Wydawnictwo Świat Książki, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Wielki plus za tytuł, który jest świetną grą słów.
Ogromny plus za doskonałą treść i podejście do tematu.
Książka szczerze, po ludzku, bez patosu ukazuje współczesnych Niemców i ich kraj, ich poczucie winy po koszmarze, jaki zgotowali Europie w trakcie II wojny światowej, ich podejście do współczesnych problemów ludzkości.
Wszak w Europie, której Niemcy są ważną częścią, niczym w soczewce skupiają się problemy świata. Gro z owych problemów dotyka także nas, mieszkańców starego lądu.
Sporo w książce informacji o współczesnych Niemczech, o życiu w tym kraju, o tym, jak myślą, żyją sami Niemcy, o ich podejściu chociażby do uchodźców. Znajdziemy w treści także sporo o marzeniach, realiach, zderzeniu obu tych spraw.
Książka doskonale napisana, mądra i bardzo potrzebna, szczególnie teraz, gdy populizm zbiera takie żniwo na całym świecie, gdy ostatnie wybory do Bundestagu wprowadziły na niemiecką scenę polityczną prawicę z jej hasłami.
Ewa Wanat do książki podeszła bardzo profesjonalnie. Na uwagę zasługuje przede wszystkim reporterski styl, który sprawia, iż Deutsche nasz czyta się szybko, doskonale.
Poza tym zawartość książki. To taki miks własnych spostrzeżeń, fragmentów rozmów z ciekawymi ludźmi, obrazów Berlina, który jest niezwykle ważnym bohaterem zapisanych historii, danych, efektów różnorodnych badań. To wszystko wymieszane w odpowiednich proporcjach stworzyło doskonałą, wciągającą lekturę. Polecam szczególnie teraz w 2018 roku, gdy tak wielu myśli tylko o sobie, gdy równie duża grupa ludzi zapomina o tym co było 75-80 lat temu.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo świat książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo świat książki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 lipca 2018
piątek, 6 kwietnia 2018
Miłość i wojna - Lesley Lokko
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5/6
Lesley Lokko od kilku lat należy do moich ulubionych autorek. Niektórzy zarzucają jej schematyczność, przewidywalność rozwoju akcji.
Może i jest to w części uzasadniona opinia, ale dlatego tak lubię jej książki, trzymają w napięciu, akcja rozgrywa się wielotorowo, wciąga już od pierwszych stron, a w napięciu trzyma do końca.
Z reguły wszystkie perypetie bohaterów kończą się happy endem. Może nie zawsze takim, o jakim myślimy w trakcie lektury, jakiego byśmy sobie życzyli, ale zawsze są to szczęśliwe zakończenia.
Tak było we wcześniejszych powieściach Lokko, i tak jest w pewnym sensie nadal w Miłości i wojnie, ale...autorka tym razem porusza wiele ważnych i aktualnych problemów dot. przewrotów w rządzonych przez tyranów krajach, Tunezyjskiego zrywu sprzed kilku lat, kwestię uchodźców, problem walki o zdrowie i życie ludzi przez Lekarzy bez granic, praw i równouprawnienia kobiet, sprawy segregacji rasowej, kwestie tego, co tak naprawdę się w życiu liczy.
Autorka wychowała się w rodzinie wielokulturowej, ma korzenie ghańsko-szkockie i bardzo wyraźnie widać to w jej powieściach, które oddają klimat Afryki, ukazują problemy tego regionu, ludzi tam mieszkających. Lokko często osadza akcję książek w Afryce, porusza bardzo ważne tematy dyskryminacji zarówno społecznej związanej z pochodzeniem, jak i ze względu na kolor skóry. Miłość i wojna także to wszystko zawiera, ale także dużo więcej.
Ponownie bohaterkami są dwie niezwykłe kobiety, których losy splątuje burzliwa historia XXI wieku oraz wydarzenia z przeszłości. Więcej nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury. Czyta się doskonale.
Lokko niezwykle umiejętnie wplotła losy bohaterów w burzliwe wydarzenia XXI wieku i ukazała wpływ wydarzeń sprzed kilku dekad na obecne. Udało jej się połączyć wydarzenia z przeszłości z obecnymi i tak umiejętnie je poprzeplatać ze sobą, iż wyszedł niesamowity patchwork, powieść poskładana z fragmentów,m które dają fantastyczną mieszankę i lekturę od której trudno się oderwać.
Moją znajomość z twórczością Lesley Lokko zaczęłam przez przypadek, kilka lat temu od książki Świat u stóp. Jest to powieść o wielkiej, bezwarunkowej przyjaźni i miłości. Jej akcja rozgrywa się na tle ważnych wydarzeń politycznych u schyłku XX w. w RPA.
Po kolejne książki Lokko sięgałam już świadomie, z pełną premedytacją oczekując wciągającej i dopracowanej w każdym szczególe lektury. Najnowsza powieść pisarki, Białe kłamstewka nie zawiodła mnie. Mam nadzieję, iż wam też przypadnie do gustu. Po raz kolejny pisarka stworzyła doskonałą książkę, od której nie mogłam się oderwać. Gorąco zachęcam do lektury.
Inne przeczytane przeze mnie książki Lesley Lokko:
Szafranowe niebo to wielowątkowa historia milionera Maxa Salla, jego angielskiej żony alkoholiczki, efektownej włoskiej kochanki i trojga skłóconych dzieci z obu związków łączy się z losami ich znajomych, przyjaciół i partnerów. Wszyscy przeżywają chwile triumfu i życiowe porażki, błądzą i starają się odnaleźć drogę, dążąc do szczęścia mimo swych niedoskonałości i przeciwności losu. Wszystko to osadzone w niezwykłych sceneriach - Londynu, Afryki, Francji i pogrążonego w wojnie terytoriów.
Gorzka czekolada, to wzruszająca i trzymająca w napięciu powieść obyczajowa z życia trzech kobiet, rozgrywająca się przez wiele lat w różnych częściach świata. Melanie, rozpieszczona osiemnastoletnia Angielka, wdaje się we flirt z ojczymem i zostaje wysłana przez matkę do Los Angeles. Laure, piękna Haitanka, przypadkowo zachodzi w ciążę i ucieka od srogiej babki do Chicago. Jej służąca, Ameline, także nagle musi zmienić swój los. Wszystkie zaczynają żyć na własny rachunek... Zaskakująca fabuła, kobiece wybory i dylematy.
Jedna bogata, druga biedna to doskonała opowieść o wielkiej przyjaźni, jej cenie i przeciwnościach losu. Intrygująca fabuła z akcją rozgrywającą się od lat osiemdziesiątych do dziś, ale przede wszystkim wspaniałe portrety bohaterek, które z dziewczyn stają się dorosłymi kobietami. W ich problemach, wyborach i zachowaniach zapewne każda z nas odnajdzie cząstkę siebie.
Na żadnej z w/w książek nie zawiodłam się. Polecam.
Jak to jest, kiedy przyjaciółka oszuka przyjaciółkę?
Annick, córka prezydenta Togo i francuskiej aktorki, przez całe życie próbuje uciec przed prawdą o niezmierzonych bogactwach swojej rodziny. Rebecca, córka bankiera, jest doskonałą córką, doskonałą żoną i doskonałą matką, ale zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek będzie żyła tak, jak sama chce. Tash, córka rosyjskiej emigrantki, nigdy nie poznała swojego ojca. Uwolniła się ze szponów biedy i ma teraz świat u stóp, dlaczego więc musi walczyć, żeby utrzymać się na powierzchni?
Trzy przyjaciółki spotykają się i rozchodzą, kłócą i oszukują, ale wciąż o sobie myślą. Każda pamięta szeptane na ucho tajemnice i niekończące się rozmowy przez telefon po lekcjach. Jednak pora dorosnąć. Czy uda im się pogodzić przyjaźń i dorosłe życie, gdy los rzuci je w różne strony świata? Jak poradzą sobie z sukcesami i upadkami?
Świat u stóp to historia o różnicach, odmiennościach tak dalekich, że przyciąga je do siebie cudza inność, o młodzieńczych marzeniach, które krystalizując się przez lata tworzą człowieka gotowego na wiele, zdolnego do poświęceń, silnego...
Bohaterki powieści poznajemy w angielskiej szkole z internatem. Cztery dziewczyny przyjechały tu po wiedzę i szlif towarzyski, odpowiedni dla każdej z nich. Jedne nęciły już wtedy swoim blaskiem i kusiły oczy świata, inne – wymagały jeszcze wielu starań, by zajaśnieć. Różniło je prawie wszystko: pochodzenie, podejście do życia, pozycja społeczna, wygląd, bagaż emocjonalny. Połączyła i pozwoliła uwierzyć w siebie przyjaźń. Ranne, wzięta modelka, swoje szczęście odnalazła po drugiej stronie aparatu fotograficznego u boku czarnoskórego architekta. Pełna kompleksów, niepozorna Gabrielle została „walczącym” prawnikiem w oenzetowskiej fundacji d/s. łamania praw człowieka. Dla Natalie, rozsądnej, ciężko pracującej właścicielki sklepów z bielizną, najważniejsze były dzieci. Najbardziej los obdarował Charmaine – po ciężkich przejściach miała wkrótce zostać matką i odzyskała przyjaciółki, mimo to straciła najwięcej.
Kobiety te wspólnie stworzyły swój własny most oparty na filarach ich przeszłości, łączący cztery światy. Nie wszystkim udało się dotrzeć na drugi brzeg, niemniej jednak próbowały wytrwale. Widać los okazał się tu silniejszy.
Lesley Lokko od kilku lat należy do moich ulubionych autorek. Niektórzy zarzucają jej schematyczność, przewidywalność rozwoju akcji.
Może i jest to w części uzasadniona opinia, ale dlatego tak lubię jej książki, trzymają w napięciu, akcja rozgrywa się wielotorowo, wciąga już od pierwszych stron, a w napięciu trzyma do końca.
Z reguły wszystkie perypetie bohaterów kończą się happy endem. Może nie zawsze takim, o jakim myślimy w trakcie lektury, jakiego byśmy sobie życzyli, ale zawsze są to szczęśliwe zakończenia.
Tak było we wcześniejszych powieściach Lokko, i tak jest w pewnym sensie nadal w Miłości i wojnie, ale...autorka tym razem porusza wiele ważnych i aktualnych problemów dot. przewrotów w rządzonych przez tyranów krajach, Tunezyjskiego zrywu sprzed kilku lat, kwestię uchodźców, problem walki o zdrowie i życie ludzi przez Lekarzy bez granic, praw i równouprawnienia kobiet, sprawy segregacji rasowej, kwestie tego, co tak naprawdę się w życiu liczy.
Autorka wychowała się w rodzinie wielokulturowej, ma korzenie ghańsko-szkockie i bardzo wyraźnie widać to w jej powieściach, które oddają klimat Afryki, ukazują problemy tego regionu, ludzi tam mieszkających. Lokko często osadza akcję książek w Afryce, porusza bardzo ważne tematy dyskryminacji zarówno społecznej związanej z pochodzeniem, jak i ze względu na kolor skóry. Miłość i wojna także to wszystko zawiera, ale także dużo więcej.
Ponownie bohaterkami są dwie niezwykłe kobiety, których losy splątuje burzliwa historia XXI wieku oraz wydarzenia z przeszłości. Więcej nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury. Czyta się doskonale.
Lokko niezwykle umiejętnie wplotła losy bohaterów w burzliwe wydarzenia XXI wieku i ukazała wpływ wydarzeń sprzed kilku dekad na obecne. Udało jej się połączyć wydarzenia z przeszłości z obecnymi i tak umiejętnie je poprzeplatać ze sobą, iż wyszedł niesamowity patchwork, powieść poskładana z fragmentów,m które dają fantastyczną mieszankę i lekturę od której trudno się oderwać.
Moją znajomość z twórczością Lesley Lokko zaczęłam przez przypadek, kilka lat temu od książki Świat u stóp. Jest to powieść o wielkiej, bezwarunkowej przyjaźni i miłości. Jej akcja rozgrywa się na tle ważnych wydarzeń politycznych u schyłku XX w. w RPA.
Po kolejne książki Lokko sięgałam już świadomie, z pełną premedytacją oczekując wciągającej i dopracowanej w każdym szczególe lektury. Najnowsza powieść pisarki, Białe kłamstewka nie zawiodła mnie. Mam nadzieję, iż wam też przypadnie do gustu. Po raz kolejny pisarka stworzyła doskonałą książkę, od której nie mogłam się oderwać. Gorąco zachęcam do lektury.
Inne przeczytane przeze mnie książki Lesley Lokko:
Szafranowe niebo to wielowątkowa historia milionera Maxa Salla, jego angielskiej żony alkoholiczki, efektownej włoskiej kochanki i trojga skłóconych dzieci z obu związków łączy się z losami ich znajomych, przyjaciół i partnerów. Wszyscy przeżywają chwile triumfu i życiowe porażki, błądzą i starają się odnaleźć drogę, dążąc do szczęścia mimo swych niedoskonałości i przeciwności losu. Wszystko to osadzone w niezwykłych sceneriach - Londynu, Afryki, Francji i pogrążonego w wojnie terytoriów.
Gorzka czekolada, to wzruszająca i trzymająca w napięciu powieść obyczajowa z życia trzech kobiet, rozgrywająca się przez wiele lat w różnych częściach świata. Melanie, rozpieszczona osiemnastoletnia Angielka, wdaje się we flirt z ojczymem i zostaje wysłana przez matkę do Los Angeles. Laure, piękna Haitanka, przypadkowo zachodzi w ciążę i ucieka od srogiej babki do Chicago. Jej służąca, Ameline, także nagle musi zmienić swój los. Wszystkie zaczynają żyć na własny rachunek... Zaskakująca fabuła, kobiece wybory i dylematy.Jedna bogata, druga biedna to doskonała opowieść o wielkiej przyjaźni, jej cenie i przeciwnościach losu. Intrygująca fabuła z akcją rozgrywającą się od lat osiemdziesiątych do dziś, ale przede wszystkim wspaniałe portrety bohaterek, które z dziewczyn stają się dorosłymi kobietami. W ich problemach, wyborach i zachowaniach zapewne każda z nas odnajdzie cząstkę siebie.
Na żadnej z w/w książek nie zawiodłam się. Polecam.
Jak to jest, kiedy przyjaciółka oszuka przyjaciółkę?
Annick, córka prezydenta Togo i francuskiej aktorki, przez całe życie próbuje uciec przed prawdą o niezmierzonych bogactwach swojej rodziny. Rebecca, córka bankiera, jest doskonałą córką, doskonałą żoną i doskonałą matką, ale zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek będzie żyła tak, jak sama chce. Tash, córka rosyjskiej emigrantki, nigdy nie poznała swojego ojca. Uwolniła się ze szponów biedy i ma teraz świat u stóp, dlaczego więc musi walczyć, żeby utrzymać się na powierzchni?
Trzy przyjaciółki spotykają się i rozchodzą, kłócą i oszukują, ale wciąż o sobie myślą. Każda pamięta szeptane na ucho tajemnice i niekończące się rozmowy przez telefon po lekcjach. Jednak pora dorosnąć. Czy uda im się pogodzić przyjaźń i dorosłe życie, gdy los rzuci je w różne strony świata? Jak poradzą sobie z sukcesami i upadkami?
Świat u stóp to historia o różnicach, odmiennościach tak dalekich, że przyciąga je do siebie cudza inność, o młodzieńczych marzeniach, które krystalizując się przez lata tworzą człowieka gotowego na wiele, zdolnego do poświęceń, silnego...
Bohaterki powieści poznajemy w angielskiej szkole z internatem. Cztery dziewczyny przyjechały tu po wiedzę i szlif towarzyski, odpowiedni dla każdej z nich. Jedne nęciły już wtedy swoim blaskiem i kusiły oczy świata, inne – wymagały jeszcze wielu starań, by zajaśnieć. Różniło je prawie wszystko: pochodzenie, podejście do życia, pozycja społeczna, wygląd, bagaż emocjonalny. Połączyła i pozwoliła uwierzyć w siebie przyjaźń. Ranne, wzięta modelka, swoje szczęście odnalazła po drugiej stronie aparatu fotograficznego u boku czarnoskórego architekta. Pełna kompleksów, niepozorna Gabrielle została „walczącym” prawnikiem w oenzetowskiej fundacji d/s. łamania praw człowieka. Dla Natalie, rozsądnej, ciężko pracującej właścicielki sklepów z bielizną, najważniejsze były dzieci. Najbardziej los obdarował Charmaine – po ciężkich przejściach miała wkrótce zostać matką i odzyskała przyjaciółki, mimo to straciła najwięcej.
Kobiety te wspólnie stworzyły swój własny most oparty na filarach ich przeszłości, łączący cztery światy. Nie wszystkim udało się dotrzeć na drugi brzeg, niemniej jednak próbowały wytrwale. Widać los okazał się tu silniejszy.
poniedziałek, 29 stycznia 2018
Przekręt - Sandra Brown
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 3,5/6
Sandra Brown, to znana amerykańska pisarka, autorka ponad 70 romansów, a także powieści kryminalnych i historycznych.
Po jej książki chętnie sięgają kobiety na całym nieomal świecie. Co prawda pisarka tworzy wg. pewnego schematu z happy endem na końcu, ale każdą jej książkę, mimo przewidywalnego zakończenia i sztampowego wzorca dobry kontra zły, czyta się wyśmienicie.
Dla mnie również lektura kolejnych książek autorstwa Brown była i jest doskonałym relaksem, który na kilka godzin zapewnia ciekawą lekturę i chwilę wytchnienia. I o to chyba w tego typu lekturze chodzi.
Tym razem bohaterką jest piękna i odnosząca sukcesy (bo jakżeby inaczej?!:) ) Jordie Bennett. Jej całkowitym przeciwieństwem jest Josh, jej brat, brzydki z wyglądu i z charakteru, a dodatkowo ścigany przez chyba wszystkich.Takie rodzinne połączenie wróży kłopoty. Jednak jeżeli dodamy do tego płatnego zabójcę, mamy nie lada kłopoty. Do tego dojdzie niezwykle silna fascynacja, chemia między nim i nią i gotowy scenariusz ala Sandra Brown.
O fabule więcej nie napiszę, jest schematyczna i stworzona wg. dającego się przewidzieć scenariusza. Nie ukrywam, nie jest to najlepsza książka Sandry Brown.
Brown to autorka bardzo nierówna. Niektóre książki są świetne, od ich lektury trudno się oderwać, niektóre kiepskie, a garść to średniaki. Przekręt należy do tej ostatniej grupy.
Przekręt nie jest może najambitniejszą lekturą, niektóre zdarzenia da się przewidzieć, ale czyta się nieźle. Z tym, że to taka powieść, o której szybko się zapomina. Ot czytadło na kilka godzin, dające chwilę wytchnienia.
Książkę polecam ale...tylko wielkim fanom Sandry Brown, albo osobom, które nie mają za sobą zbyt wielu przeczytanych książek tej twórczyni. Dla pozostałych będzie to powtórka z rozrywki. Ja, ponieważ znam styl pisarski autorki, lubię jej książki, wiedziałam czego oczekiwać.
Sandra Brown, to znana amerykańska pisarka, autorka ponad 70 romansów, a także powieści kryminalnych i historycznych.
Po jej książki chętnie sięgają kobiety na całym nieomal świecie. Co prawda pisarka tworzy wg. pewnego schematu z happy endem na końcu, ale każdą jej książkę, mimo przewidywalnego zakończenia i sztampowego wzorca dobry kontra zły, czyta się wyśmienicie.
Dla mnie również lektura kolejnych książek autorstwa Brown była i jest doskonałym relaksem, który na kilka godzin zapewnia ciekawą lekturę i chwilę wytchnienia. I o to chyba w tego typu lekturze chodzi.
Tym razem bohaterką jest piękna i odnosząca sukcesy (bo jakżeby inaczej?!:) ) Jordie Bennett. Jej całkowitym przeciwieństwem jest Josh, jej brat, brzydki z wyglądu i z charakteru, a dodatkowo ścigany przez chyba wszystkich.Takie rodzinne połączenie wróży kłopoty. Jednak jeżeli dodamy do tego płatnego zabójcę, mamy nie lada kłopoty. Do tego dojdzie niezwykle silna fascynacja, chemia między nim i nią i gotowy scenariusz ala Sandra Brown.
O fabule więcej nie napiszę, jest schematyczna i stworzona wg. dającego się przewidzieć scenariusza. Nie ukrywam, nie jest to najlepsza książka Sandry Brown.
Brown to autorka bardzo nierówna. Niektóre książki są świetne, od ich lektury trudno się oderwać, niektóre kiepskie, a garść to średniaki. Przekręt należy do tej ostatniej grupy.
Przekręt nie jest może najambitniejszą lekturą, niektóre zdarzenia da się przewidzieć, ale czyta się nieźle. Z tym, że to taka powieść, o której szybko się zapomina. Ot czytadło na kilka godzin, dające chwilę wytchnienia.
Książkę polecam ale...tylko wielkim fanom Sandry Brown, albo osobom, które nie mają za sobą zbyt wielu przeczytanych książek tej twórczyni. Dla pozostałych będzie to powtórka z rozrywki. Ja, ponieważ znam styl pisarski autorki, lubię jej książki, wiedziałam czego oczekiwać.
środa, 7 czerwca 2017
Wzgórze psów - Jakub Żulczyk
Wydawnictwo Świat Książki, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Tym razem akcja rozgrywa się nie w Warszawie, a w niewielkim miasteczku o nazwie Zybork. Bohaterem jest typowy wytwór naszych czasów, młody 33-letni człowiek na przysłowiowym dorobku, który przez spory okres czasu odcinał kupony od krótkotrwałej i jednorazowej sławy. Ot typowy "słoik" (choć nie lubię tego określenia) A. D. 2016, któremu umiarkowanie się powiodło w stolicy, ba raczej w ogóle się nie powiodło.
Mikołaj do Zybroka przyjeżdża wraz z żoną Justyną, dziennikarką. Oboje uciekają przed stołecznymi problemami, m.in. przed koniecznością a zarazem także bezsensem szukania nowej pracy, przed drożyzną, kredytem we frankach i wieloma innymi sprawami. Ratunkiem ma być wynajęcie ich warszawskiego "frankowego" mieszkania, spłata z czynszu rat (żeby bank nie zajął) i emigracja na prowincję. Przyjazd do tego właśnie miasteczka nie był przypadkowy. Mikołaj tu dorastał, tu się wychował. Za sprawą tego powrotu zatoczył koło. Jak na tym wyjdzie? Czy faktycznie jest tak niemile widziany w rodzinnym miejscu?
Co takiego stało się w przeszłości? Co dzieje się teraz? A dzieje się, oj dzieje. W prowincjonalnym miasteczku mamy wszystko co najgorsze z bezsensem życia bez przyszłości oraz przestępczą prowincjonalną organizacją bandycką na czele. Do tego dochodzi koszmarek w postaci przeciętnego zyborskiego mieszkańca. W trakcie lektury ze szczęściem człowiek zauważa, że sam nie jest w Zyborku. Żulczyk ma dar plastycznego opisywania.
Na ile ważne będą kontakty z trudną rodziną, ojcem alkoholikiem ledwo dającym sobie radę z walką z nałogiem i trudnym (w szeroko rozumianym tego słowa znaczeniu) bratem?
Jaki wpływ na życie Mikołaja i jego żony będzie miała wszechobecna zła energia połączona z beznadzieją, marazmem i coraz większym zagrożeniem?
Książka bardzo podobna do Ślepnąc od świateł. Ten sam typ otoczenia, ta sama beznadziejność, momentami patologia, pustka, marazm i staczanie się. Czy zakończenie będzie również podobne?
Wzgórze psów to z jednej strony doskonała powieść społeczno-socjologiczna, z drugiej- bardzo dobry z mistrzowsko budowanym napięciem thriller, w którym nic nie jest oczywiste.
Żulczyk świetnie opisuje zarówno wszystkich bohaterów, to co ich dotyczy, kształtuje, co im przeszkadza, co jest ich kwintesencją, jak i otoczenie, prowincję, degrengoladę i to wszystko od czego większość ludzi ucieka.
Plusem jest pojawiający się co jakiś czas przebłysk tak specyficznego dla autora poczucia humoru oraz fakt, iż jak się okaże, nie to jest w książce najważniejsze co się takowym czytelnikowi wydaje.
Mimo sporej objętości (książka liczy 850 stron) czyta się szybko. Żulczyk porywa, ale i zmusza do przemyśleń. Polecam choć nie ukrywam, nie wszystkim ta książka przypadnie do gustu.
Recenzja mojego męża.
Tym razem akcja rozgrywa się nie w Warszawie, a w niewielkim miasteczku o nazwie Zybork. Bohaterem jest typowy wytwór naszych czasów, młody 33-letni człowiek na przysłowiowym dorobku, który przez spory okres czasu odcinał kupony od krótkotrwałej i jednorazowej sławy. Ot typowy "słoik" (choć nie lubię tego określenia) A. D. 2016, któremu umiarkowanie się powiodło w stolicy, ba raczej w ogóle się nie powiodło.
Mikołaj do Zybroka przyjeżdża wraz z żoną Justyną, dziennikarką. Oboje uciekają przed stołecznymi problemami, m.in. przed koniecznością a zarazem także bezsensem szukania nowej pracy, przed drożyzną, kredytem we frankach i wieloma innymi sprawami. Ratunkiem ma być wynajęcie ich warszawskiego "frankowego" mieszkania, spłata z czynszu rat (żeby bank nie zajął) i emigracja na prowincję. Przyjazd do tego właśnie miasteczka nie był przypadkowy. Mikołaj tu dorastał, tu się wychował. Za sprawą tego powrotu zatoczył koło. Jak na tym wyjdzie? Czy faktycznie jest tak niemile widziany w rodzinnym miejscu?
Co takiego stało się w przeszłości? Co dzieje się teraz? A dzieje się, oj dzieje. W prowincjonalnym miasteczku mamy wszystko co najgorsze z bezsensem życia bez przyszłości oraz przestępczą prowincjonalną organizacją bandycką na czele. Do tego dochodzi koszmarek w postaci przeciętnego zyborskiego mieszkańca. W trakcie lektury ze szczęściem człowiek zauważa, że sam nie jest w Zyborku. Żulczyk ma dar plastycznego opisywania.
Na ile ważne będą kontakty z trudną rodziną, ojcem alkoholikiem ledwo dającym sobie radę z walką z nałogiem i trudnym (w szeroko rozumianym tego słowa znaczeniu) bratem?
Jaki wpływ na życie Mikołaja i jego żony będzie miała wszechobecna zła energia połączona z beznadzieją, marazmem i coraz większym zagrożeniem?
Książka bardzo podobna do Ślepnąc od świateł. Ten sam typ otoczenia, ta sama beznadziejność, momentami patologia, pustka, marazm i staczanie się. Czy zakończenie będzie również podobne?
Wzgórze psów to z jednej strony doskonała powieść społeczno-socjologiczna, z drugiej- bardzo dobry z mistrzowsko budowanym napięciem thriller, w którym nic nie jest oczywiste.
Żulczyk świetnie opisuje zarówno wszystkich bohaterów, to co ich dotyczy, kształtuje, co im przeszkadza, co jest ich kwintesencją, jak i otoczenie, prowincję, degrengoladę i to wszystko od czego większość ludzi ucieka.
Plusem jest pojawiający się co jakiś czas przebłysk tak specyficznego dla autora poczucia humoru oraz fakt, iż jak się okaże, nie to jest w książce najważniejsze co się takowym czytelnikowi wydaje.
Mimo sporej objętości (książka liczy 850 stron) czyta się szybko. Żulczyk porywa, ale i zmusza do przemyśleń. Polecam choć nie ukrywam, nie wszystkim ta książka przypadnie do gustu.
poniedziałek, 27 marca 2017
Ćma - Katja Kettu
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5/6
To moje drugie spotkanie z książkami tej fińskiej autorki. Po raz drugi jestem rozdarta. Z jednej strony książka przypadła mi do gustu, a z drugiej niezupełnie (ze względu na lekki choć zamierzony chaos ).
Akcja Ćmy rozgrywa się naprzemiennie na dwóch płaszczyznach czasowych, w przedwojennym Związku Radzieckim i we współczesnej Rosji.
Z Finlandii, która doskonale współpracuje z nazistami ucieka młoda ciężarna kobieta. Ucieka ona do ZSRR i wpada z przysłowiowego deszczu pod rynnę. Irga trafia bowiem do łagru. A wiadomo jakie były warunki w takich miejscach w ZSRR. Szans na przeżycie kobieta i do tego w ciąży nie miała praktycznie żądnych. Irga postanawia jednak walczyć dla siebie i dla dziecka.
Kolejna część opowieści przenosi nas w casie, kilkadziesiąt lat póżniej. Jest XXI wiek, wnuczka Irgi przybywa do wsi Ławra w Republice Mari El w Rosji. Wiodą ją tam korzenie rodzinne i chęć poznania relacji ludzi z momentów, gdy ustrój, okoliczności, czas doprowadzają ich do ostateczności. Ludzie, jak i miejsce do którego kobieta dociera, budzą w niej lęk, ale jednocześnie intrygują.
Opowieść Irgi przeplatana jest z opowieścią jej wnuczki.
Książka jest trudna i to w niektórych momentach nawet bardzo. Niewątpliwie wymaga skupienia, czasu i odpowiedniego podejścia do lektury.Tematyka trudna, bolesna, nadal wzbudzająca kontrowersje. Trudny i specyficzny jest także sposób pisania Finki. W wielu momentach autorka miesza style, rodzaje narracji, literatury. Taki chaos umiarkowanie przypadł mi do gustu.
Autorka miesza także uczucia, którymi książka jest wręcz przepełniona, chociaż to akurat rozumiem, jest kwintesencją opowieści, jej wymową. Ćma to bowiem nie tyle opowieść o trudnych losach co pochwała ludzkiej mocy, przyjaźni, samozaparcia, witalności.
Z drugiej strony opowieść jest przepełniona sadyzmem, nienawiścią, fanatyzmem i wieloma innymi negatywnymi uczuciami. Trudne były czasy, o których opowiada Kettu, trudne i bolesne ludzkie relacje, trudna powieść.Kettu obnaża historię, jej niewygodne dla wielu aspekty, pisze ostro, bezpardonowo o najbardziej drastycznych rzeczach, postępowaniach ludzi.
Na plus zasługuje język, którego używa autorka. Szczególnie przypadło mi do gustu użycie mowy potocznej, zastosowanie kontrastu polegającego na umieszczeniu wręcz bajkowych metafor obok ostrych wulgaryzmów.
To moje drugie spotkanie z książkami tej fińskiej autorki. Po raz drugi jestem rozdarta. Z jednej strony książka przypadła mi do gustu, a z drugiej niezupełnie (ze względu na lekki choć zamierzony chaos ).
Akcja Ćmy rozgrywa się naprzemiennie na dwóch płaszczyznach czasowych, w przedwojennym Związku Radzieckim i we współczesnej Rosji.
Z Finlandii, która doskonale współpracuje z nazistami ucieka młoda ciężarna kobieta. Ucieka ona do ZSRR i wpada z przysłowiowego deszczu pod rynnę. Irga trafia bowiem do łagru. A wiadomo jakie były warunki w takich miejscach w ZSRR. Szans na przeżycie kobieta i do tego w ciąży nie miała praktycznie żądnych. Irga postanawia jednak walczyć dla siebie i dla dziecka.
Kolejna część opowieści przenosi nas w casie, kilkadziesiąt lat póżniej. Jest XXI wiek, wnuczka Irgi przybywa do wsi Ławra w Republice Mari El w Rosji. Wiodą ją tam korzenie rodzinne i chęć poznania relacji ludzi z momentów, gdy ustrój, okoliczności, czas doprowadzają ich do ostateczności. Ludzie, jak i miejsce do którego kobieta dociera, budzą w niej lęk, ale jednocześnie intrygują.
Opowieść Irgi przeplatana jest z opowieścią jej wnuczki.
Książka jest trudna i to w niektórych momentach nawet bardzo. Niewątpliwie wymaga skupienia, czasu i odpowiedniego podejścia do lektury.Tematyka trudna, bolesna, nadal wzbudzająca kontrowersje. Trudny i specyficzny jest także sposób pisania Finki. W wielu momentach autorka miesza style, rodzaje narracji, literatury. Taki chaos umiarkowanie przypadł mi do gustu.
Autorka miesza także uczucia, którymi książka jest wręcz przepełniona, chociaż to akurat rozumiem, jest kwintesencją opowieści, jej wymową. Ćma to bowiem nie tyle opowieść o trudnych losach co pochwała ludzkiej mocy, przyjaźni, samozaparcia, witalności.
Z drugiej strony opowieść jest przepełniona sadyzmem, nienawiścią, fanatyzmem i wieloma innymi negatywnymi uczuciami. Trudne były czasy, o których opowiada Kettu, trudne i bolesne ludzkie relacje, trudna powieść.Kettu obnaża historię, jej niewygodne dla wielu aspekty, pisze ostro, bezpardonowo o najbardziej drastycznych rzeczach, postępowaniach ludzi.
Na plus zasługuje język, którego używa autorka. Szczególnie przypadło mi do gustu użycie mowy potocznej, zastosowanie kontrastu polegającego na umieszczeniu wręcz bajkowych metafor obok ostrych wulgaryzmów.
niedziela, 26 marca 2017
Siostrzyczka musi umrzeć
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 2/6
Freeda Wolff to pseudonim pisarskiej pary, dla której ta książka jest debiutem i niech to lepiej pozostanie pierwsza i ostatnia książka w ich dorobku.
Lubię thrillery, kryminały rozgrywające się w Skandynawii. Liczyłam na może nie wybitnie porywającą, ale ciekawą lekturę. Niestety, ale zawiodłam się.
Początek niemrawy, ale to mnie nie zraziło. W skandynawskich książkach lub pozycjach, których akcja rozgrywa się w tym rejonie, bardzo często tak jest. Póżniej akcja się rozkręca, jest wiele społecznych i politycznych nawiązań oraz zaskoczeń.
Niestety, ale tak nie jest w Siostrzyczce...
Przede wszystkim brak w/w rozkręcenia. Zdecydowanie nie jest to tak szumnie zapowiadany na okładce dreszczowiec czy thriller. Wbrew napisowi na okładce ta książka nie sprawi, że każda matka zacznie się lękać o swoją córkę – i każda córka o swoją matkę
Historia, którą opowiadają autorzy jest poruszająca i zapowiada się doskonała lektura, wciągająca. Niestety, ale większość akcji jest opisana na okładce. W samej książce niewiele poza tym się dzieje, brak spektakularnych zwrotów akcji, brak napięcia i co najgorsze..brak elementu zaskoczenia.
Owszem jest trochę tajemnic, ale są one zaserwowane jak dla kilkuletniego dziecka, co sprawia, iż ich rozwiązanie jest nieomal oczywiste.
No i główna bohaterka, doświadczona psycholog, która nie potrafi sobie poradzić z socjopata. Tragicznie przerysowana wzbudzająca we mnie uczucie pośrednie pomiędzy śmiechem, a złością postać.
W trakcie lektury nudziłam się i byłam jednocześnie zła ponieważ czas ten mogłam spożytkować na inną, dużo lepszą książkę.
Odradzam i to zdecydowanie, choć najprawdopodobniej moja negatywna opinia jest jedną z bardzo niewielu. Ze zdziwieniem bowiem zaobserwowałam, iż książka ta zbiera entuzjastyczne recenzje. No cóż, zależy co kto lubi.
Książka jest nudna i przewidywalna od samego niemal początku.
Freeda Wolff to pseudonim pisarskiej pary, dla której ta książka jest debiutem i niech to lepiej pozostanie pierwsza i ostatnia książka w ich dorobku.
Lubię thrillery, kryminały rozgrywające się w Skandynawii. Liczyłam na może nie wybitnie porywającą, ale ciekawą lekturę. Niestety, ale zawiodłam się.
Początek niemrawy, ale to mnie nie zraziło. W skandynawskich książkach lub pozycjach, których akcja rozgrywa się w tym rejonie, bardzo często tak jest. Póżniej akcja się rozkręca, jest wiele społecznych i politycznych nawiązań oraz zaskoczeń.
Niestety, ale tak nie jest w Siostrzyczce...
Przede wszystkim brak w/w rozkręcenia. Zdecydowanie nie jest to tak szumnie zapowiadany na okładce dreszczowiec czy thriller. Wbrew napisowi na okładce ta książka nie sprawi, że każda matka zacznie się lękać o swoją córkę – i każda córka o swoją matkę
Historia, którą opowiadają autorzy jest poruszająca i zapowiada się doskonała lektura, wciągająca. Niestety, ale większość akcji jest opisana na okładce. W samej książce niewiele poza tym się dzieje, brak spektakularnych zwrotów akcji, brak napięcia i co najgorsze..brak elementu zaskoczenia.
Owszem jest trochę tajemnic, ale są one zaserwowane jak dla kilkuletniego dziecka, co sprawia, iż ich rozwiązanie jest nieomal oczywiste.
No i główna bohaterka, doświadczona psycholog, która nie potrafi sobie poradzić z socjopata. Tragicznie przerysowana wzbudzająca we mnie uczucie pośrednie pomiędzy śmiechem, a złością postać.
W trakcie lektury nudziłam się i byłam jednocześnie zła ponieważ czas ten mogłam spożytkować na inną, dużo lepszą książkę.
Odradzam i to zdecydowanie, choć najprawdopodobniej moja negatywna opinia jest jedną z bardzo niewielu. Ze zdziwieniem bowiem zaobserwowałam, iż książka ta zbiera entuzjastyczne recenzje. No cóż, zależy co kto lubi.
Książka jest nudna i przewidywalna od samego niemal początku.
poniedziałek, 13 marca 2017
Monsieur Jean szuka szczęścia - Thomas Montasser
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Książka ta to lektura na raz, krótka (liczy zaledwie 200 stron) i napisana w taki sposób, iż czyta się błyskawicznie.
Głównym bohaterem jest uprzejmy, zadbany, kulturalny mieszkający w Zurychu emeryt. Męźczyzna cierpi na nadmiar wolnego czasu. Postanawia coś z tym czasem zrobić, żeby nie tracić go na bzdury, żeby nie przeciekał przez palce. Zaczyna w tak charakterystyczny dla siebie sposób, uprzyjemniać ludziom dzień, godzinę, chwilę, moment. Czyni to tak, iż wielu z nas nie wpadłoby na większość rzeczy, gestów. Nasz bohater udowadnia, iż to nie pieniądze są najważniejsze, że czasami wystarczy uśmiech, drobiazg, spojrzenie, żeby stało się coś dobrego, żeby komuś umilić dzień. Co prawda niektóre czyny bohatera sprowadzają się do niewielkiego, takiego maciupeńkiego oszustwa. No, ale cóż..liczy się cel.
Co z tego wszystkiego wyniknie? Co stanie się, gdy Monsieur Jean zbyt mocno zacznie ingerować w życie innych?
Podobnie, jak wcześniej czytana książka austriackiego autora, Wyjątkowy rok,
Monsieur Jean...także bardzo przypadł mi do gustu. Ta z pozoru błaha opowieść porwała mnie i zabrała do tajemniczego świata. Ogromnym atutem jest sposób w jaki pisze Montasser, ale także niezwykle uważne, dopracowane w każdym calu kreacje bohaterów. Każda z pojawiających się w tej historii postaci jest zbudowana z wielu elementów, ma swoją na ogół arcyciekawą historię. Jej poznanie wiele wniesie do spojrzenia jakim czytelnik będzie traktował to na co dotychczas nie zwracał uwagi.
Książka choć z pozoru banalna, jest pełna specyficznego, cudownego klimatu. Niczym opowieść szkatułkowa, albo skomplikowane puzzle składa się z wielu, bardzo wielu elementów, drobiazgów, które dopiero gdy je wszystkie poznamy, ukazują nam całe piękno i wartość historii. Gorąco polecam.
Książka ta to lektura na raz, krótka (liczy zaledwie 200 stron) i napisana w taki sposób, iż czyta się błyskawicznie.
Głównym bohaterem jest uprzejmy, zadbany, kulturalny mieszkający w Zurychu emeryt. Męźczyzna cierpi na nadmiar wolnego czasu. Postanawia coś z tym czasem zrobić, żeby nie tracić go na bzdury, żeby nie przeciekał przez palce. Zaczyna w tak charakterystyczny dla siebie sposób, uprzyjemniać ludziom dzień, godzinę, chwilę, moment. Czyni to tak, iż wielu z nas nie wpadłoby na większość rzeczy, gestów. Nasz bohater udowadnia, iż to nie pieniądze są najważniejsze, że czasami wystarczy uśmiech, drobiazg, spojrzenie, żeby stało się coś dobrego, żeby komuś umilić dzień. Co prawda niektóre czyny bohatera sprowadzają się do niewielkiego, takiego maciupeńkiego oszustwa. No, ale cóż..liczy się cel.
Co z tego wszystkiego wyniknie? Co stanie się, gdy Monsieur Jean zbyt mocno zacznie ingerować w życie innych?
Podobnie, jak wcześniej czytana książka austriackiego autora, Wyjątkowy rok,
Monsieur Jean...także bardzo przypadł mi do gustu. Ta z pozoru błaha opowieść porwała mnie i zabrała do tajemniczego świata. Ogromnym atutem jest sposób w jaki pisze Montasser, ale także niezwykle uważne, dopracowane w każdym calu kreacje bohaterów. Każda z pojawiających się w tej historii postaci jest zbudowana z wielu elementów, ma swoją na ogół arcyciekawą historię. Jej poznanie wiele wniesie do spojrzenia jakim czytelnik będzie traktował to na co dotychczas nie zwracał uwagi.
Książka choć z pozoru banalna, jest pełna specyficznego, cudownego klimatu. Niczym opowieść szkatułkowa, albo skomplikowane puzzle składa się z wielu, bardzo wielu elementów, drobiazgów, które dopiero gdy je wszystkie poznamy, ukazują nam całe piękno i wartość historii. Gorąco polecam.
poniedziałek, 6 marca 2017
Błękitna godzina - Douglas Kennedy
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Świetna książka, której akcja rozgrywa się w egzotycznym Maroku. Trochę inaczej zakończyłabym całą historię, no ale cóż, prawo autora do takiego zakończenia, jakie jemu odpowiada.
Błękitna godzina to na równi dobry kryminał z odrobiną thrillera, jak i bardzo dobra powieść obyczajowo-społeczno-psychologiczna.
Kennedy snuje bardzo ciekawą choć z pozoru banalną opowieść o porwanym męźczyźnie i jego żonie, której życie wydaje się być idyllą. Zgodnie ze znanym powiedzeniem...nie wszystko złoto..nie wszystko jest taką idyllą, jaką zdaje się być. Urlop, który z początku jest sielanką, spełnieniem marzeń, szybko zamienia się w koszmar i to z wielu powodów. Wspomniane uprowadzenie bohatera to tylko pretekst do ukazania czegoś więcej, czego podsumowaniem jest moim zdaniem pytanie - czy lepszy zdrowy egoizm, czy trwanie pomimo wszystko..
Czym jest to mimo wszystko? Tego nie zdradzę. Gwarantuję jednak, iż to coś zupełnie różnego od tego, o czym myślicie. Inna jest także zdrada, która przewija nam się przez większość opowieści.
Ta historia to także szeroko rozumiana opowieść o ludziach, o ich namiętnościach, o tym do czego są zdolni w obliczu zmieniających się w momencie sytuacji, zagrożeń, o tym co drzemie na dnie ich duszy, o wyborach, zdradzie, prawdzie (czy zawsze warto ja poznać), o miłości w najróżniejszych formach, o życiu i o tym na ile tak naprawdę znamy najbliższą nam osobę.
Błękitna godzina nie wciąga od razu, choć nie ukrywam, już pierwsze strony czyta się z zainteresowaniem. Powieść powoli, strona po stronie otula swoją magią i w pewnym momencie zauważa się, iż od lektury nie sposób się oderwać.
Douglas Kennedy po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem pióra, genialnie operuje słowem i drobiazgowo oddaje szczegóły chwili, ludzi, otoczenia. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Błękitną godzinę oraz inne powieści tego autora. Nie będziecie żałować.
Świetna książka, której akcja rozgrywa się w egzotycznym Maroku. Trochę inaczej zakończyłabym całą historię, no ale cóż, prawo autora do takiego zakończenia, jakie jemu odpowiada.
Błękitna godzina to na równi dobry kryminał z odrobiną thrillera, jak i bardzo dobra powieść obyczajowo-społeczno-psychologiczna.
Kennedy snuje bardzo ciekawą choć z pozoru banalną opowieść o porwanym męźczyźnie i jego żonie, której życie wydaje się być idyllą. Zgodnie ze znanym powiedzeniem...nie wszystko złoto..nie wszystko jest taką idyllą, jaką zdaje się być. Urlop, który z początku jest sielanką, spełnieniem marzeń, szybko zamienia się w koszmar i to z wielu powodów. Wspomniane uprowadzenie bohatera to tylko pretekst do ukazania czegoś więcej, czego podsumowaniem jest moim zdaniem pytanie - czy lepszy zdrowy egoizm, czy trwanie pomimo wszystko..
Czym jest to mimo wszystko? Tego nie zdradzę. Gwarantuję jednak, iż to coś zupełnie różnego od tego, o czym myślicie. Inna jest także zdrada, która przewija nam się przez większość opowieści.
Ta historia to także szeroko rozumiana opowieść o ludziach, o ich namiętnościach, o tym do czego są zdolni w obliczu zmieniających się w momencie sytuacji, zagrożeń, o tym co drzemie na dnie ich duszy, o wyborach, zdradzie, prawdzie (czy zawsze warto ja poznać), o miłości w najróżniejszych formach, o życiu i o tym na ile tak naprawdę znamy najbliższą nam osobę.
Błękitna godzina nie wciąga od razu, choć nie ukrywam, już pierwsze strony czyta się z zainteresowaniem. Powieść powoli, strona po stronie otula swoją magią i w pewnym momencie zauważa się, iż od lektury nie sposób się oderwać.
Douglas Kennedy po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem pióra, genialnie operuje słowem i drobiazgowo oddaje szczegóły chwili, ludzi, otoczenia. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Błękitną godzinę oraz inne powieści tego autora. Nie będziecie żałować.
sobota, 28 stycznia 2017
Dotyk - Claire North
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4-/6
Dotyk, to kolejna książka autorki Pierwszych piętnastu żywotów Harry'ego Augusta. Tamta książka bardzo mi się podobała. Byłam nią wręcz zachwycona. Z Dotykiem jest inaczej.
Pierwsza podstawowa kwestia to fakt, iż Dotyk jest niczym sinusoida.
W niektórych momentach jest to powieść rewelacyjna, w innych kiepska. Nie wiem z czego to wynika. Miałam wrażenie, jakby jedną powieść pisały dwie różne osoby.
Pomysł na fabułę ciekawy choć mocno przypomina ten z Pierwszych piętnastu żywotów...Trudno cokolwiek więcej o niej napisać bez zdradzania szczegółów. Trudno także szerzej wspomnieć o fabule poza nadmienieniem, iż główna bohaterka jest bytem nieśmiertelnym i żyje w ciałach osób, które napotka. Wywołuje to pewne komplikacje. .
Przebieg akcji, poruszane kwestie zmuszają do przemyślenia kilku spraw (celowo nie piszę o co chodzi) i wywołują wiele emocji.Tutaj rzuca się w oczy chęć wplecenia przez autorkę elementów psychologiczno-filozoficznych. Nawet nie najgorzej to wyszło.
Wielkim atutem jest także zakończenie. To na plus.
Natomiast jeżeli chodzi może nie tyle o wady, co o pewne niedociągnięcia, to jest ich znacznie więcej... autorka zbyt chaotycznie potraktowała zmiany ciał, wcieleń, jakich dokonuje główna bohaterka. Przeskoki są nagłe i do tego zbyt słabo zaakcentowane. W wielu momentach trzeba mocno się nagimnastykować, żeby to poukładać w czasie. Kilkakrotnie (szczególnie w połowie książki) gubiłam się i nie wiedziałam kim w danym momencie jest. Poza tym przeplatanie płaszczyzn czasowych, miks teraźniejszości i przeszłości...kiepska sprawa, która potęguje chaos. Dodatkowy minus to kiepsko nakreślone widma. Trudno bez spojlerowania napisać o co dokładnie chodzi.
Dotyk czyta się dosyć szybko o ile czytelnik przyzwyczai się do bałaganu, chaosu, jaki rządzi tą lekturą. Mimo kilku wad nie jest to zła książka. Nie jest także tak dobra, jak mogłaby być przy odrobienie starań autorki, dopracowaniu pewnych szczegółów, a nie potraktowaniu ich po macoszemu.
Warto po Dotyk sięgnąć. Jednak nie nastawiajcie się na tak spektakularne wow, jak to było w przypadku Pierwszych piętnastu żywotów.... Da się czytać, ale bez euforii. Ktoś może mi zarzucić, że nie powinnam porównywać obu książek. Wiem, ale takie porównanie narzuca się samo, gdy tylko rozpoczynamy lekturę Dotyku. Także autorka z takimi zestawieniami powinna się liczyć, gdy bez mała jak przez kalkę kopiuje zarys fabuły wcześniejszej powieści.
Osobom nie znającym twórczości autorki proponuję zacząć właśnie od Dotyku, a póżniej sięgnąć po Pierwsze piętnaście żywotów...
Dotyk, to kolejna książka autorki Pierwszych piętnastu żywotów Harry'ego Augusta. Tamta książka bardzo mi się podobała. Byłam nią wręcz zachwycona. Z Dotykiem jest inaczej.
Pierwsza podstawowa kwestia to fakt, iż Dotyk jest niczym sinusoida.
W niektórych momentach jest to powieść rewelacyjna, w innych kiepska. Nie wiem z czego to wynika. Miałam wrażenie, jakby jedną powieść pisały dwie różne osoby.
Pomysł na fabułę ciekawy choć mocno przypomina ten z Pierwszych piętnastu żywotów...Trudno cokolwiek więcej o niej napisać bez zdradzania szczegółów. Trudno także szerzej wspomnieć o fabule poza nadmienieniem, iż główna bohaterka jest bytem nieśmiertelnym i żyje w ciałach osób, które napotka. Wywołuje to pewne komplikacje. .
Przebieg akcji, poruszane kwestie zmuszają do przemyślenia kilku spraw (celowo nie piszę o co chodzi) i wywołują wiele emocji.Tutaj rzuca się w oczy chęć wplecenia przez autorkę elementów psychologiczno-filozoficznych. Nawet nie najgorzej to wyszło.
Wielkim atutem jest także zakończenie. To na plus.
Natomiast jeżeli chodzi może nie tyle o wady, co o pewne niedociągnięcia, to jest ich znacznie więcej... autorka zbyt chaotycznie potraktowała zmiany ciał, wcieleń, jakich dokonuje główna bohaterka. Przeskoki są nagłe i do tego zbyt słabo zaakcentowane. W wielu momentach trzeba mocno się nagimnastykować, żeby to poukładać w czasie. Kilkakrotnie (szczególnie w połowie książki) gubiłam się i nie wiedziałam kim w danym momencie jest. Poza tym przeplatanie płaszczyzn czasowych, miks teraźniejszości i przeszłości...kiepska sprawa, która potęguje chaos. Dodatkowy minus to kiepsko nakreślone widma. Trudno bez spojlerowania napisać o co dokładnie chodzi.
Dotyk czyta się dosyć szybko o ile czytelnik przyzwyczai się do bałaganu, chaosu, jaki rządzi tą lekturą. Mimo kilku wad nie jest to zła książka. Nie jest także tak dobra, jak mogłaby być przy odrobienie starań autorki, dopracowaniu pewnych szczegółów, a nie potraktowaniu ich po macoszemu.
Warto po Dotyk sięgnąć. Jednak nie nastawiajcie się na tak spektakularne wow, jak to było w przypadku Pierwszych piętnastu żywotów.... Da się czytać, ale bez euforii. Ktoś może mi zarzucić, że nie powinnam porównywać obu książek. Wiem, ale takie porównanie narzuca się samo, gdy tylko rozpoczynamy lekturę Dotyku. Także autorka z takimi zestawieniami powinna się liczyć, gdy bez mała jak przez kalkę kopiuje zarys fabuły wcześniejszej powieści.
Osobom nie znającym twórczości autorki proponuję zacząć właśnie od Dotyku, a póżniej sięgnąć po Pierwsze piętnaście żywotów...
niedziela, 15 stycznia 2017
Dollbaby - Laura Jane McNeal
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4,5/6
Akcja książki rozgrywa się w Nowym Orleanie w latach 1964 –1972.
Bohaterką jest 12-letnia Ibby, którą matka po tragicznej śmierci ojca oddaje na moment na wychowanie całkowicie nieznanej babki. Jako okrutny, kuriozalny podarunek, Ibby wręcza babce urnę z prochami swojego ojca,syna babki. To ma być okrutny, ponury żart ze strony matki dziewczynki.
Babka mieszka w ponurym, starym domu, jest surowa i ma swoja wizję wychowania nastolatki.
Kilkanaście dni, które Ibby ma spędzić w rodzinnym domu swojego ojca zamienia się w kilka lat.
W tym czasie zarówno sama dziewczynka, jak i jej kontakty z babką, ale także otoczenie, cała Ameryka przechodzą wielkie przemiany.
Ibby z nastolatki, bojącej się własnego cienia, za sprawą pracującej w domu babki czarnoskórej służącej i jej rodziny, staje się kimś zupełnie innym. Jej przemiana ma miejsce na tle wspaniale zobrazowanej kultury Nowego Orleanu lat 60. i 70. XX wieku i zmian społecznych i kulturowych, jakie wtedy zachodziły. To wtedy czarnoskóra część mieszkańców Południa USA zaczyna coraz aktywniej i głośniej walczyć o swoje prawa, domagać się równości bez względu na kolor skóry. Mimo coraz głośniejszych krzyków przez wieki ciemiężonej ludności, walka o podstawowe prawa będzie długo trwała. Ibby obserwuje wszystko, przenika atmosferą Nowego orleanu, a także po raz pierwszy zakochuje się. Jednak to piękne uczucie z góry jest skazane na porażkę. Ibby zakochuje się bowiem w czarnoskórym chłopcu.
Dodatkowego smaczku pobytowi dziewczynki, a póżniej młodej kobiety w domu babki dodaje wychodzenie na jaw wielu rodzinnych tajemnic.
Wiem, trochę spojleruję, ale to tylko zarys i niewielka część wydarzeń, które staną się udziałem Ibby i czytelników, którzy oddadzą się lekturze debiutanckiej książki Laury Jane McNeal.
Książka jest ciekawie napisana, klimat Nowego Orleanu i ponurego domostwa babki ciekawie nakreślony. Czyta się dobrze. Tylko trochę bardziej rozbudowałabym niektóre wątki. Jednak jak na debiutancką powieść Dollbaby jest dobrą lekturą. Warto przeczytać.
Akcja książki rozgrywa się w Nowym Orleanie w latach 1964 –1972.
Bohaterką jest 12-letnia Ibby, którą matka po tragicznej śmierci ojca oddaje na moment na wychowanie całkowicie nieznanej babki. Jako okrutny, kuriozalny podarunek, Ibby wręcza babce urnę z prochami swojego ojca,syna babki. To ma być okrutny, ponury żart ze strony matki dziewczynki.
Babka mieszka w ponurym, starym domu, jest surowa i ma swoja wizję wychowania nastolatki.
Kilkanaście dni, które Ibby ma spędzić w rodzinnym domu swojego ojca zamienia się w kilka lat.
W tym czasie zarówno sama dziewczynka, jak i jej kontakty z babką, ale także otoczenie, cała Ameryka przechodzą wielkie przemiany.
Ibby z nastolatki, bojącej się własnego cienia, za sprawą pracującej w domu babki czarnoskórej służącej i jej rodziny, staje się kimś zupełnie innym. Jej przemiana ma miejsce na tle wspaniale zobrazowanej kultury Nowego Orleanu lat 60. i 70. XX wieku i zmian społecznych i kulturowych, jakie wtedy zachodziły. To wtedy czarnoskóra część mieszkańców Południa USA zaczyna coraz aktywniej i głośniej walczyć o swoje prawa, domagać się równości bez względu na kolor skóry. Mimo coraz głośniejszych krzyków przez wieki ciemiężonej ludności, walka o podstawowe prawa będzie długo trwała. Ibby obserwuje wszystko, przenika atmosferą Nowego orleanu, a także po raz pierwszy zakochuje się. Jednak to piękne uczucie z góry jest skazane na porażkę. Ibby zakochuje się bowiem w czarnoskórym chłopcu.
Dodatkowego smaczku pobytowi dziewczynki, a póżniej młodej kobiety w domu babki dodaje wychodzenie na jaw wielu rodzinnych tajemnic.
Wiem, trochę spojleruję, ale to tylko zarys i niewielka część wydarzeń, które staną się udziałem Ibby i czytelników, którzy oddadzą się lekturze debiutanckiej książki Laury Jane McNeal.
Książka jest ciekawie napisana, klimat Nowego Orleanu i ponurego domostwa babki ciekawie nakreślony. Czyta się dobrze. Tylko trochę bardziej rozbudowałabym niektóre wątki. Jednak jak na debiutancką powieść Dollbaby jest dobrą lekturą. Warto przeczytać.
poniedziałek, 28 listopada 2016
Doskonałe dziedzictwo - Penny Vincezi
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
To moje 4. spotkanie z prozą Penny Vincezi i po raz 4. jestem zachwycona. Opowiadana przez autorkę historia (a właściwie historie, bo bohaterów jest kilkunastu) całkowicie mnie pochłonęła.
Vincezi to jedna z tych autorek, które piszą lekko, zabawnie, z ikrą, pod płaszczykiem lekkich opowieści przekazując coś więcej, a od lektury nie można się oderwać.
O ile dobrze policzyłam jest to 15. książka w dorobku autorki. Bardzo się z tego cieszę i liczę, iż wydawnictwo szybko opublikuje kolejne powieści Vincezi.
Pisarka prezentuje nam losy kilkunastu bohaterów rozgrywające się współcześnie w Londynie w 2011 roku w Londynie na przestrzeni kilkunastu miesięcy oraz blisko 40 lat wcześniej w Londynie, Paryżu i innych słynnych miejscach.
Bohaterowie zdają się mieć ze sobą bardzo niewiele wspólnego. W pewnym momencie łączy ich jedno - luksusowa marka kosmetyczna House of Farrell, marka, której najsłynniejszym, kultowym wręcz produktem jest Krem, TEN KREM. Jednak w pewnym momencie okazuje się, iż bazowanie na jednym kremie, nawet najbardziej znanym, luksusowym wręcz spektakularnym, to za mało, firma ma długi, zaczyna podupadać. Czas na szukanie ratunku. I zaczyna się.
Każdy z głównych bohaterów ma inną wizję ratowania firmy, następuje konflikt osobowości, pokoleń, spojrzenia an biznes i świat. Wszyscy chcą niby tego samego, a jednak wszystko zaczyna wrzeć, wręcz kipieć. Do tego dochodzą problemy prywatne każdego z licznych bohaterów.
Vincezi z wielka zręcznością łączy tak wielu bohaterów posiadających różnorodne charaktery, z walka o przetrwanie firmy i ich prywatnymi, często tragicznymi sprawami. Powstał dzięki temu wspaniały kolaż, wręcz energetyczny, wymykający się z kieliszka niczym bąbelki szampana. Bowiem cała książka aż kipi energią, odrobinę krzywym spojrzeniem na otaczającą nas rzeczywistość, sporą dozą sardonicznego poczucia humoru.
Czyta się wspaniale. I mimo sporej objętości (703 strony) książkę pochłania się w 2-3 dni.
Gorąco zachęcam do lektury. Doskonałe dziedzictwo, to świetna książka nie tylko na zimę. To także powieść na każdą inną porę roku, powieść ukazująca, jak jeden krok, jedna decyzja mogą zmienić całe nasze życie, zadecydować o jego dalszym przebiegu, jak niewiele trzeba żeby stracić (lub zyskać) coś naprawdę ważnego. Recenzja książki - Decyzje, Penny Vincezi (tutaj- klik)
To moje 4. spotkanie z prozą Penny Vincezi i po raz 4. jestem zachwycona. Opowiadana przez autorkę historia (a właściwie historie, bo bohaterów jest kilkunastu) całkowicie mnie pochłonęła.
Vincezi to jedna z tych autorek, które piszą lekko, zabawnie, z ikrą, pod płaszczykiem lekkich opowieści przekazując coś więcej, a od lektury nie można się oderwać.
O ile dobrze policzyłam jest to 15. książka w dorobku autorki. Bardzo się z tego cieszę i liczę, iż wydawnictwo szybko opublikuje kolejne powieści Vincezi.
Pisarka prezentuje nam losy kilkunastu bohaterów rozgrywające się współcześnie w Londynie w 2011 roku w Londynie na przestrzeni kilkunastu miesięcy oraz blisko 40 lat wcześniej w Londynie, Paryżu i innych słynnych miejscach.
Bohaterowie zdają się mieć ze sobą bardzo niewiele wspólnego. W pewnym momencie łączy ich jedno - luksusowa marka kosmetyczna House of Farrell, marka, której najsłynniejszym, kultowym wręcz produktem jest Krem, TEN KREM. Jednak w pewnym momencie okazuje się, iż bazowanie na jednym kremie, nawet najbardziej znanym, luksusowym wręcz spektakularnym, to za mało, firma ma długi, zaczyna podupadać. Czas na szukanie ratunku. I zaczyna się.
Każdy z głównych bohaterów ma inną wizję ratowania firmy, następuje konflikt osobowości, pokoleń, spojrzenia an biznes i świat. Wszyscy chcą niby tego samego, a jednak wszystko zaczyna wrzeć, wręcz kipieć. Do tego dochodzą problemy prywatne każdego z licznych bohaterów.
Vincezi z wielka zręcznością łączy tak wielu bohaterów posiadających różnorodne charaktery, z walka o przetrwanie firmy i ich prywatnymi, często tragicznymi sprawami. Powstał dzięki temu wspaniały kolaż, wręcz energetyczny, wymykający się z kieliszka niczym bąbelki szampana. Bowiem cała książka aż kipi energią, odrobinę krzywym spojrzeniem na otaczającą nas rzeczywistość, sporą dozą sardonicznego poczucia humoru.
Czyta się wspaniale. I mimo sporej objętości (703 strony) książkę pochłania się w 2-3 dni.
Gorąco zachęcam do lektury. Doskonałe dziedzictwo, to świetna książka nie tylko na zimę. To także powieść na każdą inną porę roku, powieść ukazująca, jak jeden krok, jedna decyzja mogą zmienić całe nasze życie, zadecydować o jego dalszym przebiegu, jak niewiele trzeba żeby stracić (lub zyskać) coś naprawdę ważnego. Recenzja książki - Decyzje, Penny Vincezi (tutaj- klik)
piątek, 14 października 2016
Tajemnica Black Rabbit Hall - Eve Chase
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 3,5/6
Tajemnica Black Rabbit Hall to powieść, do której idealnie dobrano okładkę. Obie są tajemnicze, mroczne i skrywają zagadkę. I na tym koniec tajemnicy. Ale po kolei.
Tytułowa budowla, to ponure, zaniedbane, ale nie pozbawione swoistego uroku gmaszysko, pałac, który mieści się w Kornwalii.
To tam pragnie współcześnie wyprawić swoje wesele jedna z dwóch głównych bohaterek, Lorna. Wybór takiego miejsca jest w pełni zrozumiały dla każdego, kto lubi filmy typu Downton Abbey. Krótki pobyt w rezydencji będzie dla Lorny początkiem zupełnie nowego etapu w życiu.
Napisałam, iż jest to jedna z dwóch głównych bohaterek, ponieważ drugą jest Amber, nastolatka żyjąca w latach 60. XX wieku, która wraz z rodziną wyjeżdża na urlop do rezydencji. Gdyby wiedziała, czym to się skończy... Dla niej także pobyt w kornwalijskim domostwie okaże się początkiem nowego życia.
Mimo, iż dzieli je 30 lat, mianownikiem, który łączy jest rezydencja Black Rabbit Hall, która skrywa ogromną tajemnicę.
Nie ukrywam, ta tajemnica, typowa angielska rezydencja, klimat Kornwalii bardzo mnie zaciekawiły. Wiele sobie obiecywałam po tej lekturze. Może zbyt wiele.
Książka generalnie jest niezła, szczególnie jeżeli weźmie się pod uwagę, iż jest to debiut Eve Chase. Gdyby to nie był debiut autorki, nie ukrywam, oceniłabym książkę bardziej surowo.
Fabuła (a w zasadzie jej zarys) jest ciekawa, tworzą ją dwa przeplatające się wątki rozgrywające się na dwóch płaszczyznach czasowych.
Niewinne wydarzenia, które zapoczątkowały tragedię w 1968 roku są umiejętnie przedstawione, napięcie doskonale dozowane. Wydarzenia rozgrywające się w współcześnie także są dobrze nakreślone. Opisy budowli i całej związanej z nią otoczki są bardzo dobre, mroczne, klimatyczne. Choć nie zgodzę się z wieloma opiniami, iż są one gotyckie. Do gotyckich bardzo dużo im jeszcze brakuje. Równie dużo brakuje całej historii do powieści grozy. Ktoś, kto tak określił Tajemnicę Black Rabbit Hall chyba nigdy nie czytał powieści grozy.
Na plus zasługują ciekawe kreacje bohaterów, szczególnie tych z lat 60. XX wieku. Ukazując ich portrety psychologiczne, oddając drobiazgowo szczegóły z roku 1968 autorka stanęła na wysokości zadania.
Generalnie książkę czyta się dobrze, jest ona niezła, o ile oczekuje się jedynie lekkiego, wciągającego czytadła ze sporą porcją klimatu epoki w tle.
Jeżeli jednak chodzi o element zaskoczenia, o coś nowego, to tego brak. Konstrukcja książki to zdarty do bólu schemat, kalka wielu innych książek. Gdyby autorka zaskoczyła choć jednym elementem, inaczej poprowadziła jeden wątek... Niestety, próżno na to czekać. Przebieg fabuły i zakończenie są tak przewidywalne, tak schematyczne, że w sumie szkoda czasu na lekturę ostatnich 30-40 stron. Zakończenie rozczarowuje i to bardzo. Niestety. Nawet nie napiszę o co dokładnie mi chodzi. Nie chcę psuć wam elementu zaskoczenia.
Tajemnica Black Rabbit Hall to klasyczny przykład książki, dobrze (choć nie doskonale) szło, ale zdechło.
Mimo wszystko zachęcam do lektury. Książka zbiera bardzo pozytywne recenzje. Być może wy także będziecie w grupie zachwyconych czytelników. Czego wam szczerze życzę.
Tajemnica Black Rabbit Hall to powieść, do której idealnie dobrano okładkę. Obie są tajemnicze, mroczne i skrywają zagadkę. I na tym koniec tajemnicy. Ale po kolei.
Tytułowa budowla, to ponure, zaniedbane, ale nie pozbawione swoistego uroku gmaszysko, pałac, który mieści się w Kornwalii.
To tam pragnie współcześnie wyprawić swoje wesele jedna z dwóch głównych bohaterek, Lorna. Wybór takiego miejsca jest w pełni zrozumiały dla każdego, kto lubi filmy typu Downton Abbey. Krótki pobyt w rezydencji będzie dla Lorny początkiem zupełnie nowego etapu w życiu.
Napisałam, iż jest to jedna z dwóch głównych bohaterek, ponieważ drugą jest Amber, nastolatka żyjąca w latach 60. XX wieku, która wraz z rodziną wyjeżdża na urlop do rezydencji. Gdyby wiedziała, czym to się skończy... Dla niej także pobyt w kornwalijskim domostwie okaże się początkiem nowego życia.
Mimo, iż dzieli je 30 lat, mianownikiem, który łączy jest rezydencja Black Rabbit Hall, która skrywa ogromną tajemnicę.
Nie ukrywam, ta tajemnica, typowa angielska rezydencja, klimat Kornwalii bardzo mnie zaciekawiły. Wiele sobie obiecywałam po tej lekturze. Może zbyt wiele.
Książka generalnie jest niezła, szczególnie jeżeli weźmie się pod uwagę, iż jest to debiut Eve Chase. Gdyby to nie był debiut autorki, nie ukrywam, oceniłabym książkę bardziej surowo.
Fabuła (a w zasadzie jej zarys) jest ciekawa, tworzą ją dwa przeplatające się wątki rozgrywające się na dwóch płaszczyznach czasowych.
Niewinne wydarzenia, które zapoczątkowały tragedię w 1968 roku są umiejętnie przedstawione, napięcie doskonale dozowane. Wydarzenia rozgrywające się w współcześnie także są dobrze nakreślone. Opisy budowli i całej związanej z nią otoczki są bardzo dobre, mroczne, klimatyczne. Choć nie zgodzę się z wieloma opiniami, iż są one gotyckie. Do gotyckich bardzo dużo im jeszcze brakuje. Równie dużo brakuje całej historii do powieści grozy. Ktoś, kto tak określił Tajemnicę Black Rabbit Hall chyba nigdy nie czytał powieści grozy.
Na plus zasługują ciekawe kreacje bohaterów, szczególnie tych z lat 60. XX wieku. Ukazując ich portrety psychologiczne, oddając drobiazgowo szczegóły z roku 1968 autorka stanęła na wysokości zadania.
Generalnie książkę czyta się dobrze, jest ona niezła, o ile oczekuje się jedynie lekkiego, wciągającego czytadła ze sporą porcją klimatu epoki w tle.
Jeżeli jednak chodzi o element zaskoczenia, o coś nowego, to tego brak. Konstrukcja książki to zdarty do bólu schemat, kalka wielu innych książek. Gdyby autorka zaskoczyła choć jednym elementem, inaczej poprowadziła jeden wątek... Niestety, próżno na to czekać. Przebieg fabuły i zakończenie są tak przewidywalne, tak schematyczne, że w sumie szkoda czasu na lekturę ostatnich 30-40 stron. Zakończenie rozczarowuje i to bardzo. Niestety. Nawet nie napiszę o co dokładnie mi chodzi. Nie chcę psuć wam elementu zaskoczenia.
Tajemnica Black Rabbit Hall to klasyczny przykład książki, dobrze (choć nie doskonale) szło, ale zdechło.
Mimo wszystko zachęcam do lektury. Książka zbiera bardzo pozytywne recenzje. Być może wy także będziecie w grupie zachwyconych czytelników. Czego wam szczerze życzę.
czwartek, 13 października 2016
Widzialam, jak zamordowano moją siostrę
Wydawnictwo Świat Książki
Dzieci i kobiety od zawsze są najczęstszymi ofiarami brutalnych zbrodni, czy to w rodzinie czy poza nią.
Nourig Apfeld swoja książką złamała niepisany zakaz opowiadania o zbrodniach wśród najbliższych, o katowaniu i mordowaniu kobiet, dziewczynek, o tzw. honorowych zabójstwach.
ONZ wg. ostatnich badań podaje, iż rocznie na świecie dokonywane jest ok. 5 tys. tzw. honorowych zabójstw. Mają one miejsce na całym świecie.
Nourig sprzeciwiła się niewyobrażalnemu dla nas prawy męźczyzn do traktowania kobiet, jako swojej własności, do decydowania o ich zdrowiu, życiu, losie.
Decydując się na opowiedzenie tej historii, Nourig podjęła niesłychanie odważną decyzję (nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, jak odważną), a tym samym wydała na siebie wyrok.
Kobieta niczego nie upiększa, nie koloryzuje, za to bez emocji, zdawałoby się na zimno opowiada krok po kroku o tym co działo się przed zamordowaniem jej młodszej siostry, o zwyczajach w rodzinie, w jej kulturze, o adaptacji w Niemczech, o tym jak ją i jej rodzinę traktowano w nowej ojczyźnie, o tym co było w Syrii i wreszcie o tym co jej zdaniem doprowadziło do zbrodni i co było po niej.
Gdy dziewczynki wraz z matką przybywają do Niemiec, autorka książki ma zaledwie 7 lat, jej siostra kilka więcej. Mija niedługi czas, Waffa (starsza siostra Nourig) zaczyna się buntować przeciwko islamskiemu prawu, zasadom muzułmańskiej diaspory w Niemczech, twardym obyczajom w domu. Tego co dzieje się póżniej nie będę wam opowiadać, sami musicie przeczytać. Szok.
Trudno mi ocenić tę książkę. Nie ukrywam, pod względem literackim z pewnością nie jest to arcydzieło. Momentami miałam wrażenie, że czytam tabloid i to nie najlepszego gatunku.
Strona literacka, język, styl nie są najmocniejszą stroną tej pozycji.
Jednak treść porusza i to bardzo, aż wbija w fotel, tym bardziej, iż wszystko o czym pisze autorka jest prawdą.
To kolejna książka o zabójstwach honorowych, obyczajach w muzułmańskim kręgu kulturowym, którą miałam okazję przeczytać. Mimo, iż za mną jest kilka tysięcy przeczytanych stron, to nadal ta tematyka porusza mnie, szokuje, sprawia, iż trudno mi sobie wyobrazić, jak można tak żyć, jak można być tak...no sama nie wiem co napisać..nieludzkim, takim potworem, takim fanatykiem.
Polecam.
Dzieci i kobiety od zawsze są najczęstszymi ofiarami brutalnych zbrodni, czy to w rodzinie czy poza nią.
Nourig Apfeld swoja książką złamała niepisany zakaz opowiadania o zbrodniach wśród najbliższych, o katowaniu i mordowaniu kobiet, dziewczynek, o tzw. honorowych zabójstwach.
ONZ wg. ostatnich badań podaje, iż rocznie na świecie dokonywane jest ok. 5 tys. tzw. honorowych zabójstw. Mają one miejsce na całym świecie.
Nourig sprzeciwiła się niewyobrażalnemu dla nas prawy męźczyzn do traktowania kobiet, jako swojej własności, do decydowania o ich zdrowiu, życiu, losie.
Decydując się na opowiedzenie tej historii, Nourig podjęła niesłychanie odważną decyzję (nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, jak odważną), a tym samym wydała na siebie wyrok.
Kobieta niczego nie upiększa, nie koloryzuje, za to bez emocji, zdawałoby się na zimno opowiada krok po kroku o tym co działo się przed zamordowaniem jej młodszej siostry, o zwyczajach w rodzinie, w jej kulturze, o adaptacji w Niemczech, o tym jak ją i jej rodzinę traktowano w nowej ojczyźnie, o tym co było w Syrii i wreszcie o tym co jej zdaniem doprowadziło do zbrodni i co było po niej.
Gdy dziewczynki wraz z matką przybywają do Niemiec, autorka książki ma zaledwie 7 lat, jej siostra kilka więcej. Mija niedługi czas, Waffa (starsza siostra Nourig) zaczyna się buntować przeciwko islamskiemu prawu, zasadom muzułmańskiej diaspory w Niemczech, twardym obyczajom w domu. Tego co dzieje się póżniej nie będę wam opowiadać, sami musicie przeczytać. Szok.
Trudno mi ocenić tę książkę. Nie ukrywam, pod względem literackim z pewnością nie jest to arcydzieło. Momentami miałam wrażenie, że czytam tabloid i to nie najlepszego gatunku.
Strona literacka, język, styl nie są najmocniejszą stroną tej pozycji.
Jednak treść porusza i to bardzo, aż wbija w fotel, tym bardziej, iż wszystko o czym pisze autorka jest prawdą.
To kolejna książka o zabójstwach honorowych, obyczajach w muzułmańskim kręgu kulturowym, którą miałam okazję przeczytać. Mimo, iż za mną jest kilka tysięcy przeczytanych stron, to nadal ta tematyka porusza mnie, szokuje, sprawia, iż trudno mi sobie wyobrazić, jak można tak żyć, jak można być tak...no sama nie wiem co napisać..nieludzkim, takim potworem, takim fanatykiem.
Polecam.
środa, 21 września 2016
Plan na życie - Kristin Harmel
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobra, poruszająca książka, która przeczytałam w dzień, wieczór i kilka godzin w nocy.
Z jednej strony autorka opowiada historię wręcz nieprawdopodobną, a z drugiej strony, gdy weźmie się pod uwagę psikusy, jakie czasami płata nam nasz umysł w połączeniu z tęsknotą za ukochana osobą..wszystko jest możliwe.
Kate, muzykoterapeutka z Nowego Jorku, 12 lat temu w wypadku straciła ukochanego meźczyznę, swoja drugą połówkę, człowieka, bez którego nie potrafiła i jak się okaże nadal nie potrafi żyć.
Niby pracuje, żyje, spotyka z przyjaciółmi, zmieniła mieszkanie, a nawet zaręczyła się, ale jak się okaże to nie wystarczy żeby była szczęśliwa, żeby żyła pełnią życia. Tylko Kate nie zdaje sobie sprawy z tego, iż tak na prawdę nie jest szczęśliwa. Cieszy się zaręczynami, planuje ślub, mierzy suknie ślubne, tylko na dnie serca ciągle kołaczą jej wspomnienia o Patricku, zmarłym mężu.
Pewnego dnia Kate budzi się nie u boku narzeczonego, a ...zmarłego 12 lat temu męża, który żyje i na dodatek okazuje się, iż mają kilkuletnią córkę Hannah. Dziewczynka jest głuchoniema, a Kate ze zdziwieniem zauważa, iż bez problemu porozumiewa się z córką w języku migowym, którego nigdy się nie uczyła. Kate bierze udział w ich życiu codziennym, czuje się w nim w 100% na miejscu, wie dokładnie co ma robić co powiedzieć.
Po kilku spędzonych wspólnie godzinach Patrick z Hannah znikają, a Kate budzi się u boku narzeczonego. Czy to był tylko sen, a może wyobraźnia, a może...
Takie wizje, przeniesienia zdarzają się jeszcze kilkakrotnie. Za każdym razem są realne, aż do bólu, a sprawy z tych przeniesień, urazy, jakich Kate doznaje w innym życiu, przenoszą się na życie realne.
O co tak naprawdę chodzi nie zdradzę, choć nie ukrywam, bardzo mnie kusi żeby uchylić wam rąbka tajemnicy. Gwarantuję jednak, iż będziecie zaskoczeni.
Kristin Harmel udało się stworzyć ciepłą, dającą nadzieję książkę. Pokazuje ona bardzo wyraźnie, iż warto walczyć o szczęście. Wszak życie jest bardzo krótkie, zbyt krótkie.
Kate, główna bohaterka, to osoba, której dane jest drugi raz zaznać wielkiej miłości. Mimo wielkiej tragedii, jaka ją spotkała Kate ma szczęście. Wielu z nas nawet raz nie spotyka tej prawdziwej miłości, żyje samotnie lub u boku kogoś przypadkowego.
Historia Kate udowadnia, iż nie warto zadowalać się byciem z kimś tylko po to, żeby nie być samotnym, a szczęście (szeroko rozumiane) może na każdą z nas czekać w najmniej oczekiwanym miejscu.
Historia ta to także swoiste przypomnienie o tym, iż...należy dbać o siebie i regularnie się badać.
Nic więcej nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej cieplej, pełnej pozytywnej energii, poruszającej i dającej pozytywnego, energetycznego bodźca książki.
Kristin Harmel stworzyła mistrzowską, niezwykle mądrą powieść, która zmusza do chwili zastanowienia się nad życiem, do przewartościowania kilku spraw.
Niecierpliwie czekam na kolejną książkę autorki.
Bardzo dobra, poruszająca książka, która przeczytałam w dzień, wieczór i kilka godzin w nocy.
Z jednej strony autorka opowiada historię wręcz nieprawdopodobną, a z drugiej strony, gdy weźmie się pod uwagę psikusy, jakie czasami płata nam nasz umysł w połączeniu z tęsknotą za ukochana osobą..wszystko jest możliwe.
Kate, muzykoterapeutka z Nowego Jorku, 12 lat temu w wypadku straciła ukochanego meźczyznę, swoja drugą połówkę, człowieka, bez którego nie potrafiła i jak się okaże nadal nie potrafi żyć.
Niby pracuje, żyje, spotyka z przyjaciółmi, zmieniła mieszkanie, a nawet zaręczyła się, ale jak się okaże to nie wystarczy żeby była szczęśliwa, żeby żyła pełnią życia. Tylko Kate nie zdaje sobie sprawy z tego, iż tak na prawdę nie jest szczęśliwa. Cieszy się zaręczynami, planuje ślub, mierzy suknie ślubne, tylko na dnie serca ciągle kołaczą jej wspomnienia o Patricku, zmarłym mężu.
Pewnego dnia Kate budzi się nie u boku narzeczonego, a ...zmarłego 12 lat temu męża, który żyje i na dodatek okazuje się, iż mają kilkuletnią córkę Hannah. Dziewczynka jest głuchoniema, a Kate ze zdziwieniem zauważa, iż bez problemu porozumiewa się z córką w języku migowym, którego nigdy się nie uczyła. Kate bierze udział w ich życiu codziennym, czuje się w nim w 100% na miejscu, wie dokładnie co ma robić co powiedzieć.
Po kilku spędzonych wspólnie godzinach Patrick z Hannah znikają, a Kate budzi się u boku narzeczonego. Czy to był tylko sen, a może wyobraźnia, a może...
Takie wizje, przeniesienia zdarzają się jeszcze kilkakrotnie. Za każdym razem są realne, aż do bólu, a sprawy z tych przeniesień, urazy, jakich Kate doznaje w innym życiu, przenoszą się na życie realne.
O co tak naprawdę chodzi nie zdradzę, choć nie ukrywam, bardzo mnie kusi żeby uchylić wam rąbka tajemnicy. Gwarantuję jednak, iż będziecie zaskoczeni.
Kristin Harmel udało się stworzyć ciepłą, dającą nadzieję książkę. Pokazuje ona bardzo wyraźnie, iż warto walczyć o szczęście. Wszak życie jest bardzo krótkie, zbyt krótkie.
Kate, główna bohaterka, to osoba, której dane jest drugi raz zaznać wielkiej miłości. Mimo wielkiej tragedii, jaka ją spotkała Kate ma szczęście. Wielu z nas nawet raz nie spotyka tej prawdziwej miłości, żyje samotnie lub u boku kogoś przypadkowego.
Historia Kate udowadnia, iż nie warto zadowalać się byciem z kimś tylko po to, żeby nie być samotnym, a szczęście (szeroko rozumiane) może na każdą z nas czekać w najmniej oczekiwanym miejscu.
Historia ta to także swoiste przypomnienie o tym, iż...należy dbać o siebie i regularnie się badać.
Nic więcej nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej cieplej, pełnej pozytywnej energii, poruszającej i dającej pozytywnego, energetycznego bodźca książki.
Kristin Harmel stworzyła mistrzowską, niezwykle mądrą powieść, która zmusza do chwili zastanowienia się nad życiem, do przewartościowania kilku spraw.
Niecierpliwie czekam na kolejną książkę autorki.
środa, 31 sierpnia 2016
Wchodzi koń do baru - Dawid Grosman
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Dawid Grosman, to jeden z najwybitniejszych pisarzy izraelskich, laureat wielu prestiżowych międzynarodowych nagród.
Książka jest dosyć cienka, bo czymże jest marne 240 stron w porównaniu z innymi kilkakrotnie obszerniejszymi książkami tego pisarza. Jednak po lekturze uświadomiłem sobie, iż dobrze, że objętość jest tak niewielka. Grosman daje popalić, wręcz przeczołguje czytelnika psychicznie.
Akcja rozgrywa się w trakcie spektaklu stand-up comedy, czyli odrobinę nietypowego monologu przed publicznością, w którym główną rolę odgrywają charyzma aktora i kontakt z publicznością.
Aktorem, w zasadzie komikiem tej sztuki jest emerytowany artysta Dowale. Jest to kolejne z jego przedstawień. W związku tym w zasadzie wszystko powinno iść utartym torem, nic nie powinno aktora zaskoczyć. Ma to być kolejna chałtura, wieczór, jak każdy inny. Nic nie powinno zakłócić okazji do zarobku.
Jasne, zawsze może dojść do jakiś lekkich zmian, przetasowań, wszak to sam Dowale decyduje co i jak, jest on siłą napędową, trzonem i reżyserem przedstawienia.
Jednak tym razem wszystko idzie zgoła inaczej. Przyczyną tego jest pojawienie się na widowni jednego człowieka. Można by się zdziwić. Bo jak jedna osoba może zmienić bieg przedstawienia?!
Otóż może. Jak i dlaczego, a przede wszystkim do czego to wszystko doprowadziło, dowiecie się z lektury Wchodzi koń do baru. Gorąco do tego zachęcam.
Grosman po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Zaprezentował nam cofnięcie się w czasie. Jego bohater ponownie staje się 14-letnim chłopcem. Wraz z nim przeżywamy radości i smutki, z czego tych drugich było znacznie więcej.
Poznajemy strach, ból, żałobę, śmierć, utratę wszystkiego co ważne. Grossman słynie z prezentowania swoich bohaterów, z prezentowania ich wnętrza w sposób wręcz ekshibicjonistyczny. Ta jego umiejętność w najnowszej książce sięgnęła zenitu. Sposób w jaki ukazuje uczucia, przeżycia i ich skutek u nastoletniego chłopca, wręcz poraża.
Wspaniale nakreślona jest także postać steranego życiem komika, człowieka, który ledwo wiąże koniec z końcem, zarówno pod względem materialnym, jak i psychicznym.
Zachęcam do lektury. Książka daje do myślenia.
Recenzja mojego męża.
Dawid Grosman, to jeden z najwybitniejszych pisarzy izraelskich, laureat wielu prestiżowych międzynarodowych nagród.
Książka jest dosyć cienka, bo czymże jest marne 240 stron w porównaniu z innymi kilkakrotnie obszerniejszymi książkami tego pisarza. Jednak po lekturze uświadomiłem sobie, iż dobrze, że objętość jest tak niewielka. Grosman daje popalić, wręcz przeczołguje czytelnika psychicznie.
Akcja rozgrywa się w trakcie spektaklu stand-up comedy, czyli odrobinę nietypowego monologu przed publicznością, w którym główną rolę odgrywają charyzma aktora i kontakt z publicznością.
Aktorem, w zasadzie komikiem tej sztuki jest emerytowany artysta Dowale. Jest to kolejne z jego przedstawień. W związku tym w zasadzie wszystko powinno iść utartym torem, nic nie powinno aktora zaskoczyć. Ma to być kolejna chałtura, wieczór, jak każdy inny. Nic nie powinno zakłócić okazji do zarobku.
Jasne, zawsze może dojść do jakiś lekkich zmian, przetasowań, wszak to sam Dowale decyduje co i jak, jest on siłą napędową, trzonem i reżyserem przedstawienia.
Jednak tym razem wszystko idzie zgoła inaczej. Przyczyną tego jest pojawienie się na widowni jednego człowieka. Można by się zdziwić. Bo jak jedna osoba może zmienić bieg przedstawienia?!
Otóż może. Jak i dlaczego, a przede wszystkim do czego to wszystko doprowadziło, dowiecie się z lektury Wchodzi koń do baru. Gorąco do tego zachęcam.
Grosman po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Zaprezentował nam cofnięcie się w czasie. Jego bohater ponownie staje się 14-letnim chłopcem. Wraz z nim przeżywamy radości i smutki, z czego tych drugich było znacznie więcej.
Poznajemy strach, ból, żałobę, śmierć, utratę wszystkiego co ważne. Grossman słynie z prezentowania swoich bohaterów, z prezentowania ich wnętrza w sposób wręcz ekshibicjonistyczny. Ta jego umiejętność w najnowszej książce sięgnęła zenitu. Sposób w jaki ukazuje uczucia, przeżycia i ich skutek u nastoletniego chłopca, wręcz poraża.
Wspaniale nakreślona jest także postać steranego życiem komika, człowieka, który ledwo wiąże koniec z końcem, zarówno pod względem materialnym, jak i psychicznym.
Zachęcam do lektury. Książka daje do myślenia.
środa, 24 sierpnia 2016
Zaginione - Magdalena Zimny-Louis
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Zimny-Louis, ale z pewnością nie ostatnie.
Autorka opowiada z pozoru banalną historię młodej kobiety, którą przed laty opuściła matka, wychowywał ojciec. Córka pragnie po latach odnaleźć matkę. I na tym banał się kończy. Pisarka bowiem wspaniale wykreowała tło akcji. Wszystkie tropy matki, którymi musi podążyć po latach córka, prowadzą do Armenii.
Armenia, kraj położony niby niezbyt daleko od Polski, a mimo to prawie w ogóle nam nieznany. Dzięki Zaginionym możemy poznać lepiej kraj, kulturę ormiańską, kuchnię, obyczaje. Pisarka niezwykle zręcznie wplata te informacje w fabułę książki, często czyni je głównymi bohaterkami, a nie tylko tłem dla opowiedzenia historii. Od samego początku rzuca się w oczy, iż pisarka musiała zadać sobie bardzo dużo trudu, żeby zebrać tak bogaty materiał o Armenii. Gorące brawa za takie podejście merytoryczne. Dzięki temu Zaginione, to nie tylko porywająca powieść obyczajowo-psychologiczna, ale także doskonała książka obyczajowo-historyczno-kulturowa, a Erywań, góra Ararat i Dilidżan (oraz wiele innych miejsc) nie są już dla nas, przeciętnych czytelników obco brzmiącymi nazwami, miejscami.
Dodatkowym atutem są opisy Rzeszowa sprzed kilku dekad.
Napisałam, że Zaginione to historia córki, która podąża śladami matki. Owszem. Ale nie tylko ta 31-letnia kobieta jest bohaterką. Pisarka w całą opowieść doskonale wplotła także losy 63-letniej ciotki bohaterki oraz jej ojca, znanego na Podkarpaciu polityka. Ich wzajemne animozje, tajemnice z przeszłości, wpływ wydarzeń sprzed kilku dekad na teraźniejszość, wszystko to zostało doskonale zaprezentowane.
Fabuła porywa już od pierwszego rozdziału i (tu ogromny plus dla autorki) jest niezwykle ciekawie prowadzona do końca książki. Brak urwanych wątków, brak bzdurnych pomysłów (jak to u niektórych pisarzy bywa).
Całość jest mocno emocjonalna, poruszająca, momentami poważna, ale Zimny-Louis udało się w całość wpleść całkiem sporo elementów humorystycznych, sarkastycznych, ironicznych. Sprawia to, iż mimo poważnej tematyki, trudnego życia w Armenii, całość czyta się z uśmiechem na ustach. Może nie jest on taki od ucha do ucha, ale pojawia się często i osładza gorycz armeńskiej historii.
Gorąco zachęcam do lektury. Wspaniała opowieść, porywająca książka, a rozwiązanie zagadki do końca pozostaje tajemnicą.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Zimny-Louis, ale z pewnością nie ostatnie.
Autorka opowiada z pozoru banalną historię młodej kobiety, którą przed laty opuściła matka, wychowywał ojciec. Córka pragnie po latach odnaleźć matkę. I na tym banał się kończy. Pisarka bowiem wspaniale wykreowała tło akcji. Wszystkie tropy matki, którymi musi podążyć po latach córka, prowadzą do Armenii.
Armenia, kraj położony niby niezbyt daleko od Polski, a mimo to prawie w ogóle nam nieznany. Dzięki Zaginionym możemy poznać lepiej kraj, kulturę ormiańską, kuchnię, obyczaje. Pisarka niezwykle zręcznie wplata te informacje w fabułę książki, często czyni je głównymi bohaterkami, a nie tylko tłem dla opowiedzenia historii. Od samego początku rzuca się w oczy, iż pisarka musiała zadać sobie bardzo dużo trudu, żeby zebrać tak bogaty materiał o Armenii. Gorące brawa za takie podejście merytoryczne. Dzięki temu Zaginione, to nie tylko porywająca powieść obyczajowo-psychologiczna, ale także doskonała książka obyczajowo-historyczno-kulturowa, a Erywań, góra Ararat i Dilidżan (oraz wiele innych miejsc) nie są już dla nas, przeciętnych czytelników obco brzmiącymi nazwami, miejscami.
Dodatkowym atutem są opisy Rzeszowa sprzed kilku dekad.
Napisałam, że Zaginione to historia córki, która podąża śladami matki. Owszem. Ale nie tylko ta 31-letnia kobieta jest bohaterką. Pisarka w całą opowieść doskonale wplotła także losy 63-letniej ciotki bohaterki oraz jej ojca, znanego na Podkarpaciu polityka. Ich wzajemne animozje, tajemnice z przeszłości, wpływ wydarzeń sprzed kilku dekad na teraźniejszość, wszystko to zostało doskonale zaprezentowane.
Fabuła porywa już od pierwszego rozdziału i (tu ogromny plus dla autorki) jest niezwykle ciekawie prowadzona do końca książki. Brak urwanych wątków, brak bzdurnych pomysłów (jak to u niektórych pisarzy bywa).
Całość jest mocno emocjonalna, poruszająca, momentami poważna, ale Zimny-Louis udało się w całość wpleść całkiem sporo elementów humorystycznych, sarkastycznych, ironicznych. Sprawia to, iż mimo poważnej tematyki, trudnego życia w Armenii, całość czyta się z uśmiechem na ustach. Może nie jest on taki od ucha do ucha, ale pojawia się często i osładza gorycz armeńskiej historii.
Gorąco zachęcam do lektury. Wspaniała opowieść, porywająca książka, a rozwiązanie zagadki do końca pozostaje tajemnicą.
środa, 29 czerwca 2016
Nigdy nie zapomnieć - Michel Bussi
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Nigdy nie zapomnieć to trzecia tego francuskiego pisarza, którą miałam okazję przeczytać i po raz drugi jestem totalnie zaskoczona, ale i zachwycona.
Yport, Normandia, tam rozpoczyna się cała historia...chociaż tak na dobrą sprawę, to nie jestem do końca pewna. Ale nic więcej nie zdradzę.
Jak to u Bussiego książka maksymalnie inna, zaskakująca, niesamowita i sprawiająca, iż w trakcie lektury niecierpliwie odwraca się kolejne kartki.
Do wspomnianego Yport pojechał Jamal. Młody człowiek trenuje, ostro trenuje. Podczas jednego z treningów widzi niewiarygodnie piękną brunetkę w podartej sukience, która stoi nad brzegiem przepaści. Kobieta wygląda na zapłakaną, zrozpaczoną i bliską popełnienia samobójstwa. Jamal podaje jej znaleziony obok szal. Liczy, że kobieta złapie się go i nie skoczy. Jego nadzieje jednak okazują się płonne. Kilka sekund później kobieta już leży na kamienistej plaży, kilkanaście metrów poniżej miejsca gdzie sekundę temu stała. Zadziwiające, ale szal, który podał jej Jamal ma owinięty wokół szyi. Jakim cudem? Ile sekund spada ciało z urwiska? 1-2-3 sekundy?! Czy kobieta zdążyłaby w tym czasie owinąć sobie szalik w okół szyi? Nawet jeżeli tak, to na Boga, w jakim celu?! To jedno z bardzo wielu pytań, jakie nasuwają się Jamalowi w trakcie kolejnych minut, godzin i dni.
Akcja jest dynamiczna, choć na dobrą sprawę to za mało powiedziane. Wydarzenia zmieniają się ekspresowo i są coraz bardziej zaskakujące. Co chwila na jaw wypływają nowe fakty, jak chociażby to, iż dziewczyna spadając z klifu...była martwa i zgwałcona. To tylko ułamek zaskakujących wiadomości, jakie poznamy w trakcie lektury. W pewnym momencie nie będzie wiadomo, czy Jamal tak naprawdę jest świadkiem, człowiekiem, który po prostu znalazł się w złym miejscu o złej porze?! Tym bardziej, iż czarnoskóry młody człowiek, muzułmanin, gdyby brać pod uwagę stereotypy bardziej pasuje na sprawcę niż świadka. Dodatkowo wersja Jamala jest coraz mniej prawdopodobna, coraz więcej w niej dziur. Czy jedyna osoba wierząca Jamalowi będzie przy nim trwała? A może ona także straci cierpliwość, uwierzy w winę przyjaciela? Jak było/jest naprawdę? Komu wierzyć?
Gwarantuję, iż będziecie zaskoczeni i to bardzo. Zakończenie..majstersztyk i całkowite zaskoczenie.
Doskonała, mistrzowsko skonstruowana opowieść. Fabuła poskładana niczym puzzle czy patchwork z drobniutkich, z pozoru nie pasujących do siebie fragmentów, które musimy poukładać misternie i dosłownie w pocie czoła. W trakcie lektury trzeba porządnie wysilić szare komórki. Zachęcam gorąco do lektury. Zwala z nóg i zapewnia kilka godzin wyciętych z życiorysu - od lektury nie będziecie mogli się oderwać, książka pochłania całkowicie i angażuje wszystkie myśli, jak rzadko która.
Michel Bussi po raz kolejny mnie nie zawiódł. Dla mnie mistrzostwo. Gorąco polecam.
Nigdy nie zapomnieć to trzecia tego francuskiego pisarza, którą miałam okazję przeczytać i po raz drugi jestem totalnie zaskoczona, ale i zachwycona.
Yport, Normandia, tam rozpoczyna się cała historia...chociaż tak na dobrą sprawę, to nie jestem do końca pewna. Ale nic więcej nie zdradzę.
Jak to u Bussiego książka maksymalnie inna, zaskakująca, niesamowita i sprawiająca, iż w trakcie lektury niecierpliwie odwraca się kolejne kartki.
Do wspomnianego Yport pojechał Jamal. Młody człowiek trenuje, ostro trenuje. Podczas jednego z treningów widzi niewiarygodnie piękną brunetkę w podartej sukience, która stoi nad brzegiem przepaści. Kobieta wygląda na zapłakaną, zrozpaczoną i bliską popełnienia samobójstwa. Jamal podaje jej znaleziony obok szal. Liczy, że kobieta złapie się go i nie skoczy. Jego nadzieje jednak okazują się płonne. Kilka sekund później kobieta już leży na kamienistej plaży, kilkanaście metrów poniżej miejsca gdzie sekundę temu stała. Zadziwiające, ale szal, który podał jej Jamal ma owinięty wokół szyi. Jakim cudem? Ile sekund spada ciało z urwiska? 1-2-3 sekundy?! Czy kobieta zdążyłaby w tym czasie owinąć sobie szalik w okół szyi? Nawet jeżeli tak, to na Boga, w jakim celu?! To jedno z bardzo wielu pytań, jakie nasuwają się Jamalowi w trakcie kolejnych minut, godzin i dni.
Akcja jest dynamiczna, choć na dobrą sprawę to za mało powiedziane. Wydarzenia zmieniają się ekspresowo i są coraz bardziej zaskakujące. Co chwila na jaw wypływają nowe fakty, jak chociażby to, iż dziewczyna spadając z klifu...była martwa i zgwałcona. To tylko ułamek zaskakujących wiadomości, jakie poznamy w trakcie lektury. W pewnym momencie nie będzie wiadomo, czy Jamal tak naprawdę jest świadkiem, człowiekiem, który po prostu znalazł się w złym miejscu o złej porze?! Tym bardziej, iż czarnoskóry młody człowiek, muzułmanin, gdyby brać pod uwagę stereotypy bardziej pasuje na sprawcę niż świadka. Dodatkowo wersja Jamala jest coraz mniej prawdopodobna, coraz więcej w niej dziur. Czy jedyna osoba wierząca Jamalowi będzie przy nim trwała? A może ona także straci cierpliwość, uwierzy w winę przyjaciela? Jak było/jest naprawdę? Komu wierzyć?
Gwarantuję, iż będziecie zaskoczeni i to bardzo. Zakończenie..majstersztyk i całkowite zaskoczenie.
Doskonała, mistrzowsko skonstruowana opowieść. Fabuła poskładana niczym puzzle czy patchwork z drobniutkich, z pozoru nie pasujących do siebie fragmentów, które musimy poukładać misternie i dosłownie w pocie czoła. W trakcie lektury trzeba porządnie wysilić szare komórki. Zachęcam gorąco do lektury. Zwala z nóg i zapewnia kilka godzin wyciętych z życiorysu - od lektury nie będziecie mogli się oderwać, książka pochłania całkowicie i angażuje wszystkie myśli, jak rzadko która.
Michel Bussi po raz kolejny mnie nie zawiódł. Dla mnie mistrzostwo. Gorąco polecam.
piątek, 10 czerwca 2016
Skóra - Toni Morrison
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Główna bohaterka ma wszystko - pieniądze, niezwykłą urodę, męźczyznę, który zrobi dla niej wszystko, fantastyczną pracę, a mimo to nie jest szczęśliwa, nie potrafi się tym cieszyć. Cala radość, piękno, blask to fasada, za którą skrywa się dramat.
Historia tej kobiety opowiedziana jest przez nią samą, jej matkę - sprawczynię cierpień córki, chłopaka i kryminalistę.
Skóra to jedna z tych książek, których wymowa, wartość jest odwrotnie proporcjonalna do ilości stron.
Na 192 stronach amerykańska noblistka zawarła bardzo wiele. Przede wszystkim dała świadectwo krzywdy, jaką dorośli wyrządzają dzieciom, ukazała co dalej dzieje się z takim młodym człowiekiem, gdy dorasta i w jaki sposób owa krzywda powraca w kolejnych pokoleniach.
Skóra to także opowieść o rasiźmie, zjawisku, które podobno zanikało, a jednak jak pokazują obecne wydarzenia na świecie, ma się doskonale, wręcz zbyt dobrze.
Morrison porusza bardzo trudne tematy i równie ciężko jest o nich napisać, nakreślić jakąkolwiek recenzję.
Genialna powieść, z wielką wymową, powieść o dorastaniu, krzywdzie wyrządzanej drugiemu człowiekowi, o trudnych wyborach, o tym czy zło tryumfuje czy wręcz przeciwnie.
Doskonała powieść na długość dwóch dużych kubków kawy bądź herbaty, powieść na którą trzeba znaleźć czas, a która łapie w swoje szpony (czytaj - okładkę) i na kilkadziesiąt minut porywa czytelnika do zupełnie innego świata.
Jednak czy ten świat, świat z innego kontynentu, jest naprawdę tak odległy od naszego, europejskiego? Nie sądzę. Pewne problemy były, są ...powinnam napisać będą, ale mam idealistyczną nadzieję, że znikną...ponadczasowe, zmuszają do chwili zastanowienia, refleksji.
Polecam. Toni Morrison, jak zwykle genialna, wymowna, potrzebna.
Główna bohaterka ma wszystko - pieniądze, niezwykłą urodę, męźczyznę, który zrobi dla niej wszystko, fantastyczną pracę, a mimo to nie jest szczęśliwa, nie potrafi się tym cieszyć. Cala radość, piękno, blask to fasada, za którą skrywa się dramat.
Historia tej kobiety opowiedziana jest przez nią samą, jej matkę - sprawczynię cierpień córki, chłopaka i kryminalistę.
Skóra to jedna z tych książek, których wymowa, wartość jest odwrotnie proporcjonalna do ilości stron.
Na 192 stronach amerykańska noblistka zawarła bardzo wiele. Przede wszystkim dała świadectwo krzywdy, jaką dorośli wyrządzają dzieciom, ukazała co dalej dzieje się z takim młodym człowiekiem, gdy dorasta i w jaki sposób owa krzywda powraca w kolejnych pokoleniach.
Skóra to także opowieść o rasiźmie, zjawisku, które podobno zanikało, a jednak jak pokazują obecne wydarzenia na świecie, ma się doskonale, wręcz zbyt dobrze.
Morrison porusza bardzo trudne tematy i równie ciężko jest o nich napisać, nakreślić jakąkolwiek recenzję.
Genialna powieść, z wielką wymową, powieść o dorastaniu, krzywdzie wyrządzanej drugiemu człowiekowi, o trudnych wyborach, o tym czy zło tryumfuje czy wręcz przeciwnie.
Doskonała powieść na długość dwóch dużych kubków kawy bądź herbaty, powieść na którą trzeba znaleźć czas, a która łapie w swoje szpony (czytaj - okładkę) i na kilkadziesiąt minut porywa czytelnika do zupełnie innego świata.
Jednak czy ten świat, świat z innego kontynentu, jest naprawdę tak odległy od naszego, europejskiego? Nie sądzę. Pewne problemy były, są ...powinnam napisać będą, ale mam idealistyczną nadzieję, że znikną...ponadczasowe, zmuszają do chwili zastanowienia, refleksji.
Polecam. Toni Morrison, jak zwykle genialna, wymowna, potrzebna.
sobota, 4 czerwca 2016
Nazistki - Paul Roland
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 3/6
Recenzja mojego męża.
Nie ukrywam, liczyłem na więcej, a dokładniej na bardziej merytoryczną treść. Owszem, to co prezentuje Roland czyta się nieźle, ale to taka beletrystyka, czytadło nic więcej. Z pewnością nie jest to pozycja wnosząca jakąkolwiek merytoryczną wiedzę w zakresie poruszanej tematyki.
Nazistki podzielone są na rozdziały pod względem tematycznym i chronologicznym. Ukazują one sylwetki zarówno samego Hitlera (z uwzględnieniem przyczyn, które ukształtowały go w ten, a nie inny sposób) oraz kilku sztandarowych kobiet nazizmu, powody jakie nimi kierowały, korzenie ich zapatrzenia w Hitlera, powody dla których np. finansowały działania partii faszystowskiej. Przedstawione są zarówno żony nazistowskich dygnitarzy, jak i obozowe strażniczki, pracownice administracji niemieckiej, kobiety biorące czynne uczestnictwo w programie Lebesborn oraz zwykle kobiety wychowujące dzieci i pracujące w domu. Jest to jednak opracowane pobieżnie, bardzo lakonicznie. Brak jakiegoś szerszego spojrzenia na tę tematykę. Całość sprawia wrażenie rozszerzonego leksykonu muskającego cale zagadnienie.
Z podtytułem książki "okrutne, wyrachowane, uległe" zdecydowanie gryzie się podrozdział, w którym autor wspomina o zagorzałych przeciwniczkach nazizmu. Z pewnością nie były one ani okrutne, ani uległe.
W tekście dosyć licznie prezentowane są wypowiedzi naocznych świadków, ale brak w tym zakresie strony merytorycznej, brak częściowo odnośników, przypisów dokumentujących źródeł.
Poza tym korekta chyba ominęła tę pozycję. W treści jest kilka literówek, w części tekstu są przypisy w kolejnej części ich brak (odnośników do nich, bo w tekście są zaznaczone).
Pozycja dla osób, które dopiero rozpoczynają szukanie informacji dot. nazistowskich Niemiec. Osoby bardziej zaznajomione z tematem, mające za sobą lekturę innych książek w Nazistkach nie znajdą nic nowego, niestety.
Recenzja mojego męża.
Nie ukrywam, liczyłem na więcej, a dokładniej na bardziej merytoryczną treść. Owszem, to co prezentuje Roland czyta się nieźle, ale to taka beletrystyka, czytadło nic więcej. Z pewnością nie jest to pozycja wnosząca jakąkolwiek merytoryczną wiedzę w zakresie poruszanej tematyki.
Nazistki podzielone są na rozdziały pod względem tematycznym i chronologicznym. Ukazują one sylwetki zarówno samego Hitlera (z uwzględnieniem przyczyn, które ukształtowały go w ten, a nie inny sposób) oraz kilku sztandarowych kobiet nazizmu, powody jakie nimi kierowały, korzenie ich zapatrzenia w Hitlera, powody dla których np. finansowały działania partii faszystowskiej. Przedstawione są zarówno żony nazistowskich dygnitarzy, jak i obozowe strażniczki, pracownice administracji niemieckiej, kobiety biorące czynne uczestnictwo w programie Lebesborn oraz zwykle kobiety wychowujące dzieci i pracujące w domu. Jest to jednak opracowane pobieżnie, bardzo lakonicznie. Brak jakiegoś szerszego spojrzenia na tę tematykę. Całość sprawia wrażenie rozszerzonego leksykonu muskającego cale zagadnienie.
Z podtytułem książki "okrutne, wyrachowane, uległe" zdecydowanie gryzie się podrozdział, w którym autor wspomina o zagorzałych przeciwniczkach nazizmu. Z pewnością nie były one ani okrutne, ani uległe.
W tekście dosyć licznie prezentowane są wypowiedzi naocznych świadków, ale brak w tym zakresie strony merytorycznej, brak częściowo odnośników, przypisów dokumentujących źródeł.
Poza tym korekta chyba ominęła tę pozycję. W treści jest kilka literówek, w części tekstu są przypisy w kolejnej części ich brak (odnośników do nich, bo w tekście są zaznaczone).
Pozycja dla osób, które dopiero rozpoczynają szukanie informacji dot. nazistowskich Niemiec. Osoby bardziej zaznajomione z tematem, mające za sobą lekturę innych książek w Nazistkach nie znajdą nic nowego, niestety.
sobota, 14 maja 2016
Wywiad z historią - Oriana Fallaci
Wydawnictwo Świat Książki, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
To moje drugie spotkanie z Wywiadem z historią. Tym razem przeczytałem wybrane fragmenty, tek które przy poprzedniej lekturze całej książki, najbardziej przypadły mi do gustu.
Fallaci była jedną z najsłynniejszych dziennikarek XX w., autorką szeroko rozpowszechnionych wywiadów z najważniejszymi osobami XX w. Urodziła się w 1929 r. we Florencji, mieście Dantego, Rafaela, Michała Anioła, jednym z najpiękniejszych europejskich miast. Zmarła w 2006r. także we Florencji.
Jako reporterka zadebiutowała w 1950 r. na łamach magazynu Epoca i tygodnika L`Europeo. Od 1956 r. jako korespondentka, relacjonowała prawie wszystkie konflikty zbrojne na świecie: od powstania na Węgrzech, wojen w Wietnamie, Pakistanie i Indiach, na Bliskim Wschodzie, w RPA, w Ameryce Łacińskiej po Zatokę Perską. W 1968 r. w Meksyku została poważnie ranna. Teksty drukowała m.in.: w Spectatorze, Corriere della Sera, Life, Los Angeles Times, New York Times, People, Time, Wall Street Journal, Washington Post. Przeprowadziła wywiady z najważniejszymi politykami świata m.in.: Jasirem Arafatem, Indirą Gandhi, Ajatollahem Chomeinim, Muammarem Kaddafim, Henrym Kissingerem, Willym Brandtem, Goldą Meir i Lechem Wałęsą.
Wykładała na uniwersytetach: Columbia, Harvard i Yale.Opublikowała 14 książek, przetłumaczonych na 31 języków, wydanych w milionach egzemplarzy: Siedem grzechów Hollywood (1956), Niepotrzebna płeć (1961), Penelopa na wojnie (1962), Antypatyczni (1963), Kiedy słońce umiera (1965), Nic i niech tak będzie (1969), Tego dnia na księżycu (1970), Wywiad z historią (1974), List do nienarodzonego dziecka (1975), Człowiek (1979), Inszallah (1990), Wściekłość i duma (2001), Siła rozumu (2004), Wywiad z sobą samą (2004).
Wywiad z historią zawiera 28 doskonałych rozmów. Rozmówcami włoskiej dziennikarki są m.in. z Henrym Kissingerem, Indirą Gandhi i Goldą Meir, Indirą Gandhi, Hajle Syllasje, Jasirem Arafatem, Giulio Andreottim i wielu innymi. Fallaci przedstawia najciekawsze i najbardziej wpływowe osoby XX wieku, ale także najtragiczniejsze, najbardziej znamienite w skutkach konflikty i przemiany polityczno-społeczne ub. stulecia.
Każdy z wywiadów poprzedzony jest wstępem, w którym Fallaci pisze kiedy i w jakich okolicznościach wywiad został przeprowadzony, nakreśla sylwetkę rozmówcy, przedstawia swoje odczucia etc.
Właśnie tych ostatnich odczuć, uczuć oraz przemyśleń jest w książce najwięcej. Wywiad z historią to nie tylko rozmowy z ciekawymi, wpływowymi ludźmi. To także (a może przede wszystkim) obnażenie rozmówców i samej Fallaci, pokazanie ich uczuć, reakcji na ważkie problemy, na siebie nawzajem oraz zwrócenie uwagi czytelnika na światową problematykę, na to jak nasza planeta i ludzie zmieniają się i co z tego wynika.
Książkę (jak każdą inną autorstwa Oriany Fallaci) czyta się doskonale, szybko (mimo sporej objętości i dosyć trudnej w sumie tematyki). Nie wiem czemu to należy zawdzięczać, czy sprawnemu pióru Fallaci (którą wielu kolegów po fachu przez lata nazywało grafomanką), czy tematyce, jaką w swoich wywiadach podejmuje.
Polecam.
Recenzja mojego męża.
To moje drugie spotkanie z Wywiadem z historią. Tym razem przeczytałem wybrane fragmenty, tek które przy poprzedniej lekturze całej książki, najbardziej przypadły mi do gustu.
Fallaci była jedną z najsłynniejszych dziennikarek XX w., autorką szeroko rozpowszechnionych wywiadów z najważniejszymi osobami XX w. Urodziła się w 1929 r. we Florencji, mieście Dantego, Rafaela, Michała Anioła, jednym z najpiękniejszych europejskich miast. Zmarła w 2006r. także we Florencji.
Jako reporterka zadebiutowała w 1950 r. na łamach magazynu Epoca i tygodnika L`Europeo. Od 1956 r. jako korespondentka, relacjonowała prawie wszystkie konflikty zbrojne na świecie: od powstania na Węgrzech, wojen w Wietnamie, Pakistanie i Indiach, na Bliskim Wschodzie, w RPA, w Ameryce Łacińskiej po Zatokę Perską. W 1968 r. w Meksyku została poważnie ranna. Teksty drukowała m.in.: w Spectatorze, Corriere della Sera, Life, Los Angeles Times, New York Times, People, Time, Wall Street Journal, Washington Post. Przeprowadziła wywiady z najważniejszymi politykami świata m.in.: Jasirem Arafatem, Indirą Gandhi, Ajatollahem Chomeinim, Muammarem Kaddafim, Henrym Kissingerem, Willym Brandtem, Goldą Meir i Lechem Wałęsą.
Wykładała na uniwersytetach: Columbia, Harvard i Yale.Opublikowała 14 książek, przetłumaczonych na 31 języków, wydanych w milionach egzemplarzy: Siedem grzechów Hollywood (1956), Niepotrzebna płeć (1961), Penelopa na wojnie (1962), Antypatyczni (1963), Kiedy słońce umiera (1965), Nic i niech tak będzie (1969), Tego dnia na księżycu (1970), Wywiad z historią (1974), List do nienarodzonego dziecka (1975), Człowiek (1979), Inszallah (1990), Wściekłość i duma (2001), Siła rozumu (2004), Wywiad z sobą samą (2004).
Wywiad z historią zawiera 28 doskonałych rozmów. Rozmówcami włoskiej dziennikarki są m.in. z Henrym Kissingerem, Indirą Gandhi i Goldą Meir, Indirą Gandhi, Hajle Syllasje, Jasirem Arafatem, Giulio Andreottim i wielu innymi. Fallaci przedstawia najciekawsze i najbardziej wpływowe osoby XX wieku, ale także najtragiczniejsze, najbardziej znamienite w skutkach konflikty i przemiany polityczno-społeczne ub. stulecia.
Każdy z wywiadów poprzedzony jest wstępem, w którym Fallaci pisze kiedy i w jakich okolicznościach wywiad został przeprowadzony, nakreśla sylwetkę rozmówcy, przedstawia swoje odczucia etc.
Właśnie tych ostatnich odczuć, uczuć oraz przemyśleń jest w książce najwięcej. Wywiad z historią to nie tylko rozmowy z ciekawymi, wpływowymi ludźmi. To także (a może przede wszystkim) obnażenie rozmówców i samej Fallaci, pokazanie ich uczuć, reakcji na ważkie problemy, na siebie nawzajem oraz zwrócenie uwagi czytelnika na światową problematykę, na to jak nasza planeta i ludzie zmieniają się i co z tego wynika.
Książkę (jak każdą inną autorstwa Oriany Fallaci) czyta się doskonale, szybko (mimo sporej objętości i dosyć trudnej w sumie tematyki). Nie wiem czemu to należy zawdzięczać, czy sprawnemu pióru Fallaci (którą wielu kolegów po fachu przez lata nazywało grafomanką), czy tematyce, jaką w swoich wywiadach podejmuje.
Polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























