach, o ich wzlotach, złotym okresie, ale także gorszych momentach, zabiera nas we wspaniałą podróż w czasie, której wielka ozdobą są wspaniały język jakim historie te są opowiedziane oraz liczne zdjęcia, które czynią lekturę jeszcze bardziej fascynującą przygodą.
Jednak nie tylko samym dworem czy kościołem stał Kretków. Bardzo dużo miejsca poświęcone jest wyjątkowemu (z różnych względów) cmentarzowi, na którym spoczywa wiele zasłużonych dla wsi osób. Jest wśród nich ks. Claude Antoine Pochard, będący na przełomie XVIII i XIX wieku wieloletnim wychowawcą pięciu synów starosty gnieźnieńskiego Józefa Skórzewskiego i Heleny z Lipskich, oraz Marianny z Lipskich żony Rajmunda Skórzewskiego, pierwszego ordynata na Czerniejowie i Radomicach. Pochard, uciekinier z ogarniętej rewolucją Francji, nową ojczyznę, nowy dom znalazł właśnie w Kretkowie u Skórzewskich. Pochard był nie tylko nauczycielem, wychowawcą, ale także twórcą niezwykle wartościowych wspomnień obejmujących lata jego pobytu w Polsce. Są one niezwykle cenną kopalnią wiedzy o czasach rewolucyjnych i napoleońskich.
To co było i jest siłą oraz największą wartością Kretkowa, to ludzie, rozrzuceni na kartach, zdjęciach, zapiskach, fragmentach wspomnień, częstokroć zapomniani, teraz odnalezieni, przywołani z krainy niepamięci za sprawą siedmiu osób, autorów książki.
Zbieranie materiału do niniejszej książki, napotkało (jak podnoszą jej twórcy) wiele trudności. Archiwum Kretkowa i miejscowego majątku uległo niemal całkowitemu zniszczeniu tuż pod koniec II wojny światowej. Mimo tego za sprawą materiałów z Archiwum Państwowego w Poznaniu, autorom udało się stworzyć książkę fascynującą, porywającą narracją i tematyką oraz pobudzającą wyobraźnię. Jest to pozycja naukowa, ale napisana językiem niezwykle przystępnym, w sposób który z pewnością zainteresuje wiele osób, nie tylko pasjonatów historii Polski. Mnie lektura wręcz pochłonęła. Wielokrotnie zastanawiałam się, jakby to było choć na jeden dzień przenieść się do Kretkowa w okresie jego świetności. Nurtuje mnie też pytanie, ile jeszcze jest w Polsce tak magicznych, a jednocześnie zapomnianych lub bardzo mało znanych miejsc. Podejrzewam, że sporo. Warto o nie dbać, warto o nich mówić, pisać, informować. Częstokroć żyjemy zgodnie z powiedzeniem - cudze chwalicie swego nie znacie.
Jak pisze we wstępie redaktor kretkowskiego zbioru wspomnień, (...) książka ta jest próbą wydobycia z niepamięci dawnych mieszkańców Kretkowa i wydarzeń, po których pozostały już nieliczne, zazwyczaj w dużym stopniu lub wręcz całkowicie zniszczone pamiątki. (...) Jestem przekonana, iż ten cel został osiągnięty.
Gorąco was zapraszam do wizyty w Kretkowie, zarówno tym całkowicie realnym, jak i tym na kartach niniejszej książki, której przepiękne wydanie wraz z licznymi ilustracjami, będzie ozdobą każdej biblioteczki.
czwartek, 22 maja 2014
Walczyliśmy w piekle. Raporty niemieckich generałów z frontu wschodniego
Wydawnictwo RM, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Walczyliśmy w piekle należy do doskonałej i niezwykle ważnej serii Świadkowie. Zapomniane głosy Oficyny RM.
Książka ta, to świadectwo niemieckich dowódców, którzy w okresie II wojny światowej brali udział w działaniach zbrojnych na terenie Związku Radzieckiego. Atak na ZSRR był planowany przez Hitlera od dawna. Uważał on, że potężna Rzesza potrzebuje „przestrzeni życiowej” na wschodzie. 22 czerwca 1941 roku wojska niemieckie rozpoczęły realizację planu o kryptonimie Barbarossa.
Akcja ta (z punktu widzenia niemieckich oficerów) była jedną z najokrutniejszych i najbardziej bezsensownych w trakcie całej II wojny światowej. Jak wiemy, najwyższe dowództwo niemieckie (częstokroć siedzące w cieple i czterech ścianach swoich gabinetów) było przekonane, iż Armia Czerwona podda się błyskawicznie. Jak dotąd wszyscy ulegali niemieckiej potędze. W związku z tym nie namyślając się (a w zasadzie zupełnie nie myśląc) wysłali do Związku Radzieckiego żołnierzy nieprzeszkolonych i nieprzygotowanych do walk w tak trudnych, wręcz ekstremalnych warunkach. Żołnierzy niemieckich (zarówno dowódców, jak i zwyczajnych szeregowych) zaskoczyło praktycznie wszystko. Najbardziej jednak zaciekłość rosyjskiej armii, która walczyła do ostatniego żołnierza, nie zważając na nic. Śmiało można stwierdzić, że do walki z Niemcami stanął cały kraj, każdy radziecki obywatel (czy to z własnej woli, czy do tego przymuszony). Najbardziej znamienitym przykładem może być oblężenie Leningradu, które trwało 2,5 roku od 8 września 1941 do 27 stycznia 1944 roku.
W założeniu Hitlera atak i zwycięstwo miały być błyskawiczne, jak w przypadku Blitzkriegu. Jednak z każdym przebytym kilometrem, niemiecka armia coraz mniej mogła korzystać ze zdobytego dotąd doświadczenia. Walki odbywały się na niewyobrażalnie dużych terenach, których obszar śmiało można porównać do niewielkich lub nawet średnich państw. Kolumny wojskowe przemierzały ogromne odległości, a ciągle pozostawały im w perspektywie kolejne tysiące kilometrów do przebycia (oczywiście tym, którzy przeżyją, a szczęście to mieli nieliczni). W niniejszej książce czytamy, iż (...)stepy zdawały się nie mieć końca, a bagna pochłaniały całe dywizje (...). Jesienią, gdy zaczynało padać, tysiące kilometrów kwadratowych zamieniały się w bagno, póżniej nadchodził siarczysty mróz. Była straszna zima, żołnierze ani fizycznie, ani psychicznie, czy w żaden inny sposób nie byli przygotowani na takie mrozy. Nie bez powodu myśleli, że walczą w białym piekle. Nie mieli odpowiednich ubrań, leków, broni, żywności, zamarzała nawet broń, a ludzie umierali z zimna w zastraszającym tempie. Nie mieli nic i nie wiedzieli nic o tym co jeszcze ich czeka.
Niemieccy żołnierze faktycznie walczyli w piekle, gdzie nie mogli być pewnym niczego, gdzie nie obowiązywały żadne zasady.
W książce znajdziemy przede wszystkim relacje wysokich rangą niemieckich żołnierzy. Zostały one spisane tuż po zakończeniu II wojny światowej z inicjatywy armii amerykańskiej. Do 1954 roku powstało 2175 rękopisów o łącznej objętości 77000 stron będących świadectwem walki w Związku Radzieckim. Spisało je 501 niemieckich generałów.
W książce zamieszczono także raporty niemieckich dowódców. Są nimi pozycje:
Radzieckie metody walki podczas II wojny światowej, gen. E. Rausa;
Wpływ klimatu na walki w europejskiej części Związku radzieckiego, gen. E. Rausa;
Wojna na Dalekiej Północy, gen. W. Erfurth;
Walki w radzieckich lasach i na bagnach, gen. H. von Greiffenberg.
Całość jest napisana niezwykle przystępnym językiem, w sposób, którego nie powstydziłby się autor najbardziej bestselerowego thrillera. Dzięki temu nawet osoby na co dzień nie interesującej się historią, nie będą mogły oderwać się od lektury książki.
Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję i spojrzenia na nią nie poprzez pryzmat faktu, iż sprawozdawcami są niemieccy oficerowie, a poprzez pryzmat relacji ludzi, którym nie dano wyboru. Doskonale opracowana i napisana pozycja, cenne źródło informacji i niebagatelna przestroga.
Recenzja mojego męża.
Walczyliśmy w piekle należy do doskonałej i niezwykle ważnej serii Świadkowie. Zapomniane głosy Oficyny RM.
Książka ta, to świadectwo niemieckich dowódców, którzy w okresie II wojny światowej brali udział w działaniach zbrojnych na terenie Związku Radzieckiego. Atak na ZSRR był planowany przez Hitlera od dawna. Uważał on, że potężna Rzesza potrzebuje „przestrzeni życiowej” na wschodzie. 22 czerwca 1941 roku wojska niemieckie rozpoczęły realizację planu o kryptonimie Barbarossa.
Akcja ta (z punktu widzenia niemieckich oficerów) była jedną z najokrutniejszych i najbardziej bezsensownych w trakcie całej II wojny światowej. Jak wiemy, najwyższe dowództwo niemieckie (częstokroć siedzące w cieple i czterech ścianach swoich gabinetów) było przekonane, iż Armia Czerwona podda się błyskawicznie. Jak dotąd wszyscy ulegali niemieckiej potędze. W związku z tym nie namyślając się (a w zasadzie zupełnie nie myśląc) wysłali do Związku Radzieckiego żołnierzy nieprzeszkolonych i nieprzygotowanych do walk w tak trudnych, wręcz ekstremalnych warunkach. Żołnierzy niemieckich (zarówno dowódców, jak i zwyczajnych szeregowych) zaskoczyło praktycznie wszystko. Najbardziej jednak zaciekłość rosyjskiej armii, która walczyła do ostatniego żołnierza, nie zważając na nic. Śmiało można stwierdzić, że do walki z Niemcami stanął cały kraj, każdy radziecki obywatel (czy to z własnej woli, czy do tego przymuszony). Najbardziej znamienitym przykładem może być oblężenie Leningradu, które trwało 2,5 roku od 8 września 1941 do 27 stycznia 1944 roku.
W założeniu Hitlera atak i zwycięstwo miały być błyskawiczne, jak w przypadku Blitzkriegu. Jednak z każdym przebytym kilometrem, niemiecka armia coraz mniej mogła korzystać ze zdobytego dotąd doświadczenia. Walki odbywały się na niewyobrażalnie dużych terenach, których obszar śmiało można porównać do niewielkich lub nawet średnich państw. Kolumny wojskowe przemierzały ogromne odległości, a ciągle pozostawały im w perspektywie kolejne tysiące kilometrów do przebycia (oczywiście tym, którzy przeżyją, a szczęście to mieli nieliczni). W niniejszej książce czytamy, iż (...)stepy zdawały się nie mieć końca, a bagna pochłaniały całe dywizje (...). Jesienią, gdy zaczynało padać, tysiące kilometrów kwadratowych zamieniały się w bagno, póżniej nadchodził siarczysty mróz. Była straszna zima, żołnierze ani fizycznie, ani psychicznie, czy w żaden inny sposób nie byli przygotowani na takie mrozy. Nie bez powodu myśleli, że walczą w białym piekle. Nie mieli odpowiednich ubrań, leków, broni, żywności, zamarzała nawet broń, a ludzie umierali z zimna w zastraszającym tempie. Nie mieli nic i nie wiedzieli nic o tym co jeszcze ich czeka.
Niemieccy żołnierze faktycznie walczyli w piekle, gdzie nie mogli być pewnym niczego, gdzie nie obowiązywały żadne zasady.
W książce znajdziemy przede wszystkim relacje wysokich rangą niemieckich żołnierzy. Zostały one spisane tuż po zakończeniu II wojny światowej z inicjatywy armii amerykańskiej. Do 1954 roku powstało 2175 rękopisów o łącznej objętości 77000 stron będących świadectwem walki w Związku Radzieckim. Spisało je 501 niemieckich generałów.
W książce zamieszczono także raporty niemieckich dowódców. Są nimi pozycje:
Radzieckie metody walki podczas II wojny światowej, gen. E. Rausa;
Wpływ klimatu na walki w europejskiej części Związku radzieckiego, gen. E. Rausa;
Wojna na Dalekiej Północy, gen. W. Erfurth;
Walki w radzieckich lasach i na bagnach, gen. H. von Greiffenberg.
Całość jest napisana niezwykle przystępnym językiem, w sposób, którego nie powstydziłby się autor najbardziej bestselerowego thrillera. Dzięki temu nawet osoby na co dzień nie interesującej się historią, nie będą mogły oderwać się od lektury książki.
Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję i spojrzenia na nią nie poprzez pryzmat faktu, iż sprawozdawcami są niemieccy oficerowie, a poprzez pryzmat relacji ludzi, którym nie dano wyboru. Doskonale opracowana i napisana pozycja, cenne źródło informacji i niebagatelna przestroga.
wtorek, 25 marca 2014
Generał Stanisław Maczek. Stal i honor - życie i służba dowódcy I Dywizji Pancernej
Wydawnictwo Rebis, Okładka twarda z obwolutą, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Generał Stanisław Maczek, człowiek wielki, a w sumie tak mało znany, może nawet zapomniany przez nas Polaków. Może ta publikacja autorstwa brytyjskiego historyka, przywróci pamięć o tym niebanalnym człowieku i jednym z najwybitniejszych dowódców XX wieku.
Stanisław Maczek urodził się w Szczercu (dawna Galicja) w 1892 roku, a wiec w momencie, gdy Polski nie było już i jeszcze na światowej mapie. Przeżył wiele, m.in. dwie wojny światowe, w których aktywnie walczył. Zmarł w 1994 roku na emigracji w nieciekawych warunkach, zapomniany (celowo lub przez przypadek) przez rodaków. Został pochowany na cmentarzu żołnierzy polskich w Bredzie. Przeżył 102 lata, wiele dokonał, był wielkim człowiekiem,był dowódcą z którym wszyscy się liczyli, którego zdanie było decydujące w trakcie planowania różnorodnych strategii, warto o nim pamiętać. Dlatego z takim zadowoleniem przyjąłem informację, iż na naszym rynku ukazała się biografia generała.
McGilvray stworzył pozycję niebanalną, wręcz niezwykłą. Sposób jej napisania, przekazania treści w pełni odpowiada temu, jaki był bohater książki.
Co cenne, autorowi udało się dotrzeć do publikacji, które dotychczas skrywane były w brytyjskich archiwach, dzięki czemu poznamy fakty z życia i służby generała, które dotąd nie były publikowane.
Cennym jest także dokładne nakreślenie tła historycznego i umiejscowienie w tym kontekście życia i dokonań generała. Daje to bez wątpienia ich pełniejszy obraz, a osobom nie pamiętającym wszystkich wydarzeń historycznych z przełomu XIX i XX wieku oraz I polowy XX wieku, z pewnością pomoże odświeżyć pamięć ub uzupełnić wiedzę. Poznawanie naszego bohatera w kontekście historycznym jest arcyciekawą lekturą.
Dodatkowym atutem są liczne zdjęcia, bardzo szczegółowo opisane, które sprawiają, iż lektura jest jeszcze ciekawsza, staje się prawdziwą wyprawą wstecz, a sam generał staje nam się jeszcze bliższy.
Książka ta jest niewątpliwie cenną pod względem poznawczym, potrzebną na arenie zarówno polskiej jak i światowej i wyjątkowo ciekawą pozycją o niebanalnym, wielkim, wizjonerskim człowieku. Szkoda, że takie!! książki o Polakach piszą zbyt często cudzoziemcy, a nie my sami.
Gorąco zachęcam do lektury. Ta książka to nie tylko kronika dziejów Polski, to także opowieść o wspaniałym dowódcy, wybitnym człowieku poparta zdjęciami i wieloma jego cytatami.
Recenzja mojego męża.
Generał Stanisław Maczek, człowiek wielki, a w sumie tak mało znany, może nawet zapomniany przez nas Polaków. Może ta publikacja autorstwa brytyjskiego historyka, przywróci pamięć o tym niebanalnym człowieku i jednym z najwybitniejszych dowódców XX wieku.
Stanisław Maczek urodził się w Szczercu (dawna Galicja) w 1892 roku, a wiec w momencie, gdy Polski nie było już i jeszcze na światowej mapie. Przeżył wiele, m.in. dwie wojny światowe, w których aktywnie walczył. Zmarł w 1994 roku na emigracji w nieciekawych warunkach, zapomniany (celowo lub przez przypadek) przez rodaków. Został pochowany na cmentarzu żołnierzy polskich w Bredzie. Przeżył 102 lata, wiele dokonał, był wielkim człowiekiem,był dowódcą z którym wszyscy się liczyli, którego zdanie było decydujące w trakcie planowania różnorodnych strategii, warto o nim pamiętać. Dlatego z takim zadowoleniem przyjąłem informację, iż na naszym rynku ukazała się biografia generała.
McGilvray stworzył pozycję niebanalną, wręcz niezwykłą. Sposób jej napisania, przekazania treści w pełni odpowiada temu, jaki był bohater książki.
Co cenne, autorowi udało się dotrzeć do publikacji, które dotychczas skrywane były w brytyjskich archiwach, dzięki czemu poznamy fakty z życia i służby generała, które dotąd nie były publikowane.
Cennym jest także dokładne nakreślenie tła historycznego i umiejscowienie w tym kontekście życia i dokonań generała. Daje to bez wątpienia ich pełniejszy obraz, a osobom nie pamiętającym wszystkich wydarzeń historycznych z przełomu XIX i XX wieku oraz I polowy XX wieku, z pewnością pomoże odświeżyć pamięć ub uzupełnić wiedzę. Poznawanie naszego bohatera w kontekście historycznym jest arcyciekawą lekturą.
Dodatkowym atutem są liczne zdjęcia, bardzo szczegółowo opisane, które sprawiają, iż lektura jest jeszcze ciekawsza, staje się prawdziwą wyprawą wstecz, a sam generał staje nam się jeszcze bliższy.
Książka ta jest niewątpliwie cenną pod względem poznawczym, potrzebną na arenie zarówno polskiej jak i światowej i wyjątkowo ciekawą pozycją o niebanalnym, wielkim, wizjonerskim człowieku. Szkoda, że takie!! książki o Polakach piszą zbyt często cudzoziemcy, a nie my sami.
Gorąco zachęcam do lektury. Ta książka to nie tylko kronika dziejów Polski, to także opowieść o wspaniałym dowódcy, wybitnym człowieku poparta zdjęciami i wieloma jego cytatami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























.jpg)
.jpg)





