Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 4/6
Eka Kurniawan to zupełnie nieznany mi autor choć podobno to jedno z najważniejszych nazwisk literatury indonezyjskiej.
Piękno to bolesna rana to realistyczna saga rodzinna. Pełno w niej nie tylko rodzinnych postaci i zagadek, ale także tak nam obcych indonezyjskich tajemnic, historii, legend i wierzeń. Chociażby z tego względu warto tę powieść przeczytać.
Narratorem jest kobieta (prostytutka, która rzuca klątwę i umiera), a opowiadana przez nią historia rodziny (głównie jej czterech córek) nierozerwalnie wpleciona w bolesną historię Indonezji, okrutna. Zdawałoby się, iż fakt narracji przez kobietę odrobinę złagodzi opowieść, jej wydźwięk. Ale nic z tego. Na przestrzeni lat ofiarami w Indonezji były przede wszystkim kobiety i tak jest także w tej książce.
Kurniawan trudne wydarzenia opisuje niezwykle realistycznie. W treść wplecione jest sporo okrutnych scen oraz opisów zbrodni, które faktycznie miały miejsce.
W tle mamy wiele trudnych okresów jakie miały miejsce w dziejach Indonezji, m.in.: japońską okupację w czasie II wojny światowej i związane z nią liczne gwałty jakich dopuszczali się żołnierze na kobietach, krwawą walkę o niepodległość, pucz wojskowy, ludobójstwo i wiele innych. Autor umiejętnie udowadnia, iż jak sam twierdzi (...) wszystko, co dziś dzieje się w Indonezji, jest bezpośrednim wynikiem wydarzeń z przeszłości, które nigdy nie zostały rozliczone.
Losy kobiet z jednej rodziny przeplatają się z losami sąsiadów, znajomych, a te wplecione są w historię Indonezji, burzliwą, okrutną, a także obyczaje dla nas dziwne, inne, czasami nie do zaakceptowania.
Całość opowiedziana jest bez utrzymania czasowej konsekwencji. Niektóre zdarzenia są tylko zaanonsowane, w inne wplecione są wydarzenia z przeszłości, brak konsekwencji czasowej, kontynuacji wydarzeń etc. To sprawiało mi pewną trudność w trakcie lektury. W jednym z wywiadów autor tak to wytłumaczył (...) To język w pewnym stopniu wymusił na mnie takie rozwiązanie.
W indonezyjskim nie ma czasów – nie ma więc znaczenia, czy w zdaniu
opisuje się sytuację, która już się wydarzyła, dopiero się wydarzy czy
właśnie się dzieje. Nasz punkt widzenia jest więc często właśnie taki, jak w powieści. Indonezyjczycy postrzegają przeszłość, przyszłość i teraźniejszość jako to samo, jedną wielką całość.
Nie neguję, że tak jest, ale lektura tak napisanej książki jest trudna, czasami bardzo trudna. W tym miejscu chciałabym wyrazić ogromne uznanie dla tłumacza. Wyobrażam sobie, jak trudna musiała być to praca.
Trudno mi jednoznacznie określić, czy książka podobała mi się czy nie. Z pewnością jest inna, ciekawie napisana, są w niej zawarte unikalne poglądy, inny folklor, obyczaje. Ale ogrom przedstawionego okrucieństwa, tragedia jaką było ostatnie kilkadziesiąt lat historii Indonezji, sprawiło, iż nie była to lektura łatwa i przyjemna, choć z pewnością ciekawa. Jednak nie żałuję, że sięgnęłam po Piękno....
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
poniedziałek, 20 lutego 2017
sobota, 18 lutego 2017
Dzień dobry, północy
Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 6/6
Piękna książka, dosłownie i w przenośni.
O treści za moment. Najpierw chciałabym pogratulować grafikom. Wspaniała, idealnie pasująca do fabuły okładka. Tego akurat w poście nie widać, ale okładka jest metalizowana, a całość pokryta jest srebrnymi drobinkami. W moim odczuciu mają one imitować gwiazdy, które są niezwykle ważne w tej opowieści.
Akcja toczy się dwutorowo. Bohaterów jest dwoje. On, Augustine, dojrzały naukowiec od lat badający gwiazdy w odległych placówkach naukowych. Obecnie znajduje się za kołem polarnym.
I ona, o wiele młodsza astronautka Sully. Wraz z kilkoma innymi badaczami znajduje się na pokładzie statku kosmicznego, który wracając z misji badawczej zmierza w kierunku Ziemi.
U obojga wszystko przebiega zgodnie z planem do momentu, gdy po załogę stacji badawczej przybywa wojsko. Wszyscy mają się ewakuować. Jednak Augustine odmawia i zostaje sam, na zawsze w placówce badawczej. Jest odizolowany od świata, samotny, nie wie co się dzieje na pozostałej części globu. Pozostało mu tylko przetrwać walcząc z naturą i coraz bardziej chwytającą w objęcia depresją i samotnością.
U Sully także wszystko idzie zgodnie z planem do momentu, gdy załoga badawcza traci całkowicie kontakt z centrum kontroli lotów. Zero kontaktu, zero odgłosów w eterze. Bardzo szybko zdają sobie sprawę, iż dryfując w kosmosie są zdani sami na siebie. Nie wiedzą co się stało. Nie wiedzą co robić. Ten brak wiedzy jest przerażający. Od razu nasunęło mi się pytanie..a gdyby to mnie spotkało? Nierealne? Podobno nie ma rzeczy niemożliwych. Poza tym trudno wyrokować, czy coś jest możliwe, czy nie, jeżeli nie wiemy, co tak naprawdę się stało. A do końca pozostajemy w niewiedzy.
W obu miejscach akcji atmosfera gęstnieje z każdym dniem. Sytuacja staje się coraz trudniejsza, choć w każdym z w/w z innego powodu. Tym co łączy wszystkich bohaterów jest samotność, najgorszy wróg i choroba duszy, z którą w pewnym momencie po prostu nie da się walczyć. Pewnego dnia (albo nocy...) Sully połączy się z Augustine, dosłownie i w przenośni. Czy ten kontakt coś da? Czy uleczy ich dusze?
Opowieść jest pozornie zwyczajna, błaha. Ba, wielu ta historia może się wydać nawet zbyt wydumana. Ale to tylko pozory. W rzeczywistości to wspaniale napisana, bardzo mądra i ponadczasowa historia, która traktuje o tym co w życiu najważniejsze.
Każdy z bohaterów zmaga się z demonami przeszłości i teraźniejszości, każdy przed czymś ucieka, każdy też ma nadzieję..na co? Tego nie zdradzę.
Dzień dobry, północy jest przede wszystkim ponadczasowe i świetnie napisane. Autorka postawiła na to co najprostsze, a co sprawdziło się genialnie. Krótkie, zwyczajne, proste zdania doskonale oddają samotność dwojga głównych bohaterów. Czytając o kolejnych godzinach, dniach, tygodniach Augustina wręcz czułam chłód i bezkres lodu i śniegu.
Z kolei część opowiadająca o Sully jest napisana w ten sposób, iż w trakcie lektury czuje się ogrom kosmosu i samotność członków misji badawczych. Niesamowite, ale jednocześnie także przerażające.
Do tego dochodzi zakończenie..zaskakujące, smutne, ale także dające nadzieję.
Najlepiej sens książki, jej wymowę obrazuje ten cytat...
Polecam. Doskonałe. Czyta się błyskawicznie.
Piękna książka, dosłownie i w przenośni.
O treści za moment. Najpierw chciałabym pogratulować grafikom. Wspaniała, idealnie pasująca do fabuły okładka. Tego akurat w poście nie widać, ale okładka jest metalizowana, a całość pokryta jest srebrnymi drobinkami. W moim odczuciu mają one imitować gwiazdy, które są niezwykle ważne w tej opowieści.
Akcja toczy się dwutorowo. Bohaterów jest dwoje. On, Augustine, dojrzały naukowiec od lat badający gwiazdy w odległych placówkach naukowych. Obecnie znajduje się za kołem polarnym.
I ona, o wiele młodsza astronautka Sully. Wraz z kilkoma innymi badaczami znajduje się na pokładzie statku kosmicznego, który wracając z misji badawczej zmierza w kierunku Ziemi.
U obojga wszystko przebiega zgodnie z planem do momentu, gdy po załogę stacji badawczej przybywa wojsko. Wszyscy mają się ewakuować. Jednak Augustine odmawia i zostaje sam, na zawsze w placówce badawczej. Jest odizolowany od świata, samotny, nie wie co się dzieje na pozostałej części globu. Pozostało mu tylko przetrwać walcząc z naturą i coraz bardziej chwytającą w objęcia depresją i samotnością.
U Sully także wszystko idzie zgodnie z planem do momentu, gdy załoga badawcza traci całkowicie kontakt z centrum kontroli lotów. Zero kontaktu, zero odgłosów w eterze. Bardzo szybko zdają sobie sprawę, iż dryfując w kosmosie są zdani sami na siebie. Nie wiedzą co się stało. Nie wiedzą co robić. Ten brak wiedzy jest przerażający. Od razu nasunęło mi się pytanie..a gdyby to mnie spotkało? Nierealne? Podobno nie ma rzeczy niemożliwych. Poza tym trudno wyrokować, czy coś jest możliwe, czy nie, jeżeli nie wiemy, co tak naprawdę się stało. A do końca pozostajemy w niewiedzy.
W obu miejscach akcji atmosfera gęstnieje z każdym dniem. Sytuacja staje się coraz trudniejsza, choć w każdym z w/w z innego powodu. Tym co łączy wszystkich bohaterów jest samotność, najgorszy wróg i choroba duszy, z którą w pewnym momencie po prostu nie da się walczyć. Pewnego dnia (albo nocy...) Sully połączy się z Augustine, dosłownie i w przenośni. Czy ten kontakt coś da? Czy uleczy ich dusze?
Opowieść jest pozornie zwyczajna, błaha. Ba, wielu ta historia może się wydać nawet zbyt wydumana. Ale to tylko pozory. W rzeczywistości to wspaniale napisana, bardzo mądra i ponadczasowa historia, która traktuje o tym co w życiu najważniejsze.
Każdy z bohaterów zmaga się z demonami przeszłości i teraźniejszości, każdy przed czymś ucieka, każdy też ma nadzieję..na co? Tego nie zdradzę.
Dzień dobry, północy jest przede wszystkim ponadczasowe i świetnie napisane. Autorka postawiła na to co najprostsze, a co sprawdziło się genialnie. Krótkie, zwyczajne, proste zdania doskonale oddają samotność dwojga głównych bohaterów. Czytając o kolejnych godzinach, dniach, tygodniach Augustina wręcz czułam chłód i bezkres lodu i śniegu.
Z kolei część opowiadająca o Sully jest napisana w ten sposób, iż w trakcie lektury czuje się ogrom kosmosu i samotność członków misji badawczych. Niesamowite, ale jednocześnie także przerażające.
Do tego dochodzi zakończenie..zaskakujące, smutne, ale także dające nadzieję.
Najlepiej sens książki, jej wymowę obrazuje ten cytat...
(...) Badamy wszechświat, żeby wiedzieć; jednak w końcu naprawdę dowiadujemy się jedynie tego, że wszystko się kończy… istnieje tylko czas i śmierć. To trudne, kiedy nam się o tym przypomina…
piątek, 17 lutego 2017
Wham! - Where Did Your Heart Go?
Spać nie mogę, czytam i ta piosenka idealnie wpisuje się w klimat książki.
czwartek, 16 lutego 2017
Królowa Pomorza - Andrea Camilleri
Opowiadania nie są najbardziej popularną formą literacką. Niektórzy narzekają, że za krótkie, że bez sensu, że zanim zacznie się czytelnik wczuwać, to już koniec etc.
Ja jednak do czasu do czasu lubię przeczytać dobrze napisane opowiadanie.
Zbiór Królowa Pomorza jest bardzo dobry. Podczytywałam go po jednym opowiadania od ok. 3 tygodni.
Opowiadań jest 8. Ich akcja rozgrywa się w w fikcyjnym sycylijskim miasteczku Vigata. To to samo miasteczko, w którym działa komisarz Montalbano. To za sprawą serii kryminałów z tym bohaterem Camilleri zyskał międzynarodową sławę. Sednem opowieści są losy mniej lub bardziej odległe mieszkańców Vigaty.Autor prezentuje wydarzenia zwyczajne, na które często nie zwrócilibyśmy uwagi, ale także te ważniejsze, bardziej doniosłe. Genialnie ukazany jest klimat miasteczka, animozje i sympatie panujące pomiędzy mieszkańcami, błyskawicznie zmieniające się nastroje oraz nierozerwalna nić, która łączy wszystkich członków społeczności Vigaty. A jak wyraziście owi mieszkańcy sycylijskiego miasteczka są nakreśleni. Majstersztyk.
Trudno napisać, które z opowiadań najbardziej mi się podobało. Wszystkie mają klasę, są świetne pod względem literackim. Jednak gdybym miała wybrać to jedno, jedyne, byłyby to Nowe buty. Oprócz w/w elementów opowiadanie to posiada nieprawdopodobną wprost ilość bardzo specyficznego poczucia humoru.
Opowiadaniami włoski pisarz udowadnia, iż kryminały to nie jedyny gatunek literacki, w którym świetnie się odnajduje. Każde z ośmiu opowiadań jest mistrzowsko nakreślone, posiada niesamowity klimat, jest wręcz przesiąknięte sycylijską atmosferą. Każde też kończy się morałem.
Gorąco zachęcam do lektury Królowej Pomorza. Andrea Camilleri to świetny pisarz, ale także niesamowicie inteligentny człowiek, obdarzony wyjątkowym poczuciem humoru i spostrzegawczym okiem. Gwarantuję wyborną lekturę i świetną zabawę.
Metafizyka - Lech Majewski
Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
Zwyczajna niezwyczajna opowieść miłosna.
Mamy czworo bohaterów: miasto, jego, ją i obraz.
Miejscem akcji jest Wenecja, miasto na wodzie, miasto wyjątkowe, miejsce gdzie często nie wiadomo co jest rzeczywistością,a co wyobraźnią.
Pewnego dnia do Wenecji przyjeżdżają oni. Bea i Luis są jakby z zupełnie innych światów. Jedno z nich zajmuje się sztuką i w National Gallery w Londynie, drugie nauką, jest inżynierem budowy okrętów.
Co istotne, jedno z nich zmaga się ze śmiertelną chorobą. Dni tej osoby są w zasadzie policzone. Podróż do Wenecji ma być sposobem na ostatni zryw, na przeżycie w najpełniejszy sposób tego co jeszcze możliwe.
Przez cała lekturę (mimo, iż nie jest to pesymistyczna książka) czułam magię Wenecji, magię łączącego kochanków uczucia, ale przede wszystkim zbliżający się nieuchronnie koniec.
Trudno napisać o czym jest Metafizyka. To opowieść smutna, a jednak budująca, ukazująca potęgę i istnienie wielkiego, wyjątkowego uczucia. Miłość u Majewskiego jest potężna, ale trudna, bolesna, skazana na okrutny koniec. Czy wobec tego warto w ogóle kochać, pragnąć, chcieć czegoś, kogoś?
Napisałam, iż bohaterem jest jeszcze obraz. To prawda. To wspaniałe dzieło, wyjątkowy
obraz Hieronima Boscha Ogród rozkoszy ziemskich.Bea jest zafascynowana tajemniczym malarstwem Boscha. Sztuka tego artysty, ten konkretny obraz odegrają ogromnie ważną rolę w całej opowieści. Obraz ten jest także dla autora i czytelnika punktem wyjścia do bardzo ważnych przemyśleń, do postawienia wielu istotnych pytań.
Krótka, wydawałoby się, iż banalna, a jak się okazuje w trakcie lektury - niezwykła, ponadczasowa historia o życiu, miłości, nadziei, walce i wielkiej samotności. A w tle wyjątkowe miasto i obsesyjne zafascynowanie życiem oraz sztuką. Napisane w formie fascynującego monologu. Gorąco polecam.
Koniecznie muszę obejrzeć film nakręcony na podstawie książki.
Zwyczajna niezwyczajna opowieść miłosna.
Mamy czworo bohaterów: miasto, jego, ją i obraz.
Miejscem akcji jest Wenecja, miasto na wodzie, miasto wyjątkowe, miejsce gdzie często nie wiadomo co jest rzeczywistością,a co wyobraźnią.
Pewnego dnia do Wenecji przyjeżdżają oni. Bea i Luis są jakby z zupełnie innych światów. Jedno z nich zajmuje się sztuką i w National Gallery w Londynie, drugie nauką, jest inżynierem budowy okrętów.
Co istotne, jedno z nich zmaga się ze śmiertelną chorobą. Dni tej osoby są w zasadzie policzone. Podróż do Wenecji ma być sposobem na ostatni zryw, na przeżycie w najpełniejszy sposób tego co jeszcze możliwe.
Przez cała lekturę (mimo, iż nie jest to pesymistyczna książka) czułam magię Wenecji, magię łączącego kochanków uczucia, ale przede wszystkim zbliżający się nieuchronnie koniec.
Trudno napisać o czym jest Metafizyka. To opowieść smutna, a jednak budująca, ukazująca potęgę i istnienie wielkiego, wyjątkowego uczucia. Miłość u Majewskiego jest potężna, ale trudna, bolesna, skazana na okrutny koniec. Czy wobec tego warto w ogóle kochać, pragnąć, chcieć czegoś, kogoś?
Napisałam, iż bohaterem jest jeszcze obraz. To prawda. To wspaniałe dzieło, wyjątkowy
obraz Hieronima Boscha Ogród rozkoszy ziemskich.Bea jest zafascynowana tajemniczym malarstwem Boscha. Sztuka tego artysty, ten konkretny obraz odegrają ogromnie ważną rolę w całej opowieści. Obraz ten jest także dla autora i czytelnika punktem wyjścia do bardzo ważnych przemyśleń, do postawienia wielu istotnych pytań.
Krótka, wydawałoby się, iż banalna, a jak się okazuje w trakcie lektury - niezwykła, ponadczasowa historia o życiu, miłości, nadziei, walce i wielkiej samotności. A w tle wyjątkowe miasto i obsesyjne zafascynowanie życiem oraz sztuką. Napisane w formie fascynującego monologu. Gorąco polecam.
Koniecznie muszę obejrzeć film nakręcony na podstawie książki.
środa, 15 lutego 2017
Dobroć nieznajomych - Katrina Kittle
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Nie wiem jaką ocenę dać książce. Po prostu nie wiem.
Dawno nie czytałam tak trudnej książki. Wbrew wręcz idyllicznej okładce, tematyka jaką porusza autorka jest wyjątkowo trudna i bolesna. Wystarczy chyba napisać, że wiodącym tematem jest przemoc wobec dzieci.
Nie wiem dlaczego sięgnęłam po tę pozycję. Takiej tematyki staram się unikać, a tu... Zwiodła mnie chyba okładka, która daje niejaką nadzieję, że jednak lektura nie bezie naznaczona tak wielkim bólem i cierpieniem.
Od razu napiszę, że to tylko pozory.
Kittle krzywdzone i wykorzystywane przez najbliższych dziecko poddaje wręcz rozkładowi na czynniki pierwsze, oczywiście w przenośni. Z niebywałą dokładnością opisuje to co działo się z ofiarą na zewnątrz i to co działo się w główce krzywdzonego dziecka. Koszmar. Niewyobrażalnie szczerze, bez upiększania jest ukazane krzywdzone dziecko, które z jednej strony boi się i nie rozumie tego co robią mu najbliższe osoby, a z drugiej strony te same osoby kocha bezwarunkowo.
Opisy są na tyle drobiazgowe, pobudzające wyobraźnię, iż sprawiły, że po przeczytaniu mniej więcej połowy książki, odłożyłam ją na półkę, nie dałam rady kontynuować lektury. W związku z tym nie potrafię ocenić książki, nie potrafię napisać, czy Dobroć nieznajomych jest tak drastyczna aż do samego końca.
Co istotne, ci którzy rozpoczną lekturę (niezależnie od tego, czy doczytają do końca) będą myśleć..ach jakie to szczęście, że obok nas nie ma takich ludzi.
Od razu zadam pytanie - dlaczego tak uważacie? Dlaczego sądzicie, ze temat pedofilii waszych najbliższych, znajomych, sąsiadów, miłej pani zza rogu, przemiłego pana ze sklepu nie dotknie? Jesteście przekonani, że rozpoznacie pedofila? Gwarantuję wam, że tak nie jest. A ta lektura wam to uzmysłowi.
Nie potrafię was ani zachęcić do lektury, ani jej odradzić. Temat ważny, dobrze, że poruszany. Może tak drastyczne opisy, szczegółowe relacje uczulą wielu czytelników na krzywdę dziecka, może pewne opisy uzmysłowią wam, że to znacie, że już coś podobnego, z pozoru niewinnego widzieliście, zaobserwowaliście. Może ta książka uratuje choć jedno dziecko.
Niewątpliwie trzeba poruszać takie tematy. Jednak powtarzam, to niezwykle trudna lektura. Pamiętajcie o tym.
Nie wiem jaką ocenę dać książce. Po prostu nie wiem.
Dawno nie czytałam tak trudnej książki. Wbrew wręcz idyllicznej okładce, tematyka jaką porusza autorka jest wyjątkowo trudna i bolesna. Wystarczy chyba napisać, że wiodącym tematem jest przemoc wobec dzieci.
Nie wiem dlaczego sięgnęłam po tę pozycję. Takiej tematyki staram się unikać, a tu... Zwiodła mnie chyba okładka, która daje niejaką nadzieję, że jednak lektura nie bezie naznaczona tak wielkim bólem i cierpieniem.
Od razu napiszę, że to tylko pozory.
Kittle krzywdzone i wykorzystywane przez najbliższych dziecko poddaje wręcz rozkładowi na czynniki pierwsze, oczywiście w przenośni. Z niebywałą dokładnością opisuje to co działo się z ofiarą na zewnątrz i to co działo się w główce krzywdzonego dziecka. Koszmar. Niewyobrażalnie szczerze, bez upiększania jest ukazane krzywdzone dziecko, które z jednej strony boi się i nie rozumie tego co robią mu najbliższe osoby, a z drugiej strony te same osoby kocha bezwarunkowo.
Opisy są na tyle drobiazgowe, pobudzające wyobraźnię, iż sprawiły, że po przeczytaniu mniej więcej połowy książki, odłożyłam ją na półkę, nie dałam rady kontynuować lektury. W związku z tym nie potrafię ocenić książki, nie potrafię napisać, czy Dobroć nieznajomych jest tak drastyczna aż do samego końca.
Co istotne, ci którzy rozpoczną lekturę (niezależnie od tego, czy doczytają do końca) będą myśleć..ach jakie to szczęście, że obok nas nie ma takich ludzi.
Od razu zadam pytanie - dlaczego tak uważacie? Dlaczego sądzicie, ze temat pedofilii waszych najbliższych, znajomych, sąsiadów, miłej pani zza rogu, przemiłego pana ze sklepu nie dotknie? Jesteście przekonani, że rozpoznacie pedofila? Gwarantuję wam, że tak nie jest. A ta lektura wam to uzmysłowi.
Nie potrafię was ani zachęcić do lektury, ani jej odradzić. Temat ważny, dobrze, że poruszany. Może tak drastyczne opisy, szczegółowe relacje uczulą wielu czytelników na krzywdę dziecka, może pewne opisy uzmysłowią wam, że to znacie, że już coś podobnego, z pozoru niewinnego widzieliście, zaobserwowaliście. Może ta książka uratuje choć jedno dziecko.
Niewątpliwie trzeba poruszać takie tematy. Jednak powtarzam, to niezwykle trudna lektura. Pamiętajcie o tym.
wtorek, 14 lutego 2017
Wilk zwany Romeo - Nick Jans
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Wilk zwany Romeo, to kolejna doskonała pozycja Wydawnictwa Marginesy z serii EKO, a zarazem lektura i nowość z wielu względów wyjątkowa. Zasługuje na to żeby być czytaną i żeby długo znajdować się na liście bestsellerów.
Uwielbiam przyrodę, zwierzęta. Jeżeli mam być szczera, to wolę zwierzęta od większości ludzi. Dodatkowo fascynują mnie wilki. Nic dziwnego, iż lektura książki pochłonęła mnie od 1. strony. Na kilka godzin po prostu przepadłam.
Autor książki, Nick Jans to mieszkający na Alasce (w jej najbardziej odludnej części) fotograf przyrody i pisarz. Od lat jego pasją są: natura, zwierzęta oraz ich zwyczaje i otoczenie. Nic więc dziwnego, iż książka, która fascynuje treścią, została dodatkowo ozdobiona wspaniałymi zdjęciami.
Co istotne o swojej fascynacji, o zwierzętach Jans opowiada normalnie, bez infantylnych zachwytów, bez zdrobnień, ot tak po prostu z wielkim szacunkiem, a przy tym niezmiernie ciekawie.
Wilk zwany Romeo to najlepszy przykład profesjonalnego, pełnego szacunku podejścia do zwierząt. Jans opowiada o wszystkim, co dotyczy tytułowego bohatera, czarnego wilka, który w jego otoczeniu pojawił się nagle, znikąd.
Mądrość tego dzikiego zwierzęcia jest niesamowita. W trakcie lektury po raz kolejny nasunęły mi się rozważania, jak mądra jest natura, jak ułomni, a zarazem okrutni jesteśmy my ludzie.
Nie chcę wam opowiadać treści książki, szkoda by było odbierać przyjemność wynikającą z tej niezwykłej lektury. Napiszę tylko jedno...niestety książka nie kończy się dobrze. Po zakończeniu lektury czuję nadal złość, gorycz, smutek, niedowierzanie i żal. Wszystko to wymieszane z podziwem i uznaniem dla zwierzęcia i jego naturalnego otoczenia oraz kilkorga mądrych, dobrych ludzi.
Jans napisał w swojej książce wiele mądrych słów i zdań. Najbardziej utkwiło mi w pamięci, jedno, niestety bardzo prawdziwe...(...) dryfujemy w coraz bardziej pustym świecie.
Oby takich ludzi i książek było jak najwięcej.
Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)
Wilk zwany Romeo, to kolejna doskonała pozycja Wydawnictwa Marginesy z serii EKO, a zarazem lektura i nowość z wielu względów wyjątkowa. Zasługuje na to żeby być czytaną i żeby długo znajdować się na liście bestsellerów.
Uwielbiam przyrodę, zwierzęta. Jeżeli mam być szczera, to wolę zwierzęta od większości ludzi. Dodatkowo fascynują mnie wilki. Nic dziwnego, iż lektura książki pochłonęła mnie od 1. strony. Na kilka godzin po prostu przepadłam.
Autor książki, Nick Jans to mieszkający na Alasce (w jej najbardziej odludnej części) fotograf przyrody i pisarz. Od lat jego pasją są: natura, zwierzęta oraz ich zwyczaje i otoczenie. Nic więc dziwnego, iż książka, która fascynuje treścią, została dodatkowo ozdobiona wspaniałymi zdjęciami.
Co istotne o swojej fascynacji, o zwierzętach Jans opowiada normalnie, bez infantylnych zachwytów, bez zdrobnień, ot tak po prostu z wielkim szacunkiem, a przy tym niezmiernie ciekawie.
Wilk zwany Romeo to najlepszy przykład profesjonalnego, pełnego szacunku podejścia do zwierząt. Jans opowiada o wszystkim, co dotyczy tytułowego bohatera, czarnego wilka, który w jego otoczeniu pojawił się nagle, znikąd.
Mądrość tego dzikiego zwierzęcia jest niesamowita. W trakcie lektury po raz kolejny nasunęły mi się rozważania, jak mądra jest natura, jak ułomni, a zarazem okrutni jesteśmy my ludzie.
Nie chcę wam opowiadać treści książki, szkoda by było odbierać przyjemność wynikającą z tej niezwykłej lektury. Napiszę tylko jedno...niestety książka nie kończy się dobrze. Po zakończeniu lektury czuję nadal złość, gorycz, smutek, niedowierzanie i żal. Wszystko to wymieszane z podziwem i uznaniem dla zwierzęcia i jego naturalnego otoczenia oraz kilkorga mądrych, dobrych ludzi.
Jans napisał w swojej książce wiele mądrych słów i zdań. Najbardziej utkwiło mi w pamięci, jedno, niestety bardzo prawdziwe...(...) dryfujemy w coraz bardziej pustym świecie.
Oby takich ludzi i książek było jak najwięcej.
Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)
poniedziałek, 13 lutego 2017
7 EW - Neal Stephenson
Wydawnictwo MAG, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Stephenson swoją mega książkę zaczyna mocno, bardzo mocno. Początkiem jest bowiem wybuch Księżyca. W efekcie tego Księżyc rozpada się na siedem części. Makabryczne, dziwne, niemożliwe?
Autor 7 EW udowadnia, iż wcale tak nie jest. Dodatkowo jest to tylko początek i to skromny początek całej opowieści, którą snuje na kolejnych blisko dziewięciuset stronach. Przyczyna rozpadu Księżyca jest tajemnicą prawie do końca książki.
Napisałem, iż rozpad Księżyca to dopiero początek. I tak jest. Jest to też jedno z wydarzeń, które prowadzi do apokaliptycznego kataklizmu na Ziemi. Nasza planeta staje się tykającą bombą z opóżnionym zapłonem. 7 części Księżyca rozpada się na mniejsze kawałki, które spalają się atmosferze tworząc tak niewyobrażalnie wysoką temperaturę, iż wyparowuje praktycznie wszystko łącznie z morzami, oceanami, zwierzętami. Przetrwa zaledwie garstka ludzi, która początkowo nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje. Jednak w momencie, gdy sobie z tego zdadzą sprawę rozpoczyna się akcja ratunkowa. A to dopiero początek.
7 EW podzielone jest jakby na dwie części, choć niektórzy dzielą tę książkę na trzy części. Jedna to opowieść o rozpadzie Księżyca, o skutkach tego zdarzenia, o tym jak do ludzi zaczyna wszystko docierać i jak zaczynają się przygotowywać (ci co nie wyparowali) do przetrwania. Czasu mają niewiele, od momentu rozpadu Księżyca niespełna dwa lata. W tej części widzimy także postępującą w błyskawicznym tempie degradację Ziemi i to jak ludzie próbują sobie z tym poradzić. Wychodzi im to umiarkowanie dobrze.
Ta część to taki miks filozoficzno-beletrystyczno-naukowy. Jest ona bardzo porządnie napisana (zresztą, jak wszystko czego autorem jest Stephenson) dopracowana w każdym calu, aczkolwiek na plan pierwszy wysuwa się dosyć naukowe potraktowanie tematu. Stephenson słynie ze ścisłego związku literatury z nauką. Nie jest to jednak w żadnym przypadku rozprawka naukowa, ani dzieło, które do tego miana predystynuje. Nie jest to także typowa beletrystyka z mocną domieszką fantastyki. Ot ta część to taki miks, w którym autorowi wszystko udało się doskonale wyważyć. Do całego zagadnienia Stephenson podchodzi niezwykle metodycznie. Cała otoczka dot. Ziemi, ludzi jest tylko jakby tłem, szkieletem do napisania konkretnej historii, historii katastrofy i ocalenia oraz czegoś jeszcze. Niewątpliwym plusem jest to, iż w całej historii wszystko choćby nie wiem jak niewiarygodne (wszak w pewne sprawy się nie wierzy, pewnych nie dopuszcza do świadomości) jest realne. Nie ma tu miejsca na snucie nieprawdopodobnych wizji czy nierealnych scenariuszy. To najmocniejsza, a jednocześnie najstraszniejsza strona 7 EW.
W drugiej części fabułą toczy się po upływie 5000 lat. Jest to moment, gdy Ziemia nadaje już się do zamieszkania, gdy z ocalałej garstki wybranych powstają nowe kolonie ludzi. Śledzimy odradzające się życie oraz to co pozostało z Ziemi.
Stephenson po raz kolejny udowadnia, iż nauka i wykształcony człowiek są najważniejsi. W całej książce rządzą rozum i nauka. Ci, którym udaje się uratować, przetrwać, to nie są zwykli przysłowiowi Kowalscy. To ludzie doskonale wykształceni, specjaliści, osoby wyjątkowe, takie które mogą się przydać ogółowi. Można tu dyskutować czy tylko takie osoby w razie ewentualnej katastrofy zasługiwałyby na ocalenie. Można debatować nad względami moralnymi, etycznymi. Dla wielu czytelników będą one miały znaczenia. Dla autora nie mają najmniejszych. Nie chcę wdawać się w dysputy moralno-etyczne. Jeżeli ten temat was interesuje, zachęcam do lektury książki.
7 EW to najmocniejsza z książek Stephensona. Jest ona także najbardziej naukowa. Jednak bez obaw, jeżeli ta tematyka was interesuje, a nie jesteście naukowcami (podobnie jak ja) to i tak śmiało poradzicie sobie z lekturą. W książce nie ma żadnych super dziwnych naukowych określeń. Ot jest tylko hołd złożony ludzkiemu intelektowi i nauce i przekonanie, iż to te dwie kwestie są najważniejsze. Polecam. Warto.
Recenzja mojego męża.
Stephenson swoją mega książkę zaczyna mocno, bardzo mocno. Początkiem jest bowiem wybuch Księżyca. W efekcie tego Księżyc rozpada się na siedem części. Makabryczne, dziwne, niemożliwe?
Autor 7 EW udowadnia, iż wcale tak nie jest. Dodatkowo jest to tylko początek i to skromny początek całej opowieści, którą snuje na kolejnych blisko dziewięciuset stronach. Przyczyna rozpadu Księżyca jest tajemnicą prawie do końca książki.
Napisałem, iż rozpad Księżyca to dopiero początek. I tak jest. Jest to też jedno z wydarzeń, które prowadzi do apokaliptycznego kataklizmu na Ziemi. Nasza planeta staje się tykającą bombą z opóżnionym zapłonem. 7 części Księżyca rozpada się na mniejsze kawałki, które spalają się atmosferze tworząc tak niewyobrażalnie wysoką temperaturę, iż wyparowuje praktycznie wszystko łącznie z morzami, oceanami, zwierzętami. Przetrwa zaledwie garstka ludzi, która początkowo nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje. Jednak w momencie, gdy sobie z tego zdadzą sprawę rozpoczyna się akcja ratunkowa. A to dopiero początek.
7 EW podzielone jest jakby na dwie części, choć niektórzy dzielą tę książkę na trzy części. Jedna to opowieść o rozpadzie Księżyca, o skutkach tego zdarzenia, o tym jak do ludzi zaczyna wszystko docierać i jak zaczynają się przygotowywać (ci co nie wyparowali) do przetrwania. Czasu mają niewiele, od momentu rozpadu Księżyca niespełna dwa lata. W tej części widzimy także postępującą w błyskawicznym tempie degradację Ziemi i to jak ludzie próbują sobie z tym poradzić. Wychodzi im to umiarkowanie dobrze.
Ta część to taki miks filozoficzno-beletrystyczno-naukowy. Jest ona bardzo porządnie napisana (zresztą, jak wszystko czego autorem jest Stephenson) dopracowana w każdym calu, aczkolwiek na plan pierwszy wysuwa się dosyć naukowe potraktowanie tematu. Stephenson słynie ze ścisłego związku literatury z nauką. Nie jest to jednak w żadnym przypadku rozprawka naukowa, ani dzieło, które do tego miana predystynuje. Nie jest to także typowa beletrystyka z mocną domieszką fantastyki. Ot ta część to taki miks, w którym autorowi wszystko udało się doskonale wyważyć. Do całego zagadnienia Stephenson podchodzi niezwykle metodycznie. Cała otoczka dot. Ziemi, ludzi jest tylko jakby tłem, szkieletem do napisania konkretnej historii, historii katastrofy i ocalenia oraz czegoś jeszcze. Niewątpliwym plusem jest to, iż w całej historii wszystko choćby nie wiem jak niewiarygodne (wszak w pewne sprawy się nie wierzy, pewnych nie dopuszcza do świadomości) jest realne. Nie ma tu miejsca na snucie nieprawdopodobnych wizji czy nierealnych scenariuszy. To najmocniejsza, a jednocześnie najstraszniejsza strona 7 EW.
W drugiej części fabułą toczy się po upływie 5000 lat. Jest to moment, gdy Ziemia nadaje już się do zamieszkania, gdy z ocalałej garstki wybranych powstają nowe kolonie ludzi. Śledzimy odradzające się życie oraz to co pozostało z Ziemi.
Stephenson po raz kolejny udowadnia, iż nauka i wykształcony człowiek są najważniejsi. W całej książce rządzą rozum i nauka. Ci, którym udaje się uratować, przetrwać, to nie są zwykli przysłowiowi Kowalscy. To ludzie doskonale wykształceni, specjaliści, osoby wyjątkowe, takie które mogą się przydać ogółowi. Można tu dyskutować czy tylko takie osoby w razie ewentualnej katastrofy zasługiwałyby na ocalenie. Można debatować nad względami moralnymi, etycznymi. Dla wielu czytelników będą one miały znaczenia. Dla autora nie mają najmniejszych. Nie chcę wdawać się w dysputy moralno-etyczne. Jeżeli ten temat was interesuje, zachęcam do lektury książki.
7 EW to najmocniejsza z książek Stephensona. Jest ona także najbardziej naukowa. Jednak bez obaw, jeżeli ta tematyka was interesuje, a nie jesteście naukowcami (podobnie jak ja) to i tak śmiało poradzicie sobie z lekturą. W książce nie ma żadnych super dziwnych naukowych określeń. Ot jest tylko hołd złożony ludzkiemu intelektowi i nauce i przekonanie, iż to te dwie kwestie są najważniejsze. Polecam. Warto.
niedziela, 12 lutego 2017
Dziewczyna w lodzie - Robert Bryndza
Wydawnictwo Filia
Hmmm nie wiem doprawdy, jak ocenić tę książkę. Ma ona wiele plusów, ale i wiele minusów.
Jako kryminał Dziewczyna w lodzie wypada trochę powyżej średniej, ale niewiele. Kryminalny bestseller to to z pewnością nie jest.
Niewątpliwie za to jest to bardzo dobra powieść obyczajowo-społeczna prezentująca walkę zaciętej policjantki Eriki Foster z własną traumą, ale także niechęcią kolegów po fachu oraz snobów z wyższych klas społecznych. Akcja rozgrywa się współcześnie w Wielkiej Brytanii, gdzie jak udowadnia autor, podział na klasy społeczne nadal jest silny.
Erika to kobieta z przeszłością, którą dotknęło wielkie nieszczęście. To także doskonale nakreślona bohaterka i największy atut książki.
Szansą dla jej psychiki i powrotu do pracy w policji ma być dochodzenie w sprawie zabójstwa córki znanego biznesmena i arystokraty.
Od początku Foster musi toczyć walkę i to na wszystkich możliwych frontach. Wszystko zdaje się sprzysięgać przeciwko niej. Nawet z wynajętym mieszkaniem jest coś nie tak. Ona jednak się nie poddaje. Taka trochę super woman, w pozytywnym, nieprzerysowanym jednak znaczeniu. Nie ukrywam, spryt, niewątpliwa inteligencja, determinacja Eriki bardzo przypadły mi do gustu i w trakcie lektury wiernie jej kibicowałam.
Oprócz doskonale wykreowanej postaci Eriki Foster sporym plusem książki jest doskonale oddane tło społeczno-obyczajowe. Anglia u Bryndzy to kraj jakby skostniały, żywcem przeniesiony z minionych stuleci, pełen tytułów szlachecki, kultu konwenansów i pieniądza oraz ponurych domostw.
Do tego dochodzi moc bogactwa przekazywanego z pokolenia na pokolenie i świadomość, że za pieniądze można kupić i ukryć dosłownie wszystko. Trudno polubić tak nakreślony obraz kraju jak i żyjących wg. tych zasad ludzi. To sprawiło, iż książki Roberta Bryndzy zostały jak dotąd przetłumaczone na dwadzieścia jeden języków, a ich łączny nakład wyniósł ponad milion egzemplarzy.
Na tym tle rozgrywa się, jak już wspomniałam, umiarkowanie dobry kryminał. Wątek prowadzonego dochodzenia był sztampowy i przewidywalny aż do bólu. Po kilku rozdziałach wiedziałam, co się stanie dalej..a to w przypadku kryminału wręcz tragedia. Dlatego jeżeli zdecydujecie się na lekturę Dziewczyny w lodzie, to pamiętajcie o tym, iż to nie jest kryminał, mimo, iż tak książka jest reklamowana.To powieść z wątkiem kryminalnym. Tylko tyle, albo aż, zależy jak na to spojrzeć.
Nie ukrywam, iż Bryndza pisze nieźle. Postać Eriki i cała otoczka na wielki plus. Z tych powodów powinien skupić się na tym co wychodzi mu doskonale, na powieściach obyczajowo-społecznych z wątkiem psychologicznym, a kryminały raczej sobie darować. Jestem przekonana, że gdyby autor popracował nad porządną powieścią (bez wątku kryminalnego w tle) odniósłby sukces.
Dziewczyna w lodzie otwiera serię z Eriką Foster. Jestem ciekawa dalszych losów policjantki.Zobaczymy jaka będzie ta nowość , która niebawem się ukaże i jak Bryndzy pójdzie z wątkiem kryminalnym. Chociaż w tym zakresie nie obstawiam wielkich zmian.
Książkę bardzo dobrze się czyta. Robert Bryndza pisze lekko. W związku z tym pozycję tę mogę polecić jako niezłe czytadło. Jednak nie oczekujcie kryminału ze skomplikowanym
śledztwem czy zagmatwanym wątkiem albo wyrafinowanym zabójcą.
Hmmm nie wiem doprawdy, jak ocenić tę książkę. Ma ona wiele plusów, ale i wiele minusów.
Jako kryminał Dziewczyna w lodzie wypada trochę powyżej średniej, ale niewiele. Kryminalny bestseller to to z pewnością nie jest.
Niewątpliwie za to jest to bardzo dobra powieść obyczajowo-społeczna prezentująca walkę zaciętej policjantki Eriki Foster z własną traumą, ale także niechęcią kolegów po fachu oraz snobów z wyższych klas społecznych. Akcja rozgrywa się współcześnie w Wielkiej Brytanii, gdzie jak udowadnia autor, podział na klasy społeczne nadal jest silny.
Erika to kobieta z przeszłością, którą dotknęło wielkie nieszczęście. To także doskonale nakreślona bohaterka i największy atut książki.
Szansą dla jej psychiki i powrotu do pracy w policji ma być dochodzenie w sprawie zabójstwa córki znanego biznesmena i arystokraty.
Od początku Foster musi toczyć walkę i to na wszystkich możliwych frontach. Wszystko zdaje się sprzysięgać przeciwko niej. Nawet z wynajętym mieszkaniem jest coś nie tak. Ona jednak się nie poddaje. Taka trochę super woman, w pozytywnym, nieprzerysowanym jednak znaczeniu. Nie ukrywam, spryt, niewątpliwa inteligencja, determinacja Eriki bardzo przypadły mi do gustu i w trakcie lektury wiernie jej kibicowałam.
Oprócz doskonale wykreowanej postaci Eriki Foster sporym plusem książki jest doskonale oddane tło społeczno-obyczajowe. Anglia u Bryndzy to kraj jakby skostniały, żywcem przeniesiony z minionych stuleci, pełen tytułów szlachecki, kultu konwenansów i pieniądza oraz ponurych domostw.
Do tego dochodzi moc bogactwa przekazywanego z pokolenia na pokolenie i świadomość, że za pieniądze można kupić i ukryć dosłownie wszystko. Trudno polubić tak nakreślony obraz kraju jak i żyjących wg. tych zasad ludzi. To sprawiło, iż książki Roberta Bryndzy zostały jak dotąd przetłumaczone na dwadzieścia jeden języków, a ich łączny nakład wyniósł ponad milion egzemplarzy.
Na tym tle rozgrywa się, jak już wspomniałam, umiarkowanie dobry kryminał. Wątek prowadzonego dochodzenia był sztampowy i przewidywalny aż do bólu. Po kilku rozdziałach wiedziałam, co się stanie dalej..a to w przypadku kryminału wręcz tragedia. Dlatego jeżeli zdecydujecie się na lekturę Dziewczyny w lodzie, to pamiętajcie o tym, iż to nie jest kryminał, mimo, iż tak książka jest reklamowana.To powieść z wątkiem kryminalnym. Tylko tyle, albo aż, zależy jak na to spojrzeć.
Nie ukrywam, iż Bryndza pisze nieźle. Postać Eriki i cała otoczka na wielki plus. Z tych powodów powinien skupić się na tym co wychodzi mu doskonale, na powieściach obyczajowo-społecznych z wątkiem psychologicznym, a kryminały raczej sobie darować. Jestem przekonana, że gdyby autor popracował nad porządną powieścią (bez wątku kryminalnego w tle) odniósłby sukces.
Dziewczyna w lodzie otwiera serię z Eriką Foster. Jestem ciekawa dalszych losów policjantki.Zobaczymy jaka będzie ta nowość , która niebawem się ukaże i jak Bryndzy pójdzie z wątkiem kryminalnym. Chociaż w tym zakresie nie obstawiam wielkich zmian.
Książkę bardzo dobrze się czyta. Robert Bryndza pisze lekko. W związku z tym pozycję tę mogę polecić jako niezłe czytadło. Jednak nie oczekujcie kryminału ze skomplikowanym
śledztwem czy zagmatwanym wątkiem albo wyrafinowanym zabójcą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









