Wydawnictwo Magnum, Ocena 6-/6
Recenzja mojego męża.
Niniejsza spora skądinąd pozycja (blisko 1000 stron), to pierwsza taka książka, w której przedstawiono rewolucję rosyjską z dosłownie wszystkich możliwych stron. Nie brak co prawda prac przeglądowych dot. tej tematyki, ale skupiają się one głównie na politycznych i militarnych aspektach konfliktu w Rosji. W książce Pipesa jest inaczej.
Rewolucja rosyjska to drugi tom trylogii przedstawiającej XX-wieczne dzieje Rosji. Pozostałe dwa tomy to: Rosja carów i Rosja bolszewików.
Autor (Polak z pochodzenia, ur. w 1923 roku w Cieszynie) pracował nad książką długo, ponad 10 lat. Jednak samo zbieranie materiałów, które było efektem pasji i zainteresowań autora przedmiotową tematyką, trwało blisko 50 lat.
Pipes do kwestii napisania książki podszedł w sposób bardzo merytoryczny. Efektem jest praca, której lektura zainteresuje większość osób. Sama kwestia rewolucji jest bowiem pretekstem do pokazania szerszego kontekstu. Oprócz wydarzeń, które doprowadziły do wybuchu rewolucji, omówienia jej przebiegu krok po kroku, ukazania agonii caratu, autor snuje także opowieść o wielu znanych oraz mniej znanych osobach, które na swoje wyraźne życzenie lub mimochodem wciągnięte zostały w machinę historycznych wydarzeń, a ich los zdeterminowała ta i kolejne zawieruchy dziejowe.
Bardzo dużo uwagi Pipes poświęca także mechanizmowi manipulacji rosyjskim ludem, podziałowi łupów, które zostały zgromadzone w trakcie obalania caratu i o mechanizmach oraz skutkach wprowadzenia dyktatury proletariatu.
Cała książka jest arcyciekawa. Jednak rozdziałem, który najbardziej przykuł moją uwagę jest ten opowiadający o szalejącym czerwonym terrorze. Od początku był on podstawowym narzędziem terroru bolszewickiego. Należały do niego m.in. czeka (czyli policja polityczna) i obozy koncentracyjne oraz pracy przymusowej. Obozy te miały charakter trwały. Wprowadzone w okresie rewolucji rosyjskiej nie zniknęły wraz z jej zakończeniem. Służyły do internowania wszystkich wrogów ustroju. To tam obywatele tracili wszelkie prawa i stawali się niewolnikami państwa.
Metodycznie, krok po kroku, rok po roku, wydarzenie po wydarzeniu Pipes snuje swą opowieść. Temat dla osób nie pasjonujących się rewolucją rosyjską może wydawać się trudny, mało przystępny. Jednak bez obaw. Pipes jest tak samo doskonałym historykiem, jak i narratorem. W sposób merytoryczny, a jednocześnie lekki opowiada o trudnych, dla wielu mało zrozumiałych wydarzeniach. Stosując przystępną narrację, nie czyni jednak z książki beletrystyki. Jest to nadal mistrzowskie wręcz dzieło historyczne, tyle że napisane w sposób dostępny dla każdego.
Co istotne, jest to książka nie tylko doskonała pod względem merytorycznym, faktograficznym, ale także taka, która jako pierwsza odkłamuje wiele mitów, czy wręcz kłamstw dot. rewolucji 1917 roku.
Cennym uzupełnieniem są mapy i ilustracje. Tych ostatnich mamy w książce 100. Pozwalają one na pełniejsze zagłębienie się w tematyce.
Rewolucja rosyjska ma jeden zasadniczy minus - umieszczone na końcu książki przypisy. Zdecydowanie utrudnia to lekturę. Średnia przyjemnością jest, gdy w trakcie czytania musimy przerzucać tom liczący blisko 1000 stron w celu przeczytania przypisu. Doprawdy, nie mam pojęcia co autorem kierowało, gdy umieszczał skomasowane przypisy na samym końcu książki.
Poza tym jest to lektura doskonała. Gorąco zachęcam do jej poznania.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo magnum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo magnum. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 grudnia 2015
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Komplikacje - Atul Gawande
Wydawnictwo Magnum, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Autor niniejszej książki, Atul Gawande pracuje jako chirurg ogólny i endokrynolog w Brigham and Women`s Hospital w Bostonie oraz w Dana Farber Cancer Institute. W latach 1992- 1993 Gawande był doradcą do spraw służby zdrowia w kampanii prezydenckiej Billa Clintona. Od 1998 roku współpracuje z magazynem " New Yorker.
W związku z tym zna się na medycynie i tym co z nią nierozerwalnie od zawsze związane, jak nikt.
Komplikacje podzielone są na trzy wyraźne części. W każdej z nich omawiana jest inna kwestia.
Część 1. traktuje o błędach lekarskich, o tym, gdzie i w jakich przypadkach są najczęściej popełniane, co je powoduje. Dodatkowym uzupełnieniem tego rozdziału jest opowieść o tym, jak uczą się chirurdzy, w jaki sposób zdobywają doświadczenie.
Część 2. to równie ciekawa opowieść będąca jedną wielka zagadką, tajemnicą. Autor opowiada bowiem o najciekawszych i najbardziej tajemniczych medycznych zagadkach.
Część 3. to jedna wielka niewiadoma, w przenośni oczywiście. Gawande opowiada w niej bowiem o tym co jest największa tajemnicą w medycynie.
Autor bazując głównie na własnych doświadczeniach zawodowych, stworzył bardzo ciekawą książkę, która mimo momentami wstrząsających zagadnień i porównań, czyta się niczym najlepszy thriller medyczny. Dodatkowo oprócz tajemnic i zagadek medycyny przed oczyma czytelnika przeplatają się smutki i radości, sukcesy i ludzkie dramaty.
Tym co szczególnie cenne w książce jest fakt, iż opisywane przez Gawande przypadki medyczne nie są tylko dla niego doświadczeniami z pracy, ma do nich na swój sposób emocjonalny stosunek, analizuje je. To czyni książkę jeszcze ciekawszą.
Doskonała lektura dla lubiących thrillery medyczne, dla ciekawych świata, zainteresowanych chirurgiczna praca od kuchni. Czyta się szybko. Polecam.
Recenzja mojego męża.
Autor niniejszej książki, Atul Gawande pracuje jako chirurg ogólny i endokrynolog w Brigham and Women`s Hospital w Bostonie oraz w Dana Farber Cancer Institute. W latach 1992- 1993 Gawande był doradcą do spraw służby zdrowia w kampanii prezydenckiej Billa Clintona. Od 1998 roku współpracuje z magazynem " New Yorker.
W związku z tym zna się na medycynie i tym co z nią nierozerwalnie od zawsze związane, jak nikt.
Komplikacje podzielone są na trzy wyraźne części. W każdej z nich omawiana jest inna kwestia.
Część 1. traktuje o błędach lekarskich, o tym, gdzie i w jakich przypadkach są najczęściej popełniane, co je powoduje. Dodatkowym uzupełnieniem tego rozdziału jest opowieść o tym, jak uczą się chirurdzy, w jaki sposób zdobywają doświadczenie.
Część 2. to równie ciekawa opowieść będąca jedną wielka zagadką, tajemnicą. Autor opowiada bowiem o najciekawszych i najbardziej tajemniczych medycznych zagadkach.
Część 3. to jedna wielka niewiadoma, w przenośni oczywiście. Gawande opowiada w niej bowiem o tym co jest największa tajemnicą w medycynie.
Autor bazując głównie na własnych doświadczeniach zawodowych, stworzył bardzo ciekawą książkę, która mimo momentami wstrząsających zagadnień i porównań, czyta się niczym najlepszy thriller medyczny. Dodatkowo oprócz tajemnic i zagadek medycyny przed oczyma czytelnika przeplatają się smutki i radości, sukcesy i ludzkie dramaty.
Tym co szczególnie cenne w książce jest fakt, iż opisywane przez Gawande przypadki medyczne nie są tylko dla niego doświadczeniami z pracy, ma do nich na swój sposób emocjonalny stosunek, analizuje je. To czyni książkę jeszcze ciekawszą.
Doskonała lektura dla lubiących thrillery medyczne, dla ciekawych świata, zainteresowanych chirurgiczna praca od kuchni. Czyta się szybko. Polecam.
środa, 18 listopada 2015
Śmiertelni. Medycyna i to co najważniejsze.
Wydawnictwo Magnum
Autor niniejszej książki, Atul Gawande pracuje jako chirurg ogólny i endokrynolog w Brigham and Women`s Hospital w Bostonie oraz w Dana Farber Cancer Institute. W latach 1992- 1993 Gawande był doradcą do spraw służby zdrowia w kampanii prezydenckiej Billa Clintona. Od 1998 roku współpracuje z magazynem " New Yorker.
W związku z tym zna się na medycynie i tym co z nią nierozerwalnie od zawsze związane, jak nikt. Tym czymś jest śmierć. Temat, którego większość z nas woli nie poruszać, a który każdego z nas prędzej czy póżniej dotknie, czy to poprzez chorobę i śmierć nas samych, czy naszych najbliższych.
Śmiertelnych... czytałam z dużymi, bardzo dużymi przerwami przez ostatnie 1,5 miesiąca. Mimo, iż książka nie jest gruba, lektura zajęła mi tak dużo czasu. Nie ukrywam, nie jest to książka łatwa, jest ona trudna, niektóre rozdziały przygnębiają, inne z kolei dziwią. Wielokrotnie w trakcie lektury odczuwałam lęk przed tym co nieuchronne.
Gawande czerpiąc z wieloletniej praktyki lekarskiej oraz doświadczeń innych lekarzy opisuje przejmujące historie pacjentów w różnym wieku w ostatnim okresie ich życia. Opowiada o śmierci widzianej z punktu widzenia chorego, osoby umierającej, jak i jej najbliższych, tych, którzy zostają pogrążeni w rozpaczy. Sporo miejsca autor poświęca kwestii opieki nad osobami przewlekle chorymi, umierającymi, starszymi. Opisane jest to w kontekście USA, ale i tak warto ten rozdział przeczytać.
Cennym jest, iż Gawande w swojej opowieści stara się być jak najmniej stronniczy, nie opowiada się za żadnym podejściem do śmierci, za żadnym sposobem radzenia sobie z nią, nie wypowiada swojego zdania w żadnej kwestii, np. w tak dyskusyjnej, jaką jest eutanazja.
Niewątpliwie warto po Śmiertelnych sięgnąć, chociaż ostrzegam, zderzenie z tematyką może być szokiem.
Nie potrafię jednoznacznie ocenić książki. Doceniam pracę, jaką włożył jej autor w zebranie myśli, faktów, materiałów i zredagowanie ich w sposób najbardziej (o ile to możliwe w kontekście tematyki) neutralny. Jednak sama esencja książki, jej wymowa mimo, iż wielu osobom może przynieść ulgę, wiele zmusić do zastanowienia, zrewidowania swoich poglądów, mnie niezmiernie przygnębiła. Przyznaję, gdybym miała jeszcze raz decydować, wiedząc co jest dokładnie treścią Śmiertelnych, nie sięgnęłabym po tę lekturę.
Niemniej, was zachęcam do przeczytania. To dobrze napisana, potrzebna, choć przyznaję- nie dla każdego książka.
Autor niniejszej książki, Atul Gawande pracuje jako chirurg ogólny i endokrynolog w Brigham and Women`s Hospital w Bostonie oraz w Dana Farber Cancer Institute. W latach 1992- 1993 Gawande był doradcą do spraw służby zdrowia w kampanii prezydenckiej Billa Clintona. Od 1998 roku współpracuje z magazynem " New Yorker.
W związku z tym zna się na medycynie i tym co z nią nierozerwalnie od zawsze związane, jak nikt. Tym czymś jest śmierć. Temat, którego większość z nas woli nie poruszać, a który każdego z nas prędzej czy póżniej dotknie, czy to poprzez chorobę i śmierć nas samych, czy naszych najbliższych.
Śmiertelnych... czytałam z dużymi, bardzo dużymi przerwami przez ostatnie 1,5 miesiąca. Mimo, iż książka nie jest gruba, lektura zajęła mi tak dużo czasu. Nie ukrywam, nie jest to książka łatwa, jest ona trudna, niektóre rozdziały przygnębiają, inne z kolei dziwią. Wielokrotnie w trakcie lektury odczuwałam lęk przed tym co nieuchronne.
Gawande czerpiąc z wieloletniej praktyki lekarskiej oraz doświadczeń innych lekarzy opisuje przejmujące historie pacjentów w różnym wieku w ostatnim okresie ich życia. Opowiada o śmierci widzianej z punktu widzenia chorego, osoby umierającej, jak i jej najbliższych, tych, którzy zostają pogrążeni w rozpaczy. Sporo miejsca autor poświęca kwestii opieki nad osobami przewlekle chorymi, umierającymi, starszymi. Opisane jest to w kontekście USA, ale i tak warto ten rozdział przeczytać.
Cennym jest, iż Gawande w swojej opowieści stara się być jak najmniej stronniczy, nie opowiada się za żadnym podejściem do śmierci, za żadnym sposobem radzenia sobie z nią, nie wypowiada swojego zdania w żadnej kwestii, np. w tak dyskusyjnej, jaką jest eutanazja.
Niewątpliwie warto po Śmiertelnych sięgnąć, chociaż ostrzegam, zderzenie z tematyką może być szokiem.
Nie potrafię jednoznacznie ocenić książki. Doceniam pracę, jaką włożył jej autor w zebranie myśli, faktów, materiałów i zredagowanie ich w sposób najbardziej (o ile to możliwe w kontekście tematyki) neutralny. Jednak sama esencja książki, jej wymowa mimo, iż wielu osobom może przynieść ulgę, wiele zmusić do zastanowienia, zrewidowania swoich poglądów, mnie niezmiernie przygnębiła. Przyznaję, gdybym miała jeszcze raz decydować, wiedząc co jest dokładnie treścią Śmiertelnych, nie sięgnęłabym po tę lekturę.
Niemniej, was zachęcam do przeczytania. To dobrze napisana, potrzebna, choć przyznaję- nie dla każdego książka.
wtorek, 27 października 2015
Barcelona - Robert Hughes
Wydawnictwo Magnum, Moja ocena 6/6
Kolejna genialna (całkowicie bez przesady używam tego określenia) książka pióra Roberta Hughes'a, którą miałam okazję przeczytać. Wielu z was może zapytać kim jest Robert Hughes (u nas to nazwisko jest chyba stosunkowo mało znane)?! Niestety, ale był, ponieważ zmarł 06.08.2012r. Był australijskim historykiem sztuki, krytykiem pracującym dla tygodnika Time, producentem programów tv, pisarzem. U nas kilka lat temu ukazała się świetna biografia Goyi tego autora. Kto nie czytał, zachęcam, doskonale napisana. Hughes napisał także kilka innych książek, mam nadzieję, że z biegiem czasu zostaną one wydane w Polsce.
Barcelonę podczytywałam przez ostatnie kilka tygodni fragmentami, nawet nie rozdziałami, tylko fragmentami.Ogrom wiedzy, którą autor przytacza, a także spora ilość stron uniemożliwiają lekturę książki w ten sposób, jak to się robi przy różne typu czytadłach - od razu an 1-2 "przysiądnięcia".
Jednak bez obaw. Mimo sporej dawki historii, a także wiedzy z zakresu innych dziedzin życia, egzystencji każdego miasta, lektura Barcelony nie jest nużąca. Wręcz przeciwnie, jest to wielka przyjemność. Powodem jest niezwykłe pióro autora oraz spora ilość anegdot, ciekawostek, dykteryjek. Dowiadujemy się z nich ciekawych, zabawnych, a często także przerażających informacji, do których sami byśmy raczej nie dotarli, a które nierozerwalnie związane są z miastem.
Długo zastanawiałam się, czy można książkę nazwać monografią. Bo czymże jest monografia? Znana mi definicja podaje, że monografia to praca naukowa omawiająca jakieś zagadnienie w sposób wyczerpujący. Czy Hughes omówił zagadnienie w sposób wyczerpujący? I tak i nie. Nie, ponieważ w przypadku Barcelony nie da się tego miasta omówić nawet w dziele składającym się z kilkunastu tomów. Miasto ma tyle twarzy i warstw, że każdy, kto twierdzi, że zagadnienia stolicy Katalonii omówił wyczerpująco, albo doskonale znam miasto jest w błędzie. Tak, ponieważ Hughes w stopniu wystarczającym (w moim odczuciu) omówił dziedzinę, która była jego pasją, czyli historię sztuki.
Autor fantastycznie ukazuje zarówno historię miasta, jak i związek wielkich wydarzeń z architektura i sztuką, które są nierozerwalna częścią najbardziej niehiszpańskiego z miast Hiszpanii. Hughes zabiera nas w niesamowitą wręcz podróż swoim wehikułem czasu. Poznajemy miasto od podszewki, od jego początków, korzeni, od najwspanialszej, ale i najbardziej plugawej strony.
Gawędziarski i swobodny styl autora, a przy tym całość nie pozbawiona merytorycznych wartości, sprawiają, że Barcelonę czyta się rewelacyjnie.
Budowle, historyczne wydarzenia przeplatają się z bardzo ciekawie nakreślonymi postaciami różnych postaci, które w ten czy inny sposób na przestrzeni wieków były związane z Barceloną. Portrety
zarówno ludzi jak i miasta nakreślone są w fascynujący sposób, ostrym
piórem z nutką niebanalnego poczucia humoru, a często i sarkazmu.
Książkę można więc uznać zarówno za monografię, jak i za niebanalny, niezwykle mądry i wartościowy przewodnik po Barcelonie. Uzupełnieniem doskonałej treści są liczne piękne zdjęcia.
Barcelona, to lektura jedyna w swoim rodzaju - wciągająca, doskonale dopracowana merytorycznie, arcyciekawie skomponowana i napisana. Powinni ją przeczytać wszyscy miłośnicy "miejskich biografii" oraz pasjonaci historii Katalonii.
Kolejna genialna (całkowicie bez przesady używam tego określenia) książka pióra Roberta Hughes'a, którą miałam okazję przeczytać. Wielu z was może zapytać kim jest Robert Hughes (u nas to nazwisko jest chyba stosunkowo mało znane)?! Niestety, ale był, ponieważ zmarł 06.08.2012r. Był australijskim historykiem sztuki, krytykiem pracującym dla tygodnika Time, producentem programów tv, pisarzem. U nas kilka lat temu ukazała się świetna biografia Goyi tego autora. Kto nie czytał, zachęcam, doskonale napisana. Hughes napisał także kilka innych książek, mam nadzieję, że z biegiem czasu zostaną one wydane w Polsce.
Barcelonę podczytywałam przez ostatnie kilka tygodni fragmentami, nawet nie rozdziałami, tylko fragmentami.Ogrom wiedzy, którą autor przytacza, a także spora ilość stron uniemożliwiają lekturę książki w ten sposób, jak to się robi przy różne typu czytadłach - od razu an 1-2 "przysiądnięcia".
Jednak bez obaw. Mimo sporej dawki historii, a także wiedzy z zakresu innych dziedzin życia, egzystencji każdego miasta, lektura Barcelony nie jest nużąca. Wręcz przeciwnie, jest to wielka przyjemność. Powodem jest niezwykłe pióro autora oraz spora ilość anegdot, ciekawostek, dykteryjek. Dowiadujemy się z nich ciekawych, zabawnych, a często także przerażających informacji, do których sami byśmy raczej nie dotarli, a które nierozerwalnie związane są z miastem.
Długo zastanawiałam się, czy można książkę nazwać monografią. Bo czymże jest monografia? Znana mi definicja podaje, że monografia to praca naukowa omawiająca jakieś zagadnienie w sposób wyczerpujący. Czy Hughes omówił zagadnienie w sposób wyczerpujący? I tak i nie. Nie, ponieważ w przypadku Barcelony nie da się tego miasta omówić nawet w dziele składającym się z kilkunastu tomów. Miasto ma tyle twarzy i warstw, że każdy, kto twierdzi, że zagadnienia stolicy Katalonii omówił wyczerpująco, albo doskonale znam miasto jest w błędzie. Tak, ponieważ Hughes w stopniu wystarczającym (w moim odczuciu) omówił dziedzinę, która była jego pasją, czyli historię sztuki.
Autor fantastycznie ukazuje zarówno historię miasta, jak i związek wielkich wydarzeń z architektura i sztuką, które są nierozerwalna częścią najbardziej niehiszpańskiego z miast Hiszpanii. Hughes zabiera nas w niesamowitą wręcz podróż swoim wehikułem czasu. Poznajemy miasto od podszewki, od jego początków, korzeni, od najwspanialszej, ale i najbardziej plugawej strony.
Gawędziarski i swobodny styl autora, a przy tym całość nie pozbawiona merytorycznych wartości, sprawiają, że Barcelonę czyta się rewelacyjnie.
![]() |
| Kilka moich miejskich biografii.... |
Książkę można więc uznać zarówno za monografię, jak i za niebanalny, niezwykle mądry i wartościowy przewodnik po Barcelonie. Uzupełnieniem doskonałej treści są liczne piękne zdjęcia.
Barcelona, to lektura jedyna w swoim rodzaju - wciągająca, doskonale dopracowana merytorycznie, arcyciekawie skomponowana i napisana. Powinni ją przeczytać wszyscy miłośnicy "miejskich biografii" oraz pasjonaci historii Katalonii.
środa, 24 czerwca 2015
Napoleon Wielki - Andrew Roberts
Wydawnictwo Magnum, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Różne są opinie o bohaterze niniejszej książki.Napoleon, jego życie, działania, decyzje wzbudzały u jednych zachwyt, a u innych nienawiść, krytykę. Jednak nie ulega wątpliwości, że nikogo nie pozostawiał obojętnym, a jego działania wykonane na przestrzeni dwudziestu lat panowania, na zawsze zmieniły oblicze zarówno Francji, jak i bez mała całej Europy, dały wiele podwalin pod póżniejsze wydarzenia.
Po przejęciu władzy zdecydowanie zmienił Francję i to bez mała w każdej dziedzinie. Był niesłychanie skuteczny na każdym polu. Wprowadził wiele wspaniałych reform, ale jednocześnie w kraju panowała cenzura brak było wolności w wielu innych dziedzinach życia. Potrafił być dobry, a za moment skazywał na śmierć, był bezwzględny, ale i wielkoduszny. Żeby osiągnąć cel nie cofał się przed niczym.
Można go było nie lubić, ale trudno było mu odmówić skuteczności i konsekwencji w działaniu. Przyznawali to nawet jego najbardziej zagorzali wrogowie.
Do wszystkiego doszedł sam, dzięki talentowi i ciężkiej pracy. Starał się być perfekcyjny, dużą wagę przywiązywał do szczegółów. Wygrał wiele bitew, miał 22 kochanki, pod jego dowództwem zginęło od 4 do 6 milionów żołnierzy (dane historyków są różne). Był bez wątpienia zbrodniarzem wojennym- jego żołnierze dopuszczali się haniebnych czynów, które usprawiedliwiał wielkością sprawy, o jaka walczył. Dostał się na sam szczyt władzy i spadł z niego z wielkim hukiem kończąc życie na wyspie Św. Heleny.
Najciekawszym zapisem jego działań, przemyśleń, rozterek są wspomnienia, które dyktował swojemu sekretarzowi. Emmanuelowi de las Cases, gdy obaj przebywali na Św. Helenie.
Trudno więcej napisać o Napoleonie w krótkiej, blogowej notce.Andrew Roberts, autor omawianej książki, w celu scharakteryzowania swojego bohatera, opisania najważniejszych wydarzeń z jego życia, najtrafniejszych oraz najmniej udanych przedsięwzięć, zasług i porażek poświecił ponad 1000 stron. To dużo i mało jednocześnie. O postaciach takich jak Napoleon niezależnie od tego, jakie ma się o nich zdanie, można pisać bez końca.
Roberts korzystając przede wszystkim ze wspomnianych pamiętników Napoleona, jego ogromnej liczącej 33 tysiące listów korespondencji, wspomnień ludzi, którzy z Napoleonem mieli do czynienia stworzył wspaniała, wielką (dosłownie i w przenośni), dopracowaną w każdym calu, wielopłaszczyznową książkę, którą czyta się z wielką przyjemnością. Uzupełnieniem są notatki, refleksje z wizyt autora w miejscach związanych z Napoleonem. Roberts odwiedził m.in. 53 pola bitew m.in. w Rosji, na Białorusi, w Izraelu, Belgii, Włoszech, Czechach, Austrii, Niemczech i Francji, był również na Wyspie Świętej Heleny.
Dzięki takiemu przygotowaniu merytorycznemu, udało mu się ukazać Napoleona Bonaparte, jako człowieka pełnego sprzeczności, skomplikowanego, wielkiego, ale i momentami małego, człowieka pełnego energii, kipiącego pomysłami, wielkiego dowódcę, hojnego mecenasa sztuki, uwielbianego przez kobiety kochanka, człowieka z pewnością niebanalnego.
Zachęcam do lektury tej niezwyklej książki.
Recenzja mojego męża.
Różne są opinie o bohaterze niniejszej książki.Napoleon, jego życie, działania, decyzje wzbudzały u jednych zachwyt, a u innych nienawiść, krytykę. Jednak nie ulega wątpliwości, że nikogo nie pozostawiał obojętnym, a jego działania wykonane na przestrzeni dwudziestu lat panowania, na zawsze zmieniły oblicze zarówno Francji, jak i bez mała całej Europy, dały wiele podwalin pod póżniejsze wydarzenia.
Po przejęciu władzy zdecydowanie zmienił Francję i to bez mała w każdej dziedzinie. Był niesłychanie skuteczny na każdym polu. Wprowadził wiele wspaniałych reform, ale jednocześnie w kraju panowała cenzura brak było wolności w wielu innych dziedzinach życia. Potrafił być dobry, a za moment skazywał na śmierć, był bezwzględny, ale i wielkoduszny. Żeby osiągnąć cel nie cofał się przed niczym.
Można go było nie lubić, ale trudno było mu odmówić skuteczności i konsekwencji w działaniu. Przyznawali to nawet jego najbardziej zagorzali wrogowie.
Do wszystkiego doszedł sam, dzięki talentowi i ciężkiej pracy. Starał się być perfekcyjny, dużą wagę przywiązywał do szczegółów. Wygrał wiele bitew, miał 22 kochanki, pod jego dowództwem zginęło od 4 do 6 milionów żołnierzy (dane historyków są różne). Był bez wątpienia zbrodniarzem wojennym- jego żołnierze dopuszczali się haniebnych czynów, które usprawiedliwiał wielkością sprawy, o jaka walczył. Dostał się na sam szczyt władzy i spadł z niego z wielkim hukiem kończąc życie na wyspie Św. Heleny.
Najciekawszym zapisem jego działań, przemyśleń, rozterek są wspomnienia, które dyktował swojemu sekretarzowi. Emmanuelowi de las Cases, gdy obaj przebywali na Św. Helenie.
Trudno więcej napisać o Napoleonie w krótkiej, blogowej notce.Andrew Roberts, autor omawianej książki, w celu scharakteryzowania swojego bohatera, opisania najważniejszych wydarzeń z jego życia, najtrafniejszych oraz najmniej udanych przedsięwzięć, zasług i porażek poświecił ponad 1000 stron. To dużo i mało jednocześnie. O postaciach takich jak Napoleon niezależnie od tego, jakie ma się o nich zdanie, można pisać bez końca.
Roberts korzystając przede wszystkim ze wspomnianych pamiętników Napoleona, jego ogromnej liczącej 33 tysiące listów korespondencji, wspomnień ludzi, którzy z Napoleonem mieli do czynienia stworzył wspaniała, wielką (dosłownie i w przenośni), dopracowaną w każdym calu, wielopłaszczyznową książkę, którą czyta się z wielką przyjemnością. Uzupełnieniem są notatki, refleksje z wizyt autora w miejscach związanych z Napoleonem. Roberts odwiedził m.in. 53 pola bitew m.in. w Rosji, na Białorusi, w Izraelu, Belgii, Włoszech, Czechach, Austrii, Niemczech i Francji, był również na Wyspie Świętej Heleny.
Dzięki takiemu przygotowaniu merytorycznemu, udało mu się ukazać Napoleona Bonaparte, jako człowieka pełnego sprzeczności, skomplikowanego, wielkiego, ale i momentami małego, człowieka pełnego energii, kipiącego pomysłami, wielkiego dowódcę, hojnego mecenasa sztuki, uwielbianego przez kobiety kochanka, człowieka z pewnością niebanalnego.
Zachęcam do lektury tej niezwyklej książki.
piątek, 29 maja 2015
Stalin. Dwór czerwonego cara - Simon Sebag Montefiore
Wydawnictwo Magnum, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Książka potężna zarówno pod względem ilości stron (ponad 800), jak i materiału jaki obejmuje. Wielokrotnie zachwycałem się już na blogu talentem autora niniejszej książki do snucia fascynujących opowieści, takiego opowiadania najtrudniejszych nawet historii, iż od lektury książki trudno się oderwać. Nie inaczej jest i w tym przypadku.
Montefiore dokonał niezwykle trudnej sztuki - połączył doskonale opracowany spory kawał trudnej historii z lekką, fascynująco prowadzoną narracją.Dzięki temu książkę czyta się doskonale, mimo, iż jest ona wręcz naszpikowana historią, datami, nazwiskami, trudnymi wydarzeniami, faktami po poznaniu których oczy nam się otwierają ze zdziwienia i niedowierzania.
Książka dopracowana jest w każdym calu, perfekcyjna pod względem merytorycznym. Pierwsze co rzuca się w oczy w trakcie lektury, to doskonałe opracowanie merytoryczne. Widać, iż autor na zgromadzenie, przebadanie materiału poświęcił bardzo dużo czasu. Wykorzystał m.in. nowe dokumenty archiwalne, niepublikowane wspomnienia i wywiady ze świadkami wydarzeń. Liczne materiały zebrał nie tylko w archiwach, ale także w czasie swoich podróży do Rosji i byłego imperium radzieckiego.
Co cenne autor nie skupia się tylko na latach panowania Stalina, a sięga daleko wstecz, do momentu, gdy póżniejszy dyktator był jeszcze małym chłopcem i mieszkał w niewielkiej gruzińskiej osadzie.
Bardzo ciekawie przeanalizowany jest cały proces przeobrażania zwyczajnego młodego człowieka w dyktatora i najokrutniejszego z ludzi XX wieku, jego kontakty z rodziną i otoczeniem.
Cennym uzupełnieniem, taką wisienką na torcie jest bardzo duża ilość, nigdzie nie publikowanych wcześniej zdjęć.
Drobnym minusem jest tylko umieszczenie przypisów na końcu książki, co zdecydowanie utrudnia korzystanie z nich, a wielu zapewne do tego zniechęci.
Gorąco zachęca, do lektury. Książka nie tylko dla miłośników historii, ale także dla socjologów, psychologów, osób interesujących się tym co wynika z czego, co kieruje jednostką, co kieruje innymi i jak to wpływa na miliony.
Recenzja mojego męża.
Książka potężna zarówno pod względem ilości stron (ponad 800), jak i materiału jaki obejmuje. Wielokrotnie zachwycałem się już na blogu talentem autora niniejszej książki do snucia fascynujących opowieści, takiego opowiadania najtrudniejszych nawet historii, iż od lektury książki trudno się oderwać. Nie inaczej jest i w tym przypadku.
Montefiore dokonał niezwykle trudnej sztuki - połączył doskonale opracowany spory kawał trudnej historii z lekką, fascynująco prowadzoną narracją.Dzięki temu książkę czyta się doskonale, mimo, iż jest ona wręcz naszpikowana historią, datami, nazwiskami, trudnymi wydarzeniami, faktami po poznaniu których oczy nam się otwierają ze zdziwienia i niedowierzania.
Książka dopracowana jest w każdym calu, perfekcyjna pod względem merytorycznym. Pierwsze co rzuca się w oczy w trakcie lektury, to doskonałe opracowanie merytoryczne. Widać, iż autor na zgromadzenie, przebadanie materiału poświęcił bardzo dużo czasu. Wykorzystał m.in. nowe dokumenty archiwalne, niepublikowane wspomnienia i wywiady ze świadkami wydarzeń. Liczne materiały zebrał nie tylko w archiwach, ale także w czasie swoich podróży do Rosji i byłego imperium radzieckiego.
Co cenne autor nie skupia się tylko na latach panowania Stalina, a sięga daleko wstecz, do momentu, gdy póżniejszy dyktator był jeszcze małym chłopcem i mieszkał w niewielkiej gruzińskiej osadzie.
Bardzo ciekawie przeanalizowany jest cały proces przeobrażania zwyczajnego młodego człowieka w dyktatora i najokrutniejszego z ludzi XX wieku, jego kontakty z rodziną i otoczeniem.
Cennym uzupełnieniem, taką wisienką na torcie jest bardzo duża ilość, nigdzie nie publikowanych wcześniej zdjęć.
Drobnym minusem jest tylko umieszczenie przypisów na końcu książki, co zdecydowanie utrudnia korzystanie z nich, a wielu zapewne do tego zniechęci.
Gorąco zachęca, do lektury. Książka nie tylko dla miłośników historii, ale także dla socjologów, psychologów, osób interesujących się tym co wynika z czego, co kieruje jednostką, co kieruje innymi i jak to wpływa na miliony.
sobota, 4 kwietnia 2015
Dublin. Miasto nieodkryte
Wydawnictwo Magnum, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Dublin..., to kolejna z serii biografii miejskich, które sukcesywnie wydaje Oficyna Magnum.
Karl Whitney, autor niniejszej książki, snuje przed nami wspaniałą opowieść o stolicy Irlandii, jej teraźniejszości i przeszłości.
Miasto zwiedzamy na wszelkie możliwe sposoby- autem, rowerem, samochodem, pieszo, spacerujemy wewnątrz budowli, po ogrodach, placach i ulicach, ale także schodzimy do dublińskich podziemi. Poznajemy standardowe dublińskie zabytki, ale także miejsca, do których nigdy byśmy sami nie dotarli rzuceni w gąszcz miasta.
Odwiedzamy miejsca zamieszkałe przez zwykłych ludzi, przez nich uczęszczane, ale autor w opowieść wplata także wiele szczegółów, anegdot opisujących związek znanych postaci z miastem. Dzięki temu książka nie jest tylko i wyłącznie suchym kompedium miasta. Jest to historia miasta opowiedziana z punktu widzenia znanych osób oraz zwykłych mieszkańców.
Co do zwykłych osób...hmm najbardziej adekwatnym przykładem będzie sam autor książki, który urodził się i wychował na dublińskich przedmieściach. Poza nim zwykłymi przewodnikami po mieście są robotnicy, sklepikarze, nauczyciele, żołnierze, kierowcy, jednym słowem wszyscy, którzy w mieście żyli, żyją i mają o nim cokolwiek do powiedzenia, czy to w czasach nam współczesnych, czy przed wiekami.
Jeżeli zaś chodzi o sławne dublińskie postacie, ot wystarczy wspomnieć o 20 (!) domach, w których mieszkał James Joyce, a które dzięki opowieści Whitney'a mamy okazję poznać. Nie bez kozery to właśnie ten pisarz jest postacią najczęściej przywoływaną na kartach książki. Wszak był on (i jest) najsławniejszym irlandzkim pisarzem.
Ogromnym plusem jest spora ilość anegdot, ciekawostek, dykteryjek. Dowiadujemy się z nich ciekawych, zabawnych, a często także przerażających informacji, do których sami byśmy raczej nie dotarli, a które nierozerwalnie związane są z miastem. Ot chociażby budowa najważniejszych zabytków, segregacja śmieci, czyszczenie ulic, kultura celtycka, okres panowania Wikingów i wiele, wiele innych tematów. O każdym aspekcie życia miasta Whitney opowiada w sposób niezwykle ciekawy, wspaniałym językiem. Z każdej strony wyziera jego miłość do stolicy zielonej wyspy.
Na wstępie wspomniałem, iż Dublin...to kolejna z miejskich biografii. Ale jednak po zastanowieniu uznaję, iż nie do końca. Owszem, autor opowiada bardzo dużo o mieście, jego dziejach, tym co je ukształtowało, co sprawiło, iż jest jakie jest. Jednak przede wszystkim książka ta jest zbiorem wspaniałych historii, anegdot, ciekawostek i wizerunków miasta, takim jakie widzi je Whitney.
W tej części Dublin... różni się diametralnie od np. recenzowanej tutaj (klik) biografii Jerozolimy.
Jednak nie znaczy to, iż inaczej napisana książka jest gorszą. Jest to także doskonała pozycja traktująca o mieście znanym wielu Polakom, a jednak jak się w trakcie lektury szybko okazuje - nie znanym. Dublin. Miasto nieodkryte czyta się szybko, z niezwykłym zainteresowaniem. Gorąco zachęcam do lektury:).
Recenzja mojego męża.
Dublin..., to kolejna z serii biografii miejskich, które sukcesywnie wydaje Oficyna Magnum.
Karl Whitney, autor niniejszej książki, snuje przed nami wspaniałą opowieść o stolicy Irlandii, jej teraźniejszości i przeszłości.
Miasto zwiedzamy na wszelkie możliwe sposoby- autem, rowerem, samochodem, pieszo, spacerujemy wewnątrz budowli, po ogrodach, placach i ulicach, ale także schodzimy do dublińskich podziemi. Poznajemy standardowe dublińskie zabytki, ale także miejsca, do których nigdy byśmy sami nie dotarli rzuceni w gąszcz miasta.
Odwiedzamy miejsca zamieszkałe przez zwykłych ludzi, przez nich uczęszczane, ale autor w opowieść wplata także wiele szczegółów, anegdot opisujących związek znanych postaci z miastem. Dzięki temu książka nie jest tylko i wyłącznie suchym kompedium miasta. Jest to historia miasta opowiedziana z punktu widzenia znanych osób oraz zwykłych mieszkańców.
Co do zwykłych osób...hmm najbardziej adekwatnym przykładem będzie sam autor książki, który urodził się i wychował na dublińskich przedmieściach. Poza nim zwykłymi przewodnikami po mieście są robotnicy, sklepikarze, nauczyciele, żołnierze, kierowcy, jednym słowem wszyscy, którzy w mieście żyli, żyją i mają o nim cokolwiek do powiedzenia, czy to w czasach nam współczesnych, czy przed wiekami.
Jeżeli zaś chodzi o sławne dublińskie postacie, ot wystarczy wspomnieć o 20 (!) domach, w których mieszkał James Joyce, a które dzięki opowieści Whitney'a mamy okazję poznać. Nie bez kozery to właśnie ten pisarz jest postacią najczęściej przywoływaną na kartach książki. Wszak był on (i jest) najsławniejszym irlandzkim pisarzem.
Ogromnym plusem jest spora ilość anegdot, ciekawostek, dykteryjek. Dowiadujemy się z nich ciekawych, zabawnych, a często także przerażających informacji, do których sami byśmy raczej nie dotarli, a które nierozerwalnie związane są z miastem. Ot chociażby budowa najważniejszych zabytków, segregacja śmieci, czyszczenie ulic, kultura celtycka, okres panowania Wikingów i wiele, wiele innych tematów. O każdym aspekcie życia miasta Whitney opowiada w sposób niezwykle ciekawy, wspaniałym językiem. Z każdej strony wyziera jego miłość do stolicy zielonej wyspy.
Na wstępie wspomniałem, iż Dublin...to kolejna z miejskich biografii. Ale jednak po zastanowieniu uznaję, iż nie do końca. Owszem, autor opowiada bardzo dużo o mieście, jego dziejach, tym co je ukształtowało, co sprawiło, iż jest jakie jest. Jednak przede wszystkim książka ta jest zbiorem wspaniałych historii, anegdot, ciekawostek i wizerunków miasta, takim jakie widzi je Whitney.
W tej części Dublin... różni się diametralnie od np. recenzowanej tutaj (klik) biografii Jerozolimy.
Jednak nie znaczy to, iż inaczej napisana książka jest gorszą. Jest to także doskonała pozycja traktująca o mieście znanym wielu Polakom, a jednak jak się w trakcie lektury szybko okazuje - nie znanym. Dublin. Miasto nieodkryte czyta się szybko, z niezwykłym zainteresowaniem. Gorąco zachęcam do lektury:).
piątek, 16 stycznia 2015
Hitlera wojna U-Bootów tom 1 i 2 - Clay Blair
Wydawnictwo Magnum, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Hitlera wojna U-bootów, to monumentalne w pełnym tego słowa znaczeniu ogromne, imponujące, liczące blisko 2000 stron dzieło.
I tom czytałem tuż po wakacjach, II tom skończyłem czytać (a w zasadzie podczytywać) wczoraj wieczorem.
U-Boot to powszechnie używane określenie niemieckich okrętów podwodnych, które działały czynnie w okresie obu wojen światowych. Chociaż oryginalne słowo U-boot, czyli
Unterseeboot oznacza okręt podwodny tak w ogóle, bez określania jego
pochodzenia, narodowości, czy czasu i okresu funkcjonowania.
W obu tomach autor zawarł ogromną ilość materiałów dotyczącą okresu II wojny światowej w powiązaniu z niemieckimi okrętami podwodnymi i niemiecką marynarką wojenną.
Oba tomy zawierają niesamowitą wprost ilość materiału, który jest przedstawiony w sposób niezwykle przystępny, kolokwialnie to ujmując zjadliwy nie tylko dla historyków, ale także dla zwyczajnych czytelników o mniejszym zasobie przedmiotowej wiedzy.
Tom pierwszy zawiera wiadomości dotyczące okresu 1939-1942, czyli czasu, gdy niemiecka marynarka święciła największe triumfy, przeżywała swój złoty wiek, a U-Booty budziły prawdziwą grozę na wodach całego świata.
Tom drugi zawierający informacje z lat 1942-1945 obejmuje okres, gdy II wojna światowa chyliła się ku upadkowi, niemiecka marynarka odnosiła coraz większe straty, na horyzoncie czaiło się widmo niemieckiej klęski, a złoty wiek, okres zwycięstw marynarki wojennej powoli odchodził w niepamięć.
Pierwsze co rzuca się w oczy w trakcie lektury obu tomów to ogrom pracy, jaki zadał sobie autor przygotowując swoje dzieło. Widać, iż tematyka ta jest pasją Blairea i to od wielu lat.
W książkach wiele jest sprawozdań, materiałów jeszcze do niedawna tajnych, opisów, wypowiedzi ludzi mających mniej lub bardziej bezpośredni kontakt z U-Bootami. Jednak pozycja ta to nie są suche fakty merytoryczne, czy opisy okrętów. Blair za sprawą swojej pasji, zręcznego pióra i wieloletnich badań stworzył dzieło niezwykle interesujące, momentami nawet fascynujące. Opisy bitew, które były udziałem niemieckich okrętów podwodnych zaserwowane są niczym porywające historie. Śledzimy największe bitwy morskie II wojny światowej. Bierzemy udział w walkach, świętowaniu niemieckich zwycięstw, a także porażek, czytamy o wszystkich najważniejszych morskich wydarzeniach związanych z II wojną światową.
Cennym uzupełnieniem są liczne mapy, tabelki z nazwami okrętów, nazwiskami ich dowódców, wyszczególnieniem zysków i strat.
Hitlera wojny U-Bootów, to niezwykle ciekawe, dopracowane merytorycznie, dające się doskonale czytać tomy. Chociaż nie przeczę, w niektórych momentach jest to lektura niełatwa, szczególnie, gdy dotyczy ona kwestii technicznych, czy różnorodnych wyliczeń. Bardziej porwała mnie opowieść o bitwach, konfliktach, walkach. Jednak biorąc pod uwagę całość materiału, ogrom i wręcz perfekcjonizm pracy autora muszę przyznać, iż jest to wręcz doskonała praca historyczna, którą warto poznać, posiadać, zaglądać do niej. Bez wątpienia nie ma ona sobie równych na rynku wydawniczym i historycznym. Bez wątpienia jest to najważniejsze źródło wiedzy o historii U-Bootów.
Recenzja mojego męża.
Hitlera wojna U-bootów, to monumentalne w pełnym tego słowa znaczeniu ogromne, imponujące, liczące blisko 2000 stron dzieło.
I tom czytałem tuż po wakacjach, II tom skończyłem czytać (a w zasadzie podczytywać) wczoraj wieczorem.
W obu tomach autor zawarł ogromną ilość materiałów dotyczącą okresu II wojny światowej w powiązaniu z niemieckimi okrętami podwodnymi i niemiecką marynarką wojenną.
Oba tomy zawierają niesamowitą wprost ilość materiału, który jest przedstawiony w sposób niezwykle przystępny, kolokwialnie to ujmując zjadliwy nie tylko dla historyków, ale także dla zwyczajnych czytelników o mniejszym zasobie przedmiotowej wiedzy.
Tom pierwszy zawiera wiadomości dotyczące okresu 1939-1942, czyli czasu, gdy niemiecka marynarka święciła największe triumfy, przeżywała swój złoty wiek, a U-Booty budziły prawdziwą grozę na wodach całego świata.
Tom drugi zawierający informacje z lat 1942-1945 obejmuje okres, gdy II wojna światowa chyliła się ku upadkowi, niemiecka marynarka odnosiła coraz większe straty, na horyzoncie czaiło się widmo niemieckiej klęski, a złoty wiek, okres zwycięstw marynarki wojennej powoli odchodził w niepamięć.
Pierwsze co rzuca się w oczy w trakcie lektury obu tomów to ogrom pracy, jaki zadał sobie autor przygotowując swoje dzieło. Widać, iż tematyka ta jest pasją Blairea i to od wielu lat.
W książkach wiele jest sprawozdań, materiałów jeszcze do niedawna tajnych, opisów, wypowiedzi ludzi mających mniej lub bardziej bezpośredni kontakt z U-Bootami. Jednak pozycja ta to nie są suche fakty merytoryczne, czy opisy okrętów. Blair za sprawą swojej pasji, zręcznego pióra i wieloletnich badań stworzył dzieło niezwykle interesujące, momentami nawet fascynujące. Opisy bitew, które były udziałem niemieckich okrętów podwodnych zaserwowane są niczym porywające historie. Śledzimy największe bitwy morskie II wojny światowej. Bierzemy udział w walkach, świętowaniu niemieckich zwycięstw, a także porażek, czytamy o wszystkich najważniejszych morskich wydarzeniach związanych z II wojną światową.
Cennym uzupełnieniem są liczne mapy, tabelki z nazwami okrętów, nazwiskami ich dowódców, wyszczególnieniem zysków i strat.
Hitlera wojny U-Bootów, to niezwykle ciekawe, dopracowane merytorycznie, dające się doskonale czytać tomy. Chociaż nie przeczę, w niektórych momentach jest to lektura niełatwa, szczególnie, gdy dotyczy ona kwestii technicznych, czy różnorodnych wyliczeń. Bardziej porwała mnie opowieść o bitwach, konfliktach, walkach. Jednak biorąc pod uwagę całość materiału, ogrom i wręcz perfekcjonizm pracy autora muszę przyznać, iż jest to wręcz doskonała praca historyczna, którą warto poznać, posiadać, zaglądać do niej. Bez wątpienia nie ma ona sobie równych na rynku wydawniczym i historycznym. Bez wątpienia jest to najważniejsze źródło wiedzy o historii U-Bootów.
środa, 8 października 2014
Wybrałem wolność
Wydawnictwo Magnum, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Autor niniejszych wspomnień, Wiktor A. Krawczenko był wysoko postawionym oficerem Armii Czerwonej, członkiem partii, a w latach 40. XX wieku pracownikiem tzw. Radzieckiej Komisji Zakupów w USA,a konkretnie w Waszyngtonie. W pewnym momencie, a konkretnie w kwietniu 1944 roku postanowił wybrać wolność, czyli uwolnić się od radzieckiego reżimu i pozostać w USA.
Niniejsza książka to niezwykle ciekawe wspomnienia, przemyślenia człowieka będącego w szponach stalinowskiego aparatu, którego najpierw mamiono i uwiedziono utopijną wizją radzieckiego, porewolucyjnego dobrobytu, a póżniej sprowadzono do poziomu zastraszonego, przerażonego trybiku w maszynie. Przerażony tym co się działo w ZSRR, kontrastem miedzy wcześniejszymi obietnicami,a realiami, tym co w każdej chwili może przydarzyć się jemu, postanowił skorzystać z okazji i pozostać w oazie wolności i normalności, jaką jawiły mu się Stany Zjednoczone.
Treść książki to przede wszystkim wspomnienia z życia w ZSRR. Składają się na nie migawki ukazujące życie zwykłych ludzi, ich walkę o przetrwanie w okresie wielkiej wojny ale i przed nią, ich nadzieje, strach. Bardzo dużo dowiadujemy się także o Stalinie, jego usposobieniu, sposobie kierowania państwem, terrorze jaki stosował, o życiu nielicznej elity, która była na szczycie oraz o życiu pozostałych 99% społeczeństwa radzieckiego. Jednak to co najwyrażniej wyziera ze wspomnień to wielkie rozczarowanie, niedowierzanie, iż państwo, w które tak wierzył może tak niszczyć ludzi i strach, wielki strach. Krawczenko widział maltretowanie ludzi, zadawanie im najwymyślniejszych kar, niszczenie ich i ich rodzin, a jednocześnie wiedział, że lada dzień, może i on się znaleźć na ich miejscu. Żeby zniszczyć człowieka nie trzeba było wiele, ba nie trzeba było żadnego, najmniejszego dowodu.
Wiele jest poruszających opisów, wiele tragicznych wspomnień, których w żaden sposób nie da się nie tylko pojąć, ale nawet przyjąć do świadomości. Jednym z tych, które najbardziej utkwiły mi w pamięci są opisy głodzenia setek tysięcy ukraińskich chłopów, którym rekwirowano wszystko,co tylko nadawało się do zjedzenia. Wojsko, które zabierało żywność, pomiędzy umierającymi z głodu ludźmi, walającymi się na ulicach miast i wiosek trupami, urządzało sobie często libacje z wódki, mięsiwa, kiełbasy.
Takich wydarzeń opisanych przez Krawczenkę jest we wspomnieniach niestety dużo więcej.
Książka ukazała się 2 lata po ucieczce Krawczenki, czyli w 1946 roku. Jej autor ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem. Ze zrozumiałych względów bał się zemsty i śmierci. NKWD przez długi okres czasu próbowało go złapać i zabić. Rosjanie oskarżyli go o zdradę, twierdzili, iż jego wspomnienia są fikcją, która obraża ich, ojczyznę i wielkiego przywódcę.
W 1966 roku Krawczenko zmarł. Znaleziono go martwego z kulą w głowie. Stwierdzono, iż było to samobójstwo. Jego rodzina do dziś w to nie wierzy.
Gorąco zachęcam do lektury. Niesamowita, niezwykle poruszająca lektura, tym straszniejsza, iż oparta na faktach. Całość (ponad 500 stron) mimo, iż czyta się z obrzydzeniem, przerażeniem dosłownie się połyka, a od lektury ze swoistym masochizmem nie można się oderwać.
Recenzja mojego męża.
Autor niniejszych wspomnień, Wiktor A. Krawczenko był wysoko postawionym oficerem Armii Czerwonej, członkiem partii, a w latach 40. XX wieku pracownikiem tzw. Radzieckiej Komisji Zakupów w USA,a konkretnie w Waszyngtonie. W pewnym momencie, a konkretnie w kwietniu 1944 roku postanowił wybrać wolność, czyli uwolnić się od radzieckiego reżimu i pozostać w USA.
Niniejsza książka to niezwykle ciekawe wspomnienia, przemyślenia człowieka będącego w szponach stalinowskiego aparatu, którego najpierw mamiono i uwiedziono utopijną wizją radzieckiego, porewolucyjnego dobrobytu, a póżniej sprowadzono do poziomu zastraszonego, przerażonego trybiku w maszynie. Przerażony tym co się działo w ZSRR, kontrastem miedzy wcześniejszymi obietnicami,a realiami, tym co w każdej chwili może przydarzyć się jemu, postanowił skorzystać z okazji i pozostać w oazie wolności i normalności, jaką jawiły mu się Stany Zjednoczone.
Treść książki to przede wszystkim wspomnienia z życia w ZSRR. Składają się na nie migawki ukazujące życie zwykłych ludzi, ich walkę o przetrwanie w okresie wielkiej wojny ale i przed nią, ich nadzieje, strach. Bardzo dużo dowiadujemy się także o Stalinie, jego usposobieniu, sposobie kierowania państwem, terrorze jaki stosował, o życiu nielicznej elity, która była na szczycie oraz o życiu pozostałych 99% społeczeństwa radzieckiego. Jednak to co najwyrażniej wyziera ze wspomnień to wielkie rozczarowanie, niedowierzanie, iż państwo, w które tak wierzył może tak niszczyć ludzi i strach, wielki strach. Krawczenko widział maltretowanie ludzi, zadawanie im najwymyślniejszych kar, niszczenie ich i ich rodzin, a jednocześnie wiedział, że lada dzień, może i on się znaleźć na ich miejscu. Żeby zniszczyć człowieka nie trzeba było wiele, ba nie trzeba było żadnego, najmniejszego dowodu.
Wiele jest poruszających opisów, wiele tragicznych wspomnień, których w żaden sposób nie da się nie tylko pojąć, ale nawet przyjąć do świadomości. Jednym z tych, które najbardziej utkwiły mi w pamięci są opisy głodzenia setek tysięcy ukraińskich chłopów, którym rekwirowano wszystko,co tylko nadawało się do zjedzenia. Wojsko, które zabierało żywność, pomiędzy umierającymi z głodu ludźmi, walającymi się na ulicach miast i wiosek trupami, urządzało sobie często libacje z wódki, mięsiwa, kiełbasy.
Takich wydarzeń opisanych przez Krawczenkę jest we wspomnieniach niestety dużo więcej.
Książka ukazała się 2 lata po ucieczce Krawczenki, czyli w 1946 roku. Jej autor ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem. Ze zrozumiałych względów bał się zemsty i śmierci. NKWD przez długi okres czasu próbowało go złapać i zabić. Rosjanie oskarżyli go o zdradę, twierdzili, iż jego wspomnienia są fikcją, która obraża ich, ojczyznę i wielkiego przywódcę.
W 1966 roku Krawczenko zmarł. Znaleziono go martwego z kulą w głowie. Stwierdzono, iż było to samobójstwo. Jego rodzina do dziś w to nie wierzy.
Gorąco zachęcam do lektury. Niesamowita, niezwykle poruszająca lektura, tym straszniejsza, iż oparta na faktach. Całość (ponad 500 stron) mimo, iż czyta się z obrzydzeniem, przerażeniem dosłownie się połyka, a od lektury ze swoistym masochizmem nie można się oderwać.
wtorek, 9 września 2014
Lawrence z Arabii. Wojna, zdrada, szaleństwo mocarstw. Jak powstał dzisiejszy Bliski Wschód - Scott Anderson
Wydawnictwo Magnum, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Jest to pozycja napisana z wielkim rozmachem.Dzięki niej możemy poznać historię, która była udziałem słynnego Lawrenca z Arabii, a także prześledzić te mniej popularne wątki z historii I wojny światowej.
Thomas Edward Lawrence, którego znamy głównie za sprawą filmy nakręconego w 1962 roku, był postacią niezwykle barwną, wręcz niezwykłą, awanturniczą i niesamowicie inteligentną. Żył na przełomie XIX i XX wieku. Był brytyjskim naukowcem, archeologiem, podróżnikiem, badaczem,a w okresie I wojny światowej także szpiegiem. W 1914 roku został przydzielony do służb wywiadu w Kairze. Był także gorącym zwolennikiem powstania samodzielnego państwa arabskiego.
Autor niniejszej książki, Scott Anderson opowiada fascynująca historię życia Lawrenca, którą ukazuje na tle różnorodnych zawirowań historycznych i politycznych, które miały miejsce na początku XX wieku.Dowiadujemy się jakim cudem niepozorny, nieznany nikomu archeolog stał się międzynarodowym globtroterem, awanturnikiem, a nade wszystko jakim sposobem odegrał tak wielką rolę w przebiegu I wojny światowej na Bliskim Wschodzie i w kształtowaniu się Arabii.
Przemierzając Bliski wschód początku XX wieku śledzimy przemiany społeczne, geograficzne, polityczne, bierzemy udział w zakulisowych rozgrywkach polityków, w podchodach i walkach agentów służb specjalnych, poznajemy relacje miedzy narodami, plemionami, a także ich kulturę i historię.
Oprócz dziejów Lawrenca poznajemy także losy trzech innych mężczyzn, którzy podobnie jak nasz tytułowy bohater, odegrali w w/w wydarzeniach niebagatelną rolę. Są nimi: Amerykanin William Yale, Niemiec Curt Prűfer i rumuński Żyd Aaron Aaronsohn.Co ich łączyło, co takiego zrobili, czym się zasłużyli (a może wręcz odwrotnie?)? Tego dowiecie się w trakcie lektury tej fascynującej książki, do czego gorąco zachęcam. Jest ona napisana arcyciekawie. Pełno w niej barwnie nakreślonych postaci – awanturników, szpiegów, przywódców plemiennych, dyplomatów. Dzięki sprawnemu, lekkiemu pióru autora opowieść czyta się niczym najlepszą książkę awanturniczo-przygodowo-szpiegowską, śledząc walki i arabsko-żydowsko-alianckie powiązania, o których na ogół praktycznie nic nie wiemy.Za sprawą tych opisów, pozycja ta jest nieocenioną skarbnicą historyczną.
Cennym uzupełnieniem są liczne czarno- białe fotografie i jak zwykle jeżeli chodzi o pozycje Wydawnictwa Magnum, wspaniałe wydanie, które stanie się ozdobą niejednej biblioteczki.
Zakończenie książki, to dyskusja autora z czytelnikiem i postawienie pytań dot. historii Arabii, świata, co by było gdyby...
Recenzja mojego męża.
Jest to pozycja napisana z wielkim rozmachem.Dzięki niej możemy poznać historię, która była udziałem słynnego Lawrenca z Arabii, a także prześledzić te mniej popularne wątki z historii I wojny światowej.
Thomas Edward Lawrence, którego znamy głównie za sprawą filmy nakręconego w 1962 roku, był postacią niezwykle barwną, wręcz niezwykłą, awanturniczą i niesamowicie inteligentną. Żył na przełomie XIX i XX wieku. Był brytyjskim naukowcem, archeologiem, podróżnikiem, badaczem,a w okresie I wojny światowej także szpiegiem. W 1914 roku został przydzielony do służb wywiadu w Kairze. Był także gorącym zwolennikiem powstania samodzielnego państwa arabskiego.
![]() |
| T. E. Lawrance, źródło Hutton Archive |
Autor niniejszej książki, Scott Anderson opowiada fascynująca historię życia Lawrenca, którą ukazuje na tle różnorodnych zawirowań historycznych i politycznych, które miały miejsce na początku XX wieku.Dowiadujemy się jakim cudem niepozorny, nieznany nikomu archeolog stał się międzynarodowym globtroterem, awanturnikiem, a nade wszystko jakim sposobem odegrał tak wielką rolę w przebiegu I wojny światowej na Bliskim Wschodzie i w kształtowaniu się Arabii.
Przemierzając Bliski wschód początku XX wieku śledzimy przemiany społeczne, geograficzne, polityczne, bierzemy udział w zakulisowych rozgrywkach polityków, w podchodach i walkach agentów służb specjalnych, poznajemy relacje miedzy narodami, plemionami, a także ich kulturę i historię.
Oprócz dziejów Lawrenca poznajemy także losy trzech innych mężczyzn, którzy podobnie jak nasz tytułowy bohater, odegrali w w/w wydarzeniach niebagatelną rolę. Są nimi: Amerykanin William Yale, Niemiec Curt Prűfer i rumuński Żyd Aaron Aaronsohn.Co ich łączyło, co takiego zrobili, czym się zasłużyli (a może wręcz odwrotnie?)? Tego dowiecie się w trakcie lektury tej fascynującej książki, do czego gorąco zachęcam. Jest ona napisana arcyciekawie. Pełno w niej barwnie nakreślonych postaci – awanturników, szpiegów, przywódców plemiennych, dyplomatów. Dzięki sprawnemu, lekkiemu pióru autora opowieść czyta się niczym najlepszą książkę awanturniczo-przygodowo-szpiegowską, śledząc walki i arabsko-żydowsko-alianckie powiązania, o których na ogół praktycznie nic nie wiemy.Za sprawą tych opisów, pozycja ta jest nieocenioną skarbnicą historyczną.
Cennym uzupełnieniem są liczne czarno- białe fotografie i jak zwykle jeżeli chodzi o pozycje Wydawnictwa Magnum, wspaniałe wydanie, które stanie się ozdobą niejednej biblioteczki.
Zakończenie książki, to dyskusja autora z czytelnikiem i postawienie pytań dot. historii Arabii, świata, co by było gdyby...
środa, 23 lipca 2014
Wicher wojny
Wydawnictwo Magnum, 656 s., Ocena 6-/6
Jest to recenzja mojego męża, który książkę podoczytywał od ok. 2 miesięcy.
Książek traktujących w sposób naukowy (lub bliski takiemu) tematykę II wojny światowej jest na rynku bardzo dużo. Jednak Wicher wojny jest odrobinę inną pozycją. Ową odmiennością jest przede wszystkim fakt, iż autor ogrom faktów historycznych, jakim bez wątpienia jest 5 lat II wojny światowej, potraktował w sposób syntetyczny, co absolutnie nie oznacza, iż niedokładny. Książka po prostu przedstawia z nowej perspektywy wydarzenia rozgrywające się na frontach II wojny światowej, w tym mało znane epizody, które zaciekawią nie tylko wielbicieli historii XX wieku, ale także osoby niezbyt lubiące historię.
Autor książki, Andrew Robertsa, to pisarz, publicysta mający w swoim dorobku kilku książek oraz członek Royal Sociaty of Literature, Royal Sociaty of Art, Napoleonic Institute czy International Churchill Sociaty. Wichrem wojny po raz kolejny potwierdził swój talent.
Materiał, jaki serwuje nam Roberts jest przedstawiony chronologicznie, co zdecydowanie ułatwia lekturę i zrozumienie niektórych faktów. Całość podzielona jest na trzy rozdziały. Ich nazwy: napaść, przesilenie i klęska oddają w pełni treść.
Roberts rozpoczyna swoją opowieść od momentu, gdy Adolf Hitler buduje militarną potęgę III Rzeszy. Dalej porusza tematy przebiegu wojny, ukazując także jej przebieg na Dalekim Wschodzie. Końcowymi zagadnieniami, jakie porusza jest klęska Niemiec i rola w tym wydarzeniu, jaką odegrał Hitler. Czy jego dowódcy mieli rację oskarżając swojego wodza o całe zło? Ciekawym i niezwykle cennym jest wplecenie w opowieść cytatów z autentycznych wypowiedzi niemieckich żołnierzy różnego stopnia. Sprawia to wrażenie książki historyczno-dokumentalnej i zdecydowanie poprawia przyswajalność faktów przez czytelnika.
Roberts porusza głównie kwestie ogólnoeuropejskie związane z przebiegiem II wojny światowej. Jednak w książce znaleźć można polskie akcenty. Są nimi: sprawa - mordu w Katyniu, śmierci generała Sikorskiego oraz bardzo lakonicznie potraktowana (ale jednak) kampania wrześniowa.
Cennym uzupełnieniem są znajdujące się na początku książki liczne mapki, 52 wkładki ze zdjęciami oraz bogata bibliografia.
Na zdecydowany minus zasługuje umiejscowienie przypisów na końcu książki, co utrudnia lekturę i nie ukrywam, zniechęca do zaglądania do przypisów.
Poza tą drobną wadą, jest to bardzo dobrze napisana książka. Mimo, iż jej treść nie przyniosła żadnego przełomowego odkrycia dot. faktów z okresu II wojny światowej, to wielkie uznanie należy się autorowi za potraktowanie ogromu materiału w tak przystępny sposób. Napisanie tego typu książki językiem, który nie tylko porwie fanów historii, ale bez wątpienia także zaciekawi jej przeciwników jest sztuką.
Jest to recenzja mojego męża, który książkę podoczytywał od ok. 2 miesięcy.
Książek traktujących w sposób naukowy (lub bliski takiemu) tematykę II wojny światowej jest na rynku bardzo dużo. Jednak Wicher wojny jest odrobinę inną pozycją. Ową odmiennością jest przede wszystkim fakt, iż autor ogrom faktów historycznych, jakim bez wątpienia jest 5 lat II wojny światowej, potraktował w sposób syntetyczny, co absolutnie nie oznacza, iż niedokładny. Książka po prostu przedstawia z nowej perspektywy wydarzenia rozgrywające się na frontach II wojny światowej, w tym mało znane epizody, które zaciekawią nie tylko wielbicieli historii XX wieku, ale także osoby niezbyt lubiące historię.
Autor książki, Andrew Robertsa, to pisarz, publicysta mający w swoim dorobku kilku książek oraz członek Royal Sociaty of Literature, Royal Sociaty of Art, Napoleonic Institute czy International Churchill Sociaty. Wichrem wojny po raz kolejny potwierdził swój talent.
Materiał, jaki serwuje nam Roberts jest przedstawiony chronologicznie, co zdecydowanie ułatwia lekturę i zrozumienie niektórych faktów. Całość podzielona jest na trzy rozdziały. Ich nazwy: napaść, przesilenie i klęska oddają w pełni treść.
Roberts rozpoczyna swoją opowieść od momentu, gdy Adolf Hitler buduje militarną potęgę III Rzeszy. Dalej porusza tematy przebiegu wojny, ukazując także jej przebieg na Dalekim Wschodzie. Końcowymi zagadnieniami, jakie porusza jest klęska Niemiec i rola w tym wydarzeniu, jaką odegrał Hitler. Czy jego dowódcy mieli rację oskarżając swojego wodza o całe zło? Ciekawym i niezwykle cennym jest wplecenie w opowieść cytatów z autentycznych wypowiedzi niemieckich żołnierzy różnego stopnia. Sprawia to wrażenie książki historyczno-dokumentalnej i zdecydowanie poprawia przyswajalność faktów przez czytelnika.
Roberts porusza głównie kwestie ogólnoeuropejskie związane z przebiegiem II wojny światowej. Jednak w książce znaleźć można polskie akcenty. Są nimi: sprawa - mordu w Katyniu, śmierci generała Sikorskiego oraz bardzo lakonicznie potraktowana (ale jednak) kampania wrześniowa.
Cennym uzupełnieniem są znajdujące się na początku książki liczne mapki, 52 wkładki ze zdjęciami oraz bogata bibliografia.
Na zdecydowany minus zasługuje umiejscowienie przypisów na końcu książki, co utrudnia lekturę i nie ukrywam, zniechęca do zaglądania do przypisów.
Poza tą drobną wadą, jest to bardzo dobrze napisana książka. Mimo, iż jej treść nie przyniosła żadnego przełomowego odkrycia dot. faktów z okresu II wojny światowej, to wielkie uznanie należy się autorowi za potraktowanie ogromu materiału w tak przystępny sposób. Napisanie tego typu książki językiem, który nie tylko porwie fanów historii, ale bez wątpienia także zaciekawi jej przeciwników jest sztuką.
wtorek, 8 lipca 2014
Berlin
Wydawnictwo Magnum, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Berlin, to kolejna pozycja w serii miejskich biografii publikowanych przez Wydawnictwo Magnum.
Podobnie jak w poprzednio czytanych przez mnie miejskich biografiach, tak i w przypadku tej książki, próżno w niej szukać opisów bulwarów, kamienic, pałaców, nie ten typ książki. Co wiec dostaniemy? Rory Maclean na niespełna 400 stronach prezentuje 5 wieków (poczynając od 1496 roku) historii tego niezwykle dynamicznego miasta. Swoiste zwiedzanie metropolii rozpoczynamy od wieków średnich, wędrujemy przez kolejne stulecia, w których Berlin był świadkiem wielu przełomowych wydarzeń historycznych, poznajemy miasto, gdy władzę w Niemczech obejmuje Hitler, śledzimy historię w okresie wojennym i bezpośrednio po wojnie, gdy miasto zostaje podzielone na 4 strefy okupacyjne. Co istotne, książka ta nie jest wykładem historycznym. Owszem historię poznajemy na każdej kolejnej stronie, ale śledzimy ją poprzez pryzmat biografii niebanalnych osób związanych z miastem. Jest ich 23. Dużo i nie dużo, zależy jak an to spojrzeć. Biorąc pod uwagę jak niebanalne to były osoby, całkiem spora liczba. Należą do nich m.in. Marlena Dietrich, Fryderyk Wielki, Christopher Isherwood, Bertold Brecht, Joseph Goebels, Leni Riefenstahl, a nawet David Bowie oraz wielu innych. Poznajemy Berlin ich czasów, chodzimy ich śladami, patrzymy na budowle, na które i oni spoglądali. Śledzimy ewolucję, stagnację i upadek oraz odbudowę miasta. Arcyciekawa i niebanalna wyprawa prowadzona przez niezwykłego cicerone opowiadającego historie niezwykłe niebanalnym językiem.
Berlin to miasto unikalne. Wielokrotnie było na samym szczycie, wielokrotnie na dnie. Miasto burzone, dobudowywane, wielbione, ale także jak żadne inne w historii świata znienawidzone. Maclean zabiera nas do różnych miast. Choć to ciągle ten sam Berlin, to jednak za każdym razem inny.
Gorąco zachęcam do lektury, nawet jeżeli w najbliższym czasie nie wybieracie się do Berlina. Książka ta jest cudowną, porywającą wyprawą w przeszłość i okazja do poznania miasta niebanalnych ludzi.
Inne miejskie biografie Wydawnictwa Magnum:
Recenzja mojego męża.
Berlin, to kolejna pozycja w serii miejskich biografii publikowanych przez Wydawnictwo Magnum.
Podobnie jak w poprzednio czytanych przez mnie miejskich biografiach, tak i w przypadku tej książki, próżno w niej szukać opisów bulwarów, kamienic, pałaców, nie ten typ książki. Co wiec dostaniemy? Rory Maclean na niespełna 400 stronach prezentuje 5 wieków (poczynając od 1496 roku) historii tego niezwykle dynamicznego miasta. Swoiste zwiedzanie metropolii rozpoczynamy od wieków średnich, wędrujemy przez kolejne stulecia, w których Berlin był świadkiem wielu przełomowych wydarzeń historycznych, poznajemy miasto, gdy władzę w Niemczech obejmuje Hitler, śledzimy historię w okresie wojennym i bezpośrednio po wojnie, gdy miasto zostaje podzielone na 4 strefy okupacyjne. Co istotne, książka ta nie jest wykładem historycznym. Owszem historię poznajemy na każdej kolejnej stronie, ale śledzimy ją poprzez pryzmat biografii niebanalnych osób związanych z miastem. Jest ich 23. Dużo i nie dużo, zależy jak an to spojrzeć. Biorąc pod uwagę jak niebanalne to były osoby, całkiem spora liczba. Należą do nich m.in. Marlena Dietrich, Fryderyk Wielki, Christopher Isherwood, Bertold Brecht, Joseph Goebels, Leni Riefenstahl, a nawet David Bowie oraz wielu innych. Poznajemy Berlin ich czasów, chodzimy ich śladami, patrzymy na budowle, na które i oni spoglądali. Śledzimy ewolucję, stagnację i upadek oraz odbudowę miasta. Arcyciekawa i niebanalna wyprawa prowadzona przez niezwykłego cicerone opowiadającego historie niezwykłe niebanalnym językiem.
Berlin to miasto unikalne. Wielokrotnie było na samym szczycie, wielokrotnie na dnie. Miasto burzone, dobudowywane, wielbione, ale także jak żadne inne w historii świata znienawidzone. Maclean zabiera nas do różnych miast. Choć to ciągle ten sam Berlin, to jednak za każdym razem inny.
Gorąco zachęcam do lektury, nawet jeżeli w najbliższym czasie nie wybieracie się do Berlina. Książka ta jest cudowną, porywającą wyprawą w przeszłość i okazja do poznania miasta niebanalnych ludzi.
Inne miejskie biografie Wydawnictwa Magnum:
![]() |
| Miejskie biografie na naszej półce sfotografowane przed lekturą Berlina... |
czwartek, 10 kwietnia 2014
Obywatele w mundurach: 7 czerwca 1944 – 7 maja 1945. Od plaż Normandii do Berlina
Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Jest to doskonała książka opowiadająca przede wszystkim o zbrodniach i wydarzeniach wojennych, jakie miały miejsce na frontach II wojny światowej w tytułowym okresie. Poza lądowaniem w Normandii, mamy przedstawiony cały przebieg wojny w okresie od 07 czerwca 1944 roku do 07 maja 1945 roku. Przeciwników samych walk, wojennych starć uspokajam - nie o tym traktuje ta książka (no, może nie przede wszystkim o tym). Jej kwintesencją są tytułowi obywatele w mundurach, czyli żołnierze, szeregowcy, zwykli, najzwyczajniejsi ludzie, którzy częstokroć wbrew sobie brali udział w wojennym koszmarze. Oczywiście, autor wspomina o walkach, o planach wojennych dowódców, o manewrach, o wojnie jako takiej, ale to wszystko jest tylko tłem dla ukazania zwykłych ludzi, którzy zostali wyrwani z własnego domu i przetransportowani na linię frontu. Ambrose opowiada o nich, o ich uczuciach, o dniu codziennym.
Książka oparta jest przede wszystkim na materiałach archiwalnych, sprawozdaniach, raportach, ale przede wszystkim notatkach samych żołnierzy i ich listach do rodziny i przyjaciół. Stephen E. Ambrose zadał sobie wiele trudu, żeby do nich wszystkich dotrzeć, żeby opowiedzieć autentyczne historie zwykłych ludzi walczących ze sobą, z głodem, słabością, strachem.
(...)Prawie przez cały czas byliśmy straszliwie przemarznięci, okropnie zmęczeni i śmiertelnie przerażeni.
Na okładce polskiego wydania mamy adnotację:
Recenzja mojego męża.
Jest to doskonała książka opowiadająca przede wszystkim o zbrodniach i wydarzeniach wojennych, jakie miały miejsce na frontach II wojny światowej w tytułowym okresie. Poza lądowaniem w Normandii, mamy przedstawiony cały przebieg wojny w okresie od 07 czerwca 1944 roku do 07 maja 1945 roku. Przeciwników samych walk, wojennych starć uspokajam - nie o tym traktuje ta książka (no, może nie przede wszystkim o tym). Jej kwintesencją są tytułowi obywatele w mundurach, czyli żołnierze, szeregowcy, zwykli, najzwyczajniejsi ludzie, którzy częstokroć wbrew sobie brali udział w wojennym koszmarze. Oczywiście, autor wspomina o walkach, o planach wojennych dowódców, o manewrach, o wojnie jako takiej, ale to wszystko jest tylko tłem dla ukazania zwykłych ludzi, którzy zostali wyrwani z własnego domu i przetransportowani na linię frontu. Ambrose opowiada o nich, o ich uczuciach, o dniu codziennym.
Książka oparta jest przede wszystkim na materiałach archiwalnych, sprawozdaniach, raportach, ale przede wszystkim notatkach samych żołnierzy i ich listach do rodziny i przyjaciół. Stephen E. Ambrose zadał sobie wiele trudu, żeby do nich wszystkich dotrzeć, żeby opowiedzieć autentyczne historie zwykłych ludzi walczących ze sobą, z głodem, słabością, strachem.
(...)Prawie przez cały czas byliśmy straszliwie przemarznięci, okropnie zmęczeni i śmiertelnie przerażeni.
Na okładce polskiego wydania mamy adnotację:
Najbardziej wstrząsające świadectwo II wojny światowej, jakie kiedykolwiek czytałem.
Joseph Heller
Joseph Heller
Jest to moim zdaniem odrobinę przesadzona opinia, są zdecydowanie bardziej wstrząsające książki o II wojnie światowej. Niemniej jest to pozycja bardzo dobra, napisana w sposób przejrzysty i niezwykle przykuwający uwagę. Autor w tak zręczny sposób prowadzi narrację, iż całość z pewnością przypadnie do gustu także osobom umiarkowanie interesującym się tym okresem historii.
Obywatele w mundurach to doskonała książka (choć brak w niej źródłoznawstwa) która ukazuje wojnę z zupełnie innego punktu widzenia, tak rzadko prezentowanego. Szkoda tylko, że na plan pierwszy, wysuwają się żołnierze USA, że tak mało autor wspomina o żołnierzach innych narodowości. No, ale pamiętajmy, że autorem jest Amerykanin. czwartek, 6 marca 2014
Taniec Nataszy. Z dziejów kultury rosyjskiej - Orlando Figes
Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, 666 s., Moja ocena 6/6
Nie, nie przeczytałam tej książki od rana:), obecnie rozkoszuję się świetną polską powieścią Mur (recenzja wkrótce), czyli czymś zupełnie innym od książki brytyjskiego znawcy historii Rosji.
Taniec Nataszy był najdłużej przeze mnie podczytywaną książką. Jej lekturę zaczęłam ok. 5 miesięcy temu, a skończyłam kilkanaście dni temu. Uznałam, iż czas najwyższy podzielić się z wami wrażeniami z lektury. Czytałam ją tak długo nie dlatego, iż jest to zła pozycja, wręcz przeciwnie, książka jest genialna. Powodem była ilość wiedzy, jaką Figes skoncentrował na niewielu, bo niespełna 700 stronach.
Figes, brytyjski profesor, wielki znawca historii Rosji, prezentuje panoramę dziejów rosyjskiej kultury od drugiej połowy XVIII do końca XX wieku. Początkiem jego opowieści jest rok 1682, czyli moment, gdy Piotr Wielki, jeden z największych rosyjskich władców, który odmienił Rosję, wstępuje na tron.Autor nie trzyma się jednak sztywno tej cezury, w swojej opowieści sięga bowiem także do historii, która toczyła się kilka wieków wcześniej, co daje nam pełniejszy obraz rosyjskiej historii od drugiej połowy XVIII wieku począwszy.
Tytuł książki nie jest przypadkowy, pochodzi on z wielkiego rosyjskiego dzieła, a mianowicie z
Wojny i pokoju Lwa Tołstoja. Za sprawą tej jednej, konkretnej sceny z epokowego dzieła Tołstoja, Figes ukazuje wnętrze Rosji carskiej i tej póżniejszej, tak charakterystyczne dla tego kraju - dwoistość i rozdarcie. Cała książka, choć poruszane są w niej różnorodne tematy, dąży do ukazania wielkości i wspaniałości, ale jednocześnie także małości rosyjskiej kultury. Opisując tak bliską jego sercu kulturę, Figes powołuje się na wiele dzieł literackich, malarskich, muzycznych, tych szeroko znanych, ale i tych praktycznie poza Rosją nieznanych. Co istotne książka nie jest suchą opowieścią o potężnym kraju, o jego wzlotach i upadkach, o kulturze. To przede wszystkim wędrówka po Rosji i poznawanie jej przez pryzmat jej największych synów - Tołstoja, Czechowa, Puszkina, Gogola, Stawińskiego, Szostakowicza i wielu innych oraz ich dzieł. Oprócz artystów i ich dokonań, poznajemy także najsłynniejszych władców i arystokratów z różnych okresów historii kraju. Poznajemy ludzi wspaniałych, ważnych, trudnych, ludzi, którym przyszło żyć i tworzyć w kraju niezwykłym, ale i niewyobrażalnie trudnym, okrutnym, w okresie przemian, zawirowań historycznych. Ale Taniec Nataszy to nie tylko książka o sztuce, historii, ważnych postaciach. To także świetnie odmalowana panorama życia codziennego Rosjan na przestrzeni wieków, i to także zwyczajnych Rosjan. Chcecie wiedzieć, jak tworzono, walczono, bawiono się i jak się żyło i umierało w Rosji, jak się zmieniała samoświadomość chłopstwa czy innych warstw społecznych koniecznie sięgnijcie po tę pozycje. Jestem pewna, iż książka porwie was podobnie jak to zrobiła ze mną.
Taniec Nataszy to wspaniale napisana, bez zbędnego zadęcia, choć niełatwa w odbiorze książka. Przeplatają się w niej historia, kultura, życiorysy i twórczość słynnych ludzi. Całość napisana jest z wielkim sercem, doskonałym językiem, jednak dla osoby tak jak ja na co dzień umiarkowanie interesującej się Rosją, jest to może nie tyle trudna pozycja, co wymagająca uwagi, skupienia i dawkowania sobie treści. Z tego też powodu tak długo podczytywałam książkę. Jednak nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z Tańcem Nataszy. Dopiero po lekturze tego typu pozycji, człowiek uświadamia sobie, jak wielkim był ignorantem w zakresie danej tematyki. Kultura i historia Rosji to temat niezwykły, tak jak i niezwykły był i jest ten kraj. Warto sięgnąć po książkę Figesa, gdyż autor włożył w nią nie tylko olbrzymią ilość pracy, ale i serca, co czuje się przez cały czas lektury.
Tak na marginesie, marzy mi się, żeby o naszej, polskiej kulturze i historii ktoś napisał TAKĄ książkę.
Nie, nie przeczytałam tej książki od rana:), obecnie rozkoszuję się świetną polską powieścią Mur (recenzja wkrótce), czyli czymś zupełnie innym od książki brytyjskiego znawcy historii Rosji.
Taniec Nataszy był najdłużej przeze mnie podczytywaną książką. Jej lekturę zaczęłam ok. 5 miesięcy temu, a skończyłam kilkanaście dni temu. Uznałam, iż czas najwyższy podzielić się z wami wrażeniami z lektury. Czytałam ją tak długo nie dlatego, iż jest to zła pozycja, wręcz przeciwnie, książka jest genialna. Powodem była ilość wiedzy, jaką Figes skoncentrował na niewielu, bo niespełna 700 stronach.
Figes, brytyjski profesor, wielki znawca historii Rosji, prezentuje panoramę dziejów rosyjskiej kultury od drugiej połowy XVIII do końca XX wieku. Początkiem jego opowieści jest rok 1682, czyli moment, gdy Piotr Wielki, jeden z największych rosyjskich władców, który odmienił Rosję, wstępuje na tron.Autor nie trzyma się jednak sztywno tej cezury, w swojej opowieści sięga bowiem także do historii, która toczyła się kilka wieków wcześniej, co daje nam pełniejszy obraz rosyjskiej historii od drugiej połowy XVIII wieku począwszy.
Tytuł książki nie jest przypadkowy, pochodzi on z wielkiego rosyjskiego dzieła, a mianowicie z
Wojny i pokoju Lwa Tołstoja. Za sprawą tej jednej, konkretnej sceny z epokowego dzieła Tołstoja, Figes ukazuje wnętrze Rosji carskiej i tej póżniejszej, tak charakterystyczne dla tego kraju - dwoistość i rozdarcie. Cała książka, choć poruszane są w niej różnorodne tematy, dąży do ukazania wielkości i wspaniałości, ale jednocześnie także małości rosyjskiej kultury. Opisując tak bliską jego sercu kulturę, Figes powołuje się na wiele dzieł literackich, malarskich, muzycznych, tych szeroko znanych, ale i tych praktycznie poza Rosją nieznanych. Co istotne książka nie jest suchą opowieścią o potężnym kraju, o jego wzlotach i upadkach, o kulturze. To przede wszystkim wędrówka po Rosji i poznawanie jej przez pryzmat jej największych synów - Tołstoja, Czechowa, Puszkina, Gogola, Stawińskiego, Szostakowicza i wielu innych oraz ich dzieł. Oprócz artystów i ich dokonań, poznajemy także najsłynniejszych władców i arystokratów z różnych okresów historii kraju. Poznajemy ludzi wspaniałych, ważnych, trudnych, ludzi, którym przyszło żyć i tworzyć w kraju niezwykłym, ale i niewyobrażalnie trudnym, okrutnym, w okresie przemian, zawirowań historycznych. Ale Taniec Nataszy to nie tylko książka o sztuce, historii, ważnych postaciach. To także świetnie odmalowana panorama życia codziennego Rosjan na przestrzeni wieków, i to także zwyczajnych Rosjan. Chcecie wiedzieć, jak tworzono, walczono, bawiono się i jak się żyło i umierało w Rosji, jak się zmieniała samoświadomość chłopstwa czy innych warstw społecznych koniecznie sięgnijcie po tę pozycje. Jestem pewna, iż książka porwie was podobnie jak to zrobiła ze mną.
Taniec Nataszy to wspaniale napisana, bez zbędnego zadęcia, choć niełatwa w odbiorze książka. Przeplatają się w niej historia, kultura, życiorysy i twórczość słynnych ludzi. Całość napisana jest z wielkim sercem, doskonałym językiem, jednak dla osoby tak jak ja na co dzień umiarkowanie interesującej się Rosją, jest to może nie tyle trudna pozycja, co wymagająca uwagi, skupienia i dawkowania sobie treści. Z tego też powodu tak długo podczytywałam książkę. Jednak nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z Tańcem Nataszy. Dopiero po lekturze tego typu pozycji, człowiek uświadamia sobie, jak wielkim był ignorantem w zakresie danej tematyki. Kultura i historia Rosji to temat niezwykły, tak jak i niezwykły był i jest ten kraj. Warto sięgnąć po książkę Figesa, gdyż autor włożył w nią nie tylko olbrzymią ilość pracy, ale i serca, co czuje się przez cały czas lektury.
Tak na marginesie, marzy mi się, żeby o naszej, polskiej kulturze i historii ktoś napisał TAKĄ książkę.
niedziela, 5 stycznia 2014
Jerozolima. Biografia - Simon Sebag Montefiore
Wydawnictwo Magnum, Okładka twarda z obwolutą, 704 s., Moja ocena 6/6
Kolejna doskonała, arcywyborna książka wydana przez Magnum. Autorem Jerozolimy... jest znany historyk i pisarz Simon Sebag Montefiore. Miałam okazję zaprezentować wam na blogu jego Katarzynę Wielką i Potiomkina (recenzja tutaj - klik).
Jerozolimą... autor tylko potwierdził swój pisarski talent i dociekliwość w śledzeniu archiwalnych materiałów godną najbardziej dociekliwego badacza.
Temat niniejszej książki, to rzeka i to ogromna rzeka. Jerozolima, miasto pod każdym względem wyjątkowe, serce trzech najpotężniejszych religii świata, miejsce o bardzo długiej historii sięgającej trzeciego tysiąclecia p.n.e. Przedstawić ciekawie i wyczerpująco historię takiego tworu na 704 stronach wydaje się być niemożliwym. A jednak Montefiore się to udało. Jego książka jest nie tylko doskonała pod względem merytorycznym, ale dodatkowo jest także porywającą lekturą. Co istotne, książka nie jest suchym kompedium historii miasta. Jest to historia miasta opowiedziana z punktu widzenia władających nim na przestrzeni tysiącleci osób oraz zwykłych mieszkańców. Poznajemy więc miasto biblijnego króla Dawida, historyka Józefa Flawiusza (pisałam o nim tutaj), Ariela Szarona, Abrahama, Amosa Oza, Jezusa, Lawrenca z Arabii i wielu innych znanych i nieznanych osób. Wykorzystując tysiące dokumentów, najnowsze badania naukowe oraz dokumenty swojej rodziny i własne wspomnienia, Montefiore stworzył wspaniałą epopeję trzech tysięcy lat wiary, fanatyzmu, zbrodni i współistnienia religii, kultur i ludzi. Co istotne autor dotarł do wielu niepublikowanych nigdy wcześniej dokumentów, wykonał iście benedyktyńską pracę przekopując się przez niezliczone archiwa.
Wielotysięczną historię miasta podzielił na dziewięć rozdziałów z których każdy opatrzony jest licznymi przypisami i wspaniałymi zdjęciami. Z jednego rozdziału do kolejnego historyk przechodzi płynnie. Dzięki temu czytając książkę nie czujemy zmiany klimatu, wieków, bohaterów. Co istotne, całość napisana jest językiem lekkim, chociaż nie przeczę - ogrom materiału może przytłaczać.
Ponieważ książka jest iście monumentalna, nie cała treść musi każdego interesować. Ja skupiłam się na okresie antycznym, aż do wieków średnich. Z pewnością kiedyś przeczytam pozostałą część książki, ale to za jakiś czas. Z kolei mojego męża zainteresował etap rzymskiej niewoli i okres od XV wieku do czasów współczesnych.
Jerozolima zawsze była miastem wyjątkowym, wspaniałym, wzbudzającym pożądanie, nienawiść, podziw. Montefiore doskonale to ukazuje w swoim dziele. Warto sięgnąć po tę pozycję. Historia Jerozolimy to nie tylko dzieje miasta położonego wśród suchych wzgórz, to przede wszystkim historia świata i nas samych. Miasto nigdy nie pozostawiało nikogo obojętnym. Jestem przekonana, iż was także oczaruje na kartach książki Simona Sebaga Montefiore.
Kolejna doskonała, arcywyborna książka wydana przez Magnum. Autorem Jerozolimy... jest znany historyk i pisarz Simon Sebag Montefiore. Miałam okazję zaprezentować wam na blogu jego Katarzynę Wielką i Potiomkina (recenzja tutaj - klik).
Jerozolimą... autor tylko potwierdził swój pisarski talent i dociekliwość w śledzeniu archiwalnych materiałów godną najbardziej dociekliwego badacza.
Temat niniejszej książki, to rzeka i to ogromna rzeka. Jerozolima, miasto pod każdym względem wyjątkowe, serce trzech najpotężniejszych religii świata, miejsce o bardzo długiej historii sięgającej trzeciego tysiąclecia p.n.e. Przedstawić ciekawie i wyczerpująco historię takiego tworu na 704 stronach wydaje się być niemożliwym. A jednak Montefiore się to udało. Jego książka jest nie tylko doskonała pod względem merytorycznym, ale dodatkowo jest także porywającą lekturą. Co istotne, książka nie jest suchym kompedium historii miasta. Jest to historia miasta opowiedziana z punktu widzenia władających nim na przestrzeni tysiącleci osób oraz zwykłych mieszkańców. Poznajemy więc miasto biblijnego króla Dawida, historyka Józefa Flawiusza (pisałam o nim tutaj), Ariela Szarona, Abrahama, Amosa Oza, Jezusa, Lawrenca z Arabii i wielu innych znanych i nieznanych osób. Wykorzystując tysiące dokumentów, najnowsze badania naukowe oraz dokumenty swojej rodziny i własne wspomnienia, Montefiore stworzył wspaniałą epopeję trzech tysięcy lat wiary, fanatyzmu, zbrodni i współistnienia religii, kultur i ludzi. Co istotne autor dotarł do wielu niepublikowanych nigdy wcześniej dokumentów, wykonał iście benedyktyńską pracę przekopując się przez niezliczone archiwa.
Wielotysięczną historię miasta podzielił na dziewięć rozdziałów z których każdy opatrzony jest licznymi przypisami i wspaniałymi zdjęciami. Z jednego rozdziału do kolejnego historyk przechodzi płynnie. Dzięki temu czytając książkę nie czujemy zmiany klimatu, wieków, bohaterów. Co istotne, całość napisana jest językiem lekkim, chociaż nie przeczę - ogrom materiału może przytłaczać.
Ponieważ książka jest iście monumentalna, nie cała treść musi każdego interesować. Ja skupiłam się na okresie antycznym, aż do wieków średnich. Z pewnością kiedyś przeczytam pozostałą część książki, ale to za jakiś czas. Z kolei mojego męża zainteresował etap rzymskiej niewoli i okres od XV wieku do czasów współczesnych.
Jerozolima zawsze była miastem wyjątkowym, wspaniałym, wzbudzającym pożądanie, nienawiść, podziw. Montefiore doskonale to ukazuje w swoim dziele. Warto sięgnąć po tę pozycję. Historia Jerozolimy to nie tylko dzieje miasta położonego wśród suchych wzgórz, to przede wszystkim historia świata i nas samych. Miasto nigdy nie pozostawiało nikogo obojętnym. Jestem przekonana, iż was także oczaruje na kartach książki Simona Sebaga Montefiore.
niedziela, 24 listopada 2013
Dzienniki ze Spandau - Albert Speer
Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, 568 s.
Książkę podczytywałam od ok. 1,5 tygodnia, ale całej nie przeczytałam. Dlaczego? O tym za chwilę. Najpierw kilka słów o autorze.
Jego pełne imię i nazwisko, to Berthold Konrad Hermann Albert Speer, ur. 19 marca 1905 roku, zm. 01 września 1981 roku w Londynie. Był jednym z przywódców hitlerowskich Niemiec. W 1931 roku wstąpił do NSDAP i od tego momentu rozpoczęła się jego znajomość z Hitlerem. W 1932 roku jako architekt wykonał pierwsze zlecenia projektowe dla partii i dla Hitlera. Od tego momentu nazywany był architektem Hitlera. 5 lat póżniej został mianowany generalnym inspektorem budowlanym stolicy III Rzeszy. Rozpoczął przygotowywanie planów przebudowy miasta w stolicę świata. Był to tzw. Plan Germania. Centralnym budynkiem nowego centrum miała być wielka hala zgromadzeń, naśladująca rzymski Panteon, o kopule wysokości 300 metrów. By móc wyburzyć dużą część berlińskiego centrum, Speer osobiście nadzorował w okresie od października 1941 roku do kwietnia 1942 roku deportację 23 tysięcy Żydów niemieckich. Ich mieszkania potrzebne były do przesiedlenia mieszkańców z wyburzanych budynków.
Na przełomie 1941 i 1942 roku Speer dostaje nowe zadania. Jest ministrem uzbrojenie Niemiec. Do nowego zadania przykłada się z równą energią, co do prac architektonicznych. Jego staraniom przypisuje się fenomenalny rozwój niemieckiej produkcji wojennej od 1942 roku. Po raz kolejny objawia się jego geniusz. Historycy są zdania, że był genialnym planistą o wyjątkowych zdolnościach. Był wg. potomnych także przykładem najbardziej twórczego umysłu technicznego I połowy XX wieku. Potrafił planować na wielką skalę i wprowadzać na bieżąco niezbędne korekty. Szkoda, że działał dla Hitlera w czasie II wojny światowej.
Nie będę dalej opisywać jego dokonań, jest ich zbyt dużo i nie w tym rzecz. Chciałam nakreślić sylwetkę i rolę, jaką Speer odegrał w przebiegu wojny. Chodzi mi o kwestię, czy zdawał sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów i holokaustu jako takiego, czy nie.
Po zakończeniu II wojny światowej, Speer zostaje aresztowany i osądzony w procesach w Norymberdze. Został skazany na 20 lat więzienia. Oskarżono go m.in. o organizację deportacji milionów robotników przymusowych do Niemiec. Przyznał się do winy i jako jedyny z oskarżonych wyraził skruchę i ubolewanie.
W trakcie pobytu w więzieniu napisał swoje wspomnienia, które zostały opublikowane w 1969 roku. Chodzi o Dzienniki ze Spandau, które wam w tej chwili prezentuję. Książka jest podzielona na 20 rozdziałów, czyli tyle lat, ile Speer spędził w więzieniu. Jest to unikalny na skalę światową opis najbliższego otoczenia Hitlera, jego samego i stosunku Speera do wojny, holokaustu i całości kwestii. Speer próbował w dziennikach umniejszyć, a nawet zniwelować całkowicie swoją rolę. I tu zmierzam do sedna, dlaczego nie przeczytałam całej książki. Autor i jego wybielanie własnej osoby, utrzymywanie na przykład, że nic nie wiedział o obozach zagłady, doprowadziły mnie (przyznaję z ręką na sercu) do furii. Wiem, że Speer już nie żyje, że to książka i koszmaru holokaustu nic nie zmieni, ale nie przyjmuję do wiadomości, że człowiek będący prawą ręką Hitlera, przyjażniący się z nim, nadzorujący wysiedlenie tysięcy Żydów, patrzący na to co wyprawia Hitler, nie zdawał sobie sprawy z holokaustu. Nie przyjmuję tego do wiadomości i już. Do lektury książki zachęcił mnie mąż, pasjonata wszystkiego, co z II wojną związane. Jego interesuje kwestia wojskowa, militarna, bitwy, broń etc, mnie kwestia psychologiczna, socjologiczna. Wiele razy zastanawiałam się, czy Niemcy (ludzie) na prawdę w większości przypadków nie zdawali sobie sprawy z tego co wyrabia ich führer, do czego prowadzą podejmowane przez niego działania? Jeżeli chodzi o przeciętnego niemieckiego Kowalskiego, powiedzmy mam mieszane uczucia, ale jestem skłonna przyjąć, że mógł on nie widzieć, a jak się dowiedział nie chciał uwierzyć. Jednak Speer, człowiek niesamowicie inteligentny, wykształcony, będący całą wojnę tuż obok Hitlera miałby żyć w nieświadomości? Nie, w to już nie uwierzę. Wizerunek "dobrego nazisty", jaki we wspomnieniach prezentuje, jest oburzający. Słowa "dobry" i "nazista" wykluczają się moim zdaniem. A na takiego Speer się kreuje. Co prawda przyjmuje odpowiedzialność za część zła, jakie wyrządziła np. broń, której produkcję zwiększył od 1942 roku. Jednak moim zdaniem to tylko maska oznajmiająca - patrzcie, gdybym wiedział co Hitler wyprawia, przyznałbym się.
Dodatkowo wspomnienia z okresu wojny przeplatane są opisami dnia codziennego w więzieniu w Spandau. Utyskiwania Speera, jak mu ciężko, gdyby to był ktoś inny, spowodowałyby współczucie. Jednak nie w tym przypadku. Maksymalna hipokryzja Speera doprowadziła mnie do "szału". I dlatego nie dotrwałam do końca Dzienników...
Mój mąż (podchodzący do sprawy spokojniej) przeczytał książkę całą. Jego zdaniem najciekawsze są opisy Speera dot. samego Hitlera, jego zachowań, kompleksów oraz dnia codziennego w więzieniu.
Oboje jesteśmy zdania, iż dobrze się stało, że Wydawnictwo Magnum wznowiło tę pozycję. Jest ona ważnym źródłem wiedzy psychologicznej, historycznej i (jak w moim przypadku) lekturą, która maksymalnie podnosi ciśnienie.
Zachęcam was do sięgnięcia po Dzienniki ze Spandau, chociażby dlatego, żebyście sprawdzili, jak wy zareagujecie. Jestem przekonana, iż każdy odbierze zapiski inaczej.
Książkę podczytywałam od ok. 1,5 tygodnia, ale całej nie przeczytałam. Dlaczego? O tym za chwilę. Najpierw kilka słów o autorze.
Jego pełne imię i nazwisko, to Berthold Konrad Hermann Albert Speer, ur. 19 marca 1905 roku, zm. 01 września 1981 roku w Londynie. Był jednym z przywódców hitlerowskich Niemiec. W 1931 roku wstąpił do NSDAP i od tego momentu rozpoczęła się jego znajomość z Hitlerem. W 1932 roku jako architekt wykonał pierwsze zlecenia projektowe dla partii i dla Hitlera. Od tego momentu nazywany był architektem Hitlera. 5 lat póżniej został mianowany generalnym inspektorem budowlanym stolicy III Rzeszy. Rozpoczął przygotowywanie planów przebudowy miasta w stolicę świata. Był to tzw. Plan Germania. Centralnym budynkiem nowego centrum miała być wielka hala zgromadzeń, naśladująca rzymski Panteon, o kopule wysokości 300 metrów. By móc wyburzyć dużą część berlińskiego centrum, Speer osobiście nadzorował w okresie od października 1941 roku do kwietnia 1942 roku deportację 23 tysięcy Żydów niemieckich. Ich mieszkania potrzebne były do przesiedlenia mieszkańców z wyburzanych budynków.
Na przełomie 1941 i 1942 roku Speer dostaje nowe zadania. Jest ministrem uzbrojenie Niemiec. Do nowego zadania przykłada się z równą energią, co do prac architektonicznych. Jego staraniom przypisuje się fenomenalny rozwój niemieckiej produkcji wojennej od 1942 roku. Po raz kolejny objawia się jego geniusz. Historycy są zdania, że był genialnym planistą o wyjątkowych zdolnościach. Był wg. potomnych także przykładem najbardziej twórczego umysłu technicznego I połowy XX wieku. Potrafił planować na wielką skalę i wprowadzać na bieżąco niezbędne korekty. Szkoda, że działał dla Hitlera w czasie II wojny światowej.
Nie będę dalej opisywać jego dokonań, jest ich zbyt dużo i nie w tym rzecz. Chciałam nakreślić sylwetkę i rolę, jaką Speer odegrał w przebiegu wojny. Chodzi mi o kwestię, czy zdawał sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów i holokaustu jako takiego, czy nie.
Po zakończeniu II wojny światowej, Speer zostaje aresztowany i osądzony w procesach w Norymberdze. Został skazany na 20 lat więzienia. Oskarżono go m.in. o organizację deportacji milionów robotników przymusowych do Niemiec. Przyznał się do winy i jako jedyny z oskarżonych wyraził skruchę i ubolewanie.
W trakcie pobytu w więzieniu napisał swoje wspomnienia, które zostały opublikowane w 1969 roku. Chodzi o Dzienniki ze Spandau, które wam w tej chwili prezentuję. Książka jest podzielona na 20 rozdziałów, czyli tyle lat, ile Speer spędził w więzieniu. Jest to unikalny na skalę światową opis najbliższego otoczenia Hitlera, jego samego i stosunku Speera do wojny, holokaustu i całości kwestii. Speer próbował w dziennikach umniejszyć, a nawet zniwelować całkowicie swoją rolę. I tu zmierzam do sedna, dlaczego nie przeczytałam całej książki. Autor i jego wybielanie własnej osoby, utrzymywanie na przykład, że nic nie wiedział o obozach zagłady, doprowadziły mnie (przyznaję z ręką na sercu) do furii. Wiem, że Speer już nie żyje, że to książka i koszmaru holokaustu nic nie zmieni, ale nie przyjmuję do wiadomości, że człowiek będący prawą ręką Hitlera, przyjażniący się z nim, nadzorujący wysiedlenie tysięcy Żydów, patrzący na to co wyprawia Hitler, nie zdawał sobie sprawy z holokaustu. Nie przyjmuję tego do wiadomości i już. Do lektury książki zachęcił mnie mąż, pasjonata wszystkiego, co z II wojną związane. Jego interesuje kwestia wojskowa, militarna, bitwy, broń etc, mnie kwestia psychologiczna, socjologiczna. Wiele razy zastanawiałam się, czy Niemcy (ludzie) na prawdę w większości przypadków nie zdawali sobie sprawy z tego co wyrabia ich führer, do czego prowadzą podejmowane przez niego działania? Jeżeli chodzi o przeciętnego niemieckiego Kowalskiego, powiedzmy mam mieszane uczucia, ale jestem skłonna przyjąć, że mógł on nie widzieć, a jak się dowiedział nie chciał uwierzyć. Jednak Speer, człowiek niesamowicie inteligentny, wykształcony, będący całą wojnę tuż obok Hitlera miałby żyć w nieświadomości? Nie, w to już nie uwierzę. Wizerunek "dobrego nazisty", jaki we wspomnieniach prezentuje, jest oburzający. Słowa "dobry" i "nazista" wykluczają się moim zdaniem. A na takiego Speer się kreuje. Co prawda przyjmuje odpowiedzialność za część zła, jakie wyrządziła np. broń, której produkcję zwiększył od 1942 roku. Jednak moim zdaniem to tylko maska oznajmiająca - patrzcie, gdybym wiedział co Hitler wyprawia, przyznałbym się.
Dodatkowo wspomnienia z okresu wojny przeplatane są opisami dnia codziennego w więzieniu w Spandau. Utyskiwania Speera, jak mu ciężko, gdyby to był ktoś inny, spowodowałyby współczucie. Jednak nie w tym przypadku. Maksymalna hipokryzja Speera doprowadziła mnie do "szału". I dlatego nie dotrwałam do końca Dzienników...
Mój mąż (podchodzący do sprawy spokojniej) przeczytał książkę całą. Jego zdaniem najciekawsze są opisy Speera dot. samego Hitlera, jego zachowań, kompleksów oraz dnia codziennego w więzieniu.
Oboje jesteśmy zdania, iż dobrze się stało, że Wydawnictwo Magnum wznowiło tę pozycję. Jest ona ważnym źródłem wiedzy psychologicznej, historycznej i (jak w moim przypadku) lekturą, która maksymalnie podnosi ciśnienie.
Zachęcam was do sięgnięcia po Dzienniki ze Spandau, chociażby dlatego, żebyście sprawdzili, jak wy zareagujecie. Jestem przekonana, iż każdy odbierze zapiski inaczej.
niedziela, 3 listopada 2013
Pewnej zimowej nocy - Simon Sebag Montefiore
Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, 432 s., Moja ocena 5/6
Simon Sebag Montefiore to znany na świecie autor książek historycznych. Tworzy zarówno typowe książki popularnonaukowe, jak i powieści. Akcja każdego jego utworu rozgrywa się w Rosji.
Tym razem autor przenosi nas do 1945 roku, do samego serca Moskwy.
Jeden z głównych bohaterów, którego bardzo polubiłam, i któremu wiernie kibicowałam, Andriej Kurbski wraz z rodzicami kilka lat temu, w trakcie politycznych czystek, został zesłany na banicję. Wywieziono ich w głąb Rosji. Tuż po zakończeniu II wojny światowej, chłopiec, a właściwie prawie młody męźczyzna, wraca z matką do Moskwy. Wracają niestety sami, bez ojca. Mieszkają w koszmarnych warunkach, w maleńkim pokoju, bez łazienki i kuchni, matka choruje, ale nie wiadomo czy bardziej fizycznie, czy psychicznie na depresję.
Simon Sebag Montefiore to znany na świecie autor książek historycznych. Tworzy zarówno typowe książki popularnonaukowe, jak i powieści. Akcja każdego jego utworu rozgrywa się w Rosji.
Tym razem autor przenosi nas do 1945 roku, do samego serca Moskwy.
Jeden z głównych bohaterów, którego bardzo polubiłam, i któremu wiernie kibicowałam, Andriej Kurbski wraz z rodzicami kilka lat temu, w trakcie politycznych czystek, został zesłany na banicję. Wywieziono ich w głąb Rosji. Tuż po zakończeniu II wojny światowej, chłopiec, a właściwie prawie młody męźczyzna, wraca z matką do Moskwy. Wracają niestety sami, bez ojca. Mieszkają w koszmarnych warunkach, w maleńkim pokoju, bez łazienki i kuchni, matka choruje, ale nie wiadomo czy bardziej fizycznie, czy psychicznie na depresję.
Pewnego dnia Andriej dostaje swoją (jak mu się wtedy wydaje) wielką szansę. Ma możliwość podjąć naukę w najlepszej szkole w kraju. Jest to placówka do której uczęszcza tzw. złota młodzież, czyli dzieci prominentów i dygnitarzy. Uczniowie tej jedynej w swoim rodzaju szkoły, to wyłącznie dzieci z bogatych i
wpływowych domów. Dlaczego trafia tam niepozorny, biedny, niczym się nie wyróżniający nastolatek? Dlaczego mimo wysokiego czesnego, dyrektora szkoły pozwala mu się w niej uczyć darmo?
To tylko dwa z licznych pytań, jakie nasuwają nam się już na początku lektury. Z każdą kolejną przeczytaną stroną pytania mnożą się. Bo i też mnożą się zagadki. A wizerunek Moskwy, jaki prezentuje nam Montefiore zadziwia, ale i jednocześnie budzi obrzydzenie.
Andriej, jak to nastolatek, zakochuje się. Jest to miłość o tyle wielka, co i bezsensowna. Jego wybranka to Serafina Romaszkina, która zniewalającą urodę odziedziczyła po matce, znanej gwieżdzie filmowej.Jednak ani Andriej, ani inny kolega z klasy nie mają u niej szans. Dziewczyna jako obiekt uczuć wybrała sobie najgorszego męźczyznę z możliwych, a mianowicie cudzoziemca ze zgniłego Zachodu. Na dodatek planuje wyjechać do niego, uciec z kraju, czyli dokonać rzeczy niewybaczalnej. Za mniejsze przewinienia ludzie w ZSRR skazywani byli na śmierć. Nic dziwnego, że gdy wiadomość o planach Serafiny dochodzi do odpowiednich władz, dziewczyna zostaje zesłana w głąb kraju. Co dalej będzie z młodziutką, zakochaną Serafiną? Co będzie z Andriejem? Dlaczego pewnego dnia na jednym z moskiewskich mostów padają strzały, od których ginie dwoje nastolatków, dzieci wysokich rangą radzieckich urzędników? Czy to było zabójstwo, czy próba zamachu na wielkiego wodza Stalina? Koledzy ofiar zostają aresztowani i przewiezieni w celu przesłuchania do najsroższego moskiewskiego wiezienia na Łubiance. Co wykryje śledztwo lub raczej pseudośledztwo, które rozpoczyna KGB? Gwarantuję wam, że przebieg dochodzenia i jego zakończenie niezmiernie was zaskoczą.
Montefiore stworzył bardzo dobrą powieść, której atutem jest przede wszystkim fakt, iż jest ona oparta na faktach. Jej karty zapełniają w dużej mierze autentyczne postacie - politycy, generałowie, bohaterowie wojenni, a nawet sam Stalin i jego syn.
Wierne oddanie atmosfery panującej w stolicy ZSRR, to kolejny atut książki. Mamy tu mistrzowsko ukazane z jednej strony luksusowe aż do bólu życie niewielkiej garstki uprzywilejowanych, a z drugiej strony przeciętnego radzieckiego Kowalskiego, który nie miał co jeść, co na siebie włożyć, który bał się pomyśleć o czymś niestosownym, żeby go nie aresztowano za myśli. Absurd powiecie. Oj niestety, ale nie. Tak było.
Pewnej zimowej nocy, to doskonała, po mistrzowsku napisana, niezwykle wciągająca powieść, którą czyta się błyskawicznie. Z jednej strony jej bohaterem jest miłość, a z drugiej...sami się przekonajcie.
Recenzja Katarzyny Wielkiej i Potiomkina, tegoż autora
Recenzja Katarzyny Wielkiej i Potiomkina, tegoż autora
czwartek, 19 września 2013
Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji - Orlando Figes
Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, 805 s., Moja ocena 6/6
Chyba powinnam wystosować specjalną petycję do Wydawnictwa Magnum, z prośbą o nie publikowanie tak dobrych książek. Każda mnie oczarowuje, każda zachwyca i zabiera spory kawałek czasu.
Na Szepty "chorowałam" już od jakiegoś czasu. Czułam, że będzie to wspaniała lektura. I nie zawiodłam się. Jednak nie jest to książka, którą czyta się "na raz". Należy ją sobie dawkować. Mnie lektura zajęła kilka ostatnich tygodni.
Na 800 stronach Figes, znany historyk i pisarz brytyjski, ukazał nam dramat życia w stalinowskiej Rosji, poprzez tragedię kilku osób. Autor w rewelacyjny sposób (ale bez zbędnego patosu) opowiada o ludziach, którzy mieli nieszczęście urodzić się w latach 1917-25 i żyć pod jarzmem niewoli Stalina. Nie jest to jednak książka o największym mordercy w dziejach ludzkości, jakim Stalin bez wątpienia był. Jest to książka o zwykłych ludziach, takich jak my. Co istotne, autor opowiada nie tylko o Rosjanach, ale także o osobach innych narodowości, które na skutek różnych życiowych zawirowań, czy przymusu historii osiedlili się w ZSRR. Osoby, których losy Figes opowiada, pochodzą także z różnych sfer społecznych, z różnych miejsc, z wiosek, miasteczek, wielkich miast, osad liczących kilka nędznych chałup. Łączy je jedno - gehenna, którą przeżyli, a której sprawcą była stalinowska machina.
Figes ukazuje cierpienia ludzi, ale także dylematy moralne przed którymi stawali najbliżsi ofiar ustroju. Bo, postanowienie nigdy nie zadenuncjuję, nie poddam się w obliczu wielu różnorakich okoliczności, wcale nie jest takie istotne, najistotniejsze jest żeby przeżyć, nawet za niewyobrażalnie wysoką cenę, jaką jest skazanie kogoś bliskiego na śmierć, czy zsyłkę do łagru (co defacto znaczyło to samo).
Zsyłka na Kołymę, mordowanie, denuncjowanie przez najbliższych czy sąsiadów, głód, bieda, zimno, strach były na porządku dziennym, ale czy tak się da żyć, a w końcu co to za życie?
Autor zadał sobie niewyobrażalnie wiele trudu, żeby zgromadzić i przekopać się (bo inaczej nie można tego określić) przez tak wielką ilość materiału. Wykorzystał materiały z setek archiwów rodzinnych ofiar. Przeczytał tysiące listów, zapisków, obejrzał niezliczoną ilość zdjęć i pamiątek rodzinnych. Rozmawiał także z najstarszymi osobami w rodzinach, tych, które same ocalały ze stalinowskiego piekła.
Katorżnicza wręcz praca, która dała porażająco wspaniały efekt.
Szepty, to książka niezwykła, imponująca, porażająca i poza tym, że zmuszająca do refleksji, także uszczęśliwiająca. A tak. Z każdą czytaną stroną byłam coraz bardziej szczęśliwa, że żyję tu, gdzie żyję, że przez kaprys losu nie musiałam żyć w strachu i upodleniu w stalinowskim piekle.
Chyba powinnam wystosować specjalną petycję do Wydawnictwa Magnum, z prośbą o nie publikowanie tak dobrych książek. Każda mnie oczarowuje, każda zachwyca i zabiera spory kawałek czasu.
Na Szepty "chorowałam" już od jakiegoś czasu. Czułam, że będzie to wspaniała lektura. I nie zawiodłam się. Jednak nie jest to książka, którą czyta się "na raz". Należy ją sobie dawkować. Mnie lektura zajęła kilka ostatnich tygodni.
Na 800 stronach Figes, znany historyk i pisarz brytyjski, ukazał nam dramat życia w stalinowskiej Rosji, poprzez tragedię kilku osób. Autor w rewelacyjny sposób (ale bez zbędnego patosu) opowiada o ludziach, którzy mieli nieszczęście urodzić się w latach 1917-25 i żyć pod jarzmem niewoli Stalina. Nie jest to jednak książka o największym mordercy w dziejach ludzkości, jakim Stalin bez wątpienia był. Jest to książka o zwykłych ludziach, takich jak my. Co istotne, autor opowiada nie tylko o Rosjanach, ale także o osobach innych narodowości, które na skutek różnych życiowych zawirowań, czy przymusu historii osiedlili się w ZSRR. Osoby, których losy Figes opowiada, pochodzą także z różnych sfer społecznych, z różnych miejsc, z wiosek, miasteczek, wielkich miast, osad liczących kilka nędznych chałup. Łączy je jedno - gehenna, którą przeżyli, a której sprawcą była stalinowska machina.
Figes ukazuje cierpienia ludzi, ale także dylematy moralne przed którymi stawali najbliżsi ofiar ustroju. Bo, postanowienie nigdy nie zadenuncjuję, nie poddam się w obliczu wielu różnorakich okoliczności, wcale nie jest takie istotne, najistotniejsze jest żeby przeżyć, nawet za niewyobrażalnie wysoką cenę, jaką jest skazanie kogoś bliskiego na śmierć, czy zsyłkę do łagru (co defacto znaczyło to samo).
Zsyłka na Kołymę, mordowanie, denuncjowanie przez najbliższych czy sąsiadów, głód, bieda, zimno, strach były na porządku dziennym, ale czy tak się da żyć, a w końcu co to za życie?
Autor zadał sobie niewyobrażalnie wiele trudu, żeby zgromadzić i przekopać się (bo inaczej nie można tego określić) przez tak wielką ilość materiału. Wykorzystał materiały z setek archiwów rodzinnych ofiar. Przeczytał tysiące listów, zapisków, obejrzał niezliczoną ilość zdjęć i pamiątek rodzinnych. Rozmawiał także z najstarszymi osobami w rodzinach, tych, które same ocalały ze stalinowskiego piekła.
Katorżnicza wręcz praca, która dała porażająco wspaniały efekt.
Szepty, to książka niezwykła, imponująca, porażająca i poza tym, że zmuszająca do refleksji, także uszczęśliwiająca. A tak. Z każdą czytaną stroną byłam coraz bardziej szczęśliwa, że żyję tu, gdzie żyję, że przez kaprys losu nie musiałam żyć w strachu i upodleniu w stalinowskim piekle.
środa, 4 września 2013
Zamachowcy i zdrajcy - Richard Pipes
Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, 240 s., Moja ocena 5/6
Doskonała pozycja opowiadająca o początkach terroru w Rosji.
Carska Rosja końca XIX wieku była krajem wielkich sprzeczności - carskie pałace, bogactwo gromadki możnych, a obok nędza milionów; wspaniała kultura i gnębienie w carskich lochach setek tysięcy ludzi. Jednak nieumiejące pisać chłopstwo i odrobinę lepiej wykształceni mieszczanie i rewolucjoniści, zaczynają powoli się buntować. Pierwszym poważniejszym wyrazem buntu był nieudany zamach na cara Aleksandra II, który miał miejsce w 1881r. Ale atmosfera buntu zaczęła powoli, acz konsekwentnie narastać już wcześniej. W tym właśnie trudnym okresie mają miejsce wydarzenia, które opisuje Pipes. Autor opowiada o dwóch niezwykle głośnych zamachach końca XIX wieku.
Bohaterów w książce mamy zaledwie dwoje, ale za to jakich. Po raz kolejny potwierdza się, iż liczy się jakość, nie ilość.
Wiera Zasulicz ur. w 1849r. była rosyjską marksistką, pisarką i rewolucjonistką. Znana była i jest głównie za sprawą zamachu na gubernatora Petersburga (nieudanego tak na marginesie), którego postrzeliła w miednicę. Dzięki temu czynowi i procesowi, który Pipes bardzo szczegółowo opisuje, Zasulicz stała się gwiazdą europejskiej prasy, także na Zachodzie.
W przypadku naszej bohaterki, nie sam zamach, nie przygotowania do niego (trudno tu nawet mówić o wielkich przygotowaniach) wzbudzają zainteresowanie Pipes'a. To na czym skupia się historyk, to przebieg niezwykle krótkiego i kuriozalnego, jak na warunki Rosji procesu. Niezwykle dokładną relację z procesu można śmiało porównać do innego znanego rosyjskiego przedstawienia sądowego (bo inaczej nie można tego nazwać) jakim od kilku lat jest sprawa Michaiła Chodorkowskiego. Różnica kilkudziesięciu lat, ale podobieństwo wręcz uderzające. Proces Zasulicz po raz pierwszy w Rosji odbył się nie przed komisją senacką jak to było w zwyczaju, ale przed sądem z ławą przysięgłych, a to było unikalnym wydarzeniem. Efekt końcowy rozprawy był dla wszystkich wielkim zaskoczeniem. Jego konsekwencją były represje w Rosji m.in. wprowadzenie cenzury w prasie, ograniczenie niezależności sądów i wiele innych. Na tych represjach skupia się Pipes ukazując jak jeden czyn, w sumie niegroźny w skutkach dla ofiary (gubernator został tylko ranny) może mieć znamienne konsekwencje dla milionów.
Drugi z bohaterów książki to Siergiej Diegajew. Był on członkiem Woli Ludu, pierwszej organizacji terrorystycznej w Rosji. Po zabójstwie jednego z rosyjskich watażków, zdradzeniu kolegów, uciekł jak tchórz do Ameryki, gdzie przeszedł zadziwiającą metamorfozę i stał się szanowanym wykładowcą akademickim na uniwersytecie w Dakocie.
Nietrudno po tej króciutkiej charakterystyce zgadnąć, kto jest tytułowym rewolucjonistą, a kto zdrajcą. Skąd taki wybór bohaterów? Dlaczego obok kobiety walczącej o godność człowieka (bo o to głównie walczyła Zasulicz), o poszanowanie jednostki umieścił Pipes sowieckiego denuncjatora i zwyczajnego tchórza? Tego nie zdradzę. To co łączy i dzieli jednocześnie tych dwoje, będzie dla was niespodzianką.
Opowieści o tej dwójce tworzą fascynującą książkę, od której trudno się oderwać.Całość napisana jest niezwykle ciekawie, przystępnym językiem. Jest to więc lektura zarówno dla osób "siedzących" w historii, na co dzień się nią interesujących, jak i dla tych, którzy omijają historię i biografie wielkim łukiem. Pipes ma wielki dar opowiadania o rosyjskiej historii. Nic dziwnego, jest on emerytowanym profesorem historii Uniwersytetu Harvarda, na którym wykładał ponad 40 lat.
Był także doradcą prezydenta Regana. Jego wykłady i książki od wielu lat cieszą się ogromnym powodzeniem. Jako ciekawostkę podam, że Richard Pipes urodził się w Cieszynie, przez pewien okres czasu mieszkał w Warszawie i dopiero w październiku 1939r. wyemigrował do USA.
Doskonała pozycja opowiadająca o początkach terroru w Rosji.
Carska Rosja końca XIX wieku była krajem wielkich sprzeczności - carskie pałace, bogactwo gromadki możnych, a obok nędza milionów; wspaniała kultura i gnębienie w carskich lochach setek tysięcy ludzi. Jednak nieumiejące pisać chłopstwo i odrobinę lepiej wykształceni mieszczanie i rewolucjoniści, zaczynają powoli się buntować. Pierwszym poważniejszym wyrazem buntu był nieudany zamach na cara Aleksandra II, który miał miejsce w 1881r. Ale atmosfera buntu zaczęła powoli, acz konsekwentnie narastać już wcześniej. W tym właśnie trudnym okresie mają miejsce wydarzenia, które opisuje Pipes. Autor opowiada o dwóch niezwykle głośnych zamachach końca XIX wieku.
![]() |
| Wiera Zasulicz |
Wiera Zasulicz ur. w 1849r. była rosyjską marksistką, pisarką i rewolucjonistką. Znana była i jest głównie za sprawą zamachu na gubernatora Petersburga (nieudanego tak na marginesie), którego postrzeliła w miednicę. Dzięki temu czynowi i procesowi, który Pipes bardzo szczegółowo opisuje, Zasulicz stała się gwiazdą europejskiej prasy, także na Zachodzie.
W przypadku naszej bohaterki, nie sam zamach, nie przygotowania do niego (trudno tu nawet mówić o wielkich przygotowaniach) wzbudzają zainteresowanie Pipes'a. To na czym skupia się historyk, to przebieg niezwykle krótkiego i kuriozalnego, jak na warunki Rosji procesu. Niezwykle dokładną relację z procesu można śmiało porównać do innego znanego rosyjskiego przedstawienia sądowego (bo inaczej nie można tego nazwać) jakim od kilku lat jest sprawa Michaiła Chodorkowskiego. Różnica kilkudziesięciu lat, ale podobieństwo wręcz uderzające. Proces Zasulicz po raz pierwszy w Rosji odbył się nie przed komisją senacką jak to było w zwyczaju, ale przed sądem z ławą przysięgłych, a to było unikalnym wydarzeniem. Efekt końcowy rozprawy był dla wszystkich wielkim zaskoczeniem. Jego konsekwencją były represje w Rosji m.in. wprowadzenie cenzury w prasie, ograniczenie niezależności sądów i wiele innych. Na tych represjach skupia się Pipes ukazując jak jeden czyn, w sumie niegroźny w skutkach dla ofiary (gubernator został tylko ranny) może mieć znamienne konsekwencje dla milionów.
Drugi z bohaterów książki to Siergiej Diegajew. Był on członkiem Woli Ludu, pierwszej organizacji terrorystycznej w Rosji. Po zabójstwie jednego z rosyjskich watażków, zdradzeniu kolegów, uciekł jak tchórz do Ameryki, gdzie przeszedł zadziwiającą metamorfozę i stał się szanowanym wykładowcą akademickim na uniwersytecie w Dakocie.
Nietrudno po tej króciutkiej charakterystyce zgadnąć, kto jest tytułowym rewolucjonistą, a kto zdrajcą. Skąd taki wybór bohaterów? Dlaczego obok kobiety walczącej o godność człowieka (bo o to głównie walczyła Zasulicz), o poszanowanie jednostki umieścił Pipes sowieckiego denuncjatora i zwyczajnego tchórza? Tego nie zdradzę. To co łączy i dzieli jednocześnie tych dwoje, będzie dla was niespodzianką.
Opowieści o tej dwójce tworzą fascynującą książkę, od której trudno się oderwać.Całość napisana jest niezwykle ciekawie, przystępnym językiem. Jest to więc lektura zarówno dla osób "siedzących" w historii, na co dzień się nią interesujących, jak i dla tych, którzy omijają historię i biografie wielkim łukiem. Pipes ma wielki dar opowiadania o rosyjskiej historii. Nic dziwnego, jest on emerytowanym profesorem historii Uniwersytetu Harvarda, na którym wykładał ponad 40 lat.
Był także doradcą prezydenta Regana. Jego wykłady i książki od wielu lat cieszą się ogromnym powodzeniem. Jako ciekawostkę podam, że Richard Pipes urodził się w Cieszynie, przez pewien okres czasu mieszkał w Warszawie i dopiero w październiku 1939r. wyemigrował do USA.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













