Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria z miotłą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria z miotłą. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2013

Pępowina - Majgull Axelsson

Wydawnictwo WAB, Okładka miękka, 544 s., Moja ocena 5,5/6
Majgull Axelsson w szczytowej formie, jak zwykle porywająca i poruszająca lektura.
Wyjątkowo gwałtowny sztorm nawiedza niewielkie, prowincjonalne miasteczko. Ci, którym nie udało się w porę wyjechać, schronienia szukają w miejscowej gospodzie. W trakcie przymusowego odosobnienia, te kilka osób przeprowadzi wiele trudnych rozmów, do których w innych warunkach zapewne by nie doszło. Znać o sobie dadzą wszelkie możliwe animozje, lęki, latami tłumione problemy i wzajemne żale. Każdy z bohaterów to osobna historia, osobny świat, osobne problemy (dużo rzadziej radości), lęki. Żaden z bohaterów nie ma recepty na życie. Każdego z nich życie jest nie tylko nie takie, jak sobie to kiedyś zaplanował, ale przede wszystkim jest bagnem pełnym dramatów, niespełnionych obietnic (które każdy z nas składa sam sobie). Żadna z tych osób nie wie co zrobić dalej, jak żyć, żeby być szczęśliwym, żeby wyjść z tego swoistego zapętlenia. Każdy z nich potrzebuje jednak pomocnej ręki i dużej, ogromnej dawki miłości, jak to w życiu bywa.
Pępowina to nie tylko poruszająca lektura, ale także swoista terapia nie tylko dla bohaterów książki, ale także dla wielu czytelników. Axelsson we wspaniały, tak charakterystyczny dla niej sposób rysuje sylwetki bohaterów, zarówno dzieci, jak i ich rodziców. Bo tak to już jest, że czyny jednych mają wpływ na całe życie innych osób, często nawet na kolejne pokolenia. Nie inaczej jest w Pępowinie. Autorka stawia przed swoimi czytelnikami, a tym samym przed nami samymi wiele trudnych pytań, z których najważniejszymi są: jak żyć, jak mądrze kochać i czy można nie powielać zachowań naszych rodziców samemu wychowując dzieci? Zdawałoby się proste, banalne, zwyczajne pytania. Ale tylko z pozoru. Ilu z nas tak z ręką na sercu nie ma trudnych wspomnień (w mniejszym lub większym stopniu) z własnego dzieciństwa? Ilu z nas wie jak żyć, jak kochać, jak postępować z własnymi dziećmi, z samym sobą? Założę się, że niewielu.
Axelsson nie daje nam uniwersalnej recepty, skłania za to do przemyśleń, daje drobne wskazówki. To czy z nich skorzystamy. To już zależy od nas.
Wspaniała, życiowa, mądra opowieść o ponadczasowym charakterze ze wspaniale wykreowanymi bohaterami. Pępowina to opowieść dotykająca co prawda najboleśniejszych rzeczy, ale niezwykle potrzebna.
Axelsson po raz kolejny udowodniła, że jest wspaniałą pisarką i znawczynią ludzkiej duszy.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską 

poniedziałek, 22 października 2012

27, czyli śmierć tworzy artystę - Alexandra Salmela

Wydawnictwo WAB, Seria z miotłą, Okładka miękka, 364 s.
Wyjątkowo nie oceniam książki w skali 1-6, bo nie wiem, jaką ocenę dać, więcej nie wiem nawet czy książka mi się podobała. Można po lekturze nie wiedzieć, gwarantuję wam.
Ale po kolei.
27, czyli śmierć tworzy artystę, pochodzi z bardzo przeze mnie cenionej serii Wydawnictwa WAB, Serii z miotłą. Zawsze „miotełka” była dla mnie gwarantem doskonałej jakości prozy i wszystkie pozycje kupowałam w ciemno.
Autorka książki, Alexandra Salmela, to ur. w 1980r.,  pisząca po fińsku Słowaczka, autorka licznych opowiadań, wierszy i dramatów. Studiowała dramaturgię w Bratysławie i filologię fińską w Pradze. Mieszka w Finlandii z mężem i dwójką dzieci. 27, czyli śmierć tworzy artystę (2010), to jej debiutancka powieść, uhonorowana nagrodą literacką dziennika „Helsingin Sanomat" oraz nominowana do prestiżowej Finlandia-palkinto i słowackiej nagrody literackiej, Anasoft Litera. Prawa do przekładu kupili wydawcy z Czech, Danii, Słowacji i Włoch.
A o co chodzi w książce? No właśnie nie do końca jestem pewna.
Mamy tzw. Klub 27, do którego należą m.in. Brian Jones, Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jim Morrison, Kurt Cobain,  Amy Winehouse. Znacie ich? Wszyscy ich znają, ale nie tylko to ich łączy. Łączy ich także śmierć w wieku...27 lat. Dlaczego akurat w tym wieku? Czy to jakaś cyfra magiczna, może graniczna? 

Na to i inne pytania próbuje odpowiedzieć główna bohaterka książki – Angie. Dziewczyna niedługo także dobije do magicznej granicy i skończy 27 lat. Jest przekonana, że do czasu swoich urodzin musi stworzyć coś wielkiego, jakieś wiekopomne dzieło. Postanawia stworzyć arcydzieło literackie. Szukając godnego owego dzieła tematu i natchnienia, wybiera się do Finlandii. Zamieszkuje w sąsiedztwie powiedzmy normalnej rodziny i zaczyna tworzyć.
Co z tego wyjdzie nie napiszę.
Nie chcę was zrażać do lektury. Każdy powinien sam na własną rękę odkryć zachwalaną na Zachodzie książkę Salmeli.
Co mnie najbardziej w trakcie lektury irytowało? Wielostronna (chociaż nie wiem, czy to odpowiednie sformułowanie) narracja, 4 narratorów to dla mnie o przynajmniej dwóch za dużo. Ale tu nie chodzi nawet o liczbę narratorów, a o to kim (czym?!) są. Głównym narratorem jest  oczywiście Angie poza tym... Opel Astra, którego właścicielem jest w/w fińska rodzina (do tego ten Opel mówi), kotka Kassandra (i to wg mnie najsensowniejszy, acz tajemniczy narrator) i... Pan Prosiaczek (tak, ten od Kubusia Puchatka, który jest najlepszym przyjacielem Fasolki - najmłodszej latorośli w stadle fińskich sąsiadów Angie, jest też niezwykle miły, taki brat łata). 

Ta narracja jest o tyle ciekawa, że za każdym razem poznajemy inny punkt widzenia.
A co mi się podobało (bo było coś takiego, a tak, żeby nie było, że jestem całkiem na nie), bardzo ciekawie odmalowani bohaterowie. Przede wszystkim sama Angie, poza tym fińska kura domowa Pia, która wydawała mi się z lekka (a może nawet bardziej) sfrustrowana, a jej jedynym sposobem na życie było rodzenie kolejnych dzieci, przy tym była mega nawiedzona ekologicznie i tą ekologiomanię próbuje zaszczepić w Angie, no i jej bardzo niezaradny życiowo mąż.
Nie neguję, że powieść (obsypana peanami i wieloma nagrodami) jest dobra, ba jest doskonała, ale ja jej chyba (bo nie jestem w sumie pewna) nie zrozumiałam właściwie. Wiem, że książki z Serii z miotłą są ambitne, czasami trudne w odbiorze, ale książka Salmeli nie przemówiła do mnie. Może nie zrozumiałam przesłania, które miało podobno obalać stereotypy dot. Finów? Może książka w mojej osobie nie trafiła na swojego czytelnika? Najpewniej wszystko naraz. 

No cóż, sami pewnie wiecie, że czasami tak jest - książka moze być doskonała, podobać się większości czytelników, a wam niezbyt odpowiada, nie przemawia do was...
Np. moja mama i przyjaciółka są nią zachwycone, uważają, że jest nowatorska, ma głębię i wspaniałe poczucie humoru i niezwykle ciekawie ukazuje sceny z życia bohaterów...
Nie odradzam wam tej lektury, nawet do niej zachęcam, jeśli od czasu do czasu lubicie przeczytać coś innego, nietypowego.Ta  książka jest mocno nietypowa, to jedno mogę zagwarantować.  Może czasami warto sięgnąć po coś innego, może akurat wam ta pozycja przypadnie do gustu bardziej niż mnie.