czwartek, 10 października 2013

Mamy zwycięzcę konkursu - Upoluj 200,000....

...to Weronika Walter, która przysłała o godzinie 23.46 takie zdjęcie bloga...
Dziękuję:) Dziękuję też wszystkim, którzy poczuli w sobie ducha myśliwego i brali udział w polowaniu:)
Weronice należy się podwójne uznanie, bo upolowała równo 200,000 i to jeszcze o tak póżnej godzinie. Dlatego postanowiłam dodać jeszcze jedną książkę...Weroniko wybierz proszę 2 książki ze strony - Sprzedam książki na tym blogu, a trzecią pozycję dołożę gratis, tylko napisz czy ta niespodzianka to ma być coś z lit. polskiej, a może zagranicznej, czy kryminał, czy może jakaś obyczajówka...
Zapraszam do kolejnej zabawy. Tym razem polujemy na 250,000 wejść na bloga. Zasady te same:)
Zajrzałam przed chwilą w statystyki i zrobiłam wielkie oczy, wczoraj na blog weszły 1092 osoby. Rekord i magia konkursu:)

Wczoraj wieczorem oglądałam I odcinek serii o komisarzu Brunettim. Wspominałam o tym w poprzednim poście. Jeżeli macie możliwość, gorąco polecam. Film nakręcony przez Niemców, więc w wersji oryginalnej oglądałam. Są napisy do ustawienia po angielsku i w innych językach. Po polsku niestety brak. Film rewelacja, a Uwe Kockisch jako Brunetti świetny:). Ale jestem bezkrytyczna, oceniam całokształt, a ocena zakochanej w serii kryminałów i w Wenecji osoby jest hmm z lekka nie obiektywna. Mój mąż (już nie taki wielbiciel prozy Donny Leon jak ja) podszedł do filmu odrobinę sceptycznie. 
Mam wszystkie odcinki serialu, o takie wydanie jak to po lewo. I bardzo się z tego cieszę. zapowiada się u mnie filmowa jesień z Komisarzem Brunettim.











Dzisiaj póżnym wieczorem lecę na weekend do Polski. Wiem, że jakieś książki na mnie czekają, po niedzieli zamieszczę zdjęcie stosika. Koszmarnie boję się latać. Statystyki znam, ale uważam, że w samochodzie ma się większa szansę w trakcie ew. wypadku niż w samolocie. No zdecydowanie większą.
Na drogę biorę lekturę, lekką łatwą i mam nadzieję, że przyjemną... 

Pozdrawiam i miłego dnia.




środa, 9 października 2013

Moje filmowe plany na wieczór...


Zarówno Wenecję, jak i serię kryminałów autorstwa Donny Leon darzę miłością wielką. Ich główny bohater, komisarz Guido Brunetti jest dla mnie ideałem współczesnego detektywa:). Wszystkie filmy z serii o przygodach Herkulesa Poirota mam obejrzane (niektóre nawet po dwa razy), więc od dzisiaj rozpoczynam przygodę z filmowym komisarzem Brunettim.
Zaczynam od 1. części serii, Śmierć w La Fenice, a póżniej w planach mam kolejne odcinki. Nawet jeżeli film okaże się średni to i tak będę oglądać ze względu na Wenecję.

Czy ktoś z Was oglądał może serię z Brunettim? Lubicie kryminały Donny Leon?

Dom na Skarpie - Nora Roberts

Wydawnictwo G+J, Okładka twarda, 584 s., Moja ocena 5/6
Dom na skarpie to kolejna książka poczytnej pisarki Nory Roberts, od lektury której nie mogłam się oderwać. Jak to u Roberts bywa, mimo sporej objętości książkę czyta się błyskawicznie. Lekka, wciągająca treść, szarych komórek zbytnio nie trzeba uruchamiać. Idealna pozycja, gdy nie trzeba nic innego robić, albo robić się nie chce. 
Tytułowy dom na skarpie od wielu pokoleń należy do zamożnej rodziny Landonów. Pewnego dnia do rodzinnego domu przybywa Eli Landon, który chce w niewielkim miasteczku wyleczyć rany po jeszcze świeżo przebytej tragedii. Jego żona została w wyjątkowo brutalny sposób zamordowana. Mimo, iż ich małżeństwo nie było zbyt udane, w zasadzie mieli się rozwodzić, to jednak Elii przeżył szok, gdy tajemniczy zabójca brutalnie zamordował Lindsey w ich domu. Co gorsza, głównym podejrzanym był Eli. I mimo, iż nie było przeciwko niemu niepodważalnych dowodów, męźczyzna wiele wycierpiał. Teraz w niewielkim Whiskey Beach szuka odpoczynku. Jednak nie będzie mu on dany. Eli poznaje energiczną Abrę, która krok po kroku zmienia jego życie i podejście do tego co było, jest i będzie. Jeżeli jednak myślicie o typowym romansie, to jesteście w błędzie. Tzn. romans będzie, jak w każdej szanującej się książce autorstwa Nory Roberts, ale nie tylko. Autorce w doskonały sposób udało się połączyć kilka gatunków - romans, kryminał, thriller i powieść obyczajową z wątkami psychologicznymi. Co istotne, pisarka tak dobrała...proporcje, że żaden z w/w gatunków literackich nie dominuje, nie wysuwa się na plan pierwszy. Jeżeli do tego dodamy niebanalna intrygę, trzymającą w napięciu akcję, tajemnicę, ciekawe retrospekcje z życia rodziny Landonów, to mamy przepis na sukces, czyli kolejną wyborną książkę Nory Roberts, którą mimo sporej objętości czyta się wyśmienicie. Nie wiem co takiego jest w twórczości Nory Roberts, że wszystkie jej książki czyta się wyśmienicie, mimo, iż to jedna z najpłodniejszych pisarek na świecie. Wydawałoby się, że z biegiem czasu (z każdą kolejną książką) powinna już odrobinę się wyeksploatować, jak to ma miejsce u innych pisarzy. Ale nic z tego. Nora Roberts nadal trzyma poziom i to bardzo wysoki. Po każdą jej książkę można sięgać w ciemno. Każda nowa lektura jej autorstwa zapewnia kilka godzin w oderwaniu od rzeczywistości. Nie inaczej jest z Domem na skarpie. Gorąco zachęcam do lektury.  



KONKURS!!! Wygraj 2 książki. Ostatnie...godziny...

200,000 wejść zbliża się baaaardzo wielkimi krokami, może to już jutro, kto wie:)
Przypominam zasady i zachęcam do obserwowania i zrobienia zdjęcia...

Ta osoba, która jako pierwsza zauważy, że licznik wskazuje co najmniej 200,000 wejść na mojego bloga i przyśle na email anetapzn@gazeta.pl zdjęcie ekranu dostanie 2 książki:  1 może sobie wybrać ze strony (na tym blogu) sprzedam książki, a druga to będzie książka niespodzianka. Wysyłka książek w terminie 7 dni od daty ogłoszenia wyników listem poleconym na terenie Polski. Zaznaczam, że nie musi to być równo 200,000 wejść uwiecznione na zdjęciu, może to być 2-3-5 więcej (ale nie mniej niż 200,000). Wygrywa ta osoba, która jako pierwsza wyśle emaila ze zdjęciem liczby wejść najbliższej 200,000.Liczy się godzina, o której email z czytelnym zdjęciem dotrze do mnie na skrzynkę.

wtorek, 8 października 2013

Płomienie śmierci - Alex Kava

Wydawnictwo Harlequin/Mira, Okładka miękka, Moja ocena 5/6
Kolejny świetny kryminało-thriller autorstwa Alex Kavy. Na tej pisarce nigdy się nie zawiodła. Każda jej dotychczas przeczytana książka zapewnia niezłą dawkę emocji i doskonała rozrywkę. A główna bohaterka większości książek Kavy, agentka FBI Maggie O'Dell jest jedną z najbardziej przeze mnie lubianych kobiecych postaci w literaturze sensacyjno-kryminalnej.
Płomienie śmierci udowadniają, że w przeciwieństwie do wielu innych pisarzy, Kava trzyma nadal wysoki poziom. Niektórym autorom zdarza się, że przy którymś z kolei tomie odrobinę (lub nawet więcej) schodzą z początkowego poziomu i z każdą kolejna książkę ich literatura staje się gorsza, bardziej sztampowa. U Kavy tak nie jest. Ba, mam wrażenie, że z każdym tomem warsztat pisarski autorki jest coraz lepszy. Oby tak dalej.
W Płomieniach śmierci akcja rozgrywa się w iście błyskawicznym tempie. Autorce udało się zbudować pełną napięcia atmosferę, w której niestrudzona Maggie prowadzi sprawnie śledztwo. Jednoczęśnie agentka próbuje sobie poradzić sama ze sobą, ze swoimi problemami dnia codziennego oraz przeszłością, a w zasadzie jej demonami, które ciągle ją prześladują. 
Ogromne nagromadzenie wydarzeń w ciągu zaledwie siedmiu dni, w trakcie których rozgrywa się fabuła książki, oraz sprawne pióro pisarki sprawiają, że od lektury nie można się oderwać. Intryga jest wyjątkowo skomplikowana, ale i doskonale przemyślana. Brak w książce dziwnych, zupełnie niezrozumiałych akcji, jak to się czasami spotyka u innych autorów. Mamy za to wszystko, co w książkach pisarki cenię. Cieszę się, że tym tytułem Kava zapoczątkowała kolejną serię przygód agentki O'Dell, która będzie  miała swoją kontynuację w kolejnych książkach.
Gorąco zachęcam do lektury Płomieni śmierci, a ja czekam na kolejny tom przygód agentki O'Dell, który (biorąc pod uwagę zaskakujące zakończenie książki) mam nadzieje, niedługo ukaże się na naszym rynku.

Jesienne zapowiedzi PWN...

Obraz w treści 1 
16 października ukaże się kolejna z naszych jesiennych nowości, książka "Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię" Marka Łuszczyny. 
 Agentki, które pracowały dla polskiego – ale też brytyjskiego lub hitlerowskiego – wywiadu; rodowite Polki i kobiety, dla których Polska stała się nową ojczyzną. Arystokratki, żony dyplomatów, córki przedsiębiorców, troskliwe panie domu i przedwojenne feministki, dojrzałe opiekuńcze matki i nastolatki, którym ledwo starczało siły, by przeładować pistolet. W czasie drugiej wojny światowej miały zdobywać i dostarczać w odpowiednie ręce informacje, od których zależał los setek tysięcy ludzi. Zostały szpiegami z pobudek patriotycznych i wewnętrznej potrzeby, a czasem przez przypadek, wrodzoną naiwność lub ślepą miłość.
Obraz w treści 1 
 16 października premiera barwnej jak lata 60. książki Andrzeja Klima  „Seks, sztuka i alkohol. Życie towarzyskie lat 60.”
Czy premier Cyrankiewicz był miłośnikiem pięknych kobiet, dobrych alkoholi i wykwintnych dań? Czemu małżeństwo Elżbiety Czyżewskiej z Amerykaninem wzbudziło sensację towarzyską? Kto złączył łańcuchem dłonie świeżo poślubionych państwa Cybulskich? Czy również dzieci prowadziły życie towarzyskie na transatlantyku „Batory”, podczas gdy rodzice oddawali się przyjemnościom leżakowania na pokładzie?

Andrzej Klim zabiera nas w podróż do barwnych lat sześćdziesiątych, kiedy w warszawskim SPATiF-ie dyskutowano Heideggera i szanse odzyskania niepodległości, Czesław Niemen koncertował w Stodole, a w sylwestrową noc Szampanskoje Igristoje lało się strumieniami. Pokazuje szerokie spektrum życia kulturalnego ponurym PRL-u, zaprasza do kultowych miejsc, kabaretów, klubów studenckich, odsłania kulisty życia towarzyskiego w ośrodkach wypoczynkowych i sanatoriach, a także osobliwości rozrywek kultywowanych w kręgach dyplomatycznych.

Premiera: 18 października 2013 r.

Wywiad rzeka z Władysławem Bartoszewskim
Przygotowując się do rozmowy z Władysławem Bartoszewskim, poprosiłem przyjaciół o pomoc w znalezieniu stosownego tytułu całości. Pierwszy z nich powiedział: – Ostatni, co tak poloneza wodzi... – i aż oczy mu zabłysły z zadowolenia. Drugi z uporem powtarzał, że z takiej rozmowy powinny wynikać wnioski praktyczne. – Niech to będzie „Osobisty poradnik na ciężkie czasy”. Trzeci wspomniał o napisie widniejącym na medalu Yad Vashem: „Kto ocala jedno życie, ocala cały świat”. Czwarty zaś zaproponował: – ...my z niego wszyscy... – by po chwili dodać: – Chciałoby się, żeby tak było...fragment wstępu Michała Komara

Joanna Chmielewska nie żyje

Źródło: www.chmielewska-czytajmy.info

Wczoraj zmarła Joanna Chmielewska, jedna z najpopularniejszych autorek polskich powieści kryminalno-obyczajowych, takich jak "Lesio", "Wszystko czerwone" czy "Skarby". O śmierci pisarki poinformowało Wydawnictwo Klin, w którym ukazały się Jej ostatnie książki. 

Autorka powieści sensacyjnych, komediowych, a także wielu książek dla dzieci i młodzieży zmarła w wieku 81 lat.

Była niewątpliwie najpopularniejszą współczesną polską pisarką. Łączny nakład jej powieści w Polsce przekroczył 6 mln egzemplarzy, a w Rosji - gdzie uważana jest za najpoczytniejszą pisarkę zagraniczną - 8 mln.
Strasznie mi smutno. Pani Joanna i Jej książki towarzyszyli mi od dzieciństwa. Mam 5 wydań mojego ukochanego "Lesia". Wszystkie zdarte, sczytane, trzymam jak relikwie, nawet te sprzed ponad 20 lat:). Do wielu książek Pani Joanny wracam co roku. I mimo, że znam je na ogół na pamięć, uwielbiam je czytać i cały czas mnie wprawiają w doskonały humor. I za to pisarce z całego serca dziękuję. 
Zgadzam się z Nią, a dokładnie z tym, co powiedziała w jednym z wywiadów...że za rozweselanie społeczeństwa powinna dostać Nobla. 
Moja recenzja - Wszystko czerwone 

poniedziałek, 7 października 2013

Miraż - Matt Ruff

Wydawnictwo Rebis, Okładka miękka, 440 s., Ocena 5/6
Recenzja mojego męża. Ja książki jeszcze nie czytałam. Zapewne to zrobię, ale kiedy, nie mam pojęcia. Inne pozycje czekają w kolejce na stoliku nocnym. A, że książka warta jest polecenia i lektury, zamieszczam recenzję męża.

Książka bazuje na bardzo ciekawym pomyśle odwrócenia rzeczywistości.
Stany Zjednoczone Ameryki, obecnie gigant, nie są już supermocarstwem. Wszystkie stany tworzą kiepskiej jakości konglomerat mini państw-stanów, które zamiast w imię wspólnego dobra jednoczyć się, walczą ze sobą. Większość dzisiejszego USA zamieszkują chrześcijanie, którzy tylko myślą o tym jak przeprowadzić świętą wojnę i wymordować muzułmanów.  Przodującym na świecie państwem jest twór o nazwie Zjednoczone Państwa Arabskie. Oprócz tego istnieje wiele dziwnych państw, granice zostały poprzesuwane, nic nie wygląda tak jak obecnie.  Zamiast dzisiejszej potężnej Rosji mamy Związek Prawosławny. Jakby tego było mało, pozmieniały się granice, miejsca na mapie świata, które dane państwa zajmują. Ot chociażby Izrael, który... graniczy z Polską. Pewnego dnia wszystko zmienia się jeszcze bardziej. Mamy 09 listopada 2001r. Zauważcie, że autor odwrócił datę, zamienił miesiąc z dniem i zamiast 11.09 mamy 09.11. Tego dnia kamikadze uprowadzają cztery samoloty, które owszem uderzają w wieże, ale w ...stolicy Iraku w Bagdadzie. Owymi kamikadze są oczywiście ortodoksyjni, wręcz fanatyczni chrześcijanie, którzy chcą zniszczyć ZPA, czyli Zjednoczone Państwa Arabskie.Rozpoczyna się inwazja na państwo-zlepek, czyli twór, który zastępuje dzisiejsze USA. A to dopiero początek. Co dalej z tego wyniknie? Nie zdradzę, zachęcam za to do lektury Mirażu. Książkę czyta się doskonale, szybko, a akcja jest o tyleż unikalna, co zaskakująca. Jeżeli myślicie, że to zwykły thriller z odrobinę odwróconą rzeczywistością, to jesteście w wielkim błędzie. Ruff pokusił się o dokonanie rzeczy zaskakującej. W trakcie lektury okaże się, że wszystko o czym czytacie to ułuda, tytułowy miraż, a prawda (o ile takowa w ogóle istnieje) jest wielce zaskakująca. Autor zastosował unikalne rozwiązanie. Początkiem każdego rozdziału jest wypis z  ... biblioteki aleksandryjskiej. Tak dobrze czytacie. Chodzi o tę największa bibliotekę świata, która istniała w starożytności. Wbrew pozorom taki zabieg niezwykle ułatwia lekturę.
Trudno cokolwiek więcej napisać o Mirażu (nie zdradzając dalszego biegu wydarzeń) poza tym, że to doskonała, najwyższych lotów książka o zaskakującej treści i wyjątkowo unikalnej alternatywnej wersji historii znanego nam z pozoru świata.

Ciotki - Anna Drzewiecka

Wydawnictwo M, Okładka miękka, 150 s., Moja ocena 4,5/6
Sięgam po pozycje, które trochę czasu już u mnie leżą i mam w stosunku do nich wyrzuty sumienia. A ponieważ ten weekend miałam tylko dla siebie, przeznaczyłam go na czytanie i spacery w jesiennym słońcu.
Ciotki, to zbiór impresji, wycinków z życia, wspomnień dziewczynki, które przywołuje w pamięci dorosła już kobieta. Zagłębiając się we wspomnieniach głównej bohaterki, poznajemy świat jej dzieciństwa, słuchamy opowieści licznych ciotek, babci, poznajemy moc rodzinnych wspomnień i przesądów oraz tajemnic przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
W trakcie lektury wielokrotnie wzruszyłam się, bo powracałam wspomnieniami do mojego dzieciństwa, szczególnie okresu, gdy jeżdziłam na całe wakacje do ukochanych dziadków. Też miałam wokół siebie dużą rodzinę, też większość wspomnień nadal pozostaje żywa w mojej pamięci mimo upływu wielu, wielu lat. 
Nie jestem pewna (bo autorka nie pisze tego wprost), ale odnoszę wrażenie, iż autorka pisze o sobie, o swojej rodzinie, o swoim dzieciństwie. Ta niewielka, niepozorna książka jest wręcz przesycona wspomnieniami, refleksjami, emocjami. Trudno byłoby w tak emocjonalny sposób spisać czyjeś, czy wymyślone wspomnienia. Pierwszoosobowa narracja pozwala nam wczuć się w nastrój i chłonąć magię opowieści i tajemniczego rodu, którego początkiem było drzewo widoczne na okładce. Dlaczego tytuł książki to ciotki, czym te 8 pań się wyróżniało? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury. Warto sięgnąć po tę niepozorną książeczkę, zaparzyć sobie filiżankę dobrej herbaty i przenieść się na kilka godzin do świata dzieciństwa głównej bohaterki.

niedziela, 6 października 2013

Zapach świeżej kawy - Kordian Tarasiewicz

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka miękka, 208 s., Moja ocena 5,5/6
Tak jak wczoraj wspomniałam, w ten weekend poświęcam się tylko książkom i czytam te pozycje, dla których wcześniej nie miałam czasu. Jedną z takich książek, przekładanych, odkładanych jest właśnie Zapach świeżej kawy.Ponieważ jestem zagorzałą zwolenniczką kawy, lektury tej pozycji nie mogłam sobie odmówić.
Kawa, to iście magiczny napój, nawet Ci, którzy jej nie piją, kochają zapach świeżo parzonej kawy. Moim skromnym zdaniem, jeden ze wspanialszych zapachów. Zawartość książki na pewno zadziwia. Spodziewałam się wywodów o kawie samej w sobie, o ziarnach, o sposobach parzenia etc. Dostałam coś z goła innego, a mianowicie opowieść o wielkiej pasji i wielkim sercu dla ludzi, które posiadał autor niniejszej pozycji i jego rodzina. Kordian Tarasiewicz swoją opowieść rozpoczyna w II połowie XIX wieku, kiedy przygodę z własnym biznesem rozpoczął jego dziadek. Był rok 1892.
Tadeusz Tarasiewicz, założyciel firmy
To właśnie Tadeusz Tarasiewicz założył firmę o nazwie Pluton, która zajmowała się paleniem ziaren kawy. Mimo początkowych obaw, firma rozwijała się doskonale.  Po 25 latach, Pluton posiadał sześć sklepów w Warszawie i dwa w Łodzi. Dla uczczenia jubileuszu została powołana Kasa Pożyczkowo-Oszczędnościowa Pracowników Fabryki Pluton w Warszawie, której kapitał był tworzony przez 5% opłaty od wynagrodzeń pracowników i 2% ze strony właścicieli. Póżniej interes przejął wujek pana Kordiana, a po jego niespodziewanej śmierci w 1906 r. ojciec autora książki. W 1934r. on sam rozpoczyna kierowanie rodzinną firmą. Był wtedy młodym człowiekiem, na barki którego spadła odpowiedzialność za kierownictwo rodzinnym przedsiębiorstwem, troskę o pracowników i ich rodziny oraz akcjonariuszy firmy. Męźczyzna nad wyraz dobrze poradził sobie z tym zadaniem. Ba, stał się modelem, przykładem doskonałego biznesmena. Bowiem Kordian Tarasiewicz nie tylko w miarę gładko przeprowadził rodzinną firmę przez ogólnoświatowy kryzys, ale po jego ustąpieniu rozwinął przedsiębiorstwo i wprowadził wiele nowości. M.in. sponsorował wyprawy badawczo-naukowe, wprowadził specjalne pakiety socjalne dla pracowników rozwijał pomoc społeczną dla pracowników, zapewniając im opiekę lekarską i zakup leków, a także pomagał oficerom przebywającym w oflagach oraz wraz z innymi firmami wspierał schroniska dla ok. setki dzieci wysiedlonych z Zamoyszczyzny. etc.
Sklep firmowy w Warszawie, 1891rok.
Sami przyznacie, że jak na lata 30. XX wieku, nie lada odważne i nowatorskie posunięcia.A i teraz większość pracodawców aż tak nie dba o podwładnych. Jednak książka ta to nie suchy wykład z pogranicza ekonomii i biznesu. Jest to przede wszystkim magiczna wręcz opowieść, w której na równi przeplatają się dzieje kawy i kawiarni w Polsce oraz losy ludzi - zarówno właścicieli firmy Pluton, jak i jej pracowników. Kordian Tarasiewicz z wielkim sentymentem, ale bez zbędnego patosu opowiada o sobie, o rodzinie, o firmie. Co i rusz oddaje głos dawnym pracownikom firmy, jej
Pakowanie kawy w firmie Pluton, przed II wojną światową
przyjaciołom, pokazuje liczne zdjęcia. Jednym słowem zabiera nas w magiczną podróż wstecz do miejsca, które niestety już nie istnieje. Wspaniała lektura, szczególnie w dobie komercjalizacji, pędu życia, braku dbałości o pracownika i zastępowania częstokroć prawdziwej kawy wypełnionymi chemią kapsułkami. Gorąco zachęcam do lektury, nie tylko kawoszy:). To książka z sercem i duszą.







Zdjęcia pochodzą ze strony www.tarasiewicz.info