Wydawnictwo MG, Okładka miękka, 208 s., Moja ocena 5,5/6
Główna i tytułowa bohaterka, panna Konstancja Skowrońska, nazywana Kotusią, to uboga krewna, sierota wychowana przez wujostwo. Ponieważ od małego mieszka w majątku swoich opiekunów pracą odwdzięcza się jak może za dobroć, jaka od nich dostała na przestrzeni lat. Z biegiem lat przejmuje na siebie coraz więcej obowiązków i gdy ją poznajemy ma 18 lat, a na głowie cały dom. Z natury łagodna, dobra, spokojna, nie przyjdzie jej do głowy myśl, ze rodzina chyba ja trochę wykorzystuje. Kotusia wykonuje obowiązki w sposób tak niezauważony, jakby praca robiła się sama. Wszyscy przyzwyczaili się, że ona jest, niczym duch, niczym tło i jej pomoc w domu stała się oczywistością.
Co prawda wuj wziął ja do siebie, gdy była malutka i wychował jak równą sowim dwóm córkom, ale to tylko pozory. Ale to stryj darzy dziewczynę największa miłością i szanuje jej pracę. Stryjenka to z kolei kobieta odrobinę wyniosła, niezwykle elegancka, która poza rozkazywaniem nie robi absolutnie nic. Ma dobre serce, ale zbyt rzadko dochodzi ono do głosu.
Kotusia ma także dwie kuzynki – starszą Felę, która Kotusię od zawsze traktuje z dystansem, z góry i młodszą Jadwisię, towarzyszkę zabaw dziecinnych, która obecnie śmieje się z Kotusi i jej niemodnych strojów. Kotusia jednak nic sobie nie robi, ani z niemodnych, przerabianych strojów, ani spracowanych, zniszczonych dłoni. Taka po prostu jest.
Zaprzyjaźniona jest Kotusia z kuzynem, Kaziem, cieszy się jego osiągnięciami, jednak nigdy nie posuwa się w zażyłości zbyt daleko, chociaż miałam wrażenie, że jest nim lekko zauroczona.
Jednak pewnego dnia w majątku wujostwa pojawia się Sewer Stamierowski, pasierb właściciela sąsiedniego majątku, chłopak o gwałtownej naturze, niemogący się pogodzić z całkowitą zależnością od znienawidzonego ojczyma. Dopiero on po wielu próbach, sprawia, że Kotusia odczuwa uczucie dotąd jej nieznane – zakochuje się. Na szczęście jest to miłość obopólna. Młodzi chcą się pobrać, jednak Sewer nie chce skazywać przyszłej żony na nędzę, żąda więc swojej części majątku. Po wściekłej awanturze ojczym wtrąca go do lochu. I tu zaczynają się prawdziwe problemy.
Czy Kostusia zdoła odzyskać swego ukochanego? Czy ich uczucie przetrwa? Czy będą razem?
Tego oczywiście nie zdradzę, zachęcam za to do sięgnięcia po książkę.
Bardzo lubię powieści Marii Rodziewiczówny, są ponadczasowe. Jedne podobają mi się bardzo, inne odrobinę mniej. Jednak Ona jest wyjątkowa, czytałam tę książkę z prawdziwą przyjemnością.
Aż mi się ciepło na sercu robiło, gdy autorka kreśliła obraz głównej bohaterki. Kotusia jest mądra, chociaż praktycznie nie wykształcona, mądra taką życiową mądrością, prostolinijna, dobra, łatwowierna, ale nie głupia. Na początku wydawała mi się odrobinę zbyt infantylna i trochę mnie denerwowała ta jej służalcza postawa, ale szybko zrozumiałam że to nie infantylność, tylko po prostu dobroć. Bo Kotusia jest po prostu dobrym człowiekiem. Z takim określeniem i z takimi ludźmi już prawie się obecnie nie spotykamy, nie przystają oni zupełnie do naszego świata. I tak w trakcie lektury wielokrotnie zastanawiałam się, komu łatwiej się żyło/żyje nam czy takiej Kotusi.
Książkę, jak każdą pozycję autorstwa Rodziewiczówny czyta się doskonale, niezwykle szybko i na długo zapada w pamięć, głównie dzięki wspaniale nakreślonym, niezwykle wyrazistym bohaterom i doskonale oddanym realiom epoki. Nie bez kozery Maria Rodziewiczówna bywa nazywana polską Jane Austin.
Gorąco zachęcam do lektury.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maria rodziewiczówna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maria rodziewiczówna. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 lutego 2013
sobota, 24 listopada 2012
Klejnot - Maria Rodziewiczówna
Wydawnictwo MG, Okładka miękka, 304 s., Moja ocena 5,5/6
Dzieci z mężem na zakupach, teściowa w kuchni:):):), a ja piszę recenzję. To jest życie:)
Klejnot, to książka z tych, które się połyka, od których (gdy tylko zacznie się lekturę) nie sposób się oderwać. Czytać Klejnot zaczęłam wczoraj po południu, a dokończyłam dziś skoro świt, powinnam jednak podziękować mężowi, że obudził mnie chrapaniem, same z tego korzyści - zakupy na wyprzedaży w Matrasie i skończony Klejnot.
Ale wracajmy do książki. Jest to kolejna wspaniała, przepiękna powieść autorstwa bardzo przeze mnie lubianej Marii Rodziewiczówny. Tym razem autorka zabiera nas na Kresy i opowiada o szlachcie polskiej walczącej o utrzymanie rodzinnych majątków. Jest to także chyba najbardziej osobista książka pisarki. Dlaczego? O tym za chwilę.
Trudno teraz w XXI w. oceniać Rodziewiczównę i jej twórczość. Z jednej strony pozostaje pisarką anachroniczną i niemal zapomnianą, z drugiej wciąż silne jest wspomnienie jej niezwykłej popularności. Napisała ogromna ilość książek, opowiadań, artykułów do gazet. Była niezwykle płodną i utalentowaną pisarką.
Szukając informacji o Rodziewiczównie znalazłam w sieci notatkę, że w XIX w. w Polsce popularniejszy od niej był tylko Sienkiewicz. Nadal (mimo, iż mało popularne i mało medialne) wznawiane są jej dzieła, z czego bardzo się cieszę.
Pisarka miała niezwykłe życie, ale niezwykłe dla nas żyjących w XXI w., osób z takimi pogmatwanymi, trudnymi życiorysami w XIX w. było mnóstwo, wszak historia naszego (nieistniejącego wtedy na mapie świata) państwa nie oszczędzała. Bardzo dużo elementów ze swojego życia przeniosła na karty pisanych przez siebie książek.
Urodziła się w majątku Pieniuha koło Grodna 3 lutego 1864 r. To najbardziej prawdopodobna data, choć rozpowszechniona jest też inna - 2 lutego 1863. Jej dzieciństwo (jak i dzieciństwo wielu jej rówieśników) zostało silnie związane z powstaniem styczniowym.
W wyniku represji rodziców zesłano na Syberię, dziewczynką i jej rodzeństwem zajęli się dziadkowie, potem krewna - Karolina Skirmuntowa.
Powrót matki i ojca po kilku latach wiązał się z przeprowadzką do Warszawy, a potem odziedziczonego majątku Hruszowa na Polesiu. Z tym miejscem Maria związana będzie już niemal do śmierci. W międzyczasie umiera ojciec, a 17-letnia zaledwie Maria postanawia spłacić siostrę, brata i samodzielnie zacząć prowadzić rodzinne gospodarstwo.
Jednocześnie próbuje pisać swoje pierwsze utwory i publikuje je, zadebiutowała niewielką nowelką Gama uczuć. Cztery lata później w prowadzonym przez Marię Konopnicką Świcie pojawi się w odcinkach powieść Straszny Dziadunio, później Dewajtis i kolejne.
Los, jaki w młodości spotkał Rodziewiczównę był typowy dla jej epoki, ale nietypowe był późniejszy sposób na życie, jaki pisarka wybrała. Rodziewiczówna wykorzystała sytuację Polek, które dzięki nieobecności mężczyzn (powstania, zsyłki, śmierć) osiągnęły silną (jak na owe czasy) pozycję w społeczeństwie często przejmując na siebie tradycyjnie męskie obwiązki, np. prowadzenie gospodarstwa. Wiązało się to oczywiście z trudami, ale niosło ze sobą możliwość samostanowienia i pieniądze, a więc swobody o których kobiety z Europy Zachodniej mogły tylko pomarzyć. Ukochany majątek pisarki prawie zawsze pełny był mieszkających w nim kobiet. Mieszkały tam m.in. matka, babka i siostra pisarki, przyjaciółki.
Taki model życia pisarka wspaniale ukazała w Klejnocie. Dlatego napisałam, iż to bardzo osobista opowieść. Wśród licznych bohaterów książki, na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się kobiety: Barbara – samodzielnie zarządzająca majątkiem, baba – trzymająca w ryzach cały chłopski ród, Nina – nowoczesna dziewczyna świadoma swojej wartości.
W każdej z nich możemy zapewne odnaleźć Marię Rodziewiczównę: romantyczną a jednocześnie pragmatyczną, kierującą dużym przedsiębiorstwem, jakim był jej majątek ziemski, spragnioną miłości i niepogodzoną z podrzędną rolą kobiety.
Pisarka ukazuje w genialny sposób trudy z jakimi musieli borykać się jej rodacy, którzy żyli pod carskim zaborem na Kresach. Nie dość, że przepisy carskiego prawa były okrutne, to do tego nie sprzyjała aura i koniunktura. Dodatkowo większość bohaterów gnębiły bardzo wysokie carskie podatki i jeszcze wyższe odsetki od lichwiarskich pożyczek, których udzielali Żydzi. Wielu zaczyna przychodzić do głowy sprzedaż rodzinnych majątków, porzucenie ojcowizny i przeniesienie się do miasta, gdzie życie jest zdecydowanie łatwiejsze.
Napisałam wcześniej, że na pierwszy plan w Klejnocie wysuwają się kobiety. To prawda, ale nie tylko one są bohaterami. Jednym z głównych męskich bohaterów jest Seweryn Sokolnicki, który w tych niesprzyjających okolicznościach z trudnością utrzymuje się na powierzchni i gospodarzy w swoim majątku.
Czy Sewerynowi, Ninie, Barbarze uda się zrealizować swoje plany, czy uda im się nie poddać i przetrwać? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury.
Książkę czyta się bardzo szybko, chociaż przyznam się, że przez pierwsze ok. 30 s. miałam problemy ze zrozumieniem języka, którym posługują się bohaterowie. Kresowy język z XIX w. to sprawa niełatwa, ale gdy tylko przyzwyczaiłam się do niego, lektura była prawdziwa przyjemnością.
Ogromnym plusem są cudowne (ala Nad Niemnem) opisy przyrody oraz opisy życia codziennego i zwyczajów ludzi mieszkających na Kresach w XIX w.
Klejnot jest wspaniałą, wręcz magiczną opowieścią o odwadze, miłości (tej między ludźmi, ale także do kraju i ziemi), walce, poświęceniu. Ale zaznaczam, nie jest to bynajmniej smutna opowieść. Klejnot daje nadzieję i uczy, tego czego nigdzie indziej już się nie nauczymy.
Cieszę się, że właśnie w Wydawnictwie MG ukazały się kolejne powieści autorstwa Marii Rodziewiczówny:
Wawera Karewisa poznajemy najpierw jako kapitana Lorenza. Z biedy, w poszukiwaniu pracy dotarł do Szczecina, gdzie wydrapywał pazurami swą pozycję miedzy Niemcami. Pracowity nad miarę, odważny do szaleństwa, został kapitanem okrętu i przyszłość się przed nim mieniła wszystkimi kolorami tęczy. Kaprys, chęć zaimponowania swoim, a może drgnienie serca, spowodowało, że postanowił na kilka dni wrócić na ojcowiznę. Z początku wszystko go tam śmieszyło i złościło, ale dzień za dniem ten szary proch odnajdywał drogę do jego duszy...
Szary proch to ziemia pod naszymi stopami, ziemia tak mało nieraz warta w pieniądzach, a tak ważna dla serca. Szary proch to też życia ludzkie. Każdy z nas plecie swoją dolę i niby pojedyncze życie nie jest ważne, a jednak każde okazuje się najważniejsze. Szary proch to przepiękna opowieść o umiłowaniu swojej ziemi, której nie sposób się wyrzec. Tym razem Rodziewiczówna opowiada nam o Litwinach i Żmudzi. Jakże podobny ich los do losu Polaków, choć nie zawsze między tymi narodami istniała zgoda. Jakże podobny charakter, umiłowanie wiary i ziemi ojczystej.
Panna Konstancja Skowrońska, uboga krewna, sierota wychowana przez wujostwo, swą pracą odwdzięcza się jak może za doznane łaski i dobroć. Z natury łagodna, wykonuje obowiązki w sposób tak niezauważony, jakby praca robiła się sama. Zaprzyjaźniona szczerze z kuzynem, Kaziem, cieszy się jego osiągnięciami, jednak nigdy nie posuwa się w zażyłości zbyt daleko. Jej uczucia rozbudzi dopiero Sewer Stamierowski, pasierb właściciela sąsiedniego majątku, chłopak o gwałtownej naturze, niemogący się pogodzić z całkowitą zależnością od znienawidzonego ojczyma. Młodzi chcą się pobrać, jednak Sewer nie chce skazywać przyszłej żony na nędzę, żąda więc swojej części majątku. Po wściekłej awanturze ojczym wtrąca go do lochu...
Ukazały się także wspomnienia z migawkami z życia z Marią Rodziewiczówną. Ponieważ do tej pory nikt nie pokusił się o napisanie biografii pisarki, tym cenniejsze są takie wspomnienia. Ich autorka Jadwiga Skirmunttówna była najbliższą przyjaciółką Marii Rodziewiczówny. Mieszkały razem 25 lat. Towarzyszyła pisarce podczas wojen i pokoju, zarówno w Warszawie, jak i w Hruszowej. Była z nią aż do chwili śmierci. Wspomnienia to zapis przepięknej przyjaźni, czy nawet miłości dwóch niezwykłych kobiet, ale też zapis życia w wyjątkowych czasach i w wyjątkowych miejscach, które tak bardzo obie ukochały - Warszawie i Kresach.
Czytajmy książki Marii Rodziewiczówny, warto, bo nasze polskie i ponadczasowe. Na całym świecie panuje kult Jane Austrin, a Rodziewiczówna to taka nasza polska Jane Austin.
Dzieci z mężem na zakupach, teściowa w kuchni:):):), a ja piszę recenzję. To jest życie:)
Klejnot, to książka z tych, które się połyka, od których (gdy tylko zacznie się lekturę) nie sposób się oderwać. Czytać Klejnot zaczęłam wczoraj po południu, a dokończyłam dziś skoro świt, powinnam jednak podziękować mężowi, że obudził mnie chrapaniem, same z tego korzyści - zakupy na wyprzedaży w Matrasie i skończony Klejnot.
Ale wracajmy do książki. Jest to kolejna wspaniała, przepiękna powieść autorstwa bardzo przeze mnie lubianej Marii Rodziewiczówny. Tym razem autorka zabiera nas na Kresy i opowiada o szlachcie polskiej walczącej o utrzymanie rodzinnych majątków. Jest to także chyba najbardziej osobista książka pisarki. Dlaczego? O tym za chwilę.
Trudno teraz w XXI w. oceniać Rodziewiczównę i jej twórczość. Z jednej strony pozostaje pisarką anachroniczną i niemal zapomnianą, z drugiej wciąż silne jest wspomnienie jej niezwykłej popularności. Napisała ogromna ilość książek, opowiadań, artykułów do gazet. Była niezwykle płodną i utalentowaną pisarką.
Szukając informacji o Rodziewiczównie znalazłam w sieci notatkę, że w XIX w. w Polsce popularniejszy od niej był tylko Sienkiewicz. Nadal (mimo, iż mało popularne i mało medialne) wznawiane są jej dzieła, z czego bardzo się cieszę.
Pisarka miała niezwykłe życie, ale niezwykłe dla nas żyjących w XXI w., osób z takimi pogmatwanymi, trudnymi życiorysami w XIX w. było mnóstwo, wszak historia naszego (nieistniejącego wtedy na mapie świata) państwa nie oszczędzała. Bardzo dużo elementów ze swojego życia przeniosła na karty pisanych przez siebie książek.
Urodziła się w majątku Pieniuha koło Grodna 3 lutego 1864 r. To najbardziej prawdopodobna data, choć rozpowszechniona jest też inna - 2 lutego 1863. Jej dzieciństwo (jak i dzieciństwo wielu jej rówieśników) zostało silnie związane z powstaniem styczniowym.
W wyniku represji rodziców zesłano na Syberię, dziewczynką i jej rodzeństwem zajęli się dziadkowie, potem krewna - Karolina Skirmuntowa.
Powrót matki i ojca po kilku latach wiązał się z przeprowadzką do Warszawy, a potem odziedziczonego majątku Hruszowa na Polesiu. Z tym miejscem Maria związana będzie już niemal do śmierci. W międzyczasie umiera ojciec, a 17-letnia zaledwie Maria postanawia spłacić siostrę, brata i samodzielnie zacząć prowadzić rodzinne gospodarstwo.
Jednocześnie próbuje pisać swoje pierwsze utwory i publikuje je, zadebiutowała niewielką nowelką Gama uczuć. Cztery lata później w prowadzonym przez Marię Konopnicką Świcie pojawi się w odcinkach powieść Straszny Dziadunio, później Dewajtis i kolejne.
Los, jaki w młodości spotkał Rodziewiczównę był typowy dla jej epoki, ale nietypowe był późniejszy sposób na życie, jaki pisarka wybrała. Rodziewiczówna wykorzystała sytuację Polek, które dzięki nieobecności mężczyzn (powstania, zsyłki, śmierć) osiągnęły silną (jak na owe czasy) pozycję w społeczeństwie często przejmując na siebie tradycyjnie męskie obwiązki, np. prowadzenie gospodarstwa. Wiązało się to oczywiście z trudami, ale niosło ze sobą możliwość samostanowienia i pieniądze, a więc swobody o których kobiety z Europy Zachodniej mogły tylko pomarzyć. Ukochany majątek pisarki prawie zawsze pełny był mieszkających w nim kobiet. Mieszkały tam m.in. matka, babka i siostra pisarki, przyjaciółki.
Taki model życia pisarka wspaniale ukazała w Klejnocie. Dlatego napisałam, iż to bardzo osobista opowieść. Wśród licznych bohaterów książki, na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się kobiety: Barbara – samodzielnie zarządzająca majątkiem, baba – trzymająca w ryzach cały chłopski ród, Nina – nowoczesna dziewczyna świadoma swojej wartości.
W każdej z nich możemy zapewne odnaleźć Marię Rodziewiczównę: romantyczną a jednocześnie pragmatyczną, kierującą dużym przedsiębiorstwem, jakim był jej majątek ziemski, spragnioną miłości i niepogodzoną z podrzędną rolą kobiety.
Pisarka ukazuje w genialny sposób trudy z jakimi musieli borykać się jej rodacy, którzy żyli pod carskim zaborem na Kresach. Nie dość, że przepisy carskiego prawa były okrutne, to do tego nie sprzyjała aura i koniunktura. Dodatkowo większość bohaterów gnębiły bardzo wysokie carskie podatki i jeszcze wyższe odsetki od lichwiarskich pożyczek, których udzielali Żydzi. Wielu zaczyna przychodzić do głowy sprzedaż rodzinnych majątków, porzucenie ojcowizny i przeniesienie się do miasta, gdzie życie jest zdecydowanie łatwiejsze.
Napisałam wcześniej, że na pierwszy plan w Klejnocie wysuwają się kobiety. To prawda, ale nie tylko one są bohaterami. Jednym z głównych męskich bohaterów jest Seweryn Sokolnicki, który w tych niesprzyjających okolicznościach z trudnością utrzymuje się na powierzchni i gospodarzy w swoim majątku.
Czy Sewerynowi, Ninie, Barbarze uda się zrealizować swoje plany, czy uda im się nie poddać i przetrwać? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury.
Książkę czyta się bardzo szybko, chociaż przyznam się, że przez pierwsze ok. 30 s. miałam problemy ze zrozumieniem języka, którym posługują się bohaterowie. Kresowy język z XIX w. to sprawa niełatwa, ale gdy tylko przyzwyczaiłam się do niego, lektura była prawdziwa przyjemnością.
Ogromnym plusem są cudowne (ala Nad Niemnem) opisy przyrody oraz opisy życia codziennego i zwyczajów ludzi mieszkających na Kresach w XIX w.
Klejnot jest wspaniałą, wręcz magiczną opowieścią o odwadze, miłości (tej między ludźmi, ale także do kraju i ziemi), walce, poświęceniu. Ale zaznaczam, nie jest to bynajmniej smutna opowieść. Klejnot daje nadzieję i uczy, tego czego nigdzie indziej już się nie nauczymy.
Cieszę się, że właśnie w Wydawnictwie MG ukazały się kolejne powieści autorstwa Marii Rodziewiczówny:
Wawera Karewisa poznajemy najpierw jako kapitana Lorenza. Z biedy, w poszukiwaniu pracy dotarł do Szczecina, gdzie wydrapywał pazurami swą pozycję miedzy Niemcami. Pracowity nad miarę, odważny do szaleństwa, został kapitanem okrętu i przyszłość się przed nim mieniła wszystkimi kolorami tęczy. Kaprys, chęć zaimponowania swoim, a może drgnienie serca, spowodowało, że postanowił na kilka dni wrócić na ojcowiznę. Z początku wszystko go tam śmieszyło i złościło, ale dzień za dniem ten szary proch odnajdywał drogę do jego duszy...
Szary proch to ziemia pod naszymi stopami, ziemia tak mało nieraz warta w pieniądzach, a tak ważna dla serca. Szary proch to też życia ludzkie. Każdy z nas plecie swoją dolę i niby pojedyncze życie nie jest ważne, a jednak każde okazuje się najważniejsze. Szary proch to przepiękna opowieść o umiłowaniu swojej ziemi, której nie sposób się wyrzec. Tym razem Rodziewiczówna opowiada nam o Litwinach i Żmudzi. Jakże podobny ich los do losu Polaków, choć nie zawsze między tymi narodami istniała zgoda. Jakże podobny charakter, umiłowanie wiary i ziemi ojczystej.
Panna Konstancja Skowrońska, uboga krewna, sierota wychowana przez wujostwo, swą pracą odwdzięcza się jak może za doznane łaski i dobroć. Z natury łagodna, wykonuje obowiązki w sposób tak niezauważony, jakby praca robiła się sama. Zaprzyjaźniona szczerze z kuzynem, Kaziem, cieszy się jego osiągnięciami, jednak nigdy nie posuwa się w zażyłości zbyt daleko. Jej uczucia rozbudzi dopiero Sewer Stamierowski, pasierb właściciela sąsiedniego majątku, chłopak o gwałtownej naturze, niemogący się pogodzić z całkowitą zależnością od znienawidzonego ojczyma. Młodzi chcą się pobrać, jednak Sewer nie chce skazywać przyszłej żony na nędzę, żąda więc swojej części majątku. Po wściekłej awanturze ojczym wtrąca go do lochu...
Ukazały się także wspomnienia z migawkami z życia z Marią Rodziewiczówną. Ponieważ do tej pory nikt nie pokusił się o napisanie biografii pisarki, tym cenniejsze są takie wspomnienia. Ich autorka Jadwiga Skirmunttówna była najbliższą przyjaciółką Marii Rodziewiczówny. Mieszkały razem 25 lat. Towarzyszyła pisarce podczas wojen i pokoju, zarówno w Warszawie, jak i w Hruszowej. Była z nią aż do chwili śmierci. Wspomnienia to zapis przepięknej przyjaźni, czy nawet miłości dwóch niezwykłych kobiet, ale też zapis życia w wyjątkowych czasach i w wyjątkowych miejscach, które tak bardzo obie ukochały - Warszawie i Kresach.
Czytajmy książki Marii Rodziewiczówny, warto, bo nasze polskie i ponadczasowe. Na całym świecie panuje kult Jane Austrin, a Rodziewiczówna to taka nasza polska Jane Austin.
sobota, 12 maja 2012
Kądziel - Maria Rodziewiczówna
Wydawnictwo MG, Okładka miękka, 208 s., Moja ocena 5,5/6
Kądziel
to pozycja wyjątkowa w dorobku
Marii Rodziewiczówny.
Ur. 02.02.1863r. Na Grodzieńszczyżnie, zm.
16.11.1944r. k. Skierniewic. Pochodziła z rodziny ziemiańskiej. Jej
rodzice brali aktywny udział w postaniu styczniowym, za co spotkały
ich poważne represje ze strony władz zaborczych. Większość życia
pisarka spędziła w Hruszowej na Polesiu w majątku ziemskim. Tam
powstało najwięcej jej powieści. Większość utworów powstało, gdy Polska była jeszcze pod zaborami, nic
więc dziwnego, że głównym tematem powieści pozostaje przede
wszystkim walka o uratowanie majątku ziemskiego przed obcymi, choćby
kosztem osobistego szczęścia, co automatycznie wiąże się z
zachowaniem języka, kultury i religii. Jednak w kręgu zainteresować
pisarki była też emancypacja kobiet. Stowarzyszenie Ziemianek,
którym kierowała za cel stawiało sobie podniesienie statusu
ekonomicznego, kulturalnego i zawodowego kobiet wiejskich. Dała temu
wyraz także w książkach. Grażyna Borowska opisująca jej
pisarstwo zauważa: Niezwykłą postać kobiecą stworzyła
pisarka w powieści Kądziel (1899); bohaterka tego utworu dźwiga
brzemię obowiązków domowych, na swój sposób tyranizuje rodzinę,
trzymając wszystko żelazną reką, wymagajac od otoczenia pracy i
wysiłki. Świat stworzony w 'Kądzieli' to republika kobiet, mocny
wariant rzeczywistości, zbudowany bez udziału mężczyzn.
Pierwsza publikacja tej powieści
miała miejsce na łamach Tygodnika Mód i Powieści w 1898 r.
(numery 1-39). Wydanie książkowe ukazało się rok później. Jest
to powieść wyjątkowo, ponieważ opowiada o wyjątkowych kobietach.
Opowiada także o ich dniu codziennym, walce z przeszkodami,
emancypacji. Książka jest, jakby dwubiegunowa, z jednej strony jest
ostra, twarda, taka, jakie są jej bohaterki, a z drugiej strony
niepozbawiona humoru.
Kądziel, jak żadna inna powieść
ukazuje poglądy autorki, poglądy, które jak na tamte czasy miała
wyjątkowo śmiałe i za które była wielokrotnie krytykowana.
Rodziewiczówna była także wielokrotnie krytykowana za samą
powieść. Współcześni jej (a szczególnie kobiety) nie mogli
autorce darować tak bezceremonialnego potraktowania. Rodziewiczówna ukazała dwa typy kobiet, z jednej strony
tzw. twarde baby, które same bez mężczyzn dają sobie ze wszystkim
radę, a z drugiej strony lekko infantylne dziewczęta, źle ubrane,
żle odnoszące się do innych, myślące tylko przyjemnościach i
mężczyznach, które trzeba wyprowadzić na właściwą, jedyną
słuszną zdaniem autorki drogę. Pisarka zajęła także wyrażne
stanowisko przeciw zbyt skrajnie pojętej emancypacji oraz przeciwko
nagminnej w tym czasie migracji młodych. Przy czym trzeba docenić, jak doskonale, jak umiejętnie pisarka wplotła kwestię w/w problemów w treść Kądzieli. Moim zdaniem efekt po trosze edukacyjny udało jej się osiągnąć nie czyniąc z powieści dzieła w tonie moralizatorskim.
Główna
bohaterka to Taida Skarszewska. Kobieta – terminator, jakbyśmy
mogli ją dzisiaj nazwać. Sama od lat zarządza sporym majątkiem i
wychowuje dwóch synów. Od razu nasunęło mi się porównanie do
samej Rodziewiczówny, która od zawsze wiedziała czego chce, miala
silny wręcz męski charakter i sama przez lata kierowała całkiem sporym majątkiem ziemskim.
Jak
pisze Maria Rodziewiczówna: (…) Była to kobieta, którą bieda
i praca wychowała, bieda i praca nauczyła, bieda i praca
towarzyszyła wiodąc przez życie. W tej kompanii stwardniało jej
serce, wyrobił się despotyczny charakter - nawet zgrubiały rysy,
głos, wyrażenia. Była bezwzględna dla słabości, wymagająca
cnoty jako obowiązku, pracy jako jedynej dźwigni i celu życia,
pogardzająca próżniakiem jak przestępcą, prawiąca prawdę ostrą
twardo, bez żadnych ogródek! (...)Przez całe swe życie wierna
była "Gazecie Warszawskiej" i wierzyła w nią
bezwarunkowo co do polityki i korespondencyj rolniczych, potem
zaprenumerowała "Kraj", ale co rychlej się wycofała.
Można dostać żółtaczki z irytacji czytając ich polemiki! I co z
tego za korzyść! Ja wiem, że jest ciężko, źle, nieznośnie! Ale
jak mi kto będzie bezustannie przypominał, to mnie cała moc
odpadnie i robić nic nie zechcę! Człowiek dwa razy nie żyje ani
doli sobie nie wybiera. Jaka mu wypadła, musi ją odbyć. Na tamtym
świecie będzie ład, a tutaj nigdy! (...) Życie jej upłynęło w
Rudzie, a dzieła i czyny nie wyszły poza zakres szarego tłumu
ziemian. Gdyby była mężczyzną, stałaby się luminarzem powiatu,
ale że była kobietą, więc nie miała głosu ni w radzie, ni w
sądzie, ni na zjazdach marszałkowskich - nigdzie. Nie mogła
zaprotestować, gdy podwyższono podatki, ani obronić się, by jej
nie wyznaczano reparacji dróg o siedem mil, ani wpłynąć na
obniżenie procentów w Banku Wzajemnego Kredytu, którego była
członkiem; miała tam głos, ale osobiście go używać nie miała
prawa. Miała wszystkie ciężary obywatela, bez żadnych prerogatyw.
Osiemnastoletnią dziewczyną wyszła za mąż, gdy miała
dwadzieścia dwa lata została wdową z dwoma synami i mnóstwem
długów. Naznaczona opiekunką małoletnich, długie lata była pod
kontrolą marszałkowskiej kancelarii, pilnowali ją ostro panowie
sąsiedzi, wymagano szczegółowych rachunków, wtrącano się we
wszystko. Ale długów nikt nie płacił - tylko ona, klęsk nikt nie
wynagradzał - tylko ona, biedy nikt nie cierpiał - tylko ona, synów
nikt nie uczył - tylko ona, i Rudy nikt nie kochał - tylko ona.
Kądziel
to niezwykła opowieść o losach kobiet, żyjących w ciężkich
czasach, kiedy emancypacja dopiero kiełkowała. Rodziewiczówna
często poruszała temat kobiet, które przez uczestnictwo mężczyzn
w powstaniach i zsyłki musiały brać sprawy w swoje ręce. Między
innymi ten fakt przyczynił się do umocnienia pozycji kobiet w
społeczeństwie, które musiały przejąć także czysto męskie
obowiązki.
Gorąco zachęcam do lektury tej niezwykłej powieści. Czasami warto sięgnąć po sprawdzonych, choć często niemodnych, z lekka anachronicznych (jak niektórzy twierdzą) autorów. Mądrość i przesłania zawarte w ich dziełach są częstokroć ponadczasowe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





