Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo noir sur blanc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo noir sur blanc. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 stycznia 2022

Zadupia - Antoni Lobo Antunes

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Nie bez kozery powieść ta jest uznawana za portugalskie arcydzieło. Historia portugalskiego lekarza nękanego wspomnieniami z wojny, chwyta za serce na równi kunsztem literackim pisarza, jak i wymową tekstu. To mocna rozprawa z przeszłością Portugalii, kraju niby w Europie, a tak naprawdę mało znanego istniejącego gdzieś na krańcu starego kontynentu, prawie na odludziu.
To bat na szokującą i nadal nie przepracowaną do końca przeszłość kolonialną i czasy z okresu rządów Salazara, despoty, okrutnika, dyktatora zwalczającego opozycję, wiernego druha generała Franco. To także opowieść o wydarzeniach, czynach, które na długie lata, a może i na zawsze naznaczyły strasznym piętnem miliony Portugalczyków. O tych wydarzeniach przeciętny Europejczyk prawie nic nie wie. Zadupia chociaż w części tę niewiedzę niwelują.
Portugalia ukazana przez Antunesa jest inną od tej z dżwiękami Fado w tle, pysznym winem i smakowitym dorszem na kolację. To inna Portugalia od tej znanej turystom. Warto tę krainę poznać. Chociaż nie ukrywam, będzie to trudne poznanie, bolesna i szokująca znajomość. Wszak to Portugalia aż do połowy XX wieku utrzymywała swoje kolonie w tym w Mozambiku, Gwinei Portugalskiej, na Wyspach Zielonego Przylądka. Niektórzy starają się o tym zapomnieć. Takie książki, jak Zadupia na to nie pozwalają. I chwała im za to.
Opowieść ta udowadnia po raz kolejny, że nie rozmiar, a treść mają znaczenie. Na zdawałoby się zaledwie 400 stronach (w kontekście innych mega powieści, to niewiele) autor zawarł tak wiele.
Nie jest to książka historyczna. Nie oczekujcie tego. To raczej coś na poły jakby pamiętnika wymiksowanego z pijackim monologiem, który bohater prowadzi w zabitej dechami, paskudnej spelunie, gdzie kiwa się nad kolejną szklaneczką. W podobnej sytuacji, jak on są całe rzesze jego rodaków, boleśnie odczuwających swoją mroczną historię.
Bolesna opowieść, pijackie bełkotanie, rzewne dżwięki Fado w tle. To twarz prawdziwej Portugalii. Jak twierdzi sam autor, Zadupia to w sumie jego powieść autobiograficzna. Straszne. Milionom, kolejnym pokoleniom odebrano życie, beztroskę, nadzieję, wiarę.
Niewielkie problemy na początku lektury mogą stwarzać długie, zawiłe zdania i brak linearnej narracji. Jednak te problemy szybko mijają. Lektura warta jest odrobiny wysiłku.
To lektura szokująca, rzucająca od pierwszych stron na głęboką wodę. To także lektura, od której wierzcie mi, trudno się oderwać mimo, iż człowiek czuje się brudny, przerażony, zrozpaczony. Warto, ba trzeba, przeczytać. Nigdy bym nie pomyślała, że to będzie tak doskonała książka. Nie do wiary. Zaskoczenie, szok, radość, że miałam okazję tę książkę przeczytać. Polecam dla szukających czegoś więcej, czegoś innego.

wtorek, 9 stycznia 2018

Kalijuga: wiek waśni i sporów - William Dalrymple

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Kalijuga... to kolejne moje spotkanie z prozą Williama Dalrymple'a, szkockiego pisarza i historyka. To także kolejny stworzony przez niego magiczny obraz Indii zawarty w zbiorze esejów. Są one relacją, wrażeniami z podróży autora po Indiach..
Co oznacza tytuł? Kali Juga to wiek demona Kali, ostatni z etapów istnienia świata. Jest to także okres waśni i sporów, okres odwracania się ludzi od tego co powinno być istotne, od tradycji, religii.
Książka jest pełna Indii, aromatów, kolorów, odgłosów, tego co w tym kraju najbardziej charakterystyczne, a co często nas ludzi z Europy może szokować. Trudno nie odczuwać zniesmaczenia, czasami nawet wstrętu czy buntu wobec opisywanej rzeczywistości.
Obok Bombaju, słoni, młodocianych prostytutek, gangów przestępczych, zwierząt, Tamilskich bojowników mamy system kastowy, jedzenia na ulicach, narkotyki, krwawe rodowe waśnie w prowincjonalnych wioskach i wiele innych. To wszystko normalne w Indiach, dla przeciętnego człowieka Zachodniej Europy nie do pomyślenia.
Książka nie jest sielsko-anielskim obrazkiem rodem z filmów Bollywood. Wręcz przeciwnie. Jest momentami okrutna, szczera do bólu. Jednak mimo wielu okrucieństw od razu, już od pierwszej strony rzuca się w oczy, iż autor kocha Indie i to miłością bezgraniczną, choć dostrzega wady kraju, który opisuje.
Obrazu, jakie przed nami snuje, to wszystkie kasty Hindusów, małe wioski rozrzucone na prowincji, czy wręcz zawieszone w górach, ogromne metropolie, jaki i miejsca niebezpieczne, objęte różnorodnymi konfliktami. Jakby inne światy, różne, a jednak identyczne, pełne skostniałych, niezmiennych od wieków, kuriozalnych, okrutnych zasad i praw.
Spotkania, rozmowy z wieloma ludźmi, obserwacje, to kwintesencja tej książki. O dziwo, rzadko która z osób, które spotyka pisarz, zauważa pewne zło, wynaturzenie systemu, zasad, kraju, w którym żyje. Gro wręcz przeciwnie, uważa, iż taki stan rzeczy jest normalny.
Kuriozalna, zadziwiająca, fascynująca, potrzebna, a także świetnie napisana, barwna książka. Polecam.

Tutaj znajdziecie fragment książki do przeczytania (klik) 

poniedziałek, 18 września 2017

Sexus - Henry Miller

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Sexus to 1. tom trylogii Różoukrzyżowanie. Trudna, typowo męska (z różnych powodów) lektura.
Książka została wydana w 1949 roku. Miller słynący z bez małą pornograficznych książek, wielu oburzał, irytował, zniesmaczał, zaciekawiał. Dziś w XXI wieku nawet morze pornografii, ostrości, epatowania seksem, jakie w wielu dziełach serwuje klasyk Miller, zapewne już nikogo nie szokuje. Na co dzień mamy o wiele ostrzejsze, pikantniejsze, serwowane bez ogródek rzeczy. Czy to dobrze, czy czegoś nam to nie zabiera, to już inna sprawa.
Po raz pierwszy książki Millera (w tym Sexus) czytałem na studiach, kilka dekad temu. Byłem ciekaw, jak po tylu latach odbiorę tę lekturę.
Przede wszystkim sentyment z lekkim uśmiechem. To one zazwyczaj towarzyszą mi, gdy powracam do lektur sprzed, z okresu studenckiego.
Lektura oprócz sentymentu wywołała u mnie ponownie uznanie dla mistrzostwa z jakim Miller władał piórem. To był świetny pisarz. I jeżeli komuś będzie chciało przedrzeć się przez wulgaryzmu czy zawiłą skądinąd (choć z drugiej strony momentami niezwykle prostą) fabułę, dostrzeże to.

Miller jak niewielu innych w jednym zdaniu potrafi zawrzeć całą gamę różnorodnych uczuć, a dodatkowo także coś nad czym warto się zadumać. To sprawia, iż możemy go śmiało postawić obok największych twórców ostatnich 100-150 lat, a wiele zdań z Sexusa cytować.
Przez treść książki przebija także wiele ponadczasowych prawd o człowieku, o miłości (ale takiej prawdziwej, jedynej, ostrej, która zdarza się nielicznym), o tym co naprawdę warte naszej uwagi.

Genialnie napisana pochwała życia, apoteoza człowieka, uczuć i wolności.
Inna sprawa, ilu osobom taka lektura przypadnie do gustu. Podejrzewam, że niewielu. Miller, jego twórczość są bardzo specyficzni.
Na początku napisałem, że to typowo męska książka. Nie wycofuję się z tego. Być może wyjdę na szowinistę, ale Sexus i Miller to zlepek uczuć, odczuć, prawd, reakcji, których spora część obca jest większości kobiet.
Zachęcam do lektury Sexusa. Ciekawe, jak tę pozycję odbierzecie.

piątek, 9 czerwca 2017

Ochrzczeni krzyżami - Eduard Koczergin

Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Niezwykle poruszająca opowieść, tym bardziej szokująca, iż prawdziwa.
Jej autor, Eduard Koczergin urodził się w roku wielkich czystek w ZSRR, czyli w 1937 roku. To jak i miejsce urodzenia zaważyło na całym jego dalszym życiu. Gdy miał 4 lata ojca rozstrzelało NKWD. Wkrótce matka (Polka) została zesłana do łagru. Kilkuletnie dziecko, jakim wtedy był autor książki, umieszczono w domu dla sierot niedaleko Omska. Przeżywa tam piekło, jakiego nie potraficie sobie nawet wyobrazić. Cud, że ten kilkuletni chłopiec przeżył. Postanawia stamtąd uciec gdy ma 8 lat. Tak, mały, samotny chłopiec ucieka przez Syberię.
A to dopiero początek piekła, jakie przeszedł ten najpierw chłopiec, pózniej młody mężczyzna. Zapewne zastanawia was, jak 8-latkowi udało się przeżyć, jak przebył kilak tysięcy kilometrów tuż po zakończeniu II wojny światowej, samotnie podążąjąc na zachód z Omska, z Syberii? Tego dowiecie się z lektury książki. Zachęcam, warto.
Opowieść życia Koczergina porusza, szokuje, sprawia, iż od lektury trudno się oderwać.
Zderzenie losów chłopca z totalitarnym aparatem bezdusznego i opresyjnego państwa jest niezwykłe i dla nas żyjących w wygodnym świecie, nie do pojęcia, że dziecko mogło dokonać tego czego dokonało. Przebywa drogę, która dla dorosłego była nie do przebycia – ponad 2600 km, za wszelką cenę pragnie dotrzeć do domu, do Petersburga, wierzy, że znajdzie tam ukochaną matkę. Wędrówka trwa 7 lat.
Ochrzczeni krzyżami to nie tylko zapiski gehenny, która stała się udziałem małego chłopca. To także opowieść o narodzinach wielkiego talentu. Koczergin to bowiem znany rosyjski pisarz, scenograf. Jest on bardzo popularny u siebie w kraju, a jeszcze bardziej na światowych scenach teatralnych od Nowego Jorku po Tokio, mało zaś znany u nas mimo iż jak wspomniałem posiada polskie korzenie.
Zachęcam do poznania tego artysty i jego losów. Zachęcam do lektury książki. Udowadnia ona, iż nie objętość, ilość zapisanych kart jest ważna, lecz treść.
Warto ją rozreklamować, ponieważ zasługuje na to, żeby jak najwięcej osób do niej dotarło i zapoznało się z nią. Jest to perełka w morzu większych lub mniejszych literackich gniotów i gniotków, którymi nas raczą różnorodni autorzy.  

środa, 31 maja 2017

Cesarstwo to ty - Javier Moro

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Bohaterem niniejszej książki, która jest zbeletryzowaną biografią jest pierwszy cesarz Brazylii Piotr I (1798-1834).
Gdy go poznajemy na kartach książki ma zaledwie 18 lat. Akcja powieści toczy się przez kolejne 30 lat.
Śledzimy życie bohatera, jego zawirowania, to do czego jest zmuszany (jak małżeństwo z rozsądku), jak i to co nim rządzi (czyli
bujne życie uczuciowe, liczne romanse, wręcz seksoholizm i nieokiełznana energia, a do tego niejednoznaczny charakter, rozchwianie emocjonalne, uleganie wpływom).
Ciekawym jest ukazanie, jak władca musiał dostosowywać swoje zapędy do realiów, jak lawirować pomiędzy tym co można, a tym co trzeba. Całość to zręcznie utkany miks z faktów, historii kraju, socjologii oraz obyczajowości Brazylii. Niesamowitych wrażeń w trakcie lektury dodaje unoszący się nad wszystkimi kartkami klimat Brazylii, Południowej Ameryki, dla nas egzotyki, gorącego temperamentu, niezwykłego kraju.
Plusem są licznie wplatane anegdoty oraz ciekawostki np. o tym jak to się ma z brazylijska kawą, karnawałem w Rio i sambą, czyli tym, z czym Brazylia nam się kojarzy.
Niewątpliwym atutem jest fakt, iż w książce występuje wiele prawdziwych postaci pomiędzy które Moro zręcznie wplata osoby fikcyjne.
Smaku dodają też liczne wtręty w postaci fragmentów listów, od Piotra i do Piotra, które pisane były przez nieomal całe jego życie. Są one fascynujące i świetnie oddają mentalność i psychikę władcy oraz ich przemiany do jakich dochodziło na kolejnych etapach życia i historii.
Javier Moro potwierdził, iż jest nie tylko wielkim znawcą Brazylii, ale także jej pasjonatem.
Książkę czyta się z ogromną przyjemnością i w mgnieniu oka. Opowieść fascynuje, wciąga, wręcz porywa. 

Cenna jest bogata bibliografia. Polecam. Świetna, dopracowana i napisana z pasją książka.

środa, 19 kwietnia 2017

Oszust - Javier Cercas

Wydawnictwo Noir Sur Blanc, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Pokrótce, to doskonała książka o człowieku, który haniebnie okłamał, oszukał swój naród, na niebywałych wręcz kłamstwach zbudował swoja pozycję, autorytet. Opowieść ponadczasowa, wierzcie mi.
Jak zwykle u Cercasa mamy do czynienia ze swoistym połączeniem powieści z doskonale opracowaną literaturą faktu i historycznym esejem.
Tytułowym oszustem i głównym bohaterem jest urodzony w 1921 roku Hiszpan, a konkretnie pochodzący z Barcelony - Enric Marco Batlle. Wg. jego własnej opowieści, w trakcie II wojny światowej
trafił do niemieckiego więzienia oraz obozu koncentracyjnego. Po zakończeniu wojny wrócił do ojczyzny i zrobił karierę na wielu polach. W wielu dziedzinach uchodził za autorytet, eksperta, był stawiany milionom za wzór.
Jak się jednak okazało (a doszedł do tego pewien dociekliwy badacz) całe jego powojenne osiągnięcia, cały sukces były zbudowane na kłamstwie. Fakty jakie po wielu latach wyszły na jaw wprawiły w osłupienie, ale i niebywałe oburzenie całą Hiszpanię. Zszokowani byli wszyscy poczynając od znanych polityków, działaczy aż po zwyczajnego obywatela, jakich w Hiszpanii miliony. Ów skandal miał niesamowite następstwa. Jakie? Jak to wszystko przebiegło? O co dokładnie chodzi? Tego dowiecie się z lektury Oszusta, do której gorąco zachęcam.
Oszust to niesamowicie wciągająca choć nie ukrywam, wymagająca lektura. Zmusza do poświęcenia jej sporej porcji uwagi, kojarzenia faktów, wniknięcia w cała historię, ale także zmusza do wielu przemyśleń.
Cercas bazuje na prawdziwych postaciach, skandalu jaki został wywołany ujawnieniem pewnych faktów, reakcjach na to każdej ze storn. Przy tym autor nie ocenia, nie wydaje osądów za to stara się być jak najbardziej bezstronnym i szuka, cały czas szuka dodatkowych materiałów i potwierdzenia lub negacji przytoczonych faktów. W pewnym momencie sami stawiamy sobie pytanie, co jest prawdą a co sfabrykowanym dowodem... tak jak często bywa w życiu. Zachęcam do lektury.




wtorek, 28 lutego 2017

Jak podróżować z łososiem - Umberto Eco

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Kilkanaście minut temu skończyłam czytać i tak się zastanawiam...co ja mogę napisać o czymś takim, o takim arcydziele? Obojętnie co napiszę, będę się czuła niczym profan. Książka ta to zbiór 45 felietonów o najróżniejszej długości i tematyce, które Eco przez lata publikował w L’Espresso. Każdy z felietonów ma inną tematykę. Jednak wszystkie skupiają się na tym, jaki jest człowiek, jaka jest/staje się ludzkość, co dzieje się z nami samymi i otoczeniem. Wszystko to ukazane inteligentnie, sardonicznie, z przymróżeniem oka i cudownie przezabawnie.
W trakcie lektury jeszcze mocniej odczułam stratę, pustkę, jaką uczyniła śmierć pisarza.
Felietony mnie rozbawiły, niektóre tak, że kilkakrotnie dosłownie popłakałam się ze śmiechu. Oto mój ulubiony fragment:
Następnego ranka poszedłem podpisać rachunek. Opiewał na astronomiczną sumę. Wynikało z niego, że w dwa i pół dnia skonsumowałem kilka hektolitrów veuve clicquot, dziesięć litrów różnych whisky, w tym kilka słodowych wyjątkowo rzadkiego gatunku, osiem litrów ginu, dwadzieścia pięć litrów wody Perrier i Evian plus parę butelek San Pellegrino, soki owocowe w ilości wystarczającej do utrzymania przy życiu wszystkich dzieci, którym pomaga UNICEF, oraz tyle migdałów, orzechów i orzeszków, że na ich widok zwymiotowałby nawet człowiek przeprowadzający autopsję bohaterów Wielkiego żarcia. Starałem się sprawę wyjaśnić, ale recepcjonista, obnażając w uśmiechu zęby zabarwione na czarno od żucia betelu, zapewnił mnie, że tak twierdzi komputer. Zażądałem adwokata, przyniesiono mi mango.
I kilka cytatów..w zasadzie powinnam zacytować całą książkę :)
Nie mam nic przeciwko piłce nożnej. Na stadiony nie chodzę z tego samego powodu, z którego nie poszedłbym nocować w podziemiach mediolańskiego Dworca Centralnego...
Środki masowego przekazu najpierw przekonały nas, że świat wyobraźni odpowiada rzeczywistości, a obecnie przekonują, że rzeczywistość odpowiada światu wyobraźni; im więcej rzeczywistości oglądamy na telewizyjnych ekranach, tym bardziej filmowe staje się codzienne życie. Skończy się na tym, że - jak myśleli pewni filozofowie - uznamy, iż jesteśmy sami na świecie, cała reszta zaś to film wyświetlany przez Boga lub jakiegoś złego ducha. 
Wspaniała, cudowna, mistrzowska, niesamowicie inteligentna książka.  Daje ona nam obraz świata zabawnego, ale jednocześnie przerażającego. Dowiemy się, jak to po włosku: zdementować dementi, przeżyć w chaosie mediów, zdobyć wtórnik skradzionego prawa jazdy i wielu innych arcyciekawych rzeczy. Przecudowna jest instrukcja...jak grać Indianina :) Polecam.
A tytułowy felieton o tym, jak podróżować z łososiem, lecąc z Londynu przez Sztokholm, przechowując zakupioną rybę w hotelowej lodówce...no nawet nie wiem co napisać..cudo, arcydzieło. Eco jednak był niesamowicie inteligentnym, pogodny człowiekiem, pisarzem-erudytą i do tego miał cięte pióro i niewyobrażalne poczucie humoru.
Polecam.Oprócz doskonałej, inteligentnej rozrywki porcja wiedzy o samym nieodżałowanym Umberto Eco.

czwartek, 16 lutego 2017

Królowa Pomorza - Andrea Camilleri

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6

Opowiadania nie są najbardziej popularną formą literacką. Niektórzy narzekają, że za krótkie, że bez sensu, że zanim zacznie się czytelnik wczuwać, to już koniec etc. 
Ja jednak do czasu do czasu lubię przeczytać dobrze napisane opowiadanie.
Zbiór Królowa Pomorza jest bardzo dobry. Podczytywałam go po jednym opowiadania od ok. 3 tygodni.
Opowiadań jest 8. Ich akcja rozgrywa się w w fikcyjnym sycylijskim miasteczku Vigata. To to samo miasteczko, w którym działa komisarz Montalbano. To za sprawą serii kryminałów z tym bohaterem Camilleri zyskał międzynarodową sławę. Sednem opowieści są losy mniej lub bardziej odległe mieszkańców Vigaty.Autor prezentuje wydarzenia zwyczajne, na które często nie zwrócilibyśmy uwagi, ale także te ważniejsze, bardziej doniosłe. Genialnie ukazany jest klimat miasteczka, animozje i sympatie panujące pomiędzy mieszkańcami, błyskawicznie zmieniające się nastroje oraz nierozerwalna nić, która łączy wszystkich członków społeczności Vigaty. A jak wyraziście owi mieszkańcy sycylijskiego miasteczka są nakreśleni. Majstersztyk.
Trudno napisać, które z opowiadań najbardziej mi się podobało. Wszystkie mają klasę, są świetne pod względem literackim. Jednak gdybym miała wybrać to jedno, jedyne, byłyby to Nowe buty. Oprócz w/w elementów opowiadanie to posiada nieprawdopodobną wprost ilość bardzo specyficznego poczucia humoru.
Opowiadaniami włoski pisarz udowadnia, iż kryminały to nie jedyny gatunek literacki, w którym świetnie się odnajduje. Każde z ośmiu opowiadań jest mistrzowsko nakreślone, posiada niesamowity klimat, jest wręcz przesiąknięte sycylijską atmosferą. Każde też kończy się morałem.
Gorąco zachęcam do lektury Królowej Pomorza. Andrea Camilleri to świetny pisarz, ale także niesamowicie inteligentny człowiek, obdarzony wyjątkowym poczuciem humoru i spostrzegawczym okiem. Gwarantuję wyborną lekturę i świetną zabawę.


wtorek, 15 listopada 2016

Miasto Dżinów. Rok w Delhi - William Darlymple

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Miasto Dżinów... wydane w 1993 roku, to efekt sześcioletniego pobytu autora w indyjskiej metropolii. To także połączenie wspaniale napisanego dziennika, z książką podróżniczą, skryptem historycznym, wprowadzeniem do historii sztuki i kultury Indii oraz swoista kroniką miasta.
Autor, pasjonat wszystkiego co związane z Indiami, bardzo umiejętnie łączy wszystkie w/w aspekty. Dzięki temu powstała książka pasjonująca, pouczająca i niebywale wciągająca.
Książka podzielona jest na kilka rozdziałów. Każdy z nich prezentuje czytelnikowi inne Delhi, inny okres rozwoju miasta. Opisy Delhi z minionych wieków, dekad, lat są zestawiane z tymi samymi miejscami, jakie widzi autor. Dzięki temu możemy porównać na ile metropolia zmieniła się na przestrzeni lat. Smutne jest, gdy wspaniałe niegdyś budowle obecnie chylą się ku upadkowi, są w ruinie, straszą resztkami swojej dawnej świetności, często są schronieniem dla szczurów, złodziei, bezdomnych. Budowle mniej lub bardziej olśniewające kiedyś, obecnie są zapomniane, zniszczone lub w ogóle ich już nie ma. A ich los zdaje się nikogo nie interesować, ani zwykłych ludzi ani władz. Podobnie ma się sprawa z setkami tysięcy biednych, nędzarzy, o których wspomina autor.
Książka opowiada także o wieloletnim panowaniu Brytyjczyków w Indiach, o tym co po sobie zostawili, na ile ingerowali w miejscową kulturę. To także próba odszukania i porównania śladów brytyjskich i rdzennie indyjskich. Darlymple usiłuje także odnaleźć osoby, które pamiętają okres protektoratu Wielkiej Brytanii.
Miasto Dżinów... to nie tylko opis Delhi, n ie tylko wycinek historii Indii, podróż po mieście. To także fantastyczna podróż w czasie. Za sprawą historycznej pasji autora oraz jego talentu gawędziarskiego, przenosimy się o kilkaset lat wstecz i poznajemy Indie od XIV wieku do lat 90. XX wieku.
Wisienką na torcie są wplecione w tekst listy brytyjskiego komisarza Williama Frasera, dzięki którym mamy możliwość poznania Indii okresu kolonialnego.
Wspaniałą lekturę uprzyjemnia niezwykle staranne wydanie książki.
Zachęcam do lektury. Ta książka to wspaniała podróż do orientalnych Indii, genialnie ukazana indyjska mozaika złożona z miliona fragmentów. Takich Indii, jakie prezentuje nam autor, nie poznacie z żądnej innej książki.


 

środa, 9 listopada 2016

O pisaniu - Charles Bukowski

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

O pisaniu Charlesa Bukowskiego to zbiór listów, które w latach 1945–1993 pisał do redaktorów czasopism literackich, wydawców oraz zaprzyjaźnionych pisarzy. Listów w całości lub ich fragmentów jest dużo. Nic dziwnego. Bukowski miał niebanalną, fascynującą osobowość, wiele przemyśleń i tym wszystkim lubił się dzielić ze znanymi, ale także nieznanymi osobami.
Odbiorcy listów są różni. Jednak w tym tomie zdecydowanie przeważają listy, których odbiorcami byli redaktorzy i wydawcy. Może dziwić tak mała liczba korespondencji z innymi pisarzami. Wytłumaczenie jest proste. Bukowski starał się trzymać jak najdalej od kolegów po fachu, nie miał o nich najlepszego zdania.
Korespondencja zawarta w tej książce jest taka, jaki był jej autor - niebywale inteligentna, równie złośliwa, momentami nawet ordynarna, chamska. W każdej ze swoich książek Bukowski jest widoczny jako osoba, która mówi/pisze to co myśli, bez owijania w bawełnę, jako człowiek bez kompromisowy. W O pisaniu widać to jeszcze wyraźniej.
Bukowski udowadnia po raz kolejny, iż jest świetnym pisarzem, doskonałym obserwatorem, ale także wrażliwym człowiekiem, który zbyt często nie potrafi się odnaleźć w otaczającym go świecie. Tak sobie myślę, dobrze, iż pisarz nie dożył czasów, które mamy teraz, nie widzi tego co się dzieje. Na 100% nie potrafiłby się w takim świecie odnaleźć.
Bez wątpienia dla wielbicieli prozy Bukowskiego, dla fanów samego pisarza, jako człowieka, to zbiór bezcenny. Można jeszcze lepiej poznać tego niebanalnego człowieka.
Dodatkowym atutem są liczne oryginalne listy, zapiski, nieprzetłumaczone, ozdobione rysunkami zrobionymi przez Bukowskiego.
O pisaniu to niewątpliwie niezwykła pozycja, niezwykły zbiór. Jednak nie ukrywam, nie jest to lektura łatwa. po pierwsze nie da się listów przeczytać na raz. Trzeba je sobie siłą rzeczy (ze względu na ich rodzaj i treść) dawkować po trochu).
Po drugie, to lektura dla zagorzałych wielbicieli pisarza, trudna tematycznie, momentami chaotyczna, wulgarna, często zniesmaczająca, ale niezwykła. Polecam. Warto sobie zadać trochę trudu, przeczytać, poznać Bukowskiego lepiej.

sobota, 13 sierpnia 2016

Złote jajo - Donna Leon

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Od lat jestem wielką fanką prozy Donny Leon i serii o weneckim komisarzu Guido Brunettim.
Złote jajo, to kryminał łączący w sobie cechy powieści społecznej, psychologicznej, obyczajowej, wątki moralizatorskie oraz elementy...przewodnika turystycznego po mieście kanałów i książki kucharskiej. Podczas lektury nieodmiennie za każdym razem leci mi ślinka, gdy czytam o tym co Paola (żona komisarza) przygotowuje na obiad, czy kolację, o tym co on na szybko zjada w ramach przekąski w tratoriach... Uwielbiam włoską kuchnię.
Nie będę opisywać fabuły, nawet w skrócie, nie ma to sensu. 

Po pierwsze nie chcę wam odbierać przyjemności wynikającej z lektury, a po drugie dochodzenie, które prowadzi Brunetti wraz ze współpracownikami jest tylko pretekstem do ukazania czegoś więcej.
Po raz kolejny pisarka nie raczy nas klasycznym kryminałem. Co prawda mamy trupa, mamy zagadkę, ale w książce brak efektownych scen, intryga kryminalna nie zaskakuje zbytnio.

Mimo to Złote jajo bardzo mocno trzyma w napięciu, a osobom wrażliwym na los jaki jedna ludzka istota może zgotować drugiej będącej tą najbliższą, wyciśnie niejedną łzę z oczu i z pewnością poruszy.
Gdy skończyłam czytać zadumałam się na dłuższą chwilę. Leon ma dar poruszania najbardziej drażliwych dla społeczeństwa włoskiego tematów, często takich, które Włosi wypierają ze świadomości, ew. chcieliby ukryć przed światem. Dotyczy to zarówno kwestii światopoglądowych, skorumpowania i bezsensu urzędniczej machiny Włoch (co realnie można odnieść do innych krajów, także Polski) jak i zanieczyszczenia środowiska, hodowania zwierząt na zmodyfikowanych paszach i zysków, jakie są nielegalnie z tego czerpane, nadmiernej biurokracji, korupcji, oszustw podatkowych etc.
W każdej książce jest to inny temat. O co chodzi w najnowszym tomie? Tego nie ujawnię, gdyż napisanie choćby 2-3 słów o tym zdradziłoby zbyt wiele z fabuły. 
Złote jajo to ponownie dobry kryminał, ale także spojrzenie na ludzkie istoty (często trudno nazwać je ludźmi w pełnym tego słowa znaczeniu), ukazanie najprymitywniejszych postaw, żądzy. 
To także możliwość odwiedzenia Wenecji, poznania tego wspaniałego miasta niejako "od kuchni" oraz niezwykle inteligentna rozrywka. 
To moja kolekcja kryminałów Donny Leon

Napisałam "inteligentna rozrywka" ponieważ cała rodzina komisarza Brunettiego będącego kluczową postacią serii, nie szczędzi nam rozmów na wysokim poziomie, inteligentnych żartów, cytatów z ciekawych lektur (często z klasyki antycznej) etc.
Po raz kolejny jestem zachwycona, ale i zasmucona, iż kolejny tom już za mną:(.
Niezmiennie zachęcam do lektury całej serii o komisarzu Guido Brunettim. Jednak ostrzegam, nie jest to lektura dla wszystkich. To pozycje, dla tych, którzy pod poza kryminałem oczekują czegoś więcej, lubią pomyśleć nie tylko nad zagadką kryminalną, ale także nad problemami otaczającego nas świata.

wtorek, 14 czerwca 2016

Ciemna strona miłości - Rafik Schami

Wydawnictwo Noir Sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Rafik Schami, to nieznany mi wcześniej dziennikarz i pisarz syryjski. Do sięgnięcia po książkę zachęcił mnie opis znajdujący się na okładce oraz sama okładka. Wywarła ona na mnie bardzo duże wrażenie, jest idealnie dobrana, magiczna i obiecuje arcyciekawą historię. I ta obietnica jest spełniona.
Schami mimo, iż od wielu lat mieszka w Niemczech, pisze po niemiecku, to w swojej książce zabrał mnie we wspaniałą podróż do bliskowschodniej krainy.
Opowiedziana przez pisarza historia to taka syryjska wersja historii Romea i Julii, ale..nie w 100%. Młody człowiek zakochany w pięknej dziewczynie. Oboje pochodzą z dwóch od wieków nienawidzących się rodzin. Ich nienawiść jest straszna. Dodatkowo potęguje ją religia. oba rody należą bowiem do dwóch diametralnie do siebie odmiennych, zwalczających się kościołów. I ten spór determinuje życie i poczynania kilku pokoleń. To on jest sednem całej historii, wokół niego wszystko się zaczyna, toczy i kończy. Od wieków rodziny okradają się, pomawiają, niszczą sobie mienie, w skrajnych momentach dochodzi nawet do morderstw. Niewyobrażalne i straszne, dla mieszkańca Europy raczej trudne do przedstawienia sobie.
Opisywana historia wywiera na czytelniku ogromne wrażenie, Schami ma wyjątkowy dar snucia opowieści, niezwyklej, urzekającej, do bólu realistycznej i plastycznej. Pisarz serwuje czytelnikowi bardzo ostrą jazdę. Przede wszystkim już na wstępie dostajemy sporą porcję imion, nazwisk, nazw, określeń arabskich, które nie ukrywam, na pierwszych kilkudziesięciu stronach sprawiały mi sporą trudność. Póżniej oswoiłam się z nimi i dalsza lektura była wielką przyjemnością, choć nie ukrywam, pod względem emocjonalnym to trudna lektura.
Dostajemy sporą dawkę kultury, obyczajowości, dnia codziennego, a nawet kulinarnych wtrąceń rodem z Syrii. Wszystko to zostało ukazane pod płaszczykiem opowiedzenia historii dwojga zakochanych, Farida i Riny. Ich historia ukazuje nie tylko następstwa wielowiekowej waśni, nie tylko kulturę Syrii, ale także spory ułamek historii Syrii, niechcęć do obcych, dążenia do wolności, fascynacja złudnie idealnym komunizmem i wiele innych włączając w to bieżące wydarzenia.
Książka jest bardzo trudna do opisania, ale bardzo dobrze się ją czyta i jest niezwykła. Tak, niezwykłą to dobre określenie. Dodałabym do tego, iż jest bardzo potrzebna, szczególnie teraz, gdy w Syrii giną ludzie, a uchodźcy przedzierają się do Europy., są oceniani przez pryzmat wyznawanej religii.

Ze wszystkich kar nakładanych przez klan na tych, którzy nie są wobec niego posłuszni, zbrodnia honorowa jest najgorsza. Zazwyczaj dotyczy ona kobiety, która odważyła się kochać mężczyznę przynależącego do innej grupy etnicznej czy też klanu lub wyznającego inną religię.(...)





wtorek, 29 marca 2016

Wredny typ - Robert Littell

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Robert Littell, to amerykański pisarz, autor książek kryminalnych, sensacyjnych, szpiegowskich, ojciec Littella, tego od od Łaskawych. Kto czytał, ten kojarzy.
Wredny typ, to moje 1. spotkanie z prozą tego autora, ale z pewnością nie ostatnie.
Główny bohater, Lemuel Gunn, to były szpieg CIA, weteran wojny w Afganistanie. Obecnie jest na emeryturze i mieszka w przyczepie, takiej, jaką widzimy na zdjęciu. Przyczepa znajduje się na całkowitym odludziu. Jednak mimo to, pewnego dnia na jej progu staje klientka. Kobieta potrzebuje pomocy kogoś kto jest na równi detektywem, jak i specjalistą w zasadzie od wszystkiego. Gunn przyjmuje zlecenie, wiadomo, pieniądze są potrzebne. Należy odnaleźć jednego pana. Sprawa, jakich wiele, zdawałoby się banalna. Jak się okaże pozory mylą.
Wredny typ to porządna powieść, dopracowana, z nie najgorzej zawiązaną i konsekwentnie prowadzoną intrygą. Nie jest to jednak czysty kryminał. To taki miks kryminału z powieścią sensacyjną i domieszką powieści społecznej w postaci dobrze ukazanego przekroju amerykańskiego społeczeństwa. Ogromnym plusem są mistrzowsko i niezwykle drobiazgowo ukazane realia życia, funkcjonowania człowieka na amerykańskiej prowincji. Można się zdziwić w trakcie lektury.
Atutem jest także dobrze oddany klimat amerykańskiej powieści kryminalnej, w tym wszystkie drobiazgi składające się zarówno na prowadzone dochodzenie, jak i osobę samego detektywa. Gunn jest niebanalny. Nie dość, że mieszka w przyczepie, tam ma swoje biuro, to dodatkowo jeździ Studebakerem Starlight Coupe z 1950 roku. Auto z duszą. Gunn jest także niezwykły (jakby z nie naszych realiów) jeżeli chodzi o prowadzenie śledztwa i w ogóle sposób bycia.
Mocną stroną książki są także bardzo dobre dialogi oraz okładka, która idealnie wpisuje się w klimat Wrednego typa. Tak właśnie wyobrażałbym sobie mieszkanie i okolicę głównego bohatera.
Gorąco zachęcam do lektury. Liczącą 256 stron książkę czyta się błyskawicznie i z wielką przyjemnością. Wredny typ to kawał porządnej, amerykańskiej literatury.

sobota, 26 marca 2016

Fragmenty winem poplamionego notatnika - Charles Bukowski

Wydawnictwo Noir sur Blanc, ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Fragmenty winem poplamionego notatnika, to zbiór tekstów, esejów, felietonów, rozważań (rozmaite są to formy, rozmaicie można je określić) które powstały w latach 1944- 1990.
Ich autor, Charles Bukowski to żyjący w latach 1920-1994 amerykański pisarz, człowiek wielce kontrowersyjny, barwny, skandalizujący (jak na owe czasy, oczywiście). W swojej twórczości posługiwał się językiem ostrym, bez przysłowiowego owijania w bawełnę, często wulgarnym, rodem z półświatka, czy ludzkiego rynsztoka. Podobnie ma się sprawa z jego bohaterami i ich przygodami, które często są odbiciem życiowych perypetii samego pisarza, który nie stronił od seksu, alkoholu i innych używek oraz skandali. Mimo takiej formy wyrazu oraz dodatkowo surowego stylu, proza Bukowskiego porywa czytelnika. Nie inaczej jest z niniejszym tomem felietonów.
Bohaterowie tekstów zawartych we Fragmentach winem..... to osoby balansujące na krawędzi, równie skandalizujące, jak pisarz, alkoholicy, nałogowcy innego rodzaju, przestępcy, osoby lekkiego prowadzenia się, a nawet seksoholicy. Ich udziałem staje się cała obrzydliwość ówczesnego świata, jaką tylko możecie sobie wyobrazić. Trudno nawet pisać, co jest treścią tych tekstów. trzeba je po prostu przeczytać. Napiszę tylko, iż akcja rozgrywa się w Los Angeles, ale nie tym znanym z tv, książek, a tym pełnym zaułków, brudu, szumowin, czyli miejsc, do których rzadko zagląda przeciętny człowiek.
Fragmenty winem.... to takie puzzle, patchwork nie tylko w zakresie form literackich, czy przeżyć bohaterów, ale także osi wokół której toczy się fabuła danego tekstu.
Ponieważ teksty powstawały na przestrzeni kilkudziesięciu lat nic więc dziwnego, iż reprezentują inne spojrzenie na otaczającą psiarza rzeczywistość, inny poziom pisarski.
Tym co je łączy jest właśnie typ bohaterów i ich poczynań, oraz sarkastyczne, czasem nawet bardzo spojrzenie na świat. Sporo w książce także mentorskiego tonu, dużo krytyki także pod adresem kolegów po fachu.
Teksty można czytać jeden za drugim, w zasadzie bez przerwy, chociaż ze względu na ich charakter, treść będzie to raczej trudne. Można też (ja tak zrobiłem) delektować się nimi, co jakiś czas czytając jeden tekst.
Przyznaję, nie wszystkie teksty przypadły mi do gustu, nie wszystkie na równi mnie wciągnęły.
I chociaż, jak już wspomniałem, są lepsze dzieła Bukowskiego, to Fragmenty...nadal pozostają literaturą najwyższego kalibru i bardzo wartościowa proza, lektura wręcz obowiązkowa nie tylko dla wielbicieli Bukowskiego.

sobota, 29 sierpnia 2015

Dzika zachłanność - Donna Leon

Wydawnictwo Noir sur blanc, Moja ocena 5,5/6
Kolejny kryminał z mojej ulubionej serii z komisarzem Brunettim i Wenecją w roli głównej.
Pewnego ranka z weneckiego kanału zostaje wyłowione ciało nieznanego mężczyzny z pokiereszowaną twarzą. Sekcja zwłok wykazuje, że wykrwawił się na śmierć wskutek ran zadanych nożem, a za życia cierpiał na rzadką chorobę, która zdeformowała mu tułów i szyję. Jego wygląd wydaje się znajomy komisarzowi Brunettiemu, usiłującemu ustalić tożsamość nieboszczyka. Komisarz przypomina sobie, skąd zna twarz zabitego mężczyzny i wkrótce okazuje się, że zamordowany był weterynarzem w Mestre i pracował w jednej z pobliskich rzeźni. Rozpoczyna się śledztwo, które przybierze zaskakujący obrót i jak to u Donny Leon, wyciągnie na światło wiele głęboko skrywanych brudów.
Jest to fantastyczny kryminał łączący w sobie cechy powieści społecznej, psychologicznej, obyczajowej, wątki moralizatorskie oraz elementy...książki kucharskiej. 
Autorka nie raczy nas klasycznym kryminałem. Co prawda mamy trupa, mamy zagadkę, ale w książce brak  efektownych scen, intryga kryminalna nie zaskakuje zbytnio, a jednak Dzika zachłanność bardzo mocno trzyma w napięciu, a osobom wrażliwym na los zwierząt, część opisów (na szczęście zgromadzonych w jednym miejscu-bez ujmy dla treści można te kilka stron ominąć) może wycisnąć wiele łez z oczu.  
Książka skłania też do zastanowienia się, do refleksji, do zadania sobie kilku pytań i to ważnych pytań. I jak to u Donny Leon bywa- porusza bardzo ważny temat. Tym razem chodzi o zaburzenie równowagi pomiędzy różnymi aspektami w otaczającym nas świecie. Dotyczy to zarówno kwestii światopoglądowych, skorumpowania i bezsensu urzędniczej machiny Włoch (co realnie można odnieść do innych krajów, także Polski), jak i zanieczyszczenia środowiska, hodowania zwierząt na zmodyfikowanych paszach i zysków, jakie są nielegalnie z tego czerpane.
Donna Leon ukazuje nam wiele wad otaczającego nas świata (na co kładzie nacisk praktycznie w każdej książce) i udowadnia, iż  bezduszne stosowanie się do pędu teraźniejszości, myślenie tylko o sobie, żądza posiadania za wszelką cenę, nadmierna konsumpcja często wyrządzają krzywdę niewinnym ludziom, rujnuje ich życie, doprowadza do tragedii, ale także bezpowrotnie niszczą świat. I dlatego mój ulubiony komisarz - Guido  Brunetti w trakcie coraz bardziej gmatwającego się śledztwa,  niejednokrotnie stanie wobec kwestii, gdzie nie mają zastosowania proste, czarno-białe osądy moralne i przekona się, że nawet tzw. "dobro" może być pojęciem względnym.
W to wszystko wplecione są cudowne opisy Wenecji (jednego z moich ukochanych miast), wzmianki o historii, zabytkach, życiu codziennym. 
Ogromnym atutem są także kulinarne wstawki. Wspomniałam, że seria autorstwa Donny Leon, to swoiste połączenie kryminału z powieścią obyczajowo-społeczną i książką kucharską. Brunetti, jako typowy przedstawiciel swojego narodu, jada i to sporo jada, a do tego delektuje się każdym kęsem, każdym łykiem kawy, wina,. soku. Przyznam się, iż z niecierpliwością czekam na kolejne wzmianki, co Paola (żona Brunettiego) przygotowała na obiad, kolację, co komisarz przekąsi w trakcie śledztwa.
Uwielbiam serię o komisarzu Brunettim. Bardzo cenie styl pisarski Donny Leon, jej trzeźwe, niepozbawione zadumy, ale i sarkazmu pióro. Szanuję jej podejście do życia i poglądy.
Cenię książki Leon za poruszanie ważnych problemów, nad którymi często nie zastanawiamy się, albo wręcz nie mamy pojęcia o ich istnieniu. Np. w Śmierci na obczyźnie autorka poruszała kwestię wojska oraz nielegalne składowanie toksycznych odpadów; w Acqua Alta - homoseksualizmu i nielegalnego handlu antykami; w Znajomych na stanowiskach - skorumpowanych urzędników,  narkotyków i lichwiarstwa.
Niezmiennie zachęcam do lektury całej serii o komisarzu Guido Brunettim. Jednak ostrzegam, nie jest to lektura dla wszystkich. To pozycje, dla tych, którzy pod poza kryminałem oczekują czegoś więcej, lubią pomyśleć nie tylko nad zagadką kryminalną, ale także nad problemami otaczającego nas świata. 

niedziela, 5 lipca 2015

Wahadło Foucaulta - Umberto Eco

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Wahadło Foucaulta to nietypowa książka, ponieważ zaczyna się..od końca. Włoski pisarz na pierwszych stronach przedstawia bowiem głównego bohatera w scenie bez mała finalnej, u kresu całej opowieści. Znamy jego los (czyli los głównego bohatera), wiemy także co przydarzy się innym postaciom, które do życia powołał na kartach książki niezrównany Włoch. Można by więc od razu powiedzieć..po co czytać, skoro wiemy już wszystko. Otóż nic bardziej mylnego. Mimo posiadanej wiedzy tak na prawdę nie wiemy nic. Eco snuje bowiem wspaniałą historie, w którą wplątani są bez mała wszyscy: templariusze, masoni, postaci mityczne, święci różnoracy, jest nawet Atlantyda, są czary i wiele innych rzeczy, osób, zjawisk. 
Wszystko to zmierza do wielkiego spisku, który... my sami, czytelnicy musimy wytropić. Ba musimy odgadnąć, czy ów spisek na prawdę istnieje, czy tylko jest naszą ułudą. 
Wahadło...to wspaniała książka, choć nie ukrywam, na pierwszy rzut oka może się wydawać nieźle zagmatwaną. jednak bez obaw. W miarę czytania, wszystko (no prawie wszystko) staje się coraz jaśniejsze, bardziej klarowne. Co jednak nie znaczy, że łatwo jest nam odkryć prawdę. 
Eco genialnie posługuje się słowem, metaforami, wspaniale ukrywa niektóre rzeczy, inne zamienia w iluzję. A to wszystko zaserwowane czytelnikowi wyjątkowo pięknym językiem. 
Nie ukrywam, Wahadło Foucaulta to trudna, wielowątkowa pozycja, wymagająca skupienia, taka, której nie da się czytać od razu, taka która niezbyt nadaje się na plażę, czy relaks w parku. Wymaga niesamowitego skupienia i wręcz 100-procentowej uwagi. Jednak warto dać jej szansę. Nagrodą jest wspaniała proza i powieść najwyższych lotów.

sobota, 25 kwietnia 2015

Anatomia chwili (czyli o zamachu stanu w Hiszpanii) - Javier Cercas

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Anatomia chwili dotyczy wydarzeń, które miały miejsce w Hiszpanii w dniu 23 lutego 1981 roku. Datę tę możemy przyrównać do naszego 13 grudnia 1981 roku. Wydźwięk i waga wydarzeń takie same.Miał wtedy miejsce nieudany (przeprowadzony przez wojsko) zamach stanu, a hiszpańskiej demokracji broniły w zasadzie trzy osoby (niczym trzej muszkieterowie) - generał, zagorzały komunista i zwolennik zmarłego kilka lat wcześniej Franco. Był to okres niezwykle trudny dla Hiszpanii, okres transformacji. Kilka lat po śmierci dyktatora Franco niewiele zmieniło w mentalności Hiszpanów. O nastrojach tamtych dni, o wydarzeniach z 23 lutego 1981 roku pisze właśnie Cercas.
Książka bazuje przede wszystkim na rozmowach ze świadkami tamtych wydarzeń, obejrzeniu filmu, na którym został uwieczniony jeden ważny gest oraz bogatych studiach dokumentów.
Najnowsze dzieło Cercasa ma same zalety. Łączy bowiem w sobie wszystkie najlepsze cechy doskonałej, porywającej powieści, literatury faktu i reportażu. Wszystko wymieszane w jednej książce, przeniesione na jej karty przy pomocy zręcznego pióra hiszpańskiego publicysty, dało książkę, do lektury której trudno się oderwać mimo, iż tematyka nie należy do przyjemnych czy łatwych. 
Atutem jest także doskonale oddany nastrój tamtego dnia oraz wybornie zobrazowane- klimat Hiszpanii i nastroje ludności noszącej w sobie bardzo świeże piętno dyktatury Franco. Cercas ukazuje także liczne paradoksy, jak chociażby frankistowską przeszłość tworzącego hiszpańską demokrację polityka. Bez mała tak jak u nas esbecka przeszłość polityków, znanych osób.
Całość perfekcyjna, trzymająca w  napięciu i dająca choć w przybliżeniu obraz trudnej przeszłości Hiszpanii. 
Książka ta to nie tylko dokument, nie tylko oddanie klimatu, nastroju czy ukazanie fragmentu historii. To także lista (bardzo długa), na której znalazły się trudne i jeszcze trudniejsze pytania. Na wiele z nich nie ma jeszcze odpowiedzi. Czy kiedyś Hiszpanie tę odpowiedź uzyskają? Trudno powiedzieć. 
Doskonała proza, wyśmienity dokument, całość mistrzowska.
Zachęcam do lektury.

sobota, 26 lipca 2014

Kolekcjoner światów

Wydawnictwo Noir sur Blanc, ocena 5,5/6
Chciałabym wam zaprezentować książkę, która podczytywałam od jakiegoś czasu, a skończyłam dzisiaj. Leżała sobie na nocnym stoliku, co kilka dni czytałam po kilka stron przeplatając je lekturą lżejszych pozycji. Nie jest to pozycja łatwa, prosta, nie da się jej szybko przeczytać, ale warto poświecić jej czas i wysiłek.
Bohaterem jest brytyjski podróżnik Sir Richard Francis Burton, który żył w latach 1821–1890. Był jednym z najbarwniejszy ludzi swojej epoki, podróżnikiem, kolekcjonerem, poszukiwaczem przygód, szpiegiem, dyplomatą, a na pewno kimś niebanalnym, odstającym od swojej epoki. Posiadał wiele talentów, nie potrafił skoncentrować się tylko na jednej rzeczy. Jednak to co robił starał się robić zawsze jak najlepiej, dawać z siebie wszystko.  
Kolekcjoner światów to niezwykle barwny, plastyczny i przemawiający do czytelnika opis podróży, jaką Burton odbył w trakcie służby w Kompanii Wschodnioindyjskiej. Oficjalnie służył królowej. Przybywał do kolejnych brytyjskich kolonii żeby skontrolować stan funkcjonowania placówki i sprawować pieczę nad miejscową ludnością. Poza protokołem badał, poznawał, zgłębiał miejscową ludność, jej obyczaje, kuchnię, język, wierzenia. Odbył wiele wypraw, niektóre dalekie, egzotyczne, jak np. do źródeł Nilu, szlakiem karawan przez pustynię. W 1854 roku przebrany za Araba, dostał się, jako pierwszy Europejczyk, do zamkniętego miasta w Somalii i odbył szereg spotkań z miejscowymi prominentami. Po dziesięciu dniach wrócił – samotnie wędrując przez pustynię. W latach 1877-1882 brał udział w wyprawach w poszukiwaniu złota na Bliskim Wschodzie i w Ghanie. Wielokrotnie był ranny, ciężko chory, a  nawet sparaliżowany. Nic jednak nie potrafiło go powstrzymać. Był pierwszym Brytyjczykiem, który dotarł do Mekki i Harar w Etiopii. Był też pierwszym podróżnikiem, który przedsięwziął podróż do źródeł Nilu ze wschodniego wybrzeża Afryki. Był wielkim poliglotą, znał 29 języków obcych i 11 dialektów. Napisał wiele książek o swych odkryciach.
Za sprawą swoich poczynań zdecydowanie odstawał od swoich rodaków, których nadrzędnym celem było powrócić z kolonii z jak największą ilością skarbów, gotówki. Burton owszem także chciał zarabiać, jednak jego priorytetem była pomoc rdzennym mieszkańcom i poznanie ich oraz ich kultury. Jednak poznanie czasami związane jest z przejęciem. Burton zbytnio zbliżając się do lokalnej ludności przejął od niej część zwyczajów, co w efekcie doprowadziło do jego kuriozalnych zachowań i wyglądu. Na czym one polegały? Tego nie zdradzę. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę. Trojanow zafascynowany swoim bohaterem ukazał go w sposób wyjątkowy. Kolekcjoner światów to częściowo biografia, częściowo powieść awanturnicza, a częściowo studium niebanalnej jednostki. Pisarz używa przy tym wspaniałego języka, który w połączeniu z rysem bohatera i zręcznym piórem dał wspaniałą, porywającą książkę.
Książkę czyta się dosyć na raty, fragmentami. Życie Burtona nie było łatwe, niebagatelną rolę odegrały w nim kolonie na Wschodzie. Stąd w Kolekcjonerze... duża ilość nawiązań do kultur bliskowschodnch. Moim zdaniem jest to jednak dodatkowe ubarwienie i atut opowieści, który sprawia, iż Kolekcjonera światów czyta się niczym baśń z 1001 nocy. Zachęcam do sięgnięcia po tę niezwykłą książkę.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Zgubne środki. - Donna Leon

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Tytuł oryginalny: Fatal remedies, Okładka miękka, 270 s., Moja ocena 6/6
Kolejny kryminał z mojej ulubionej serii z komisarzem Brunettim i Wenecją w roli głównej. Tym razem sprawa dotknie bezpośrednio komisarza i jego rodziny. Pewnej nocy komisarza budzi telefon - jego podwładni informują, że zatrzymali jego żonę. Kilka dni temu doszło między nimi do gwałtownej kłótni na temat seksturystyki oferowanej przez włoskie biura podróży pod szyldem "Dyskretna obsługa hotelowa. Miłe towarzystwo". Paola postanowiła zainterweniować w tej sprawie, rozmijając się nieco z literą prawa i poprzez akt wandalizmu protestuje przeciw praktykom biur podróży, które pod przykrywką organizowania wycieczek do takich krajów jak Tajlandia, czy Filipiny, zapewniają swoim klientom łatwy dostęp do zmuszanych do prostytucji dzieci. Chociaż zarówno Guido, jak i Paola wiedzą, że racja moralna jest po stronie Paoli, prawo włoskie nie zabrania jednak wycieczek zagranicznych, jakkolwiek godny potępienia byłby ich cel. Brunetti, choć podziela oburzenie wobec zawoalowanego reklamowania seksturystyki przez biura podróży, jako policjant zobowiązany jest aresztować sprawcę przestępstwa wandalizmu, a więc własną żonę. Próbując zapobiec “wojnie domowej”, a także chronić Paolę przed odpowiedzialnością karną, staje się mimowolnym wspólnikiem popełnionego przez nią wykroczenia i tym samym poważnie naraża swoją karierę zawodową. Sytuacja znacznie się komplikuje, gdy zostaje zamordowany właściciel jednego z biur podróży proponujących owe "dyskretne" wycieczki - nieuchronnie podejrzenie pada na nią. Dodatkowo pojawiają się wątki handlu przeterminowanymi, nielegalnymi lekami i ostrej pornografii. Komisarz Brunetti, mimo że został wysłany przez szefa na tajemniczy "urlop administracyjny", musi tę sprawę rozwiązać - bardzo szybko okazuje się, że jej korzenie sięgają znacznie dalej niż proceder seksualnego wykorzystywania nieletnich. Tylko czy uda się ukarać winnych?
To kolejny przeczytany przeze mnie kryminał Donny Leon i po raz kolejny jestem nim wręcz zachwycona, podobnie, jak całą serią. Co dla mnie istotne Zgubne środki podobnie, jak pozostałe kryminały autorstwa Leon, poruszają nie tylko kwestię kryminalną, ale także kwestie obyczajowe, moralne, społeczne. Wątek kryminalny w Zgubnych środkach podobnie, jak w innych książkach Donny Leon jest czymś realnym, dziejącym się obok zwykłych ludzi, historią jakich mnóstwo, historią na jaką najprawdopodobniej większość z nas nie zwróciłaby uwagi. Chociaż sama akcja w Zgubnych środkach nie należy do tych ala amerykańskich, gdzie mamy mnóstwo strzelaniny i bohaterów na zasadzie "zabili go i uciekł", to jednak jest to doskonały kryminał z wątkami społecznymi i opisami przepięknej, magicznej Wenecji. Gorąco polecam.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Okropna sprawiedliwość. - Donna Leon

Wydawnictwo Noir Sur Blanc,  Tytuł oryginalny: Suffer the Little Children, Okładka miękka, 308 s., Moja ocena 6/6
Grupa uzbrojonych mężczyzn wdziera się do mieszkania cenionego pediatry, burząc spokój weneckiej nocy. Okazuje się jednak, że zamaskowani napastnicy wcale nie są bandytami czy terrorystami; przyszli po półtorarocznego synka lekarza. To sensacyjne wydarzenie szybko trafia na łamy gazet, po czym...zaczyna się cała akcja. Tym bardziej, że maluch nie zostaje zwrócony rodzicom, tylko trafia do sierocińca. Mimo wielu interwencji chłopiec nie zostanie zwrócony biologicznym rodzicom ani kochającemu go ojcu adopcyjnemu. Dlaczego? I co wydarzy się dalej? Bo zapewniam, to dopiero początek.
Jest to fantastyczny kryminał łączący w sobie cechy powieści psychologicznej, obyczajowej, wątki moralizatorskie oraz elementy...książki kucharskiej. 
Tym razem autorka nie raczy nas ani jednym, najmniejszym nawet trupem - są ciężko ranni, nawet bardzo, ale trupa, który odgrywałby główną rolę (jak to w kryminale) brak. W książce brak też efektownych scen, intryga kryminalna nie zaskakuje zbytnio, a jednak Okropna sprawiedliwość bardzo mocno trzyma w napięciu, a osobom wrażliwym na los dzieci może wycisnąć wiele łez z oczu. Książka skłania też do zastanowienia się, do refleksji, do zadania sobie kilku pytań i to ważnych pytań. I jak to u Donny Leon bywa- porusza bardzo ważny temat. Tym razem chodzi o nielegalne adopcje, tzw. handel dziećmi. Z jednej strony chodzi tu o dramat osób, które nie mogą mieć własnego potomstwa, z drugiej - o bezduszność innych, którzy wykorzystują tę sytuację i czynią z niej źródło swoich dochodów. Autorka sprawia, że w trakcie lektury zaczynamy się zastanawiać czy ludzie nielegalnie adoptujący dzieci to porywacze, czy też wspaniali rodzice? Czy kupując dziecko robią mu krzywdę, czy też dają szansę na nowe, normalne życie w pełnej ciepła i miłości rodzinie? Autorka ukazuje nam także wady koszmarnej biurokracji włoskiej (na co kładzie nacisk praktycznie w każdej książce) i udowadnia, iż  bezduszne stosowanie się do przepisów prawnych często wyrządza krzywdę niewinnym ludziom, rujnuje ich życie, doprowadza do tragedii. I dlatego mój ulubiony komisarz - Guido  Brunetti w trakcie coraz bardziej gmatwającego się śledztwa,  niejednokrotnie stanie wobec kwestii, gdzie nie mają zastosowania proste, czarno-białe osądy moralne, i przekona się, że nawet tzw. "dobro dziecka" może być pojęciem względnym. I za to cenie książki Donny Leon - za poruszanie ważnych problemów, nad którymi często nie zastanawiamy się, albo wręcz nie mamy pojęcia o ich istnieniu. W Śmierci na obczyźnie autorka poruszała kwestię wojska oraz nielegalne składowanie toksycznych odpadów; w Acqua Alta - homoseksualizmu i nielegalnego handlu antykami; w Znajomych na stanowiskach - skorumpowanych urzędników,  narkotyków i lichwiarstwa.
Poza tym wiele, wiele smaczków, jak chociażby opisy Wenecji, którą po prostu uwielbiam, szczegóły budowli, wtrącenia dot. historii miasta. I oczywiście kwestia kulinarno - rodzinna. Główną postacią kryminałów jest komisarz Guido Brunetti. Czytając kolejne książki poznajemy jego rodzinę (żonę Paolę + dwójkę dzieci, typowych nastolatków) i jak to we Włoszech bywa - celebrujemy z nimi głównie wieczorne posiłki, a jadają wspaniale, przy czym Donna Leon wszystko ze szczegółami opisuje. Dlatego serię książek jej autorstwa polecam miłośnikom kryminałów oraz miłośnikom Wenecji i dobrej kuchni:).
Urodzona w 1942 r. w Nowym Jorku w rodzinie irlandzko-hiszpańskiej Donna Leon po raz pierwszy odwiedziła Włochy w roku 1965 będąc na studiach i przez następne dziesięć lat przyjeżdżała tam regularnie, w międzyczasie pracując w USA, w Iranie, w Chinach i w Arabii Saudyjskiej jako nauczyciel angielskiego. Sama Donna Leon mówi o sobie, że jest kimś zupełnie bez ambicji, że jedno, czego zawsze chciała, to żeby w życiu było zabawnie i miło. Przez ponad 15 lat, jak mówi, nigdy nie mieszkała na tym samym kontynencie, ale dziewięć miesięcy spędzone w Arabii Saudyjskiej było dla niej tak strasznym doświadczeniem, że postanowiła przestać podróżować i osiedlić się w Wenecji. Znalazła pracę na uniwersytecie marylandzkim, który współpracował z amerykańskimi bazami wojskowymi w Veneto (Wenecja Euganejska) co pozwoliło jej mieszkać tam, żyć jak Włoszka, a pracować jak Angielka, czyli wykorzystując znajomość języka ojczystego. Przypadek sprawił, że napisawszy książkę, która przeleżała półtora roku w szufladzie, wysłała ją na konkurs do Japonii i zdobyła pierwszą nagrodę, co pociągnęło za sobą podpisanie kontraktu na następne dwie i w ten sposób w roku 1992 narodziła się seria powieści, których bohaterem jest komisarz Guido Brunetti.
Donna Leon lubi inteligencję, hojność, Jane Austen, psy, kantaty Bacha, lody, Nowy Jork, bez, pić kawę w łóżku i chodzić po górach, nie lubi retorycznych pytań, różowego koloru, psychoanalizy, Hemingwaya, zdań, które zaczynają się od „Jestem rodzajem osoby, która...” a także nie lubi, żeby ktoś jej mówił, co ma robić.
Lubi także (choć to chyba za mało powiedziane) muzykę klasyczną, zwłaszcza twórczość Haendla i dlatego od lat jest menadżerem orkiestry Il Complesso Barocco.
W kwietniu ma się ukazać w naszych księgarniach 18. z kolei powieść z komisarzem Brunettim w roli głównej- Ukryte piękno. Już nie mogę się doczekać. 
Na swojej stronie internetowej autorka zapowiada nową powieść, mam nadzieję, że na jej tłumaczenie na jęz. polski nie będziemy musieli długo czekać.