Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gregorie dalcourt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gregorie dalcourt. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 czerwca 2013

Lista moich zachcianek - Gregoire Delacourt

Wydawnictwo Drzewo Babel, Okładka miękka, 156 s., Moja ocena 5,5/6
To moje drugie spotkanie z twórczością Delacourta i po raz kolejny jestem zachwycona. Tutaj recenzowałam Pisarza rodzinnego
Tym razem autor także zabrał mnie w kręgi rodzinne, ale do familii zupełnie odmiennej od tej z poprzedniej książki. Chociaż, jakby tak się zastanowić, to jednak obie rodziny nie tak bardzo się różnią od siebie. Ale po kolei...
Główną bohaterką jest kobieta, jakich mnóstwo, 47-letnia właścicielka pasmanterii, która jak fortuna na wozie - raz na górze raz na dole, ale jakoś się toczy dalej. Nasza bohaterka, to kobieta lekko przy kości, matka trojga dzieci (albo dwojga, zależy, jak na to spojrzeć), żona od lat tego samego męża, którego imię wypisane jest na szyldzie pasmanterii (do tej pory nie wiem dlaczego, przecież to nie on w niej pracuje?!). Kobieta wiezie normalne, pełne wzlotów i upadków życie, jest pogodna mimo kiepskiej koniunktury na rynku guzików, tasiemek i wprasowanek. Jak sama twierdzi jest szczęśliwa, niczego więcej od życia nie oczekuje mimo, iż całe jej dorosłe życie można podsumować stwierdzeniem..jakoś tak wyszło...
Jednak niespodziewane wydarzenie weryfikuje jej oczekiwania wobec życia. Po Francji rozchodzi się lotem błyskawicy wiadomość - stawka dwa euro. Gra na chybił-trafił. Szczęśliwiec wygrywa 18 547 301 euro i 28 centów. I tym szczęśliwcem jest nasza bohaterka. Pierwszą jej reakcją jest omdlenie. Ze wszech miar zrozumiałe. Prawdopodobnie tak samo bym zareagowała.
Jednak to co wydarzy się póżniej zdziwiło mnie, zasmuciło i skłoniło do refleksji. W tym momencie można by sparafrazować znane powiedzenie, twierdząc, iż każda wygrana ma swoją cenę. Niestety. Pogodną dotychczas właścicielkę pasmanterii także dopada proza życia, jego ciemne strony, a lekcja jakiej pomimo (a może za sprawą) wygranej doznaje jest niezwykle bolesna, ale i potrzebna.
Lista moich zachcianek to majstersztyk. Za pomocą banalnej z pozoru opowieści Delacourt ukazuje cała paletę barw życia, od euforycznych pomarańczy i czerwieni (tak wg. naszej bohaterki momentami wygląda jej życie), poprzez szarości (jakoś tak w życiu wyszło), po brązy i czernie (efekt wielomilionowej wygranej).
Książkę czyta się błyskawicznie. To lektura z typu tych, przy których zapomina się o tym co obok, chłonie się natomiast treść. Język jakiego używa Delacourt jest prosty, ale przy tym odrobinę refleksyjny, z garścią niedomówień, lekko satyryczny, złośliwy, na pewno bardzo spostrzegawczy. Nie każdemu musi taki styl odpowiadać. Mnie bardzo przypadł do gustu. Urzekło mnie celne oko pisarza i poruszanie niezwykle ważnych spraw pod płaszczykiem lekkiej ironii.
Wiele jest w książce zdań, które na dłużej zapadają w pamięć. Mnie najbardziej urzekło to, jakże prawdziwe stwierdzenie: Sami widzicie, ludzie zawsze się okłamują. Bo miłość nie wytrzymałaby prawdy.
Gorąco zachęcam do lektury.

sobota, 10 listopada 2012

Pisarz rodzinny - Gregoire Delacourt

Wydawnictwo Drzewo Babel, Okładka miękka ze skrzydełkami, 195 s., Moja ocena 5,5/6
Édouard, który jest głównym bohaterem tej odrobinkę zwariowanej opowieści, w momencie, gdy go poznajemy ma zaledwie 7 lat, ale już  debiutuje jako poeta na pierwszych kartach książki. I właśnie w tym wiekopomnym momencie jego życia rozpoczynamy znajomość z nim.  

Towarzyszyć Edouardowi będziemy przez wiele, wiele lat.




Ale wracajmy do początku. Wszystko zaczyna się od krótkiego wiersza, a raczej rymowanki:
Mamo
Nie jesteś piżamą
Tatku
Płyniesz na dużym statku
Babciu
Mysz się schowała w kapciu
Dziadziusiu
Wszyscy robią siusiu.

Sami przyznacie...mało ambitne. Ale nie dla rodziców Edourada, którzy wręcz puchną z dumy. Sam  mały poeta także jest zachwycony, ale szybko zauważa, że zaczyna nad nim ciążyć niczym przysłowiowy miecz Damoklesa, odpowiedzialność, za szczęście swoje i rodziców, wręcz za ich zdrowie psychiczne. Owo szczęście i zdrowie zależą od...tego, co stworzy Edouard. Można śmiało stwierdzić, że ten jednorazowy wybryk poetycki zdeterminował całe póżniejsze życie chłopca. Tym bardziej, że samorodny talent, jak szybko się objawił, tak szybko zniknął...a jeszcze szybciej okazało się, że zgodnie ze starym przysłowiem – łaska pańska (czyli w tym wypadku miłość rodziców) na pstrym koniu jeździ. Chłopiec trafia do internatu, gdzie jego tłamszony (przez..no właśnie nie wiem przez co:)) talent objawia się nagle w pisaniu donosów na murach szkoły i w toalecie.
Kolejne lata Edouarda są konsekwencją tych wydarzeń, słowo i wszystko co z nim  związane, cały czas mu towarzyszą.
Grégoire Delacourt w niezwykle zabawny, ale i trafny sposób opisuje, jakie konsekwencje może na przestrzeni wielu lat mieć jedno, z pozoru niewiele znaczące wydarzenie. Mamy okazję podglądać nie tylko perypetie Edouarda, ale także jego rodziny. Śledzimy także niezwykle skomplikowane relacje na linii Edouard – rodzice, które wraz z wiekiem niestety nie poprawiają się. Kilkakrotnie w trakcie lektury miałam wrażenie, że obu stronom zabrakło słowa, tego jednego lub dwóch, które mogły całkowicie odmienić relacje między nimi, a w konsekwencji zmienić ich życie. Czyli na każdym etapie życia Edouarda słowa stają się najważniejsze. To właśnie słowa zrobiły z niego tytułowego pisarza rodzinnego, słowa stworzyły z niego anonimowego szkolnego graficiarza, słowa zaprowadziły go na kurs pisarski, gdzie .....(nie zdradzę, sami w trakcie lektury dowiecie się)...., słowa dały mu pracę....
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Delacourta, ale mam nadzieję, że nie ostatnie. Autor opisując rodzinę Edouarda w rzeczywistości opisał każdą przeciętną rodzinę z jej ambicjami, nadziejami, porażkami, których jest dużo więcej niż sukcesów. Wiele w tej opowieści gorzkich prawd, tragicznych momentów, ale wszystko to zabarwione niesamowitą nutką ironii. Kilkakrotnie w trakcie lektury wybuchałam śmiechem, jak np. w trakcie samobójczego skoku z okna brata Edouarda, w trakcie którego samobójca..zabił bawiące się pod oknem dziecko....Może mało śmieszny, ba wręcz tragiczny moment, ale Delacourt tak go opisał, że nie mogłam zahamować nad śmiechem. Jedną kwestią jest co autor opisał, ale ważniejsze, jak to zrobił, a zrobił iście po mistrzowsku.
Musicie sięgnąć po Pisarza rodzinnego, ku poprawie humoru i ku przestrodze, że czasami warto powiedzieć jedno słowo mniej, ale trzeba także pamiętać żeby słów nie powiedzieć za mało.

Grégoire Delacourt Urodził się w 1960 r. w Valenciennes. Jest autorem reklam. Pisarz rodzinny, jego debiut literacki, nagrodzony, m.in. Prix Marcel Pagnol, Rive Gauche à Paris, Coeur de France oraz druga powieść, Lista moich zachcianek, trafiły na listy bestsellerów we Francji, a prawa do nich sprzedano do ponad dwudziestu krajów.
Co pan robi w roku...? (Pytam się sam o siebie)
1960 Przychodzi na świat w Valenciennes (departament Nord).
1973 Pisze na papierowej serwetce J’aimerais sortir avec toi [Chciałbym z tobą chodzić] i wysyła to do niejakiej Jeanne. Pierwsza klęska pisarska.
1978 W dniu swych osiemnastych urodzin publikuje artykuł w „Le Monde”.
1979 Matura, ledwo ledwo.
1982 Zaczyna pracować w reklamie.
1989 Otrzymuje największe światowe nagrody za reklamę.
1999 Wciąż pracuje w reklamie.
2004 Wylewają go z agencji, w której pracował, a on – niepoprawny – nazajutrz zakłada własną agencję reklamową.
2009 Postanawia napisać zdanie nieco dłuższe niż na przykład Bez wody uroda więdnie dla firmy Caudalie albo Zabójca zmarszczek dla Sephory i wychodzi z tego Pisarz rodzinny, jego pierwsza powieść.
2011 12 stycznia rano: ukazuje się jego pierwsza powieść. 12 stycznia wieczorem: nie traci przytomności. W roku 2011 otrzymuje za Pisarza rodzinnego pięć nagród literackich: Prix Marcel Pagnol, Prix Carrefour du Premier Roman, Prix Rive Gauche à Paris, Prix Coeur de France, Prix Meo Camuzet du Premier Roman. (Ale nie zrywa z reklamą).
2012 1 lutego. Ukazuje się jego druga powieść, La liste de mes envies [Lista moich zachcianek, polska premiera marzec 2013], obecnie już sprzedana do dwudziestu trzech krajów. Książka, którą ten niepoprawny człowiek reklamy skomentował tak: Delacourt to cholernie fajna kobicina.