wtorek, 15 kwietnia 2014

Gdy panna Emmie była w Rosji

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Okładka miękka, Moja ocena 4,5/6
Spodziewałam się trochę innej książki, przyznaję. Nie znaczy to jednak, iż Gdy panna Emmie....nie przypadła mi do gustu. Wręcz przeciwnie. Jednak mam wrażenie, iż treść jest w niektórych momentach odrobinę może nie wyolbrzymiona, co przejaskrawiona. Ale po kolei.
Mamy koniec XIX wieku oraz początek następnego stulecia. Bohaterką jest tytułowa panna Emmie i kilka innych bliźniaczo do niej podobnych młodych panien. Są to młode kobiety, które na skutek różnych zawirowań losu (z reguły z powodu nieciekawej sytuacji finansowej) zmuszone są szukać posady guwernantki. W rodzinnej Anglii o dobrą posadę trudno. Kobiety decydują się na przyjęcie propozycji z Rosji. Kraj odległy i tak różny od ich ojczyzny, jak tylko to można sobie wyobrazić. Mimo, iż kobiety otrzymują dobre wynagrodzenie, ciekawą prace, częstokroć luksusowe warunki zamieszkania i możliwość poznania środowiska rosyjskiej arystokracji, uczestniczenia w jej życiu, to jednak przeprowadzka i zetkniecie z zupełnie innym stylem życia są dla bohaterek książki niemałym szokiem. Swoje wrażenia opisują w listach do rodziny, pamiętnikach, zapiskach. Ich treść wykorzystał autor niniejszej książki, w wielu przypadkach wstawiając spore ich fragmenty w treść książki. Ciekawie opisane są problemy bohaterek w Anglii, ich rozterki związane z decyzją - wyjeżdżać do dalekiej Rosji, czy nie, zetkniecie z obcą kulturą, zachłyśniecie się nią lub wręcz przeciwnie, próby odnalezienia się w nowym miejscu i swoista solidarność związana z pokonywaniem różnic miedzy pracą i życiem w Anglii i Rosji.
Początek XX wieku, to jednak nie tylko praca, bale, wyjazdy i poznawanie nowego. To także różnorodne, na ogół niezwykle krwawe i niebezpieczne przemiany historyczne. Rosję także ogarnia zawierucha dziejowa, szerzą się mordy, samowola, leje krew. Nasza główna bohaterka Emmie znalazła się w centrum wydarzeń. Jej relacja, którą poznajemy w książce jest niezwykle wstrząsająca.
Bez wątpienia jest to lektura ciekawa, którą czyta się niezwykle szybko. Podobały mi się cytowane fragmenty z listów i pamiętników guwernantek. Wspomniane przeze mnie na początku postu przejaskrawienie, dotyczy opisów życia arystokracji, zachowania się jej przedstawicieli. A może rzeczywiście tak było?! Warto po tę pozycję sięgnąć.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Biała perła

Wydawnictwo Świat Książki, Okładka miękka, Moja ocena 4,5/6
Niezła lektura, którą przeczytałam z wielką przyjemnością i mimo sporej objętości, bardzo szybko. Jest to zasługa zarówno wciągającej historii, jak i zręcznego pióra autorki. 
Akcja rozgrywa się na Malajach w samym środku trwania II wojny światowej, mamy bowiem rok 1941. Główna bohaterka, Connie Hadley jest żoną niezwykle zamożnego właściciela plantacji kauczuku. Dzięki temu Connie wiedzie życie dostatnie. Wydawałoby się, że powinno ono być także szczęśliwe, i tak wielu patrzących z zewnątrz myśli. To jednak tylko pozory.  Connie ukrywa straszną tajemnicę, która może zniszczyć jej małżeństwo, ba może zniszczyć całe jej życie. Jej świat rozpada się w gruzy wraz z atakiem Japończyków na Pearl Harbor, gdy japońska armia zajmuje również Malaje. Connie postanawia uciec stamtąd rodzinnym jachtem, "Biała Perłą", wraz z mężem, synem oraz garstką przyjaciół. Za sterem staje tajemniczy Fitzpayne, który jako jedyny zna okoliczne wody i wie, jak dotrzeć na Morze Południowochińskie. Paradoksalnie, atak Japończyków, ucieczka, strach wyzwalają Connie z narzuconego przez oczekiwania innych jarzma, ale też rodzą ogromne zagrożenie. Szybko okazuje się, iż Connie nie jest jedyną osobą w tym gronie, która skrywa tajemnice. 
Kate Furnival, autorce zupełnie mi wcześniej nieznanej, udało się stworzyć bardzo ciekawą powieść. Niby motyw, który zastosowała jest zdarty do bólu, bo II wojna światowa i głęboko skrywane tajemnice, były już wielokrotnie wykorzystywane w różnorodnych powieściach. Jednak pisarce udało się na tyle zręcznie poprowadzić opowieść, że książka wciąga. 
Ogromnym plusem są opisy malajskiej kultury, kuchni, obyczajów, otoczenia. To bez wątpienia dodaje swoistej magii całej historii. 
Ciekawie nakreśleni są liczni bohaterowie, brak wśród nich postaci nijakich. Za to każdy z nich aż kipi uczuciami i tajemnicami. Ciekawie jest także poprowadzona narracja. Narratorów mamy kilkoro, a całość wydarzeń poznajemy z różnych punktów widzenia. 
Biała perła jako lektura lekka, wciągająca, zapewniająca relaks i chwilę odpoczynku, jako odskocznia sprawdzi się znakomicie. Chociaż jeżeli brać pod uwagę jej walory literackie, to powiedzmy są one na średnim poziomie, ale najważniejsze, że książka odpręża i wciąga. Ot doskonale, zręcznie napisane czytadło:) Dobra lektura na wiosnę, polecam. I nie zrażajcie się powolnym początkiem, po upływie ok. 80-90 stron akcja zdecydowanie przyspiesza.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Kłamstwa Hitlera

Wydawnictwo Świat Książki, Okładka twarda, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Adolf Hitler, uosobienie zła, inicjator najokrutniejszego konfliktu zbrojnego w dziejach ludzkości. Wszyscy go znają choćby z lekcji historii. Przez kilka lat jego panowania słyszał o nim bez mała cały świat, ale czy ktoś go znał tak na prawdę?! Michael Hesemann, autor niniejszej książki, niemiecki historyk, dziennikarz i publicysta, udowadnia nam, jak wiele mitów narosło wobec osoby przywódcy III Rzeszy, jak wiele znaczyła dla niego autoreklama. Dla Hitlera wszystko musiało być naj, gigantyczne, najlepsze, historyczne, do zapamiętania przez potomnych. Paradoksalnie, udało mu się to osiągnąć, choć w najgorszy z możliwych sposobów.
Co poprzez taką megalomanię chciał Hitler zyskać? Czy tylko był przekonany o swojej potędze, wyższości nad światem? Czy może miał dodatkowo kompleks nższości?
Chyba jedno i drugie. Niespełniony pseudoartysta z austriackiej prowincji, odrzucony przez Wiedeń, przez sporą część czasu brudny, głodny, bezdomny, wręcz zbyt uniżenie grzeczny i potulny. Jak udao mu się wybić i zauroczyć, porwać miliony? Jak udało mu się omamić miliony Niemców, które poszły za nim na śmierć? Jak zdołał ich odczłowieczyć, że wielu z nich stało się większymi katami i oprawcami niż on sam? Co w swoim wnętrzu skrywał ten niepozorny, co tu ukrywać, paskudny z wyglądu i charakteru człowieczek, który stał się wcieleniem zła? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi w niniejszej książce. 
Autor udowadnia nam, że to właśnie na kłamstwach, obłudzie, oratorskim talencie Hitlera opierała się jego kilkuletnia potęga i władza. Heseman nie ukazuje niczego odkrywczego. W jedną, notabene niewielkich rozmiarów, książkę, zbiera większość materiałów, faktów dot. w/w zagadnień, jakie na przestrzeni lat udało się zgromadzić historykom. Pisarz stworzył swoiste kompedium kłamstw i obłudy Adolfa Hitlera. Autor nie dokonuje wiekopomnych odkryć, nie przypisuje sobie zasług dokonania przełomowych ustaleń. Trzeba mu przyznać, iż za każdym razem przytaczając kolejne kłamstwa i dowody na ich poparcie, podaje źródłoznawstwo. 
Całość czyta się dobrze, choć odrobinę książką jest może odrobinę zbyt zbeletryzowana.
Bez wątpienia warto po tę pozycję sięgnąć i przekonać się, jak to było w ogóle możliwe, żeby bezdomny, średnio rozgarnięty, pseudoartysta porwał i uśmiercił  miliony ludzi. Książka jest swoistą kuriozalna ciekawostką, ale i ostrzeżeniem dla kolejnych pokoleń.


sobota, 12 kwietnia 2014

Wysłanniczka

Wydawnictwo Muza, Okładka miękka, Moja ocena 4,5/6
Dobry i zupełnie odbiegający od standardowych, szablonowych czytanych przeze mnie dotychczas thrillerów.
Daria, główna bohaterka i tytułowa wysłanniczka, to piękna młoda kobieta pochodząca z nieokreślonego arabskiego kraju. Pewnego dnia przylatuje ona do USA. Leci I klasą w luksusowych warunkach, zamieszkuje w najdroższym hotelu w Nowym Jorku, jada w najbardziej ekskluzywnych restauracjach, chodzi po mieście. I ma tylko jedno zadanie- poznać i dotknąć jak najwięcej miejsc i ludzi. Dlaczego? Daria zainfekowana jest zabójczym wirusem ospy, który ma przekazać jak największej ilości niewiernych w USA. Przy tym musi się spieszyć. Czas działa bowiem na jej niekorzyść, z każdą godziną Daria jest coraz bardziej chora, a trzeba pamiętać, że wirus, którym jest zarażona jest zabójczy. Kobieta przez ostatnie kilka lat przechodziła istne pranie mózgu, można śmiało napisać, że była hodowana w nienawiści do niewiernych, szczególnie do wszystkiego co związane z USA. Z radością i poczuciem misji podjęła się śmiertelnej krucjaty, jaką bez wątpienia jest rozdanie wirusa ospy tysiącom Amerykanów.Zderzenie z amerykańską rzeczywistością jest dla Darii szokiem. Nic nie jest takim, jakim ukazywano jej to w ojczyźnie. 
Trzeba autorowi przyznać, że w doskonały sposób ukazał zarówno panoramę współczesnej Ameryki jako kraju, jak i żyjącego w niej jakże różnorodnego społeczeństwa. Dodatkowym plusem jest ukazanie studium psychologicznego Darii, przemian, jakie w niej zachodzą, jej rozterek. Napięcie rośnie, akcja przyspiesza, a młoda kobieta z zapamiętałej, wręcz fanatycznej terrorystki staje się ofiarą, nie tylko swoich braci-terrorystów, ale także samej siebie.
Wysłanniczka, to bez wątpienia ciekawy thriller, o tyleż przerażający, że realny. Akcja, która jest jego osnowa bardzo szybko może się także przenieść na nasze, rodzime podwórko. 
Książka ma kilka drobnych wad, na które celowo nie zwracam uwagi, nie chcę tym osobom, które jej nie czytały, psuć przyjemności lektury. Poza tym jej zalety zdecydowanie przewyższają drobne minusy. Warto po Wysłanniczkę sięgnąć.

Jakie macie plany na weekend? I taka drobna refleksja o pędzącym czasie..

U was też już taka wiosna?
Mimo, że temperatura nie jest super wysoka (no nie taka, jaką bym sobie wymarzyła), to jednak słońce od klkunastu dni pięknie świeci i wiosna w pełni.Akurat na zbliżające się Święta.
Dopiero dzisiaj rano popijając kawę (drugą, przy pierwszej jeszcze się nie budzę) uświadomiłam sobie, że za tydzień Wielkanoc. Ale ten czas pędzi. Wam też? Niedawno się przeprowadzaliśmy, było Boże Narodzenie, ferie, a tu już połowa kwietnia i wiosna.I człowiek coraz starszy i starszy:(
To to przesilenie wiosenne mnie chyba tak refleksyjnie dopada.
Jakie macie plany na ten weekend?
Jakie plany na Wielkanoc? Wyjeżdżacie gdzieś, czy spędzacie je z rodziną w domu?
My lecimy na kilka dni do teściów do Grecji, wygrzać stare kości:)


piątek, 11 kwietnia 2014

Bubble, czyli zakończenie niesamowitej trylogii

Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, Moja ocena 5/6
Pierwsze dwa tomy trylogii recenzowałam o tutaj.
Trochę się obawiałam, jaki będzie trzeci tom, czy autor nie wyeksploatował się odrobinę we wcześniejszych częściach. Były to jednak obawy bezzasadne. Trzeba de la Motte przyznać, iż do końca trzyma wysoki poziom, chociaż nie przeczę, 1. część trylogii była jednak najlepsza. Bubble to doskonała kulminacja znakomitej trylogii. 
HP nadal otacza Gra, mimo, iż ten usilnie stara się od niej izolować. Jednak gdy już zaczniesz zadawać się z Grą, nie ma (jak się okazuje) odwrotu. Gra wciąga i wiąże ze sobą nierozerwalnie. HP dochodzi do wniosku, że jeśli ma raz na zawsze uwolnić się od Gry, to musi rozpracować ją od środka i poznać mechanizmy, jakie nią rządzą, stanąć oko w oko z Przywódcą. Zaprowadzi go to na granice może nie człowieczeństwa i wytrzymałości, ale z pewnością dojdzie do momentu, gdy ścigany i inwigilowany przez policję, zaszczuty jak zwierze, poraniony otrze się o śmierć i sam już nie będzie wiedział w co wierzyć, a w co nie. 
Akcja ponownie toczy się dwutorowo, poznajemy więc także dalsze losy Rebeki, siostry HP. To co spotka kobietę znowu będzie związane z bratem, Grą i znacznie większą całościowo intrygą.
Zakończenie choć w części przewidywalne, i tak zaskakuje w wielu momentach. 
Można autorowi co prawda zarzucić, iż w dwóch pierwszych tomach zaskakiwał różnymi ciekawymi rozwiązaniami, nowymi, unikalnymi pomysłami, a w Bubble tego brakuje. Fakt, ale trzeci tom, to moim zdaniem swoiste zwieńczenie, taka wisienka na torcie, gdzie doprowadza się do końca wątki z poprzednich tomów. Trudno w takim przypadku o jakieś super nowości.
Bubble nadal czyta się z przyjemnością. Fani poprzednich tomów (jak ja) z pewnością będą usatysfakcjonowani. 
Moja przygoda z trylogią o alternatywnej rzeczywistości, o Grze zakończona. Liczę jednak, iż autor wyda wkrótce kolejną książkę. Ja z pewnością po nią sięgnę.


W sprawie wyzwania - Czytamy kryminały...

Do końca II etapu tegorocznego wyzwania zostały nam 3 tygodnie, czas najwyższy zdecydować, jakie kryminały będziemy czytać w 3. etapie, czyli maju i czerwcu br.
Przy czym typujecie rodzaj/tematykę (jak zwał, tak zwał) nie narodowość kryminału.
  • Ja wybieram kryminał, gdzie żeby rozwiązać zagadkę należy cofnąć się w przeszłość (przy czym może to być nawet 5-10 lat wstecz, niekoniecznie 200:))
 Do końca kwietnia br. czekam na wasze linki do recenzji. Przypominam - w tym etapie czytamy:
  • kryminały skandynawskie (duńskie, szwedzkie, norweskie) oraz
  • kryminały, w których treścią jest: wątek medyczny, sekcja zwłok, praca antropologa, epidemia, bioterroryzm, zamach (lub jego groźba) nuklearny, skażenie żywności, jakieś straszne wirusy:) etc. Czyli tym razem mogą być to nawet kryminały z niewielką domieszką thrillera. 
Przypominam, iż kryminały skandynawskie można także dodawać w specjalnym wyzwaniu dot. literatury skandynawskiej,  o tutaj (klik). Żeby do niego dołączyć, wystarczy tutaj w komentarzach podać swój email.

Zapraszam do przyłączenia się do wyzwań. 

Wasze linki, których nie zamieściłam na stronach wyzwań (i kryminalnego i historycznego) uzupełnię w najbliższy weekend, słowo. Mam poślizg wiem, ale poza czytaniem mam ogromnego lenia. To chyba to wiosenne przesilenie. 

Do 17 kwietnia br do godz. 23.59 czekam na wasze głosy- wpisujcie tutaj w komentarzach, jakie kryminały będziemy czytać w maju i kwietniu. Póżniej będziemy głosować.
Proszę o propozycje tylko od osób biorących udział w wyzwaniu. 

czwartek, 10 kwietnia 2014

Sprawa Munstera - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, Moja ocena 5/6
Szósty tom przygód komisarza Van Veeterena.
Czterech zaprzyjaźnionych ze sobą emerytów świętuje wspólną wygraną w lotto. Niebawem jeden z nich zostaje zadźgany w swoim domu. Kilkadziesiąt ciosów zadanych nożem pozbawia go życia, zanim zdążył choćby tknąć swoją część wygranej. W tym czasie komisarz Van Veeteren jest na urlopie, wielce zasłużonym i wyczekiwanym urlopie, którego odbycie uniemożliwiły mu wydarzenia z poprzedniej części serii.
Policja szybko podejmuje śledztwo. Van Veeterena zastępuje inspektor Munster. Zagadki zamiast być rozwiązywane, coraz bardziej się piętrzą. Okazuje się bowiem, że nic nie jest takim, jakim się na początku wydawało, a zwyczajni z pozoru ludzie skrywają wiele tajemnic.
Nesser po raz kolejny pokazał, że ma klasę. Nie jest to pisarz przez wszystkich lubiany. Śledztwa prowadzone przez jego bohaterów są powolne i drobiazgowe, a zbrodnie, choć na ogół krwawe i okrutne to jakoś tak przez pisarza zapodane, że mało spektakularne. Zawsze pod płaszczykiem zbrodni pisarz przekazuje nam coś więcej, coś na kształt morału, nauki, życiowej wskazówki. Zawsze w trakcie prowadzonego śledztwa wychodzi na jaw, że zbrodnia ma drugie, a nie rzadko i trzecie dno. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Nesser pisze wg. konkretnego szablonu,schematu, jak przez kalkę. Może się to wydawać złe, ale nie w przypadku tego pisarza.  Znajomość schematu wg. jakiego pisze swoje kryminały, swoistej sztampy nie oznacza bowiem, że jego książki są przewidywalne. Na pewno tez nie są nudne. Choćbym nie wiem ile jego książek przeczytała, choćbym nie wiem, jak była pewna, że wiem, jak potoczy się akcja, jak przebiegnie śledztwo, pisarz zawsze mnie zaskoczy. Nic dziwnego, że jest jednym z najlepszych skandynawskich autorów kryminałów. 
W zapowiedziach widziałam, że lada tydzień (bodajże w maju) ukaże się Karambol. Bardzo się cieszę. Moim zdaniem to najlepsza książka Nessera, chociaż to bardziej thriller i studium psychologiczne, niż klasyczny, rasowy kryminał.  

Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską 

Obywatele w mundurach: 7 czerwca 1944 – 7 maja 1945. Od plaż Normandii do Berlina

Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Jest to doskonała książka opowiadająca przede wszystkim o zbrodniach i wydarzeniach wojennych, jakie miały miejsce na frontach II wojny światowej w tytułowym okresie. Poza lądowaniem w Normandii, mamy przedstawiony cały przebieg wojny w okresie od 07 czerwca 1944 roku do 07 maja 1945 roku. Przeciwników samych walk, wojennych starć uspokajam - nie o tym traktuje ta książka (no, może nie przede wszystkim o tym). Jej kwintesencją są tytułowi obywatele w mundurach, czyli żołnierze, szeregowcy, zwykli, najzwyczajniejsi ludzie, którzy częstokroć wbrew sobie brali udział w wojennym koszmarze. Oczywiście, autor wspomina o walkach, o planach wojennych dowódców, o manewrach, o wojnie jako takiej, ale to wszystko jest tylko tłem dla ukazania zwykłych ludzi, którzy zostali wyrwani z własnego domu i przetransportowani na linię frontu. Ambrose opowiada o nich, o ich uczuciach, o dniu codziennym.
Książka oparta jest przede wszystkim na materiałach archiwalnych, sprawozdaniach, raportach, ale przede wszystkim notatkach samych żołnierzy i ich listach do rodziny i przyjaciół. Stephen E. Ambrose zadał sobie wiele trudu, żeby do nich wszystkich dotrzeć, żeby opowiedzieć autentyczne historie zwykłych ludzi walczących ze sobą, z głodem, słabością, strachem.
(...)Prawie przez cały czas byliśmy straszliwie przemarznięci, okropnie zmęczeni i śmiertelnie przerażeni.

Na okładce polskiego wydania mamy adnotację:
Najbardziej wstrząsające świadectwo II wojny światowej, jakie kiedykolwiek czytałem.
Joseph Heller
Jest to moim zdaniem odrobinę przesadzona opinia, są zdecydowanie bardziej wstrząsające książki o II wojnie światowej. Niemniej jest to pozycja bardzo dobra, napisana w sposób przejrzysty i niezwykle przykuwający uwagę. Autor w tak zręczny sposób prowadzi narrację, iż całość z pewnością przypadnie do gustu także osobom umiarkowanie interesującym się tym okresem historii.
Obywatele w mundurach to doskonała książka (choć brak w niej źródłoznawstwa) która ukazuje wojnę z zupełnie innego punktu widzenia, tak rzadko prezentowanego. Szkoda tylko, że na plan pierwszy, wysuwają się żołnierze USA, że tak mało autor wspomina o żołnierzach innych narodowości. No, ale pamiętajmy, że autorem jest Amerykanin. 




środa, 9 kwietnia 2014

Indie rozdarte

Wydawnictwo Wielka Litera, Okładka miękka, 172 s.
Strasznie trudna książka, której nie potrafię jednoznacznie ocenić. Zawiera 3 reportaże, eseje, niby niewiele, ale czytałam ja długo, bardzo długo. Przed chwilą skończyłam czytać ostatnie kilka stron trzeciego eseju. Powodem jest nie tylko tematyka, jaką Roy porusza, ale także w sposób jaki to robi. Bo Indie rozdarte to faktycznie kraj porozdzielany na wiele (zbyt wiele) fragmentów, ale jej Indie to przede wszystkim kraj (moim zdaniem) obdarty z tego całego turystycznego blichtru, świątyń, kolorowych ubrań, doskonałego jedzenia etc. Bo z czym nam, ludziom z  Zachodu kojarzą się Indie? Przede wszystkim z charakterystycznym jedzeniem, ciekawymi zabytkami, świętymi krowami i może jeszcze dziwnymi ludźmi obmywającymi się w  Gangesie. Tak naprawdę o Indiach większość z nas nie wie nic, albo tylko tyle, ile przeczyta w czasopismach podróżniczych czy ulotkach biur podróży. Indie ukazane przez Roy to kraj rzeszy biednych, głodnych ludzi, z których wielu z miast przeniosło się nawet nie na wsie, ale do lasu tworząc w ten sposób swoista partyzantkę. W ten sposób usiłują walczyć o siebie, o swoją godność, o życie, o rodziny. Innej formy walki nie znają wobec rządu, takiego jaki mają. Pamiętacie, jakiś czas temu recenzowałam książkę Gang różowego sari. Tam z kolei walczyły kobiety, także o sprawiedliwość, także same, także nie mogąc liczyć na opiekę i pomoc rządu.
W książce Roy poznajemy także Indie widziane w Delhi, na ulicach tego wielomilionowego miasta. To inne Indie, ale jednak takie same. Może tylko biedę, upodlenie człowieka, obojętność, a nawet wstręt rządzących widać wyraźniej, bo jest on bardziej skupiony i co tu ukrywać...bardziej go czuć, bo śmierdzi. Trudno żeby udzie, których jedynym miejscem do życia jest ulica pachnieli fiołkami. 
Co cenne w tej książce, to fakt, iż Roy jest pisarką, reporterką najbiedniejszych z biednych, najbardziej upodlonych przez los, przez rządzących, przez kłócące się ze sobą partie w indyjskim rządzie, czyli przez tych, którzy powinni się o nich troszczyć, a mają ich w głębokim poważaniu. Ci najbiedniejsi są ograbiani w majestacie indyjskiego prawa, są wysiedlani z domów, kartonów, w których żyli do slamsów, póżniej z tych slamsów (które nagle staja się potrzebne innym bogatym, rządzącym) są wysiedlani...no właśnie dokąd?! To już nikogo nie obchodzi. 
Trudna książka, którą każdy odbierze inaczej. Warto jednak po nią sięgnąć. 
Plusem książki jest spora ilość zdjęć doskonale pasujących do tekstu.