Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzysztof beśka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzysztof beśka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 sierpnia 2016

Rikszą do nieba - Krzysztof Beśka

Wydawnictwo Melanż, Moja ocena 4-/6
Akcja rozgrywa się w latach 40. XX wieku oraz w roku 1968, w trakcie pamiętnego protestu studentów aż po antysemickie akcje rok póżniej.
Rikszą do nieba, to bardzo dobra powieść, której bohaterem jest mieszkaniec Warszawy, Antek, absolwent elitarnego liceum im. S. Batorego, lekkoduch, do wszystkiego podchodzący z pozycji, jakoś to będzie, człowiek, niezupełnie pasujący do okupacyjnej rzeczywistości, do wybuchu wojny żyjący w jakby innym świecie, trzymany pod kloszem.
Mimo lekkiego podejścia do okupacyjnych faktów, Antek postanawia za wszelką cenę przeżyć. Sprowadzi to na niego wiele niebezpieczeństw, które w dużej mierze będą osią opowieści.
Rikszą do nieba to nieźle napisana książka. Niewątpliwym plusem jest spora ilość wojennych realiów, ukazanie życia w okupowanej stolicy, próby jego organizacji, radzenie sobie z przeciwnościami, a jednocześnie uczynienie tego w sposób nienachalny, bez zbytniego patosu, bez epatowania okrucieństwem. Beśce udało się świetnie oddać warszawski klimat. W trakcie lektury miałam wrażenie przeniesienia się w czasie. Wyraźnie widać, iż autor doskonale przygotował się do nakreślenia tła historyczno-obyczajowego. Za to należy się ogromny plus.
Atutem jest także ciekawe wykreowanie postaci oraz wplecenie w fabułę sylwetek autentycznych warszawskich bohaterów tego okresu.
Odrobinę przeszkadzała mi zbyt duża ilość często mało wiarygodnych wątków, z których jeden, a właściwie jego zakończenie, pozostawia moim zdaniem trochę do życzenia.
Znam twórczość autora z innych książek. Szczególnie do gustu przypadła mi trylogia, której duża część rozgrywa się w fabrykanckiej Łodzi. Doskonała lektura, na najwyższym poziomie zarówno jeżeli chodzi o tło społeczno-obyczajowo-historyczne, jak i intrygę kryminalną, prowadzenie fabuły, sylwetki bohaterów. 

Biorąc do ręki Rikszą do nieba spodziewałam się czegoś równie dobrego. Niestety. Dostałam co prawda książkę poprawną, ale tylko poprawną. Moim zdaniem autora stać na dużo więcej.
Mimo tego drobnego minusu, Rikszą do nieba polecam, jako lekką lekturę na wakacje.

Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl (klik) 
http://www.taniaksiazka.pl/riksza-do-nieba-krzysztof-beska-p-636738.html


poniedziałek, 12 maja 2014

Pozdrowienia z Londynu - Krzysztof Beśka

Wydawnictwo Rebis, Okładka miękka, Moja ocena 5,5/6
Doskonała, arcywyborna kontynuacja przygód detektywa poznanego w I tomie serii, zatytułowanym Trzeci brzeg Styksu (moja recenzja tutaj klik)
Ponownie przenosimy się do fabrykanckiej Łodzi końca XIX wieku. Miasto wielu kultur, gdzie współżyją obok siebie na pozór zgodnie Polacy, Żydzi, Rosjanie, Niemcy. Miasto, gdzie każdy znajdzie miejsce dla siebie, także największe szumowiny i najgorsi zwyrodnialcy. 
Pewnego dnia znalezione zostają zwłoki dwóch kobiet, które zamordowano w wyjątkowo bestialski sposób. Ofiarom m.in. wycięto narządy rodne. Ciała zostały zmasakrowane, okaleczone. Widać też, że ofiarom przed śmiercią zadano wiele bólu. Kto i dlaczego dopuścił się tak makabrycznej zbrodni? Policja zamiast zajmować się śledztwem w sprawie zabójstw, musi pilnować porządku w mieście. W Łodzi rozpoczynają się bowiem zamieszki, które historia nazwie później „buntem łódzkim”.
Gdzie policja nie może, tam pośle...prywatnego detektywa. Jest nim nie kto inny tylko nasz "stary" znajomy, prowadzący śledztwo w poprzednim tomie, Stanisław Berg. Niestety tym razem okaże się, iż śledztwo w sprawie łódzkiego wampira jest dużo bardziej skomplikowane niż wszystkie, jakie dotychczas prowadził. 
Skąd taki tytuł książki? Czy Berg zawita do zamorskiej stolicy? Czy sprawa wampira zostanie ostatecznie rozwiązana? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury książki. Pozdrowienia z Londynu to pasjonujący kryminał retro + świetna książka obyczajowo – społeczno- historyczna rozgrywające się w Łodzi końca XIX wieku. Autorowi udało się wybornie oddać klimat robotniczej Łodzi, łącznie ze szczegółowymi opisami istniejących wówczas budowli (część z nich przetrwała do dziś). Czytając Pozdrowienia z Londynu przenosimy się o ponad 100 lat wstecz do miasta o tyleż fascynującego (bo taka Łódź była), co przerażającego. Gorąco zachęcam do tych wędrówek. Doskonale oddane są nastroje ludności, niezadowolenie wynikające z różnic klasowych, animozje pomiędzy przedstawicielami różnych narodów i religii. wszak Łódź była tyglem kulturowo-narodowościowym, w którym wrzało, oj wrzało. Niestety, o tym ciągle zbyt mało osób pamięta, wie. Dobrze, że Krzysztof Beśka przybliżył atmosferę dziewiętnastowiecznej Łodzi. 
Ul. Piotrkowska pod koniec XIX wieku, źródło wikipedia
Willa Meyera, Łódź ok. 1890-1895 roku, źródło wikipedia
Bardzo ciekawie ukazany jest także sam wątek kryminalny i drobiazgowo prowadzone śledztwo. Momentami aż grozą wieje i trzyma się kciuki za dzielnego detektywa.
Szczerze, to nie mam do czego się przyczepić. No może zakończenie odrobinę bym zmieniła. Co nie znaczy, iż jest ono złe. Po prostu wymarzyło mi się inne:).
Gorąco zachęcam do lektury. I z niecierpliwością czekam na III tom serii.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Wieczorny seans - Krzysztof Beśka

Wydawnictwo MG, Okładka miękka, 336 s., Moja ocena 5-/6
Nie produkuję recenzji taśmowo, nie czytam tak szybko, to po prostu zaległości recenzyjne książek przeczytanych na urlopie. W związku z tym, że jedną książkę tego autora zrecenzowałam rano, postanowiłam iść za ciosem... 
Tym razem mamy do czynienia z kryminałem, jak najbardziej współczesnym, niestety ku mojemu ubolewaniu umiejscowionemu nie w mojej kochanej Łodzi, a w Warszawie. Nie, żebym cokolwiek miała przeciwko stolicy, ale zawsze bliższa koszula ciału...mimo, iż Warszawie Beśki absolutnie nic nie można zarzucić.
Wieczorny seans to prawdziwy, miejski kryminał, do jakiego w ciągu ostatnich lat przyzwyczaiło nas wielu polskich autorów. Ten typ kryminału staje się coraz modniejszy. Szczerze, to marzy mi się  kryminał z akcją rozgrywająca się na wsi, albo w bardzo małym miasteczku, ale takim naprawdę małym. 
Jednym w/w działalność literacka wyszła lepiej, inni o dalszych próbach raczej powinni zapomnieć.
Krzysztofowi Beśce wyszło zdecydowanie dobrze. Zresztą wcale się temu nie dziwię, po lekturze Trzeciego brzegu Styksu należę do wiernych fanek autora.
Głównym bohaterem Wieczornego seansu jest warszawski komisarz Konstanty Podbiał.
Mimo że bardzo przykłada się do swojej pracy, nie jest typem grzecznego policjanta, wręcz przeciwnie. Podbiał jest narwany, ma momentami niewyparzony język, ale zna się na swojej robocie jak mało kto, jest nieustępliwy i ambitny, a bandytów tropi do upadłego. Taki rasowy policjant z dochodzeniówki, który nie za bardzo daje się okiełznać oraz wtłoczyć w ogólnie przyjęte ramki.
Niestety praca zawodowa i sukcesy w niej nie idą w parze z sukcesami w życiu prywatnym. No cóż, nie można mieć wszystkiego.
Żona komisarza – Kasia, właśnie złożyła pozew o rozwód, z czym nasz śledczy nie potrafi się pogodzić. Żona jest od lat miłością jego życia, nadal ja kocha i nie zgadza się na rozwód. Stara się poświęcić żonie, jak najwięcej czasu, ratować małżeństwo, ale służba nie drużba.
Wiem, wiem to oklepany motyw zarówno w serialach kryminalnych, jak i książkach, ale Beśce wyszedł całkiem, całkiem i doskonale pasuje do komisarza Podbiała.
Pewnego dnia zostaje zamordowany dyrektor potężnej firmy. Sprawa od początku o tyle się komplikuje, że potencjalnych sprawców jest wielu, dyrektor nie należał do najbardziej lubianych, ba nie należał nawet do mało lubianych; był typowym przykładem szefa korporacji z iście faszystowskimi zapędami. Nic więc dziwnego, że wielu życzyło mu śmierci i równie wielu z niej się ucieszyło. Dla komisarza to jednak niezbyt dobrze – lista podejrzanych jest z każdą chwilą coraz dłuższa i dłuższa....
Podbiał wraz z ekipą zaczynają prowadzić śledztwo. Mimo mnogości potencjalnych sprawców, sprawa wydaje się dosyć prosta. Do czasu jednak. Bardzo szybko okazuje się bowiem, że zabójstwo dyrektora to dopiero początek czarnej serii i zabawy w kotka, myszkę i widza kinowego....
Do kolejnego morderstwa dochodzi bardzo szybko. Ma ono miejsce na planie serialu, w którym (o ironio!) występuje żona Podbiała.
Trup ściele się więc gęsto, a żeby rozwiązać sprawę Podbiał musi sięgnąć w przeszłość i to nie tylko przeszłość ofiar. A cała intryga jest nierozerwalnie związana z kinem...klucza do zagadki należy szukać w przeszłości, kiedy to na mapie miasta znajdowały się jeszcze obiekty noszące upojne, socjalistyczne nazwy: Moskwa, Skarpa, Sawa, Relax, Syrena…
stare dobre czasy:)
(…) Na szczęście i pan komisarz zdążył na wieczorny seans - zaśmiał się prześladowca. - Mimo że nie przewidujemy następnych, jest szansa na zawsze wpisać się w historię.
Więcej nie zdradzę, żeby nie psuć wam przyjemności lektury. Jeżeli chodzi o recenzję kryminałów nic mnie tak nie irytuje, jak za dużo zdradzonej fabuły.
Mogę tylko napisać, że zdecydowanie polecam Wieczorny seans nie tylko na letnie wieczory:).
Mamy tutaj dobrze skonstruowaną kryminalną intrygę, odpowiednio dawkowane napięcie i sporo obserwacji natury obyczajowo – społecznej + opisy współczesnej Warszawy ze wszystkimi jej plusami i minusami, które to o dziwo (dla mnie łodzianki) równoważą się. Beśka tak przedstawia Warszawę, że aż chce się zamieszkać w tym mieście:).
Mamy także sporo czarnego, zabarwionego gorzką ironią humoru, co akurat przypadło mi
bardzo do gustu.
Wieczorny seans trzyma w napięciu, intryga jest nieżle skonstruowana, postacie bardzo wyraziste, morderca sprytny...polecam.
A za co ten minus przy ocenie? No cóż...sama nie wiem. Po prostu po Trzecim brzegu Styksu czuję pewien niewielki, minimalny, mikroskopijny wręcz niedosyt. Uważam, że Podbiała stać na jeszcze lepiej prowadzone śledztwo i mam nadzieje, że w kolejnej książce udowodni nam to. A poza tym, moim skromnym zdaniem, śledztwo umiejscowione w Łodzi byłoby ciekawsze:) Ale to moje subiektywne odczucie. Z kolei mój mąż, który także czytał obie książki uważa, że obie są świetne i...czepiam się. No, ale on nie jest łodzianinem:), to wszystko tłumaczy:). Niemniej jest to doskonały debiut jeżeli chodzi o kryminał miejski, współczesny, który mogę z czystym sumieniem polecić. .
Krzysztof Beśka to prozaik, dziennikarz, absolwent filologii polskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie, urodzony w Mrągowie. Jest autorem tekstów piosenek oraz twórcą słuchowisk realizowanych przez Teatr Polskiego Radia. Wydał już kilka powieści, m.in: Wrzawę, Bumerang oraz Fabrykę Frajerów, za którą w 2009 r. otrzymał Literacką Nagrodę Warmii i Mazur. Wieczorny seans to, obok Trzeciego brzegu Styksu jego najnowsza powieść. Musze koniecznie sięgnąć po wcześniejsze książki autora.
Cieszę się, że autor pracuje nad kolejnym kryminałem Ostatni rozkaz. Będzie to współczesny kryminał, ale z odniesieniami do powstania warszawskiego, ukaże się w Wydawnictwie MG na początku przyszłego roku.

A tu blog autora.

Trzeci brzeg Styksu - Krzysztof Beśka

Dom Wydawniczy Rebis, Okładka miękka, 392 s., Moja ocena 5,5/6
Odwiedzający mój blog od jakiegoś już czasu, wiedzą doskonale, że jestem wielbicielką (wręcz fanatyczną:)) mojego rodzinnego miasta, którym jest Łódż. Dlatego lektura kryminału Krzysztofa Beśki była dla mnie niesamowitą przyjemnością. Mam nadzieję, że uda mi się zachęcić was do sięgnięcia po tę książkę. Na prawdę warto.
Lekturę Trzeciego brzegu Styksu rozpoczęłam w samolocie lecąc na urlop i dawno lot nie minął mi tak szybko, nawet śmiało mogę stwierdzić, że za szybko. Akcja wciągnęła mnie od pierwszej strony i nie puściła :), aż do końca.
Trzeci brzeg Styksu to pasjonujący kryminał retro + świetna książka obyczajowo – społeczno- historyczna rozgrywające się w Łodzi końca XIX wieku - tego jeszcze nie było. Od czasów Reymonta i fenomenalnej Ziemi Obiecanej, nikt z autorów nie pokusił się o umieszczenie akcji książki w fabrykanckiej Łodzi. Dlatego jestem w dwójnasób wdzięczna Krzysztofowi Beśce – za świetną książkę i za tak wspaniale ukazane tło historyczne i społeczne. 

Wszystkie szczegóły i opisy ukazujące nam tło historyczne, obyczaje, ubrania, budownictwo, problemy, radości mieszkańców Łodzi z końca XIX w., autor przedstawia w fantastyczny sposób. Widać że zadał sobie bardzo dużo trudu, żeby te szczegóły odnależć, wyciągnąć na światło dzienne XXI w. Na pewno musiał myszkować po wielu książkach historycznych dot. Łodzi i okolic, oglądać dawne zdjęcia, rozmawiać z pasjonatami łódzkiej historii oraz historii przemysłu włókienniczego.
Dzięki temu czytając Trzeci brzeg Styksu przenosimy się do miasta dymiących kominów, pracujących pełną parą fabryk włókienniczych, rozkwitających i upadających fortun końca XIX w. Ziemia obiecana dla wielu, ziemia przeklęta dla innych. I taką Łódż (niezwykle autentyczną) genialnie ukazuje autor.
To właśnie klimat i realia ukazane przez autora tworzą tak niesamowitą książkę, jaką jest Trzeci brzeg Styksu.
Nie bez kozery jeden z bohaterów książki tak opisuje miasto:
Niektórzy ludzie (…), są przekonani, że Łódź to tylko setki wielkich fabryk, gdzie ludzie nie mają nic innego do roboty poza właśnie… robotą. Jedni przy maszynach, inni- przeliczając pieniądze, bo to też, wbrew pozorom, dość wyczerpujące zajęcie.(…)
Ale Łódź to także kraina wszelakiego występku i zbrodni. Mówią, że to miasto wybrukowane złotem. Może i tak, ale wszyscy doskonale wiedzą, że znajdziesz w nim pod stopami także błoto i wszelakie robactwo, i krew, bo przecież w tak wielkim organizmie, gdzie człowiek ciasno przy człowieku, sam pan rozumie…

Ale teraz kilka słów o samej fabule i wątku kryminalnym, który choć niezmiernie ważny, nie jest
jednak tym najważniejszym.
Pewnej nocy z pałacu bardzo zamożnego fabrykanta Friedricha Neumanna zostaje nocą porwany jego 6-letni syn. Policja rozpoczyna zakrojone na wielka skalę śledztwo, ale nie przynosi ono niestety pozytywnych rezultatów. Po kilkunastu dniach znika kolejne dziecko, tym razem  inżyniera Szałkowskiego z fabryki Scheiblera. Miasto, a przede wszystkim rodziców zaczyna ogarniać panika.
W tym samym czasie do Łodzi przyjeżdża Andrzej Potulicki, zlicytowany szlachcic, i również przepada bez wieści. Wtedy na scenę wkraczają dwaj główni bohaterowie – detektywi Riepin i Raczyński. Na prośbę zrozpaczonej p. Neumann rozpoczynają śledztwo. Przy czym od razu trafiają na pewien trop, na który nie zwróciła uwagi policja. Prowadząc śledztwo stosują wiele niekonwencjonalnych (jak dla stróżów prawa) metod. Bardzo szybko udaje im się trafić na trop, który wiedzie do cyrku. Rozpoczyna się wyścig z czasem, a droga do poznania prawdy powiedzie poprzez podejrzane szynki, zadymione cukiernie, ruiny spalonych fabryk i ciemne zaułki, ale też pałace przemysłowego miasta.
Więcej nie zdradzę, żeby nie psuć wam przyjemności lektury tej wyjątkowej pozycji.
Zagłębiając się w kolejne strony książki będziecie mieli okazję poznać niesamowite miasto, jakim była fabrykancka Łódż, kalejdoskop najróżniejszych ludzkich postaci, które to miasto tworzyły oraz dwójkę detektywów, którzy niestrudzenie prowadzą śledztwo zgodnie ze wszystkimi klasycznymi jego kanonami. 
Poza tym przeogromne bogactwo różnorodnych postaci – zarówno jeżeli chodzi o ich pochodzenie, charakter, wykonywane profesje jak i wiele innych aspektów. Beśka udowodnił, że tworząc tak barwną galerię bohaterów nie trzeba robić tego „po łebkach”, tworząc płytkie postacie, jak to się niestety wielu autorom zdarza. Wręcz przeciwnie, Beśka stworzył rzeszę pełnokrwistych, fascynujących postaci. I chwała mu za to.
Ogromny plusem jest także fakt, że mnogość wątków, które śledzimy jest bardzo klarownie przedstawiona, nic się nie myli w trakcie lektury, wszystkie wątki, problemy są doprowadzone konsekwentnie do końca, nic autor nie pozostawia tylko naszym domysłom.
Brak mi tylko ilustracji, rycin, które ukazywałyby piękno fabrykanckiej Łodzi, ale to taki drobny minus absolutnie nie wpływający na bardzo wysoki poziom książki.
Oby więcej takich pozycji na naszym rynku wydawniczym.
Dla mnie (miłośniczki dawnej Łodzi i doskonałej prozy) spotkanie z Trzecim brzegiem Styksu było niesamowitą frajdą, czego i wam życzę.
A autor trafia na listę moich ulubionych polskich pisarzy. Na urlopie przeczytałam jeszcze jeden z jego kryminałów Wieczorny seans, który niedługo zrecenzuję.
A jak należy rozumieć tytuł książki, ów Trzeci brzeg Styksu? Jak w jednym z wywiadów powiedział autor - (…) ów trzeci brzeg to pewien symbol tamtych czasów, końca XIX wieku. Wtedy niemożliwe okazywało się możliwe, fortuny rodziły się w ciągu jednego miesiąca i jeszcze szybciej upadały, a milioner zostawał żebrakiem. Ale nawet znalezienie się na brzegu mitycznej rzeki umarłych nie oznaczało końca, czyli wędrówki, a raczej rejsu na drugi brzeg. Zawsze przecież jest jakaś nadzieja...

Łódż końca XIX w. - zdjęcie ze zbiorów UMŁ.
Obecnie autor pracuje następną częścią przygód bohaterów: Pozdrowienia z Londynu. 
Jak sam mówi w jednym z wywiadów (...)  książka jest na ukończeniu (...) Będzie sporo znanych już bohaterów, ale i wielu nowych, ale rzecz dzieje się znów w Łodzi, pod rządami nowego policmajstra. Myślę, że w księgarniach książka pojawi się za rok.(...) Szkoda, że dopiero wtedy:(.