Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lipca 2017

Dzikusy. Francuskie wesele - Sabri Louatah

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5/6
Świetna książka, ale nie dla każdego. Jednym wyda się chaotyczna, innym co najmniej dziwna, a jeszcze inni uznają, że nie ma w niej za grosz sensu.
Dla mnie to doskonała lektura, której treścią jest jeden dzień mieszkającej od lat we Francji, a pochodzącej z Algierii, kabylskiej rodziny Narrusz. Kuriozalna rodzina, wielopokoleniowa, bardzo głośna i chaotyczna. W jej ramach mamy unikalnych przedstawicieli poczynając od zahukanej gospodyni domowej, poprzez hałaśliwą bezzębną acz wzbudzającą ogólny strach babkę, nastoletniego umiarkowanie zręcznego gangstera, aktora celebrytę, kazirodcze rodzeństwo i najstarszych w rodzinie męźczyzn, którzy sądzą (o naiwności), że nad wszystkim panują. Do tego dochodzi spora grupa dalszej rodziny, która widuje się tylko z okazji wesel i pogrzebów. Siłą rzeczy, przy takiej mieszaninie ludzkich charakterów i postaw, na światło dzienne wychodzą skrywane miesiącami, a nawet latami, najróżniejsze antagonizmy. Oj dzieje się, dzieje.
W opisywanym dniu trwają przygotowania do tradycyjnego wesela. Zamieszania z tym co nie miara. Całkowity chaos potęguje fakt, że następnego dnia mają odbyć się wybory prezydenckie i duże, ba bardzo duże szanse na zwycięstwo ma....muzułmanin blisko związany z rodziną Narrusz. Wielu myśli co by tu dla siebie ugrać przy okazji. No bo, jak jest okazja, to trzeba korzystać.
Bardzo ciekawie ukazani są kolejni bohaterowie, ich diametralnie różniące się od siebie spojrzenie często na te same sprawy, podejście do Francji, jako ojczyzny, do tego co dla chrześcijańskich Francuzów ważne, a co ważne dla muzułmanów.
Dzikusy. Francuskie wesele to bardzo udane połączenie sagi rodzinnej, komedii sytuacyjnej, rozprawki socjologiczno-psychologicznej i political fiction. Czyta się szybko (to niezbyt gruba książka) i z wielką przyjemnością. Polecam i czekam na 2. tom.

środa, 5 października 2016

Ta chwila - Guillaume Musso

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5,5/6
Lubię, ba nawet bardzo lubię książki starszego z braci Musso. Tylko jedna, jedyna pozycja nie przypadła mi do gustu. Była to książka Wrócę po ciebie. Koszmarna, bezsensowna lektura. Ponieważ była to ostatnia książka tego francuskiego autora, jaką miałam okazję przeczytać, nic więc dziwnego, iż po książkę  Ta chwila sięgałam z lekką obawą.
Na szczęście najnowsza książka Musso to ponownie doskonała, tak charakterystyczna dla tego pisarza. Podobnie, jak wcześniejsze książki napisana jest wg. tego samego bez mała wzorca, który jedni uwielbiają inni nie znoszą. .
Trudno tę książkę  jednoznacznie scharakteryzować. Ta chwila jest bowiem swoistym połączeniem powieści obyczajowej, z niewielkimi elementami sensacji, fantastyki i romansu. 

Tym razem mamy tajemniczą latarnię, podróże w czasie, tajemnicę, wielką miłość, która staje się przekleństwem i dylemat co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze.
Ponownie Musso opowiada historię wręcz nieprawdopodobną,a jednocześnie taką, która (gdy przeczytamy zakończenie-chyba najważniejsze w każdej z powieści Musso) okazuje się niezwykle wiarygodna, choć w sumie wiemy, iż to co przydarzyło się bohaterowi jest niemożliwe. Wiem, zamotane trochę, ale jeżeli ktoś czyta Musso wie o co chodzi.
No właśnie, te zakończenia... Jak Musso to tworzy, wymyśla, że są one zupełnie, absolutnie oderwane od tego, co sobie wyobrażamy przez całą lekturę, całkowicie zmieniają nasze pojmowanie przeczytanej książki, a jednocześnie autor sprawia, że idealnie wpisują się w całość historii. Nie ukrywam, zakończenie w tej konkretnej książce jednych zachwyci (mnie) innym wyjątkowo nie przypadnie do gustu.
Polecam wszystkim, którzy lubią, cenią prozę Guillaume Musso. Z pewnością się nie zawiedziecie. Ta chwila jest mussowata do entej potęgi :). Kolejny bestseller francuskiego pisarza.

Tylko wiadomo, jak to z Musso jest, trzeba odrobinę uruchomić wodze fantazji i niektóre rzeczy zaakceptować. Specyficzna proza.

http://www.taniaksiazka.pl/ta-chwila-guillaume-musso-p-764212.html

piątek, 16 września 2016

Zimne popioły - Valentin Musso

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5,5/6
Nie ukrywam, iż po ostatniej wpadce starszego z braci Musso (patrz - recenzja 2 posty niżej), po książkę młodszego Musso sięgnęłam z pewną rezerwą. Zupełnie niepotrzebnie.
Velentin Musso stworzył dobrą książkę, choć akcja nie potoczyła się tak, jak tego oczekiwałam. Ale to chyba cecha nieodłączna stylu pisarskiego obu Francuzów.
Zimne popioły to kolejna książka opisująca może nie tyle bezsens i okrucieństwo II wojny światowej, co dokonująca rozrachunku z wyjątkowo bolesnymi kartami jej historii, które dot. Francji.
Konkretnie chodzi o ośrodki Lebensborn. Ich zadaniem była opieka nad matkami, które w ciążę zaszły z niemieckimi żołnierzami. To tak w wielkim skrócie, ponieważ zadań ośrodki miały dużo więcej. O innych dowiecie się z niniejszej książki. 2 z tych ośrodków znajdowały się także na terenie okupowanej Francji. Do dziś nie wiadomo dokładnie, ilu Francuzów przyszło na świat w tych ośrodkach, ilu ma korzenie niemieckie, ilu ojcami byli niemieccy żołnierze.
Musso tworząc swoją książkę doskonale wykorzystał ową niewiedzę i stworzył bardzo dobrą powieść, na poły kryminalną (ponieważ w grę wchodzi śledztwo w sprawie zabójstwa), na poły historyczną i obyczajową.
Zimne popioły to także doskonałą książka psychologiczna, która prezentuje to do czego człowiek jest zdolny w danych okolicznościach oraz zmiany, jakim podlega jednostka, która zaczyna obsesyjnie o czymś myśleć. Brzmi tajemniczo? Jeżeli tak, to dobrze. O to mi chodziło.
Historia snuta przez francuskiego pisarza także jest tajemnicza. Niby od początku wiemy o co chodzi. Ot nauczyciel po śmierci dziadka odkrywa zakurzony film, na którym widzi zmarłego w towarzystwie wysokiego rangą oficera SS, swoistego architekta, twórcy Lebensborn.
Szok, niedowierzanie i chęć, aby za wszelką cenę wszystkiego się dowiedzieć, znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie tego, co widział. Mężczyzna rozpoczyna poszukiwania i dowiaduje się tego co chciał. Droga do tej wiedzy jest bardzo wyboista i niebezpieczna. Zbyt wielu osobom zależy, żeby prawda nie wyszła na jaw. A to czego się dowiaduje sprawia, iż przewartościowuje się cały jego świat, zmienia się spojrzenie na bliskich, z których wielu było dla głównego bohatera autorytetem. Zmianie ulega także stosunek do żyjących krewnych oraz podejście do życia, do tego, co ważne.
Trzeba autorowi przyznać, iż idealnie wyważył proporcje pomiędzy ukazaniem trudnej karty historii francuskiej, jaką było istnienie ośrodków Lebensborn, a swoistą psychodramatyczną przemianą, jakiej ulega grzebiący w przeszłości Aurelien. Pod tym względem jest to bardzo dobra, doskonale dopracowana, z umiejętnie stopniowanym napięciem książka.
Najmniej w niej jednak kryminału, mimo, iż jak wspomniałam na początku, część akcji toczy się wokół drastycznej zbrodni zabójstwa.
Po zakończeniu lektury w głowie czytelnika pozostaje wiele pytań, z których najistotniejszymi są- czy zawsze należy szukać prawdy i czy kłamstwa czynione w imię ocalenia najbliższych są zawsze usprawiedliwione?
Zachęcam do lektury. Bardzo dobra, choć niezbyt lekka w odbiorze powieść.
Plus za doskonałą okładkę, która idealnie pasuje do treści.



http://www.taniaksiazka.pl/zimne-popioly-valentin-musso-p-780822.html





 

środa, 14 września 2016

Wrócę po ciebie - Guillaume Musso

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 2,5/6
To 4. książka starszego z braci Musso, którą miałam okazję przeczytać i 1., która nie przypadła mi do gustu. Aż sama w to nie wierzę. Poprzednie mnie zachwyciły, chociaż zakończenie zawsze było nie takie, jakiego oczekiwałam, co mnie irytowało. Jednak poza tym książki doskonałe. 

Z Wrócę po ciebie jest zupełnie inaczej.
Tak się zastanawiam, co mi się w tej książce nie podobało. I najkrócej będzie napisać - wszystko.
Po pierwsze fabuła jest niczym patchwork, pozszywana z fragmentów. I niby wszystko w porządku, wielu pisarzy tak robi, krótkie rozdziały podzielone na podrozdziały, retrospekcje, powtórzenia etc.
Tylko, że tym razem to się wg. mnie nie sprawdziło. Całość się po prostu nie klei, nic do siebie nie pasuje.
Twardo brnęłam przez 1/3 książki, zaciskałam zęby, kilkakrotnie powstrzymałam się przed odstawieniem książki na półkę (jak się okazało zupełnie niepotrzebnie) uważając, iż Musso nie mógł napisać złej książki. Oj mógł.
Autor mniej więcej w połowie fabuły zastosował motyw znany ze świetnego filmu Dzień świstaka. Film uwielbiam, obejrzałam go już kilkakrotnie, Bill Murray i Andy MacDowell zagrali fantastycznie. Tam motyw zapętlenia czasowego (bo chyba inaczej się tego określić nie da) sprawdził się idealnie. W książce niestety nie.
Przemiana doskonałego, bogatego, uwielbianego nowojorskiego psychoterapeuty w będącego na dnie bez mała żula, nie przemawia do mnie. Życie wręcz w bajce rozsypujące się jak domek z kart nie podziałało na mnie. Podobnie było z drugą szansą dla głównego bohatera. Motyw zdarty do bólu, a Musso nic nowego do niego nie wniósł. Miałam wrażenie, iż po raz enty czytam o tym samym, napisanym w ten sam sposób (vide inni pisarze). Czułam się niczym kiepski bohater Dnia świstaka.
Plus daję jedynie za zakończenie, dobre, a w porównaniu z pozostałą częścią książki - bardzo dobre, mistrzowskie. Jednak dla mnie to za mało, żeby być usatysfakcjonowaną lekturą. 

Wydawca pisze na okładce... Przewrotna powieść z morałem i zaskakującym zakończeniem.
W sumie fakt. Morał: nie wszystko złoto co się świeci, nie każda książka lubianego psiarza jest doskonała i warta czytania.
Zakończenie też zaskakujące: dawno nie byłam tak zdenerwowana na siebie. a byłam i jestem, że dałam książce szansę, że czytałam do końca. Obok fotela, na którym zazwyczaj czytam znajdują się stosiki innych lektur, które wręcz wołają - przeczytaj mnie w końcu (znacie to?!). Szkoda, że je zdradziłam dając zbyt duży kredyt zaufania Musso.
Po kolejne książki autora sięgnę (czeka na mnie najnowsza powieść Musso - Ta chwila), ale będę do nich podchodzić z większą rezerwą niż do tej pory.


http://www.taniaksiazka.pl/wroce-po-ciebie-musso-guillaume-p-410828.html


niedziela, 23 sierpnia 2015

Central park - Guillaume Musso

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5,5/6
To moje kolejne zetknięcie z twórczością Musso. Moja przyjaciółka jest wielką fanką twórczości tego autora, ma jego wszystkie książki w  domu i kilkakrotnie próbowała mnie namówić do ich lektury. Nie ukrywam, początkowo podchodziłam do jej zachęt ze sporym dystansem. Często topowi pisarze, tak chwaleni przez inne mole książkowe, po prostu do mnie nie trafiają. Jednak w przypadku książek Musso, był to strzał w przysłowiową dziesiątkę. Pierwszą przeczytaną przeze mnie książką tego autora było Jutro (recenzja-klik).  
Lektura kolejnych powieści francuskiego autora, to już była wręcz konieczność.  
Najbardziej w twórczości Musso zadziwia mnie to, iż jego wszystkie powieści są wg. tego samego bez mała wzorca, oscylują w okolicach powieści obyczajowej, z niewielkimi elementami sensacji i romansu. Każda z nich opowiada historię wręcz nieprawdopodobną,a jednocześnie taką, która (gdy przeczytamy zakończenie-chyba najważniejsze w każdej z powieści) okazuje się niezwykle wiarygodna, taką, o której marzy większość z nas. 
No właśnie, te zakończenia... Jak Musso to tworzy, wymyśla, że są one zupełnie, absolutnie oderwane od tego, co sobie wyobrażamy przez całą lekturę, całkowicie zmieniają nasze pojmowanie przeczytanej książki, a jednocześnie autor sprawia, że idealnie wpisują się w całość historii. Nie inaczej jest z najnowszą książką Francuza, z Central Park. 
Tym razem bohaterami jest dwójka zupełnie obcych sobie ludzi, Alice i Gabriel. Pewnego dnia rano  budzą się na ławce w Central Parku skuci ze sobą kajdankami. Nie pamiętają, żeby się kiedykolwiek spotkali. Poprzedniej nocy Alice bawiła się z przyjaciółkami na Polach Elizejskich, a Gabriel grał na pianinie w dublińskim  klubie. Niemożliwe? A jednak… Jak wplątali się w tę niebezpieczną historię? Plamy czyjej krwi znajdują się na koszulce Alice? Dlaczego w jej broni brakuje jednego pocisku? Bardzo szybko okaże się, iż te pytania, wątpliwości, które zaległy się w głowie każdego z nich, to nic w porównaniu z problemami, które w ekspresowym tempie zaczną się wręcz mnożyć, a które dla własnego bezpieczeństwa oboje będą musieli pokonać. Dodatkowo nie wiedzą na ile mogą sobie nawzajem zaufać. 
Akcja toczy się w tempie ekspresowym, w takim samym tempie zmienia się także ciąg wydarzeń, sens całej historii. Gdy już byłam pewna, iż wiem o co chodzi, nadeszło zakończenie, o którym wspomniałam na początku, a które jest tak charakterystyczne dla Musso. Owo zakończenie dosłownie wbiło mnie w fotel, zasmuciło, ale jednocześnie dało niesamowicie duży zastrzyk pozytywnej energii. Musso po raz kolejny przeszedł sam siebie.
Polecam.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Czarne nenufary - Michel Bussi

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
To druga książka tego francuskiego, którą miałam okazję przeczytać i po raz drugi jestem totalnie zaskoczona, ale i zachwycona.
Tym razem akcja rozgrywa się w Normandii, na francuskiej prowincji, w niewielkiej choć znanej na całym świecie wiosce Giverny. To tam miał swoja ostoję, dom, pracownię jeden z najsłynniejszych malarzy świata Claude Monet.
W wiosce mimo tłumów turystów żyje się spokojnie. Tak jest aż do dnia, gdy w miejscowym potoku zostają znalezione zwłoki miejscowego okulisty. Nie dość, że w ogóle morderstwo w Giverny to rzecz bardzo dziwna, to dodatkowo sposób w jaki denat został zamordowany jest unikalny. Jak określił to prowadzący sprawę inspektor - jakby ktoś zabił go trzy razy. Rozpoczyna się śledztwo W wiosce takiej jak Giverny, gdzie wszyscy o wszystkich absolutnie wszystko wiedzą wydawałoby się, że zgromadzenie dowodów, nawet opartych na plotkach, nie powinno być problemem. Nic bardziej mylnego. Nowy inspektor policji przybyły z Langwedocji musi zmierzyć się nie tylko z niechęcią mieszkańców, nieufnością współpracowników, ale także różnicami kulturowymi między Normandią a innymi regionami Francji.
Do tego dochodzą trzy kobiety, tak bardzo różniące się od siebie, a odgrywające w całej sprawie niebagatelna rolę oraz wielki pies. Szybko okaże się, że to co z założenia miało być proste jest niesłychanie skomplikowane i trudno jest oddzielić fikcję od faktów, plotki od prawdy. A najtrudniejsze jeszcze przed prowadzącym śledztwo policjantem oraz przed czytelnikiem. Dlaczego? A dlatego, że w trakcie lektury książki byłam pewna, że wiem o co tak na prawdę chodzi. W pewnym  momencie okazało się, że nic nie wiem. Bussi skołował mnie w mistrzowski sposób i tak poprowadził akcję, że ze zdumienia otworzyłam oczy.
A zakończenie..majstersztyk i całkowite zaskoczenie. 
Ciekawie zastosowana jest narracja dwuosobowa - opowiada jakby narrator-obserwator stojący z boku i stara czarownica, która mieszka w miejscowej wieży. 
Poza tym użycie czasu teraźniejszego, także robi swoje.
Doskonała, mistrzowsko skonstruowana opowieść. Zachęcam gorąco do lektury. Zwala z nóg (mimo pozoru lekkości) i zapewnia kilka godzin wyciętych z życiorysu - od lektury nie będziecie mogli się oderwać.

sobota, 14 marca 2015

Na drugim brzegu Bosforu

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4,5/6
Autorka niniejszej książki, francuska pisarka Theresa Révay znana jest u nas m.in.z  bestselerowej Białej wilczycy. Tym razem Reavy zabiera nas na inny kontynent, do świata luksusu, przepychu i tajemnic Orientu.
Akcja rozpoczyna się tuż po zakończeniu I wojny światowej, gdy w 1918 roku Stambuł znajdował się pod aliancka okupacją. Główną bohaterką jest młoda i niezwykle piękna,a  jak czas pokaże także mądra Leyla,  której mąż jest sekretarzem sułtana Mehmeta VI. 
Naturalnym jest, iż jakakolwiek niewola, okupacja rodzi sprzeciw. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Turcy nie mogący znieść niewoli z Zachodu jednoczą się w podziemnej walce. Przyłącza się do nich także Leyla. To dopiero początek tej fascynującej opowieści, którą w niezwykle barwny sposób roztacza przed nami francuska pisarka. Na Leyle czeka wiele niebezpieczeństw. Część z nich związana będzie z konspiracją, do której kobieta przystąpiła. Część to jednak coś zupełnie innego. Na arenie pojawia się bowiem ON i wielka miłość, która zostaje ukazana w najprzeróżniejszych obrazach.:). Trudno byłoby w tak fascynującą opowieść z magią Orientu w tle nie wpleść gorącego, namiętnego uczucia. Ale to nie jedyny rodzaj miłości, który przewija się przez książkową fabułę. Mamy także miłość do ojczyzny, miłość w rodzinie i wiele innych. 
Revay udało się tak wszystko wypośrodkować, iż uniknęła zamienienia książki w ckliwe, infantylne i tandetne romansidło. Jej historia nie ma w sobie nic tandetnego. Jest to pełna napięcia, nagłych zwrotów akcji i orientalnego czaru opowieść, którą czyta się w mgnieniu oka. 
Cechą charakterystyczną zarówno Białej wilczycy, jak i Na drugim brzegu Bosforu jest doskonałe przygotowanie merytoryczne autorki. Pisarka swoje opowieści snuje na tle wspaniałych miejscowych opisów, które w trakcie lektury zdają się emanować smakami, aromatami, tajemnicami Turcji. 
Bohaterowie są doskonale odmalowani, pełni życia, pasji, miłości, ale i nienawiści. Doskonale wpasowują się w nasze wyobrażenie o bliskowschodnich charakterach, temperamentach, zachowaniach. 
Dodatkowym atutem jest umieszczenie obok postaci fikcyjnych bohaterów prawdziwych. Dodaje to całej historii niezwykłego realizmu. 
Na drugim brzegu Bosforu, to wspaniała opowieść, która jestem o tym przekonana na kilka godzin przykuje was do siebie. Gorąco zachęcam do lektury.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Nie puszczaj mojej dłoni

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Książka rozpoczyna się sielsko, anielsko i absolutnie nic w najmniejszym nawet stopniu nie zapowiada dramatu wydarzeń, które dosłownie za kilka minut będą udziałem bohaterów historii, a także naszym. 
Mamy rajską wyspę La Réunion. Wszystko na niej jest idealne-słońce, plaża, palmy, drinki i oni, zakochana para, a właściwie rodzina 3-osobowa. W jej skład wchodzą: Liane, czyli piękna, seksowna mama, która za chwilę zaginie, Martial - równie przystojny zakochany w żonie tata, który stanie się głównym podejrzanym i ich kilkuletnia córka, która wraz z ojcem będzie uciekać.
Jest leniwe popołudnie, czas sjesty dobiega końca, Liane opuszcza zażywającą słońca rodzinę i udaje się do pokoju. Mija godzina, Liane nie  wraca. Zaniepokojony Martial udaje się do pokoju, ale żony nie ma w nim. Pokojówka sprzątająca od ponad 2 godzin korytarz obok ich pokoju twierdzi, że Liane nie wychodziła z pokoju. Co więc się z nią stało? W tempie błyskawicznym zostaje wezwana policja. Wszak Le Reunion żyje z turystów, o turystów trzeba dbać, takie zaginięcia nie mogą mieć miejsca. Śledztwo prowadzi bardzo inteligentna pani detektyw, która szybko wyznacza głównego podejrzanego. Jest nim Martial, czyli mąż. Ten nie czekając na dalszy rozwój wypadków zabiera córkę i ucieka. Rozpoczyna się dramatyczny, usłany wieloma trupami i innymi ofiarami pościg. Doprowadzi on do niesamowitego, tak zaskakującego finału, że aż mi się wierzyć nie chciało. 
Bussi napisał doskonałą, wysmakowaną niczym najlepsze danie, dopracowana w każdym calu powieść. Trudno nawet o niej pisać, składa się bowiem z tylu elementów, iż wydaje się być misternie utkaną. 
Przede wszystkim ogromny kontrast z leniwym, sielskim, wręcz idyllicznym początkiem historii,a  tym co dosłownie za kilkadziesiąt minut się wydarzy. Tempo akcji rusza z przysłowiowego kopyta po około 20 stronach i z każdą kolejna strona jest jeszcze bardziej przez autora podkręcane. Pisarz zręcznie manipuluje nami, podtyka nam liczne tropy, z których jednak większość prowadzi na manowce. Do końca nie wiemy o co chodzi i dlaczego wydarzenia przebiegają w taki, a nie inny sposób. Zdradzę tylko, iż zagadek do rozwiązania jest znacznie więcej niż tylko sprawa zaginięcia Liane, a odpowiedzi należy szukać w przeszłości, która nierozerwalnie wiąże się z teraźniejszością. 
Bussi udowadnia, iż przeszłość nigdy nie da o sobie zapomnieć i lubi wracać w najmniej odpowiednich momentach, a sprawy pogrzebane x lat temu mogą doprowadzić do dramatu. 
Książkę czyta się błyskawicznie z zapartym tchem, dosłownie. Dla mnie mistrzostwo tym bardziej, iż nie spodziewałam się tak dramatycznej, zaskakującej i dopracowanej w każdym calu powieści.

piątek, 10 października 2014

Nie gaś światła - Bernard Minier

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
To moje trzecie spotkanie z prozą Miniera i z jego bohaterem policjantem Martinem Servazem. Trudno mi jest porównać Nie gaś świateł do Bielszego odcienia śmierci czy Kręgu. To inne książki, mimo, iż napisane przez tego samego autora i z tym samym głównym bohaterem w roli głównej. Nie gaś światła jest odrobinę mniej drastyczna i przerażająca, chociaż nie mniej wciągająca.To co przydarzyło się głównej bohaterce Nie gaś...może się zdarzyć każdemu z nas bez trudu. Wystarczy, że trafimy na odpowiedniego świra na swojej drodze. Wydarzenia  z poprzednich książek są raczej (że tak się wyrażę) mniej dostępne dla zwyczajnego człowieka, co nie znaczy, że niemożliwe.
Martin Servaz po przeżyciach, które miały miejsce w Kręgu nie wytrzymał, coś się w nim przełamało i trafił na terapię do ośrodka dla osób będących w depresji. Popada w swoista katatonię, której nie potrafi przerwać żadna terapia. Czyni to dopiero zagadkowa przesyłka, która otrzymuje. Jest nią klucz od hotelowego pokoju i kartka z datą i godzina spotkania. Nic więcej. Policjant jest na tyle zaintrygowany, iż dzwoni do hotelu i dowiaduje się, że pokój ten został wynajęty na jego nazwisko. Okazuje się, iż rok temu pewna kobieta popełniła w nim samobójstwo. Dlaczego? Co ma z tym wspólnego Martin Servaz?
W tym samym czasie Christine Steinmayer redaktorka popularnego radia, w Wigilię Bożego Narodzenia w swojej skrzynce pocztowej znajduje zagadkowy list, z którego wynika, iż ktoś chce popełnić samobójstwo, a adresat listu może temu zapobiec. Christine jest przekonana, iż list został pomyłkowo do niej dostarczony i upiera się, żeby znaleźć jego adresata. Nie zdaje sobie sprawy, iż ta jedna kartka papieru w ciągu zaledwie kilku dni zmieni całe jej życie, zaprowadzi ją nieomal na dno piekła, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. 
Co łączy list domniemanego samobójcy z hotelowym kluczem? Gwarantuję, iż nie zgadniecie. Mistrzowska intryga. 
Doskonale napisana, trzymająca w napięciu powieść, chociaż tak, jak napisałam na początku, odmienna od dwóch wcześniejszych książek Miniera. Absolutnie nie oznacza to, iż jest ona gorsza. Jest po prostu inna. To doskonała książka o manipulacji, o tym, jak w ciągu kilku dni zwyczajne z pozoru gesty, przedmioty, wypowiedzi mogą doprowadzić zdrowego psychicznie człowieka na skraj obłędu. 
To także opowieść o tym, co może spotkać każdego z nas, wszak tacy ludzie, jak sprawca całości wydarzeń są wśród nas. 
Gorąco was zachęcam do sięgnięcia po Nie gaś światła. Bezsenna noc spędzona na lekturze oraz prawdziwa podróż na emocjonalnej kolejce górskiej gwarantowane.

poniedziałek, 6 października 2014

Dom nad lazurowym urwiskiem

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 4,5/6
To moje drugie spotkanie z książką autorstwa Fredericka D'Ongali i po raz kolejny jestem oczarowana jego opisami Lazurowego Wybrzeża i Prowansji. Od razu widać, iż autor kocha ten region Francji o top z niego czerpie inspiracje do swoich kolejnych książek. Opisy, niezwykle plastyczne i sugestywne są najmocniejszą stroną Domu nad lazurowym urwiskiem. Sama fabuła, choć ciekawa, nie porywa aż tak jak odmalowane przez pisarza francuskie wybrzeże i jego okolice.
Bohaterką jest ponad 40-letnia Laura, graficzka książek dla dzieci, matka dwojga nastolatków, w trakcie trwającej już trzeci rok separacji z mężem. Ona z dziećmi mieszka na Lazurowym Wybrzeżu, mąż z powodów zawodowych i świadomego wyboru hen daleko na Dalekim Wschodzie.
Laura mieszka w domu, która odziedziczyła po ojcu, który zaginął kilka lat wcześniej w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach.  Dom wymaga pilnego remontu prawie wszystkiego. A to jak wiadomo wiąże się ze sporymi nakładami pieniędzy, których kobieta po prostu nie ma. Pewnego dnia spada na nią to, o czym marzy chyba większość z nas - niebagatelny spadek od człowieka, którego praktycznie nie znała. Laura postanawia przyjąć spadek, a jednocześnie rozwiązać zagadkę zaginięcia ojca. Nie wie jednak, że otwiera przysłowiową puszkę Pandory, a to co ją spotka będzie o tyleż niesamowite co niebezpieczne. 
W książce mamy wszystko, co potrzebne, żeby stała sie ona bardzo ciekawą, lekką, choć przykuwającą uwagę na kilka godzin lekturą. mamy wspaniałe opisy południa Francji, mamy przystojnego męźczyznę, mamy wielką namiętność, ale i równie wielką pielęgnowana altami nienawiść, mamy niebanalną kobietę, mamy tajemnicze dom i spadek i wielkie niebezpieczeństwo. I chociaż nie jest to literatura wielkich powiedzmy lotów, wszystkie w/w elementy+ wspomniane przeze mnie na początku magiczne wręcz opisy okolicy sprawiają, iż od lektury trudno się oderwać, a czas przy niej mija niepostrzeżenie. Świetna książka na jesienną i zimową szarugę. Taki powiew morza, lazurowego nieba i lata oraz wielkiej miłości. Czy szczęśliwa będzie ta miłość? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do sięgnięcia po książkę. 
 Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon (kliknij)

wtorek, 30 września 2014

Kaiken

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5/6
Trudna jednoznacznie do sklasyfikowania książka. Na pewno nie jest to czysty thriller, nie jest to także klasyczny kryminał, choć w Kaikenie znajdziemy sporo cech jednego i drugiego. Jak dla mnie, jest to przede wszystkim doskonała, choć niezwykle brutalna powieść obyczajowo społeczna, która sięga samego dna ludzkich dusz. A na tym dnie znajdziemy niestety przede wszystkim zło takie, które ktoś wyrządza innej osobie i takie, które wyrządzono nam.
Z elementów thrillera i kryminału mamy seryjnego mordercę, który w wyjątkowo okrutny sposób pozbawia życia kobiety w zaawansowanej ciąży i ich nienarodzone dzieci. Jego brutalność, brak ludzkich cech, jakichkolwiek ludzkich uczuć szokuje mieszkańców Paryża i okolic. Sprawą od dłuższego czasu zajmuje się Olivier Passan, bezkompromisowy oficer policji, który ciemną stronę ludzkiej natury poznał nie tylko w życiu zawodowym. Passan jest świetnym gliną, ale i wyjątkowo poranionym psychicznie człowiekiem. Gdy miał kilka tygodni został porzucony w Tybecie przez rodziców Francuzów. Zajęła się nim francuska ambasada, przywieziony do Francji i tam wykształcony, genialny glina, zafascynowany dawną Japonią, mentalnością i honorem samurajów. W życiu kieruje się odrobinę pokręconą, samurajską logiką, której nie może zrozumieć nawet jego żona, rodowita Japonka.
Tytułowy kaiken, to sztylet, którym zadawały sobie samobójczą śmierć żony samurajów. Podcinały sobie nim gardła. Taki prezent  pewnego dnia podarował żonie Passan. Co ten sztylet ma wspólnego z treścią książki? Gwarantuję, że nie to o czym myślicie.
Kaiken, to książka momentami bardzo trudna, jak wiele innych, których autorem jest Grange. To także bardzo niejednoznaczna historia, którą jak sądzę wiele osób zrozumie diametralnie różnie. Jedni uznają ja za średni kryminał, czy thriller, inni wręcz odwrotnie, za bardzo dobry, a jeszcze inni jak ja za doskonałą powieść o ludziach i ich demonach.
Nie ukrywam, nie jestem może w 100% obiektywna. Jean-Christophe Grange należy do najbardziej przeze mnie lubianych i cenionych współczesnych pisarzy. Na każdą jego książkę czekam z prawie zapartym tchem. I chociaż genialnym Purpurowym rzekom Kaiken nie dorównuje, to i tak gorąco zachęcam do sięgnięcia po ostatnie dziecko francuskiego autora. To doskonała powieść, wzbudzająca wiele uczuć i na pewno nie pozostawiająca nikogo obojętnym.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Jutro - Guillame Musso

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5,5/6
Przyznam wam się, że to moje 1. zetknięcie z twórczością Musso. Moja przyjaciółka jest wielką fanką twórczości tego autora, ma jego wszystkie książki w  domu i kilkakrotnie próbowała mnie namówić do ich lektury. Ale jakoś odkładałam to 1. spotkanie na póżniej. Aż sięgnęłam po Jutro i przepadłam. W przyszłym tygodniu przyjeżdża do nas mąż przyjaciółki. Już wydałam poleceniem, ma mi przywieźć wszystkie książki Musso, jakie moja Ela ma w domu. Będę nadrabiać zaległości:)
Jutro to tego typu książka, którą gdy tylko rozpocznie się lekturę, odkłada się dopiero po przeczytaniu ostatniej strony. Nie ważna praca, nie ważne jedzenie, czy co tam ma się do zrobienia. Jutro pochłania, choć sama historia, nie ukrywam jest częściowo w ogóle nierealna. Jednak spora partia tego, co przydarzyło się głównemu bohaterowi, jest niestety bardzo prawdopodobna. Zakochujemy się zbyt często w nieodpowiednich osobach, które niejednokrotnie krzywdzą nas w ten czy inny sposób. A my zaślepieni zbyt często nie dostrzegamy tego, lub nawet gdy przysłowiowe mleko się wyleje, nie chcemy w to uwierzyć. Samo życie.
Nie bardzo wiem, co napisać wam o Jutrze, o treści książki, jak was do niej zachęcić. To jest tego typu fabuła, odnośnie której gdy opowie się mało - nic z jej treści się nie odda, gdy opowie się więcej, zdradzi się zbyt dużo. Sytuacja patowa.
Napiszę wobec tego tylko kilka zdań.
Historia obraca się wokół trzech osób żyjących w 2010 i 2011 roku USA. Matthew (wykładowca filozofii na uniwersytecie) pogrążony w żałobie, Kate zmarła żona i Emma znana sommelierka. Jedno mieszka w Bostonie, a drugie w Nowym Jorku. Nigdy nie doszłoby zapewne do spotkania Matthew i Emmy, gdyby męźczyzna nie kupił na wyprzedaży komputera Emmy, który sprzedawał jej brat. Wszystko zaczyna się od kilku zdjęć pozostawionych w komputerze i jednego emaila. Ale nie myślcie broń Boże, że to romans. Nic z tych rzeczy, chociaż powieść aż kipi od uczuć, a miłość odgrywa w całej historii wielką rolę. Matthew prosi Emmę, żeby zapobiegła tragedii. Kobieta rozpoczyna własne śledztwo. To co odkrywa, szokuje i ją i szokowało mnie. Nie wie, że tym samym zmieni ona całe swoje życie, życie Matthew i ich najbliższych.
W trakcie lektury czułam niedowierzanie, trzymałam kciuki za głównych bohaterów, a raz zakręciła mi się nawet łza w oku. 
Świetna książka, wspaniale napisana. Nie dziwię się, że Musso należy do najpopularniejszych pisarzy świata. Jaką jego książkę polecacie na kolejne spotkanie z twórczością autora?
Gorąco zachęcam do lektury Jutra. Tylko zarezerwujcie sobie mnóstwo czasu i zabrońcie komukolwiek zbliżać się do was i przeszkadzać.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Nie moje życie - Emmanuel Carrere

Wydawnictwo Literackie, Okładka miękka, 328 s, Moja ocena 5,5/6
Niepozorna, niezbyt gruba książeczka, po której nigdy nie spodziewałabym się takiego ogromu emocji, uczuć. Myślałam, że będzie to ot taka sobie opowiastka o życiu, jakich wiele. Faktycznie, jest to opowieść o życiu, ale opowieść wyjątkowa.
O czym w sumie jest tak książka, oprócz tego, że o życiu? Przede wszystkim o ludziach, o tych, którzy nas otaczają i których obecności jesteśmy w pełni świadomi oraz o tych, którzy są, a o których tak na prawdę nie wiemy.
To także opowieść o jednym wydarzeniu, które trwa kilkadziesiąt sekund, a może zmienić życie nie tylko nasze, ale wielu, naprawdę wielu osób.
Gwarantuję, że w trakcie lektury tej książki kilkakrotnie zatrzymacie się, pomyślicie, jakie jest wasze życie, jak można je zmienić, lub jakie macie szczęście, choć na co dzień tego nie dostrzegacie.
Autor opisuje wiele historii, a jakby jedną i tę samą. Co istotne, nic nie jest wymyślone, wszystkie historie zdarzyły się naprawdę, wszyscy opisani ludzie istnieli. Poznamy tragedię po tsunami z 2004 roku, kobietę chorą na raka, ludzi, którzy wpadli w spiralę długów i wiele innych historii. Czytając książkę wielu pomyśli...nie moje życie..to nie moje problemu...mnie się to nie przydarzy. Ale czy na pewno?! Sami częstokroć nie wiemy, co czai się za życiowym zakrętem, do czego jesteśmy zdolni gdy życie podkłada nam kłody pod nogi, pluje w twarz. Carrere nie tylko opisuje wiele życiowych ludzkich zakrętów, przypadków, ale także wysnuwa z nich wnioski, podpowiada delikatnie, jak sobie z nimi radzić. Jednak książka ta nie jest absolutnie żadnym poradnikiem, jakich na rynku pełno. To wspaniała, magiczna, napisana prosto z serca opowieść o ludziach, różnych aspektach szczęścia, pustki, o oswajaniu dramatów i życiu po nich.
Trudno coś więcej napisać. Nic bowiem nie odda treści książki Carrere. 
Gorąco zachęcam do lektury. 




środa, 12 czerwca 2013

Lista moich zachcianek - Gregoire Delacourt

Wydawnictwo Drzewo Babel, Okładka miękka, 156 s., Moja ocena 5,5/6
To moje drugie spotkanie z twórczością Delacourta i po raz kolejny jestem zachwycona. Tutaj recenzowałam Pisarza rodzinnego
Tym razem autor także zabrał mnie w kręgi rodzinne, ale do familii zupełnie odmiennej od tej z poprzedniej książki. Chociaż, jakby tak się zastanowić, to jednak obie rodziny nie tak bardzo się różnią od siebie. Ale po kolei...
Główną bohaterką jest kobieta, jakich mnóstwo, 47-letnia właścicielka pasmanterii, która jak fortuna na wozie - raz na górze raz na dole, ale jakoś się toczy dalej. Nasza bohaterka, to kobieta lekko przy kości, matka trojga dzieci (albo dwojga, zależy, jak na to spojrzeć), żona od lat tego samego męża, którego imię wypisane jest na szyldzie pasmanterii (do tej pory nie wiem dlaczego, przecież to nie on w niej pracuje?!). Kobieta wiezie normalne, pełne wzlotów i upadków życie, jest pogodna mimo kiepskiej koniunktury na rynku guzików, tasiemek i wprasowanek. Jak sama twierdzi jest szczęśliwa, niczego więcej od życia nie oczekuje mimo, iż całe jej dorosłe życie można podsumować stwierdzeniem..jakoś tak wyszło...
Jednak niespodziewane wydarzenie weryfikuje jej oczekiwania wobec życia. Po Francji rozchodzi się lotem błyskawicy wiadomość - stawka dwa euro. Gra na chybił-trafił. Szczęśliwiec wygrywa 18 547 301 euro i 28 centów. I tym szczęśliwcem jest nasza bohaterka. Pierwszą jej reakcją jest omdlenie. Ze wszech miar zrozumiałe. Prawdopodobnie tak samo bym zareagowała.
Jednak to co wydarzy się póżniej zdziwiło mnie, zasmuciło i skłoniło do refleksji. W tym momencie można by sparafrazować znane powiedzenie, twierdząc, iż każda wygrana ma swoją cenę. Niestety. Pogodną dotychczas właścicielkę pasmanterii także dopada proza życia, jego ciemne strony, a lekcja jakiej pomimo (a może za sprawą) wygranej doznaje jest niezwykle bolesna, ale i potrzebna.
Lista moich zachcianek to majstersztyk. Za pomocą banalnej z pozoru opowieści Delacourt ukazuje cała paletę barw życia, od euforycznych pomarańczy i czerwieni (tak wg. naszej bohaterki momentami wygląda jej życie), poprzez szarości (jakoś tak w życiu wyszło), po brązy i czernie (efekt wielomilionowej wygranej).
Książkę czyta się błyskawicznie. To lektura z typu tych, przy których zapomina się o tym co obok, chłonie się natomiast treść. Język jakiego używa Delacourt jest prosty, ale przy tym odrobinę refleksyjny, z garścią niedomówień, lekko satyryczny, złośliwy, na pewno bardzo spostrzegawczy. Nie każdemu musi taki styl odpowiadać. Mnie bardzo przypadł do gustu. Urzekło mnie celne oko pisarza i poruszanie niezwykle ważnych spraw pod płaszczykiem lekkiej ironii.
Wiele jest w książce zdań, które na dłużej zapadają w pamięć. Mnie najbardziej urzekło to, jakże prawdziwe stwierdzenie: Sami widzicie, ludzie zawsze się okłamują. Bo miłość nie wytrzymałaby prawdy.
Gorąco zachęcam do lektury.

wtorek, 20 listopada 2012

Bouvard i Pecuchet - Gustave Flaubert

Wydawnictwo Sic!, Okładka miękka ze skrzydełkami, 358 s., Moja ocena 5,5/6
Wydawnictwo Sic pokusiło się niedawno o wznowienie legendarnej ostatniej powieści Flauberta, wydanej w Polsce po raz ostatni w roku 1955, w przekładzie Wacława Rogowicza. 

Powieści towarzyszy znakomity, obszerny szkic portretowy Antoniego Sygietyńskiego pt. Gustaw Flaubert, opublikowany po raz pierwszy w związku ze śmiercią Flauberta w roku 1880
To moje pierwsze, na pewno nie ostatnie spotkanie z twórczością Flauberta. Ale mam mieszane uczucia i przyznam się szczerze, że nie za bardzo potrafię napisać recenzję, a  to mi się niezwykle rzadko zdarza. 

Na pewno książka podobała mi się i to bardzo, wzbudziła we mnie różnorodne uczucia, od zdziwienia, poprzez śmiech, aż po zadumę nad niezwykle celnym i niesamowicie ironicznym postrzeganiem świata przez Flauberta.
Pisarz przedstawia nam XIX-wieczną Francję, a głównymi bohaterami opowieści są dwaj kopiści, tytułowi Bouvard i Pecuchet. Spotykają się przypadkiem i od tego spotkania rozpoczyna się ich znajomość, która tak wiele zmienia, a jednocześnie nie zmienia niczego...
Doszedłszy do połowy bulwaru, siedli jednocześnie na tej samej ławce.
Żeby otrzeć pot z czoła, zdjęli nakrycia głowy i każdy położył swoje obok siebie; wtedy mały człowiek dostrzegł napisane na kapeluszu sąsiada: Bouvard; a ten z łatwością wyczytał w kaszkiecie jegomościa w surducie słowo: Pécuchet

To przypadek sprawił, że ci dwaj męźczyżni spotkali się. Wkrótce jeden z nich dziedziczy wcale nie mały spadek po ojcu. Ponieważ ich dotychczasowa praca kopistów nie przynosi im satysfakcji, ani spełnienia, postanawiają połączyć siły i za odziedziczone pieniądze kupują na wsi niewielką posiadłość, tam obaj osiadają i zaczynają realizować się w rolach wszelakich, wybór jest ogromny, a satysfakcja? No cóż sami ocenicie w trakcie lektury.
Obaj bohaterowie porazili mnie przede wszystkim mnogością pomysłów na życie jakie mają oraz zapałem do ich zrealizowania. Są ogrodnikami, rolnikami, astronomami, biologami,  archeologami, filozofami, pseudogenetykami, a to dopiero początek ich pasji i prób odnalezienie...no właśnie czego? Wiele razy w trakcie lektury zastanawiałam się, czego właściwie Bouvard i Pecuchet szukają. 

W sumie nie jestem pewna, ale sądzę, że tego samego, czego szukamy obecnie także my – szczęścia, spełnienia, swojego miejsca na ziemi, doskonałości...podejrzewam, że każdy, kto będzie czytał niniejsza książkę inaczej to odbierze. 
Szukają także odpowiedzi na wiele pytań i z ufnością wręcz nieskalanego brakiem zaufania dziecka, przyjmują początkowo wszystkie fakty, jakie im otoczenie, nauka, źródła podsuwają, są bezkrytyczni, zachłanni. Z biegiem czasu to się zmienia. Ich wiara w naukę, jej potęgę i potęgę umysłu ludzkiego zostaje zachwiana. Przy czym obaj męźczyżni mają wręcz słomiany zapał, na zasadzie, nie wychodzi nam ogrodnictwo, to nie szkodzi, zajmiemy się historią. Nie odnosząc oczekiwanych sukcesów na polu historycznym, poznawczym, zabierają się za pisanie biografii sławnej osoby. I tak w kółko, i bez przerwy, a ich pomysłowość co do zmiany zainteresowań i pola działania, wierzcie mi jest przeogromna.
Czy uda im się znaleźć to czego szukają? Tego nie zdradzę. Na pewno zachęcam was do lektury.
Zacytuję tylko samą końcówkę opowieści
Tak oto wszystko rozpadło im się w rękach.
Nie mają już żadnych zainteresowań w życiu.
Dobra myśl żywiona w sekrecie przez obu. Wzajemnie ją ukrywają. Od czasu do czasu uśmiechają się, gdy ich nawiedza, wreszcie obaj zwierzają się z niej.
Kopiować jak niegdyś.

Zacytowaniem zakończenia nic nie zdradziłam, nic nie zepsułam z przyjemności waszej lektury, ponieważ nie sam koniec jest najważniejszy, a droga, jaką nasi kopiści do owego zakończenia dochodzą i to co ich na tej drodze spotyka oraz sposób, w jaki Flaubert to opisuje.
Pozycja jest niebanalna, wielka jeżeli chodzi o swoją wymowę, mądra, trafna w postrzeganiu świata, ale jednocześnie zwyczajna. 

Flaubert zadziwił mnie językiem i trafnością oraz lekkością z jaką ośmiela się krytykować istniejący, współczesny mu świat, jego porządek i to nawet nie tyle krytykować, co ukazywać bezsens owego świata. Pisarz ukazuje bezsens wielu poczynań ludzkich, ale bezsens nie tylko wynikający z głupoty ludzkiej, ale także z głupoty istniejącego świata, jego zasad oraz ze słabości ludzkiej inteligencji.
Flaubert poprzez swoją ponadczasową opowieść wiele nas uczy i wiele wskazuje. Wiele także krytykuje, ale robi to tak genialnie, że od książki nie można się oderwać.
Gorąco zachęcam do lektury. To nie jest pozycja, którą powinno się przeczytać, to książką, którą każdy musi znać, żeby wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Gustave Flaubert, Data urodzenia: 12-12-1821 Miejsce urodzenia: Rouen, Francja Data śmierci: 08-05-1880 Mówił o zdystansowaniu, bezosobowości i beznamiętności narratora, postulował wielką dbałość o prawdę, podejmowanie tematów z życia codziennego. Pisanie powieści poprzedzał obserwacjami i doświadczeniami, gromadził wielką dokumentację. Poświęcał swemu zajęciu wiele czasu i energii. Był samotnikiem. Pisał o idealnej miłości, o środowisku drobnomieszczańskim, podejmował też tematy historyczne, a fabułę opierał na faktach. Najsłynniejsza powieść Flauberta to Pani Bovary.
Niemal całe życie spędził w majątku rodowym koło miejscowości Rouen. Dom opuścił dopiero w 1840 r., by studiować prawo w Paryżu. Na studiach poznał między innymi Wiktora Hugo, jednak życie w stolicy nie przypadło mu do gustu. Porzucił studia w 1846 r. po ataku epilepsji. Nigdy się nie ożenił, a obiektem jedynej miłości w jego życiu była poetka Louise Colet, z którą romansował w latach 1846-54. Po śmierci matki w 1872 r. popadł w kłopoty finansowe i zdrowotne. Zmarł na serce osiem lat później, w wieku 58 lat.

sobota, 10 listopada 2012

Pisarz rodzinny - Gregoire Delacourt

Wydawnictwo Drzewo Babel, Okładka miękka ze skrzydełkami, 195 s., Moja ocena 5,5/6
Édouard, który jest głównym bohaterem tej odrobinkę zwariowanej opowieści, w momencie, gdy go poznajemy ma zaledwie 7 lat, ale już  debiutuje jako poeta na pierwszych kartach książki. I właśnie w tym wiekopomnym momencie jego życia rozpoczynamy znajomość z nim.  

Towarzyszyć Edouardowi będziemy przez wiele, wiele lat.




Ale wracajmy do początku. Wszystko zaczyna się od krótkiego wiersza, a raczej rymowanki:
Mamo
Nie jesteś piżamą
Tatku
Płyniesz na dużym statku
Babciu
Mysz się schowała w kapciu
Dziadziusiu
Wszyscy robią siusiu.

Sami przyznacie...mało ambitne. Ale nie dla rodziców Edourada, którzy wręcz puchną z dumy. Sam  mały poeta także jest zachwycony, ale szybko zauważa, że zaczyna nad nim ciążyć niczym przysłowiowy miecz Damoklesa, odpowiedzialność, za szczęście swoje i rodziców, wręcz za ich zdrowie psychiczne. Owo szczęście i zdrowie zależą od...tego, co stworzy Edouard. Można śmiało stwierdzić, że ten jednorazowy wybryk poetycki zdeterminował całe póżniejsze życie chłopca. Tym bardziej, że samorodny talent, jak szybko się objawił, tak szybko zniknął...a jeszcze szybciej okazało się, że zgodnie ze starym przysłowiem – łaska pańska (czyli w tym wypadku miłość rodziców) na pstrym koniu jeździ. Chłopiec trafia do internatu, gdzie jego tłamszony (przez..no właśnie nie wiem przez co:)) talent objawia się nagle w pisaniu donosów na murach szkoły i w toalecie.
Kolejne lata Edouarda są konsekwencją tych wydarzeń, słowo i wszystko co z nim  związane, cały czas mu towarzyszą.
Grégoire Delacourt w niezwykle zabawny, ale i trafny sposób opisuje, jakie konsekwencje może na przestrzeni wielu lat mieć jedno, z pozoru niewiele znaczące wydarzenie. Mamy okazję podglądać nie tylko perypetie Edouarda, ale także jego rodziny. Śledzimy także niezwykle skomplikowane relacje na linii Edouard – rodzice, które wraz z wiekiem niestety nie poprawiają się. Kilkakrotnie w trakcie lektury miałam wrażenie, że obu stronom zabrakło słowa, tego jednego lub dwóch, które mogły całkowicie odmienić relacje między nimi, a w konsekwencji zmienić ich życie. Czyli na każdym etapie życia Edouarda słowa stają się najważniejsze. To właśnie słowa zrobiły z niego tytułowego pisarza rodzinnego, słowa stworzyły z niego anonimowego szkolnego graficiarza, słowa zaprowadziły go na kurs pisarski, gdzie .....(nie zdradzę, sami w trakcie lektury dowiecie się)...., słowa dały mu pracę....
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Delacourta, ale mam nadzieję, że nie ostatnie. Autor opisując rodzinę Edouarda w rzeczywistości opisał każdą przeciętną rodzinę z jej ambicjami, nadziejami, porażkami, których jest dużo więcej niż sukcesów. Wiele w tej opowieści gorzkich prawd, tragicznych momentów, ale wszystko to zabarwione niesamowitą nutką ironii. Kilkakrotnie w trakcie lektury wybuchałam śmiechem, jak np. w trakcie samobójczego skoku z okna brata Edouarda, w trakcie którego samobójca..zabił bawiące się pod oknem dziecko....Może mało śmieszny, ba wręcz tragiczny moment, ale Delacourt tak go opisał, że nie mogłam zahamować nad śmiechem. Jedną kwestią jest co autor opisał, ale ważniejsze, jak to zrobił, a zrobił iście po mistrzowsku.
Musicie sięgnąć po Pisarza rodzinnego, ku poprawie humoru i ku przestrodze, że czasami warto powiedzieć jedno słowo mniej, ale trzeba także pamiętać żeby słów nie powiedzieć za mało.

Grégoire Delacourt Urodził się w 1960 r. w Valenciennes. Jest autorem reklam. Pisarz rodzinny, jego debiut literacki, nagrodzony, m.in. Prix Marcel Pagnol, Rive Gauche à Paris, Coeur de France oraz druga powieść, Lista moich zachcianek, trafiły na listy bestsellerów we Francji, a prawa do nich sprzedano do ponad dwudziestu krajów.
Co pan robi w roku...? (Pytam się sam o siebie)
1960 Przychodzi na świat w Valenciennes (departament Nord).
1973 Pisze na papierowej serwetce J’aimerais sortir avec toi [Chciałbym z tobą chodzić] i wysyła to do niejakiej Jeanne. Pierwsza klęska pisarska.
1978 W dniu swych osiemnastych urodzin publikuje artykuł w „Le Monde”.
1979 Matura, ledwo ledwo.
1982 Zaczyna pracować w reklamie.
1989 Otrzymuje największe światowe nagrody za reklamę.
1999 Wciąż pracuje w reklamie.
2004 Wylewają go z agencji, w której pracował, a on – niepoprawny – nazajutrz zakłada własną agencję reklamową.
2009 Postanawia napisać zdanie nieco dłuższe niż na przykład Bez wody uroda więdnie dla firmy Caudalie albo Zabójca zmarszczek dla Sephory i wychodzi z tego Pisarz rodzinny, jego pierwsza powieść.
2011 12 stycznia rano: ukazuje się jego pierwsza powieść. 12 stycznia wieczorem: nie traci przytomności. W roku 2011 otrzymuje za Pisarza rodzinnego pięć nagród literackich: Prix Marcel Pagnol, Prix Carrefour du Premier Roman, Prix Rive Gauche à Paris, Prix Coeur de France, Prix Meo Camuzet du Premier Roman. (Ale nie zrywa z reklamą).
2012 1 lutego. Ukazuje się jego druga powieść, La liste de mes envies [Lista moich zachcianek, polska premiera marzec 2013], obecnie już sprzedana do dwudziestu trzech krajów. Książka, którą ten niepoprawny człowiek reklamy skomentował tak: Delacourt to cholernie fajna kobicina.

poniedziałek, 17 września 2012

Alfabet zakochanego w Meksyku - Jean Claude Carriere

Wydawnictwo Drzewo Babel, Okładka miękka, 374 s., Moja ocena 5/6
Jean-Claude Carriere zasłynął m.in., jako scenarzysta takich filmów jak Dyskretny urok burżuazji (1972), Mroczny przedmiot pożądania (1977) i Nieznośną lekkość bytu (1988). Trzykrotnie nominowano go do Oscara w kategorii: najlepszy scenariusz. Pisał scenariusze do filmów światowej sławy reżyserów, takich jak Luis Bunuel, Miloš Forman, Andrzej Wajda, Louis Malle, Volker Schlöndorff, Jean-Luc Godard, Carlos Saura.
Poza scenariopisarstwem pojawiał się też okazjonalnie w filmach jako aktor. Mimo tego, że był ateistą - podobnie jak Bunuel - zagrał u niego księdza w Dzienniku panny służącej oraz heretyckiego biskupa z IV wieku w Drodze mlecznej. Jest autorem książki rozmowy z Dalajlamą pt. Siła buddyzmu. Napisał także adaptację indyjskiej Mahabharaty dla Petera Brooka, Rozmowy o wielości świata, w których rozprawiał z fizykami molekularnymi i kosmologami, oraz Słownik głupstw. W Polsce ukazały się jego następujące książki: Alfabet zakochanego w Indiach (Drzewo Babel, 2009). Zapis jego rozmowy z Umberto Eco (moderowanej przez J-F. de Tonnaca) ukazał się w książce pt. Nie myśl, że książki znikną .
Chciałabym wam zaprezentować Alfabet zakochanego w Meksyku, niezwykłą i zwykłą jednocześnie książkę, wydaną w 2011r.
Autor opisuje swoja fascynację tym krajem, która rozpoczęła się od pierwszego w nim pobytu w 1964r.
Jak pisze: Są trzy Meksyki. Jest ten sprzed konkwisty, wspaniały i brutalny, którego symbolem jest mityczny stwór, Quetzalcoatl, pierzasty wąż. Jest Meksyk hiszpański i katolicki, który przetrwał trzy stulecia. Ten przyjął za swój symbol Najświętszą Panienkę z Guadalupe, litosierną, wszędzie widoczną oficjalną patronkę kraju. I jest Meksyk nowoczesny, który wyłonił się najpierw z wojen o niepodległość, a później ze słynnej rewolucji. Jego symbolem jest Zapata, chłopski bohater, człowiek sprawiedliwy, którego rozstrzelano. To trzy powody, by kochać Meksyk. Zrodzony z jedynego w dziejach spotkania dwóch kontynentów, jest łagodny i gwałtowny, uśmiechnięty i zamaskowany, antyczny i awangardowy. Jest krainą sprzeczności, światem zmąconym, zmieszanym, z którego zrodzi się może nowy wiek.
W Meksyku wesołość jest melancholijna a uśmiech groźny. Meksyk jest antyczny i awangardowy, oczywisty i skryty, folklorystyczny i niemy, wierzy bardziej w świętych niż w Boga. Bogactwo jest tu równie widoczne jak ubóstwo. Jest to miejsce przyjemne do życia, a zarazem nawiedzane przez zbrodnię, która jest tu tak zwyczajna, że aż niewytłumaczalna. Etykietki spadają nań ulewą. Spróbujmy, podczas tej długiej włóczęgi, prześlizgnąć się między kroplami.

Autor skupia się na dniu dzisiejszym Meksyku, na obyczajach, na życiu tamtejszych ludzi, czyli na tym, co stanowi o osobowości danego narodu, danego kraju. Jednak przede wszystkim w książce jest dużo historii.
Po lekturze Alfabetu...moja wiedza  na temat Azteków i Majów jest o wiele większa. Jednak przeciwnicy historii, proszę się nie przerażać. Książka nie jest jakimś nudnym wywodem na temat dziejów sprzed kilku wieków. Historii, jak wspomniałam jest sporo, ale autor serwuje ją w sposób fantastyczny, arcyciekawy, przede wszystkim w formie anegdot i opowieści.
Jak sam twierdzi: Nie ma zwyczaju w tej serii przeznaczonej dla „zakochanych”, opowiadać historii wybranego kraju. Zajmują się tym inne książki. Jednak w wypadku Meksyku wydaje mi się niemożliwe opowiadać o tym, czym jest dzisiaj, nie mówiąc o tym czym był wczoraj, przedwczoraj i o wielkich etapach, jakie przebył . Dlatego nie poświęcając długiego rozdziału długiej i trudnej historii kraju – byłoby to niestrawne – wolałem ukazać ją podzieloną na krótsze teksty.
Czytelnicy, których interesuje tylko historia, mogą udać się od razu do haseł: Aztekowie, Konkwista, Epoka kolonialna, Niepodległość etc. Autor przedstawia nam także folklor, faunę, kuchnię Meksyku.
Carriere rozprawia się sprawnie z kilkoma popularnymi mitami dot. Meksyku, z jak sam twierdzi przylepionymi do tego kraju etykietkami. A robi to w sposób iście mistrzowski.
Książka jest dla wszystkich, zarówno dla tych już znających i kochających Meksyk, jak i dla tych, którzy go nie znają, a chcieliby poznać.
Poprzez opowieści autora przebija pasja i miłość do kraju, pasja, której efektem jest ponad 40 podróży, jakie po Meksyku odbył Carriere.
Zagadnienia ułożone są (jak łatwo domyśleć się po tytule:)) alfabetycznie. Na pewno sporo określeń brakuje, niektóre z pojęć dodalibyście, niektóre usunęli, ale jest to wybór własny Carriere i trudno z tak subiektywnym wyborem polemizować.
Plusem niewątpliwie jest wspaniała okładka, idealnie pasująca do treści i będąca moim zdaniem kwintesencją kraju.
Brakuje mi w książce tylko jednej rzeczy...zdjęć omawianych zagadnień. Wiem, zamieszczenie wszystkich zdjęć byłoby po prostu niemożliwe, ale 20-30 mógłby autor dołączyć. Z pewnością uczyniłoby to książkę jeszcze ciekawszą, jeżeli to oczywiście możliwe. Sporą ozdobą są za to dosyć...hmm niezwykłe rysunki:).
Książka jest bardzo ciekawa, chociaż ilość informacji, jaką nam autor zaserwował jest wg. mnie zbyt duża, żeby można było ją przyswoić w trakcie pierwszej lektury. Przyznaję się bez bicia, przeczytałam ok. 3/4 książki, całej na raz nie dałam rady. Do Alfabetu zakochanego w Meksyku trzeba wracać i to kilkakrotnie, tak jak jego autor wracał do samego kraju. Ja na pewno to zrobię.

 Nakładem Wydawnictwa Drzewo Babel ukazała się także inna "alfabetyczna" książka autorstwa Carriere, Alfabet zakochanego w Indiach. Kto nie lubi ludzi, niech nie jedzie do Indii. Nie można zwiedzać tej osobliwej republiki w bezpiecznym kokonie, w autobusie turystycznym, jadącym od zabytku do zabytku, z oczami zamkniętymi na kraj i ludzi. Byłoby to zamierzenie niepojęte, niewykonalne. Najważniejszym krajobrazem jest tutaj tłum. Uczestniczy we wszystkim. Pewnie dlatego bohaterów literatury indyjskiej od najdawniejszych czasów tak często pociągało wygnanie i samotność, wyrzeczenie, odejście.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Kwiaciarka t. I - Ksawery De Montepin

Wydawnictwo Damidos, Okładka miękka, 370 s., Moja ocena 4,5/6
Kwiaciarkę przeczytałam już jakiś czas temu, ale brakowało mi weny do napisania recenzji. Nie żeby książka była zła, wręcz przeciwnie, jest dobra (odrobinę trąci myszką, ale leciutko, ale jest to na prawdę dobra powieść), ale czasami tak jest, że nie można zabrać się za recenzję jakiejś książki i już. Jednak w tym miesiącu biorę udział w wyzwaniu u Kasi J i uznałam, że to doskonała okazja do napisania recenzji Kwiaciarki.
Akcja powieści rozgrywa się w XIX - wiecznym Paryżu. Bohaterką jest piękna niespełna 40-letnia hrabina de Legarde, paryżanka w każdym calu. Ma męża, nastoletnią córkę, drogie stroje, klejnoty i doskonale sytuowanego kochanka. W zasadzie ma wszystko, czego może sobie zażyczyć kobieta w tamtym okresie. Wydaje jej się, że nic nie zmąci jej szczęścia, ale...pewnego dnia dostaje list od męża (tak własnego męża), w którym zawarta jest realna groźba zniszczenia jej reputacja i dotychczasowego życia. Hrabina jest przerażona. Niezwłocznie udaje się po pomoc i radę do kochanka, którym (o ironio) jest paryski sędzia. Razem postanawiają pozbyć się hrabiego. Knują plan prawie doskonały, ale jak w reklamach- prawie robi wielką różnicę. Do pewnego momentu wszystko idzie, tak jak sobie zaplanowali, ale nagle wydarzenia niespodziewanie zaczynają się komplikować, zbiegi okoliczności mnożyć, a powodów do dalszych zbrodni przybywać. Więcej nie zdradzę. Wiem, że to co napisałam o treści to mało, ale cały urok książki polega na zbiegach okoliczności, komplikacjach i starym, jak świat motywie zbrodni i kary. Wydawałoby się, że sprawiedliwość zatriumfuje, zbrodniarz poniesie karę, niewinny będzie wolny. Tak powinno być w świecie idealnym, ale czy w Kwiaciarce będzie? Ksawery De Montepin udowadnia nam, że Temida faktycznie może być ślepa, a zbrodniarz czasem może uniknąć sprawiedliwości i kary.
Gorąco zachęcam do lektury Kwiaciarki.  Autor, dotychczas zupełnie mi nieznany, znalazł we mnie wierną czytelniczkę, na pewno sięgnę po II część Kwiaciarki i kolejne jego książki. Dobrze, że wydawnictwo wpadło na pomysł zapoznania nas z jego twórczością.
Autor to zręczny i bystry obserwator, jak nikt znający swoich rodaków, zarówno tych biednych, jak i bogatych. Zna ludzi, zna Paryż końca XIX w., zna w końcu ludzkie charaktery, reakcje i namiętności. Nic dziwnego, że stworzył powieść, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością. De Montepin ukazuje fascynujący mechanizm zbrodni i rozliczne ludzkie charaktery. Ukazuje nam lawinę wydarzeń, z których każde niczym poruszony trybik wprawia w ruch machinę reakcji, której już nie sposób zatrzymać. Wydarzenia w Kwiaciarce i ich następstwa można porównać do śnieżnej kuli lub do ustawionych rzędem kostek domina.
Ksawery De Montepin to, jak dla mnie prawdziwy mistrz drobiazgowej i rzetelnej akcji. Każdy z bohaterów został nakreślony z dbałością o szczegóły, przy czym nie ma bohaterów nijakich, każda z postaci jest niesamowicie wyrazista, dobra lub zła, ale w pełni pełnokrwista. W Kwiaciarce niezmiernie podobały mi się rozbudowane opisy, przede wszystkim XIX - wiecznego Paryża, prowincji, życia ludzi w zasadzie wszystkich warstw społecznych. Cennym zabiegiem jest także zastosowanie takiej narracji, która krok po kroku daje nam wrażenie uczestniczenia we wszystkich wydarzeniach na żywo.
Gorąco zachęcam do lektury Kwiaciarki, a ja już szukam II tomu.

piątek, 18 maja 2012

Błękitna Gwiazda - Juliette Benzoni

Wydawnictwo BIS, Tytuł oryginalny: Le Boiteux de Varsovie t. 1: L`Etoile Bleue, Okładka miękka, 317 s., Moja ocena 4,5/6
Jestem świeżo po lekturze pierwszej w mojej karierze mola książkowego:) pozycji autorstwa Juliette Benzoni.I wrażenia są bardzo pozytywne, może nie ekstaza czytelnicza, ale lektura była na prawdę przyjemnością. Coś w tej autorce musi być, bo u mnie w bibliotece są zapisy na wszystkie jej książki...
Postanowiłam i ja zapoznać się z jej twórczością, chociaż przyznam sie, że na początku podchodziłam do jej książek sceptycznie, myślałam...ot ckliwe romanse. Nic bardziej mylnego. 
Znajomość z autorką zaczęłam od cyklu Kolekcjoner z Warszawy.  Składa się on z czterech książek: Błękitna gwiazda, Róża Yorku, Opal księżniczki Sissi i Rubin Joanny Szalonej. Wszystkie części łączy wspólny bohater Morosini – młody książę, który jest wybitnym znawcą kamieni szlachetnych oraz weneckim arystokratą.
Akcja Błękitnej Gwiazdy rozpoczyna się w 1918r., gdy książę Aldo Morosini po 4 letniej niewoli wraca do ukochanej Wenecji. Jednak po powrocie zamiast spokoju i ciepłego przyjęcia, na księcia czeka wiele nie miłych niespodzianek.
Przede wszystkim dowiaduje się, że w zasadzie jest zruinowany. Tzn. ma co prawda wspaniałą willę poza Wenecją, ale na niej ciąży ogromna hipoteka.
Ma także wspaniały rodowy palazzo nad Canale Grande, ale wymaga on natychmiastowej gruntownej renowacji, a to z kolei ogromnych nakładów finansowych.
Jedyne zabezpieczenie, które mogłoby go uratować – szafir, tytułowa Błękitna Gwiazda – zniknęło.
Najgorsza jest jednak wiadomość, że jego ukochana mama zmarła na zawał serca. Aldo jest bardzo zdziwiony, gdyż matka jego nigdy na serce się nie uskarżała. Niespodziewanie dokonuje odkrycia, które upewnia go, że matka została otruta.
Książę postanawia zarobić na swoje utrzymanie i wykorzystać zdolności, jakie posiada. Zostaje antykwariuszem. Jego specjalizacją są drogie kamienie. W ten sposób Aldo ma nadzieję natrafić na skradziony szafir.
Kariera księcia w roli antykwariusza rozwija się. Duży wpływ na to mają jego rodzinne koneksje oraz rzesze amerykańskich turystów, którzy po zakończeniu I wojny światowej przybywają do Wenecji. Antykwariat w starym, weneckim palazzo jest dla nich wprost wymarzonym miejscem, żeby dokonać wartościowych zakupów. Dzięki nim Aldo powoli wychodzi z długów, a z biegiem czasu dochodzi do naprawdę sporego majątku, remontuje rodzinne palazzo, staje się sławnym na całą Europę specjalista od szlachetnych kamieni. I właśnie ta sława skieruje jego kroki do Polski i nada nowy sens jego życiu. Aldo dostaje zaproszenie od słynnego Szymona Arnowa. Jest to zaproszenie z typu tych nie do odrzucenia. I na tyle ono intryguje naszego bohatera, że w ciągu kilku godzin zamyka swoje sprawy w Wenecji, pakuje się i udaje pociągiem do Polski. Spotkanie ma charakter stricte służbowym, a osoba zapraszająca jest żydowski kolekcjoner drogich kamieni.Arnow pokazuje pektorał arcykapłana Jerozolimy. W starożytnym Izraelu pektorały nosili królowie i arcykapłani. Pektorał królewski zapewne przypominał pektorały egipskie lub kananejskie. Pektorał arcykapłana (hebr. hoszen, ang. bibl. breastplate) był sztywną, prostokątną kopertą (podobną do katolickiej bursy), w której znajdowały się losy Urim i Tumim, a na jego powierzchni przymocowanych było 12 szlachetnych kamieni, reprezentujących 12 plemion Izraela.
Zabytek ten tylko cudem uniknął zniszczenia przed wiekami podczas plądrowania świątyni w Jerozolimie. Plądrującym legionistom cesarza Tytusa nie udało się go ukraść. Czego nie dokonali Rzymianie dokonał jeden z mieszkańców Jerozolimy, który nie zważając na nic, nie bojąc się kary za świętokradztwo, zabrał z pektorału wspaniałe kamienie szlachetne – szafir, diament, opal i rubin. Z łupem udało mu się dostać na statek płynący do Rzymu, a później niestety ślad po nim zaginął. Sam pektorał został uratowany przez pewną kobietę, która wraz z nim uciekła do Egiptu.
Aldo Morosini podejmuje się wyzwania, jakie stawia przed nim Szymon Arow – odzyskania brakujących kamieni. Wg przepowiedni, kiedy pektorał połączy się z kamieniami, lud żydowski znajdzie swoją prawdziwą ojczyznę.
Jak się okazuje, jednym z brakujących kamieni jest Błękitna Gwiazda, kamień, który tuż przed śmiercią skradziono matce Alda.
Rozpoczyna się walka z czasem, tropienie bezlitosnego zabójcy (który paradoksalnie tropi także Alda) i rozwiązywanie wielkiej zagadki.
I tak jak na początku książki akcja biegła niespiesznie (no bo jakże inaczej może się toczyć akcja w pięknej Wenecji), tak wraz z przybyciem księcia do Warszawy i rozpoczęciem poszukiwania zaginionych klejnotów, zdecydowanie przyspiesza, a przygody księcia są godne Indiany Jones'a z początku XX w.:)
Nie może oczywiście zabraknąć wątku miłosnego. Znany ze swojego nieodpartego wdzięku i hmm...dosyć pojemnego serca, w którym znajduje się miejsce dla wielu kobiet, książę Morosini zakochuje się w pięknej ale i podstępnej Polce – Anielce Solmańskiej.
Co dalej wyniknie? Jak potoczą się dwa prawie równoległe wątki – sensacyjny i miłosny, tego dowiecie się czytając Błękitną Gwiazdę. Warto sięgnąć po książkę, jest to niezwykle udany mariaż powieści lekko sensacyjno -przygodowej z wątkiem romansowym w tle.
Jak już wspomniałam cykl Kolekcjoner z Warszawy to seria czterech powieści. Każdy tom poświęcony jest odkrywaniu miejsc w których znajduje się inny klejnot. Na pewno sięgnę po kolejne trzy tomy przygód księcia Morosiniego. Błękitną Gwiazdę czytało mi się doskonale, chociaż przyznam się, że początkowo zabierałam się do niej, jak przysłowiowa żaba do jeża. Jednak bardzo mile się rozczarowałam. Idealna pozycja, żeby się zrelaksować i chociaż przez chwilę znależć w innym świecie. Ogromnym plusem powieści są wspaniałe opisy Wenecji, Warszawy i Paryża lat 20. XX w.
Szukając w sieci informacji o autorce, znalazłam stronę wielkiego fana twórczości Benzoni i taką mapkę, która bardzo mi się spodobała i która wklejam. Ukazuje ona na fragmencie mapy Paryża istotne miejsca z życia autorki.

Juliette Benzoni ur. się jako Andrée-Marguerite-Juliette Mangin 30.10.1920r. W Paryżu Przy avenue de la Bourdonnais (1).
Przyszła pisarka otrzymała dobre wykształcenie, najpierw uczęszczała do Cours Désir (3) a później Fenelon highschool, “rue de l’Eperon” . Edukację uzupełniała Hulst College, “rue de Varenne (4). A następnie podjęła studia na wydziale prawa w Catholic Institut (5). W 1941r. Poślubiła doktora Mauricea Gallois i przeniosła się z nim do Dijon. Mieli dwójkę dzieci. Mąż umiera w 1950r., a pisarka przenosi się do Maroka. Tam poznaje swojego drugiego męża André Benzoni, którego poślubia w 1953r. Obecnie mieszka Saint-Mandé.
Karierę pisarską rozpoczęła w 1964r. pisząc po 2 powieści rocznie. Ostatnia książka jej autorstwa (77.) została wydana w 2011r.
Tylko w krajach francuskojęzycznych jej książki sprzedały się w nakładzie ponad 300 mln. Egzemplarzy. Tłumaczone były na 30 języków.
W 1984r. Otrzymała Chevalier de l’ordre national du Mérite , jest to 4. pod względem ważności odznaczenie we Francji. Lubi czytać, słuchać muzyki, żeglować… i gotować. Pasjonuje ją historia i wszystkie dziedziny sztuki, uwielbia stare domy i klejnoty. Mówi o sobie: jestem katolicka i krótkowzroczna!