poniedziałek, 6 lutego 2017

Przypomnij mi kim jestem - Matthew Thomas

Wydawnictwo Wielka Litera, Moja ocena 5,5/6
Przypomnij mi, kim jestem to faktycznie (zgodnie z tym, co wydawca napisał na okładce) poruszający debiut, imponujący rozmachem i odwagą w kreowaniu postaci. Po skończeniu lektury jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki.
Nic dziwnego, iż była ona wielokrotnie nagradzana, zdobyła uznanie zarówno krytyków, jak i czytelników, zajmowała poczesne miejsce na listach bestsellerów i w zestawieniach najważniejszych książek.
Akcja toczy się w okresie od lat 50. XX wieku, aż do czasów nam współczesnych, a konkretnie do roku 2011. Miejscem akcji jest Nowy Jork, Wielkie Jabłko, miasto, które nigdy nie zasypia. Ponieważ akcja rozgrywa się przez ponad pół wieku, siłą rzeczy sam NJ ulega zmianom i to wielkim.
Thomasowi w doskonały sposób udało się owe przemiany ukazać. To jeden z wielkich atutów powieści.
NJ od dawna przyciągał ludzi, wszelkich ras, wyznań, profesji. Jedno ich łączyło - chęć życia w tym mieście i spełnienia marzeń. Razem z autorem wędrujemy po tym wielkim mieście śladami różnych ludzi, poznajemy najróżniejsze zakamarki, uliczki, budynki, jesteśmy świadkami sukcesów, ale i porażek. Dzięki temu, książka, podobnie jak metropolia NJ tętni życiem.
Przykładem ludzi, którzy żyją w NJ i chcą odnieść sukces, mają marzenia są
Eileen i Edward. Mają kiepską przeszłość wiec z założenia przyszłość ma być inna, perfekcyjna. On jest ekscentrycznym wykładowcą, ona pielęgniarką. Czy wspólne życie jest im pisane? Czy mają takie same marzenia. Czy marzenia choć jednego z nich uda się spełnić? Czy w ogóle jest sens robienia planów na przyszłość? Czy będą śnić swój nowojorski sen? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w tej niesamowitej książce.
Mamy więc troje bohaterów: Nowy Jork, Eileen i Edwarda. Thomas idealnie pomieszał losy tej trójki okraszając je mniejszymi i większymi zawirowaniami społecznymi, kulturowymi i historycznymi. Całość wplótł w fascynującą opowieść, która rozgrywa się na przestrzeni lat. Trudno cokolwiek więcej napisać o Przypomnij mi kim jestem. Książka jest świetna, mistrzowsko napisana, a całość tak skomponowana, że od lektury nie mogłam się oderwać.
Polecam. Sami się przekonacie, co to za książka. Aż trudno uwierzyć, że to literacki debiut. Oby takich więcej.

niedziela, 5 lutego 2017

Zapowiedź...



Premiera 23 lutego.


Najnowsza powieść
Claudia Magris

Postępowanie umorzone

Od czasów Ulissesa Joyce‘a nie było znakomitszej powieści.
Nadine Gordimer, laureatka Nagrody Nobla
 





Kolekcjoner pasjonat poświęca całe życie na zbieraniu militariów, chcąc utworzyć Muzeum Wojny. Wierzy, że można umieścić  śmiercionośne maszyny i zło w jednym miejscu, dopóki za murami nie pozostanie jedynie dobro i pokój.  Kolekcja rozrasta się, a wojennych obiektów wciąż przybywa. Działania kolekcjonera, przekształcają się w dłuższe dochodzenie. Pasjonat szuka inskrypcji pozostawionych przez więźniów jedynego krematorium nazistowskiego istniejącego na terenie Włoch – Risiera di San Sabba. Wkrótce mężczyzna  ginie w tajemniczym  pożarze. Czy wszystkie ważne notatki i militaria poszły z dymem? Czy Muzeum Wojny zostanie ukończone?

Po śmierci kolekcjonera jego dziełem  ma zająć się Luisa Brooks – córka Żydówki i czarnoskórego żołnierza amerykańskiej armii. W jej życiorysie splatają się losy wszystkich wygnanych, prześladowanych, torturowanych, uchodźców, Żydów i cała historia ludzkiego cierpienia. Luisa zaczyna obsesyjnie angażować się w muzealniczy projekt.

 





Claudio Magris, światowej klasy włoski pisarz, profesor germanistyki na uniwersytecie w Trieście. Dziennikarz „Corriere della Sera” – Laureat wielu prestiżowych nagród m.in. Premio Strega, Nagrodę Erasmusa, Nagrodę Księcia Asturii i Friedenspreis. Jego najnowszą powieść Postępowanie umorzone zakupiło 11 zagranicznych wydawców –  w tym Gallimard i Hanser.
 






W wypadku bezimiennego bohatera tej książki zainspirowałem się całkowi­cie swobodnie rzeczywistą osobą, wybitną indywidualnością, jaką był profesor Diego de Henriquez,  genialny i niezłomny triesteńczyk o rozległej kulturze i wielkiej pasji, który poświę­cił całe swoje życie (1909–1974) zbieraniu broni, wszelkiego rodzaju sprzętu wojennego mającego złożyć się na oryginal­ne i przebogate Muzeum Wojny.

Poświęcił on całe życie swojemu dziełu i swojemu obsesyjnemu marzeniu — które teraz zaczyna się realizować w Trieście — stawiając czoło wszelkim trudnościom i wyrze­czeniom w latach szczególnie naznaczonych konfliktami, aż w końcu zginął w pożarze magazynu, gdzie spał wśród ekspo­natów swojego Muzeum, pożarze tajemniczym, który stał się powodem śledztwa zakończonego praktycznie niczym.

Bez tego człowieka i bez jego maniakalnej pasji książka ni­gdy by nie powstała. Ale, jak zdarza się to w wypadku każdej fikcji literackiej, historia i portret głównego bohatera są całko­wicie zmyślone, podobnie jak postać kobiety, mającej w powieści zaprojektować Muze­um. Wszelkie podobieństwa, jak głosi rytualna formułka, są więc zupełnie przypadkowe
.

Claudio Magris

piątek, 3 lutego 2017

Przed katastrofą - Noah Hawley

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Wow, niesamowita książka. Wiele się po niej spodziewałam, ale na pewno nie takiego prowadzenia akcji, nie takiego zakończenia.
Luksusowy mały samolot, na pokładzie 11 osób, startuje z równie luksusowej wysepki Martha’s Vineyard i w 16. minucie bum..spada do wody. Ginie 9 osób, 2 cudem ocalały - umiarkowanie popularny malarz i kilkuletni chłopiec. Obaj cudem docierają do brzegu (po kilku godzinach dryfowania) i wtedy się zaczyna. Rozpoczyna się śledztwo, a wraz z nim wokół sprawy narasta medialne zamieszanie. Do pracy bierze się policja, FBI, służby lotnictwa, a przede wszystkim dziennikarze, którzy niczym sępy rzucają się na równi na ocalałych, jak i na zmarłych.
Czy to możliwe, by człowiek najpierw ocalał z katastrofy lotniczej, a potem przepłynął kilkanaście kilometrów w zimnych wodach oceanu, ratując przy tym dziecko?
No i teraz mam zagadkę, jak napisać kilka zdań o tej książce żeby was do niej zachęcić, a jednocześnie niczego nie zdradzić, nie uchylić rąbka żadnej niespodzianki. Bo niespodzianek, niesamowitych zwrotów akcji, innego niż sobie wszyscy wyobrażają poprowadzenia fabuły jest mnóstwo.
Krok po kroku poznajemy w retrospekcjach życiorysy wszystkich osób. Każdy rozdział opowiada o innej osobie. Jak się okaże celem (jeżeli przyjmie się, iż był to zamach) mógł być praktycznie każdy. Szybko okazuje się, iż każdy miał coś na sumieniu, nic nie jest takim jakim się przed katastrofą wydawało,a najlepsze przed nami. Trzeba Hawleyowi przyznać, iż mistrzem okazał się tworząc scenariusze seriali Fargo, Kości. Jednak w przypadku Przed katastrofą poszło mu jeszcze lepiej, wzbił się na wyżyny.
Nic więcej nie napiszę. Musicie mi zaufać. Warto dać Przed katastrofą szansę. To doskonały thriller, mistrzowski kryminał i genialnie wpleciony wątek społeczno-obyczajowy. Całość wieńczy świetne zakończenie z suspensem. Aha i gdy wam się będzie wydawało, że wiecie o co chodzi, gwarantuję wam, że nic nie będziecie wiedzieć. Polecam.

środa, 1 lutego 2017

Amerykańska sielanka - Philip Roth

Wydawnictwo Literackie, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Amerykańska sielanka (choć powinno być w nawiasie - amerykański koszmarek) to bez wątpienia najlepsza książka Philipa Rotha, wręcz arcydzieło, powieść wybitna, mistrzowska.
Temat niby banalny, ot autor zobrazował amerykańskie społeczeństwo, bez mała cały jego przekrój w okresie tuż po zakończeniu wojny, gdy ludzie gonią za...wszystkim, dosłownie, za normalnością, za pieniędzmi, ale przede wszystkim za szczęściem niezależnie od tego czym ono dla konkretnych osób jest. To czy te marzenia są realistyczne, czy mają szansę się spełnić, czy w ogóle warto o nie walczyć, gonić za nimi, to już zupełnie inna sprawa.
To wszystko po mistrzowsku prezentuje Roth.
Powieść jest o całej rzeszy ludzi, ale mimo to posiada jednego głównego bohatera. Jest nim
Seymour „Szwed” Levov. To od niego wszystko się zaczyna, wszystko wyrasta, wokół niego się toczy. Będący wręcz ideałem, marzeniem kobiet w każdym bez mała wieku Levov ma szczęście. Jest przystojny, uwielbiany, jest właścicielem dobrze prosperującej fabryki rękawiczek, a za żonę dostaje mu się miss New Jersey. Czego może więcej chcieć mody męźczyzna, któremu szczęście zdaje się sprzyjać od narodzin aż do śmierci? Jak się okaże nie wszystko jest takim, jak się wydaje, a fortuna przysłowiowym kołem się toczy.
Roth po mistrzowsku, stosując różnorodne zabiegi ukazuje nam, jak bardzo pozory mylą, jak szybko sielanka może zamienić się w koszmar i jak bardzo skomplikowani są ludzie.
Ta książka ma same atuty. Przede wszystkim są nimi mistrzowsko nakreśleni bohaterowie, których pisarz prezentuje wręcz poddając wiwisekcji. Zobrazowany jest każdy gest, każda myśl, każda cecha charakteru.
Dodatkowym atutem jest wspaniale oddany klimat USA w okresie tuż po II wojnie światowej oraz przemiany jakie zachodziły w ludziach i polityce oraz obyczajach w okresie kolejnych lat. W okresie powojennym bez względu na płeć czy pochodzenie ludzie mieli marzenia i wierzyli w ich spełnienie, a także w to, że teraz świat będzie dobry, cudowny. Wszystko to okraszone sporą porcją patriotyzmu, wręcz bałwochwalczej dumy z USA i tego co ten kraj sobą uosabiał w tamtym okresie.
Roth prezentuje marzenia ludzi i bez pardonu zderza je z ówczesną rzeczywistością, naiwność i wielką wiarę przeciwstawiając realnemu światowi. Brutalne, momentami okrutne, szczere, mistrzowskie. Do tego dochodzą rewolucje społeczne, wojna...oj dzieje się.
Sporo w książce także refleksji, często gorzkich. Dotyczą one wszelkich aspektów powojennego życia, świadomości i moralności ludzi, ówczesnego świata.
Czytając Amerykańską sielankę miałem wrażenie, iż jestem dzieckiem, które dostało wymarzoną szklaną kulę, a następnie ktoś (w domyśle Roth) kilkoma zdaniami, słowami rozbił ja w drobny pył.
Gorąco zachęcam do lektury. To wspaniała wielowarstwowa, wielotematyczna, napisana w starym, dobrym stylu książka.
Jednak ostrzeżenie, zarezerwujcie sobie sporo wolnego czasu. Tak, ja też planowałem czytać powoli, delektować się Rothem i jego Ameryką, ale nie dało się. Lektura pochłonęła mnie od pierwszej strony. Czego i wam życzę.


wtorek, 31 stycznia 2017

Soraya - Meltem Yilmaz

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4,5/6
Soraya to opowieść o losach 19-letniej Syryjki. Historia rozgrywa się teraz, w trakcie okrutnej dziejącej się na naszych oczach wojny. Pewnego dnia dziewczyna wraz z rodzicami traci wszystko. Cała rodzina trafia do obozu dla uchodźców w Turcji.
Wtedy ojciec Sorayi podejmuje dla nas ludzi z Europy zupełnie niezrozumiałą decyzję - decyduje się wydać ją za mąż. Samo to nie jest szokujące. Porusza natomiast fakt w jaki sposób to robi. Kobieta dopiero w drodze do przyszłego męża dowiaduje się, że będzie drugą żoną o trzydzieści lat starszego mężczyzny. Ma jej to rzekomo zapewnić bezpieczeństwo. Czy tak będzie istotnie?
Soraya to powieść, ale nie mam wątpliwości, iż oparta na faktach. Być może nie istniała ta konkretna kobieta o tym imieniu, ale z pewnością były i będą inne podobne, które znajdą się w zbliżonej lub nawet identycznej sytuacji.
Autorka w swojej opowieści porusza dwie ważne kwestie - jedna dot. kultury, obyczajów w jakich żyje Soraya i jej rodzina, a druga to sprawa toczącej się w Syrii okrutnej wojny i losu milionów ludzi.
Oba tematy niezwykle trudne, oba ważne bo stosunkowo rzadko u nas poruszane. Niby wiemy, że ta wojna to okrucieństwo, zło, bestialstwo, ale tak naprawdę zbyt mało się o tym mówi, pisze. Trochę lepiej (ale niewiele) jest ze sprawą losu kobiet w Syrii i innych ościennych krajach. Pisze się o tym więcej, ale też moim zdaniem za mało. Dobrze, że Yilmaz wypełnia choć w części tę lukę.
Mam natomiast pewne zastrzeżenia co do sposobu w jaki to robi, jak porusza oba tematy.
Przez całą opowieść bezlitośnie manipuluje uczuciami czytelnika. Opisy, wzmianki o wydarzeniach są bardzo obrazowe. Do tego dochodzi sytuacja w jakiej znalazła się po ucieczce z Syrii rodzina Sorayi. Ojciec został kaleką, matka nieomal postradała zmysły, stracili wszystko.Trudno nie dać się uwieść tak poruszającym obrazom wojny, obozu dla uchodźców czy niedoli kobiet w tych miejscach jakie przed nami odmalowuje. Choć całość w kilku momentach trąci sporym infantylizmem, to taka manipulacja ma dobre strony, choć nie ukrywam, zgrzyta mi to pod względem literackim. 

Z pewnością opowieść sprawi, iż czytelnicy bardziej zwrócą uwagę na okrucieństwo wojny, na los kobiet na Bliskim Wschodzie. Książką bez wątpienia zapadnie w pamięć na długo.
Dodatkowo po skończeniu lektury w głowie czytelnika kłębi się wiele pytań Czy to, jak postąpił ojciec było właściwe, czy rzeczywiście uważał, że tak dla córki będzie lepiej? Czy nie można zakończyć tego bestialskiego konfliktu?
Jestem przekonana, iż ta powieść spełni swoje zadanie. Jednak nie wiem, jak Sorayę ocenić. Tzn. dałam ocenę 4,5/6. Z jednej strony uważam, że to ocena za niska. Książka jest potrzebna i to bardzo. Z drugiej jednak strony nie ukrywam, pod względem literackim nie jest to arcydzieło. Gdybym miała oceniać stronę stylistyczną ocena byłaby niższa. W związku z tym pozostaję w takim niezdecydowaniu.
Mimo literackich niedociągnięć gorąco zachęcam do lektury. Warto.

Szpagat - Joanna Chojnacka

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 6/6
Rozpoczynając lekturę Szpagatu nie wiedziałam czego się spodziewać. Na pewno jednak nie liczyłam na tak doskonałą powieść, wspaniale skonstruowaną, wręcz misternie utkana, prezentującą obraz człowieka, którego od początku znielubiłam, a pod koniec polubiłam.
Aleksander Biernacki, główny bohater, to żyjący w latach 50. XX wieku w Polsce cyniczny, zgorzkniały, antypatyczny człowiek z przeszłością i po przejściach. Chojnackiej genialnie wprost udało się ukazać zarówno teraźniejszość bohatera, jak i jego przeszłość oraz zachodzące na tym tle zmiany w jego charakterze, postępowaniu i postrzeganiu świata.
Biernacki od początku wzbudzał we mnie dwa rodzaje uczuć - niechęć, a jednocześnie zaciekawienie.
Niechęć wiadomo z czego wynikała, z jego stosunku do świata i kobiet. Zaciekawienie - z tego co tak naprawdę ukształtowało tego człowieka, jakie wydarzenia były jego udziałem. Tu na uwagę zasługuje obraz rodziny Aleksandra, z dominującą postacią koszmarnego tatusia i przewijającej się sporadycznie w tle mamy. Smutne, że bohater ma tak negatywne, toksyczne wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości.
Stosunek Aleksandra do matki doskonale obrazuje ten cytat:
Moja matka nie miała odchodzić tak młodo. Zostawiłem ją, bo choć widziała we mnie ideał, nie mogłem jej wybaczyć. Nie mogłem wybaczyć, że ostatecznie pozwoliła mojemu ojcu zrobić ze mnie karykaturę człowieka, którym chciałem być. Moja matka kochała mnie bardziej niż ja kochałem ją.(…)
Aleksander mimo nienawiści do rodzinnego wzorca, powiela zachowanie rodziców i jest ich kalką w stosunku do swojej córki.
Rodzina dla bohatera jest z jednej strony niezbędna, bardzo ważna, a z drugiej jest niczym kamień u szyi, trucizna, która krok po kroku zatruwa jego życie, umysł. Uzależnienie, samobiczowanie się w najgorszej formie. Cała rodzina kwalifikuje się na porządną terapię, żeby mogli żyć, żeby dali sobie radę z przeszłością

Dodatkowo Biernackiego gnębi wpojona mu wiele lat temu świadomość, że jako męźczyzna jest za wszystko odpowiedzialny, musi być silny, a w życiu nie ma miejsca na słabości.
Arcyciekawi, niejednoznaczni bohaterowie, trudne relacje między nimi, życie w Polsce w okresie powojennym to wszystko jest mistrzowsko nakreślone. Dodatkiem są liczne zwroty akcji, przeniesienia, a na końcu coś co sprawia, iż Aleksandra zaczynamy lubić i szczerze mu współczuć.
Wspaniała, niejednoznaczna, dająca nadzieję i zmuszająca do refleksji opowieść. Dodatkowo jest to powieść, w której każdy z czytelników znajdzie coś innego, każdy też na coś innego zwróci uwagę i inaczej odbierze wiele rzeczy, zdarzeń, a wielu zrobi rachunek sumienia i zajrzy we własną przeszłość. Gdybym nie wiedziała, nigdy bym nie uwierzyła, iż to debiut literacki autorki. Jestem na równi zachwycona i poruszona. 


 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Siedem spódnic Alicji - Joanna Jurgała-Jureczka

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 3,5/6
Nie ukrywam, iż trudno było mi wczytać się w tę książkę. Jakoś nam się niezbyt udawało na początku zgrać. Po mniej więcej pięćdziesięciu stronach było trochę lepiej, ale i tak bez euforii.
To nie było moje pierwsze spotkanie z prozą autorki. Poprzednie książki bardzo przypadły mi do gustu. Nie wiem, dlaczego tym razem było inaczej.
Siedem spódnic Alicji przeczytałam dosyć szybko, ale nie znalazłam tego czego szukałam, tego nieuchwytnego czegoś, co sprawia, iż książkę pamięta się jeszcze długo po odstawieniu jej na półkę. Euforii brak. Nie wiem, może moje oczekiwania były zbyt wysokie, może dzień nie ten. Czasami tak się zdarza.
Autorka opowiada historie o powoli rodzącym się uczuciu, o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, o tajemnicach, o tak trudnych kontaktach jakimi z reguły są te w najbliższej rodzinie.
Akcja rozgrywa się w wielu miejscach Europy. Są to m.in. sielskie polskie Stawiska na Śląsku Cieszyńskim, portugalskie Nazare, chorwacki Molunatu. Cechą wspólną jest przepiękne położenie i spora porcja historii, tej niedawnej, jak i liczącej wiele lat. Od razu rzuca się w oczy, iż autorka fascynuje się historią. Udało jej się bardzo zręcznie wymieszać przeszłość z teraźniejszością, tajemnice (małe i duże) z prozą dnia codziennego. Do tego Jurgała -Jureczka dodała garść opisów obyczajów i miejscowych legend. To na plus bowiem te trzy w/w scenerie dodają opowieści zdecydowanego blasku. Znając wcześniejsze książki autorki, byłam przekonana, iż kolorytu dodadzą bohaterowie. Niestety. Tym razem żadna z kreacji mnie nie zachwyciła, żaden z bohaterów nie wzbudził mojej wyjątkowej sympatii. Niby bohaterów jest sporo, niektórzy ciekawi, ale czegoś zdecydowanie im brakuje. Ot zwyczajne postaci, jakich wiele. W związku z tym kreacje bohaterów na minus. Oczekiwałam czegoś więcej.
Na plus poczytuję także intrygujący, niejednoznaczny tytuł i bardzo ładną okładkę, która przyciąga oczy. Jednak parafrazując znane powiedzenie...nie szata zdobi...- nie okładka zdobi książkę, nie ona jest najważniejsza. Dla mnie bardziej liczy się treść. A ta, jak wspomniałam, nie porwała mnie.
Nie mogę napisać, iż książka jest zła, nie mogę też napisać, iż dobra. Niewątpliwie ma ona swoje plusy i minusy. Jednak mimo ogólnego zachwytu, mnie książka nie porwała. Ot przeciętne czytadło, jakich wiele, o którym trudno cokolwiek więcej napisać. Brak tego czegoś, magii, czegoś co sprawi, iż książkę się pochłania i pamięta.  Do was należy decyzja - czytać, czy nie.

niedziela, 29 stycznia 2017

Połknąć żabę - Monika B. Janowska

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Sięgając po te książkę liczyłam na lekkie czytadło, odprężającą powodującą uśmiech książkę. I taką lekturę dostałam.
Bohaterka, Paulina jest mniej więcej w moim wieku. Rozumiałam zatem jej podejście do wielu kwestii, odzywki, choć nie jestem (odpukać) rozwiedziona. Obie z Pauliną mamy zdolności do pakowania się w kłopoty, obie mamy równie niewyparzony język i obie nie poddajemy się rutynie codzienności.
Tu brawa dla autorki za doskonałe moim zdaniem odmalowanie kobiety po 40-tce. Paulina to postać sympatyczna, inteligentna, w miarę zaradna, atrakcyjna, mająca światu dużo do zaoferowania...także w kwestii pakowania się w tarapaty :). Bardzo dobrze nakreśleni są także inni bohaterowie książki. Autorka spisała się na medal.
Sama fabuła oscyluje wokół byłego męża Pauliny i tego co następuje, gdy pewnego wieczoru do jej domu przychodzi policja i informuje o śmierci eks małżonka. Jeżeli myślicie, że trup nie może namieszać, to jesteście w grubym błędzie. Trzy lata + zmianę pracy i mieszkania zabrało Paulinie pozbycie się eksa ze swojego życia. Grzesiu, który życzył sobie, żeby nazywać go Grzegorzem, jednak wraca niczym bumerang i nawet w charakterze nieboszczyka ma niesamowity wpływ na dalsze działania bohaterki, która rozpoczyna zakrojone na szeroką skalę śledztwo, które staje się naszpikowaną gagami komedią omyłek.
Perypetie Pauliny są doskonale nakreślone, lekko, sympatycznie, z poczuciem humoru. Brawa dla Moniki B. Janowskiej za lekkie piór, cięty język, spostrzegawczość w kwestii przywar ludzkich.
Ładnie miesza się wątek kryminalny z miłosnym. Żadnego nie jest za dużo. O tak, w sam raz. Janowskiej udało się wszystko bardzo dobrze wyważyć.
Połknąć żabę czyta się świetnie, lekko, szybko z nieznikającym z twarzy uśmiechem. Książka spełniła swoje zadanie, zrelaksowała mnie, rozbawiła, miło spędziłam przy niej czas.

Rabat na książkowe zakupy....

https://platon24.pl/

sobota, 28 stycznia 2017

Dotyk - Claire North

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4-/6
Dotyk, to kolejna książka autorki Pierwszych piętnastu żywotów Harry'ego Augusta. Tamta książka bardzo mi się podobała. Byłam nią wręcz zachwycona. Z Dotykiem jest inaczej.
Pierwsza podstawowa kwestia to fakt, iż Dotyk jest niczym sinusoida.
W niektórych momentach jest to powieść rewelacyjna, w innych kiepska. Nie wiem z czego to wynika. Miałam wrażenie, jakby jedną powieść pisały dwie różne osoby.
Pomysł na fabułę ciekawy choć mocno przypomina ten z Pierwszych piętnastu żywotów...
Trudno cokolwiek więcej o niej napisać bez zdradzania szczegółów. Trudno także szerzej wspomnieć o fabule poza nadmienieniem, iż główna bohaterka jest bytem nieśmiertelnym i żyje w ciałach osób, które napotka. Wywołuje to pewne komplikacje. .  
Przebieg akcji, poruszane kwestie zmuszają do przemyślenia kilku spraw (celowo nie piszę o co chodzi) i wywołują wiele emocji.Tutaj rzuca się w oczy chęć wplecenia przez autorkę elementów psychologiczno-filozoficznych. Nawet nie najgorzej to wyszło.
Wielkim atutem jest także zakończenie. To na plus.
Natomiast jeżeli chodzi może nie tyle o wady, co o pewne niedociągnięcia, to jest ich znacznie więcej... autorka zbyt chaotycznie potraktowała zmiany ciał, wcieleń, jakich dokonuje główna bohaterka. Przeskoki są nagłe i do tego zbyt słabo zaakcentowane.
W wielu momentach trzeba mocno się nagimnastykować, żeby to poukładać w czasie. Kilkakrotnie (szczególnie w połowie książki) gubiłam się i nie wiedziałam kim w danym momencie jest. Poza tym przeplatanie płaszczyzn czasowych, miks teraźniejszości i przeszłości...kiepska sprawa, która potęguje chaos. Dodatkowy minus to kiepsko nakreślone widma. Trudno bez spojlerowania napisać o co dokładnie chodzi.
Dotyk czyta się dosyć szybko o ile czytelnik przyzwyczai się do bałaganu, chaosu, jaki rządzi tą lekturą. Mimo kilku wad nie jest to zła książka. Nie jest także tak dobra, jak mogłaby być przy odrobienie starań autorki, dopracowaniu pewnych szczegółów, a nie potraktowaniu ich po macoszemu.
Warto po Dotyk sięgnąć. Jednak nie nastawiajcie się na tak spektakularne wow, jak to było w przypadku Pierwszych piętnastu żywotów.... Da się czytać, ale bez euforii. Ktoś może mi zarzucić, że nie powinnam porównywać obu książek. Wiem, ale takie porównanie narzuca się samo, gdy tylko rozpoczynamy lekturę Dotyku. Także autorka z takimi zestawieniami powinna się liczyć, gdy bez mała jak przez kalkę kopiuje zarys fabuły wcześniejszej powieści.
Osobom nie znającym twórczości autorki proponuję zacząć właśnie od Dotyku, a póżniej sięgnąć po Pierwsze piętnaście żywotów...