Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo naukowe pwn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo naukowe pwn. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lutego 2016

Uciekinier - Józef Makowski

Dom Wydawniczy PWN, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.
Kolejna z serii książek o wspólnym tytule Karty Historii. Każda z tych pozycji prezentuje wspomnienia z okresu II wojny światowej.
Uciekinier, to 3. wydanie wspomnień bohatera. Pierwsze dwa miały miejsce odpowiednio w 1961 i 1962 roku nakładem Wydawnictwa Czytelnik. Nosiły tytuł Wehrmachtgefolge.
Autor i bohater wspomnień, Józef Makowski, to polski Żyd, który krocząc typową dla jego pobratymców wojenną ścieżką nagle, przez zupełny przypadek zbacza z niej i znając perfekcyjnie język niemiecki, potrafiąc wykorzystać to co było jego atutem, zostaje wcielony do cywilnych służb pomocniczych Wehrmachtu, nazywanych właśnie Wehrmachtgefolge.

Mimo wielkiego wstrętu do niego, mundur niemiecki zapewnia doskonałe życie (w porównaniu do tego wypełnionego losami mieszkańca getta ściganego tylko za bycie Żydem) i jeszcze lepszą ochronę.
Nowa tożsamość służy Makowskiemu przez 

3 lata. Pod jej osłoną prowadzi on życie bez mała luksusowe, nie tylko jak na owe wojenne czasy.
W trakcie lektury nasuwa się wiele różnych pytań. Przede wszystkim zastanawiające jest, jak wiele musiał przejść Makowski, który pod płaszczykiem ocalenia życia doświadczył dramatu człowieka rozdartego między powinnością walczenia o swój kraj, naród, a chęcią ocalenia siebie za wszelka cenę.
Poza tym strach przed zdemaskowaniem. Nigdy nie mógł być pewien, czy jego fałszywa tożsamość nie zostanie odkryta.

Makowski udowadnia, ze wojna, walka z okupantem, to nie tylko sabotaż i strzelanie, ale także (a może przede wszystkim) walka z lękiem i samym sobą. Do tego wszystkiego dochodziła obawa przed tym co będzie po wojnie, jak jego sposób przetrwania dobiorą Polacy, inni Żydzi, czy nie zostanie uznany za zdrajcę. 
Plusem książki jest także ukazanie różnych obrazów dot. okupacji na Kresach. Spora ich część zdecydowanie odbiega od tych, jakie nam prezentowano w filmach, czy na lekcjach historii.
Bez wątpienia jest to pozycja kontrowersyjna. Warto po nią sięgnąć, żeby na chwilę się zamyślić, żeby inaczej spojrzeć na pewne rzeczy. Nie zawsze wszystko jest albo czarne albo białe.
Zachęcam do lektury.

środa, 18 marca 2015

Jan Nowak- Jeziorański, Zbigniew Brzeziński Listy 1959-2003

Wydawnictwo Naukowe PWN, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Książka ta to doskonały zbiór listów, jakie na przestrzeni lat 1959-2003 wymienili ze sobą Jan Nowak Jeziorański (wieloletni dyrektor Radia Wolna Europa) i Zbigniew Brzeziński (politolog, doradca prezydenta Cartera). Obaj panowie bardzo znani na całym świecie, obaj Polacy, obaj zasłużeni dla swojej ojczyzny, obaj na emigracji, a prywatnie wielcy przyjaciele, którzy w przytoczonych listach wymieniają się uwagami dot. wszystkiego co ich zajmuje i otacza, co stanowi sens ich życia, a co mniej lub bardziej okrężną drogą zawsze dotyczy Polski.
Jan Nowak-Jeziorański napisał 213 listów, a Zbigniew Brzeziński 171. 
Listy obu pan ów to swoista kronika ówczesnego świata. A wiele się wtedy działo. Zimna wojna, w Polsce komunizm, zmiany na światowej arenie, zmiany w polityce USA, dążenie Radia Wolna Europa do zachowania samodzielności i bezstronności i wiele innych. 
Korespondencja obu panów rozpoczęła się na 2 lata przed wzniesieniem muru w Berlinie. Był to okres ważny, dramatyczny w wymowie i skutkach. Wiele się wtedy działo. Wiele owych wydarzeń zapowiadało nieuchronne zmiany. Znajduje to wyraźne odbicie w prowadzonej przez Nowaka-Jeziorańskiego i Brzezińskiego korespondencji. 
Korespondencja trwała ponad 40 lat. Na przestrzeni tych lat zmieniał się świat, zmieniała polityka, zmieniali się ludzie. Widać to wszystko w kolejnych listach zamieszczonych w niniejszym zbiorze. Czy i na ile zmienili się ich autorzy? To musicie sprawdzić sami w trakcie lektury. 
Z listów dowiadujemy się także o tym, jak polityka dotyka ich prywatnie. Głównie dotyczy to Jana Nowaka-Jeziorańskiego, którego polskie władze komunistyczne usiłowały najróżniejszymi metodami zdyskredytować, ośmieszyć, przykleić mu taką czy inną łatkę. Słowem działania polskich władz miały poprzez Nowaka-Jeziorańskiego wpłynąć na treść audycji nadawanych w Radiu Wolna Europa. Jak wynika z listów Radio Wolna Europa przeszkadzało jednak nie tylko władzom komunistycznym. Było ono solą w oku także niektórych naszych rodaków na emigracji.
Niniejsza pozycja to fantastyczna lektura. Pozwala poznać dwóch wyjątkowych ludzi, polityków światowej klasy przez pryzmat zmian historyczno-politycznych, a także niejako od kuchni, od strony życia prywatnego. A to rzadka możliwość. 
To także kronika historii, polityki, gospodarki, zbiór wydarzeń, dat, nazwisk. Tym bardziej jest to cenne, że spory natłok informacji przyswaja się niejako przy okazji, w trakcie lektury listów, ot jakby w trakcie rozmowy z fascynującymi ludźmi. 
Fascynująca lektura, którą się wręcz pochłania, choć nie ukrywam w licznych fragmentach. To także niebanalna lekcja historii i studium ludzkich charakterów oraz ich przemian, jakim ulegały na przestrzeni dekad i w związku z wydarzeniami politycznymi.
Zachęcam do sięgnięcia po Listy...

środa, 25 lutego 2015

W kręgu Wazów. Ludzie i obyczaje - Bożena Fabiani

Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 4,5/6
Tytuł niniejszej książki w pełni oddaje jej treść. Jest to 3. wydanie książki, która po raz 1. ukazała się w 1996 roku. Niniejsze wydanie jest dużo bogatsze niż poprzednie, uzupełnione m.in. o wprowadzenie pięciu dodatkowych rozdziałów i wielu, wielu nowych postaci.
Bohaterowie książki Wazowie, to szwedzka dynastia królewska, która na przełomie XVI i XVII wieku panowała także na terenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Fabiani, doskonały historyk i urodzony gawędziarz, snuje fascynującą opowieść o swoich bohaterach poczynając od początku, czyli od przybycia Wazów do naszego kraju. 
Kwintesencją jej opowieści są poszczególni członkowie rodu oraz osoby im najbliższe. Opowiadając o nich wtrąca wiele niezwykle ciekawych szczegółów z życia, obyczajów, dnia codziennego swoich bohaterów, zagląda do ich skrzyń, szaf, komnat, a nawet łóżek, opowiada o etykiecie, ubiorach, wojnach, balach i chorobach. Na plus niewątpliwie należy poczytać autorce szerokie ujęcie tematu.
Cennym jest także fakt, iż autorka w książce zamieszcza wiele nowych informacji, odpowiedzi na pytania, zagadnienia, które jeszcze do niedawna pozostawały bez odpowiedzi. Są to np. takie smaczki, jak odnalezienie przez archeologów tuż przy Zamku Królewskim w Warszawie szkieletów szwedzkich żołnierzy z okresu potopum czy odkrycie z 2012 roku na dnie Wisły elementów architektonicznych, które w 1656 roku zostały zrabowane z warszawskich pałaców.
Książka napisana jest lekkim, gawędziarskim stylem. Czyta się ją wyśmienicie, idealnie trafi do każdego odbiorcy. jednak tym co mnie raziło jest absolutny brak źródłoznawstwa czy bibliografii. Moim zdaniem nawet praca przeznaczona dla przeciętnie interesującego się historią odbiorcy, winna posiadać przynajmniej minimum źródłoznawcze czy bibliograficzne. Co prawda w tekście książki autorka wielokrotnie powołuje się na różne dokumenty, źródła, ale to za mało.
Podobnie jest z ilością i jakością ilustracji. W książce znajdziemy ich całkiem sporo, ale są one małe i czarno białe. Na końcu wydania jest tylko kilka kolorowych zdjęć, które powinny moim zdaniem znaleźć się w środku książki,w  miejscu do tego odpowiednim, które wynika z treści. 
Mimo tych drobnych minusów szczerze zachęcam do sięgnięcia po W kręgu Wazów... Książkę pełną anegdot i ciekawostek czyta się doskonale z uśmiechem na ustach i z pewnością wiele wiadomości zostanie na długo w pamięci.


sobota, 7 lutego 2015

Kryptonim Verity

Wydawnictwo Imprint/PWN, Moja ocena 5/6
Książkę czytało mi się wyjątkowo dobrze i szybko. Kryptonim Verity to doskonale napisana historia przyjaźni dwóch młodych kobiet, które zamiast cieszyć się młodością, czerpać z niej pełnymi garściami, przez zawieruchę dziejową i okrutny los zostały zmuszone do walki o kraj, o wolność, o życie, a na szali stawiają lojalność, honor, przyjaźń.
Julia Beaufort- Stuart i Maddie Brodatt, bo to one są głównymi bohaterkami opowieści, biorą czynny udział w walce przeciwko hitlerowskiemu okupantowi. Wspólny los, strach, wspólny cel, codzienne  przeżycia zbliżają je do siebie na tyle, iż stają się sobie bliższe nawet niż niejedne siostry. Kobiety wierzą, iż przyjaźń i opatrzność uchronią je od najgorszego. Jednak pewien lot samolotem zwiadowczym weryfikuje to wyobraźenie, a kobiety zostają postawione przed ogromnym wyzwaniem, przed próbą, której nie sprostałaby większość ludzi. Wszak strach, chęć przeżycia za wszelką cenę są zupełnie naturalnymi odruchami.
Historię poznajemy z perspektywy obu kobiet, jednak to Julia jest tą, która znajdzie się w większych tarapatach, która będzie w niewoli, która pisząc pamiętnik postara się, żeby pamięć o niej, jej przyjaciółce nie zaginęły.
Bardzo trudno pisze się o tej książce. Z jednej strony historia typowo wojenna, a z drugiej wyróżnia ją bardzo wiele. Poza tym Elizabeth Wein przekazała nam całą opowieść w wyjątkowy sposób, tworząc z niej coś więcej niż zwykłą przygodową książkę, czy ckliwe, tchnące rozpaczą uwięzionej świadectwo. Autorce udało się stworzyć doskonałych bohaterów, z których każdy wzbudza w nas wiele uczuć, od sympatii poprzez niechęć, aż do nienawiści. 
Poza tym pisarka niezwykle umiejętnie buduje napięcie i stopniowo dawkuje całą fabułę. Może nie każda kolejna strona, ale na pewno kolejny rozdział byłby dla mnie sporym zaskoczeniem. Często nie rozumiałam do końca postępowania głównych bohaterów, często mnie ono irytowało, czasami oburzało, ale zawsze trzymało w napięciu i sprawiało, iż niecierpliwie przewracałam kolejne strony książki. Cieszę się, iż Wein głównymi bohaterkami swojej książki uczyniła dwie młode kobiety. Przywykło się uważać, iż II wojna światowa, walka z okupantem to przede wszystkim domena męźczyzn, a kobiety to ew. łączniczki, sanitariuszki. Wein udowadnia, że było inaczej. I bardzo dobrze. Mało wiemy o roli kobiet w II wojnie światowej. Potrzeba, jak najwięcej takich książek.
Tym co rzuca się w oczy w trakcie lektury jest także bardzo drobiazgowo (i wierzę, iż wiernie - nie jestem ekspertem) nakreślone tło historyczno-społeczno-obyczajowe, w jakim rozgrywa się akcja książki. 
Kryptonim Verity to doskonała książka, dużo lepsza niż początkowo tego oczekiwałam. To wspaniałą opowieść o ludziach, o uczuciach oraz czynach, których często być może nie jesteśmy świadomi, a które objawiają się w dramatycznych sytuacjach - zagrożeniu, w obliczu śmierci, tuż przed jakby się wydawało końcem. 
Wiem, że Elizabeth Wein napisała jeszcze inne książki. Każda z nich z tego co się zorientowałam jest równie silnie nacechowana emocjonalnie i równie mocno osadzona w realiach innej epoki, innych wydarzeń historycznych. Mam nadzieję, że wkrótce zostaną one u nas wydane.

sobota, 17 stycznia 2015

Moda w okupowanej Francji

Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 6/6
Książkę przeczytałam we fragmentach kilka dni temu, ale chciałam żeby wzmianka o niej na moim blogu zbiegła się z recenzją Paryża, o której to książce wspominam w poście poniżej. Co prawda Moda w okupowanej Francji..., to nie tylko Paryż, ale przede wszystkim.
Może w moich zachwytach (tak, książka wzbudza same zachwyty) zacznę od strony wizualnej i hmm...dotykowej. Album ( bo określenie "tylko" książka jest moim zdaniem wielkim niedomówieniem) jak wszystkie wydane przez PWN prezentuje się niezwykle imponująco. Mam na myśli zarówno spore rozmiary (format dużo większy od standardowej książki oraz całkiem sporo bo 452 strony) jak i ciężar wagowy pozycji, który zwiększają sztywna oprawa i przepiękny, najwyższej jakości papier. Aż miło brać do ręki, dotykać i przewracać kolejne strony, na których znajdziemy same ciekawostki, historyczne smakołyki i piękne zdjęcia, których jest ponad 350.
Niezmiernie cieszy mnie, iż wydawnictwo od lat w zakresie tego typu pozycji trzyma tak wysoki poziom.
Autor niniejszej pozycji -  Krzysztof Trojanowski, to romanista zarówno z  wykształcenia, jak i zamiłowania, adiunkt w Katedrze Filologii Romańskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pasja i wykształcenie skutkują tym, iż wiadomości zawarte w Modzie... są niezwykłe, doskonale dobrane, wyselekcjonowane.Czytamy o wszystkim, co dot. mody, ubrań w trakcie trwania II wojny światowej. jest rozdział o tym co noszono w Paryżu, a co w innych regionach Francji, o tym, jak historyczne zawirowania wpływały na to co się w latach 40. XX wieku nosiło, jak francuskie kobiety dbały o modę, o wygląd, jak sobie mimo trwającej wojny radziły z tym, żeby ładnie wyglądać, o tym co działo się z francuską modą i kreatorami w trakcie wojny, o odzieży ..na kartki, o pomysłowości poprzez francuskie zrób to sama, czyli bycie własną kreatorką mody i krawcową, o prowokacji i konspiracji oraz o tym, co mają one wspólnego z modą, o paryskim szyku, o ubiorach na co dzień, od święta, na rower... i wielu wielu innych tematach. Bardzo ciekawie są także ukazane sylwetki najsłynniejszych francuskich kreatorów mody i wpływy wojennej mody francuskiej na polską. 
Cały materiał, jaki prezentuje nam autor, oparty jest na niezwykle bogatym materiale źródłowym, licznych artykułach, wspomnieniach, zapiskach, zdjęciach, plakatach.  

Książka jest doskonale skonstruowana, wiadomości, których jest bardzo dużo są ciekawie zaserwowane w sposób, który bez wątpienia zainteresuje nawet te osoby, które umiarkowanie lubią historię.
Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa, to wspaniała pozycja zarówno pod względem treści, jak i wyglądu. Dodatkowo jest to prawdziwa skarbnica wiedzy, którą warto poznać i posiadać.




niedziela, 14 grudnia 2014

Dzieje Żydów w Polsce i w Rosji

Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Moja ocena 6/6
Podczytywałam od kilkunastu dni i wreszcie skończyłam.
Wspaniała książka. Jest to skrócona wersja trzytomowego dzieła The Jews in Poland and Russia, które wydane zostało w latach 2009-2012 w Oksfordzie.
Autor korzystając z wielu materiałów źródłowych oraz własnych, prowadzonych latami badań, w sposób niezwykle merytoryczny, ale i pasjonujący ukazuje całokształt życia duchowego, kulturowego i fizycznego żydowskich społeczności egzystujących na terenie Polski i Rosji w okresie od XVII wieku do początku XXI wieku. 
Książka jest podzielona na kilka części. Początkiem lektury jest bardzo przystępnie nakreślone tło polsko-litewskie.Od razu może nasuwać się pytanie skąd poruszanie kwestii litewskiej. Otóż w połowie XVII wieku społeczność żydowska Rzeczypospolitej Obojga Narodów była największa na świecie. Było to efektem rozpoczętego pod koniec XIII wieku procesu kształtowania się nowej geografii świata w jakim żyli Żydzi na terenach ówczesnej Europy Zachodniej. Rugowanie ich z dotychczas zajmowanych miejsc, tworzenie gett, odbieranie przywilejów, to wszystko było normą w wielu krajach. Wtedy dla Żydów swoistą ziemią obiecaną stały się tereny w Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Litewskim. Kolejne rozdziały prezentują niezwykle złożony charakter przemian i procesów przystosowawczych Żydów do życia w nowym, a póżniej także zmieniającym się otoczeniu, w nowoczesnym świecie, do współżycia z sąsiadami, ich wieloletnie próby transformacji i integracji, jakie miały miejsce w obu krajach na przestrzeni kolejnych dekad, ewoluującą kulturę, rozkwit kultury i autonomii żydowskiej w XVIII wieku, kiedy ziemie Rzeczypospolitej Obojga Narodów były największym centrum żydowskiego świata. Poruszana jest także tematyka znaczenia Żydów w polskim i rosyjskim życiu kulturalnym i gospodarczym na przestrzeni kolejnych wieków, życia Żydów w Polsce po I wojnie światowej i w Rosji radzieckiej, kwestii holokaustu, podejścia po 1945 roku do kwestii żydowskiej władz radzieckich i polskich, kryzysu roku 1968 i życia Żydów po upadku komunizmu, aż po czasy obecne. Jak widać zakres poruszanych przez autora zagadnień jest niezwykle szeroki. Historyk uwzględnia całokształt historii i rozwoju Żydów na w/w terenach w przedmiotowym okresie zwracając uwagę na kolejne procesy, jakie miały miejsce w ewolucji życia żydowskiego w Europie Wschodniej. Omawiane są zarówno pozytywne aspekty, jak i tragizm ich XX-wiecznej historii. Co niezwykle cenne, prof. Polonsky nie epatuje martyrologią żydowską, a pozostaje bezstronnym kronikarzem, sprawozdawcą kilkuwiekowej koegzystencji Żydów, Polaków i Rosjan. 
Uzupełnieniem są liczne, niezwykle ciekawe przypisy, które znajdują się u dołu stron i pozwalają zainteresowanym sięgnąć do kolejnych pozycji. Cennymi są także: słownik pojęć żydowskich, zbiór map ukazujących rozwój Żydów, ich kultury na konkretnych terenach w różnych latach oraz  bogata, licząca 43 strony bibliografia. 
Mimo naukowego charakteru, doskonałego opracowania merytorycznego, książka napisana jest niezwykle ciekawie, przystępnym językiem, a jej lektura wydaje mi się koniecznością. Wszak nasze losy były, są i zapewne będą splecione, a bez zrozumienia wielu omówionych w książce kwestii, bez znajomości różnorodnych uwarunkowań nie da się zrozumieć, zaakceptować, wspólnie egzystować.
Jak dla mnie jest to pozycja absolutnie genialna, której nie może zabraknąć w żadnej biblioteczce. Jej lektura, to wspaniała przygoda i niesamowita porcja wiedzy. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Dzieje Żydów we Polsce i Rosji.  
Profesor Antony Polonsky, autor niniejszej pozycji, jest jednym z najbardziej znanych w świecie badaczy stosunków polsko-żydowskich. Obecnie jest profesorem w Lown Center for Judaica Studies na Uniwersytecie Brandeis. Był współzałożycielem Institute for Polish-Jewish Studies (Oxford) oraz American Association for Polish-Jewish Studies. W 2014 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego.Wśród jego największych dokonań jest wydawnictwo "Polin. Jurnal of Polish-Jewish Studies.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Zakochany Einstein. Życie z Milevą

Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 5/6
Alberta Einsteina kojarzą chyba wszyscy, jego żonę Milevę - niewielu. A była ona wyjątkową kobietą, o czym mogą świadczyć dzieje tego niezwykle burzliwego związku, jak i fakt, że Mileva była jedną z pierwszych kobiet studiujących na politechnice w Szwajcarii, na wydziale matematyki i fizyki. Oprócz niej przyjęto tam tylko pięć kobiet. Oboje nietypowi, tak różni od otaczających ich ludzi, oboje niesłychanie inteligentni i z gwałtownymi charakterami. 
Poznali się na wykładach z fizyki. Einstein miał wtedy 17 lat. Ich związek od samego początku był trudny. On był niemieckim Żydem, ona Serbką. W tym okresie miedzy Niemcami i mieszkańcami Bałkanów istniały bardzo napięte stosunki. Ich związek początkowo zrodzony na koleżeńskiej zażyłości, rozwijał się przez ponad 2 lata. Rodzice obojga bardzo odmiennie patrzyli na tę parę. Matka i ojciec Milevy uważali, że córka i tak nikogo innego nie znajdzie  z powodu swojego kalectwa (miała jedną nogę krótszą), wiec dobry i niemiecki Żyd. Z kolei rodzice Alberta byli temu związkowi od początku przeciwni. Raz, że Serbka, a do tego nie Żydówka, dwa ułomna fizycznie, a po trzecie o 3,5 roku starsza od niego. Na przekór wszystkiemu ich związek trwa. A zgorszenie sięga zenitu, gdy Mileva rodzi nieślubne dziecko. Będąc 27-letnią panną z dzieckiem nie miała łatwego życia. obowiązki, niezadowolenie rodziny, przerwane studia. Jednym słowem - trudno było. Para zawiera związek małżeński w 1903 roku. Początkowo małżeństwo doskonale funkcjonuje. Oboje bardzo inteligentni, spędzają czas na dyskusjach o różnych problemach, spotykają się ze znajomymi. Jednak bardzo szybko sytuacja zmienia się. Piękna baśń nie mogła  trwać wiecznie i małżonków poróżniło twarde starcie z brutalną rzeczywistością. Mileva nie ma łatwo. Albert pracuje 6 dni w  tygodniu, a czas wolny zamiast rodzinie, żonie, na którą spadają kolejne ciosy, poświęca fizyce. Mileva jest w jeszcze gorszej sytuacji, niż gdyby była sama. Dodatkowo musi opiekować się całkowicie oderwanym od rzeczywistości mężem. 
Para przenosi się do kolejnych europejskich stolic, tam gdzie Albert dostaje ciekawsze propozycje pracy. Na arenie europejskiej zaczyna wrzeć, za pasem I wojna światowa, co nie pozostaje bez wpływu na Einsteinów. Każde z nich opowiada się po innej stronie. Efektem tych i wielu innych małżeńskich problemów jest rozwód w 1919 roku. Rozstanie z mężem, jego liczne romanse, zatonięcie Alberta w pracy przypłaciła wieloma chorobami, m.in. bardzo długim pobytem w klinice psychiatrycznej. 
To tylko zarys wspólnego, a jednocześnie osobnego życia Milevy i Alberta. Do samego rozwodu pary prowadziła tak wyboista i trudna droga, że czytałam o tym z niedowierzaniem, jak dwoje ludzi, inteligentnych może się tak nawzajem niszczyć. Overbye w sposób niezwykle ciekawy prowadzi nas przez kolejne rafy i burze małżeństwa Einsteinów. W trakcie lektury książki wielokrotnie powracało do mnie zdanie, że za każdym wielkim męźczyzną stała równie wielka kobieta. Przykład Milevy to potwierdza. Kobieta niebanalna, niezwykle inteligentna, która dla męźczyzny i rodziny poświęciła swoje marzenie - pogłębianie wiedzy, wszak studia przerwała, choć była jedną ze zdolniejszych osób na całej uczelni. Urządzała mu awantury, ale w sumie trudno jednoznacznie z treści książki wywnioskować, czy były one efektem jego zdrad i pracoholizmu, czy wręcz odwrotnie - romanse i zatracenie się w pracy Alberta były efektem domowego piekła. Mimo, iż ich małżeństwo nie trwało długo (niewiele ponad dekadę), mam wrażenie, że to Mileva wyszła z niego przegrana, a po Albercie wszystko spłynęło, jak po przysłowiowej kaczce. Ona uciekła w kolejne choroby, a on u boku nowej żony wyemigrował do USA i dostał Nagrodę Nobla. Co prawda podzielił się pieniędzmi z byłą żoną, ale mimo wszystko. 
Co do obojga mam bardzo mieszane odczucia.
Albert Einstein kojarzony jest z dobrotliwym dziadziem z niesforną fryzurą i niesamowitym umysłem. Jego życie to jednak dużo więcej niż przełomowe odkrycie. Składało się ono z wielu elementów, o których wspaniale napisał Overbye. Część, bardzo duża część zachowań Alberta nie przystoi żadnemu męźczyźnie, a już na pewno nie geniuszowi. Jednak po lekturze książki, po poznaniu historii, patrzę na oboje małżonków odrobinę inaczej. Z jednej strony żal mi Milevy, ale z drugiej...nie będę pisać, żeby nie uprzedzać faktów. 
Jak podaje autor książki, w 1990 roku na American Association for the Advanced of Science wysunięto teorię, iż Albert zataił udział swojej żony Milevy w opracowaniu teorii względności. Coś w tym na pewno jest. Gdyby nie jej obecność w jego życiu, gdyby nie sytuacja w ich małżeństwie, najprawdopodobniej wiele rzeczy potoczyłoby się inaczej. Być może z teorią względności także byłoby inaczej.
Zakochany Einstein nie jest kolejną biografią Alberta naukowca. Takich bowiem napisano wiele. Overbey chciał ukazać Einsteina, jako zwykłego człowieka ze wszystkimi jego wadami i zaletami oraz kłębiącymi się w nim uczuciami. I to mu się udało. Książka jest doskonale napisana ze świetnie nakreślonym obrazem epoki. Zakochany Einstein to historia wielkiej miłości (z czyjej strony, to zależy jak na to spojrzeć) na tle wielkich zawirowań politycznych i historycznych. To także opowieść o dwóch niebanalnych postaciach i o tym jak blisko od miłości do równie wielkiej nienawiści. Książka ta może być także doskonałą lekturą dla wielu kobiet, doskonałym przykładem ukazującym sens (a raczej bezsens) utrzymywania fikcyjnego małżeństwa na siłę. Czasami chyba lepiej pozwolić odejść drugiej osobie i ocalić siebie i godność.
Gorąco zachęcam do lektury. Doskonała opowieść biograficzna, historyczna i co tu ukrywać także psychologiczna.


wtorek, 1 lipca 2014

Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone - Remigiusz Piotrowski

Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 6-/6
Właśnie skończyłam lekturę, więc wrażenia na świeżo, że tak się wyrażę:).
Jako łodzianka nie mogłam sobie odmówić lektury tej książki.
Bohaterem książki jest Maks Bornsztajn zwany Ślepym Maksem – jeden z największych polskich gangsterów. Dotychczas najpopularniejszą książką o Menachemie Bornsztajnie była praca Arnolda Mostowicza Ballada o Ślepym Maksie. Ma ona jednak jedną podstawową wadę - fakty mieszają się w niej z fikcją literacką. Jaki więc łódzki gangster był na prawdę?
Urodził się na Bałutach, w najbardziej zakazanej, obskurnej części Łodzi, do której nawet policja niechętnie się zapuszczała. Tam można było kupić wszystko, ale i wszystko stracić, nawet za kilka groszy życie. Mieszkali tam najuboźsi, wyjęci spod prawa oraz Żydzi. Teren ten nazywano ściekami Łodzi. Ich krajobraz, warunki i styl życia tamtejszych terenów, zasadniczo kontrastował z terenami południowej Łodzi, gdzie mieszkali, pracowali mieszczanie, kupcy, fabrykanci. Gdy Maks królował w łódzkim świecie przestępczym, Łódź była ponad trzystutysięcznym, tętniącym życiem miastem. Mimo nędzy północnej części miasta, Łódź rozwijała się w niesamowitym tempie, a w związku z  tym rozwijała się też sfera przestępcza. Jej nierozerwalna częścią w okresie międzywojennym był właśnie Ślepy Maks.
Był on niezwykle przebiegły, sprytny i silny.  Zaczynał jako zwykły kieszonkowiec wykształcony w unikalnej szkole księdza Natana, którego poznał żebrząc przed kościołem na ul. Franciszkańskiej. Dzięki sprytowi, umiejętności i wykorzystywaniu okazji jego kariera błyskawicznie się rozwinęła. W tempie iście ekspresowym zaliczał kolejne etapy złodziejskiej, przestępczej kariery. Zawsze wykorzystywał okazję czy to do zysku, czy do ucieczki przed niebezpieczeństwem, które wyczuwał swoistym siódmym zmysłem. Zawarł wiele korzystnych sojuszy z hersztami znaczących szajek. Za ich sprawą szybko zdystansował przestępczą konkurencję, a najsilniejszego uczynił swoim teściem. Na swoim terenie wiedział dosłownie o wszystkim. Np. gdy  pewnego dnia z auta Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego skradziono piękny koc ze skóry wielbłądziej, podinspektor Zygmunt Nosek, naczelnik Urzędu Śledczego w Łodzi, poprosił Maksa o pomoc, a ten wykonał telefon i koc w magiczny sposób się znalazł. Podobnie było w przypadku znanego skrzypka Bronisława Hubermana, któremu na Dworcu Fabrycznym skradziono skrzypce Stradivariusa.Jego pomysłowość nie miała granic. Potrafił wykorzystać dosłownie każdą okazję zarobku, czy to zyskując od razu czy dostrzegając zysk w przyszłości. Miał ku temu niebywały dar, intuicję, której inni nie mogli pojąć. Stanął m.in.  na czele dintojry, czyli sądu w sferach przestępczych, żydowskich. Był to sąd polubowny, omijał oficjalne prawo, sądy państwowe, prawodawstwo gojów. Na początku XX wieku Bałuty, gdzie mieszkał Maks, wykreowały swoje prawo, swój kodeks honorowy, którego trzymano się przez kolejne lata. W myśl tego kodeksu działała dintojra, a także żyli i pracowali bałuccy przestępcy. Czy Ślepy Maks także trzymał się owego kodeksu etyki? 
Naszego bohatera uwielbiały kobiety. Maks miał dwie żony. Jedna opuściła go przed wojną, druga młodsza o 40 lat nadal żyje i dementuje pikantne plotki na swój temat. Jakie? A tego nie zdradzę.
Łódzka policja nie znosiła Maksa. Sami łodzianie w większości (szczególnie ci ubodzy, a takich było gro przed II wojną światową) wręcz go kochali. Dlaczego?  Czy tylko dlatego, że zabierał bogatym, pomagał biednym, wspierał oszukanych? Czy rzeczywiście dla uciśnionych był dobry, a tylko bogatych tępił? Czy faktycznie był łódzkim Janosikiem? A może prawda jest zupełnie inna? Może tylko częściowo różna od ogólnych wyobrażeń o łódzkim gangsterze? Tego nie zdradzę. Gorąco za to zachęcam do lektury tej porywająco napisanej książki o niebanalnym człowieku i jeszcze ciekawszym mieście. Bo Łódź okresu przed II wojną światową to było miejsce niesamowite, wielokulturowe, tętniące życiem, miasto pałaców, kamienic, fabrykanckich powozów, ale także brudu, złodziei, ludzi wyrzuconych na margines. To co najbardziej urzekło, ba porwało mnie w tej książce, to nie tyle osoba jej głównego bohatera (chociaż przyznaję, miał w sobie to coś), co opowieść o moim rodzinnym mieście, o Łodzi. Wiele z miejsc opisanych przez Piotrowskiego nadal istniej. Co prawda nazwy niektórych ulic, placów uległy zmianie, ale po licznie zamieszczonych opisach można z łatwością dociec, o które miejsca chodzi. Genialnie wprost oddany klimat fabrykanckiej Łodzi pierwszych czterech dekad XX wieku. 
Lektura niniejszej książki, to nie tylko okazja do poznania niebanalnego człowieka, jakim bez wątpienia Maks był, ale także fascynująca wyprawa w przeszłość, do miasta, o którym jakże niesprawiedliwie się twierdzi, iż nie ma nic ciekawego do opowiedzenia i zaoferowania. Remigiusz Piotrowski udowodnił, iż jest wręcz przeciwnie. Obalił wiele mitów dot. Ślepego Maksa, postawił także wiele pytań. Nie na wszystkie udało mu się znaleźć odpowiedź, ale to jeszcze podsyca moja ciekawość, a sądzę, że z kolejnymi czytelnikami książki będzie tak samo. Historia Ślepego Maksa, to niezwykle medialny i arcyciekawy temat. Bo które z polskich miast może pochwalić się własnym ojcem chrzestnym początku XX wieku?
Drobny minus daję tylko za brak chociażby jednej ryciny ukazującej Łódź z okresu działalności Ślepego Maksa. Zdecydowanie ubarwiłoby to i tak już porywającą treść.

środa, 7 maja 2014

Osadnicy. Nowe życie Kresowiaków na Ziemiach Zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej

Wydawnictwo Naukowe PWN. Ośrodek KARTA, Okładka miękka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Końcówka II wojny światowej 1943 rok. To wtedy przywódcy państw należących do tzw. wielkiej trójki, czyli Stalin, Churchill i Roosevelt podjęli decyzje, które zdecydowały o wschodniej granicy polski, a tym samym o losach setek tysięcy osób.We wrześniu 1944 roku zostaje w Moskwie podpisany układ o przesiedleniu ludności polskiej ze wschodnich terenów, z Kresów.
Książka ta to niezwykły zbiór wspomnień ludzi, który tuż po zakończeniu II wojny światowej skazani zostali na nową wojnę, ale tym razem zupełnie inną, bo z własnymi rodakami. Ludzi tych (częstokroć ponownie) wygnano z ich domów, pozbawiono dobytku, korzeni i skazano na tułaczkę, na przesiedlenie na nowe ziemie, na tereny, na których na ogół nie było nic prócz ruin i bezprawia. 
Z czym wam się kojarzą tego rodzaju powojenni przesiedleńcy? Podejrzewam, że większości osób z Kargulem i Pawlakiem z kultowego filmu Sami swoi. Jednak życie przesiedleńców nie było filmem, nie było nawet w najmniejszym stopniu zabawne. Setki tysięcy ludzi zostały skazane na tułaczkę. W rodzinnych domach pozostawili praktycznie wszystko czego nie mogli unieść na własnych plecach. W nowym miejscu nie czekało na nich absolutnie nic prócz strachu, głodu i niepewności. We wspomnieniach zgromadzonych w niniejszej książce opisują te wszystkie uczucia. Wspominają także o pierwszych dniach w nowych domach, o zdobywaniu jedzenia, o walce o wszystko nawet o wodę, kromkę chleba, a przede wszystkim o życie. Niby mieszkali w Polsce, w wolnej Polsce, ale nie było w niej żadnego prawa poza (jak pisze jeden z bohaterów) moralnym, którego na ogół i tak nikt nie przestrzegał. Gwałty, kradzieże, morderstwa były na porządku dziennym. Nie tylko żołnierze radzieccy odbierali wszystko, ale także swoi, Polacy, rodak rodakowi. Nie wiadomo komu można było zaufać. A w zasadzie wiadomo - nikomu.
Ale budujący nowe życie, tworzący nową rzeczywistość trafiali nie tylko na szabrowników, czy morderców, ale także na przeszkodę w postaci nowo powstałej władzy ludowej. 
Dodatkowo przesiedleńcy nie wiedzieli na ile mogą "zapuszczać korzenie" w nowym miejscu, jak długo przyjdzie im w danym domostwie żyć. 
O tych, a także o innych (częstokroć dużo bardziej drastycznych) aspektach przesiedlania i asymilacji w nowym miejscu, opowiada niniejsza książka. Owszem, jest to tylko kilka wspomnień, ale jakże wymownych. Można je śmiało traktować, jako głos wszystkich repatriantów, którzy tuż po zakończeniu II wojny światowej przybyli do Polski.


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Zofia Kossak. Opowieść biograficzna - Joanna Jurgała-Jureczka

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka twarda, Moja ocena 5,5/6
Zofia Kossak-Szczucka, osoba znana, ale i jednocześnie dla wielu Polaków nieznana, a z pewnością warta poznania. Przed lekturą niniejszej książki, bohaterkę znałam zaledwie, jako autorkę świetnej powieści Krzyżowcy (tak na marginesie, gorąco polecam).
Po dosłownie pochłonięciu książki, wiem o Zofii Kossak zdecydowanie dużo więcej i żywię dla tej niezwykłej kobiety ogromny podziw.
Zofia Kossak-Szczucka urodziła się w 1890 roku, była córką Tadeusza Kossaka, brata bliźniaka znanego chyba wszystkim malarza Wojciecha Kossaka. Jej stryjecznymi siostrami (bo tak się chyba to pokrewieństwo określa) były także niezwykłe, niebanalne osoby, m.im. Lilka i Madzia czyli Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec.

Czas młodzieńczy i tuż po zamążpójściu nie był dla Zofii łatwym, pogromy na Wołyniu gdzie mieszkała, ucieczka z mężem do Krakowa, utrata majątku, brak środków do życia, to wszystko wywarło ogromny wpływ na naszą bohaterkę. Wtedy Zofia pisze swoją pierwszą książkę. Są nią wspomnienia, które ukazały się w 1922 roku pod tytułem Pożoga. Tytuł niezwykle adekwatny do tego, co wraz z najbliższymi przeżyła. Kariera literacka rozwija się, następują także kolejne zmiany w jej życiu. 
Nie chcę pisać szczegółowo o dalszym życiu Zofii, żeby nie odbierać wam przyjemności lektury książki i satysfakcji z poznania tak wyjątkowej kobiety. Bez wątpienia była osoba niezwykłą, m.in. odważnie wspierającą polskich Żydów w trakcie II wojny światowej. W sierpniu 1942 roku, tuż po rozpoczęciu likwidacji warszawskiego getta, Kossak opublikowała słynny protest, w którym pisała: 
W getcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć.(...) Kto milczy w obliczu mordu - staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia - ten przyzwala.
Za tą wojenną działalność została aresztowana. Trafiła do Auschwitz, gdzie była więziona w latach 1943- 1944. Swój pobyt w hitlerowskim obozie opisała w książce Z otchłani.
Póżniej był Pawiak, Powstanie Warszawskie i wiele innych wydarzeń, które składają się na losy jej i jej podobnych wielu, zbyt wielu ludzi. Po wojnie zamieszkała w Anglii, w Kornwalii. Do Polski wróciła w 1957 roku. Zmarła 9 kwietnia 1968 r. w Bielsku-Białej, pochowana została na cmentarzu parafialnym w Górkach Wielkich, gdzie od powrotu do kraju mieszkała.
Jak podkreślają wszyscy, którzy się z nią zetknęli, była osobą prawą, rozumiejącą, niosącą pomoc potrzebującym, odważną zarówno w głoszonych poglądach, jak i w postępowaniu. Piękny portret Zofii Kossak, kreślony na podstawie listów, pamiętników i wspomnień, przywraca jej postać współczesnemu czytelnikowi.(...)
Książka jest niezwykle ciekawie napisana, podzielona na wiele rozdziałów, a każdy z nich składa się z urywków życia bohaterki. Co cenne, całość napisana jest pięknym językiem, taką prawdziwą, niezwykle staranną polszczyzną, którą spotyka się coraz rzadziej. Drobny minus daję za brak fotografii.
Gorąco zachęcam do lektury świetnie napisanej, dopracowanej merytorycznie książki i poznania niezwyklej kobiety, jaką Zofia Kossak-Szczucka bez wątpienia była.  

Strona autorki:  www.jurgala-jureczka.pl

niedziela, 22 grudnia 2013

To nie jest zawód dla cyników - Ryszard Kapuściński

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka twarda, 240 s., Moja ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Jest to cykl wy­kła­dów wy­gło­szo­nych pod­czas dzien­ni­kar­skich warsz­ta­tów. Wykłady te zostały następnie ze­bra­ne i wydane w formie niniejszej książki. Jest to lektura o tyleż ciekawa, co trudna, interesująca głównie dla osób zafascynowanych Kapuścińskim lub pracujących, ew. chcących pracować w branży dziennikarskiej. Kapuściński przedstawia bowiem zawód dziennikarza w sposób niezwykle ciekawy (jakże by u tego autora mogło być inaczej), lecz spogląda na niego z punktu widzenia zasad, etyki, idei, misji. Nie każdego więc powyższa książka zainteresuje. Jednak uważam, że warto po nią sięgnąć. Dzięki lekturze poznamy poglądy Kapuścińskiego na dziennikarstwo, na przemiany zachodzące bez ustanku w świecie, na globalizację, na pogłębiające się różnice materialne, na podziały na biednych i bogatych. Mimo, iż wykłady te miały miejsce kilka lat temu, poglądy te, jak i kwestie, których dotyczą są nadal aktualne i drażliwe. 
Sporo dowiadujemy się także o tym, jak pisać, jak tworzyć, jaki powinien być warsztat dziennikarza, ale ten od strony etycznej, od strony szacunku do czytelnika. 
Nie wątpliwym atutem jest możliwość poznania poglądów Kapuścińskiego, który był niebanalnym człowiekiem oraz zamieszczone w książce 3 wywiady z autorem Cesarza. Pierwszy (moim zdaniem najciekawszy) wywiad miał  miejsce w 27.11.1999 roku w Capodarco di Fermo, kolejne w latach póżniejszych.
Czy to w wykładach, czy w w/w wywiadach Kapuściński prezentuje bardzo dużo z siebie, ze swojego wnętrza, ukazuje nam czym dla niego było dziennikarstwo, a było wszystkim, cały, jego życiem.  
Jak sam twierdzi w książce...
Fundamentem naszego zawodu było zawsze poszukiwanie prawdy, informacja posiadała wartość, jeśli dawała świadectwo prawdzie. Wiele razy informacji używano jako broni w walce politycznej, w walce o wpływy, o władzę. Dzisiaj jednak, gdy do mediów wszedł wielki kapitał, tropi się wyłącznie to, co atrakcyjne, lub to, co można sprzedać. Najprawdziwsza informacja nie ma żadnej wartości, jeśli nie jest w stanie zainteresować odbiorcy, który swoją drogą, staje się coraz bardziej kapryśny. (...)
Niebanalna książka o najważniejszej kwestii w życiu wielkiego dziennikarza, jakim Kapuściński bez wątpienia był.  
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi 

poniedziałek, 18 listopada 2013

Życie codzienne arystokracji - Maja i Jan Łozińscy

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka twarda, Moja ocena 6/6
Książkę skończyłam podczytywać w miniony weekend. Wspaniała lektura. 

Arystokracja była przez wieki niezwykle (chyba najbardziej) uprzywilejowaną grupą społeczną. Wykształciła się z rodów magnackich Pierwszej Rzeczypospolitej. Utrata niepodległości przez nasz kraj w 1795 roku miała ogromny wpływ na póżniejsze losy arystokratów. Duża część majątków po III rozbiorze została skonfiskowana. Arystokratów pozbawiono w większości przypadków tytułów urzędniczych. Zaczął się nowy etap w historii tej grupy społecznej. Różnie sobie z tym nowym stanem rzeczy radzono. Na ogół poprawnie pod względem zachowań, ale były także niechlubne czarne owce. 
Posiadając kilkusetletnią historię, arystokracja była swoistą enklawą społeczną, którą tyle samo osób podziwiało, co nienawidziło. Niezależnie jednak od wzbudzanych uczuć, arystokracja zawsze była pilnie obserwowana. Jej zasady, styl życia, swoisty kodeks budziły zaciekawienie.
Jak żyła arystokracja w Drugiej Rzeczypospolitej? Tego dowiecie się z niniejszej książki.
Ale nie tylko o życiu codziennym traktuje niniejsza pozycja. Dobór tematów jest bardzo ciekawy i staranny. Z pewnością w trakcie lektury każdy znajdzie coś dla siebie.
Sporo uwagi autorzy poświęcają rysowi historycznemu i sytuacji arystokracji w trakcie powstania listopadowego i styczniowego. Po upadku obu powstań, arystokrację dotknęły różne represje. Np. zasłużony w powstaniu listopadowym książę Roman Stanisław Sanguszko, trafił na zesłanie na Syberię. Wielu arystokratów działało przeciw zaborcom w ukryciu. Chcąc utrzymać majątek i tytuły, byli jednak bardzo często po prostu bierni, chowali przysłowiową głowę w piasek.
Ciekawie opowiedziana jest także historia arystokracji po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. 
Jednak książka ta to nie tylko historia.  To przede wszystkim zaproszenie w cudowną, magiczną podróż w czasie. Łozińscy zabierają nas swoistym wehikułem czasu do najwspanialszych siedzib arystokratów. Zwiedzamy m.in.: Łańcut, Rogalin, Kozłówkę, Nieborów, Natolin i wiele innych ciekawych miejsc. Niezwykle ciekawym, plastycznym opisom towarzyszy bardzo duża ilość zdjęć. Dzięki nim możemy porównać współczesny wygląd siedzib arystokratycznych z tym sprzed 80-90 lat. 
Ciekawe są liczne anegdoty opowiadające o plusach oraz minusach życia w arystokratycznych zamkach i pałacach oraz jak sobie z nimi radzono.
Pieprzu całej opowieści dodają opisy licznych skandali wywołanych przez co barwniejszych członków arystokratycznych rodów. 
Mogłabym długo pisać o treści książki, o wspaniałych ilustracjach, o barwnym języku i starannym wydaniu. Jednak żaden opis nie odda wspaniałości i niezwykłej wartości niniejszej książki. Dzięki jej autorom wkraczamy nie tylko na arystokratyczne salony, ale także do strefy prywatnej, uczestniczymy w dniu codziennym, dzielimy z bohaterami smutki i radości, poznajemy smaki i smaczki ich życia. 
Gorąco zachęcam do lektury.

Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi

niedziela, 6 października 2013

Zapach świeżej kawy - Kordian Tarasiewicz

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka miękka, 208 s., Moja ocena 5,5/6
Tak jak wczoraj wspomniałam, w ten weekend poświęcam się tylko książkom i czytam te pozycje, dla których wcześniej nie miałam czasu. Jedną z takich książek, przekładanych, odkładanych jest właśnie Zapach świeżej kawy.Ponieważ jestem zagorzałą zwolenniczką kawy, lektury tej pozycji nie mogłam sobie odmówić.
Kawa, to iście magiczny napój, nawet Ci, którzy jej nie piją, kochają zapach świeżo parzonej kawy. Moim skromnym zdaniem, jeden ze wspanialszych zapachów. Zawartość książki na pewno zadziwia. Spodziewałam się wywodów o kawie samej w sobie, o ziarnach, o sposobach parzenia etc. Dostałam coś z goła innego, a mianowicie opowieść o wielkiej pasji i wielkim sercu dla ludzi, które posiadał autor niniejszej pozycji i jego rodzina. Kordian Tarasiewicz swoją opowieść rozpoczyna w II połowie XIX wieku, kiedy przygodę z własnym biznesem rozpoczął jego dziadek. Był rok 1892.
Tadeusz Tarasiewicz, założyciel firmy
To właśnie Tadeusz Tarasiewicz założył firmę o nazwie Pluton, która zajmowała się paleniem ziaren kawy. Mimo początkowych obaw, firma rozwijała się doskonale.  Po 25 latach, Pluton posiadał sześć sklepów w Warszawie i dwa w Łodzi. Dla uczczenia jubileuszu została powołana Kasa Pożyczkowo-Oszczędnościowa Pracowników Fabryki Pluton w Warszawie, której kapitał był tworzony przez 5% opłaty od wynagrodzeń pracowników i 2% ze strony właścicieli. Póżniej interes przejął wujek pana Kordiana, a po jego niespodziewanej śmierci w 1906 r. ojciec autora książki. W 1934r. on sam rozpoczyna kierowanie rodzinną firmą. Był wtedy młodym człowiekiem, na barki którego spadła odpowiedzialność za kierownictwo rodzinnym przedsiębiorstwem, troskę o pracowników i ich rodziny oraz akcjonariuszy firmy. Męźczyzna nad wyraz dobrze poradził sobie z tym zadaniem. Ba, stał się modelem, przykładem doskonałego biznesmena. Bowiem Kordian Tarasiewicz nie tylko w miarę gładko przeprowadził rodzinną firmę przez ogólnoświatowy kryzys, ale po jego ustąpieniu rozwinął przedsiębiorstwo i wprowadził wiele nowości. M.in. sponsorował wyprawy badawczo-naukowe, wprowadził specjalne pakiety socjalne dla pracowników rozwijał pomoc społeczną dla pracowników, zapewniając im opiekę lekarską i zakup leków, a także pomagał oficerom przebywającym w oflagach oraz wraz z innymi firmami wspierał schroniska dla ok. setki dzieci wysiedlonych z Zamoyszczyzny. etc.
Sklep firmowy w Warszawie, 1891rok.
Sami przyznacie, że jak na lata 30. XX wieku, nie lada odważne i nowatorskie posunięcia.A i teraz większość pracodawców aż tak nie dba o podwładnych. Jednak książka ta to nie suchy wykład z pogranicza ekonomii i biznesu. Jest to przede wszystkim magiczna wręcz opowieść, w której na równi przeplatają się dzieje kawy i kawiarni w Polsce oraz losy ludzi - zarówno właścicieli firmy Pluton, jak i jej pracowników. Kordian Tarasiewicz z wielkim sentymentem, ale bez zbędnego patosu opowiada o sobie, o rodzinie, o firmie. Co i rusz oddaje głos dawnym pracownikom firmy, jej
Pakowanie kawy w firmie Pluton, przed II wojną światową
przyjaciołom, pokazuje liczne zdjęcia. Jednym słowem zabiera nas w magiczną podróż wstecz do miejsca, które niestety już nie istnieje. Wspaniała lektura, szczególnie w dobie komercjalizacji, pędu życia, braku dbałości o pracownika i zastępowania częstokroć prawdziwej kawy wypełnionymi chemią kapsułkami. Gorąco zachęcam do lektury, nie tylko kawoszy:). To książka z sercem i duszą.







Zdjęcia pochodzą ze strony www.tarasiewicz.info

piątek, 28 czerwca 2013

Ludzie interesu w przedwojennej Polsce - Maria Barbasiewicz

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka twarda, Moja ocena 6/6
Książkę skończyłam podczytywać w ub. tygodniu.Tylko za recenzję nie mogłam się zabrać.
Kolejna wspaniała pozycja PWN-u. Autorką jest Maria Barbasiewicz, historyk, który w swoim dorobku ma liczne opracowania. Zabiera nas do Polski okresu międzywojennego, do magicznego dwudziestolecia między I i II wojną światową. Był to okres zarówno magiczny, jak i niezwykle trudny. Trudny przede wszystkim dla odradzającego się państwa polskiego. Pierwsze lata nowo powstającego państwa wymagały wielu niecierpiących zwłoki prac naprawczych, rozwiązania wielu problemów. A jaki był to okres dla biznesu, dla przedsiębiorców? Przekonajcie się sami w trakcie fascynującej wyprawy. Rozpoczynając lekturę książki Marii Barbasiewicz zasiadamy w wehikule czasu, który cofa nas o ponad 80 lat wstecz, wybieramy się w magiczną podróż, podążamy śladami mniejszych i większych przedsiębiorstw, poznajemy przyczyny ich sukcesu i upadku, dowiemy się jak radzili sobie oni z najrozmaitszymi przeciwnościami losu. A problemów było bez liku - od niesamowicie rozbudowanej biurokracji, poprzez kryzys gospodarczy, walkę z konkurencją, strajki pracowników, pożary firm, kradzieże etc. 
Poznamy losy przedsiębiorców, którzy mniej lub bardziej prężnie działali na naszej scenie biznesowej. 
Antoni Jaroszewicz był np. właścicielem pierwszego letniska w Gdyni, współwłaścicielem uzdrowiska w niezwykle modnych w owym czasie Druskiennikach. Działał także w wielu mniejszych firmach, a w warszawskiej kamienicy utworzył wspaniałe centrum kulturalno-rozrywkowe. Ogromny majątek zbił jeszcze w okresie rozbiorów, gdy dostarczał różnorodne towary dla carskiej armii. Wraz ze swoim wspól­ni­kiem uru­cho­mił fa­bry­kę pod­ków, ha­ce­li, gwoź­dzi pod­ko­wia­nych i drutu kol­cza­ste­go pro­du­ko­wa­ne­go na po­trze­by woj­ska. Han­dlo­wał też solą, cu­krem, naftą i zbo­żem. Miał głowę do interesów. W okresie po I wojnie światowej, majątek wielokrotnie pomnożył.  An­to­ni Ja­ro­sze­wicz był też me­lo­ma­nem, uzdol­nio­nym śpie­wa­kiem, który ra­czył gości swoim te­no­rem. Wy­stą­pił rów­nież na praw­dzi­wej sce­nie, war­szaw­skie­go te­atru Rex, któ­re­go był wła­ści­cie­lem. Do wy­stę­pu na­mó­wił go przyjaciel, aktor Adolf Dym­sza.
Antoni Jaroszewicz

Inną ciekawą postacią sfery biznesu w przedwojennej Polsce był Jan Wedel. 
Jan Wedel

Po rodzicach odziedziczył doskonale prosperującą firmę, gdzie wytwarzano i sprzedawano najrozmaitsze łakocie, np. torty i ciastka, kakao i czekoladę, cukierki we wszystkich odmianach, wyroby marcepanowe. Jan rozbudował rodzinną firmę, stworzył wiele nowych miejsc pracy, dbał o pracowników. Przy swoich zakładach pracy stworzył: gabinet lekarski, łaźnię, stołówkę, klub sportowy, źłobek, przedszkole.
Innym ciekawym przedsiębiorcą był Stanisław Wilczak, który razem z siostrą zaszczepił na polskim gruncie i upowszechnił hodowlę jedwabników. W Milanówku rodzeństwo założyło Centralną Doświadczalną Stację Jedwabniczą i zakład wytwarzający jedwab.
Jan Albin Goetz-Okocimski był z kolei twórcą potężnego browaru Okocim. Na piwie zbił ogromna fortunę, której część lokował w nowych przedsięwzięciach, a pozostałe fundusze przeznaczał na cele charytatywne.
Ciekawa jest także historia Adama Pia­sec­kie­go. Był on niezwykle znanym cu­kier­ni­kiem. W Kra­ko­wie za­ło­żył pierw­szą w mie­ście fa­bry­kę cze­ko­la­dy. W za­wo­dzie prak­ty­ko­wał od dwu­na­ste­go roku życia, z cza­sem osią­gnął wiel­ki suk­ces fi­nan­so­wy, a w śro­do­wi­sku cie­szył się dużym sza­cun­kiem. Co ciekawe, naj­star­szy, wręcz kultowy dziś pro­dukt firmy Wawel - ba­to­nik Da­nu­sia - Adam Pia­sec­ki wy­my­ślił będąc szaleńczo zakochanym w jednej ze swo­ich dużo młod­szych pra­cow­nic. 
Od lewej: Adam Piasecki twórca zakładów Wawel i Józef Jan Wedel, właściciel zakładów Wedel

Podobnych osób, prężnie działających w różnych sferach biznesu, rekinów przedwojennego biznesu, a przy tym fascynujących, niebanalnych ludzi poznamy na kartach niniejszej książki bardzo wiele. Ich kariery, rzutkość i wizjonerstwo w biznesie, a przy tym częstokroć udane życie prywatne robią ogromne wrażenie. Wszystkie informacje podane są w sposób przystępny, okraszony wieloma anegdotami i ciekawostkami. Ogromną ozdobą są także liczne zdjęcia przedstawiające zarówno samych rekinów przedwojennego biznesu, jak i ich firmy.
Na końcu książki znajduje się bardzo bogata bibliografia.
Zachęcam do sięgnięcia po tę fascynującą pozycję.


czwartek, 24 stycznia 2013

Białe autobusy - Sune Persson

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka twarda, Moja ocena 6-/6
Wrażenia i recenzja na żywo, właśnie skończyłam czytać książkę, od której przyznam szczerze nie mogłam się oderwać.
Może na początek czym były tytułowe Białe Autobusy.
W lutym 1945r. rząd Szwecji postanowił zorganizować niezwykła humanitarną akcję i uratować z obozów koncentracyjnych, jak największą liczbę więźniów. Przede wszystkich chodziło o osoby szwedzkiego pochodzenia, ale nie tylko. Rozpoczęto wtedy akcję znaną w historii jako ekspedycja Białych Autobusów. Na jej czele stanął hrabia Folke Bernadotte. 
Urodził się on w Sztokholmie. Był synem księcia Oscara Bernadotte i Ebby Munck af Fulkila. Jego dziadkiem był król Szwecji Oskar II. Różne (nie zawsze ciekawe) były koleje losu hrabiego, możecie o nich przeczytać w książce. Ja tylko nadmienię, że w momencie gdy Bernadotte został kierownikiem akcji, miał 50 lat, miał ogromne doświadczenie w kierowaniu różnymi przedsięwzięciami, talent organizacyjny i perfekcyjnie władał jęz. niemieckim.


Folke Bernadotte
 W kwietniu 1945r. ze Szwecji wyruszyła do Niemiec kawalkada złożona z 36 przerobionych na ambulanse autobusów, 27 samochodów ciężarowych, 12 motocykli, 8 samochodów osobowych i jednego pojazdu obsługi technicznej. Była to największa i najważniejsza akcja humanitarna przeprowadzona przez Szwecję w całym XX w.

Konwój obsługiwało 309 wolontariuszy, w większości młodych żołnierzy szwedzkiej armii. Zabrano ze sobą dużą ilość paliwa, medykamenty, środki opatrunkowe, żywność i wszystko to, co mogło się przydać na objętych wojną terenach. Wszystkie pojazdy były pomalowane na biało, oznaczone symbolami czerwonego krzyża i szwedzkimi flagami. 
Dzięki tej akcji udało się wywieźć kilkadziesiąt tysięcy przeznaczonych do eksterminacji ludzi. Niestety, była to kropla w morzu, niemniej zawsze coś.
Na początku całej operacji, jak podaje autor, niemiecka machina biurokratyczna działała bez zarzutu i skrupulatnie sprawdzano liczbę więźniów, których zezwolono Szwedom wywieźć. Jednak w ostatnich tygodniach wojny przepisy te i rozkazy były łamane, a Szwedzi mogli wywozić tylu więźniów ilu udało im się upchnąć w pojazdach. Nie było możliwości ani czasu żeby sporządzać listy wywożonych, jednak autorowi udało się dotrzeć do pewnego spisu, który podaje liczbę 20937 ocalonych. Wśród nich było 5911 Polaków. Nie jest to, jak podaje sam autor, lista pełna i na 100% wiarygodna, wiele źródeł podaje bowiem odmienne liczby ocalonych i prawdopodobnie nigdy nie uda się sporządzić pełnego, wiarygodnego spisu ocalonych osób.  
Misja Białych Autobusów była niezwykła pod wieloma względami, głównie dlatego, że Bernadotte musiał każdy najmniejszy nawet krok uzgadniać z Himmlerem. Niektórzy uważali, że to hańba, że hrabia nie powinien się do tego zniżać, żeby z kimś takim jak Himmler pertraktować, ale dla szefa misji najważniejsze było ocalenie jak największej ilości osób.  
Wiele osób zarówno po stronie obsługi misji, jak i tych, których uratowano, spisało wspomnienia, dłuższe lub krótsze, ale zawsze niesamowicie wzruszające i chwytające za serce. Na ich podstawie oraz na podstawie dodatkowo zebranych materiałów powstała niniejsza książka. 
Wiem, o holokauście, końcu II wojny światowej etc napisano bardzo dużo książek, ale ta jest wyjątkowa. 
Dlaczego warto po nią sięgnąć? Przede wszystkim dlatego, że opowiada o niezwykłej akcji. Zdaję sobie sprawę, że dużo więcej osób zginęło niż Bernadotte i jego pomocnikom udało się uratować, ale liczyło się każde ocalone ludzkie życie. 
Poza tym autor wykonał ogrom pracy przebijając się przez tysiące zapisków, dokumentów, grzebiąc w archiwach, tłumacząc dokumenty w obcych językach. Dzieło końcowe jest wspaniałe, niezwykle ważne i potrzebne. 
Książka jest także swoistym może nie tyle oczyszczeniem, co rozprawieniem się z kilkoma niezbyt pochlebnymi opiniami o Bernadotte, jakie przez lata w światowej historii pokutowały. Krążyły słuchy, że hrabia był agentem nazistów, a po zakończeniu wojny ich następców. Tak się w trakcie lektury zastanawiałam - czyli kogo w sumie, kto był niby następcą nazistów? Twierdzono, że pierwszeństwo w trakcie ewakuacji mieli wszyscy poza Żydami, że Bernadotte stosował swoją selekcję decydując kto zostanie uratowany, a kto nie.
Tak rozpuszczane plotki doprowadziły do przeprowadzenia 17 września 1948r. zamachu, którego ofiarą padł Bernadotte. Hrabia nie mógł już się bronić, odpierać podłych kalumnie, udowodnić, że nie jest przysłowiowym wielbłądem. Książka Sune Perssona to, jak wspomniałam także pewnego rodzaju odbudowa wizerunku Bernadotte. 
Na ile to autorowi się udało? Sami musicie sprawdzić w trakcie lektury, do czego gorąco zachęcam.
Jednak nie o samej akcji ratunkowej jest ta książka. Sporo w niej informacji dot. tego co było przed i po ekspedycji. Autor doskonale nakreśla tło polityczne, społeczne i historyczne oraz drobiazgowo przedstawia kluczowe dla całego przedsięwzięcia osoby.
Książkę czyta się doskonale, błyskawicznie ponieważ napisana jest ona w taki sposób, że od lektury trudno się oderwać; czyta się ją niczym najlepszą powieść sensacyjną. 
Bez obaw, w książce wbrew pozorom nie ma zbyt dużej ilości faktów historycznych. Oczywiście niemożliwym by było, żeby taka pozycja nie zawierała w sobie w ogóle historii, ale przytaczanych faktów, odniesień jest tak w sam raz. 
Autor zebrał ogromną ilość materiałów, drążył w archiwach, analizował fakty, rozpatrywał pewne sprzeczności, które w wielu relacjach się pojawiały. Efekt końcowy jest doskonały. udało się stworzyć wciągającą, doskonałą merytorycznie lekturę. Co ważne Persson ustrzegł się epatowania okrucieństwem holokaustu, nieszczęściem tych, których udało i nie udało się ocalić. Perssonowi udało się tego uniknąć, aczkolwiek przyznam, że wiele razy w trakcie lektury wzruszyłam się i czułam podziw dla osób biorących udział w akcji. 
Wiem, książek o holokauście jest sporo, a ich lektura nie należy raczej do przyjemności, ale jest swoistym obowiązkiem - raz, żeby wiedzieć, dwa, żeby nie zapomnieć.
Dlatego z czystym sumieniem polecam obowiązkową lekturę Białych autobusów.  
Książce dałam ocenę 6-/6, - za przypisy skomasowane na końcu książki, z tym, że tym razem nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo jak w trakcie lektury recenzowanych wczoraj Kobiet na marginesach, może dlatego, że do przypisów sięgałam tylko kilkakrotnie.

środa, 23 stycznia 2013

Kobiety na marginesach. Trzy siedemnastowieczne życiorysy - Natalie Zemon Davis

Wydawnictwo Naukowe PWN, Okładka miękka, 392 s., Moja ocena 5,5/6
Natalie Zemon Davis to kanadyjska i amerykańska historyk, która zawodowo związana jest z kilkoma uczelniami. Jest także laureatką wielu prestiżowych nagród. Opublikowała wiele prac, które od lat cieszą się niesłabnącym powodzeniem i były tłumaczone na wiele języków.
Kobiety na marginesach zaczęłam podczytywać już jaki czas temu, bo jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Książka jest niezwykle ciekawa, ale wymaga odrobiny skupienia, więc do czytania jednym ciągiem (przynajmniej dla mnie) nie nadaje się, stąd moje podczytywanie po kilka-kilkanaście stron.
Autorka zabiera nas do europejskiego i amerykańskiego świata, świata siedemnastowiecznego, świata gdzie kobiety (nieważne czy zamożne czy biedne) nie miały w zasadzie nic do powiedzenia. Davis prezentuje nam losy trzech niezwykłych jak na tamte czasy kobiet, kobiet, które nie bały się walczyć o swoje, ruszyć do boju z losem i życiem, rzucić wyzwanie ówczesnym konwenansom i oczekiwaniom innych.
Poznajemy losy: Żydówki, która w wieku 14 lat wyszła za maż za Chaima, miała z nim 12 dzieci, owdowiała i musiała radzić sobie sama zajmując się handlem; katolickiej mistyczki, która w wieku 17 lat wyszła za mąż, a rok póżniej była już wdową, wstąpiła do zamkniętego zakonu, wyjechała do kanady żeby założyć klasztor i zaczęła mieć objawienia mistyczne; oraz  protestanckiej artystki, która pięknie malowała i rysowała, wydała kilka książek. 
A o to i nasze bohaterki:

Glikl bas Judah Leib - Żydówka zajmująca się handlem
Marie de I'Incarnation - katolicka mistyczka
Maria Sibylla Merian - protestancka artystka

Kobiety te żyły właśnie na tytułowych marginesach Europy, Ameryki Południowej i Północnej.
Relacja Davis jest o tyle poruszająca, że oparta na faktach, a konkretnie na pismach, listach, notatkach i pamiętnikach pozostawionych przez bohaterki książki. 
Davis ukazała losy niezwykłe, a zrobiła to w sposób zarówno naukowy, jak i prosty, przystępny także dla historycznego laika. Książkę czyta się doskonale, a w trakcie lektury ma się wrażenie, jakby te trzy wspaniałe kobiety opowiadały same o sobie siedząc na fotelu obok nas. 
W książce oprócz życiorysów znajdziemy także bardzo dużo opisów dot. życia, obyczajów, zachowania w XVII w. w miejscach, gdzie nasze bohaterki żyły. Najbardziej pod tym względem zaciekawiły mnie opisy dot. żydowskich obyczajów i życia Glikl. Opisy te czynią lekturę jeszcze ciekawszą, a książka jest doskonałą pozycją zarówno dla specjalistów w dziedzinie historii i biografii, jak i laików w tym zakresie.
Znalazłam tylko jeden i to tym razem poważny minus - przypisy. Przy każdej możliwej okazji podkreślam, jak istotnym dla mnie jest umieszczanie przypisów u dołu strony, a nie ich komasowanie na końcu książki. Są tytuły, w przypadku których na fakt umieszczenia przypisów na końcu można przymknąć (powiedzmy!) oko, ale nie w tym przypadku. W treści jest tak wiele obcych (przynajmniej dla mnie) określeń, oznaczeń (jak chociażby w jidysz, czy dot. danego obyczaju), że czytanie tekstu bez spoglądania do przypisów jest błądzeniem ślepego, a na prawdę średnią atrakcją jest przerywanie co kilka minut lektury i szukanie objaśnienia do konkretnego przypisu. Gdyby nie kwestia przypisów dałabym wyższą ocenę.
Może osoba odpowiedzialna w wydawnictwie wzięłaby to pod uwagę przy okazji druku innych książek. Zarówno ja, jak i spora grupa czytelników bylibyśmy bardzo wdzięczni.
Poza tym istotnym mankamentem Kobiety na marginesach są doskonałe i gorąco polecam lekturę.