Wydawnictwo Oficynka, Moja ocena 5/6
Hobbysta, to II tom całkiem niezłej serii z komisarzem Barnabą Uszkierem w roli głównej. I tom - Literat recenzowałam tutaj - klik.
Hobbysta jest jeszcze lepszy, jeszcze bardziej dopracowany niż Literat, a dodatkowo wyjątkowo...nowatorski.
Haj na porządny, rasowy kryminał przystało, mamy trupa, i to nie byle jakiego. Zwłoki zostają znalezione (podobnie, jak w części I serii) w niezwykle ciekawym miejscu. Jest nim poligon w okolicach jeziora Krosino. Co gorsza, w detektywów postanawiają zabawić się dwaj bardzo małoletni synowie Uszkiera. Dokonują oni odkrycia, które ojciec z początku lekceważy. Jak się okaże - niesłusznie, bowiem... a tego to już nie zdradzę. Akcja jest bowiem niezwykła, zaskakująca i szkoda byłoby odbierać czytelnikom elementu zaskoczenia poprzez zdradzenie zbyt dużego fragmentu fabuły. Zachęcam za to do sięgnięcia po tę z pozoru banalną, a jak szybko pokazuje treść - bardzo niezwykłą książkę.
To co bardzo podobało mi się w Hobbyście, to niezwykle szczegółowo przedstawione dochodzenie i to w każdym calu. Autorka zabieg, jaki często stosują głównie amerykańscy pisarze, zaadaptowała na naszym gruncie. Z doskonałym skutkiem. Już od pierwszych chwil pracy ekipy śledczej rzuca się w oczy iż pisarka jest wielką wielbicielką pracy policji i całej otoczki z tym związanej. Przy czym wplecenie wszystkich szczegółów policyjnej pracy w treść książki jest tak mistrzowskie, iż w trakcie lektury miałam cały czas wrażenie, jakbym chodziła za policjantami krok w krok, patrzyła im na ręce, śledziła wszystkie ich poczynania.
W książce znajdziemy dodatkowo kilka nagłych zwrotów akcji, błędnych tropów, które czytelnika wprowadzają w przysłowiową ciemną uliczkę oraz całą gamę niezwykłych bohaterów. Przy czym bohaterów drugoplanowych jest dużo więcej niż tych z planu pierwszego. Ale bez obaw. Fabuła jest niezwykle umiejętnie i konsekwentnie prowadzona, bohaterowie podobnie. Nic się nie urywa, nie gubi, nie znika bez przyczyny, jak to ma miejsce u wielu innych autorów.
Plus należy się także za wprowadzenie do fabuły osoby entomologa, czyli speca od owadów wszelakich. Okaże się on osobą ważną i niezwykłą.
W
książce brak filozofowania, podtekstów społecznych, zagmatwanych
konstrukcji psychologicznych, wywracania charakteru oprawcy na piątą z
kolei stronę. Dla mnie to zaleta.
Hobbysta jest doskonałą (nad podziw doskonałą, bo sielska okładka zwiastuje coś innego) powieścią kryminalną, o tyle cenną, iż naszą, polską. Realia i sprawy, jakie opisuje autorka mogą stać się udziałem bez mała każdego z nas. No i zaskakujące zakończenie, które tym bardziej zadziwia, iż ofiara to taka spokojna osoba...
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
czwartek, 8 października 2015
środa, 7 października 2015
Eskorta - Glendon Swarthouth
Wydawnictwo Czarne, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Doskonała książka, którą czyta się z wielka przyjemnością w mgnieniu oka.
Oparta na faktach powieść do napisania której autor zbierał materiały przez..8 lat. Po jej lekturze nie dziwi mnie absolutnie, iż efekt końcowy, czyli niniejsza książka, uhonorowany został wieloma nagrodami, m.in. Western Writers of America’s Spur Award oraz Western Heritage Wrangler Award. Ogromnym plusem książki jest mistrzowskie wręcz oddanie realiów miejsca, epoki. Opisywane przez autora szczegóły dot. zarówno jedzenia, umeblowania domów, ubioru, jak i np. porodu, budowania lepianek, wyposażenia osadniczych wozów, przesądów. Genialne.
Powieść z klasycznym westernowym klimatem poświęcona jest o dziwo nie westernowym zabijakom, a niebanalnym, dzielnym kobietom, które w wielu przypadkach lepiej radziły sobie z życiem i jego przeciwnościami niż ich mężczyźni. Eskorta to swoisty hołd dla pionierek Dzikiego Zachodu, o których w kontekście owych podbojów na ogół się zapomina.
Akcja książki rozpoczyna się pewnej niezwykle mrocznej zimy, która z różnych przyczyn zbiera okrutne żniwo wśród rodzin amerykańskich osadników. Choroby, głód, śmierć są na porządku dziennym. Dodatkowo cztery kobiety popadają w obłęd.
Kiedy mężowie nie mogą już zapewnić swoim żonom godziwej opieki, za radą pastora postanawiają odesłać je na wschód, do ich rodzin. Nikt jednak nie pali się do tego zadania. W końcu podejmuje się go Mary Bee Caddy, była nauczycielka, odważna, zadziorna i niezależna tak na oko ok. 40-letnia stara panna. Kobieta zdobywa też niezwykłego pomocnika. Razem wyruszają w długą i pełną niebezpieczeństw podróż, której przebieg i wszystko co z nią związane jest kwintesencją opowieści.
Książka skupia się nie na westernowych klimatach samych w sobie, a na kobietach, które przewijają się przez cała fabułę i są jej trzonem.
Autor całkowicie wywraca nasze wyobrażenie o Dzikim Zachodzie, o tym, jak to sielsko anielsko (niczym w Domku na prerii) żyło się w dzikich ostępach dopiero co kolonizowanej Ameryki.
Swarthout w iście mistrzowski sposób opisuje zmagania kobiet i ich mężczyzn z pionierskim życiem i naturą.
Fascynująco został ukazany kontrast między Mary Bee Caddy w/w starą panną, eskortującą kobiety, a życiem tka po prostu. Mary wbrew powszechnemu mniemaniu jest pełna strachów, boi się bez mala wszystkiego, ale wie, że musi dać radę. Kobieta przezwycięża swoje liczne lęki, bo wie, że musi.
Wbrew pozorom, choć to lektura niezbyt gruba, z przyjemnym literacko początkiem, nie jest to powieść łatwa, choć niezwykle przyjemna. Trud jej poznania zwiększa się z każdym kolejnym przeczytanym akapitem. Ale warto zadać sobie ten trud, warto czytać. Genialna książka, choć tak niepozorna.
Recenzja mojego męża.
Doskonała książka, którą czyta się z wielka przyjemnością w mgnieniu oka.
Oparta na faktach powieść do napisania której autor zbierał materiały przez..8 lat. Po jej lekturze nie dziwi mnie absolutnie, iż efekt końcowy, czyli niniejsza książka, uhonorowany został wieloma nagrodami, m.in. Western Writers of America’s Spur Award oraz Western Heritage Wrangler Award. Ogromnym plusem książki jest mistrzowskie wręcz oddanie realiów miejsca, epoki. Opisywane przez autora szczegóły dot. zarówno jedzenia, umeblowania domów, ubioru, jak i np. porodu, budowania lepianek, wyposażenia osadniczych wozów, przesądów. Genialne.
Powieść z klasycznym westernowym klimatem poświęcona jest o dziwo nie westernowym zabijakom, a niebanalnym, dzielnym kobietom, które w wielu przypadkach lepiej radziły sobie z życiem i jego przeciwnościami niż ich mężczyźni. Eskorta to swoisty hołd dla pionierek Dzikiego Zachodu, o których w kontekście owych podbojów na ogół się zapomina.
Akcja książki rozpoczyna się pewnej niezwykle mrocznej zimy, która z różnych przyczyn zbiera okrutne żniwo wśród rodzin amerykańskich osadników. Choroby, głód, śmierć są na porządku dziennym. Dodatkowo cztery kobiety popadają w obłęd.
Kiedy mężowie nie mogą już zapewnić swoim żonom godziwej opieki, za radą pastora postanawiają odesłać je na wschód, do ich rodzin. Nikt jednak nie pali się do tego zadania. W końcu podejmuje się go Mary Bee Caddy, była nauczycielka, odważna, zadziorna i niezależna tak na oko ok. 40-letnia stara panna. Kobieta zdobywa też niezwykłego pomocnika. Razem wyruszają w długą i pełną niebezpieczeństw podróż, której przebieg i wszystko co z nią związane jest kwintesencją opowieści.
Książka skupia się nie na westernowych klimatach samych w sobie, a na kobietach, które przewijają się przez cała fabułę i są jej trzonem.
Autor całkowicie wywraca nasze wyobrażenie o Dzikim Zachodzie, o tym, jak to sielsko anielsko (niczym w Domku na prerii) żyło się w dzikich ostępach dopiero co kolonizowanej Ameryki.
Swarthout w iście mistrzowski sposób opisuje zmagania kobiet i ich mężczyzn z pionierskim życiem i naturą.
Fascynująco został ukazany kontrast między Mary Bee Caddy w/w starą panną, eskortującą kobiety, a życiem tka po prostu. Mary wbrew powszechnemu mniemaniu jest pełna strachów, boi się bez mala wszystkiego, ale wie, że musi dać radę. Kobieta przezwycięża swoje liczne lęki, bo wie, że musi.
Wbrew pozorom, choć to lektura niezbyt gruba, z przyjemnym literacko początkiem, nie jest to powieść łatwa, choć niezwykle przyjemna. Trud jej poznania zwiększa się z każdym kolejnym przeczytanym akapitem. Ale warto zadać sobie ten trud, warto czytać. Genialna książka, choć tak niepozorna.
wtorek, 6 października 2015
Dom na niebie. Nie poddać się. Dziennikarka w niewoli somalijskich porywaczy- Amanda Lindhout, Sara Corbett
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4,5/6
Tytuł i podtytuł niniejszej książki mówią same za siebie, sygnalizują o czym ona jest, co jest jej treścią. Ale tylko sygnalizują, ponieważ z każdą kolejna stroną byłam coraz bardziej zszokowana i przerażona, ale i z różnych powodów pełna podziwu. Ale po kolei.
Współautorka i bohaterka książki, Amanda Lindhout już od dziecka (jak zapewne większość osób) uciekała w świat wyobraźni, marzyła o dalekich wyprawach, niedostępnych miejscach. Gdy stała się dorosła postanowiła urzeczywistnić dziecinne, młodzieńcze marzenia. Z plecakiem wędrowała przez większą część świata, poznając jego zakątki od podszewki.
Zwiedziła m.in. Amerykę Łacińską, Laos, Bangladesz i Indie, a potem, z każdą przygodą nabierając odwagi, pojechała do Sudanu, Syrii i Pakistanu. Mimo toczących się konfliktów zbrojnych i wielkiego niebezpieczeństwa, Amanda pojechała także do miejsc, które większość z nas omijałaby szerokim łukiem. Tymi krajami były Afganistan i Irak. Pracowała tam jako początkująca reporterka telewizyjna.
W sierpniu 2008 roku udała się w jeszcze groźniejszy region. A mianowicie pojechała do Somalii – „najbardziej niebezpiecznego miejsca na ziemi”. Czwartego dnia została uprowadzona przez grupę zamaskowanych mężczyzn.
Amanda spędziła w niewoli 460 dni. Przeszła na islam, żeby ocalić życie, podjęła też próbę ucieczki. Przetrwała dzięki odwadze i nadziei. W chwilach głębokiej rozpaczy odwiedzała powstały w wyobraźni Dom na Niebie (stąd tytuł książki), położony wysoko ponad światem kobiety przetrzymywanej w kompletnych ciemnościach, skutej łańcuchami i poddawanej torturom.
Opowieść o owych 460 dniach jest kwintesencją książki.
Na samym początku napisałam, że jestem pełna podziwu, ale i przerażenia. Tak jestem. Raz, z powodu tego, iż młoda, biała kobieta kilka lat temu nie bała się samotnie przemierzać odludne miejsca, wędrować po Azji, zapuszczać się w naprawdę niebezpieczne regiony. Głupota, odwaga, niefrasobliwość, bezmyślność? Trudno jednoznacznie określić.
Dwa z powodu niesamowicie traumatycznego dzieciństwa, w trakcie którego pozbawiona wsparcia dorosłych, tych którzy powinni być jej opoką, Amanda nauczyła się liczyć tylko na siebie.
Odwiedzając kolejne kraje Amanda Lindhout jest niejako naszym cicerone, prowadzi nas za rękę zaułkami, szlakami, do miejsc, które widziała. Tutaj drobny minus, ponieważ w moim odczuciu niektóre opisy mogłyby być odrobinę bardziej rozbudowane.
Opowieść snuta na kartach książki, a dot. poznanych regionów, jest ciekawa, inna, niekiedy groźna, ale nie zapowiada jeszcze tego, co spotka autorkę w Somalii. Pełno w tej historii zapachów, smaków, widoków, egzotyki. Momentami miałam odczucie, jakby reporterka chciała uśpić czujność czytelnika. Stąd to co spotkało ją w Somalii jest w trakcie lektury szokiem, wielkim kontrastem z wcześniejszymi opisami.
Gdy Amanda była więziona, gdy czytałam opisy tych koszmarnych 460 dni, zastanawiałam się jak ja zachowałabym się w w takiej sytuacji. Jednak prawdą jest, iż człowiek w skrajnych przypadkach wyzwala w sobie nadludzką siłę. wszystko po to, żeby przetrwać.
Dom na niebie, to dobrze napisana książka, którą czyta się z wypiekami na twarzy niecierpliwie przewracając kolejne kartki. Dobra, ciekawa lektura, o tyle cenna, iż jest to autentyczna historia. Polecam.
Współautorka i bohaterka książki, Amanda Lindhout już od dziecka (jak zapewne większość osób) uciekała w świat wyobraźni, marzyła o dalekich wyprawach, niedostępnych miejscach. Gdy stała się dorosła postanowiła urzeczywistnić dziecinne, młodzieńcze marzenia. Z plecakiem wędrowała przez większą część świata, poznając jego zakątki od podszewki.
Zwiedziła m.in. Amerykę Łacińską, Laos, Bangladesz i Indie, a potem, z każdą przygodą nabierając odwagi, pojechała do Sudanu, Syrii i Pakistanu. Mimo toczących się konfliktów zbrojnych i wielkiego niebezpieczeństwa, Amanda pojechała także do miejsc, które większość z nas omijałaby szerokim łukiem. Tymi krajami były Afganistan i Irak. Pracowała tam jako początkująca reporterka telewizyjna.
W sierpniu 2008 roku udała się w jeszcze groźniejszy region. A mianowicie pojechała do Somalii – „najbardziej niebezpiecznego miejsca na ziemi”. Czwartego dnia została uprowadzona przez grupę zamaskowanych mężczyzn.
Amanda spędziła w niewoli 460 dni. Przeszła na islam, żeby ocalić życie, podjęła też próbę ucieczki. Przetrwała dzięki odwadze i nadziei. W chwilach głębokiej rozpaczy odwiedzała powstały w wyobraźni Dom na Niebie (stąd tytuł książki), położony wysoko ponad światem kobiety przetrzymywanej w kompletnych ciemnościach, skutej łańcuchami i poddawanej torturom.
Opowieść o owych 460 dniach jest kwintesencją książki.
Na samym początku napisałam, że jestem pełna podziwu, ale i przerażenia. Tak jestem. Raz, z powodu tego, iż młoda, biała kobieta kilka lat temu nie bała się samotnie przemierzać odludne miejsca, wędrować po Azji, zapuszczać się w naprawdę niebezpieczne regiony. Głupota, odwaga, niefrasobliwość, bezmyślność? Trudno jednoznacznie określić.
Dwa z powodu niesamowicie traumatycznego dzieciństwa, w trakcie którego pozbawiona wsparcia dorosłych, tych którzy powinni być jej opoką, Amanda nauczyła się liczyć tylko na siebie.
Odwiedzając kolejne kraje Amanda Lindhout jest niejako naszym cicerone, prowadzi nas za rękę zaułkami, szlakami, do miejsc, które widziała. Tutaj drobny minus, ponieważ w moim odczuciu niektóre opisy mogłyby być odrobinę bardziej rozbudowane.
Opowieść snuta na kartach książki, a dot. poznanych regionów, jest ciekawa, inna, niekiedy groźna, ale nie zapowiada jeszcze tego, co spotka autorkę w Somalii. Pełno w tej historii zapachów, smaków, widoków, egzotyki. Momentami miałam odczucie, jakby reporterka chciała uśpić czujność czytelnika. Stąd to co spotkało ją w Somalii jest w trakcie lektury szokiem, wielkim kontrastem z wcześniejszymi opisami.
Gdy Amanda była więziona, gdy czytałam opisy tych koszmarnych 460 dni, zastanawiałam się jak ja zachowałabym się w w takiej sytuacji. Jednak prawdą jest, iż człowiek w skrajnych przypadkach wyzwala w sobie nadludzką siłę. wszystko po to, żeby przetrwać.
Dom na niebie, to dobrze napisana książka, którą czyta się z wypiekami na twarzy niecierpliwie przewracając kolejne kartki. Dobra, ciekawa lektura, o tyle cenna, iż jest to autentyczna historia. Polecam.
Nowa książka pióra Mariusza Urbanka..
WIENIAWA
SZWOLEŻER NA PEGAZIE
SZWOLEŻER NA PEGAZIE
Wieniawa połączył w swoim życiu rzeczy
skrajnie różne. Był lekarzem i żołnierzem podczas wielkiej wojny
1914–1918, a potem podczas wojny polsko-bolszewickiej. Był adiutantem i
przyjacielem marszałka Józefa Piłsudskiego, towarzyszem zabaw i
bohaterem wierszy największych ówczesnych poetów – Tuwima, Słonimskiego,
Wierzyńskiego (esej poświęcił mu sam Gilbert Keith Chesterton). Był
ambasadorem w Rzymie i przez cztery dni, we wrześniu 1939 roku,
prezydentem Rzeczypospolitej. Ale najbardziej przylgnął doń tytuł, który
i on sam chyba najwięcej ukochał: Pierwszy Ułan II Rzeczypospolitej.
Mariusz Urbanek autor wielu poczytnych biografii, m.in. generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego – Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie (1991), Leopolda Tyrmanda – Zły Tyrmand (1992), Stefana Kisielewskiego – Kisiel (1997), Władysława Broniewskiego – Broniewski. Miłość, wódka, polityka (2011) i Juliana Tuwima – Tuwim. Wylękniony bluźnierca (2013), Stefana Banacha, Hugo Steinhausa, Stanisława Ulama, Stanisława Mazura, Antoniego Łomnickiego – Genialni. Lwowska szkoła matematyczna (2014), oraz wyboru felietonów publikowanych w miesięczniku “Odra” - Przecieki niekontrolowane (2001).
Jest także autorem bajek – Mostek czarownic. Baśnie wrocławskie (1996) i Baśnie dolnośląskie (2005), satyrycznej historii Wrocławia – Zrób sobie Wrocław (1997, z ilustracjami Tomasza Brody) oraz subiektywnego przewodnika – Dolny Śląsk. Siedem stron świata.
Jest dziennikarzem „Odry” i kierownikiem Gabinetu Świadków Historii w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, gdzie sprawuje pieczę m.in. nad archiwum Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Władysława Bartoszewskiego.
Jest także autorem bajek – Mostek czarownic. Baśnie wrocławskie (1996) i Baśnie dolnośląskie (2005), satyrycznej historii Wrocławia – Zrób sobie Wrocław (1997, z ilustracjami Tomasza Brody) oraz subiektywnego przewodnika – Dolny Śląsk. Siedem stron świata.
Jest dziennikarzem „Odry” i kierownikiem Gabinetu Świadków Historii w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, gdzie sprawuje pieczę m.in. nad archiwum Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Władysława Bartoszewskiego.
Moje recenzje książek Urbanka...
poniedziałek, 5 października 2015
Henning Mankell nie żyje:(
To jeden z najbardziej lubianych przeze mnie szwedzkich pisarzy. Pd jego książek zaczęła się moja przygoda z kryminałami skandynawskimi. Wielka szkoda.
Zmarł szwedzki pisarz Henning Mankell - autor cyklu książek o komisarzu Kurcie Wallanderze. Mankell miał 67 lat, chorował na raka płuc. O swojej chorobie poinformował w ubiegłym roku.
Henning Mankell urodził się 3 lutego 1948 r. w Sztokholmie.
W Polsce, podobnie jak w większości krajów poza rodzinną Szwecją, popularność przyniosła mu seria powieści kryminalnych, których bohaterem jest komisarz policji Kurt Wallander. Najpopularniejsze z nich to "Morderca bez twarzy", "Biała lwica", "Zapora" i "O krok".
Mankell pisał też powieści obyczajowe, książki dla młodzieży, sztuki teatralne i scenariusze filmowe. W swoich dziełach poruszał problemy społeczne i polityczne.
Zmarł szwedzki pisarz Henning Mankell - autor cyklu książek o komisarzu Kurcie Wallanderze. Mankell miał 67 lat, chorował na raka płuc. O swojej chorobie poinformował w ubiegłym roku.
Henning Mankell urodził się 3 lutego 1948 r. w Sztokholmie.
W Polsce, podobnie jak w większości krajów poza rodzinną Szwecją, popularność przyniosła mu seria powieści kryminalnych, których bohaterem jest komisarz policji Kurt Wallander. Najpopularniejsze z nich to "Morderca bez twarzy", "Biała lwica", "Zapora" i "O krok".
Mankell pisał też powieści obyczajowe, książki dla młodzieży, sztuki teatralne i scenariusze filmowe. W swoich dziełach poruszał problemy społeczne i polityczne.
niedziela, 4 października 2015
Tajemnice zamku
Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5/6
Bardzo dobra powieść, którą mimo sporej objętości (ponad 500 stron) przeczytałam bardzo szybko. Jest to na równi zasługa ciekawej dwupłaszczyznowej historii, jak i zręcznego pióra autorki. To drugie jest chyba nawet ważniejsze. Ileż było takich przypadków, że ciekawa historia została popsuta przez grafomańskie próby pseudopisarzy.
W tym przypadku nie ma się czego obawiać. Lucinda Riley stanęła na wysokości zadania i napisała bardzo ciekawą książkę, której akcja toczy się współcześnie we Francji, Anglii i USA oraz w trakcie II wojny światowej we Francji i Anglii.Bohaterki są trzy - dwie niezwykłe kobiety i jedna równie niezwykła u z różnych powodów bardzo cenna książka.
Współcześnie - Emilie, zakompleksiona spadkobierczyni wielkiej szlacheckiej fortuny, odcinająca się od swoich korzeni, w spadku po matce, która całe życie traktowała ja ozięble, dziedziczy posiadłości rodowe wraz z wielka biblioteką. Kobieta mająca w związku ze spadkiem bardzo złe wspomnienia, chce jak najszybciej spieniężyć dobra i wrócić do swojego skromnego mieszkania i pracy. Robi się jej jednak żal zamku z biblioteką i kolekcją starych książek, w którym wraz z tak wcześnie utraconym, ukochanym ojcem spędziła najszczęśliwsze chwile swojego dzieciństwa. Postanawia więc odrestaurować popadający w ruinę zabytek. Od tego momentu zaczyna się niezwykła opowieść, dzięki której poznamy skomplikowane losy dwóch odważnych kobiet - tej z teraźniejszości i tej sprzed 70 lat, dowiemy się, jak banalny z pozoru czyn może wpłynąć na losy kilkunastu osób.
Dzięki odkrytemu w rodowej bibliotece notesowi z zapiskami wojennego szpiega w spódnicy, Emilie pozna dzieje własnej rodziny i zrozumie zachowanie wielu jej członków, a także zdoła inaczej pokierować swoim losem i zda sobie sprawę co tak na prawdę liczy się w życiu.
Znamiennym jest fakt, iż w losy obu tak różnych, a jednocześnie niezwykle do siebie podobnych kobiet, wmieszają się dwaj bracia, którzy zdecydują o losie swoim i najbliższych.
Książka jest bardzo dobrze napisana, lekko, ale nie infantylnie (mimo z pozoru błahego tematu), czego nie ukrywam na początku trochę się obawiałam.
Ogromnym plusem jest doskonale nakreślenie realiów epok i miejsc, zarówno w przypadku Emilie, jak i Constance. Zamek francuskiej arystokracji, londyńskie galeria malarskie, stara biblioteka, francuska winnica, francuski ruch oporu, angielski sabotaż, świst kul, mundury ssmanów, zapach starych ksiąg i w tle wielkie miłości oraz książki.
Doskonała opowieść, która jestem o tym przekonana, także was zadowoli.
Zachęcam do lektury.
Przeczytaj fragment książki zanim kupisz (klik).
Bardzo dobra powieść, którą mimo sporej objętości (ponad 500 stron) przeczytałam bardzo szybko. Jest to na równi zasługa ciekawej dwupłaszczyznowej historii, jak i zręcznego pióra autorki. To drugie jest chyba nawet ważniejsze. Ileż było takich przypadków, że ciekawa historia została popsuta przez grafomańskie próby pseudopisarzy.
W tym przypadku nie ma się czego obawiać. Lucinda Riley stanęła na wysokości zadania i napisała bardzo ciekawą książkę, której akcja toczy się współcześnie we Francji, Anglii i USA oraz w trakcie II wojny światowej we Francji i Anglii.Bohaterki są trzy - dwie niezwykłe kobiety i jedna równie niezwykła u z różnych powodów bardzo cenna książka.
Współcześnie - Emilie, zakompleksiona spadkobierczyni wielkiej szlacheckiej fortuny, odcinająca się od swoich korzeni, w spadku po matce, która całe życie traktowała ja ozięble, dziedziczy posiadłości rodowe wraz z wielka biblioteką. Kobieta mająca w związku ze spadkiem bardzo złe wspomnienia, chce jak najszybciej spieniężyć dobra i wrócić do swojego skromnego mieszkania i pracy. Robi się jej jednak żal zamku z biblioteką i kolekcją starych książek, w którym wraz z tak wcześnie utraconym, ukochanym ojcem spędziła najszczęśliwsze chwile swojego dzieciństwa. Postanawia więc odrestaurować popadający w ruinę zabytek. Od tego momentu zaczyna się niezwykła opowieść, dzięki której poznamy skomplikowane losy dwóch odważnych kobiet - tej z teraźniejszości i tej sprzed 70 lat, dowiemy się, jak banalny z pozoru czyn może wpłynąć na losy kilkunastu osób.
Dzięki odkrytemu w rodowej bibliotece notesowi z zapiskami wojennego szpiega w spódnicy, Emilie pozna dzieje własnej rodziny i zrozumie zachowanie wielu jej członków, a także zdoła inaczej pokierować swoim losem i zda sobie sprawę co tak na prawdę liczy się w życiu.
Znamiennym jest fakt, iż w losy obu tak różnych, a jednocześnie niezwykle do siebie podobnych kobiet, wmieszają się dwaj bracia, którzy zdecydują o losie swoim i najbliższych.
Książka jest bardzo dobrze napisana, lekko, ale nie infantylnie (mimo z pozoru błahego tematu), czego nie ukrywam na początku trochę się obawiałam.
Ogromnym plusem jest doskonale nakreślenie realiów epok i miejsc, zarówno w przypadku Emilie, jak i Constance. Zamek francuskiej arystokracji, londyńskie galeria malarskie, stara biblioteka, francuska winnica, francuski ruch oporu, angielski sabotaż, świst kul, mundury ssmanów, zapach starych ksiąg i w tle wielkie miłości oraz książki.
Doskonała opowieść, która jestem o tym przekonana, także was zadowoli.
Zachęcam do lektury.
Przeczytaj fragment książki zanim kupisz (klik).
Papierowe pieniądze - Ken Follett
Wydawnictwo Albatros, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.
Ken Follett, to znany na świecie autor kilkudziesięciu już książek. Pisarz powiedział kiedyś o Papierowych pieniądzach, iż to najlepsza z jego książek, która nie odniosła sukcesu. I coś w tym jest. Książka jest stosunkowo mało znana, a dobra. Warto po nią sięgnąć.
Krótka, do szybkiego przeczytania opowieść, choć licząca już blisko 40 lat, to poruszająca ponadczasowe kwestie - władza, płatny seks, szantaż, korupcja, polityka, pieniądze, seks.
Plusy to szybka akcja, fabuła rozgrywająca się w ciągu zaledwie kilku godzin, dodam - niezwykle błyskotliwa fabuła i fakt, iż obojętnie w jakim okresie czasu, w którym roku przeczytalibyśmy Papierowe pieniądze, treść, wymowa, przestroga będą nadal aktualne. Prezentowane są bowiem instynkty, żądze odwiecznie nierozerwalnie związane z mrokiem ludzkiej duszy. Ukazane na kartach książki londyńskie społeczeństwo lat 70. XX wieku możemy śmiało przenieść w dowolne miejsce globu w dowolnym czasie.
Z pewnością nie jest to powieść dla wszystkich, nie wszystkim przypadnie do gustu, czy to z powodu braku jednego, wyraźnego bohatera, czy z powodu niebanalnej konstrukcji i rzadko spotykanej w literaturze zmiennej narracji.
Poza tym jest to wyrafinowana opowieść, daleka od tych ala amerykański film akcji, gdzie bohatera zbili i on zaraz uciekł.
Jest to także książka wymagająca uwagi, skupienia i nie ukrywam myślenia. Bowiem ogrom postaci i wątków powoduje, iż w lekturę trzeba się zaangażować. W nagrodę dostaniemy jednak powieść dobrą, świetnie napisaną, której lektura jeżeli się postaramy będzie przyjemnością.
Zachęcam do lektury, warto.
Recenzja mojego męża.
Ken Follett, to znany na świecie autor kilkudziesięciu już książek. Pisarz powiedział kiedyś o Papierowych pieniądzach, iż to najlepsza z jego książek, która nie odniosła sukcesu. I coś w tym jest. Książka jest stosunkowo mało znana, a dobra. Warto po nią sięgnąć.
Krótka, do szybkiego przeczytania opowieść, choć licząca już blisko 40 lat, to poruszająca ponadczasowe kwestie - władza, płatny seks, szantaż, korupcja, polityka, pieniądze, seks.
Plusy to szybka akcja, fabuła rozgrywająca się w ciągu zaledwie kilku godzin, dodam - niezwykle błyskotliwa fabuła i fakt, iż obojętnie w jakim okresie czasu, w którym roku przeczytalibyśmy Papierowe pieniądze, treść, wymowa, przestroga będą nadal aktualne. Prezentowane są bowiem instynkty, żądze odwiecznie nierozerwalnie związane z mrokiem ludzkiej duszy. Ukazane na kartach książki londyńskie społeczeństwo lat 70. XX wieku możemy śmiało przenieść w dowolne miejsce globu w dowolnym czasie.
Z pewnością nie jest to powieść dla wszystkich, nie wszystkim przypadnie do gustu, czy to z powodu braku jednego, wyraźnego bohatera, czy z powodu niebanalnej konstrukcji i rzadko spotykanej w literaturze zmiennej narracji.
Poza tym jest to wyrafinowana opowieść, daleka od tych ala amerykański film akcji, gdzie bohatera zbili i on zaraz uciekł.
Jest to także książka wymagająca uwagi, skupienia i nie ukrywam myślenia. Bowiem ogrom postaci i wątków powoduje, iż w lekturę trzeba się zaangażować. W nagrodę dostaniemy jednak powieść dobrą, świetnie napisaną, której lektura jeżeli się postaramy będzie przyjemnością.
Zachęcam do lektury, warto.
sobota, 3 października 2015
Ciuciubabka - Faye Kellerman
Wydawnictwo Harper Collins Polska, Moja ocena 4/6
Faye Kellerman to amerykańska pisarka, autorka ponad 20 książek balansujących na pograniczu kryminału, thrillera i powieści obyczajowej.
Jej ulubionym bohaterem (występującym w kilku książkach) jest inteligentny zaangażowany w pracę porucznik z wydziału zabójstw Los Angeles, Peter Decker.
Pewnej nocy, wyrwany z błogiego snu, Decker dostaje od współpracownicy alarmującą wiadomość - na pobliskim ranczu miejscowego miliardera znaleziono zwłoki 5 osób, w tym trzech osób z rodziny bogacza. Od początku policjant wie, iż taka sprawa nie będzie jedną z wielu. Na ręce policjantom będą patrzeć wszyscy, a o tym śledztwie będzie głośno.
Od pierwszej chwili przeraża okrucieństwo dokonanych zbrodni i tajemnicą pozostaje, jak napastnik włamał się na luksusowe ranczo, które całą dobę jest strzeżone przez armię ochroniarzy. Dodatkowo zagadką pozostaje, jak zabójca (lub zabójcy- co z każdą chwil staje się coraz bardziej prawdopodobne) nie pogubili się w liczącej ponad 1000 m kwadratowych, pełnej zakamarków i korytarzy posiadłości, w której gubi się nawet policja i pracownicy.
Z każdą w zasadzie godziną prowadzenia śledztwa mnożą się kolejne zagadki, ale także znaki zapytania dot. życia bogaczy i działalności jednego z członków rodziny. Dlaczego wspierał wyłącznie byłych więźniów? Czy popełnił błąd, zatrudniając ich jako osobistych ochroniarzy?
A to dopiero początek pytań, na które muszą odpowiedzieć policjanci. A czas nagli, tym bardziej, iż zabójca rozpoczyna niebezpieczną grę przypominającą tytułową ciuciubabkę.
Faye Kellerman to amerykańska pisarka, autorka ponad 20 książek balansujących na pograniczu kryminału, thrillera i powieści obyczajowej.
Jej ulubionym bohaterem (występującym w kilku książkach) jest inteligentny zaangażowany w pracę porucznik z wydziału zabójstw Los Angeles, Peter Decker.
Pewnej nocy, wyrwany z błogiego snu, Decker dostaje od współpracownicy alarmującą wiadomość - na pobliskim ranczu miejscowego miliardera znaleziono zwłoki 5 osób, w tym trzech osób z rodziny bogacza. Od początku policjant wie, iż taka sprawa nie będzie jedną z wielu. Na ręce policjantom będą patrzeć wszyscy, a o tym śledztwie będzie głośno.
Od pierwszej chwili przeraża okrucieństwo dokonanych zbrodni i tajemnicą pozostaje, jak napastnik włamał się na luksusowe ranczo, które całą dobę jest strzeżone przez armię ochroniarzy. Dodatkowo zagadką pozostaje, jak zabójca (lub zabójcy- co z każdą chwil staje się coraz bardziej prawdopodobne) nie pogubili się w liczącej ponad 1000 m kwadratowych, pełnej zakamarków i korytarzy posiadłości, w której gubi się nawet policja i pracownicy.
Z każdą w zasadzie godziną prowadzenia śledztwa mnożą się kolejne zagadki, ale także znaki zapytania dot. życia bogaczy i działalności jednego z członków rodziny. Dlaczego wspierał wyłącznie byłych więźniów? Czy popełnił błąd, zatrudniając ich jako osobistych ochroniarzy?
A to dopiero początek pytań, na które muszą odpowiedzieć policjanci. A czas nagli, tym bardziej, iż zabójca rozpoczyna niebezpieczną grę przypominającą tytułową ciuciubabkę.
Faye Kellerman udało się napisać całkiem dobry kryminał i thriller w jednym. Akcja prowadzona jest niezwykle sprawnie, a liczne wątki prowadzone konsekwentnie do końca.
Autorka ukazując prace policji sprawia, iż czytelnik od początku śledzi całe dochodzenie, sprawdza tropy, które wraz z licznymi, mającymi alibi podejrzanymi tworzą niezłe kłębowisko poszlak.
Ogromnym plusem książki jest ciekawie i niebanalnie skonstruowana fabuła, która mimo, iż książka wydaje się być lekką lekturą, sprawia, iż trudno skończyć czytanie przed poznaniem zaskakującego rozwiązania sprawy.
Osoby szukające dobrej, trzymającej w napięciu, konsekwentnie prowadzonej historii, którą czyta się szybko, ale z wielką przyjemnością, powinny być lekturą Ciuciubabki usatysfakcjonowane.
Autorka ukazując prace policji sprawia, iż czytelnik od początku śledzi całe dochodzenie, sprawdza tropy, które wraz z licznymi, mającymi alibi podejrzanymi tworzą niezłe kłębowisko poszlak.
Ogromnym plusem książki jest ciekawie i niebanalnie skonstruowana fabuła, która mimo, iż książka wydaje się być lekką lekturą, sprawia, iż trudno skończyć czytanie przed poznaniem zaskakującego rozwiązania sprawy.
Osoby szukające dobrej, trzymającej w napięciu, konsekwentnie prowadzonej historii, którą czyta się szybko, ale z wielką przyjemnością, powinny być lekturą Ciuciubabki usatysfakcjonowane.
piątek, 2 października 2015
Arena szczurów - Marek Krajewski
Wydawnictwo Znak, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Arena szczurów to zgodnie z zapowiedziami autora, ostatnia część serii z Edwardem Popielskim w roli głównej. Popielski to fikcyjny bohater cyklu powieści kryminalnych Krajewskiego, m.in. Erynie, Liczby Charona.
Ilość przeczytanych tomów sprawia, iż w sumie wiem, czego po kolejnej książce się spodziewać. Bo Krajewski nie wprowadza nic nowego, nie funduje czytelnikowi rewolucji, ale paradoksalnie dzięki temu książki z Popielskim czyta się doskonale, sięgając po nie z sentymentem i ciekawością oraz pewnością, iż nie będzie to czas stracony.
Jak to w serii w każdym tomie bywa, tak i w tej finalnej części akcja toczy się dwutorowo- współcześnie i w 1948 roku.
W czasach współczesnych syn Popielskiego bada zaszyfrowane zapiski ojca pochodzące z okresu powojennego. W ten sposób próbuje on rozwikłać tajemnicę tożsamości ojca, raz na zawsze dojść do ładu z trudnymi relacjami z ojcem ze swoim postrzeganiem jego osoby.
A że okres powojenny do łatwych nie należał, zadanie, które drzemie przed synem byłego policjanta do łatwych i przyjemnych nie należy.
Wtedy to (w roku 1948) główny bohater, były lwowski komisarz policji, incognito przebywał w powojennym Darłowie, gdzie ukrywał się przed ówczesna rzeczywistością, która dopadła zbyt wielu. Ową rzeczywistością był UB. Jego fikcyjna tożsamość obejmuje także nowy zawód. Jest nim uczenie, Popielski staje się nauczycielem w miejscowej szkole. Niestety, ale zaplanowane przez naszego bohatera spokojne życie długo takim nie pozostało. Niejako mimo woli Popielski zostaje wplątany w bardzo niebezpieczne śledztwo, które całkowicie zmieni jego i tak pogmatwane życie w istne piekło.
Arenę szczurów mimo ohydnej zbrodni, której tematyka jest w książce poruszana, czyta się doskonale. Bardzo podobało mi się, iż pod płaszczykiem kryminalnej zagadki Krajewski ukazuje trudne i nie zawsze jasne, jednoznaczne powojenne losy naszych rodaków. Sama zagadka kryminalna w tym przypadku jest pretekstem do ukazania czegoś więcej. I w ten sposób za sprawą doskonałej książki, mistrzowskiego kryminału, czytelnik dostaje mocnego kopa w postaci pigułki trudnej polskiej historii.
Arena szczurów to najmroczniejsza część serii o Edwardzie Popielskim i jedna z najlepszych. Gorąco polecam.
Recenzja mojego męża.
Arena szczurów to zgodnie z zapowiedziami autora, ostatnia część serii z Edwardem Popielskim w roli głównej. Popielski to fikcyjny bohater cyklu powieści kryminalnych Krajewskiego, m.in. Erynie, Liczby Charona.
Ilość przeczytanych tomów sprawia, iż w sumie wiem, czego po kolejnej książce się spodziewać. Bo Krajewski nie wprowadza nic nowego, nie funduje czytelnikowi rewolucji, ale paradoksalnie dzięki temu książki z Popielskim czyta się doskonale, sięgając po nie z sentymentem i ciekawością oraz pewnością, iż nie będzie to czas stracony.
Jak to w serii w każdym tomie bywa, tak i w tej finalnej części akcja toczy się dwutorowo- współcześnie i w 1948 roku.
W czasach współczesnych syn Popielskiego bada zaszyfrowane zapiski ojca pochodzące z okresu powojennego. W ten sposób próbuje on rozwikłać tajemnicę tożsamości ojca, raz na zawsze dojść do ładu z trudnymi relacjami z ojcem ze swoim postrzeganiem jego osoby.
A że okres powojenny do łatwych nie należał, zadanie, które drzemie przed synem byłego policjanta do łatwych i przyjemnych nie należy.
Wtedy to (w roku 1948) główny bohater, były lwowski komisarz policji, incognito przebywał w powojennym Darłowie, gdzie ukrywał się przed ówczesna rzeczywistością, która dopadła zbyt wielu. Ową rzeczywistością był UB. Jego fikcyjna tożsamość obejmuje także nowy zawód. Jest nim uczenie, Popielski staje się nauczycielem w miejscowej szkole. Niestety, ale zaplanowane przez naszego bohatera spokojne życie długo takim nie pozostało. Niejako mimo woli Popielski zostaje wplątany w bardzo niebezpieczne śledztwo, które całkowicie zmieni jego i tak pogmatwane życie w istne piekło.
Arenę szczurów mimo ohydnej zbrodni, której tematyka jest w książce poruszana, czyta się doskonale. Bardzo podobało mi się, iż pod płaszczykiem kryminalnej zagadki Krajewski ukazuje trudne i nie zawsze jasne, jednoznaczne powojenne losy naszych rodaków. Sama zagadka kryminalna w tym przypadku jest pretekstem do ukazania czegoś więcej. I w ten sposób za sprawą doskonałej książki, mistrzowskiego kryminału, czytelnik dostaje mocnego kopa w postaci pigułki trudnej polskiej historii.
Arena szczurów to najmroczniejsza część serii o Edwardzie Popielskim i jedna z najlepszych. Gorąco polecam.
Ognisty krzyż, czyli Obca t. 5
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 3/6
Ognisty krzyż, to 5. tom 8-częściowej serii, której bohaterką jest angielska pielęgniarka Claire Randall. W tomie 1. Obca (recenzja tutaj- klik) Claire z roku 1945 przeniosła się w czasie, a konkretnie do roku 1743. Kobieta musiała wysilić całą swoją inteligencję i pomysłowość, żeby w świecie sprzed 3 wieków odnaleźć się, przetrwać i wrócić do ukochanego męża. Ten tom był doskonały, świetnie mi się go czytało. W tomie 2. Uwięziona w bursztynie (recenzja tutaj - klik) główna bohaterka Claire podróżuje pomiędzy rokiem 1968, a XVIII wiekiem. Ten tom nie ukrywam jest odrobinę słabszy od Obcej. Niby czytało się dobrze, ale czegoś temu tomowi brakowało, tego czegoś nieuchwytnego, co miała bez wątpienia Obca.
Tom 3. Podróżniczka recenzja tutaj (klik) spora część akcji jest umieszczona na ..Karaibach, co delikatnie to ujmując, różnie wpłynęło na całokształt tomu.
Tom 4. Jesienne werble recenzja tutaj (klik) to dobra forma pisarki. Tym razem główni bohaterowie podbijają (dosłownie i w przenośni) nowe lądy, a konkretnie pragną skorzystać z hojnego rozdawnictwa ziemi i kolonizują Amerykę.
Jak widać Diana Gabaldon jest dosyć nierówną pisarką. Niektóre tomy były rewelacyjne, inne średnie. Nie ukrywam więc, iż po Ognisty krzyż sięgnęłam zarówno z pewną obawą, jak autorka poradzi sobie z kolejna falą perypetii szkockiej pielęgniarki i co wymyśli, żeby nie znużyć czytelnika.Wszak napisanie ciekawych, wręcz porywających kolejnych 1000 stron (tak, tyle liczy 5. tom) i zachęcenie do lektury tomu 6. jest nie lada sztuką.
Byłam ciekawa, co nam czytelnikom pisarka przedstawi w części 5. tej długiej, obszernej serii, jak poradzą sobie pisarka i jej bohaterka z nowymi wyzwaniami. Akcja rozgrywa się w 1770 roku na skolonizowanych terenach Karoliny Północnej.
Tym razem Diana Gabaldon poradziła sobie z zadaniem umiarkowanie dobrze. Książka liczy blisko 1250 (!!!) stron i moim zdaniem jest to zdecydowanie za dużo. Nie chodzi o to, czy czytelnik przeczyta czy nie tak opasłe tomisko, ale o fakt, iż przynajmniej 250-300 stron można bez szkody dla treści, a wręcz z korzyścią, wyciąć. To zastrzeżenie dot. np. początkowej części książki, gdy autorka w najdrobniejszych szczegółach opisuje jeden dzień z życia bohaterów. Lubię szczegółowe opisy, dokładną narrację, ale wszystko ma swoje granice. Gabaldon opisuje z detalami każdą, najbanalniejszą, najzwyczajniejszą czynność. W trakcie lektury miałam ochotę po prostu krzyczeć. Poza tymi fragmentami liczącymi ba ok.250 stron (nie wiem czy śmiać się czy płakać) pozostała część książki jest ok. Bez rewelacji i fajerwerków, ale ok.
Nie ukrywam, iż z w/w powodów Ognisty krzyż czytałam od blisko 4 tygodni "na raty". Bez przerwy na inną lekturę, nie dałabym rady.
Niewątpliwie ogromnym plusem całej serii (a także tego tomu) jest jej wielowątkowość, drobiazgowe ukazywanie realiów epok, w których aktualnie znajduje się główna bohaterka. A to wszystko wplecione w mniej lub bardziej burzliwe wydarzenia historyczne i polityczne.
W tym tomie owymi historycznymi wydarzeniami sprawa buntu, jaki pod koniec XVIII wieku miał miejsce na świeżo zasiedlonych terenach USA, jego zarzewie, tłumienie, walki pomiędzy buntownikami, a służbami porządkowymi.
Chociaż tom ten jest najsłabszym ze wszystkich, jakie dotychczas przeczytałam, po część 6. i kolejne i tak sięgnę. Jestem ciekawa, jak autorka poradzi sobie z kolejnymi tysiącami stron i jakie przygody będą udziałem Claire i męźczyzny jej życia. Ale nie ukrywam, Ognisty krzyż bardzo mnie rozczarował.
Ognisty krzyż, to 5. tom 8-częściowej serii, której bohaterką jest angielska pielęgniarka Claire Randall. W tomie 1. Obca (recenzja tutaj- klik) Claire z roku 1945 przeniosła się w czasie, a konkretnie do roku 1743. Kobieta musiała wysilić całą swoją inteligencję i pomysłowość, żeby w świecie sprzed 3 wieków odnaleźć się, przetrwać i wrócić do ukochanego męża. Ten tom był doskonały, świetnie mi się go czytało. W tomie 2. Uwięziona w bursztynie (recenzja tutaj - klik) główna bohaterka Claire podróżuje pomiędzy rokiem 1968, a XVIII wiekiem. Ten tom nie ukrywam jest odrobinę słabszy od Obcej. Niby czytało się dobrze, ale czegoś temu tomowi brakowało, tego czegoś nieuchwytnego, co miała bez wątpienia Obca.
Tom 3. Podróżniczka recenzja tutaj (klik) spora część akcji jest umieszczona na ..Karaibach, co delikatnie to ujmując, różnie wpłynęło na całokształt tomu.
Tom 4. Jesienne werble recenzja tutaj (klik) to dobra forma pisarki. Tym razem główni bohaterowie podbijają (dosłownie i w przenośni) nowe lądy, a konkretnie pragną skorzystać z hojnego rozdawnictwa ziemi i kolonizują Amerykę.
Jak widać Diana Gabaldon jest dosyć nierówną pisarką. Niektóre tomy były rewelacyjne, inne średnie. Nie ukrywam więc, iż po Ognisty krzyż sięgnęłam zarówno z pewną obawą, jak autorka poradzi sobie z kolejna falą perypetii szkockiej pielęgniarki i co wymyśli, żeby nie znużyć czytelnika.Wszak napisanie ciekawych, wręcz porywających kolejnych 1000 stron (tak, tyle liczy 5. tom) i zachęcenie do lektury tomu 6. jest nie lada sztuką.
Byłam ciekawa, co nam czytelnikom pisarka przedstawi w części 5. tej długiej, obszernej serii, jak poradzą sobie pisarka i jej bohaterka z nowymi wyzwaniami. Akcja rozgrywa się w 1770 roku na skolonizowanych terenach Karoliny Północnej.
Tym razem Diana Gabaldon poradziła sobie z zadaniem umiarkowanie dobrze. Książka liczy blisko 1250 (!!!) stron i moim zdaniem jest to zdecydowanie za dużo. Nie chodzi o to, czy czytelnik przeczyta czy nie tak opasłe tomisko, ale o fakt, iż przynajmniej 250-300 stron można bez szkody dla treści, a wręcz z korzyścią, wyciąć. To zastrzeżenie dot. np. początkowej części książki, gdy autorka w najdrobniejszych szczegółach opisuje jeden dzień z życia bohaterów. Lubię szczegółowe opisy, dokładną narrację, ale wszystko ma swoje granice. Gabaldon opisuje z detalami każdą, najbanalniejszą, najzwyczajniejszą czynność. W trakcie lektury miałam ochotę po prostu krzyczeć. Poza tymi fragmentami liczącymi ba ok.250 stron (nie wiem czy śmiać się czy płakać) pozostała część książki jest ok. Bez rewelacji i fajerwerków, ale ok.
Nie ukrywam, iż z w/w powodów Ognisty krzyż czytałam od blisko 4 tygodni "na raty". Bez przerwy na inną lekturę, nie dałabym rady.
Niewątpliwie ogromnym plusem całej serii (a także tego tomu) jest jej wielowątkowość, drobiazgowe ukazywanie realiów epok, w których aktualnie znajduje się główna bohaterka. A to wszystko wplecione w mniej lub bardziej burzliwe wydarzenia historyczne i polityczne.
W tym tomie owymi historycznymi wydarzeniami sprawa buntu, jaki pod koniec XVIII wieku miał miejsce na świeżo zasiedlonych terenach USA, jego zarzewie, tłumienie, walki pomiędzy buntownikami, a służbami porządkowymi.
Chociaż tom ten jest najsłabszym ze wszystkich, jakie dotychczas przeczytałam, po część 6. i kolejne i tak sięgnę. Jestem ciekawa, jak autorka poradzi sobie z kolejnymi tysiącami stron i jakie przygody będą udziałem Claire i męźczyzny jej życia. Ale nie ukrywam, Ognisty krzyż bardzo mnie rozczarował.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












