Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Dla Poliny to opowieść niezwykła, pełna czułości i magii, która przypominają nam, że miłość nie zawsze potrzebuje wielkich słów, spektakularnych gestów ani obietnic składanych na całe życie. Czasami wystarczy jedna melodia. Kilka dźwięków, jedno wspomnienie, jedna osoba, która na zawsze pozostaje w naszym sercu, nawet jeśli dawno zniknęła z naszego życia.
To właśnie w tej prostocie kryje się największa siła tej opowieści. Würger zabiera nas w podróż do świata, w którym muzyka potrafi powiedzieć więcej niż tysiące słów. Dla Poliny to historia, która ma w sobie coś z baśni, coś z romantycznej legendy, a jednocześnie pozostaje bliska, realna dla każdego z nas.
Jestem przekonana, że każdy z nas nosi w sobie jakieś wspomnienie, tęsknotę czy skrywaną dotąd historię.
Głównym bohaterem jest Hannes Prager. Nasz bohater nie jest przebojowy, nie zabiega o uwagę, nie próbuje za wszelką cenę wyróżnić się z tłumu. Jest cichy, zamknięty w swoim świecie, ale w jego wnętrzu rozbrzmiewa muzyka o niezwykłej sile. Tam, gdzie inni widzą codzienność, on słyszy dźwięki.
I właśnie to jest w tej historii tak piękne. Hannes nie musi wygłaszać płomiennych przemówień, aby wyrazić swoje uczucia. Kiedy chce powiedzieć Polinie, że ją kocha, komponuje muzykę. Tworzy coś, co staje się jego najbardziej osobistym wyznaniem. W tej melodii zamyka wszystko, czego nie umie wypowiedzieć: zachwyt, nadzieję, nieśmiałość, marzenia i ogromną, czystą miłość.
Würger pokazuje, że czasami najważniejsze rzeczy powstają wtedy, gdy próbujemy nazwać to, co najbardziej intymne. Nie dla sławy, nie dla pieniędzy, nie po to, by komukolwiek coś udowodnić. Po prostu dla jednej osoby. Dla tej jedynej, której obecność sprawia, że świat nabiera sensu. W tym tkwi ogromna siła tej powieści. Autor przypomina, że prawdziwa miłość nie musi być głośna. Może być nieśmiała, delikatna, niemal niewidoczna dla innych.
W tej książce piekno kryje się w szczegółach. Chodzi np. o sposób, w jaki zostało zbudowane tło. Mamy podupadającą willę na torfowisku, płyty z muzyką Bacha i Chopina, powieści Dostojewskiego, rabarbar maczany w cukrze i wiele innych. Każda z tych rzeczy osobno to drobiazg, z pozoru bez znaczenia. Połączone razem tworza tło i otoczenie pełne magii i niesamowitego klimatu. Autor pokazuje, że z pozoru zwyczajne drobiazgi tworzą coś nadzwyczajnego, magię.
Póżniej pojawia się Polina, obiekt pierwszej, wyjątkowej miłości. Jest cudownie, ale... Miłość Hannesa i Poliny zostaje wystawiona na próbę. Nagle Polina odchodzi bez śladu, a Hannes zostaje sam ze swoją muzyką i wspomnieniami. W tym momencie powieść nabiera głębi.
Mamy to samo, co wcześniej - wielką miłóść, ale zamiast rozmów mamy wspomnienia, zamiast pewności - niepewność i lęk, co będzie dalej. Mamy też nadzieję, ogromną.
Niczego wam więcej nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej bardzo zaskakującej opowieści. Odejście Poliny nie jest kończem historii. Jest ono dopiero początkiem. W dalszej opowieści dzieje się, oj dzieje. Gwarantuję, że będziecie zaskoczeni. Zwrotów akcji z pewnością nie przewidzicie. Dla Poliny to wyjątkowa baśń dla dorosłych, w której każdy zobaczy co innego. Autor pokazuje, że tak naprawdę wszystko zaczyna się od pragnienia, uczucia, poszukiwania szczęścia i spełnienia. Każdy z nas o tym marzy. Würger pozwala czytelnikom choć na chwilę odzyskać zdolnośc do zachwycania się, marzenia i poszukiwania tego o czym się marzy. Zdecydowanie polecam. Książka poruszająca i absolutnie genialna. Taka baśń jest bardzo potrzebna w naszych okropnych, skomercjalizowanych, pełnych walki czasach. Zachęcam do lektury.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.