Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 listopada 2016

Jesteś moim niebem - Magdalena Piotrowska

Wydawnictwo Muza
O matko. Nie wiem co napisać, nie wiem, jak ocenić tę książkę. Przed lekturą czytałam opis na okładce. Zdawałam sobie sprawię, iż będzie to trudna lektura. Tematyka nowotworu, krótkiej i wyniszczającej choroby oraz bolesnej śmierci zawsze zapowiada bolesną lekturę. Do tego autorka niezwykle umiejętnie, poruszająca, ale bez infantylnego patosu opisuje czas po chorobie, po śmierci ukochanej osoby, gdy córka próbuje sobie poukładać życie na nowo po śmierci matki.
Zdawałam sobie sprawę z tego, iż lektura będzie trudna, nie liczyłam, iż autorka tak mnie poruszy. Czuję się, jak przeciągnięta psychicznie przez jakąś wyżymaczkę.
Ta opowieść to taki swoisty miks cierpienia, bólu, złości, bezpodstawnej nadziej, rozpaczy, ale i miłości, wielkiej, przeogromnej miłości.
Bardzo przeżyłam tę historię. Chyba każdy z nas obawia się tego najbardziej, śmiertelnej choroby najbliższych osób - matki, ojca, dziecka... Piotrowska pokazuje jak niemożliwym jest przygotowanie się na coś takiego, jak trudne jest życie po. Strach przed tym drzemie w każdym nas, nawet jeżeli temu zaprzeczamy. Autorka ten mój podświadomy strach zobrazowała na kartach książki. Niestety.
Opowieść, którą snuje Piotrowska jest niezwykle realistyczna, poruszająca, prawdziwa. Główna bohaterka tak prawdziwa, aż strach. Przeżywałam całą historię niesamowicie. Z jednej strony wiedziałam, że dla własnego dobra, dla własnej kondycji psychicznej powinnam odłożyć książkę na półkę i nie kończyć lektury. Z drugiej strony nie potrafiłam tego zrobić. Taki swoisty psychiczny masochizm.
Jesteś moim niebem to stosunkowo cienka książka, która po raz kolejny potwierdza tezę, iż nei istotny jest rozmiar, tylko zawartość.
Trudno mi wam polecać, czy odradzać tę książkę. Po moim krótkim opisie wiecie co zawiera. Decyzja należy do was.

sobota, 17 września 2016

To nie twoja wina - Kaja Platowska

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5/6
To nie twoja wina
opowiada historię, która może przydarzyć się każdej z nas. Można zmienić okoliczności, wiek bohaterki, miejsce zamieszkania, a i tak okaże się, iż Patrycją mogę kiedyś w przyszłości jeżeli będę miała wyjątkowego pecha, być ja lub któraś z was czytelniczki. Bowiem w tej historii nie chodzi o to kim jest główna bohaterka,a o to co ją spotkało.
Patrycja ma niewiele ponad 20 lat, przyjechała do stolicy z malutkiego miasteczka i postawiła sobie za punkt honoru skończyć studia, znaleźć pracę, a w trakcie nauki samej zarabiać na swoje utrzymanie. Ukochana mam, która została w rodzinnej miejscowości nie może jej pomóc, sama ledwo wiąże koniec z końcem.
Patrycję poznajemy w momencie, gdy rozpoczyna III rok studiów, ma pracę w pizzerii i szuka samodzielnego pokoju do wynajęcia. Nie wie, że to ostatnie będzie pokojem w piekle, które zgotuje jej oprawca. Wraz z przeprowadzką Patrycja staje się ofiarą bezwzględnego człowieka, który pastwi się nad nią psychicznie i fizycznie, okrada ja, gwałci, bije, a nawet wręcz katuje, grozi śmiercią i to wszystko uchodzi mu płazem. Kat jest bowiem męźczyzną po 40-tce, doskonale wykształconym, mającym wzorcową, taką z obrazka rodzinę, drogie garnitury, luksusowy samochód, prestiżową pracę.
Bez mała o połowę młodsza, uboga Patrycja zdaje się przy nim być nikim. I tak też się czuje. Ale czy na pewno tak jest?
Kaja Platowska niezwykle zręcznie ukazała proces obezwładniającego lęku, godzenia się z bólem, cierpieniem, które staja się udziałem bohaterki. Co gorsze w pewnym momencie kobieta zaczyna mieć wyrzuty sumienia, uważa, że to jej wina, że sprowokowała sprawcę, że może, jak przeczeka, ustąpi mu, zrobi co każe da jej spokój.
Niestety upragniony spokój nie nadchodzi. Za to prześladowania, katowania Patrycji jeszcze się nasilają. Dziewczyna zdaje się być w pułapce. Czy znajdzie z niej wyjście? Czy będzie miała tyle odwagi, siły, żeby się uwolnić, żeby poprosić najbliższe przyjaciółki o pomoc?
Nie wiem nawet co w tej historii bardziej mnie przeraziło, sprawiło, że miałam ochotę krzyczeć. Czy była to bierność Patrycji, czy zwyrodnialstwo sprawcy, czy może fakt, iż dziewczyna, ofiara bała się poprosić o pomoc uważając, iż i tak nikt jej nie uwierzy, że ludzie będą uważać, iż to jej wina, że sprowokowała sprawcę.
Zastanówcie się, ile razy, gdy słyszeliście o gwałcie, napaści na tle seksualnym, długotrwałym znęcaniu się fizycznym, psychicznym nad kobietami, choć przez ułamek sekundy zadawaliście sobie pytanie - dlaczego nie odeszła, dlaczego nie zgłosiła tego na policję, a może tak było jej wygodniej, może była źle ubrana idąc po ciemku?!
Platowska swoja książką usiłuje ukazać drugą stronę, wejść w psychikę ofiary, spojrzeć na sprawę z jej punktu widzenia i obalić zbyt często jeszcze pokutujące stereotypy.
Odpowiedź na wiele pytań, które nasuną się w trakcie lektury, nie jest prosta, ba jest bardzo złożona. Być może To nie twoja wina stanie się początkiem serii podobnych książek, które obnażają bezsilność i agresję, ukazują obawy, lęki i obraz sytuacji z punktu widzenia ofiary.
Z pewnością długo po skończeniu lektury ta historia i pytania, które w was zrodziła, będą w was tkwiły. I dobrze. Jestem przekonana, i taki był m.in. cel tej opowieści.
To nie twoja wina nie jest lekturą łatwą, przyjemna, taką, która zapewnia odprężenie. To lektura gorzka, ponura, poruszająca w czytelniku wiele ukrytych pokładów agresji i oburzenia. To jednocześnie lektura bardzo potrzebna. Warto, a nawet należy przeczytać tę książkę.
Oby żadna z nas nigdy nie znalazła się na miejscu Patrycji.
 


niedziela, 4 września 2016

Pięć kilometrów do świtu - Aldona Bognar

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5/6
Główną bohaterką jest 35-letnia Natalia, korektorka w wydawnictwie,  żona dużo starszego, sztywnego, jak kij od szczotki, ponurego, z maksymalnie irytującymi zasadami Joachima.
Natalia wychowana w grobowcu (bo domem tego nie można było nazwać) od małego nauczyła się ukrywać i grać. Co ukrywa? Wszystko. Np. to, co lubi jeść, to co ją śmieszy, to, iż sama nauczyła się dwóch języków obcych, to jakiej muzyki lubi słuchać, to, że ma ochotę iść z koleżanka na lody, to z kim się przyjaźni, a w reszcie to co naprawdę czuje.
W domu Natalii nawet śmiać się nie wolno było..bo odsłonięte dziąsła w trakcie śmiechu są prostackie. Można było tylko uśmiechać się kącikami ust. O podnoszeniu głosu, słuchaniu innej niż poważna muzyki, nawet nie wspomnę.
Jeszcze sztywniej, bardziej ponuro było w domu, do którego Natalia wprowadziła się po ślubie. Co prawda dzięki małżeństwu kobieta zyskała pewną wolność i pieniądze, ale nie zyskała miłości. Tylko, że Natalia jeszcze nie wie o tym, że nie zna uczucia miłości. Ta wiedza niczym objawienie przychodzi wraz z odnowieniem szkolnej przyjaźni z Patrycją i wtedy się zaczyna.
Nie ukrywam, książkę zaczęłam czytać z lekką obawą. Na rynku od kilku lat jest ogromna ilość mniej lub bardziej wartościowych powieści określanych mianem literatury kobiecej. Niestety, większość pozycji zalicza się do grupy tych mniej wartościowych. Spora część nigdy nie powinna zostać wydana.
Z debiutancką książką Aldony Bognar jest inaczej. To doskonałą lektura. To także książka, która poprzez pryzmat perypetii Natalii ukazuje co tak naprawdę liczy się w życiu.
Zastanówcie się. Ile z nas jest tak naprawdę zadowolonych ze swojego życia. Wiem, dzieci, zdrowie, to najważniejsze. Ale gdzie jest miejsce dla nas samych? Gdzie miejsce na spełnienie marzeń, na bycie sobą, na zatroszczenie się o siebie o swoje radości i przyjemności?
Główna bohaterka pokazuje nam, iż zawsze warto walczyć o własne szczęście.
Przygody Natalii, młodej-starej-ciotkowatej (dlaczego, zrozumiecie po lekturze książki) żony radcy prawnego, to doskonała, mądra lektura zabarwiona niespotykaną wprost ilością humoru, zabawnych przemyśleń głównej bohaterki. Co mnie urzekło to fakt, iż humor, którym posługuje się Bognar jest humorem inteligentnym, daleko mu, bardzo daleko do głupkowatych (nie waham się użyć tego słowa) gagów, jakie prezentuje wiele książek.
W historię, którą czyta się w mgnieniu oka, wplecione są także 2 momenty, przy których wzruszy się każda czytelniczka.
Autorce udało się wszystko tak skomponować, iż nawet przez moment nie mamy wrażenia, iż czytamy przesłodzoną, infantylną, ckliwą powiastkę. A tego najbardziej się obawiałam.
Pięć kilometrów do świtu to doskonała powieść. Polecam z czystym sumieniem i nie ukrywam, czekam na kolejna książkę Aldony Bognar..
 

czwartek, 31 grudnia 2015

Wilk - Marek Hłasko

Wydawnictwo Iskry, Ocena...trudno jednoznacznie ocenić
Recenzja mojego męża.

Wilk, to zapowiadana kilka miesięcy temu, niepublikowana dotąd powieść Marka Hłaski. Przyznam się, iż czekałem na tę książkę. Ogromnie byłem ciekaw, jaki Wilk będzie, jaka będzie kolejna opowieść o warszawskim Marymoncie.
W trakcie lektury należy pamiętać jedno, Wilk to debiutancka powieść Hłaski, co automatycznie rzutuje na jej jakość.
Bez wątpienia Wilka czyta się wyśmienicie. Dialogi są rewelacyjne, fabuła ciekawa, mistrzowskie wręcz opisy, ale... ta powieść to jakby sinusoida. Owe świetne, wymienione przeze mnie momenty są poprzeplatane fragmentami na poły schematycznymi i infantylnymi. Częściowo sprawia to wrażenie, jakby książkę pisały dwie różne osoby, albo osoba z rozdwojeniem jaźni:). Wstawki, fragmenty nie pasujące do całości, to jakby gazetka propagandowa PRL-owskich władz, istoty życia i funkcjonowania w socjalizmie. Aż zęby bolą gdy się to czyta. Ale warto. Coś niesamowitego.
Być może powodem takiego zgrzytu w treści, stylu pisarskim, wymowie jest fakt, iż to debiutancka książka pisarza (który miał wtedy zaledwie 19 lat), a może także czas, kiedy została ona napisana. Miało to miejsce w 1953 roku, okresie, gdy socjalizm święcił swoje apogeum, miał swój złoty okres. Być może inaczej nie można było napisać, być może zadziałała cenzura. A może tez tak być, iż początkujący w pisarskim fachu Hłasko, po wydaniu niezbyt udanej Sonaty marymonckiej, próbuje tworzyć dalej czerpiąc z wielu źródeł, wzorców, m.in. twórczości socrealistycznej.
Niewątpliwym plusem powieści jest genialnie oddany klimat warszawskiego Marymontu. Spacerujemy po ulicach, słuchamy miejscowej gwary (bardzo barwny język), chłoniemy smaki, dźwięki i zapachy. Za sprawą autora poznajemy Warszawę, która już nie istnieje, enklawy biedy, momentami wręcz analfabetyzmu, nieprzystosowania do życiowych realiów. Idealnie w owe realia wpisana jest postać głównego bohatera Ryśka Lewandowskiego. Pod tym względem majstersztyk.
Nigdzie indziej Marymont nie jawi się, jako pierwszoplanowy bohater. Tylko u Hłaski.
I chociażby z tego powodu powinno się tę powieść przeczytać. 

Chociaż nie ukrywam, nie każdemu Wilk przypadnie do gustu. Trudno wczytać się w treść, wczuć w klimat. Powodem jest przede wszystkim stylistyka, użycie słów, zwrotów, które wyszły z obiegu, które obecnie mało kto zna. Lekturę utrudnia także inna składnia, stylistyka. Jednak warto Wilka przeczytać, ba nawet trzeba. Gdy przebrnie się przez pierwsze kilkanaście storn, przyzwyczai do słownictwa, stylu pisarskiego młodego autora, to dalsza lektura będzie wielką przyjemnością. 

czwartek, 3 września 2015

Szczęście do poprawki - Arleta Tylewicz

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Główną bohaterką jest Jagoda, pracująca jako dziennikarka w popularnej, kolorowej prasie. Kobieta jest przekonana, iż szczęście stało się jej udziałem, że jej życie jest bez mała doskonałe, a wieloletnie małżeństwo idealne. Najważniejszy jest dom i ukochany mąż. I właściwie niczego więcej nie oczekuje od losu. Jagoda nie ma żadnych zainteresowań, tzn. ma męża i dom, ale poza tym na nic innego nie ma miejsca w jej życiu. Poza jedną przyjaciółką Magdą, wszyscy jej znajomi to znajomi jej męża. Tuż po ślubie Jagoda odrzuciła od siebie wszystkich swoich znajomych (tylko Magda wytrwała), skupiła się za to na mężu, jego kontaktach, znajomych, przyjaciołach. 
Pewnego dnia życie spłata jej nie lada psikusa, złego, albo jak na to spojrzeć z innej strony - pozytywnego psikusa. Zadziwiający przypadek, zbieg okoliczności, coś, co przeczy zdrowemu rozsądkowi i prawom fizyki sprawia, iż Jagoda naocznie dowiaduje się o wieloletniej zdradzie męża. Jest zdruzgotana. Nie mniejszym szokiem i zdziwieniem jest dla Jagody oświadczenie męża, że romans trwa 3 lata, z kochanki nie zrezygnuje, kocha obie, a w ogóle Jagoda strasznie zawraca mu głowę, sam romans przecież nie ma z nią nic wspólnego.
Gdyby to nie było tak smutne, mogłoby być nawet zabawne.  
Na ratunek przychodzi Magda, wieloletnia przyjaciółka, zakręcona artystka, która o duszy i życiu wie więcej niż komukolwiek by się mogło wydawać. Wywozi Jagodę na wieś, do siedliska swoich przyjaciół, gdzie ta pierwsza lecząc rany poznaje samą siebie, rozumie co w życiu jest najważniejsze i staje gotowa do walki o nowe życie oraz coś jeszcze, co czai się za progiem.
Arleta Tylewicz w swojej debiutanckiej książce podejmuje kwestie starą, jak świat. Bo która z nas nie zna z autopsji lub z opowiadań losu zdradzonej kobiety?! Fakt, temat zdawałoby się wyeksploatowany do bólu, ale autorce udało siew  niego tchnąć spory powiew świeżości. Ogromnym plusem jest fakt, iż Tylewicz nie skupiła się na samej zdradzie, na jej rozpamiętywaniu, a podjęła tematykę o wiele istotniejszą moim zdaniem, tematykę tego co po zdradzie, jak można sobie z nią radzić, jak należy sobie radzić i jak wiele pokładów siły drzemie w każdej z nas, choć często nie zdajemy sobie z nich sprawy.
Jagodzie udało się spojrzeć na swoje życie niejako z boku, co dało jej zupełnie inne spojrzenie i świeży, czasami zadziwiający osąd, tego co uważała za idealne. 
Szczęście do poprawki to doskonały debiut i bardzo dobra książka o sile, o walce, o miłości, o szczęściu, a przede wszystkim o przyjaźni i różnorodnych jej aspektach.
Zachęcam do lektury.


piątek, 14 sierpnia 2015

Okularnik - Katarzyna Bonda

Wydawnictwo Muza, Moja ocena 5,5/6
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Bondy, ale z pewnością nie ostatnie. Pisarka uważana jest za czołową polska autorkę kryminałów. Rozpoczynając więc lekturę Okularnika, nastawiona byłam na kryminał, krwawy, z dobrym śledztwem, ciekawym motywem etc. Jednak dostałam dużo więcej. Okularnik to moim zdaniem zdecydowanie coś więcej. Bonda pod płaszczykiem kryminału zaserwowała doskonalą powieść z elementami psychologicznymi, socjologicznymi oraz porządną dawkę intelektualnej rozrywki na bardzo wysokim poziomie. 
Okularnik jest 2. tomem serii Cztery żywioły, a ja poprzedniego tomu nie znam, to mimo to książkę czytało mi się doskonale. Jest to zasługa niezwykle zręcznego pióra pisarki i licznych nawiązań do tomu 1.
Bohaterkę jest Sasza Załuska, niezwykle zdolna profilerka, która choć doskonale radzi sobie w pracy, to w życiu osobistym ma masę problemów, które na gwałt musi rozwiązać, poukładać. Bez tego nie da się funkcjonować, dobrze wykonywać odpowiedzialnego zawodu. Sasza m.in. w celu poukładania sobie tego i owego, trafia na Podlasie do uroczej miejscowości Hajnówka. Liczy na odrobinę spokoju, odpoczynek, nabranie dystansu do siebie, życia, pracy. Jednak nic nie  jest takim, jak tego oczekiwała profilerka. Na miejscu czeka na nią wiele niespodzianek, i to wcale nie tych pozytywnych. Nie chcę więcej pisać o treści, żeby po prostu nie psuć wam niespodzianki, którą zagłębianie się w treść Okularnika, z pewnością będzie. Książka jest na prawdę niesamowita.
Ogromnym plusem książki są ciekawie opisane miejscowe obyczaje. Do tego dochodzi ukazanie wschodniej części naszego kraju, zwyczajów, nieformalnych praw rządzących tym terenem, przebogatej charakterologicznie grupy postaci, ich działań, które często pozostają w sprzeczności z naszym pojmowaniem wielu spraw. Do tego dochodzi historia, ta obecna, niedawna i dużo wcześniejsza, które autorka niezwykle umiejętnie łączy ze sobą i wplata w treść książki. Zdecydowanie ubarwia to całą opowieść i czyni ją jeszcze bardziej realną.
Okularnika polecam ze wszech miar. To doskonała lektura. Niech was nie przeraża ilość stron. Gdy tylko zagłębicie się w świat małomiasteczkowej zbrodni,m historii i różnorodnych przejawów życia codziennego, zostaniecie tam tak długo, aż nie przeczytacie ostatniej strony. Książkę wręcz się pochłania. 


 

niedziela, 26 lipca 2015

Wbrew sobie - Katarzyna Kołczewska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Do polskiej prozy, szczególnie tej dla kobiet, podchodzę delikatnie to ujmując..sceptycznie, z ogromną dozą braku zaufania. 
Nie ukrywam, gdy dotąd sięgałam po książki (szczególnie te debiutanckie) polskich autorek, w 8 na 10 przepadkach przeżywałam jedno wielkie rozczarowanie. 
Nic więc dziwnego, iż za lekturę Wbrew sobie zabrałam się ze sporą niechęcią. I nastąpiło wielkie rozczarowanie, pozytywne oczywiście. 
Książka doskonale napisana, poruszająca wiele ważnych problemów, kwestii, dylematów moralnych, przed którymi może w każdej chwili stanąć wielu z nas. Ot bardzo dobra, zręcznie napisana powieść z happy endem. 
Bohaterami są ludzie w wieku 35-45 lat i starsi, mieszkańcy stolicy, z pozoru normalni, zadowoleni z życia. Piszę z pozoru, ponieważ po zerwaniu pierwszej łuski, z ich idealnego życia niewiele zostaje. 
Każdy z bohaterów przedstawionych przez Kołczewską, aż się prosi o solidną terapię i pomoc. Tylko czy można pomóc komuś, kto tak na prawdę tego nie chce? A może do pomocy trzeba dorosnąć, dojrzeć? I chodzi tu zarówno o przyjmowanie pomocnej ręki, jak i o jej oferowanie.
Toksyczna rodzina, tłumione latami żale, przekonanie o tym, iż to własny los jest tym najgorszym, skupienie się tylko na sobie, żal, egocentryzm, niechęć do innych, konsekwencje własnych zaskakujących decyzji. To główne kwestie poruszane w książce. Ale nie tylko. 
Sporo miejsca autorka poświęca medycynie, tej czyniącej cuda i tej nie umiejącej jeszcze poradzić sobie z wieloma sprawami. Wykształcenie medyczne Kołczewskiej sprawiło, iż jej książka, mimo iż sporo w niej medycyny, jest powieścią niezwykle przystępną, w ciekawy sposób poruszającą tematykę chorób przewlekłych, przeszczepów, zabiegów chirurgicznych, czy zapłodnienia in vitro.
Niezwykle realistyczna fabuła, aktualność poruszanych w powieści kwestii (cena przyjaźni, depresja, kryzys w niewielkiej firmie, handel narkotykami, rozpad małżeństwa, brak porozumienia w rodzinie, wieczny brak pieniędzy etc), fakt, iż mogą one dotknąć wielu z nas, niezwykle zręczne pióro autorki, to wszystko sprawia, iż Wbrew sobie mimo ponad 500 stron objętości czyta się niezwykle szybko. Poza tym książka zmusza do myślenia, zarówno w trakcie lektury, jak i długo po jej zakończeniu. 
Zachęcam do sięgnięcia po powieść Katarzyny Kołczewskiej. To doskonała, wielowątkowa, prawdziwa historia i wyborna lektura nie tylko na trwające obecnie lato. Oby więcej takich książek.

wtorek, 5 maja 2015

Mrok i mgła - Stefan Türschmid

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4,5/6
Mrok i mgła to dobrze napisana powieść. Stefan Türschmid przedstawia w niej dwa wątki, które nierozerwalnie się ze sobą splatają. 
Pierwszy wątek rozgrywa się głównie w Moskwie (sporadycznie w Leningradzie czy innych miejscach Rosji) i dotyczy rządów Stalina tuż po wielkiej czystce i wszystkiego, co z tym związane, a co zawiera się w słowie terror. 
Drug wątek (dużo sympatyczniejszy:)) to opowieść o młodej kobiecie,
Sonii Buriaginie, które z dniem ukończenia 17 lat zostaje przyjęta w poczet kandydatów do partii. Jesteśmy świadkami jej radości w tym dniu. Wszak przyjecie w poczet kandydatów do jedynej słusznej partii było w 1934 roku na prawdę czymś. W tym samym dniu na leningradzkich ulicach Sonia spotyka eleganckie auto, z okna którego pozdrawia ją sam towarzysz Stalin. Serce młodziutkiej dziewczyny przepełniają  radość i wzruszenie. Nie zdaje sobie ona sprawy, iż zgodnie z powiedzeniem - wszystko co dobre szybko się kończy, za kilka miesięcy jej udziałem staną się łzy (z każdym dniem większe) szok, niezrozumienie, a w konsekwencji wielkie rozczarowanie. W ekspresowym niemal tempie zmienia się życie Sonii. Męźczyzna jej życia zostaje aresztowany, aresztowany zostaje także dziadek, który od małego przybliżał jej zakazany, niedostępny świat, umiera ukochany tata. W ciągu jednego roku na Sonię spadają same nieszczęścia. Jakby tego było mało, w krótkim okresie czasu wybucha II wojna światowa, ma miejsce pamiętna, blisko 3 letnia blokada Leningradu. Nadchodzi okres strachu, głodu, walki o każdy okruszek, o życie, którego Sonia czepia się ostatnim wysiłkiem woli.

A to dopiero początek.
Nasza bohaterka przechodzi szybki kurs dojrzewania. Z beztroskiej, wierzącej w ideały dziewczyny, staje się ciężko doświadczoną, zgorzkniałą kobietą, której spadają przysłowiowe klapki z oczu. Nie wie komu może zaufać, kto jest jej wrogiem, boi się nawet własnych myśli, a ukochana partia staje się ułudą i najgorszym wrogiem. Doskonale ukazane procesy pokazowe, egzekucje, wymuszanie zeznań, intrygowanie, czyli to co było kwintesencją ówczesnego ustroju.
Stefanowi Türschmidowi udało się stworzyć dobrą powieść. Jej niewątpliwymi atutami są wciągająca fabuła i dobre (z wieloma drastycznymi szczegółami) oddanie realiów zarówno wielkiej radzieckiej czystki jak i dramatu oblężonego miasta (łącznie z napięciem, realistycznym obrazem głodu etc). 
Ogromnym plusem jest także umiejętne połączenie wątków historycznych z psychologicznymi zmianami zachodzącymi w młodej kobiecie. 
Ciekawym jest także zakończenie książki.
Gorąco zachęcam do lektury. Dobra, wciągająca powieść. 

wtorek, 21 kwietnia 2015

Koneser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 3-/6
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Joanny Opiat-Bojarskiej i na 100% jestem przekonana, iż ostatnie. 
Zachęcona rewelacyjnym blurbem wydawnictwa i doskonałymi recenzjami wcześniejszych książek pisarki, sięgnęłam po Konesera pełna jak najlepszego nastawienia.
Książka jest wielowątkowa, ale generalnie wszystkie wątki krążą wokół seksu, zabójstw i zwłok, jakie zostały odnalezione w poznańskich lasach. Policyjny duet Burzyński-Majewski rozpoczyna śledztwo. I od tego momentu było coraz gorzej.
Burzyński to dobry policjant z wieloletnim stażem. Polubiłam jego sposób prowadzenia śledztwa, życie rodzinne, kibicowałam mu w momencie gdy stanął pod przysłowiową ścianą, musiał zdecydować, co jest dla niego ważniejsze. Jednak postać policjanta, obojętnie jak sympatycznego, rzetelnego w tym co robi oraz kilka zmasakrowanych trupów, to trochę mało żeby stworzyć pełnokrwisty kryminał. Ale idźmy dalej.
Drugi z policyjnego duetu - Majewski. O matko..młodszy od Burzyńskiego o kilka lat, z niezłymi (czasami) pomysłami, które sporadycznie, ale jednak posuwają śledztwo do przodu. Ale jego zachowanie to jakaś przerysowana makabreska. Miałam wrażenie, jakbym oglądała połączenie podskakującego spaniela z naładowanym testosteronem macho z prowincjonalnej dyskoteki, który jest przekonany, że żadna mu się nie oprze. Jak dla mnie psuje on całą książkę. Tacy mężczyźni jak najgorzej działają na mnie w realu i jak widać w książkach też.
Natomiast postacią nakreśloną po mistrzowsku, taką, która ratuje Konesera przed moją oceną 1/6 jest Anita Broll. Dojrzała, perfekcyjna w tym co robi pani antropolog, doskonała w pracy, z wielkim bałaganem w życiu prywatnym. Bardzo ją polubiłam i wiernie kibicowałam. I tak na prawdę to tylko Anita Broll sprawiła, iż doczytałam książkę do końca. Poza wątkiem pani antropolog nie było w książce nic co by mnie zainteresowało, zaintrygowało, czy sprawiło, iż mogłabym wam Konesera polecić. 
Najnowsza książka Joanny Opiat-Bojarskiej zbiera (ku mojemu wielkiemu zdziwieniu) doskonałe recenzje w sieci. Być może więc i wam przypadnie do gustu. Mnie niestety znudziła, uśpiła (zrywem były tylko fragmenty z Anitą Broll, poza tym tempo godne wszystkiego, tylko nie kryminału), a przede wszystkim bardzo zawiodła.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Wszyscy ludzie przez cały czas - Marta Guzowska

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
To moje 3. spotkanie z prozą Marty Guzowskiej i z przygodami niezwykle ekscentrycznego antropologa Maria Ybl. Kto Maria jeszcze nie zna, koniecznie musi ten brak nadrobić. Genialny w swojej profesji, złośliwy, ze wszystkimi możliwymi fobiami, ekscentryczny do entej potęgi, z niewyparzonym językiem. Taki Adrian Monk (kto ogląda serial ten wie) w antropologicznej wersji z ciętym językiem:)
Tym razem akcja książki rozgrywa się w Grecji, na Krecie. Wyspa znana większości osób ze wspaniałych plaż, doskonałej kuchni, zabytków światowej klasy i hoteli. Guzowska w swojej książce prezentuje nam zupełnie inną Kretę. Jest to Kreta taka..od kuchni, której nie pozna się będąc na wycieczce z biurem podróży i siedząc przy basenie lub na plaży.
Mario Ybl zostaje zaproszony na miejscowe wykopaliska w celu dokonania analizy znalezionych tam kości, jak sam twierdzi...świnioczłowieka. Jednym z  kierowników wykopalisk jest jego dobry przyjaciel. Od początku nad Mariem ciąży jakaś kreteńska klątwa, wszystko idzie nie tak. Normalne funkcjonowanie w Grecji jest dalekie od tego w Polsce, czy Niemczech. Nie ukrywam, żeby coś w Grecji załatwić, uzyskać jakąkolwiek informację, trzeba mieć dużą dozę cierpliwości i samozaparcia. Dodatkowo tydzień, w którym Mario przyjeżdża na Kretę jest Wielkim Tygodniem. Skutkuje to tym, iż trudne do załatwienia normalnie, staje się po prostu niemożliwym. I wszyscy to rozumieją tylko nie Mario, który zaczyna się zachowywać jak rozkapryszone dziecko.
Jakby tych trudności było mało, ukochana kobieta nie chce Maria znać, a dziewczyna (będąca niejako substytutem) z którą spędził noc, zostaje zamordowana i znaleziona z fragmentem kości gnykowej w dłoni. Ponieważ pochodziła z bardzo tradycyjnej górskiej wioski, po okolicy chodzą słuchy, że następną ofiarą będzie nasz antropolog. Mario zostaje skutecznie ostrzeżony i nastraszony przez miejscowego jednookiego policjanta, brata wiejskiego głupka.
Po dwóch dniach na wyspie Mario ma dosyć, chce za wszelką cenę do domu. Niestety jest Wielki Tydzień połączony z wielkim sztormem i jeszcze większym zimnem, promy nie kursują, w samolotach brak miejsc, ewakuacja z wyspy jest niemożliwa. I wtedy się zaczyna:)
Guzowskiej udało się stworzyć niesamowitą postać. Mario Ybl sfochowany antropolog, ze schizami i przerostem formy nad treścią jest genialny. Lubię go od pierwszej książki. Jego zachowanie w normalnie funkcjonującym kraju jest trudne do zniesienia. A gdy przybywa na Kretę w Wielkim Tygodniu, to jego fobie, schizy i sarkazm sięgają zenitu. To wszystko wymieszane jest w słusznych proporcjach z doskonałymi opisami greckich charakterów, obyczajów, kultury i dnia codziennego oraz lekkim wątkiem kryminalnym. Bo moi drodzy, nie oczekujcie, że Wszyscy ludzie... okażą się rasowym kryminałem. Nic z tych rzeczy. Tzn. to jest kryminał, ale tak jakby mimochodem. Przede wszystkim jest to doskonale napisana, z wielkim dystansem, poczuciem humoru książka..obyczajowo-antropologiczno-społeczno-historyczno-kulturowo-archeologiczno-humorystyczna. Akcja pędzi jak szalona (szczególnie jeżeli weźmie się pod uwagę greckie tempo), Kreta przewija nam się przed oczami w tempie błyskawicznym, a od lektury trudno się oderwać.
Tylko jedna kwestia mnie zastanawia. Taki drobiazg... Chodzi o czasokres od pogrzebu do wydobycia kości z grobu. Kto nie zna greckich obyczajów może być zdziwiony, zniesmaczony. W Grecji 3/4 terenu kraju to góry, co skutkuje minimalną ilością miejsc na cmentarze. Ludzie umierają, miejsc na groby nie przybywa, miejsca na cmentarzach są więc na wagę złota. A dodatkowo w prawosławiu jest zakaz kremacji (miały zajść jakieś zmiany, ale nie śledzę, więc nie wiem czy to się już zmieniło). I po pewnym okresie czasu od pogrzebu kości są wydobywane z grobu obmywane i przenoszone do osteofilakio (co oznacza strażnicę kości, a wygląda jak zwykły kościółek w dalszej części cmentarza). Czasami w małych wioskach kości umieszczane są w skrzyneczce na ogół w ścianie cmentarza. I tutaj sedno sprawy. Moi teściowie mieszkają na lądzie w Grecji, też w małej wiosce, podobnej do tej, w której na Krecie rozgrywa się akcja książki. Tam (u moich teściów i w okolicy) kości zmarłego wydobywane są po 5 latach i przekładane do ossuarium. W książce Marty Guzowskiej miało to miejsce po roku. Duża różnica. I nie wiem czy to błąd, czy na Krecie są inne normy. A poza tym, w książce kości wyciągane z grobu pozbawione są ciała (tak wynika z opisu). Czy po roku rzeczywiście w grobie pozostają tylko same kości? Nie miałam czasu dzwonić do teściów i zasięgać języka, ani szukać w sieci, ale muszę koniecznie dowiedzieć się, jak to na wyspach wygląda. Być może Kreta jest bardziej skalista od lądu, a więc miejsc na cmentarzach jest jeszcze mniej, stąd szybsze wydobywanie kości z grobu.
Reasumując. Wszyscy ludzie przez cały czas, to genialnie napisana książka, której lektura zajęła mi sporą część nocy i wywoływała u mnie chwilę zadumy (że jednak Grecja niezmienną jest) oraz salwy śmiechu. U wielu czytelników może dojść jeszcze wielokrotne olbrzymie niedowierzanie. Ja Grecję znam od podszewki (jednakowo kocham i jej nie znoszę), więc już niewiele mnie zdziwi. Gorąco zachęcam do lektury książki. Premiera 08 kwietnia. Pędźcie do księgarni, nie będziecie żałować:). 

piątek, 27 marca 2015

Stojąc pod tęczą - Dorota Schrammek

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4,5/6
Bohaterkami książki są cztery kobiety po 30-tce, ale równie dobrze na ich miejscu mogłoby się znajdować wiele z nas. I to moim zdaniem jest największa siła powieści Doroty Schrammek - możliwość identyfikacji i to w wielu aspektach całkowitej z bohaterkami.  
Patrycja, Magdalena, Aneta i Jagoda to cztery bohaterki książki i przyjaciółki pracujące w szczecińskiej agencji nieruchomości. Różnią się w większości kwestii, inaczej wychowane, z innym podejściem do życia. Połączyła je praca i choroba jednej z nich. Mimo, że tak odmienne od siebie, udowadniają, że każda z nich potrzebuje tego samego - uczucia i akceptacji. 
Rozczarowana mężczyznami Patrycja dzieli mieszkanie z ukochanym dogiem Apollem. Magdalena, wychowana na księżniczkę przez zadurzonego w niej ojca, chce skończyć z byciem „córeczką tatusia” , nietrafionymi próbami jej swatania i nadmiernym parasolem ochronnym, który roztoczył nad nią ojciec. Aneta jest zmęczona obowiązkami domowymi, opieką nad trójką dzieci i egocentryzmem męża oraz maksymalnie wredną teściową. Jagoda wdała się w romans z przystojnym Francuzem, kładąc na szali wspólne życie z mężem. Jedno wydarzenie rzuci zupełnie inne światło na ich życie, na to co uważały za swoje nieszczęście, albo wręcz przeciwnie za szczyt szczęścia. Okaże się, że nie są w stanie zmienić całego swojego życia, ale mogą, a nawet muszą cieszyć się tym co mają.
Autorka książki bardzo zręcznie domalowała cztery tak różne kobiety, różne barwy szczęścia, smutków i radości dnia codziennego.
Książkę czyta się błyskawicznie. Nie jest ona zbyt gruba a dodatkowo bardzo zręcznie napisana. Od pierwszej strony rzuca się w oczy, iż autorka jest kobietą, która podobnie jak jej bohaterki wiele przeszła. W związku z  tym doskonale potrafiła wczuć się w ich rolę i przelać to na papier. To skutkowało bardzo dobrą, życiową powieścią, pod koniec której płakałam jak przysłowiowy bóbr, a która zmusiła mnie do poważnej chwili refleksji i bilansu zysków i strat.
Gorąco zachęcam do lektury i czekam na kolejne powieści Doroty Schrammek.

sobota, 14 marca 2015

Moje historie prawdziwe - Janusz Leon Wiśniewski

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Premiera książki za kilka dni (konkretnie 18 marca), jednak miałam okazję poznać ją wcześniej i czytać egz. przedpremierowy.  
Moje historie prawdziwe, to jedna z tych książek, które leżą obok łóżka, które podczytuję fragmentami co kilka dni, którymi chcę, jak najdłużej się rozkoszować. Właśnie skończyłam. Lekturę rozpoczęłam kilka tygodni temu. Jak jednak wspomniałam, zbiór tekstów Wiśniewskiego czytałam z przerwami, w odcinkach (jak ja to nazywam). Poza chęcią jak najdłuższego pozostawania w wykreowanym przez pisarza świecie, powolne czytanie opowiadań Wiśniewskiego wymusza także ładunek emocjonalny jaki jest zawarty w każdym z nich.
Moje historie prawdziwe to kolekcjonerskie wydanie opowiadań Wiśniewskiego. Tom spory, bo liczący 560 stron. Jednak objętości tekstu nie odczuwa się. Całość jest bowiem (jak to u Wiśniewskiego) po mistrzowsku napisana, uchwycone są palety uczuć, niuansów, ludzkich egzystencji. Teksty zawarte w tym zbiorze podzielone są tematycznie na trzy działy: on, ona i oni, opisują różne stany emocjonalne i przybliżają nam istotę życia każdego człowieka, istotę kontaktów jego i jej. 
Eseje, opowiadania nie są zbyt lubianą w Polsce formą literacką. Wielką sztuką jest zawrzeć wiele w tak niewielkiej ilości słów. Wiśniewskiemu udało się to po mistrzowsku. Każdym z tekstów udowadnia, że nie bez kozery jest uważany za jednego z najlepszych polskich współczesnych pisarzy. Jest także doskonałym słuchaczem, który potrafi niejako wniknąć w duszę drugiego człowieka, wczuć się w jego sytuację, odbiera najdelikatniejsze sygnały. 
Te cechy w połączeniu ze świetnym piórem dały sporą ilość doskonałych tekstów.  Teksty te są delikatne, ale rzeczywiste, realne, potrafią zawładnąć czytelnikiem na długo. Po skończeniu lektury każdego tekstu, jeszcze przez jakiś czas myślałam o nim, zostawał on w mojej głowie, czułam, jakby nie chciał odejść. Z niektórymi bohaterami utożsamiałam się, niektórzy byli znajomi aż do bólu. Mocne. To wielki dar tak pisać. Wiśniewski ten talent bez wątpienia posiada. 
Co jeszcze cenię u autora? A to, że pozwala, ba zmusza czytelnika do myślenia, do własnej interpretacji zakończenia tekstu, a często i jego całości. Na własny użytek określam to prozą inteligentną:) w przeciwieństwie do tej ala amerykańskie czytadła. 
Moje historie prawdziwe to doskonały zbiór i zgodnie z tym co w zapowiedziach pisze wydawca - prawdziwa gratka dla czytelnika.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Magik - Magdalena Parys

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 6/6
Magik, to najnowsza powieść doskonale piszącej Magdaleny Parys i moje drugie spotkanie z prozą tej autorki. I po raz drugi jestem zachwycona, niesamowicie zachwycona.
Jak podaje w jednym z wywiadów sama autorka, wszystko rozpoczęło się od znalezionej w prasie informacji, iż  (...) w 2010 r. w niemieckim Urzędzie do Spraw Materiałów Stasi skasowano blisko 6 km akt (20 mln stron). Szacuje się, że w czasach żelaznej kurtyny około 4500 osób z bloku wschodniego próbowało uciec na Zachód przez bułgarskie granice. Około 100 z nich straciło życie. (...)  To dało początek Magikowi.
Trudno jednoznacznie określić tematykę czy główne wątki powieści. Jest to bowiem opowieść wielo-, wielowątkowa. Co cenne autorce udało się w tych wątkach nie tylko nie pogubić, ale także konsekwentnie doprowadzić je do końca, a nawet po drodze rozbudować.
Po raz kolejny autorka serwuje nam dwupłaszczyznową fabułę, tajemnicę, spiski, akcję niczym z super, hiper filmu szpiegowsko-sensacyjnego, poplątane losy Niemiec i Polski. Ale sposób w jaki to robi sprawia, iż lektura 624 stron (sami przyznacie, że to sporo) mija w tempie błyskawicznym.
Parys prezentuje nam arcyciekawie Berlin miasto, w którym mieszka na co dzień. Jednak jest to trochę inny Berlin od tego, jaki znamy czy to z przewodników, czy to z własnych wizyt. To przede wszystkim (ale nie tylko) Berlin imigrantów, którym wydaje się, że miasto oswoili, albo właśnie to czynią. To imigranci są bohaterami książki, nie istotne, czy z Polski, Bułgarii czy innych krajów postkomunistycznych. Nie istotne też ile maja lat, czy stoją po stronie prawa czy wręcz przeciwnie. Zresztą o jakim prawie mówimy?! Czy o tym, które obowiązuje tu i teraz, czy o tym sprzed xx lat, które pozwalało na mordy i znikanie ludzi, czy o tym niepisanym?!
Genialnie ukazane są też kontrasty między dostatnim, zakorzenionym w Berlinie (i nie tylko) społeczeństwem, tymi ze wschodu i jeszcze innymi. Rysy na idealnym wizerunku praworządnego, kochającego Ordnung niemieckiego społeczeństwa są świetnie nakreślone. Jednak książka ta nie ma za zadanie wykazania plusów czy minusów tego czy tamtego. Owe plusy, minusy, rysy, połysk dobrobytu i samozadowolenia są po prostu tłem do opowiedzenia arcyciekawej i jakże aktualnej historii, w której centrum może nagle znaleźć się wbrew pozorom wielu z nas. Doskonale ukazane ludzkie charaktery, świetne zajrzenie do wnętrz bohaterów, gdzie pod fasadą kryje się coś zupełnie innego, genialne zaprezentowanie, jak wiele nas jeszcze dzieli i jak wiele mimo wszystko łączy. Bo przeszłości tak na zawsze nigdy nie da się wymazać. Jej delikatna, choćby nie wiem jak rozcinana nić zawsze będzie w ten czy inny sposób Polskę i Niemcy łączyć.
Magik to świetna, doskonale napisana i potrzebna książka. oby takich więcej na polskim rynku wydawniczym.

czwartek, 8 stycznia 2015

Zakochany mnich. Biografia o. Leona Knabita

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 6/6
Bohater niniejszej książki, to o. Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca. Zna go chyba większość osób, ponieważ jest to jeden z najbardziej medialnych polskich zakonników. Medialny, na ogół to słowo źle się kojarzy z takim tanim szukaniem popularności. Mam jednak na myśli jak najbardziej pozytywne znaczenie tego słowa. Poprzez swoją obecność w mediach (moim zdaniem i tak zbyt rzadką) o. Knabit pokazuje nam o co tak na prawdę w życiu chodzi. Popularność zakonnika nie bierze się jednak z jego obecności w tv, a z ukochania ludzi. Ten niezwykle mądry, pogodny, sympatyczny człowiek wielokrotnie zadziwiał mnie, a niejednokrotnie zawstydzał swoim podejściem do życia. 
Tym bardziej z wielką radością sięgnęłam po niniejszą pozycję. I nie rozczarowałam się. Zakonnik wspaniale opowiada zarówno o sobie, jak i o życiu, które wcale nie było łatwe, o miłości do Boga, śpiewu, życia, ludzi i ogólnie o wszystkim co składa się na życie przez duże Ż. W książce nie ma ani grama pychy czy moralizatorskiego tonu. Cała opowieść potraktowana jest serio, ale i z lekkim przymrużeniem oka, a na pewno z ogromnym dystansem bohatera do samego siebie. 
Anegdoty z życia, opowieści o rodzinie, korzeniach, dzieciństwie przeplatają się z historiami z życia duchownego. O. Knabit nie epatuje religią, wiarą, wspomina o nich ot tak mimochodem. I to mnie także urzekło, jako osobę powiedzmy z mocno negatywnym nastawieniem do Kościoła.
Dużo w książce mądrych, często wywołujących uśmiech na twarzy zdań. 
Z powołaniem jest jak z GPS-em. Jest w nim program według którego idziemy. Ty masz być mnichem. Ty księdzem. Ty małżonkiem.
Bohater książki wymienia wiele ważnych osób, które odegrały w Jego życiu istotną rolę. Są wśród nich: o. Piotr Rostworowski, który w czasie wojny wielokrotnie przekraczał linię frontu, by z narażeniem życia wyspowiadać ludzi, ukrywał uciekinierów z Czechosłowacji, co przypłacił więzieniem; św. Jan Paweł II, którego o. Knabit znał już jako księdza Wojtyłę, a z którym znajomość w ogromny sposób wpłynęła na Niego samego i wielu innych.
Wspomina także o swoich mniejszych lub większych przywarach, jak chociażby bałaganiarstwie i związanych z tym zabawnych wydarzeniach. M.in. pewnego dnia, wiele lat temu, o. Knabit otrzymał notkę mającą mieć charakter delikatnego choc sugestywnego upomnienia. Jej autorem był opat Galiński. W tej notatce była następująca treść: Przy najbliższej okazji proszę w czasie komplety poklęczeć sobie za pozostawienie przez cały dzień celi w TAKIM stanie! Starokawalerstwa (przedwczesnego) tolerować nie mogę.
Zakochany mnich (żółty grzbiet) w otoczeniu innych biografii:)
Zakochany mnich to wspaniała, przezabawna, ciepła, sympatyczna i niezwykle mądra lektura. Jej bohater, sędziwy (26.12.2014 roku skończył 85 lat), pogodny mnich z Tyńca, który głosząc treści życiowe i ewangeliczne został blogerem 2011 roku (tak, prowadzi własny blog:):)) po raz kolejny mnie urzekł i sprawił, iż spotkanie z Nim zakończyłam z wieloma przemyśleniami i uśmiechem na twarzy oraz przeogromną masą pozytywnej energii.

piątek, 26 grudnia 2014

Srebrna Natalia - Kira Gałczyńska

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
O, zielony Konstanty, o srebrna Natalio!
Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwalią;
Wokół dzbanuszka skrzacik chodzi z halabardą,
Broda siwa, lecz dobrze splamiona musztardą,
Widać podjadł, a wyście przejedli i fanty –
O, Natalio zielona, o, srebrny Konstanty!
Tytuł książki, którą miałam okazję i wielką przyjemność czytać w mijające nieubłaganie Święta, nie jest przypadkowy. Mianem srebrnej Natalii określał swoją ukochaną żonę Konstanty Ildefons Gałczyński. 
Książka ta to wznowienie biografii Natalii Gałczyńskiej, żony genialnego polskiego poety. Autorką książki o Natalii jest jej córka, Kira Gałczyńska. 
Natalia Gałczyńska od początku była niezwykła, niezwykłe też miała życie. Wywodziła się z rodu gruzińskich książąt Awaliszwili, wychowana w rodzinie silnych kobiet, żona jednego z najbarwniejszy, najgenialniejszych polskich literatów, poetów, panna młoda, która do wymarzonego ślubu pojechała tramwajem. Była muzą, opiekunką i wielką miłością Konstantego. 
Po lekturze książki, aż westchnęłam - każdemu życzyłabym takiej miłości, takiego uczucia. Bo chociaż różnie bywało, czasami śmiesznie, czasami tragicznie, czasami biednie, ale zawsze na bogato, jeżeli chodzi o uczucia. Trwali przy sobie w najtrudniejszych momentach, w czasie choroby, utraty pracy, w wielu innych tragicznych, złych momentach. A to wielka sztuka. Nie jest osiągnięciem być ze sobą gdy jest dobrze. Sztuką jest być, gdy jest źle, a nawet bardzo źle. Konstanty i Natalia zawsze byli razem, mimo, iż oboje mieli trudne charaktery...a może właśnie dlatego...
Kira Gałczyńska wspaniale opisuje zarówno oboje rodziców, jak i matkę samą w sobie. Natalia bowiem mimo, iż trwająca u boku męża była odrębnym bytem, miała swoje zainteresowania, pasje, swoją pracę. Po śmierci męża zadbała o pamięć o nim, o wznawianie jego dzieł. 
Książka napisana jest pięknym językiem, aż przyjemnie się czyta. Z każdej strony wyziera miłość Gałczyńskich do siebie nawzajem. W historię wplecione jest wiele ciekawostek, anegdot, zabawnych dykteryjek. Ta książka żyje, tętni uczuciami i wszelkimi przejawami życia. Chociaż odrobinę brak mi wewnętrznych uczuć Natalii, możliwości ich poznania. W tak niezwykłej kobiecie musiały one wręcz buzować. Ich brak tłumaczę pewną powściągliwością bohaterki. Natalia mimo, iż była kobietą uczuciową, pełną życia, pasji, inteligentną, niechętnie mówiła córce o swoich przeżyciach, tym co w niej siedzi. Mimo to książka jest doskonale napisana. Wszak jest to pozycja nie tylko o tandemie Natalia-Konstanty, a o samej autorce, o jej dalszej i bliższej rodzinie, o przyjaciołach, a nawet wrogach, o życiu tak po prostu. Czyta się ją z wielką przyjemnością, rozrzewnieniem, momentami podziwem, a nawet zazdrością.
Gorąco zachęcam do lektury cudownie wzbogaconej licznymi zdjęciami.

środa, 5 listopada 2014

Sejf 3

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Sejf 3 Gniazdo Kruka, to (zgodnie z cyfrą w tytule:)) trzeci tom przygód zaplątanego w niesamowitą aferę dziennikarza Artura Solskiego, oraz tych, którzy chcą mu pomóc i znacznie większej grupy tych, którzy chcą wszystko utrzymać w jak najgłębszej tajemnicy. A jest o co walczyć. I w tym całym zamęcie dobro człowieka schodzi na dalszy plan, jednostka choćby nie wiem jak bardzo skrzywdzona, praktycznie się nie liczy. Naważniejsze dla  przeciwników Solskiego są dwie kwestie, które od wieków napędzają świat - pieniądze (nie macie pojęcia, jak wielkie) i władza.
Sekielski po raz kolejny udowodnił, iż jest nie tylko świetnym dziennikarzem, ale także doskonałym pisarzem, a tworzone przez niego thrillery są tak rzeczywiste, że aż strach. W trakcie lektury każdego z trzech tomów serii, miałam wrażenie, jakbym obserwowała od środka naszą, polską scenę polityczną, nasze własne zakulisowe rozgrywki, które od dawna napawają mnie obrzydzeniem. A to o czym wiemy, co śledzimy w tv, prasie, to przecież ułamek tego, co dzieje się za kulisami. Podejrzewam, iż wielu bohaterów sejfowej trylogii ma w większym lub mniejszym stopniu przełożenie na autentyczne postacie. Niewiarygodne, jak w pędzie po władzę, pieniądze człowiek może się za przeproszeniem zeszmacić i odczłowieczyć. Sekielskiemu w każdej części trylogii udało się doskonale utrzymać napięcie, genialnie odmalować atmosferę polskiego świata i światka, kulisowe zagrywki, walkę, oraz losy pojedynczych osób, które w dzisiejszych realiach nie mają nic do powiedzenia.
W Sejfie 3 mamy wszystko to, co moim zdaniem powinna mieć najlepsza powieść sensacyjna. Są szpiedzy, hakerzy, płatni zabójcy, służby specjalne, ale jest też walka podszyta uczuciem miłości, co daje nadzieje, iż gdzieś tam w tym okrutnym świecie są jeszcze miejsca na wyższe uczucia.
Biorąc do ręki 3. część trylogii odrobinę bałam się, czy wysoki poziom znany mi z poprzednich części zostanie utrzymany. Zupełnie niepotrzebnie. Tomasz Sekielski spisał się na medal. Oby nie kazał długo czekać na kolejną książkę.  
Podsumowując, jest to doskonała, ostra niczym przysłowiowa brzytwa i niestety, ale bardzo prawdziwa książka.
Gorąco was zachęcam do sięgnięcia po wszystkie trzy części sejfowej trylogii. Ale taka drobna uwaga- są serie, w których nie trzeba czytać wszystkich części, każda jest oddzielną całością. W przypadku Sejfu tak nie jest. Znajomość wszystkich części, czytanych po kolei jest niezbędna dla zrozumienia ostatniego tomu. Ale bez obaw. Każdą z książek czyta się z zapartym tchem w tempie błyskawicznym. 
Sejf, czyli 1. część historii (klik) 
Obraz kontrolny, czyli 2. część historii (klik)

wtorek, 4 listopada 2014

Bat na koty

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5/6
Doskonała książka, którą gorąco polecam.
Autor ma wprawę w tworzeniu pasjonujących, takich prosto z serca, poruszających, ale i dających rozrywkę historii. Być może nazwisko Jerzego Niemczuka niezbyt wam się kojarzy, ale jest on znanym scenarzystą, twórcą np. jednego z najbardziej kultowych polskich seriali ostatnich lat - Rancza.
Bat na koty to równie barwna opowieść jak Ranczo. Autor zabiera nas ponownie do niewielkiej wsi, takiej typowej osady w Polsce kategorii B, gdzie jednostkom żyje się bardzo dobrze, a pozostali ledwo wiążą koniec z końcem. W takiej wsi, gdzie przysłowiowy diabeł mówi dobranoc, w nędznej chałupinie mieszka z kilkuletnią córką Asia, główna bohaterka historii. Kobieta bez wykształcenia (z ledwo skończoną zawodówką), z mężem a jakby bez niego (bo uciekł za granicę pozostawiając ją z długami), bez pracy, bez perspektyw, za to z cieknącym dachem, pustym portfelem i dokuczającymi jej na każdym kroku teściami.
Pewnego dnia, przypadkowe zdarzenie w supermarkecie daje początek lawinie wydarzeń, które diametralnie odmieniają życie Asi. O co chodzi nie zdradzę. Gwarantuję jednak, iż historię będziecie czytać z przyjemnością i lekkim rozrzewnieniem. 
Opowieść o Asi, zmianach jakie w jej życiu zachodziły czytałam prawie z wypiekami na twarzy, ale...Jest jedno małe ale. Momentami historia była dla mnie może nie naciągana, bo to niewłaściwe słowo, ale odrobinę mało prawdopodobna, co nie znaczy, iż niemożliwa. Ja, jako typowa racjonalistka, mocno stąpająca po ziemi, nie wierzę w tego typu cudowne zbiegi okoliczności, których lawina w pozytywnym tego słowa znaczeniu wywraca życie do góry nogami. Wierzę natomiast, iż czasami jeden gest, pomocna dłoń mogą pomóc komuś uwierzyć w siebie, ruszyć do przodu. A to także pokazuje nam Jerzy Niemczuk.
Książka posiada wielu arcyciekawych bohaterów i wiele wątków. Dlatego jej lektura była wspaniałą rozrywką. Ale nie tylko z tego powodu. Genialnie odmalowane tło kulturowe, atmosfera wsi, jakby sprzed xxx lat, wspaniale nakreśleni bohaterowie, których możemy spotkać w wielu miejscach w Polsce i problemy dnia codziennego, które dotknąć mogą każdego z nas. To wszystko jest siłą Bata na koty. Jeżeli dodamy do tego prawdziwy happy end, taki w amerykańskim, iście hollywoodzkim stylu oraz fakt, iż dobro zostaje nagrodzone, a zło (pod różnymi postaciami) przykładnie ukarane, to mamy cudowną opowieść, prawie bajkę, którą czyta się w kilka godzin i która daje spora porcję relaksu oraz nadzieję, iż warto marzyć i walczyć.
Zachęcam do lektury.

piątek, 31 października 2014

Oni

Wydawnictwo Videograf, Moja ocena 4/6
Postanowiłam wczoraj sięgnąć po powieść grozy. Halloween za pasem, ot tak okolicznościowo. Debiutancka powieść Olgi Haber może nie wystraszyła mnie zbytnio, ale czytałam ją z wielka przyjemnością i zainteresowaniem.
Bohaterką jest 36-letnia dziennikarka Natalia, która ma za sobą niełatwy okres. Była świadkiem tragicznego w skutkach wypadku, rozstała się z wieloletnim partnerem, wcześniej rozwiodła się z mężem, rzuciła prace. Obecnie mieszka w takiej typowej kurzej chatce położonej na odludziu, w pobliżu pięknego lasu i jeziora. Jej partnerem jest młodszy o 12 lat męźczyzna, wieczne dziecko. I niby życie biegnie zwyczajnym tropem, ale od jakiegoś czasu Natalię gnębią zwidy, ma uczucie, że ktoś przemyka obok jej domku, widzi cienie, słyszy odgłosy, budzi się w środku nocy o tej samej godzinie. Początkowo bagatelizuje to nie łącząc tych wydarzeń ze sobą. Jednak gdy w miasteczku dochodzi do serii makabrycznych, niedających się racjonalnie wytłumaczyć zdarzeń, Natalia coraz bardziej się niepokoi. Atmosfery stopniowo narastającej grozy dopełnia zagadkowe  zachowanie mieszkańców miasteczka. Pewnego dnia kobieta ma dosyć i postanawia wyjechać, ale jak się okaże nie jest to takie proste. Tajemnicze coś, tytułowi oni zataczają krąg wokół Natalii, zdają się ją obłapiać, dusić. Kobieta zaczyna żałować, iż nie posłuchała intuicji, która podpowiadała jej żeby uciekała. A najgorsze jeszcze przed nią.
Książkę czytało mi się doskonale i chociaż nie wzbudziła u mnie panicznego lęku, to uważam ją za niezwykle udany debiut, a Olga Haber bez wątpienia ma potencjał i to spory. Autorce udało się stworzyć powieść intrygująca i ciekawą. Drobnej korekcie poddałabym tylko początek (mniej więcej początkowe 50 stron). A dokładniej, odrobinę odchudziłabym opowieść o dniu codziennym Natalii, niektóre opisy są bowiem (przynajmniej moim zdaniem) trochę zbyt szczegółowe. Chociaż takie oczekiwanie na to co ma się wydarzyć, na coś groźnego, także ma swój urok. Olga Haber na apogeum grozy każe nam trochę czekać, ale zapewniam, że warto.  Poza tym mam tylko jedno zastrzeżenie - książka jest zdecydowanie za cienka, lektura wciąga i zajmuje niewiele czasu. Ani się obejrzałam, a już był koniec.
Ciekawym zabiegiem jest rozpoczęcie opowieści od takiego prawie sielskiego obrazka - chatka w lesie, malowniczo położona, senne miasteczko, sielanka. Kontrast pierwszych rozdziałów z tym, co wydarzy się dalej jest niesamowity.
Interesująco budowane jest samo napięcie, narastanie zła, osaczenia, które wyczuwa się od pierwszych stron.
Gorąco zachęcam do lektury. Oni to dobra powieść grozy. Tak, powieść grozy to doskonałe określenie, wydawca trafił. Bo generalnie horrorem tej historii nazwać nie można. To takie moje ostrzeżenie dla osób, które szukają typowego horroru. Kwintesencją jest wg. mnie właśnie narastająca groza. Czekam niecierpliwie na kolejną książkę autorstwa Olgi Haber.

czwartek, 23 października 2014

Zmowa milczenia - Katarzyna Pisarzewska

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 5,5/6
Doskonała książka, której lekturę (tu się kajam) rozpoczynałam bez przekonania. 
Akcja rozgrywa się w Gosztowie. To taka typowa dziura w Polsce B, czyli generalnie tam gdzie często przysłowiowe wrony zawracają. Niby niedaleko od dużego miasta, ale życie toczy się tam zupełnie innym rytmem i oscyluje głównie miedzy pracą-szkołą-sklepem gdzie robi się najpotrzebniejsze zakupy-domem i kościołem. Brak rozrywek, brak perspektyw, a każdy pilnuje własnych spraw. Niby wszyscy o wszystkich wszystko wiedza, ale jak przychodzi co do czego nikt nie chce mówić. I na taki mur milczenia natrafia główna bohaterka, policjantka sierżant Maria Gajda. Pewnego dnia ginie mody chłopak, a Maria prowadzi dochodzenie. Problemy mnożą się jak grzyby po deszczu. Nie dość, że zginął syn najbogatszych ludzi w okolicy to dodatkowo środowisko Gosztowa jest hermetyczne, nawet dla wychowanej tam przed laty Marii. Sprawę utrudnia mieszkająca w okolicy toksyczna matka Marii, od której kobieta dopiero co się wyprowadziła. Mimo przeprowadzki pępowina nadal nie została odcięta, a rodzicielka zadręcza policjantkę na przemian albo przejawami wielkiego uczucia, albo fochami i dąsami. Autorka świetnie, po mistrzowsku wręcz opisała trudną relację na linii matka-córka oraz problemy jakie Maria ma sama ze sobą. Bo toksyczny związek z matką to tylko część jej wewnętrznego dramatu. Kobietę gnębi o wiele więcej, ale odgrodzona od świata pancerzem nie pozwala się nikomu do siebie zbliżyć. Przyznam wam się, że dawno żadnej kobiecej bohaterki tak nie polubiłam, jak Marii Gajdy. Poraniona, na ciele i na duszy, oschła, momentami ordynarna, samotna, a w głębi duszy miękka, wrażliwa, zagubiona i niesamowicie skrzywdzona. Dlatego, gdy czytałam samo zakończenie książki, aż mi się łza w oku zakręciła. 
Ale wracajmy do śledztwa. Maria z wielkim samozaparciem rozpoczyna dochodzenie, które będzie zarówno najtrudniejszym jak i najważniejszym w jej policyjnej karierze. Żeby odkryć całą prawdę musi cofnąć się o blisko 20 lat wstecz, zmagając się z niechęcią mieszkańców Gosztowa oraz kolegów policjantów.
Pisarzewskiej udało się doskonale nakreślić zarówno obraz prowincji, takiego dusznego, zaściankowego grajdoła, w którym nie daj Boże kiedykolwiek utknąć oraz mocnej i słabej jednocześnie kobiety, z którą może utożsamiać się wiele czytelniczek. Co istotne pisarka idealnie wprost wypośrodkowała - garść śledztwa wymieszała z garścią psychologii i wewnętrznych perturbacji Marii. Dało te fenomenalny efekt i lekturę, od której wierzcie mi, nie mogłam się oderwać.

poniedziałek, 1 września 2014

Tam gdzie spadają anioły

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Kolejna książka Doroty Terakowskiej, którą miałam okazję przeczytać, kolejna, która niezmiernie mnie poruszyła.
Dla mnie to ponadczasowa opowieść o tym co dobre, złe, wartościowe, o miłości i cierpieniu, o przyjaźni i wzajemnych kontaktach. Motyw przewodni jest wyeksploatowany w literaturze aż do bólu, anioł i ludzie. Wydawałoby się, że Terakowska nie jest w stanie nic nowego wymyślić. Jednak pisarka stanęła na wysokości zadania. Używa co prawda tekstów, motywów, treści znanych nam, ale unikalny jest sposób w jaki wszystko nam serwuje. Nietypowo mamy Anioła, który ma kłopoty, który nie jest w stanie sobie z nimi poradzić. Mamy też Zło, które nie chce być złem, nie chce go czynić. Mała (5-letnia) dziewczynka Ewa traci swojego Anioła Stróża (który spada na ziemię), traci też bezpieczeństwo i coś co sprawia, że jest bezpieczna. Razem z aniołem spada jego mroczna część, mroczne alter ego, które przybiera różne formy. Wynika z tego wiele problemów. Ewa zaczyna chorować i to na wyjątkowo złośliwą chorobę. Lekarze nie dają jej szans. Jaki będzie koniec historii? Tego nie zdradzę. Jestem jednak przekonana, iż książka niezmiernie was poruszy. Ja w trakcie lektury wielokrotnie uroniłam niejedną łzę. Raz z powodu, iż jest to historia małego dziecka, co zawsze porusza, a dwa, ponieważ jest to taka opowieść, która po prostu chwyta za serce tematyką, atmosferą, sposobem jej zaserwowania czytelnikowi.
Jest to ciepła, mądra książka dla każdego, bez względu na pleć, wiek, wykształcenie i to, czy wierzymy w anioły. 
Nie da się opowiedzieć treści książki, nie da się więcej o niej napisać. Wszystko co mogłabym ewentualnie jeszcze wam przekazać, byłoby wielkim niedomówienie, nie oddałoby nawet w niewielkiej części ani treści książki, ani tego co czuję po jej lekturze. Żeby książkę poznać, trzeba ją przeczytać. Gorąco do tego zachęcam.