Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Nigdy nie zapomnieć to trzecia tego francuskiego pisarza, którą miałam okazję przeczytać i po raz drugi jestem totalnie zaskoczona, ale i zachwycona.
Yport, Normandia, tam rozpoczyna się cała historia...chociaż tak na dobrą sprawę, to nie jestem do końca pewna. Ale nic więcej nie zdradzę.
Jak to u Bussiego książka maksymalnie inna, zaskakująca, niesamowita i sprawiająca, iż w trakcie lektury niecierpliwie odwraca się kolejne kartki.
Do wspomnianego Yport pojechał Jamal. Młody człowiek trenuje, ostro trenuje. Podczas jednego z treningów widzi niewiarygodnie piękną brunetkę w podartej sukience, która stoi nad brzegiem przepaści. Kobieta wygląda na zapłakaną, zrozpaczoną i bliską popełnienia samobójstwa. Jamal podaje jej znaleziony obok szal. Liczy, że kobieta złapie się go i nie skoczy. Jego nadzieje jednak okazują się płonne. Kilka sekund później kobieta już leży na kamienistej plaży, kilkanaście metrów poniżej miejsca gdzie sekundę temu stała. Zadziwiające, ale szal, który podał jej Jamal ma owinięty wokół szyi. Jakim cudem? Ile sekund spada ciało z urwiska? 1-2-3 sekundy?! Czy kobieta zdążyłaby w tym czasie owinąć sobie szalik w okół szyi? Nawet jeżeli tak, to na Boga, w jakim celu?! To jedno z bardzo wielu pytań, jakie nasuwają się Jamalowi w trakcie kolejnych minut, godzin i dni.
Akcja jest dynamiczna, choć na dobrą sprawę to za mało powiedziane. Wydarzenia zmieniają się ekspresowo i są coraz bardziej zaskakujące. Co chwila na jaw wypływają nowe fakty, jak chociażby to, iż dziewczyna spadając z klifu...była martwa i zgwałcona. To tylko ułamek zaskakujących wiadomości, jakie poznamy w trakcie lektury. W pewnym momencie nie będzie wiadomo, czy Jamal tak naprawdę jest świadkiem, człowiekiem, który po prostu znalazł się w złym miejscu o złej porze?! Tym bardziej, iż czarnoskóry młody człowiek, muzułmanin, gdyby brać pod uwagę stereotypy bardziej pasuje na sprawcę niż świadka. Dodatkowo wersja Jamala jest coraz mniej prawdopodobna, coraz więcej w niej dziur. Czy jedyna osoba wierząca Jamalowi będzie przy nim trwała? A może ona także straci cierpliwość, uwierzy w winę przyjaciela? Jak było/jest naprawdę? Komu wierzyć?
Gwarantuję, iż będziecie zaskoczeni i to bardzo. Zakończenie..majstersztyk i całkowite zaskoczenie.
Doskonała, mistrzowsko skonstruowana opowieść. Fabuła poskładana niczym puzzle czy patchwork z drobniutkich, z pozoru nie pasujących do siebie fragmentów, które musimy poukładać misternie i dosłownie w pocie czoła. W trakcie lektury trzeba porządnie wysilić szare komórki. Zachęcam gorąco do lektury. Zwala z nóg i zapewnia kilka godzin wyciętych z życiorysu - od lektury nie będziecie mogli się oderwać, książka pochłania całkowicie i angażuje wszystkie myśli, jak rzadko która.
Michel Bussi po raz kolejny mnie nie zawiódł. Dla mnie mistrzostwo. Gorąco polecam.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą michel bussi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą michel bussi. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 czerwca 2016
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Czarne nenufary - Michel Bussi
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
To druga książka tego francuskiego, którą miałam okazję przeczytać i po raz drugi jestem totalnie zaskoczona, ale i zachwycona.
Tym razem akcja rozgrywa się w Normandii, na francuskiej prowincji, w niewielkiej choć znanej na całym świecie wiosce Giverny. To tam miał swoja ostoję, dom, pracownię jeden z najsłynniejszych malarzy świata Claude Monet.
W wiosce mimo tłumów turystów żyje się spokojnie. Tak jest aż do dnia, gdy w miejscowym potoku zostają znalezione zwłoki miejscowego okulisty. Nie dość, że w ogóle morderstwo w Giverny to rzecz bardzo dziwna, to dodatkowo sposób w jaki denat został zamordowany jest unikalny. Jak określił to prowadzący sprawę inspektor - jakby ktoś zabił go trzy razy. Rozpoczyna się śledztwo W wiosce takiej jak Giverny, gdzie wszyscy o wszystkich absolutnie wszystko wiedzą wydawałoby się, że zgromadzenie dowodów, nawet opartych na plotkach, nie powinno być problemem. Nic bardziej mylnego. Nowy inspektor policji przybyły z Langwedocji musi zmierzyć się nie tylko z niechęcią mieszkańców, nieufnością współpracowników, ale także różnicami kulturowymi między Normandią a innymi regionami Francji.
Do tego dochodzą trzy kobiety, tak bardzo różniące się od siebie, a odgrywające w całej sprawie niebagatelna rolę oraz wielki pies. Szybko okaże się, że to co z założenia miało być proste jest niesłychanie skomplikowane i trudno jest oddzielić fikcję od faktów, plotki od prawdy. A najtrudniejsze jeszcze przed prowadzącym śledztwo policjantem oraz przed czytelnikiem. Dlaczego? A dlatego, że w trakcie lektury książki byłam pewna, że wiem o co tak na prawdę chodzi. W pewnym momencie okazało się, że nic nie wiem. Bussi skołował mnie w mistrzowski sposób i tak poprowadził akcję, że ze zdumienia otworzyłam oczy.
A zakończenie..majstersztyk i całkowite zaskoczenie.
Ciekawie zastosowana jest narracja dwuosobowa - opowiada jakby narrator-obserwator stojący z boku i stara czarownica, która mieszka w miejscowej wieży.
Poza tym użycie czasu teraźniejszego, także robi swoje.
Doskonała, mistrzowsko skonstruowana opowieść. Zachęcam gorąco do lektury. Zwala z nóg (mimo pozoru lekkości) i zapewnia kilka godzin wyciętych z życiorysu - od lektury nie będziecie mogli się oderwać.
To druga książka tego francuskiego, którą miałam okazję przeczytać i po raz drugi jestem totalnie zaskoczona, ale i zachwycona.
Tym razem akcja rozgrywa się w Normandii, na francuskiej prowincji, w niewielkiej choć znanej na całym świecie wiosce Giverny. To tam miał swoja ostoję, dom, pracownię jeden z najsłynniejszych malarzy świata Claude Monet.
W wiosce mimo tłumów turystów żyje się spokojnie. Tak jest aż do dnia, gdy w miejscowym potoku zostają znalezione zwłoki miejscowego okulisty. Nie dość, że w ogóle morderstwo w Giverny to rzecz bardzo dziwna, to dodatkowo sposób w jaki denat został zamordowany jest unikalny. Jak określił to prowadzący sprawę inspektor - jakby ktoś zabił go trzy razy. Rozpoczyna się śledztwo W wiosce takiej jak Giverny, gdzie wszyscy o wszystkich absolutnie wszystko wiedzą wydawałoby się, że zgromadzenie dowodów, nawet opartych na plotkach, nie powinno być problemem. Nic bardziej mylnego. Nowy inspektor policji przybyły z Langwedocji musi zmierzyć się nie tylko z niechęcią mieszkańców, nieufnością współpracowników, ale także różnicami kulturowymi między Normandią a innymi regionami Francji.
Do tego dochodzą trzy kobiety, tak bardzo różniące się od siebie, a odgrywające w całej sprawie niebagatelna rolę oraz wielki pies. Szybko okaże się, że to co z założenia miało być proste jest niesłychanie skomplikowane i trudno jest oddzielić fikcję od faktów, plotki od prawdy. A najtrudniejsze jeszcze przed prowadzącym śledztwo policjantem oraz przed czytelnikiem. Dlaczego? A dlatego, że w trakcie lektury książki byłam pewna, że wiem o co tak na prawdę chodzi. W pewnym momencie okazało się, że nic nie wiem. Bussi skołował mnie w mistrzowski sposób i tak poprowadził akcję, że ze zdumienia otworzyłam oczy.
A zakończenie..majstersztyk i całkowite zaskoczenie.
Ciekawie zastosowana jest narracja dwuosobowa - opowiada jakby narrator-obserwator stojący z boku i stara czarownica, która mieszka w miejscowej wieży.
Poza tym użycie czasu teraźniejszego, także robi swoje.
Doskonała, mistrzowsko skonstruowana opowieść. Zachęcam gorąco do lektury. Zwala z nóg (mimo pozoru lekkości) i zapewnia kilka godzin wyciętych z życiorysu - od lektury nie będziecie mogli się oderwać.
poniedziałek, 3 listopada 2014
Nie puszczaj mojej dłoni
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Książka rozpoczyna się sielsko, anielsko i absolutnie nic w najmniejszym nawet stopniu nie zapowiada dramatu wydarzeń, które dosłownie za kilka minut będą udziałem bohaterów historii, a także naszym.
Mamy rajską wyspę La Réunion. Wszystko na niej jest idealne-słońce, plaża, palmy, drinki i oni, zakochana para, a właściwie rodzina 3-osobowa. W jej skład wchodzą: Liane, czyli piękna, seksowna mama, która za chwilę zaginie, Martial - równie przystojny zakochany w żonie tata, który stanie się głównym podejrzanym i ich kilkuletnia córka, która wraz z ojcem będzie uciekać.
Jest leniwe popołudnie, czas sjesty dobiega końca, Liane opuszcza zażywającą słońca rodzinę i udaje się do pokoju. Mija godzina, Liane nie wraca. Zaniepokojony Martial udaje się do pokoju, ale żony nie ma w nim. Pokojówka sprzątająca od ponad 2 godzin korytarz obok ich pokoju twierdzi, że Liane nie wychodziła z pokoju. Co więc się z nią stało? W tempie błyskawicznym zostaje wezwana policja. Wszak Le Reunion żyje z turystów, o turystów trzeba dbać, takie zaginięcia nie mogą mieć miejsca. Śledztwo prowadzi bardzo inteligentna pani detektyw, która szybko wyznacza głównego podejrzanego. Jest nim Martial, czyli mąż. Ten nie czekając na dalszy rozwój wypadków zabiera córkę i ucieka. Rozpoczyna się dramatyczny, usłany wieloma trupami i innymi ofiarami pościg. Doprowadzi on do niesamowitego, tak zaskakującego finału, że aż mi się wierzyć nie chciało.
Bussi napisał doskonałą, wysmakowaną niczym najlepsze danie, dopracowana w każdym calu powieść. Trudno nawet o niej pisać, składa się bowiem z tylu elementów, iż wydaje się być misternie utkaną.
Przede wszystkim ogromny kontrast z leniwym, sielskim, wręcz idyllicznym początkiem historii,a tym co dosłownie za kilkadziesiąt minut się wydarzy. Tempo akcji rusza z przysłowiowego kopyta po około 20 stronach i z każdą kolejna strona jest jeszcze bardziej przez autora podkręcane. Pisarz zręcznie manipuluje nami, podtyka nam liczne tropy, z których jednak większość prowadzi na manowce. Do końca nie wiemy o co chodzi i dlaczego wydarzenia przebiegają w taki, a nie inny sposób. Zdradzę tylko, iż zagadek do rozwiązania jest znacznie więcej niż tylko sprawa zaginięcia Liane, a odpowiedzi należy szukać w przeszłości, która nierozerwalnie wiąże się z teraźniejszością.
Bussi udowadnia, iż przeszłość nigdy nie da o sobie zapomnieć i lubi wracać w najmniej odpowiednich momentach, a sprawy pogrzebane x lat temu mogą doprowadzić do dramatu.
Książkę czyta się błyskawicznie z zapartym tchem, dosłownie. Dla mnie mistrzostwo tym bardziej, iż nie spodziewałam się tak dramatycznej, zaskakującej i dopracowanej w każdym calu powieści.
Książka rozpoczyna się sielsko, anielsko i absolutnie nic w najmniejszym nawet stopniu nie zapowiada dramatu wydarzeń, które dosłownie za kilka minut będą udziałem bohaterów historii, a także naszym.
Mamy rajską wyspę La Réunion. Wszystko na niej jest idealne-słońce, plaża, palmy, drinki i oni, zakochana para, a właściwie rodzina 3-osobowa. W jej skład wchodzą: Liane, czyli piękna, seksowna mama, która za chwilę zaginie, Martial - równie przystojny zakochany w żonie tata, który stanie się głównym podejrzanym i ich kilkuletnia córka, która wraz z ojcem będzie uciekać.
Jest leniwe popołudnie, czas sjesty dobiega końca, Liane opuszcza zażywającą słońca rodzinę i udaje się do pokoju. Mija godzina, Liane nie wraca. Zaniepokojony Martial udaje się do pokoju, ale żony nie ma w nim. Pokojówka sprzątająca od ponad 2 godzin korytarz obok ich pokoju twierdzi, że Liane nie wychodziła z pokoju. Co więc się z nią stało? W tempie błyskawicznym zostaje wezwana policja. Wszak Le Reunion żyje z turystów, o turystów trzeba dbać, takie zaginięcia nie mogą mieć miejsca. Śledztwo prowadzi bardzo inteligentna pani detektyw, która szybko wyznacza głównego podejrzanego. Jest nim Martial, czyli mąż. Ten nie czekając na dalszy rozwój wypadków zabiera córkę i ucieka. Rozpoczyna się dramatyczny, usłany wieloma trupami i innymi ofiarami pościg. Doprowadzi on do niesamowitego, tak zaskakującego finału, że aż mi się wierzyć nie chciało.
Bussi napisał doskonałą, wysmakowaną niczym najlepsze danie, dopracowana w każdym calu powieść. Trudno nawet o niej pisać, składa się bowiem z tylu elementów, iż wydaje się być misternie utkaną.
Przede wszystkim ogromny kontrast z leniwym, sielskim, wręcz idyllicznym początkiem historii,a tym co dosłownie za kilkadziesiąt minut się wydarzy. Tempo akcji rusza z przysłowiowego kopyta po około 20 stronach i z każdą kolejna strona jest jeszcze bardziej przez autora podkręcane. Pisarz zręcznie manipuluje nami, podtyka nam liczne tropy, z których jednak większość prowadzi na manowce. Do końca nie wiemy o co chodzi i dlaczego wydarzenia przebiegają w taki, a nie inny sposób. Zdradzę tylko, iż zagadek do rozwiązania jest znacznie więcej niż tylko sprawa zaginięcia Liane, a odpowiedzi należy szukać w przeszłości, która nierozerwalnie wiąże się z teraźniejszością.
Bussi udowadnia, iż przeszłość nigdy nie da o sobie zapomnieć i lubi wracać w najmniej odpowiednich momentach, a sprawy pogrzebane x lat temu mogą doprowadzić do dramatu.
Książkę czyta się błyskawicznie z zapartym tchem, dosłownie. Dla mnie mistrzostwo tym bardziej, iż nie spodziewałam się tak dramatycznej, zaskakującej i dopracowanej w każdym calu powieści.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


