Wydawnictwo Enigma, Okładka miękka, 346 s., Moja ocena 5,5/6
To moje drugie spotkanie z książką Charlesa Cumminga. Wcześniej miałam okazję przeczytać fantastyczna powieść Tajfun. Recenzja tutaj.
Książkę przeczytałam na urlopie, ale przyznam się bez bicia, że zapomniałam na śmierć zamieścić recenzję, za co was i Wydawnictwo Enigma gorąco przepraszam.Na wakacyjne leniuchowanie zabrałam (o ile pamiętacie) spory stosik książek i póżniej miałam po powrocie problemy z nadrobieniem zaległości recenzenckich i w zamieszaniu zapomniałam zupełnie o Ukrytym człowieku. Ale lepiej póżno niż wcale i zaległości nadrabiam teraz.
Ukryty człowiek rozpoczyna się podobnie jak Tajfun mocno, bardzo mocno. Pewnego niczym nie wyróżniającego się zimowego poranka od jednego strzału ginie we własnym domu Christopher Keen. Zostać zamordowanym we własnym domu, który miał być ostoją i zapewniać schronienie?! Paskudna sprawa. Kto i dlaczego strzelał do z pozoru nikomu nie wadzącemu mężczyzny? Tego dowiemy się dopiero na końcu książki. Zanim to jednak nastąpi poznamy historię życia ofiary, zdarzenia, które do takiego epilogu doprowadziły i wiele innych szczegółów.
Dowiadujemy się m.in., że Christopher nie był wcale tak spokojnym człowiekiem, jakby się wydawało. Wiele lat temu porzucił rodzinę, zostawił dwóch synów Bena i Marka, którzy przez ostatnie 25 lat nie widzieli ojca, który po latach zjawia się i ni z tego ni z owego postanawia pogodzić się z synami i wynagrodzić im lata rozłąki. Mężczyźni podchodzą do tego bardzo sceptycznie, jednak swoista podświadoma tęsknota za ojcem robi swoje. Powoli przekonują się do pogodzenia z ojcem, gdy ten nagle zostaje zamordowany. Po raz kolejny tracą go, ale dowiadują się, co się z nim przez te lata działo.
A działo, działo (jak to u Cumminga), tym bardziej, że w całość wydarzeń wplątani są zarówno rosyjscy agenci, jak i CIA, którzy zaczynają interesować się braćmi. Ben i Mark wpadają w niezłe bagno. Swoisty spadek, jaki im zostawił ojciec jest dla nich nie lada kłopotem.
Co z tego wyniknie nie napiszę. Warto żebyście sięgnęli po książkę.
Ukrytego człowieka czytało mi się bardzo dobrze, chociaż niełatwo, taka już specyfika prozy Cumminga. Muszę jednak przyznać, że Tajfun bardziej mi się spodobał. Ukryty człowiek jest świetną książką, ale Tajfun ma w sobie to coś. Obie książki czytał także mój mąż (który jest wielkim fanem powieści szpiegowskich) i on z kolei twierdzi, że Ukryty człowiek jest o wiele lepszy niż Tajfun. No cóż....ile osób tyle opinii.
Na pewno Ukryty człowiek jest wolny od czytadłowo-szpiegowskiej manii tworzenia powieści ala James Bond, czyli jest po prostu prawdziwy i naprawdę dobry. W tej książce, podobnie, jak w Tajfunie (czyli generalnie to cecha charakterystyczna prozy Cumminga) nie liczy się tandetny efekt, ale tajemnica i niezwykle pracochłonne i wciągające jej rozwikływanie.
Co jeszcze cenię w Cummingu, a właściwie to w jego twórczości, to fakt, iż jego świat nie jest kolorowy - landrynkowy, ani li tylko czarno biały, ma natomiast wiele odcieni. Pisarz uwiódł mnie przede wszystkim tym, iż jego agenci specjalni (obojętnie, której strony i frakcji) nie są dzielnymi bojownikami ala Bond, czy Rambo, tylko są ludźmi z krwi i kości. Są chciwi, pazerni, omylni i po prostu ludzcy. Widać to wyrażnie zarówno w Tajfunie, jak i Ukrytym człowieku. I jak to w porządnej pozycji szpiegowskiej na końcu dopiero się okazuje, że nikt nie jest tym, za kogo go bierzemy.
Bardzo ciekawie autor ukazuje także charaktery głównych bohaterów, w tym przypadku obu braci, którzy zdecydowanie różnią się od siebie, a których bardzo polubiłam.
Czyli mamy niebanalną fabułę, akcję porywającą od 1. strony, wspaniale zarysowanych i niezwykle kontrastowych bohaterów oraz umiejętnie budowane napięcie, a to w efekcie daje świetną lekturę, doskonałą na nadchodzące jesienne i zimowe wieczory. Charles Cumming jest chyba jeszcze stosunkowo mało znanym u nas autorem, a szkoda, warto zainteresować się jego książkami.
Zachęcam do lektury osoby lubiące powieść szpiegowską, thrillery i pozycje niestandardowe, czyli po prostu lubiących dobrą książkę. Na pewno się nie zawiedziecie.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo enigma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo enigma. Pokaż wszystkie posty
piątek, 21 września 2012
czwartek, 21 czerwca 2012
Tajfun - Charles Cumming
Wydawnictwo Enigma, Okładka miękka, 450 s., Moja ocena 5/6
Tajfun, to ten thriller szpiegowski, który czytałam z przerwą na Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów. Obie pozycje świetne, każda w swojej kategorii:).
Tajfun to nowa powieść szpiegowska zapowiadana, jako hit. Jej autorem jest Charles Cumming. Pisarz, który bywa nazywany następcą Johna Le Carré i mimo młodego wieku zdążył już zasłynąć kilkoma poczytnymi szpiegowskimi thrillerami, opisuje świat nowej Wielkiej Gry.
Wydawcą jest młode Wydawnictwo Enigma, autor mi nieznany, a porównanie do bardzo lubianego Johna Le Carre...no cóż wrażenie robi, ale wydawnictwa często porównują autorów do tych bardziej znanych, ma to zapewnić lepszą reklamę. Niejednokrotnie zawiodłam się na tego typu porównaniach, ale nie tym razem. Jeżeli lubicie thrillery szpiegowskie, wciągającą akcję, książka na pewno wam się spodoba.
Akcja rozpoczyna się w rządzonym jeszcze przez Brytyjczyków Hongkongu. Pewnego dnia na plażę wypełza (dosłownie i w przenośni) tajemniczy człowiek z przywiązaną do siebie tratwą. Jest to chiński agent, przy pomocy którego Biały Dom pragnie zdestabilizować komunistyczny chiński rząd. Oficer brytyjskiego wywiadu Joe Lennox przesłuchuje tajemniczego chińskiego pływaka. Wkrótce przejmuje go CIA, która chce zrealizować przy jego pomocy własny plan. Do akcji wkracza także amerykański oficer Miles Coolidge. Rozpoczyna się gra, która naprawdę wciąga. Stawką w niej jest popsucie szyków Chinom oraz los Ujgurów – muzułmańskiej ludności zamieszkującej prowincję Sinciang. Ujgurzy to lud turecki, w prowincji, w której rozgrywa się akcja książki są najliczniejszą mniejszością narodową. Są też jedną z 55 grup etnicznych oficjalnie uznawanych za mniejszość narodową w Chinach. Położenie Ujgurów przypomina los Tybetańczyków. Z powodu napływu Chińczyków Han stają się obcymi na własnej ziemi. Jedni widzą w tych procesach szansę na lepsze życie, inni jednak protestują, nawet za cenę śmierci, przeciwko niszczeniu ich kultury.
Plus dla autora, że bardzo ciekawie przedstawia świat Ujgurów, realistycznie opisuje niedolę tej mniejszości i ich losy oraz niewyobrażalną wprost skalę prześladowań z jakimi spotykają się ze strony chińskich tajniaków.
Poznajemy także tajemniczy, momentami okrutny świat tajnych służb. Co istotne w tym świecie nie ma dobrych, nie ma wygranych,są żli, okrutni, którzy walczą z jeszcze gorszymi od siebie. Trudne do uwierzenia, ale jednak. Książka jest niesamowicie realna, dobro nie wygrywa, wygrywają miliardy dolarów i niestety, ale zło.
Wiem, nie napawa to optymizmem, ale spójrzmy realnie – ile razy w obecnych czasach rzeczywiście wygrywa dobro? Niewiele. Współczesny nam świat to nie amerykański serial familijny, to miejsce, gdzie liczą się tylko władza i pieniądze.
Akcja nie byłaby pełna, gdyby nie pojawiła się ona, czyli piękna kobieta. Ma na imię Isabella i pojawia się u boku brytyjskiego oficera Joe Lennoxa. Ale nie tylko on ma na nią oko...walka o kobietę dodaje całej akcji pikanterii. Porządna famme fatale musi przecież być w każdym thrillerze szpiegowskim.
Wydawcą jest młode Wydawnictwo Enigma, autor mi nieznany, a porównanie do bardzo lubianego Johna Le Carre...no cóż wrażenie robi, ale wydawnictwa często porównują autorów do tych bardziej znanych, ma to zapewnić lepszą reklamę. Niejednokrotnie zawiodłam się na tego typu porównaniach, ale nie tym razem. Jeżeli lubicie thrillery szpiegowskie, wciągającą akcję, książka na pewno wam się spodoba.
Akcja rozpoczyna się w rządzonym jeszcze przez Brytyjczyków Hongkongu. Pewnego dnia na plażę wypełza (dosłownie i w przenośni) tajemniczy człowiek z przywiązaną do siebie tratwą. Jest to chiński agent, przy pomocy którego Biały Dom pragnie zdestabilizować komunistyczny chiński rząd. Oficer brytyjskiego wywiadu Joe Lennox przesłuchuje tajemniczego chińskiego pływaka. Wkrótce przejmuje go CIA, która chce zrealizować przy jego pomocy własny plan. Do akcji wkracza także amerykański oficer Miles Coolidge. Rozpoczyna się gra, która naprawdę wciąga. Stawką w niej jest popsucie szyków Chinom oraz los Ujgurów – muzułmańskiej ludności zamieszkującej prowincję Sinciang. Ujgurzy to lud turecki, w prowincji, w której rozgrywa się akcja książki są najliczniejszą mniejszością narodową. Są też jedną z 55 grup etnicznych oficjalnie uznawanych za mniejszość narodową w Chinach. Położenie Ujgurów przypomina los Tybetańczyków. Z powodu napływu Chińczyków Han stają się obcymi na własnej ziemi. Jedni widzą w tych procesach szansę na lepsze życie, inni jednak protestują, nawet za cenę śmierci, przeciwko niszczeniu ich kultury.
Plus dla autora, że bardzo ciekawie przedstawia świat Ujgurów, realistycznie opisuje niedolę tej mniejszości i ich losy oraz niewyobrażalną wprost skalę prześladowań z jakimi spotykają się ze strony chińskich tajniaków.
Poznajemy także tajemniczy, momentami okrutny świat tajnych służb. Co istotne w tym świecie nie ma dobrych, nie ma wygranych,są żli, okrutni, którzy walczą z jeszcze gorszymi od siebie. Trudne do uwierzenia, ale jednak. Książka jest niesamowicie realna, dobro nie wygrywa, wygrywają miliardy dolarów i niestety, ale zło.
Wiem, nie napawa to optymizmem, ale spójrzmy realnie – ile razy w obecnych czasach rzeczywiście wygrywa dobro? Niewiele. Współczesny nam świat to nie amerykański serial familijny, to miejsce, gdzie liczą się tylko władza i pieniądze.
Akcja nie byłaby pełna, gdyby nie pojawiła się ona, czyli piękna kobieta. Ma na imię Isabella i pojawia się u boku brytyjskiego oficera Joe Lennoxa. Ale nie tylko on ma na nią oko...walka o kobietę dodaje całej akcji pikanterii. Porządna famme fatale musi przecież być w każdym thrillerze szpiegowskim.
Oba wątki - szpiegowsko - polityczny i miłosny idealnie się uzupełniają, idą (jak to sie mówi) łeb w łeb:). Dzięki temu żaden z wątków nie urywa się, nie pozostaje niedokończony, co zdarza się u wielu autorów.
Fabuła jest żywa, wciągająca i niebanalna. Postacie świetnie ukształtowane. A całość niestety bardzo, bardzo realna. Taki bardzo...życiowy thriller szpiegowski:)
Fabuła jest żywa, wciągająca i niebanalna. Postacie świetnie ukształtowane. A całość niestety bardzo, bardzo realna. Taki bardzo...życiowy thriller szpiegowski:)
A zakończenie...no cóż napisze tylko, że naprawdę niczego mu nie brakuje i trzyma w napięciu, zresztą jak cała książka.
Styl Cumminga to w przeważającej części John Le Carre z odrobiną Roberta Ludluma i szczyptą Fredericka Forsytha.
Styl Cumminga to w przeważającej części John Le Carre z odrobiną Roberta Ludluma i szczyptą Fredericka Forsytha.
W jednej z recenzji książki w sieci znalazłam porównanie do Jamesa Bonda tylko mniej kaskaderskiego. Mnie takie porównanie nie odpowiada, bohaterowie Cumminga sa mniej bufonowaci niż Bond i mają mniej osób towarzyszących płci przeciwnej:).
Książkę polecam z ręką na sercu. Jeżeli tylko lubicie tego typu literaturę na pewno nie będziecie się w trakcie czytania nudzić. Tajfun to thriller, który przyniósł Charlesowi Cummingowi międzynarodowy rozgłos i uznanie, i bardzo zasłużenie. Polecam.
Książkę polecam z ręką na sercu. Jeżeli tylko lubicie tego typu literaturę na pewno nie będziecie się w trakcie czytania nudzić. Tajfun to thriller, który przyniósł Charlesowi Cummingowi międzynarodowy rozgłos i uznanie, i bardzo zasłużenie. Polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

