środa, 4 lutego 2026

Wymieranie Ireny Rey - Jennifer Croft

 


Wydawnictwo Pauza, Moja ocena 5,5/6
Wymieranie Ireny Rey to książka, która zaskakuje od pierwszych stron i bardzo długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Dawno nie czytałam tak zabawnej, mądrej i doskonałej powieści – takiej, która jednocześnie bawi, niepokoi i zmusza do myślenia o literaturze i relacjach między ludźmi. 
Punktem wyjścia jest intrygujący, niemal filmowy pomysł, który kojarzy mi się z Agathą Christie. Ośmioro wybitnych tłumaczy z różnych krajów przyjeżdża do domu legendarnej pisarki Ireny Rey. Dom jest ukryty w sercu Puszczy Białowieskiej. Tu ogromne brawa dla autorki, tłumaczki dzieł Olgi Tokarczuk. Nasi bohaterowie mają pracować nad największym dziełem Rey, „Szara eminencja”, tłumacząc je równocześnie na swoje języki. Już sam ten pomysł pokazuje, jak bardzo Croft interesuje proces twórczy i to, co zwykle dzieje się „za kulisami” literatury. Sytuacja szybko jednak wymyka się spod kontroli :), bo Irena Rey nagle znika – bez pożegnania, bez wyjaśnienia, bez śladu. 
Od tego momentu powieść zaczyna żyć własnym, niepokojącym, zadziwiającym życiem. Tłumacze, którzy wcześniej rywalizowali o uwagę autorki i traktowali ją niemal jak bóstwo, zostają zamknięci razem w lesie, z dala od świata, z narastającym poczuciem zagubienia. Z jednej strony próbują ją odnaleźć, z drugiej uparcie kontynuują pracę nad jej książką. Ta sprzeczność jest jednym z największych atutów powieści: pokazuje, jak silna potrafi być obsesja na punkcie dzieła i autora, nawet wtedy, gdy człowiek zaczyna tracić grunt pod nogami. Inteligentni, nawet bardzo, tłumacze po zniknięciu Ireny Rey zaczynają się gubić, zachowują się jak bezwolne, niemyślące racjonalnie dzieci. 
Jennifer Croft z ogromnym wyczuciem i humorem portretuje bohaterów. Każdy z tłumaczy jest inny – kulturowo, emocjonalnie, mentalnie. To, co ich dzieli, róznice są na równi śmieszne, co niepokojące i zadziwiające. Sympatie i antypatie, drobne konflikty, ambicje i zazdrości narastają, prowadząc do coraz większej paranoi. Autorka pokazuje, jak cienka jest granica między podziwem a uzależnieniem, między współpracą a rywalizacją. Wierzcie mi, wiele osób zobaczy w tej ksiażce mniejsze lub większe okruchy samych siebie lub kogoś bliskiego. Powieść jest zadziwiająca i po prostu szalona. 
To także książka bardzo, bardzo zabawna i niezwykle zwodnicza. Ironia, lekki absurd, inteligentne dialogi, podsuwanie mylnych tropów sprawiają, że nawet w mroczniejszych momentach pojawia się uśmiech. Jednocześnie jest to opowieść pełna refleksji. Croft wplata i ciekawie ukazuje kwestie kultu, sławy, opowiada o tym, jak sami tworzymy mity wokół znanych osób. Sporo jest także o języku, sztuce, literaturze, które tworzą rzeczywistość, mimo iż często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ważną rolę odgrywa również natura: Puszcza Białowieska nie jest tu tylko tłem, lecz niemal osobnym bohaterem, dzikim i obojętnym wobec ludzkich dramatów, ale także bardzo niebezpiecznym. 
Wymieranie Ireny Rey to powieść niejednoznaczna, wymykająca się wszelkim, sztampowym klasyfikacjom gatunkowym. Czytelnik błądzi między dramatem a tajemnicą zniknięcia tytułowej muzy, obserwując jednocześnie, jak bohaterowie stają twarzą w twarz z własną naturą, wspomnieniami i demonami. To książka także o tym, co zostaje po człowieku w oczach innych. 
Bez wątpienia to świetny debiut. Jest on niezwykle dojrzały, oryginalny i odważny. Jennifer Croft stworzyła historię, która jest jednocześnie literacką przygodą i błyskotliwym komentarzem do świata nie tylko kultury. Jeśli ktoś szuka powieści inteligentnej, nieoczywistej, zabawnej i naprawdę wciągającej – Wymieranie Ireny Rey będzie strzałem w dziesiątkę. Polecam. 

Zapraszam na mój profil na instagramie (klik) 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.