Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Są powieści, które się czyta. Są też takie, które wślizgują się do umysłu, pod skórę i zostają tam na długo. Patricia Highsmith kolejny raz napisała taką właśnie powieść. Autorka ponownie udowadnia, że jest mistrzynią psychologicznej wiwisekcji, zaglądania do duszy i umysłu bohatera. Jej proza nie epatuje sensacją, jest jak najdalsza od tego. W tej powieści napięcie nie rodzi się z pościgów czy gwałtownych zwrotów akcji, nie ma nic wspólnego ze znanym wszystkim zabiligoiuciekł. Ta powieść jest pełna myśli, to one ją tworzą i osaczają czytelnika.
Bohater, Howard Ingham, młody nowojorski pisarz, przybywa do Tunezji. To mężczyzna po przejściach, z przeszłością i z bagażem osobistych porażek i zawodowych ambicji. Ma napisać scenariusz, ma zacząć od nowa, ma uciec. Ale ucieczka okazuje się iluzją. Czekając na przyjaciela, który nigdy nie przyjeżdża, zostaje sam – w obcej kulturze, w obcym klimacie, w obcej moralności i z własnymi problemami.
Howard zaczyna pisać powieść o człowieku, który sam ustanawia własne reguły moralne. Autorka tworzy coś, co wprowadza czytelnika w zdziwienie i lekki chaors, pisarka zaciera granicę między fikcją a rzeczywistością. W końcu nie wiemy, czy to bohater tworzy historię, czy historia tworzy bohatera?
Nasz bohater zaczyna spędzać czas z innymi cudzoziemcami: tajemniczym Adamsem i malarzem Jensenem. Ich rozmowy o moralności, odpowiedzialności i wolności powoli wpływają na jego sposób myślenia. Trudno coś więcej napisać jeżeli nie chce sie zdradzić treści, a ja nie chcę. W związku z tym nic więcej wam nie zdradzę. Napiszę tylko, że dzieje się, oj dzieje. I nic nie jest ani proste, ani oczywiste.
Najciekawsze w tej książce jest to, że nie daje jasnych odpowiedzi. Czy Howard jest niewinny? Czy może sam doprowadza do trudnych wydarzeń? Czy strach, który czuje, wynika z realnego zagrożenia, czy z jego własnych myśli? Autorka zostawia czytelnika z tymi pytaniami, pisze prosto, ale bardzo trafnie. Skupia się na uczuciach i myślach bohatera. Pokazuje, jak samotność i poczucie wyobcowania mogą zmienić człowieka.
To książka hipnotyzująca, cicha, ale wręcz krzycząca. Zakończenie nie daje ani rozwiązania, ani oczyszczenia. Finał i cała powieść dają za to mocną refleksję. Czytając, ma się wrażenie, że autorka powoli odsuwa kolejne warstwy psychiki, aż zostaje naga prawda: człowiek jest istotą zdolną do wszystkiego, jeśli tylko znajdzie odpowiednie uzasadnienie. Smutne, ale prawdziwe.
Dodatkowym atutem jest fakt, iż Highsmith genialnie wykorzystuje i ukazuje scenerię Afryki Północnej. Mamy wplecione w opowieść palące słońce, surowe krajobrazy, egzotyczne miasta. Wszystko to genialnie ukazuje wewnętrzny niepokój bohatera, który z każdym zdaniem jest coraz większy. Wszystko- kulturę, dzień codzienny, krajobrazy, nastrój, pisarka wplotła w opowieść. Ba, Tunezja w tej powieści nie jest tłem – jest równorzędnym bohaterem. Całość tworzy mieszankę wybuchową.
Drżąca ręka fałszerza nie jest tylko thrillerem psychologicznym. To mistrzowskie studium samotności, alienacji i kruchości zasad. To powieść, która udowadnia, że największe dramaty rozgrywają się nie w świecie zewnętrznym, lecz w umyśle.
To książka dla osób, które lubią powieści psychologiczne i historie, w których ważniejsze od akcji są emocje i wątpliwości bohatera. „Drżąca ręka fałszerza” skłania do zastanowienia się nad tym, czym jest prawda i czy każdy z nas, w trudnej sytuacji, nie zacząłby usprawiedliwiać własnych decyzji. Polecam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.